Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Wnętrze księgarni

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 5, 6, 7 ... 11 ... 16  Next
AutorWiadomość
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Wnętrze księgarni   26.03.15 20:16

First topic message reminder :

Wnętrze księgarni

Księgarnia Esy i Floresy to miejsce, w którym miłośnik literatury poczuje się jak w prawdziwym raju. W głównej sali Esów mieszczą się część z ladami sprzedażowymi uwalanymi wiecznie książkami oraz wyspy z księgami wystawionymi w promocji. To tutaj odbywają się również recytacje literackie oraz spotkania ze sławnymi pisarzami świata magicznego. Oprócz podręczników szkolnych i specjalistycznych ksiąg (od eliksirów i magii obronnej, po poradniki radzące, jak wypędzić gnomy z ogrodu lub umówić się na randkę z wilą - według autora, wystarczy pięć prostych kroków), znajdują się tam regały zastawione awanturniczymi powieściami przygodowymi, a nawet komiksami. W Esach i Floresach panuje cisza i porządek, a poszukiwane książki znajdziesz nawet bez pomocy usłużnego sprzedawcy. W dziale uroków są wyłącznie tomy z zaklęciami "na wrogów", pod hasłem "historia" odnajdziesz jedynie woluminy traktujące o wiekach minionych. Dla osoby mugolskiego pochodzenia dziwne może wydawać się wypełnianie półek książkami bez słów, tomikami wielkości znaczków pocztowych, czy uzbrojonymi w olbrzymie zębiska, lecz taka jest czarodziejska literatura - ma trafić w gusta nawet najbardziej wymagającego konesera.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Colin Fawley
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://morsmordre.forumpolish.com/t592-colin-fawley http://morsmordre.forumpolish.com/t1184-poczta-kociarza-colina https://www.morsmordre.net/t2648-ten-smaczniejszy-wafelek http://morsmordre.forumpolish.com/f123-inverness-stuart-street http://morsmordre.forumpolish.com/t1185-colin-fawley
Właściciel Esów&Floresów i własnej sieci ksiegarni
36
Szlachetna
Kawaler
Zasada pierwsza: nie angażować się
9
9
0
0
1
2
0
5
Czarodziej
A co, jeśli wszyscy żyjemy w świecie, który nie ma końca?

PisanieTemat: Re: Wnętrze księgarni   27.08.15 21:37

Głupie potworki nie chciały za nic odpuścić i im bardziej machał przed twarzą poduszką, oczywiście jak przystało na dżentelmena chroniąc również w miarę możliwości swoją towarzyszkę, tym mocniej i zawzięciej atakowały ich te małe paskudy. Na szczęście dwie z nich na chwilę zostały wyeliminowane z gry, a Nev też radziła sobie nie najgorzej - bo gdyby było inaczej, to chyba nie kontynuowałaby rozmowy, tylko zwiała czym prędzej z gabinetu, prawda?
- To nie był mój pomysł, by pakować je między poduszki - wyjęczał, stękając głośno gdy jego starowite kości chrupnęły nieprzyjemnie, kiedy machnął znów poduszką. - Ale zaręczam, że wywalę ją na śmietnik, gdy tylko uda się nam opanować sytuację.
Przezornie zrobił krok w stronę dziewczyny, bo we dwójkę było im zdecydowanie łatwiej się bronić, niż samemu i spojrzał szybko w stronę drzwi. Byłoby cudownie, gdyby ten pracownik idiota, który wpakował ich w to bagno, raczył się teraz pojawić i wszystko naprawić, ale drzwi stały niewzruszone i nic nie wskazywało na to, by miały się otworzyć. Zresztą, po co miał czekać na zbawienie z zewnątrz, skoro sam się mógł o nie zatroszczyć? Wymacał ręką klamkę, skądinąd lodowato zimną, jakby w gabinecie właśnie zapadła jakaś arktyczna temperatura i nacisnął ją mocno, by otworzyć drzwi i jak najszybciej wydostać się na zewnątrz.
Colin spodziewając się jakiegoś większego oporu, naparł na nie mocno, naciskając jednocześnie klamkę i chwilę później wyrżnął jak długi na korytarzu, wzbijając wokół siebie kurz z podłogi*. Wyciągnął nos z twardych desek, pocierając go sobie i cicho jęknął, gdy poczuł nieprzyjemny ucisk. Znokautowany przez własną podłogę, będzie miał co opowiadać wnukom. Spojrzał jeszcze przez otwarte drzwi do wnętrza gabinetu, szukając wzrokiem Nev.


*Kama pozwoliła wyjść :v


Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wnętrze księgarni   29.08.15 0:18

Colin postanowił pozostawić damę w opałach samą na placu boju. Porzucił także swoją śmiercionośną broń, jaką była poduszka i dał nura za drzwi. Trochę przesadził jednak z zapałem, co objawiło się stłuczonymi kolanami oraz obitymi łokciami. Bachanki zaniechały jednak pościgu znajdując sobie cel znacznie wdzięczniejszy, bo stojący w miejscu.
Szczęście ma to do siebie, że opuszcza nas w najmniej oczekiwanym momencie, by swoim powrotem zupełnie nas zaskoczyć. Nie inaczej zdarzyło się w Esach i Floresach. Rzucone zaklęcie objęło wszystkich latających przeciwników. Bachanki zwolniły swój szaleńczy lot. Nevarel miała czas, by dołączyć do swojego kompana niedoli, a kto wie, może nawet zatańczyć rumbę? Pieczenie rany jednak nagle nasiliło się, przed oczami pojawiły się mroczki, a Potworna Księga Potworów ruszyła w jej stronę. Schowana pod biurkiem uniknęła zaklęcia. Dziewczyna poczuła się słabo, a jej oko zapłonęło pulsującym bólem. Jakby coś sobie w nie wsadziła. Książka natomiast zdawała się całkowicie zdrowa. Ruszyła na swoją ofiarę złowrogo kłapiąc okładkami.


Powrót do góry Go down
Nevarel Carter
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://morsmordre.forumpolish.com/t755-nevarel-carter http://morsmordre.forumpolish.com/t786-amor#3125 http://morsmordre.forumpolish.com/t787-nevarel-carter#3129 http://morsmordre.forumpolish.com/f117-west-country-dolina-godryka-15 http://morsmordre.forumpolish.com/t974-dorea-potter
Opiekunka nad magicznymi stworzeniami
21
Półkrwi
Panna
So long, we’d become the flowers
1
2
3
10
2
0
0
2
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wnętrze księgarni   01.09.15 12:09

Gdy tylko zaklęcie poskutkowało bahankami szczęśliwie wiszącymi w powietrzu, rzuciła się do drzwi, za którymi zniknął Colin. Była wściekła! Na siebie, bo za pierwszym razem nie było skupiona na tyle, by trafić zaklęciem w te przeklęte stworzenia, na ranę, która nie pozwalała jej myśleć logicznie i na Colina (na niego najbardziej), bo jak tchórz zwiał, zostawiając ją z księgą, która nie powinna była ją interesować.
Dean zaśmiałby się jej w oczy, gdyby o tym usłyszał. I rzucił ironicznym "masz nauczkę".
Warknęła i puściła się pędem w stronę drzwi, ale daleko, niestety, nie ubiegła. Ból, który zmiękczył jej stawy i zatrząsł całym ciałem, zmusił ją do przytrzymania się futryny. Przycisnęła dłoń do pulsującego bólem oka sycząc niczym rozwścieczony kobra. Poczuła jak jej organy robią fikołka z tego wszystkiego.
Jak to zawsze bywa przy takich urazach, stępione zostały jej zmysły. Przez krótką chwilę nic nie słyszała, ale w końcu jej uszy zarejestrowały jakieś... warknięcie.
Odwróciła się, wstrzymując oddech. Sądziła, że kopnęła księgę na tyle mocno, by ta uciekła tam, gdzie raki zimują. Myliła się. Bała się rzucać jakiekolwiek zaklęcie, bo widząc na jedno oko, mogła trafić nawet we własną stopę. Dlatego i tym razem zaufała swoim niezawodnym obcasom próbując w ten sposób jakoś unieszkodliwić potwora z kartkami zamiast pazurów.


Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wnętrze księgarni   01.09.15 12:09

The member 'Nevarel Carter' has done the following action : Rzut kostkami

'k100' : 28


Powrót do góry Go down
Colin Fawley
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://morsmordre.forumpolish.com/t592-colin-fawley http://morsmordre.forumpolish.com/t1184-poczta-kociarza-colina https://www.morsmordre.net/t2648-ten-smaczniejszy-wafelek http://morsmordre.forumpolish.com/f123-inverness-stuart-street http://morsmordre.forumpolish.com/t1185-colin-fawley
Właściciel Esów&Floresów i własnej sieci ksiegarni
36
Szlachetna
Kawaler
Zasada pierwsza: nie angażować się
9
9
0
0
1
2
0
5
Czarodziej
A co, jeśli wszyscy żyjemy w świecie, który nie ma końca?

PisanieTemat: Re: Wnętrze księgarni   04.09.15 19:42

Sekundy mijały, a Colinowi wydawało się, jakby czas stanął w miejscu. Miał szczerą nadzieję, że Nev wybiegnie zaraz po nim, korzystając z chwilowego zamieszania, ale dziewczyna nie zdążyła dopaść drzwi. Nawet z tej odległości widział grymas bólu na jej twarzy, gdy łapała się futryny i powoli odwracała w kierunku wnętrza gabinetu. Miał już krzyknąć, nie żałując kilku mało cenzuralnych słów, gdy dojrzał przyczynę kolejnego zamieszania. Paskudna księga znów odżyła, atakując pierwszą ofiarę na swojej drodze.
Niecenzuralne słowa więc padły, chociaż wymamrotane cicho pod nosem, gdy podnosił się z podłogi. Doskonale wiedział, że będzie tego żałował najpewniej przez kolejne tygodnie, ale nie mógł zostawić niewiasty w potrzebie. Tym bardziej niewiasty tak młodej, uroczej i borykającej się właśnie z małym literackim problemem w jego własnym gabinecie. Zastanowiło go tylko, że całe zamieszanie nie sprowadziło im na górę jeszcze nikogo z pracowników, ale z drugiej strony wyciszające zaklęcia robiły swoje, a tłok i harmider w sali sprzedaży również nie skłaniał do podsłuchiwania tego, co się dzieje na górze.
Odetchnął głęboko raz, potem drugi raz, a trzeci oddech brał już w chwili, gdy przekraczał próg gabinetu, kierując się prosto w jądro ciemności... a raczej w paszczę książkowego potwora. Cóż za idiota stwierdził kiedyś, że od wojen lepsza jest cisza biblioteki? Chyba nigdy żadna książka nie próbowała go pożreć żywcem. I to wtedy, gdy zapłaciło się na nią miliony monet!
Nastąpił na książkę, wkładając to całą swoją siłę i całe swoje osiemdziesiąt jeden kilogramów żywej wagi plus tyle samo irytacji, modląc się w duchu, by te nowe buty ze wzmocnioną podeszwą, wprost idealne do deptania krwiożerczych książek, wytrzymały bliskie spotkanie trzeciego stopnia z Potworną Księgą Potworów.


Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wnętrze księgarni   04.09.15 19:42

The member 'Colin Fawley' has done the following action : Rzut kostkami

'k100' : 99


Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wnętrze księgarni   05.09.15 16:54

Czy to wstyd z pozostawienia damy w opałach, czy przypływ bohaterstwa, ciężko stwierdzić. Wystarczy powiedzieć, że gdyby jakiś poeta zobaczył Colina biegnącego na ratunek z pewnością utrwaliłby to w pięknym eposie. Nevarel trafiła księgę ponownie. W momencie, w którym ją uderzyła atakujący potworek zaskowyczał jak ranny pies, a kobieta poczuła jakby to jej ktoś wbijał obcas w twarz. Zakręciło jej się w głowie, więc zapewne nie zauważyła, kiedy pan Fawley ponownie wbiegł do gabinetu. Za to poczuła uderzenie podeszwą, które połamało książce okładkę i rozdarło papier. Cała złość czarodzieja najwyraźniej skumulowała się w obcasie i z impetem uderzyła w przeciwnika, który dosłownie rozpadł się na części. Panna Carter nie odczuła tego ciosu jak poprzednich. Ból błysną przez chwilę, potem jednak rana na ramieniu zapiekła mocniej i czarownica mogła odnieść wrażenie, jakby coś w niej pękło. Bez pomocy Colina nie wyszłaby z gabinetu. Zakręciło jej się w głowie, przed oczami zatańczyły jej gwiazdy. Wizyta w Mungu wydawała się wskazana. Uzdrowiciel jednak z pewnością nie stwierdzi niczego niezwykłego, ot lekkie ugryzienie. Tajemniczy urok, który został nałożony na kobietę, by czuła to samo, co księga, pękł w momencie zniszczenia okładki. Pozostały po nim jedynie zawroty głowy. Pan Fawley powinien natomiast znaleźć jakiegoś specjalistę od bahanek, który pozbędzie się stworzeń z gabinetu.

/Koniec przygody, oboje uciekli z gabinetu, powinni zawitać do Munga po jakąś maść na ukąszenia, ale to już zależy od Was, można założyć, że bahanek pozbył się jeden z pracowników na rozkaz szefa. Punkty zostaną przyznane, napiszę w wiadomości w poniedziałek i dodam do doświadczenia.


Powrót do góry Go down
Isolde Bulstrode
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t918-isolde-bulstrode https://www.morsmordre.net/t936-oktawiusz https://www.morsmordre.net/t933-czesc-isolda https://www.morsmordre.net/f149-whitehall-10-4 https://www.morsmordre.net/t1307-isolde-bulstrode#10005
magipsychiatra
24
Szlachetna
Zaręczona
Ne puero gladium
5
5
4
7
3
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wnętrze księgarni   06.09.15 20:59

Entuzjazm matki rósł z każdym dniem i coraz ciężej było jej ukryć plany rodziny - wspominanie o najmodniejszych krojach sukni ślubnych czy nakryć głowy odpowiednich do takiej okazji. Ojciec aprobuje to cichymi pomrukiwaniami, jestem przekonana, że mój los jest przesądzony. Zanim się obejrzę na moim palcu znowu pojawi się jakiś pierścionek, a potem zapewne i drugi. Złoty krążek. Będę musiała przyzwyczaić się do zmiany podpisu. Mam cichą nadzieję, że przypadnie mi coś krótszego niż Bulstrode. Może Nott? Carrow też brzmi całkiem nieźle. Pasowałoby mi, brzmi całkiem przebojowo. Isolde Carrow, niczym bohaterka pierwszych stron gazet.
Póki co - korzystam ze swojej wolności. Nie jestem na tyle naiwna by wierzyć, że uda mi się odwlec zaręczyny do czasu skończenia przeze mnie stażu, na całe szczęście zostało mi go na tyle niewiele by nie bać się, że małżeństwo stanie na przeszkodzie mojej karierze. Zdążę awansować na lekarza przed pierwszymi przymiarkami ślubnej sukni. Jestem przekonana, że podczas kilku miesięcy przed ślubem czeka mnie wiele dyskusji na temat mojej kariery, szczególnie współpracy z Williamem. Jestem przekonana, że będzie z tym wiele problemów. Ale jak to? Sam na sam z mężczyzną? W jego własnym domu? Po godzinach pracy? A gdzie w tym wszystkim miejsce na życie codzienne? Założenie rodziny?
Cieszę się, że moja rodzina nie zdaje sobie sprawy ze wszystkich moich zobowiązań zawodowych, zapewne mieliby podobne pretensje. I wcale się im nie dziwię. Czasami sama zastanawiam się nad sprowadzeniem skądś zmieniacza czasu, nie ważnie jak szalenie to brzmi, to wydaje się całkiem rozsądnym wyjściem. Niezależnie od wszystkiego, muszę przyzwyczajać się do tej myśli. Dwadzieścia trzy lata to nie przelewki. Na całe szczęście nie żyję w czasach moich rodziców, wtedy mój wiek i stan wolny wywoływałyby większe poruszenie. Teraz sporo jest panien nawet starszych ode mnie wciąż i wciąż uciekających przed ołtarzem, moja osoba nie wywołuje zatem aż tak wielkiego poruszenia w towarzystwie. A jednak, odwołane zaręczyny, propozycja odrzucona przez rodzinę Avery, nic z tych rzeczy nie umyka opinii publicznej, moja wartość stale spada. A raczej - im dłużej jestem niezamężna, tym wyższy mój posag. Niedługo będę warta miliony galeonów, jaka inna kobieta może powiedzieć o sobie coś podobnego?
Dlatego tak sporym zaskoczeniem są dla mnie wszelakie wolne popołudnia. To prawdziwy luksus. Wybrać się na Pokątną bez przymusu ciągłego zerkania na zegarek i wybierania książek w pośpiechu. Te najlepsze są przecież poukrywane. Pokryte sporą warstewką kurzu, przesłonięte przez nowsze, znacznie modniejsze tytuły.
Najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że większość książek badających nurtujące mnie kwestie są po prostu przestarzałe. Traktują o rzeczach, które dawno zdążyliśmy obalić w naszych badaniach. Dlatego z lekką frustracją odkładam kolejne, bezużyteczne tomiszcze. Tego mi jeszcze brakowało - pośród wszystkich obowiązków powinnam znaleźć czas na wydanie porządnej, merytorycznej publikacji. Nawet jeśli ja i Havisham nie doszliśmy jeszcze do żadnego przełomu, ale wciąż jesteśmy z naszymi badaniami znacznie dalej niż większość z tych… naukowców. A przecież książka którą przeglądałam nie miała więcej niż kilkanaście miesięcy!


Powrót do góry Go down
Daniel Krueger
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t1164-daniel-krueger https://www.morsmordre.net/t1243-krebs https://www.morsmordre.net/t1216-pan-k https://www.morsmordre.net/f174-long-acre-14-8 https://www.morsmordre.net/t1485-daniel-krueger
Dziennikarz Proroka Codziennego
33
Czysta
Kawaler
po drugiej stronie
na pustej drodze
tańczy mój czas
w strugach deszczu dni toną
10
11
0
0
0
1
0
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wnętrze księgarni   06.09.15 23:04

Książki w hierarchii Daniela od zawsze zajmowały specjalne miejsce. Wyróżnione, rzucające się w oczy, potrafiły przyćmić wiele innych spraw, które przy nich stawały się kompletnie nieistotne. Jak długo sięgał pamięcią, przywoływał w umyśle obraz samego siebie - jeszcze dziecka, jakie siadało nad ciężkim tomiszczem, z pachnącymi orzechowo kartkami zżółkłego papieru. Każda lektura była dla niego niezwykłą przygodą, zagłębiał się w świat słów, dryfował między określeniami a przekazem, tracąc poczucie czasu i wszystkiego, co działo się dookoła. Czasem dostawało mu się, że nie przychodzi, gdy matka woła go na obiad. Czasem brat złośliwie zabierał mu zakładki, śmiejąc się przy tym do rozpuku. Za głupi jesteś na takie lektury. Pozostawało mu wyłącznie zacisnąć w odpowiedzi pięści, mówiąc półszeptem, że to nieprawda. Takim był dzieciakiem. Ale same w sobie książki dobrze wspominał. Miłość do nich ciągnęła się przez długie lata, obfitowała różnymi wydarzeniami, lecz nigdy nie uległa podważeniu. Dlatego dzisiaj, kiedy zanurzył się pośród regałów Esów i Floresów, poczuł niewypowiedziany spokój. Cudowne miejsce. Z dala od całych wrzasków, przy których niejednokrotnie mogły pękać bębenki. Spokój. Nareszcie. Czy coś wybierze? Jeśli uzna za ciekawe, jak najbardziej. Ostatnio wyczerpał mu się repertuar lektur, należało więc sięgnąć po nowe tytuły. Książki były najciekawszymi towarzyszami życia. Na dłuższą metę znacznie lepszymi od kobiet. Można było je wszystkie trzymać w domu, wracać do nich, kiedy miało się ochotę. Nie wpadały w szał, jeśli sięgało się po kolejną. Oprócz ładnej okładki, miały często bogate wnętrze. Ale, o zgrozo, bez kobiet mimo wszystko nie umiał żyć. I, o zgrozo po raz kolejny, powinien mieć żonę. Powinien. Piękne słowo. Ale prawda miała się tak, że był życiowym nieudacznikiem. Co mógłby przekazać dziecku? Stanowczo za duże zęby, ha ha ha. Sklepów nie miał, majątku nie miał, nic nie miał, do jasnej ciasnej. Na szczęście nie był jakimś wyrafinowanym arystokratą, który musiał przekazać swoje geny, choroby i mniemanie wyższości nad innymi, połączone z syndromem wiecznej sztywnicy. Nie miał nic do szlachciców, jednak większość sama tworzyła taki obraz. Zresztą. Niech Ernst się bawi w robienie dzieci z uprzednim znalezieniem sobie pani Krueger. Niech wielcy panowie się bawią. Życzę wszystkiego dobrego.
On jest rodzinnym odpadkiem. I przyszedł tutaj po książki, a nie w celu użalania się nad sobą. Z uwagą omiótł spojrzeniem dostępne przed nim tytuły. Nic nie znalazł. Chociaż Poradnik dobrego kucharza brzmiał całkiem kusząco, chyba że była tam angielska kuchnia, na myśl o której żołądek automatycznie wywracał mu się do góry nogami. Dalej, dalej, dalej. Znowu dalej. Albo już sam nie ogarniał tego natłoku, albo rzeczywiście nie znajdowało się tutaj nic godnego uwagi. Nie licząc książek, które miał już okazję przeczytać.
Zrezygnowany poszedł w dalszym kierunku. Kiedy tak już powolnym krokiem przemierzał kolejne części księgarni, przed oczami mignęła mu znajoma sylwetka. Nie mignęła. Pojawiła się, wyrosła, stała tu i teraz, prawdziwa jak cała reszta rzeczywistości. Daniel mimowolnie zatrzymał się przez moment. Chciał przejść tędy prędko, w końcu nie musieli się widzieć, to może nawet lepiej. Kobieta była wyraźnie bardzo zajęta książkami i podobnie jak on, nie umiała znaleźć odpowiedniego tytułu. Czy ona je nawet czyta, czy może po prostu zależy jej na pokazaniu niecodziennego gustu?, nie mógł sobie odmówić tej drobnej, wewnętrznej złośliwości. Już miał się udać dalej, ale chyba stał jak ten palant stanowczo za długo. Zauważyła go.
SZLAG. Krótka, natychmiastowo wysłana przez mózg wiadomość. Kwintesencja całej aktualnej sytuacji, w której miał okazję się znaleźć.
Nie miał ochoty rozmawiać z Isolde. Albo może miał... Sam nie wiedział. Żywił do niej mieszane uczucia, odkąd tylko dowiedział się, że pracuje z jego najlepszym przyjacielem. Nie pasowała do tej wizji. Nie i koniec. Ale z drugiej strony... Dość.
Na jego twarzy przez chwilę malowało się zdziwienie, a spojrzenie niebieskich tęczówek wydało się jakby nieobecne. Szybko jednak odzyskał samokontrolę.
-Dzień dobry -przywitał się, kultura w końcu tego wymagała.
Podszedł nieco bliżej, by nie musiał wrzeszczeć do niej z dużej odległości. Znalazł się na smyczy zachowaj-się-w-porządku, ale w razie czego, powie parę słów i potem sobie pójdzie. Zobaczy, jak się wszystko potoczy.
-Też nie może pani znaleźć ciekawego tytułu? A może już wcześniej pani coś znalazła?
Ależ on wcale jej nie narzucał swojego towarzystwa, w razie czego może zniknąć równie szybko, jak się pojawił.


Powrót do góry Go down
Isolde Bulstrode
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t918-isolde-bulstrode https://www.morsmordre.net/t936-oktawiusz https://www.morsmordre.net/t933-czesc-isolda https://www.morsmordre.net/f149-whitehall-10-4 https://www.morsmordre.net/t1307-isolde-bulstrode#10005
magipsychiatra
24
Szlachetna
Zaręczona
Ne puero gladium
5
5
4
7
3
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wnętrze księgarni   07.09.15 21:29

Niewielu ludzi zdaje sobie sprawy z mojej bliskiej współpracy z Williamem Havishamem. Zapewne dla większości byłoby to całkowicie niezrozumiałe. Od razu posądzono by nas o romans, a moja opinia byłaby zrujnowana. Nawet pomimo wszystkich kroków ostrożności, które zachowuję. Billy w ogóle zdaje się nie myśleć o tych sprawach i wcale mu się nie dziwie. Wszak jest mężczyzną, na dodatek nie szlacheckiego pochodzenia. Pogłoski mówiące o naszym romansie wyniosłyby jego imię w towarzystwie, chociaż doskonale zdaje sobie sprawę, że nie ma tego na myśli. Jest zbyt skupiony na pracy by przejmować się konwenansami.
Dlatego ja zajmuje się dbaniem o nasze reputacje. Nigdy nie pojawiam się w pracowni w nieodpowiednich porach i zawsze zabieram ze sobą pokojową. Siedzi w saloniku i czyta powieści kiedy my zajęci jesteśmy pracą, ale dzięki temu nigdy nie wchodzę i nie wychodzę z jego mieszkania sama, co powstrzymuje plotki.
Cieszę się więc, że jedna z osób, które wiedzą o naszej współpracy nie podejrzewa nas jednocześnie o nic zdrożnego - może dzięki dobrej znajomości z Williamem, tego już nie mam prawa wiedzieć. Oczywiście doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że pan Krueger musi poważnie zastanawiać się co robię w towarzystwie jego przyjaciela. Mężczyźni nie są nawet w połowie tak dyskretni jak im się wydaje, a dyskredytowanie umiejętności kobiet zapewne wpisane jest w ich geny. Nie biorę tego do siebie, wręcz przeciwnie, wcale nie dziwię się początkowemu zaskoczeniu. Panienka z rodu Bulstrode powinna raczej zajmować się brylowaniem na przyjęciach niż pracą umysłową - szczególnie tak delikatna jaką zdaje się być na pierwszy rzut oka. I chociaż kiedyś uważałam to za wielkie przekleństwo, teraz cieszę się, że większość ludzi ocenia mnie po wyglądzie. To zawsze daje mi początkową przewagę.
- Dzień dobry? Od dawna się pan przyglądał? - pytam, przechylając lekko głowę - Nie musi się pan obawiać, wystarczająco dużo tu ludzi, nikt nie uzna, że potajemnie romansujemy - mówię z nutką ironii w głosie, nieładnie tak uciekać niezauważonym. Za karę będę go męczyć przez chwilę, nie dam mu tak łatwo uciec - Muszę się poskarżyć, nie znajduję tu niczego ciekawego. Przejrzałam już kilka lektur, żadna nie spełnia moich oczekiwań. Informacje w nich zawarte? Przestarzałe! - wyobraża to pan sobie, panie Krueger. Taka tragedia! Moje naiwne, dziewczęce serce płacze - Ale jestem przekonana, że to i tak znacznie bogatsze zbiory niż można znaleźć w niemieckich sklepach - te uszczypliwości! Nie mogę się powstrzymać.


Powrót do góry Go down
Daniel Krueger
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t1164-daniel-krueger https://www.morsmordre.net/t1243-krebs https://www.morsmordre.net/t1216-pan-k https://www.morsmordre.net/f174-long-acre-14-8 https://www.morsmordre.net/t1485-daniel-krueger
Dziennikarz Proroka Codziennego
33
Czysta
Kawaler
po drugiej stronie
na pustej drodze
tańczy mój czas
w strugach deszczu dni toną
10
11
0
0
0
1
0
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wnętrze księgarni   08.09.15 16:45

Czasem robię błędy, nie jestem pewna co do fragmentu Nie musi się pan obawiać (...), ale wywnioskowałam, że mimo wszystko mówi to do niego, chociaż nie zostało pogrubione. Gdyby jednak nie, powiedz, a poprawię. Ogólnie wiem, że roztrzepana ze mnie osoba, to akurat komunikat do wszystkich. iksde
____________

Wzrok miał chyba tę właściwość, że podświadomie przyciągał uwagę ludzi. Mógłbym na ten temat napisać pracę. Może nawet zyskałbym u boku uroczą, pochodzącą z wyższych sfer asystentkę.
Mimo wszystko, wcale nie był taki radosny. Zatrzymał się na zbyt długo, znalazłszy się o krok od wyjścia na idiotę. A gdyby po prostu sobie poszedł, teraz pewnie zniknąłby gdzieś daleko, bez żadnych większych wątpliwości. Co go podkusiło? Czy fakt, że intrygowała go osoba tej wysoko urodzonej kobiety, która od balów najwyraźniej wolała poświęcać się dla nauki?
-Nie trzeba długo patrzeć, by wyciągnąć konkretne wnioski -stwierdził wymijająco -że nie odpowiadają pani obecne tutaj lektury.
Uśmiechnął się, odsłaniając częściowo zęby. O nie. Nie zarumieni się i nie zawstydzi jak jakaś panna. Skoro już nie umiał się uwolnić, poszuka innego wyjścia. O dziwo nie był nawet specjalnie zdenerwowany. Rozmowa z Isoldą zawsze stanowiła coś w rodzaju ciekawego doświadczenia, pewnej gry ukrytej pod pozorem zwyczajnych, czasem odrobinę uszczypliwych wypowiedzi.
Miał ochotę się roześmiać.
-Ja? A czego powinienem się obawiać? -w jego tonie dało się wyczuć serdeczne rozbawienie. -Nie widzę powodów. To raczej inne sfery tworzą takie kłopoty, ja do nich nie należę, niczym się przejmować nie muszę. I, jakby nie patrzeć, prowadzimy tylko rozmowę na temat książek.
Pokiwał głową.
-W pewnym sensie panią rozumiem. Sam nie mogłem znaleźć nic ciekawego. Narzeka pani, ale konkretnie z jakiego powodu? To chyba dobrze. Mam na myśli, że wiedza pani znacznie wybiega od łatwo dostępnych treści. Ja bym się cieszył. -To akurat powiedział szczerze. Informacje znane tylko jednostkom zawsze miały większą wartość.
No fakt. Nie mogła sobie odpuścić jakiejś uwagi. Słysząc dalszą część wypowiedzi, twarz Daniela momentalnie spoważniała, a spojrzenie utkwiło się w twarzy kobiety. Zdążył jednak przywyknąć. Nie miał zamiaru pozostać w tej sprawie dłużnym.
-Zapewniam panią, że zbiory niemieckie nie świecą pustkami, jak te tutaj. Gdy przychodziłem do księgarni w rodzinnym mieście, zawsze byłem w stanie znaleźć coś ciekawego. Cóż. Wy, Brytyjczycy, żyjecie na swojej deszczowej wyspie, odcięci od reszty świata. Może nawet ktoś was wyprzedził, a wciąż o tym nie wiecie? Czasem zastanawiam się, gdzie utknąłem.
Ich drobne słowne potyczki stały się niemal tradycją. Które państwo jest lepsze? Daniel urodził się i wychował w Niemczech i nie miał zamiaru tego ukrywać. Zapytany, bez wahania odparłby, że jest Niemcem. Czuł różnice w kulturze, niektóre rzeczy mu się nie podobały. A jak było z Isoldą? Najpierw nie miał ochoty mieć z nią cokolwiek wspólnego. Ale teraz, z drugiej strony, poznanie jej... Oraz nieustannie powtarzająca się w głowie kwestia - Dlaczego taka osoba chce współpracować z Havishamem?.
W większości przypadków zagadywał kobiety, by je zdobyć. Bo podobały mu się, pragnął je mieć choć przez chwilę dla siebie. Tutaj jednak chodziło o coś innego. Był zaintrygowany. Najzwyczajniej w świecie, jakby trafił na jakąś trudną do rozwikłania zagadkę. Bronił się przed tym, miał sprzeczne emocje, ale mimo wszystko nie umiał zaprzeczyć.
-Czyta pani tylko literaturę naukową? Może to znak, by sięgnąć czasem po coś innego?
Poszedł naprzeciw regału, spoglądając na ułożone jeden obok drugiego tomy. Różne dzieła uczonych, efekt ich wieloletniej pracy.
-A chciałaby pani wydać własną książkę? -zapytał ni stąd ni zowąd, bez większego powodu. No, może trochę z ciekawości i może, by zwyczajnie kontynuować rozmowę.
Teraz już nie wypadało tak zwyczajnie uciekać.


Powrót do góry Go down
Isolde Bulstrode
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t918-isolde-bulstrode https://www.morsmordre.net/t936-oktawiusz https://www.morsmordre.net/t933-czesc-isolda https://www.morsmordre.net/f149-whitehall-10-4 https://www.morsmordre.net/t1307-isolde-bulstrode#10005
magipsychiatra
24
Szlachetna
Zaręczona
Ne puero gladium
5
5
4
7
3
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wnętrze księgarni   13.09.15 21:03

Oczywiście - w końcu każde zadanie wymaga towarzystwa pięknej asystentki z wyższych sfer. Nikt tak jak my nie potrafi segregować papierów jak my. Podajemy też najlepszą herbatę i potrafimy doskonale segregować kalendarz. Właśnie dlatego współpracujemy z Williamem, zauważył we mnie te wszystkie zalety i zaoferował pracę, bo przecież tak bardzo się nudziłam. Ileż można leżeć i pachnieć na poduszkach?! Odpisywanie na listy i użeranie się z cudzymi sowami to przecież taka doskonała zabawa.
- Nie, no skąd, są naprawdę świetne - mówię z uśmiechem, wskazując na książkę trzymaną w ręku - Dobrze powtórzyć sobie coś co wiem od dawna. Pamięć bywa zawodna - podobnie jak długie spojrzenia, zawsze wyczuwa się to dziwaczne łaskotanie w okolicy karku. Od razu człowiek ma ochotę się odwrócić i spytać o co chodzi. Mam coś na twarzy? Na plecach? - Tak, patrząc na to jedynie z perspektywy próżności, a tej kobiety mają bardzo wiele, bez wątpienia to miło wiedzieć więcej niż cała księgarnia książek. Ale w rzeczywistości… To smutne. Hamuje rozwój - bo co mi po poczuciu wyższości, skoro nie mogę znaleźć tu niczego nowego. Żadnego przełomu, żadnej teorii, która pobudzi do działania moje szare komórki? To jakby ciągle stać w miejscu, nigdy nie przesuwając się na przód. I jasne, są ludzie, którym odpowiada stagnacja. Ale ja się do nich nie zaliczam. Potrzebuję ciągłego ruchu, rozwoju. Ciągłe stanie w jednym miejscu doprowadza mnie do szału - To całkowicie oczywiste. Mężczyzna nigdy nie widzi powodów i nigdy nie musi się obawiać. To reputacja kobiety wisi na włosku - to nie żaden przytyk czy wyrzut, mówię to raczej tonem żartobliwym. Nie zmienia to jednak faktu, że to całkowita prawda. Mężczyzną łatwiej uchodzą wszelkie grzeszki, nigdy nie muszą obawiać się odrzucenia przez towarzystwo czy przekreślenia ich całej kariery przez jeden zbyt daleko posunięty flirt. W przypadku kobiety, takiej kobiety jak ja, jeden nieuważny ruch i stracić można absolutnie wszystko. Nawet to na co samemu się zapracowało. Mówią, że to mężczyźni są tymi silnymi, ja mam wrażenie, że nie są nawet w połowie tak waleczni jak kobiety.
- Och, ta cała wiedza kontynentalna, którą zgromadziliście w swoich opasłych bibliotekach. Mogę pana przekonać, że dociera do nas wszystko. Tylko my, z racji naszego dystansu, mamy na tyle dobry widok by wybierać tylko to co najlepsze - jestem rodowitą Brytyjką z krwi i kości, nie wstydzę się tego. Wszystko co brytyjskie o stokroć przewyższa wytwory całej reszty świata. Jedynie dawne kraje imperialne mają coś do powiedzenia. A kultura niemiecka czy francuska? Ten oderwany od rzeczywistości idealizm? Kto ma czas na czas na takie bzdury?
I moja opinia wcale nie jest po prostu złośliwa. Czytałam prace wielu kontynentalnych czarodziejów, filozofów i naukowców. I na palcach jednej ręki mogę wyliczyć momenty, kiedy udało mi się znaleźć w nich coś ciekawego. A ciekawego i napisanego zrozumiałym językiem? To dopiero rzadkość! - Coś innego? Może pan polecić konkretne tytuły? - nie chcę wyjść na snobkę, ale nie mam czasu na literaturę uznawaną za typowo kobiecą. Powieści, zerwałam z nimi mając jedenaście lat. Może dlatego tak mało we mnie romantyzmu.
Słysząc pytanie dotyczące własnej książki przygryzam wargi, zastanawiając się skąd wie, że właśnie przed chwilą o tym myślała - Gdybym miała czas - wzruszam ramionami, odkładając jedno z tomiszczy na półkę - Wie pan, może kiedyś. Chociaż mam wrażenie, że wszystkie plany odłożone na „może kiedyś” nigdy nie doczekają się realizacji - nie znam żadnego wyjątku od tej reguły - Nie wiem czy jestem typem pisarza. Do tego trzeba mieć dużo cierpliwości - nie jestem pewna czy mam jej aż tyle.


Powrót do góry Go down
Daniel Krueger
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t1164-daniel-krueger https://www.morsmordre.net/t1243-krebs https://www.morsmordre.net/t1216-pan-k https://www.morsmordre.net/f174-long-acre-14-8 https://www.morsmordre.net/t1485-daniel-krueger
Dziennikarz Proroka Codziennego
33
Czysta
Kawaler
po drugiej stronie
na pustej drodze
tańczy mój czas
w strugach deszczu dni toną
10
11
0
0
0
1
0
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wnętrze księgarni   14.09.15 10:22

Uśmiech na twarzy Daniela odrobinę się poszerzył:
-Rozumiem. Albo inaczej - nie zajmuję się tym, jednak często trafiam na tytuły, do których lubię wracać. Za każdym razem można odkryć w nich coś nowego -powiedział, przenosząc spojrzenie z książek na spotkaną - chciałoby się powiedzieć - znajomą.
O różnych lekturach mógł mówić w nieskończoność, wspominając chwile, kiedy pierwszy raz po nie sięgnął, jakie towarzyszyły mu odczucia i za co sobie cenił (lub nie) autora, który daną książkę napisał. Bo czytał naprawdę dużo i od tego nie stronił; kiedyś doszedł do wniosku, że w ramach klasyfikacji nazwałby siebie humanistą, zarówno z zawodu jak i zamiłowania. Zawsze podświadomie zazdrościł każdemu utalentowanemu artyście, który miał szansę na rozwój i spełnianie swoich pasji. Kiedyś chciał iść tą drogą, ale życie zaprowadziło go w zupełnie innym kierunku. Ostatecznie został dziennikarzem. Cóż, poniekąd to też dawało jakieś pole do popisu.
-Nie jestem pewny, czy to próżność. Raczej chęć udziału w czymś, choć wszystko zależy od osoby. Ktoś musi być pierwszy. Rozpocząć, dokonać przełomu. Być może ten temat właśnie czeka.
Pragnieniem ludzi zawsze było wybicie się ponad jednostki. Tworzenie różnych grup społecznych, opartych choćby na pochodzeniu, tylko potwierdzało owe stwierdzenie. Wracając do samych odkryć, każdy uczony, przynajmniej według Daniela, pragnął, by jego nazwisko znalazło się obok jakiejś istotnej teorii.
-Polemizowałbym -odpowiedział niemal w tej samej chwili, gdy w rozmowie została poruszona kwestia mężczyzn. -Nic nie jest całkowicie czarne albo białe. My również mamy swoje obowiązki. Nasza reputacja łatwo może ulec zachwianiu. Nie ta kwestia, to inna.
Skrzywił się wewnętrznie. Nawet, jeśli zostało to wypowiedziane w luźnym kontekście, co ona mogła na ten temat wiedzieć? Głupie, kobiece gadanie. Jasne, rozumiał to, że w większości przypadków arystokratki miały z góry przeznaczone wyjście za mąż. Dobre wyjście za mąż, wybrane za zgodą obu rodzin; w grę wchodziła tylko polityka. Ale nie znaczyło to, że mężczyźni, nawet ci nieszlachcice pozostawali szczęśliwi i swobodni. Utrzymywać dom, uchodzić za kogoś a nie byle jakiego śmiecia, być konsekwentnym, umieć dokonywać świadomych decyzji. I - jak w jego przypadku - przejąć rodzinny interes, co akurat zakończyło się fiaskiem i nie należało nawet do tego wracać. Ale gdyby mógł się cofnąć w czasie, chętnie by się z kimś zamienił. To w końcu sama przyjemność oraz samowolka.
Myślał też, że konwersacja przejdzie w miarę bezkonfliktowo, a gdzie tam! Te uszczypliwości były dla niego jak próba zachowania równowagi. I wyjścia w jednym kawałku, z uwagą na niesprowadzenie siebie do poziomu podłogi.
-Patrzenie wybiórcze nie jest do końca dobrym wyjściem - podkreślił. -Wtedy łatwo o niedomówienia. Co, jeśli jest podyktowane tylko niechęcią do innych kultur i nie dostarcza niczego poza niewiedzą?
Brytyjczycy zawsze wydawali mu się niezaangażowani i ślamazarni. Może nie wszyscy, ale zdecydowanie najliczniejsza grupa. O każdej porze dnia i nocy mieli czas na przysłowiową herbatkę - Daniel odnosił wrażenie, że nie przejmują się większością rzeczy. Jego konkretność, którą wyniósł z rodzinnego kraju, niejednokrotnie natrafiała na ścianę nieporozumień. Ale nie znaczyło to, że nie znosił mieszkańców tej wyspy. Bo nawet ich lubił, choćby ze względu na fakt, że z tego kraju pochodziła jego ukochana matka.
Zamyślił się przez chwilę, rozważając różne tytuły. Co mógł jej powiedzieć? W głowie miał pod tym względem kompletną pustkę. Taką, która tworzy się na zasadzie wszystko i nic.
-Miałem na myśli zwykłe powieści, wiersze albo dramaty. Jest tego naprawdę dużo. I trudno mi zdecydować się na konkretną propozycję, bo nie wiem, jaką tematykę pani preferuje.
Mówiąc o jakimś ckliwym romansidle, czułby się zwyczajnie nieswojo. Nie, żeby był ekspertem w tej dziedzinie, ale i tak zastanawiało go, jakie książki (oprócz tych naukowych) mogłaby preferować panna Bulstrode. Czym się zajmowała w przeszłości, co nakierowało ją do podjęcia takich a nie innych decyzji? Czy marzeniem takiej kobiety nie powinno być znalezienie sobie przystojnego księcia z bajki, z którym zamieszkałaby w odizolowanej od świata fortecy - oazie spokoju, miała dzieci, bywała na balach i spotkaniach, ujmując najkrócej ładnie się prezentowała?. Nie pasowała mu, podobnie jak nie pasowała do Havishama. Była jedną wielką niewiadomą.
-Cierpliwość można wypracować. Zresztą wątpiłbym, że jej pani brakuje. Czy badania jej nie wymagają? Kształcenie się i nauka? Do wszystkiego potrzebna jest cierpliwość. W końcu kiedyś, jeśli się coś stworzy, odkryje, można liczyć na szansę oprawienia własnego pomysłu w okładkę z konkretnym tytułem. A może jednak... - przerwał na chwilę, usiłując znaleźć odpowiednie określenie -wciąż są rzeczy, o których ludzie nie powinni wiedzieć?




I'll hit the bottom

hit the bottom and escape

escape

Powrót do góry Go down
Cressida Morgan
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://morsmordre.forumpolish.com/t1571-cressida-morgan http://morsmordre.forumpolish.com/t1583-kocie-listy http://morsmordre.forumpolish.com/t1582-wlazl-kotek-na-plotek http://morsmordre.forumpolish.com/t1713-cressida-morgan
złodziejka, nokturnowa handlarka, kot przybłęda, niedoszły auror
23
Czysta
Panna
she walked with d a r k n e s s dripping off her shoulders;
i’ve seen ghosts brighter than her s o u l.
10
1
0
0
5
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wnętrze księgarni   18.10.15 23:37

Nie jestem pewna, czy mogę tu pisać - wątek wyżej niby jest niedokończony, ale żaden post nie pojawił się od miesiąca - w każdym razie rozgrywka odbywa się na zapleczu, więc w razie czego - nas tu nie ma. c:

[gdzieś w sierpniu]

Cienki pasek czarnej, skórzanej torby wbijał jej się boleśnie w ramię, kiedy, garbiąc się nieznacznie i oddychając raczej ciężko, zatrzymała się przed przeszkloną wystawą Esów i Floresów. O dziwo, dosyć obojętnie; chociaż skrupulatnie zaplanowana ekspozycja, złożona z najnowszych pozycji (101 Oszałamiających Fryzur i Jak Je Uczesać – Olśnij Przyjaciół i Wpraw Wrogów We Wściekłość) wyglądała tak samo, jak dawniej, nie wywołała w bijącym szybko, dziewczęcym sercu sentymentalnego fikołka. Duchy przeszłości, tak często dyszące jej w kark i swoją fantomową obecnością wypełniające puste dni nokturnowej rzeczywistości, były tamtego dnia wyjątkowo milczące. Być może wystraszyła je zalana sierpniowym słońcem Pokątna; a może po prostu i one dawały sobie w końcu spokój, opuszczając ją na dobre, tak samo jak stopniowo opuszczało ją wszystko inne.
Potrząsnęła głową, rzucając jeszcze szybkie spojrzenie własnemu odbiciu w przejrzystej szybie, po czym z lekką irytacją przygładziła odstające włosy, szczególną uwagę poświęcając zwłaszcza lewej stronie głowy i upewniając się, że ciemne kosmyki dokładnie przykrywają ucho. Wyprostowała też zagiętą połę prostej szaty; może i nie wyglądała jak przedstawicielka arystokracji, ale przynajmniej nie rzucała się jakoś specjalnie w oczy. Nie chciała wypaść przecież podejrzanie; pojawiała się tu w końcu z poważnym interesem – a przynajmniej taką miała nadzieję, popychając w końcu ciężkie drzwi i wchodząc do środka.
Wnętrze sklepu pachniało dokładnie tak, jak pamiętała – papierem, pergaminem i świeżą farbą drukarską. Uwielbiała ten zapach; kojarzył jej się z długimi wieczorami, spędzonymi nad grubymi woluminami w jej maleńkim mieszkanku i chociaż te wspomnienia częściej wywoływały bolesny skurcz żołądka, niż radosną melancholię, to i tak wracała do nich często (zdecydowanie częściej niż była gotowa się przyznać), z jakąś masochistyczną wręcz fascynacją zatracając się w tym morzu niewypowiedzianych żali i spalonych domków z kart. Tym razem jednak nie miała na to czasu; z trudem powstrzymała się więc od zagłębienia się między wysokie regały (gdzie zapewne zniknęłaby na długie godziny, marnując cenny czas, którego nie miała) i po krótkiej rozmowie z piegowatym pracownikiem sklepu, skierowała się na zaplecze, zatrzymując się przed wąskimi drzwiami do wskazanego przez chłopaka pomieszczenia.
Zawahała się, torba zaciążyła jej nagle jakby bardziej; złapała za pasek niemal odruchowo, zaciskając chude palce na dobrej jakości skórze. Wciągnęła cicho powietrze – najpierw raz, później kolejny – jakby miała nadzieję razem z tlenem dostarczyć sobie pewności siebie. A ta była do sfinalizowania nadchodzącej transakcji niezbędna, bo Cressida nie miała zielonego pojęcia, co właściwie sprzedaje, który to fakt należało przed ewentualnym nabywcą skrzętnie ukryć.
Żeby nie było nieporozumień – zajrzała do torby. Zrobiła to niemal natychmiast po tym, jak ją buchnęła (długa historia – ale facet zasłużył, tak naprawdę to nie była do końca kradzież, odbierała tylko równowartość tego, co jej się należało) i wiedziała, że w środku były książki – sztuk trzy, na pierwszy rzut oka raczej stare i wyglądające co najmniej dziwnie, z tytułami w obcym języku, wypisanymi złotą czcionką na grzbietach pokrytych ciemnozieloną, barwioną skórą. Wiedziona zarówno wrodzoną, jak i nabytą ostrożnością, nie uchyliła jednak żadnej z okładek, uznając, że nie jest to warte zarobienia klątwy ani utraty palców prawej ręki. Wątpiła zresztą, że w czymkolwiek by jej to pomogło, bo książki co prawda kochała, ale na ich wartości nie znała się kompletnie, za drzwiami czekała ją więc zapewne karkołomna improwizacja.
Wzięła ostatni, powolny oddech, balansując lekko na krawędziach stóp, po czym zapukała delikatnie i uchyliła drzwi na kilkanaście centymetrów.
- Ekhm… przepraszam? – zapytała, wsuwając głowę do środka i starając się wyglądać tak niewinnie, jak tylko była w stanie. – Znajomy skierował mnie do pana, panie… Fawley? Mam coś, co może pana zainteresować. – Odszukała wzrokiem mężczyznę i znieruchomiała, czekając na jego odpowiedź, wciąż z ręką na klamce. Nie wiedziała jeszcze, czy nie będzie musiała za moment wycofać się w trybie przyspieszonym.




I pray you, do not fall in love with me,
for I am f a l s e r than vows made in wine.
Powrót do góry Go down
Colin Fawley
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://morsmordre.forumpolish.com/t592-colin-fawley http://morsmordre.forumpolish.com/t1184-poczta-kociarza-colina https://www.morsmordre.net/t2648-ten-smaczniejszy-wafelek http://morsmordre.forumpolish.com/f123-inverness-stuart-street http://morsmordre.forumpolish.com/t1185-colin-fawley
Właściciel Esów&Floresów i własnej sieci ksiegarni
36
Szlachetna
Kawaler
Zasada pierwsza: nie angażować się
9
9
0
0
1
2
0
5
Czarodziej
A co, jeśli wszyscy żyjemy w świecie, który nie ma końca?

PisanieTemat: Re: Wnętrze księgarni   19.10.15 15:26

Pracowników Esów i Floresów już dawno przestały dziwić ciche wybuchy i wstrząsy rozlegające się na niewielkim zapleczu na tyłach sklepu, skąd prowadziło wyjście na krótką uliczkę, gdzie z kolei piętrzyły się stosy kartonów i pudeł, chronionych przed wilgocią magicznym zaklęciem. Królestwo Colina sięgało daleko między alejki z książkami, wielkie stery poukładanych równo tomiszczy i wypastowany kontuar, za którym zawsze kręcił się jeden ze sprzedawców, pakując zakupy w ozdobne papiery i z uśmiechem zbierając należność. Sierpień był tym miesiącem w roku - może nie licząc grudnia i przedświątecznych zakupów - gdy księgarnię odwiedzało najwięcej osób, a towarem numer jeden pozostawały szkolne podręczniki. Fawley'a zajmowało jednak coś zupełnie innego - jeśli bywał w księgarni, zaszywał się najczęściej w swoim gabinecie, tonąc w morzu beznadziejnej dokumentacji lub, co wydawało mu się o wiele bardziej atrakcyjne, znikał w zakamarkach zaplecza, by badać w spokoju najnowsze okazy książek, dostarczone mu przez klientów lub wyszperane na magicznych pchlich targach.
Zdobyta przez lata fortuna pozwalała mu nie oszczędzać na swoim małym hobby, stąd jego prywatna biblioteka pękała od eksponatów, które w mugolskim świecie często zdobiły wyłącznie muzealne gabloty, w magicznym natomiast uchodziły nie tylko za wyjątkowo rzadkie, ale i niebezpieczne. Część książek pozostawała zresztą starannie ukryta przed wzrokiem ciekawskich, ciesząc wyłącznie oczy Colina. Nic więc dziwnego, że nikt z pracowników nie reagował, gdy spod drzwi zaplecza wydostała się nagle smużka dymu, szybko niknąca w gąszczu księgarnianych alejek. Póki szef nie wołał rozpaczliwie pomocy, mieli absolutny zakaz zbliżania się do miejsca jego pracy; a że Colin potrafił mieć naprawdę paskudne humory, trzymali się od niego z daleka, póki sam nie wyszedł ze swojej dziupli.
Pochylał się właśnie nad kolejną książką, której bordowa okładka - w innym świetle do złudzenia przypominająca barwę krwi - zaabsorbowała go na tyle, że zapomniał o całym świecie. Ostrożnie przesunął różdżką po wyrytych na grzbiecie literach, cmoknął z niecierpliwością, gdy różdżka zapłonęła na zielono i stuknął nią w książkę. Zasyczało, a tomik otworzył się na jednej ze stron, jakby dotykała go niewidzialna dłoń. Colin stuknął drugi raz, mrucząc pod głosem jakieś formuły i tym razem książka pisnęła, zamieniając się w całkiem dorodną mysz, uciekającą błyskawicznie ze stołu. Nawet nie zdążył zareagować, gdy zwierzę zsunęło się po nodze mebla i zniknęło za rogiem korytarza prowadzącego do wyjścia. Patrzył przez chwilę w ślad za zwierzątkiem, mrugając oczami z niedowierzania, po czym pokręcił głową i sięgnął po kolejną książkę. Tym razem nie zdążył jej nawet dotknąć różdżką, gdy coś cicho gruchnęło, a książka zaczęła mu palić się w dłoniach. Przeklął pod nosem, łapiąc pierwszy z brzegu pojemnik z płynem - nieszczęsną herbatą, o której już dawno zapomniał, pogrążając się się w badaniu książek - wylewając ją na płonący tom. I dokładnie w tym samym momencie drzwi się otworzyły, wpuszczając do środka intruza, a właściwie intruzową głowę.
Miał już warknąć niezbyt przyjemnym tonem, czy jego prośba o nieprzeszkadzanie była zbyt niewyraźna, gdy spostrzegł, że ma do czynienia z kimś zupełnie obcym. Chrząknął, przesuwając dłonią po brodzie, co dało efekt cokolwiek komiczny, jako że palce miał umorusane w sadzy i zmoczone herbatą, przez co udekorował sobie twarz iście wojennymi barwami. W mroku zaplecza nie mógł do końca rozróżnić szczegółów, dlatego machnął różdżką, a zawieszone na ścianach świece rozbłysły dodatkowym światłem. Dopiero teraz przyjrzał się swojemu gościowi, którym okazała się niewieścia twarz, niepewnie wyglądają zza framugi.
- Zatem zapraszam, proszę wejść - wymamrotał, wciąż oszołomiony niedawnym wybuchem. W powietrzu wirował nawet jakiś płatek spalonej stronnicy, nie wspominając już o lekkim zaduchu spalenizny pomieszanej z ziołowym zapachem herbaty. Otrzepał rękę z kapiących kropelek napoju i wytarł ją w chusteczkę wyciągniętą ze spodni, przyglądając się z bliska nadchodzącej dziewczynie... a może już kobiecie? Trudno było ocenić jej wiek w tym świetle, ale już sam fakt, że miał do czynienia z płcią piękną, nastroił go nad wyraz pozytywnie. - Koledzy z branży raczej wiedzą, że jestem wyjątkowo wybredny, więc nie wysyłają do mnie ludzi z byle książką. Jestem pewien, że skrywa pani fantastyczne skarby - dodał miękko, zgarniając z blatu resztki nadpalonej książki, która wylądowała w koszu obok.


Powrót do góry Go down
 

Wnętrze księgarni

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 6 z 16Idź do strony : Previous  1 ... 5, 6, 7 ... 11 ... 16  Next

 Similar topics

-
» Wnętrze księgarni
» Książę Endymion...
» Śnieżna Księżniczka
» Księgarnia Esy i Floresy
» Niebieska Strefa Księżyca

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London :: Ulica Pokątna :: Sklepy, restauracje i lokale :: Księgarnia Esy i Floresy-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18