Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Karczma "U Bobby'ego"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3 ... 7 ... 14  Next
AutorWiadomość
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Karczma "U Bobby'ego"   10.03.12 23:15

Karczma "U Bobby'ego"

Karczma ta znajduje się w samym środku gęstego lasu na obrzeżach Londynu, słynącego z ogromnej ilości grzybów, które w nim rosną. Jest to nieco obskurny budynek z zapadającym się dachem, zbudowany z kamieni i drewna, otoczony gęstą ścianą drzew, która skrywa go przed niepowołanymi oczami. Jego wnętrze jest jasne, swojskie i duszne, zwykle zadymione papierosami lub zasnute dymem wydobywającym się z kominka. Na prawo od wejścia, przy pokrytej boazerią ścianie, stoi stara szafa grająca. Bójki, śpiewy, tańce i krzyki są tu już niemalże tradycją, acz mimo wszystko trudno oprzeć się uroczej atmosferze panującej dookoła, nieco mrocznej, jakby z westernu.
Karczma to istna kopalnia wszelkich informacji - bywają tu bowiem zwolennicy przeciwstawnych stron konfliktu, jak i pracownicy wszelakich instytucji, gazet, a nawet przedstawicie prawa, wszyscy oczywiście pod przebraniem, w ukryciu. To tutaj rozkwita czarnomagiczny interes, to tutaj można kupić truciznę, zakazaną księgę lub smocze jajo. Nigdy nie wiadomo, co tutaj znajdziesz, ta karczma stanowi prawdziwy moralny rynsztok, więc miej to na uwadze.
Kominek podpięty jest do Sieci Fiuu.
Możliwość gry w kościanego pokera


Powrót do góry Go down
Selina Lovegood
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t986-selina-lovegood#5480 https://www.morsmordre.net/t1028-alfred-wlasnosc-seliny-lovegood#5823 https://www.morsmordre.net/t1027-will-you-dare-selina#5821 https://www.morsmordre.net/f133-queen-elisabeth-walk-137-2 https://www.morsmordre.net/t3514-skrytka-bankowa-nr-290#61348 https://www.morsmordre.net/t1131-panna-lovegood
Zawód : ścigająca Os, naczelna zołza, bywalczyni kolumn Czarownicy
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
pride
will be always
the longest distance
between us
OPCM : 5
UROKI : 24
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 36
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Karczma "U Bobby'ego"   17.08.15 20:27

Lipcowym, późnym popołudniem, jeszcze przed pogrzebem pewnego znanego profesora, a dodatkowo przed felerną wyprawą na Nokturn samej zainteresowanej, pewna para wpadła do tego oto przybytku. Było tutaj najbliżej z boiska, toteż dosyć naturalnie zawodnicy oznaczyli to miejsce plakietką "nasze". Zupełnie tak jak cała gromada innych, raczej podejrzanych typów. Przybyli jednak sobie z tego nic nie robili, bo zdążyli sobie już wyrobić tutaj opinię stałych klientów. Zasiedli przy tym samym stoliku co zawsze, zaraz przy oknie. Niedługo potem na blacie drewnianego stołu została postawiona ognista.
Dzisiejszy trening był ciężki, bez dwóch zdań. Ale podobnie można było opisać chyba każdy, który odbył się w karierze panny Lovegood. Życie nie zwykło się z nią obchodzić delikatnie, co pewnie mógł też o sobie powiedzieć jej towarzysz. Nigdy się jakoś nie zagłębiali w szczegóły swojego życia prywatnego, choć sam fakt, że spędzali ze sobą tyle czasu - czy to podczas treningów czy wyjazdów na zawody - sprawiało, że ze zwykłych obserwacji nabywali dużo informacji na swój temat. Czasem były to rzeczy, które niekoniecznie chcieli wiedzieć o drugiej osobie lub niekoniecznie chcieli się tym dzielić z innymi. Selina, jakby zaklęta jakąś wieczystą przysięgą, nigdy nie próbowała się wywiedzieć na ile jej sekrety zostały ujawnione. Mimo wszystko chyba nie dbała o to, co myśleli o niej znajomi z drużyny... mimo że lepiej było, gdy wszystko było między nimi jasne. Dla dobra gry.
Blondynka rozsiadła się na niezbyt miękkiej kanapie, rozlewając im obu do niezbyt przejrzystych szklanek po trochę whisky.
-Dobry trening.-zauważyła z jakimś zadowoleniem, pewnie mając na myśli, że dziś osiągnęła jakieś swoje założenia, a inni byli na tyle akceptowalni, że jej w nich nie przeszkadzali.
Przymrużyła lekko oko, wyciągając szkło w kierunku pana Avery'ego, by stuknąć się z nim.
-Ciekawa jestem tego meczu z amatorami.-odezwała się po chwili, wybierając jedną z mysli, która jej krążyła po głowie.-Mam nadzieję, że nie wysłali zaproszenia do wszystkich drużyn...-powiedziała, krzywiąc się lekko na myśl o Harpiach. Nie, nie chodziło jej o cały zespół, a raczej o jedną, konkretną osobę, której nie chciała widzieć w swoim otoczeniu. Już i tak była w szoku, że potrafiła odsunąć swoją niechęć na meczach, by nie zawalić całej rozgrywki dla drużyny.
Podciągnęła nogi na kanapę, wcześniej zsuwając ze stóp pantofelki, i wsunęła je pod siebie, będąc na tyle przyzwoitą, by zakryć nogi fałdami spódnicy.


Powrót do góry Go down
Soren Avery
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t796-sren-avery https://www.morsmordre.net/t859-stella https://www.morsmordre.net/t850-sren https://www.morsmordre.net/f121-whitcomb-st-43-7 https://www.morsmordre.net/t1180-sren-avery
Zawód : pałkarz Os z Wimbourne
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony
jest szósta mojego serca
a po kątach trudno pozbierać wczorajszy dzień
OPCM : 0
UROKI : 7
ELIKSIRY : 7
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
sny są dla ludzi bez wyobraźni

PisanieTemat: Re: Karczma "U Bobby'ego"   17.08.15 23:02

Dotychczasowe lipcowe temperatury były utrapieniem dla Sørena, który prezentował typ prawdziwego anglika. Dlatego dzisiejszy dzień, na który wypadł akurat trening Os był dla niego wybawieniem. Pogoda była znośna i przyjemna, a wiatr nikły. Trening był wymagający, ale przyjemny. Czuć było powiew zbliżającego się wielkimi krokami sezonu. Nie mógł się go doczekać, gra między swoimi nie dała się porównać z walką o palmę pierwszeństwa z przeciwnikiem. Dla tej adrenaliny warto żyć.
Rzeczy udane trzeba świętować, zwłaszcza, jeśli jest ich w życiu tak mało. Nawiedzanie karczmy Bobby’ego, kimkolwiek był ten człowiek, stawało się niepisanym zwyczajem. Stolik w rogu zawsze czekał na nich pusty, jakby wszyscy bywalcy lokalu oswoili się już z ich regularną obecnością. Każde z nich miało coś za uszami, ale i tak wydawali się być aniołami w porównaniu z całą, podejrzanie wyglądającą klientelą. To, że lubił wypić po treningu nie uważał za problem. Można by powiedzieć, że podejrzenie często sięga po alkohol, ale i tak w większości pije w towarzystwie albo oblewa jakieś okazje. Poza tym zawsze był trzeźwy wtedy, kiedy trzeba było. Nie wyobrażał sobie przyjścia zamroczonym na trening czy mecz, bo Quidditch był dla niego świętością. Nawet, jeśli przygwoździł go jakiś wyjątkowo srogi koszmar to gra zawsze była najlepszym środkiem na całe zło.
Dlatego bez żadnych wyrzutów sumienia wzniósł milczący toast, gdy Lovegood rozlała ognistą do szklanek o wątpliwej czystości.
- Był dobry. – Skinął głową, aby wzmocnić swoją uwagę. Kolejne słowa Seliny wywołały u niego uśmiech, gdy brał łyk trunku. Wyczuwał w jej głosie pewną dozę niesmaku, widocznie nie było jej po drodze z którąś drużyną. Jemu kompletnie to nie przeszkadzało, zwłaszcza Harpie. Był tylko facetem, może trochę szowinistą, tak go wychowano, lubił więc popatrzyć na zgrabne kobiety przechylone na miotłach. Oczywiście nie mógł pozwolić sobie na jawne gapienie się, bo tłuczki były wszędzie, ale być może dzięki temu nie oberwał po głowie od żadnej zawodniczki.
- Jestem ciekaw czy w ogóle jacyś amatorzy się podejmą – odparł spoglądając na swoją towarzyszkę. Była od niego starsza i doceniał, że nie traktuje go jak uciążliwego młokosa. Drużyna zawsze była dla niego rodziną, często bardziej niż ta, z którą łączyły go więzy krwi. – Dlaczego? Byłoby ciekawie chronić plecy osoby, w którą zazwyczaj celowałem.




okay, i hated you but even when you left, there was never a day that i’ve forgotten about you and even though i actually miss you, i’m gonna erase you now cause that’ll hurt way less
than blaming you


Powrót do góry Go down
Selina Lovegood
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t986-selina-lovegood#5480 https://www.morsmordre.net/t1028-alfred-wlasnosc-seliny-lovegood#5823 https://www.morsmordre.net/t1027-will-you-dare-selina#5821 https://www.morsmordre.net/f133-queen-elisabeth-walk-137-2 https://www.morsmordre.net/t3514-skrytka-bankowa-nr-290#61348 https://www.morsmordre.net/t1131-panna-lovegood
Zawód : ścigająca Os, naczelna zołza, bywalczyni kolumn Czarownicy
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
pride
will be always
the longest distance
between us
OPCM : 5
UROKI : 24
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 36
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Karczma "U Bobby'ego"   18.08.15 0:49

Tak. O ile Selina nie miała czegoś takiego, że uznawała, że na treningach się nie musi starać, bo to nie jest prawdziwa rywalizacja, tak jednak na zawodach jej gra zawsze zyskiwała tej "iskierki". Bo, jak na osę przystało, zaczynała brzęczeć i robić się agresywna, gdy czuła zagrożenie. A zagrożeniem nie byli koledzy z drużyny. Cóż, w większości nie byli. Byli nimi... w większości przeciwnicy z innych zgrupowań.
Cóż, w porównaniu z całą tą klientelą, Selina była tylko i wyłącznie niemoralna w związku z tym, że upijała się jak mężczyzna z mężczyzną, który nie był jej przyrzeczony, do tego zachowywała się aż nadto swobodnie, często jej język nie był godzien jej płci, nad wyraz często nie potrafiła być w roli szanowanej kobiety, do tego miała romans, który nie miał nawet nic wspólnego z narzeczeństwem, a co było chyba najgorsze, była bezpośrednim czynnikiem dla którego jej własna, rodzona siostra przez kilka miesięcy musiała leżeć w Mungu, przechodziła długi czas rekonwalescencji, a potem już nigdy nie wsiadła na miotłę. Nie tylko zniszczyła jej karierę, ale też pozostawiła u niej uszczerbek na zdrowiu i psychice. To nie tak, że nie potrafiła odpuścić. Ona miała zamiar zrobić to, co zrobiła, jednak... nie spodziewała się, że konsekwencje będą mieć aż tak wielki wpływ na życie ich obojga.
Może czasem, gdy miała słabsze dni, z trudem patrzyła sobie w oczy w lustrze. Zwłaszcza, gdy spotykała się z Aurigą. Jej osoba całym swoim jestestwem była świadectwem czynu, do którego się dopuściła młodsza Lovegood. Nie oznaczało to jednak, że blondynka uczyła się na błędach. Nie. Była dalej nieustępliwa w tym samym stopniu. Tylko czasem, w nocy, budziły ją koszmary. Że spada. Że przez chwilę toczy życie jakie ma Auriga i musi z tym żyć. Albo że ktoś ją ciągnie w dół, na przemian szepcząc lub krzycząc: "zapłacisz!". Jej podświadomość pełna była poczucia winy. A Selina zbyt intensywnie je od siebie odpychała. Nie miała czasu na załamania emocjonalne lub nerwowe. Musiała zwyciężać.
Starsza koleżanka powstrzymała się przed uszczypliwą uwagą typu: "połowę roboty odwalał za ciebie dziś Melvin. Co ty, o niebieskich migdałach myślałeś?", mimo że nie do końca tak było. Pewnie wydawało jej się jednak, że obcesowość i okrucieństwo zmotywuje jej kolegów do cięższej pracy. O wiele częściej jednak przyłapywała się na bardziej konkretnych i konstruktywnych radach, co ją samą zadziwiało. Postanowiła jednak porzucić temat treningu, bardziej przejęta w tym momencie przyszłymi rozgrywkami.
-Co ty, żartujesz?-uniosła na niego wzrok, nie zauważając jego wcześniejszego rozbawienia jej tonem. Pewnie gdyby go dostrzegła to aktualnie rzucałaby w niego słomkami.-Mają okazję zagrać z nami. Na pewno jacyś zapaleńcy się znajdą.-stwierdziła, rozbawiona, wyobrażając sobie grubych panów po 40-stce na boisku. Nie spodziewała się, że będą to jednak głównie ludzie z ich pokolenia, którzy chyba po prostu nie mieli co robić ze swoim życiem. Albo byli zapaleńcami Quidditcha.
-Chronić plecy osoby... co?-powtórzyła za nim, ni to zdziwiona ni oburzona, w głowie ciągle mając uśmiechniętą twarz Gwendolyn, miss Harpii, miss Proroka Codziennego w rubryce sport i miss Rudolfa Branda.-Zwariowałeś?-zapytała, drażniąc gardło kolejnym łykiem ognistego trunku.-Połowę osób z przeciwnych drużyn byłabym w stanie zabić na ulicy, a co dopiero na boisku, Soren.-roześmiała się, jakby jej się to nagle wydawało zabawne. Bo to może był jakiś plan? Wypiła za to. Choć chwilę później zdała sobie sprawę, że to i tak na nic. Z ponurą miną dolała im obu złocistego alkoholu.
Zmrużyła lekko oczy i spojrzała na niego uważnie, gdy pewnie do głowy wpadła jej kolejna myśl.
-Zaraz, myślisz o kimś konkretnym?-zapytała, jakby się reflektując, że mogła nie wykorzystać szansy na zauważenie czegoś kiełkującego. Może się myliła?


Powrót do góry Go down
Soren Avery
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t796-sren-avery https://www.morsmordre.net/t859-stella https://www.morsmordre.net/t850-sren https://www.morsmordre.net/f121-whitcomb-st-43-7 https://www.morsmordre.net/t1180-sren-avery
Zawód : pałkarz Os z Wimbourne
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony
jest szósta mojego serca
a po kątach trudno pozbierać wczorajszy dzień
OPCM : 0
UROKI : 7
ELIKSIRY : 7
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
sny są dla ludzi bez wyobraźni

PisanieTemat: Re: Karczma "U Bobby'ego"   19.08.15 23:35

Jeśli było coś, w co wkładał całego siebie to była to gra. Quidditch od najmłodszych lat był jego pasją, absorbował myśli, gdy świat walił mu się na głowę. Zawsze dawał z siebie wszystko, niezależnie czy na miotle siedział na treningu czy w środku gry. Uczucie wolności, które osiągał nie mogło liczyć się z czymkolwiek innym w życiu. Kochał to robić, chociaż, od kiedy tylko ten pomysł zakiełkował mu w głowie rzucano mu pod nogi kłody. Søren mógł być szlachcicem, co w ogólnej ocenie innych równało się wygodnemu i łatwemu życiu, ale to tylko tak ładnie wyglądało. Owszem, dawało to szereg udogodnień i przywilejów, ale jeśli dobrze grało się rolę marionetki. Pieski wystawowe, które rodzice tresowali i ubierali jak chcą zawsze dostawały to, czego chciały. Jednak gra w Quidditcha nie należała do szanowanych w szlacheckich, wymuskanych kręgach. Musiał więc od samego początku walczyć o swoje marzenie. Bycie w szkolnej drużynie uznawano za kaprys młodziana, który ma zbyt duże pokłady niewykorzystanej energii. Zawodowa gra była jawną obrazą, ale nie dawała prawa do wydziedziczenia go z rodu. Jego matka oraz brat na pewno bardzo ubolewali z tego powodu.
Jeśli ktoś myślał, że jego życie było łatwe i usłane różami to Søren nie wyprowadzał go z błędu. Zbytnia pewność siebie była przywarą ludzi lekkomyślnych, a w jego interesie było mieć nad takimi osobami przewagę. Zwłaszcza na boisku, gdzie sporo graczy z niższych warstw społecznych szybko przykleiło mu łatkę wymuskanego lalusia, który wykupił sobie pozycję. Nic bardziej mylnego. Avery był osą, idealnie wpasował się w ramy drużyny i zaczął skrupulatnie wypracowywać sobie opinię. Niedowiarki szybko musiały porzucić swoje wyimaginowany poglądy na jego temat. Był ciekaw jak prezentuje się w myślach Lovegood, ale ta porzuciła już temat treningu, więc i on do tego nie wracał. Dowie się prędzej czy później.
- To prawda – odpowiedział popijając ze szklaneczki. – Albo młodziki, które będą chciały się pokazać.
To była nieprawdopodobna szansa, sam też chciałby taką mieć. Możliwość gry ze swoim idolem i usłyszenia od niego kilku słów na pewno podnosiła morale. Dobrze pamiętał, gdy w ostatnich latach kolekcjonował wycinki wywiadów z Rudolfem Brandem.
- We mnie inni ludzie budzą mordercze instynkty – mruknął pod nosem rozbawiony wybuchem dziewczyny. – Chodzi mi o to, że drużyna to rodzina. Obojętnie z kim grasz, celem jest zawsze zwycięstwo. Więc jeśli w tej podwórkowej zabawie będę grać ramię w ramię z Harpią to będą ją chronić, bo będę chciał wygrać, rozumiesz?
Uśmiechał się pod nosem widząc jak uważnie mu się przygląda. Selina była ciekawą, bardzo żywiołową kobietą i właśnie dlatego lubił się z nią spotykać. Stanowiła ciekawy kontrast dla jego wyciszonej osobowości obserwatora.
- Nie. Nie wiem nawet kto jeszcze się zgłosił. – Nie wiedział, w jaką stronę zmierzają jej myśli, więc nie dodał nic więcej i tylko przepłukał gardło kolejnym łykiem ognistej.




okay, i hated you but even when you left, there was never a day that i’ve forgotten about you and even though i actually miss you, i’m gonna erase you now cause that’ll hurt way less
than blaming you


Powrót do góry Go down
Selina Lovegood
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t986-selina-lovegood#5480 https://www.morsmordre.net/t1028-alfred-wlasnosc-seliny-lovegood#5823 https://www.morsmordre.net/t1027-will-you-dare-selina#5821 https://www.morsmordre.net/f133-queen-elisabeth-walk-137-2 https://www.morsmordre.net/t3514-skrytka-bankowa-nr-290#61348 https://www.morsmordre.net/t1131-panna-lovegood
Zawód : ścigająca Os, naczelna zołza, bywalczyni kolumn Czarownicy
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
pride
will be always
the longest distance
between us
OPCM : 5
UROKI : 24
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 36
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Karczma "U Bobby'ego"   20.08.15 0:26

Dla Lovegood było całkiem odwrotnie. To Quidditch był szansą na zaistnienie, nie tylko na wbicie się na salony, na obecność w mediach (którymi głównie były radio czy gazety), ale także na wzniesienie się poza swoją rolę - poza rolę kobiety, która musi się ustatkować, musi stać w cieniu męża. Nie. Była sportowcem. Była na językach ludzi. Była w centrum uwagi i świateł reflektorów. To była właśnie jej szansa na "lepsze życie". Na bycie kimś, a nie tylko żoną pana XYZ. Nie chciała, by jej największym osiągnięciem życiowym było zawarcie satysfakcjonującego układu w formie małżeństwa oraz spłodzenie kilku dzieci, możliwie chłopców. Nie. Miała ambicje. I cóż, oczywiście, była wzgardzana przez tłumy. Za język, za postawę, za niepoprawne towarzystwo lub prowadzenie się. I właściwie mogłaby tak wymieniać w nieskończoność. Nie mogła się jednak na tym skupiać. Bo nawet picie by już nie pomogło, gdyby miała stale słyszeć te głosy w głowie. Nie. Selina miała cel. Wyjść z ciemności i nie dać się już więcej w nią zapędzić. Chciała być ważna. Jako sportowiec, jako osoba i... jako kobieta.
Z łatwością można określić blondynkę jako kompletne przeciwieństwo Sorena. Ona była pewna siebie. Lekkomyślna. Gwałtowna. Ale też jednocześnie była świadoma swoich zalet, co często wykorzystywała w manipulacji. Choć, jak sama zauważyła, przez fakt, że tak rzadko przystawała w miejscu i dawała sobie szansę na pomyślenie, zaprzepaściła kilka szans. Nie tylko w miłości. Była też zbyt temperamentna na bycie kapitanem, mimo że jej staż i zasługi od dawna wskazywały ją na pretendenta. Ale ignorowała swoje niepowodzenia. Zbytnio bała się, że jeżeli nagnie swój charakter w jakikolwiek sposób, to momentalnie spadnie na nią multum innych czynników, które wepchną ją w te ciasne ramy, z których się uwolniła. I mogłaby się już z nich nie oswobodzić po raz drugi.
Selina sama nie była do końca pewna jaki miała stosunek do młodego panicza Avery. Czuła się przy nim dosyć swobodnie, zwłaszcza, że nigdy nie był nachalny lub arogancki. Jako gracz ciągle wydawał jej się jako "ten młody", "ten nowy", mimo że przelatał z nimi dobre kilka lat. W pewnych momentach Soren wydawał się jej jednak zbyt analityczny jak na ten dynamiczny sport, mimo szybkiego umysłu, zbyt bardzo polegał na nim, zamiast na instynktach. Nie ufał sobie do końca. Nie powiedziała tego jednak na głos, kiwając tylko głową na jego spostrzeżenie.
-Może przyjdzie do nas jakiś nowy narybek.-zagdybała sobie.-Więc lepiej błagaj Merlina, Avery, by się nie okazali lepsi od ciebie.-zaśmiała się, może odrobinkę uszczypliwie i prowokacyjnie.
Ścigająca Os nigdy nie kolekcjonowała niczego z Rudolfem Brandem. Ewentualnie wspomnienia. Które próbowała właśnie od siebie odepchnąć, zapijając je. Powinno już dawno jej przejść. I może najwyższy czas? Mogłaby sobie znaleźć nowego gnojka, który ma na tyle charakteru, by wejść w jej paradę... ech!
Chwilę pogrążała się we własnej złości, jednak ciekawość znów na chwilę zdmuchnęła z jej oblicza inne emocje, by się ukazać:
-No, Avery. Tą informacją to się musisz ze mną podzielić.-stwierdziła, aż z tej okazji rozstając się na chwilę ze szklanką, która spoczęła na stole.-Naprawdę istnieje ktoś, kto wprowadza cię w furię?-zapytała, trochę figlarnie opierając brodę na dłoni i wpatrywała się w niego, oczekując odpowiedzi. Chyba nie widziała takiej twarzy pana szlachcica. Gwałtownej. Powodowanej czystymi emocjami.
Westchnęła.
-Harpie nigdy nie będą twoją rodziną, Avery.-zadecydowała z całym przekonaniem.-To fałszywe zołzy, które tylko imitują współczesne Amazonki, ale tak naprawdę...-mówiła, marszcząc brwi i wczuwając się w swoje słowa.-...to są podstępne żmije z tendencjami złodziejczymi.-zrelacjonowała mu, aż postanawiając się za to napić.
W końcu skupiła wzrok na swoim towarzyszu.
-To prawie jak zdrada, Avery, tak pertraktować z wrogiem. Zwłaszcza, że nawet się nie obejrzysz, a te anielskie twarzyczki wbiją ci nóż prosto w serce. I każą ci potem na to patrzeć w gazetach przez długie miesiące, jakbyś się dość nie wycierpiał w pierwszej chwili.-dodała, chyba niesiona już nieco upojeniem.
Zamknęła usta, chyba zdając sobie sprawę, że rozwiązał jej się zbytnio język.
-Nigdy nie ufaj Harpii.-zakończyła swoją mowę, by zwilżyć po chwili gardło odrobiną ognistej.
Oparła się o kanapę, przenosząc na niego spojrzenie. I przez chwilę wpatrywała się w niego w milczeniu, myśląc.
-Chodziło mi o to, Avery, czy liczysz na to, że spotkasz na tym meczu kogoś konkretnego.-postanowiła powiedzieć wprost.

/przepraszam za ścianę! ;______________;


Powrót do góry Go down
Soren Avery
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t796-sren-avery https://www.morsmordre.net/t859-stella https://www.morsmordre.net/t850-sren https://www.morsmordre.net/f121-whitcomb-st-43-7 https://www.morsmordre.net/t1180-sren-avery
Zawód : pałkarz Os z Wimbourne
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony
jest szósta mojego serca
a po kątach trudno pozbierać wczorajszy dzień
OPCM : 0
UROKI : 7
ELIKSIRY : 7
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
sny są dla ludzi bez wyobraźni

PisanieTemat: Re: Karczma "U Bobby'ego"   20.08.15 18:00

Sława nie była niczym dobrym. Nauczył się tego już w dzieciństwie. Była jedynie podstawą do utkania sieci pełnej iluzji. Popularność, jaką dawało samo nazwisko bezwzględnie wykorzystywała jego matka, która opanowała grę pozorów do perfekcji. Wśród tłumów, które pojawiały się na Sabatach odgrywała rolę idealnej pani domu, kochającej żony oraz najwspanialszej matki na ziemi. Ta dwulicowość niszczyła go, jako dzieciaka, którego dezorientowały takie zachowania. Wielokrotnie w swoim życiu żałował, że nie urodził się jako jakaś podrzędna szlama. Wiedział jednak, że nie ma wpływu na swój los i nie biczował się z tego powodu. Søren nie był typem męczennika, nie widział sensu w obwinianiu się o przeszłość, wystarczyło mu, że wracała w koszmarach.
Dziś nie miał jednak żadnych koszmarów, wstał wyjątkowo wypoczęty. Nie musiał zamęczać się na treningu by uciec od natrętnych myśli. Nie wpłynęło jednak to na jego jakość. Latał jakby z nową siłą, czuł się odprężony i szczęśliwy. Nie wiedział czy to dobre użycie tego słowa, bo rzadko miał z nim do czynienia. Wraz z upływem lat nauczył się czerpać przyjemność z małych rzeczy, a rzeczywiste szczęście uważał za coś nieosiągalnego albo, co najwyżej udawanego przez arystokratycznych czarodziejów, aby inni im zazdrościli. Siedząc jednak z Seliną w podrzędnej karczmie, pijąc ognistą i chwilowo nie mając na głowie żadnych zmartwień czuł się naprawdę dobrze. Takie zawieszenie między jednym problem a drugim dobrze mu robiło. Potrzebował chwili wytchnienia, bo inaczej szybko by zwariował. Na pewno ku uciesze brata. Miał jednak dobry humor, więc nie zbył mruknięciem uwagi Lovegood.
- Może to ty powinnaś się martwić, nie sądzisz? – spytał unosząc pytająco brew. – Masz już swoje lata, babciu.
Rozparł się wygodnie na oparciu szczerząc zęby w uśmiechu i obserwując jej reakcję. Przeczucie mówiło mu, że być może poruszył właśnie jakąś niebezpieczną, drażliwą dla wszystkich kobiet kwestię. Prawdopodobnie skończy oblany whiskey albo oberwie z drętwoty. Odruchowo spojrzał na leżącą obok jego uda różdżkę, powinien zdążyć sięgnąć.
- Naprawdę, Lovegood. Nie jestem takim stoikiem, na jakiego się wydaję. Spytaj mojego brata. – Nie powiedział wprost, o kogo chodzi, ale wiedział, że dziewczyna się domyśli. Pociągnął łyka ze szklanki i zmienił temat, bo nie przepadał nawet za wracaniem myślami do niego.
- Dobrze proszę pani, będę na nie uważał. W razie czego nie będę się rozstawał z pałką. – Wyszczerzył zęby w szczerym śmiechu. Reakcja Seliny naprawdę go rozbawiła, chociaż wydawała się całkiem poważna nawet, jeśli była trochę przesadzona. Prawdę mówiąc miał nikłe stosunki z obcymi drużynami i nie chciał oceniać ich po okładce, bo to najgorsze, co można zrobić. Przeciwnika należy zmierzyć jego własną miarą, Søren coś o tym wiedział.
Pytanie blondynki naprawdę go zdziwiło. Czy dał jej czymś do myślenia, że może znać kogoś z innej drużyny? Bała się, że może wypaplać przed kimś jakieś taktyki? Albo swoim kobiecym szóstym zmysłem wietrzyła jakiś ognisty romans i jeszcze gorętszą plotkę. Będzie musiała niestety obejść się smakiem, ale jeszcze nie teraz. Miał świetny nastrój, więc czemu jeszcze by z nią nie poigrać.
- Czemu pytasz Selina? Czyżbyś była zazdrosna? – Pochylił się lekko w jej kierunku i spoglądał prosto w oczy. Próbował być absolutnie poważny, ale na jego ustach igrał uśmiech rozbawienia.




okay, i hated you but even when you left, there was never a day that i’ve forgotten about you and even though i actually miss you, i’m gonna erase you now cause that’ll hurt way less
than blaming you


Powrót do góry Go down
Selina Lovegood
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t986-selina-lovegood#5480 https://www.morsmordre.net/t1028-alfred-wlasnosc-seliny-lovegood#5823 https://www.morsmordre.net/t1027-will-you-dare-selina#5821 https://www.morsmordre.net/f133-queen-elisabeth-walk-137-2 https://www.morsmordre.net/t3514-skrytka-bankowa-nr-290#61348 https://www.morsmordre.net/t1131-panna-lovegood
Zawód : ścigająca Os, naczelna zołza, bywalczyni kolumn Czarownicy
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
pride
will be always
the longest distance
between us
OPCM : 5
UROKI : 24
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 36
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Karczma "U Bobby'ego"   20.08.15 18:30

Ścigająca nie potrafiłaby pewnie zrozumieć tego, dlaczego Soren odrzucał swoje pochodzenie i wszystkie przywileje, które z nim się wiązały. Prawdopodobnie on też nie miał pojęcia jak to naprawdę jest się urodzić w mniej wpływowej rodzinie. Czy faktycznie by to wolał?
Sama Selina nie miała pojęcia czy jej wszystkie problemy wymazałoby inne nazwisko. Albo płeć. Nie zastanawiała się teraz nad tym. Było jej wygodnie. Zajmować swój umysł stale jakimiś zajęciami. Teraz mogła skupić się na czymś innym. Być może wróci na tyle późno do domu, by po przekroczeniu progu marzyć tylko o przytuleniu głowy do poduszki. Może jej myśli nie podryfują w dziwne, niechciane rejony.
-Ja?-zdziwiła się, mając zamiar roześmiać się pobłażliwie. I zrobiła to, gdy dokończył swoją myśl.-Nawet gdy będę poruszać się o lasce, Avery, na boisku będę szybsza od ciebie, dziadku.-odgryzła się mu. Cóż, gdyby na nazwisko miał Podmore, to pewnie leciałoby już szkło.
Choć mimo wszystko było coś w słowach blondyna. Miała przed sobą jeszcze tylko kilka lat szczytowej formy. A potem co? Sama nie była pewna, nigdy się nad tym nie zastanawiała. I wygodniej jej było to po prostu zignorować na ten moment.
Uniosła brew do góry. Nie był takim stoikiem?
-Jeżeli ty przy nim tracisz temperament, to nie wiem, czy moje spotkanie z nim byłoby dobrym pomysłem.-stwierdziła, utrzymując na twarzy powagę.-Mógłbyś stracić brata, Avery.-dokończyła, w sumie w niejakim żarcie.
Sama ścigająca też na chwilę zamilkła po swoim przemówieniu na temat Harpii i ich zdradliwości.
-Nie, nie rozstawaj się ze swoją... pałką.-poradziła mu, dosyć sugestywnie mierząc go spojrzeniem, by po chwili parsknąć. Rozśmieszył ją.-Ani na moment.
Blondynka nie poruszyła się, gdy nachylił się w jej stronę, niejako zmniejszając między nimi dystans. Powinna się odsunąć, zareagować. Lovegood jednak to nie wzruszało. Prychnęła śmiechem, bardziej rozbawiona niż drwiąca.
-Nie wygląda na to, by moja pozycja była zagrożona.-zauważyła.-Jesteśmy po treningu, jest wieczór, a my siedzimy tu, jak zawsze, pijąc whisky.-wzruszyła nawet delikatnie ramionami.-Chyba nie uważasz, że z kimś innym będzie ci się to robiło równie dobrze?-zadała retoryczne pytanie, odchylając lekko głowę do tyłu, wyjątkowo wesoła, by po chwili go od siebie odepchnąć. Jakby nagle przypomniała sobie o przyzwoitości. Jej spojrzenie jednak nie uciekało wstydliwie w dół, a na licu nie pojawiały się gorące rumieńce.


Powrót do góry Go down
Soren Avery
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t796-sren-avery https://www.morsmordre.net/t859-stella https://www.morsmordre.net/t850-sren https://www.morsmordre.net/f121-whitcomb-st-43-7 https://www.morsmordre.net/t1180-sren-avery
Zawód : pałkarz Os z Wimbourne
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony
jest szósta mojego serca
a po kątach trudno pozbierać wczorajszy dzień
OPCM : 0
UROKI : 7
ELIKSIRY : 7
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
sny są dla ludzi bez wyobraźni

PisanieTemat: Re: Karczma "U Bobby'ego"   21.08.15 0:06

Prawdę mówiąc uważał, że powinna panować jakaś równość. Niby dlaczego mugole pożarli się ze sobą tak bardzo, że wybuchła wojna? Bo jedyni zaczęli uważać się za lepszych od drugich. Jak tak dalej pójdzie to wkrótce i czarodzieje staną przeciwko sobie. Zwłaszcza, że po śmierci Dumbledora, a teraz także Slughorna sytuacja zaczynała wyglądać nieciekawie.  Był jednak wieczór, mięsnie miał przyjemnie rozciągnięte a w dłoni pełną szklaneczkę. To nie była pora na rozważanie czy życie idzie dobrymi kolejami. Dlatego pozostałe myśli pierzchły gdzieś daleko, gdy znów dogryzał sobie z Lovegood.
- Tylko, że ja nie muszę być szybki – zauważył gestykulując pustą już prawie szklanką. – Muszę odbijać tłuczki w przeciwnika, a do tego potrzeba praktyki. W byciu szybkim najbardziej decydujący jest wiek, nie uważasz?
Wiedział, że ich dyskusja miała żartobliwy ton i nie chciał z niego schodzić, ale sam poczuł wagę tych słów. Dziewczyna miała rację, musiał być ostrożny. Kontuzje często wykluczają pałkarzy, nawet w młodym wieku. Nie miał pojęcia, co innego mógłby robić. Niby eliksiry były jego konikiem, ale Allie był alchemikiem, nie było mowy, żeby robił to samo, co ona. Starczy, że wyglądają jak dwie krople wody. Z cichym westchnieniem opróżnił szklankę do końca. To też nie jest dobry temat do rozważań na teraz.
- Myślę, że tym chętniej umówiłbym was na spotkanie – odparł cichym, poważnym głosem. Wiedział, że żartowała, ale on sam był od tego daleki. Wiedział, że życzyć komuś śmierci zupełnie poważnie to dosyć powszechne, jednak życzyć tego komuś z rodziny to zupełnie inna sprawa. Tylko Samael to był ciężki przypadek. Zgrywał dobrego męża i wybitnego psychiatrę, a w środku kryło się monstrum zaprogramowane do niszczenia spotkanym na swojej drodze ludziom życia. Po tym wszystkim sam chętnie wpakowałby go do trumny, gdyby nie myśl, że raczej niewiele osób podziela jego zdanie.
- Oczywiście proszę pani. – Grał na pozycji pałkarza, od kiedy zaczął chodzić do Hogwartu, a mimo to nadal bawiły go wszystkie żarty na ten temat. Większość aluzji była tak oklepana, że kwitował je tylko potrząśnięciem głowy, ale co innego, gdy słyszał coś takiego od kobiety. Nie powstrzymał nagłego napadu wesołości, który u niego wywołała. Cieszył się, że znalazł kogoś takiego do picia, wszystko wydawało się nagle sympatyczniejsze i weselsze, a Søren lubił ten stan. Dlatego uśmiechał się nadal, gdy dolewał sobie ognistej, a także później, gdy Selina nie odsunęła się po jego pytaniu. Podobało mu się, że nie była jak te wszystkie arystokratki, z którymi się spotkał. Nie musiał powstrzymywać żadnych aluzji, które większość z nich uważała za prostackie i wulgarne. Mógł po prostu być sobą. Prychnął rozbawiony, gdy go odepchnęła.
- Masz rację, Lovegood, jesteś wyjątkowa. – Zamilkł na chwilę, jakby pozwalająca wybrzmieć tym słowom w otaczającym ich szumie wnętrza karczmy i przyglądał się jej jedynie znad szklaneczki, którą właśnie opróżniał. – Tylko z tobą to jest takie dobre.




okay, i hated you but even when you left, there was never a day that i’ve forgotten about you and even though i actually miss you, i’m gonna erase you now cause that’ll hurt way less
than blaming you


Powrót do góry Go down
Selina Lovegood
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t986-selina-lovegood#5480 https://www.morsmordre.net/t1028-alfred-wlasnosc-seliny-lovegood#5823 https://www.morsmordre.net/t1027-will-you-dare-selina#5821 https://www.morsmordre.net/f133-queen-elisabeth-walk-137-2 https://www.morsmordre.net/t3514-skrytka-bankowa-nr-290#61348 https://www.morsmordre.net/t1131-panna-lovegood
Zawód : ścigająca Os, naczelna zołza, bywalczyni kolumn Czarownicy
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
pride
will be always
the longest distance
between us
OPCM : 5
UROKI : 24
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 36
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Karczma "U Bobby'ego"   21.08.15 1:24

Niejako czarodzieje już stanęli przeciwko sobie. Teraz, gdy sprawy nie zostały do końca rozwiązane, tylko czekać, aż pojawi się kolejny fanatyk, który uważa, że jego racja jest najmojsza i postanowi unicestwić każdego, który się z nim nie zgadza.
-Musisz.-uparła się.-Jak będziesz mieć wolny refleks to zamiast odbić tłuczka, to dostaniesz nim w nos, o.-stwierdziła, chyba wyobrażając sobie w głowie takie zajście, bo miała raczej rozbawioną minę.
Prychnęła, gdy nie dawał wiekowi spokoju, ukazując tym samym lekką oznakę zniecierpliwienia.
-Avery, jeszcze jedna sugestia, a sprawię, że te słowa ci się cofną.-mruknęła, mrużąc lekko oczy.-Co, chcesz powiedzieć, że nie podoba ci się moja gra?-zapytała jednak po chwili, słodszym głosem, choć jej uważne spojrzenie mogło sugerować, że zła odpowiedź i faktycznie zacznie się dławić.
Selina właściwie przez cały czas była tym "lekkoduchem", toteż przyjęcie takiego żartobliwego charakteru konwersacji była dla niej naturalna i preferowana. Ale jednocześnie dosyć mocno stąpała po ziemi i potrafiła trzasnąć kogoś po łapskach, gdy się nieco zapędził. Przynajmniej była szczera, prawda?
Lovegood poza Quidditchem potrafiła przyzwoicie tańczyć (stąd to częste przerysowanie, teatralność i widoczna gracja w jej ruchach), lubiła podróże... i zawsze marzyła o wydaniu własnej książki. Nie była pewna czy potrafiłaby być na tyle elastyczna i silna jak jej siostra, której życie nagle zmieniło bieg. Przez nią. Nie była pewna na ile Soren zdawał sobie sprawę z wypadku, który miał miejsce 6 lat temu, ale ona pamiętała. Gazety nie dawały jej spokoju. Miała najgorszy start w mediach jaki był możliwy. Ktoś, kto zdradził własną rodzinę. Zaatakował ją. Ich rywalizacja była ekscytująca i medialna, dopóki nie zrobiło się poważnie.
Dlatego, gdy wypowiedział te słowa, spojrzała na niego baczniej, przez dłuższy czas mu się przyglądając. Jakby badała na ile poważnie mówił. Ona sama chyba nie byłaby zdolna do świadomego życzenia tego swojej siostrze... ale gdyby ten wypadek potoczył się inaczej, to mogłaby mieć jej krew na swoich rękach.
Nie powiedziała nic. Nic nie wydawało się być odpowiednie. Zadziwiające, ale czasem nawet ona potrafiła się zachować. No bo co miała powiedzieć? "Ja też nienawidzę swojej siostry. I w sumie nigdy nie życzyłam jej śmierci, ale tak praktycznie to było o włos, by straciła życie, bo nie potrafię sobie odpuścić"?
To zadziwiające, że jednak, mimo chwilowej ciężkiej atmosfery (problemy w rodzinie nimi były) i jej wybuchu, to aktualnie potrafiła się tylko się śmiać. Lubiła, gdy mogła się czuć tak swobodnie. Mało kto pozwalał jej na rzucanie takich tekstów, a jednocześnie nie musiała się obawiać (o ile przez chwilę byłaby rozważna), że odurzy ją i zaciągnie do ciemnego zaułku. Nawet nie miała pojęcia czy właściwie była atrakcyjna w oczach młodszego Avery'ego. Dosyć naturalnym było przyjmowanie jej, że nie należała do osób odpychających wyglądem zewnętrznym. Wiadomo, tu i tam zauważała pewna defekty, jak to kobieta, jednak nie miała sobie nic do zarzucenia.
Uśmiechnęła się na ten komplement, nawet jeśli miał być tylko żartem, po czym sama uniosła w podobny sposób szklankę, imitując jego ruchy. Nie była kobietą, która odwracałaby wstydliwie wzrok, gdy mężczyzna na nią patrzył. Dlaczego miałaby odmawiać sobie tej przyjemności bycia... wielbioną spojrzeniem, w tym krótkim momencie. Oczywiście, bywała próżna. Albo po prostu: świadoma siebie?
-Trzeba się mocno postarać, by to nie było dobre.-zauważyła, udając powagę i uniosła lekko jedną brew, jakby chcąc sprowokować coś z jego strony.
Odłożyła pustą szklankę na blat i poprawiła się, inaczej przysiadając na nogach, bo jedna zaczynała je drętwieć. Skrzyżowała je i jedną spuściła na dół.


Powrót do góry Go down
Soren Avery
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t796-sren-avery https://www.morsmordre.net/t859-stella https://www.morsmordre.net/t850-sren https://www.morsmordre.net/f121-whitcomb-st-43-7 https://www.morsmordre.net/t1180-sren-avery
Zawód : pałkarz Os z Wimbourne
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony
jest szósta mojego serca
a po kątach trudno pozbierać wczorajszy dzień
OPCM : 0
UROKI : 7
ELIKSIRY : 7
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
sny są dla ludzi bez wyobraźni

PisanieTemat: Re: Karczma "U Bobby'ego"   21.08.15 19:49

Nie uśmiechało mu się pojawienie jakiegoś konfliktu. To oznaczało opowiedzenie się po jakiejś ze stron, a on bynajmniej nie wiedział co robić. To, co popierał, a to, co powinien popierać jakoś nie chciało się pokrywać. Miał więc nadzieję, że nic w najbliższej przyszłości nie ugotuje się w tym kotle.
- Dobrze, poddaje się. – Potulnie uniósł ręce ku górze, chociaż na jego ustach błąkał się uśmiech. Czuł, że w żyłach przyjemnie krąży już alkohol, chociaż było go zbyt mało, żeby zaczął robić z siebie durnia. Oraz by zapomnieć o racji, którą przed chwilą usłyszał. Wiek nie był sojusznikiem żadnego gracza, niezależnie, na jakiej pozycji grał. Miał jednak szczerą nadzieję, że zdrowie pozwoli mu jak najdłużej utrzymać się na miotle i robić to, co tak bardzo kocha. Poza tym był jeszcze młody, młodszy od większości członków drużyny, więc nie musiał się teraz tym martwić.
- Myślałem, że lubisz moje sugestie – odpowiada lekkim tonem kładąc ręce na zdezelowanym oparciu kanapy, na której siedzi. – Podobasz mi się, cała nie mam ci nic do zarzucenia.
Ich rozmowa opiera się głównie na aluzjach i żartach, ale w tej kwestii mówił prawdę. Drużynę traktował jak rodzinę już od czasów Hogwartu, nic w tej kwestii się nie zmieniło. Chociaż Selina była starsza i mogła traktować go z wyższością to nie zrobiła tego. Nie była typową arystokratką, nie była też rozszalałą amazonką jak Harpie i nie chciała wydłubać oczu każdemu mężczyźnie na swojej drodze. Była dobrze wyważona, może nieco zbyt entuzjastyczna i spontaniczna w porównaniu do niego, ale Søren przywykł do zadawania się z ludźmi będącymi jego całkowitym przeciwieństwem. Nie zdziwił się jednak, gdy jego zazwyczaj radosna towarzyszka przyjęła w milczeniu jego słowa. Była to raczej naturalna reakcja. Wszyscy co prawda wiedzą, że z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu, ale życzyć komuś, kto ma w żyłach tę samą krew, śmierci to inna sprawa. Chciałby móc powiedzieć prawdę, nie tylko jej, ale też najlepszemu przyjacielowi. Jednak po pierwsze, jak by to brzmiało i kto by w to uwierzył? Nienawidzę swojego brata, bo pieprzy moją matkę i ostrzy sobie zęby na moją bliźniaczkę, którą zresztą prawie zabił. Przez niego też nienawidziła mnie jakiś czas. Słowa mają uzdrawiającą moc, zapewne wyrzucenie tego z siebie byłoby niewypowiedzianą ulgą, ale za pewne ostatnią w jego życiu. To ta druga rzecz, ta Wieczysta Przysięga, która wisi nad nim niczym miecz Damoklesa tylko czekając jak się zapomni, jak wykona niewłaściwy ruch.
- Nie wszystko jest takim, jakim się wydaje – mówi tylko. Chciałby się wytłumaczyć, nie uśmiechało mu się zarobienie u niej łatki popaprańca, ale nie umiał. Nie przywykł do tłumaczenia swoich czynów, przywilej samotnika i tego mniej kochanego syna.
Uśmiechnął się więc pod nosem, gdy znów przeskoczyli na lżejsze tematy, a atmosfera pomiędzy nimi przestała gęstnieć. Zazwyczaj jedyną osobą, przy której czuł się na tyle swobodnie, aby rzucać taki aluzjami był jego przyjaciel. Było więc miło odmianą robić to z kimś innym, zwłaszcza z kobietą, zdecydowana różnica w kobiecym punkcie widzenia. Gdy zaczęła go naśladować też uniósł brew w rozbawieniu. Twarda z niej sztuka.
- Zawsze też może być lepiej – odparł przyglądając się jej wierceniu. Myśl, która wpadła mu do głowy sprawiła, że uśmiechnął się leniwie. Postawił szklaneczkę na stole i poklepał dłonią miejsce po swojej lewej stronie. – Co się tak wiercisz, Lovegood? Niewygodnie ci na tym krześle? Możesz sobie usiąść koło mnie, tu jest miękkie siedzenie.




okay, i hated you but even when you left, there was never a day that i’ve forgotten about you and even though i actually miss you, i’m gonna erase you now cause that’ll hurt way less
than blaming you


Powrót do góry Go down
Selina Lovegood
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t986-selina-lovegood#5480 https://www.morsmordre.net/t1028-alfred-wlasnosc-seliny-lovegood#5823 https://www.morsmordre.net/t1027-will-you-dare-selina#5821 https://www.morsmordre.net/f133-queen-elisabeth-walk-137-2 https://www.morsmordre.net/t3514-skrytka-bankowa-nr-290#61348 https://www.morsmordre.net/t1131-panna-lovegood
Zawód : ścigająca Os, naczelna zołza, bywalczyni kolumn Czarownicy
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
pride
will be always
the longest distance
between us
OPCM : 5
UROKI : 24
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 36
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Karczma "U Bobby'ego"   21.08.15 22:56

Sama Selina również nie widziała swojego miejsca na wojnie. Nie była tego typu wojownikiem. Bo to oznaczało koniec z Quidditchem. To oznaczało ciągły strach. Zagrożenie. I śmierć. Mnóstwo śmierci. Polityka nie była w gronie jej zainteresowań. Ale w końcu, niezależnie od upodobań, gdy nastanie czas, będzie musiał opowiedzieć się za którąś ze stron. Osoby postronne zawsze cierpiały najbardziej. A to, czego ona najbardziej nie cierpiała to pozycja ofiary. Nie. Nie miała zamiaru dobrowolnie się poddawać losowi. On zawsze leżał w jej rękach!
Ale tymczasem jej myśli wcale nie były na ścieżce wojennej. Teraz czerpała przyjemność z niejakiej "uległości", którą okazał wobec niej mężczyzna siedzący na przeciwko. Wiedziała, że to tylko gra, a jego uśmiech sam dawał świadectwo, że nic z tego nie dzieje się na serio. Nie zmieniało to jednak faktu, że odczuwała swoistą satysfakcję. A może po prostu dobrze bawiła się w jego towarzystwie? Nie, to by brzmiało zbyt prozaicznie. Nie pasowało do artystycznej duszy Lovegood.
Roześmiała się na jego kolejne słowa, choć ciągle nie było to w kpiącym tonie, co zazwyczaj mogli słyszeć inni ludzie. Nie, nie czuła potrzeby by wysuwać tutaj swoje kolce.
-Uwielbiam, Avery.-przytaknęła mu, powracając do lżejszego tonu.-...o ile nie próbujesz mi wytknąć w nich mojego wieku i zwiastować końca kariery.-dokończyła, rzucając mu krótkie spojrzenie, jakby ostrzegawcze, choć kurze łapki przy kącikach oczu mogły mu wskazać, że udało mu się ją "ugłaskać".-Ja sobie też nie mam nic do zarzucenia.-oznajmiła, prostując się dumnie, choć uśmiech czający się w kącikach ust nieco zmywał ten zadufany wyraz wypowiedzi.
To zabawne, że nie sprawiała takiego wrażenia, bo ona zdawała się właśnie taka być. Niepokorna, ciągle walcząca, agresywna, niezdolna do prawdziwego współczucia i przemyślenia czegoś zanim się rzuci w wir akcji. Jednocześnie jednak ludzie z czasem się zmieniają, a ona nauczyła się oceniać, co bardziej jej się opłaca. Była oportunistką, ale daleko jej było do potulnej kobietki. Nawet, gdy czegoś bardzo chciała nie była zdolna do pokory. Bez wątpienia - oczywiście - posiadała cechy, które zostały jej przypisane. Była entuzjastyczna i spontaniczna. Ale to tylko jedna z jej stron. Czym sobie Soren zasłużył na poznanie akurat tej części jej osobowości? Może go zwyczajnie polubiła i pozwoliła sobie na ukazanie swej prawdziwej twarzy? Może uważała go za swojego pupilka i miała zamiar go wykorzystać jak pewna pani Robinson w powieści, która powstała jakieś 60 lat później? A może po prostu szukała sojusznika w drużynie, zdając sobie sprawę z niechęci Melvina do jej osoby oraz tego, że jej pozycja może słabnąć z roku na rok? Pytanie tylko brzmiało na ile Lovegood była sprawną aktorką i czy naprawdę wyrosła z niej mała manipulatorka, niemalże femme fatale? Czy była taką diaboliczną kobietą bez serca? Może tak właśnie kończą raz skrzywdzone białowłose. Choć może to kolejna taktyka na dopieczenie mężczyźnie, bardziej wyrafinowana - wykorzystanie jego zaufania, by potem uderzyć w odpowiednim momencie? Cóż. Się okaże, prawda?
Chwilę jeszcze jej mina pozostała poważna, gdy wypowiedział te słowa. Nie potrzeba jej dużo, by połączyć fakty, choć daleko jej do ułożenia całej układanki.
-Zazwyczaj mało co jest. Gra pozorów jest wszędzie.-powiedziała, nieruchoma, jak gdyby przejęta tym momentem. Po chwili jednak zdmuchnęła to wrażenie jednym uśmiechem, jakby tłumaczyła mu raczej zachowanie na salonach, a nie smutną istotę świata, który był pełen kłamstw. Czy ten uśmiech był pocieszający? Nie. Selina miała problem z postawieniem się w czyjejś sytuacji. Zbyt bardzo była przejęta sobą, swoimi problemami, swoimi uczuciami, swoimi myślami i swoimi pragnieniami, by mieć czas na przestawienie się na innych. Ale nie zignorowała go. Choć tutaj można postawić na jej naturalną ciekawość.
Nie pytała o więcej. Avery mógł rozwinąć myśl, jeżeli jej słowa by go zachęciły od tego. Mógł też bez problemu przejść do dalszej rozmowy. Czasem potrafiła być całkiem gładka w konwersacjach. Zupełnie jakby jakimiś mini-wskazówkami przecierała szlak dla przyszłych słów swojego rozmówcy.
Uniosła lekko brew na jego stwierdzenie, jakby zainteresowana co miał na myśli.
-Lepiej?-podjęła, by sprowokować go do wyjaśnienia co miał na myśli. Rozciągnęła lekko usta w uśmiechu na jego propozycję.
-Właściwie...-zaczęła, opuszczając drugą nogę z siedzenia, jakby z zamiarem wstania.-...to z chęcią wyciągnęłabym nogi.-dokończyła, opierając bose (choć w pończochach) stopy o wskazane przez niego miejsce, jakby przez przypadek po drodze trącając jego nogę. Niewiele dzieliło ich siedzenia, toteż pozwoliła sobie na lekkie ugięcie jednej ze swoich kończyn dolnych w kolanie, pozwalając spódnicy się delikatnie obsunąć na jej udo. Obserwowała jego reakcję.
-Obawiam się, Avery, że nasza zbytnia bliskość mogłaby sprawić, że zacząłbyś się pocić.-tak, bo ona absolutnie robiła aluzję do ciepłej pogody za oknem!


Powrót do góry Go down
Soren Avery
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t796-sren-avery https://www.morsmordre.net/t859-stella https://www.morsmordre.net/t850-sren https://www.morsmordre.net/f121-whitcomb-st-43-7 https://www.morsmordre.net/t1180-sren-avery
Zawód : pałkarz Os z Wimbourne
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony
jest szósta mojego serca
a po kątach trudno pozbierać wczorajszy dzień
OPCM : 0
UROKI : 7
ELIKSIRY : 7
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
sny są dla ludzi bez wyobraźni

PisanieTemat: Re: Karczma "U Bobby'ego"   26.08.15 0:00

Można powiedzieć o nim wiele rzeczy, ale nigdy, że jest ofiarą. Søren od zawsze wolał brać swój los we własne ręce, chociaż często spotykał się z głośnym sprzeciwem rodziny. Zwłaszcza, gdy chodziło o to, co ma robić. Miał swoje zdanie na wszystko. Dlatego też bawiło go postawienie się w sytuacji przegranego. Zwłaszcza, że wiktorię nad nim odnosiła miła dla oka kobieta, a nie ktoś, kogo twarz widywał w swoich koszmarach. Dziwiło go szczere, że tak szybko złapał z nią wspólny język. Różnic między nimi było o wiele więcej niż podobieństw, a jednak skakali sobie do oczu tylko dla żartów. Znał historię Lovegood piąte przez dziesiąte, ale na tyle by sądzić, że nie będzie taka łatwa we współżyciu. Było miłym zaskoczeniem odkryć, że sprawy mają się zupełnie inaczej.
- Oczywiście, zrozumiałem aluzję – potwierdził kiwając wolno głową. Widział migoczący na jej twarzy uśmiech, ale sam zachowywał powagę przyglądając się jej w skupieniu, jakby oceniająco. – To dobrze, kobieta powinna znać swoją wartość.
Mówił prawdę. Niby czasy się zmieniały, kobiety zyskiwały na wolności, ale wciąż byli bardzo skostniałym społeczeństwem. Mężczyźni najchętniej widzieli płeć przeciwną, jako kruche, delikatne damy odziane w rozkloszowane, bogate suknie. Chcieli chłonąć tylko i wyłącznie ich piękno, tylko to, co zewnętrzne. W ich interesie było jedynie branie wszystkiego, co można było, a dawanie w zamian prawie niczego. Żywym przykładem takiego podejścia był jego brat, który najchętniej pozamykałby kobiety w złotych klatkach, aby spełniały jedynie jego zachcianki i jeszcze byłyby mu za to wdzięczne. Søren widział to inaczej. Kobiety są trochę jak ptaki, które na wolności rozpościerają skrzydła w całej okazałości, pokazują, jakie są naprawdę. Dopiero wtedy zaczyna się odpowiednia zabawa, zaczyna się robić ciekawiej. Jaka może być przyjemność z kobiety całkowicie uległej, biernie czekającej na to, co ma się jej do zaoferowania? O wiele ciekawiej jest gonić, uwodzić, próbować schwytać i uziemić taką ptaszynę… Potrząsnął głową zdziwiony ścieżką, jaką pobiegły jego myśli. Upił łyk ze szklanki, a by je utemperować i skupić się na tym, co mówi do niego Selina.
- Ty za to wydajesz się być szczera – odparł sprowadzając tę rozmowę na inne tory. Gra pozorów była jego starym przyjacielem, nikt nie musiał go tego uczyć. To było po prostu wpisane w szlachetną krew. Większość ludzi na salonach przybierała maski, bo nie chciała pokazywać swojej prawdziwej twarzy obcym. W towarzystwie trzeba być idealnym, nie ma miejsca na rysy czy skazy.
- Owszem. Trzeba podnosić poprzeczki, naginać i przekraczać granice. – Wzrusza ramionami jakby odejmując ważności swoim słowom, w których czai się wyraźna aluzja. Dalej jego uwagę pochłonęły zgrabne nogi ścigającej, które pojawiły się obok niego. Przesunął wzrokiem od stóp do miejsca, w którym chowały się pod spódnicą niezbyt przejmując się konwenansami.
- Tak bardzo we mnie wątpisz? Szkoda. – Uśmiechnął się kpiąco i pociągnął po raz kolejny ze szklaneczki. Jednak zamiast dać za wygraną tak jak wcześniej, tym razem zdjął rękę z oparcia i delikatnie musnął jej kostkę palcami. Zaraz potem położył dłoń na swoim udzie. – A może to ty się boisz, Selina? Może nie jesteś taka niezłomna, na jaką się kreujesz.




okay, i hated you but even when you left, there was never a day that i’ve forgotten about you and even though i actually miss you, i’m gonna erase you now cause that’ll hurt way less
than blaming you


Powrót do góry Go down
Selina Lovegood
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t986-selina-lovegood#5480 https://www.morsmordre.net/t1028-alfred-wlasnosc-seliny-lovegood#5823 https://www.morsmordre.net/t1027-will-you-dare-selina#5821 https://www.morsmordre.net/f133-queen-elisabeth-walk-137-2 https://www.morsmordre.net/t3514-skrytka-bankowa-nr-290#61348 https://www.morsmordre.net/t1131-panna-lovegood
Zawód : ścigająca Os, naczelna zołza, bywalczyni kolumn Czarownicy
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
pride
will be always
the longest distance
between us
OPCM : 5
UROKI : 24
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 36
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Karczma "U Bobby'ego"   26.08.15 18:29

Lovegood naprawdę nie potrafiła szczerze przed sobą odpowiedzieć dlaczego Sorena uraczyła tak specjalnym traktowaniem. Nawet ich docinki były cały czas dosyć stonowane. Widział jej agresywną twarz tylko i wyłącznie podczas treningów, gdy coś szło nie tak. Lub na meczach. Nie miała przy nim gorącej głowy. Nie wściekała się. Jakby ten jego spokój jej się trochę udzielał i tamował jej zbyt wybujane emocje. Było to niepokojące. Ale jednak nie miała wrażenia, by młody zawodnik miał ochotę to wykorzystać i zupełnie pozbawić ją tchu. W żaden sposób nigdy nie nadszarpnął jej zaufania, nie zrobił użytku z jej osłabionej czujności podczas gdy alkohol już dobrze wymieszał się z krwią. Ich kontakty chyba naprawdę można było podpiąć pod... przyjacielskie. Ale jak do tego doszło? Nie miała najmniejszego pojęcia. Może była pod wpływem jakiegoś uroku?
Bo nikogo innego nie szczędziła. Nikt nie miał podobnej taryfy ulgowej. Albo inaczej: dawno już nikogo takiego nie miała w swoim życiu. Może to desperacja? Coś wychodzącego z prostej potrzeby zapewnienia towarzystwa? Może jednak w Avery'm nie było nic takiego wyjątkowego.
Nie zmieniła wyrazu twarzy, widząc jego powagę. Nie odwróciła jednak od niego wzroku, zaintrygowana tą nagłą zmianą. Czy to wypowiedzenie jego opinii na temat pozycji kobiet było na tyle ważne? A może chciał podkreślić swój komplement?
Chyba przez chwilę oboje się oceniali. I Selina dopiero teraz zaczęła mieć wrażenie, że ta rozmowa różni się od ich poprzednich podczas tak częstych posiedzeń. A może to procenty buzujące w jej krwiobiegu sprawiały, że jej głowa pracowała nieco inaczej? Była przekonana, że wypiła już całkiem sporo złocistego trunku. Choć zawrotne jego ilości nie były czymś co się wcześniej nie zdarzało. Była nieprzyzwoita. Nie wstydziła się upić poza swoim domem. Niewiele ją obchodziło co ktoś sobie pomyśli. Może czasem liczyła nawet na nieprzychylne komentarze, jakby się nimi sycąc. Zupełnie tak, jakby lubiła skandale. Jakby lubiła wbudzać skrajne emocje.
-Avery, jeżeli wydaje ci się, że przytaknę słowom mężczyzny, któremu wydaje się, że może wydawać opinie na temat tego, co kobieta powinna, a co nie...-nie dokonczyla, a zamiast tego parsknęła śmiechem, kręcąc głową jakby z lekkim niedowierzaniem.
Tylko kobieta mogła decydować o tym, co jej przystoi co nie. Ona o sobie decydowała. I panna Lovegood to robiła. Kategorycznie. Za każdym razem. Nawet, jeśli czasem robiła nawet samej sobie na przekór, to nigdy nie da się prowadzić za rękę mężczyźnie. Choćby i było to najcudowniejsze poczucie na świecie, móc się na kimś wesprzeć i choć na chwilę zrzucić za coś odpowiedzialność na czyjeś barki. Przyjąć pomoc czy dać otulić się przydużym płaszczem. Czy nawet dać poprowadzić się w tańcu. Albo przyjąć wyznanie miłości. Lub samemu ją wyznać.
Selina Lovegood odmawiała sobie tego wszystkiego w imię swojej kobiecej dumy. I absolutnie nie była osobą, która uczyła się na własnych błędach. Była zbyt uparta na to. Zawzięta. Jeśli miałoby to ją doprowadzić do zguby - trudno! Sama sobie zadawała ból, mając wrażenie, że robi to dla własnych ideałów.
Ty za to wydajesz się być szczera. - zabrzmiało w jej uszach i poczuła przebłysk strachu. Gdyby jednak racjonalnie miałaby to przemyśleć, nie miała powodu ku temu by się bać.
-Ty nie jesteś ze mną szczery?-odbiła pałeczkę, by móc przez chwilę się zastanowić. Spojrzała na niego zaciekawiona i nawet uśmiechnęła się figlarnie.
Oczywiście, miała mnóstwo wad w przeciwieństwie do arystokrat, którzy z taką lubością kreowali się na ludzi bez nich. Nie chowała ani jednej ze swych negatywnych cech. Pewnie po raz kolejny robiła wszystko na opak, by udowodnić wszechświatu, że może ją cmoknąć w jej blade pośladki. Więc jeżeli na szczerość patrzyło się w ten sposób, to była taka w stu procentach. Oczywistym było, że szczerością nie było też zwyczajne gadulstwo - nie powiedzenie sobie o czymś nie oznaczało braku szczerości. Ale chyba... chyba ukazywanie swoich prawdziwych intencji nią było.
Rozbawiła ją jego aluzja i niejaka bezwstydność. Mimowolnie spięły się delikatnie mięśnie jej nóg, gdy sunął po nich wzrokiem. Obserwowała jego wędrówkę z dziwnym napięciem, choć kompletnie daleko temu było od strachu. Złapała jego spojrzenie, przez chwilę milcząc, jakby zatrzymując moment.
-Masz na myśli jakąś... konkretną granicę?-zapytała, wychylając się nieco do przodu ze swojego siedzenia, jakby czekając na słowa przeznaczone tylko dla jej uszu.
Naprawdę nie miała pojęcia czy to ognista czy co się z nią działo, ale ten delikatny, krótki dotyk sprawił, że coraz rzadziej spuszczała twarz Sorena z oczu.
Gdzieś w tyle jej głowy pojawiła się wątpliwość, krótkie zawahanie. Jednak zdanie wypowiedziane przez młodszego od niej mężczyznę sprawiło, że momentalnie je wypchnęła z umysłu. Takie prowokacje zawsze na nią działały.
-Czego mam się bać? Bliskości?-zapytała, uśmiechając się jakby z pobłażaniem sugerując, że nie robiła ona na niej żadnego wrażenia. Jedyne wypiekina jej twarzy bbyły od wypitego alkoholu, niczego innego.
-A nie powinnam wątpić?-powróciła zainteresowaniem do jego poprzedniego stwierdzenia.-Zaskocz mnie w takim razie.-zaproponowala i zmrużyła lekko oczy, zbliżając usta do szklanki, którą miała opróżnić po raz kolejny tego wieczoru.


Powrót do góry Go down
Soren Avery
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t796-sren-avery https://www.morsmordre.net/t859-stella https://www.morsmordre.net/t850-sren https://www.morsmordre.net/f121-whitcomb-st-43-7 https://www.morsmordre.net/t1180-sren-avery
Zawód : pałkarz Os z Wimbourne
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony
jest szósta mojego serca
a po kątach trudno pozbierać wczorajszy dzień
OPCM : 0
UROKI : 7
ELIKSIRY : 7
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
sny są dla ludzi bez wyobraźni

PisanieTemat: Re: Karczma "U Bobby'ego"   28.08.15 15:13

Z szczerym rozbawieniem przyglądał się Selinie widocznie gardzącej męskim gatunkiem. Już myślał, że schował swoje pazurki, a alkohol wydobędzie jej łagodną stronę. Nie zawiodła go jednak, nadal pokazując swoją prawdziwą naturę. Co dziwne, nie często miał okazję ją podziwiać w stosunku do własnej osoby. Owszem, widział jak temperamentnie potrafi drzeć koty na boisku i jak bardzo jest nieustępliwa. Jednak w stosunku do niego zawsze następowała jakaś zmiana. Jakby swoim kobiecym instynktem, tym szóstym zmysłem, o którym mężczyźni mogą sobie, co najwyżej pomarzyć, wyczuwała, że jest już lekko podgnity, zepsuty od środka. Nie kopała leżącego, chociaż jego delikatne, ale prowokujące uwagi miały ją wybadać. Była dobrą zawodniczką i jeszcze lepszym kompanem do picia, bo alkohol zmieniał człowieka. Søren w powszechnej opinii był tym spokojnym, lekko wycofanym, trochę za starym jak na swój wiek mężczyzną. Tym czasem pod wpływem procentów, a też często swojego najlepszego przyjaciela, wydobywał ze środka tę część swojej osobowości, której tłumienie uczono go od maleńkości. Nie był jednak jeszcze na tyle wstawiony, aby specjalnie drażnić swoją towarzyszkę.
- Mój błąd, źle dobrałem słowa. Po prostu lubię tę cechę w kobietach. – Wzruszył ramionami, jakby chciał zbagatelizować to, co już zostało powiedziane. Miał nadzieję, że nie zwróci na to większej uwagi albo zrzucić to na karb ognistej. Co prawda nie ukrywał się z faktem, że ją lubi. Każdy członek drużyny był mu mniej lub bardziej bliski, zastępowali mu w jakimś stopniu jego dysfunkcyjną rodzinę. To jednak oznaczało lubienie na zupełnie innym poziomie. Nie wiedział, gdzie może go to zaprowadzić. Zwłaszcza z taką kobieta jak ona.
- Jestem szczery, zawsze. – Nie miał powodów, żeby kłamać, a rzeczy niewygodne omijał, więc raczej grał w otwarte karty. – Chodzi mi bardziej o taką autentyczność, coś, co na salonach uznawane jest za wadę. – Skrzywił się nieznacznie mówiąc to. Ten temat był mu akurat bardzo dobrze znany. Urodzenie się w rodzinie o statusie szlacheckim niosło zarówno tak wiele przywilejów jak i obowiązków. Nauka poprawnej dykcji, kwiecistego wysławiania się oraz obycia towarzyskiego były podstawą dla każdego dziecka. Na jednych z pierwszych lekcji każdy dowiaduje się, że prawda to ich najlepsza przyjaciółka, ale też największy wróg. Kłamać to my, ale nie nas, to ogólnie panująca dewiza. Im mniej ludzie znają twoją prawdziwą twarz, tym mniej znają twoich wad i trudniej jest im cię zniszczyć. To prawda stara jak świat. Tymczasem Selina działała zupełnie odwrotnie i to szalenie mu się podobało. Nie kryła się z niczym, waliła prawdę między oczy i nie przejmowała się żadnym konsekwencjami. Brała z życia pełnymi garściami, zupełnie jakby nie ograniczały jej żadne zasady czy prawa. Krew miała czystą to również wiązało się z pewnymi obowiązkami, ale nic sobie z tego nie robiła. Intrygowało to Sørena, który wiele by dał, aby jego życie tak wyglądało.
Chwilę, celowo, przeciągał panującą między nimi ciszej, pozwalając wybrzmieć jej pytaniu. Ciekaw był, jakiej odpowiedzi oczekuje. Dawno nie miał tak dobrego kompana w rozmowie wypełnionej aluzjami. Popukał się palcami w wargi, jakby zastanawiając się nad poprawną odpowiedzią.
- Określać, znaczy ograniczać. Trzeba próbować wszystkiego – odparł lekko przyciszając głos, który nikł w gwarze ich otaczającym. Łatwo było zapomnieć, że siedzą w środku zatłoczonego, podejrzanego baru. Uniósł kącik ust w półuśmiechu, ale jego oczy pozostały poważne, czujne, niczym drapieżnika w trakcie polowania. – Nie, bać się tego jak zareagujesz siadając obok mnie.
Dolał sobie po raz kolejny do szklaneczki. Sporo już wypił tego wieczoru, ale wciąż to nie była ilość, która robiła mu papkę z mózgu. Mógł być młody, ale w obcowaniu z alkoholem miał całkiem pokaźne doświadczenie. W jego słowach o przekraczaniu i ustalaniu nowych granic nie były niepoparte konkretnymi czynami. Nie napił się jeszcze, zamiast tego ponownie omiótł spojrzeniem nogi Seliny i dopiero wtedy wrócił wzrokiem do jej twarzy. Czujne oczy wpatrywały się w niego z uwagą.
- Nie powinnaś lekceważyć przeciwnika, jeśli nie wiesz, na co go stać. Trener ci tego nie powiedział? – spytał kpiąco. Rzuciła mu jednak wyzwanie, a on podniósł rękawicę. Nie oderwał od niej wzroku, gdy jego dłoń ponownie zabłądziła pod stół. Delikatnie złapał tył jej nogi i powoli przesunął dłoń po łydce do zgięcia kolana. Zamarł, ale nie cofnął ręki. – Wyglądam na spoconego?




okay, i hated you but even when you left, there was never a day that i’ve forgotten about you and even though i actually miss you, i’m gonna erase you now cause that’ll hurt way less
than blaming you


Powrót do góry Go down
 

Karczma "U Bobby'ego"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 14Idź do strony : 1, 2, 3 ... 7 ... 14  Next

 Similar topics

-
» Dom Bobby'ego

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Okolice :: Przedmieścia Londynu-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18