Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Korytarz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Korytarz   24.03.16 2:42

First topic message reminder :

Korytarz

Całe szczęście!, ten nadzwyczaj paskudny okres, podczas którego większość pomieszczeń była na tyle przepełniona pacjentami, że łóżka stawiano właśnie na korytarzach, już się skończył. Pozostały po nim jednak dosyć wyraźne ślady w postaci powycieranej gdzieniegdzie drewnianej podłogi, zarysowań i obdrapań na ścianach w miejscach, gdzie kończą się powierzchnie pomalowane farbą olejną, a zaczynają te pociągnięte tylko najzwyklejszą, białą farbą łuszczącą się pomiędzy drzwiami prowadzącymi do poszczególnych sal. Dźwięk kroków niesie się tutaj głośnym echem, a stukot wszelkiego rodzaju próbek, pojemniczków na maści czy eliksiry praktycznie nie milknie. Jeśli nie chcesz, by złapał Cię ból głowy, lepiej zwyczajnie jak najszybciej przenieś się w inne miejsce.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Lucinda Selwyn
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-nott http://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 http://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 http://www.morsmordre.net/f286-pokatna-23-4 http://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
26
Szlachetna
Panna
i just want to live while i'm alive
12
20
0
0
1
0
9
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Korytarz   11.01.18 12:24

Lucinda wiedziała, że budzi sporo kontrowersji swoją osobą. Nie było tak, że całkowicie miała to gdzieś i jej to w ogóle nie przeszkadzało. Była rodzinną osobą chociaż rodziny wybrać sobie nie mogła. Nie zawsze zgadzała się ze swoimi rodzicami czy dziadkami. Nie znała ludzi, którzy żyliby w całkowitej zgodzie ze swoimi bliskimi. To przecież było niemożliwe… wszyscy byli tylko ludźmi. Przyczyny, które skłoniły Selwyn nawet do przeprowadzki były o wiele bardziej skomplikowane niż inni mogli się tego spodziewać, ale nie lubiła nigdy rozmawiać o sobie. Choć naprawdę zdarzało się, że słowa jej rodziny czy znajomych ją dotykały to raczej nie okazywała tego jakoś jawnie. Dużo nosiła w sobie. Często nawet za dużo. To była cecha Selwynów, którą przyjmowała na siebie z pocieszeniem. Nazywano ich w końcu bardzo różnie; zaczynając od zdrajców i kłamców po życzliwych i ciepłych. Prawda leżała jak zwykle pośrodku. Jej brat przyjmował wiele cech jej rodziny, których ona zbytnio nie popierała, jej siostra… była częściej Nottem niż Selwynem choć już teraz po ślubie prawdopodobnie i to się zmieniło. Blondynka po prostu była sobą. Nie mogła powiedzieć, że któraś ze stron określała ją bardziej, ale to ukrywanie własnych uczuć i emocji pod maską uśmiechu należało do jej rodziny i często ściągało ciężar z jej ramion, które nie była w stanie dłużej już nosić. Szpitale miały to do siebie, że budziły w człowieku emocje albo pozytywne albo negatywne. Nie znała nikogo kto by do szpitala szedł z myślą „a co mi tam”. Wiele osób naprawdę lubiło te białe ściany, zapach czystości i leków. W swojej rodzinie nawet miała członków, którzy najchętniej przywiązaliby alchemika i uzdrowiciela do siebie i nosili w każde miejsce. Hipochondria to bardzo zła choroba i dotykała nawet tych szlachetnie urodzonych. Ona była z tych, którzy wiedząc, że szpital znajduje się po drugiej stronie ulicy woleli zrobić bardzo duże kółko. Nie wiedziała skąd się to w niej wzięło bo jako małe dziecko nigdy nie chorowała. Uzdrowiciel jeżeli w ogóle ją odwiedzał to tylko po to by sklejać jej połamane kości i to tak by nikt się nie dowiedział, że Lucinda Selwyn kolejny raz spadła z drzewa próbując zdobyć jego szczyt. Kobieta uśmiechnęła się delikatnie trochę się już rozluźniając. Nic nie mogła poradzić na to, że to miejsce przyprawiało ją o niemiły zawrót głowy, a nawet duszności. Słysząc słowa kuzynki pokiwała głową. - Anomalie wielu osobom dały w kość, ale na szczęście ja jeszcze nie zaliczam się do tych osób. - powiedziała dokładnie ważąc słowa. Dodając „jeszcze” wolała przygotować się na taką ewentualność. Już niejednokrotnie zaskakiwała się w negatywny sposób kiedy coś po prostu docierało do niej z opóźnieniem. - Naprawdę nawet nie wiesz jak jej tego współczuje. Nie tylko szpitala, ale tej choroby. To musi być straszne nie tylko dla niej, ale i dla was. Dobrze, że medycyna jest twoją smykałką, zawsze to lepiej. - powiedziała choć wierzyła, że nie w samej medycynie to wszystko leży, a w zasobach kobiety. W jej sile i determinacji; to było godne podziwu i właśnie to Lucinda robiła. - Przedmiot? - zapytała zaciekawiona. - Mam chwile czasu więc mogę na to teraz spojrzeć. Tutaj już i tak niczego dzisiaj nie załatwię. - dodała jeszcze z uśmiechem.




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Powrót do góry Go down
Jocelyn Vane
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4647-jocelyn-vane http://www.morsmordre.net/t4674-poczta-jocelyn http://www.morsmordre.net/t4673-j-c-vane http://www.morsmordre.net/f316-maxwell-lane-84 http://www.morsmordre.net/t4675-jocelyn-vane
Stażystka uzdrowicielstwa
20
Czysta
Panna
Idź za marzeniem i znowu idź za marzeniem
I tak dalej aż do końca
10
10
0
15
0
0
2
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Korytarz   11.01.18 19:19

Jocelyn też nie zawsze zgadzała się z bliskimi, choć nie posuwała się też do otwartego buntowania się. Gdy w młodszym wieku próbowała czasem postawić na swoim, matka potrafiła umiejętnie wzbudzić w niej wyrzuty sumienia i tym sposobem Josie sama szybko wracała na odpowiednią drogę i przez lata pozwoliła na to, by Thea i jej wychowanie wywarły wpływ na jej osobę. Tak naprawdę wciąż poszukiwała prawdziwej siebie i nie była pewna tego, jaka jest ta prawdziwa ona i jakie jest jej miejsce w świecie. Czy miała być Theą Vane w miniaturze, stworzoną do tego by zostać damą i spełnić aspiracje matki? Czy może miała jednak podążyć ścieżką ojca i zostać uzdrowicielką? Póki co starała się łączyć w sobie obie te drogi – poszerzała horyzonty i szkoliła się na uzdrowicielkę, jednocześnie zajmując się odpowiednio kobiecymi rzeczami i nie odrzucając od siebie myśli o kobiecych obowiązkach, które miała w przyszłości spełnić. Może prawdziwa ona miała być właśnie syntezą tych dwóch różnych światów, na styku których dorastała, będąc częścią obu i jednocześnie nie będąc w pełni w żadnym z nich?
Lucinda, choć mogło by się zdawać że powinna w pełni należeć do jednego świata, tak naprawdę jawiła się Josie jako osoba która też balansuje na cienkiej granicy między oczekiwaniami rodziny a własnymi pragnieniami. Po które miała odwagę sięgnąć, o czym świadczyła wyprowadzka i jej zawód. Miała w sobie odwagę, której nie miała Jocelyn. Ale i tak Josie o wielu motywacjach kuzynki nie wiedziała, mogąc się tylko zastanawiać, co sprawiło, że podjęła takie a nie inne decyzje.
- Oby tak zostało – powiedziała, choć tak naprawdę żadna nie wiedziała, co przyniesie przyszłość i czy któraś z nich nie padnie jeszcze ofiarą anomalii. Josie już padła, tamtej nocy na przełomie kwietnia i maja. To było na tyle jeśli chodzi o poważniejsze anomaliowe wypadki, ale parę razy zdarzyło jej się doświadczyć drobnych zranień i słabości podczas rzucania zaklęć. – Życie z chorobą genetyczną nie jest łatwe. Z pewnością sama co nieco o tym wiesz. I wie moja matka, tak samo jak wie o tym, że... nie zostało jej wiele... czasu. – Przez jej twarz przemknął cień. Wiedziała o tym, a także sama matka i reszta ich rodziny, że Thea miała przed sobą prawdopodobnie jeszcze kilka lat, ale jej choroba zaczęła postępować coraz szybciej i było pewne że starości nie dożyje. Zbliżała się już do sześćdziesiątego roku życia i i tak można uznać, że miała szczęście, że większość swoich lat przeżyła we względnej sprawności, może tylko z okazjonalnymi niedomaganiami. I z ciążącym nad nią wyrokiem, choć to dotyczyło większości chorych genetycznie, bo wielu z nich umierało młodo. Ale Thea i tak zawsze uważała swoją chorobę za największą życiową tragedię która odebrała jej wymarzoną przyszłość, co zawsze kładło się długim cieniem na życiu jej dzieci. I choć bliźniaczki Vane były (jak dotąd) zdrowe, dorastały naznaczone piętnem choroby matki, która pragnęła by były tym czym jej nie było dane. Teraz, gdy choroba coraz bardziej się nasilała, wzrośnie także presja wywierana na dziewczęta.
- Jakoś sobie radzimy – powiedziała po chwili. Choć Josie i Iris były w grupie ryzyka, się funkcjonować normalnie i korzystać z życia. – Jesteśmy do tego przyzwyczajone, więc nie jest to dla nas żadna nowa myśl. A to, że szkolę się na uzdrowicielkę na pewno pomaga w radzeniu sobie z chwilami kryzysu, zwłaszcza gdy ojca akurat nie ma w domu... Choć moja matka wolałaby żebym zajęła się czymś bardziej... kobiecym. Nadal nic się nie zmieniło w tym względzie.
Pewnie obie regularnie słyszały uwagi na temat swoich zajęć. Westchnęła tylko, po czym skinęła na Lucindę, zachęcając do tego, by obie udały się do najbliższego kominka podłączonego do sieci Fiuu.
- To stary naszyjnik, należał do pamiątek z młodości mojej matki. Jako Selwyn może będziesz wiedziała, jak się z nim obchodzić. Może to tylko anomalie zepsuły jakieś nałożone na niego zaklęcie? – To było całkiem prawdopodobne, ale sama się na tym nie znała. Zastanawiający był też fakt że matka pozwoliła, by cenna pamiątka z jej przeszłości leżała na strychu; Thea uwielbiała w swojej sypialni otaczać się przedmiotami z tego lepszego życia, które przypominały jej że kiedyś była kimś.
Dotarły do kominka.
- Wiesz, jak do nas trafić, prawda? – zapytała, biorąc garść proszku Fiuu i wrzucając go w płomienie, które przybrały zielony kolor. Po chwili weszła w nie, wypowiadając swój adres, i nagle zniknęła, przenosząc się do swojego domu, gdzie czekała na Lucindę.

| zt. x 2





The good ti­mes of to­day are the
 sad thou­ghts
of to­mor­row.
Powrót do góry Go down
 

Korytarz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

 Similar topics

-
» Tajemniczy korytarz
» Korytarz w lochach
» Korytarz na II piętrze
» Korytarz
» Korytarz

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of Westminster :: Szpital Świętego Munga :: VI piętro: Choroby wewnętrzne-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18