Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Salon
AutorWiadomość
Salon [odnośnik]02.09.16 23:51
First topic message reminder :

Salon

Pomieszczenie jest dość małe, podobnie z resztą jak całe mieszkanie. Jego okna (z niewielkim balkonem) wychodzą na ulicę Fleet Street, znajdują się niemal na całej szerokości ściany przez co salon jest bardzo jasny. Pod jedną ze ścian stoi dość duża, miękka kanapa, na przeciwko znajdują się półki ze zdjęciami (magicznymi i mugolskimi), książkami, czy mniejszymi przedmiotami których Lily dawniej używała podczas występów iluzjonistycznych. W pomieszczeniu znajduje się także kominek, nie jest on jednak podłączony do sieci Fiuu, służy wyłącznie do ogrzewania mieszkania. Zauważyć można także duży stary zegar i komodę otoczoną sporą ilością kwiatów doniczkowych.


Maybe I'm scared because you mean more to me than
any other person.



Ostatnio zmieniony przez Lily MacDonald dnia 15.10.18 12:01, w całości zmieniany 1 raz
Lily MacDonald
Zawód : Ex iluzjonistka, obecnie wytwórca i naprawiacz mebli.
Wiek : 26
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Creagan an fhithich!
OPCM : 5
UROKI : 13
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3510-lily-macdonald#61296 https://www.morsmordre.net/t3545-kukulka https://www.morsmordre.net/t3544-zostan-moim-przyacielem#62383 https://www.morsmordre.net/f102-fleet-street-187-9 https://www.morsmordre.net/t4801-skrytka-bankowa-nr-878#102962 https://www.morsmordre.net/t3580-lily-macdonald#64284

Re: Salon [odnośnik]05.12.16 17:12
- Nie-e... raczej nie znasz - przez kilka chwil Flo próbowała odszukać w pamięci, czy Lily i Alan mieli kiedykolwiek okazję się spotkać. Z tego co pamiętała ona sama, raczej nic takiego nie miało miejsca, więc raczej ta dwójka się nie znała. W końcu Londyn był duży.
- A czy przystojny... cóż, kwestia gustu. - wzruszyła ramionami. Co ona w sumie mogła powiedzieć o Bennetcie? No, jeśli miałaby odpowiedzieć tak szczerze to... w sumie był przystojny. I charakter też niczego sobie, bardzo kochany facet. Ale naprawdę teraz ani jemu ani też Florce nie były w głowie romanse.
- Oj, rozejrzałabyś się trochę uważniej to by się coś znalazło - powiedziała jej z niejakim przekąsem. Nadal nie potrafiła uwierzyć, że Lily zupełnie nie dostrzegała tego, jak Matt na nią patrzył. Może nie był najlepszym kandydatem, ale cholera - skoczyłby za nią w ogień, tak? Takiego przywiązania to jednak ze świecą szukać.
Dziewczyna po kilku chwilach usiadła prosto, wyjęła rudowłosej z rąk kieliszek i ciastko a po chwili objęła jej głowę ramieniem i zaczęła czochrać. Kiedy już skończyła i włosy Lily wyglądały jak gniazdo bocianów, Florence podjęła atak łaskotkowy. Łaskotała dziewczynę, nie zważając na jej protesty i ewentualne wyrywanie się. Dopiero kiery uznała, że już starczy, zabrała ręce.
- No! Za bardzo się wszystkim przejmujesz, klucho! - powiedziała, padając na kanapę wyczerpana kotłowaniem się z przyjaciółką. Zaśmiała się i sięgnęła po swój kieliszek, odgarniając grzywkę z czoła. - Po prostu spróbuj myśleć, że życie to scena, a ty robisz na niej swoje magiczne sztuczki. Tylko widownia jest słaba, w sumie to całkiem do niczego.


What is my life?
Am I doing this right?
I just realized that I might

Not know what the hell is going on!

Florence Fortescue
Zawód : Bezrobotna
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
If you can't see anything beautiful about yourself...
Get a better mirror!
Look a little closer!
Stare a little longer!
THEY WERE WRONG
OPCM : 4
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 10
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarownica
Salon - Page 3 Tumblr_p0ebmcr3Ki1wbxqk4o1_540
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3964-florence-fortescue https://www.morsmordre.net/t3969-hiacynt#76587 https://www.morsmordre.net/t3968-florkowe-o-smaku-czekolady#76586 https://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 https://www.morsmordre.net/t3970-florence-fortescue#76622
Re: Salon [odnośnik]06.12.16 22:06
Uśmiechnęła się tylko lekko, ale nic nie powiedziała. Nie sądziła, żeby ktoś tak na poważnie zwrócił na nią uwagę. A przecież Matt to jej przyjaciel. On by patrzył na nią w taki sposób? To aż nie do pomyślenia. Byli przyjaciółmi od długich lat. Mieli po trzynaście lat, kiedy się poznali i ta cyfra w sumie była chyba metaforą całej tej radosnej i kompletnie popapranej relacji.
Nie zdążyła z resztą nic powiedzieć, bo zaraz Florka postanowiła się nad nią poznęcać. Szarpała się i próbowała uciec, ale jej włosy i tak już za chwilę zmieniły się w gniazdo. Tylko na tym się wcale nie skończyło i Lily śmiała się i szarpała i odpychała i próbowała uciec. W końcu obie skończyły na podłodze, bo ruda w akcie desperacji zleciała z kanapy na której siedziały. I oddychała ciężko, kiedy przyjaciółka postanowiła się zlitować.
- Jesteś demonem Fortescue, zdajesz sobie z tego sprawę? - powiedziała jej tylko nie pierwszy i na pewno nie ostatni raz w życiu, ale zaraz zarzuciła jej ręce na szyję, kiedy wróciła na miejce i przytuliła ją mocno.
- Nie umiem się nie przejmować. Taka natura. A przyjacielem w więzieniu nie można się nie przejmować. I w ogóle. A widownię zawsze miałam przednią. - puściła jej oczko, bo i jakoś tak było, że jeśli coś się działo to zwykle widziała to cała masa osób. Lil jednak się tym nie przejmowała - chyba wystarczy, że wszystkim się martwi i przejmuje, może w zamian nie przejmować się chociaż zdaniem ludzi dookoła.
- Taką mnie kochasz i będziesz kochać, bo już nie masz wyboru. - stwierdziła i sięgnęła znów po wino, dopiła lampkę i zaraz dolała i sobie i Flo.


Maybe I'm scared because you mean more to me than
any other person.

Lily MacDonald
Zawód : Ex iluzjonistka, obecnie wytwórca i naprawiacz mebli.
Wiek : 26
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Creagan an fhithich!
OPCM : 5
UROKI : 13
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3510-lily-macdonald#61296 https://www.morsmordre.net/t3545-kukulka https://www.morsmordre.net/t3544-zostan-moim-przyacielem#62383 https://www.morsmordre.net/f102-fleet-street-187-9 https://www.morsmordre.net/t4801-skrytka-bankowa-nr-878#102962 https://www.morsmordre.net/t3580-lily-macdonald#64284
Re: Salon [odnośnik]09.12.16 22:42
- Za to mnie kochasz, MacDonald - zaśmiała się w odpowiedzi, kiedy już wdrapały się z powrotem na kanapę. Objęła dziewczynę i ścisnęła mocno, mocno.
Uzupełniały się idealnie - jedna pewna siebie, druga płochliwa jak mysz. Przeciwieństwa naprawdę się przyciągają! I potwierdzało się to także w przypadku samego Matta i Lily. Florence była po prostu pewna no, przyrzekła sobie, że jeśli ta dwójka się w końcu jakoś w przyszłości nie zejdzie, ona zamknie ich w szafie i będzie tak trzymać aż do momentu, w którym durny, tchórzliwy masochista Bott w końcu wyzna dziewczynie swoje uczucia. Albo dopóki ona sama nie zobaczy w jego oczach tego błysku, który już od dawna widziała Flo. Wtedy Florka nawet nie złamałaby danej mu obietnicy, ha!
- Nie mówię by się w ogóle nie przejmować. Nie można popadać ze skrajności w skrajność, znieczulica też jest zła! - powiedziała, poprawiając Lily - Mówię tylko by to ograniczyć, mucho, inaczej osiwiejesz za parę lat!
Chwyciła lampkę wina i pociągnęła łyk.
- Tylko pamiętaj, że jak pójdziemy juz do Matta, to masz się nie rozklejać! Trzeba być stanowczym! Troche martwienia się, jasne, może być. Ale wpierw trzeba mu przekazać jakim był gumochłonem, że wylądował w Tower.


What is my life?
Am I doing this right?
I just realized that I might

Not know what the hell is going on!

Florence Fortescue
Zawód : Bezrobotna
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
If you can't see anything beautiful about yourself...
Get a better mirror!
Look a little closer!
Stare a little longer!
THEY WERE WRONG
OPCM : 4
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 10
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarownica
Salon - Page 3 Tumblr_p0ebmcr3Ki1wbxqk4o1_540
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3964-florence-fortescue https://www.morsmordre.net/t3969-hiacynt#76587 https://www.morsmordre.net/t3968-florkowe-o-smaku-czekolady#76586 https://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 https://www.morsmordre.net/t3970-florence-fortescue#76622
Re: Salon [odnośnik]10.12.16 15:57
- To może ty mu mów, że jest gumochłonem, a ja się pomartwię? - zaproponowała ten jakże uczciwy i jedyny możliwy podział z łagodnym uśmiechem. Jasne, też chciała go w tej chwili zamordować, ale znała siebie i wiedziała, że jeśli nie zacznie się tam jąkać to może samej sobie wręczyć medal. I odpuścić myśli o psychoterapii, bo jeszcze stałaby się Woodym Allenem, tylko w innych czasach i w wersji kobiecej.
Odetchnęła, bo musi się jeszcze pomartwić, ale znacznie milej się człowiekowi martwi z winem i Flo w obu rękach, zdecydowanie. Reszta wieczoru z resztą upłynęła im na milszych tematach. Trochę quieeitcha, trochę ploteczek, więcej ploteczek, dużo słodyczy. W końcu jednak Florka musiała iść. Została więc mocno przytulona na odchodne - podwójnie, żeby raz przekazać bratu - i pożegnana w drzwiach.

zt x 2


Maybe I'm scared because you mean more to me than
any other person.

Lily MacDonald
Zawód : Ex iluzjonistka, obecnie wytwórca i naprawiacz mebli.
Wiek : 26
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Creagan an fhithich!
OPCM : 5
UROKI : 13
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3510-lily-macdonald#61296 https://www.morsmordre.net/t3545-kukulka https://www.morsmordre.net/t3544-zostan-moim-przyacielem#62383 https://www.morsmordre.net/f102-fleet-street-187-9 https://www.morsmordre.net/t4801-skrytka-bankowa-nr-878#102962 https://www.morsmordre.net/t3580-lily-macdonald#64284
Re: Salon [odnośnik]08.01.17 21:19
|18.04.1956r?

Lil nie mogła usiedzieć w miejscu. Zaczynała już popadać w paranoję, wystarczył byle drobiazg, żeby wpadła w panikę - jeszcze mniejszy drobiazg, niż do tej pory. Próbowała urozmaicać sobie czas na jakiekolwiek sposoby - spotkaniami ze znajomymi, dużo czasu spędzała z Floreanem i te spotkania przybierały z każdą chwilą coraz poważniejszą formę. Nawet jej się to podobało. Nawet, jeśli jednocześnie krępowało nawet, jeśli w jej żołądku nie latały motyle i tak dalej, dobrze było mieć taką odskocznię. Szczególnie, że Frotesceau to wspaniała osoba. Ciepła, opiekuńcza, wesoła, do tego całkiem przystojny facet. Więc czemu nie?
Dzisiaj jednak nie miał dla niej czasu, a sama Lil ubzdurała sobie, że słyszy trzaskanie w zgaszonym kominku. Zamknęła się więc w sypialni i z niego napisała pełen paniki list do Matta. Bała się, że ktoś chce się dostać do jej domu przez ten koszmarny kominek. Kiedy tylko Kukułka wyfrunęła, MacDonald siadła w kącie pokoju tak, żeby w razie czego zasłaniała ją szafa, mocno się skuliła i dygotała, trzymając na wszelki wypadek różdżkę w ręce. I nasłuchiwała.


Maybe I'm scared because you mean more to me than
any other person.



Ostatnio zmieniony przez Lily MacDonald dnia 19.01.17 21:42, w całości zmieniany 1 raz
Lily MacDonald
Zawód : Ex iluzjonistka, obecnie wytwórca i naprawiacz mebli.
Wiek : 26
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Creagan an fhithich!
OPCM : 5
UROKI : 13
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3510-lily-macdonald#61296 https://www.morsmordre.net/t3545-kukulka https://www.morsmordre.net/t3544-zostan-moim-przyacielem#62383 https://www.morsmordre.net/f102-fleet-street-187-9 https://www.morsmordre.net/t4801-skrytka-bankowa-nr-878#102962 https://www.morsmordre.net/t3580-lily-macdonald#64284
Re: Salon [odnośnik]13.01.17 0:51
Dawno nie pracowałem fizycznie toteż rozładunek jednej z łodzi od świtu do teraz dał mi w kość. Wziąłem zarobek, po drodze kupiłem fajki, alkohol, resztę rozmieniłem na galeony. Nie było tego wiele, lecz wystarczająco na odwiedziny Wiwerny. Ostatnio jak nigdy zaczynałem odczuwać potrzebę zaszycia się w jakiejś spelunie i zniknięcia na kilka dni, może dłużej. Wszystko po to by myślami uciec gdzieś indziej, by zapomnieć, zrelaksować się, lecz - nie. Życie po złośliwości zdawało się mi uświadamiać, że nie mogę. Czemu? Cóż...
Po powrocie do domu znów trzymałem w ręku list od Lily. Znów nakreślony tą samą nerwową linią, o treści podobnej do tej, jaka widniała na kilku wcześniejszych listach, które napływały do mnie niezmiennie od tygodnia - bała się i potrzebowała mnie. Nie cieszyło mnie to jednak, tak jak powinno. Nieprzyjemnie wręcz ciążyło niczym ponury obowiązek. Takie to mało przyjemne było, że po tym wszystkim co mi mówiła w Tower, co mi powiedziała o Duncanie chodziła na spacery z Floreanem... Czemu więc pisała do mnie skoro mnie nie dostrzegała? Frustrujące. Bardzo. Niemniej nie potrafiłem zignorować jej wezwania. Odświeżyłem się i użyłem kominka w Ruderze, by zaraz pojawić się w domu Lily, który był nieco niższy toteż zaraz przydzwoniłem głowa o kant.
- Cholera - skrzywiłem się przykładając zaraz rękę do głowy i rozmasowując obolałe miejsce - Tak się wita gości? - rzuciłem żartobliwie widząc, jak celuje we mnie różdżką zza szafy. Cieszyłem się, że udało mi się na chwilę zdystansować od swych myśli.


I'll survive
somehow i always do


Matthew Bott
Zawód : Prace dorywcze
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
OPCM : 10
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 3
ZWINNOŚĆ : 20/45
SPRAWNOŚĆ : 30/55
Genetyka : Wilkołak

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3558-matt-w-budowie#62851 https://www.morsmordre.net/t4002-poczta-matta https://www.morsmordre.net/t3632-klopot https://www.morsmordre.net/f136-smiertelny-nokturn-36-5 https://www.morsmordre.net/t4772-skrytka-bankowa-nr-901 https://www.morsmordre.net/t3713-matthew-bott
Re: Salon [odnośnik]14.01.17 0:29
Czekała. Dygotała. Nie wiedziała, co ze sobą zrobić. Z każdym dniem głupich lęków było więcej, z każdym dniem jakoś tak trudniej było jej normalnie funkcjonować. Musiała wyglądać kiepsko, gorzej niż zazwyczaj. Miała problemy z jedzeniem przez ściśnięty stresem żołądek, była blada, coraz trudniej jej się spało, a z oczu prawie nie znikała obawa.
Kiedy kominek zapłonął, była już bliska płaczu, pewna że tym razem to nie jej wyobraźnia, że tym razem to ktoś, kto po nią przyszedł... nie ważne w jakim celu, nie ważne, że wcale nie była dla świata tak istotna, by ktoś miał za nią chodzić specjalnie, żeby zrobić jej krzywdę. Lęki nigdy nie są racjonalne. A przynajmniej mało kiedy są.
Kiedy zobaczyła, że to jednak Matt, oparła się o ścianę i razem z jej opadającymi emocjami, sama osunęła się na podłogę.
- Matt, zostań ze mną. Proszę. - jęknęła cicho, podciągając nogi pod pierś i obejmując je mocno. - Na prawdę trzeszczał.
Dodała jakby chcąc usprawiedliwić ponowne ściąganie go do siebie. Zawracała mu głowę już kilka razy, za każdym razem okazywało się, że bez prawdziwej potrzeby a jednak, kiedy znów coś się działo, pisała właśnie do niego. Przy nim czuła się bezpiecznie.
- Chciałam zostać u Flo, ale jest zajęty. I... nie chcę być sama. - dodała cicho. Trochę się z resztą cieszyła, że Florek jest zajęty. Jest świetnym chłopakiem, jednak nie ma w sobie... tego. Lil wie, że nie pozwoliłby jej skrzywdzić, ale wcale nie czuje się przy nim szczególnie bezpiecznie i często strasznie jej głupio przed nim za swoje lęki. A Matt... to po prostu Matt. Trenuje od długich lat bycie przy niej. Nie uzewnętrzniała jednak wszystkich swoich myśli, bo może i to trochę dziwne porównywać kogoś z kim się spotyka do przyjaciela?


Maybe I'm scared because you mean more to me than
any other person.

Lily MacDonald
Zawód : Ex iluzjonistka, obecnie wytwórca i naprawiacz mebli.
Wiek : 26
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Creagan an fhithich!
OPCM : 5
UROKI : 13
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3510-lily-macdonald#61296 https://www.morsmordre.net/t3545-kukulka https://www.morsmordre.net/t3544-zostan-moim-przyacielem#62383 https://www.morsmordre.net/f102-fleet-street-187-9 https://www.morsmordre.net/t4801-skrytka-bankowa-nr-878#102962 https://www.morsmordre.net/t3580-lily-macdonald#64284
Re: Salon [odnośnik]18.01.17 1:46
Cóż, to nie tak, że spodziewałem się zastać ją w innym stanie. Co ja jednak mogłem zrobić innego, jak westchnąć i uzbroić się w cierpliwość? Wyszedłem z kominka otrzepując spodnie z popiołu i upewniając się, że nie rozniosę po mieszkaniu więcej popiołu niż przewidywała ustawa. Podszedłem potem powoli do tego mojego nieszczęścia, skulonego pod ścianą. Od samego patrzenia na nią serce się krajało. Wyglądała na jeszcze bledszą niż dwa dni temu, kiedy to ostatnio u niej byłem. Zmrużyłem oczy.
- Dopiero co przyszedłem, Rudzielcu, więc jak na razie nie planuję nigdzie odchodzić - starałem się brzmieć pogodnie. Przywdziałem łagodny uśmiech po tym jak kucnąłem na przeciwko niej i sięgnąłem jej ramion przygarniając ją do siebie. Nie chciałem by się ziemniaczyła na podłodze - Choć, bo jeszcze złapiesz wilka od siedzenia na podłodze. Swoją drogą - jadłaś już coś dziś? Bo odnoszę wrażenie, że ważysz dwa obiady mniej - mówię do niej, podnosząc i sadzając siebie wraz z nią na kanapie. Przygarnąłem ją do siebie - Pewnie jakieś ptactwo się zagnieździło w kominie. W końcu wiosna. Jak chcesz mogę go odłączyć. I tak ci nie jest potrzebny do szczęścia. Albo nałożyć jakieś zaklęcie ochronne. Chciałabyś? - wolałem nie wspominać o tym, że "pewnie się przesłyszała" by nie dawać jej powodów do zastanawiania się. Czasami po prostu lepiej było zapewnić ją, że nic jej się nie wydawało i znaleźć logiczne, normalne wyjaśnienie tego co zaobserwowała. Obecnie nie było potrzeby by zaczęła zastanawiać się nad tym czy przypadkowo popada w większą paranoję niż jej się wydawało bo najzwyklej w świecie mogło to ją doprowadzić do szaleństwa.
- Jest zajęty... - zmrużyłem ślepia, smakując niechętnie tej frazy odnoszącej się do męskiego osobnika - ...jak wam się układa? - podpytałem na wpół z ciekawości na wpół po to by zdławić zgoła inne, mniej odpowiednie pytanie, jednak coś wewnątrz mnie się buntowało nie mogąc przetrawić rzeczywistości - To dlaczego nie wybrałaś kogoś kto może być przy tobie? Dlaczego on? - dodałem mimo wszystko z nieskrywaną krytyką, której powstrzymać nie mogłem.


I'll survive
somehow i always do


Matthew Bott
Zawód : Prace dorywcze
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
OPCM : 10
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 3
ZWINNOŚĆ : 20/45
SPRAWNOŚĆ : 30/55
Genetyka : Wilkołak

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3558-matt-w-budowie#62851 https://www.morsmordre.net/t4002-poczta-matta https://www.morsmordre.net/t3632-klopot https://www.morsmordre.net/f136-smiertelny-nokturn-36-5 https://www.morsmordre.net/t4772-skrytka-bankowa-nr-901 https://www.morsmordre.net/t3713-matthew-bott
Re: Salon [odnośnik]18.01.17 20:23
Objęła go za szyję mocno, kiedy ją przygarnął i zamknęła oczy. Ne zastanawiała się nad tym głębiej, choć na prawdę czassem wystarczyła obecność Matta, żeby się trochę uspokajała. Przy nim jej się nic nie stanie, on ją zawsze obroni. Jego obecność w jej życiu była po prostu oczywista, była od wielu lat i stała się po prostu nieoderwalną częścią jej egzystencji. Chyba to, że Matt po prostu jest było zbyt oczywiste, żeby mogła się połapać, że jego zachowanie może wskazywać na głębsze zainteresowanie jej osobą.
- Chyba coś jest w lodówce jeśli jesteś głodny. - dała się posadzić na kanapie i przymknęła oczy, nie odsuwając się ani trochę. Przymknęła oczy tak mocno przytulona, podciągnęła jeszcze nogi, bo pozycja "na kulkę" jednak jest trochę lepsza. I skinęła głową na słowa o kominku. Brzmiały całkiem sensownie. Ptaki. Może ma gniazdo w kominie i tyle.
- Odłącz. Nie wiem, po co mi on w ogóle jest. - i tak się go bała, i tak do niego nie wchodziła chyba, że na prawdę musiała, a przysparzał jej dodatkowych nerwów. Lepiej go odłączyć. Będzie choć trochę spokojniejsza.
Na pytanie o Florka wzruszyła lekko ramionami.
- Całkiem dobrze. - chyba Flo równie dobrze jak ona czuł, że to nie ma racji bytu, a jednak żadne z nich jakoś tego nie przerywało. Nie chciała jednak o tym mówić, jeszcze nie. Kolejne pytanie jednak trochę ją zdziwiło. - Wybrałam? Wiesz, pod moimi drzwiami nie stało za wielu adoratorów, kiedy ostatnio sprawdzałam. - uśmiechnęła się troszkę rozbawiona, choć jej uśmiech był w tej chwili lekko karykaturalny - I to normalne, że nie zawsze ma czas. Nie może zamykać lodziarni tak o.
Dodała. Jej ton był nerwowy, choć od jakiegoś czasu było to całkiem normalne. Zerknęła dość nerwowym ruchem w stronę kominka, ale zaraz znów oparła brodę na ramieniu Matta.


Maybe I'm scared because you mean more to me than
any other person.

Lily MacDonald
Zawód : Ex iluzjonistka, obecnie wytwórca i naprawiacz mebli.
Wiek : 26
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Creagan an fhithich!
OPCM : 5
UROKI : 13
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3510-lily-macdonald#61296 https://www.morsmordre.net/t3545-kukulka https://www.morsmordre.net/t3544-zostan-moim-przyacielem#62383 https://www.morsmordre.net/f102-fleet-street-187-9 https://www.morsmordre.net/t4801-skrytka-bankowa-nr-878#102962 https://www.morsmordre.net/t3580-lily-macdonald#64284
Re: Salon [odnośnik]18.01.17 22:26
- Nie zmieniaj tematu Lil. Wiem, że się stresujesz, lecz musisz coś jeść bo się pochorujesz. Widziałaś ty się w ogóle w lustrze? - Nie dawałem się zbyć bo bardzo mi się nie podobało jak zaczynała ginąć z tygodnia na tydzień pod materiałem ubrań. Znikała wręcz w oczach. Co to w ogóle za mizerna próba? Jeśli chciała obrócić kota ogonem to musiała bardziej się postarać, a oboje wiedzieliśmy, że to w tym momencie nieco poza jej zasięgiem. Lepiej niech się podda. Powinna zdawać sobie sprawę, że w razie konieczności byłem gotowy wziąć sprawy w swoje ręce, a niestety do kunsztu kulinarnego Bertiego było mi bardzo nie po drodze.
Skinąłem głową na jej decyzję odnośnie kominka, a potem...nie wiem co mi strzeliło do łba by wetknąć przysłowiowego kija w mrowisko. Tylko po co? By siebie samego wprowadzić na minę? Nic tylko pogratulować.
Całkiem dobrze
Brew mi drgnęła. Spiąłem się, słysząc jej rozbawienie, które zaszczepiało we mnie jakąś nieprzyjemne poczucie beznadziei.
- To nie jest śmieszne - zauważyłem dziwnie szorstko i poważnie, sam sobie się dziwiąc. Jednak, jak mogłabym z obojętnością przemilczeć jej słowa...Mimo wszystko ile ja pod tymi drzwiami stałem zbrojąc się w cierpliwość, czekając w nadziei na to, że może któregoś dnia wyjrzałaby przez nie i mnie dostrzegła? Przez cały ten czas, przez wszystkie te lata nie byłem nachalny w swych zamiarach, zdając sobie sprawę, że serce jej zajęte było przez nadzieje żywione względem innego. Nie dobijałem się, nie wchodziłem z butami - czekałem, godząc się ze świadomością, że być może się nie doczekam. A ona po swej deklaracji zamknięcia Duncanowego rozdziału...spotyka się z Florkiem. Cóż, tak, w pewnym sensie to nawet było zabawne - Nie powiesz mi chyba, że wymusił to na tobie lub nie miałaś wyboru. Pozwoliłaś mu na to, zadecydowałaś - więc tak, wybrałaś. W ogóle brzmisz trochę jak desperatka - dodałem ze zgryźliwym przekąsem. Nie podobało mi się to. Zdawałem sobie sprawę, że pewnie po tej decyzji z Dunkanem potrzebowała kogoś bliższego, no ale...Tak bardzo byłem zazdrosny w tym momencie o to, że nie pomyślała o mnie, że poczułem obrzydzenie do siebie samego - ona sypała się w oczach, a ja myślałem o sobie. Nie byłem ideałem, każdy ma jakieś granice, a pewnych rzeczy nie da się zatrzymać, gdy już nabrały pędu.
Położyłem dłonie na jej ramionach i odsunąłem od siebie chcąc przyciągnąć jej nerwowe spojrzenie
- Ale to całkiem normalne, że ja mam zawsze czas, Lil?


I'll survive
somehow i always do


Matthew Bott
Zawód : Prace dorywcze
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
OPCM : 10
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 3
ZWINNOŚĆ : 20/45
SPRAWNOŚĆ : 30/55
Genetyka : Wilkołak

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3558-matt-w-budowie#62851 https://www.morsmordre.net/t4002-poczta-matta https://www.morsmordre.net/t3632-klopot https://www.morsmordre.net/f136-smiertelny-nokturn-36-5 https://www.morsmordre.net/t4772-skrytka-bankowa-nr-901 https://www.morsmordre.net/t3713-matthew-bott
Re: Salon [odnośnik]19.01.17 0:28
- Jem. Po prostu... mniej. Nie ma sensu wciskać. Jak będzie po wszystkim, dojdę do siebie. - mruknęła. Stres zawsze ściskał jej żołądek, nie umiała wcisnąć w siebie zbyt dużych porcji i nie czuła zbytnio głodu. Mało kiedy jednak utrzymywał się aż tak długo, żeby faktycznie się to na niej odbijało - szczególnie, że wcale nie była na diecie na co dzień. Teraz... cóż, to była wyjątkowa sytuacja. Choć wiedziała, że wygląda źle. Nigdy nie miała ambicji bycia chudym potworkiem z podkrążonymi oczami.
Zaraz odsunęła się powoli, trochę nie rozumiejąc, czemu Matta tak zirytował temat. Objęła ramionami kolana i oparła się o tył kanapy.
- Nie, niczego na mnie nie wymusił. Samo wyszło w sumie, dziwnie zabrzmiało to wybieranie. - wzruszyła ramionami. Nie traktowała tego bardzo poważnie, w końcu... ot, od jakichś dwóch tygodni się spotykali. Trochę jakby randkowali. Bardzo lubiła Flo. Na wspomnienie o desperacji uśmiechnęła się trochę krzywo.
- Nie umawiam się z Flo z desperacji. Na prawdę bardzo go lubię. Ale nie powiesz mi, że do desperacji powodów nie mam.
Odwróciła wzrok. Całe życie wierzyła w księcia z bajki. Nawet nie chodzi tu konkretnie o Duncana, ale o tę jedną, wielką miłość, która kiedyś przyjdzie, zmiecie cały jej świat, wywróci do góry nogami. Osoba dla której ona byłaby najważniejsza i która byłaby najważniejsza dla niej, ktoś z kim budowałby swój mały świat na nowo. Jedna osoba na zawsze, czy to nie piękna idea? Dlatego nigdy nie umawiała się zbyt długo z nikim, kto nie miał w sobie tej magii, tego czegoś, nie zawrócił jej w głowie, nie wyczarował motyli w brzuchu. Czyli właściwie z nikim. Długo porównywała innych do Duncana, a teraz docierało do niej, że porównywała ich do swojego wyobrażenia, a nie prawdziwej osoby.
- Moje marzenia z wiekiem zaczynają brzmieć głupio i dziecinnie. Kiedy inni się z nich śmiali to mi nie przeszkadzało, ale boję się, że kiedyś im przyznam rację.
Znów przygryzła wargę i wzruszyła ramionami.
- Nie ma nad czym biadolić z resztą. - nie sądziła, żeby to randkowanie wypaliło. Tylko co później? Łatka starej panny trochę ją przerażała, a ten tytuł zbliżał się w sumie wielkimi krokami. Wszyscy dookoła się zaręczają, żenią, wychodzą za mąż. Trafiają na swoje drugie połówki tak po prostu, idealnie się dogadują, odnajdują! Jak?!
Zaraz odsunął ją od siebie i popatrzyła na niego zdziwiona. Nie do końca chyba zrozumiała o co pyta. Bo... to było normalne. Zawsze tak było.
- O co ci chodzi?
Wiedziała, że przecież może do niego napisać i wiedziała, że nikt go do przyjścia nie zmusza, więc raczej nie sugerował, że mu się narzuca. A tylko taki sens tej wypowiedzi widziała, tego co najpewniej chciał zasugerować Matt zwyczajnie nie dostrzecając.


Maybe I'm scared because you mean more to me than
any other person.

Lily MacDonald
Zawód : Ex iluzjonistka, obecnie wytwórca i naprawiacz mebli.
Wiek : 26
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Creagan an fhithich!
OPCM : 5
UROKI : 13
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3510-lily-macdonald#61296 https://www.morsmordre.net/t3545-kukulka https://www.morsmordre.net/t3544-zostan-moim-przyacielem#62383 https://www.morsmordre.net/f102-fleet-street-187-9 https://www.morsmordre.net/t4801-skrytka-bankowa-nr-878#102962 https://www.morsmordre.net/t3580-lily-macdonald#64284
Re: Salon [odnośnik]19.01.17 13:24
Westchnąłem odnotowując w myślach, że po sprawdzeniu kominka postaram się dopilnować by coś zjadła, bo skoro tak stawiała sprawę to przecież pewnym było, że nim "się to skończy" to zniknie. Przynajmniej taki miałem plan. Potem zacząłem grzebać kijem w mrowisku do którego nie powinienem nawet podchodzić. A ona nieświadomie tylko mnie do tego coraz bardziej prowokowała tym swoim niedostrzeganiem. Rozmawiała ze mną jak gdyby nigdy nic, opowiadała o tym Florku...Nie z desperacji, naprawdę go lubi... - nie chciałem tego słuchać. To wszystko brzmiało jak jakiś ponury żart. Po tym wszystkim, po tych wszystkich latach...miałem na nowo słuchać tej samej bajki, perypetii z innym bohaterem w roli głównej, Florkiem zamiast Dunkana? Dobre sobie. O co mi chodzi? Pokiwałem niedowierzająco głową, a usta wygięły w kpiący uśmiech. Jak to było, że patrzyła na mnie i mnie jednocześnie nie dostrzegała? O co mi chodzi. Gniew zaczął wyostrzać rysy mojej twarzy. Czego ja się w ogóle spodziewałem?
- Nawet do niego nie napisałaś, prawda? Z góry założyłaś, że nie może, nie ma czasu, pracuje i odezwałaś się do mnie. Nie do człowieka z którym się umawiasz, z którym rzekomo układa ci się całkiem dobrze, którego jak twierdzisz lubisz - tylko do mnie. Tak jest za każdym cholernym razem. Dlaczego. - Czy ty to dostrzegasz, Lil? Nie wiem jak ci to mam wyłożyć delikatniej byś zrozumiała - To takie normalne? - Wstałem z kanapy, czując, że nie mogę usiedzieć - W ogóle myślisz, że to tak będziemy mogli ciągnąć w nieskończoność? Tę relację...? Już nawet nie mówię o Duncanie, czy Floreanie, tylko o kimkolwiek z kim przyjdzie ci do głowy się związać - a jak na razie wyglądało a to, że każdy zainteresowany brał udział w konkursie tylko nie ja - myślisz, że gdy to nastąpi, to będzie normalne pisać do mnie sowy "że mnie potrzebujesz"? Co ten ktoś by sobie pomyślał? Co ja mam myśleć? - Do tej pory w ryzach trzymała mnie nadzieja na to, że coś się zmieni ale ta okazała się dziecinnie głupia. Wciąż byłem szklaną szybą w której można było szukać podparcia. Tak miało być już zawsze? Jeśli tak, to -...może powinniśmy zakończyć naszą znajomość? - Miałem wrażenie, że tańczę nad przepaścią i popełniłem wystarczająco wiele błędnych ruchów by zdać sobie sprawę, że mój upadek jest już czymś nieuchronny, a w żyłach na przemian płynie lawa i lód. Może to i lepiej - miałem nadzieję roztrzaskać się na jej dnie.
Matthew Bott
Zawód : Prace dorywcze
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
OPCM : 10
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 3
ZWINNOŚĆ : 20/45
SPRAWNOŚĆ : 30/55
Genetyka : Wilkołak

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3558-matt-w-budowie#62851 https://www.morsmordre.net/t4002-poczta-matta https://www.morsmordre.net/t3632-klopot https://www.morsmordre.net/f136-smiertelny-nokturn-36-5 https://www.morsmordre.net/t4772-skrytka-bankowa-nr-901 https://www.morsmordre.net/t3713-matthew-bott
Re: Salon [odnośnik]19.01.17 15:20
Nigdy nie przerażała jej złość Matta. Przecież to on. On by jej nie skrzywdził, cokolwiek by się nie działo. Chyba dlatego i tymtak razem zareagowała raczej zdziwieniem, trochę zmartwieniem widząc jego nerwy. Dopiero to, co mówił zaczęło mocniej na nią wpływać. Odsunęła się jeszcze trochę i patrzyła jal on wstaje, słuchała jego pełnych złości słów i nie mogła uwierzyć, że to się dzieje na prawdę.
- Matt...ale...
Nie wiedziała, co powiedzieć. Bo przecież to było normalne, byli przyjaciółmi, więc to naturalne, że się wspierają! I dopiero po chwili, kiedy patrzyła na jego gniew, myślała o tym, jak Matt nie lubił osób z którymi się kiedykolwiek spotykała, jak każdy był nie tym, każdy go drażnił. Jak zawsze był obok. I, kiedy dotarł do niej sens jego słów, była w całkowitym szoku i przez chwilę zarówno kominek, jakze i przesłuchanie straciły znaczenie.
- Matt czy... czy ty...? - nie dokończyła pytania, a jednak patrzyła na niego oczekując odpowiedzi. Wydawało jej się to nieprawdopodobne. Przecież on od tylu lat był zaraz obok, przez cały czas jako ten najbliższy przykaciel, myśl, że czuł do niej coś więcej... że ktoś patrzył na nią tak, jak ona na Duncana. Nawet pomijając fakt, że to Matt, trudno było jei uwierzyć, że ONA mogła być dla kogoś tak ważna, ona, która zdecydowanie taciła przy bliższym poznaniu swoją nieporadnością, kiedy przecież Matt znał ją na wylot!
Przygryzła wargę, kiedy pomyślała, jak przykre musiało być dlaw Matta wysłuchiwanie o jej sercowych problemach, choć wciąż wydawało jej się to nieprawdopodobne. Chyba w tej chwili najbardziej czekała, aż on wyśmieje jej głupie podejrzenia.
Ale zamiast tego powiedział jeszcze coś. Coś, co docierało do niej powoli i było chyba tysiąc razy bardziek nieprawdopodobne, niż jej podejrzenia.
Otworzyła usta, żeby coś powiedzieć, ale nie wiedziała, coze, głos uwiązł jej w gardle. Czuła, że gubi się w tym, co się dzieje, że bardzo chce się przytulić, zamknąć oczy i jak zazwyczaj zaczekać, aż będzie dobrze, aż problem sam zniknie albo, aż Matt go przegoni.
Tylko tym razem było to niemożliwe.
Czuła, jak jej serce mocno bije w piersi z lęku przed utratą, jak w jejtych gardle zbiera się gula, wplotła palce we własne włosy, kuląc się przy tym mocniej.
Czy zatrzymywanie go będzie egoistyczne? Czy będzie umiała jakkolwiek odpowiedzieć na to, czego on chce? Czy powinna pozwolić mu po prostu pójść? Ostatnia myśl wydawała jej się szalona.
Bo jak to Matta miałoby nie być obok?
-Nie mówisz poważnie...
Pokręciła głową, zaciskając dłonie mocniej.
- To ma być jakieś chore ultimatum? Wszystko albo nic? Zdajesz sobie w ogóle sprawę, jak bardzo to jest niesprawiedliwe? - jej oczy zaszły łzami, ale złość i niedowierzanie pomagały jej trochę panować nad głosem. Wstała z miejsca, unosząc na niego w końcu spojrzenie.
- Próbujesz mnie zastraszyć? Wiesz, to najgorszy sposób na wyznanie uczuć, o jakim słyszałam.
Kusiło ją, żeby złapać go za rękę i obiecać wieczną miłość, byle tylko z nią został, ale to byłoby najbardziej podłym, co mogłaby mu teraz zrobić. Bo kierowałby nią jedynie lęk przed straceniem go. Ale... czego oczekiwał, mówiąc jej o tym, mówiąc po chwili coś takiego!
Szczególnie w takiej chwili.
Oparła się o ścianę. [i]Jeśli to jakiś cholernie długi koszmar, chyba pora się budzić.[/b]
Bała się, że Matt na prawdę wyjdzie, ale nie potrafiła go w tej chwili zatrzymywać.


Maybe I'm scared because you mean more to me than
any other person.

Lily MacDonald
Zawód : Ex iluzjonistka, obecnie wytwórca i naprawiacz mebli.
Wiek : 26
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Creagan an fhithich!
OPCM : 5
UROKI : 13
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3510-lily-macdonald#61296 https://www.morsmordre.net/t3545-kukulka https://www.morsmordre.net/t3544-zostan-moim-przyacielem#62383 https://www.morsmordre.net/f102-fleet-street-187-9 https://www.morsmordre.net/t4801-skrytka-bankowa-nr-878#102962 https://www.morsmordre.net/t3580-lily-macdonald#64284
Re: Salon [odnośnik]19.01.17 17:18
Tu nie było miejsca na żadne ale. Tego wszystkiego nie dało się w normalny sposób wytłumaczyć, udawać, że wszystko jest na swoim miejscu i będzie zawsze. Nie mogło. Burzyłem w tym momencie każdy skrawek tego stabilnego gruntu do którego była przyzwyczajona z niepodobną do mnie premedytacją. Wszystko po to, by zdała sobie sprawę z tego, jak bardzo idealistycznej wizji pragnęła i jak bardzo była sprzeczna z tym czego ja chciałem. Bo czy ja...?
Złapałem jej spojrzenie, rażony jej sugestią, nie wiedząc przez chwilę jak powinienem zareagować. Co prawda, wielokrotnie wyobrażałem sobie ten moment, jak zdaje sobie sprawę, jak na mnie patrzy, lecz gdy nastąpił - w głowie miałem pustkę, którą po kilku sekundach zastąpiła panika. Uciekłem spojrzeniem będąc zawstydzony, zażenowany, nie zdając sobie sprawy w jak wymowny sposób potwierdziłem wszystko. Dziwne to było uczucie. Zdać sobie świadomość z tego, że to co latami się skrywało nagle stało się jawne. Nie planowałem tego. Nie w taki sposób. Nie zamierzałem jednak obracać tego w żart, zaprzeczać.
- Nie jestem tak bezinteresownym człowiekiem, jak ci się wydawało, Lil - zauważyłem szorstko, chłodno, nawet na nią nie spoglądając. Wszyscy w końcu robimy coś w jakimś celu. Nie byłem inny. Myślałem, że być może, jeśli wykażę się odpowiednią cierpliwością, że być może to z powodu Duncana...Myślałem, że rywalizuję, a ostatecznie wychodziło na to, że nigdy nie byłem nawet brany pod uwagę jako zawodnik. Sam sobie byłem to winien, prawda?
- Myślisz, że byłbym w stanie zaproponować ci TAKIE ultimatum? - Nie wiem czemu, lecz się zaśmiałem - Przez cały czas po prostu byłem, nie chcąc wymuszać na tobie niczego, bojąc się, że mogłabyś właśnie uznać to za szantaż lub poczuć presję, potrzebę, konieczność odwzajemnienia tego... - i to się właśnie w tym momencie działo, prawda? Już nie byłem zły, bardziej zmęczony tą obłapiającą mnie beznadzieją. Wszystkie najgorsze obawy przed którymi uciekałem w tym momencie się iściły - a teraz zarzucasz mi, że stawiam ci warunki, zastraszam...nigdy nie byłem wobec ciebie niesprawiedliwy. Dlaczego teraz miałbym...? Za kogo ty mnie masz? Nie uważasz, że gdybym chciał osiągnąć, zdobyć cie w ten prymitywny sposób to przez te wszystkie lata mogłem to zrobić już wcześniej? Że pozwoliłbym ci wyjechać? Nie jestem aż tak głupi, Lil - przecież wiedziałem od samego początku, że nie patrzyła na mnie w ten sposób i przez cały ten czas nie zrobiłem nic by to zmienić naiwnie myśląc, że sama na mnie spojrzy, jeśli tylko będę blisko.
- Nie można mieć wszystkiego na raz - wiedząc, że nic się nie zmieniło nie miałem zamiaru trzymać jej za rękę, kiedy to ona będzie próbowała pochwycić kogoś innego. Nie wiem czy pozwoliłbym jej na to. Z drugiej strony nie pozwoliłbym jej być ze sobą wiedząc, że zrobiłaby to tylko ze strachu przed stratą. Ona zresztą też nie potrafiłaby tego mi zrobić. Miałem przynajmniej taką nadzieję więc nie...nie stawiałem żadnego ultimatum. Podjąłem najlepszą dla nas decyzję. Tak mi się przynajmniej w tym momencie wydawało - Tak będzie najlepiej- rzuciłem, a potem zacząłem kierować swoje kroki w stronę kominka. Wiedziałem, że w ten sposób za mną nie podąży, a ja nie zamierzałem zmienić zdania.

|zt


I'll survive
somehow i always do


Matthew Bott
Zawód : Prace dorywcze
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
OPCM : 10
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 3
ZWINNOŚĆ : 20/45
SPRAWNOŚĆ : 30/55
Genetyka : Wilkołak

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3558-matt-w-budowie#62851 https://www.morsmordre.net/t4002-poczta-matta https://www.morsmordre.net/t3632-klopot https://www.morsmordre.net/f136-smiertelny-nokturn-36-5 https://www.morsmordre.net/t4772-skrytka-bankowa-nr-901 https://www.morsmordre.net/t3713-matthew-bott
Re: Salon [odnośnik]19.01.17 21:18
Mówił, że to nie ultimatum, a jednak brak oczekiwanej reakcji wiązała się z odejściem. Lily patrzyła na niego w szoku, nie wiedząc co powiedzieć, ani jak zareagować, kiedy objęły go zielone płomienie, po jej policzkach w końcu popłynęły łzy. Powoli osunęła się po ścianie, którą miała za sobą, skuliła się mocno i zwyczajnie rozpłakała nawet nie próbując panować nad milionem myśli, które biegły jej przez głowę.
Nie mogła uwierzyć, że to wszystko po prostu się stało, że straciła przyjaciela. Że ktoś ją pokochał, że się o nią starał! Zatarło się jej to, przywykła do myśli, że Matt to przyjaciel, nie umiała pomyśleć, że ktoś tak bliski mógłby ją pokochać.
Długo nie mogła dojść do siebie. Kilka razy robiło jej się duszno od całej tej paniki. Tym bardziej, że nie było niczego, co odciągałoby ją od przykrych myśli. Te same się nakręcały. Matt, praca, przesłuchanie, referendum, wszystko dookoła stawało się coraz straszniejsze, trudno jej było w tej chwili znaleźć jakikolwiek punkt zaczepienia, odetchnąć, uspokoić się. Nie było żadnego zajęcia.
Nocą poszła do sypialni, choć nie umiała jakoś spać. Za dużo myśli obijało jej się o głowę.


Maybe I'm scared because you mean more to me than
any other person.

Lily MacDonald
Zawód : Ex iluzjonistka, obecnie wytwórca i naprawiacz mebli.
Wiek : 26
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Creagan an fhithich!
OPCM : 5
UROKI : 13
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3510-lily-macdonald#61296 https://www.morsmordre.net/t3545-kukulka https://www.morsmordre.net/t3544-zostan-moim-przyacielem#62383 https://www.morsmordre.net/f102-fleet-street-187-9 https://www.morsmordre.net/t4801-skrytka-bankowa-nr-878#102962 https://www.morsmordre.net/t3580-lily-macdonald#64284

Strona 3 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

Salon
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach