Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Czarodziejska Rozgłośnia Radiowa
AutorWiadomość
Czarodziejska Rozgłośnia Radiowa [odnośnik]07.04.20 23:35

Czarodziejska Rozgłośnia Radiowa

Siedziba Czarodziejskiej Rozgłośni Radiowej mieści się przy głównej ulicy w Hogsmeade - na piętrze nad niewielką kawiarnią. Prowadzący audycje i technicy gniotą się na niewielkiej przestrzeni w jednym z wynajmowanych mieszkań, które zostało przerobione na miejsce nadające się do pracy. To dopiero raczkujące radio - wystrój jest skromny, w środku znajdują się tylko niezbędne sprzęty, a na białych ścianach nie znajdzie się ani jednej ozdoby. Audycje nadawane są z salonu, tam też zaprasza się gości.


Lokal zamknięty

Podchodzicie do drzwi wejściowych i dostrzegacie panującą wewnątrz pustkę. Dopiero po chwili odszukujecie spojrzeniem brzydki napis spisany w pośpiechu zamknięte. Domyślacie się, że wojna musiała zmusić właścicieli do wycofania się z prowadzenia biznesu. I kto wie? Może również ucieczki?


Lokal został zamknięty do odwołania. Można jednak prowadzić rozgrywki mające miejsce przed budynkiem.


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 14.01.21 21:15, w całości zmieniany 1 raz
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Czarodziejska Rozgłośnia Radiowa Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Czarodziejska Rozgłośnia Radiowa [odnośnik]11.04.20 1:10
1 IV
noc


Głos siostry wciąż wiruje mi w pamięci, gdy czekam na schodku przed wejściem, zgarbiona, opatulona kilkoma szalami; moje dni wypełnia muzyka, każdy jeden, ale ten ma być wyjątkiem. W tym najcichszy nawet dźwięk jest niechcianym jazgotem, który mógłby zagłuszyć kolejną wiadomość od Marcy, gdyby srebrzysty rudzik znowu się pojawił (czemu Cella nie odpowiada?). Zaczynam tonąć w melodii ciszy, urywanej i chaotycznej, a nade wszystko - niosącej poczucie, że w tym interwale mieści się coś, co jeszcze nie dociera do moich uszu, lecz wkrótce ogłuszy mnie hukiem. Wierzę w podszczypywania intuicji, próbującej usilnie zwrócić uwagę na to, że zaraz stanie się coś, na co powinniśmy być gotowi. To wszystko zdaje się być tylko preludium do czegoś, na co nie mogłam się przygotować, czego nikt się nie spodziewał.
Zmęczenie ciemnymi smugami nocy rozmyło się pod moim sennym spojrzeniem, kiedy kuliłam się coraz bardziej, coraz ciaśniej obejmowałam się ramionami, walcząc z upływającym czasem i milczącą kołysanką, która jaśniała na gwiezdnej pięciolinii.
Powiedziała mi, śmiertelnie poważnym tonem, że to bardzo ważne. Że muszę czekać na kogoś, kto nazywa się Abbott, z kim miała pojawić się Kaelie. Ale oni nie przybyli - więc wysłałam list do Celli, lecz stał się on tylko kolejną wiadomością, którą świat przyjął, zagłuszając jej pogłos; nie dotarło do mnie nawet echo.
Oddech zaplątał się w sen, odpłynęłam gdzieś daleko, ale oślepiająca jasność zamigotała ponownie na cienkiej warstwie płatków skóry powiek, wybudzając mnie niemal natychmiast. Tym razem to nie głos siostry usłyszałam, lecz Kaelie, przejęty, zmartwiony, a przede wszystkim - rozedrgany zmęczeniem, jakby zmagała się z czymś ponad swoje siły.
Dumny jeleń zatrzymał się naprzeciwko mnie, po raz ostatni obrzucając mnie czujnym spojrzeniem, nim pomknął gdzieś dalej. Lecz to, co usłyszałam, wystarczyło, by ocucić mnie w ciągu nastu uderzeń zrywającego się do biegu serca.
Powtarzałam półgłosem kilka zlepków słów, tworzących frazy, które brzmiały po prostu obco, ale wiedziałam, że kluczowe jest, żeby przekazać je właśnie w tej formie. Na klęczkach w salonie wsunęłam czystą kartkę do maszyny do pisania, wystukując pospiesznie bariera powstrzymująca teleportację, ewakuacja mugoli oraz osób mugolskiej krwi, charłaków - dłoń zadrżała mi nieznacznie - oraz wszystkich tych, którzy mogą być teraz zagrożeni, i w końcu - Malfoy oraz wyrok - tuż obok siebie, tworzące kombinację, która spowodowała, że poczułam ciarki na całym ciele.
Zapomniałam zmienić buty, w papuciach w kwiatki biegnę przez znane mi uliczki Hogsmeade, umierając ze strachu o Cellę, która wciąż nie odpowiedziała na mój list. Wiem tylko tyle, ile przyjął pergamin, na którym kurczowo zaciskam palce. Stałam się posłańcem najokrutniejszych wieści, które zmienić mogą życia tysięcy ludzi. Czy Londyn to tylko początek?
Zapasowy klucz noszę na szyi, jak wisiorek - kiedy tego nie robiłam, zawsze o nim zapominałam; próbuję wsunąć go do otworu, lecz nie potrafię tego zrobić, udaje się dopiero po chwili, po kilkunastu próbach (ile czasu zmarnowałam?).
- Eddie - ledwie stawiam trzeci krok w siedzibie naszego radia, kiedy słyszę w odpowiedzi jakiś hałas w salonie, w końcu światło z różdżki ubiera ciemność w kształty i kolory. - Eddie - powtarzam, widząc go w końcu - jak wygrzebuje się spod koca i wstaje z niewielkiej kanapy. Teraz czuję ulgę, że siedzi tu do późna, niemal zapominając, że ma swoje własne mieszkanie trzy kamienice stąd. Pewnie znowu naprawił coś, czego naprawić się rzekomo nie dało, siedząc tu po godzinach pracy. Nie muszę czekać długo na reakcję - zasypuje mnie pytaniami, co się stało, jednocześnie dopinając guziki koszuli; więc wyciągam w jego stronę zmięty pergamin, powtórzenie tych słów mnie przerasta, grzęzną gdzieś w krtani. Siadam na jednym z krzeseł w salonie, spoglądając na niego tak, jakbym liczyła na to, że powie mi teraz, co powinnam zrobić. Co my powinniśmy zrobić. Kilka oddechów, by się uspokoić (za mało), on nie mówi wciąż nic, wygląda na to, że po mojej stronie będzie leżeć inicjatywa.
- Musimy nadać komunikat, tam dzieje się coś koszmarnego, ci wszyscy ludzie... tkwią w pułapce, dostałam wiadomość od siostry, a teraz od znajomej; nie wiem, co na to Beth, ale jeśli jest szansa, że ktokolwiek z Londynu usłyszy naszą wiadomość, nawet jeśli miałaby to być garstka osób, to wciąż powinniśmy to zrobić, nie uwierzę, jeśli powiesz, że myślisz inaczej... Ed, to jest rzeź, napadają mugoli w nocy, we śnie, oni nawet nie mają się jak bronić, przecież... - zaczynam stąpać po rozkruszonym szkle swoich emocji, kalecząc się nimi coraz bardziej. Widzę, że się waha - nie rozumiem, dlaczego. Przecież nie wymyśliłabym czegoś takiego, nie przyśniłoby mi się to w najgorszym z koszmarów. A może chodzi o coś innego - o odpowiedzialność za radio? O to, że tym jednym komunikatem podpadniemy Ministerstwu? Ale czy nie stało się tak już w Sylwestra? - Eddie, jak myślisz, ile zaklęć są w stanie rzucić w kolejnych bezbronnych ludzi w przeciągu minuty? Ile ich zostało rzuconych, od kiedy tutaj weszłam? - wywieram nacisk, potem chyba zaczynam go błagać, to już nie jest prośba, nagle, widząc jego niezdecydowanie, przestaję się czuć tak niepewnie, wiem już, co trzeba zrobić.
Miałam czekać - czekałam. Słowa siostry prowadziły mnie przez to wszystko, nawet kiedy ona sama była tak daleko. Kiedy ona... nie, nie mogę sobie teraz wyobrażać, co się z nią dzieje. Kolejne wskazówki - tym razem od Kaelii, były jasne. Oczekiwali od nas jednej rzeczy, tylko tego. - Masz tam kogoś? W Londynie? Połowa mojej rodziny znajduje się teraz w stolicy, utknęli tam, nie możemy dla nich zrobić nic więcej, poza tym jednym... Eddie, po prostu rzuć zaklęcie, zacznijmy nadawać, biorę na siebie odpowiedzialność za to, co teraz się stanie, porozmawiam z Beth, jak tylko ją tutaj ściągniemy, ale najpierw... nie mamy czasu, oni... tam giną - mówią, że można oswoić rzeczywistość słowami, ale we mnie samej coś zdaje się umierać, kiedy wypowiadam ten jeden wyraz. Nigdy jeszcze nie bałam się tak bardzo jak dzisiaj. Czułabym, gdyby coś jej się stało - uspokajam się tą myślą, choć to złudna iluzja, znika szybko, pogrzebana w ruinach pewności. Nie mogę jej mieć. - Eddie, wiesz dobrze, że ta rozgłośnia jest czymś więcej niż kilkoma audycjami, które wspólnie tworzymy, przecież jej założeniem było niesienie słowa czarodziejom, nie tylko tego dobrego, tym razem przyszło nam przekazać straszne wieści, ale to nasza praca, i może nie mamy czegoś takiego wpisanego do zakresu naszych obowiązków, ale to też nim jest, musimy nadać ten komunikat, musimy - posłuchaj mnie, nie odwracaj wzroku, nie uciekaj spojrzeniem. Jak - mając taką informację - możemy milczeć? - Obojętność może zabijać, po prostu to włącz, przekażę informacje sama - po raz pierwszy mój głos miał zawibrować na membranie mikrofonu, nim magiczne fale poniosą go w świat, do naszych nadajników na terenie całej Wielkiej Brytanii i - co najważniejsze - na londyńskie ulice, które teraz stają w płomieniach; może na razie tli się na nich tylko ogień nienawiści, nie zniszczeń?
Przełamuje się. Widzę to - to, co się tam dzieje, dręczy go tak samo jak mnie. To nasza praca, nasz obowiązek, by odpowiedzieć na wezwanie w środku nocy, jeśli coś, co powiemy, może pomóc innym. Nie możemy czekać do południa na rozpoczęcie się pierwszej audycji, skoro mamy możliwość, żeby kilka najważniejszych słów przekazać wcześniej.
W końcu kiwa głową, zachowawczo, jakby wciąż jeszcze zastanawiał się, czy się z tego nie wycofać, ale widzę już, jak za pomocą magii reguluje fale radiowe, włącza kontrolki, po czym zapraszającym gestem wskazuje na mikrofon, zbierający najdrobniejszy szmer, przełamując tę ciszę, która zapadła między mną a Edem.
Na rozdygotanych nogach podchodzę do biurka, rozbłyska zielona poświata. To już.
- Londyn, nadaję komunikat. Wybiła godzina walki - mam przed sobą kartkę, ale nie potrzebuję na nią patrzeć, żeby przypomnieć sobie niesione światłem słowa Kaelii; nie chcę brzmieć, jakbym odczytywała napisane przez kogoś przemówienie; zapadająca na chwilę cisza, pozwalająca mi przetrawić emocje, jest po prostu autentyczna - na rozkaz Malfoya jego ludzie wyłapują zamieszkujących na terenie Londynu mugoli, mugolaków oraz charłaków, oni wszyscy znajdują się w śmiertelnym niebezpieczeństwie, potrzeba różdżek gotowych ich bronić i osób, które pomogą im się ewakuować z miasta. Nie da się tego zrobić za pomocą teleportacji, Ministerstwo otoczyło Londyn barierą blokującą teleportację. Przekażcie tę informację, komu tylko możecie. Jeśli mieszkacie w pobliżu osób niemagicznych bądź mugolskiego pochodzenia, pomóżcie im, oni czekają na waszą pomoc. Londyn walczy, z tego koszmaru nie można się wybudzić, musicie się z nim zmierzyć. Jesteście odpowiedzialni za każdego, kto nie może trzymać w dłoni różdżki, za tych słabszych, chorych. Wasz sprzeciw i wasza pomoc mają znaczenie, kupi im wszystkim czas, może ochronić czyjeś życie. Tak jak oni wołają o pomoc, wołam i ja, usłysz ich. Nie musisz być bohaterem, bądź człowiekiem, nie zamykaj oczu - unoszę dłoń, gestem dając znać, że nie dam już rady, Eddie wyłącza mikrofon, światło przestaje się palić, ale mój komunikat, zapętlony, rozbrzmiewa ponownie, raz jeszcze, a potem znowu. Oczy są pełne strachu i łez, a te wsiąkają we wszystkie warstwy szali, które wciąż mam na sobie.
Beth pojawia się kilkanaście minut później, już wie. Patronus od Eddie'ego jej nie obudził, zrobiły to sowy, które zaczęły zlatywać się do jej domu. W matczynym geście odgarnia włosy z mojej twarzy, pojedyncze kosmyki zlepiły się od łez; szepce coś o tym, że dostała informacje, że część ludzi z Ministerstwa walczy, między innymi aurorzy, domyślam się, że niektórzy z magicznej policji również nie zdecydowali się na bezmyślne wykonywanie rozkazów z góry.
Rozgłośnia zapełnia się. Ostatecznie docierają wszyscy, zbieramy informacje - wszystko, czego tylko uda nam się dowiedzieć; patronusy rozświetlają powietrze, po jakimś czasie przylatują też sowy. Mechanicznie przepisuję cytaty z listów od osób, które wysłały nam wiadomości, strzępki wypowiadanych słów docierają do mnie jak zza ściany, nie chcę słyszeć o tym, ilu londyńczyków mogło tam już umrzeć. Ilu tkwi w pułapce, czekając na zagładę. Na swoją śmierć. Na śmierć bliskich.
Ja tkwię w pułapce bezsilności tutaj, mile od nich wszystkich.
Głos Beth wzywa do walki; staramy się przekazać ludziom, które dzielnice są jeszcze względnie bezpieczne - gdzie można próbować się przedrzeć, żeby potem wydostać się z Londynu.
Nikt z nas już nie zaśnie tej nocy. Pracować będziemy cały dzień, głosem Beth podając kolejne komunikaty, kolejne informacje. O dementorach, o bezkarnie rzucanych zaklęciach czarnomagicznych - wszystko, co przekazują nam w gorączkowych reakcjach ci, którzy przeżyli tę noc. Którzy tam byli.
Nie wiem jeszcze nic o swojej rodzinie. Ale słyszałam już o dziesiątkach innych. O tych, którym się nie udało i o tych, którzy się wydostali.
Głos Beth niesie nadzieję, Londyn walczy, a my razem z nim.

komunikat nadany za zgodą MG
{zt}


ma­gno­lie chy­lą na bok cię­żar bia­łych twa­rzy
nie mów­my dziś o śmier­ci, gdy świat się roz­ma­rzył


Ella Figg
Zawód : nić widmo
Wiek : 26
Czystość krwi : Charłak
Stan cywilny : Panna
nie wypełniony tobą
mój pokój się nie kończy
nie ma ścian
ani okien
mój niepokój o ciebie
ogromnieje
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Charłak

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8109-arabella-figg https://www.morsmordre.net/t8165-listy-z-nieba#234455 https://www.morsmordre.net/t8167-call-it-magic#234582 https://www.morsmordre.net/f126-hogsmeade-173 https://www.morsmordre.net/t8171-skrytka-bankowa-nr-1940#234911 https://www.morsmordre.net/t8166-arabella-figg#234557
Re: Czarodziejska Rozgłośnia Radiowa [odnośnik]14.01.21 21:15
Lokal zamknięty

Podchodzicie do drzwi wejściowych i dostrzegacie panującą wewnątrz pustkę. Dopiero po chwili odszukujecie spojrzeniem brzydki napis spisany w pośpiechu zamknięte. Domyślacie się, że wojna musiała zmusić właścicieli do wycofania się z prowadzenia biznesu. I kto wie? Może również ucieczki?


Lokal został zamknięty do odwołania. Można jednak prowadzić rozgrywki mające miejsce przed budynkiem.

Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Czarodziejska Rozgłośnia Radiowa Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Czarodziejska Rozgłośnia Radiowa
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach