Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Płonąca część lasu

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 9, 10, 11
Autor toWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Płonąca część lasu - Page 11 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Płonąca część lasu - Page 11 Empty
PisanieTemat: Płonąca część lasu [odnośnikPłonąca część lasu - Page 11 I_icon_minitime12.11.18 10:26

First topic message reminder :

Część płonącego lasu

Niełatwo tu trafić. Środek gęstego, nieprzeniknionego lasu skrywa swe sekrety przed przypadkowymi przechodniami. Aby dotrzeć do samego serca kniei, rozciągającej się na wielkich przestrzeniach w okolicach Londynu, należy poświęcić kilka godzin na pieszą wędrówkę oraz, oczywiście, posiadać dobrą mapę. Czarodziejskie formy transportu płatają na tym terenie figla nawet już po uleczeniu anomalii: teleportacja nie działa a inne formy utrudniają pojawienie się w centrum lasu.
Śmiałkowie, którzy tu dotrą, zobaczą doszczętnie spalone przestrzenie - po wyjściu z gęstego lasu znajdą się w morzu nagich, czarnych pni. W pierwszej chwili miejsce wygląda zwyczajnie, jak po przejściu potwornego pożaru, ale gdy tylko przekroczy się niewidzialną barierę, drzewa znów zaczynają płonąć. Ogień jest zaledwie wspomnieniem, magiczną fatamorganą, nie robi krzywdy - jedynie wywołuje gęsią skórkę, gdy przejdzie się przez płomienie - ale bez wątpienia jest to widok przerażający i niepokojący jednocześnie, a spacer wśród ginącego w ogniu lasu należy do tych niezapomnianych.
Miejsce odkryte przez uczestników eventu Noc - październik 1956.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Steffen Cattermole
Steffen Cattermole

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7358-steffen-cattermole https://www.morsmordre.net/t7438-szczury-nie-potrzebuja-sow#203253 https://www.morsmordre.net/t7411-xoxo-gossip-boy https://www.morsmordre.net/f127-dolina-godryka-szczurza-jama https://www.morsmordre.net/t7471-skrytka-bankowa-nr-1777 https://www.morsmordre.net/t7439-steffen-cattermole?highlight=steffen
Zawód : specjalista od klątw i zabezpieczeń w Gringottcie, po godzinach reporter dla "Czarownicy"
Wiek : 22
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zaręczony
I like to go to places uninvited
OPCM : 26
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 31
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6/68
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Płonąca część lasu - Page 11 Empty
PisanieTemat: Re: Płonąca część lasu [odnośnikPłonąca część lasu - Page 11 I_icon_minitime21.11.19 2:21

-Wiem, muszę. - westchnął niechętnie, wbijając wzrok w leśną ściółkę. Pouczała go dziewczyna niewiele starsza od niego, a co gorsza - miała rację!
Chciał spytać ją, skąd u niej tyle zimnej krwi i ekspertyzy, ale duma mu na to nie pozwalała. Nie milczał jednak zbyt długo, albowiem jej kolejne słowa szybko wzbudziły jego ciekawość.
-Ooch, sama! Uczyłaś się gdzieś poza Ministerstwem? - oczy mu rozbłysły, na ustach pojawił się blady uśmiech. Był ambitny, uwielbiał się uczyć i zgłębiać wiedzę o runach. Gdyby nie był beztroski i leniwy w kwestiach, które go nie interesowały (runy i transmutacja interesowały go niezmiernie!) to pewnie wylądowałby w Ravenclawie.
Nie podejrzewał nawet, że może mieć przed sobą kogoś, kto nakłada klątwy, kto uczy się w ponurych spelunach Śmiertelnego Nokturnu, kto wspiera Czarnego Pana. Lyanna była śliczna i w sumie przyjazna, a w dodatku uratowała mu skórę i pozwoliła pochwalić się w Ministerstwie jej własnym sukcesem. Podchodził do ludzi z nieco naiwną sympatią, ale nie miał przecież powodu, aby jej nie ufać.
-Jak to jest, być wolnym strzelcem? Dajesz radę się utrzymać, zdobywać regularnie klientów? - dociekał dalej. On też łapał prywatne zlecenia kiedy tylko mógł, ostatnio wygnał nawet poltergeista z domu pewnego spłoszonego mugolaka. Zwracali się do niego ludzie, którzy bali się udać do Ministerstwa, choćby ze względu na mugoli lub charłaków we własnych rodzinach. Nie było ich jednak na tyle wiele, by dodatkowa praca mogła mu dawać stabilny dochód. Biurowy etat był podstawą jego utrzymania, a zlecenia i praca dla "Czarownicy" - tylko miłymi dodatkami.
Gorliwie pokiwał głową na propozycję pomocy w przyszłości.
-Jasne! Ale... jak masz na imię? - jak miał jej pomóc, skoro nie wiedział nawet z kim ma do czynienia albo jak ją znaleźć? -Mogę pomóc z jakimś prostszym zleceniem, albo nie wiem... twoja sowa mnie znajdzie, jakbyś potrzebowała pomocy! - zaproponował ochoczo. Był już gotów odejść i pozwolić Lyannie pracować w spokoju, ale zaraz... pracować?
-Pracować? - powtórzył od razu, jeszcze zanim Lyanna uświadomiła sobie własną niedyskrecję. -Ale przecież zdjęłaś już klątwę, masz tu jeszcze coś do zrobienia? - może mógłby jej pomóc w tym, przecież na pewno będzie uważał i już nic nie zepsuje!




intellectual, journalist
little spy

Powrót do góry Go down
Lyanna Zabini
Lyanna Zabini

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5959-lyanna-zabini https://www.morsmordre.net/t5962-ceres https://www.morsmordre.net/t5961-lyanna https://www.morsmordre.net/f276-okolice-guildford-samotnia-nad-rzeka-wey https://www.morsmordre.net/t5963-skrytka-bankowa-nr-1488 https://www.morsmordre.net/t5964-lyanna-zabini
Zawód : łamaczka klątw i zaklinaczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
.
OPCM : 30
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 20
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarownica

Płonąca część lasu - Page 11 Empty
PisanieTemat: Re: Płonąca część lasu [odnośnikPłonąca część lasu - Page 11 I_icon_minitime21.11.19 22:02

Lyanna nie aprobowała nieudolności. W tym, co robiła była perfekcjonistką, miała też świadomość że od tego, jak podchodziła do tej pracy zależało jej zdrowie i życie. Podczas obcowania z groźnymi klątwami nieraz balansowała na granicy, podejmowała ryzyko i musiała być dokładna i precyzyjna, a do tego konieczne było zachowanie spokoju i emocjonalnej równowagi. Ludzie nerwowi i roztrzepani się do tego zawodu po prostu nie nadawali. Kilku takich zaczynało naukę w podobnym czasie do niej, większość nie otrzymała uprawnień, paru w międzyczasie wylądowało na dość długo w Mungu, a jeden na cmentarzu. Wbrew temu, co twierdził jej ówczesny przełożony, mężczyźni wcale nie byli lepsi od kobiet w tym wymagającym subtelności zawodzie. Ten tutaj na pewno nie był lepszy od niej. Gdyby był, nie popełniłby tak rażących błędów. To, jak się zachowywał i jak bardzo był gadatliwy sprawiało, że w jej umyśle pojawiły się skojarzenia z irytującym, nieporadnym szczenięciem, które dużo szczeka i bardzo chce pokazać jakie jest odważne i silne, a w rzeczywistości było zupełnie nieszkodliwe. Trudno było Zabini traktować go poważnie i widzieć w nim równorzędnego rywala, kiedy w jej oczach zdawał się wciąż mieć mleko pod nosem.
- Mhm – mruknęła, czując coraz większe poirytowanie. Zwykle była dość oszczędna w słowach i zupełnie nieprzyzwyczajona do takiego zagadywania przez obcych i takiej ilości dociekliwych pytań. To odbiegało od zaczepek nokturnowych opryszków czy pijaczków z podrzędnych pubów. Odbiegało też od tego co pamiętała ze szkoły czy z ministerstwa. Rzadko kiedy ludzie zachowywali się wobec niej w taki sposób. W rodzinnym domu oraz w szkole była wyrzutkiem półkrwi, pogardzanym nawet przez własnego ojca. W ministerstwie była tylko kobietą, która próbowała się bawić w łamacza klątw. Na Nokturnie też była przede wszystkim kobietą, bardzo atrakcyjną kobietą, ale też popleczniczką Czarnego Pana, co sprawiało, że nie była niepokojona. Naprawdę nie nawykła do tego, żeby ktoś był dla niej po prostu miły i ciekawił się nią w taki iście infantylny sposób. Lekko uniosła brwi, obserwując to dziwaczne indywiduum, zupełnie jakby nagle spotkała przybysza z innej planety. To jeszcze bardziej ją irytowało – bo nie wiedziała, jak się zachować. Naturalnie nie mogła też wiedzieć, że dziwaczny młodzieniec popierał szlamolubny Zakon Feniksa, bo gdyby wiedziała, to różdżka rzeczywiście poszłaby w ruch. W takim miejscu jak to bardzo łatwo byłoby zaaranżować jakiś wypadek... Jednak nie miała o niczym pojęcia, z niczym się nie zdradził, więc widziała w nim jedynie wkurzającego młokosa ze zbyt długim językiem, który nawet nie umiał porządnie łamać klątw i który był zbyt żałosny, by go atakować.
- Na pewno lepiej niż w ministerstwie – rzekła w końcu, wciąż lakonicznie i oszczędnie w słowach, bo nie istniał żaden powód, dla którego miała zacząć się zwierzać przypadkowo napotkanemu nieznajomemu, ale nie umiała powstrzymać się przed pokusą wyrażenia się negatywnie o dawnym miejscu pracy, może zasiania w nim wątpliwości i pokazania, że prawdziwa magia starożytnych run kryła się poza murami ministerstwa, że wypełniając rozkazy teoretyków nie ruszających się zza biurek daleko się nie zajdzie. Że był kompletnym żółtodziobem i nie mógł się równać z nią, działającą niezależnie Lyanną Zabini, która więcej osiągnęła sama niż podlegając pod instytucję. Rzadko miała okazję zadzierać nosa, może właśnie dlatego w ogóle odpowiedziała na to pytanie. Poza tym nie chciała, by podejrzewał ją o cokolwiek niecnego, więc musiała udawać jak najbardziej normalną, prawą łamaczkę klątw. W innym przypadku mógłby nie chcieć pozostawić jej w spokoju. Jak się okazało – i tak nie chciał. Nadal irytująco drążył i pytał, przez co z ogromnym trudem powstrzymała się od rzucenia na niego Silencio lub Jęzlepa. Właściwie powinna to zrobić na początku, ale oprócz irytacji może w głębi duszy odrobinę bawiło ją to zachowanie nadskakującego, ufnego i bardzo naiwnego psiaka.
- Maeve – skłamała, zdradzając jedynie swoje drugie imię, ale nie musiał znać prawdziwego, zaś uparta odmowa mogłaby budzić podejrzenia, a musiała udawać kogoś zwyczajnego i nieszkodliwego. W rzeczywistości nie zamierzała jednak specjalnie go szukać ani prosić się o pomoc (bo po dzisiejszym zakładała, że w kwestii klątw raczej nie miał wiele do zaoferowania), ale nie mogła wykluczyć tego, że ich ścieżki jeszcze się przetną, bo środowisko łamaczy nie było aż tak rozległe. Więc jeśli Cattermole do tego czasu nie da się zabić jakiejś klątwie, ponowne spotkanie nie było nieprawdopodobne.
Ale, choć nieudolny i naiwny, najwyraźniej nie był kompletnym idiotą, bo zaraz doszukał się w jej słowach czegoś, co sprawiło że zamiast odejść zadał kolejne dociekliwe pytanie. Musiała szybko wymyślić jakąś odpowiedź.
- Jako runistka muszę zbadać to miejsce przez wzgląd na jego niezwykłą magię i ustalić, czy jest jakoś powiązana z runami i nałożoną tu klątwą – skłamała gładko. W zasadzie nie było to stuprocentowe kłamstwo, bo rzeczywiście ciekawiła ją istota tej dziwnej magii sprawiającej, że to miejsce wciąż płonęło, choć ogień nie parzył. I przybywając tu, by poszukać przedmiotu, zamierzała też rozejrzeć się za innymi oznakami magii, ustalić czy miało to jakieś powiązanie z magią run. Może to jakaś bardzo dziwaczna, wypaczona wariacja Klątwy Stosu, która nie zadziałała jak należy i nie raniła osób znajdujących się w jej zasięgu? Nie podzieliła się jednak tymi przypuszczeniami, bo jeszcze mógłby się zaciekawić i uprzeć się, by tu zostać i nadal nękać ją pytaniami.
Miała nadzieję że to wyjaśnienie mu wystarczy, bo naprawdę była gotowa potraktować go urokiem, a nie chciała tracić na to czasu i energii, skoro musiała jeszcze przeszukać ten obszar i ustalić, czy było tu coś ukryte i jeśli tak, to co. I jeśli rzeczywiście było tu coś wartościowego, musiała to wydobyć i bezpiecznie zabrać.
- Idź już. Żeby się skupić i przebadać obszar potrzebuję samotności, bez twojego paplania nad uchem – dodała, licząc na to że odejdzie po dobroci i że zaraz otoczy ją błoga cisza, jeśli nie liczyć dźwięków wydawanych przez iluzję pożaru. A później odwróciła się i zaczęła się oddalać, choć nie opuściła obszaru całkowicie, a jedynie chciała oddalić się od młodego czarodzieja, by nie mógł jej już zagadywać. Dopiero po upewnieniu się, że Cattermole’a już tu nie było, znów zaczęła rzucać zaklęcia sprawdzające pomagające wykryć inną klątwę lub coś, co było schowane.

| zt. x 2


Powrót do góry Go down
 

Płonąca część lasu

Powrót do góry 
Strona 11 z 11Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 9, 10, 11

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Okolice-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-21