Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Wnętrze pubu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next
AutorWiadomość
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Wnętrze pubu   10.03.12 22:55

First topic message reminder :

Wnętrze pubu

Jest to najpopularniejszy magiczny pub w Londynie. W całej Anglii nie ma chyba ani jednego czarodzieja, który nie słyszałby o tym specyficznym miejscu. Barmanem Dziurawego Kotła od lat niezmiennie pozostaje Tom, mężczyzna całkowicie łysy, bezzębny i pomarszczony niczym orzech włoski, jednak na swój sposób sympatyczny i zawsze służący pomocą - czy to za sprawą szklaneczki czegoś mocniejszego, czy dyskrecji, na przykład podczas udzielania schronienia w jednym z pokojów znajdujących się na pierwszym piętrze.
Sam pub nie zachęca swoim wyglądem - jest to niewątpliwie miejsce ciemne, obskurne i nieprzytulne, mimo to od lat cieszy się sporą popularnością. Podczas piątkowych wieczorów ciężko o kilka wolnych krzeseł, gdy pomieszczenie zamienia się w prawdziwe centrum towarzysko-handlowe. Zawsze panuje to tłok i gwar, słychać ciche śmiechy, podniecone szepty, stukot szklanic, skwierczenie piekących się na palenisku kiełbasek oraz szelesty monet, gazet i kart. Niemal co chwilę do środka wchodzi jakiś jegomość: czy to po to, aby skosztować przepyszną sherry, czy też jedynie w celach komunikacyjnych - na tyłach pubu umiejscowiono bowiem magiczne przejście prowadzące do świata czarodziejów, a dokładniej ulicy Pokątnej, która krzyżuje się z Nokturnem. Stąd, jak nietrudno się domyślić, w Dziurawym Kotle bywają zarówno zwykli, pospolici obywatele czarodziejskiego społeczeństwa, jak i ci spod ciemnej gwiazdy. Okna Dziurawego Kotła wychodzą na brudną, zatłoczoną ulicę z rzędami identycznych, maleńkich sklepików: od księgarni po sklepy z płytami gramofonowymi. Tuż obok dębowej lady umiejscowione są drzwi prowadzące do małego zamkniętego podwórka z magicznym przejściem, zaś naprzeciw kominka znajdują się schody na pierwsze piętro, gdzie ulokowano kilka pokojów gościnnych.
Możliwość gry w czarodziejskie oczko, darta, gargulki, kościanego pokera


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Perseus Avery
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t1103-perseus-julius-avery http://www.morsmordre.net/t1235-persowa-poczta#9205 http://www.morsmordre.net/t1120-cry-me-a-river#7293 http://www.morsmordre.net/f177-shropshire-dwor-averych http://www.morsmordre.net/t1181-perseus-avery#8549
wiedźmia straż
25
Szlachetna
Kawaler
vicious
vengeful
victorious
6
19
0
0
10
32
3
8
Czarodziej
nothing good ever stays with me

PisanieTemat: Re: Wnętrze pubu   24.09.15 0:10

Niestety czy stety, moje podróże, pod którymi schowane było wygnanie w amtosferze skandalu, były tylko czasowym rozwiązaniem, etapem przejściowym w moim życiu i każdy wiedział, że ten kiedyś się skończy. Może z tego też względu w tym czasie byłem bardziej skory do zapomnienia o wszystkim, co tu, w Londynie, definiuje mnie jako człowieka i płynięcia z amerykańskim ożywionym prądem nowości, nieznającym nuty konserwatyzmu i tradycjonalizmu. Tam nigdy nie byłem arystokratą zachowującym się tak, jakbym połknął kij od miotły. Tu nazywam to wymogami społeczeństwa, które akceptuję, by codzienność wszystkich była łatwiejsza i bardziej uporządkowana. Jestem przecież na szczycie piramidy, zachwalanie jej więc przychodzi mi z łatwością. Tak samo jak korzystanie z jej uroków.
- Kojarzę. - powiedziałbym Ci dokładnie to samo, niezależnie od tego, czy naprawdę go kojarzę. To przecież mój rewir, moje kręgi i dam Ci to odczuć, bo nawet chciałbym, byś w Londynie czuła się wyobcowana i w imię starych, dobrych czasów traktowała mnie jak most pomiędzy dwoma światami oddzielonymi gigantyczną przepaścią. W moim życiu zawalonym pracą i wymuszonym dążeniem do stabilizacji brakuje ostatnio rozrywki. - Raczej kultywowanie tradycji, chociaż nie wszystkie rody podchodzą do tych narzuconych zasad aż tak restrykcyjnie. Jedni zadawanie się z kimś z czarnej listy uważają za zdradę i gotowi są wydziedziczać swoich potomków, inni przełamują konwenanse. Ja, na przykład, prawie każdą moją znajomością rzucam rodzicom wyzwanie, może więc z czasem całkowicie pożegnają się z przestarzałymi wytycznymi. - wyjaśniłem, płynnie omijając wchodzenie w szczegóły i oświadczanie, że od naszego pożegnania zaręczyłem się i właśnie moja zacna narzeczona jest jednym z tych wyzwań rzuconych Averym. Gawędzimy przecież tak miło, nie chciałbym psuć tej atmosfery, kiedy mogę jeszcze coś ugrać w naszych dopiero co odnowionych relacjach.
Kiwnąłem głową, przywołując na twarz zatroskaną, współczującą minę, chociaż oprócz mimiki, przywołanie podobnych uczuć w stosunku do zupełnie obcego mi człowieka nie wchodziło w grę. Aktorem jednak jestem całkiem niezłym, pobawię się więc trochę, byśmy oboje poczuli się lepiej.
- Początki chyba zawsze są nudne, ale to pierwszy etap, na którym robią odsiew. Ciekawsze sprawy trafiają się później, gdy już zajdziesz trochę dalej. A przynajmniej tak było u mnie, nie mam pojęcia, jak to działa w Łączności. - z Mugolami nie przejdzie mi już przez gardło, dlatego skróciłem nazwę urzędu, przez co zabrzmiała profesjonalnie, jakbym już był ministrem magii i od niechcenia rzucał nazwami poszczególnych jednostek. - Niestety także nieczarodziejska część społeczeństwa dość opornie przyjmuje wszystkie nowinki, które nie są wytworem Wielkiej Brytanii. Obawiam się, że moda na kowboi i grzywki Elvisa nigdy nie nadejdzie na Wyspy. - doprawdy, świat musiałby chyba być bliski końca, by brytyjscy lordowie zamienili cylindry na westernowe kapelusze! - Ależ możesz nosić spodnie, jeśli liczysz się z tym, że momentalnie zrobi się o Tobie głośno. Mamy już kilka rewolucjonistek modowych, które porzuciły sukienki i niezmiennie wprawiają w osłupienie wymieszane ze zdegustowaniem. - stwierdziłem, przywołując w pamięci obraz chociażby Helen, która lubowała się w spodniach. Nie wiem tylko, czy innym kobietom równie wiele uchodziłoby płazem, skoro Helen jako półwila mogła liczyć na specjalne traktowanie.
- Jeszcze trochę drogi przede mną, po powrocie dostałem się na kurs drugiego stopnia, bez niego właściwie nie da się awansować. Pracuję już w terenie, czasem ciężko jest połączyć dużą ilość godzin, ale warto. - oznajmiłem, gdy już odwróciłem wzrok od mugoli za oknem i spojrzałem tęczówkami w kolorze chłodnej stali na Alice. - Chyba tylko, gdy będę składał raport albo odbierał dokumenty związane z nową sprawą. Ale nic nie stoi na przeszkodzie, być zobaczyła mnie w mniej przypadkowy sposób niż na korytarzu. - wzruszyłem lekko ramionami, wypowiadając od niechcenia ostatnie zdanie. Skoro już jesteśmy oboje w jednym mieście, głupio byłoby zostawić wszystko przypadkowi.




stars, hide your fires:
  let not light see my black and deep desires.
 
Powrót do góry Go down
Alice Elliott
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t1201-alice-elliott http://www.morsmordre.net/t1911-poczta-alice#26809 http://www.morsmordre.net/t1208-alice-elliott
brak
24
Półkrwi
Panna
...
4
8
2
0
7
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wnętrze pubu   24.09.15 12:17

Oczywiście zauważyła, że tutaj był inny. Nie dało się tego nie zauważyć nawet po tak krótkiej rozmowie. Czy żałowała? Pewnie tak. Mimo wszystko chciałaby mieć w Anglii coś znajomego poza ojcem. A tymczasem straciła Glaucusa, z którym wiązała takie nadzieje, a Perseusa też najwyraźniej nie uda się odzyskać. Jeśli uda im się podtrzymać znajomość, na pewno nie będzie wyglądała tak, jak w Ameryce, gdzie Alice mogła żyć, tak jak lubiła, a i on na tamten czas odłożył na bok swoje zwykłe zasady. Na ten moment była sama jak palec, bo nawet nie zdążyła jeszcze nawiązać bliższych znajomości w pracy. Stawiała w brytyjskim ministerstwie pierwsze kroki, a jej sposób bycia, który w Ameryce zjednywał jej znajomych, tutaj wydawał się razić i odrzucać.
- To naprawdę chore – podsumowała, marszcząc piegowaty nosek; nie rozumiała, jak można było stawiać takie przestarzałe zwyczaje nad dobrem własnych dzieci. Popierała jednak pomysł rzucania wyzwań rodzicom. Sama też lubiła rzucać wyzwania; może niekoniecznie ojcu, bo z nim miała dobre stosunki i pozwalał jej na bardzo wiele, ale już w Hogwarcie lubiła wzbudzać kontrowersje, nie kryła się ze swoimi poglądami i niejako drwiła sobie z niektórych zasad. Także teraz, po powrocie do Anglii, jedynie w pracy zachowywała pozory dostosowania się do zasad, a poza nią żyła po swojemu, nie bacząc na to, co myślą o niej brytyjscy czystokrwiści.
- Pewnie też bym tak robiła – powiedziała, uśmiechając się z pewną satysfakcją. – W końcu niektóre zasady, zwłaszcza tak absurdalne, są po to, żeby je łamać. Albo przynajmniej subtelnie naginać.
Sama wielokrotnie stawała na granicy, niekiedy robiąc za nią maleńki kroczek, ale wiedząc, gdzie należy się zatrzymać, żeby nie przesadzić, a jednocześnie osiągnąć swój cel.
- Pewnie u nas będzie podobnie. Początki zawsze są nudne. Noszenie papierów, przyglądanie się pracy starszych... Takie tam – wzruszyła ramionami. – Twoja praca z pewnością jest dużo ciekawsza. Ale ja pewnie bym się nie nadawała, zbyt odpowiedzialne zajęcie.
Alice raczej nie miała zadatków takie zawody, jak auror i tego typu zajęcia. Była zbyt mało zdyscyplinowana.
- Zauważyłam – rzuciła, kiedy stwierdził, że także niemagiczna część brytyjskiego społeczeństwa mocno odstaje od Amerykanów. – Ale cóż, może kiedyś jednak się doczekam? Czułabym się bardziej jak w domu. Choć pewnie nie nastąpi to szybko. Mam wrażenie, że niewielu z was dorosło do takich zmian.
W jej oczach pojawił się cień wyższości. Alice na ogół była miłą, tolerancyjną i otwartą osobą, ale jednak lubiła myśleć, że jest ponad skostniałe podziały, że odrzucając je przeszła na wyższy poziom.
- Nie zamierzam rezygnować ze spodni. To naprawdę świetna sprawa – powiedziała. W ministerstwie i tak narzucała na siebie przepisową szatę, więc fakt, że pod spodem miała spodnie, nie kłuł aż tak bardzo w oczy.
Słuchała dalszej części jego wypowiedzi, leciutko unosząc brwi.
- Oczywiście – powiedziała. – W końcu kto powiedział, że możemy widywać się jedynie w pracy?
Mrugnęła do niego.
- Bardzo chętnie się z tobą spotkam. Jeśli tylko nie będzie to kolidować z żadnymi twoimi planami – zerknęła na niego. Nie wiedziała, że jest zaręczony, ale zdawała sobie sprawę, że miał sporo zobowiązań zawodowych, i pewnie rodzinnych także, skoro był czystej krwi.
Kto wie, może jeszcze nie wszystko stracone, i uda im się odbudować chociaż pozytywne relacje? Jeśli tylko nie zamroczą go zasady.


Powrót do góry Go down
Perseus Avery
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t1103-perseus-julius-avery http://www.morsmordre.net/t1235-persowa-poczta#9205 http://www.morsmordre.net/t1120-cry-me-a-river#7293 http://www.morsmordre.net/f177-shropshire-dwor-averych http://www.morsmordre.net/t1181-perseus-avery#8549
wiedźmia straż
25
Szlachetna
Kawaler
vicious
vengeful
victorious
6
19
0
0
10
32
3
8
Czarodziej
nothing good ever stays with me

PisanieTemat: Re: Wnętrze pubu   01.10.15 18:02

Może nie wszystko jeszcze stracone. Spotkaliśmy się teraz zupełnie przypadkowo, kiedy cały już jestem wkręcony w moje neutralne środowisko. Neutralne czyli przesycone konwenansami i usztywnione i w którym czuję się jak ryba w wodzie, ale przecież już wiesz, że i w amerykańskiej rzeczywistości i rozluźnieniu potrafię się odnaleźć bez większych przeszkód, może więc jeśli postaram się trochę, zacznę przypominać bardziej Persa w wydaniu zza oceanu. O ile będę mieć odpowiednią motywację.
- Subtelnie to dobre słowo. Za poważniejsze numery można zostać wydziedziczonym, a to już bardzo nieciekawe przeżycie. - tracisz rodzinę, tracisz dom, zostajesz odcięty od majątku, nawet znajomi z innych szlacheckich rodów trzymają się na dystans, żeby również nie popaść w niełaskę i nie pójść z Tobą na dno. I nagle powód, dla którego ryzykowałeś całe swoje dotychczasowe życie zdaje się być bezsensowny i jedyne, co Ci pozostaje, to gorzki smak w ustach.
- Jest bardziej ekscytująca. Wiesz, szkoła próbuje nas przygotować do wszystkiego, co czeka nas w dorosłym świecie, ale to przecież zajęcia w dużej mierze teoretyczne. A później trafiasz na kurs, gdzie zabierają Cię na prawdziwą akcję i wiesz, że to nie jest następna upozorowana sytuacja, nie będzie powtórek, nie ma miejsca na błąd. - odpowiedziałem, zgadzając się z tym, że moja praca jest ciekawsza. Niby moim docelowym miejscem pracy miał być Wizengamot i wyższe stanowiska w ministerstwie, ale nigdy nie widziałem siebie w roli mróweczki od papierkowej roboty, praca w terenie chwilowo odpowiadała mi idealnie. - Och nie mów tego nigdy nikomu, przecież w ministerstwie każde zajęcie jest równie odpowiedzialne! - oznajmiłem po chwili niby to poważnym tonem, ledwie kryjąc uśmiech. Chociaż wiadomo, sortowanie dokumentów to nie powód do żartów, bez tego wszyscy byśmy poginęli!
- Kochana, niejeden rodowity Anglik okrutnie by się obraził za to "niewielu z was dorosło" i powiedziałby, że my, w Wielkiej Brytanii, mieliśmy już wysoko rozwiniętą kulturę, kiedy wy w Ameryce podcierając listkami tyłki schowane przed Indianami w krzakach, myśleliście dopiero o ucywilizowaniu kontynentu. Wasz kraj praktycznie nie ma historii, a kultura i tradycja polega tylko na mieszance pochodzącej od osób przyjezdnych. Bo rdzenną, indiańską kulturę wybiliście razem z ludnością. - skąd więc ten cień wyższości, jeśli Amerykanie nie mają tak naprawdę żadnego powodu do dumy?
- Cóż, ze wszystkich ludzi na świecie chyba tylko Szkoci pogardzają spodniami. - zaśmiałem się nieco, bo po latach znajomości z Heleną widok kobiety w spodniach nie szokował mnie ani trochę, bym wyrażał swoje zdegustowanie zmianą typowo kobiecego odzienia na nieco bardziej praktyczne. Uśmiechnąłem się krótko, słysząc odpowiedź dziewczyny, poniekąd właśnie na taką reakcję liczyłem.
- Bez obaw, dla starych znajomych widzianych po tak długim czasie zawsze wykroję trochę czasu. Miałaś w ogóle okazję spędzić miło dzień w Londynie czy od razu zostałaś rzucona w wir pracy i nudnych obowiązków? - absurdalnie, zobowiązania zawodowe zawsze jest mi przełożyć najciężej, życiem towarzyskim, w tym randkami z Linetą czy spotkaniami, na których planujemy zbliżający się ślub, potrafię perfekcyjnie żonglować, by wszystko dopasować do swoich odrobinę bardziej rozrywkowych zajęć. Dla pewnej Amerykanki z twarzą usianą uroczymi piegami na pewno wyczaruję okienko w swoim grafiku.




stars, hide your fires:
  let not light see my black and deep desires.
 
Powrót do góry Go down
Alice Elliott
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t1201-alice-elliott http://www.morsmordre.net/t1911-poczta-alice#26809 http://www.morsmordre.net/t1208-alice-elliott
brak
24
Półkrwi
Panna
...
4
8
2
0
7
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wnętrze pubu   02.10.15 10:59

- Mi to na szczęście nie grozi – powiedziała, uśmiechając się lekko. To był pozytyw bycia osobą nieczystej krwi, w takich rodzinach nie trzeba było się obawiać, że rodzice wyprą się swojego dziecka tylko dlatego, że spojrzało na mugolaka. Alice sama była praktycznie mugolaczką, bo swojej czystokrwistej matki nigdy nie poznała. I to był też jeden z powodów, dla których nigdy nie uważała czystokrwistych za lepszych od innych, bo to mugolak dał jej szczęśliwe dzieciństwo i życie, nie czarownica z dobrej, brytyjskiej rodziny. A że w brytyjskim społeczeństwie nie była za bardzo poważana... Cóż poradzić.
Niemniej jednak, gdyby była na miejscu Perseusa, pewnie także nie chciałaby znaleźć się w takiej sytuacji, kiedy rodzina odwróciłaby się od niej za błahe przewinienie.
- Brzmi naprawdę ciekawie – powiedziała. W swojej pracy póki co nie bardzo mogła liczyć na nic ekscytującego, bo była początkująca, ale może za jakiś czas będzie zabierana także poza ministerstwo, by mogła wykazywać się swoją dużą wiedzą o mugolach w praktyce. – To znaczy, u mnie pewnie nie będzie aż takich ostrych jazd, chyba że trafimy na jakichś oszalałych mugoli, ale też czekam na możliwość wyrwania się poza mury ministerstwa.
Jeśli chodzi o amerykańskość, Alice, będąc w Stanach, wiele razy zauważyła, że Amerykanie byli bardzo przywiązani do swojego kraju i uważali go za najlepsze miejsce na świecie, nie chcąc lub nie potrafiąc przyjąć do wiadomości jego wad. Sama też w sporej części nasiąknęła tym sposobem myślenia, i choć odwiedziła sporo krajów razem z ojcem, to jednak amerykański styl życia przypadł jej do gustu najbardziej. Jeśli chodzi o kulturę, pewnie zależało, jak na to spojrzeć. Brytyjscy czarodzieje może i zaczęli rozwijać się dużo wcześniej, ale w którymś momencie ich dalszy rozwój znacznie zwolnił, przynajmniej w jej mniemaniu. Może była jeszcze młoda i głupiutka, ale naprawdę ciążyły jej te podziały. Zwłaszcza, że przez nie nie mogła układać sobie życia z Glaucusem, jak naiwnie sobie wyobrażała, kiedy podejmowali decyzję o powrocie do Anglii. Po tamtej rozmowie w parku jeszcze bardziej znienawidziła te absurdalne zasady, ale nie była tak egoistyczna, by narażać mężczyznę na zostanie wyklętym przez rodzinę z jej powodu.
Starała się jakoś wyjaśnić mężczyźnie swój punkt widzenia, oczywiście bez mieszania w to wątku Glaucusa.
- Właściwie to tak źle nie było, dałam sobie kilka dni na oswojenie się i dopiero później złożyłam podanie o staż do ministerstwa. Pracuję tam może... parę tygodni? – odpowiedziała na jego kolejne pytanie, gdy zakończyli już dyskusję na temat różnic w rozwoju i mentalności Brytyjczyków i Amerykanów. – Zresztą, nie jest aż tak ciężko, żebym musiała narzekać na brak wolnego czasu po pracy. Więc z pewnością nie będzie problemu wykroić go trochę na spotkanie.
Mrugnęła do niego lekko, dopijając herbatę.
- Daj mi znać, kiedy tylko będziesz mieć wolny dzień. Wybierzemy sobie jakieś przyjemne miejsce – dodała, uśmiechając się nieznacznie. – Powspominamy trochę stare, dobre czasy i zapomnimy na chwilę o szarej rzeczywistości.
Chętnie zobaczyłaby go w tym luźniejszym wydaniu, nie tym na pokaz, dla zachowania pozorów przed otaczającymi ich czarodziejami.

[Troszkę skróciłam, bo chyba można powoli kończyć ^^.]


Powrót do góry Go down
Perseus Avery
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t1103-perseus-julius-avery http://www.morsmordre.net/t1235-persowa-poczta#9205 http://www.morsmordre.net/t1120-cry-me-a-river#7293 http://www.morsmordre.net/f177-shropshire-dwor-averych http://www.morsmordre.net/t1181-perseus-avery#8549
wiedźmia straż
25
Szlachetna
Kawaler
vicious
vengeful
victorious
6
19
0
0
10
32
3
8
Czarodziej
nothing good ever stays with me

PisanieTemat: Re: Wnętrze pubu   04.10.15 10:59

Szczęście w nieszczęściu. To pierwsze słowa, które przyszły mi do głowy, gdy Alice oświadczyła, że jej wydziedziczenie nie grozi, ale stłumiłem chęć odruchowego wypowiedzenia ich, przykrywając wszystko uprzejmym uśmiechem. Bo przecież nietaktem byłoby powiedzenie wprost, że urodzenie się w rodzinie o wątpliwym, ale i tak nie najgorszym z możliwych, statusie krwi uważam za dopust i katastrofę.
- Grupa oszalałych mugoli brzmi interesująco. Może na późniejszym etapie stażu zabiorą cię w teren do jakiegoś bardziej ekscytującego zajęcia niż dokumentacja czy noszenie kawy. - oznajmiłem, mam nadzieję, pocieszającym tonem, chociaż oczywiście sam w życiu nie chciałbym trafić na oszalałych mugoli. Ani zupełnie na mugoli w zbyt dużym natężeniu zbyt blisko mojej osoby, która przecież jest zbyt wyjątkowa, by obracać się w takim godnym pożałowania ludzi, żyjących bez absolutnie żadnej mocy czy nawet świadomości o tym, co naprawdę dzieje się w świecie. Czasem aż zastanawiam się, jak to możliwe, że przez okrągły rok po zerwaniu zaręczyn z Evandrą odrzucałem od siebie wszystkie radykalne poglądy, które tak uwielbiam i spędzałem czas na zatracaniu odpowiedzialności z mugolami. Cóż, najwyraźniej nie ma dla mnie rzeczy niemożliwych, gdy uprę się na coś tak bardzo, jak wtedy uparłem się na doprowadzenie mojej rodziny do białej gorączki.
- Aż dziw, nie jak dotąd nie wpadliśmy na siebie wcześniej! Chociaż ostatnio faktycznie mam gorętszy okres w pracy, razem z aurorami i czarodziejską policją próbujemy wytropić i pojmać ostatnich członków szajki porywającej wile. Ostatnio w ich ręce wpadła moja droga znajoma, biedna wciąż dochodzi do siebie... To dla mnie bardzo ważne, by sfinalizować sprawę, która stała się niemalże osobista. - parę tygodni i sylwetka Alice nie mignęła mi nawet na korytarzu? Zatopiłem się w rozmyślaniach nad powodami takiego rozmijania się, wspominając przy tym sprawę, która w ostatnim czasie kradnie mój czas. A może minęliśmy się już gdzieś, tylko oboje byliśmy zbyt pochłonięci, by siebie zauważyć? - Znakomicie, zatem zarezerwuj sobie dla mnie któreś z najbliższych sierpniowych popołudni. Szatę służbową zostawię w domu i spróbujemy odnaleźć trochę amerykańskiego powiewu w sztywnym Londynie. - uraczyłem pannę Elliott kolejnym swoim firmowym uśmiechem, wysuwając propozycję już bardziej określonego terminu spotkania. Tylko czy ja właściwie mam swoje wydanie nie na pokaz?




stars, hide your fires:
  let not light see my black and deep desires.
 
Powrót do góry Go down
Alice Elliott
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t1201-alice-elliott http://www.morsmordre.net/t1911-poczta-alice#26809 http://www.morsmordre.net/t1208-alice-elliott
brak
24
Półkrwi
Panna
...
4
8
2
0
7
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wnętrze pubu   04.10.15 18:02

Alice, mimo żalu do swojej matki o to, że zniknęła, nie zamieniłaby swojej rodziny na żadną inną, nawet, a może zwłaszcza, na jakiś czystokrwisty ród, gdzie zasady i powinności były ważniejsze niż dobro jego członków. Wiedziała, że na dobre i złe miała tych kilka osób, do których mogła się zwrócić, i to jej wystarczało.
- Możliwe. Czekam na to – powiedziała, wciąż nie do końca świadoma tego, jak bardzo się zmienił od czasu ich ostatniego spotkania. Kiedy do zresztą jego swobodniejsze zachowanie było po prostu chęcią zrobienia na złość rodzinie.
- Też się dziwię, że nigdy cię nie spotkałam na żadnym korytarzu. – Czyżby była aż tak bardzo oderwana od rzeczywistości, że go nie zauważyła? A może po prostu Pers rzeczywiście był tak zajęty, że niewiele bywał w budynku ministerstwa. – To... przerażające! Ale wierzę, że sobie poradzisz z tą sprawą.
Mrugnęła do niego.
- Już nie mogę się tego doczekać – odpowiedziała na jego propozycję. Nie miała żadnych konkretnych planów na najbliższy czas, więc na pewno nie będzie problemów ze znalezieniem wolnego popołudnia w sierpniu. Biorąc pod uwagę to, że byli w Anglii, gdzie znajdowała się jego rodzina niechętna spotkaniom z mugolakami i wspominaniem amerykańskich czasów, pewnie będzie to takie zakazane spotkanie. Ale to tym bardziej kusiło Alice.
Porozmawiali jeszcze trochę, ale w końcu nadszedł czas, kiedy każde musiało wrócić do swoich spraw. Pożegnali się więc i rozeszli w swoje strony. Alice była ciekawa kolejnego spotkania, które jej obiecał.

zt.


Powrót do góry Go down
Daniel Krueger
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1164-daniel-krueger http://www.morsmordre.net/t1243-krebs http://www.morsmordre.net/t1216-pan-k http://www.morsmordre.net/f174-long-acre-14-8 http://www.morsmordre.net/t1485-daniel-krueger
Dziennikarz Proroka Codziennego
33
Czysta
Kawaler
po drugiej stronie
na pustej drodze
tańczy mój czas
w strugach deszczu dni toną
10
11
0
0
0
1
0
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wnętrze pubu   06.10.15 13:47

//z bocznej ulicy

Lata mogły upływać, lecz Dziurawy Kocioł wciąż wydawał się taki sam - wypełniony po brzegi klientelą, niezbyt przyjazny w swoim wyglądzie, lecz bogaty w klimacie. Było to miejsce idealne dla osób, które chciały odpocząć od widoku mugoli i znaleźć coś związanego wyłącznie ze środowiskiem czarodziejów. Pośród przewijającego się mnóstwa rozmów, ogółu panującego tutaj gwaru, dało się mimo wszystko liczyć na odrobinę prywatności. Ludzie najczęściej łączyli się w drobne grupki, wymieniając zdania o interesujących ich tematach.
Tylko jedno piwo, jak to pięknie ujął. Myśl ta była obecna w jego głowie jeszcze przez jakiś czas, tkwiła jak napisana dużymi literami zasada. Daniel bardzo lubił piwo, jego gorzkawy, chmielowy aromat, który tuż po nalaniu do kufla roztaczał się dookoła, powoli wsiąkając w nozdrza. Z drugiej strony nie należał do specjalnych miłośników spraw procentowych, bo najzwyczajniej w świecie źle znosił ich nadmiar. Poza tym nie to go dziś najbardziej ciekawiło - był przede wszystkim zainteresowany rozmową z przyjacielem, którego od jakiegoś czasu nie widział. Nie, żeby miał wiele rzeczy do opowiadania, ale czuł, że rozmowa pozwoli mu odpocząć od zgiełku i zawirowań w pracy. Cóż, musiał wreszcie odpocząć, by nie przyszło mu oszaleć.
- To co zawsze - rzucił do barmana, nie poświęcając mu więcej czasu poza tym, co niezbędne. Bywał tu dość często, a zwyczajów swoich nie zmieniał.
Omiótł spojrzeniem całość wnętrza, spoglądając przelotnie na siedzące przy stolikach sylwetki. Jego wzrok zatrzymał się przez moment dłużej na kilku kobietach, lecz potem znów skupił go na Alanie. Zajął miejsce obok niego w milczeniu. Odezwał się dopiero po chwili:
- A kto powiedział, że jestem załamany? - zapytał, kontynuując tym samym wcześniej zaczętą rozmowę. - Lubię swoje życie. Tylko nie jestem pewny, czy nie przychodzi kiedyś taka chwila, gdy już trzeba się ustatkować. Ale prędzej ty niż ja. Daj spokój, jesteś uzdrowicielem a nie jakimś ascetą. Jeśli twierdzisz, że nie masz życia, to sobie je zorganizuj. - Jego ton głosu był mimo wszystko serdeczny.
Zabębnił palcami o blat stołu.
- Arystokracja to jedno wielkie bagno - powiedział nagle, sam zdziwiony własną pewnością, z jaką przekazał te - co prawda nieco przytłumione - słowa. - Wszystkie rodziny, które mówią ci, jak masz od początku do końca ułożyć sobie życie, są takie.
Owszem, wciąż miał za złe ojcu, że przygotowywał go do pracy w rodzinnym interesie. A teraz... Teraz wszystko wyglądało inaczej. Westchnął cicho.
- Podsumowując, wolność jest najważniejsza. Dobrze jest nie być skrępowanym, dlatego wcale im nie zazdroszczę. I nie żyje się w ciągłym strachu, co mogą sobie pomyśleć inni.
Cóż, miał dość dużą swobodę w działaniach. Nikt nie narzucał mu sztywnych zasad, choć musiał wywiązywać się z dziennikarskich obowiązków. A to i tak momentami mogło być zbyt wiele.




I'll hit the bottom

hit the bottom and escape

escape

Powrót do góry Go down
Alan Bennett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1283-alan-bennett http://www.morsmordre.net/t1333-poczta-alana http://www.morsmordre.net/t1336-alan-bennett#10315 http://www.morsmordre.net/f182-harley-street-11-3 http://www.morsmordre.net/t1511-alan-bennett
Uzdrowiciel - specjalista od chorób genetycznych
28 lat
Czysta
Kawaler
Mądrego los prowadzi, głupiego - popycha.
10
5
3
22
1
0
2
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wnętrze pubu   13.10.15 23:34

Alan również bywał w Dziurawym Kotle, choć z pewnością nie tak często jak Daniel. On nie miał na to czasu. Całe dnie i noce potrafił spędzać w szpitalu. I to ciągiem, po kilka dni, a także prawie tygodni. Był bardzo oddany swojej pracy, ale także i on potrzebował wypoczynku. Cóż lepiej się do tego nadawało niż stare krzesło w Dziurawym Kotle, piwko i do tego dobre towarzystwo? Kobieta! Tak, z pewnością kobieta mogłaby zająć miejsce Kruegera. Daniel z pewnością to rozumiał... i myślał tak jak Bennett. Alan jednak nie wróżył sobie zbyt udanego życia miłosnego. Nie miał nawet czasu na to, by poznać jakąś kobietę, poznać ją lepiej, zakochać się w niej i rozkochać ją w sobie. Prawda, w szpitalu miał dużo pacjentek, ale która kobieta zechciałaby tak przepracowanego mężczyznę, który nie miałby dla niej czasu?
Nie było to jednak ważne w tej chwili. Alan chciał zapomnieć o podejrzeniach wobec przyjaciela i spokojnie spędzić z nim nieco czasu. Napić się piwka lub dwóch (już on dobrze znał to Danielowe "jedno piwko"), porozmawiać. Od ich ostatniego spotkania minęło trochę czasu. Musieli to nadrobić. Była to również dobra okazja na relaks.
- Tak samo - to co zawsze. - odezwał się do znanego im obojgu barmana. Nawet jeżeli nie bywał tutaj aż tak często, to jednak barman go kojarzył i wiedział, czego Bennett chce. Może też dlatego, że tak właściwie to nie miał on wygórowanych oczekiwań i zawsze prosił po prostu o piwo?
Zasiadł na jednym z wolnych stolików, usytuowanym gdzieś w kącie. Poczekał na przyjaciela, przelotnie zerkając na damy, do których powędrował Danielowy wzrok. Rozumiał go. Jemu także doskwierała samotność. Mówiło się, że kobietą tylko same kłopoty, ale bez niej było jeszcze gorzej.
- Ciebie też można walnąć za to gadanie. Biegasz po całym Londynie, miałeś już nie jedną kobietę przy sobie, a dalej nie udało Ci się złapać jakiejś na stałe, co? Ostatnimi czasy uspokoiłeś się nieco pod tym względem. Czyżby starość? - spytał, spoglądając na przyjaciela z uśmieszkiem wymalowanym na twarzy. Droczył się z nim, dokuczał mu. Lubił to, po prostu. Zawsze było nieco zabawniej. - Ale masz rację. Zdarza mi się narzekać na brak życia, ale z własnej woli zostaję ciągle po godzinach w pracy. Cholernie ją lubię. - stwierdził, prostując się i opierając plecami o oparcie krzesła. Skrzyżował ręce na torsie, przyglądając się Danielowi. Gdy ten się wypowiedział, medyk pokiwał głową, zgadzając się z nim całkowicie.
- Masz rację. Szkoda tylko, że zamiast sami taplać się w swoim bagienku, wciągają w to także innych. Gdy arystokrata pojawia się w szpitalu, niemal zawsze są z tego jakieś problemy, niepotrzebna gadanina i nerwy. - burknął, a jego mina zdradzała teraz prawdziwe niezadowolenie. Przed oczami latały mu wszystkie sytuacje, gdy arystokraci denerwowali go w pracy, najczęściej marnując jego cenny czas. Nie znosił ich. Wyjątkiem była chyba tylko rodzina Carrow, albo raczej Inara i Adrien. Póki co nikt więcej nie przychodził mu do głowy.
- W większości sami są sobie winni, Danielu. Dobrze o tym wiemy oboje.- skwitował. Zamówione przez nich piwo pojawiło się na stoliku. Alan sięgnął po swój trunek i niemal natychmiast upił parę mocnych łyków, racząc swój żołądek chmielowym alkoholem. Chłód rozszedł się po jego przełyku, trafiając do żołądka. W teorii nieprzyjemna sprawa, w praktyce całkiem odwrotnie.
- Jak tam w pracy, co? Deficyt tematów do opisania jest aż tak duży, że chodziłeś dziś taki zły? - zagadał, patrząc na Kruegera znad szklanego naczynia z piwem. - Chyba, że nie chcesz rozmawiać o pracy? - zasugerował, a jedna z jego brwi mimowolnie uniosła się lekko. Nie chciał na siłę narzucać tematu, jeżeli Daniel chciał odpocząć od myśli o swoim zajęciu. Chwilowo zapomniał też o swoich podejrzeniach.


Powrót do góry Go down
Daniel Krueger
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1164-daniel-krueger http://www.morsmordre.net/t1243-krebs http://www.morsmordre.net/t1216-pan-k http://www.morsmordre.net/f174-long-acre-14-8 http://www.morsmordre.net/t1485-daniel-krueger
Dziennikarz Proroka Codziennego
33
Czysta
Kawaler
po drugiej stronie
na pustej drodze
tańczy mój czas
w strugach deszczu dni toną
10
11
0
0
0
1
0
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wnętrze pubu   18.10.15 11:36

Uwielbiał towarzystwo kobiet, gdy jego wzrok mógł pochłaniać łagodne, oddziałujące na zmysły kształty, kiedy mógł bez skrupułów oddawać się tej chwili i kierować swoją wyobraźnię ku coraz śmielszym wizjom. Dążyć, by się spełniły; jego życie było wiecznym pragnieniem, nieokiełznanym i szalenie niestabilnym, wręcz obłędnym, przekraczającym granice stosownej normalności. Myśli wiły się w lubieżnych konwulsjach, kiedy na pozór obojętne spojrzenie przedzierało się przez szaty, dobudowując szereg sytuacji, a w nich - siebie samego, tak bezwstydnie umieszczonego w samym centrum, pozbawionego jakichkolwiek zahamowań. Nie, poniekąd samym powodem, dla którego wzrok mężczyzny powędrował ku stojącym w pobliżu damom, nie była bezpośrednio samotność, tylko pierwotne, niezwykle płytkie instynkty, które tłumaczył brakiem znalezienia odpowiedniej osoby, z jaką chciałby założyć rodzinę i spędzić tym samym w spokoju resztę życia.
- Zbiłbyś mnie publicznie? - Sam nie wiedział, skąd nagle pojawiła się u niego ochota na żarty. Chwilę potem jednak spoważniał. - W tej kwestii można najwyżej dojrzeć a nie się zestarzeć. - Zmrużył na moment oczy. - Szukałem, ale nie znalazłem. Na świecie jest tyle kobiet, a wybiera się tylko tę jedną... Po prostu liczę, że będziesz mieć więcej szczęścia ode mnie, nic więcej.
Wiedział, że jego przyjaciel się z nim droczy - wypowiedzi Alana mimo wszystko nie przechodziły tak zwyczajnie przez uszy mężczyzny, szarpały delikatnie jego struny nerwów, rodząc potrzebę, by najzwyczajniej w świecie się odegrać. Nie miał zamiaru pozostać mu w tej kwestii dłużnym.
- Cóż, pod tym względem po prostu mnie nie widujesz. Nie zrozum mnie źle, ja tylko nie chcę robić ci konkurencji. -Obdarzył go jednym ze swoich uśmiechów. Tym bardziej perfidnym.
- Bo zbyt mało wiesz - podsumował następną wypowiedź. Jego spojrzenie skupiło się w tym momencie na twarzy mężczyzny. - To jest powodem. Niewiele zdążyłeś poznać w życiu, twoje perspektywy są ubogie, dlatego nie dostrzegasz innych zalet i siedzisz tylko w tej jednej. Ja na przykład lubię pisać. Naprawdę. Ale są oprócz tego inne rzeczy. Nadal wychodzisz z przekonania, że nie warto spróbować?
Nie miał nic do Alana, ani tym bardziej do jego stylu życia. Ani nie uważał, że w którymkolwiek aspekcie był nudny; odnosił jedynie wrażenie, że mógłby spróbować uzyskać z życia znacznie więcej, niż do tej pory. Leczenie ludzi, powołanie, wszystko to rozumiał. Ale gdyby jego przyjaciel poznał też inne zajęcia, mógłby nadać życiu więcej kolorów zamiast tylko jednej, wyłącznie stonowanej barwy. Nawet sama kobieta - przecież z tego nie musi wyniknąć od razu małżeństwo. A mimo to urozmaicało jakoś wolny czas.
- Najgorszy jest fakt, że wcale nie chcą żadnych zmian, a nawet jeśli chcą, nie robią nic w tym kierunku - odrzekł, gdy temat ich rozmowy zszedł na sprawę arystokratów. Na tym polu akurat rozumieli się w zupełności. - Czemu mnie to nie dziwi... Ty musisz ich leczyć, a ja przeprowadzać wywiady. Żadna opcja nie jest dobra. - Również upił łyk piwa, początkowo jedynie wpatrując się w bursztynową barwę napoju, który został przed nim postawiony na stoliku. W ustach pozostał mu jego gorzkawy smak. - W porządku. Ale u nas i tak robią lepsze. - Nie umiał powstrzymać się od tej drobnej uwagi.
- Jak mówiłem, bez zmian. - Wydawał się być zamyślony. - Temat się zawsze znajdzie, pozostaje tylko kwestia, jaki on jest. Chodziłem zły z innego, a zarazem prostego powodu - bo ktoś mnie zwyczajnie zdenerwował, długa historia i nie ma sensu jej opowiadać. - Wzruszył ramionami. - Przyszedłem odpocząć, ale mogę mówić o wszystkim, co jest w zakresie moich możliwości. Ale twoje pochłonięcie przez sprawy zawodowe... Powiedz, co ty właściwie lubisz robić w wolnych chwilach? Czy nie masz żadnych, nie licząc tych z naszymi sporadycznymi spotkaniami - zapytał, przyglądając mu się uważnie. Praca pracą, ale oprócz tego są jeszcze inne rzeczy.




I'll hit the bottom

hit the bottom and escape

escape

Powrót do góry Go down
Alan Bennett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1283-alan-bennett http://www.morsmordre.net/t1333-poczta-alana http://www.morsmordre.net/t1336-alan-bennett#10315 http://www.morsmordre.net/f182-harley-street-11-3 http://www.morsmordre.net/t1511-alan-bennett
Uzdrowiciel - specjalista od chorób genetycznych
28 lat
Czysta
Kawaler
Mądrego los prowadzi, głupiego - popycha.
10
5
3
22
1
0
2
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wnętrze pubu   19.10.15 11:39

Alan doskonale zdawał sobie sprawę z tego jak bardzo Daniel lubił towarzystwo kobiet. Znał go przecież na tyle, by dobrze wiedzieć jakim Krueger jest kobieciarzem. Nijak więc nie zdziwił go fakt, że tuż po wejściu do Kotła, wzrok czarodzieja powędrował w stronę przedstawicielek płci pięknej. Alan sam również zerknął, ale bardziej podążając wzrokiem za Danielem, niźli z jakichś innych pobudek. To nie tak, że nie lubił kobiet. Skąd! Uważał je za istoty piękne, delikatne niczym kwiaty. Jednak nie czuł potrzeby szukania ich wzrokiem tak często jak Krueger. W przeciwieństwie do niego, nie wdawał się też w żadne romanse i tego typu relacje z kobietami. Był typem wymierającego już chyba gatunku facetów, którzy nie pożądają tylko i wyłącznie cielesności.
- Bez przesady. Oczywiście, że nie. - Parsknął śmiechem. Nawet nie chciał sobie tego wyobrażać. Lekarz wszczynający bójkę w lokalu - już widział te wszystkie nagłówki. Zresztą, nawet nie o to chodziło. Alan nie był typem używającym przemocy bez potrzeby. - No dobrze, może masz rację. Ale skoro Ty już się starzejesz pod tym względem, to mi także nie dużo czasu zostało. - odpowiedział, prostując się. Pochylił się nad blatem stołu i oparł się łokciem o drewno, policzkiem opierając się natomiast o własną dłoń. Jego plecy były zmęczone po ostatnich kilku dniach pracy, toteż musiał często zmieniać pozycję.
- Robić mi konkurencji? - Zaśmiał się, zerkając na Daniela. - Uwierz mi, że jakbym chciał to bym potrafił. - dodał, patrząc na niego w charakterystyczny sposób. Usta wygięły mu się w zadziornym uśmiechu, a w oczach coś błysło. To było dość częste zjawisko kiedy Alan dokuczał komuś lub droczył się. Teraz droczył się z Danielem. Dokuczać natomiast najbardziej lubił Eileen.
- To nie tak, że uważam, iż nie warto jest spróbować, Danielu. - odpowiedział, wyraźnie poważniejąc. Koniec żartów. Kiedy w grę wchodziła jego praca, potrafił zrobić się śmiertelnie poważny. Wyprostował się i oparł plecami o oparcie krzesła. - Gdybym zajmował się czymś innym, uwierz mi, nie byłbym temu tak oddany. Ale w mojej pracy chodzi o coś bardzo ważnego - o ludzkie zdrowie i życie. Nie potrafię o tym zapomnieć. Mung potrzebuje lekarzy, bo pacjentów przybywa, nie ubywa. - dodał, mierząc Daniela wzrokiem. Wyglądało to tak jakby był rozdrażniony, jakby ktoś nadepnął mu na odcisk. Ale ostatecznie po prostu westchnął ponownie pochylając się nad stołem i opierając łokciem o blat. Tym razem jednak pochylił się nieco bardziej, opuszczając głowę i mierzwiąc swoje włosy w bezradnym geście. - Ja wiem, że może przesadzam. Widocznie zrobił się ze mnie pracoholik, ale nie wychodzi mi zmiana tego stanu rzeczy. - dodał z czymś jakby ze skruchą w głosie. A może nie tyle, że mu nie wychodziło, o ile tak naprawdę nie chciał nic zmieniać? Sam nie był pewien. Lekarz był specyficznym przypadkiem - umiał pomóc innym, ale nie sobie.
- Daj spokój. Ale nic na to nie poradzimy, to część naszej pracy. Musimy to znieść i tyle. - Westchnął, upijając łyk bursztynowego napoju. Swoimi słowami miał nadzieję skończyć temat, bo sama myśl o szlachcicach sprawiała, że robił się zdenerwowany i nic nie mógł na to poradzić. Jak dobrze, że Carrow taki nie był, bo nawet praca w szpitalu mogłaby nie być już taka przyjemna. Carrow był chyba jedynym przedstawicielem szlachetnego rodu, którego lubił. Choć jego córka zdawała się być do niego podobna.
- W porządku, jeśli nie chcesz. - odpowiedział, gdy Daniel wyraził swoją niechęć do rozwijania tematu. Nie miał ochoty drążyć, był zmęczony już tymi podejrzeniami. Poza tym to nie był żaden dowód. Jego złość o niczym też nie świadczyła. A przynajmniej tak sobie powtarzał w myślach. Szybko też zapomniał o tym, bo skupił się na tym, co przyjaciel mówił do niego. Zostało mu zadane pytanie, na które odpowiedź wcale nie przyszła mu tak łatwo. Zamyślił się, uciekając wzrokiem gdzieś w bok. I trwał chwilę w milczeniu usiłując poukładać swoje myśli i znaleźć odpowiedź.
- Wolnych chwil mam mało. - zaczął ostrożnie, jakby nadal nie pewny tego, co powinien powiedzieć. - Ale jeżeli już jakąś mam to spaceruję bądź czytam. Lubię też robić zdjęcia, ale ostatnio rzadko mam na to czas i okazje. - przyznał. Upił kolejny łyk piwa. Łyk za łykiem a bursztynowego trunku było coraz mniej.





There are no escapes  There is no more world Gone are the days of mistakes There is  no more hope
Powrót do góry Go down
Daniel Krueger
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1164-daniel-krueger http://www.morsmordre.net/t1243-krebs http://www.morsmordre.net/t1216-pan-k http://www.morsmordre.net/f174-long-acre-14-8 http://www.morsmordre.net/t1485-daniel-krueger
Dziennikarz Proroka Codziennego
33
Czysta
Kawaler
po drugiej stronie
na pustej drodze
tańczy mój czas
w strugach deszczu dni toną
10
11
0
0
0
1
0
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wnętrze pubu   20.10.15 21:54

Gdyby oceniać pod względem oddania własnej pracy, Alan mógłby uchodzić za lepszego stereotypowego Niemca niż sam Daniel, mimo całej jego miłości do ojczyzny. Bo choć Krueger był człowiekiem niezwykle konkretnym, u którego każda godzina miała przypisanie do określonej wcześniej czynności; jaki miał w zwyczaju wszystko planować i cenił sobie porządek, w istocie nie przepadał za ciągłym wykonywaniem swojego zawodu. Pod tym względem w ogóle się nie zmienił - czy to kiedyś czy teraz, do pracy musiał być wręcz zaganiany. Tak, gdyby Danielowi Kruegerowi ktoś wysyłał co miesiąc pieniądze za sam fakt, że egzystuje, z pewnością spędziłby całe życie na czytaniu książek, malowaniu obrazów i rzecz jasna kontaktach z kobietami. Wbrew pozorom cenił sobie wygodę, a poczucie niezależności objawiało się u niego pod przykrywką zwyczajnego lenistwa. Albo tego, że zwyczajnie zamykał się w swoim świecie, co stanowiło wręcz związek zgody z jego introwertyczną naturą.
- Nie wiem, czy się starzeję pod tym względem - spoważniał, wpadając w nieco melancholijny nastrój. Ale nie chciał o tym mówić. Nie tutaj, nie teraz, nie z tą osobą. Spowiadać się ze swojego życia? Cóż, prawdę mówiąc, odnosił wrażenie, że niewiele zmian miało okazję się w nim dokonać. Wciąż był taki sam, jak kiedyś. I nie wiedział, czy to dobre, czy może wręcz przeciwnie. Zauważywszy, że uzewnętrznił własną reakcję, jakby od razu postanowił zmienić charakter dyskusji. - Złośliwi nawet mówią, że mężczyźni przez całe życie pozostają dziećmi - dodał już nieco luźniejszym tonem.
Przyjrzał mu się uważnie, odrobinę poszerzając uśmiech. A więc tak chce pogrywać? Pamiętał ten wyraz twarzy, w końcu znali się nie od dzisiaj. Nie zamierzał jednak mu odpuścić.
- Cała sztuka tkwi w tym - wyjaśnił, jakby tłumaczył jakąś naukową teorię - aby się właśnie nie starać. Nie zabiegać specjalnie, a mimo to skupiać na sobie uwagę odbiorcy. - Wszystko mówił wyłącznie w żartach, co prawda nieco zgryźliwych, ale nadal pozostających w typowo przyjaznym klimacie. Może na takiego nie wyglądał (wnioskując choćby po opinii pewnych sfrustrowanych zawodniczek), ale był ostatnią osobą, która miałaby zapędy do narcyzmu.
Wraz z następnym tematem, na jego twarz znów powróciło opanowanie. Wysłuchał przyjaciela w milczeniu, choć dało się zauważyć, że ewidentnie chciałby coś powiedzieć. Odezwał się jednak dopiero po chwili:
- Nie myśl sobie, że podchodzę do tego beztrosko - powiedział, obdarzając go przenikliwym spojrzeniem. - Wspominam o tym właśnie ze względu na charakter twojej pracy. Dobrze mówisz - odpowiedzialność. Właśnie, na co komu przemęczony uzdrowiciel? Czy będzie w stanie pomóc pacjentom? Należy to poddać zastanowieniu. Sił i motywacji musi tobie starczyć do samej starości. Ale nie mnie oceniać twoje życie czy zachowywanie umiarów. Po prostu uwzględniam różne fakty. - Zrozumiał potem, że jego przyjaciel nie ma ochoty na rozmowy o arystokracji. I wcale się mu nie dziwił - ta grupa społeczna była niczym bezdenna studnia, jeśli miało się na myśli znajdowanie związanych z nią problemów. Szkoda nerwów, ot co.
- Co czytasz? - zapytał niemal automatycznie. - Wybacz tę dociekliwość. Mam kilka słabości, książki są jedną z nich i chyba największą. Tak, raczej na pewno. - Dodał, samemu się zastanawiając. Cieszył się w duchu, że została pominięta sprawa jego pracy. Miał dość tej części dnia, którą pozostawił bezpowrotnie za sobą; nienawidził marnowania czasu, gdy mógł go spożytkować na inne zajęcia. - Ja też nie mam dużo wolnych chwil, ale przy odrobinie starań, zawsze jest się w stanie coś uzyskać.




I'll hit the bottom

hit the bottom and escape

escape

Powrót do góry Go down
Alan Bennett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1283-alan-bennett http://www.morsmordre.net/t1333-poczta-alana http://www.morsmordre.net/t1336-alan-bennett#10315 http://www.morsmordre.net/f182-harley-street-11-3 http://www.morsmordre.net/t1511-alan-bennett
Uzdrowiciel - specjalista od chorób genetycznych
28 lat
Czysta
Kawaler
Mądrego los prowadzi, głupiego - popycha.
10
5
3
22
1
0
2
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wnętrze pubu   02.11.15 13:07

Alan był pracoholikiem. Diagnoza prosta i szybka, jeżeli tylko znalo się go choć trochę. Sam nie wiedział jak to się stało, ale nie potrafił żyć bez swojej pracy. Może była to wina tego, jak wiele poświęcić musiał, by ją uzyskać? Już od ostatnich klas w Hogwarcie, Alan musiał pożegnać się z zabawami, psikusami i większością znajomości, zamiast tego przesiadując przy książkach, z których wiedza była mu niezbędna, by zostać uzdrowicielem. Przygotowywanie się do tego zawodu trwało długo i było cholernie ciężką pracą. Może nawet cięższą od tej, którą wykonywał teraz. I przyzwyczaił się do tego tak mocno, że teraz nie wiedział co ze sobą zrobić, gdy tylko miał chwilę wolnego. Większość jego kontaktów umarła śmiercią naturalną. Miał teraz tylko Eileen, Daniela i jeszcze kilku znajomych, ale były to raczej znajomości nie warte większej uwagi. A może po prostu w ten sposób Alan ratował się przed nadmiarem myśli? Wbrew pozorom, wbrew temu co mógł sugerować swoją postawą i wiecznie uśmiechniętą twarzą, Alan martwił się. Martwił się o swoją matkę, bardzo często budząc się zlany potem po koszmarach związanych z jej chorobą. Wbrew pozorom martwił się też o siebie. Samotność doskwierała mu bardziej, niż było to po nim widoczne.
- Złośliwi, albo raczej kobiety. - dodał tę uwagę, unosząc wskazujący palec do góry. Jego usta wygięły się w uśmiechu. Zignorował minę Daniela, którą oczywiście dostrzegł. Rozumiał, że Krueger czasem nie chciał o czymś rozmawiać, a więc rozumiał także znaczenie tej miny. Nie znali się od dziś. Daniel nigdy nie był specjalnie wylewnym człowiekiem, miał sporo tajemnic, nawet przed nim. Alan wiele razy zastanawiał się, czy on po prostu taki jest, czy z jakiegoś powodu mu nie ufa. Miał nadzieję, że tutaj w grę wchodziła pierwsza opcja. Mimo wszystko Daniel był jego przyjacielem. Chciał, aby w oczach Kruegera on również nim był. Lubił to ich droczenie się, te błyski złośliwości pojawiające się w ich oczach. Kiedy zobaczył coś takiego u Daniela, już był gotowy na rewanż. I nie zawiódł się. Słysząc jego słowa, jego uśmiech tylko się poszerzył.
- Ach tak? Ucz mnie mistrzu, zdradź mi więcej tajników zdobywania niewieścich serc. - mruknął, nachylając się nad stołem. Zupełnie tak jakby mówił Danielowi jakąś ważną tajemnicę. Nawet mówił tak cicho, że podchodziło to pod szept. Nie potrafiąc się powstrzymać, parsknął też cichym i całe szczęście krótkim śmiechem. Było im wesoło. Piwo pozwalało mu się jeszcze bardziej rozluźnić. Upił porządny łyk chmielowego trunku. Oj, on dobrze wiedział, że nie skończy się tylko na jednym kuflu.
- Masz rację. - przyznał, gdy Daniel tylko skończył mówić. To było takie proste, nieprawdaż? Tak proste, że aż mogło zdziwić Kruegera. Alan przyznał rację, że popełnia błąd pracując tak długo. Szok? Niedowierzanie? Tak, to byłaby normalna reakcja na zachowanie Bennetta. Sam uzdrowiciel westchnął przeciągle, upijając kolejny łyk piwa i następnie mierzwiąc swoje krótkie włosy u tyłu głowy. Westchnął znów. - Masz rację, masz. Tak przyzwyczaiłem się do swojej pracy, że czuję się źle, gdy mam zbyt dużo czasu wolnego. W pracy nie mam czasu na to, by się martwić o różne mniej lub bardziej ważne sprawy. A przede wszystkim, by ją dostać przygotowywałem się tak długo i ciężko, że nie pamiętam już jak to jest mieć beztroski czas. - wyjaśnił. Przechylił się do tyłu, opadając plecami o oparcie krzesła, które aż się zabujało i opadło ze stuknięciem do swojej pierwotnej pozycji. - Może rzeczywiście wezmę urlop. I odwiedzę matkę. Dawno u niej nie byłem. - mruknął bardziej do siebie, niż do Daniela, wbijając wzrok w przestrzeń.
- Głównie o medycynie w świecie mugoli. To cholernie ciekawe jak radzą sobie bez magii. - odpowiedział, ożywiając się. Sprawa ta rzeczywiście go interesowała. Mugole byli niesamowici. Mieli tyle przeróżnych sposobów radzenia sobie bez czarów, że ciężko było to wszystko pojąć jakiemukolwiek czarodziejowi. Z medycyną też radzili sobie nieźle. Alan był pod wrażeniem. Dlatego z takim zainteresowaniem czytał te książki. - Ja też byłbym w stanie je uzyskać, ale wpierw musze się wyleczyć z pracoholizmu. - przyznał. Upił kolejny łyk piwa. Łyczek za łyczkiem i było go coraz mniej.


Powrót do góry Go down
Daniel Krueger
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1164-daniel-krueger http://www.morsmordre.net/t1243-krebs http://www.morsmordre.net/t1216-pan-k http://www.morsmordre.net/f174-long-acre-14-8 http://www.morsmordre.net/t1485-daniel-krueger
Dziennikarz Proroka Codziennego
33
Czysta
Kawaler
po drugiej stronie
na pustej drodze
tańczy mój czas
w strugach deszczu dni toną
10
11
0
0
0
1
0
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wnętrze pubu   04.11.15 19:34

Krueger nie miał w zwyczaju specjalnie się przejmować. Albo wręcz przeciwnie - miał, lecz nie w sprawach uważanych przez innych za istotne. Nie, jego wewnętrzna swoboda i rozchwianie sprawiało, że nie narzucał ludziom danego stylu życia. Mógł udzielać rad, mógł coś powiedzieć, ale nie brał tego specjalnie do siebie. Niespecjalnie też się wzruszał, czy wnikał w czyjeś sprawy, wierząc cicho, że każdy ma swoje powody do wyborów. Ale i u niego odzywał się czasem ten głos, który na swój sposób nie chciał się z czymś zgodzić i nawoływał do zagłębienia się w dany temat.  
Wiedział, że Alan jest dobrym człowiekiem. Mógł zawzięcie powtarzać - zbyt dobrym. I właśnie w tym tkwił cały problem; być może z chęci pomocy ludziom i poczucia obowiązku, Bennett po prostu się przepracowywał. Gdy spoglądał na jego twarz, tylko z pozoru wydawała się należeć do miłego, szczęśliwego mężczyzny, który nie musi się obawiać większych zmartwień. Zmęczenie biło od niego na odległość. Czuł to, możliwe, że nawet podświadomie - jeśli znał się z kimś długo i wytworzył silną więź, wbrew pozorom potrafił okazać empatię. Nie był takim chłodnym, zdystansowanym człowiekiem, na jakiego wyglądał; na którego próbował się kreować, niejednokrotnie unikając odpowiedzi na dotyczące jego osoby pytania. Ta przeszłość, którą dawno za sobą zostawił... Cóż. Chciał się od niej zwyczajnie odciąć. Tutaj był nikim. Zwyczajnym dziennikarzem Proroka i nie chciał, by ktoś patrzył na niego pod innym kątem. Nawet, jeśli był to przyjaciel.  
- Niemal na jedno wychodzi  - skwitował wypowiedź znaczącym uśmieszkiem, choć sam nie był pewny, czy rzeczywiście powinien czuć takie rozbawienie. Niektóre kobiety potrafiły dać w kość. I nie dawały o sobie zapomnieć, na brodę Merlina, za wszelką cenę musiały pojawić się w jego życiu i psuć dobry nastrój swoimi pretensjami. Już TA osoba powinna wiedzieć, że właśnie ją miał na myśli.
Zastukał w kufel, niczym małe dziecko, które chciało usłyszeć delikatne szklane brzęczenie. Wpatrywał się przez chwilę w bursztynową barwę napoju, a następnie powoli, lecz zarazem zdecydowanym ruchem, przybliżył naczynie do ust i upił kilka kolejnych łyków.  
- Muszę je zachować dla siebie, bo jeszcze będziesz zbyt bardzo szaleć - przyznał z rozbawieniem, lecz jedna z jego brwi uniosła się niemal od razu - niczym w geście zapytania - kiedy wszystkim, co usłyszał, było po prostu potwierdzenie.  
Masz rację? Samo w sobie było niezwykle pustym wyznaniem. Albo oznaczającym świadomość, że brnie się  w nieodpowiednim kierunku, lecz mimo tego nie może, albo nawet nie chce zawrócić. Nie pojmował do końca toku rozumowania mężczyzny. Otworzył usta, jakby chciał uformować dręczące go pytanie; ostatecznie jednak umilkł, czekając w spokoju na wyjaśniającą wszystko kontynuację. Cóż... Jego wyznanie tylko potwierdziło zakorzenioną gdzieś wewnątrz wizję. Dobry. Zbyt dobry dla tego świata i co najgorsze, sam świat niezbyt za takimi przepadał.
- Każdy czasem potrzebuje odpocząć - rzucił ogólnie znane hasło, chcąc przemycić przez nie jak najmniejszą ilość emocji. Ale słowo matka zdawało się skruszyć fragmenty otaczającego mężczyznę muru, który nie umiał nawet stłumić faktu, że zareagował na to z niemałym ożywieniem. - Idź. To dobry pomysł. Ja w sumie też powinienem.
Na jego twarzy zagościło... Ciepło? Dziwnie to wyglądało, dostrzegalne jedynie przez chwilę, jakby było wyłącznie źle interpretowanym znakiem. Nie dodał już faktu Póki ją masz, nie dodał, że jego matka już od dawna nie żyje i mówiąc o odwiedzinach, miał na myśli wyłącznie te na cmentarzu. To było przecież dawno, jednak wciąż miał przed oczami te chwile. Ale pogodził się. Zrozumiał. Cieszył z momentów, które były dla niego ważne. Nie bez powodu srebrzysta mgła Patronusa mogła u niego przybrać formę zwierzęcia.  
Przyjrzał mu się uważniej; oczekiwanie na odpowiedź wytworzyło w jego wnętrzu lekkie napięcie, które jednak równie co powstało, tak szybko i opadło. Choć raz liczył, że usłyszy wiadomość, którą sam mógłby uznać za interesującą. Przecież Alan nie mógł aż tak się przepracowywać! Zmrużył odrobinę oczy. Skąd u ludzi taka tendencja?
- Kolejna osoba, która interesuje się mugolami, cóż - przyznał, niby z wyrzutem, niby z oznajmieniem danego faktu. Był niepokojąco opanowany, jakoś dziwnie, ogarnięty przez wiele trudnych do rozróżnienia emocji. Nie rozumiał, skąd to całe zainteresowanie niemagicznym światem. Owszem, sam lubił niektóre mugolskie książki, ale bez przesady. - Powiem ci tylko - zaczął, odkrywszy, że jego uwaga mogła być inaczej odebrana. Nie zauważył jednak, że z każdym słowem mógł coraz bardziej się pogrzebać. Znów dopadł go nieco podły nastrój, jakiego nie był w stanie opanować. Zmęczenie? Nie wiedział. Nie, żeby bał się o Alana, ale uważał najzwyczajniej w świecie, że powinien sobie trochę odpuścić. Nie pojmował zbytnio przesadnych ambicji oraz... Był już zmęczony. Przybicie dzisiejszym dniem nie chciało najwyraźniej o sobie zapomnieć, wciąż usiłując dojść do głosu, mimo przyjemnej atmosfery spotkania. - Czasem warto wziąć się za magię. Niekoniecznie tę, która leczy. - Było to wypowiedziane nad wyraz luźno; zupełnie nie przywiązywał do tego wagi. Sam interesował się różnymi dziedzinami, choć prawdę mówiąc, po ukończeniu szkoły niewiele miał na to czasu. Liczył gdzieś cicho we wnętrzu, że Alan jakoś odnajdzie się i będzie umiał znaleźć więcej czasu na odpoczynek. W końcu nie było w tym nic złego, wręcz przeciwnie.
Już bez słowa dopił resztę piwa, biorąc kilka głębokich łyków. Tak zamaszystych, że nie poczuł nawet dokładnie smaku napoju, który momentami z trudem przeciskał się przez gardło.
- Na mnie już czas. Dzięki za rozmowę. - Uśmiechnął się blado, choć sprawiał poniekąd wrażenie nieobecnego. Wyciągnięte monety zabrzęczały metalicznym dźwiękiem, gdy sam oddalał już się, znikając gdzieś w tłumie osób. Cieszył się z tej spędzonej wspólnie chwili, jednak chciał poświęcić część czasu tylko dla siebie. Impuls był zbyt silny, aby z niego zrezygnować. Zwłaszcza, że coś mu się przypomniało.
Albo przynajmniej tak uważał.

zt




I'll hit the bottom

hit the bottom and escape

escape

Powrót do góry Go down
Alan Bennett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1283-alan-bennett http://www.morsmordre.net/t1333-poczta-alana http://www.morsmordre.net/t1336-alan-bennett#10315 http://www.morsmordre.net/f182-harley-street-11-3 http://www.morsmordre.net/t1511-alan-bennett
Uzdrowiciel - specjalista od chorób genetycznych
28 lat
Czysta
Kawaler
Mądrego los prowadzi, głupiego - popycha.
10
5
3
22
1
0
2
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wnętrze pubu   16.11.15 21:44

- Niby tak. - przyznał z rozbawieniem, kiedy Daniel przyznał, że słowo "złośliwość" było niemalże porównywalne do słowa "kobieta". Było w tym sporo racji, choć zależało to również od tego, o której kobiecie się mówiło. Bywały bowiem te niezwykle łagodne, delikatne, subtelne i sympatyczne, jak i te wredne, złośliwe i zimne niczym głaz. Na samą myśl o tym drugim rodzaju kobiet, Alanowi przypominała się pewna czarownica, którą niedawno spotkał, gdy spacerował sobie drogą na skraju lasu, czytając jedną z mugolskich książek. Aż złość w nim wzbierała na wspomnienie tej opryskliwej kobiety, która tak sprawnie potrafiła podnieść mu ciśnienie. A Bennetta nie łatwo było wyprowadzić z równowagi, a więc Selina w pewien sposób osiągnęła coś, co niektórym nijak nie wychodziło.
- Ja i szaleństwa pod tym względem? Nie bądź śmieszny, Danielu. Oboje wiemy, że obie te rzeczy to dwa różne światy. - mruknął z rozbawieniem, choć w tym momencie niejako wypowiadał się negatywnie o sobie samym. Cóż... miał w tym sporo racji. Nie dla niego podrywanie kobiet. Nie dla niego związki i miłości. Był zbyt zapracowany, był zbyt zapatrzony w to, co robił. Nie miał czasu na zapoznawanie i podrywanie kobiet, a tym bardziej nie miałby czasu, który mógłby oddać tej, z którą by się związał.
- Chyba tak właśnie zrobię. Tak... to dobry pomysł. - Myślał głośno, planując sobie urlop. Tak dawno nie odwiedzał matki... Tak dawno nie widział jej twarzy, nie słyszał jej głosu. Dopiero teraz zdał sobie sprawę z tego, jak wiele czasu upłynęło od jego ostatniej wizyty u rodzicielki. Oraz z faktu jak bardzo za nią tęsknił.
- Bo są dość interesujący, Danielu. Nie mają magii, a jednak radzą sobie bardzo dobrze. Wiedza o tym, jak radzą sobie w medycynie, może bardzo pomóc także i nam. - odpowiedział, usprawiedliwiając się. Mugole byli bardzo ciekawym tematem. A Alan lubił czytać ich książki medyczne, choć wziął się za to całkiem niedawno. Szybko jednak zapomniał o tym temacie, kiedy Daniel zaczął mówić, ale nie dokończył. Albo raczej zrobił sporą pauzę między swoimi słowami. Medyk spojrzał na niego i wyczekiwał, ciekaw tego, co przyjaciel ma mu do powiedzenia. Nie spodziewał się jednak takich słów. A gdy je usłyszał, w jego umyśle zapaliła się pomarańczowa lampka. Nie bardzo wiedział jak ma to wszystko rozumieć. Co Daniel miał na myśli?
- To znaczy? - spytał, patrząc na Kruegera z niepewnością i... ostrożnością. Czy jego słowa miały jakiś związek z tym, o co go podejrzewał? Nie wiedział. I póki co nie miał uzyskać odpowiedzi, bo Daniel zaczął wstawać, wyraźnie zbierając się do wyjścia. - Już idziesz? To do Ciebie nie podobne. Myślałem, że wypijemy jeszcze po jednym. - zamarudził, jakby zapominając o tym, co przed chwilą miało miejsce. Ale Krueger i tak opuścił lokal, zostawiając Alana samego z własnymi myślami i wątpliwościami. Bennett westchnął i dopił resztki piwa, które zostały w jego kuflu. A potem zamówił kolejny i pił go, zastanawiając się nad wszystkim, o czym rozmawiali. Dopiero gdy skończył ten kufel - udał się do domu.

zt


Powrót do góry Go down
Alice Elliott
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t1201-alice-elliott http://www.morsmordre.net/t1911-poczta-alice#26809 http://www.morsmordre.net/t1208-alice-elliott
brak
24
Półkrwi
Panna
...
4
8
2
0
7
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wnętrze pubu   17.11.15 21:23

/Mniej więcej połowa sierpnia

Po opuszczeniu pracy wróciła na trochę do domu, by odpocząć. Zrobiła sobie gorącą czekoladę, idealną na taki deszczowy dzień, jak dzisiejszy, po czym rozsiadła się wygodnie w fotelu, w pobliżu okna, biorąc z półki książkę (oczywiście mugolską) i zatopiła się w lekturze. Czasami nawet energiczna Alice potrzebowała chwili odpoczynku i wyciszenia, a ten dzień temu sprzyjał. Był taki... leniwy.
Deszcz bębnił w zewnętrzne parapety i spływał po szybach. Na ulicy poniżej było widać przesuwające się samochody i kłębiących się na chodnikach mugoli. Alice mimowolnie zatęskniła za Nowym Jorkiem, nagle zdając sobie sprawę, że przyjechała do Anglii już półtora miesiąca temu. Ten czas bardzo szybko leciał, szczególnie odkąd poszła na staż do tutejszego ministerstwa.
W pewnym jednak momencie przypomniała sobie, że miała spotkać się po południu z urzędnikiem z Departamentu Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów i przekazać mu pewne papiery. Nie udało jej się go zastać w jego gabinecie, powiedziano jej, że już wyszedł, więc nie pozostawało jej nic innego, jak umówić się na spotkanie poza pracą.
Westchnęła i wzięła te nieszczęsne teczki, po czym odnalazła w przedpokoju kluczyki do samochodu ojca, który pożyczała od niego do czasu kupna własnego. Między innymi właśnie dlatego poszła na ten staż, by odłożyć trochę na własne zachcianki. Poprzedni samochód sprzedała jeszcze w Ameryce i teraz bardzo jej brakowało własnego środka lokomocji, a za teleportacją nieszczególnie przepadała, miała do niej pewien uraz i używała dopiero wtedy, kiedy było to naprawdę konieczne. Teraz nie było. Może ten cały Crouch nie pogniewa się zbytnio, jeśli odrobinkę się spóźni?
Wsunęła się do pojazdu, rzuciła papiery na siedzenie obok i ruszyła. Lubiła jeździć w deszczu (choć nie w wielkiej ulewie), jego kojący szelest w połączeniu z muzyką sączącą się z samochodowego radia działał na nią uspokajająco i wyciszająco. Po kilkunastu minutach dojechała na miejsce i znalazłszy jakieś miejsce parkingowe nieopodal Dziurawego Kotła, zostawiła samochód. Papiery schowała pod lekką kurtkę, by nie zamokły, po czym chyłkiem pokonała jakieś sto metrów dzielące ją od lokalu. Obawiała się, że ktoś taki jak Crouch nie przyjąłby z zadowoleniem propozycji spotkania w mugolskiej knajpie, tym bardziej, że chodziło o sprawy zawodowe. Niezależnie od dystansu, jaki żywiła do czystokrwistych i ich dziwacznych zasad, nierozsądnym było grabić sobie u jakiegoś urzędasa, bo jednak nie chciała tak szybko rozstawać się ze swoim stażem.
Wsunęła się do środka i rozejrzała się po otoczeniu, jedną dłonią przeczesując wilgotne włosy, a drugą przytrzymując przód kurtki, by teczki nie wypadły dołem. O dziwo, dzisiejszego dnia klientów było tu niewielu, szybko wypatrzyła Croucha przy jednym ze stolików na uboczu. Ruszyła w jego stronę, mimowolnie odnotowując, że był niezły. Kącik jej ust lekko uniósł się w górę.
- Mam nadzieję, że nie gniewa się pan o moje nieznaczne spóźnienie – rzuciła lekko. - Musiałam jechać okrężną drogą.
Usiadła, nawet nie czekając na zaproszenie, po czym wyjęła teczki.


Powrót do góry Go down
 

Wnętrze pubu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 9Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next

 Similar topics

-
» Wnętrze pubu
» Serce zakazanego lasu
» Pub pod trzema miotłami
» Korytarz na II piętrze
» Apartament na piątym piętrze

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London :: Dziurawy Kocioł-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18