Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Sypialnia Constantine'a

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Sypialnia Constantine'a   24.02.18 11:27

Sypialnia Constantine'a

Pokój niezupełnie odzwierciedlający łagodną duszę swojego mieszkańca. Zarówno obrazy na ścianach jak i zebrana w pomieszczeniu liczna literatura są śladami pozostawionymi poprzez poprzednich gości, a jedyne znaki jego obecności to na wpół rozpakowane kufry oraz zebrane próbki roślin na biurku, nad którymi aktualnie pracuje. W powietrzu unosi się delikatny, zawsze wyczuwalny zapach ziół oraz starych ksiąg, a sypialnię najczęściej rozświetlają płomyczki świec, rozłożonych na niemal każdej dostępnej przestrzeni. Okno jest zwykle otwarte - na parapecie spoczywają sowie przysmaki, na wypadek niespodziewanych gości. Na pewno niedługo zdobędzie się na udekorowanie wnętrza, na razie pozostaje ono dość bezbarwne.


Powrót do góry Go down
Constantine Ollivander
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t5068-constantine-ollivander https://www.morsmordre.net/t5083-paladyn https://www.morsmordre.net/t5085-invictus-maneo#110272 https://www.morsmordre.net/f207-lancashire-silverdale-posiadlosc-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t5082-skrytka-bankowa-nr-1276#110210 https://www.morsmordre.net/t5081-constantine-ollivander#110205
Zawód : Badacz i ilustrator flory magicznej
Wiek : 21
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler

once there was a tree,
and she loved a little boy


OPCM : 20
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Jasnowidz
you have a nice heart

PisanieTemat: Re: Sypialnia Constantine'a   24.02.18 13:46

25 maja '56
      Trzynaście minut zdążyło minąć od chwili wysłania prośby w podniebne przestworza. Sówka wbijała w niego pytające spojrzenie oczu lśniących niczym czarne perły, lecz posłusznie wyruszyła na poszukiwania Bertiego, a on obserwował ją w cichym oczekiwaniu aż widoczna była tylko ciemna wstążka, którą przepasana była sekretna wiadomość. No dobrze, nie był tak pewien dokładnego upływu czasu; nie śledził wcale wskazówek potężnego, podstarzałego zegara, spoglądającego na niego z pewnym wyrzutem z rogu sypialni, ale musiało to być co najmniej tyle, biorąc pod uwagę to, iż każda sekunda toczyła ku wieczności, łapiąc się za kolejną i zwalniając ją jeszcze bardziej, niechybnie licząc na to, że w końcu zatrzymają trybiki przemijania. Dociekliwy obserwator zauważyłby w tym dozę ironii – palce tarczy zegara od co najmniej tygodnia tkwiły zwinięte wokół godziny pierwszej – niemniej, wyjątkowo tego dnia niecierpliwy Constantine zdążył policzyć ile świec zdobiło jego pokój, potknąć się o nierozważnie rozłożone na podłodze książki oraz ubrudzić atramentem popielatą marynarkę, gdy podjął próbę posprzątania biurka po spisaniu listu. Wszystkiemu towarzyszył akompaniament niezwykle głośnego koncertu, który rozgrywał kolejną i kolejną sonatę, zupełnie nie zważając na powagę całej sytuacji. Pierwsze nuty zabrzmiały zanim zdążył na dobre się obudzić; resztki snów chmurami toczyły się po jego umyśle, kusząc go ulotnymi fragmentami przyjemnych obrazów, chociaż mógł przysiąc, że po całej nocy pozostał w nim też posmak czegoś niepokojącego, i kiedy prawie dosięgał sedna czegoś, wystawiał rękę ku jakimś odpowiedziom, rozległy się wysokie tony klawiszowe. Wyrwał się z ramion Morfeusza, przez moment pozostając w bezruchu i licząc na to, że pulsowanie w skroniach odpuści, pozostawi go w spokoju. Nie zwiastowało ono niczego dobrego, z początku sądził, że ból związany jest z jakąś wizją, ta mimo to nie nadeszła. Nie można było być zbyt ostrożnym, więc sięgnął po ziołowy napar, zazwyczaj uśmierzający cześć efektów ubocznych jego daru. Nie uspokoiło to szumów, szmerów, instrumentów, odbijających się echem w jego uszach, to musiało być coś więcej, jakby cały nagromadzony stres pochwycił go i przydusił. Tyle zmartwień, łapanych z trudnością oddechów, nawałnica, przeprowadzka, nie powinien się dziwić, że z nadejściem promyczków nadziei otworzyło się miejsce na wpuszczenie tych negatywnych efektów. Tylko czy musiało to się zdarzyć właśnie teraz? Wszystko się jakoś układało, miał wrażenie, że podnosił pokruszone kawałki swego życia i powoli je dopasowywał w wolne przestrzenie nowej układanki. Wciąż pewien ciężar okupował jego serce, wciąż spoglądał z pewną rezerwą na zamek i dookoła obchodził decyzję, co do jego dalszej aktywności w Zakonie, ale udało mu się skończyć część badań, sprowadzić kilka roślin, zaplanować co najmniej trzy wycieczki oraz jedną większą wyprawę. Powoli czuł się sobą, a zagrożenie zdawało się rozmywać w starannie planowanej przyszłości. Nawet zgodził się na to spotkanie! On! Pojawiła się pewna kandydatka z innej rodziny szlacheckiej, a pośród tylu nieszczęść jego jedno skinienie głową mogło nagle sprawić radość jego rodzinie. Zaplanowana randka, uroczy strój, wiele uśmiechów i dociekliwości, przecież sobie z tym poradzi. A przynajmniej tak uważał, chowając twarz w dłoniach, odgarniając zimny pot z czoła i pokładając nadzieję w opróżnionej fiolce z eliksirem. Z jakiegoś powodu czuł się dziwnie lekko, może napięcie nieco zelżało, zachęcone świadomością, że niedługo zjawi się u cukiernik, który swoimi poradami postawi go na nogi. Zbieranie myśli przychodziło mu z wielkim wysiłkiem, może dlatego, że nie miał doświadczenia w tych sprawach, ale to nic, to tylko nerwy.
Wśród całego hałasu, dobiegł do niego dźwięk drapania w drzwi, na co wzdrygnął się, co prawda, acz zaraz się podniósł i jakoś balansując pośród zdradzieckich desek podłogowych, dotarł do drzwi.
Drogi panie Bott, ty wiesz, że zawsze wysoko cię ceniłem, ale teraz to po prostu jesteś bezcenny — wybełkotał, otwierając je bez uprzedniego upewnienia się, iż jest to oczekiwana osoba. Los na razie uchronił go przed upokorzeniem, nie było na progu nestora ani Ulyssesa, właściwie to nie dostrzegł nikogo... oprócz kota. Zmarszczył brwi, sięgając po niego i wywołując tym samym ciche miauknięcie. — Bertie? Od kiedy jesteś animagiem? I dlaczego kot? Nie-po-ję-te — wymruczał sam do siebie, podnosząc wyżej zwierzę i obracając je ku swej twarzy. Oczekiwał werbalnych wskazówek, najwyraźniej jednak jego przyjaciel miał jakiś lepszy plan, skoro pojawił się u niego w takiej formie.





oh i'm scared of the middle placebetween light and nowhere
Powrót do góry Go down
Bertie Bott
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott https://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 https://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 https://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 https://www.morsmordre.net/t3537-skrytka-bankowa-nr-844 https://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Zawód : Pracownik w Urzędzie Patentów Absurdalnych, cukiernik
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
OPCM : 20
UROKI : 40
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sypialnia Constantine'a   25.02.18 11:35

Trzynaście minut po godzinie trzynastej w okno jego kuchni w której dziś urzędował zastukała mała sówka. Wpuścił ją bez większego namysłu, uśmiechając się pod nosem na widok imienia adresata, którego w sumie dawno nie widział. Rozwinął jednak list i dość szybko spostrzegł, że eleganckie pismo - eh, wszyscy szlachcice zawijaskują, wyciągają literki i w ogóle - tym razem jest dziwacznie koślawe. Przyjrzał się więc treści i... właściwie to niczego nie rozumiał prócz tego, że coś jest nie tak. Nie był jednak w stanie nawet skonkretyzować co się stało, wiedział natomiast że musi czym prędzej znaleźć się w posiadłości Ollivandera.
Kominkiem którym przechodził już nie raz - czy to idąc do Titusa, czy to właśnie do Kostka - dostał się do salonu. Powitał uprzejmie skrzata, który nigdy nie robił mu większych problemów, zapewne po trosze przyzwyczajony do jego widoku i ruszył na górę. Nie odnajdował się doskonale w tak wielkich budowlach, a opis jaki dał mu przyjaciel był tak precyzyjny, iż dobrą chwilę zajęło mu odnalezienie właściwych drzwi. A udało się właściwie dlatego, że dosłyszał jak Constantine mówi do... kota? Uniósł lekko brwi, stając w końcu w progu drzwi.
- Następnym razem wychodzisz po mnie do salonu, to miejsce to labirynt. - tylko czekać aż padnie pytanie "którego salonu?", przeszło mu przez myśl. Zaraz jednak wszedł do środka, zamykając za sobą drzwi, nie był pewien co do tego czy rzucanie się w oczy jest dziś dobrym pomysłem, a zawsze lepiej się w takim miejscu w oczy nie rzucać, niż rzucać.
Rozejrzał się z resztą po chwili po pomieszczeniu, a jego brwi powędrowały jeszcze o milimetr wyżej. Jego pokój mógłby być tak rozwalony, ale szlachecka komnata? I kolejne spojrzenie, już na samego Kostka, choć brwi nie dały rady już wyżej podskoczyć. Mimika Botta wróciła więc do normy.
- Ile tu beze mnie wychlałeś, co? - spytał, nie kryjąc rozbawienia, bo i nie wyglądało jakby Constantine potrzebował ratunku, bardziej jakby wymagał partnera do kieliszka.
- Masz kota? - dodał jeszcze patrząc, jak biedne zwierzę wbija pazurki w dłoń pijaka, ewidentnie usiłując się z niej wydostać, a w końcu przebiega po jego ramieniu z prychnięciem i zeskakuje na miękki dywan. - Trzebaby cię stąd zabrać, lepiej żeby cię nikt tak nie zobaczył. I tego pokoju.
Szlachta rządzi się innymi prawami, Kostek choć mniej więcej w jego wieku, nadal jest pod znacznie większą kontrolą i obserwacją. Każdy niewłaściwy ruch będzie bez wątpienia oceniony, a już na przykładzie Titusa Bertie wiedział, że to nie są przelewki i nie można tego ot tak bagatelizować. Nie chciał, by kolejnego kumpla mu odesłali cholera wie gdzie.
- Choć z drugiej strony... - na mieście większa szansa, że go ktoś zobaczy. I gdyby po prostu upili się na mieście, na pewno by się tak nie przejmował, nie pierwszy nie jedyny, nie ostatni raz, a jednak skoro teraz on był trzeźwy to i wyjątkowo myślał za dwóch.
Doprawdy, niespotykana w naturze sytuacja.





Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Powrót do góry Go down
Constantine Ollivander
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t5068-constantine-ollivander https://www.morsmordre.net/t5083-paladyn https://www.morsmordre.net/t5085-invictus-maneo#110272 https://www.morsmordre.net/f207-lancashire-silverdale-posiadlosc-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t5082-skrytka-bankowa-nr-1276#110210 https://www.morsmordre.net/t5081-constantine-ollivander#110205
Zawód : Badacz i ilustrator flory magicznej
Wiek : 21
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler

once there was a tree,
and she loved a little boy


OPCM : 20
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Jasnowidz
you have a nice heart

PisanieTemat: Re: Sypialnia Constantine'a   25.02.18 17:40

      Tak trudno było połączyć w konstelacje rozbiegane punkciki myśli, jak tylko skupiał się na jednej, zupełnie gubił z widoku pozostałe, pogrążając się w coraz głębszej mgle. Jego zwykłe opanowanie dryfowało gdzieś daleko, pozostawiając podejmowanie decyzji przypadkowym impulsom; kiedy zaczęło mu się nieco kręcić w głowie, przysiadł przy biurku by uspokoić oddech, licząc wciąż na magiczną poprawę samopoczucia. Jego spojrzenie rozmazywało się między nachodzącymi falami bólu, zdążyło jednak wyłapać niewielki stosik listów, wciśnięty między ścianą komody oraz buteleczką wody kolońskiej i wydało mu się nagle sensownym posunięciem wysłać wiadomość z prośbą o pomoc. Co do adresata – cóż, nie sposób ukryć, iż wiele dni zdążyło minąć od ostatniego spotkania i może gdyby nie jego rozchwiana świadomość to liczyłby raczej na inne okoliczności pojednania. W końcu nie widzieli się od niefortunnej wizyty w dziale ksiąg zakazanych, a Constantine nie pamiętał czy zdążył się wtedy podzielić z cukiernikiem ponurą wizją nawałnicy, połykającej jego dom. Będzie miał wystarczająco dużo czasu na roztrząsanie tej oraz innych kwestii, gdy zbudzi się następnego dnia, na razie miał pilniejsze sprawy do pokonania. Jak, na przykład, ten okropny hałas wypełniający jego umysł i poruszanie się po własnym pokoju.
Przez krótki moment był pod wrażaniem. Do jego uszu dobiegł dźwięk znajomego głosu, ale pyszczek kota pozostawał zamknięty, nie licząc dwóch czy trzech miauknięć ostrzegawczych, które nastąpiły zanim zwierzę straciło cierpliwość i wbiło w niego pazury próbując się wydostać.
Przecież udało ci się trafić, wiedziałem, że sobie poradzisz. — Nawet nie stracił rezonu, gdy przesunąwszy spojrzenie delikatnie w lewo, dostrzegł stojącego w progu jasnowłosego chłopaka. Udawał, iż zupełnie nie przejął się drobną pomyłką, możliwe też, że zupełnie o niej zapomniał, przejęty przybyciem gościa. — Do salonu? Tak! Masz, mój drogi przyjacielu, ochotę na herbatę? — Podjął w pewnym sensie udaną próbę uczynienia ukłonu, który wyszedł jak przesadzona parodia tegoż uprzejmego gestu. Sukces leżał w tym, iż utrzymał równowagę pomimo szerokiego machnięcia ramionami. Trudno było stwierdzić, czy w jego słowach krył się żart, w jego oczach błyszczały iskierki gotowości, w końcu był szlachcicem oraz gospodarzem! Ruszył do przodu, zakrawając o cud i wyczerpując zasoby szczęścia na kolejny miesiąc, a lawirując dość niezręcznie wśród bibelotów rozpierzchniętych na podłodze. Coś zaskrzypiało pod jego prawą stopą i wtedy opadł do przodu, ciężko opierając się o ramiona odrobinę niższego Botta. Zmarszczył brwi, uciszając część muzyki, która dalej przewijała się w jego cierpiącej głowie, po czym odezwał się jakby urażony:
Wypraszam sobie, nie sięgnąłem dziś jeszcze nawet po filiżankę kawy. — Powędrował spojrzeniem w dół, choć nie było to najprostszym manewrem, rzeczywiście dostrzegając puszystą kulkę, chowającą się z pewnym przestrachem za stojącym na przeciwko Zakonnikiem. — Nie mam kota. — Wzruszył po prostu ramionami, jakby to miało wszystko wyjaśnić. Do tego ujawniła się jakaś niewielka alergia na tego osobnika, bo czuł nadchodzące kichnięcie i... tak. — A psik! — Pociągnął nosem, przykładając sobie ostrożnie rękę do czoła, gdyż wzmocniło to tylko wrażenie rozsadzające jego czaszkę od wewnątrz; na chwilę zupełnie się wyłączył i kiedy zebrał się już w sobie dotarły do niego kolejne słowa, przypomniał sobie też o planach na popołudnie. Jego orzechowe tęczówki wpatrzyły się w rozmówcę w akcie desperacji. Cofnął się też odrobinę, dalej depcząc jakieś papiery i odsuwając krzesło w bok ze skrzypnięciem desek, pochylił się, a jego wilgotne czoło przykryła grzywka. — Nie, nie, nie, nie, nie — wydobyło się z jego ust i w wyobraźni zabrzmiało jak stanowczo akcentowana odmowa, lecz w rzeczywistości jego język już go nie słuchał i brzmiało to jak jeden przedłużony dźwięk niee. Leniwym ruchem poprawił przybrudzoną marynarkę, uśmiechnął się sztucznie i drugą ręką wskazał na siebie, jakby coś właśnie przedstawiał. — Muszę wyjść! Mam randkę! — wyjaśnił pospiesznie, sądząc, że sama wzmianka nakreśli rodzaj kryzysu, w jakim się znajdował. Rzecz jasna, wystarczyło jedno spojrzenie na jego samego i nie było wątpliwości, nie nadawał się do niczego. Doprawdy nie spodziewał się, że kiedykolwiek poprosi o pomoc w takiej kwestii, nie podejrzewał też, iż będzie czuł się tak spięty i zestresowany... a jednocześnie tak pogodny i beztroski. Wszystko, poczynając od jego wyglądu, stanu pokoju, po obecnego Bertiego i chaotyczny ton, zostałoby skarcone przez każdego członka jego rodziny. On sam byłby wielce zawstydzony, oczywiście jeżeli byłby nieco bardziej świadom aktualnie rozgrywającej się sceny.





oh i'm scared of the middle placebetween light and nowhere
Powrót do góry Go down
Bertie Bott
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott https://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 https://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 https://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 https://www.morsmordre.net/t3537-skrytka-bankowa-nr-844 https://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Zawód : Pracownik w Urzędzie Patentów Absurdalnych, cukiernik
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
OPCM : 20
UROKI : 40
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sypialnia Constantine'a   01.03.18 13:16

- Jakimś nieznanym mi cudem się udało, jednak nie sądzę by twoim założeniem było sprawić aby spostrzegł mnie któryś z członków czcigodnej familii. - poruszył dłońmi w geście parodiującym ukłon, ton z resztą także starał się naśladować sposób wypowiedzi charakterystyczny dla szlachty. Fakt, że Bertie pokpiewa sobie trochę z Kostka był z resztą chyba widoczny już w sposobie złożenia wypowiedzi, komórki mózgowe Botta mało kiedy napracowywały się aż tak solidnie nad doborem słownictwa. Uniósł lekko brew. No cóż, w ich parze któryś musi być tym kulturalnym i szlacheckim i biada temu światu, jeśli pada na Bertiego.
No dobra, nikt nie musi.
Przez chwilę obserwował jeszcze przyjaciela, starając się zrozumieć, czy ten o herbatce mówi poważnie, czy jednak także postanowił sobie pokpić. Trudno było w tej chwili o tym zadecydować, nie było z resztą wiele czasu na rozważania, bo i kilka chwil później Ollivander postanowił się do niego przytulić. Podtrzymał chłopaka, żeby nie poleciał, acz odstawił trochę od siebie, choć jak się okazało dalej, błędem było iż po prostu nie wsadził go znów w fotel.
- O picie kawy cię nie oskarżam, nie śmiałbym. - to było nawet zabawne. Nawet w sumie nie miał serca kpić z tego, że Constantine pije do lustra, kiedy ten odstawiał mu kabaret na dwóch nogach, gorzej jeśli ten kabaret zostanie zauważony przez niewłaściwe spojrzenie, to już jednak jego rola najwidoczniej. Spojrzał jeszcze na kota, nie starając się już dochodzić czy po prostu się tu jakoś przypałętał czy należy do kogoś z rodziny, wzruszył lekko ramionami w odpowiedzi na jego pełne oburzenia ruchy. Bo koty mają prawie równie wiele osobowości co króliki i także wyrażają ją po prostu w gestach nie w słowach, wystarczy się przyjrzeć!
- Dobra, siądź gdzieś lepiej... - zasugerował, choć chwilę później idea problemu i katastrofy została mu wyjaśniona. Spojrzał na Ollivandera ponownie i pokręcił głową. - Jeśli ta randka nie jest z przypadkowo poznaną trójzębną wiedźmą spotkaną w Kotle to nie, nie masz. - stwierdził, bo i może nie był specem od kobiet, ostatecznie jak widać po jego statusie, nie utrzymał przy sobie jeszcze żadnej kobiety na stałe, jednak jeśli mógł być czegoś pewien to że na randkę z taką nie wypada przyjść pijanym, a już na pewno nie ledwo trzymającym się na nogach. - Napiszemy do niej list. Ja napiszę, ty się podpiszesz. I wyjaśnimy to nagłym wypadkiem. Coś sobie zrobiłeś w rękę, boli, dlatego cały list jest pisany obcym pismem.
Eh, ile geniuszu w jednym Bocie. - nie omieszkał popaść w samozachwyt. Tak czy inaczej, złapał jeszcze Ollivandera za ramiona i popchnął na najbliższy fotel, żeby nie zrobił już krzywdy żadnemu przedmiotowi ani kotu. Ani sobie ani jemu. Rozejrzał się przy tym za czymś do pisania i w sumie to nie umknęło jego uwadze, iż nigdzie dookoła nie ma butelki po alkoholu. Już się jej pozbył, ukrył aż tak dobrze?
- Potem to ogarniemy albo wezwiemy skrzata i zabiorę cię do siebie, tam możesz leżeć nawet na stole kuchennym i śpiewać ballady do gnomów od tyłu, nikt się nie zdziwi ani nie przejmie. - dodał, o i tutaj wciąż pozostawało ryzyko, że jakiś Ollivander zajrzy i zobaczy to, czego zobaczyć nie powinien. Tak, dobry plan.





Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Powrót do góry Go down
Constantine Ollivander
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t5068-constantine-ollivander https://www.morsmordre.net/t5083-paladyn https://www.morsmordre.net/t5085-invictus-maneo#110272 https://www.morsmordre.net/f207-lancashire-silverdale-posiadlosc-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t5082-skrytka-bankowa-nr-1276#110210 https://www.morsmordre.net/t5081-constantine-ollivander#110205
Zawód : Badacz i ilustrator flory magicznej
Wiek : 21
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler

once there was a tree,
and she loved a little boy


OPCM : 20
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Jasnowidz
you have a nice heart

PisanieTemat: Re: Sypialnia Constantine'a   02.03.18 20:40

      Wciąż się łagodnie uśmiechał, co w obecnej sytuacji wypadało dość pociesznie; wnętrze jego czaszki wypełniały gromkie brawa, stanowcze uderzenia batuty o drewniany piedestał, i znów, jeszcze raz od nowa, niemiłosierna muzyka zalała go zimnym bólem, aż się wzdrygnął i poczuł ciarki na pooranej bliznami skórze przedramienia. Trudno było orzec, czy kiedy zachwiał się na nogach wynikało to z odurzenia, które wystąpiło po wypiciu eliksiru, czy był to kolejny objaw najpewniej ogarniającej go gorączki. Nie było to istotne; i tak jego organizm ujawniał podobną reakcję. W jej wyniku jego zachowanie było co najmniej niegodne szlachcica, a powoli zakrawało o tragifarsę. Gdy szumy na chwilę odpuściły, stwierdził, iż pomijając ten drobny skutek uboczny, chyba mikstura w końcu ujawniła jakiś efekt, owiała go lekkość wymieszana z wesołością, już prawie zapomniał, czym były. W takim świetle ukłon i słowa Botta wyglądały na prawdziwe starania, więc – adekwatnie – zaklaskał w dłonie, nie zastanawiając się nad tym, że hałas może zaniepokoić któregoś z domowników. — Przecież oni za tobą przepadają, na pewno ucieszyliby się na twój widok… — urwał, po czym przyjrzał mu się z nowo odkrytą uwagą. W tym przebłysku skupienia obudziło się w nim skojarzenie negatywne, gdy w wyobraźni postawił nestora tuż obok sylwetki znajomego cukiernika. Po namyśle, może nie był to dobry dzień na przedstawienie ich sobie. Zwłaszcza, że blondyn nie wydawał się być w specjalnie towarzyskim humorze, nie podchwycił jego herbacianej propozycji i dziwnie wzmagał dystans między nimi. Wywołało to zmarszczenie brwi, jakby ostatki jego rozsądku próbowały przebić się i przez mgłę, popchnąć go do jakichś sensownych wniosków. Bezskutecznie, jego twarz rozjaśniła się i kiwnął podbródkiem w pełni pozorowanym zrozumieniem.
I dobrze. Nie masz ku temu powodów — wydobył z siebie ostrożnie, nieco przeciągając wymawiane zdania, czekając na potwierdzenie czy też zaprzeczenie trafności jego odpowiedzi. Nie będąc w stanie odczytać miny mężczyzny, ponownie, choć tym razem z nieufnością, powiódł spojrzeniem do puchatego kota. Ten uparcie milczał, nie zdradził nawet swojego pochodzenia; mógł być prezentem dla Kyry, a może manifestacją wyjątkowo udanej transmutacji, ktoś mógł też go szukać. Znów kichnął, tym razem ciszej, uznając, że inny bohater będzie musiał wziąć na siebie ratowanie tego zwierzaka, on miał wolne i zajmował się swoimi sprawami. Bezwiednie otarł czoło, zgodził się przysiąść na łóżku, acz po drodze się zagubił i najpierw uchylił okno, wpuszczając do środka orzeźwiające, chłodne powietrze. — No nie, mój drogi, ona jest prawdziwą d-a-m-ą — oznajmił twardo, obracając się na pięcie bez cienia gracji. Odczuwał w sumie jakieś motylki w brzuchu, nie pamiętał, by taka właśnie była jego reakcja na wiadomość o umówionym spotkaniu; może czas obudził w nim nieznaną do tej pory romantyczną strunę. I miał to zaprzepaścić? — Ale dlaczego? Stary — nigdy jeszcze go tak nie nazwał, do tego w zaiście krótkim czasie przeszedł z formalnego trybu do kolokwialnego — zobacz, jak pięknie wyglądam. Potrzebuję tylko kilku, porad. Wody kolońskiej, o którą cię prosiłem i gotowe. — Bardzo niezdarnym ruchem wplótł palce we włosy i odgarnął je do tyłu, po czym oparł ciężko dłonie na kolanach, pochylając się do przodu i starając się wyglądać jak najlepiej. Krzywy uśmiech, przymrużone nieco oczy, pobrudzona marynarka, której atramentowa plama z łokcia zdążyła przenieść się już na jego spodnie. — Nie rozumiem, przecież nawet ze złamaną ręką mogę iść na randkę. I tu jest… czysto — wyrzekł słabo, wzruszając ramionami i uciekając wzrokiem od spoglądania na bałagan.  
Wydał z siebie stłumione stęknięcie, gdy został popchnięty na miękki fotel. Od razu się w nim rozsiadł, jakoś założył nogę na nogę i oparł się nonszalancko o podłokietnik. Niełatwo było odwieść go od raz podjętej decyzji, a z jakiegoś powodu wyjątkowo widział siebie obecnego na tym spotkaniu. Apsik! Jeszcze raz, aż podskoczył i kopnął jakąś fiolkę, pałętającą się pod jego butami. —  Jeszcze nie słyszałeś jak śpiewam, padłbyś w zachwycie — mruknął, podwinął rękawy, zamierzając się do czegoś. Skinął w bliżej nieokreślonym kierunku, jakby dając znak orkiestrze, chwycił coś podłużnego, na co natrafił przy siadaniu i zaczął:
Naprawię to, słuchaj. Moja magia mnie nie słucha, mam przy sobie mego drucha — znaczące spojrzenie w stronę Bertiego, trzymany w palcach p ę d z e l e k zwraca się na kota — Nie wiem nawet czy to wiesz, stał tu kot a będzie… mop! — Zakręciło mu się w głowie, był za to zadowolony z wymyślonego na poczekaniu, w połowie śpiewanego, zaklęcia.

| 1-2 - Kostek z zachwytu nad sobą upuszcza pędzelek, co wystarcza by przestraszyć kota, który wskakuje na najbliższy mebel i zaczyna donośnie miauczeć
3-4 - nic szczególnego się nie dzieje; po występie młodego szlachcica następuje niezręczna cisza
5-6 - okno pod wpływem nagłego podmuchu wiatru otwiera się szerzej, okiennica z głośnym hukiem uderza o ścianę, śmigając tuż przy uchu Kostka





oh i'm scared of the middle placebetween light and nowhere
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sypialnia Constantine'a   02.03.18 20:40

The member 'Constantine Ollivander' has done the following action : Rzut kością


'k6' : 5


Powrót do góry Go down
Bertie Bott
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott https://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 https://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 https://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 https://www.morsmordre.net/t3537-skrytka-bankowa-nr-844 https://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Zawód : Pracownik w Urzędzie Patentów Absurdalnych, cukiernik
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
OPCM : 20
UROKI : 40
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sypialnia Constantine'a   03.03.18 15:36

- Nie śmiem w to wątpić, a twój starszy brat niewątpliwie jest jednym z moich największych fanów.
Stwierdził z rozbawieniem, wspominając wysokiego mężczyznę o grobowej minie, który nie odzywa się ani słowem i nie porusza prawie wcale, kiedy Bertie oddaje w jego ręce całkowicie pijanego, wreszcie pełnoletniego brata. Nie wyglądał wtedy jakby miał kiedykolwiek zapałać entuzjazmem do młodego Botta, a kolejne okazje kazały blondynowi zacząć podejrzewać, iż owy osobnik po prostu nie posiada duszy. Ale co on tam wie?
Występy Kostka go bawiły, w końcu założył ręce na piersi, mając nadzieję jedynie iż ten nie wyleci przez okno które chyba zamierzał otworzyć i uznał, że nie będzie przecież pilnował jego kroków. Gdyby tylko znajdowali się w bardziej odpowiednim miejscu, chętnie wciągnąłby go do knajpy, dorównał jego stanowi i bawiliby się bez wątpienia przednio. Teraz jednak trochę czuł, że musi go upilnować. Jednego kumpla odesłali mu za wielka wodę, drugiego tak głupio nie straci. Choć fakt faktem Constantine przy Titusie to anioł nie człowiek i sztywniak jakich mało. Ale da się go wychować, trzeba tylko odpowiedniej porcji czasu i będzie z niego towarzysz. Już właściwie jest, tylko taki bardziej szlachecki. No, nie dokładnie w tej chwili.
- Jeśli jest damą to na pewno nie chce cię widzieć pijanego. - stwierdził trochę rozbawiony faktem, że musi to tłumaczyć panu szlachcicowi i kiedy tylko znalazł pióro i czysty pergamin, zaczął kreślić na nim jakiś list.
- Jak ona się nazywa? I jakie to są tytuły, po prostu lady? - nie znał się. Nie miał pojęcia jak zwracać się do kogokolwiek w podobnych miejscach i sytuacjach, nigdy nadmiernie go to nie obchodziło, jednak teraz nie chodziło o niego, a w świecie Contantine'a to wszystko miało znaczenie. Na słowa o wyglądzie zaśmiał się pod nosem.
- Powiem ci, że zdarza mi się wyglądać bardziej elegancko kiedy wybucha obok mnie ciasto z nadzieniem. - skomentował jedynie, na wyrost, jednak przesadzanie już ten Bott miał we krwi, więc co poradzić? Nie tłumaczył się już mocniej, zamierzał po prostu czynić swoje, kiedy tylko dostał dane arystokratki wyskrobał do niej list jakoby Constantine uległ wypadkowi niegroźnemu, acz bardzo nieprzyjemnemu w krótkotrwałych skutkach, przeprasza najszczerzej za konieczność odwołania dzisiejszego spotkania, a także prosi z wielką nadzieją na zgodę, by panienka zgodziła się wyznaczyć inny termin na który przysięga stawić się wbrew jakimkolwiek przeciwnościom losu.
Taki oto kawałek pergaminu podał mu z piórem do podpisania.
- Tu. Constantine Ollivanfer. Podpis. - wskazał mu właściwe miejsce, nie zamierzając już dłużej pytać go o zdanie, miał zamiar po prostu wypełnić swój genialny plan. Jeszcze tylko ogarnąć sówkę i posłać wiadomość w świat.
Kiedy Kostek zaczął śpiewać, zaśmiał się pod nosem, choć owy uśmiech zaraz zmazał mu z twarzy nagły podmuch wiatru, który z resztą omal go nie zabił. W szybkim odruchu złapał przyjaciela i pociągnął go w swoją stronę, nienaturalnie wyginając go na fotelu, by nie oberwał, po czym złapał za okiennice i zamknął je szczelnie.
- Wynosimy się stąd jak nic. Rusz się. - zarządził, rozglądając się jeszcze dookoła. - I trzeba skrzatom zlecić uprzątnięcie tego.
Możnaby rzucić chłoszczyść, jednak chyba nie chciał ryzykować w tym miejscu jeszcze jakiejś szalonej anomalii...





Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Powrót do góry Go down
Constantine Ollivander
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t5068-constantine-ollivander https://www.morsmordre.net/t5083-paladyn https://www.morsmordre.net/t5085-invictus-maneo#110272 https://www.morsmordre.net/f207-lancashire-silverdale-posiadlosc-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t5082-skrytka-bankowa-nr-1276#110210 https://www.morsmordre.net/t5081-constantine-ollivander#110205
Zawód : Badacz i ilustrator flory magicznej
Wiek : 21
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler

once there was a tree,
and she loved a little boy


OPCM : 20
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Jasnowidz
you have a nice heart

PisanieTemat: Re: Sypialnia Constantine'a   05.03.18 20:01

      Niezwykle rzadko poświęcał czas na rozważania dotyczące kwestii takich jak różnice w ich pochodzeniu czy nawet w usposobieniu; gdzieś na dnie umysłu zdawał sobie z nich sprawę, pospolity obserwator dostrzegłby je już w skrajnie odmiennie skrojonych strojach, aczkolwiek nie były one kolczastym krzewem, powstrzymującym ich od wspólnego wyruszania na podbój świata. Tym, co mogło spychać ich ze wspólnej drogi był on sam – ze swoimi nieoczekiwanymi, jeszcze rumianymi wątpliwościami, kruchym zdrowiem, którego zagrożenie błysnęło blaskiem ostrych pazurów w ciemności zajętego pożogą budynku, trochę też zasadami, wciskając byłego prefekta domu Kruka do zamkniętych, bardzo sztywnych ram uprzejmości. Jego obecny stan osłabiał nieco jego maniery, gubiąc gdzieś zupełnie rozsądek. Mimo tego, nie mógł przyznać, iż różdżkarz był zachwycony ich znajomością, a Constantine sam dostarczył mu powodów do rozczarowań, więc nie potrzeba było nikogo innego, kto by go dalej pogrążał. — Ulysses… na pewno… no dobrze, ale gdybyś poznał moją siostrę… — zaczął się plątać, gubiąc się i właściwie zapominając, co chciał powiedzieć, kiedy zaczynał to niepełne zdanie. Głos go nie słuchał, tracąc znacznie na sile, wyginając się w łuki wysokich tonów, po czym opadając niżej, ku depresjom szorstkiej chrypki; odchrząknął, z niewiadomego powodu zauważył nagle wystający kawałek koszuli i powoli, wręcz ostentacyjnie wepchnął ją z powrotem. Musiał się prezentować.
Jego jedne życzenie, dopełnienie obrazu, którego elementów brakowało to ten nieszczęsny eliksir, kiedy on zacznie działać?
Pijanego? — powtórzył niczym echo, krzywiąc się nieznacznie, co to by za zarzut! — Chyba się źle zrozumieliśmy, nie jestem w ogóle pijany — rzekł ze spokojem, również zakładając ręce na piersi – co mu wyszło za drugim razem, gdyż najpierw zaczepił palcem o założony rękaw – i siląc się na wzrok godny samego starszego Ollivandera, ściągnięte usta, wysunięty podbródek, ukrycie drgających od uśmiechu warg. Niezbyt pasowały do tego jego oczy oraz bruzda tworząca się między brwiami, wskazujące na nadejście kolejnego kichnięcia. Powstrzymał się, marszcząc tylko zabawnie nos. — Przyznaję, nie czuję się najlepiej, ale wypiłem eliksir leczniczy i to zaraz przejdzie. — Pochylił się, próbując znaleźć w okolicy fiolkę, pamiętał, że ją tam strącił, lecz wszystko po co sięgał zdawało się uciekać od jego rąk. Zasmuciło to, wykonał teatralny smutny grymas, następnie wzruszył ramionami, pozostawiając cukiernikowi poszukiwanie naczynia, jeśli ten nie wierzył jego wersji historii. Mniej przyjmował do siebie, nie rozwodząc się zbytnio nad zagadnieniami, które rozciągały się poza teraźniejszość. Przyglądał się bez słowa jak Bott coś tam pisze. Nieczęsto wymieniali ze sobą listy, znacznie rzadziej niż zdarzało mu się to z Sue czy z niektórymi innymi znajomymi, z którymi część korespondencyjna rozciągała się na dziesiątki zgrabnie, ciaśniutko zapisanych pergaminów. Oparł się o podłokietnik, z pewnym znudzeniem przyjmując te chwile ciszy, nie wiedział dlaczego muszą wysłać tę wiadomość, sądził, iż blondyn cieszyłby się z możliwości wyprawienia niezręcznego, niedoświadczonego badacza na randkę.
Greengrass. Tak pięknie. Wiesz, zielona trawa i w ogóle — mruknął jakoś tak bez przekonania, imię chyba też miała związane z jakimś kwiatem. — Lady, jak chcesz, lordzie Bott. Ja dbam o etykietę. — Osunął się w tył, opierając szyję na krańcu fotela i biorąc głęboki oddech. Miał nadzieję, że w Ruderze były jakieś napary, które mogłyby pomóc, skoro się tak spieszyli nie było czasu przeszukiwać skrytek w jego komnatach. Dopiero przysunięty pod nos trochę go pobudził, zerknął pobieżnie na wypisane linijki, jednak wzrok skakał po nich chaotycznie, uniemożliwiając odczytanie. Znając go, mógł tam wypisać jakieś zabawne historie związane z jego osobą, kompromitując go w oczach młodej panienki. Nie miał siły tego kwestionować, burknął ledwie:
Przecież znam swoje imię. Dziękuję. — Machnął, co trzeba, przygryzając dolną wargę i wykręcając zawijasy C oraz L jakoś bardziej niż zwykle, tak artystycznie. Niech wie, że ma artystyczną duszę! Koncentrując się na zadaniu, przegapił podmuch wiatru, wypuścił pędzelek, który potoczył się gdzieś pod szafę. Zerknął szybko skonsternowany na Bertiego, to on tak chuchnął? I dlaczego zamykał okno, jak teraz wezwą Paladyna? Podniósł się, otrzepał niewidzialny pyłek ze spodni, poprawił grzywkę i... zagwizdał głośno. Mrugnął porozumiewawczo do chłopaka, słysząc już jakieś hałasy na korytarzu, szepcząc bezgłośnie zaraz go wyślemy. Klamka zadrgała, rozległo się krótkie pukanie i w progu pojawiła się twarz domowego skrzata. To był interesujący spektakl. Mina ze zmęczonej wygięła się w wręcz komiczną odmianę osłupienia. Nie przejął się tym Constantine, w kilku długich susach pokonał dzielący ich dystans, pociągnął za marynarkę małego człowieczka i przymknął za nim drzwi. — Mój drogi — zwrócił się do niego, zdejmując wyimaginowany kapelusz i kurcząc się w ukłonie. — Musimy to wysłać i już idziemy. — Wysunął w jego stronę zwinięty rulonik i uśmiechnął się rozbrajająco.





oh i'm scared of the middle placebetween light and nowhere
Powrót do góry Go down
Bertie Bott
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott https://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 https://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 https://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 https://www.morsmordre.net/t3537-skrytka-bankowa-nr-844 https://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Zawód : Pracownik w Urzędzie Patentów Absurdalnych, cukiernik
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
OPCM : 20
UROKI : 40
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sypialnia Constantine'a   12.03.18 23:08

Bertie z kolei wyraźnie te różnice widział i zazwyczaj za nimi przepadał. No, poza chwilami kiedy jego bliskim grożono wydziedziczeniem i innymi dla niego absurdalnymi karami za być może głupie ale na pewno niegroźne wybryki. Nie ma co jednak tego roztrząsać, Bertie lubił nabijać się z ich niekiedy wręcz karykaturalnych manier czy strojów, czasami ze sposobu mówienia. Zwykle oczywiście przesadzał, jednak co zrobić, on zwyczajnie lubił przesadzać. Na wspomnienie o siostrze, Bertie uniósł brwi i uśmiechnął się pod nosem.
- Zdecydowanie muszę poznać.
Poruszył lekko brwiami, co on poradzi że zawsze go do pań ciągnęło. A siostra Kostka może przy tym być ładna, nawet bardzo ładna w to nie wątpił. Choć oczywiście dla niego zakazana bardziej niż cokolwiek na świecie, towarzystwo jednak też może być miłe!
- Jeśli ten eliksir leczniczy miał w składzie wódkę, whisky i wino to ci uwierzę. - pokręcił głową, trochę niedowierzając że Kostek nadal nie jest w stanie przyznać, że po prostu narąbał się w samotności, najpewniej ze stresu i teraz nie wie, co ze sobą zrobić. - Jak inaczej mi wyjaśnisz, że mówisz jakbyś chomika połknął, chodzisz z gracją pingwina i kontaktujesz jak ja na transmutacji?
Spytał ciekaw, co też Ollivander wymyśli na swoją obronę. Co z resztą nawet było całkiem zabawne - fakt że Kostek w ogóle myślał że powinien się przed nim ukrywać czy bronić. PRZED NIM? Najgłupsze bo mogło mu po pijaku wpaść do głowy. Ale no dobrze, każdy robi bzdury i myśli bzdury od czasu do czasu.
- Mhmmm... - mruknął, kreśląc lady Greengrass u góry listu, jak chyba się powinno. Jeśli nie, Kostek sam sobie będzie winien, jeśli panienka oburzy się na jakąś niewłaściwość - on zrobił co mógł, żeby go poratować. - Podoba ci się faktycznie, czy to tak żeby rodzina dała ci spokój?
Spytał zaraz ciekawsko, bo ostatecznie nigdy nie wiadomo. Nawet jeśli zazwyczaj byli po prostu zmuszani do związków, nikt nie mówi że nie było szansy żeby na prawdę znaleźli kogoś odpowiedniego w swoim gronie. Bertie znał kilku szlachciców których szalenie lubił, nie znał blisko ale w zakonie mógł obserwować przynajmniej jedno wyglądające na bardzo szczęśliwe i udane małżeństwo, a i rodziny jego bliższych znajomych w większości wydają się szczęśliwe. Nie można więc wykluczać niczego, przymus znalezienia kogoś w konkretnym gronie niczego nie skreśla.
- W tej chwili ja dbam o twoją etykietę. - uśmiechnął się pod nosem. Nie omieszkał wtrącić jednego głupawego zdania, nie mógł sobie darować, jednak dbał o to by ogół listu brzmiał całkiem dobrze i by młoda dama nie poczuła się urażona. Bywał głupi, bywał wredny czy kompletnie niewrażliwy, jednak nawet on miał swoje granice.
- Wolę się upewnić. - patrzył jak Ollivander kreśli swój podpis, trochę inny, trochę bardziej hulaszczy niż zwykle, a potem gwiżdże. W sumie to nawet Bertie nie wiedział na co lub na kogo, czekał na ptaka, a pojawił się skrzat domowy. W sumie też dobrze - skrzat da radę wysłać list bez problemu.
- Prosimy przy tym o dyskrecję. I... o zajęcie się tym pokojem. - dodał, uśmiechając się trochę z krępacją bo czuł się niemal jak dzieciak który prosi matkę czy ciotkę żeby za niego posprzątała. Cóż to jednak - nie jego pokój, nie jego problem. A Kostek przywykł do skrzatów.





Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Powrót do góry Go down
Constantine Ollivander
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t5068-constantine-ollivander https://www.morsmordre.net/t5083-paladyn https://www.morsmordre.net/t5085-invictus-maneo#110272 https://www.morsmordre.net/f207-lancashire-silverdale-posiadlosc-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t5082-skrytka-bankowa-nr-1276#110210 https://www.morsmordre.net/t5081-constantine-ollivander#110205
Zawód : Badacz i ilustrator flory magicznej
Wiek : 21
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler

once there was a tree,
and she loved a little boy


OPCM : 20
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Jasnowidz
you have a nice heart

PisanieTemat: Re: Sypialnia Constantine'a   18.03.18 10:55

      Tak jak cukiernik starał się dość regularnie eksponować czy naciągać ich odmienności to Constantine przykładał się do ich maskowania. Cóż, może nie czynił tego w bardzo oczywisty sposób; nadal nie rozstawał się ze swoim sztywnym, uprzejmym usposobieniem, do samego progu miejsc, w których szlachecka obecność była nierozsądna zgodnie ze wszelkimi normami, namawiał przyjaciela do zmiany zdania, a później siedział cały wieczór zastanawiając się, gdzie będzie mieszkał jak niechybnie sam ojciec wyrzuci go aż u brzegu lasów Lancashire. Nieco przesadzał w podobnych wyobrażeniach, lecz tylko dlatego, iż nawet w takich sytuacjach jego poczucie obowiązku oraz rozróżnienie czynów względem dobranej moralności pozostawały silne. Zwykle jednak kończył tam, gdzie udawał się Bertie, nawet jeśli było dla niego jasne, że pakowali się w coś niezręcznego – czy biorąc wszystko pod uwagę, nie należało im się trochę swobody? Przebłysk prostoty w świecie, w którym musieli dorosnąć przedwcześnie. Zawsze też miał przekonanie, iż ich czyny były w generalnej mierze nieszkodliwe, to jak bardzo się mylił spadło znienacka, zupełnie nieproszone i pozostawiło po sobie nutkę strachu, który długo powstrzymywał go przed opuszczeniem posiadłości. Oczywiście, złagodniał on, a pod wpływem przeterminowanego eliksiru zniknął wręcz całkowicie. Na razie.
Przygryzł wargę, przechylając głowę w jedną stronę i z wielkim wysiłkiem próbując skupić się na wyłapaniu poszczególnych sygnałów przesyłanych mu przez Botta, połączyć je w pełen obraz. — Po zastanowieniu, może lepiej nie — rzekł ostrożniej, wysuwając przed siebie palec jednej dłoni i wskazując nim sylwetkę blondyna. Powoli, z niezdecydowaniem pokręcił przecząco podbródkiem, ale w tym stanie wyszło na to, że przekręcił się całym tułowiem, prawie strącając doniczkę z parapetu. Zaaferowany, poklepał listek uroczego czyśćca wełnistego, zanim przesunął ją z najwyższą ostrożnością spoza swojego zasięgu. Nie był pod wpływem żadnego alkoholu, to nie o to chodziło, musiał za to przyznać, iż od rana wszystko wokół niego zdecydowało się pogrążyć w chaosie. Uniósł brwi ponownie z pewnym nadąsaniem, jakby to była jego wina!
Nie znam się na eliksirach — przyznał, mrużąc delikatnie powieki i poprawiając się na fotelu. Nie czuł się najlepiej, kiedy zażywał zawartość fiolki; nie poddawał wątpliwości jego działania, a na smak nie zwrócił uwagi, gdyż wszystkie zmysły miał w tamtym czasie już przytępione. Na etykiecie widniał znak zaprzyjaźnionego alchemika, podobne mikstury zwykł stosować całkiem często ze względu na efekty uboczne wizji oraz nieodłączną towarzyszkę Ondynę. — Jesteś zazdrosny? Ach, nie ma o co, przecież zaprosiłbym cię na wspólne… pijaństwo — to słowo wymówił z rezerwą — Ale to nie w tym rzecz, przygotowywałem się do poważnego spotkania i miałbym pić? — Wzruszył bezradnie ramionami, każda butelka, która kiedykolwiek znalazła się w jego otoczeniu najpewniej pochodziła od Botta. Westchnął zrezygnowany, opadając na podłokietnik i opierając o niego nieco wilgotny policzek; było tu tak gorąco, nawet nie zauważył zbierających się na jego czole kropelek potu, otwarte okno niewiele pomogło. Pogodził się z już z odwołaniem widzenia się z panną Greengrass, zadziwiająco łatwo biorąc pod uwagę jak był na jego obycie się nastawiony. Swoje dąsanie się zatrzymał dla siebie, nie był w stanie przejawiać dalszego aktywnego oporu, krzywiąc się tylko równie z bólu, co niezadowolenia.
Dopiero miałem ją poznać — odparł wymijająco, z wysiłkiem podnosząc wzrok i po tym jak obdarzył Zakonnika nie wyraźnym spojrzeniem, bez większego celu zaczął wędrować nim po pokoju. Zaczynało mu się robić słabo. Nie był kochliwym typem, nieczęsto zawracał sobie głowę romantycznymi sprawkami, mając przecież swoje ideały i cele, które wysnuwały się na przód jego priorytetów. Być może, w jego sytuacji, to nastawienie było korzystne, przynajmniej nie był częścią nieszczęśliwej miłości, nie zetknął się jak Ulysses z niemożliwym wyborem między sercem, a obowiązkiem; nie żywił wielkich nadziei związanych z wyborem przyszłej małżonki, ale też nie popadał w zniechęcenie. Ze swoją przyjazną naturą zakładał, że rodzice nie zdecydowaliby się na kogoś, z kim nie mógłby zostać chociażby nici porozumienia. Podchodził do tematu z dużym spokojem, wciąż był młody, a lady Greengrass miała być pierwszą damą od wielu miesięcy, która mogła być odpowiednią kandydatką. Niestety poranna migrena i nieustannie pogarszający się stan jego samopoczucia nie wskazywały na jakiekolwiek szanse ujrzenia jej tego popołudnia.
Do jego uszu dobiegło słowo etykieta, machnął na nie ręką, próbując raczej powstrzymać kolejne kichniecie niż przejmować się tym, co już przepadło. Do końca nie był pewny czy uda mu się dobrze wymierzyć piórem, by trafić w przerywaną linijkę przeznaczoną na podpis, ale w razie czego panienka uzna jego styl za artystyczny lub coś podobnego. Obrócił się na pięcie, zaraz tego żałując, gdy wzmocniły się jego zawroty głowy. Odzyskał równowagę, opierając się o drewnianą kolumienkę jego zdobionego łóżka. Posłał zawadiacki uśmiech w stronę kota, który nagle pojawił się w jego polu widzenia i zamachał na pożegnanie. Skrzat, przyglądający się temu wszystkiemu z otępiałym zdumieniu, nie zdołał wykrztusić z siebie słowa, niemrawo przyjął list i zaciskał na nim pomarszczone palce. Gdyby Constantine zdołał być bardziej uważny, dostrzegłby z jakim trudem mały człowieczek hamuje się przed wybuchnięciem, jak jego uszy drgają z irytacji i usta formują bezgłośnie, dopiero się wprowadził, a już kłopoty. Młody szlachcic zmartwi się tym później, kiedy przeminą wszystkie efekty i zda sobie sprawę z ich następstw.
Póki co, przyglądał się z ciekawością belkom na suficie, zastanawiając się dlaczego nie widzi na nim gwiazd. Miał o to zapytać swego kolegi, lecz w ostatnim momencie powstrzymał się. Tamtemu chyba gdzieś się spieszyło, czy nie mieli gdzieś iść razem?
Lord Ollivander nie będzie zadowolony — wymruczał do siebie w przypływie świadomości, sięgając po kota i przysuwając się wraz z nim w stronę drzwi. — Aloho-otwórz się!





oh i'm scared of the middle placebetween light and nowhere
Powrót do góry Go down
Bertie Bott
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott https://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 https://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 https://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 https://www.morsmordre.net/t3537-skrytka-bankowa-nr-844 https://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Zawód : Pracownik w Urzędzie Patentów Absurdalnych, cukiernik
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
OPCM : 20
UROKI : 40
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sypialnia Constantine'a   25.03.18 17:48

- Zazdrosny? - wzruszył ramionami. Cóż, kiedy Bertie ma ochotę się napić to kupuje flaszkę, szuka towarzystwa i pije. Ewentualnie pije sam, ale to z reguły odpowiedź na silne emocje: gniew, złość, smutek, nie tak o, po prostu na codzień. - Spokojnie, doprowadzę się do podobnego stanu ale nie tutaj. - zapewnił zamiast wdawać się w podobne wyjaśnienia, bo i nie miałoby to raczej szczególnie głębokiego sensu. Po prostu zastanawiał się chwilę, przez krótką chwilę czy może jednak szlachcic nie mówi prawdy. Ostatecznie Kostek raczej nie kłamał, a akurat powodu dla którego musiałby przed nim ukrywać się z alkoholem nie było. Bertie nie krzyczy i nie marudzi, a co najwyżej polewa, więc w czym rzecz? Tylko że niby jaki eliksir bez alkoholu w składzie upiłby Ollivandera?
- Nie wiem, może wypiłeś na odstresowanie o jednego za dużo? - nigdzie nie było butelki ani kieliszka, ale to może jakiś skrzat zabrał? - Ładna jest ta Greengrass?
Nie mógł nie zapytać. Nie kojarzył jej, ale może po prostu nie skojarzył nazwiska z twarzy? Jeśli chodziła do Hogwartu, zapewne wiedziałby cokolwiek, chociaż to jak wygląda, ostatecznie trudno przez kilka lat żyć w jednym budynku i przynajmniej z widzenia nie znać chociaż tych mniej więcej w swoim wieku.
Na informację o tym, że potencjalna para dopiero miała się poznać, skinął lekko głową. W sumie to będzie musiał później się czegoś dowiedzieć o ile dziewczyna zawróci Kostkowi w głowie. Póki co jednak trzeba było trzymać kciuki. W tym wypadku... cóż, Bertie nie rozumiał idei aranżowanych małżeństw, jednak nie zamierzał się z nią kłócić skoro nie wchodziła mu w życie. Liczył tylko że jego przyjaciel będzie szczęśliwy - to wszystko. Z tym życzeniem postanowił czekać na informacje na temat rozwoju wydarzeń.
Dalej już pojawił się domowy skrzat, o dziwo (lub nie dziwo?) niezbyt pozytywnie chyba nastawiony do młodego szlachcica. Bertie pierwszy raz w swoim życiu widział skrzata domowego który nie byłby oddany CAŁEJ rodzinie, nie zadawał jednak pytań. Nawet miał lekkie wyrzuty sumienia, że zostawia biednego skrzata z tym bajzlem, jednak przy ich potężnej magii to na pewno nie jest aż taki problem! No, na pewno upora się z tym szybciej niż oni szczególnie, że skrzaty chyba nie wywołują anomalii.
- Nie alkohomora?
Zasugerował, uśmiechając się pod nosem i po prostu ciągnąc przyjaciela w stronę kominka. Byle szybciej, coby ich nikt nie zobaczył i cicho w miarę możliwości, by wciągnąć Ollivandera do kominka, złapać go mocno za rękę, żeby się w drodze nie zgubił i nabrać sporą porcję proszku Fiuu z miski. Wypuścił go z gestem, wyraźnie wymawiając przy tym adres swojego domu.
Tam będzie swobodniej.

zt x 2





Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Powrót do góry Go down
 

Sypialnia Constantine'a

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Sypialnia Gościnna
» Sypialnia Marco - piętro
» Sypialnia 6
» Sypialnia Simran
» Sypialnia Alexandry

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Mieszkania :: Pozostałe miejsca :: Lancashire, Lancaster Castle-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18