Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Dzikie wybrzeże

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Dzikie wybrzeże   03.04.16 20:43

First topic message reminder :

Dzikie wybrzeże

Walia słynie z fascynujących krajobrazów, które wcale nierzadko stanowiły inspirację dla artystów i poetów. Ta część wybrzeża ulokowana jest pomiędzy klifami, doskonale dbającymi o prywatność osób, które odnalazły tę odludną część stanowiącą zaledwie niewielki fragment Parku Narodowego Pembrokeshire Coast. Mgła osadza się tutaj o wczesnych godzinach porannych i wieczornych. Grafitowe skały zachęcają do odpoczynku i kontemplacji morskich fal bijących o ściany wysokich klifów, morska bryza drażni skórę, a jod wypełniający powietrze jest doskonale wyczuwalny szczególnie w późniejszych porach roku. Odpoczywać można także w wysokich, gęstych trawach urozmaiconych różnokolorowymi kwiatami. Warto wybrać się także na spacer po nieodległych, piaszczystych plażach podczas jednego z monstrualnych odpływów. Niestety, kąpiel możliwa jest tylko w kilku miejscach, gdzie skały łagodnie opadają w głąb płycizny. Doskonale odnajdą się tutaj także miłośnicy skamielin - na wybrzeżu z łatwością można odnaleźć mniejsze i większe amonity wyrzucone na brzeg lub wrośnięte w skały. Jeśli ma się wystarczającą ilość szczęścia, w oddali można dojrzeć bawiące się delfiny i hipokampusy.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Ariadna Roots
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4536-ariadna-roots#96426 http://www.morsmordre.net/t4566-poczta-arii#97734 http://www.morsmordre.net/t4562-cukiernica#97533 http://www.morsmordre.net/t3474-pokoj-ariadny#60506 http://www.morsmordre.net/t4633-ariadna-roots
cukiernik, truciciel, prowokator
23 lata
Półkrwi
Panna
Pije, pali i przeklina jak prawdziwa dama;
Nie wypędzajcie ze mnie diabłów, bo wraz z nimi odejdą anioły
2
15
15
0
0
3
9
1
Czarownica

PisanieTemat: Re: Dzikie wybrzeże   07.05.17 12:32

Dopiero kiedy odsunął się, wymijając ją jakby nigdy nic zrozumiała, że nie ma sensu go powstrzymywać. Nie miała jednak zamiaru iść za nim; jaskinia kończyła się kilka metrów dalej i nie sądziła, że znalazłoby się tam cokolwiek godnego uwagi, poza piaskiem, chłodem i ciemnością. Zawróciła więc do wejścia, siadając z powrotem na piasku.
- Uciekanie nic ci nie da - rzuciła wgłąb jaskini. Wiedziała, że ją usłyszał, w końcu akustyka tego miejsca była dobra. Nie wiedziała co może mu powiedzieć, skoro dalej nie do końca znała sytuację. Słyszała tylko, że jego siostra zniknęła, aż po pewnym czasie uznano ją za zmarłą, bo poszukiwania nie przyniosły oczekiwanego efektu - zapewne ona znajdując się na miejscu Bertiego odpuściłaby, z trudem się z tym godząc. Ale później, gdyby dostała jakiś znak... cóż, mogłaby odzyskać nadzieję lub mieć świadomość, że tylko na siłę szuka punktu zaczepienia, by nie pozwolić danej osobie odejść. Zaczęła nerwowo rozgrzebywać piasek swoją stopą, zastanawiając się nad tym wszystkim, podczas gdy chłopak już właściwie powinien wrócić.
- Bertie, może powinieneś odpuścić? - zaproponowała z lekkim wahaniem. - Ludzie nie znikają bez powodu, fakt. A jeśli wierzysz w to, że ona żyje i dalej się nie odezwała, to może ma ku temu jakieś powody? Może chce cię przed czymś chronić? - westchnęła, podkurczając nogi w kolanach i przyciągając je pod klatkę piersiową. Podbródek oparła na kolanie, rękoma obejmując nogi i gdy zastygła w tej pozycji, wbiła wzrok przed siebie, w linię horyzontu.
- Czasami spotykają nas takie rzeczy. Przykre i cholernie niesprawiedliwie. A ty możesz jedynie się zastanawiać i zadawać setkę pytań, dlaczego akurat spotkało to ciebie, twoich bliskich... - stwierdziła nagle po chwili milczenia, kierując te słowa poniekąd do chłopaka, ale też do siebie. Kto jak kto, ale ona patrząc przez pryzmat swoich doświadczeń zadawała sobie takie pytania non stop. Aż w końcu musiała odpuścić, by nie oszaleć. - Ale po jakimś czasie trzeba przestać, żeby nie rozgrzebywać zasklepionych ran. Wiem co mówię - gorzej, jeśli rana dalej się jadziła i daleko jej było do jakiegokolwiek zasklepienia; przypuszczała, że w przypadku Bertiego tak właśnie jest, a to było najgorszym, co mogło go spotkać w takiej sytuacji. - Mam nadzieję, że się o nic nie obwiniasz? - spytała niepewnie, odwracając się przez ramię.





Czasem, żeby wyleczyć,
trzeba użyć
trucizny.
Powrót do góry Go down
Bertie Bott
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott http://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 http://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 http://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 http://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Cukiernik
21
Półkrwi
Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
16
20
0
0
0
0
1
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Dzikie wybrzeże   09.05.17 14:43

Usłyszał jej słowa, ale nic nie powiedział. Nie zamierzał odchodzić daleko. Raczej szukał jakiegoś miejsca, czegoś, sam nie miał pojęcia czego. Może niczego, może kryjówki, może po prostu nie chciał, żeby go widziała, czuł się nieswojo, dziwnie, nienaturalnie. Wiedział, że to nie ma większego znaczenia. Oparł się w końcu o wilgotną ścianę, na jej słowa przymykając dodatkowo oczy. Nie chciał się na niej wyżywać. Długo tłumił w sobie złość, możliwe że złość na cały świat, bez znaczenia, Ari była jednak niczemu winna.
Nic właściwie nie wiedziała. Mimo to jej sugestia go rozdrażniła.
- Faktycznie jesteście do siebie podobni. - stwierdził jedynie. Nie miał na myśli nic złego właściwie, raczej po raz kolejny Ari zachowywała się w sposób podobny do Matta. - Niby czemu miałoby chodzić o mnie? To bez sensu.
To ona zaginęła. To o nią trzeba zadbać, ją trzeba znaleźć, to Ana potrzebuje pomocy. Zamierzał ją znaleźć, to przecież nie może trwać w nieskończoność, w końcu się uda. Prawda?
Odetchnął i ruszył w jej stronę. Nie spieszył się, zdecydowanie lepiej czuł się w tej chwili w cieniu.
- A co, jeśli ona na prawdę potrzebuje pomocy? Jeśli ktoś ją skrzywdził? Porwał? Jeśli musi się ukrywać przed kimś, jeśli się boi, a możnaby było jej pomóc? - spytał spokojnie. - Nie wiem tego. Wiem tylko, że ona żyje. I nie sugeruj mi więcej, że powinienem odpuścić, to się po prostu nie stanie.
Dodał pewnym tonem, nie zamierzając na ten temat głębiej dyskutować. Chciał, żeby go zrozumiała, jednak nie znała tej części jego, wymagał więc tylko tego, żeby nie próbowała dotykać jego nadziei, którą i ta masa osób obrzuciła już kamieniami.
Siadł za nią i spojrzał w wodę.
- Nie. Chcę tylko coś zrobić. Jeden jasnowidz ją widział. Nie płaciłem mu, znajomy-jasnowidz, nie myśl sobie. Z jakiejś przyczyny wizja przyszła do niego teraz. - stwierdził, patrząc na nią uważnie. - Ana była zbyt idealna, żeby po prostu zniknąć. Coś musiało się stać.
Dodał spokojniej. Wiedział, że ona może go pod wieloma względami rozumieć, jednak żeby uzyskać tego typu zrozumienie, trzeba rozmawiać o problemie. A on... cóż, w tej umiejętności kulał. Wszystko szło mu jak z kulą u nogi. Ale odezwał się.





Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Powrót do góry Go down
Ariadna Roots
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4536-ariadna-roots#96426 http://www.morsmordre.net/t4566-poczta-arii#97734 http://www.morsmordre.net/t4562-cukiernica#97533 http://www.morsmordre.net/t3474-pokoj-ariadny#60506 http://www.morsmordre.net/t4633-ariadna-roots
cukiernik, truciciel, prowokator
23 lata
Półkrwi
Panna
Pije, pali i przeklina jak prawdziwa dama;
Nie wypędzajcie ze mnie diabłów, bo wraz z nimi odejdą anioły
2
15
15
0
0
3
9
1
Czarownica

PisanieTemat: Re: Dzikie wybrzeże   09.05.17 16:24

Słuchała spokojnie, zaciskając zęby, by go wysłuchać i nie odezwać się przed tym. Komentarz porównujący ją do Matthewa puściła mimo uszu - zdawała sobie z tego sprawę, aż za dobrze, co ostatnio zakomunikowała samemu Mattowi, a on nie zaprzeczył najwidoczniej również o tym wiedząc. Wiedziała, że Bertie swoimi słowami nie chce jej ani urazić, ani się na niej wyżyć; w zasadzie sama sprowokowała tę dyskusję i chciała, by było mu lepiej, nawet jeśli miałby podnieść głos. Była przyzwyczajona, była impulsywna, często ponosiły ją emocje, długo tłumione w sobie, więc zdawała sobie sprawę co musi dziać się w głowie jej najsłodszego puszka. Nie wiedziała tylko jak zmusić go do uwolnienia tego, co w sobie trzymał. Najprościej byłoby go sprowokować, jednak nie była pewna, czy nie pogniewałby się na nią za to. Z drugiej strony...
- Nie sądzisz, że gdyby miała chociaż cień szansy na skontaktowanie się z tobą, to zrobiłaby to? - przechwyciła spojrzenie niebieskich oczu Bertiego, siedzącego może niecały metr za nią. - Zdajesz sobie sprawę, że wizje nie zawsze są trafne? Co ci powiedział? Poza tym, że ją widział - no dalej, Bertie, daj się sprowokować, krzycz, wyżyj się. Nie zagościła swoim spojrzeniem zbyt długo na jego twarzy; szybko odwróciła się z powrotem przodem do morza a tyłem do niego uznając, że raczej nie chciałby, by tak nieznośnie wgapiała się w niego swoimi złotymi ślepiami.
- Nie ma ludzi idealnych, Bertie. A jeśli tacy są, to udają i najczęściej mają dużo problemów ze sobą - uznała. Nim jednak dała mu dojść do słowa, kontynuowała: - No dobrze. Załóżmy, że Ana żyje... - zaczęła, wzdychając i w międzyczasie układając sobie w głowie dalszy ciąg wypowiedzi. - Załóżmy, że nikt jej nie porwał. Co, jeśli stało się coś, przez co cię nie pamięta? - wciąż była zdania, by odpuścić. A jeżeli ów jasnowidz się nie mylił i Ana żyła, próbowała odnaleźć powód, dla którego dalej nie dała znaku życia, skoro zwyczajna niechęć, czy obawa, nie wchodziła w rachubę.
- Nie było chyba racjonalnego powodu, dla którego ktoś miałby ją porwać, a skoro była tak ułożona, jak uważasz, to nie sadzę, żeby wplątała się w brudne interesy i szemrane towarzystwo - wciąż patrzyła przed siebie, dla odmiany podpierając się rękoma z tyłu, o piasek.





Czasem, żeby wyleczyć,
trzeba użyć
trucizny.
Powrót do góry Go down
Bertie Bott
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott http://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 http://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 http://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 http://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Cukiernik
21
Półkrwi
Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
16
20
0
0
0
0
1
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Dzikie wybrzeże   10.05.17 13:39

- A jeśli właśnie nie ma szansy? Nie może? A mimo to potrzebuje pomocy?
W jego głosie dało się wyczuć zmęczenie. Znów bronił siebie, swoje przekonanie, swoją wiarę w swoją siostrę, którą pielęgnował od długiego czasu. Nie bronił tej wiary przed rodzicami, im jedynym pozwolił po prostu przejść z tym do porządku dziennego, doskonale widząc jak wiele kosztował ich cały ten rok, widząc spojrzenia matki szukającej kogoś zawsze na rodzinnych spędach. Ale inni? On był w stanie szukać dalej i chciał to robić. I nie pozwoli nikomu sobie tego zabronić.
- Nie znasz jej. - odetchnął. Co więcej mógł powiedzieć? Spekulowała na temat o którym nie wiedziała nic. - Matt cię nakręcił. Pewnie myśli, że tak jest lepiej. To tchórzliwe z jego strony. Łatwo jest przyjąć, że coś się skończyło, choćby w zły sposób. Wtedy możesz się pogodzić, nie rozgrzebujesz tego na nowo i na nowo.
Wzruszył ramionami. Wiedział, że chodzi o kuzyna. Nie posłuchał jego, więc Matt wysłał kolejną osobę. Tylko po co?
- Nie mam kilku lat i potrafię dbać o swoje sprawy. A to moja rodzina, okej? Nie porzuca się bliskich, chcę się tylko dowiedzieć. Jeśli nie będzie chciała pomocy, jeśli masz rację i jest gdzieś tam, jeśli nic jej nie grozi, w porządku. Ale za dużo tych jeśli, nie sądzisz? - spojrzał w jej plecy, nie kontynuując jednak przez chwilę. Nie wierzył w to, że Anna mogłaby coś przeskrobać. Nie wiedział, w jakie kłopoty mogła wpaść. Ale musiała żyć, złapał się tej myśli i trzymał w zaciśniętych dłoniach.
- Zostawmy to lepiej, okej? - dodał w końcu, bo i chyba miał szczerze dość kłótni, a to raczej nie mogło zaprowadzić ich w żadnym innym kierunku. Ari nie chciała tego zrozumieć, najpewniej się martwiła, co było całkiem miłe, choć... cóż, nie miał kilku lat i była to jego decyzja. Nie sądził z resztą, by wiele mu faktycznie groziło.
I raczej nie istnieje siła, która go zmusi, żeby sobie odpuścił.





Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Powrót do góry Go down
Ariadna Roots
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4536-ariadna-roots#96426 http://www.morsmordre.net/t4566-poczta-arii#97734 http://www.morsmordre.net/t4562-cukiernica#97533 http://www.morsmordre.net/t3474-pokoj-ariadny#60506 http://www.morsmordre.net/t4633-ariadna-roots
cukiernik, truciciel, prowokator
23 lata
Półkrwi
Panna
Pije, pali i przeklina jak prawdziwa dama;
Nie wypędzajcie ze mnie diabłów, bo wraz z nimi odejdą anioły
2
15
15
0
0
3
9
1
Czarownica

PisanieTemat: Re: Dzikie wybrzeże   10.05.17 14:12

No i plan nie powiódł się tak, jak sobie to wymarzyła, a dodatkowo Bertie myślał, że to Matthew ją nasłał. Problem w tym, że nikt jej nie nasłał i robiła to prosto ze swojego skamieniałego serca; nie chciała poza tym skłócać ani ich, ani tym bardziej siebie z Mattem, skoro dopiero co odzyskali kontakt i się dobrze porozumiewali.
- Bertie, cholera jasna - prychnęła, odwracając się gwałtownie i na klęczkach pokonując te niecałe pół metra odległości między nimi. - Nikt mnie nie nakręcił, rozumiesz? Matthew nie ma z tym nic wspólnego - powiedziała, marszcząc czoło i wpatrując się na powrót w twarz chłopaka. Był uparty i w jej odczuciu wciąż walczył sam ze sobą.
- Dobrze, rób co chcesz - przewróciwszy oczami, odpuściła chwilowo temat, nie widząc sensu w dalszym wierceniu mu dziury w brzuchu. - Tylko nie miej potem pretensji to nikogo, że może jednak ktoś miał lepsze przeczucie od ciebie, a ty niepotrzebnie przeciągałeś - irytował ją ten upór, chociaż nie wiedziała czemu. Być może dostrzegała w nim coś z siebie, być może właśni zazdrościła mu tej siły i wiary.
- Ale teraz nie możesz udawać, że jest w porządku i trzymać tego w sobie. Weź się wreszcie otwórz, krzycz, nie wiem, rzucaj talerzami, skoro nie masz ochoty rozmawiać - przeszła do sedna mając nadzieję, że chociaż jak powie wprost, to zrozumie sens jej rozmowy i zamiar, z którym go tu zaciągnęła. - Tłumienie w sobie takich emocji nie jest dobre. Nigdy. Ja tłumiłam je przez wiele lat i chyba tylko cud sprawił, że jeszcze tutaj z tobą siedzę - oj, powiedziała o wiele za dużo; jeśli faktycznie jej słuchał to potrafił połączyć fakty, że najwidoczniej jej problemy zaczęły sporo wcześniej, niż pod koniec szkoły.





Czasem, żeby wyleczyć,
trzeba użyć
trucizny.
Powrót do góry Go down
Bertie Bott
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott http://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 http://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 http://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 http://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Cukiernik
21
Półkrwi
Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
16
20
0
0
0
0
1
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Dzikie wybrzeże   10.05.17 21:16

- A nie sądzisz, że próbujesz trochę za mocno włazić z butami w sprawę o której nie masz pojęcia? - zirytowało go to. Mówiła jakby wiedziała lepiej od niego jak wygląda cała sytuacja i jakby znała prawdę o tym, co się stało. Zamiast próbować się zorientować zaczęła od tego, że powinien odpuścić, jakby w ogóle go nie znała. Nie miało to z resztą wielkiego znaczenia.
- Mówisz jakbyś wiedziała co i jak, a problem w tym, że nie wiesz nic, zarzucając mi przy tym, że robię źle. Do cholery jasnej poważnie, masz lepsze przeczucia?
Pokręcił głową. Nie chciał się wściekać. Bardziej, niż złość czuł irytację. Nie rozumiał, co nią kierowało - jeśli nie Matt - czemu tak jej zależało, żeby dał sobie spokój, ale swoją postawą sprawiała jedynie, że miał dość tej rozmowy. Dopiero po chwili zrozumiał, przynajmniej po części, kręcąc jednak głową.
- Jestem zmęczony tym tematem. Powtarzaniem w kółko tego samego. Nie będę o tym wrzeszczał, to się zaczęło ponad rok temu, na prawdę zdążyłem się już wyżyć i wywściekać, teraz chcę tylko ją znaleźć, więc odpuść sobie podobne próby.
Podniósł się w końcu uznając, że chyba lepiej będzie to przerwać, zanim któreś z nich powie za wiele. Człowiek nie staje się wylewny na zawołanie, Bertie na pewno nie. Ostatnimi czasy miał wrażenie, że wszyscy wokół traktują go jak małe dziecko, którym trzeba się opiekować i prowadzić za rączkę i w tej chwili było podobnie. - Najlepiej, jeśli przy okazji przyjmiecie oboje, że mam te dwadzieścia jeden lat, co nie czyni mnie może znawcą życia, ale nie jestem też nieporadnym dzieciakiem, którego trzeba pilnować pod każdym względem.
Byli tacy sami. Wiedział, że nie jest tu jedyny, Matt matkuje każdemu, w kim ne woli wzbudzać niechęci,ale to nie oznaczało, że mniej go to w tej chwili drażniło.
- Wracajmy już lepiej. - dodał, nie chcąc w tej chwili nic więcej analizować. Może z czasem o tym pomyśli, może w innych okolicznościach, przy innej sugestii, w tej chwili jednak chciał raczej wrócić do Rudery i skupić się na czymkolwiek innym.





Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Powrót do góry Go down
Ariadna Roots
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4536-ariadna-roots#96426 http://www.morsmordre.net/t4566-poczta-arii#97734 http://www.morsmordre.net/t4562-cukiernica#97533 http://www.morsmordre.net/t3474-pokoj-ariadny#60506 http://www.morsmordre.net/t4633-ariadna-roots
cukiernik, truciciel, prowokator
23 lata
Półkrwi
Panna
Pije, pali i przeklina jak prawdziwa dama;
Nie wypędzajcie ze mnie diabłów, bo wraz z nimi odejdą anioły
2
15
15
0
0
3
9
1
Czarownica

PisanieTemat: Re: Dzikie wybrzeże   13.05.17 13:06

Martwiła się o niego, po prostu. Poza tym z tego co opowiadał jej Matthew niemal pół magicznego świata było zaangażowane w poszukiwania Any - to chyba mówiło samo za siebie, by wreszcie zacząć odpuszczać, bo ludzie nie zapadali się tak sami z siebie pod ziemię, na tak długi czas. Ale nie powiedziała tego na głos uznając, że chyba i tak wystarczająco zdenerwowała Bertiego. Wstała, po czym podeszła do chłopaka i objąwszy go od tyłu w pasie, przytuliła się policzkiem do jego ramienia.
- Nie gniewaj się na mnie. Wiesz, że nie miałam nic złego na myśli - bo chociaż nie miała, tak była nieprzystosowana do funkcjonowania wśród ludzi; ludzi, którzy ją lubili i którzy byli drażliwi. Nie umiała ładnie sklejać myśli tak, by nikogo nie urazić, co właśnie zdążyła tu zaprezentować. Zawsze uznawała, że przecież mówienie prosto z mostu jest o wiele lepsze, niż kręcenie się bezsensownie wokół tematu. Cóż, była emocjonalnym robakiem, nie posiadającym ani grama taktu i wyczucia. W zgrabnym ruchu prześlizgnęła się z pleców Bertiego na przód, nie puszczając go, a potem zadarła podbródek do góry, opierając go o tors chłopaka.
- Gniewasz się? No, Bertie, przepraszam... - wydęła usta w śmiesznym grymasie, mrużąc przy tym oczy. Jeśli nie chciał rozmawiać na ten temat, ona nie miała zamiaru dłużej go kontynuować, nawet jeśli w głowie miała słowa Matthewa o przygodzie Bertiego z przemytnikami. To chyba było wystarczającym powodem, dla którego wierciła mu dziurę w brzuchu przez ostatnie kilka minut. - Cóż ja ci mam powiedzieć, najdroższy? Faktycznie, ludzie nie zapadają się pod ziemię i czasami przeczucia są silniejsze, niż dowody, ale obiecaj mi, że nie zrobisz nic głupiego - na przykład ominiesz wizyty na Nokturnie i węszenie w niebezpiecznych miejscach, nie chciałabym cię oglądać w trumnie.
Wreszcie poluzowała uścisk obracając się tyłem do chłopaka i dla odmiany spierając się plecami o jego klatkę piersiową, a głową o ramię. W tej pozycji wskazała palcem na horyzont i delfiny, które się na nim pojawiły.
- Lubiłam tu przychodzić, jak byłam mała. W zasadzie uciekać, to chyba lepsze określenie na moje dzieciństwo. Kiedyś zakopałam w tamtej grocie swój własny skarb, ale jakiś czas później ktoś go chyba ukradł. Stąd wiem, że nic tam nie ma - zmieniła całkowicie temat, opuszczając obie ręce wzdłuż tułowia.





Czasem, żeby wyleczyć,
trzeba użyć
trucizny.
Powrót do góry Go down
Bertie Bott
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott http://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 http://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 http://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 http://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Cukiernik
21
Półkrwi
Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
16
20
0
0
0
0
1
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Dzikie wybrzeże   14.05.17 15:32

Przymknął na moment oczy. Miał już dość rozmawiania na ten temat z kolejną osobą, która zakłada, że to nie ma sensu. Był zły też głównie dlatego, że trochę może liczył że jeśli sam ją zagada, ona mu pomoże, w końcu miała dostęp do części Londynu której on kompletnie nie znał. A nawet gdyby nie mogła mu pomóc - nie zamierzał naciskać, żeby z nim chodziła po szemranych okolicach, nie ryzykowałby jej dobrem! - że chociaż mu uwierzy. Chyba trochę mu tego brakowało.
Nic jednak nie powiedział, trochę pogodzony z tym, że po prostu jest jak jest. Nie ma sensu się nad sobą roztkliwiać, trzeba robić co się da i tyle.
Trochę spiął się czując ją za sobą, chwilę potem jednak trochę rozluźnił i objął ją, kiedy się przesunęła do przodu.
- Zdajesz sobie sprawę, kogo prosisz, żeby nie robił nic głupiego?
Pominął temat siostry, czekając aż dziewczyna wygodniej się usadowi i wzruszył ramionami. Lubił robić głupoty. Choć tu miał zapewne na myśli coś innego, niż ona, nie zagłębiał się bardziej w ten temat, zamierzając raczej zagrzebać go tu pod piachem.
- Co to był za skarb?
Spytał więc, patrząc w miejsce, które mu wskazała. Nie dziwiło go to, co powiedziała. Mieszkała w pięknym miejscu, ale w całkowicie innych niż on warunkach, nie musiała wcale o tym opowiadać. Nie znał szczegółów, ale przecież za bardzo przypominała Matta, żeby Bott nie miał się spodziewać, że podobnie byli wychowywani. No, Matt poza swoimi rodzicami miał na szczęście jeszcze jaśniejszą stronę rodziny, mama Bertiego przyciągała go jak mogła, a od pewnego momentu zaczął znikać gdzieś jeszcze i czasem wspominał, że w Szkocji bywa u jakichś ludzi. O dziwo mama oparła się przed sprawdzeniem ich, tylko ona jedna przy tym wie, ile to wymagało od niej samokontroli. Bertie wątpił, by i ona miała podobną ucieczkę - choć właściwie niewiele o niej pod tym względem wiedział.
Wpatrywał się leniwie w stronę z której widać było wyskakujące z wody istoty.





Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Powrót do góry Go down
Ariadna Roots
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4536-ariadna-roots#96426 http://www.morsmordre.net/t4566-poczta-arii#97734 http://www.morsmordre.net/t4562-cukiernica#97533 http://www.morsmordre.net/t3474-pokoj-ariadny#60506 http://www.morsmordre.net/t4633-ariadna-roots
cukiernik, truciciel, prowokator
23 lata
Półkrwi
Panna
Pije, pali i przeklina jak prawdziwa dama;
Nie wypędzajcie ze mnie diabłów, bo wraz z nimi odejdą anioły
2
15
15
0
0
3
9
1
Czarownica

PisanieTemat: Re: Dzikie wybrzeże   17.05.17 0:39

Gdyby poprosił - miałaby ogromny dylemat. W końcu dzisiejszego ranka obiecała Matthewowi, że będzie pilnować Bertiego i nie da się wmanewrować w żadną pomoc, chociaż lepszym określeniem byłoby nazwanie tego wymuszoną obietnicą, której nie chciała składać. Nigdy nie składała obietnic bez pokrycia, a przeczucie podpowiadało jej, że w całej tej sytuacji to jeszcze ona oberwie, nie rozumiała jedynie powodu. Bertie miał swój rozum, więc przypuszczała, że nie pójdzie na Nokturn, a jeśli by chciał to faktycznie ją o to poprosi. Byłaby chyba skłonna do takiego poświęcenia, w końcu bywała w tamtejszych okolicach, to i zdawała sobie sprawę z tego, co może ją spotkać. Ale nie pozwoliłaby zrobić jej najsłodszemu puszkowi żadnej krzywdy. Wtuliła się w chłopaka, oddychając głęboko, rękami z kolei objęła go ponownie, zaciskając uścisk, jakby obawiała się, że zaraz zniknie bez niej.
- Bertie, obiecaj mi to, proszę - słowa znaczyły czasem więcej niż czyny, raniły bardziej niż niektóre zachowania, jednak składanie obietnic było czymś, czemu raczej powinno powierzać się limit zaufania, by potem się gorzko nie rozczarować.
Gdy tak stali, zdążyła opowiedzieć mu o skarbie i o legendzie tego miejsca. Zdążyła wskazać po raz kolejny delfiny, które wreszcie zniknęły na ciemnym horyzoncie; zrobiło się późno i zimno, dlatego zarządziła powrót do domu. I tak chyba mieli za dużo przeżyć jak na ostatnie kilka minut, a szczególnie chłopak, który lekko podupadł na humorze. Teleportowali się więc z powrotem do domu, gdzie każde zamknęło się w swoim pokoju.

zt oboje





Czasem, żeby wyleczyć,
trzeba użyć
trucizny.
Powrót do góry Go down
Cassius P. Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t2650-cassius-prince-nott http://www.morsmordre.net/t2726-ksiaze#43660 http://www.morsmordre.net/t2725-jegomosc-pijane-szalenstwo#43606 http://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor http://www.morsmordre.net/t2859-cassius-prince-nott
Urzędnik Ministerstwa Magii
28
Szlachetna
Kawaler
I am the tall dark stranger
those warnings prepared you for
5
10
4
0
0
15
4
4
Czarodziej
?

PisanieTemat: Re: Dzikie wybrzeże   13.06.17 21:37

| 27 kwietnia
Cassius od bardzo długiej chwili stał i pozwalał morskiej bryzie targać czarnym płaszczem. Wokół niego kłębiła się mgła, jakby otulała go swoim nieistniejącym ciepłem, a on był marmurowym posągiem niereagującym na żadną ze zmian w pogodowej aurze. Zimno wprawdzie wdzierało się pod fałdy szaty, jednak i z tego niewiele sobie czynił. Istotnie mógł ochronić się odpowiednim zaklęciem, lecz nie odczuwał potrzeby ingerencji w naturalny porządkiem przyrody, mogąc obserwować zachód słońca. Niewątpliwie było dosyć późno na przebywanie tak daleko od właściwych mu miejsc i powinien stąpać po grubym dywanie w posiadłości, zamiast niszczyć buty na nierównym terenie. Wprawdzie unikał kontaktu z nieprzewidywalnym mokrym piaskiem, stojąc na skale, ale uznał swoją pozycję za dogodną nie tylko przez wzgląd na walory estetyczne tej plaży, lecz także z uwagi na to, że trzask aportacji gościa, którego tu zaprosił, będzie doskonale słyszalny. Szum morza i wiatru nie przeszkodzi w niczym, choć nie planował przeprowadzać frontalnego ataku. Jego główną bronią były słowa, którymi ranił mocniej niż niejednym ostrzem. Dziś jednak nie potrzebował ich niszczycielskiej siły. Cel tego spotkania pozostawał z góry niewiadomy. Dłoń wędrująca po pergaminie dzisiejszego poranka skreśliła ledwie prostą frazę, uprzejmie zapraszającą w odludne miejsce.
W oczekiwaniu na przybysza, będąc grubo przed czasem, umilał sobie chwile obserwacjami promieni słońca przecinających niebo, odbijających się w morskiej toni. Przysłuchiwał się dźwiękom natury, zupełnie jakby przebywał w tak znajomym mu Sherwood. Tym razem różdżka nie znalazła się w dłoni tak szybko. Leniwym ruchem dobył jej z wewnętrznej kieszeni płaszcza, obracając ją w dłoni, uważnie patrząc na cienie rysujące się w gęstniejącym mroku. Chwilę później jednym sprawnym ruchem, wywołując cichy świst, przeciął nią nagromadzoną mgłę, próbując stworzyć odrobinę czystej przestrzeni. W tym samym momencie jego uszu dobiegł trzask oznajmiający przybycie gościa. Powoli obrócił się na pięcie, zwracając frontem ciała do miejsca, z którego nadchodziła obca osoba. Nie była dla niego nikim szczególnym, choć zapadła w pamięci jako ta, która spędziła z nim całe siedem lat w Hogwarcie, dzieląc się tym, za czym oboje dzisiaj dążyli.
Rowle — powiedział cicho, uprzejmie kiwając głową, gdy znalazła się dostatecznie blisko. Minęła jednak chwila, nim rozpoznał w jej twarzy tę samą osobę, którą była kiedyś.




We're not cynics, we just don't believe a word you say
We're not critics, we just hate it all anyway
Powrót do góry Go down
Daphne Rowle
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t652-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/t707-safona#2367 http://www.morsmordre.net/t706-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/f222-cheshire-zamek-beeston http://www.morsmordre.net/t4308-daphne-h-rowle#90966
Niewymowna, alchemiczka i trucicielka
28
Szlachetna
Panna
jeśli przeżyje choć jeden wilk,
owce nigdy nie będą bezpieczne
5
1
19
1
0
11
2
1
Czarownica
królowa zimy

PisanieTemat: Re: Dzikie wybrzeże   18.06.17 18:17

Na parapecie Cassiusa, z odpowiedzią zwrotną, wylądowała bura sowa uszata, która do Daphne nie należała, lecz właśnie ona była nadawcą listu, który przyniosła. Uszatkę przed laty zakupiła pani matka alchemiczki, a jej córka zmuszona była odeń ją pożyczyć, gdyż Safona pozostawała pod opieką magizoologa ze względu na dręczące ją zatrucie. Pomiędzy Merlinem a prawdą - Daphne była szczerze zdziwiona listem z prośbą o spotkanie. Cassius Nott był ostatnią... no prawie ostatnią osobą, od której zaproszenia się spodziewała. Ich kontakty urwały się przed laty i ograniczały do uprzejmości podczas spotkań towarzyskich, a przez ostatnich wiele miesięcy nie widzieli się wcale. Lady Rowle powróciła do kraju przeszło miesiąc przed dwudziestym siódmym kwietnia, lecz w obliczu ogromu obowiązków jakie nań spadły, zarówno wobec rodziny, jak i służbowych, nie miała więc czasu, by posłać listy każdemu ze swych dawnych znajomych - prawdę mówiąc: nie wpadło jej to nawet do głowy. Odesłała Nottowi jednak odpowiedź twierdzącą, obiecując, że zjawi się w Walii.
Stanowiło to dla niej kolejną zagadkę.
Dlaczego akurat tam?
Wróciwszy z Departamentu Tajemnic zmieniła czarną, prostą suknię na elegantszą: z purpurowego atłasu, z długim rękawem i srebrnymi zdobieniami. Kwietniowe wieczory wciąż bywały zimne, na ramionach Daphne pojawił się więc czarny płaszcz, spięty pod szyją srebrną broszą w kształcie wilka. Srebrzyste włosy pozostały upięte w skromny, prosty kok nad karkiem. Teleportowała się, poczuła szarpnięcie w okolicy pępka, w jedno uderzenie serca ujrzała migoczące plamy barw i świateł, a po chwili poczuła pod stopami twarde podłoże. Wiatr natychmiast porwał spódnicę jej sukni, a lady Rowle dostrzegła nieruchomą postać Cassiusa. Skierowała swe kroki w jego stronę, aż w końcu przekroczyła magiczny krąg, gdzie wiatr delikatnie poruszał płaszczem i spódnicą, lecz nie doskwierał znacznie. Zrobiło się bardzo cicho.
-Nott? - odrzekła mu, lekko unosząc przy tym brew, przez to dziwne przywitanie. Błękitne spojrzenie spoczęło na słońcu znikającym w miejscu, gdzie niebo łączyło się z morzem - Czemu zawdzięczam spotkanie w tak romantycznych okolicznościach? - w beznamiętnym głosie Daphne zabrzmiała ironiczna nuta, lecz blada twarz pozostała kamienna i obojętna jak zawsze.




here in the forest, dark and deep,
I offer you eternal sleep

Powrót do góry Go down
Cassius P. Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t2650-cassius-prince-nott http://www.morsmordre.net/t2726-ksiaze#43660 http://www.morsmordre.net/t2725-jegomosc-pijane-szalenstwo#43606 http://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor http://www.morsmordre.net/t2859-cassius-prince-nott
Urzędnik Ministerstwa Magii
28
Szlachetna
Kawaler
I am the tall dark stranger
those warnings prepared you for
5
10
4
0
0
15
4
4
Czarodziej
?

PisanieTemat: Re: Dzikie wybrzeże   25.06.17 17:22

Czekając na Daphne, nie przejmował się zbytnio argumentami, którymi kierował się, wysyłając sowę z zaproszeniem w to ustronne miejsce. Dopiero jej przybycie uderzyło w niego jednym ze wspomnień z Hogwartu, wszak siedem wspólnie spędzony lat odcisnęła nań solidne piętno. Wprawdzie nie żywił wobec dziedziców Rowle'ów żadnych pozytywnych uczuć w tamtych czasach, jednak czas spędzony w lochach Slytherinu pozwolił mu wypracować zasady, na których opierała się również ta relacja. Członków swojego domu traktował z należytą rezerwą, jeśli nie należeli do towarzyskiego grona arystokracji, choć i tych najwyżej urodzonych nie zawsze raczył swym towarzystwem, a Daphne Rowle była niechybnym wyjątkiem od tej zasady. Przez siedem lat pławił się w luksusie wzajemnych uszczypliwości wymienianych przy nadarzającej się okazji, lecz nie raz zachodziła potrzeba zbratania się z wrogiem i dzisiejsze spotkanie najwyraźniej należało rozpatrywać w tej kategorii.
Twój dramatyzm jest zbędny. Spójrz tylko na ten piękny punkt kulminacyjny wieńczący koniec dnia — odparł z podobną dozą sarkazmu, machając dłonią w stronę otwartego morza. Może i wojenny topór został zakopany lata temu, jednak pamięć wciąż pozostawała żywa. Pamiętał dużo młodszą Daphne, gdy odgryzała mu się niemal w identyczny sposób, kiedy podejmował próby nawiązania z nią nici porozumienia. Zajęło to dość dużo czasu, zważywszy na ojcowską lekcję, lecz dzisiaj mógł bezpiecznie stwierdzić, że wysiłek wtedy podjęty przyniósł wymierne korzyści.
Niemal nic się nie zmieniłaś — mruknął, zwracając się w jej stronę. — Przynajmniej nie na tyle, bym nie mógł cię poznać. Jest jednak coś, co mnie zastanawia, Daphne. Zniknęłaś. Wróciłaś. Bez większego słowa. Czyżbyś wplątała się w mezalians, który ukrócić mogła jedynie twoja różdżka? A może przywiozłaś z wojaży swego męża. Opowiedz mi, co się z tobą działo, droga lady Rowle. Nie chciałbym wystawiać plotek Sabatu na próbę, nim nie skonfrontuję ich ze źródłem. Z resztą nęci mnie własna ciekawość, cóż działo się z mą ulubioną towarzyszką korytarzy Hogwartu. — Nie mijał się zbyt mocno z prawdą, szafując ją słowem ulubiona. Wszystkie wspomnienia związane z młodą lady Rowle wprawdzie były przesiane inwektywami i obelgami rozsiewanymi przy każdej okazji, jednak zwierały w sobie mnóstwo eleganckiego szacunku, którego Cassius nabył z wiekiem. To między innymi przy niej nabrał animuszu, którym dziś szafował na salonach. Na kimś przecież musiał ćwiczyć.




We're not cynics, we just don't believe a word you say
We're not critics, we just hate it all anyway
Powrót do góry Go down
Daphne Rowle
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t652-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/t707-safona#2367 http://www.morsmordre.net/t706-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/f222-cheshire-zamek-beeston http://www.morsmordre.net/t4308-daphne-h-rowle#90966
Niewymowna, alchemiczka i trucicielka
28
Szlachetna
Panna
jeśli przeżyje choć jeden wilk,
owce nigdy nie będą bezpieczne
5
1
19
1
0
11
2
1
Czarownica
królowa zimy

PisanieTemat: Re: Dzikie wybrzeże   29.06.17 22:34

Być może nawet to lepiej, że Nott wybrał na spotkanie po tak długim czasie miejsce ustronne, by mogli porozmawiać bez niepotrzebnych świadków. Daphne nieswojo czuła się w tłumie, nawet jeśli towarzystwo składało się wyłącznie z czarodziejów czystej krwi; nie była nieśmiała, nie wstydziła się, nic z tych rzeczy, lecz ceniła sobie spokój i ciszę, a większość ludzi zdecydowanie działała jej na nerwy. Młode panny, które ledwie co ukończyły Hogwart, parskały irytującym śmiechem zbyt głośno, szlachetni panowie sprzeczali się na tematy polityczne, godne matrony roztkliwiały się na swoimi pociechami - wszystko to wzbudzało w Daphne irytację.
Była jednak zdania, że Nott może zbyt dosłownie wziął sobie do serca jej upodobania. Spotykanie się na skalistym wybrzeżu pośrodku niczego, gdzie wiatr smagał Rowlównę po kostkach, było lekką... przesadą w jej oczach, lecz nie zwykła głośno narzekać - mimo wszystko odebrała staranne wychowane.
-W istocie - odparła, nie kryjąc nawet ironii w swoim głosie - nic nie wzrusza mego niewieściego serca jak urokliwe zachody słońca.
Szczerze wątpiła, by naprawdę tak sądził, lecz nie mogła powstrzymać się od uniesienia brwi. Nie była kobietą rozmiłowaną w sztuce, rzadko podziwiała piękno inne niż to odbite w lustrze, bądź bulgoczące w kociołku - uroki natury niespecjalnie ją wzruszały, lecz skoro Cassiusowi zachód słońca przypadł do gustu...
Zamarła na chwilę. Spojrzała na niego szczerze zdziwiona, gdzieś zniknęła właściwa alchemiczce powaga, a w oczach pojawiło się nieme pytanie, aż wreszcie... Wybuchnęła śmiechem. Nie ciepłym, nie serdecznym, raczej z politowaniem.
-To poważne pytanie, milordzie? - upewniła się -Naprawdę pytasz m n i e, czy uciekłam z kraju ze swym kochankiem z niższej warstwy społecznej? - w jej ustach brzmiało to jeszcze bardziej komicznie. Kącik ust Daphne uniósł się w pełnym politowania uśmiechu, a w oczach pojawiła się odraza.
Nigdy nie uczyniłaby czegoś podobnego. Nigdy.
-Jeśli muszę powiedzieć to wprost - nie, nikogo nie poślubiłam. Z nikim nie uciekłam. Wyjechałam z powodów, o których mówić nie mogę - wyjaśniła znużona, znów radując się, że jej zajęcie jest wprost doskonałą wymówką, by uniknąć odpowiedzi na niechciane pytania.




here in the forest, dark and deep,
I offer you eternal sleep

Powrót do góry Go down
Cassius P. Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t2650-cassius-prince-nott http://www.morsmordre.net/t2726-ksiaze#43660 http://www.morsmordre.net/t2725-jegomosc-pijane-szalenstwo#43606 http://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor http://www.morsmordre.net/t2859-cassius-prince-nott
Urzędnik Ministerstwa Magii
28
Szlachetna
Kawaler
I am the tall dark stranger
those warnings prepared you for
5
10
4
0
0
15
4
4
Czarodziej
?

PisanieTemat: Re: Dzikie wybrzeże   09.07.17 23:04

Niezręczne poruszenie barkami w ramach zamarkowania znużenia nie było takie, jak pozował w towarzystwie; co ważne, jej osoby nie bawił etykietą. Nie była kimś, wokół kogo skakał w rytm wypowiadanych słów. Przy niej istniała dziwna swoboda, choć obcowanie z jakąkolwiek kobietą nadal traktował jak wewnętrzną karę(ale nie zawsze).
W istocie — powtórzył za Daphne nieco głośniej — zdajesz się być niepocieszona moim nagłym zaproszeniem. Wybacz, że nie jest to żadna z drogich, londyńskich restauracji. — Wzruszył ramionami, traktując ten gest niemal inwazję we własne ciało. Nie wykonywał tak pospolitych ruchów, nigdy. Bawił wulgarnym słowem, jeśli istniała ku temu potrzeba, ale nie zniżał się do tak plebejskich zachowań. Momentalnie poczuł do samego siebie odrazę, którą równie szybko zdusił w zarodku. Twarz jednak przeciął ewidentny grymas obrzydzenia i wkrótce został zastąpiony cyniczną namiastką uśmiechu, by ostatecznie zabarwił się szczerym, ledwie widocznym w mroku rozbawieniem.
Ależ skąd — mruknął z nutą ironii w głosie. — Pytam c i ę, czy przyniosłaś rodowi chlubę swą nieobecnością, czy pod suknią skrywasz dziedzica, Daphne. — Rzadko, można by zerknąć w kalendarz, używał jej imienia. Na języku smakowało ostrą goryczą wbijającą się w miękki organ, uniemożliwiając swobodę ruchów. W nosie jawiło się czymś, co przywodziło mu na myśl te wszystkie szlamy, którym stawiał czoła w Hogwarcie. Nie jednej i nie dwóm utarczkom tego rodzaju towarzyszyła ona. Z resztą nie trudno było wywołać taką sytuację, wszak przez cały okres nauki szukał towarzystwa rówieśniczki w rozmaity sposób. Od ręki potrafiłby wspomnieć przynajmniej cztery zdarzenia, w których oboje brali udział, lecz nie widział dziś takowej potrzeby. Wspomnienia nie miały znaczenia w tej sytuacji.
Naturalnie. Gdzieżbym śmiał odzierać cię z tajemnic. Jednakże nie odmówisz mi tego uroczego spaceru wzdłuż wybrzeża, czyż nie? Z pewnością znajdzie się tu coś, co każdy Ślimak będzie umiał wykorzystać. Wyrażę jednak powątpiewanie. Obecna pozycja jest dostatecznie wygodna, a uraczenie drogich butów tym ohydnym piaskiem nie jest mi na rękę. — Ostentacyjnie wyciągnął przed siebie nogę i potrząsnął nią parę razy, jakby chciał pozbyć się brudu również z nogawki. Przeszedł kilka kroków, zbliżając się do Daphne, a po chwili znalazł się z powrotem w bezpiecznej odległości.
Ale nie chcesz powiedzieć, że w drodze powrotnej zostawiłaś za sobą trupy? — Spytał nagle, nie zastanawiając się nad absurdem czy towarzyską poprawnością tego pytania. Byli sami i znali się dostatecznie długo. Wiedział, do czego Rowle'ówna była zdolna. Przynajmniej tak mu się wydawało, zanim zniknęła. Teraz wydawała się być kimś innym i pragnął jedynie wiedzieć, czy nadal była taka sama, jak ją zapamiętał.




We're not cynics, we just don't believe a word you say
We're not critics, we just hate it all anyway
Powrót do góry Go down
Daphne Rowle
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t652-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/t707-safona#2367 http://www.morsmordre.net/t706-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/f222-cheshire-zamek-beeston http://www.morsmordre.net/t4308-daphne-h-rowle#90966
Niewymowna, alchemiczka i trucicielka
28
Szlachetna
Panna
jeśli przeżyje choć jeden wilk,
owce nigdy nie będą bezpieczne
5
1
19
1
0
11
2
1
Czarownica
królowa zimy

PisanieTemat: Re: Dzikie wybrzeże   11.07.17 21:13

Owszem, Daphne była dość... ekscentryczną damą. Sprzeciwiała się tradycji, jeśli szło o pozycję kobiety i małżeństwo, nie była lwicą salonową i nie brylowała na salonach, nie czuła się tam jak ryba w wodzie. Owszem, jeśli już zdecydowała się odezwać, zazwyczaj nie bawiła się, we właściwe kobietom, gierki, preferowała konkretną rozmowę na rzeczowy temat. Mimo wszystko - wciąż była damą. Wymagała więc, by i mężczyzna był przy niej gentlemanem, zachowywał się odpowiednio i traktował ją z szacunkiem. Czuła się więc nieco urażona zachowaniem Notta - i owszem, oczekiwałaby, by na spotkanie po latach zaprosił ją do restauracji, niźli na zapomniany przez Merlina skrawek brudnej ziemi. Nie zdradziłaby mu żadnego sekretu, nie powiedziałaby nic istotnego, odrobinę zaufania, jakim obdarzyła go w szkolnych latach, zdmuchnął czas.
-Co ty w ogóle sobie myślisz, lordzie Nott? - syknęła Daphne, mrużąc oczy. Czuła się urażona tym pytaniem. Ona z bękartem? Naprawdę, Cassiusie? Jak mógł posądzać ją o nierząd, o nieprawe prowadzenie się, o upadek moralny, o brak honoru, o coś takiego! - Jak śmiesz zadawać mi takie pytania?
Nie godziło się, by lord zadawał damie tak intymne pytania. Odbierała jego zachowanie jako odrażający brak szacunku do jej osoby, a tego tolerować nie miała zamiaru.
-Ugryzł cię langustnik ladaco? - spytała urażonym głosem, nieświadomie powtarzając słowa usłyszane przed dwunastoma laty.
Tak po prawdzie - miała ochotę odmówić mu tego spaceru. Zachowywał się dziwnie, a słowa płynące z jego ust zdawały się należeć do kogoś innego. Lord Nott, którego znała, był taktownym dżentelmenem i znał ją choć trochę - wiedział, że Daphne Rowle nie należy do kobiet, które są skłonne do flirtowania, salonowego romansu i nieodpowiedniego prowadzenia się. Rowlówna była królową lodu, zimnym posągiem, który zdawał się być pozbawiony uczuć. Była ślepa na próbujących zdobyć jej względy lordów. Jakże Nott mógł posądzić ją o nieślubnego bękarta?
-Obawiam się, że nie rozumiem co masz na myśli - powiedziała cierpko - Chodźmy, może morskie powietrze Cię otrzeźwi.
Zbliżyła się do niego, lecz wciąż trzymała odpowiedni dystans. Trzymała dłonie splecione przed sobą, gdy ruszyli w dół, ku piaszczystej plaży.
-Och, znasz mnie, nie wyjechałabym, bez dołożenia miliona zabitych przeze mnie szlam do paryskich katakumb - powiedziała zimno.




here in the forest, dark and deep,
I offer you eternal sleep

Powrót do góry Go down
 

Dzikie wybrzeże

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

 Similar topics

-
» Dzikie seksy w krzakach i zakopywanie trupów w piachu, czyli wypad nad morze.
» Kamieniste wybrzeże.
» Wybrzeże
» Wielkie Księstwo Ro - wybrzeże
» Skaliste wybrzeże

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Wielka Brytania :: Walia-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17