Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Tor wyścigów konnych Royal Ascot

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Tor wyścigów konnych Royal Ascot   29.04.15 11:45

First topic message reminder :

Tor wyścigów konnych Royal Ascot

W Ascot organizowane są najbardziej prestiżowe wyścigi konne świata już od ponad 250 lat. Pośród obserwatorów zasiada wielu czarodziejskich arystokratów jako ciekawostkę traktując również obecność mugolskiej rodziny królewskiej. Dla dam jest to prawdziwa rewia mody, szczególny nacisk kładzie się na toczki i kapelusze. W biegach biorą udział najlepsze konie pełnej krwi angielskiej z całego świata.
Nieco dalej, za niewielkim wzgórzem, znajduje się także ukryty przed mugolami podniebny tor wyścigowy skrzydlatych wierzchowców. Za najbardziej prestiżowe uważa się zmagania aetonanów; najlepsze z tych rumaków pochodzą ze stajni Carrowów.

Wyścigi koni, skrzydlatych lub nie: Postaci przez trzy kolejki rzucają kością k100. Do rzutu dodaje się bonus (lub karę) przysługujący z biegłości ONMS, gdyż osoba bardziej znająca się na zwierzętach łatwiej zauważy zwierzę, które ma największe szanse na zwycięstwo. Zwycięża koń, na którego postawiła osoba, która wyrzuciła wyższą łączną sumę z trzech kolejek. Aktualna przewaga rzutów pokazuje aktualne rozłożenie sił na torze
Lokacja zawiera kości


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Morsmordre
Morsmordre

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Tor wyścigów konnych Royal Ascot   24.06.17 23:08

The member 'Cassius P. Nott' has done the following action : rzut kością


#1 'k100' : 40

--------------------------------

#2 'k10' : 4


Powrót do góry Go down
Magnus Rowle
Magnus Rowle

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t4426-magnus-phelan-rowle https://www.morsmordre.net/t4650-korespondencja-m-p-rowle-a https://www.morsmordre.net/t4655-careless-whisper https://www.morsmordre.net/f310-cheshire-farndon-posiadlosc-rowle-ow https://www.morsmordre.net/t4652-skrytka-bankowa-nr-1118 https://www.morsmordre.net/t4786-magnus-rowle
Zawód : reporter Walczącego Maga
Wiek : 35
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Dotknij mnie tam, gdzie uważasz, że
może być serce
Rozetnij żebra, częstuj się,
bierz
co chcesz
OPCM : 20
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 36
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Tor wyścigów konnych Royal Ascot   25.06.17 10:37

Wojował słowami - w pracy stanowiły jego podstawowy oręż - lecz wiedział, że równie prędko może nadziać się na to obosieczne ostrze. Sprawdzały się jako mocna, stabilna podstawa, wyrażały poglądy, myśli, życzenia. Wszystko, co kłębiło się w nieokreślonej strefie sacrum, nie zstępując jednak na ziemię. Informacyjno-manipulacyjna funkcja sprawdzała się znakomicie; Magnus był w tej dziedzinie nadzwyczaj giętki, wykorzystując całe pole do popisu, ba, poszerzając je własnymi definicjami, gotowymi przyjąć się na zewnątrz. Nie negował absolutnie przydatności tej wojny podjazdowej, święcie wierząc w odnoszone w ten sposób drobne sukcesy. Niezbyt subtelne pranie mózgu albo długotrwała intryga, zatruwająca nieśpiesznie podatne wpływom obcych umysły. Takimi łatwo było zawładnąć w całości, dyktować warunki, podsuwać pomysły na złotej tacy, błyszczącej zachęcająco. Blask oślepiał, a ludzie głupieli, pozwalając wodzić się za nosy - nawet arystokraci, opiewani jako sól tej ziemi. Rowle szczerze gardził tymi hipokrytami, którzy w barwnym korowodzie pełnym różnorodnych herbów podążali za nim jak dzieci, uprowadzone niegdyś przez grajka z Hammelin. Nott miał własne zdanie, zazębiające się w nielicznych trybach z opiniami Magnusa, ale indywidualne podejście prowokowało intensywniejszą relację. Trudne początki przewodnika po Skandynawii jakoś przebolał; doceniał to zarzewie buntu tlące się w ponoć idealnym Cassiusu. W jego wieku co prawda już dawno był żonaty i doczekał się dwójki dzieci, acz nie odstręczała go niechęć Notta do wstąpienia w uświęcony związek. Kaganiec nakładany na szlachcica przyzwyczajonego do złotej wolności uwierał bardziej, niż kajdany na kończynach pospólstwa, przywykłego do ciężaru łańcuchów. Uśmiechał się - bardziej do siebie, aniżeli do Cassiusa, śmiejącego się do rozpuku, uderzając w głos i dając ujście rozbawieniu. Niesfingowanemu? Obserwując go spod oka, Magnus wysnuwał cierpkie wnioski o prawdziwości niskiego dźwięku, nieco nieprzyjemnego, nieco okrutnego, nieco zimnego. Musiał podchwycić kpinę, serwowaną jako trucizna, chociaż naprawdę to było placebo.
-Bywam na salonach, lordzie Nott - odparł podobnym tonem, lustrzanym gestem podnosząc wyżej swoją dłoń. Standardowo między palcami upstrzoną plamami po granatowym atramencie, który na całe szczęście oszczędził mankiety nieskazitelnie białej koszuli - w przeciwieństwie do ciebie, nie muszę zwracać uwagi na dłonie. Rozumiem, że poszukiwanie tej niezaobrączkowanej implikuje też kontemplację paznokci? - zakpił, mimo że kawalerski stan Cassiusa był mu nawet całkiem na rękę. Teoretycznie żony nie posiadały prawa głosu, acz źle traktowane mogły stać się i przysłowiowymi kulami u nogi. Skrzywił nieznacznie wargi, błyskając zielonym spojrzeniem - zarost czasami rodził problemy, lecz Magnus ani myślał ściąć brody - jestem Rowle'em. Ciesz się więc razem ze mną, z naszych nazwisk i słusznej pozycji - przerwał, wzdrygając się z niesmakiem, po czym uniósł w kierunku Notta niewidzialny kielich, jakby właśnie przepijał do niego przednim winem. Jasne, że ich uprawnienia przewyższały względy prostaczków, jasne, że nadal mogli pozwalać sobie na nieco więcej, jasne, że arystokratyczne gwałty na dobru czy mieniu nosiły znamiona czynu szlachetnego. Te okraszone niewybaczalną inwektywą - również. Zrozumiał, do czego pił Cassius, w pełni beztroski i pewny siebie, jak przystało na przedstawiciela wyższych sfer, dążącego do zaprowadzenia porządku. Poczynając od loży szyderców na wyścigach konnych, by później objąć zasięgiem całą Wielką Brytanię. Nie mógł o tym wiedzieć, lecz faktycznie, na koncie Rowle'a więcej było mordów popełnionych gołymi rękami. Czy klasyfikowało go to jako podrzędnego zbója, czy po prostu powinien popracować nad emocjami? Zieleń była chłodna, więc i taki spokój miał zachować.
-Robisz ze mnie troglodytę - rzekł, unosząc lekko brew, chcąc sprowokować Notta do dalszego wywodu. Poznał smak czarnej magii wcześniej, jeszcze w Durmstangu, chłonąc niebezpieczną moc i nie bojąc się nią władać - przekonamy się, co potrafisz i czy to nie tylko czcze przechwałki - zdecydował, nie wyjaśniając jeszcze szczegółów kiełkującego planu. Wkrótce sam miał zebrać ostateczne pokłosie śmierci; ważniejsze niż kapryśna zabawa nawet z najlepszym towarzyszem. Którego spektakularną porażkę właśnie podziwiał: ostatni finisz a niepozorny gniadosz wyforsował na przód, pozostawiając daleko w tyle rączą dziewiątkę. Piękny triumf aetonana, a za nim także Magnusa, który zgarniał sporą nagrodę, niepotrzebną zupełnie, lecz czuł satysfakcję płynącą ze wzbogacenia się kosztem biedaczków siedzących pod nim.
-Klub dżentelmenów. Tam z pewnością uszanują twe ekscentryczne życzenie - zaszydził, okrywając się peleryną i teleportując z donośnym trzaskiem. Zostawił za sobą całą tę ciżbę, paskudny motłoch wszczynający awanturę; jakby ich tam zamknąć i osaczyć, nikt by nie żałował

ztx2


Powrót do góry Go down
Elisabeth Parkinson
Elisabeth Parkinson

Nieaktywni rycerze
Nieaktywni rycerze
https://www.morsmordre.net/t3102-elisabeth-parkinson https://www.morsmordre.net/t3136-persephone https://www.morsmordre.net/t3137-amici-fures-temporum https://www.morsmordre.net/f110-cotswolds-hills-broadway-tower https://www.morsmordre.net/t5184-skrytka-bankowa-nr-804 https://www.morsmordre.net/t3276-elisabeth-parkinson
Zawód : tłumacz
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
I'm cold-hearted and evil.
And I'm vengeful.
OPCM : 6
UROKI : 8
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 6/36
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Tor wyścigów konnych Royal Ascot   02.01.18 13:48

19 maja 1956

Powoli wkroczyła na trybuny, ukradkiem patrząc po zebranych tutaj osobach. Wśród nieznajomych twarzy szukała tej jednej, która miała jej dzisiaj towarzyszy podczas widowiska. Niestety, nie odnalazła jej. Najwidoczniej przybyła za wcześnie, co często jej się zdarzało. Czuła się pewniej, gdy była pierwsza na umówionym spotkaniu, bowiem to dawało jej możliwość swobodnego rozglądania się po zebranych osobach. Tego dnia na trybunach nie spostrzegła nikogo znajomego, co dało jej pewną dozę komfortu. Swobodnym, acz pełnym gracji krokiem ruszyła w stronę jednego z wolnych miejsc. Ostatecznie jednak zmieniła kierunek drogi, by podejść do barierki. Dzięki temu miała dobry widok na tor wyścigowy, na którym, póki co, nie działo się nic ciekawego. Ot zwykłe przygotowania do wyścigu.
Wypuściła cicho powietrze, cierpliwie oczekując na mężczyznę, z którym miała się dzisiaj spotkać. Czuła wewnętrzne zadowolenie, iż w końcu udało jej się podjąć ostateczną decyzję w sprawie swojego zawodu. Kilka dni wcześniej wysłała list do Ministerstwa, informując o rezygnacji ze stanowiska i niemalże natychmiast skontaktowała się z człowiekiem, który mógł pomóc jej z nową profesją. Nie łatwo było podjąć decyzję odnoście kolejnej pracy - nie umiała wymyślić niczego, co mogłoby mieć jakikolwiek związek z polityką. Naturalnie mogła przenieść się do innego departamentu, lecz to mijałoby się z celem - ostatnie wydarzenia otworzyły jej oczy i przedstawiły Ministerstwo Magii jako jedną wielką pomyłkę, dla której nie miała już zamiaru pracować. Nie warto było tyle się produkować, by ostatecznie zostać tak haniebnie potraktowaną. Przymusowy urlop, przeniesienia do jakiegoś departamentu najniższego rzędu... Wzdrygnęła się z obrzydzeniem na samą myśl. Poczuła nagły przypływ złości, który zdusiła jednak w sobie. Na szczęście było już po wszystkim, a ona wkraczała w nowy rozdział swojego życia. Niestety, był to etap nieco słodko-gorzki, bo zmiana zawodu i nadzieja, jaką przyniosła ostatnia rozmowa z Tristanem, została zrównoważona przez nieprzyjemne spotkanie z lordem Rowle. Nie miała wątpliwości, iż nowo poznany lord nie będzie jedynie przelotną znajomością. Osobą, która szybko zaginie gdzieś w tłumie. Miała jednak nadzieję, iż zadania, które niedługo się przed nią pojawią, zrównoważą efekty tej znajomości. Nie miała złudzeń - wiedziała jak to wszystko się potoczy, choć nie padła jeszcze żadna oficjalna informacja. Dzięki temu mogła szybko działać, rezygnując z posady i dążyć do znalezienia nowego zajęcia. Kiedy więc jej dłoń ozdobi pierścień zaręczynowy, ona już wszystko będzie miała załatwione. Nie będzie odwrotu. A nawet jeśli, to nie wierzyła, by jej przyszły małżonek mógł coś zmienić w jej dążeniach. W jej oczach osoba lorda Rowle nie jawiła się jako silna osobowość. Wiedziała jednak, iż nie powinna go lekceważyć, ponieważ zna go jeszcze za krótko. Czasami nawet najbardziej niepozorne osoby potrafią zaskakiwać.




A little learning is a dangerous thing...

Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
Ain Eingarp

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Tor wyścigów konnych Royal Ascot   03.01.18 13:00

Lord Anubis Shafiq przypominał swojego boskiego imiennika pod wieloma względami. Co prawda nie zajmował się żadnymi sprawami związanymi z pochówkiem, ale też nie oddał swojego życia typowemu dla jego rodu zajęciu. Jako syn lady Crouch znał język swych przodków w iście biegłym stylu, podobnie zresztą jak mowę pochodzącą z Egiptu, gdzie urodził się jego ojciec. Od małego uczony kilku języków stał się jednym ze słynniejszych lingwistów w świecie czarodziejów, a jego doskonała renoma nie kładła nigdy cienia na jego umiejętności czy często drastyczne kroki w badaniach, które prowadził w tej dziedzinie. Niektórzy przed wybiciem się imienia renomowanego badacza języków, wyśmiewali imię, które nosił, ale on nigdy nie dał im satysfakcji poczucia się dotkniętym. Z uniesioną głową kroczył przed siebie, udowadniając, że nazwisko nie było jedyną drogą do sukcesu. Na wszystko, całe bogactwo które teraz posiadał i z którego korzystała jego rodzina zapracował sam. Charakterystyczna czerń, w jakiej wyobrażano sobie bóstwo boga śmierci, zdobiła zawsze ubranie jak i najmniejszy detal, który nosił lord Shafiq. Jego cera, jaśniejsza niż ojcowska z powodu napływu matczynej krwi, idealnie wpasowywała się w ciemne kolory, nadając mu odpowiedniego animuszu, a także podkreślając wagę postaci, z którą miało się do czynienia. Włosy, czarne jak heban, nie były jeszcze przykryte siwizną, chociaż niektórzy mężczyźni w jego wieku mogli się nią już poszczycić. Pomimo nadchodzącej pięćdziesiątki wciąż był przystojnym mężczyzną, a arystokratyczna postawa w każdym geście i słowie, sposobie poruszania kazała innym czarodziejom i czarownicom podchodzić z szacunkiem człowieka, którego napotykali.
Dziś przyszło mu się spotkać z lady Elisabeth Parkinson. Nigdy wcześniej o niej nie słyszał, jednak słowa spisanego przez nią listu jak i napisanie odpowiedniego do jej przełożonego, sprawiły, że nabrał dobrej perspektywy. Nie oceniał ludzi przed spotkaniem twarzą w twarz, ale arystokratka prosiła go o radę w sprawie pracy tłumacza, a Anubis nie przystępował do współpracy z byle kim. Nawet jeśli ów osoba szczyciła się szlacheckim pochodzeniem. Przyjęcie kogoś do wąskiego grona współpracowników było niemałym zaszczytem - wszak lord Shafiq był prezesem Czarodziejskiego Kręgu Lingwistów i pozostawał nim już od piętnastu lat. Niczym egipski Anubis miał zważyć serce i umiejętności młodej kobiety i zdecydować, czy była godna przejścia dalej. Pojawił się na torze wyścigowym z nieodłącznym Ra - smukłym dobermanem, który nie odstępował swojego właściciela na krok. Zanim jeszcze wszedł do części restauracyjnej, dało się słyszeć stukot jego laski z głową szakala. Służący doskoczyli do niego, otwierając co kolejne drzwi, by zaprowadzić do miejsca docelowego, gdzie znajdowała się już spora grupa śmietanki towarzyskiej. Wszak spotkanie odbywało się na próbie trzyletnich koni angielskich. Nie musiał zastawiać się ani domyślać, która z kobiet była tą, która wysłała do niego list.
- Tasza‘rraft, Lady Parkinson. Usiądźmy - przywitał się zgodnie z egipskim zwyczajem, po czym wskazał kobiecie miejsce, a sam zajął naprzeciwko, nie zwracając uwagi na dobermana siadającego posłusznie po jego prawym boku. - Jak rozumiem chciałaby lady dołączyć do grona stowarzyszenia i przyjmować zlecenia - zaczął od razu niespiesznym głosem. - Wspominała również, że pracowała w Ministerstwie Magii. Mogę spytać z jakimi nacjami miała lady kontakt, z jakimi pertraktowała.
Musiała poczuć, że ta rozmowa była niezwykle ważna. Od niej zależało czy miała stać się członkiem tłumaczy, badaczy, odkrywców języków.




I show not your face but your heart's desire
Powrót do góry Go down
Elisabeth Parkinson
Elisabeth Parkinson

Nieaktywni rycerze
Nieaktywni rycerze
https://www.morsmordre.net/t3102-elisabeth-parkinson https://www.morsmordre.net/t3136-persephone https://www.morsmordre.net/t3137-amici-fures-temporum https://www.morsmordre.net/f110-cotswolds-hills-broadway-tower https://www.morsmordre.net/t5184-skrytka-bankowa-nr-804 https://www.morsmordre.net/t3276-elisabeth-parkinson
Zawód : tłumacz
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
I'm cold-hearted and evil.
And I'm vengeful.
OPCM : 6
UROKI : 8
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 6/36
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Tor wyścigów konnych Royal Ascot   10.01.18 0:09

Podniosła wzrok na znajdujący się nieopodal zegar. Czasami opłacało się być znacznie wcześniej na umówionych spotkaniach - daje to możliwość odpowiedniego nastrojenia się, a dzisiaj było to wręcz konieczne. I nie powinno być nic dziwnego w tym, iż podchodziła do nadchodzącej rozmowy bardzo poważnie - nie zwykła wszak lekceważyć tak istotnych momentów w swoim życiu. I choć praca jako tłumacz nie miało aż tak istotnego dla niej znaczenia, to jednak zależało jej na tym. Nie mogłaby znieść bezczynności, którą tak szczycą się niektóre szlachcianki. Musiała coś robić, a wręcz czasami czuła wyraźną potrzebę posiadania zbyt dużo obowiązków.
Powolnym, lecz dumnym krokiem przesunęła się nieco bliżej wyjścia, chcąc mieć lepszy widok zarówno na konie, jak i na drzwi. Mając w nawyku podobne odruchy w stanie zamyślenia, delikatnie pogładziła materiał długiej ciemnozielonej sukni, wykonanej w rodowym domu mody. Jak większa część jej garderoby był to strój dość minimalistyczny, lecz zwieńczony długim naszyjnikiem, którego medalion przedstawiał herb zarówno rodu Parkinson, jak i Crouch. Była to pamiątka po matce, której nie nosiła jednak na cześć rodzicielki, a dla obu rodów, do których przynależała.
Westchnęła cicho, splatając dłonie. Cierpliwie czekała na mężczyznę, do którego napisała kilka dni wcześniej. Wiedziała do kogo się zwraca - lord Shafiq był postacią sławną, która mogła jej zapewnić pomoc w nowym zawodzie, którego postanowiła się podjąć. Zdawała sobie przy tym sprawę, że będzie to od niej wymagało polepszenia swoich umiejętności, lecz tak było ze wszystkim, czego by się podjęła. W powierzanych jej zadaniach wymagała od siebie dokładności i perfekcji, a dodatkowa sympatia względem języków, jedynie pogłębiała chęć udoskonalenia się.
Nagle w pomieszczeniu pojawiła się oczekiwana postać. Elisabeth podniosła na niego wzrok, uważnie przyglądając się mu. Nie poczuła zaskoczenia, bowiem dokładnie tak została jej opisana postać Anubisa Shafiq. Na dodatek okazało się, że dzieli ich ta sama krew, co było odkryciem dość zaskakującym. Nie miała pomimo to zamiaru zdradzać podobnych wiadomości - informacja ta nie wydawała się być na tyle ważną.
- Witam, lordzie Shafiq - odpowiedziała na przywitanie w sposób nieco bardziej tradycyjny. Nie mówiąc nic więcej zajęła miejsce na przeciwko mężczyzny, zwracając uwagę na towarzyszącego mu dobermana. Dłonie, spoczywające na nogach, zacisnęła delikatnie w pięści. Nie lubiła psów i nie było to jedynie spowodowane jej animagiczną postacią. Gardziła tymi zwierzętami, nie potrafiąc zrozumieć ich naiwniej wierności, która była w stanie zaprowadzić ich nawet na śmierć. Starała się jednak nie dać po sobie poznać swojej niechęci, skupiając całą uwagę na mężczyźnie.
- Dokładnie tak, lordzie Shafiq[/i] - odpowiedziała. [b]- Podczas mojej pracy, miałam duży kontakt z Francuzami. Od dawna znam ten język, bowiem posługiwałam się nim już za czasów szkolnych - miałam przyjemność pobierać nauki w Akademii Magii Beauxbatons.
Dobrze wspominała tamten okres swojego życia. Język, którym wówczas się posługiwała, zawsze był przyjemnym zarówno w użyciu, jak i w wymowie. Posiadał specyficzną manierę, która wielu już uwiodła. Ona również była jej ofiarą.
- Ponadto posiadam podstawową wiedzę na temat języka starogreckiego, którego jednak, nad czym ogromnie żałuję, nie miałam okazji podszkolić podczas mojej pracy w Ministerstwie - powiedziała po chwili, tym samym dając mężczyźnie pełny obraz swoich umiejętności. Przy tym zatrzymała się w tym miejscu, choć na swoją obronę mogłaby przecież dopowiedzieć, iż miała zamiary się poprawić. To jednak w tym momencie nie było istotne - liczyła się teraźniejsza wiedza i umiejętności, nie plany na przyszłość.




A little learning is a dangerous thing...

Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
Ain Eingarp

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Tor wyścigów konnych Royal Ascot   06.02.18 20:38

Nie oceniał. Jeszcze nie. Zależało mu na szybkiej, konkretnej rozmowie, w której nie było miejsca na oszustwa czy rozwodzenie się. Im większe, owocniejsze tempo, tym rozmówca miał mniej czasu na zastanawianie się, a takie odpowiedzi, momentalne, były najszczersze i można było spostrzec czy nie oszukiwał specjalnie, by zaimponować czy dostać pracę. Nie twierdził, że było tak samo z lady Parkinson, ale nie zamierzał zmieniać swojego standardowego postępowania. Miał dzisiaj jeszcze inne spotkanie, a z wiekiem nie stawał się silniejszy, chociaż daleko mu było do starości. Lord Shafiq szanował swój jak i czas innych ludzi, dlatego też nie owijał w bawełnę. Przeszedł od razu do rzeczy, licząc, że jego towarzyszka zrobi dokładnie to samo i przyjął do wiadomości, że postąpiła zgodnie z jego oczekiwaniami. Zaraz jednak podniósł dłoń, by przerwać.
- Rozumie więc pani doskonale, że językiem francuskim posługuje się znaczna większość arystokratów, a także czarodziejów czystej krwi. Niedługo nieczyści zaczną nas doganiać. Akademia, Hogwart, Durmstrang - proszę sobie darować te wspomnienia - powiedział dosadnie, przekazując również informację a propos tego, że pytał ją konkretnie o to, co robiła w Ministerstwie Magii. Wcześniej mogła być nawet primabaleriną w balecie moskiewskim. Tutaj, teraz przy nim nie miało to żadnego znaczenia. Musiała wykazać się czymś więcej niż jedynie znajomością francuskiego. Nie było to nic osobistego, lecz tego wymagała renoma ludzi, którzy go otaczali i nie zamierzał tego zmieniać. Gdy wspomniała o starogreckim, położył dłoń na łbie Ra, by przejechać nią po lśniącej sierści. - Η φτήνια τρώει τον παρά - odparł bez zająknięcia. Jeśli tanio kupujesz, słono za to płacisz. Musiała znać to powiedzenie, które nie było jedynie popisem umiejętności, lecz także uwagą, radą i ukazaniem oczekiwań. Nie mogła znać języka po łebkach. Zostawił sprawę języków, do których miał wrócić ponownie, woląc skupić się na Ministerstwie Magii. Ponownie. - Ile lady tam pracowała i na jakim stanowisku? - chciał usłyszeć to od niej, dlatego też przerwanie wymiany zdań nie miało się zakończyć. Liczył na to, że tym razem kobieta się zreflektuje i odpowie jedynie na to, o co pytał, pomijając ckliwe szczegóły.




I show not your face but your heart's desire
Powrót do góry Go down
Elisabeth Parkinson
Elisabeth Parkinson

Nieaktywni rycerze
Nieaktywni rycerze
https://www.morsmordre.net/t3102-elisabeth-parkinson https://www.morsmordre.net/t3136-persephone https://www.morsmordre.net/t3137-amici-fures-temporum https://www.morsmordre.net/f110-cotswolds-hills-broadway-tower https://www.morsmordre.net/t5184-skrytka-bankowa-nr-804 https://www.morsmordre.net/t3276-elisabeth-parkinson
Zawód : tłumacz
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
I'm cold-hearted and evil.
And I'm vengeful.
OPCM : 6
UROKI : 8
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 6/36
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Tor wyścigów konnych Royal Ascot   06.02.18 22:56

Spodobało jej się tempo, jakie narzucił jej rozmówca. Ona również nie należała do osób lubiących marnować własny czas, niezwykle wysoko go ceniąc. Sama miała wiele spraw na głowie, a przy okazji chciała jak najszybciej otrzymać wniosek w kwestii pracy, którą mogłaby się zająć niemalże natychmiast jak i również podwyższeniem własnych kompetencji. Domyślała się, że starogrecki na poziomie podstawowym nie będzie się prezentował niezwykle okazale, dlatego jak najszybciej chciała to zmienić. Potrzebowała jednak potwierdzenia, iż została przyjęta jako członek Czarodziejskiego Kręgu Lingwistów, które pomogłoby w przyjmowaniu zleceń. Każdą pracę traktowała bowiem niezwykle poważnie, toteż ta nie byłaby wyjątkiem. Nawet jeśli już niedługo pojawią się nowe zobowiązania, które staną ponad wszystko.
Zacisnęła szczękę, słysząc słowa mężczyzny. Nie spodobały jej się, choć wiedziała, iż chcąc dojść do celu, musi je przemilczeć. Znała nazwisko mężczyzny i ród, z którego się wywodził. Dostrzegała w nim namiastkę charakteru dziadka, wobec czego rozsądek nakazywał odpowiadać bezpośrednio na pytania. Wiedziała jednak, iż jeśli nadarzy się okazja, wspomni o swoich zupełnie odmiennych spostrzeżeniach. Francuski był wszak jednym z popularniejszych języków, toteż jego znajomość stała się swego rodzaju wymogiem. Ona zaś mogła się pochwalić biegłością w tym języku nie tylko na poziomie gramatycznym i słownym, ale również i tym kulturowym. To zawsze dawało przewagę, szczególnie w literaturze, która opatrzona była warstwą historii i kultury danego kraju. Tłumacz nie zrozumie przesłania autora, jeśli nie potrafi wczuć się w jego rzeczywistość. Ona potrafiła, bo ją znała.
- Częścią Departamentu Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów byłam przez cztery lata, co w dużej mierze było stażem - odpowiedziała, dobierając słowa z większą ostrożnością. - Moim głównym zadaniem była korespondencja z różnymi osobistościami z Francji, w tym z ich rządem. Naturalnie nie było to moje jedyne zadanie, ale główne.
Splotła dłonie, które spoczęły na udach pod stołem.




A little learning is a dangerous thing...

Powrót do góry Go down
Aurelia Carrow
Aurelia Carrow

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5614-aurelia-carrow https://www.morsmordre.net/t5754-blawatek#135744 https://www.morsmordre.net/t5753-arielka#135741 https://www.morsmordre.net/f52-west-yorkshire-wakefield-sandal-castle https://www.morsmordre.net/t5755-skrytka-bankowa-nr-1386#135745 https://www.morsmordre.net/t5756-aurelia-carrow
Zawód : opiekunka aetonanów
Wiek : 23 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczona
It is part of her beauty, this quality of being not quite there, dreamlike.
OPCM : 0
UROKI : 16
ELIKSIRY : 5
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Tor wyścigów konnych Royal Ascot   17.08.18 17:19

15? sierpnia

W ostatnich dniach lady Carrow nareszcie zażyła długo upragnionego spokoju psychicznego. Teraz, gdy miała za sobą zaręczyny i wiedziała, że nie jest w stanie już nic na nie poradzić – a właściwie zaczynała cieszyć się z wyboru ojca – mogła skupić się w pełni na sobie i swojej pracy przy aetonanach. Również zdjęcie z niej widma staropanieństwa okazało się mieć zbawienny wpływ na jej życie; o ile niegdyś miała wrażenie, że wszystkie kierowane doń uśmiechy były fałszywe i po prostu wredne, tak po rozejściu się informacji o zmianie statusu cywilnego co prawda fałszywa nuta pozostała, jednak w zdecydowanie mniejszej, znośnej dawce. Przy okazji zaczęła dbać o siebie i swoje zdrowie, które w minionych miesiącach okazało się kruchsze, niż wcześniej, ale głównie z powodu próśb Alpharda, niż swojego rozsądku, czy kazań matki, i zauważyła pewną zmianę w swoim nastawieniu; od kilku dni bowiem nie nienawidziła ludzi aż tak, nie stroniąc od ich towarzystwa, jak i nie stroniła od wyjść z rodzicielką, korzystając z każdej okazji do zakupu nowych akcesoriów do garderoby. Chciała się podobać, sobie i swojemu narzeczonemu, wiedząc, że chociaż zapewniał ją o swojej wierności, tak wciąż pozostawał tylko mężczyzną. Ileż to słyszała historii o kobietach na boku, przyjaciółkach od siedmiu boleści, a ile z nich widziała na własne oczy spacerując po terenach festiwalu! Postanowiła, że musi dać szansę ich relacji i sprawdzić, czy będzie w stanie pojawić się między nimi coś więcej, niż zwykły szacunek.
Tego dnia pojawiła się na torze wyścigów konnych, wiedziona tęsknotą za tym sposobem spędzania czasu wolnego. Ubrana w czerwoną, przewiewną sukienkę przechadzała się po rozległych terenach – oczywiście po stronie wyścigów skrzydlatych istot – jasną i wrażliwą skórę skrywając pod haftowaną parasolką. Do wyścigu pozostało jeszcze kilka długich minut, które postanowiła spożytkować na obserwację i chociaż chciała zainteresować się otaczającymi ją ludźmi, wzrok szlachcianki równie szybko spoczął na prezentowanych przed publicznością aetonanach. Bez większego problemu rozpoznała we właścicielach tych, którzy odwiedzali stajnie Carrowów regularnie, a ta krótka obserwacja pozwoliła jej na zorientowanie się, czy szanowali oni swoje zwierzęta, wszak dbanie o ich konie nie kończyło się w momencie sprzedaży. Wiedziała, że gdyby tylko któraś z istot byłaby zaniedbana, ojciec równie szybko zainterweniowałby w tej sprawie, choć na szczęście dotychczas nie było takiego przypadku.
Przy jednej z klaczy zatrzymała się na dłużej, pamiętając, że osobiście ją pielęgnowała i trenowała. Wolna dłoń spoczęła na ciemnej szyi, przesuwając się delikatnie po przystrzyżonej sierści, na moment pozwalając Aurelii zapomnieć, że znajdowała się w miejscu publicznym, nie lesie, czy stajni.




FreedomThere is more than one kind of freedom. Freedom to and freedom from.
Don't underrate it.


Powrót do góry Go down
Lupus Black
Lupus Black

Jednostka badawcza (Rycerze Walpurgii)
Jednostka badawcza (Rycerze Walpurgii)
https://www.morsmordre.net/t4105-lupus-black https://www.morsmordre.net/t4189-lupusowa https://www.morsmordre.net/t4188-lupus#84660 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t4464-skrytka-bankowa-nr-1060#95257 https://www.morsmordre.net/t4398-lupus-black#94303
Zawód : Uzdrowiciel na oddziale urazów pozaklęciowych
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Szedł podróżny w wilczurze, zaszedł mu wilk drogę.
"Znaj z odzieży - rzekł człowiek - co jestem, co mogę".
Wprzód się rozśmiał, rzekł potem człeku wilk ponury;
"Znam, żeś słaby, gdy cudzej potrzebujesz skóry".
OPCM : 5
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 45
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Tor wyścigów konnych Royal Ascot   04.09.18 9:43

Podziwiałbym niezłomność Aurelii wiedząc, jak szybko odnalazła się w nowej sytuacji oraz jak prędko zaakceptowała nowe uczucia, całkowicie odsuwając od siebie te stare. Podziwiałbym i poprosił o wskazówki co do tego, jak w ekspresowym tempie pozbyć się wszelkich negatywnych lub po prostu niechcianych emocji. Niestety musiałem żyć w niewiedzy, co więcej, pozostając przytłoczony wszystkimi wydarzeniami z ostatniego czasu. Moje myśli wciąż krążyły od Rycerzy Walpurgii to osobistych, życiowych porażek; rozpoczęty przez Longbottoma-szaleńca stan wojenny nie sprzyjał dobremu nastrojowi. W ogóle nie podobało mi się, że ktokolwiek ośmielił się stawać przeciw Czarnemu Panu, w dodatku angażując w to całe społeczeństwo. Wzbudzając w nich strach oraz panikę nieudolny minister zaplanował sianie terroru, uznając się za lepszego od czarnoksiężników; co za bzdura. Dekret cuchnął propagandą oraz bezsensownością na kilometr, ale niestety nie mogłem nic z tym zrobić. Jedynie wspierać tych, którzy mieli środki do zduszenia tak absurdalnych działań. Starałem się zrozumieć dlaczego banda oszołomów-rewolucjonistów pragnie zniszczyć wspaniałą, magiczną tradycję oraz w ogóle czarodziejski świat, ale im dłużej nad tym myślałem, tym bardziej głupie mi się wydawało. Również okrutnie się denerwowałem, choć kiedy zastanawiałem się nad prywatnymi sprawami, ścisk w żołądku stawał się nad wyraz nieznośny. Ignorowałem go tak długo jak się tylko dało, ale nawet to nie mogło trwać w nieskończoność.
Niespodziewanym zbiegiem okoliczności mój umysł popędził za rozrywką. Nie byle jaką. Nie istniała żadna inna strona tego medalu, że wybrałem wyścigi konne. Aetonanów. Powinno mnie zaniepokoić, w którą stronę obróciły się moje dywagacje, przecież to był jasny znak o kim myślałem. Ale szczerze mówiąc nie spodziewałem się na miejscu spotkać lady Carrow. W ogóle żadną; w myśl, że każdy rozsądny ojciec nakazałby swojej córce zostać w posiadłości, gdzie wojna nie będzie dla niej zagrożeniem, uznałem, że miałem prawo do swobodnego wyjścia w potencjalną paszczę lwa. Będąc w niej względnie bezpiecznym.
Dość spontanicznie ubrałem się w jedną z najlepszych szat, a potem dostałem się bryczką w okolice Londynu. To była dość długa podróż, ale bardzo ciekawa kiedy mogłem obserwować miasto z lotu ptaka, nie musząc wzbijać się na plebejskiej miotle. Mieszkanie w stolicy miało swoje plusy; do większości atrakcji magicznego świata było po prostu blisko i nie trzeba było kłopotać się specjalnym tworzeniem świstoklików w celu dotarcia na miejsce. Zresztą, bardzo nie lubiłem tego środku transportu, zbyt dużo mdłości mnie kosztował. Dziś miałem prezentować się nienagannie.
Szerokim łukiem omijając część niemagiczną, udałem się w miejsce przeznaczone jedynie dla czarodziejów. Spokojnie przechadzałem się po okręgu toru, aż jeden z opiekunów aetonanów zagadał mnie tak, że nawet nie wiedziałem kiedy poszedłem z nim do boksów. Pewnie sądził, że jako lord byłem zainteresowany obstawieniem jednego z wierzchowców, a potem jego kupnem; mocno gimnastykował się przy opowiadaniu o rżących cudeńkach, a kiedy poprosiłem go o pozostawienie mnie samego ze swoimi myślami, dostrzegłem ją. W czerwonej sukni, spokojną i skupioną. – Lady Carrow – przywitałem się grzecznie, kłaniając lekko, choć w środku wrzało. Z irytacji, tęsknoty, smutku oraz rozgoryczenia. Nie powiedziałem jednak nic więcej, stopniowo oddalając się, a przechodząc do innego rumaka. Niegrzecznie było tak po prostu odejść, dlatego zwiększałem między nami dystans, czując, że w jej towarzystwie nie będę umiał być tak opanowany jak powinienem. Jakbym chciał. Nie umiałem przestawić swoich myśli na przyszłą bratową, to brzmiało tak absurdalnie, że nie mieściło mi się w głowie, za to rozpacz żywiła się podobnymi niuansami.




If the ravens fly away, the kingdomwill fall.
Powrót do góry Go down
Aurelia Carrow
Aurelia Carrow

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5614-aurelia-carrow https://www.morsmordre.net/t5754-blawatek#135744 https://www.morsmordre.net/t5753-arielka#135741 https://www.morsmordre.net/f52-west-yorkshire-wakefield-sandal-castle https://www.morsmordre.net/t5755-skrytka-bankowa-nr-1386#135745 https://www.morsmordre.net/t5756-aurelia-carrow
Zawód : opiekunka aetonanów
Wiek : 23 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczona
It is part of her beauty, this quality of being not quite there, dreamlike.
OPCM : 0
UROKI : 16
ELIKSIRY : 5
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Tor wyścigów konnych Royal Ascot   17.09.18 0:50

Lord Carrow również należał do grona rozsądnych ojców, lecz nie tych, którzy odbieraliby córce możliwość do dobrej zabawy, jedynej, która sprawiała jej przyjemność, dlatego nie pojawiła się tu sama a niemal z całą świtą, która trzymała się w odpowiedniej odległości. Był jeden z braci i skrzat, choć obecność brata irytowała ją najbardziej, bo miała wrażenie, że jej relacje w ostatnim czasie z rodzeństwem nie należały do najlepszych i był tu tylko z nakazu ojca a próbę poprawy podjęła tylko w przypadku Adriena, za którego była gotowa wskoczyć w ogień. I cóż, gdyby nadszedł dzień próby, spłonęłaby żywcem, lecz o tym wiedzieć nie miała w ogóle prawa, żyjąc w błogiej nieświadomości jego podwójnego życia.
Brat nie wchodził jej w drogę, ona z kolei stąpała ścieżkami innymi, niż on, i nie wiedziała, że ten pełen przykrych informacji dzień dopiero miał stać się dla niej uciążliwy. Z zamyślenia wyrwał ciemnowłosą zbyt znajomy ton głosu; odwróciła się więc przez ramię, z trudem przełykając ślinę, lecz tego Lupus dostrzec nie mógł.
Lordzie Black – nie cierpiała tego oficjalnego tonu, a w jego ustach brzmiał niemal jak tortura, na którą nie była w żaden sposób przygotowana. Po spotkaniu w szpitalu miała zresztą wrażenie, że ich relacja weszła na w miarę neutralny tor, dopóki na jaw nie wyszły plany zaręczenia jej z Alphardem a potem zaręczyny na środku plaży w Weymouth, o których nie wiedział nikt, poza samym Alphardem. Widziała wtedy Lupusa i Walburgę, widziała rodziny, i wiedziała, że zachowała się jak tchórz, prosząc narzeczonego o jak najszybszą ucieczkę z tamtego miejsca gdzieś, gdzie nie było żywej duszy; od tamtej pory próbowała nie zastanawiać się nad tym jak mógł zareagować na ten widok, aż do teraz.
Westchnęła cicho, gdy odszedł dalej. Bo chociaż chciała go unikać, na tyle na ile mogła, tak w perspektywie przyszłości przecież miała obraz mieszkania pod jednym dachem i tworzenia wielkiej (nie)szczęśliwej rodziny. Nie wiedziała jeszcze, że zaręczyny z lady Parkinson zostały zerwane, na swoje – jak na razie – szczęście. Nie rozumiała też swoich uczuć i to nie było tak, że bardzo szybko je z siebie wyparła, lecz miała świadomość, że nie mogła nic poradzić na taki obrót spraw; a z drugiej strony przemawiała przez nią egoistyczna cząstka, gdy miała świadomość, że prawdopodobnie Alphard był najlepszym, na kogo mogła trafić. Znała innych kandydatów, którzy byli brani pod uwagę i bynajmniej nie należeli do nich ani najmłodsi ani najurodziwsi ani nawet specjalnie rozmowni mężczyźni – wątpiła więc, by znalazła się osoba gotowa rzucić pierwsza kamieniem, przekładająca dobro osoby, która złamała jej serce przed laty, nad swoje. Poza tym już dawno zauważyła, że kiedy tylko Lupusa nie było w pobliżu znacznie prościej było jej o nim zapomnieć i o tym, co ich łączyło; a gdy tylko zjawiał się obok, nieważne czy zamieniając z nią kilka słów czy nie, nie wiedziała, czy chce ponownie wytknąć mu błędy przeszłości i to, że znaleźli się w takiej sytuacji przez niego, czy po prostu odejść w spokoju, by zamknąć się w komnatach nad wymienianą przez nich korespondencją. To, co wiedziała na pewno to to, że musiała jakoś zapomnieć, ale każda próba zamknięcia tego rozdziału była dla niej zdecydowanie zbyt ciężka, przez co odkładała ją na później. I tak od kilku lat.
Dzisiejsze spotkanie nie mogło być przypadkowe a przynajmniej ona nie wierzyła w przypadki, dlatego powolnym krokiem podeszła do lorda, interesując się niby to oglądanym przezeń wierzchowcem.
Twój widok tutaj jest tak nieprawdopodobny jak ostatnie zawirowania pogodowe – uśmiechem przykryła niewielką uszczypliwość płynącą z tych słów, chociaż musiała przyznać, że widok Lupusa w tym miejscu rzeczywiście był zaskakujący; czyżby nareszcie wziął wolne od pracy i postanowił odpocząć w miejscu innym, niż Grimmauld Place? – postanowiłeś spróbować szczęścia? – dodała szybko, przelotnie zerkając na złoty zegarek; do wyścigu wciąż pozostawało sporo czasu.

[bylobrzydkobedzieladnie]




FreedomThere is more than one kind of freedom. Freedom to and freedom from.
Don't underrate it.


Powrót do góry Go down
Lupus Black
Lupus Black

Jednostka badawcza (Rycerze Walpurgii)
Jednostka badawcza (Rycerze Walpurgii)
https://www.morsmordre.net/t4105-lupus-black https://www.morsmordre.net/t4189-lupusowa https://www.morsmordre.net/t4188-lupus#84660 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t4464-skrytka-bankowa-nr-1060#95257 https://www.morsmordre.net/t4398-lupus-black#94303
Zawód : Uzdrowiciel na oddziale urazów pozaklęciowych
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Szedł podróżny w wilczurze, zaszedł mu wilk drogę.
"Znaj z odzieży - rzekł człowiek - co jestem, co mogę".
Wprzód się rozśmiał, rzekł potem człeku wilk ponury;
"Znam, żeś słaby, gdy cudzej potrzebujesz skóry".
OPCM : 5
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 45
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Tor wyścigów konnych Royal Ascot   23.09.18 8:37

Miałem ochotę uciec stąd jak najdalej, pozostawiając po sobie jedynie kurz oraz umykającą na wietrze mgiełkę zapachu wody kolońskiej; niestety wszelkie zasady etykiety musiały zostać zachowane, a wszelkie uczucia starannie przykryte. Najlepiej sprawdzał się gruby koc z pozornej obojętności oraz dystansu. Nie umiałem zresztą wymówić jej imienia, już nie. Stawało prawdziwą kością niezgody w gardle, niemożliwą do przełknięcia i zmięcia tego jednego słowa na języku. Już do końca miała pozostać lady Carrow, później lady Black, co samo w sobie wprawiało mnie w odruch wymiotny. Zrozumiałem to dość późno, ale oddalanie się od źródła problemu musiało być najlepszym rozwiązaniem. Dlatego tym bardziej nie rozumiałem kpiny wszechświata każącej nam się spotykać niemal bez ustanku. Z trudem łapałem oddech od spotkania do spotkania, wrząc wewnętrznie z frustracji. Nie lubiłem przedzierać się pod prąd, to zawsze było męczące i w większości przypadków kończyło się tragicznym wypadkiem. Czekałem więc, aż trafi mnie piorun lub szata zajmie się ognie spopielając żywcem, ale nic takiego się nie działo. Jak na złość. Metodycznie oddalałem się, kierując kroki do kolejnego wierzchowca. Niby na niego patrzyłem, ale go nie widziałem. Otumaniony całą gamą negatywnych uczuć nie byłem w stanie nawet racjonalnie myśleć, o kontemplacji nad aetonanem również nie mogło być mowy. Przytknąłem dłoń do jego białego pyska myśląc, że to załagodzi wszelkie stresy; podobno głaskanie koni jest przyjemne, ale ja nie mogłem dostrzec w tym żadnego piękna. Tym bardziej spokoju. Westchnąłem bezgłośnie, z frustracją, kiedy kobieta zbliżyła się w moją stronę. Po co? Po co nam to robiła? Czy może tylko mi? Starałem się na nią nie patrzeć, ale to dobrze, uśmieszek na jej twarzy z pewnością wzbudziłby we mnie pokłady złości, o jakich istnieniu jeszcze nie miałem pojęcia.
Alphard zrobił z siebie pośmiewisko w Weymouth i gdyby nie dotykało to całej rodziny, to może uszłoby mu to na sucho. To znaczy, i tak nikt nie robił z tego afery, ale widziałem, że ojciec nie był zadowolony z tego występku. Ja też nie byłem. Skręcało mnie na samą myśl, że mój brat zachował się tak lekkomyślnie, choć na pewno dużo było w tym osobistej urazy. Gdyby na miejscu lady Carrow był ktokolwiek inny, może w duchu uznałbym to nawet za odrobinę zabawne. Niestety nic nie układało się po mojej myśli, zwłaszcza, że wtedy byłem już wolnym człowiekiem, niezwiązanym słowem przyrzeczenia.
- Muszę przyznać, że twój również lady – odpowiedziałem chłodno. – To zastanawiające, że twoja rodzina lady Carrow nie dba o twoje bezpieczeństwo pozwalając opuścić dwór podczas stanu wojennego. Na szczęście pod nazwiskiem Black podobne ekscesy nie będą mieć miejsca – dodałem szybko, surowo. Oczywiście, że próbowałem ją nastraszyć, uderzyć w najczulszy punkt wizją pozbawienia wolności, okraszając ją dodatkowo oficjalną tytulaturą. Niestety spodziewałem się, że mój brat będzie wyznawać w tej sprawie mocno liberalne poglądy, ale na szczęście znaczenie ojca oraz nestora nigdy nie miało wyblaknąć. – Nie mam szczęścia – stwierdziłem grobowo, cały czas przyglądając się aetonanowi, woląc nawet nie patrzeć na stojącą blisko arystokratkę. – Rozważam kupno. To transakcja wyłącznie biznesowa – dopowiedziałem jeszcze, wbijając kolejną szpilę, czyli traktowanie zwierzęcia jak przedmiotu. Tak naprawdę nie zamierzałem kupić żadnego z nich, nie miałem czasu na jeździectwo, choć mógłbym kupić okaz wraz z jeźdźcem, by wygrywali dla mnie wyścigi, ale ta wizja jakoś nie kusiła mnie szczególnie.




If the ravens fly away, the kingdomwill fall.
Powrót do góry Go down
Aurelia Carrow
Aurelia Carrow

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5614-aurelia-carrow https://www.morsmordre.net/t5754-blawatek#135744 https://www.morsmordre.net/t5753-arielka#135741 https://www.morsmordre.net/f52-west-yorkshire-wakefield-sandal-castle https://www.morsmordre.net/t5755-skrytka-bankowa-nr-1386#135745 https://www.morsmordre.net/t5756-aurelia-carrow
Zawód : opiekunka aetonanów
Wiek : 23 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczona
It is part of her beauty, this quality of being not quite there, dreamlike.
OPCM : 0
UROKI : 16
ELIKSIRY : 5
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Tor wyścigów konnych Royal Ascot   12.10.18 20:24

Uśmiech szybko zniknął z ust szlachcianki, gdy skonfrontowała się z niespotykanym dotychczas chłodem Lupusa. Chciała wyciągnąć rękę na zgodę, jakoś wkroczyć z nim na neutralne tory, spróbować znaleźć nić porozumienia, chociaż nie wiedziała co ją motywuje. Czy masochistyczna potrzeba przebywania obok i ranienia się na siłę, czy próba przyzwyczajenia się do tego, że w niedalekiej przyszłości miała stać się lady Black, o czym kilka lat temu marzyła a teraz myśl ta przerażała ją, odbierając chęć do czegokolwiek? Czy może chęć sprawdzenia, czy powiedział Alphardowi o tym, co ich kiedyś łączyło? Bo ona nie zamierzała tego robić; wprawdzie nie znała Alpharda aż tak dobrze, ale podejrzewała, że mógłby nie być zadowolony z tej informacji. Bała się też, że mógłby zerwać zaręczyny, w końcu brat, rodzina, była ważniejsza niż małżeństwo, jednak wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały na to, że chyba nie żywił do niej żadnej urazy, a wręcz przeciwnie – takie odnosiła wrażenie.
Żałowała, że podobnego wrażenia nie mogła odnieść w przypadku Lupusa, którego każde kolejne słowo sprawiało, że jej wnętrzności wiązały się w jeden wielki supeł uniemożliwiając jej swobodne funkcjonowanie. Nie rozumiała dlaczego jej to robił, lecz w swojej pokrętnej damskiej logice – i niezaprzeczalnie bardzo dobrej znajomości tego człowieka – tłumaczyła sobie, że po prostu w ten sposób oswajał się z sytuacją. Zaskakiwała ją potęga miłości, czy raczej to, jak krucha ona była, i zachowanie Blacka, który uderzył trzykrotnie w jej najczulsze punkty, jednak jako Carrow z krwi i kości stwarzała pozory; z trudem pozbyła się zawodu malującego się na jej twarzy, na siłę próbując ułożyć usta w lekki, neutralny uśmiech jakim damy darzyły każdego nieprzychylnie nastawionego osobnika. Nie była tylko pewna jak długo będzie w stanie udawać; nie chciała przed nim wybuchnąć, nie w miejscu publicznym i niewinnych zwierzętach, których nie należało stresować.
Nie musi się lord obawiać, mój brat zechciał udać się tutaj ze mną. Podejrzewam, że mój przyszły mąż również nie odbierze mi tej możliwości – odparła, przenosząc wzrok na aetonana; coraz trudniej było jej docenić piękno tego stworzenia. – Transakcja biznesowa? Od kiedy lord ma czas na jeździectwo pomiędzy dyżurami a wykpiwaniem całego świata? – Czuła się przytłoczona tą rozmową, ale nie chciała odejść; nie mogła, wiedząc, że potraktowałby to jako ucieczkę. A ona tchórzem nie była.




FreedomThere is more than one kind of freedom. Freedom to and freedom from.
Don't underrate it.


Powrót do góry Go down
Lupus Black
Lupus Black

Jednostka badawcza (Rycerze Walpurgii)
Jednostka badawcza (Rycerze Walpurgii)
https://www.morsmordre.net/t4105-lupus-black https://www.morsmordre.net/t4189-lupusowa https://www.morsmordre.net/t4188-lupus#84660 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t4464-skrytka-bankowa-nr-1060#95257 https://www.morsmordre.net/t4398-lupus-black#94303
Zawód : Uzdrowiciel na oddziale urazów pozaklęciowych
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Szedł podróżny w wilczurze, zaszedł mu wilk drogę.
"Znaj z odzieży - rzekł człowiek - co jestem, co mogę".
Wprzód się rozśmiał, rzekł potem człeku wilk ponury;
"Znam, żeś słaby, gdy cudzej potrzebujesz skóry".
OPCM : 5
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 45
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Tor wyścigów konnych Royal Ascot   10.12.18 16:46

Przecież o to mi chodziło. O starcie pięknego uśmiechu z powabnej twarzy Aurelii, zasmucenie jej, wzniecenie w niej poczucia winy, zaszczucie ze wszystkich stron. Tak, by poczuła, że nic dla mnie nie znaczyła i choć nie było to prawdą, to lubiłem się z nią rozmijać. Udawać, że rzeczywistość prezentowała się inaczej niż inni chcieliby ją widzieć. Próbowałem już dawno przerwać łączącą nas nić dziwnego zrozumienia oraz niepotrzebnych uczuć, ale nadal miotałem się między tym, co powinienem, a co odczuwałem. Nienawidziłem emocji, co było sytuacją bez wyjścia. Chciałem być niewzruszoną skałą na pełnym morzu, które obywa ją zewsząd i wystawia na niszczenie, ale ona jest wytrzymalsza i sprytniejsza niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. Nie chciałem żadnego pokoju, nie chciałem harmonii i poprawnych relacji. One by mnie zabiły, szczególnie kiedy musiałem wytrzymywać tę niedogodność każdego dnia, pod jednym dachem. Prościej było nienawidzić, prościej było też zrzucać na nią całą winę, przelewać czarę goryczy pod jej stopy i w spojrzeniu przekazywać najgorsze życzenia. Przerabiałem to już wtedy, kiedy po usilnych próbach odzyskania serca lady Carrow napotkałem się na mur; zbyt gruby do destrukcji i zbyt wysoki do przeskoczenia. Przechodziłem w tamtym czasie dokładnie taki sam etap jak przechodziłem teraz. W poczuciu krzywdy usiłowałem się od niej odseparować, a skoro tym razem nie postanowiła mnie unikać, to obrywała rykoszetem. Pragnienie zepchnięcia ją w przepaść, skąd nie mogłaby mamić mnie słodkim głosem i nęcącym zapachem skóry stało się najsilniejszym z dotychczasowych. Na przemian walczyłem z potrzebą wypchnięcia ją poza boks jak i przyciągnięciem do siebie i zatopienia się w ostatnim, pożegnalnym pocałunku niespełnionych kochanków. Oddychałem szybko, powstrzymując się przed oboma rozwiązaniami, bo każde z nich niosło ze sobą ogromny ciężar konsekwencji. Byłem zbyt słaby na dźwignięcie jednego z nich, choć nigdy nie przyznałbym się otwarcie do swoich słabości.
Ona była największą z nich. Dlatego unikałem jej uważnego wzroku szarych oczu, tak jak unikałem dostrzeżenia wystudiowanego uśmiechu. Oto kim się dla niej stałem, zwykłą figurą znajdującą się gdzieś w tle. Oskarżając ją o wszystko co złe wyobraziłem sobie, jak zachłysnęła się samym ślubem i jak podekscytowana mogła skierować się z tą nowiną do lekkomyślnych przyjaciółeczek, z którymi poplotkują sobie o wielkim szczęściu jakie spotkało lady Aurelię. Na samą myśl miałem odruch wymiotny, dlatego intensywnie głaskałem chrapy aetonana, byleby poczuć upragniony spokój. – Typowa to naiwność kobieca, ale kimże jestem, by odsłaniać przed lady całun rzeczywistości – odpowiedziałem kąśliwie, nawet teatralnie westchnąłem w ubolewaniu nad przesadną ufnością płci słabszej. Właśnie, słabszej. Powinna odejść oburzona moim nieprzyjemnym zachowaniem. – Postanowiłem zrezygnować z wykpiwania całego świata i ograniczyć się tylko do najbliższego otoczenia. – Podjąłem rzuconą rękawicę. – Dzięki temu mam teraz więcej wolnego czasu, który spożytkuję na konne przejażdżki – dodałem pozornie łagodnie. – Do czasu, aż wierzchowiec mi się znudzi i oddam go do Włoch. Ponoć Włosi rozsmakowali się w koninie – rzuciłem zaskakująco lekko, a na twarzy pojawił się sadystyczny uśmiech. Chciałem, by mnie znienawidziła całkowicie, by łatwiej było mi odwzajemnić to uczucie? By unikała mnie podczas przebywania na Grimmauld Place? Bym mógł wreszcie zapomnieć i ruszyć ze swoim życiem na nowo? Tak, chyba tak.




If the ravens fly away, the kingdomwill fall.
Powrót do góry Go down
Aurelia Carrow
Aurelia Carrow

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5614-aurelia-carrow https://www.morsmordre.net/t5754-blawatek#135744 https://www.morsmordre.net/t5753-arielka#135741 https://www.morsmordre.net/f52-west-yorkshire-wakefield-sandal-castle https://www.morsmordre.net/t5755-skrytka-bankowa-nr-1386#135745 https://www.morsmordre.net/t5756-aurelia-carrow
Zawód : opiekunka aetonanów
Wiek : 23 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczona
It is part of her beauty, this quality of being not quite there, dreamlike.
OPCM : 0
UROKI : 16
ELIKSIRY : 5
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Tor wyścigów konnych Royal Ascot   18.12.18 12:57

Bolało. Każde kolejne słowo, które padło w tej rozmowie wżerało się nieznośnie w jej głowę, ciało i sprawiało, że czuła się jak najgorszy człowiek na tej planecie, ale mimo to wciąż dzielnie nosiła neutralny wyraz twarzy; wystudiowany, przyklejony, lecz nie pozbawiony drobnych rys, które mógł dostrzec, gdyby tylko zdecydował się na nią spojrzeć. Chociaż dalej nie potrafiła zrozumieć tej diametralnej zmiany i zapomnieć, że jeszcze jakiś czas temu w szpitalu doszli do względnego porozumienia, szybko pojęła cały sens ciągłego wbijania noży w jej plecy. Im jednak było ich więcej, przez co tym bardziej powinna się stąd oddalić, by nie pogorszyć tej relacji, tym bardziej na przekór zamierzała udowodnić mu, że chyba zapomniał z kim rozmawia. Nie była słaba, mimo powszechnie panującego zdania na temat kobiet, szlachcianek, ich nieprzystosowania do realiów i ciężkich rozmów. Nie była tchórzem; wychowywana była twardą ręką, pod ciężarem żelaznych zasad, szorstkiej miłości ojca i niezadowolenia matki. Nie zamierzała spuścić uszu po sobie i tym samym dać mu przyzwolenia na dalsze mieszanie jej z błotem, bo jeśli spróbował raz, to spróbowałby i drugi, trzeci, uprzykrzając jej życie po zamieszkaniu w rodowej posiadłości, wreszcie, zapewne po wielu latach i próbach, doprowadzając ją na skraj rozpaczy. Był bliski jej sercu, miał w nim specjalne miejsce, więc liczyła się z tym, co mówił; nie potrafiła puścić wielu słów mimo uszu. Słuchała więc uważnie kolejnych absurdów, tracąc cierpliwość po ostatnim wyrzuconym zdaniu. Nie dlatego, że uderzył w jej czuły punkt, nie tym razem.
Konina jest ciężkostrawna, a lordowi wystarczająco już jest ciężko na żołądku – wymruczała pod nosem, lecz wiedziała, że to usłyszał; znajdował się zbyt blisko, choć oczywiście mógł udawać, że złośliwy komentarz trafnie podsumowujący całą dzisiejszą wymianę zdań nie miał miejsca. – Nie bądź śmieszny – dodała wnet, pozwalając sobie na odrzucenie oficjalnego tonu rozmowy; w okolicy pozostali sami a nawet jeśli się myliła, nie zważała na to. Mógł zwrócić uwagę jej rodzinie, mógł powiedzieć Alphardowi o tym jawnym nietakcie, żeby utrzeć jej nosa, skoro i tak posuwał się do dziecinnych zagrań, ale wolałaby, żeby tego nie robił; nie chciał mieć w jej osobie, pod jednym dachem, prawdziwego wroga.
Nie zachowuj się w ten sposób, Lupusie – nie prosiła, żądała, co dało się wyczuć w nawet tak cichym tonie jakiego teraz użyła, bo nie wierzyła w tę nagłą przemianę Blacka; nie znała go od dzisiaj, na zarówno swoje, jak i jego, nieszczęście – widzę co usiłujesz zrobić; nie zachowuj się tak, jakbyś chciał, żebym cię znienawidziła – kontynuowała, decydując się na stanięcie przed nim i spojrzeniem mu prosto w twarz, ale im bardziej próbował odwracać wzrok, unikać konfrontacji, tym większy czuła gniew.
Spójrz mi w oczy i powiedz proszę, że tego właśnie chcesz a odejdę i zrobię wszystko, żeby nasze drogi więcej się nie splotły – czekała. Jeśli tego rzeczywiście chciał, miał najlepszą okazję, żeby spełnić swoje życzenie. Chociaż podejrzewała, że stchórzy i nie podniesie kolejnej rzuconej rękawicy, z każdą kolejną chwilą przeciągającego się milczenia traciła swoją pewność; może tym razem źle oceniła sytuację? Może w końcu oboje dorośli do poniesienia konsekwencji swoich czynów? Czy milczenie nie było wystarczającą odpowiedzią?




FreedomThere is more than one kind of freedom. Freedom to and freedom from.
Don't underrate it.


Powrót do góry Go down
Lupus Black
Lupus Black

Jednostka badawcza (Rycerze Walpurgii)
Jednostka badawcza (Rycerze Walpurgii)
https://www.morsmordre.net/t4105-lupus-black https://www.morsmordre.net/t4189-lupusowa https://www.morsmordre.net/t4188-lupus#84660 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t4464-skrytka-bankowa-nr-1060#95257 https://www.morsmordre.net/t4398-lupus-black#94303
Zawód : Uzdrowiciel na oddziale urazów pozaklęciowych
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Szedł podróżny w wilczurze, zaszedł mu wilk drogę.
"Znaj z odzieży - rzekł człowiek - co jestem, co mogę".
Wprzód się rozśmiał, rzekł potem człeku wilk ponury;
"Znam, żeś słaby, gdy cudzej potrzebujesz skóry".
OPCM : 5
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 45
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Tor wyścigów konnych Royal Ascot   16.01.19 13:12

Miało boleć. Taki przyświecał mi cel, choć jeszcze nie tak dawno temu miałem nadzieję, że faktycznie dojdziemy do porozumienia. Ale to wtedy ja byłem górą; miałem narzeczoną, Aurelia pozostawała sama. Potem role się odwróciły, a ja nie umiałem przegrywać. Musiałbym włożyć wiele wysiłku w zachowanie się z klasą podczas porażki, a na to nie miałem ani ochoty, ani siły. Zrozumiałem wreszcie co było dla mnie dobre. Całkowicie odcięcie się. Jeśli chciałem planować przyszłość z inną kobietą, koniecznym było odseparowanie się od przeszłości. Emocji, które mnie niszczyły, nie wzmacniały. Byłem słaby, właśnie przez to, że dałem się im opanować. Nie chcę popełnić drugi raz tego samego błędu. Nie chcę znów czuć się tak jak wtedy, kiedy lady Carrow odrzuciła moje starania, zaraz po powrocie do kraju. To wyniszczające i całkowicie niepotrzebne. Byłem już dorosły, miałem swoje ambicje oraz priorytety. Czas było wyrzec się dawnych błędów, wkroczyć w przyszłość z nową kartą.
- Nie powiedziałem, że to ja będę ją jadł – odpowiedziałem natychmiast. Nie patrzyłem na czarownicę, nie mogłem dostrzec rys na jej twarzy. Nie chciałem. – Jednak jestem niezmiernie wdzięczny za troskę jaką mi lady okazała. Na szczęście mojemu żołądkowi nic nie grozi – dodałem. W końcu stać nas na najlepsze jedzenie, dlaczego miałbym czuć jakikolwiek dyskomfort? Tak, wiem, że to była metafora, ale wolałem obnażyć jej absurd dosłowną interpretacją.
Kolejne słowa zadziałały na mnie jak płachta na byka. Nie wiedziałem nawet kiedy oderwałem się od wykonywanej czynności, by spojrzeć Aurelii w oczy i być jeszcze bliżej, niż było to możliwe. – Tak? To dlaczego się nie śmiejesz? Śmiej się! – warknąłem. Dla niej to było śmieszne? To, że mnie raniła, zamiast przestać unosić się dumą i po prostu przyjąć mnie na nowo? Wtedy, te kilka lat temu? Byłoby już po wszystkim. Stanowilibyśmy udane małżeństwo, pewnie z dziećmi. Ona wolała bawić się w jakieś gierki i zadawać mi ból. Tym bardziej byłem zdeterminowany do odcięcia się od tego wszystkiego. Miałem ochotę złapać ją za gardło, ale powstrzymałem się. Cudem. Cofnąłem się kilka kroków w tył bojąc się swoich reakcji. – Już mnie nienawidzisz. Mamisz i manipulujesz, ciesząc się moim nieszczęściem. Jesteś… podła – rzuciłem, dziwnie czując się z tymi słowami. Byłem wzburzony. Oszukany i poniżony. Nienawidziłem tak się czuć. – Tego właśnie chcę. – Stało się. Powiedziałem jeszcze więcej, niż początkowo zamierzałem. Patrzyłem na twarz arystokratki z oddali, ale z zacięciem. To musiało się tak skończyć; powtarzałem to sobie w myślach do znudzenia. Właściwie prowokacja Carrow wymusiła na mnie podjęcie decyzji i opowiedzenie się po jednej ze stron.
To gniew wybrał tę drogę.




If the ravens fly away, the kingdomwill fall.
Powrót do góry Go down
 

Tor wyścigów konnych Royal Ascot

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Okolice-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-19