Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
pokój na piętrze
AutorWiadomość
pokój na piętrze [odnośnik]08.09.15 23:46
First topic message reminder :

Puste pomieszczenie

Deimos pozbył się wszystkiego co rozprasza myśli. Kiedy chce być sam siada tu i pije.
Deimos Carrow
Zawód : hodowca Aetonanów
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Zbliżysz się o krok, porachuję kości
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t791-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/t1114-napoleon#7239 https://www.morsmordre.net/t842-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/f115-north-yorkshire-dworek-w-marseet https://www.morsmordre.net/t3798-skrytka-bankowa-nr-228#70118 https://www.morsmordre.net/t1129-deimos-carrow#7491

Re: pokój na piętrze [odnośnik]25.09.15 22:48
Nigdy, nie przeszło jej przez myśl zakończenie nietypowej znajomości. Wolała dalej, zagłębiać się w destruktywną otchłań.  Nie sądziła, że stać ją na silne przywiązanie. Pozwoli zawładnąć, nieznanym dotąd uczuciom.  Obezwładnić umysł niespójnymi, rozpraszającymi myślami, burzącymi budowaną od lat harmonię. Złamać postanowienia, otworzyć się na nowo. Obdarzyła go bezgranicznym zaufaniem.  Nie znalazła uzasadnienia lekkomyślnego zachowania. Przyciągania, odpychania.  Wyładowywania emocji, wielogodzinnego godzenia. Wpadania w skrajności. Wyglądali razem  nietypowo. Nie pasowali do siebie wizualnie. On dostojny, wyrafinowany, dumnie stąpający po ziemi. Wyróżniający się elegancją, nienagannym, schludnym doborem stroju; wpasowanym w najnowsze, magiczne trendy. Ona, szokująca, prowokująca. Zakładająca na siebie niespotykaną mieszaninę barw oraz wzorów. Podkreślająca swój wygląd w każdy możliwy sposób, pokazując swego rodzaju bunt, przeciwstawienie ograniczającej rzeczywistości. Przeciwieństwa się przyciągają. Konfrontowali energiczny, wybuchowy, porywczy i krzykliwy charakter, z dystansem, błogim, często denerwującym spokojem, opanowaniem i dojrzałością. Wielu, patrzyło na nich z miną wyrażającą niedowierzanie.  Obraz wiecznych kłótni, ostrych wymian zdań, cichych dni, nie gwarantowało renomy idealnej pary.  Nie okazywali sobie nadmiernej czułości publicznie.  Nie byli jak inne, szkolne pary chowające się po zamkowych zakamarkach. Tworzyli coś odmiennego, niespotykanego. Ich więź była wyczuwalna. Gdy przechadzali się korytarzami szkoły,  wzbudzali zmienne emocje. Odrazę, pogardę, podziw, uwielbienie, strach, a nawet przerażenie. Czy zazdrościła? Ależ oczywiście, nigdy nie przyznając się do tego przed Carrowem, który zapewne odczuwałby ogromną satysfakcję.  Wiele sytuacji zachowywała dla siebie.  Mógł zastanawiać się dlaczego niektóre panny, od pewnego czasu unikały jego obecności. Wcześniej, rozchichotane, rozszczebiotane dziewoje z ochotą, zajmowały cenny czas chłopaka.  Wymuskane, wychuchane, w dość nietypowy sposób znajdowały się w jego okolicy.  Brunetka, patrzyła na to wszystko z dystansem, niepokojem, wzburzającą krew agresją. Wiedziała, że jej luby, uwielbia oddawać się takowym prowokacjom. Wiedział, że działają na nią jak prawdziwy katalizator. Nie dawała po sobie poznać wewnętrznego zdenerwowania. Wolała zacisnąć szczękę, ewentualnie zignorować delikwenta, wytłumaczeniem o nagłym zmęczeniu, aby następnego dnia przystąpić do działania. Jakież było jego zdziwienie, gdy dowiadywał się o kolejnym szlabanie buntowniczej i hardej istoty.  Za żadne skarby świata, nie przyznawała się do powodu wymierzonej kary.  Impulsu, w którym przyczyniła się do przestawienia kości nosowej, przeciwniczce podchodzącej za blisko, osoby, którą darzyła największym uczuciem. Rzucenia kilku, okrutnych gróźb. Rąk, umazanych krwią rywalki. Obezwładniającej satysfakcji, dumy, wiedzy o posiadaniu przewagi.  

Coś się w niej poruszyło, nieznana dotąd siła obezwładniła od środka. Czuła się jak intruz. Obcy, na którego przybycie nikt nie wyczekuje z wymalowanym na twarzy utęsknieniem. Zrobiło się chłodno. Gęsia skórka pojawiła się na odsłoniętych przedramionach. Klatka piersiowa ciążyła. Każdy, następny oddech wydawał się sprawiać przeszywający, klujący ból. Niepokój nie znikał. Brakowało skrzących iskier w metalicznych oczach. Błogiego uśmiechu, długo wyczekiwanej swobody. Tak dobrze znane zakamarki, stały się nietutejsze. Już niedługo ktoś zupełnie inny będzie wypełniał ich przestrzeń swoją osobą. Odwróciła wzrok, wpatrując się w krajobraz za oknem.  Na niebo wpłynęła ogromna, grafitowa chmura. Zrywał się porywisty wiatr. Świat stawał się niespokojny. Pierwsza błyskawica, rozświetliła skłębione niebo, aby po chwili wszystko zadrżało od dalekiego uderzenia. Dziwny zbieg okoliczności, nieprawdaż? Gdy do niej przemawia z wyraźnym, cynicznym uśmieszkiem kiwa głową, szepcząc pod nosem krótkie, kpiące półsłówka: - Tak, tak.  Oczywiście. - dodając głośniej: - Bez wątpienia. Zawsze doceniałam twoją... - zatrzymuje się na chwilę marszcząc brwi, śledząc jego ruchy, gdy wymija beznamiętnie. - Ogromną i bezgraniczną troskę! Jestem ci niezłomnie wdzięczna Deimosie. - po raz pierwszy dzisiejszego dnia wypowiedziała dźwięczne głoski imienia mężczyzny. Zapewne nie w taki sposób, chciałby, aby tak bliska mu osoba, wypowiadała jego przynależność. Kolejny grzmot przerwał napiętą atmosferę. Czuła się bezbronna, nieporadna. Była na przegranej pozycji, wszystko było postanowione. Z łatwością przyszło mu zakończenie, długoletniej, zażyłej, niepowtarzalnej znajomości. Nie miał wyrzutów? Niczego w tej chwili nie odczuwał? Jego lodowate serce, tak szybko pogodziło się z obecną sytuacją? Tak łatwo przyporządkowywał się wyższości? - Chyba, nic tu po mnie. - powiedziała półszeptem, smutkiem, wyczekując na jego reakcję. Inną, bardziej ludzką. Wymija go, z głową zwróconą w ciemny kąt pokoju. Dźwięk obcasów wdziera się w umysł. Pozostawia za sobą chmarę, zmieszanego zapachu ciężkich perfum i dymu papierosowego. Prycha, z widocznym rozbawieniem mówiąc: - Może jeszcze zaśpiewać? -  pospiesznie, drżącymi rękoma, wkłada pozostawione na fotelu rzeczy. Nie może trafić w zapięcie torebki. Wzdryga się na kolejny, coraz bliższy odgłos gwałtownej, letniej burzy. Z trudem powstrzymuje wybuch rozżalenia, histerii, rozpaczy? Unosi głowę, spogląda ostatni raz, specyficznie, dramatycznie: - Masz rację. Mogłam w ogóle nie wracać. Rozpłynąć się w powietrzu. Zniknąć. - niedbale poprawia włosy, zakłada torebkę na ramię. - Nie wiem czy będę w stanie... - przerywa. - Patrzeć na wasze bezgraniczne szczęście. Skoro tak szybko poukładałeś sobie życie, cóż mi do tego? Do czego jestem ci jeszcze potrzebna? - pytanie retoryczne,  rusza w stronę drzwi, głos drżał coraz mocniej. Zatrzymuje się jeszcze na chwilę: - Powodzenia na nowej, LEPSZEJ drodze życia. - wychodzi z pomieszczenia niespiesznie. Ma nadzieje, że ten zatrzyma ją, nakaże wrócić. Obróci wszystko w żart, będzie jak dawniej. Cudownie, błogo. Zaczyna padać deszcz, cóż za cudowna wiadomość! Łzy, zmieszają się z zimnymi kroplami. Ognista, zawsze lepiej smakowała w ponure dni.


Wszystko czego się obawiamy kiedyś nas spotka.
Milburga Dolohov
Zawód : łowczyni wilkołaków, muzyk, towarzyszka eskapad poszukiwawczych
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Podobno zło triumfuje, podczas gdy dobrzy ludzie nic nie robią.
Ale to nie prawda. Zło zawsze triumfuje!
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
możesz pozostawić puste
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t883-milburga-dolohov https://www.morsmordre.net/t1133-edgar#7523 https://www.morsmordre.net/t1130-nie-wygladam-dzis-przesadnie-ladnie#7494 https://www.morsmordre.net/f188-pokatna-13-13 https://www.morsmordre.net/t1132-milburga-dolohov#7519
Re: pokój na piętrze [odnośnik]27.09.15 0:07
Już od pierwszego momentu, kiedy ją dziś zobaczyłem, czułem jak coś wstępuje po karku i zaczyna wydawać mi polecenia. Moje obowiązki miały być takie istotne, miałem się im podporządkować i zapomnieć na dobre o tym, co dyktuje mi serce. Czy cokolwiek, co odpowiada za te porywy spontaniczności w moim pożyciu. Dlatego mówiłem, co powinienem, natomiast ona... nie rozumiała. Wolałem nie patrzeć, kiedy pośpiesznie chowała swe przedmioty do torebki, liczyłem nawet na to, że doceni moje starania. Gdybym chciał upokorzyć ją jeszcze mocniej, napawałbym się tym widokiem. Sęk w tym, że już chyba nie byłem do tego zdolny. Chciałem, żeby wyszła. Musiałem zapalić, upić się i zapomnieć. Każde ze słów, które dziś ją ugodziło, było wyćwiczone. Nie umiałem jednak przewidzieć tego, w jaki sposób będzie odbywało się to w prawdziwych warunkach, a nie w mojej łazience, kiedy patrzyłem w lustro i starałem się wypowiadać słowa powoli i bez emocji.
- Jeżeli przygotujesz coś odpowiedniego - przystałem na propozycję umilenia wieczoru, niby wiedziałem, że to było pytanie retoryczne, a jednak bałem się, że jeżeli zbyt dlugo będę milczeć, to uzna, że jednak wygrała, że nic się nie zmieni. Najchętniej chyba bym chciał tak postąpić, ale moim zadaniem było spłodzenie kolejnego spadkobiercy. Milburga nie nadawała się do tego z jednego powodu: była zbyt biedna. Czy jej ojciec dałby radę zaoferować mi to, co oferował stary Malfoy? Moje własne pieniądze wystarczyłyby nam, jestem tego świadom. Mogłem jej kupić każdą suknię, ale czy rzeczywiście chociaż raz którąś by ubrała? A co z towarzyskimi wieczorami, miałem chodzić tam z kimś, kto nosi spodnie? Nie sądzę, by Milburdze chociaż odrobinę odpowiadałaby taka sytuacja - w związku z tym, nie wiedziałem gdzie leży nasz problem? Ona nie chciałaby być na miejscu Megary, a ja nie miałem wpływu na to, że urodziłem się taki, a nie inny.
Zaskoczyły mnie jej słowa. Nawet nie wiem jak można z góry zakładać, że będę prawdziwie szczęśliwy. Zna mą narzeczoną? Wie o niej coś, czego ja jeszcze nie wiem? A może myśli, że chciałem tego mocno, oszalałem z miłości i stąd tak prędka decyzja o ślubie. Na pewno gdyby nie fakt, że Megara żyje na świecie tyle lat co ja znam Milburgę, to mógłbym się zakochać szalenie. Ale to jeszcze dziecko, widziałem jej twarz młodą. Nie znam jej ani trochę, jak w tej sytuacji zareagować na życzenia na nową drogę życia? Milczę.
Wtem wyszła z pokoju, a mi się wydało, że odeszła z mego życia. Wyszła, a ja wsadziłem papierosa w usta. Dłonie mi drżały, gdy wyjmowałem zapalniczkę, by podpalić końcówkę. Wdycham raz, drugi, nic nie pomaga, dłonie drżą mi mocniej. Nie mogłem zaprzeczyć ani jednej informacji, która padła w tym pokoju. Rzeczywiście się żeniłem, rzeczywiście musieliśmy przestać się widywać. A jednak kiedy wyszła, zrozumiałem, że mój los jest od dawna nią pokreślony i nieważne jak mocno bym się wzbraniał, nie uda mi się jej zapomnieć. Dlatego patrzę w drzwi i zaraz podchodze do okna. Przez zaparowane okna widzę, jak szamocze się sama ze sobą i wychodzi na deszcz. W samą porę burza ustąpiła i zastąpił ją sam deszcz. Słowa Milburgii odbijają się głucho po mojej głowie Powodzenia na nowej, lepszej drodze życia... Mogłam rozpłynąć się w powietrzu, zniknąć...Jestem ci wdzięczna, Deimosie... Ciskam połową papierosa w ziemię i z rozpędu kopię z całej siły kopię w fotel w którym siedziała, aż odleciał na drugi koniec pokoju i rozwalił się o ścianę. Memu wybuchowi agresji towarzyszył dźwięk straszliwy, którego nie miał prawa słyszeć nikt z żyjących. Gdyby zdarzyło mi się kiedyś wyjechać na Wschód i powtórzyć owy dźwięk, najpewniej płakaliby z dumy, że udało mi się osiągnąć ten stan, gdy ciało i dusza wracają do pierwocin. Podobno możliwe to jest przy wielkim skupieniu bądź w wielkich emocjach. Gdy więc z mojego życia odeszła Miblurga Dolohov, ja miałem dać się ponieść tym emocjom. Pierwszy krzyk brzmi czysto, mój zaś brzmiał jak ból. Fotel na którym siedziała chwilę temu, teraz leżał w kawałkach. I tak zniszczyła mu miękkie części, cóż więc po tych twardych. Jeżeli nie on, to kto pozostanie świadkiem tego, co się tu stało? Skrzaty? Ściany? Ależ oni nie mają prawa mówić. Jeden ze skrzatów za chwilę pojawi się w progu. Powiem mu "posprzątaj to kundlu" i wyjdę do biblioteki, bo tam pije mi się najwygodniej.

[koniec]
Deimos Carrow
Zawód : hodowca Aetonanów
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Zbliżysz się o krok, porachuję kości
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t791-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/t1114-napoleon#7239 https://www.morsmordre.net/t842-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/f115-north-yorkshire-dworek-w-marseet https://www.morsmordre.net/t3798-skrytka-bankowa-nr-228#70118 https://www.morsmordre.net/t1129-deimos-carrow#7491
pokój na piętrze
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach