Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Londyńskie ZOO

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Londyńskie ZOO   28.04.15 1:51

First topic message reminder :

Londyńskie ZOO

Pamiętasz, kiedy po raz pierwszy trafiłeś tutaj z rodzicami? A może było to podczas szkolnej wycieczki? ZOO zrobiło na tobie wielkie wrażenie, większe niż pozostałe części sławnego Regent Park, na którego terenie jest zlokalizowany jeden z najstarszych na świecie ogrodów zoologicznych. Liczyły się tylko zwierzęta: zabawne pingwiny, niezwykle szybkie gepardy, zwinne małpy, słodkie niedźwiadki, a także te zagrożone wyginięciem, których prawdopodobnie nie zobaczyłbyś nigdzie indziej... I to wszystko dostępne tutaj, w centrum wielkiego Londynu.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Jocelyn Vane
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4647-jocelyn-vane https://www.morsmordre.net/t4674-poczta-jocelyn https://www.morsmordre.net/t4673-j-c-vane https://www.morsmordre.net/f316-maxwell-lane-84 https://www.morsmordre.net/t4747-skrytka-bankowa-nr-1200 https://www.morsmordre.net/t4675-jocelyn-vane
Zawód : Stażystka uzdrowicielstwa
Wiek : 20
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
,,,
OPCM : 10
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 26
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Londyńskie ZOO   11.04.18 22:22

| 25 czerwca, między 20:30 a 21:30

Tego dnia otrzymała wypis i wróciła do domu. Biorąc pod uwagę, że do Munga wciąż regularnie trafiały ofiary anomalii, nie chciano przetrzymywać jej dłużej niż było to konieczne. Samej Jocelyn ulżyło, że może zerwać z niewdzięczną rolą pacjentki, wolała to miejsce od tej drugiej strony, z punktu widzenia uzdrowiciela, poza tym była pewna, że w domu łatwiej jej będzie o rekonwalescencję.
Wciąż dużo rozmyślała o tym, co przydarzyło jej się parę dni temu. Nie było to coś, co łatwo było wyrzucić z pamięci, a wiedziała, że koszmary powrócą, skoro nikt już nie będzie faszerować jej nowymi dawkami eliksiru słodkiego snu. Chyba trzeba będzie zaopatrzyć się w niego na własną rękę, jeśli chciała w spokoju przeżywać noce bez przykrych wspomnień. Chaos w głowie dodatkowo wzmagał powrót Toma; jej zaginiony od roku brat zjawił się na oddziale zaledwie dzień po tym, jak wpakowała się w poważne tarapaty szukając informacji o nim, i wciąż nie była do końca pewna, co o tym wszystkim myśleć, z jednej strony pełna radości z odzyskania brata, z drugiej niepewna co do tego, jak teraz będą wyglądać ich stosunki.
Wypoczywała w spokoju w domu, kiedy i do niej dotarła informacja o pilnym zapotrzebowaniu na uzdrowicieli. Choć miała obiecany urlop, który miał jej pozwolić na rekonwalescencję po traumatycznych przeżyciach sprzed kilku dni, najwyraźniej sprawa była na tyle nagląca, że zdecydowano się wezwać każdego, kto tylko był w stanie trzymać w dłoni różdżkę i rzucać zaklęcia. Według tych informacji w Ministerstwie Magii wybuchł straszliwy pożar, w którym ucierpiało wiele osób, na miejscu potrzebny był każdy, kto mógł udzielić pomocy rannym.
I choć strach szeptał jej do ucha i kusił wizją pozostania w bezpiecznym domu, ukłucie wyrzutów sumienia sprawiło, że zdecydowała się stawić na wezwanie. Kilka dni temu stchórzyła i uciekła, zostawiając kilka osób w gruzach walącego się domostwa, przez co dręczyło ją poczucie winy. Czy mogłaby wciąż nazywać się stażystką uzdrowicielstwa, gdyby w ciągu kilku dni po raz drugi w taki sposób stchórzyła i zignorowała potrzebujących? Jej matka na pewno by tak zrobiła i zapewne nie czułaby żadnych wyrzutów sumienia, ale Jocelyn mimo wszystko nie była nią.
Kiedy aportowała się w dzielnicy Westminster, w której mieściło się ministerstwo, zastała nieopisany chaos. Na ten widok naprawdę miała ochotę zawrócić; w końcu szkoliła się do pracy w bezpiecznych szpitalnych warunkach, nie na ulicy; od tego niewdzięcznego zadania byli przecież ratownicy. Przed oczami przemknęły jej migawki wspomnień z domu na wyspie, zwłaszcza ostatnich chwil, kiedy budynek zaczął niszczeć i walić się na ich głowy, a oni w popłochu uciekali, tak, jak teraz uciekali pracownicy ministerstwa z płonących podziemi. Bała się, nie rozumiała, co dokładnie się działo i dlaczego, nigdy wcześniej nie słyszała o niczym podobnym w ministerstwie. Może to anomalie? A może... nie, o tym wolała nie myśleć, preferując swoją bezpieczną, wypełnioną rutyną rzeczywistość, w której żyła jeszcze kilka dni temu, zanim pojawiła się w miejscu wskazanym w liście tajemniczej pani Fancourt. Czy teraz nic już nie miało być po staremu?
Miejscem, w którym wylądowała, okazały się okolice londyńskiego zoo. Nawet tutaj panował chaos; czarodzieje wydostawali się z ministerstwa wszystkimi możliwymi drogami wyjścia na powierzchnię, byle uciec od płomieni. Nie brakowało rannych, którym próbowali pomóc wezwani ratownicy, uzdrowiciele, aurorzy i inne służby. Josie nawet nie chciała sobie wyobrażać, co się mogło dziać niżej, w ministerstwie. Jak duża część jego powierzchni spłonęła? Ile osób zginęło? Wiedziała, że tylko jedna moc może być tak niszcząca – Szatańska Pożoga. Niecałe dwa miesiące temu miała okazję uczestniczyć w leczeniu kilku ofiar tego strasznego żywiołu.
Zachowując dystans od szczególnie niebezpiecznych miejsc, pochyliła się nad pierwszym napotkanym rannym. Zaczęła od uważnego zlustrowania wzrokiem jego stanu; mężczyzna miał na twarzy, ramionach i klatce piersiowej mnóstwo krwawiących, ale na szczęście niezbyt poważnych ran, a jego oddech był świszczący; bardzo prawdopodobne, że podczas ucieczki nawdychał się dymu, więc musiała zacząć od umożliwienia mu oddychania.
- Anapneo – szepnęła, kierując na niego różdżkę i mając nadzieję, że anomalie niechcący nie dobiją rannego. Przyglądając mu się, zdała sobie też sprawę, że już go kiedyś widziała na oddziale; był to Duncan Beckett, pracownik Niewidzialnego Oddziału Zadaniowego, którego dłuższy już czas temu pomagała leczyć po obrażeniach zyskanych podczas wykonywania obowiązków. Zapamiętała go dlatego, że wdzięczny za pomoc przyniósł jej później blachę własnoręcznie upieczonego ciasta.
- Panie Beckett, jest pan na powierzchni, w okolicach londyńskiego zoo. Zaraz spróbuję zająć się tymi obrażeniami. Proszę mi powiedzieć, czy coś pana boli lub czy odczuwa jeszcze jakieś dolegliwości? I czy pamięta pan, co się stało? – zaczęła zadawać mu pytania, by przygotować się do dalszego leczenia. Mimo towarzyszącego jej lęku i niepewności starała się zachować jasność umysłu, być profesjonalna i dobrze wykonać swój obowiązek, nawet jeśli dwa lata odbytego dotychczas stażu nie przygotowały jej na podobne kryzysy, jak anomalie lub to, co działo się teraz.

| Obrażenia Duncana: mnóstwo krwawiących lekko ran na twarzy, ramionach i klatce piersiowej (-10, szarpane), zaczadzenie (-10, duszenie się), zawroty głowy (-20, psychiczne).





Zamknięci w ramach schematówPamiętajmy, by nie zgubić siebie.

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Londyńskie ZOO   11.04.18 22:22

The member 'Jocelyn Vane' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 47

--------------------------------

#2 'Anomalie - CZ' :


Powrót do góry Go down
Titus F. Ollivander
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3427-tytus-flawiusz-w-budowie#59470 https://www.morsmordre.net/t3451-poczta-titusa#59932 https://www.morsmordre.net/t3450-tytus-flawiusz#59928 https://www.morsmordre.net/f240-lancashire-holcot-dworek-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t3485-t-f-ollivander#60769
Zawód : uczy się różdżkarstwa
Wiek : 19
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
first learn the rules,
then break them
OPCM : 11
UROKI : 15
ELIKSIRY : 3
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 7
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Londyńskie ZOO   23.09.18 11:39

14.08

Ależ to było ekscytujące! Minęło pół roku odkąd sir Titus Ollivander poznał w Różdżkarni pannę Charlotte Moore i było to naprawdę cudowne sześć miesięcy. Mieli swoje wzloty i upadki, pomniejsze kłótnie, dłuższe rozstania... Ale przez większość czasu byli przecież zapatrzeni w siebie jak w obrazki i pomimo upływu kolejnych miesięcy owe zauroczenie nie malało. Czy można już powiedzieć, że to miłość? No cóż, czas pokaże!
W każdym razie ten wyjątkowy dzień, czternasty dzień miesiąca, wymagał specjalnej celebracji. Więc zamierzali świętować! Titus obmyślił dokładnie plan dnia, który dla Lotty miał być niespodzianką. Punkt pierwszy - wizyta w londyńskim ZOO; wydawało mu się, że dla panny Moore (lady Selwyn!) będzie to świetna zabawa - wiedział o jej zamiłowaniu do zwierząt, a także o tym, że w ostatnim czasie raczej nie miała zbyt wielu okazji by z nimi obcować, bo Zwierzyniec pani Pickle wciąż pozostawał opanowany przez anomalie, a co za tym idzie - zamknięty. Tutaj z kolei aż roiło się od najróżniejszych okazów fauny z całego świata, a umiejscowienie ZOO po mugolskiej stronie Londynu niezaprzeczalnie działało na ich korzyść - ostatecznie mogli czuć się bezpieczniej w miejscu, gdzie żadne czarodziejskie oko nie będzie ich obserwować. Niemagicznych również nie było tu wielu - od maja unikali wszelkich zgromadzeń, bo działy się wokół nich dziwne rzeczy. Dziwne rzeczy działy się także wokół Charlotte, ale Titus zdążył się już przyzwyczaić. W razie czego zaciskał zęby i robił dobrą minę do złej gry. Zresztą... pozostawał dobrej myśli! Aktualnie czekał na swoją dziewczynę przed wejściem do ogrodu zoologicznego i o dziwo wcale nie wyglądał śmiesznie, a jego odzienie (mugolskie) zostało chyba dobrane przez kogoś całkiem innego. Butelkowozielony garnitur zdobiony we florystyczne wzory może i mógł uchodzić za nieco ekstrawagancki, szczególnie w połączeniu ze szkarłatną koszulą i dużą, fioletową muchą, ale przynajmniej nie miał na sobie żadnych ogromnych kapeluszy, damskich podomek ani wełnianych ponczo. Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że wyglądał całkiem przystojnie... O ile Titus Ollivander w ogóle mógł tak wyglądać. Zerknął na zegarek, po czym rozejrzał się dookoła, szukając na horyzoncie rudej czupryny, a gdy ją dostrzegł to uśmiechnął się szeroko, machając doń jedną ręką.
- Lottie! Lottie! - zawołał, chcąc zwrócić na siebie jej uwagę, a kiedy podeszła bliżej, to przywitał ją lekkim muśnięciem - Kupiłem już bilety. - pokazał jej dwa świstki papieru, po czym zacisnął palce na dziewczęcej dłoni i razem ruszyli w kierunku wejścia.




Every great wizard in history has started out as nothing more than what we are now, students.
If they can do it,

why not us?

Powrót do góry Go down
Charlotte Moore
avatar

Niemagiczni
Niemagiczni
https://www.morsmordre.net/t3142-charlotte-moore-budowa https://www.morsmordre.net/t3147-poe#51864 https://www.morsmordre.net/t3146-char#51861 https://www.morsmordre.net/f287-smiertelny-nokturn-13-12 https://www.morsmordre.net/t3187-charlotte-moore#53052
Zawód : Pracownica sklepu ze zwierzętami
Wiek : 16
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Altruiści i idioci umierają młodo.
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Charłak

PisanieTemat: Re: Londyńskie ZOO   23.09.18 12:12

Pół roku - nawet nie zauważyła, kiedy to się stało. Kiedy pewien młody dżentelmen (hyhy) wparował w jej życie przy pomocy uciekającego ze Zwierzyńca ptactwa. I owy dżentelmen jakoś tak nawywracał w tym życiu i w niej całej. Nie mógł tego wiedzieć, bo w końcu nie znał jej wcześniej, jednak można śmiało powiedzieć, że zabił pewną ponurą dziewczynkę, a w jej miejscu pojawił się ktoś trochę inny. Jak to w ogóle się stało, że tak łatwo i tak szybko Ollivanderowi zaufała? Magia, czysta magia, inaczej tego wszystkiego nazwać się chyba nie da.
Uczyła się trochę nawet czesać, bo te jej rude kłaki rozbijały się na każdą stronę jak chciały, wpadały w usta, w oczy i generalnie były wszędzie, kiedy tylko wiatr zawiał, więc podglądała jak uczesane są inne dziewczyny czy kobiety, a potem w kawalerce Bena próbowała majstrować, jakby powiązać jeden kłak z drugim, żeby wyglądało to podobnie. A potem jojczała temuż olbrzymowi, że nigdy nie rozplącze tych włosów i umrze z gniazdem na głowie.
Dzisiaj więc udało jej się zmajstrować warkocz-ala-francuz, czyli w sumie to francuz ale luźniejszy z kosmykami że niby celowo wypuszczonymi. Ale mając tyle nie chcących nikogo słuchać kłaków nie dało się osobiście zrobić niczego bardziej zaciśniętego, poza tym te zaciśnięte mocno i zbierające wszystkie włosy francuzy wcale nie są takie fajne!
A jej francuz był fajny i nikt nie ma prawa go krytykować. Poza tym spódnica ta-co-zwykle, bo drugą chciała trochę odświeżyć i jakieś hafty na niej zrobić i tym sposobem ją sobie popsuła. Ale Lotka nie rozpacza, bo w ten sposób ma dużo materiału żeby hafty poćwiczyć i jeszcze wszystkich zadziwi jakie fajne rzeczy nauczy się robić, te wszystkie szlachcianeczki ze strojami od Parkinsonów też będą chciały takie ładne hafty ale ładny haft to trzeba samemu zrobić, o!
I koszulka biała, nowa, niedawno kupiona i Lotta trochę planowała na niej kwiatek nahaftować, ale jakoś szkoda jej było nowej koszulki więc postanowiła że najpierw potrenuje na starej spódnicy ten wzór i jak się uda to dopiero wtedy spróbuje tak samo.
Dotarła do Zoo dosyć szybko i widząc jak na prawie pustym placu ubrany pstrokato Titus macha do niej i krzyczy żeby go przypadkiem nie przegapiła, zaczęła się śmiać już na dzień dobry.
Celowo na niego nie patrzyła, tylko rozglądała się dalej, idąc i minęła go, zakręcając w kierunku kas i wejścia.
- No gdzie ten Titus, żebym go w tym tłumie nie przegapiła kurcze...
Zamarudziła na głos, nadal odgrywając swoją scenkę z uśmiechem na ustach.




One day
the Grave-Digger had been approached by the stranger, who asked the way to town. He seemed strangely familiar, although they had never met.
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Londyńskie ZOO   23.09.18 12:13

The member 'Charlotte Moore' has done the following action : Rzut kością


'Anomalie - DN' :


Powrót do góry Go down
Titus F. Ollivander
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3427-tytus-flawiusz-w-budowie#59470 https://www.morsmordre.net/t3451-poczta-titusa#59932 https://www.morsmordre.net/t3450-tytus-flawiusz#59928 https://www.morsmordre.net/f240-lancashire-holcot-dworek-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t3485-t-f-ollivander#60769
Zawód : uczy się różdżkarstwa
Wiek : 19
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
first learn the rules,
then break them
OPCM : 11
UROKI : 15
ELIKSIRY : 3
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 7
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Londyńskie ZOO   23.09.18 21:40

Szczerzył się do niej jak mysz do sera i już nawet zaczął mówić, ale tedy go tak po prostu minęła, a Ollivander w pierwszej chwili zwyczajnie zdębiał. Uniósł wysoko obie brwi i rozchylił usta chcąc dodać coś jeszcze, albo może nawet wydzierać się głośniej, bo zaraz... czy to jakieś anomalie? Może autentycznie był niewidzialny! W porę jednak dotarło do niego, że to tylko takie żarty, więc zamiast dalej się marszczyć to wyciągnął usta w uśmiechu. Wcisnął bilety do płytkiej kieszeni marynarki, tak, że w połowie z niej wystawały, w połączeniu z kwiatowymi wzorami tworząc bardzo osobliwy bukiet. Splótł dłonie za plecami i ruszył powolnym krokiem za Lottą, zatrzymując się za dziewczęcymi plecami, kiedy i ona przystanęła. Chociaż o mało w nią nie wlazł, to ostatecznie obyło się bez żadnych zderzeń ani obić, na szczęście. Tego jeszcze brakowało, żeby ją powalił na samym początku randki. Uniósł ręce, wsuwając dłonie na dziewczęce ramiona.
- No gdzie ten Titus... - zastanowił się głośno razem z nią, w tym samym czasie przesuwając ręce nieco dalej, w końcu splatając je pod dziewczęcą brodą - Nie łam się, nie przegapisz go. - roześmiał się, a zaraz ucałował jej blady kark i odsłoniętą szyję, w końcu gładki policzek. Ta fryzura to był jednak strzał w dziesiątkę i panicz Ollivander naprawdę doceniał, nawet jeśli póki co nie wyraził tego głośno. Ale na komplementy przyjdzie jeszcze pora. Póki co zaciągnął się mocno jej zapachem. To było takie przyjemne - nie przejmować się, że ktoś może ich zobaczyć, nie musieć kryć się w odludnych miejscach, szczególnie w ten ważny dla obojga dzień. W końcu niecodziennie się obchodziło półrocznicę! Przez kilka kolejnych, długich sekund mocno ją do siebie przytulał, a w końcu ponownie oparł dłonie na dziewczęcych ramionach, delikatnie ją poklepując.
- No, chodźmy oglądać pingwiny! - pingwiny były w porządku, dostojne nieloty stąpające powoli z jednego kąta wybiegu na drugi. Trochę przykre, że wszystkie zgromadzone tu okazy pozbawione zostały wolności, ale Titus nie chciał o tym rozmyślać. Na pewno nie teraz!




Every great wizard in history has started out as nothing more than what we are now, students.
If they can do it,

why not us?

Powrót do góry Go down
Charlotte Moore
avatar

Niemagiczni
Niemagiczni
https://www.morsmordre.net/t3142-charlotte-moore-budowa https://www.morsmordre.net/t3147-poe#51864 https://www.morsmordre.net/t3146-char#51861 https://www.morsmordre.net/f287-smiertelny-nokturn-13-12 https://www.morsmordre.net/t3187-charlotte-moore#53052
Zawód : Pracownica sklepu ze zwierzętami
Wiek : 16
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Altruiści i idioci umierają młodo.
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Charłak

PisanieTemat: Re: Londyńskie ZOO   23.09.18 22:11

Zaśmiała się wesoło, kiedy Titus złapał ją od tyłu. Magiczna strona Londynu miała niemal same plusy. Przede wszystkim: nie ma szans, by ktoś kto mógłby narobić Titusowi problemu był tu gdziekolwiek w okolicy, by taka osoba ich zobaczyła. Sporym minusem jednak była oba sama i anomalie jakie przyciągała zarówno Lotta jak i wielu innych mugoli dookoła. No, okej. Tych nie było w okolicy powalająco wielu, plac przed zoo był niemal pusty, jednak nadal byli. I każdy stanowił zagrożenie.
Dlatego poprosiła kogoś, by był w okolicy. W razie czego. W razie, gdyby przez cholerne anomalie zrobiła Titusowi krzywdę. On jednak nie musi o tym wiedzieć: niech po prostu czuje się swobodnie bez myśli o tym, że niedawno odnaleziony brat Charlotte śledzi każdy jego ruch, najpewniej bez nadmiernej sympatii i ufności. Ta myśl wydała jej się w jakiś sposób zabawna.
- No nie wiem, gdyby nie te krzyki, w życiu bym cię nie poznała. - stwierdziła wesoło. Titus był w jakiś sposób ekscentryczny nawet pomiędzy czarodziejami, jednak jej się to podobało. Był po prostu inny. Wyrywał się z tłumu, nie przejmował się nikim ze swoistą bezczelnością której trudno było nie docenić.
Kolejne buziaki przyprawiły ją o lekki rumieniec, zacisnęła lekko dłoń na dłoni Titusa i spojrzała w jego oczy z wesołymi iskierkami tlącymi się w jej własnym spojrzeniu, by zaraz dać się pociągnąć w stronę parku pełnego zwierząt. Nie była tu jeszcze, aż dziwne!
- I słonie! Słonie są świetne. Wiesz, że mają niesamowitą pamięć? Jak podpadniesz słoniowi, może się odegrać nawet po wielu latach, więc uważaj sobie. I są super opiekunami, w sensie słonice dla młodych. - opowiedziała, co kiedyś gdzieś wyczytała. Tak przy okazji, bo oczywiście nie było opcji by Zwierzyniec kiedykolwiek sprzedał słonia. Gdzie by go w ogóle mieli pomieścić? - Albo pandy, one też są super. Mają tu pandy?
W sumie nie wiedziała. Zaraz zatrzymała go, czy raczej siebie bo Titus to by pędził dalej i szarpnął ją trochę za nim się połapał że ona właśnie stanęła, na co Lotta tylko się zaśmiała.
- Mapa, patrz. - pokazała mu palcem na napis tu jesteś żeby sprawdzić co mają w okolicy i jak faktycznie do tych pingwinów i wszystkiego dojść, bo park był duży, a coś nie sądziła żeby Titus był takim absolutnym jego znawcą. Zaraz by musiała wiedzieć z jaką inną zwierzofanką się tutaj widuje, a co!
- Do pingwinów będziemy mijali akwarium, flamingi, antylopy i żyrafy. A z prawej są dzikie koty. Myślisz, że to tak celowo żeby je wkurzać, że nie mogą sobie na taką antylopę popolować?
Uśmiechnęła się, w końcu ruszając faktycznie we właściwą stronę, choć w sumie to zatrzymywała się przy każdej zagrodzie jaką mijali.




One day
the Grave-Digger had been approached by the stranger, who asked the way to town. He seemed strangely familiar, although they had never met.
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Londyńskie ZOO   23.09.18 22:15

The member 'Charlotte Moore' has done the following action : Rzut kością


'Anomalie - DN' :


Powrót do góry Go down
Titus F. Ollivander
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3427-tytus-flawiusz-w-budowie#59470 https://www.morsmordre.net/t3451-poczta-titusa#59932 https://www.morsmordre.net/t3450-tytus-flawiusz#59928 https://www.morsmordre.net/f240-lancashire-holcot-dworek-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t3485-t-f-ollivander#60769
Zawód : uczy się różdżkarstwa
Wiek : 19
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
first learn the rules,
then break them
OPCM : 11
UROKI : 15
ELIKSIRY : 3
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 7
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Londyńskie ZOO   26.09.18 22:54

Ooo, jak to dobrze, że nie zdawał sobie sprawy z obecności przyzwoitki, w dodatku takiej w postaci szlachetnego brata Charlotte, samego lorda Selwyna, bo by się czuł jakoś... dziwnie. A tak? Słodka nieświadomość równała się całkowitej swobodzie. Niech żyje swoboda! Wolność i swoboda!
- Ooo, a co? Tak wyprzystojniałem przez te kilka dni, czy wręcz przeciwnie? - roześmiał się. Nawet mu przez myśl nie przeszło, że może chodzić o to bajeranckie wdzianko, bo dla niego samego było po prostu cool. I on też się prezentowała cool, chociaż dla takiego Ollivandera to by była prześliczna nawet w worku na ziemniaki.
- Serio? W ogóle bym nie chciał podpaść żadnemu słoniowi, a już na bank jak takie są pamiętliwe. - pokiwał głową, bo sobie od razu wyobraził jak taki słoń za nim łazi i tylko czeka na okazję żeby się zemścić. KOSZMAR! - Może mają. Mają tu całe mnóstwo zwierząt, więc może pandy też? Znasz jakieś ciekawostki o pandach, czy są raczej nudne? - uniósł obie brwi. Kojarzył mu się z wyjątkowo statecznymi miśkami, ale kto je tam wie, te pandy, może potrafiły zaskoczyć? Niespecjalnie znał się na zwierzętach, chociaż chyba już bardziej na tych magicznych. Chciał gnać dalej, ale kiedy poczuł, że Lotta się zatrzymuje to i on się zatrzymał, cofając się o krok, by stanąć z nią ramię w ramię.
- Oooo, świetnie! - zmarszczył brwi, przesuwając wolną dłonią po brodzie i zaczął tą mapę studiować, żeby w ogóle wiedzieć gdzie iść i gdzie się znajdują. Był tutaj pierwszy raz, więc totalnie nie wiedział co, gdzie i jak... Pewnie by więc błądził na oślep, dopiero po wszystkim zastanawiając się czy zobaczył całość czy tylko pół. A park zdawał się być naprawdę obszerny.
- Czyli w prawo, w lewo, w lewo i prawo. - powtórzył kilka razy, żeby zapamiętać i pokiwał głową - Ale muszą być wkurzone. - roześmiał się - Gorzej jakby jakimś cudem udało im się opuścić wybieg i by na te antylopy faktycznie zapolowały. - roześmiał się, ale w sumie to nie chciałby na to patrzeć. Ruszyli dalej, zatrzymując się przy każdej kolejnej zagrodzie, na dłużej przy dzikich kotach, bo Titus MUSIAŁ zobaczyć lwy.
- Widzisz je gdzieś? - zmarszczył brwi, rozglądając się po okolicy, ale nigdzie nie mógł dostrzec żadnego ze zwierząt i dopiero po dłuższej chwili ogarnął, że jeden z nich kryje się w cieniu ogromnego drzewa - HYYYYY!!! Tam jest! - zawołał, wskazując nań palcem - Ale piękny... Taki dumny i majestatyczny i... i leniwy trochę. Musi mu być gorąco z tą grzywą... O patrz tam! Małe! Ale słodkie! - kiwnął głową w kierunku małych lwiątek, nieśmiało wyłaniających się z ciemności bocznego pomieszczenia.




Every great wizard in history has started out as nothing more than what we are now, students.
If they can do it,

why not us?

Powrót do góry Go down
Charlotte Moore
avatar

Niemagiczni
Niemagiczni
https://www.morsmordre.net/t3142-charlotte-moore-budowa https://www.morsmordre.net/t3147-poe#51864 https://www.morsmordre.net/t3146-char#51861 https://www.morsmordre.net/f287-smiertelny-nokturn-13-12 https://www.morsmordre.net/t3187-charlotte-moore#53052
Zawód : Pracownica sklepu ze zwierzętami
Wiek : 16
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Altruiści i idioci umierają młodo.
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Charłak

PisanieTemat: Re: Londyńskie ZOO   29.09.18 14:42

- No, jak dalej będziesz tak piękniał to będzie ci trudno z domu wyjść, żeby nie musieć uciekać przed psychofankami. - stwierdziła bardzo ale to absolutnie poważnie. Titus nie był w gruncie rzeczy bardzo przystojny. Nie był też brzydki. Mieszał się w tłumie, choć przez swój sposób bycia i ubioru pozostawał w jakiś sposób po prostu charakterystyczny, a jej się ta jego charakterystyczność podobała i dla niej była ona cool. I cały on z resztą też. I to, że taki o Titus Ollivander jest jej i tylko jej. I jakiejś wyfiokowanej idiotki jaką mu kiedyś znajdą, ale to odległa przyszłość.
- Pandy też są super. Podobno kiedyś były w swoim domu traktowane jak magiczne stworzenia wiesz, przez mugoli dla których taki smok czy jednorożec to nie jest coś normalneogo. Pewnie dlatego, że wyglądają na takie kochane, trudno uwierzyć że mogą być zwyczajne. - stwierdziła trochę rozbawiona. - I ponoć są prawie ślepe, w sensie widzą ale słabo, ale za to dobrze słyszą i mają spoko węch.
Nie wiedziała wiele więcej. To nie zwierzątka hodowlane które ktoś by trzymał u siebie w domu, więc nie musiała. Czasami jednak po prostu poczytała więcej, bo te zwierzaki wszystkie przecież są super. Najchętniej by je Lotta zobaczyła w ich naturalnym otoczeniu. To już w ogóle by była bajka, żyć między zwierzętami.
- W sumie to musi być strasznie irytujące. - przyznała. - Biedne kotki. Choć w sumie jakby uciekły, nic nienaturalnego by się nie działo.
Pewnie nie chciałaby na to patrzeć, ale nie odrzucała jej ta myśl, w sumie w naturze tak już jest, że jedne zwierzęta zjadają inne i tak dalej i tak dalej, nie? Choć w sumie ona by na mięso nie polowała, raczej by nie umiała, ale najwyżej Titus zapolowałby za nią. Ale na szczęście są ludzie którzy polują za wszystkich.
Oparła się o barierkę i wychyliła trochę, mrużąc oczy ale faktycznie w miejscu które pokazywał Titus spoczywał wielki lew z gęstą grzywą. Piękne zwierzę. A jak ziewnął i pokazał te swoje zębiska!
- Chyba wszystkie koty są leniwe. - stwierdziła, choć to nie z książki, a na bazie własnych doświadczeń akurat i posiadania w pracy Samuela który to poza tym, że jest władcą Zwierzyńca to jest potwornym leniem który by tylko spał i spał. - Takie to mają życie. Leżą, są podziwiane i tylko im kolejne kotlety ktoś pod nosy podrzuca.
Ale zaraz jej uwagę pochłonęły w całości małe kocięta. Były po prostu piękne i cudowne i wspaniałe! Aż oczy Lotki rozbłysły lekko i uśmiechnęła się szerzej.
- Rany, chcę je na ręce. - zaśmiała się. No dobrze, pewnie mama lew by jej zaraz te ręce odgryzła, ale pomarzyć chyba wolno!




One day
the Grave-Digger had been approached by the stranger, who asked the way to town. He seemed strangely familiar, although they had never met.
Powrót do góry Go down
 

Londyńskie ZOO

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of Westminster-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18