Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematuShare
 

 Garkuchnia

Go down 
Autor toWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Garkuchnia Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Garkuchnia Empty
PisanieTemat: Garkuchnia [odnośnikGarkuchnia I_icon_minitime15.03.21 7:46

Garkuchnia

Zwana również namiotem jadalnym, albowiem pan Carrington nie wydawał się zachwycony pomysłem powstania barowozu, nie doceniając czającego się w owym słowie dowcipu. Magicznie powiększona przestrzeń dzieli się parawanem na część kuchenną, gdzie króluje niepodzielnie były marynarz Moe, tworzący najprzedniejsze dania z niekoniecznym zachowaniem standardów higienicznych. Zdarza mu się również wymyślać na poczekaniu prawdziwie mrożące krew w żyłach opowieści iście heroiczne, w których jest główną postacią walczącą na śmierć i życie, o kawałek chleba, którego dana osoba akurat nie ma ochoty zjeść. Druga, większa część jest typowo jadalna, cztery drewniane, długie stoły z pasującymi doń ławami, ustawione są równo, zapewniając miejsce dla każdego cyrkowca. Zimą stawiane są kosze z magicznym ogniem ocieplające wnętrze, latem natomiast dwa stoły wynoszone są na zewnątrz, by każdy, kto tylko chce, mógł korzystać z przyjemnej pogody. Sklepienie namiotu zostało zaczarowane tak, żeby mogło przypominać kojące niebo nocą, jednak któryś z cyrkowych żartownisiów zauroczył gwiazdy, by układały się w hasła motywacyjne pokroju: by osiągnąć prawdziwy sukces, zadaj sobie pytania: dlaczego? I dlaczego nie brukselka? Nie byłbyś sobą, gdybyś był inny, a teraz zajadaj rybkę. I tak już zostało.


Powrót do góry Go down
Finley Jones
Finley Jones

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9481-finley-jones https://www.morsmordre.net/t9564-finleyowe https://www.morsmordre.net/t9566-where-are-my-dragons https://www.morsmordre.net/f351-dzielnica-portowa-arena-carringtonow-wagon-9 https://www.morsmordre.net/t9667-skrytka-nr-2188 https://www.morsmordre.net/t9568-finley-jones
Zawód : fire dance with me
Wiek : 19
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
other girl in
i'm not like other girls
OPCM : 3
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 26
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Garkuchnia Empty
PisanieTemat: Re: Garkuchnia [odnośnikGarkuchnia I_icon_minitime18.03.21 1:47


10 X 1957

A wszystko co wiem do dzisiaj
Że na początku i na końcu jest cisza

Trzynaście próśb padło spomiędzy drobnych ust, wysokie dziewczęce głosy niosły się niemal pod samo sklepienie namiotu, trzynaście westchnień zaś towarzyszyło im nieprzerwanie, jedyna próba przeciwstawienia się szeroko otwartym oczom, malutkim dłoniom złączonym ze sobą w szczerej prośbie. Silna wola kruszyła się, niczym uschłe liście pod ciężkimi podeszwami sumienia, kiedy ciemny brąz spojrzenia śledził zaróżowione w zaaferowaniu policzki, entuzjastyczne podrygi niewielkich ciał ledwo powstrzymujących się przed ucieszonym podskokiem. Palec wskazujący oraz kciuk masowały wrażliwą skórę powiek, gdy próbowała odwlec nieuniknione, wyrok, jaki zawisł na nią w chwili usłyszenia tupotu bucików i niezbyt regularnych odbić czerwonej piłki, trzymanej obecnie w ramionach jednej z niziutkich podniebnych akrobatek. Sekundy przemijają, jednak żar nie gaśnie na dziecięcych twarzach, a wąskie ramiona spozierającej nań blondynki opadają iście poddańczo, bo wie, że przegrała już przy pierwszym przeciągłym proszę. Bo wie, że dziecięcych serc nie powinno się łamać, tylko dlatego, że czas biegnie nieubłaganie, zbliżając się do trzynastej godziny. Unosi więc dłonie, jawny znak przegranej nim wyciąga je w stronę trzymanej zabawki, której przekazanie upływa przy radosnym `jejku!`. Kręci nawet głową, nie rozumiejąc, co ciekawego w zwykłych sztuczkach widzą dziewczynki, które przyprawiają o bezruch duszę, kiedy tak mkną na grzbietach skrzydlatych rumaków.
Nie zadaje jednak pytań, niziutkie obserwatorki w skupieniu zajmują swoje miejsce i jest w tym coś niemal rozczulającego, co sprawia, że lewy kącik pełnych ust drga, nim zajmie pozycje. Pochyla się, czerwoną piłkę umieszcza na karku, wspierając ją uniesioną głową, tak by nie spadła. Dłonie dotykają ubitej ziemi, noga unosi się wysoko oraz zgina się, znajdując się tuż nad blond splotami przetykanymi intensywnym różem, upiętymi w niezbyt schludny kok. Pewna pozycji, podnosi ramiona wiotko niczym ptasie skrzydła i pozostaje w bezruchu na trzy uderzenia serca. Palce stóp unoszą się, balans ciała przechodzi na kości śródstopia, wyimaginowane skrzydła uderzają ledwie raz, zanim wyciąga je do tyłu, a następnie prostuje się, pozwalając piłce spaść, podczas gdy dłonie wykonują zabawne ruchy przyprawiające podniebne akrobatki o fale chichotu. Piłka jest między kostkami, ale odpycha ją stopą delikatnie na całej długości, by opuszkami móc ją podnieść i pozwolić miękko zsunąć się po nodze, nim złapie ją, podrzuci, przejdzie kilka centymetrów i złapie opadającą zabawkę na plecach, zakleszczając między zgiętymi łokciami. Jeden ruch, piłka prześlizguje się po łopatce oraz spada do przodu, chociaż ręce są wysoko uniesione, nie martwi się uderzeniem o podłoże kuli, łapie ją między nogami i pod kolanem, jednym zgrabnym ruchem wyrzuca ją do góry, palce ponownie zaciskają się wokół czerwieni, obrót, wykonanie gwiazdy na jednej ręce, zakleszczając przyrząd między nogą a miednicą, odbicie jest kontrolowane, ponownie chwyta zabawkę, kilka obrotów na śródstopiu, odbić tyłem, pojedynczy wyskok po ponownym wyrzuceniu do góry piłki, obrót, kolejna gwiazda, aż wreszcie fikołek, przy którym kolanami przejmuje własność dziewczynek, uniesienie nogi, przesunięcie piłki po ramionach, odbicie, gwiazda, obrót, powrót do pozycji wyjściowej. Zatrzymuje się, oddychając ciężko, z kroplami potu perlącymi się na jasnym czole i włosami przesiąkniętymi zapachem dymu. Okrzyki radości wypełniają ciszę, jaka zapadła w znużonym wysiłkiem umyśle, pojedyncze klaśnięcia zmuszają do wykonania iście dworskiego ukłonu, choć pewnie widzący go arystokrata złapałby się dramatycznie za pierś, a następnie przez dzień cały jadłby kawior, opijając go szampanem, jakby to mogło ukoić jego rozpacz wobec łamanych zasad dobrego wychowania. W zasadzie Finley nie była pewna, co szlachta mogła spożywać w chwilach smutku, ale zadarte ku niebu nosy oraz miny, jakby ktoś im zajął kolejkę do wychodka i trzymają się w całości, na ledwie ostatnich nitkach silnej woli sugerowała, iż zwolennikami haggis to oni nie są. Uśmiech ukrywa za knykciami, kiedy panienki próbują naśladować jej niedawne ruchy, kiedy podskakują, wirują, śmieją się i tańczą, przekrzykując się wzajemnie w zapewnieniach, że to wszystko było absolutnie najwspanialsze, a następnie konspiracyjnym szeptem przekazują jej zasłyszane informacje o wydarzeniach z Areny, kiedy tancerka rozwiązuje troczki przewiązywanej w pasie treningowej tuniki i zastępuje ją tiulową, białą, zwiewną spódnicą do łydek, która ni w ząb pasowała do czarnych getrów, przylegającego do ciała, tej samej barwy trykotu o długich rękawach, na który zarzuciła rozpinaną flanelową koszulę, podarowaną przez kogoś z trupy, kto zlitował się nad drżeniem ciała, gdy wracała z treningu chłodniejszą porą. Rozstaje się z dziećmi kilka minut później, dziewczynki mają ćwiczenia o innej porze, niż klasyczni akrobaci, a Jones umiera z głodu. Chociaż nie pędzi na złamanie karku w stronę namiotu jadalnego, ba, swoją drogę zdobi paroma obrotami wokół własnej osi, na samych czubkach palców, jakby nie potrafiła zrezygnować z wysiłku nawet wtedy, gdy opada z sił. Barowóz brzmiałby lepiej, stwierdza w myślach tradycyjnie tak jak każdy cyrkowiec zatrzymujący się przed garkuchnią, oddający się sekundzie ciszy dla dowcipu brutalnie pogrzebanego przez Carringtona. I zastaje pustkę. Ciemniejsze niż linia włosów brwi marszczą się lekko, tęczówki koloru gorzkiej czekolady sięgają magicznego nieba, wszystko jednak wydaje się w porządku, bo zauroczone gwiazdy mówią: jeśli myślisz, że przygoda jest niebezpieczna, spróbuj rutyny. Jedzenie kaszy przez tydzień jest zabójcze. Ale Moe nie ma, nie słychać też siąkania nosa któregoś z kuchcików, bo były marynarz doprowadził kolejną nieszczęsną duszę do łez. Nic. Cisza. Niebyt. Żołądek zaciska się boleśnie, domagając się uwagi i wtedy słyszy grzechot. Może nie będzie skazana na gotowanie własnego posiłku? Zwraca się w stronę źródła hałasu i widzi, jak zza parawanu wymykają się z głośnym stukotem garnki, pospieszne, część pełna, inne puste, wyraźnie kierują się w stronę wyjścia i umysł Fin chyba się zatrzymał na momencie, w którym dostrzegła uciekające naczynia kuchenne, bo nie wiedziała kompletnie co zrobić. Przynajmniej do czasu, gdy gar wypełniony rybnym gulaszem wydawał się przesunąć tak, jakby na nią patrzył, jakby ją widział. Jego śladem poszła reszta sprzętu, jedno uderzenie serca, kolejne, jeszcze jedno i armia garnków ruszyła na nią w klekotem oraz sykiem tłuszczu. Osoby przebywające na zewnątrz namiotu mogły usłyszeć tylko wysoki, pełen przerażenia piskliwy, dziewczęcy krzyk nim umilkł pod naporem równie głośnego brzdęku metalu.

| taniec z piłką, został zainspirowany tym występem




AND SHE NEVER WANTED TO LEAVE
Powrót do góry Go down
Nailah Jones
Nailah Jones

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9527-nailah-jones#289763 https://www.morsmordre.net/t9532-malika#289971 https://www.morsmordre.net/t9531-nailah#289963 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t9535-skrytka-nr-2184#290002 https://www.morsmordre.net/t9533-nailah-jones#289995
Zawód : treserka zwierząt w cyrku, początkująca twórczyni talizmanów
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna

dzikie to, spazmatyczne
pstrokate jak całe ich życie

OPCM : 10
UROKI : 0
ELIKSIRY : 10
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Zwierzęcousty

Garkuchnia Empty
PisanieTemat: Re: Garkuchnia [odnośnikGarkuchnia I_icon_minitime31.03.21 22:38

Sześć lwów zostało zakupionych na poczet zbliżającego się występu - mającego być czymś spektakularnym, jedynym w swoim rodzaju. I ona, uwikłana w pracę nad nimi Nailah, miała stworzyć z nich zapierającą dech w piersiach historię. Historię o brutalności, ale posłuszeństwu, o magii, chociaż ta nie płynęła w żyłach tych drapieżników, o tajemnicy, mimo to zaprezentowanej widzowi; przedstawienie posiadało niezliczoną ilość przymiotników, właściwie wykluczających się wzajemnie na wielu płaszczyznach, ale przecież zostały one wypunktowane na niebagatelnie długiej liście - ostatecznie zgniecionej w dłoni oraz schowanej do kieszeni, na wieczne zapomnienie. Zamierzała stworzyć coś niebagatelnego, ale nie od razu. Najpierw musieli się zapoznać, oswoić ze sobą nawzajem, porozmawiać. To nie takie proste. Zaufania nie buduje się w przeciągu godzin, ale uporczywe parcie na zyski niejednokrotnie okazywało się ważniejsze od całej reszty. Komfortu zarówno zwierząt jak i ludzi. Budowania trwałej więzi mającej być podwaliną na przyszłe występy. Sztuczki, jak nazywali je bierni obserwatorzy, niezaznajomieni ze specyfiką pracy w cyrku. Z dzikimi istotami. Najpierw musieliby pojąć ból tych majestatycznych stworzeń - dotąd biegających na wolności pośród afrykańskich równin, teraz zamkniętych w klatach i przestrzeni sceny skąpanej w światłach oraz spojrzeniach widzów domagających się ekscytacji. Niewielu mogło wybrać się na wycieczkę do innego kontynentu, zatem przeżywanie marzeń o przygodzie, tutaj, pośród namiastki dzikiej sawanny bogatej w lwy, pozostawało jedyną możliwością. Czymś w zasięgu ręki, zasobności portmonetki. Oczami wyobraźni widziała dekoracje zakłamujące rzeczywistość, ale ludzie tego pragnęli. Dalekich zakątków egzotyki, gęstych dżungli - soczystych, równikowych drzew, grubych traw porastającej ziemię. To nic, że to nie tam żyli królowie zwierząt, ważne, że można to dobrze sprzedać. Zwabić tłum w spełnienie ich najskrytszych marzeń.
Nie zważała na to, gdy długim, smukłym kijem wyznaczała drapieżnikom granice, pokazywała ruchy, jakie powinny wykonywać. - Wasze obiekcje nie robią na mnie wrażenia - odpowiadała im z uporem maniaka, gdy wystawiały zębiska, zaś rykiem usiłowały wzbudzić strach. Nie bała się. Nie, kiedy potrafiła rozpoznać mowę umięśnionych ciał, charakter spojrzenia ciemnych oczu. Nie, kiedy znała ich język. Ostry, pełen mocy, nieco odmienny od tego zasłyszanego u kotów czy kugucharów. Na szczęście tym również umiała się posługiwać.
- W bok. - Prosta komenda, krótkie warknięcie. Walka na siłę charakterów. Nie wycofywała się, uparcie brnąc na przód, do celu. Zmusiła lwice do przeskakiwania przez siebie nawzajem, w kręgu. Wyglądało to trochę jak ruch dziecięcych karuzeli, perfekcyjna synchronizacja. - Do góry - nakazywała, zamieniając kij na różdżkę, gdy pomagała magią. Musieli na siebie wskoczyć, jeden po drugim, tworząc swoistą piramidę z żywych, naprężonych ciał. Stojący u szczytu samiec mruknął głośno, przeraźliwie, władczo zaznaczając swoje terytorium. - W dół. - Oczywiste następstwo; niemal spływali z tej wysokości, napędzani czarami, ale to wciąż wyglądało topornie. Potężne cielska nie prezentowały ani odrobiny gracji i chociaż miały głównie budzić lęk, to zachwytu nie powinno brakować. Brakowało. Niezadowolona Jones wywróciła oczami, ale w mgnieniu oka doprowadziła się do porządku; przyjdzie czas na dopieszczanie szczegółów. To dopiero początki, zalążki całej oprawy.
Zaryzykowała, zaklęciem włączając gramofon; po pomieszczeniu przetoczyła się wolna melodia, w takt której zaczęły tańczyć lwy. Na tylnych łapach, znów w okręgu. Przednie kończyny zawiesiły w powietrzu, czyniąc ten widok jeszcze bardziej zaskakującym. Nie, to jeszcze nie koniec, ale dziś nadszedł już ten moment, w którym efektywność tresury spadłaby z równi pochyłej. Nadszedł czas karmienia - sowita zapłata za początkowe starania powinna zmobilizować zwierzęta do dalszej pracy. Nie wzięła mięsa ze sobą, nie zamierzając ich dekoncentrować nęcącym zapachem i… to był błąd.
Nie spodziewała się zastać w garkuchni chaosu, a na pewno nie morderczych naczyń. Na chwilę przed burzą podziwiała niesamowity napis, który zmienił się na firmamencie kiedy tylko przekroczyła próg namiotu: Jeśli przechodzisz przez piekło, nie zatrzymuj się. Zwłaszcza, jeśli to piekło nieświeżej fasolki po bretońsku. Uśmiechnęła się nawet do niego, lekko, z nieznacznym rozbawieniem, gdy hałas na tyłach przykuł uwagę. - Moe, masz to mięso? Oby nie było nieświeże, bo jak Oloruna kocham, zatłukę… - rzuciła głośno, w międzyczasie pokonując odległość od stołów do kuchni. - Finnie? - zdziwiła się, stojąc przez moment jak wryta. - Co do… - Zdanie pozostało w niebycie, gdy wyjątkowo niekulturalna patelnia zerwała się z haka, pędząc prosto na nie. W akompaniamencie krzyku akrobatki. Później cała kuchnia pogrążyła się w chaosie oraz harmidrze przypominającym ul szykujący się do ataku. Jeden rondel zdołała wyminąć, ale co będzie dalej?





czasem patrzył na nia
siedzącą na swoim posłaniu, i niemal słyszał rozpaczliwy zew tęsknoty zamkniętego w klatce drapieżnika.
Powrót do góry Go down
Finley Jones
Finley Jones

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9481-finley-jones https://www.morsmordre.net/t9564-finleyowe https://www.morsmordre.net/t9566-where-are-my-dragons https://www.morsmordre.net/f351-dzielnica-portowa-arena-carringtonow-wagon-9 https://www.morsmordre.net/t9667-skrytka-nr-2188 https://www.morsmordre.net/t9568-finley-jones
Zawód : fire dance with me
Wiek : 19
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
other girl in
i'm not like other girls
OPCM : 3
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 26
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Garkuchnia Empty
PisanieTemat: Re: Garkuchnia [odnośnikGarkuchnia I_icon_minitime07.04.21 22:07

Koniec towarzyszył jej od samego początku. Jego ciepły oddech muskał kark, unosząc niewidoczne włoski, gdy brała głębszy wdech, gdy spomiędzy pełnych warg płynęły kłamstwa niczym najsłodsza pośród melodii. Jasna skóra drgała, kiedy chłodnymi paluchami paniki, sunął dreszczem wzdłuż kręgosłupa, tylko dlatego, iż kolejna maska osiadła na jej twarzy. Karykatura istnienia, które przecież miało kiedyś miejsce, wypaczona na potrzeby kolejnego przedstawienia odgrywanego w jej własnej głowie. Wydawał się być on pisany dziewczęciu od zawsze. Jakby każdy lekki, nieznośnie dla wielu cichy krok, prowadzić ją miał coraz to bliżej kresu, każdy trzepot serca, każdy nerwowy ruch dłoni, każde przekreślone nazwisko będące jedynie ślepą uliczką na drodze przepełnionej jakże naiwną nadzieją. I nie musiały określać go migotliwe gwiazdy rozsiane po atramentowym firmamencie, ich enigmatyczny układ równie dobrze mógł nie znaczyć nic wcale, ni fusy zaległe na dnie obdrapanego kubka, nie potrzebowały łączyć się w żadne symbole. On po prostu był. I wiedziała, że w końcu nastanie. Być może nastąpi schyłek fałszu oraz obłudy, a blond kosmyki na powrót obiorą ciemniejszą barwę, imię z dawna zapomniane zabrzmi z dumą ponownie. A może to złudzenia runą, ramiona opadną poddańczo, a konsekwencje czynów wreszcie ją dosięgną. Albo zmierzch poszukiwań gorączkowych wreszcie zapadnie, ręce ciut większe niźli u tych wszystkich eterycznych panien, na nowo czule otoczą chropowatą powierzchnie smoczych jaj. Aż wreszcie pośród tych wszystkich wyobrażeń, po prostu przyjdzie jej powziąć ostatni dech, gdy wojenna zawierucha wstąpi na senne cyrkowe tereny i upomni się o szkocką duszę, skrytą pod całunem obcego żywota. Wydawało się, że była świadoma niemal każdego aspektu końca, tej szaleńczej gonitwy myśli pozbawionego snu umysłu, kiedy to ciemny brąz spojrzenia liczył niemo namalowane na sklepieniu sypialnianego wagonu lampiony, wierząc, iż może dzięki temu chociaż trochę zazna spokoju. Ale nigdy, doprawdy przenigdy nie sądziła, iż koniec może przyjść od strony kuchennych naczyń. Że śmierć heroiczna w walce o odzyskane dobra nie padnie z rąk tego, którego obraz wypalił się pod delikatnymi powiekami już na zawsze, a z ciosu cholernej patelni. Patelni! Nie była nawet pewna, jak powinna zareagować, gdy garnki zwróciły się w jej stronę, gdy szaleńczy klekot jął się zbliżać, a umysł dotąd tak chwalebnie bystry ostał się li jedynie ze smutną pustką. Ciało jednak wiedziało, lata ćwiczeń, treningów doprowadzających do dramatycznego plucia własnymi płucami oraz łez płynących po jasnych policzkach zmusiły je do reakcji. Do prędkiego uchylenia się, do wykonania gwiazdy na jednej ręce, nim garnuszek z wrzącym mlekiem i widniejącym na górze, już z lekka pożółkłym kożuchem rzucił się ku niej. Nie rozumiała. Zachowania sprzętu, osłupienia własnego, a przecież rozsądek podpowiadał, że mógł być to kolejny psikus spłatany, albo cholerny Moe raz jeszcze jął się bawić w zakładanie pułapek, a te ewidentnie mu nie wychodziły. Chociaż sądząc po zawziętości jednego z garów, to może były marynarz posiadał w sobie talent inny, niźli opowieści wysnute z palca. W desperackim odruchu wskoczyła na jeden z długich stołów, chcąc zachować jak największy dystans i dokładnie tak zastała ją Nailah. Jej wspaniała, godna podziwu, niewątpliwie najpiękniejsza egzotyczna królowa, nieświadoma zagrożenia, jakie właśnie narastało z każdą mijaną sekundą. I ona, Finley, dziewczę igrające z ogniem, a teraz drżące niczym osika - bo nikt o zdrowych zmysłach oraz w miarę zdrowym środowiskowo pochodzeniu nie lubił bólu - patrzyła na nią w panice, niczym całkowicie zagubione dziecko, które ktoś właśnie okrutnie zganił, o ślepiach niczym galeony gotowe zajść mgłą łez. Bo przecież nie można spodziewać się końca od kuchennych sprzętów!
- Niech one już przestaną! - wrzasnęła piskliwie, ponieważ była dzielna i odważna, tak też wcale nie padła na kolana, chwytając się za głowę, kiedy patelnia przeleciała nad nią, w ruch wprawiając pojedyncze różowe kosmyki - Pomóż mi - jęknęła, gorączkowo przeszukując kieszenie w poszukiwaniu różdżki, mając nadzieję, że brak talentu w urokach nie odezwie się w tym momencie i może choć trochę obie panny Jones uchroni - Arresto Momentum - zawołała, koniec różdżki kierując na wielki garnek z rybnym gulaszem, mając nadzieję, iż spowolni go wystarczająco, żeby mogła chociaż trochę zastanowić się nad tym co robić. Ale chaos narastał, a w panice Finnie potrafiła czynić tylko jedno. Uciekać. Zdecydowanie uciekać. I to jak najszybciej. Ale teraz nie miała jak.

| w razie, gdyby zaklęcie się nie powiodło, rzut k3 na zdarzenie:

k1 - wielki gar z rybnym gulaszem zdaje się być oburzony próbą powstrzymania jego majestatu, podskakuje wściekle, próbując dostać się na stół, a jego zawartość wylewa się na prawe kolano Finley, parząc je boleśnie.
k2 - blondynce udaje się uniknąć zemsty wielkiego gara, lecz jego uwaga skupia się na Nailah, jako że do niej ma łatwiejszy dostęp.
k3 - sprzęty kuchenne do ich blaszanych serc wzięły sobie próbę powstrzymania ich inwazji, wszystkie skupiają się na postaci młodszej Jones, dzięki czemu Nailah ma czas, żeby jakoś zainterweniować.




AND SHE NEVER WANTED TO LEAVE
Powrót do góry Go down
Morsmordre
Morsmordre

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Garkuchnia Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500

Garkuchnia Empty
PisanieTemat: Re: Garkuchnia [odnośnikGarkuchnia I_icon_minitime07.04.21 22:07

The member 'Finley Jones' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 97

--------------------------------

#2 'k3' : 3


Powrót do góry Go down
 

Garkuchnia

Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dzielnica portowa :: Magiczny port :: Arena Carringtonów-
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-21