Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Gabinet M. P. Rowle'a
AutorWiadomość
Gabinet M. P. Rowle'a [odnośnik]20.04.17 20:01

Gabinet M. P. Rowle'a

W niewielkim, lecz przytulnym gabinecie niemal zawsze podczas pracy Rowle'a panuje okrutny chaos. Stosy chwiejnych konspektów zajmują całą powierzchnię biurka, ponadto nierzadko projekty rozpoczętych artykułów zaściełają podłogę, a tyle samo pomiętych plików pergaminu wysypuje się z kosza na śmieci. W powietrzu unosi się ostry zapach atramentu oraz czarnej, mocno palonej kawy, której nie może zabraknąć w filiżance Magnusa. Kiedy Rowle kończy pracę nad artykułem, gabinet momentalnie powraca do stanu wręcz chirurgicznej czystości: na blacie nie ma śladów atramentu, każdy blankiet papieru spoczywa w odpowiedniej, starannie opisanej teczce, a na biurku nie spoczywa żaden przedmiot prócz kałamarza, ulubionego orlego pióra, przycisku do papieru oraz ruchomej fotografii jego córeczek, jedynego osobistego akcentu w pomieszczeniu.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Gabinet M. P. Rowle'a Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Gabinet M. P. Rowle'a [odnośnik]24.04.17 10:39
|5 kwietnia

Świeże, ostre, kwietniowe słońce wyrwało Magnusa z płytkiego snu i poderwało z łoża w wyjątkowo dobrym nastroju. Nie przeszkadzały mu poranne godziny pracy, ani niezbędna pobudka niemalże o świcie. Filiżanka ulubionej kawy (a w biurze kolejne kilka kubków) oraz obowiązkowy magiczny papieros skutecznie stawiały mężczyznę na nogi, a on sam nie marzył w ogóle o powrocie pod ciepłą pościel, chociaż nadal odpoczywała tam jego żona. Przed wyjściem musnął ustami jej wargi - uśmiechnęła się przez sen - i wydał kilka stosownych instrukcji lokajowi, zarządzającemu dworem pod jego nieobecność. Podejrzewał, że dziś będzie musiał zostać w redakcji do późna, co w praktyce oznaczało do godzin nocnych. Terminy goniły, nieubłaganie zbliżał się czas oddania jednego z najważniejszych projektów, który w mniemaniu Magnusa nie przedstawiał się nawet w połowie tak, jakby on sobie tego życzył. Współpraca: nie cierpiał jej w kontekście podziału obowiązków w drodze wykonania określonego zadania, jednego celu. Zawsze znajdował się ktoś, kto się nie przygotowywał, kto nie brał udziału w spotkaniach, kto bardziej przeszkadzał, aniżeli pomagał, żerował na pracy innych, a w efekcie jego nazwisko i tak figurowało na stronie tytułowej, a cwaniaczka nie dość, że chwalono za to, czego nie zrobił, to jeszcze cytowano słowa, które nigdy nie wyszły z jego ust. Rowle jednak uparcie i z determinacją godną podziwu tępił podobne praktyki, wręcz słynąc ze swojej niechęci do nygusów i gagatków wymigujących się od pracy. Miał różne sposoby, by skłonić leniów do roboty, a w ostateczności (nagminne obietnice i żadnych zmian) nie poczuwał się do wyrzutów sumienia, kiedy szeptał redaktorowi naczelnemu o mało efektywnej pracy delikwenta i jego zerowych staraniach. Nie znosił nieprofesjonalności i obijania się, zwłaszcza kiedy osobiście wychodził ze skóry, by finalnie projekty zostały nie tylko uznane w środowisku wewnętrznym, ale i spotkały się z życzliwym przyjęciem społeczeństwa, często również za granicą. Śpiesząc do pracy mimo pozytywnego nastroju, nieustannie marszczył brwi pod wpływem może jeszcze nie czarnych, ale z pewnością ciemnoszarych myśli kręcących się dookoła terminu złożenia projektu i naprawdę długiej listy spraw, jakie zostały jeszcze do wykonania. Nieco rozstrojony przez swe zagwozdki, teleportował się nieco dalej od redakcji niż czynił to zazwyczaj, lecz stwierdził, że krótki spacer nieco go orzeźwi. Zwłaszcza, że przy bramie strzegącej wstępu do kamienicy zauważył postać, sądząc po gwałtownych ruchach, próbującą przekonać klamkę, by ustąpiła pod naporem jej tyrady. Nieraz musieli zmagać się ze sfrustrowanymi ludźmi, próbującymi desperacko wpłynąć na eseistów - przy czym najdziwniejsza sytuacja spotkała chyba właśnie Magnusa, kiedy nieprzychylnie ocenił polityczne wystąpienie jednego z raczkujących na arenie ministerstwa młodego szlachcica. Młodzika nie wpuszczono do środka, lecz ciężka sakiewka ze złotem rzucona nadzwyczaj celnie, wybiła okno w gabinecie Rowle'a - czasami domagając się sprostowania kąśliwego artykułu, innym razem żądając wręcz zaniechania pracy nad jakimś tematem. Magnus miał perfekcyjny pogląd na postępującą megalomanię arystokratów, którym się wydawało, że mogą wszystko, nawet jeżeli stawali w opozycji do innych szlachciców.
Nieśpiesznym krokiem zbliżył się do bramy, bacznie przyglądając się chłopakowi, nadal nierezygnującemu z próby przedostania się do środka. Co zadziwiło Magnusa, nie był przy tym zupełnie agresywny, raczej... determinacja mieszała się u niego z rozpaczą, jasno błyszczącą w dużych oczach.
-Ale ja naprawdę muszę tam wejść - przekonywał gorączkowo chłopak, wyciągając za pazuchy idealnie prosty kawałek pergaminu (czyżby czytał ten list tyle razy, że aż sam się wyprostował?) - i machając nim tuż obok metalowej klamki - jestem nowym stażystą. Nikt mnie nie uprzedzał o żadnym haśle! - jęknął, przysuwając list nieco bliżej, jakby z nadzieją, że brama prócz zdolności rozpoznawania właściwej maksymy, posiadła także umiejętność czytania. Magnus wiedział, że dowcipniejsi pracownicy często pogrywali w takie gierki z nowo przyjętymi asystentami, zmuszając biedaków (przerażonych wyrzuceniem z pracy za niestawienie się już w pierwszym dniu) do darcia portek przy i tak skazanych na porażce próbach przesadzenia płotu.
-Pozwól tu, młodzieńcze - odezwał się do chłopaka, kiedy sam już znalazł się tuż brzy bramie, nieco znudzony powtarzalnością tego widowiska, zdarzającego się przeciętnie raz w miesiącu - pokaż to polecenie - nakazał, wyciągając dłoń, w jaką ten skwapliwie wcisnął plik pergaminu. Magnus przebiegł tekst wzrokiem; zdawał się autentyczny, podpisany przez redaktora, z jego pieczęcią... i nazwiskiem Rowle'a, gdzieś w środku całego tekstu, jako bezpośredniego przełożonego młodzika.
-Wie pan, lord Rowle, ten mój zwierzchnik miał przesłać mi dodatkowe instrukcje, ale tego nie zrobił - ciągnął chłopak, kompletnie nie zwracając uwagi na nieco skonsternowaną minę Magnusa - myślałem, że akurat o n jest na tyle poważny, by nie bawiły go takie żarty - paplał dalej, skrzętnie korzystając z tego, że Rowle otworzył bramę i puścił go przodem - nie to, żeby był jakimś moim autorytetem, bo nie zgadzam się z częścią jego artykułów, ale miałem go za konkretnego człowieka - mówił nieprzerwanie, podczas gdy Magnus utrzymywał kamienną twarz, prowadząc go wśród plątaniny korytarzy - to tutaj - rzekł w końcu, zatrzymując się przed drzwiami do własnego gabinetu.
-O, bardzo panu dziękuję, gdyby nie pan, pewnie bym tam stał do zasranej śmierci - młodzieniec z entuzjazmem potrząsnął ręką Rowle'a i dziarsko się odwrócił, aby zapukać do drzwi, na co oczywiście odpowiedziała mu cisza - nie ma go jeszcze. Wie pan może, czy często się spóźnia? - chłopak odwrócił się do niego w błyskawicznym tempie, zadając kolejne (pogrążające?) go pytania.
Magnus uśmiechnął się cierpko, pokręcił głową i wyminął go stanowczo, kluczem otwierając drzwi i gestem zapraszając młodzieńca do środka - nie, nieczęsto - zaprzeczył surowym głosem - tylko wtedy, gdy musi wyciągać z tarapatów swych nowych asystentów, o których istnieniu nikt nie raczył mu wspomnieć wyjaśnił nader cierpliwie i uprzejmie, z satysfakcją obserwując czerwieniące się uszy chłopaka - ale skoro już tu jesteś - uciął rozpoczynający się właśnie monolog chłopaka po jednym słowie, podejrzewając, że później niezwykle ciężko byłoby mu się wciąć - możesz poroznosić te teczki. Są podpisane, nazwiska znajdują się też na drzwiach gabinetów. Przy okazji pozwiedzasz redakcję - oby jak najdłużej, dopowiedział w myślach, zadowolony, że przynajmniej na jakiś czas pozbył się chłopaka ze swego biura. Miał mnóstwo rzeczy na głowie, a podejrzewał, że nadgorliwy asystent skutecznie uniemożliwi mu skupienie się na jego zadaniach. Wygrał jednak dość czasu, by sporządzić konspekt do artykułu, który miał ukazać się w kolejnym wydaniu Walczącego Maga - mimo, że został mu prawie miesiąc, by go napisać, to Rowle wolał przygotować się zawczasu, zawzięcie unikając sytuacji, w których robi wszystko na ostatnią minutę. Temat zresztą przygotował dużo wcześniej, niemalże przed czterema tygodniami, kiedy tylko wiedział, o czym traktuje marcowy materiał. Kwiecień co prawda nie obfitował w równie doniosłe wydarzenia na arenie politycznej, jak marzec, jednakowoż dużo bardziej stały się odczuwalne skutki decyzji władz z poprzedniego miesiąca. Przesłuchania mugolaków - informacje z pierwszej ręki nietrudno było zdobyć, dysponując rozbudowaną siecią kontaktów, również w ministerstwie - stanowiły bezpośrednie następstwo wprowadzenia policji antymugolskiej, chociaż Rowle miał duże zastrzeżenia co do tak radykalnego i drastycznego kroku; wiedział, że nie zostawi suchej nitki na dekrecie pani Minister. Zza biurka niezwykle łatwo było wygłaszać krytykę, aczkolwiek Magnus negował nie samą ideę, a jej wykonanie. Trudniejsza część artykułu: wymagająca wyczerpującego wywiadu społecznego, zebrania pomysłów i opracowania alternatywnego rozwiązania, bo nie zwykł wytykać błędów, bez odpowiedniej podstawy, iż jednak istnieje lepsza, skuteczniejsza opcja rozwiązania tak skomplikowanego problemu. Tym jednak mógł zająć się później - i to bez wyrzutów sumienia - na razie koncentrując się nad powierzchownością. Musiał już teraz na ostatni guzik dopiąć terminy; dokładnie zdawał sobie sprawę z tego, że spotkania ze starszym podsekretarzem Ministra Magii należy ustalać ze znacznym wyprzedzeniem. Postanowił do tego zadania zaprząc nowego asystenta (jak on miał w ogóle na imię?), który akurat powrócił, zalewając go falą niepotrzebnych informacji, zapewne pragnąc zatrzeć wrażenie, jaki wywarł na Magnusie na początku. Rowle pokrótce wyjaśnił chłopakowi, co powinien napisać w liście i przykazał mu, aby przed wysłaniem pokazał mu jego brzmienie - nie zaufałby młokosowi, nawet, gdyby był synem samego Slytherina - samemu zagłębiając się w analizę sprawozdania z piątkowego posiedzenia Wizengamotu w sprawie mugolaka, który wniósł oskarżenie przeciwko swoim współpracownikom, którzy jakoby mieli go zaatakować kierowani "zaściankową ślepotą i nienawiścią do krwi innej niż czysta". W połowie lektury musiał przerwać, niezmiernie zirytowany bzdurnymi zeznaniami szlamy, przytoczonymi w skali podobieństwa jeden do jednego - akurat w odpowiednim momencie, by sprawdzić pierwsze dość poważne zadanie swego asystenta. Z którego wywiązał się... zadowalająco.
-Jest dość dobrze, ale należy popracować nad kilkoma rzeczami. Zwroty grzecznościowe przede wszystkim, w sprawach zawodowych nie musisz, a nawet nie powinieneś używać tytułów szlacheckich. Treściowo... - przeczytał szybko notkę, zwracając przy tym jednak baczną uwagę na szczegóły - w porządku, chociaż zbyt dokładnie rozwodzisz się nad przyczyną tej prośby. Wystarczy konkretne uzasadnienie - zawyrokował, podkreślając słowa, jakie należało zmienić i wykreślając te, zupełnie niepotrzebne - i kaligrafia. Pisz wyraźniej, niekoniecznie artystycznie, ale czytelnie. Przepisz to na czystym arkuszu i przynieś mi do podpisania - nakazał, po czym z ciężkim sercem wrócił do lektury. A jednak upominanie młodego asystenta mogło być przyjemniejsze, aniżeli zmaganie się z urojeniami mugolaka.

|zt
Magnus Rowle
Zawód : reporter Walczącego Maga
Wiek : 35
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
O mój słodki Salazarze, o mój słodki
Powiedz mi, że warto
Że przejdziemy przez to wszystko gładko
Będzie wiosna dla mych dzieci przez kolejne tysiąc lat
OPCM : 20
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 42
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Czarodziej
Gabinet M. P. Rowle'a GleamingImpressionableFlatfish-small
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4426-magnus-phelan-rowle https://www.morsmordre.net/t4650-korespondencja-m-p-rowle-a https://www.morsmordre.net/t4655-careless-whisper https://www.morsmordre.net/f310-cheshire-farndon-posiadlosc-rowle-ow https://www.morsmordre.net/t4652-skrytka-bankowa-nr-1118 https://www.morsmordre.net/t4786-magnus-rowle
Re: Gabinet M. P. Rowle'a [odnośnik]09.08.17 21:58
|2 maja

Anomalie z pierwszego dnia nowego miesiąca targnęły Magnusem równie mocno, jak całą Brytanią, która zatrzęsła się od dramatycznego wybuchu magii. Odzyskał dość sił, by na własną rękę przeprowadzić - oczywiście, zawodowy - rekonesans, podpytywać, dopytywać i zagadywać, dorabiając sobie własną teorię do zaistniałych sytuacji. Zaćmienie opadło, pozostawiając go trzeźwego, z jasnym spojrzeniem na nową sytuację, umiejętnie dopasowującego się do zastanych realiów. Jak zawsze obudził się wraz ze wschodem słońca, jak zawsze rankiem wypił swoją rytualną, czarną kawę, wypalił papierosa (tu odbiegając nieznacznie od niepisanego schematu) i teleportował się do pracy. Bez charakterystycznej elektryczności, napełniającej go diabelską energią, przekuwaną w błyskotliwe publicystyczne teksty w błyskawicznym tempie. Kiwał się powoli, a głowę rozsadzały mu strzępki pulsujących myśli, nieukładających się w żadne, logicznie brzmiące zdanie. Przywykł do tego, że na papier przelewa bezpośrednio to, co mu w duszy gra i dziwnie się czuł, nie mogąc tego zrobić. Pióro kołatało się o kilka cali nad pergaminem, ze stalówki kapały granatowe kleksy, a Magnus zasępiony, ze zmarszczonymi brwiami i silnie zafrasowanym obliczem wgapiał się w leżącą przed nim kartkę, jakby szukając w mimowolnie powstałych bohomazach twórczej inspiracji. Donosił o faktach, o natrętnych problemach, dręczących angielskie społeczeństwo (stronnictwo szlacheckie), o ekonomicznych fiaskach, o upadku obyczajów, degrengoladzie, sukcesach jednostek, o międzynarodowym kryzysie, niesięgającym na szczęście prężnej gospodarki Wielkiej Brytanii, o rozczarowaniach młodym pokoleniem, które nie spełniało pokładanych w nich nadziei. W "Walczącym Magu" nie istniała rubryka poświęcona domysłom. Rozważania, dywagacje, wszelkie formy inteligentnej rozgrywki z widzem, zmuszającym go niejako do podjęcia gry oraz dialogu - pytajniki wychodzące spod ręki Magnuisa niekoniecznie przemieniały się w retorycznie brzmiąc zdania - były mile widziane, aczkolwiek domniemywanie koszmarnej nocy było wywoływaniem wilka z lasu. Chociaż był Rowle'em, nie porywał się na podobną (samobójczą?) próbę. Odstawił więc pisanie na bok, przynajmniej na chwilę obecną, zaczynając od czegoś, co zazwyczaj odwlekał do ostatniej sekundy. Chyba jedyny znienawidzony obowiązek, poznanie przeciwnika, wywołujące serię nieprzyjemnych powikłań. Ból głowy, ogólne osłabienie organizmu, który jakby instynktownie wzbraniał się przed raczeniem go nieprzyjemną szczepionką. Mroczki przed oczyma miewał za często, kiedy tylko zbyt długo zasiedział się przy świeżym wydaniu Proroka Codziennego - czytywał to ścierwo regularnie, z pominięciem pomniejszych reklamówek a wydestylowaniem najistotniejszej części. Porcje faktów i rewelacji, będących tak naprawdę ledwie ochłapami, odpadkami mięsa, rzuconego z pogardą ludziom o ujemnym ilorazie inteligencji, chwytających każde doniesienie ministerialnej prasy jak pelikany. Przegląd prasy pozwalał Rowle'owi wyłuskiwać jednak z absurdalnych, niedorzecznych tematów i niepoprawnie gramatycznie zdań szereg tych prawdziwych, ważnych rzeczy, nieumiejętnie tuszowanych dużymi, drukowanymi literami. Te prędko się podwajały, tańcząc w irracjonalnych wygibasach, a jego przyprawiając o migrenę, z gatunku tych długich i męczących. Oddałby wiele, by zrzucić to na swego asystenta, ale pojmował wagę tego nieoczywistego zadania, odwrotnie proporcjonalnego do poziomu, jaki reprezentował sobą Prorok. Seria niefortunnych zdarzeń; nie potrzebował niczego więcej, by zdefiniować oczywiste umywanie rąk. Kadra Ministerstwa bawiła się w pieprzonego Piłata, ale im nie mogło to ujść na sucho. Kreślił zemstę. Jeszcze na papierze, ale już począł szkicować plany, zakładające totalne wyszydzenie organu rządowego, na czele z Wilhelimną Tuft.
Pierdolę - warknął na głos, jednym ruchem ręki zrzucając z biurka wszystkie zalegające na nim przedmioty. W połowie zapisane pliki pergaminu zaścieliły podłogę, przycisk do papieru upadł niebezpiecznie blisko jego stopy, ramka ze zdjęciem córek Magnusa zbiła się, zdobiąc podłogę w setki szklanych odłamków. Zaczął zbierać je ręcznie, z masochistyczną przyjemnością oddając się drobiazgowej, fizycznej pracy, odciągającej go od rozpędzającego się tornada, z jakim - po raz pierwszy - nie chciał mieć nic do czynienia. Logiczne tabelki wracały jednak na swoje miejsce, powoli odnajdując się w chaosie, porządkując rozdygotaną percepcję Magnusa na tyle, by mógł skoncentrować się na czymś innym niż eksplodującej magii, wybuchających bez powodu pożarach, nieświadomej teleportacji w nieznane miejsca, nie wspominając o utracie wzorku. Precyzyjnie, jakby kroczył po rozwieszonej nad przepaścią linie, wykaligrafował niepoważny tytuł poważnego artykuły. Kogel-mogel pysznił się u góry strony, może nie zachwycając wysublimowanych gustów wymuskanych arystokratów, ale na pewno - szokując. Głęboko w poważaniu miał poklask, czy aprobatę, pisząc tyradę o bezużyteczności Ministerstwa przeplecionej setką dygresji, traktujących o czasach zamierzchłej świetności i literackich skandalistach. Gubił głowę w nieco chaotycznym eseju, przywodzącym na myśl rozprawę przeciwko światu, a nie, zlecony do napisania artykuł, bez narzuconego z góry motywu przewodniego. Powinien czuć wdzięczność, że ofiarowano mu tak szerokie pole do popisu i nie kontrolowano zanadto jego manewrów - tekst napisany przez Deirdre, opublikowano kilka miesięcy temu, nie przykładając wagi do tej krótkotrwałej zmiany lekkości pióra. Teraz zmierzał do serii bliskiej dwunastu opowiadaniom tułaczym; pisał je z perspektywy pielgrzyma, dążącego do pewnego celu, świętego, a nieosiągalnego, burzonego powodami irracjonalnymi, jakich nie potrafił uczynić bardziej ludzkimi. Wszystko w okół było na nie, on jako jedyny przeciwstawiał się postawieniu pod ścianę. Nie przyjmował do wiadomości takiej egzekucji, hańbiącej równie mocno, jak ogolona głowa. Szkalował tak tych, którzy niejednoznacznie opowiedzieli się za ministerstwem, tych, którzy nie dość stanowczo wyrazili jedyne słuszne poglądy, tych, którzy byli zbyt dużymi tchórzami, by się przeciwstawić i tych, którzy ważyli na szali magiczną potęgę wraz z prostym człowieczeństwem. Mdliło go na samą myśl o wstawieniu między tymi odważnikami znaku równości, ale istnieli (pod)ludzie, gdzieś, w podziemiu, śniących o tym, jak Magnus śnił o swojej utopii. Przekuł niemoc w furię, z jaką przebiegał piórem po pergaminie, nie nadążając z maczaniem go w atramencie. Zwykle eleganckie pismo przybrało formę trudnych od odcyfrowania szlaczków, ciasno pokrywających zwijający się w rulon papier i niekończących się, mimo tego, że już dawno wybiła godzina, płosząca z redakcji ostatnich maruderów. Magnus nigdy nie zostawiała niedokończonej pracy, a rozpoczęty tego samego dnia artykuł potrafił skończyć - rzetelnie - już kilka(naście?) godzin później, rzecz jasna odpowiedni zaopatrzywszy go w serię przypisów i niezbędnych źródeł. Był ostry, był krytyczny, ale również - niezwykle słowny. Nie obwieszczał farmazonów, czytywał dzieła wybitnych, zagranicznych publicystów, posiłkował się terminologicznymi słownikami, co kosztowało go karkołomne poszukiwania, nierzadko trwające dłużej od samego procesu twórczego. Uparcie jednak trzymał się swoich zasad, stworzonych jego własną ręką dla jednej osoby. Wobec siebie wymagał dokładnie tyle samo, ile od innych - a nawet więcej, znając przecież swoje możliwości. Kogel-mogel był czymś na pograniczu wyuzdanych fantazji Magnusa a upolitycznionego eseju, czymś mieszczącym się w wąskich bramkach między manifestem nabuzowanego krwią szlachcica, a uroczystym orędziem zdeterminowanego dziennikarza. Wiedział, że tym razem namiesza i... może dlatego postanowił się wstrzymać? Nie napisał ostatniego akapitu, twardo zakręcając kałamarz i odkładając pióro z powrotem na miejsce; zamiast osuszyć tekst różdżką, nieco dramatycznie przysypał go suchym piaskiem (przywiezionym z pamiętnej, francuskiej wysepki) i odłożył, odwracając wzrok, by nie kusiło go postawienie ostatecznej kropki nad i. Mógł sobie na to pozwolić, miał czas, lecz przede wszystkim - miał dylemat. Czy aby na pewno zrobił to we właściwym kształcie, czy skręcone z luźno powiązanych ze sobą zbitek zgłosek nie utraci płynności już w połowie? Lubił swoje teksty i czytywał je bez żenady; należały do kategorii tych ciężkich, jakie jednak czytało się łatwo. Czyż nie po tym poznawano dobrego pisarza? Wychodząc ze swego gabinetu nie czuł się nim, nie czuł się publicystą, daleko mu było od aroganckiego eseisty, rzucającego na biurko redaktora naczelnego kilka skończonych konspektów dziennie. Chyba dojrzewał, bo niedokończony tekst zasiał w nim ziarno wątpliwości, czy aby na pewno był trafny?
Magnus Rowle
Zawód : reporter Walczącego Maga
Wiek : 35
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
O mój słodki Salazarze, o mój słodki
Powiedz mi, że warto
Że przejdziemy przez to wszystko gładko
Będzie wiosna dla mych dzieci przez kolejne tysiąc lat
OPCM : 20
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 42
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Czarodziej
Gabinet M. P. Rowle'a GleamingImpressionableFlatfish-small
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4426-magnus-phelan-rowle https://www.morsmordre.net/t4650-korespondencja-m-p-rowle-a https://www.morsmordre.net/t4655-careless-whisper https://www.morsmordre.net/f310-cheshire-farndon-posiadlosc-rowle-ow https://www.morsmordre.net/t4652-skrytka-bankowa-nr-1118 https://www.morsmordre.net/t4786-magnus-rowle
Re: Gabinet M. P. Rowle'a [odnośnik]16.10.18 22:37
4 lipca

Zamków nie buduje się na piasku - pod fundamenty poszukuje się solidnego gruntu, twardej podstawy, skały i opoki. Materiału na tyle odpornego i wytrzymałego, by móc spać spokojnie i nie obawiać się o swoje dziedzictwo i losy przyszłego pokolenia. Wielka Brytania miała swój kamień węgielny: jeszcze do niedawna dwadzieścia siedem szlacheckich rodów niepodzielnie królowało w Anglii, pilnując na rodzimych ziemiach nieskazitelnego, czarodziejskiego porządku. Niestałe były rządy Ministerstwa, niestabilna okazała się nawet i sama magia, aczkolwiek ład wypracowywany i egzekwowany latami przez arystokrację zdawał się czymś niezmiennym, znanym i bezpiecznym. Drobne wyłamy pośród błękitnokrwistych rodzin nie sprawiały wrażenia groźnych przeobrażeń: Weasleyów szlachtą zwano jedynie z tradycji, a znani z tendencji promugolskich Longbottomowie dotychczas nie podejmowali lekkomyślnych decyzji i nie stawiali się przeciwko pozostałym familiom, wrażliwym na punkcie tradycji oraz dorobku przekazanego im przez starożytnych przodków. C o ś jednak zaczyna się psuć, mącić wewnątrz doskonałego kręgu czarodziejów zdolnych, inteligentnych, rozsądnych, w pełni poświęconych idei doskonałego, magicznego społeczeństwa. Na salonach zasłony szemrzą od powtarzanych półgłosem plotek, kuluary drżą w posadach od zdziwionych świstów, a niezdrowe obyczaje ponoć wzorowych obywateli wydostają się na światło dzienne.

Rowle przerwał pisanie, przetarł zmęczone oczy i odchylił się na krześle, wdychając zapach świeżego atramentu. Niechętnie podniósł się zza biurka, aby zamknąc otwarte na oścież okno: wpuszczało do środka dusznego gabinetu świeże powietrze, ale było już późno, a co za tym idzie, chłodno. Zatracony w pracy i tak dał się wychłostać lodowatymi wstęgami wiatru, a nie chciał prowokować kataru. Przysiadł na szerokim parapecie, podciągając nogi pod brodę i wpatrując się w drżący promień dogasającej świecy, pozostawiającej na biurku lepkie plamy zastygającego wosku. Skrzat będzie mieć rano ciężkie zajęcie, próbując sunąć roztopioną substancję, nie uszkadzając drewna. Przelotna impresja nieco rozporoszyła Magnusa, który zirytowanym swym brakiem skupienia z całej siły uderzył pięścią o okienną framugę. Zadziałało, drewniana rama zatrzeszczała, dłoń zapiekła, a z zaciśniętych ust mężczyzny dobył się syk. O to chodziło, więcej bodźców, więcej koncentracji na szczegółach, mniej bujania w obłokach. Przecież doskonale wiedział, o czym chce napisać i co chce napisać. Dlaczego więc szło mu to tak opornie, jakby pióro wzbraniało się poddać jego woli, a pergamin za nic nie zamierzał przyjąć jego słów? Westchnął i sięgnął po papierośnicę, z której wybrał papierosa skręconego z diablego ziela i odrobiny tytoniu. Przypalił go końcem różdżki i zaciągnął się od niechcenia, pragnąc oczyścić głowę z niepotrzebnych myśli. Był bardziej nerwowy niż zwykle i irytowała go niemożność odnalezienia przyczyny. Zagrożona ciąża Moiry, piętrzące się przed nim wyzwania, anomalie rozpierdalające świat, jaki znał; mógł teraz zapijać smutki albo pić za jedno z drobnych zwycięstw, a wybierał samotne umartwianie się nad żenującym tekstem dla Walczącego Maga, który ciętymi zdaniami pobrzmiewającymi w świadomości mężczyzny brzmiał jeszcze całkiem do rzeczy.

Gdzie leży problem? - rzekł głośno, świadomie znacznie podnosząc intonację głosu, by samonotujące pióro nie miało wątpliwości, iż na końcu powinien znaleźć się znak zapytania - bezstresowe wychowanie (możliwe na szlacheckim dworze?), szkodliwy wpływ rówieśników niepewnego pochodzenia, puszczone w obieg uliczne dyrdymały, krążące po Londynie jak wirus smoczej ospy? Pogłębiające się liberalne tendencje nie pojawiły się przecież znienacka: one narastały, by w odpowiednim momencie wybuchnąć i skazić brytyjską arystokrację obrzydliwymi, obrażającymi czarodziejską godność ideami, przystającymi może krótkowzrocznym, plebejskim utopistom, usiłującym brutalnie forsować wizje swojego porządku, bo na pewno nie wszechstronnie wykształconym i świadomym politycznego oraz społecznego ładu szlachcicom.

Ucichł, orientując się, że mówił prawie na jednym wydechu, skręt palił się smętnie, więc zaciągnął się nim, trochę z przyjemnością, trochę z jakoby przymusem, ryzykując rzuceniem zaklęcia i przywołaniem ze skromnego barku butelki wybornej whisky. Przelał odrobinę płynu do grubo ciosanej szklanki i zwilżył usta, suche i spierzchnięte od ziołowego papierosa. Whisky zadziałało: zapiekło tak, jak miało zapiec, więc po wszystkim prawie lubieżnie oblizał wargi, zasysając każdą kroplę zebraną w kącikach.

Najgłośniej zazwyczaj krzyczą ci, którzy mają najmniej do powiedzenia. Z powodów różnych, od pochodzenia, po niedojrzałość. Niestety i na szlacheckich salonach brylują osobnicy, którym prawo głosu należałoby odebrać wraz z tytułem, nazwiskiem i płynącymi z niego przywilejami. Proponowałbym wprowadzić ową karę niezwłocznie - ukróciłoby to rozpasanie osobników pokroju Alexandra Selwyna, jawnie obnoszącego się swym nieposzanowaniem dla rodowych tradycji.

Znowu pauza, tym razem dłuższa. Pióro zastygło nad pergaminem, monotonne skrobanie ustało, a gabinet wypełniła mętna cisza, sprawiająca, że nieomal słyszał tłoki własnych myśli. Chciał oczernić Selwyna, upokorzyć go, obrzucić najgorszymi inwektywami, rzucić na pastwę opinii publicznej oraz co gorsze - opinii rodziny oraz przyjaciół. Wróżył mu gorsze konsekwencje ze strony krewnych: kto z kim przystaje, takim się staje, w starym porzekadle kryła się prawda, więc kamratów Alexandra podejrzewał o co najmniej tak samo wywrotowe poglądy, jakie miał on sam. Był jednak więcej niż pewny, że familia nie daruje mu oficjalnego wieszczenia kontrowersyjnych opinii, więc szedł za ciosem. Czasu do przemyśleń miał sporo, a myśli nadal wydawały się Rowle'owi nie dość zebrane i chaotyczne.

Gdzie kończy się młodzieńcza beztroska, a zaczyna głupota i bezmyślność, za którą przyjdzie płacić nie samemu winowajcy, a jego rodzinie? Szlacheckie rody trzymają się razem, owszem, lecz ścisłe więzi są bardzo ogólne, wytworzone na podstawie wspólnego dobra, które poprzysięgły chronić - czarodziejskiego dziedzictwa. Poza tym, spajające ich umowy i sojusze są niezwykle kruche: wystarczy więc brawurowy gest zadufanego w sobie młodziana, by spalić za sobą wszystkie mosty i obrócić w perzynę układy i kontakty, solidarne wsparcie, na jakie zwaśnione rody skrupulatnie pracowały całymi latami. Wartkie słowa są równie wymowne, jak różdżka wycelowana w plecy. Śmiercionośne, niosące zapomnienie, może nie wstęga podstępnego zaklęcia, acz rozłożoną w czasie mocą o palących konsekwencjach. "Mugole czarują bez magii", osobiście usłyszałem to od Selwyna. Mógłbym uznać to za słabą prowokację, aczkolwiek nie mam żadnych wątpliwości: w jego głosie brzmiał szczery zachwyt nad o s i ą g n i ę c i a m i tej t e c h n i k i.

Urwyki rozmowy z Highlands spisał tuż po wyścigu, przeczuwając, że mogą się przydać. Szczeniak dostanie za swoje, Magnusowi nie dość było połamanych żeber i poprzestawianej twarzy. Cholerni strażnicy, nie miał wtedy ochoty na subtelności i gdyby nie to, że się wtrącili, potraktowałby chłopaka tak, jak ten chciał być traktowany. Po mugolsku obiłby mu mordę i zostawił na ulicy. Nauczka na przyszłość, odwleczenie problemu, a zarazem załatwienie go na własną rękę. Przerwa w tym transie domagała się wypełnienia, więc w grę wchodziło tylko ujawnienie brudnych myśli Alexandra. Wraz z całym bagażem, jaki to za sobą niosło.

"Pierzecie sobie nawzajem mózgi" - Selwyn nie mógł dobitniej ustosunkować się do skonfrontowanej opinii. Jego retoryka podczas całej nieprzyjemności owej konwersacji była nadzwyczaj agresywna, prześmiewcza i ironiczna. "Podróbka człowieka", oto, jak dwudziestoletnie Alexander Selwyn nazwał mnie, starszego mężczyznę, przedstawiciela jednego ze szlacheckich rodów. Prywatny zatarg nie istniał - wszystko szło o zaciekłą i jakże płomienną mowę młodzieńca, broniącego interesów szlam oraz mugoli. Przynam, że takiej pasji nie widziałem już od dawna. Selwyn wyglądał, jakby naprawdę gotów był umrzeć na stosie dla swojej idei, zapłacić głową za tych, którzy latami zmuszali czarodziejów do ukrywania naszych zdolności i zepchnęli magów na margines społeczeństwa. W szaleństwie Alexandra, coś wzbudziło we mnie podziw: ikra oraz zapał, jakiego już dawno nie widziałem u młodych, aspirujących czarodziejów. To samo jednak wywołało ogromny niepokój - ilu jeszcze podobnych mu wywrotowców kryje się w szlacheckich rezydencjach? Początkowo sugerowałem odebranie takiemu delikwentowi wszystkiego, lecz w porę zreflektowałem się na swój błąd. Może jeszcze nie jest za późno. Energię należy wykorzystywać, a ludziom tak c h o r y m i zagubionym, jak Alexander Selwyn nieść stosowną pomoc.

Magnus umilkł, gasząc skręta w bogato zdobionej popielniczce. Kiedy (jeśli) artykuł się ukaże, wywoła burzę. O ile wszystko pójdzie tak, jak zaplanował, postać Selwyna wzbudzi prócz niechęci także troskę i konieczne współczucie. Oddział zamknięty św. Munga ma realną szansę uszczuplić się o jednego uzdrowiciela, a powiększyć o jednego pacjenta.

zt
Magnus Rowle
Zawód : reporter Walczącego Maga
Wiek : 35
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
O mój słodki Salazarze, o mój słodki
Powiedz mi, że warto
Że przejdziemy przez to wszystko gładko
Będzie wiosna dla mych dzieci przez kolejne tysiąc lat
OPCM : 20
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 42
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Czarodziej
Gabinet M. P. Rowle'a GleamingImpressionableFlatfish-small
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4426-magnus-phelan-rowle https://www.morsmordre.net/t4650-korespondencja-m-p-rowle-a https://www.morsmordre.net/t4655-careless-whisper https://www.morsmordre.net/f310-cheshire-farndon-posiadlosc-rowle-ow https://www.morsmordre.net/t4652-skrytka-bankowa-nr-1118 https://www.morsmordre.net/t4786-magnus-rowle
Re: Gabinet M. P. Rowle'a [odnośnik]28.03.19 19:43
16 października

Wzbogacanie się kosztem innych z zasady powinno przychodzić mu łatwo. Wywodził się z arystokratycznego rodu, którego korzenie od zarania dziejów były unurzane we krwi. Okrucieństwo krążyło w jego żyłach wespół z błękitną krwią oraz tendencją do wykorzystywania tych, którzy winni mu służyć. Rowle’owie swoją potęgę zbudowali na krzywdzie innych, poślednich i maluczkich, lata mijały, a kolejne pokolenia szły w zaparte, traktując tradycję przodków jako wskazówkę. Poddanymi władali surowo, żeby nie rzec - okrutnie - a w tym zamkniętym kole każdy wszak posiadał rolę, którą natura wyznaczyła już dawno. Nic więc dziwnego, że i w tragedii, która dotknęła cały czarodziejski świat, a zwłaszcza brytyjską szlachtę, Magnus widział znaczne korzyści dla siebie.
Stonhenge w ruinach, Morderstwo na szczycie, Wydziedziczeni, Czarny Pan wreszcie przemówił propozycje nagłówków prędko wychodziły spod jego pióra, a na biurku rychło piętrzył się stos projektów obszernych artykułów, jakie mogłyby się ukazać zaraz, prędko, kolejnego dnia. Przez zamieszanie z narodzinami dziecka niestety nie był pierwszy, ale wydarzenia w Salisbury wciąż stanowiły gorący temat, a nie żadne odgrzewane kotlety. O tym się mówiło - na ulicach, przy stołach, w teatrach. Dyskutowały o tym gospodynie domowe, rozmawiali o tym dystyngowani panowie w klubie dżentelmenów, mówiły nawet dziwki, kompletnie nieobeznane i niezainteresowane polityką. Uszy Magnusa były wszędzie i zdawały mu nader intrygujące relacje, dawno nie przebił się tak topowy temat, który faktycznie poruszał wszelkie strony konfliktu oraz dotykał tych niezadeklarowanych. Nagle każdy obierał czyjąś stronę, przy czym Rowle szczególnie uczepił się ruchu przyrodniczych aktywistów, którzy wytoczyli własną batalię przeciwko Macmillanowi oraz Skamanderowi za “nieposzanowanie czarodziejskiej i mugolskiej, po prostu ludzkiej spuścizny i środowiska naturalnego”. Świrnięci ekolodzy zorganizowali demonstrację nieopodal Stonhenge i pikietowali tam tak długo, dopóki nie przegoniła ich służba Malfoyów. O tym dobrze się mówiło i dobrze czytało, więc Rowle nie omieszkał odszukać ich lidera i zaprosić go do udzielenia krótkiego wywiadu. Bardzo emocjonalnego. Reginald nie szczędził ostrych słów w kierunku obu zamachowców, nazywając ich nie raz jeszcze gorzej, niż czynił to sam Magnus. Rowle solennie obiecał Regowi, że go zacytuje, dostał od niego sporo mięsa, na które mogła polecieć spora część złaknionych skandalu, niekoniecznie opowiadająca się politycznie po tej, czy po drugiej stronie. Dziwne, jak wiele kontrowersji wzbudziło zrównanie z ziemią kilku głazów, ale póki odpowiedzialni byli za to oni - auror od siedmiu boleści oraz zdrajca krwi, Magnus tylko podkręcał atmosferę, podjudzając Reginalda do coraz bardziej dramatycznych wynurzeń i opowieści, jak wiele stracił angielski naród, jak bardzo ucierpiał na tym ekosystem (to się w ogóle kleiło?), natura, a także ich turystyka i rekreacja, bowiem Stonhenge było nie tylko dawnym obiektem religijnym, ale i kulturalnym, przyciągającym wielu spragnionych wiedzy i odchamienia czarodziejów. Taka opinia z pewnością ożywiła nieco polityczną rubrykę, dodając jej smaku i pikantności - tej brakło relacji Eddy’ego, którą ledwie przekartkował przy wczorajszym śniadaniu. W jego sprawozdaniu (z pierwszej ręki, a Fillmore’a tam przecież nie było) nie pojawiły się cyfry, a nieco przerysowane określenia: morze trupów, stos ciał. Rowle wiedział, co działa na wyobraźnię i rozumiał, co się sprzedawało. Suche fakty, dane statystyczne i liczby wcisnął niedbale gdzieś na skrzydełko, ot, dla tych najbardziej zaangażowanych. Prostemu czytelnikowi wystarczyło w zupełności zobrazować rozmiar tragedii, która położyła się cieniem na ich państwie. Bo nagle, wszystkich zaczęło to obchodzić.
Rowle wyłożył nogi na biurko i przypalił papierosa, podczas gdy jego samonotujące pióro śmigało po pergaminie. Ostatnio dał się przekonać do tego wynalazku, musiał przyznać, że miało spory tupet i odwagę, porównywalną do niego. To pozwoliło, aby mu zaufał, chociaż przed oddaniem tekstu i tak dokonywał drobnych korekt. Ortograficznie pozostawało bez zarzutu, lecz nad stylem przydałoby mu się popracować.
-Co my tu mamy…? - zastanowił się na głos, pobieżnie przeglądając poczynione notatki. Ze stosu zapełnionych kart mógłby spokojnie wysmażyć kilka artykułów, ale zdecydował się na jeden, a naprawdę gruby. Wątków miał na to sporo, lecz znalazł się i wspólny mianownik, a nawet para. Ulubiony duet Skamadner & Macmillan; nie zamierzał zostawić na nich suchej nitki, zwłaszcza, że bez problemu dotarł do osób, jakże chętnych do wyrażenia obiektywnej opinii. I tak oprócz Reginalda, znalazł bojowniczkę o ludzkie życie jako takie, która w barwnych słowach opisała Anthonych jako sadystycznych ludobójców, zarzuciła im świadome działanie i poprosiła Rowle’a, aby umieścił w gazecie kopię jej petycji o odebranie parce praw obywatelskich. Magnus nie kryjąc zachwytu obiecał to kobiecinie, zamierzając piać peany na temat oddolnej społecznej inicjatywy. Z drugiej strony udało mu się wykorzystać nawet żałosne sylwetki Weasleyów, których pierwszy raz postawił w pozytywnym świetle. Światły przykład obywatelskiego nieposłuszeństwa głosił akapit poświęcony rudowłosej rodzinie, w którym rozpisywał się na temat różnic zdań i poglądów oraz pokojowego bojkotu, służącego zarazem wyrażeniu własnej dezaprobaty. Inaczej, niż za pomocą wrzasków, przemocy, nawoływania do nienawiści oraz morderstwa. Cios poniżej pasa, chyba pośle darmową kopię Brendanowi Weasley’owi. Ciekawe, jaką będzie mieć minę, gdy przeczyta, że Magnus Rowle stawia go jako wzór. Do pewnego momentu, mimo wszystko ten ruch Weasleyów w perspektywie czasu okazał się mu bardzo na rękę. Porównanie weszło jak nóż w masło i z pewnością wywoła kontrowersje oraz sporą dyskusję. Na to liczył - poróżnienie liberałów, pokazanie im, że tak naprawdę niczym nie różnią się od nich. Auror jako pierwszy wyciągnął różdżkę, auror przerwał w pełni legalne polityczne zgromadzenie, auror odpowiadał za śmierć niewinnych ludzi, kobiet i mężczyzn, którzy na to nie zasłużyli. Magnusowi chciało się rzygać, kiedy myślał, że wciąż znajdują się idioci, wierzący w ideę bezkresnego dobra, bezinteresowności, równości: Skamander pokazał, że nic takiego nie istnieje, a opozycja to brutalne kurwy, wypierające się profesji. Problematyczna była dla Magnusa wyłącznie pozycja Macmillana w tym wszystkim, bo na jego oko wyglądała na spontaniczny zryw - nie wiedział dokładnie, więc i nie szafował z oskarżeniami. Pisał wyłącznie prawdę, nie chciał się później bawić w procesowanie o zniesławienie, wystawienie na szwank dobrego imienia i inne cuda. Dysponował materiałem na tyle bogatym w treść, że naprawdę nie musiał kłamać, zmyślać, ani nawet ciut naginać prawdy. Miał szereg świadków potwierdzających jego wersję, świadków o krystalicznie czystej reputacji oraz niepodważalnej wiarygodności. Ta dwójka definitywnie była skończona - Rowle słyszał, że miano wytoczyć proces przeciwko Skamanderowi i głęboko wierzył, że jego artykuł rozdmucha do rozmiarów burzy tę aferę, a przebrzydły Anthony trafi tam, gdzie jego miejsce - do pierdla. Wypił łyk kawy - standardowo zrobiła się już zimna, ale w ferworze pracy za często o niej zapominał - dyktując na głos kolejne zdania. Wypowiedziane głośno, brzmiały naprawdę dobrze, liczył więc na ciekawy społecznie efekt. Walczący Mag sprzedawał się ostatnio znakomicie, liczba nakładu stała się imponująca. Po zdjęciu delikatnej cenzury Ministerstwa gazeta ruszyła do przodu, nic zresztą dziwnego, skoro większa część zarządu wywodziła się z Malfoyów. Spragnionych osobistej zemsty, jaką Rowle z rozkoszą pomagał im doświadczyć. Harował jak mrówka, ale widział w tym artykule swoje własne opus magnum i praca po godzinach wcale nie odbierała mu tej słodyczy. Jasne, że mógł siedzieć w domu, z żoną, bawić małego synka, ale własne szczęście nie zaślepiło go na wspólne potrzeby. Kilka ważnych nazwisk w tekście, góra cytatów, pokaźna bibliografia, zdjęcia z miejsca wypadku, zadbał o każdy aspekty, by nikt na ulicy nie przeszedł obojętnie obok jego wydania. Nie chodziło o wydane galeony, a o przekonanie tych ludzi, by wiedzieli, z kim się bratają. Musieli przejrzeć na oczy i uzmysłowić sobie, że ich bohaterzy to mordercy, a w dodatku przebrzydli populiści. Jeden mędrzec mówił, aby nadstawiać drugi policzek - oni, ci dobrzy tego nie robili. Wykorzystali moment, a potem bili aż do krwi.


zt
Magnus Rowle
Zawód : reporter Walczącego Maga
Wiek : 35
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
O mój słodki Salazarze, o mój słodki
Powiedz mi, że warto
Że przejdziemy przez to wszystko gładko
Będzie wiosna dla mych dzieci przez kolejne tysiąc lat
OPCM : 20
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 42
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Czarodziej
Gabinet M. P. Rowle'a GleamingImpressionableFlatfish-small
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4426-magnus-phelan-rowle https://www.morsmordre.net/t4650-korespondencja-m-p-rowle-a https://www.morsmordre.net/t4655-careless-whisper https://www.morsmordre.net/f310-cheshire-farndon-posiadlosc-rowle-ow https://www.morsmordre.net/t4652-skrytka-bankowa-nr-1118 https://www.morsmordre.net/t4786-magnus-rowle
Gabinet M. P. Rowle'a
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach