Wydarzenia


Ekipa forum
Wejście dla służby
AutorWiadomość
Wejście dla służby [odnośnik]21.05.21 21:03

Wejście dla służby

Wejście dla służby znajduje się w południowej części zamku. Za drzwiami wtopionymi w mury potężnej budowli ciągnie się długi korytarz prowadzący przede wszystkim do kuchni, spiżarni oraz licznych piwnic. Hol kończą spiralne schody, którymi można dojść zarówno do komnat znajdujących się w głębi zamku, jak i do pokoju służby na strychu. Żaden szanujący się Travers się tam nie zapuszcza chyba, że naprawdę musi.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Wejście dla służby Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Wejście dla służby [odnośnik]22.05.21 13:42
7.12, poranek


Mikołajkowe szaleństwo przeciągnęło się na kolejny dzień. Nikt nie może zarzucić, że młodzi lordowie nie potrafią się bawić. Ja bawiłem się przednio. Prawie tak, jakbym chciał pokazać wszystkim, że zeszłego miesiąca nie było. Już dostałem od nestora pytanie dlaczego sprawiam wrażenie smutnego , kiedy powinienem się cieszyć i skakać z radości. Przykleiłem więc sobie do twarzy uśmiech. Mam na to specjalny eliksir. Pozwala on na głupkowaty grymas wykuty w masce twarzy, nawet jeżeli za nią czai się najczarniejsza myśl. Niestety rodzina dość prędko zorientowała się, co wykombinowałem, wcale im się to nie spodobało. Pytają: nie możesz się po prostu cieszyć? Tyle dobrego cię czeka. Taka dobra dziewczyna. Taki piękny będziecie mieli ślub. Zimowy. Już zamawiają u ogrodnika białych róż cały stos, żeby rozłożyć je na śniegu. A ja wciąż niewdzięczny. I zachowują sie, jakby nie wiedzieli, że to moja tragedia z którą poradzić sobie nie mogę, bo zostałem osłabiony przez śmierć przyjaciela. Samotność, której nie przerywają, zmienia moje podejście do wielu spraw. Na przykład, nikogo nie pytam o pozwolenie na wyjazd leczniczy. Spakowałem się i wyjechałem w połowie listopada. Nie było mnie dwa tygodnie, nikt nie wie gdzie byłem.
Wróciłem do Sandal Castle i wyglądałem, jakbym wziął drugi oddech. Przyszedłem na herbatkę mojej macochy, odwiedziłem kuzynów, dowiedziałem się o hippokamusach, o zamorskich podróżach Traversów. Nie napisałem do Primrose, ale miałem ciągle z tyłu głowy, że powinienem. Nasze rozmowy w listach były szczególnie niefortunne zaraz po tym całym tragicznym wydarzeniu - koncercie na Nokturnie. Miałem wyrzuty sumienia, ale jednocześnie dziwił mnie sposób w który się do mnie zwracała. Nie czułem od niej już żadnego szacunku wobec mnie. Nie mogłem przyjąć tego na spokojnie. Pewna doza wolności, którą jej zaoferowałem, kiedy rozmawialiśmy o przyszłości, nie oznaczała, że wycofywałem się i dawałem jej prawo do poniżania mnie i traktowania z góry. Wiedziałem, że musimy to przedyskutować, jeżeli to ma dalej trwać... tyle że nim zdązyłem zrobić ruch w jej stronę, jej rodzina zrobiła ruch w moją.
Nestor wpadł w szał. W jego oczach sojusz małżeński z sąsiadami mógł wpłynąć pozytywnie na nasz wizerunek, a winą za zerwanie tej możliwości obarczył mnie. Ja z kolei byłem zdumiony, nic nie wskazywało na to, żeby lordowie Burke mieli się wycofywać. Zastanawiałem się, czy Primrose w końcu, tak jak mówil mi Daniel Wroński, przekonała swojego nestora o swoim zdaniu. Uznałem, że tak. Nic to jednak nie było, w porównaniu do pewnej niepewności, która się wkradła w moją głowę. Czy na prawdę to dziecko mogło nie chcieć mnie ? Cóż, jeżeli tak, to spełniają się słowa Evandry i bardziej niż pociechą, będę najwyraźniej czyjąś udręką. A lady Burke uznała, że nie chce bym był jej udręką.
Skoro więc do tego doszło, a nestor wygonił mnie sprzed swoich oczu, zamknąłem się w swojej komnacie i śmiałem aż brzuch mnie nie rozbolał. Był to śmiech histeryczny, pozbawiony nuty szczęścia, chociaż wtedy wydawało mi się, że to radość. Byłem wolny, sam i samotny. Bez widoków na przyszłość, bez obowiązków na ramionach. Nim zacząłem to roztrząsać, postanowiłem, że należy to uczcić. Wybrałem więc zagłuszanie sumienia i nie pozwalałem, żeby zdrowy rozsądek przemówił. Zabrałem się do pisania listu do wszystkich moich druchów. Szybko wyrzuciłem z głowy chęć naskrobania wiadomości do lorda Lestrange, chociaż było to odruchowe. Nie dałem skusić się i nie napisałem też do Wrońskiego. Za to napisałem do Notta, Traversa i Blacka. Któryś z nich mógł zostać potencjalnie moim dzisiejszym towarzyszem.
Pierwszy odpisał Travers, wiec to z nim poszedłem się bawić.
To było wczoraj.
Dziś jest lekko po trzeciej w nocy. Nie kontaktujemy, a potem znów kontaktujemy trzeźwo. W tych przebłyskach Travers mówi, że nie możemy wchodzić głównym wejściem, że idziemy bocznym. Nikt nas nie może zobaczyć w takim stanie, niech wszyscy myślą, że wcale nie urwaliśmy się z przyjęcia mikołajkowego z ambasadorami, niech nie wiedzą. Zgadzam się i idziemy od tyłu. Drzwi tam są małe, tak małe, że biorę głeboki wdech, żeby przez nie wejść. Przesadzam, bo drzwi są normalnej wielkości. Pchamy je i Travers wyjebuje się w wejściu na skrzata domowego. Mówi mu coś, żeby ten mu polał wody, a ja wtaczam się w ślad za kolegą i staję w drzwiach od kuchni. Zazdroszczę mu ogromnie, sam też bym wolał być już w swojej kuchni. Skrzat coś gada pod nosem, ucinamy sobie z Traversem ostatnią pogawędkę, możliwe, że jesteśmy wcale nieskromni i nagle oni oboje znikają, a ja zostałem. Skrzat coś mówił o ukrywaniu sie, nie wiem o co chodzi, ja się odwracam i sobie odcinam pokaźny kawałek szynki.
Tak szynki. Ja, pan wegetarianin, miłośnik zwierząt, stworzeń i oświadczający na każdym sabacie, że "nie jem mięsa". No to właśnie pod wpływem zbyt dużej ilości alkoholu, zaajadam się szynką. Na szczęście, istnieje spora szansa, że nic nie będę jutro pamiętał.
Ares Carrow
Zawód : biznesman, zarządca w stajniach
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Hard work and ambition are vulgar.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8988-ares-carrow https://www.morsmordre.net/t9000-cooper#270633 https://www.morsmordre.net/t9001-ares#270653 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t9139-skrytka-nr-2118#276166 https://www.morsmordre.net/t9066-a-carrow#319475
Re: Wejście dla służby [odnośnik]22.05.21 14:44
Drobna postać młodej lady Travers niemal tonęła wśród tuzina poduszek otaczających ją ze wszystkich stron. Dziewczyna trzymała w dłoni okręt w butelce przechylając go raz po raz w różne strony. Jedyny prezent, który sprawił jej, choć odrobinę radość. Na drzwiach od garderoby wisiały nowe suknie, które dostała od matki. Stworzone specjalnie dla Juno, idealnie podkreślające to, co wydawało się być w niej najpiękniejsze. Tuż obok na drewnianym biurku leżało niewielkie pudełko skrywające w swoim wnętrzu biżuterię nadesłaną przez siostrę. Sygnał był jasny, już czas by Juno wróciła na salony. Oczekiwano, że wkrótce przyniesie dumę swojej rodzinie choć przecież nie po to przyszła na ten świat. Nawet jeśli nosiło się nazwisko Travers obowiązek wciąż pozostał obowiązkiem.
Juno czuła jak wpatrują się w nią oczy jednej z syren przedstawionych na obrazie, którym udekorowano jej pokój. Wiedziała, że był to jej cichy strażnik. Gdyby tylko coś znów zaczęło się dziać. Gdyby cokolwiek wskazywało na to, że Traversówna znów stara się uciec od realnego świata syrena miała natychmiast pojawić się w pokoju lady Seleny, matki Juno. Rudowłosa arystokratka wydała z siebie ciche westchnięcie opadając na stos poduszek. Było już grubo po północy a ona wciąż nie mogła zmrużyć oka. Nie miało sensu zastanawiać się nad przyczyną. Nie miało sensu tkwienie w komnacie i czeka aż Morfeusz w końcu zaszczycić ją swoją wizytą. Podniosła się z łóżka i nałożyła się siebie gruby futrzany szlafrok, który miał chronić przed zimnem. Wyszła ze swojej komnaty snując się bez celu. O tej porze zamek już spał. Wszystkich Traversów zgodnie usypiał dźwięk fal obijających się o skały. Juno szukała sobie zajęcia w różnych częściach domu jednak na próżno. Myślała nawet o tym, by wyjść, choć na chwilę na zewnątrz i odetchnąć świeżym, zimnym powietrzem. Problem polegał na tym, że podobna eskapada nie umknęłaby uwadze czuwających skrzatów a ci od razu donieśli by o wszystkim matce. Rezygnując w końcu z dalszej tułaczki ruszyła w stronę kuchni mając nadzieję, że ciepły napój w końcu przyniesie kres udręki. Słysząc rumor schowała się za jednym z kątów by tam obserwować całą scenę. Już niemal słyszała w uszach kolejną, już kłótnie matki i syna o jego nieobyczajne zachowanie. W pierwszej chwili nie rozpoznała kto rycersko odprowadził pijaczynę do domu. Minęło kilka dobrych sekund, gdy w końcu dotarło do niej, że to lord Carrow we własnej osobie. W pierwszej chwili chciała uciec do swojego pokoju i już nawet odwróciła się w stronę schodów robiąc pierwszy krok gdy uświadomiła sobie kilka faktów. Po pierwsze należało się odpłacić za to co zrobił dla jej brata, a po drugie był pewnie równie pijany więc szansa na zapamiętanie krótkiej wymiany zdań była równa zeru. Weszła więc do kuchni akurat, gdy raczył się Traversowymi zapasami. - Czy w ten sposób odbierasz należną zapłatę za dostarczenie mojego brata do domu lordzie Carrow? - spytała uśmiechając się przy tym z wyraźnym rozbawieniem. Specjalnie użyła oficjalnego sformułowania sprawdzając w jakim stopniu wypity alkohol zmącił mu umysł. - Usiądź proszę za nim skrzaty będą musiały zdrapywać cię z podłogi. - Wskazała ruchem ręki drewnianą ławę przy jednym ze stołów.
Junona Travers
Zawód : geograf, podróżnik teoretyczny, naukowiec
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Samotność ma swoje przywileje; w samotności można robić to, na co ma się ochotę.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Wejście dla służby 8c6f5322fc5d1cd28ee44f2c67beee1b
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7691-junona-travers#212825 https://www.morsmordre.net/t7707-tryton#213478 https://www.morsmordre.net/t7706-little-mermaid#213460 https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t7792-skrytka-bankowa-nr-1852#217645 https://www.morsmordre.net/t9944-j-travers#300621
Re: Wejście dla służby [odnośnik]22.05.21 23:20
Pijaczyna. Gdyby dzielny i rozrywkowy mąż z którym dopiero co odkrywaliśmy granice naszej trzeźwości, usłyszał, ze zdobył ten tytuł, zapewne wróciłby z loża do którego właśnie kładł go skrzat. Ja sam pewnie tez zasłużyłem na ten tytuł, szczególnie kiedy zamiast zrozumieć aluzje z pójściem spać, zaczynam  myszkować po kuchni Traversow.
Szyneczka. Jej smak nie przypomina mi nic znanego. Ani jeden bakłażan tak nie smakował. Marchewka i burak tez zupełnie inaczej. Czy mniej czy bardziej słodko, nie umiem ocenić. Ale tego smaku, który właśnie rozpływał się w moich ustach nie porównam do niczego co znam. Rozanielony, nie do końca wiedząc co właściwie jem, nagle okazuje się ze zostaje przyłapany. Z połową plasterka wiszącą w ustach odwracam się, żeby odkryć, ze to duch Traversow mnie tak zastal. Pozbywam się szybki z buzi, wyciągając ja na zewnątrz, chociaż rozważałem tez szybkie połknięcie.
- Milady, przyznam że nie do końca jestem pewny, czy to ty, czy jedynie zjawa - to zauważyłem na początku, bo faktycznie coś mi nie pasowało, żeby panna Travers jednak przechodziła na per Pan acarrow. - Tak się składa, że jestem gościem twego brata... Junoonka, Julietta Juno - parsknąłem, bo ta Julietta tak mi się zaplątała ogólnie, w ogóle  nie umiem za to przepraszać. - czy jak słońce śpi, to mam mówić Lady Travers, bo uprzednio miałem zdecydowanie mówić po imieniu i trochę się gubię w tym wszystkim !- oparty znów wygodnie o szafki kuchenne, przyglądam się oświetlonej światłem z korytarza figurze Lady Travers. Pierwsze wrażenie było, ze to Junona, ale teraz, kiedy tak patrzyłem, to już nie mogłem być jednak niczego pewny. Mrugam i unoszę rękę z szynka, żeby energicznie zakręcić, pokazując jaki jestem zagubiony z tym wszystkim.
Dostając zaproszenie do spoczęcia, patrzę w  cień Juno nieufnie i znów zerkam to na ławę, to na nią.
- Ależ nie ma mowy, ja już właśnie wychodzę! Przyszedłem tylko odprowadzić lorda, ale idę, No naprawdę. Tylko... No zatrzymałem się przy tej wspaniałości. Droga lady Jutrzenko, zdradź mi: czy to jakiś podmorski potwór ? - ciekawy byłem, wiec się spytałem, to oczywiste. I wtedy w końcu zaczynam zastanawiać się, co właściwie on tu robi! - ale chwileczkę, Juno. Bo tu jest inna poważna rzecz. Dlaczego ty nie śpisz właśnie w swoim pokoju ? Czy byliśmy mało dyskretni!?
Ares Carrow
Zawód : biznesman, zarządca w stajniach
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Hard work and ambition are vulgar.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8988-ares-carrow https://www.morsmordre.net/t9000-cooper#270633 https://www.morsmordre.net/t9001-ares#270653 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t9139-skrytka-nr-2118#276166 https://www.morsmordre.net/t9066-a-carrow#319475
Re: Wejście dla służby [odnośnik]23.05.21 10:29
Fakt, że był środek nocy i że w takim stanie nigdy nie powinna pokazać się komuś, kto wciąż uważany był za obcego, nie miał żadnego znaczenie. Choć widziała podobne obrazki już tysiące razy w wykonaniu jej krewnych to obserwowanie pijanego lorda Carrowa było nad wyraz interesujące. Ciekawiło ją czy pijane kobiety zachowują się w równie irracjonalny sposób. Trzeba przyznać, że taki widok w zamku Corbenic był czymś niezwykle rzadkim i bardzo szybko tuszowanym. Traversówny przecież miały swoją dumę. Przechyliła lekko głowę przyglądając się mężczyźnie niczym intrygującemu obiektowi w zoo. Pozwoliła by ten krótki monolog ciągnął się nieprzerwanie. Tylko słysząc jak próbuje dopasować imię do mglistego zarysu twarzy, który najprawdopodobniej widział, ugryzła się w policzek, byleby się nie roześmiać. Junonke słyszała po raz ostatni, gdy wyrastała już z kołyski a co do Julietty można było to wybaczyć. W końcu brzmienie było dość podobne. Trzeba przyznać, że poczuła lekkie zadowolenie, gdy w końcu dopasował odpowiednie imię. Zupełnie jakby słowa pijanego człowieka mogłyby mieć jakiekolwiek znaczenie. - Nie- - pokiwała dobrodusznie głową. - Chciałam tylko sprawdzić jak się czujesz ale z tego co widzę nie jest tak źle jak się obawiałam.- Dodała wyraźnie się z niego naigrywając. - Przepraszam za wprowadzane zamieszanie. - Nie trudno było dostrzec, że biedna lady Travers zużywa całe pokłady woli, by nie zacząć się śmiać. - Nie pozwolę by druh mojego brata opuścił zamek w takim stanie. Usiądź, a ja zrobię ci kawy. Może dzięki temu po wschodzie słońca będzie cię czekał mniej bolesny los niż mojego drogiego brata. - Nie czekając na przyjęcie zaproszenie ruszyła w głąb kuchni. Umiejętności kulinarne Juno ograniczały się w sumie jedynie do zrobienia kilku ciepłych napojów. Jako dziecko lubiła się wymykać z zmroku zamku, a gdy wracała nie chcąc robić nikomu problemu sama nauczyła się kilku podstawowych czynności by móc rozgrzać zdrętwiałe od zimna kończyny. Kątem oka spojrzała na nadszarpnięte rodzinne zapasy. - To jedna z macek krakena, którego mój wuj upolował niedaleko wyspy Wight. - Skłamała bez zająknięcia. Przecież każdy zasługuje nawet na drobną rozrywkę. Juno była już w trakcie gotowania wody, gdy padło w sumie najważniejsze pytanie. Przyznanie się do bezsenności przecież nie wchodziło w grę. - Staraliście się jak mogliście. - Przyznała tamując śmiech.- Wątpię jednak by to uchroniło mojego brata przed dostaniem poważnej bury od naszej matki. Zresztą przy okazji z radością wytknę mu, że ma słabszą głowę od swojego towarzysza. - I już nie powstrzymała się od cichego chichotu. - Całą noc czekałam na prezent od niego więc mam prawo trochę się z niego pośmiać.- Szybko znalazła wytłumaczenie, dlaczego jeszcze nie śpi. Była młodą kobietą wychowaną w luksusie. Nic więc dziwnego, że potrafiła długo czekać na prezent, który przecież się jej należał. Logicznie rzecz ujmując było to kłamstwo idealne.
Junona Travers
Zawód : geograf, podróżnik teoretyczny, naukowiec
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Samotność ma swoje przywileje; w samotności można robić to, na co ma się ochotę.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Wejście dla służby 8c6f5322fc5d1cd28ee44f2c67beee1b
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7691-junona-travers#212825 https://www.morsmordre.net/t7707-tryton#213478 https://www.morsmordre.net/t7706-little-mermaid#213460 https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t7792-skrytka-bankowa-nr-1852#217645 https://www.morsmordre.net/t9944-j-travers#300621
Re: Wejście dla służby [odnośnik]24.05.21 20:38
Pijane kobiety... pijanych kobiet oczywiście nigdy nie widziałem. To nie tylko kwestia mojej dżentelmeńskiej dyskresji, ale faktycznie damy w towarzystwie nigdy nie były pijane bardziej niż na przykład ja, tak więc trudno by było mi teraz uznać, że któraś zachowywała się gorzej niż ja, albo równie haniebnie. Panny w Wenus także nie upijały się do tego stopnia, żeby nie kontaktować. Może więc tylko raz czy dwa za granicą widziałem... no tak, widziałem, ale to było w patologicznych okolicznościach i absolutnie nie nazwałbym tamtych pań damami.
Tak się składa, że ja, kiedy jestem pijany robię kilka rzeczy. Jem. To na załączonym obrazku można zaobserowwać. Jestem też podejrzliwy i szukam dziury w całym. Więc kiedy zamiast otrzymać od Lady Travers zapewnienie, że nie muszę się niczemu przejmować i mogę sobie pałaszować jej łakocie, dostaję to okraszone uśmiechem, bardzo się zastanawiam, czy to faktycznie jest szczery uśmiech.
- A przepraszam, czy to się wydaje panience zabawne??? - wolę się upewnić, nim powiem jej co sądzę o tym, że się tak śmieje ze mnie. Przecież to nie wypada się tak nabijać z poważnego lorda. Nawet jeżeli ma w krwi tyle promili ile ja. Siadłem jednak, przyjmując zaproszenie. Jednocześnie rozpocząłem swoją tyradę: - Oczywiście jestem wdzięczny, droga Junono, chociaż nim przystąpisz do tworzenia napoju bogów, błagam, obiecaj mi, że to nie jest twój pierwszy raz. Jak przystało na powaznego Lorda, który zwiedził każdy zakątek świata, musze cię uprzedzić, że jestem bardzo ale to bardzo wybredny, kiedy idzie o kawę. Nie obraź się, jeżeli twoja pierwsza mi nie posmakuje i nie zachowam tego dla siebie- w końcu udało mi się zasiąść na ławie, którą dla mnie wybrała, co się okazało faktycznie strzałem w dziesiątke, od razu zrobiło mi się tak jakby lżej, może to kwestia tego, że już nie stałem, tylko w końcu sobie spocząłem. - A wracając do kochanego Traversa, to będę go bronił jeszcze długo po tym, jak zacznie się znów dobrze czuć. Dziś byliśmy w tak wielu miejscach, że szczerze myślę, że przebiliśmy nasz rekord. - tutaj wspominam sobie wszystkie wypady z Francisem, których już nie będzie. Tyle że Lady Travers nie ma o tym pojecia, bo skąd ma wiedzieć, że nie mówię o mnie i Traversie tylko o mnie i zmarłym Lordzie.
Skupiam się na szynce, kiedy panna mówi, że to macka jest krakena. Oczy mi prawie wyszły z orbit, bo zrozmiałem, że jem króla mórz i oceanów.
- Przepyszny - z przerażeniem tylko do udaje mi się powiedzieć, ale mięso, które przed chwilą zajadałem z przyjemnością, właśnie rośnie mi w buzi. Widzę, że płomiennowłosa czujnie obserwuje moje poczynania, dlatego, chociaż wiem, że nie chcę tego przełykać, zmuszam się do ostatniego poświęcenia. Niech mi tylko to się opłaci, bo jeżeli okaże się, że ona i tak dostrzeże moje zawahanie, to wyjdę na na prawdę przedziwnego jegomościa.
A to ciekawe, że i ona i ja cierpimy na jedną chorobę. Dziś po mnie nie widać, bo pobudziły mnie procenty, ale zwykle również nie mogę spać aż do wczesnych godzin porannych, kiedy zmęczenie każe mi zamknąć oczy na kilka chwil, nim przyjdzie ktoś kto zapędzi mnie do obowiązków. Mam od tego podkrążone oczy i wątrobę zepsutą od ilości eliksirów, które łykam na tę bezsenność.
Uśmiałem sie, dumny, że wychodzę na takiego herosa w jej oczach. Bo na prawdę, mój pijany mózg uznał, że to był komplement wymierzony we mnie. Chwilę później jednak mnie zaniepokoiła informacją o tym, że miała dostać prezent, a go nie otrzymała. Posmutniałem i dotykam serca swojego ręką otwartą.
- Czuję się absolutnie odpowiedzialny za to, że zabrałem ci brata, kiedy miałaś otrzmać prezent. To twoje urodziny? - domyślam się, na podstawie pewnie tego, że sam czuję się, jakbym miał mieć niebawem urodziny. To już tylko pół roku! -Ponieważ nie jestem potworem, obiecuje ci, że jak tylko wrócę do domu, to zaraz przygotuję prezent i odemnie. Dostaniesz konia na te swoje szesnaste urodziny. Mam gest - uspokajam ją, błędnie zakładając,że mam do czynienia z nastolatką. Dzieckiem.
Ares Carrow
Zawód : biznesman, zarządca w stajniach
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Hard work and ambition are vulgar.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8988-ares-carrow https://www.morsmordre.net/t9000-cooper#270633 https://www.morsmordre.net/t9001-ares#270653 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t9139-skrytka-nr-2118#276166 https://www.morsmordre.net/t9066-a-carrow#319475
Re: Wejście dla służby [odnośnik]24.05.21 21:31
- Oczywiście, że tak-- przyznała bez chwili zawahania się. To, co wypada a co nie wydawało się być już dawno poza zasięgiem – I jestem pewna, że gdy mój lord wytrzeźwieje, oczywiście pod warunkiem, że cokolwiek zapamięta również dostrzeże komizm tej sytuacji. - Gdzie z tyłu głowy pojawiło się pytanie o charakter ich kolejnego spotkania. Pierwsze było przepełnione irytacją i działaniem pod wpływem emocji wynikających z konieczności szybkiej aklimatyzacji. Chłód bijący od ścian akwarium i zapach słonej wody wypełniający nozdrza nadawał całej scenerii dość niejednoznacznego klimatu. Drugie wydawało się trwać pod znakiem nieskrywanej wesołości Juno i może lekkiego skołowania lorda Carrowa. Ciepłe i przyjazne otoczenie kuchni mogło sprawić, że Travers znajdzie w sobie tyle odwagi, by zaliczyć swego rozmówcę do ludzi dla który warto było, choć na kilka krótkich chwili opuścić własną strefę komfortu. To wciąż jednak nie oznaczało, że w neutralnych warunkach będzie wstanie zdobyć się na podobne poświęcenie. Zajęta przygotowaniem gorącego napoju słuchała tyrady na tyle spokojnie na tyle ile była wstanie. - Będę musiała cię niestety zmartwić. Zgodnie z wcześniej już omawianym stereotypem dotyczącym miłości Traversów do rumu pijemy gorzką i bardzo mocną kawę. Taka najszybciej wypłukuje z organizmu chwilową radość i sprowadza na stały ląd. - Oczywiście w jej słowach było sporo prawdy starała się jednak by przygotowany przez nią napitek do końca nie zwalił Aresa z nóg. Nie chciałaby się tłumaczyć rano z ledwo oddychającego trupa lordowskiego wyłożonego na kuchennej ławie. - Nie oczekuj więc zbyt wiele a ja obiecam się być otwarta na słowa krytyki. - Bez wahania przelała ciepły płyn do jednej z filiżanek. W drugiej znalazł się inny o lekko zielonkawej barwie świadczący o tym, że lady Travers nie ma zamiaru towarzyszyć gościowi w jego katuszach. - A co do tych wypadów to później będzie trzeba ustalić kto kogo sprowadza na złą drogę. Podejrzewam, że mimo waszej…dojrzałości podobna wymówka może się przydać. - Odzywa się zupełnie tak jakby jej były kiedykolwiek potrzebne podobne tłumaczenia. W przypadku Juno wszystkie odstępstwa od normy były przecież nagradzane westchnieniem ulgi całej rodziny. Nie skomentowała słów dotyczących rzekomej macki krakena. Kiwnęła jedynie głową udając, że przyjmuje komplement. W duchu za to zwijała się ze śmiechu, mając jednocześnie nadzieję, że Carrowowi nie przyjdzie do głowy chwalić się czymś podobnym. Przecież każdy, kto ma, choć odrobinę Traversowej krwi z miejsca go wyśmieje. Stawia przed lordem filiżankę po czym sięga po drugą zajmując miejsce po przeciwnej stronie stołu. Dalej słucha w lekkim osłupieniu zastanawiając się co się właśnie zaszło. Wiedziała, że osoby pod wpływem alkoholu często tracą orientację czasoprzestrzenną ale żeby aż do tego stopnia. Co się zaś tyczy przypisanych jej szesnastu lat to jeszcze nie wiedziała, czy traktować to jako obelgę, czy może jednak jako komplement. - Wczoraj były mikołajki - mówiła spokojnie i powoli jakby wątpiła, czy ta informacja dotrze do jej rozmówcy. - A co do moich 23 urodzin, które będę obchodzić w maju to z chęcią w porę się upomnę o obiecany prezent. Proszę o wybranie mi konia o rudawej grzywie tak by pasował mi do włosów- Bierze filiżankę w dłoń, by ukryć za nią chochlikowaty uśmiech.
Junona Travers
Zawód : geograf, podróżnik teoretyczny, naukowiec
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Samotność ma swoje przywileje; w samotności można robić to, na co ma się ochotę.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Wejście dla służby 8c6f5322fc5d1cd28ee44f2c67beee1b
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7691-junona-travers#212825 https://www.morsmordre.net/t7707-tryton#213478 https://www.morsmordre.net/t7706-little-mermaid#213460 https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t7792-skrytka-bankowa-nr-1852#217645 https://www.morsmordre.net/t9944-j-travers#300621
Re: Wejście dla służby [odnośnik]29.05.21 11:31
Te przekomarzanki słowne były tak miłym oderwaniem od szarości, sam nie zauważam, z jaką lekkością przychodzi mi rozmowa z, bądź co bądź, Lady. Nawet jeżeli nie chce, żeby ją tak nazywano, nie można jej odmówić tego tytułu. Dla mnie pominięcie go, otworzyło jakąś klapkę, która przysłania mi mózg, kiedy muszę rozmawiać z damami w najbardziej sztywny ze sposobów. A że pomimo znajomości zasad savoir vivre'u, wciąż sprawia mi trudność wynalezienie odpowiednich słów, czy może jeszcze dokładniej: tematów. Ze szlachtą można było rozmawiać o polityce, ale nie można było dyskutować, można było pozwolić sobie na uwagi w towarzystwie mężczyzn, ale przy kobietach należało interesować się absurdalnymi aspektami wojny - jak fakt, że nie mogą sobie kupić kolejnej sukni wyszywanymi diamentami. Nie mogłem nawet udawać zainteresowania takimi bzdetami, ale ponieważ poniekąd płaci mi się (tym, że jestem w końcu lordem) za takie myślenie, staram się w milczeniu przetrwać każdy sabat, każde spotkanie w szerszym gronie. Musiałem docenić te momenty sam na sam z pojedyńczymi ludźmi, kiedy nie kryliśmy swoich odczuć za maską. Z Juno rzecz jest pozytywna, ale mi na sercu wciąż ciężko, bo moja relacja z Evandrą zbyt mocno zeszła na zły tor. Brak akceptacji zawsze boli, szczególnie od najbliższych - a ona niestety wyraziła rozczarowanie mną i tym samym złamała mi serce. Nie mogłem się też do tego na głos przyznać, sam uświadomiłem sobie to dopiero wtedy, kiedy zaraz po koncercie charytatywnym nie umiałem znaleźć słów by zaprosić ją na rozmowę w cztery oczy.
Dziś jednak ta smutna rzeczywistość przyćmiona jest przez alkohol buzujący w moich żyłach. Odkładam na bok smutki, bo jestem już w dobrym humorze dzieki lordowi Travers. Zaskoczyło mnie to co powiedziała, bo akurat nie spodziewałem się, że mogę być tak odebrany przez tę szaloną pannę.
- Och, więc teraz jestem twoim lordem ? - czepiam się słówek, a lekki uśmiech mógł przez moment zatrzymać potok dziwnych sugestywnych pytań, ale nie udało mu się wcale. - Nie sądziłem, że zagrożony przynależeniem do kolejnej panny na wydaniu, przyjdzie do mnie o czwartej nad ranem, dwa dni po zerwaniu zaręczyn z poprzednią panną na wydaniu. Czyli jednak moja reputacja jest na miejscu? - podśmiewam się z lady Travers, która pewnie wcale nie spodziewała się tak szybkiego obrotu spraw, ja zaś, mimo że zwykle nie myślę o ślubie, to od dwóch dni myślę o nim bardzo intensywnie. Wszak miałem się żenić za dwa miesiące, a tutaj okazało się, że to się jednak nie wydarzy! Istnieje też prawdopodobieństwo, że te komentarze urażą pannę Junonkę i w odpowiedzi dostanę prośbę o wyjście z Corbenic Castle, niestety w tym stanie nie liczyłem się z tym. Prawdę mówiąc, wątpię, czy nazajutrz coś będę pamiętał. Źle to wróży dla naszej znajomości, jeżeli nie będę wiedział, że muszę ją przeprosić.
- Sugerujesz, że wyglądam na kogoś kto spożywa kawę z mlekiem albo słodką pianką? Droga Junonko, proszę mi podać swojego czarnego i gorzkiego wywaru, zaręczam Ci, że wcale się nie skrzywię - machnąłem ręką energicznie, żeby mi tę kawę w końcu podała, ale ona dopiero ją wstawiła, więc po chwili rękę opuszczam. Dopiero chwilę później ląduje przedemną filiżanka wypełniona gorącym napojem. Pochylam się nad nim i wącham, następnie prostuję i przykładam do ust, niestety się sparzyłem, więc odsuwam ją znów na bok i wachluję sobie dłonią przed twarzą.
- Każdy z nas zasługuje na chwilę szaleństwa, droga Juno. A to co złe, jest rzeczą względną - uświadamiam ją i zerkam znad kawy na tę biedną dziewczynę, która zdaje się, że też chciałaby być częścią naszej nocnej eskapady. Szkoda, że kobietom to nie przystoi, prawda?
- Oj były - zadowolony z siebie, że tak je owocnie przeżyłem, śmieję sie pod nosem, nie kontaktując, że dopiero co zarzekałem się, że dam jej prezent. Umknęło to z mojej głowy równie szybko, jak to powiedziałem. Biorę bezpiecznego już łyka kawy i zwracam głowę w jej strony trochę poruszony jej słowami. - Ależ nie wybiera się wierzchowca tak, żeby pasował do koloru włosów, mylady! -pokręciłem głową i już jej tłumaczę: - To zupełnie nie tak wygląda. Najpierw należy rozejrzeć się za odpowiednią hodowlą. Skoro już rozmawiasz ze mną, to oczywiście polecam naszą. Później musisz się zapoznać z nimi aż poczujesz, że to jest właśnie to, poczujecie więź, którą trzeba będzie rozwinąć, natomiast kolor włosów jest elementem zupełnie drugorzędnym - a może nie tylko o wybirze konia tutaj mowa? No cóż, kiedy kończę jej tłumaczyć, przypominam sobie o czymś niezmiernie ważnym. - Chwila. Więc ty nie jesteś nastolatką? - i nagle wpadam w czarną rozpacz, bo sobie uświadomiłem, że nie żartujęsobie z młodej dziewczynki, tylko z kobiety, która najprawdopodobniej ma już swojego narzeczonego, a to że ja z ną tutaj przebywam sam na sam, było absolutnie niegodne i mogło zaważyć na jej reputacji! Olaboga, Evandra miała rację, że sprowadzam na kobiety tylko przykre rzeczy!
Ares Carrow
Zawód : biznesman, zarządca w stajniach
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Hard work and ambition are vulgar.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8988-ares-carrow https://www.morsmordre.net/t9000-cooper#270633 https://www.morsmordre.net/t9001-ares#270653 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t9139-skrytka-nr-2118#276166 https://www.morsmordre.net/t9066-a-carrow#319475
Re: Wejście dla służby [odnośnik]29.05.21 13:57
Błękitne oczy lady Travers rozszerzyły się do granic możliwości. Na policzkach wystąpił tak silny rumieniec, że swą barwą dorównywał rudej burzy włosów. Juno nie rozumiała jak do tego doszło. Jakim prawem Carrow oskarżał ją o podobne pomysły?! Co miała teraz zrobić? Jak zareagować? Po kilku sekundach naciągająca furia rozmyła się gdzieś w powietrzu. Cichy głosik w głosie Juno przypomniał, że lord jest pijany a zresztą sama sprowokowała go do przekomarzanek. W akcie zemsty dość mocno kopnęła w ławkę, na które siedział jej towarzysz mając nadzieję, że tak, choć lekko się zachybocze. - Chciałam określić cię tylko moim przyjacielem a ty posądzasz mnie już o jakieś zakusy matrymonialne- burknęła z oburzona. - Domagałabym się przeprosin na piśmie, ale zważywszy na twój stan nie miałoby to najmniejszego sensu. Co nie zmienia faktu, że będę o tym pamiętać. - W tym miejscu coraz wyraźniej było widać, że Juno walczy z rozbawieniem. Zaraz jednak doszedł do niej sens kolejnych słów mężczyzny i spojrzała na niego niepewnie. - Gratulować czy współczuć? - spytała ostrożnie. Choć przy ich ostatniej rozmowie nastawienie Aresa do zaręczyn wydawało się oczywiste, teraz gdy wszystko już przepadło nie mogła być tego już taka pewna.
- To są twoje słowa nie moje. Ja tylko przedstawiam realia- - siliła się na spokój i dumę, jaka powinna towarzyszyć całemu procesowi nalewania/parzenia ciepłych napoi, ale i tak w jej głosie wciąż było słuchać wesołe dzwoneczki. Czy to aby na pewno moralne by o tak późnej porze i w tak dziwnej scenerii odrywać się do ponurej rzeczywistości i pozwolić sobie na nieustający śmiech? Może to nie była jej chwila szaleństwa, ale przynajmniej chwila radości. Tyle przecież mogło jej wystarczyć na jakiś czas. Komentując słowa Aresa kiwnęła potakująco głową. - Ja to wiem, ty to wiesz, ale uważaj, bo zażądam przeprosin za próbę deprawacji mojego słabego i niewinnego umysłu. - Odparła nawiązując oczywiście do utartych schematów dotyczących ról męskich i żeńskich. Tylko przedstawiciel rodu Adama mógł sobie pozwolić na takie stwierdzenia. Dla dam, a przecież mimo wszystko Juno była jedną z nich pojęcie tego co złe było wyryte w kamieniu i miało pozostać niezmienione jeszcze przez kolejne dziesięciolecia jak nie stulecia.
Oparła głowę na łokciu z lekkim zawodem zdając sobie sprawę, że jej żarty nie został zrozumiany. - Całe życie spędziłam w otoczeniu hipokampów. Zapewne nie dorównuje ci do pięt, jeśli chodzi o wiedze na temat hodowli i samych zwierząt, ale wiem mniej więcej jak to działa.- Tym razem wydawał się naprawdę urażona. Uznała bowiem ton lorda Carrowa za uwłaczający a na domiar złego została przecież uznana za próżną. Tylko takie kobiety mogły przecież dobierać sobie wierzchowce pod kolor czegoś, co właśnie miały na sobie. Zaskoczenie malujące się na twarzy Aresa trochę złagodziło urażoną dumę Juno. - Wiem, że tak wyglądam- wzruszyła obojętnie ramionami. Kwestia wieku i pasującego do niej wyglądu nigdy nie miała większego znaczenia. Po chwili dochodzi do niej o co tak naprawdę chodzi w całej tej konsternacji. - Spokojnie. Niczyja reputacja nie jest zagrożona. Ale jeśli chcesz mogę zawołać skrzata, który pomoże wrócić ci do domu. - upiła jeszcze jeden łyk w ogóle nie przejmując się problem wywołanym przed lorda Carrowa.


Come out, sea demons wherever you are
your queen summons you

Junona Travers
Zawód : geograf, podróżnik teoretyczny, naukowiec
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Samotność ma swoje przywileje; w samotności można robić to, na co ma się ochotę.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Wejście dla służby 8c6f5322fc5d1cd28ee44f2c67beee1b
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7691-junona-travers#212825 https://www.morsmordre.net/t7707-tryton#213478 https://www.morsmordre.net/t7706-little-mermaid#213460 https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t7792-skrytka-bankowa-nr-1852#217645 https://www.morsmordre.net/t9944-j-travers#300621
Re: Wejście dla służby [odnośnik]09.06.21 22:52
Ławka się zachybotała, ze zdziwieniem odkryłem, że ten huk i jej przesunięcie to sprawka młodej damy. Obejrzałem się na to jak właśnie Juno stopę znów na ziemi stawiała i zdumiony wzrok w niej utkwiłem na moment. Cóż to za maniery, chciałoby się wykrzyknąć, mi się krzyczeć trochę nie chce, dopiero co zjadłem krakena i wciąż czuję na języku jego posmak. Zaczynam podejrzewać też, że jak na morskiego stwora, to mało dawał rybą...
- Więc, czuję się zaszczycony, będąc tylko Twoim przyjacielem - odrzekłem, rękę przykładając do piersi (swojej) i odwracam już od rudzielca oczy, znów się bowiem zainteresowalem tym co przedemną stoi - a mianowicie tą kawą o której tak opowiadała w samych superlatywach. - Natomiast może faktycznie jutro tak być, że mało co będę pamiętał, ale proszę się Juno nie uprzedzaj, ja taki wcale nie jestem - pomachałem pijanym placem przed twarzą, dając jasne świadectwo, że własnie taki jestem i często piję tak dużo, że potem mało co pamiętam nazajutrz. Miałem nadzieję na to, że moja rozmówczyni, taka młoda i niedoświadczona, mi uwierzy. W każdym razie nie miała większych powodów chyba, żeby nie wierzyc, czyż nie?
- Zerwanych zaręczyn? - powtarzam, zastanawiam się i przykładam pustą szklankę do oka, by przez nią obejrzeć kuchnię całą. Wyglądam jakbym wybierał się w rejs? Jakbym miał zostać kapitanem? Czy jeżeli nim zostanę, to zmienią mi nazwisko? Kapitan Carrow - brzmi jakbym był jakąś papugą. Koniecznie muszą mi zmienić, muszę się udać do Związku Nazywaczy i wnieść o nowe papiery. Oglądanie obcej kuchni przez denko od szklanki pozwalało mi na to, by nie ujawnić smutku, który kroił moje serce odkąd odkryłem, że znów jestem kawalerem. - Gratulować pannie Burke, bo udało jej się uniknąć niebywałego urtapienia jakbym bym był. Ale póki możesz, współczuj jej następczyni, droga Juno, bo prawdopodobnie nim się obejrzymy kolejna wpadnie w oko mojemu nestorowi - wtedy też odstawiam od oka szklankę, bo kiedy zwróciłem ją do panny Travers, akurat mówiłem o wpadaniu w oko. Trudno mi teraz myśleć o kimkolwiek w sposób ewentualnego wpadania w oko, można by rzec: miłości, romanse i wszystkie wzdychania postanowiłem sobie narazie odpuścić. Pogodziłem się z faktem, że jestem stworzony do miłości nieodwzajemnionej, werterowskiej, cierpiętniczej i nieszczęśliwej. Nie było w moim sercu więcej miejsca na ból, a każdy kolejny romans mógł go przecież powiększać.
- Juno, mam wrażenie, że zaraz będę musiał przepraszać Cię nawet za to, że zająłem Twoje miejsce w kolejnej wyprawie morskiej Twojego brata - pół żartem, a jednocześnie skazując się na gniew królowej oceanu, ujawniam właśnie co wygrałem dzisiejszej nocy, podczas pijańskich harców. Tak właśnie załątwia się biznesy w Yorku. Przez szkocką.
- Tak - zgodziłem się, że pewnie wie na czym to polega, ale kiedy to powiedziałem, zapomniałem właściwie na co się zgadzam, więc po prostu wzruszyłem ramionami. - Przekonamy się - nie wiem oczym, ale wydaje mi się, że to co powiedziałem ma logiczny sens, tak wkażdym razie zamierzam się zachowywać, jakbym był o ym wciąż absolutnie przekonany. Uśmiech mój nie zna granic, kiedy udaję nim, że ta wiadomość o tym, że nie mam do czynienia z dzieckiem, bardzo mną wstrząsnęła. Nie rozumiałem jednego i dlatego wolę się upewnić: - Nie jest zagrożona, bo wszyscy śpią? - ale mogło to zabrzmieć nieco dwuznacznie, sam nie wiem.
Ares Carrow
Zawód : biznesman, zarządca w stajniach
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Hard work and ambition are vulgar.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8988-ares-carrow https://www.morsmordre.net/t9000-cooper#270633 https://www.morsmordre.net/t9001-ares#270653 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t9139-skrytka-nr-2118#276166 https://www.morsmordre.net/t9066-a-carrow#319475
Re: Wejście dla służby [odnośnik]10.06.21 17:20
Juno uważnie przyglądała się twarzy mężczyzny. Ile jeszcze sekretów skrywała przed dziewczyną ludzka natura? Zaledwie parę dni temu wydawał się złorzeczyć na los, który kazał mu zaprzestać gonitw po świecie na rzecz życia rodzinnego. Teraz, choć wyraźnie starał się to ukryć, rozpaczał nad utratą przyszłości. Jaki udział miał w tym wszystkim wypity alkohol? Ujawnił skrywane uczucia czy tylko wszystko pogmatwał, tworząc niejasny obraz rzeczywistości. Może między Carrowem i lady Burke powstał zalążek uczucia, który nie zdążył jeszcze ujawnić swojego piękna, lecz mimo to jego utrata była tak bolesna? Uśmiechnęła się niepewnie, niewiedząc co właściwie teraz miała powiedzieć. - Z nas dwóch to ty wierzysz w przeznaczenie czy los. Marna to pociecha, ale może trzeba uwierzyć, że czeka na ciebie młoda dama, przy której będziesz mógł być sobą. Może nigdy nie będzie między wami wielkiego uczucia, ale z czasem obdarzycie się szacunkiem, który pozwoli wam wieść spokojne i szczęśliwe życie. W przypadku takiej przyszłości naprawdę nie sądzę by należało współczuć następczyni lady Burke. To więcej niż wielu mogło by oczekiwać. Co do mniej to z radością zostanę matką chrzestną jednego z uroczych czarnowłosych książąt czy księżniczek Yorku. - Może w takiej chwili powinna zdobyć się na gest świadczący o szczerej trosce, jakim byłoby przytulenie, lub dotknięcie lorda Carrowa. Na to jednak nie pozwalały wyuczone zasady, nie mówiąc już o tym jak niechętny Juno był ludzkie dotyk. - Wielkie uczucia łącznie z rozpaczą czy wszelkimi namiętnościami należy zostawić między stronicami książek, tam, gdzie jest ich miejsce. - Dobrze wiedziała, że brzmiała jak stara dama, która pod wpływem upływającego czasu pozwoliła by jej serce wyschło. Z drugiej strony czy nie łatwiej było żyć trzymając się tego co realne i pewne, zamiast gnać za tym, co tak naprawdę nigdy nie istniało.
Juno skrzywiła się lekko słysząc o nowych planach duetu Travers Carrow. - Niech mu tę brzydką twarz obrosną pąkle - burknęła żartując sobie bo przecież nikt jej jeszcze nie obiecał miejsca na statku. - Lista się wydłuża a pewnie po takie wyprawie dojdzie jeszcze konieczność kolejnych przeprosin. Już widzę jak zarówno ciebie jak i mojego drogiego brata ktoś będzie musiał wyławiać z wody, ponieważ pod wpływem radosnego upojenia oboje wylądowaliście za burtą. - Próbowała wyglądać na zatroskaną czy może nawet złą, ale zamiast tego zaśmiała się wesoło. Juno zupełnie umknął fakt, że może chodzić o interesy. Fakt wspólnego wypłynięcia wzięła raczej za wspólne bajanie dwóch pijanych dusz.
Urażona duma młode lady Travers lekko złagodniała. Juno nieopatrznie uznała komentarz Aresa za próbę zadość uczynienia. - Czyżby to oznaczało, że gdy alkohol opuści twój organizm zamierzasz się jeszcze do mnie odzywać? - spytała, marnie udając obojętność. W kolejnych słowach nie dostrzegła potencjalnego niebezpieczeństwa czy dwuznaczności. - A ci, którzy ewentualnie nie śpią, nie są na tyle głupi by narażać się na gniew lord Traversa rozpuszczając niewygodne plotki. W końcu czasy są ciężkie. - Miała oczywiście na myśli służbę. Nikt inny w zamku nie stanowił zagrożenia.


Come out, sea demons wherever you are
your queen summons you

Junona Travers
Zawód : geograf, podróżnik teoretyczny, naukowiec
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Samotność ma swoje przywileje; w samotności można robić to, na co ma się ochotę.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Wejście dla służby 8c6f5322fc5d1cd28ee44f2c67beee1b
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7691-junona-travers#212825 https://www.morsmordre.net/t7707-tryton#213478 https://www.morsmordre.net/t7706-little-mermaid#213460 https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t7792-skrytka-bankowa-nr-1852#217645 https://www.morsmordre.net/t9944-j-travers#300621
Re: Wejście dla służby [odnośnik]10.06.21 17:56
Tak jak jeszcze trochę słuchałem jej jednym uchem, bo wciąż pogrązony byłem przecież w przekonaniu, że jestem utrapieniem dla każdej damy, tak kiedy Juno uznała, że chciałby zostać MATKĄ (chrzestną) mojej księżniczki Yorku, to sie na nią dziwnie spojrzałem. Primo, to ja wiem, czego się odemnie wymaga, ale myślenie o dzieciach i swoich dzieciach w tym wypadku, po pijaku, to była ostatnia z rzeczy, które chce robić. A po secundo, to skąd ona wie, że ja sie dogadam z kimś z kim sie nie chcę dogadać! Przecież jestem niezmiennym jegomościem, bardzo trudno mi znaleźć towarzystwo, które mnie nie irytuje i wcale nie było ani jednego przypadku, że kilka lat zmieniło moje podejście do kogoś na lepsze. Jeżeli już - to na gorsze.
- Och, wy, arystokratki - wzdycham żałośnie, załamany tym co usłyszałem. Nie mogę znów słuchać tego racjonalnego podejścia, nie kiedy tak ciąży mi na sercu, nie kiedy poznałem co to prawdziwa miłość. Nie chodzi tu o lady Burke, ale ona mówiła podobnymi słowami. Że nie wierzy, że najważniejsze jest się szanować, że przecież to nic złego, jeżeli nie ma uczucia. A Evandra, czy i ona nie szła do ślubu z podobnym przekonaniem? Później zmieniła zdanie, więc może jednak jest nadzieja? - Cóż więcej musiałoby się wydarzyć, byście zaczęły znów wierzyć w potęgę żaru miłosnego!? - wychylam się do tyłu i kręcę głową nad tym smutkiem, który wyziera z oczu lady Travers. Ja sam powinienem taki sam smutek sobą reprezentować, ale jestem naiwnie wciąż przekonany w głębi siebie, że nawet beznadziejne przypadki mają szansę. Dlatego, chociaż jakiś czas temu, podająłem decyzję, że nie zakocham się już nigdy więcej, odkąd zostałem zaręczony, co wieczór zastanawiam się, czy może jednak nie powinienem dać szansy. Swojej byłej narzeczonej szansy dawać już nie muszę, ale może przy kolejnej sprawa będzie wyglądała inaczej? Nie wiem. Narazie jestem pijany i denerwuje mnie ta zgoda na zimno w sercu. Arystokratki. Królowe lodu. Może gdyby same otworzyły swoje serca, to mogłyby dostać coś więcej niż średniej jakości związek z przymusu.  - Dlaczego, dlaczego Wy wszystkie tak bardzo nie chcecie uwierzyć w romantyczną miłość? I dlaczego to mi przypada bycie najbardziej zaczytanym w poezji człowiekiem w każdej z tych komnat, czy nie pragnie twoje serce czegoś więcej niż jedynie zimnej kalkulacji o szacunku wzajemnym? - rozpaczliwie pragnę znaleźć błysk w okutej młodej damy. - To tragedia. To dramat naszych czasów. Jesteśmy tacy zdemoralizowani, wszyscy. - katastroficzne myśli to jest mój konik, że tak się wyrażę. Ale kiedy teraz uzewnętrzniam się przed młodą damą, to mogę wydać się nawet śmieszny. Wstałem aż, bo z tego wszystkiego źle mi na żołądku. - Chciałbym tak bardzo, żebyśmy wszyscy zrozumieli, że to co trzymamy w książkach to zaledwie taka część... taka - pokazuję jej jak mała (palcami) i obracam się, bo trochę za blisko się zapędziłem, musze zrobić kilka kroków wstecz. Wspieram się na oparciu krzesła i dalej rozwijam myśl. - tego co można faktycznie poczuć - rozmarzony wspominam sobie to, jak dobrze i mocno biło moje serce, kiedy byłem zakochany w Irlandii. Zawiesiłem się na chwilę na tej myśli, dopiero kiedy zacząłem pojmować, że zbyt dużo mówiłem, za mało słuchałem i nie wiem nawet czy moja rozmówczyni kiedykolwiek darzyła kogoś, lub coś uczuciem, okazuje się, że zostaję już ostkarżony o to, że będę za burtą z drogim lordem Traversem pływać... zaraz.
- Ale momencik, jak to za burtą, droga Juno. Powstrzymaj swoje konie... hippokamusy swoje powstrzymaj - zaśmiałem się  i kręcę głową - Myślałem, że wasze statki są bezpieczne i nie wymagają... kontaktu z wielkim błękitem - cóż to za smutek, gdyby okazało sę, że się zgłosiłem na wyprawę morską, a nie umiem pływać... bardzo  niefortunne.
- Zdecydowanie. Przecież jesteśmy przyjaciółmi - kręcę głową popijając kawkę, bo mnie niezwykle bawi to, że możliwe, że mam damską przyjaciółkę i nie ma tutaj mowy o Poli z Wenus, ale o kimś zupełnie szlachetnym. Miewam przyjaciółki, powiedzmy, chociażby taką lady Bulstrode czy Evandrę, ale jedna to moja rodzina, a druga to jeszcze dziecko. Tak, coś mam do tych młodych panienek. Może lubię to, że uważają mnie za jakiś tam autorytet?
- Doceniam prywatność - zauważam odstawiając puste już naczynie po kawie. Wyglądam wciaż jak wstawiony pingwin, szczególnie, że lekko kołyszę się z nogi na nogę, a moje spojrzenie znów zgasło, wcześniej rozbudzone zrywem serca.  - No, no, to się zasiedziałem. Miła kawka, ale chyba będę już się zbierał  - mówię pod nosem, szukając na ziemi śladów po których wrócę do domu.[/b][/b]
Ares Carrow
Zawód : biznesman, zarządca w stajniach
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Hard work and ambition are vulgar.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8988-ares-carrow https://www.morsmordre.net/t9000-cooper#270633 https://www.morsmordre.net/t9001-ares#270653 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t9139-skrytka-nr-2118#276166 https://www.morsmordre.net/t9066-a-carrow#319475
Re: Wejście dla służby [odnośnik]10.06.21 19:27
Smutek i współczucie zniknęły z błękitnych oczu i zastąpił je typowe dla Juno iskierki. Nie był to jednak błysk, którego mógłby oczekiwać wzburzony lord Carrow. Travers słuchała jego pełnych wyrzutu wypowiedzi z typowym dla siebie spokojem i opanowanie. Obserwowała jego nerwowe ruchy, twarz, które wyrażała oburzenie dla świata i rządzących nim zasad. Gdyby był trzeźwy i pozwolił sobie wówczas na podobne słowa Juno byłaby niemal pewna, że kryje się za nimi historia pełna ból i cierpienia. Teraz jednak podeszła do sprawy sceptycznie, z typową dla siebie chłodną logiką. - Nie wiem, czy to naiwność, niewiedza czy hipokryzja przez ciebie teraz przemawia. Wiesz przecież doskonale, że to tacy jak ty narzucili na nas więzy, które zmuszają nas do właśnie takie podejścia do sprawy. - westchnęła ciężko przyglądając się własnym bladym dłonią. - Nie znam się na uczuciach. Nigdy nie byłam zakochana i każdego dnia dziękuję za to losowi. Wiem bowiem, że jest mi pisany los przepełniony samotnością i dźwiękiem fal rozbijających się o mój statek. Umrę przykryta taflą wzburzonego morza a ostatnią rzecz, jaką zobaczę będzie łamiący się maszt. Takie życie wybrał dla mnie ubóstwiany przez ciebie los i jestem mu za to wdzięczna.- Słowa, które padły z ust młodej arystokratki dalekie były od rzeczywiście jednak uparcie żyła w tym przeświadczeniu i nikt na razie nie odbierał jej tych marzeń. - Większość dam ma jednak inną wizję przyszłość. Wizję, którą sumiennie pielęgnują w niej ojcowie, matki i nestorowie. Wiedzą, że jeśli chcą pozostać w świecie, który znają i kochają muszą podporządkować się malowanemu obrazowi. Jakie mają wyjście? Ile znasz arystokratycznych małżeństw, które powstały z miłości? -spytała unosząc lekko brwi. - Sama nie znam ani jednego. Chyba, że liczysz tych, którzy zaręczeni od lat najmłodszych odnaleźli miłość w przyzwyczajeniu się do myśli o wspólnym życiu. - Zamilkł na chwilę wyraźnie się nad czymś zastanawiając. - Powiedz mi proszę - zawahała się, ale po chwili postanowiła ciągnąć swoją odważną myśl dalej. - Czy wziąłbyś za żonę dziewczynę wiedząc, że ta nie jest dziewicą?- Choć przyzwoitość nakazywała się zarumienić Juno pozostała niewzruszona. - Gdybyś usłyszał od niej historię o miłości i pasji tak wielkiej, że kazała jej odrzucić wszystkie zasady i biedaczka zatonęła w niej bez reszty pozwoliłbyś jej zostać przy swoim boku? Wątpię, że którykolwiek z was lordów zgodziłby się na coś takiego. Ewentualnie gdyby jej rodzina oddałaby za ślub połowę swoich ziemi łaskawie przygarnęlibyście biedaczkę by przez resztę życia traktować ją gorzej od skrzata domowego. - Upiła łyk swojego naparu zwilżając gardło po dość długiej przemowie. Podobne dyskusje w środku nocy w dodatku z pijanym mężczyzną wydawały się farsą. Z kim i kiedy jednak mogłaby porozmawiać na takie tematy. Trzeba było wykorzystać nadarzającą się okazję. - W drugą stronę to oczywiście nie działa. Znałam kilka przypadków, w których arystokratki próbowały się wykręcić od ślubu wskazując na nieobyczajne zachowanie przyszłego męża, ale za każdy razem były wyśmiewane. Wszyscy przecież doskonale wiemy, że romanse i nieszczęśliwie miłości są etapem w edukacji mężczyzn, a później są sposobem na przetrwanie rzeczywistością, którą od setek lat sami tworzą. - wzięła głęboki oddech z zaskoczeniem zauważając, że jej serce zaczęło trochę mocniej bić. - Co do zaś bezmiaru możliwych do przeżycia uczuć to sam ewidentnie wzbraniasz się przed całkowitym przez nie pochłonięciem. Już je odtrąciłeś albo dopiero zamierzasz odtrącić. W ramach pokuty za własne słabości próbujesz zmusić świat do ich przeżywania, bo ty nie byłeś wstanie. - Skąd ona to wszystko wiedziała? Sęk w tym, że nie miała pojęcia co też, lub może kto też ukrywał się w przeszłości lorda Carrowa. Tyle, że jego przypadek nie był tak wyjątkowy jakby mogłoby mu się wydawać. Wzgardzone przez niego książki opowiadały o tysiącach takich historii a ona przecież doskonale pamiętała każde ich słowo. Wystarczyło wpisać zachowanie lorda Carrowa w odpowiedni klucz, by otrzymać rozwiązanie.
- Ludzi skazanych na tragiczny los nie uratuje nawet najbezpieczniejszy statek na świecie. Chyba że jakiś oddany sługa zamknie was w kajucie, zanim będzie za późno. - Zaśmiała się cicho pozwalając by te komiczne wizje choć trochę poprawiły jej humor. Na wspomnienie jej poprzedniej wypowiedzi skinęła głową w geście zgody, słabo ukrywając przy tym zadowolenie z jego reakcji. - Pozwól jednak by jeden z naszych skrzatów pomógł ci w dotarciu do Yorku. - odpowiedziała na jego chęć powrotu do domu.


Come out, sea demons wherever you are
your queen summons you

Junona Travers
Zawód : geograf, podróżnik teoretyczny, naukowiec
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Samotność ma swoje przywileje; w samotności można robić to, na co ma się ochotę.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Wejście dla służby 8c6f5322fc5d1cd28ee44f2c67beee1b
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7691-junona-travers#212825 https://www.morsmordre.net/t7707-tryton#213478 https://www.morsmordre.net/t7706-little-mermaid#213460 https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t7792-skrytka-bankowa-nr-1852#217645 https://www.morsmordre.net/t9944-j-travers#300621
Re: Wejście dla służby [odnośnik]11.06.21 11:54
Miotam się pobudzony alkoholową mieszanką krwi i procentów. Oskarżam świat cały, oskarżam moją współrozmówczynię o brak serca, albo o to, ze posiada je skute lodem. I rzeczywiście odpowiedzią na moje emocje jest jej spokój i nagle nawet sobie wydałem się komicznie śmieszny. Wyobraziłem sobie, że wychodzę ze swojego ciała i staję obok. Zobaczyłem jak wyglądam. I wyglądałem żałośnie.
-Że ja, to moja wina !?- nie mogę uwierzyć, o co zostałem właśnie posądzony. Jestem oburzony, a jednocześnie ciężar odpowiedzialności przygniata mi ramiona, nie mogę skoczyć i wykrzyczeć jej w twarz niezgody. Z drugiej strony, nie chce na nią krzyczeć, przecież to nie wypada, to niepotrzebne uniesienia, które nawet największemu pajacowi nie zostaną wybaczone. A dopiero co mieniliśmy się przyjaciółmi. -Ależ ja chcę bardzo, byś uwierzyła, ranisz mnie kiedy mówisz, ze przeze mnie ten lód. Jak. JAK. - wytłumaczyc Ci chce, że zależy mi na tym, bym nie tylko ja poznał gorąc uczucia. Ale proszę czy możesz wytłumaczyć mi Juno jak ja przyczyniłem się do tego zimna? Gdzie popełniłem błąd. Chciałbym odkryć twój sposób myślenia. Wtem, eureka! Zaczynam rozumieć, ze mówiła nie o mnie, ale o całym męskim gatunku. Zresztą naprowadziła moje myśli w tym kierunku, zrozumiałem. I już pojmuje ten ciężar na ramionach, nie był przypadkowy. Czy nie jest faktem, ze to właśnie my odpowiadamy za jej nieszczęście? Evandra miała racje, jestem utrapieniem. Teraz powinien przyjść czas na wielkie przeprosiny, ale jeszcze troche nim zdołam się ocknąć z tego szoku. A wiec to ja, to ja jako mężczyzna jestem powodem jej cierpienia? Nie chce zaakceptować tego, ale z drugiej strony przecież nawet podświadomie czuje ciężar, on nie opadł. Oczy moje zamieniają się w dwie półkule, które z niedowierzaniem wpatrują się w smutną kobietę. Czy to właśnie ona zmieni mój sposób postrzegania rzeczywistości, mówiąc wprost, nie owijając nic w bawełnę?
-Dopiero co miałem cię za nastolatkę, a teraz nagle sprawiasz, że zaczynam zastanawiać się nad tym, czy jednak nie jesteś staruszką w ciele młodej kobiety - mówię zupełnie szczerze, odlatując, nie wiem ze powiedziałem kiedykolwiek coś równie okropnego. Kiedy wcześniej pomyłka była przypadkowa, teraz uwaga zdaje się być skierowana jako ostrze mające skrzywdzić. Czy kiedy chcę krzywdzić przyjaciółkę to już mogę nazywać się znów prawdziwym wyniosłym  lordem bez uczuć?- Juno, twoje słowa mnie bolą, nie mogę przeżyć, ze jesteś aż tak zrezygnowana - kręcę znów głową, ciężko mi zrozumieć postawę młodej czarownicy, ktora toleruje możliwość, ze nigdy nie poczuje nic więcej niż  szacunek wobec męża. O, droga Wenus, czy nie możesz dotknąć palcem swoim tej młodej osoby? Serce moje kraja się, bo ja, który poznałem potęgę miłości, jestem zdania, że każdy chociaż raz powinien jej doświadczyć. Aurora moją ukochaną jest już tylko w mojej głowie i tylko tu mogę o niej myśleć i z nią być, ale wspomnienia jej buzi z wczoraj nie pozwalają mi wierzyć, ze ktoś o wiele młodszy od niej, może mieć tak smutne podejście do życia. To nie przystoi młodej dziewczynie, by więdnąć nim rozkwitnie. Taka strata. Przez ten smutek kręci mi się w głowie, nachodzi mnie ochota, by pokazać młodej Travers cząstkę omawianej namiętności, by wreszcie wstrząsnąć tą lalką ukrytą pod szklanym kloszem. Mam impuls by złapać jej twarz, jej usta w płomiennym pocałunku uwięzić, objąć aż poczuję, jak mdleje z rozluźnienia w moich ramionach. Powstrzymuje mnie wychowanie, powstrzymuje mnie etykieta. Powstrzymuje mnie też trochę nasza krótka znajomość i to, że faktycznie kiedy się rozstaniemy, wolałbym mieć w niej przyjaciółkę. Mimo mieszanki w krwi, wiem ze gdybym zrobił coś podobnego, wywołałbym skandal. A z tymi sobie nie radzę.
- Znam jedną - uśmiecham się na myśl, która wpadła mi do głowy może zbyt szybko. Nie myślałem o Evandrze i Tristanie, mając w głowie informacje  o tym, ze ten drugi zdradza ją, żyjąc z inna kobieta (czasami wracam do tej myśli, która podsunął mi Francis i rozważam czy to dobry pomysł, żeby powiedzieć o tym Evandrze. Szybko jednak utwierdzam się w przekonaniu, że mogłoby to jedynie obojgu im zaszkodzić). - Moich rodziców - to musiało ją zaskoczyć, mnie zaskakuje zawsze.  Ta myśl, że odnaleźli się gdzieś podczas sabatu i oszaleli na swoim punkcie do tego stopnia, ze o naturze ich miłości napisano książkę. Dowiedziałem się o historii ich związku w dość znaczącym momencie, gdzieś pod koniec piątego roku w Hogwarcie, kiedy po raz pierwszy poczułem zainteresowanie płcią piękna. Pobudziła wyobraźnię nadzieja, że zrodzony z takich emocji, mam i ja szansę na piękną historię. Wyglądałem jej na każdym zakręcie życia, ale kiedy zdarzyła mi się z Aurorą, zrozumiałem, ze musi skończyć się równie szybko, jak historia moich rodziców. Ich skończyła się śmiercią mojej matki, drugim małżeństwem ojca. Moja skończyła się podobnie, bo rozstanie z Sprout traktuje jak smierć, a każde spotkanie z nią później ma smak wizyty na cmentarzu. Juno mogła, ale nie musiała wiedzieć, ze moja matka umarła przy moim porodzie, mogło ja to wcale nie obchodzić, ale kiedy przyznałem się o pod tego skąd czerpię inspirację do mojego życia miłosnego, zauważyłem, ze nawet ona zaskoczona była moją odpowiedzią. Czy to nie wyjątk potwierdzający regułę? A może bajka, którą łyknąłem spragniony jakichkolwiek informacji o mojej biologicznej matce.
Z rozmarzonego wozu spycha mnie jej pytanie. Czuję jak serce moje krwawi, czy ona wie o co pyta? Czy już wie, ze mam do czynienia z jedną taką historią w moim życiu? Ze cierpię, bo boje się, ze przez moją nieodpowiedzialność, Aurora nigdy nie będzie szczęśliwą żoną. Chciałbym jej znaleźć kogoś, kto mógłby dac się przekonać, ze brak dziewictwa nie jest niczym strasznym, ale wiem, ze to ciężkie. W druga stronę, gdyby to mi oferowana byłaby taka kobieta... uniosłem lekko brwi, zasmucony, ze musimy poruszać takie tematy.
- Juno...- jęknąłem smutno, za dłonią skrywam lico, w końcu jednak postanawiam się przyznać - Dlaczego zniszczyłaś ten moment? Czy zaakceptowałbym, że moja żona jest zdolna do miłości? Czy nie świadczyłoby to raczej na jej korzyść? Nie każ mi tylko deklarować ostatecznej odpowiedzi. Sama wiesz, ze to zależy. Od tego czy sam bym ją kochał i czy by była dla mnie nieznośna. Jeżeli musimy znów wracać do moich braków i schodzić z trgo obłoku miłości, to tak, przyznam ci się, że rozumiem o co ci chodzi. Tak doprawdy pewnie będzie, kiedy już będę ostatnim kawalerem do wzięcia, jako przyszłe utrapienie czyjeś, będę nawet musiał zaakceptować to, ze moja żona miała przede mną kogoś innego. Ale czy na prawdę musimy odrazu zakładać najgorsze? Dla mnie już nadziei nie ma, ale ty Juno, ty nie możesz być zrezygnowana, tyle jeszcze przed Tobą - unoszę spojrzenie na dziewczynę. Niestety, niebawem okazało się, ze Juno potrafi przegadać każdego idealistę. Opadam znów na szafki, jestem zrezygnowany i pogrążony w ciemności. Odczuwam efekt odrzucenia, właśnie dotarła do mnie fala uderzeniowa po zerwanych zaręczynach.  Zrozumiałem, ze nawet tak logiczne i zimne traktowanie, jakiego doświadczyłem ze strony narzeczonej, nie pasowało do mojego świata. Czy na prawdę  sądziłem, ze dając jej wolną rekę, otrzymam zrozumienie? Ze pozwalając jej sie zakochać nie we mnie, ona zrozumie, ze miałem na myśli wolność obejmującą również mnie ale i nie tylko mnie? Moje teorie nie maja związku z prawdą i są tylko dumaniem w obłokach. Moje zapewnienia o tym, ze chce, by każdy znalazł chwile szczęścia, są niemożliwe do spełnienia, bo kiedy ja szczęście maluję na kolor Zielonej Irlandii, ktoś inny widzieć będzie Dom rodzinny. Skąd wiadomo, jak mogę sobie zaufać, ze nie uznam tego układu za niewygodny, kiedy pojmę, ze moja własna żona mnie nie szanuje bo woli swojego kochanka. I czy nie będę wtedy jeszcze gorszy niż ci, którzy od początku odrzucili te, które nie są w pełni czyste , w pełni gotowe się oddać?
Irytuje mnie, ze zarzuca mi, ze odtrąciłem uczucia. Tak, tak było. Odtrąciłem ukochaną i moją wymarzona przyszłość, bo nie umiałem zrezygnować dla niej z porzucenia przywilejów. Zamknąłem się na możliwości idące za rozsądnym małżeństwem. Wciąż wycofuję się, a ona mi chce to udowodnić.
- Co ty wiesz o mnie Juno? - zastanawiam sie, bo neipokojąco trafnie rzucała sugestie, wiedziałem, ze Aurora by nikomu nie powiedziała, ale może jednak... może kiedy zostawiłem ją ostatni raz nie wytrzymała i opowiedziała o wszystkim ognistowłosej piratce? Nie rzucam oskarżenia, pytam zaskoczony.
Spoglądam w stronę okna, świt barwi niebo na żółty odcień. Emocjonująca rozmowa pozostawiła po sobie głuchość ściany i dociera do mnie, że coraz bardziej trzeźwieje. Nie jestem pewny nawet połowy wypowiedzianych słów, a do tego ledwo słaniam się na nogach.
-tak, to dobry pomysł  
Ares Carrow
Zawód : biznesman, zarządca w stajniach
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Hard work and ambition are vulgar.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8988-ares-carrow https://www.morsmordre.net/t9000-cooper#270633 https://www.morsmordre.net/t9001-ares#270653 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t9139-skrytka-nr-2118#276166 https://www.morsmordre.net/t9066-a-carrow#319475
Re: Wejście dla służby [odnośnik]11.06.21 13:36
Spokojny ocean zniknął za zamkniętymi powiekami. Juno czekała w milczeniu na kolejną falę oburzenia i frustracji. Czekała aż jej słowa dotrą do Ares i ten w końcu zrozumienie, że nie chodziło o niego. Był przecież, podobnie jak ona, tylko elementem większego systemu. Dusił się w nim, choć tacy ja on mieli w nim najwięcej władzy, najwięcej wolności. Juno opuszkami palców błądziła po powierzchni stołu, przy którym siedziała. Dotyk czegoś rzeczywistego pozwalał na odpowiednie skupienie myśl. Zapobiegał odpłynięciu gdzieś w głąb siebie, gdzie wszystkie te okrutne słowa, które padły z obu stron nie miałyby żadnego znaczenia. Jeszcze nie do końca zdawała sobie sprawę, że nić porozumienia łącząca ją i Carrowa staje się silniejsze. Był zagubiony, był zagubiony chyba nawet bardziej niż ona. Gdyby los pozwoliłby znów się im spotkać to tak prawdopodobnie mogłaby wyglądać ich dalsza relacje. W mroku brutalnej rzeczywistości co jakiś czas któreś wyciągałoby dłoń w stronę drugiego by móc pociągnąć go w swoją stronę. Przynajmniej spróbować przekonać go do innego spojrzenia na świat wierząc, że to właśnie owa zmiana przyniesie ukojenie. Juno już wiedziała, że czekają ją kolejne bezesenne noce podczas, który uparcie będzie analizować każde słowo, które padło między nimi. Będzie doszukiwać się sensu. Będzie próbowała zrozumieć, bo taka już przecież jest. Otworzyła oczy dopierwo, wtedy gdy oskarżył ją o bycie starą. Na bladej, odrobinę zmęczonej twarzy pojawił się ironiczny uśmiech. - Skoro już drugi raz mnie o to oskarżasz pewnie coś w tym jest. - przyznała siląc się na obojętność. Czy to był dobry moment, by powiedzieć mu prawdę? Wyznać, że oprócz śmierci na morzu jest jej również pisany koniec w ciasnym pokoju wyłożonym materacami. Wyznać, że każda intensywniej przeżywana chwila przybliża ją do kolejnego załamanie, że kolejne utonięcie w odmętach własnych myśli może oznaczać dla niej koniec. Kolejny krzywy uśmiech oszpecił delikatną twarz. Czy gdyby wiedział o tym wszystkim wciąż ubolewałby nad jej chłodem, nad zrezygnowaniem? Pewnie tak, przecież śmierć w odmętach szaleństwa była czymś nad wyraz poetyckim. Nie, na to wszystko było zdecydowanie za wcześnie. Szansa, że choć cień tych słów zostanie w jego pamięci była zbyt duża. - Tak jest lepiej. - Przyznała z cichym westchnięciem. Dawała mu wskazówkę, której teraz nie miał szans zrozumieć. Dobrze wiedziała w jaki sposób zinterpretuje te słowa, ale to nie miało teraz znaczenia. Czas pokaże, czy cała ta rozmowa miała faktycznie jakiekolwiek dla niego znaczenia. Może tak naprawdę Juno wolałaby by ją zapamiętał. Może tak byłoby dla wszystkich łatwiej.
Zaczęła się cicho śmiać słysząc odpowiedź, że to właśnie jego rodzice są wyjątkiem od istniejących od dawana reguł. - Przyznam szczerze, że to wiele wyjaśnia. - Kiwała przy tym głową próbując ujarzmić rozbawienie. Czyżby historia rodzinna stanowiła jedynie preludium do nieszczęść i rozterek młodego lorda? Może jego rodzice świadomie wykradli losowi ten promyk szczęścia doskonale wiedząc, że sprowadzają na syna klątwę ciągłej gonitwy za upragnionym uczuciem.
Odpowiedź na pytanie, które wydawało się być hipotetycznym sprowadziło na Juno konsternacje. Jednak pod całą kaskadą pięknych słów ukrywał się fakt, że przecież miała racje. Sam to w końcu przyznał, a potem znów nastąpiło oskarżenie o bycie zrezygnowaną. Z gardła wydobyło się ciche warknięcie świadczące o rosnącej frustracji. Podniosła się z miejsca uderzając ręką w stół. Zaczęła się przechadzać po kuchni mrucząc coś niewyraźnie pod nosem. Może ta noc warta była jednak ryzyka. - A gdybym powiedziała ci, że grozi mi szaleństwo? - zatrzymała się nagle patrząc wprost na niego. - Gdyby przyznała, że gdy pozwolę by poniosło mnie to co nazywasz pasją i miłością mogę skończyć jako więzień własnego umysłu odizolowany od reszty świata.. Ty powiedziałbyś pewnie, że odeszłabym spełniona, zaznawszy tego, co w życiu najpiękniejsze - ostatnie słowa niemal wypluła z siebie pozwalając by ogarnęła ją wściekłość. W końcu usiadła na miejscu schylając głowę tak by pasma rudych włosów zasłoniły twarz. I znów zaczęła się cicho śmiać. Odpowiedź na to pytanie była taka prosta. - Nic czego sam byś mi nie powiedział i nie pokazał. - przyznała zgodnie z prawdą. Nie miało sens tłumaczyć mu, że pamięta wszystko co kiedykolwiek przeczytała, zobaczyła czy usłyszała. Nie chciała go straszyć świadomością, że gdy ona zapamięta pojedyncze urywki zdań ona swobodnie będzie mogła cytować każde słowo. Podniosła się w końcu ze swojego miejsca kiwając głową w geście zgody. Klaśnięciem w dłonie przywołała jednego ze skrzatów. - Dziwny z nas duet. Stateczny lord błądzący głową w chmurach i mała lady kurczowo trzymająca się ziemi. Może to dobrze, może tak właśnie miało być. - uśmiechnęła się przyjaźnie w ramach pożegnania.


Come out, sea demons wherever you are
your queen summons you

Junona Travers
Zawód : geograf, podróżnik teoretyczny, naukowiec
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Samotność ma swoje przywileje; w samotności można robić to, na co ma się ochotę.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Wejście dla służby 8c6f5322fc5d1cd28ee44f2c67beee1b
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7691-junona-travers#212825 https://www.morsmordre.net/t7707-tryton#213478 https://www.morsmordre.net/t7706-little-mermaid#213460 https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t7792-skrytka-bankowa-nr-1852#217645 https://www.morsmordre.net/t9944-j-travers#300621

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Wejście dla służby
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach