Wydarzenia


Ekipa forum
Korytarz
AutorWiadomość
Korytarz [odnośnik]24.03.16 2:42
First topic message reminder :

Korytarz

Całe szczęście!, ten nadzwyczaj paskudny okres, podczas którego większość pomieszczeń była na tyle przepełniona pacjentami, że łóżka stawiano właśnie na korytarzach, już się skończył. Pozostały po nim jednak dosyć wyraźne ślady w postaci powycieranej gdzieniegdzie drewnianej podłogi, zarysowań i obdrapań na ścianach w miejscach, gdzie kończą się powierzchnie pomalowane farbą olejną, a zaczynają te pociągnięte tylko najzwyklejszą, białą farbą łuszczącą się pomiędzy drzwiami prowadzącymi do poszczególnych sal. Dźwięk kroków niesie się tutaj głośnym echem, a stukot wszelkiego rodzaju próbek, pojemniczków na maści czy eliksiry praktycznie nie milknie. Jeśli nie chcesz, by złapał Cię ból głowy, lepiej zwyczajnie jak najszybciej przenieś się w inne miejsce.
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : -
Wiek : -
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Korytarz - Page 3 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Korytarz [odnośnik]11.01.18 12:24
Lucinda wiedziała, że budzi sporo kontrowersji swoją osobą. Nie było tak, że całkowicie miała to gdzieś i jej to w ogóle nie przeszkadzało. Była rodzinną osobą chociaż rodziny wybrać sobie nie mogła. Nie zawsze zgadzała się ze swoimi rodzicami czy dziadkami. Nie znała ludzi, którzy żyliby w całkowitej zgodzie ze swoimi bliskimi. To przecież było niemożliwe… wszyscy byli tylko ludźmi. Przyczyny, które skłoniły Selwyn nawet do przeprowadzki były o wiele bardziej skomplikowane niż inni mogli się tego spodziewać, ale nie lubiła nigdy rozmawiać o sobie. Choć naprawdę zdarzało się, że słowa jej rodziny czy znajomych ją dotykały to raczej nie okazywała tego jakoś jawnie. Dużo nosiła w sobie. Często nawet za dużo. To była cecha Selwynów, którą przyjmowała na siebie z pocieszeniem. Nazywano ich w końcu bardzo różnie; zaczynając od zdrajców i kłamców po życzliwych i ciepłych. Prawda leżała jak zwykle pośrodku. Jej brat przyjmował wiele cech jej rodziny, których ona zbytnio nie popierała, jej siostra… była częściej Nottem niż Selwynem choć już teraz po ślubie prawdopodobnie i to się zmieniło. Blondynka po prostu była sobą. Nie mogła powiedzieć, że któraś ze stron określała ją bardziej, ale to ukrywanie własnych uczuć i emocji pod maską uśmiechu należało do jej rodziny i często ściągało ciężar z jej ramion, które nie była w stanie dłużej już nosić. Szpitale miały to do siebie, że budziły w człowieku emocje albo pozytywne albo negatywne. Nie znała nikogo kto by do szpitala szedł z myślą „a co mi tam”. Wiele osób naprawdę lubiło te białe ściany, zapach czystości i leków. W swojej rodzinie nawet miała członków, którzy najchętniej przywiązaliby alchemika i uzdrowiciela do siebie i nosili w każde miejsce. Hipochondria to bardzo zła choroba i dotykała nawet tych szlachetnie urodzonych. Ona była z tych, którzy wiedząc, że szpital znajduje się po drugiej stronie ulicy woleli zrobić bardzo duże kółko. Nie wiedziała skąd się to w niej wzięło bo jako małe dziecko nigdy nie chorowała. Uzdrowiciel jeżeli w ogóle ją odwiedzał to tylko po to by sklejać jej połamane kości i to tak by nikt się nie dowiedział, że Lucinda Selwyn kolejny raz spadła z drzewa próbując zdobyć jego szczyt. Kobieta uśmiechnęła się delikatnie trochę się już rozluźniając. Nic nie mogła poradzić na to, że to miejsce przyprawiało ją o niemiły zawrót głowy, a nawet duszności. Słysząc słowa kuzynki pokiwała głową. - Anomalie wielu osobom dały w kość, ale na szczęście ja jeszcze nie zaliczam się do tych osób. - powiedziała dokładnie ważąc słowa. Dodając „jeszcze” wolała przygotować się na taką ewentualność. Już niejednokrotnie zaskakiwała się w negatywny sposób kiedy coś po prostu docierało do niej z opóźnieniem. - Naprawdę nawet nie wiesz jak jej tego współczuje. Nie tylko szpitala, ale tej choroby. To musi być straszne nie tylko dla niej, ale i dla was. Dobrze, że medycyna jest twoją smykałką, zawsze to lepiej. - powiedziała choć wierzyła, że nie w samej medycynie to wszystko leży, a w zasobach kobiety. W jej sile i determinacji; to było godne podziwu i właśnie to Lucinda robiła. - Przedmiot? - zapytała zaciekawiona. - Mam chwile czasu więc mogę na to teraz spojrzeć. Tutaj już i tak niczego dzisiaj nie załatwię. - dodała jeszcze z uśmiechem.


Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Lucinda Hensley
Lucinda Hensley
Zawód : łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
Wiek : 28
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Zaręczona
hope for the best, but prepare for the worst
OPCM : 44 +1
UROKI : 30 +7
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej
Korytarz - Page 3 Tumblr_on19yxR5PA1tj4hhyo2_500
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-selwyn https://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f104-szkocja-kres-w-john-o-groats https://www.morsmordre.net/t4137-skrytka-bankowa-nr-806#82308 https://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
Re: Korytarz [odnośnik]11.01.18 19:19
Jocelyn też nie zawsze zgadzała się z bliskimi, choć nie posuwała się też do otwartego buntowania się. Gdy w młodszym wieku próbowała czasem postawić na swoim, matka potrafiła umiejętnie wzbudzić w niej wyrzuty sumienia i tym sposobem Josie sama szybko wracała na odpowiednią drogę i przez lata pozwoliła na to, by Thea i jej wychowanie wywarły wpływ na jej osobę. Tak naprawdę wciąż poszukiwała prawdziwej siebie i nie była pewna tego, jaka jest ta prawdziwa ona i jakie jest jej miejsce w świecie. Czy miała być Theą Vane w miniaturze, stworzoną do tego by zostać damą i spełnić aspiracje matki? Czy może miała jednak podążyć ścieżką ojca i zostać uzdrowicielką? Póki co starała się łączyć w sobie obie te drogi – poszerzała horyzonty i szkoliła się na uzdrowicielkę, jednocześnie zajmując się odpowiednio kobiecymi rzeczami i nie odrzucając od siebie myśli o kobiecych obowiązkach, które miała w przyszłości spełnić. Może prawdziwa ona miała być właśnie syntezą tych dwóch różnych światów, na styku których dorastała, będąc częścią obu i jednocześnie nie będąc w pełni w żadnym z nich?
Lucinda, choć mogło by się zdawać że powinna w pełni należeć do jednego świata, tak naprawdę jawiła się Josie jako osoba która też balansuje na cienkiej granicy między oczekiwaniami rodziny a własnymi pragnieniami. Po które miała odwagę sięgnąć, o czym świadczyła wyprowadzka i jej zawód. Miała w sobie odwagę, której nie miała Jocelyn. Ale i tak Josie o wielu motywacjach kuzynki nie wiedziała, mogąc się tylko zastanawiać, co sprawiło, że podjęła takie a nie inne decyzje.
- Oby tak zostało – powiedziała, choć tak naprawdę żadna nie wiedziała, co przyniesie przyszłość i czy któraś z nich nie padnie jeszcze ofiarą anomalii. Josie już padła, tamtej nocy na przełomie kwietnia i maja. To było na tyle jeśli chodzi o poważniejsze anomaliowe wypadki, ale parę razy zdarzyło jej się doświadczyć drobnych zranień i słabości podczas rzucania zaklęć. – Życie z chorobą genetyczną nie jest łatwe. Z pewnością sama co nieco o tym wiesz. I wie moja matka, tak samo jak wie o tym, że... nie zostało jej wiele... czasu. – Przez jej twarz przemknął cień. Wiedziała o tym, a także sama matka i reszta ich rodziny, że Thea miała przed sobą prawdopodobnie jeszcze kilka lat, ale jej choroba zaczęła postępować coraz szybciej i było pewne że starości nie dożyje. Zbliżała się już do sześćdziesiątego roku życia i i tak można uznać, że miała szczęście, że większość swoich lat przeżyła we względnej sprawności, może tylko z okazjonalnymi niedomaganiami. I z ciążącym nad nią wyrokiem, choć to dotyczyło większości chorych genetycznie, bo wielu z nich umierało młodo. Ale Thea i tak zawsze uważała swoją chorobę za największą życiową tragedię która odebrała jej wymarzoną przyszłość, co zawsze kładło się długim cieniem na życiu jej dzieci. I choć bliźniaczki Vane były (jak dotąd) zdrowe, dorastały naznaczone piętnem choroby matki, która pragnęła by były tym czym jej nie było dane. Teraz, gdy choroba coraz bardziej się nasilała, wzrośnie także presja wywierana na dziewczęta.
- Jakoś sobie radzimy – powiedziała po chwili. Choć Josie i Iris były w grupie ryzyka, się funkcjonować normalnie i korzystać z życia. – Jesteśmy do tego przyzwyczajone, więc nie jest to dla nas żadna nowa myśl. A to, że szkolę się na uzdrowicielkę na pewno pomaga w radzeniu sobie z chwilami kryzysu, zwłaszcza gdy ojca akurat nie ma w domu... Choć moja matka wolałaby żebym zajęła się czymś bardziej... kobiecym. Nadal nic się nie zmieniło w tym względzie.
Pewnie obie regularnie słyszały uwagi na temat swoich zajęć. Westchnęła tylko, po czym skinęła na Lucindę, zachęcając do tego, by obie udały się do najbliższego kominka podłączonego do sieci Fiuu.
- To stary naszyjnik, należał do pamiątek z młodości mojej matki. Jako Selwyn może będziesz wiedziała, jak się z nim obchodzić. Może to tylko anomalie zepsuły jakieś nałożone na niego zaklęcie? – To było całkiem prawdopodobne, ale sama się na tym nie znała. Zastanawiający był też fakt że matka pozwoliła, by cenna pamiątka z jej przeszłości leżała na strychu; Thea uwielbiała w swojej sypialni otaczać się przedmiotami z tego lepszego życia, które przypominały jej że kiedyś była kimś.
Dotarły do kominka.
- Wiesz, jak do nas trafić, prawda? – zapytała, biorąc garść proszku Fiuu i wrzucając go w płomienie, które przybrały zielony kolor. Po chwili weszła w nie, wypowiadając swój adres, i nagle zniknęła, przenosząc się do swojego domu, gdzie czekała na Lucindę.

| zt. x 2



Zamknięci w ramach schematówPamiętajmy, by nie zgubić siebie.

Jocelyn Vane
Jocelyn Vane
Zawód : Stażystka uzdrowicielstwa
Wiek : 20
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
,,,
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4647-jocelyn-vane https://www.morsmordre.net/t4674-poczta-jocelyn https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f316-maxwell-lane-84 https://www.morsmordre.net/t4747-skrytka-bankowa-nr-1200 https://www.morsmordre.net/t4675-jocelyn-vane
Re: Korytarz [odnośnik]08.07.24 11:34
1 sierpnia
Ten dzień w pracy nie był szczególnie zły. Mieli odrobinę mniej pracowników niż powinni, podobno się rozchorowali ale nie ważne kogo spytała to nie potrafił jej powiedzieć czy to prawda. Nie zdziwiłaby się gdyby właśnie próbowali dostać jakiś eliksir na kaca po zbyt radosnym świętowaniu. Świętowaniu czego? Nie wiedziała jednak w takich czasach warto było świętować każdy przeżyty dzień jeśli nawet ministrowie magii zmieniali się w tak zastraszającym tempie. Już od początku zmiany miała pełne ręce roboty a notesik w którym spisywała zalecenia lekarzy oraz to co było im na tą chwilę potrzebne był już przepełniony. Kręciła się od sali do sali, niekiedy także schodząc na niższe piętra by spytać o składniki bądź już gotowe eliksiry i maści które były akurat potrzebne. Nie raz czy dwa w ciągu całych dwunastu godzin zmiany potrzebowała samej zatrzymać się w jednej z pracowni by uwarzyć odpowiedni eliksir lub upewnić się że składniki nie są przeterminowane i dobrze trzymane. Jeszcze tego brakowało żeby podała pacjentowi eliksir który był niepoprawnie datowany i wywoła jakąś reakcję na którą nie byli teraz gotowi. Podobał jej się ten dzień, mimo zmęczenia które starała się zatrzymać z pomocą kubka kawy... no tak naprawdę już czwartego ale czy to było ważne? Kawa w pracy była prawdziwą lurą jednak spełniała swoje zadanie, po wypiciu kawy trzeba było się napić wody, wziąć cukierka i wszystko było wspaniale! W pomieszczeniu pielęgniarek munga, usłyszała że nie tylko niektórzy asystenci nie stawili się na zmianę, choć ci chociaż wysłali sowę z wiadomością, że nie dadzą rady dotrzeć do pracy dzisiejszego dnia. Dwójka lekarzy z tej zmiany także nie stawiła się w pracy, od nich jednak nie było żadnego znaku życia, podobno próbowali powiadamiać listownie pacjentów umówionych na wizytę z nimi. Podczas tej rozmowy przypomniała sobie o kobiecie którą widziała w korytarzu rano, czy nadal tam siedziała? Z ciekawości poszła to oczywiście sprawdzić, przecież jeśli ona tutaj siedzi a lekarza nie ma to właśnie zmarnowała połowę dnia siedząc tutaj i tylko patrząc się w ścianę. Niestety kobieta dalej tam była, westchnęła po czym poprawiając fartuch podeszła do niej z delikatnym, ciepłym uśmiechem na ustach.
-Proszę wybaczyć, do którego uzdrowiciela pani czeka?- Spytała spokojnie, starając się nie ukazywać jak bardzo zirytowana jest pracownikami izby przyjęć. Musieli ją tu przecież wysłać, bez tego nie mogłaby tu siedzieć, chyba że znowu nie zwrócili uwagi na to, gdzie kto się kręci.



Ostatnio zmieniony przez Wisteria Baudelaire dnia 09.07.24 23:46, w całości zmieniany 1 raz
Wisteria Baudelaire
Wisteria Baudelaire
Zawód : alchemik, pomoc w mungu
Wiek : 20
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
She's flowers and fire
OPCM : 0
UROKI : 5
ALCHEMIA : 15+2
UZDRAWIANIE : 5+2
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0+1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Półwila

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t12419-wisteria-beatrice-baudelaire https://www.morsmordre.net/t12421-wisteria#382427 https://www.morsmordre.net/t12423-wisteria-baudelaire#382429 https://www.morsmordre.net/f474-greater-london-woolwich-nichtingale-21 https://www.morsmordre.net/t12424-skrytka-nr-2741#382434 https://www.morsmordre.net/t12422-wisteria-beatrice-baudelaire#382428
Re: Korytarz [odnośnik]09.07.24 0:29
Dzisiejszy dzień poświęcony był na wycieczkę do Londynu. Chciała załatwić kilka zobowiązań, a przede wszystkim odwiedzić swojego uzdrowiciela. Wizyta była zaplanowana z dużym wyprzedzeniem. W końcu nie chorowała od dziś. Potrzebowała standardowo skontrolować stan choroby oraz wyłudzić kolejne recepty. Była trochę zaniepokojona tym, że na grzebieniu znajdowała nieco więcej swoich włosów niż kwartał temu ale prawdą też było, że się ostatnimi czasy przepracowywała. Wojna i tak nadwyrężała jej grafik. Już praktycznie udało jej się dostosować do tego zawrotnego tempa, a tu jednak znów obroty zostały podkręcone przez nową panikę i niepokoje wśród ludzi. Nie stresowała się, lecz zdecydowanie odmawiała sobie odpowiedniej ilości snu by jakoś dopinać grafik na dany dzień.
Nie śpieszyło jej się nigdzie więc siedziała grzecznie na korytarzu przed gabinetem. Miała granatową spódnicę i wierzchnią cześć szaty w tym samym kolorze. Na głowie miała dopasowany kapelusz z bażancim piórkiem. Na kolanach trzymała skórzaną aktówkę. Nie poganiała nikogo i cierpliwie czekała. Zdawała sobie sprawę, że szpitale były niewydolne. Nie zaskoczyło jej więc kiedy po godzinie, a nawet czterech nie spotkała swojego uzdrowiciela prowadzącego. Zdążyła już przeczytać nowe wydanie Czarownicy, proroka oraz Horyzonty Magii - te ostatnie czasopismo włożyła z powrotem do aktówki chwilę przed tym, jak zaczepiła ją młoda blondynka. Sprawiała wrażenie uprzejmej.
- Patricka Moribunda - wyjawiła z uprzejmością - Ja wiem, że może być zajęty. Teraz są takie czasy... - okazała zrozumienie i współczucie dla wszystkich pracujących w służbie zdrowia - Przychodzę do niego od wielu lat i widzimy się zawsze na początku miesiąca. Jestem przyzwyczajona, że czasem muszę trochę dłużej poczekać więc tak też tutaj sobie trwam - wymusiła uśmiech wyjaśniając nieco więcej szczegółów kładąc nacisk na staż współpracy z wymienionym z imienia i nazwiska specjalistą - wizyta miała charakter standardowej kontroli. Zakłopotała się po chwili mając w głowie nieco dziwny pomysł - czy Pana Moribunda miałoby dziś nie być...? Nie otrzymałam żadnej sowy o odwołaniu wizyty - spytała niepewnie z lekkim niedowierzaniem.
Riana Vane
Riana Vane
Zawód : Naukowiec
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 2
UROKI : 1 +1
ALCHEMIA : 3
UZDRAWIANIE : 9 +2
TRANSMUTACJA : 20 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarownica
 Nie cofa się, kto się związał z gwiazdami.
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t12235-riana-vane https://www.morsmordre.net/t12242-herezja https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f463-lancashire-forest-of-bowland-magiczna-pracownia-rezonans https://www.morsmordre.net/t12244-skrytka-bankowa-nr-2629#376857 https://www.morsmordre.net/t12243-riana-vane#376856
Re: Korytarz [odnośnik]09.07.24 12:53
Uśmiech z twarzy Wisteri lekko się poszerzył kiedy kobieta zaczęła tłumaczyć swoją aktualną sytuację. Nie chciała jej przerywać, zwłaszcza, że informacje które właśnie jej przekazywała mogły być bardzo przydatne podczas pomocy jej. Brunetka wydawała się chyba dopiero teraz dostrzegać, że nawet jak na standardy Munga wizyta powinna się już odbyć. Morcibund? Oh tak! Teraz skojarzyła nazwisko z uzdrowicielem któremu co jakiś czas pomagała, w sumie jak połowie z nich. Była tu praktycznie od wszystkiego, no dobrze, recept wydawać nie mogła ale to nigdy jej nie przeszkadzało. Uzdrowiciel był jednak tym który nie dal żadnego znaku życia od poranka, miała nadzieję że nie stało mu się coś złego. Był dobrym specjalistą, oby tylko się zapił i miał kaca. Choć i wtedy powinien dostać pogadankę i to porządną! Praktycznie stała pacjentka a ten musiał wybrać sobie akurat ten dzień na zniknięcie. Może by mu tak wysłać wyjca? Jeśli miałby kaca, byłaby to odpowiednia kara jeśli już nie dorwał eliksiru na kaca.
-Muszę z przykrością poinformować że pan Moribund nie zjawił się na dzisiejszej zmianie. Myśleliśmy że wysłaliśmy sowy do wszystkich pacjentów którzy mieli się dzisiaj stawić, proszę wybaczyć za pomyłkę- Skłoniła głowę niżej, lekko pochylając się do przodu podczas gdy uśmiech znikł z jej twarzy. Musiała wymyślić co takiego by tu teraz zdziałać. Nie wiedziała czy jeszcze jakiś specjalista był wolny o tej porze oraz nie wiedziała jaki eliksir musi przyjmować kobieta oraz w jakiej dawce. Musiałaby zerknąć do jej karty pacjenta by się tego dowiedzieć a to było poza jej możliwościami. Chyba że zaczepi jakiegoś z starszych uzdrowicieli... wtedy mogłoby się to udać.
-Chce pani spróbować dostać się do innego uzdrowiciela? Mogę popytać czy któryś przyjmie jeszcze kogoś dzisiaj- Zaproponowała prostując się i patrząc na kobietę z zainteresowaniem. Teraz była to już tylko decyzja kobiety jak to załatwią. Mogła pójść przecież do izby przyjęć, umówić się na inny dzień lub pozwolić jej działać. Opcją było też wylanie całej frustracji na nią, kobieta nie wydawała się być taką osobą jednak nadal trzeba było uważać.
Wisteria Baudelaire
Wisteria Baudelaire
Zawód : alchemik, pomoc w mungu
Wiek : 20
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
She's flowers and fire
OPCM : 0
UROKI : 5
ALCHEMIA : 15+2
UZDRAWIANIE : 5+2
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0+1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Półwila

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t12419-wisteria-beatrice-baudelaire https://www.morsmordre.net/t12421-wisteria#382427 https://www.morsmordre.net/t12423-wisteria-baudelaire#382429 https://www.morsmordre.net/f474-greater-london-woolwich-nichtingale-21 https://www.morsmordre.net/t12424-skrytka-nr-2741#382434 https://www.morsmordre.net/t12422-wisteria-beatrice-baudelaire#382428
Re: Korytarz [odnośnik]09.07.24 23:26
- Och, nic się nie stało - nie przeszkadzało jej, że została pominięta. Nie wykluczała opcji, że gdzieś się zawieruszyła w tej codziennej. Otrzymywała bardzo dużo piśmiennych zleceń - możliwe, że nie zauważyłam korespondencji. Otrzymuję jej bardzo dużo. Wiadomo jednak, dlaczego się nie zjawił? To coś poważnego...? - zmarszczyła czoło bo... No bo to w sumie pierwszy raz kiedy taka sytuacja miała miejsce. Uzdrowiciel u którego się leczyła był bardzo słowny i rzetelny - To w sumie pierwszy raz od...właściwie prawie dekady, kiedy okazuje się, że wizyta zostaje odwołana. Do tego w takich okolicznościach - była zaniepokojona. Nie uważała tego uzdrowiciela za przyjaciela ale cóż. To trochę tak, jakby okazało się, że ulubione ciasteczka które jadasz na śniadanie od dziesięciu lat zostały wycofane z dnia na dzień. Wyparcie i niedowierzanie są naturalną reakcją. Vane nie była inna.
- Cóż, wolałabym nie. Pan Moribund prowadzi mnie długo, jest ze wszystkim zapoznany... Wie Pani, wolałabym pominąć konieczność tłumaczenia się i tych wszystkich podstawowych badań - nie lubiła opowiadać o szczegółach swojej choroby, przechodzić przez wspomnienia raz jeszcze po to by skorzystać jednorazowo z ekspertyzy innego lekarza - Nie wiadomo może czy Pan Moribund będzie później lub jutro...? Jeżeli jest możliwość wolałabym zachować ciągłość współpracy - była skora do zmian, lecz nie w momencie kiedy nie były wymagane. Co jak nowy lekarz zachce coś eksperymentować? Albo jeżeli się okaże że obecny lekarz źle ją leczył? Szczerze mówią wolałaby o tym się nie dowiadywać. Jeżeli jest źle ale stabilnie to brzmiało to całkiem dobrze. Taki stan był wskazany - Byłaby Pani wstanie się może dowiedzieć...? - postanowiła napierać na młoda czarownicę robią zatroskaną minę. Uważała, pewnie jak każdy pacjent, że skoro tu pracuje to ma dostęp do jakiejś tajemnej wiedzy w jakieś tajemnej kanciapie uzdrowicieli po wejściu której doznaje się olśnienia. W tym momencie czarownica byłaby bardziej niż szczęśliwa, gdyby młoda blondyneczka zechciała z niej skorzystać.
Riana Vane
Riana Vane
Zawód : Naukowiec
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 2
UROKI : 1 +1
ALCHEMIA : 3
UZDRAWIANIE : 9 +2
TRANSMUTACJA : 20 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarownica
 Nie cofa się, kto się związał z gwiazdami.
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t12235-riana-vane https://www.morsmordre.net/t12242-herezja https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f463-lancashire-forest-of-bowland-magiczna-pracownia-rezonans https://www.morsmordre.net/t12244-skrytka-bankowa-nr-2629#376857 https://www.morsmordre.net/t12243-riana-vane#376856
Re: Korytarz [odnośnik]11.07.24 1:38
Wisteria uśmiechnęła się lekko, starając się dodać pacjentce otuchy, choć w głębi duszy czuła narastającą irytację. Pan Moribund zawsze był niezawodny, a jego nagłe zniknięcie wprowadzało chaos. Starała się nie dać tego po sobie poznać.
-Co do pana Moribunda, niestety, nie znam dokładnych szczegółów jego nieobecności- powiedziała spokojnym tonem. W głowie miała wir różnych scenariuszy, żaden jednak nie tłumaczył tej nagłej absencji. Skupiała się na tym, by pacjentka nie odczuła jej irytacji. Widząc zaniepokojenie na twarzy pacjentki, skinęła głową, dając do zrozumienia, że rozumie jej obawy. Wzięła głęboki oddech, starając się zachować spokój. Zrobiła krok w stronę drzwi, ale zatrzymała się na moment.
- Proszę mi dać chwilę, postaram się skontaktować z innymi uzdrowicielami i dowiedzieć się, co dokładnie się stało. W międzyczasie, jeśli potrzebujesz jakiejkolwiek pomocy, jestem tutaj- Z tymi słowami ruszyła w stronę biura, Jej kroki były szybkie i pewne, myśli wypełniała frustracja. W biurze natychmiast podeszła do koordynatora dyżurów. Przeszukiwał swoje notatki, ale nie znalazł żadnej informacji od Moribunda. Westchnęła i przeszła do kolejnego biura. Starsza uzdrowicielka podniosła wzrok znad dokumentów, ale i ona nie miała żadnych wieści o Moribundzie. Wisteria przemierzała korytarze szpitala, zaglądając do kolejnych biur i pytając innych uzdrowicieli. Każda rozmowa przynosiła podobne rezultaty - nikt nie wiedział, gdzie jest uzdrowiciel. Wszyscy wzruszali ramionami, niepewni, co się mogło stać. Zdeterminowana, skierowała się do dr. Liddella, jednego z najbardziej doświadczonych uzdrowicieli. Jego twarz wyrażała zmęczenie, ale i on nie miał żadnych informacji o Moribundzie. Czuła, że sytuacja staje się coraz bardziej frustrująca. Nikt nie miał żadnych informacji. Wróciła do Vane, czując narastającą frustrację. Jak przekazać te wieści?
-Niestety, nie udało mi się dowiedzieć, co dokładnie stało się z panem Moribundem. Nikt w szpitalu nie ma żadnych informacji o jego miejscu pobytu ani o powodach jego nieobecności- Postawiła na szybkie ściągnięcie tego plastra? Chyba tak na to wołali mugole? Całkiem zabawne stwierdzenie na które natknęła się w książce. W ten sposób kobieta powinna szybciej zrozumieć iż nikt nie wie co się dzieje z jej uzdrowcielem prowadzącym.
Wisteria Baudelaire
Wisteria Baudelaire
Zawód : alchemik, pomoc w mungu
Wiek : 20
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
She's flowers and fire
OPCM : 0
UROKI : 5
ALCHEMIA : 15+2
UZDRAWIANIE : 5+2
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0+1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Półwila

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t12419-wisteria-beatrice-baudelaire https://www.morsmordre.net/t12421-wisteria#382427 https://www.morsmordre.net/t12423-wisteria-baudelaire#382429 https://www.morsmordre.net/f474-greater-london-woolwich-nichtingale-21 https://www.morsmordre.net/t12424-skrytka-nr-2741#382434 https://www.morsmordre.net/t12422-wisteria-beatrice-baudelaire#382428
Re: Korytarz [odnośnik]11.07.24 22:16
W porządku. Będę wdzięczna. poczekam tutaj - uśmiechnęła się anielsko niewinnie poruszając rzęsami. Vane na co dzień pracowała z klientem i wiedziała, jak kłopotliwi potrafili być. Mało tego - jej rodzice prowadzili klinikę więc namolni pacjenci również potrafili zachodzić za skórę. Te wszystkie doświadczenia nie przeszkadzały jednak Rianie w tym by w tym momencie strugać wyjątkowo odporną na zbywanie interesantkę. Być może powinna zgodzić się na to by jakikolwiek inny uzdrowiciel się nią zająć, lecz ku nieszczęściu młodej stażystki postanowiła być uparta i dociekliwa. Najgorzej. Starsza czarownica nie czuła też wyrzutów sumienia bo w zasadzie po prostu chciała wiedzieć uważając, że jakiekolwiek wyjaśnienia trochę się należą. Bo jeżeli była to pojedyncza sytuacja to pal licho, lecz jeżeli miałaby się powtarzać co miesiąc bo lekarza postanowił przejść na przedwczesną emeryturę to był to kłopot. Powinna wówczas zabrać się za rozeznanie wśród innych uzdrowicieli. Na pewno nie zamierzała pozwolić zadecydować o tym przypadkowi.
Widząc jak młoda dziewczyna wraca wstała z siedzenia poprawiając na ramieniu aktówkę. Spodziewała się jakichkolwiek informacji, lecz trochę najwyraźniej się przeliczyła. Było to dla niej nieco niezrozumiałe. Do tego uprzejma dotąd dziewczyna wydawała się być tym razem nieco zirytowana. Na czole Riany pojawiły się ofensywne zmarszczki.
- Przepraszam, lecz nie jestem pewna czy dobrze zrozumiałam... Od ponad dziesięciu lat pod tym dachem pracuje specjalista, który nagle nie stawił się do pracy i nikt od rana nie docieka i nie wiadomo dlaczego i czy właściwie będzie jutro...? - recytowała metodycznie oraz spokojnie, lecz to tylko podkreślało absurd sytuacji - Niewiarygodne... - skomentowała już bardziej do siebie - Proszę mi wybaczyć, Pani jest widzę młoda i pewnie niedługo tu Pani pracuje ale sama Pani rozumie... - nie chciała by dziewczyna odebrała jej skargę personalnie, lecz Vane też była rozdrażniona całą sytuacją.
- Jest może możliwość otrzymania prywatnych danych kontaktowych do Pana Moribunda, czy kontaktować mogę się z nim wyłącznie przez placówkę która go zgubiła? - dopytała mając na myśli oczywiście Munga. Osobiście ceniła sobie rozdzielanie pracy od życia prywatnego. Zawsze jak się z nim umawiała sowę posyłała na adres jego gabinetu ale najwyraźniej by czegokolwiek się dowiedzieć musiała wziąć sprawy w swoje ręce ale czy będzie to możliwe...?
Riana Vane
Riana Vane
Zawód : Naukowiec
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 2
UROKI : 1 +1
ALCHEMIA : 3
UZDRAWIANIE : 9 +2
TRANSMUTACJA : 20 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarownica
 Nie cofa się, kto się związał z gwiazdami.
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t12235-riana-vane https://www.morsmordre.net/t12242-herezja https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f463-lancashire-forest-of-bowland-magiczna-pracownia-rezonans https://www.morsmordre.net/t12244-skrytka-bankowa-nr-2629#376857 https://www.morsmordre.net/t12243-riana-vane#376856

Strona 3 z 3 Previous  1, 2, 3

Korytarz
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach