Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Oscar Reid

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Oscar Reid
avatar

Dzieci
Dzieci
http://www.morsmordre.net/t4896-oscar-reid http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t5039-oscar#108249 http://www.morsmordre.net/
n/d
13
Półkrwi
n/d
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
4
4
1
0
0
0
2
0
Czarodziej

PisanieTemat: Oscar Reid   06.07.17 21:49


Oscar Reid

Data urodzenia: 15.08.1943
Nazwisko matki: Foss
Miejsce zamieszkania: Londyn
Czystość krwi: Półkrwi
Wzrost: 148cm
Waga: 40kg
Kolor włosów: Blond
Kolor oczu: Brązowe
Znaki szczególne: Dość drobna budowa jak na swój wiek, uśmiech na każdą okazję.






Centrum mojego życia zawsze był teatr. Czy może centrum mojej rodziny. Założyli go moi pradziadkowie i jest to piękna historia miłosna o synu bogatego polityka, który zakochał się w dziewczęciu występującym w objezdnej grupie teatralnej. Dość szybko postanowił, że piękna i utalentowana dziewczyna zasługuje na więcej niż speluny czy place, a miłość jaką oddał jej, przelał także w budowanie miejsca, które w tej chwili nazywam domem o wiele częściej niż mieszkanie w którym jestem zameldowany.
Tutaj także wychował się mój dziadek i odkąd tylko zaczął marzyć, wiedział że chce być aktorem równie wspaniałym, jak jego mama i ludzie, którymi się otaczał. Nie ma w tym nic dziwnego. Choć artyści nie cieszą się dobrą sławą, choć niejednokrotnie źle się o nich mówi, teatr to niesamowite miejsce, które wciąga, wkrada się w duszę i nie sposób się go pozbyć. Niejednokrotnie na korytarzach Hogwartu myślałem o tym, że szkoła wcale nie ma w sobie więcej magii, niż teatr, w którym się wychowałem. Jest to jedynie magia innego rodzaju.
Wracając jednak do samej historii, to tutaj mój dziadek poznał babcię, która także była aktorką i tutaj moja mama poznała ojca. Podobno był bardzo przystojny i dość tajemniczy. Choć znała jego imię i nazwisko, choć wiele rozmawiali, nie raz przyznawała, że tak naprawdę nie wie o nim nic. Wie, jak wiele magii w sobie miał, jak bardzo potrafił być szarmancki, podobały jej się historie jakie opowiadał i jego maniery, którymi mało kto potrafiłby się poszczycić, to że czuła się przy nim naprawdę dobrze, to że wiedział kiedy być dżentelmentem, a kiedy być odrobinę bezczelny. Wiem o nim także to, że mój dziadek najchętniej powitałby go śrutem, gdyby kiedykolwiek miał ku temu okazję.
Wybrała go mimo, że już wtedy znała Leo i, że już wtedy jego zainteresowanie nią było otwarte i bezpośrednie. Myślę, że go wybrała, bo potrafił ją oczarować i rozumiał jej świat. Mama była nie tylko piękna, ale także na swój sposób magiczna, zawsze chodziła z głową w chmurach i nigdy do końca nie wychodziła z teatru, zawsze błądząc myślami gdzieś wokół romantycznych historii. Przystojny nieznajomy był jej historią, przyziemny księgowy? Niekoniecznie. Przystojny nieznajomy był jednak złudzeniem, jak się pojawił, tak zniknął, opowiadając o tym, jak bardzo na nią nie zasługuje i jak powinna mieć kogoś bardziej odpowiedniego, łamiąc jej serce, a jednak na zawsze w nim pozostając. Myślę, że mama mogła nawet kochać Leo przez jakąś część swojego życia, była to jednak miłość inna, raczej przyjacielska, może jakiegoś rodzaju zrozumienie, jednak chyba zawsze gdzieś w głębi duszy wierzyła, że on kiedyś wróci.
Cóż - nie wrócił. A tak się stało, że w dziewięć miesięcy od jego zniknięcia ja przyszedłem na świat. Miał być to skandal, którego bali się moi dziadkowie. Leo był swego rodzaju ratunkiem, rozsądnym wyjściem, w dodatku zdołał przełknąć urazę i przyjął moją mamę i tym samym także mnie.
Uprzedzę pytania - oczywiście moja mama szukała Lycusa Malfoya, człowieka o nietypowym imieniu, który na chwil parę zawirował jej światem, ten jednak zdawał się zniknąć. Nikt nie wiedział o kogo chodzi, nikt go nie kojarzył, nikt z ludzi do których mogła dotrzeć nie słyszał wcześniej tego nazwiska. W końcu trzeba było się poddać i przyjąć to, co dawało życie.



Leo nigdy nie pozwolił mi zapomnieć, że jestem bękartem, mnie z kolei nigdy to nie bolało. A może kiedyś, może tego nie pamiętam? Choć nie sądzę. Zawsze był dla mnie co najwyżej  nieprzyjemnym dodatkiem do domu, na pewno nie częścią rodziny.
Odkąd pamiętam, teatr był centrum mojego świata. Niezliczone postaci, ludzie którzy zmieniali twarze i osobowości, ledwo się odwrócą, a już są kimś innym, między nimi moja mama i marzenia, by kiedyś być jednym z nich. Kiedy potrzebowałem rozmowy z mężczyzną, szedłem do dziadka, częściej jednak chciałem po prostu się wygłupiać, a od tego byli koledzy, czasem starsi, czasem na zasceniu, czy garderobie, czasem na scenie, a czasem daleko od teatru, gdzie graliśmy w piłkę albo przy pomocy patyków i wyobraźni walczyliśmy na miecze. Moje życie było prawdziwą bajką, znałem więcej niesamowitych historii niż ktokolwiek, zawsze też marzyło mi się tworzenie własnych, nigdy nie brakowało mi pomysłu na rozrywkę. Mugolską szkołę też wspominam bardzo dobrze. Nie doceniłem jej na samym początku, wydała mi się nieprzyjemna i przyziemna z krzyczącymi nauczycielami, bandą obcych ludzi między którymi w sposób naturalny układała się pewna hierarchia. W czasie co nudniejszych zajęć zdarzało mi się odpływać w świat marzeń, z których brutalnie wyciągali mnie nie raz nauczyciele.
Z początku także korytarze wydawały mi się wrogie, dopiero po dłuższej chwili przekonałem się do traktowania tego miejsca jak dalszą część teatru. Nauczyłem się wtapiać, odkryłem że rozmawianie z każdym nie sprawia mi problemu, choć być może to dość niechlubne, że mam tendencję do mówienia tego, co druga osoba moim zdaniem chce usłyszeć. Tak jest jednak tylko z tymi, na których mi nie zależy.
Dobrze pamiętam, kiedy wydarzyła się pierwsza dziwna rzecz. A było ich trochę i z początku nawet mnie to przeraziło, dość szybko jednak lęk obrócił się w ekscytację. Rzecz jasna nikt mi nie wierzył, ale ja wiedziałem swoje.
Uciekałem przed psem. Razem uciekaliśmy z przyjacielem, ten pies był jakiś wściekły. Może inaczej - dostaliśmy się na teren którego pilnował, bo przecież to świetny plan pobawić się na budowie, kiedy robotnicy poszli! Nawet dostać się nie było trudno, dzieciak który nie potrafi wdrapywać się na ogrodzenia daleko nie zajdzie w codziennych zabawach. Tak czy inaczej pies był wielki i jestem pewien, że miał olbrzymie zęby. Rzuciliśmy się do ucieczki jak się tylko dało i mówiąc szczerze kolejną rzeczą jaką pamiętam jest to, że kiedy poczułem, byłem pewien że zaraz mnie ugryzie, potknąłem się i upadłem… a pod moje nogi upadł pluszowy pies. Pluszak!
Pamiętam do teraz jaki byłem przerażony i NIE, choć potrafię wczuć się w głupie zabawy i niemal w nie uwierzyć, tego sobie nie wymyśliłem, gonił nas prawdziwy pies! Szczególnie, że kolejnego dnia znów ujadał pod ogrodzeniem, którego tym razem nie zamierzałem przeskakiwać.
Jakimś sposobem z resztą takie rzeczy raczej nie działy się między ludźmi. Choć później próbowałem z całych sił, nie potrafiłem zrobić niczego celowo, te cztery - bo dokładnie tyle razy moja magia objawiła się przed jedenastymi urodzinami - przypadki pozostawały wyjątkami występującymi w odosobnieniu. Jedynie przyjaciel widział trzy z nich, wtedy jednak wmawiał mi, że to wszystko bzdury i na pewno sobie wyobraziłem. Brutus.



List z Hogwartu. Ani przez chwilę nie wątpiłem w jego prawdziwość. Mama też uwierzyła od razu. Widziałem w jej oczach, że nie kłamie, że wiedziała od początku, może nie wiedziała dosłownie ale przeczuwała, że jest we mnie coś wyjątkowego. Leo i dziadkowie powątpiewali, zaraz jednak przyszła pora na zakupy na Pokątnej, pokazanie im zdobyczy - nie mogli dalej nie dowierzać! MAGIA! Jakże byłem pełen entuzjazmu, wyobrażałem sobie co będzie, z chęcią słuchałem wszelkich opowieści, NIE, ja wręcz prześladowałem swojego przyjaciela, który okazał się wiedzieć o wszystkim od początku. Sam był charłakiem, co znaczy że jest niemagicznym synem magicznych rodziców, ale to nie zmienia faktu, że wiedział bardzo dużo! I nawet trochę chyba usiłował ostudzić mój entuzjazm, to jednak było niemożliwe. Mieszkanie w zamku pomiędzy zbrojami, w wieży - bo oczywiście, że upatrzyłem sobie Gryffindor! - czarowanie, latanie na miotle, magiczne istoty! Czy mogłoby być lepiej? I choć wiedziałem, że trochę będę tęsknił za domem i wszystkim, co tu miałem, nie mogłem nie czuć rozpierającej ekscytacji.
Nie mów za wiele o tym, że twoi rodzice nie czarują. Rada, której nie rozumiałem, ale postanowiłem posłuchać, przynajmniej z początku. To jednak niczego nie zmieniło.
Pierwsze chwile były wspaniałe. Zobaczenie zamku po raz pierwszy - to coś, czego nie zapomnę nigdy. Od tej budowli bije magia, to niemal oczywiste, że to miejsce musi być wspaniałe.
Oczywiście, zostałem Gryfonem.
Szybko jednak zrozumiałem, że zamek nie jest miejscem ze snów. Panowała w nim sztywna dyscyplina. Popularne okazały się być także poglądy wedle których tacy jak ja uchodzą za gorszych, ba: nie zasługujących na miejsce w Hogwarcie. Z początku nie chciałem się tym przejmować. Podobnych rzeczy nigdy nie usłyszałem między Gryfonami, zamiast tego w Pokoju Wspólnym usłyszeć można było wiele ciekawych rzeczy. Historię o wielkim czarodzieju, poprzednim dyrektorze. O wojnie. Wszystko przekazywane po cichu, jakby ktoś miał usłyszeć, choć przecież do Wieży Gryfonów wstęp mieliśmy tylko my.
Coraz częściej słyszałem także nazwisko Malfoy. Kiedy zrozumiałem, że mój ojciec najpewniej był czarodziejem, coś we mnie drgnęło. Coś się wyjaśniło. Dlatego mama nie mogła go znaleźć. On nadal nie wiedział o moim istnieniu. W pierwszej chwili nawet chciałem się odezwać, napisać do niego, knułem nawet w myślach marzenia o tym, że zająłby miejsce Leo - na pewno nie byłaby to zmiana na gorsze! Wtedy jednak dotarło do mnie, że Malfoy to nie tylko magiczne nazwisko: ono ma szczególne znaczenie.
Wtedy też zrozumiałem, że najprawdopodobniej naprawdę jestem bękartem, jednak nie z krwi magicznego, niesamowitego człowieka, o którym mówiła mama, a kogoś, kto ją oszukał i wykorzystał, najpewniej dobrze bawiąc się i manipulując mugolką którą skrycie gardził.
Postanowiłem zapomnieć - i nie wspominać o tym w domu. Mama była szczęśliwa żyjąc swoją bajką i widząc we mnie po części kogoś, kto najpewniej nigdy nie istniał.



Nie przyznałem się nikomu, nie sądzę, by ktokolwiek uwierzył w to, że JA mógłbym choć po części pochodzić od szlacheckiego rodu. Pozostawałem więc mugolakiem, bardzo jednak dumnym ze swojej niemagicznej rodziny. Obelgi nie miały dla mnie znaczenia, podobnie jak dla moich przyjaciół, których niewielką grupkę znalazłem. W szkole panowała napięta atmosfera, sprzeczkę mogło wywołać wszystko.
Dyscyplina. To też. Dość szybko jednak wpasowałem się w ten rytm, nie odzywając się na lekcjach prawie wcale, nie wyrażając swoich wątpliwości, czy poglądów. Wolałem wtapiać się w tłum, nie zwracać na siebie uwagi.
Uczyłem się całkiem nieźle. Może i na zielarstwie jakoś wszystko więdło mi w rękach, ale prócz tego chyba z niczego nie byłem szczególnie beznadziejny. Podobnie orłem nie czułem się w żadnej dziedzinie, choć było kilka przedmiotów do których uczyłem się chętniej. Wszystkiego jednak chciałem się uczyć. Nawet czarnej magii, która wzbudzała wiele kontrowersji jako coś co nie powinno nigdy mieć miejsca w szkole. Jestem jednak innego zdania - trwa wojna, a ja siłą zostałem ustawiony po stronie barykady którą najpewniej objąłbym tak czy inaczej. Mogę mieć nadzieję, że skończy się ona nim ja ukończę naukę, jednak jeśli szkoła wyrzuci mnie w świat w którym moja krew czyni mnie kimś, kto musi bronić się na każdym kroku, chcę umieć się bronić. Jeśli mój przeciwnik będzie grał nieczysto - czemu ja miałbym robić inaczej?
Nie brzmię może jak typowy Gryfon, jednak to co się dzieje także nie jest typowe.
Mam wrażenie, że obecna sytuacja sprzyja łączeniu się w grupy. Zauważyłem, że inni Gryfoni niechętnie pozostawiają mugolaki same na szkolnych korytarzach. Mam wrażenie, że o ile przedtem w tym domu szczególnie ceniono przyjaźń, o tyle teraz nabierało to jeszcze większego znaczenia. Jesteśmy zwartą grupą w której nikt nikogo nie porzuci nawet, jeśli nie wszyscy z kolei są sobie szczególnie bliscy.




Rodzinie opowiadałem o tych dobrych stronach szkoły. O przyjaźniach, o magii, o quidditchu. Hogwart bądź co bądź nadal jest szkołą pełną moich rówieśników, duchów i ruszających się obrazów i - eh, długo by wymieniać! - i nawet kiedy odjąć to, co złe, nadal pozostaje wiele wspaniałych rzeczy. Wracałem jednak na każdą okazję, zawsze witany z radością.
Radość na twarzy, szeroki uśmiech odsłaniający zęby, iskierki w brązowych oczach. Tak będą ją pamiętał, bo taka była, kiedy ruszałem do szkoły po kolejnych wakacjach. Informacja o jej śmierci była zdecydowanie najbardziej absurdalnym, co w życiu usłyszałem. Zdecydowanie łatwiej było mi wierzyć w duchy i szkołę magii, niż w to, że moja mama mogła tak po prostu umrzeć.
Mój świat w jednej chwili stracił wszystkie barwy. Chwilę wcześniej czułem, że mogę wszystko, zaraz dotarło do mnie, że nie mogę nic. Po co komu magia, kiedy nie może uratować naszych najbliższych? Pozwolono mi wrócić do domu na pogrzeb. Wszyscy ubrani na czarno, płaczący dziadkowie, załamany Leo. Mało słów. Mało było do powiedzenia, choć wiele chciałbym wykrzyczeć. Trumna była zamknięta. Już nigdy więcej jej nie zobaczę?



Świat na chwilę stanął w miejscu i to absurdalne, że stanął tylko dla mnie. Powrót do szkoły był dziwny. Dziwna była myśl, że stało się coś strasznego, a jednak setek osób dookoła to po prostu nie dotyczy.
Dużo czasu minęło, zanim doszedłem do siebie. Szkoła mi w tym pomogła, oddalenie się od tego co działo się w domu, nie myślenie o tym, do czego wrócę. A powrót nie był łatwy. Leo nieznosił mnie jeszcze bardziej, nie bez wzajemności z resztą. Teatr za to mnie przerażał: myśl o tym, że nie spotkam tam osoby, która powinna być tam zawsze. Odliczałem dni do powrotu do szkoły, uciekałem gdzie tylko mogłem, coraz częściej właśnie w magiczne okolice.



Nie chcę wracać. To już nie jest mój dom. Nie mam ochoty patrzeć na Leo, ani kłócić się z nim o wszystko, nie mam ochoty słuchać o tym, jaka to łaska, że mogę być w domu. Jaki mam jednak wybór? Coraz częściej o tym myślę. Coraz częściej odzywa się we mnie pewna szalona myśl. Ta właśnie myśl kazała mi pewnego dnia przetrzepać szkolne archiwa, poszukując pewnego nazwiska i odnaleźć jego: Lycusa Malfoya. Czy naprawdę może być taki zły? Chłopak ze zdjęcia wyglądał kompletnie jak ja.

Ten rok był trochę inny. Świat znów zaczął się kręcić, ja trochę bardziej zainteresowałem się quidditchem, zaczęliśmy się zakładać o to, jaką drużyna wygra rozgrywki, czasem szkolne, czasem jakieś większe. Zostałem też ścigającym - nie wybitnym, ale całkiem dobrym, tak mi się wydaje. Często wygrywaliśmy. Starałem się skupić na tym, co działo się dookoła. Na przyjaciołach, nauce i magii. Po części też na nastrojach panujących dookoła. Nie lubię przyznawać takich rzeczy, jednak czasem się boję. Od niedawna antymugolskie nastawienie wielu osób stało się jeszcze bardziej bezpośrednie i, choć nie jestem ofiarą, wiem że nie z każdym dam sobie radę. Nie tylko o siebie się z resztą boję, takich jak ja jest dość dużo. Czy mój prawdziwy ojciec jest taki, jak ci wszyscy ludzie których zdaniem nie powinienem w ogóle istnieć?
Mało kto już wierzy, że jeszcze będzie lepiej. Chwilami mam wrażenie, że owszem, świat na nowo zaczął się kręcić, ale przyspieszył zdecydowanie za mocno i niedługo wyląduje na głowie.
Zbliżają się wakacje. A w mojej głowie wciąż od czasu do czasu pojawia się ta głupia myśl.




Patronus: Jeszcze nie potrafię, ale wytrwale się uczę!




Statystyki i biegłości
StatystykaWartośćBonus
OPCM: 4 Brak
Zaklęcia i uroki: 4 +4(różdżka)
Czarna magia: 0 Brak
Magia lecznicza: 0 Brak
Transmutacja: 0 Brak
Eliksiry: 1 +1(różdżka)
Sprawność: 0 Brak
JęzykWartośćWydane punkty
Język ojczysty: angielski II0
Biegłości podstawoweWartośćWydane punkty
Historia MagiiI2
RetorykaII10
KłamstwoII10
ONMSI2
Zręczne ręceI2
Biegłości specjalneWartośćWydane punkty
MugoloznastwoII20
Silna wolaI2
Sztuka i rzemiosłoWartośćWydane punkty
Literatura (wiedza)I0,5
GotowanieI0,5
AktywnośćWartośćWydane punkty
Latanie na miotleI1
PływanieI1
GenetykaWartośćWydane punkty
Genetyka (jasnowidz, półwila, wilkołak lub brak)-0
Reszta: 2


Wyposażenie

Pies



[bylobrzydkobedzieladnie]






Ostatnio zmieniony przez Oscar Reid dnia 18.07.17 19:09, w całości zmieniany 6 razy
Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Oscar Reid   06.10.17 3:13

Witamy wśród Morsów

Twoja karta została zaakceptowana
INFORMACJE
Przed rozpoczęciem rozgrywki prosimy o uzupełnienie obowiązkowych pól w profilu. Zachęcamy także do przeczytania przewodnika, który znajduje się w twojej skrzynce pocztowej, szczególnie zwracając uwagę na opis lat 50., w których osadzona jest fabuła, charakterystykę świata magicznego, mechanikę rozgrywek, a także regulamin forum. Powyższe opisy pomogą Ci odnaleźć się na forum, jednakże w razie jakichkolwiek pytań, wątpliwości, a także propozycji nie obawiaj się wysłać nam pw lub skorzystać z działu przeznaczonego dla użytkownika. Jeszcze raz witamy na forum Morsmordre i mamy nadzieję, że zostaniesz z nami na dłużej!

Życie Oscara, choć wciąż jeszcze krótkie, w wielu aspektach przypomina tak bardzo ukochany przez niego teatr – rodzinna tajemnica, niespodziewane odkrycie magii, wreszcie: tragiczny zwrot w postaci śmierci matki. Do finałowego opadnięcia kurtyny nadal jednak jest daleko, a trudnym momentom wydaje się nie być końca; jak trzynastoletni czarodziej poradzi sobie z narastającymi antymugolskmi nastrojami? Czy odnajdzie się w świecie, w którym zabrakło najbliższej rodziny i jedynej prawdziwej podpory? I wreszcie – czy zdecyduje się na odnalezienie utraconego przed laty ojca, nawet pomimo wszystkiego, co do tej pory o nim słyszał?

OSIĄGNIĘCIA
Zaginiony książę
 STAN ZDROWIA
Fizyczne
Pełnia zdrowia.
Psychiczne
Pełnia zdrowia.
UMIEJĘTNOŚCI
Brak
Kartę sprawdzał: Hereward Bartius


Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Oscar Reid   06.10.17 3:15

WYPOSAŻENIE
Różdżka, pies

ELIKSIRYBrak

INGREDIENCJEposiadane: Brak

BIEGŁOŚCI[05.11.17] +1 PB do puli (nagroda za szybką zmianę)

HISTORIA ROZWOJU[06.07.17] Karta postaci, -75 pkt


Powrót do góry Go down
 

Oscar Reid

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Kartoteki :: Dzieci-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17