Wydarzenia


Ekipa forum
Kącik przy oknie
AutorWiadomość
Kącik przy oknie [odnośnik]03.04.24 14:14

Kącik przy oknie

Z okna pokoiku Maisie widać podwórze za Menażerią. To miejsce, gdzie Maisie najczęściej przysiada, by korzystać z dziennego światła zarówno kiedy coś szyje, jak i wtedy, kiedy ma ochotę coś poczytać lub naszkicować, albo po prostu wyjrzeć na zewnątrz i oddać się rozmyślaniom. Obok okna znajduje się skromny i wiekowy, ale wygodny fotel, w którym może zasiąść.
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : -
Wiek : -
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Kącik przy oknie Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Kącik przy oknie [odnośnik]04.04.24 13:21
| koniec sierpnia

Choć nie było jej łatwo po tym, co wydarzyło się w nocy z trzynastego na czternastego sierpnia, życie toczyło się dalej i musiała jakoś sobie radzić. Przeżyła tamtą tragiczną noc, ale straciła rodzinny dom i babcię będącą jej opieką po śmierci rodziców. Dzięki pomocy Billy’ego udało jej się jednak znaleźć schronienie w Menażerii Woolmanów. Nie było jej w końcu stać na własny dom czy nawet najmniejsze mieszkanie, a nawet jeśli by było – byłoby to niestosowne i przede wszystkim, zbyt niebezpieczne. Ale nie miała tu źle, miała swój mały pokoik, dach nad głową i zapewnione wyżywienie. Nie miała jednak zbyt wiele knutów przy duszy i musiała zacząć szyć, żeby zarobić na najbardziej podstawowe potrzeby. Umiejętności krawieckie zdobyte dzięki babci oraz późniejszej własnej pracy były teraz jej głównym atutem i sposobem na utrzymanie się. I choć jej serce wciąż ściskała żałoba, nie mogła sobie pozwolić na zatapianie w smutkach. Musiała przetrwać.
Sama zaproponowała pani Woolman, że może poprzeszywać i odnowić ubrania należące do niej i innych mieszkańców, którzy wyraziliby taką chęć. Nauczona doświadczeniem ubogiego życia wiedziała, że ludzie, którzy nie mają wiele, maksymalnie szanują posiadane rzeczy, ale znoszone ubrania i szaty po pewnym czasie potrzebowały napraw i przeróbek, by mogły dalej służyć swemu posiadaczowi.
Udało jej się ocalić z rodzinnego domu przybory do szycia, które wepchnęła do kieszeni przed ucieczką, ale na nowe tkaniny musiała dopiero zarobić, zwłaszcza na takie posiadające magiczne właściwości. Póki co musiała korzystać z tego co dostępne i wykazać się kreatywnością. Ale wychowanie w skromnych warunkach dobrze tego uczyło, nie mając swobodnego dostępu do dowolnej ilości tkanin jak lepiej sytuowane krawcowe, musiała nauczyć się pracować na tym, co miała i wkładać w to maksimum serca i starań. Odkąd była pełnoletnia było łatwiej, bo mogła pomagać sobie magią w sytuacjach kiedy było to potrzebne, choć miała w sobie też dużo mugolskich przyzwyczajeń i wiele rzeczy wykonywała wciąż ręcznie, zwłaszcza kiedy miała do czynienia ze zwykłymi materiałami nienacechowanymi dodatkowymi magicznymi właściwościami.
Zgromadziła w swoim pokoju ubrania, które wymagały napraw i wzięła się za nie niezwłocznie po zjedzeniu śniadania, korzystając z dziennego światła. Zasiadła przy oknie i wzięła w ręce pierwszą z brzegu sztukę ubioru, którą był czyjś bordowy sweter z dużą dziurą na łokciu. Pamiętała, jak babcia z takimi dziurami w koszulach i swetrach ojca radziła sobie naszywając łatę, i postanowiła wziąć z niej przykład. Wycięła łatę z fragmentu jednego z luźnych materiałów, które podarowała jej pani Woolman i które były pozostałościami po jakichś już dawno nieużytkowanych ubraniach, zasłonach czy obrusach. Nawlekła nić na wybraną igłę i schludnie obszyła łatę i przyszyła do rozdartego miejsca, tak aby nowy materiał całkowicie zasłaniał dziurę oraz margines wełny po jej bokach. Obejrzała sweter uważnie, czy nie ma na nim jeszcze innych miejsc wymagających napraw, ale wyglądało na to, że jego jedynym problemem był rozdarty łokieć, który załatała, więc po wszystkim mogła odłożyć sweter na swoje łóżko i wziąć kolejną rzecz. Była to sukienka z granatowego materiału w niewielkie, białe kropki, która według pani Woolman, wymagała zwężenia. Maisie nauczyła się radzić sobie z takimi rzeczami już parę lat temu; kiedy sama otrzymywała używane sukienki czy spódnice po jakiejś rodzinie, albo kupowała w sklepie z używanymi ubraniami, zazwyczaj musiała je sobie zwężać, bo była bardzo szczupła i większość rzeczy po większych od niej osobach po prostu na niej wisiała. Wywróciła sukienkę na lewą stronę i ostrożnie rozpruła jej boki, by później starannie zszyć je z powrotem tak, by zebrać więcej materiału i uczynić sukienkę węższą. Zeszło jej z tym znacznie dłużej niż z prostym naszyciem łaty na sweter, ale zależało jej, żeby wszystko się dobrze trzymało i żeby sukienka się nie rozpruła, a także żeby była z obu stron symetryczna. Dokonała poprawek tak, by kiedyś w razie potrzeby było możliwe ponowne poszerzenie sukienki.
Przed obiadem wzięła się jeszcze za drobniejsze rzeczy, takie jak rękawiczki z dziurami na palcach które wymagały zszycia, czy jakieś dziurawe skarpety. Nie przepadała za cerowaniem cudzych skarpet, ale musiała zająć się i nimi, na szczęście wyglądały na wyprane, więc szybko i sprawnie pozszywała dziury na palcach i piętach. Ale hej, zawsze mogło być gorzej, mogły jej się dostać do cerowania czyjeś pantalony lub co gorsza, majtki męskie, co w nieśmiałej, prostolinijnej dziewczynie ze wsi mogłoby wywołać zawstydzenie. Później poszła zjeść obiad, ponieważ musiała mieć siły i energię do dalszej pracy, choć liczyła się z tym, że nie wyrobi się ze wszystkim dzisiaj i reszta ubrań zostanie na jutro. Ale nie szkodzi. Nie musiała przecież nigdzie się spieszyć, w końcu teraz to tutaj był jej dom, czy tego chciała czy nie, i choć miała tu zapewnione podstawowe sprawunki i wyżywienie, musiała zasilić swoją sakiewkę. Była w Plymouth od niedawna, więc zaczęła tutejszą pracę krawcowej od czegoś prostego, czyli od dokonania napraw ubrań mieszkańców tego przybytku. A później… Miała nadzieję, że będzie miała sposobność do innych, ciekawszych zleceń, które będą mogły nauczyć ją więcej, a także przynieść lepszy zarobek. Kto wie, może pewnego dnia ktoś będzie potrzebował wykonania dla niego nie tylko zwykłego, niemagicznego ubrania, ale i takiego magicznego? Bardzo chciała się dalej rozwijać w ich szyciu, ale ograniczały ją finanse, dlatego w pierwszej kolejności musiała zatroszczyć się o nie i chwytać się każdego sposobu na ich poprawę. Nawet jeśli oznaczało to cerowanie skarpet i innych rzeczy lokatorów pani Woolman. Nawet z takich rzeczy mogła wyciągnąć jakąś naukę dla siebie na przyszłość, skoro chciała stawać się coraz lepszą krawcową.
Po obiedzie wróciła do swojego pokoju i do dalszych prac nad reperowaniem ubrań. Wzięła w rękę jakieś męskie spodnie, które ewidentnie były po ciężkich przejściach i miały w nogawkach dziury. Niektóre mniejsze, zwłaszcza znajdujące się blisko szwów, mogła po prostu zacerować, ale na największą znajdującą się na kolanie także naszyła dużą łatę, podobnie jak zrobiła to wcześniej ze swetrem. Może nie wyglądało to najpiękniej na świecie, ale niestety nie wszyscy mogli sobie pozwalać na częste kupowanie nowych ubrań. Ona sama niewiele razy w życiu miała coś nowego, chyba że szyła jej to babcia lub ona sama. Często nosiła coś, co było przeszywane, cerowane lub łatane, ale takie uroki biedy. W miejscach takich jak to nie mieszkali ludzie zamożni. Tacy mieli swoje domy i nowiutkie, śliczne ubrania. Już w Hogwarcie zdążyła zauważyć, jak bardzo odstaje – nie tylko mugolskim pochodzeniem, ale i stanem majętności, ale nie była jedyna. Tutaj też nie była jedyna, zapewne każdy trafił tu, bo z różnych powodów musiał. Po spodniach wzięła się za koszulę, do której należało od nowa poprzyszywać naderwane guziki, tak aby dobrze się trzymały, a także zacerować rozdarcie na szwie rękawa. Uporała się z tym dość szybko, a kiedy nadszedł wieczór i zaczęło się ściemniać, machnięciem różdżki pozapalała kilka świec, by zapewnić sobie więcej światła niezbędnego w procesie przeszywania i cerowania.
Skupienie się na konkretnych czynnościach zajęło jej myśli do tego stopnia, że nawet nie zauważyła, kiedy minął jej cały dzień. Łatwiej było też nie myśleć o trudnych wspomnieniach, kiedy koncentrowała uwagę na poszczególnych ruchach swoich dłoni wbijających igłę w materiał. Te czynności zawsze ją uspokajały, a teraz potrzebowała tego spokoju, skupienia na czymś przyziemnym, by nie pozwalać myślom zbyt często wracać do tamtej straszliwej nocy, w której pewien etap jej życia zakończył się bezpowrotnie.
Kiedy była już na tyle zmęczona, że ręce zaczęły jej drżeć, poszła spać i wczesnym rankiem następnego dnia po śniadaniu na spokojnie wróciła do pracy ze świeżymi siłami i energią. Trafił jej się kolejny sweter, tym razem granatowy i potrzebujący naszycia łat na oba rękawy, to samo musiała zrobić z popielatą koszulą. Igła prowadzona jej dłonią raz po raz przeszywała materiał, pozostawiając równe szwy, nie zamierzała pozwalać sobie na bylejakość i niechlujność. W miarę możliwości starała się też dobierać kolor nici do ubrania, choć nie dysponowała jakimś wielkim wyborem i nie zawsze było możliwe idealne dopasowanie. No cóż, grunt żeby nici trzymały się solidnie a szwy wyglądały schludnie, porządnie i nie rzucały się w oczy. Grubość igieł także dobierała do tkaniny, na swetry i spodnie wybierając te grubsze, a na spódnice, sukienki i koszule cieńsze.
Sterta ubrań już ogarniętych przez nią coraz bardziej rosła, a tych, które wymagały napraw, malała, więc była pewna, że dzisiaj z nimi skończy. Później zacerowała i połatała czarną, długą szatę wierzchnią, a na sam koniec zajęła się ciemną spódnicą która miała poszarpany brzeg. Nożyczkami obcięła to, co nierówne i wystrzępione i równo przeszyła cały dół spódnicy tak, aby jej długość była równa, żeby nie była z jednej strony wycięta.
Kiedy wszystko było gotowe pochowała swoje igły i nici. Naprawione ubrania chwyciła w dłonie; było ich na tyle dużo, że ich sterta przysłoniła cały jej tułów i ledwo było zza nich widać jej głowę, ale objęła je mocno ramionami i od góry przytrzymała podbródkiem, żeby nie zsunęły się podczas otwierania i zamykania drzwi pokoju. Zaniosła je prosto do pani Woolman, która na pewno lepiej wiedziała, komu je zwrócić i wyraziła nadzieję, że właściciele poszczególnych elementów garderoby będą zadowoleni z dokonanych przez nią napraw, a potem wróciła z powrotem do siebie, by trochę posprzątać, a później odpocząć.

| zt.
Maisie Moore
Maisie Moore
Zawód : początkująca krawcowa
Wiek : 18
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
"So what am I to do with all those hopes
Life seems so very frightening"
OPCM : 8
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 11 +8
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t12324-maisie-moore https://www.morsmordre.net/t12327-poczta-maisie https://www.morsmordre.net/t12325-maisie-moore https://www.morsmordre.net/f471-devon-plymouth-menazeria-woolmanow-pokoj-maisie https://www.morsmordre.net/t12328-szuflada-maisie https://www.morsmordre.net/t12326-maisie-moore
Re: Kącik przy oknie [odnośnik]12.04.24 13:14
Wrzesień 21

Lubił latać nisko nad ziemią. Nawet jeżeli prędkość była umiarkowana to mijając przeszkody wydawało się być z goła inaczej. Pęd sprawiał, że mgła przecinała i zawijała się za nim jak dwa ogony. Większość drogi pokonał więc w locie czerpiąc z tego sporą przyjemność. Być może ktoś powiedziałby, że jest to lekkomyślne z jego strony, lecz nie wziąłby sobie tego szczególnie do serca. Kraj był pogrążony w chaosie i wywrócił się do góry nogami kilkukrotnie. Zwykłe oddychanie we własnym domu można było uznać powoli za lekkomyślne. Nie można było popadać w skrajność.
Do Plymouth dotarł bez większych problemów. Przeszedł przez miasto w kierunku Menażerii. Nie śpieszył się choć był trochę podekscytowany. Kiedy rozglądał się za jakimś krawcem nie spodziewał się, że z drugiej ręki do jego uszu dojdzie znane mu imię - Maisie. Świat mimo wszystko nie był taki duży, jakby mógł się wydawać. Chociaż czarownica przesiadywała w innym hrabstwie chętnie narobił sobie problemu my nadłożyć drogi. Korzystając z własnych nóg doszedł do Menażerii. Nieużywana miotła znajdowała się na jego plecach. Przytroczony do jej trzonka sznurek przepasał poprzecznie pierś. Pod lewą pachą trzymał napęczniały płócienny worek. Po wejściu do wnętrza budynku ściągnął z głowy kaszkiet rozczochrując włosy. Przez moment wydawał się zdezorientowany duża ilością różnych ludzi znajdujących się w ogólnej części budynku. Szybko jednak odnalazł się w gąszczu korytarzy znajdując odpowiednie drzwi. Zapukał energicznie.
- Maisie...? To ja, Leonard - podniósł trochę głos by było go słychać za drewnianym skrzydłem przed którym stał. Przed przybyciem wymienił się z czarownicą parą listów. Nie był zbyt wylewny w korespondencji, lecz w rzeczywistości kłębiło mu się w głowie wiele pytań odnośnie obecnej sytuacji przyjaciółki i tego, że właśnie miał ją spotkać. W głębi duszy czuł trochę wyrzuty sumienia odnośnie tego, że nieco po macoszemu potraktował relację z dziewczyną po tym, jak zniknęła mu z oczu. Z drugiej jednak strony nie był typem człowieka, który ingerował w życie innych, a może po prostu czuł, że jemu nie wypadało. Błędy zostały już jednak popełnione.
Leonard Begmann
Leonard Begmann
Zawód : Myśliwy
Wiek : 19
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Łatwiej jest walczyć o wolność, niż doświadczać wszystkich jej przejawów.
OPCM : 7 +3
UROKI : 3 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 14
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t12288-begmann-budowa https://www.morsmordre.net/t12310-cuks#378233 https://www.morsmordre.net/t12312-leonard-begmann https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t12295-leonard-begmann#377985
Re: Kącik przy oknie [odnośnik]15.04.24 1:24
Leżała na łóżku, spod półprzymkniętych powiek obserwując sufit. Minęło już troszkę czasu odkąd tu zamieszkała i oswoiła się z nowym miejscem, choć nadal nie czuła się naprawdę jak w domu. Doceniała to, że miała dach nad głową i mogła liczyć na ciepłą strawę, ale wiedziała, że nigdy już nie wrócą czasy, kiedy miała rodziców i prawdziwy dom. Tęskniła za tym, ale było jak było, więc na co dzień starała się nad tym nie skupiać i nie pozwolić tęsknocie i żalowi się zdominować. Żyła, może bardzo skromnie, ale miała co jeść i gdzie spać, i w Plymouth wydawało się względnie bezpiecznie, więc jakoś to było. Musiało być. Żeby mieć za co opłacić pokój i inne niezbędne rzeczy, starała się w miarę możliwości szyć. Nie zawsze były to nowe rzeczy, czasem po prostu reperowała podniszczone ubrania, musiała zarobić nie tylko na podstawowe utrzymanie, ale też na nowe materiały, w końcu co to za krawiec, który nie ma pod ręką dostatecznej ilości tkanin? Kiedy jednak nic nie szyła, czasem spacerowała po okolicy, czytała lub rozmyślała tak jak teraz.
Była trochę zaskoczona kiedy Leonard się do niej odezwał, ale ciepło wspominała czasy, kiedy razem grali w drużynie Hufflepuffu. Lubiła latać już od dnia pierwszych lekcji latania na miotle, w powietrzu czuła się dobrze, spodobał jej się także quidditch, choć nie brakowało takich, którzy dziwili się, że szlama może dobrze latać. No cóż, czasem bywało i tak. Niestety przez to, że porzuciła szkołę, nie znała późniejszych kolei losu wielu znajomych, ale miło było odnowić z nimi kontakty teraz, w dorosłym życiu poza Hogwartem.
Kiedy usłyszała pukanie poderwała się z łóżka i podążyła ku drzwiom, słysząc zza nich znajomy głos. A przynajmniej miała nadzieję, że rzeczywiście był to Leo, a nie ktoś, kto się pod niego podszywał, ale nie sądziła, żeby w jego pojawieniu się krył się jakiś spisek. Może po prostu zatęsknił za dawnymi dobrymi czasami. Maisie za Hogwartem też tęskniła i żałowała, że nie mogła ukończyć pełnej nauki, ale niestety szlamy nie były tam mile widziane. Leo też był szlamą tak jak i ona, więc była pewna, że i jemu nie było lekko, dlatego nie miała do niego żalu, że ich kontakt rozluźnił się. Kiedy świat stawał na głowie i każdy miał mnóstwo własnych problemów, czasem trudno było zmotywować się do beztroskich spotkań towarzyskich, a więc wiele znajomości uległo rozluźnieniu, niektóre pewnie przepadły. Kiedy jednak pojawiała się okazja, by jakąś relację odnowić, warto było skorzystać. Tym bardziej, że mugolacy nie mogli cieszyć się swobodą i nie przez każdego byli mile widziani, dlatego należało tym bardziej doceniać życzliwe dusze w tych wybitnie nieprzyjaznych i złowrogich czasach.
- Hej. Wchodź – przesunęła się, by zrobić mu miejsce i wpuścić go do swojego niewielkiego pokoiku. – Cieszę się, że jesteś. Dawno się nie widzieliśmy, ale… sporo się działo. U ciebie pewnie też… - Czy w ogóle istniał mugolak, którego nie dotknęło w jakikolwiek sposób to, co działo się przez ostatnie dwa lata? – Choć patrząc na ciebie mam wrażenie, jakby wcale nie minęło tyle czasu od momentu, kiedy ostatni raz graliśmy razem w barwach Hufflepuffu. – Przekrzywiła głowę leciutko na bok, przyglądając mu się. Ale mimo wszystko wydoroślał, ona pewnie też trochę się zmieniła, choć dalej była szczupła i miała długie włosy, dziś zaplecione w warkocz, który był u niej najczęstszą fryzurą. Dalej wyglądała jak typowa dziewczyna ze wsi, ale trudy ostatnich lat dodały jej powagi. – Wszystko w porządku? Mam nadzieję, że jakoś ci się wiedzie. Gdzie teraz zamieszkujesz? – Była ciekawa, gdzie się podziewał po porzuceniu szkolnych murów i co właściwie robił. Oby jego dzieje nie były tak burzliwe jak u niej, kiedy to w połowie sierpnia meteoryt uderzył w jej rodzinną chatę gdzie zamieszkiwała z babcią, w konsekwencji czego musiała osiąść tutaj, u Woolmanów. Miała nadzieję, że tamtej nocy nie przydarzyło mu się nic podobnie przykrego. Gdy wszedł zamknęła za nim drzwi i zachęciła, by gdzieś usiadł; miał do wyboru łóżko albo któreś z krzeseł przy stoliku. Pokój nie był zbyt wielki, a jego wystrój był dość skromny.
Maisie Moore
Maisie Moore
Zawód : początkująca krawcowa
Wiek : 18
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
"So what am I to do with all those hopes
Life seems so very frightening"
OPCM : 8
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 11 +8
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t12324-maisie-moore https://www.morsmordre.net/t12327-poczta-maisie https://www.morsmordre.net/t12325-maisie-moore https://www.morsmordre.net/f471-devon-plymouth-menazeria-woolmanow-pokoj-maisie https://www.morsmordre.net/t12328-szuflada-maisie https://www.morsmordre.net/t12326-maisie-moore
Kącik przy oknie
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach