Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Eunice Greengrass

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Eunice Greengrass
Eunice Greengrass

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t86-wzor-karty-postaci https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/
Zawód : smokolog
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
płomień powtarzam płomień
płomień
kaleczy usta rani dłonie
i wszelki kształt pod złotem grzebie
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : -
SPRAWNOŚĆ : -
Genetyka : Metamorfomag

Eunice Greengrass Empty
PisanieTemat: Eunice Greengrass   Eunice Greengrass I_icon_minitime10.08.19 17:05


Eunice Valerie Greengrass

Data urodzenia: 29.03.1932
Nazwisko matki: Abbott
Miejsce zamieszkania: Derby, Grove Street 12
Czystość krwi: Czysta szlachetna
Status majątkowy: Bogaty
Zawód: smokolog
Wzrost: 170 cm
Waga: 58 kg
Kolor włosów: kasztanowy
Kolor oczu: niebieski z odrobiną zieleni
Znaki szczególne: Jasna, podłużna i długa blizna ciągnąca się przez zgięcie prawego łokcia do połowy przedramienia, ponadprzeciętny wzrost.


Wszędzie, gdzie dreptała swoimi małymi nóżkami, kroczyła za nią samotność. To zadziwiające, zważywszy na fakt posiadania trzech sióstr oraz brata, gotowych do nowych przygód. Bała się ich. Nieprzewidywalności, konieczności przeprowadzenia rozmowy - nawet z rodziną. Wstydziła się odezwać; podczas wizyt gości chowała się za bezpiecznymi plecami rodziców. W trakcie wspólnych posiłków spuszczała głowę, z kolei nauki wymagające mówienia okazywały się koszmarem. Zaniepokojony ojciec, prawdziwy dyplomata, działacz i aktywista spędzający większość dni w roku za granicą, postanowił wziąć Eunice pod swoje opiekuńcze skrzydła. Podczas gdy trzy panienki Greengrass wzorowały się na matce, ona wraz z bratem podróżowali z drugim z rodzicieli. Początki okazały się niezwykle trudne - nienawidziła wszystkiego, co wiązało się z tym życiem pełnym tłumów, niezobowiązujących konwersacji bądź przełamywania wewnętrznych lęków. Zwłaszcza, że nie kontrolowała metamorfomagicznych przemian, spadku po babce. Możliwe też, że takie pełne objawienie się dziecięcej magii spowodowało stłuczenie kilku waz we francuskim muzeum. Wznieciła silny wiatr strącający zabytki z półek - Nice do tej pory nie wie, jakim cudem tacie udało się z tego wykaraskać. Pomimo jego niekwestionowanych umiejętności krasomówczych wątpiła, że wystarczyło kilka pięknych słówek dla załagodzenia konfliktu. Wtedy jeszcze nie znała potęgi charyzmy.
Poznała ją jakiś czas później, podczas kolejnego wernisażu poza granicami ojczyzny. Gromada obcych ludzi przechodzących od obrazu do obrazu, dyskutująca na artystyczne tematy, pijąca szampana lub jedząca przystawki - wydawało się, że nie istniało nic bardziej nudnego. To wtedy ojciec zostawił ją samą sobie, każąc wskoczyć na głęboką wodę. Rozpocząć konwersację samodzielnie. Była dzieckiem, jak miała to zrobić? Nigdy nie czuła się równie zagubiona. - To nie różni się niczym od oswajania smoków - zaczął wtedy jej brat, stojący obok. Jak zawsze. - A nawet nie musisz bać się o oparzenie - ciągnął z delikatnym uśmiechem, po czym wskazał podbródkiem na niezwykle piękną blondynkę kontemplującą nad impresjonistycznym płótnem. - Za nią nie mogę poręczyć, to prawie na pewno półwila - dodał, zerkając kątem oka na Eunice. - Jesteś też metamorfomagiem, wystarczy dostosować się do sytuacji - powiedział nim zniknął w tłumie chcąc odnaleźć ojca. A ona? Zrobiła to. Wybrała najsympatyczniej wyglądającą dziewczynkę, która tak jak ona znalazła się w tym miejscu z rodzicami. Rozmawiały. Długo. Zaśmiała się nawet kilka razy. Poczuła wtedy, jak zwolniła się jakaś blokada; znajdująca się we wrażliwym wnętrzu młodej lady. Od tamtej pory z większą ufnością podchodziła do samej siebie. Otwierała się na innych, zdobywała znajomości. Z intensywniejszą werwą rozpoczęła naukę języków - zaczęła od francuskiego. Przecież to tam wszystko się zaczęło. To, że nawet lubiła rozmawiać z ludźmi. - Cieszę się, że robisz postępy, Nice. Pamiętaj jednak, że ci wszyscy ludzie nie są twoimi sojusznikami. Nie daj się zwieść ich sztucznym uśmiechom oraz gładkim słowom. To wszystko gra pozorów. Wygrywają tylko najlepsi gracze - przestrzegł ją wtedy ojciec. Doceniała jego troskę oraz życiowe porady. Martwił się o nią, nawet jeśli nie była jego dziedzicem czy jedyną córką. Te wszystkie lata nauczyły czarownicę w rezultacie więcej, niż początkowo sądziła. Charyzma, retoryka, śmiałość czy przełamywanie granic, jakkolwiek cenne, nie mogły istnieć bez drugiej strony medalu. Należało umieć obserwować, ważyć każde wypływające z ust zdanie, stąpać po meandrach relacji międzyludzkich z najwyższą ostrożnością. Żadne z tych nie było mocną stroną Greengrassówny, ale starała się przynajmniej nie odpaść z wyścigu. W chwilach kryzysu sięgała po ukochaną harfę, jej dźwięki potrafiły uspokoić każdą zranioną duszę. Wierzyła, że Greensleeves posiada właściwości lecznicze; utwór niesamowicie szybko został tym ulubionym.



Hogwart miał być sprawdzeniem nabytych umiejętności oraz zgarnięciu tych nowych - między innymi adaptacyjnych. Poddała się ferworowi zakupów, z uwagą przyglądając się nowej różdżce, definiującej każdego czarodzieja. W zamyśleniu badała strukturę cynowego kociołka, czułym gestem gładziła książkę do historii magii. Była głodna wiedzy. Lubiła czytać, poszerzać horyzonty, pobudzać wyobraźnię. Zdobywanie wszelkiego rodzaju informacji również powodowało przyjemne uczucie ekscytacji rozwijającego się w żołądku jak motyle skrzydła. Było o tyle łatwiej, że niekontrolowane zmiany w wyglądzie za sprawą babci stały się bardziej kontrolowane - jeden z poważnych problemów zbladł w tamtym czasie. Pozostało jeszcze zjednanie sobie uczniów magicznej placówki. Nie miała pojęcia czego się spodziewać. Matka czasem opowiadała córkom o zamku, o Hufflepuffie, do którego uczęszczała. Eunice nie wiedziała, w którym z domów chciałaby się znaleźć. Nie brakowało jej ani sprytu, ani głodu wiedzy, odwagi bądź lojalności. Czy to możliwe, że nie pasowała nigdzie? Starała się wyzbyć podobnych myśli, gdy pewnym siebie krokiem zmierzała do tiary przydziału. Przyporządkowanie nastolatki do jednego z herbów rzeczywiście nie było łatwe i trwało odrobinę dłużej niż u poprzedników, ale w końcu zapadł werdykt: Ravenclaw. Czy była zaskoczona? I tak i nie; Nice głównie odczuwała ulgę, że odnalazła swoje miejsce w uczniowskiej społeczności. Reszta krukonów powitała lady entuzjastycznie, choć arystokratka widziała zawahanie na twarzach osób o nieczystej krwi. Zawsze posyłała im niepewny uśmiech - nie będąc jeszcze przekonaną co o nich myśleć. Dotąd spotykała ich tylko podczas podróży z ojcem, aczkolwiek nie okazywała nikomu wrogości. Okazała się raczej tym typem osoby, która chciałaby żyć w zgodzie ze wszystkimi. Niełatwe zadanie.
Powinna bardziej przykładać się do transmutacji, ale ta pomimo daru metamorfomagii stawiała ją raczej wśród grona przeciętnych uczniów. Dużo lepiej radziła sobie na zajęciach z obrony przed czarną magią oraz uroków, wykazując do nich naturalny talent. Odnajdywała niesamowitą przyjemność w lekcjach opieki nad magicznymi stworzeniami; gdy reszta szlachcianek drżała na myśl o zbliżeniu się do hipogryfa, Greengrass okazywała się być pierwszą ochotniczką do ugłaskania zwierzęcia. Kiedy damy ze zgrozą patrzyły na ubrudzone ręce nauczyciela zielarstwa, Eunice z entuzjazmem zanurzała dłonie w ciepłej ziemi. Nie bała się diabelskich sideł, choć prawopodobnie powinna - w imię nauki potrafiła zdobyć się na naprawdę wiele. Mimo to starała się wyważyć czas poświęcony zdobywaniu wiedzy oraz ten przeznaczony dla przyjaciół oraz znajomych. Coraz częściej łapała się też na wsłuchiwaniu się w historie traktujące o mugolskim świecie. Zaczęła podziwiać niemagów za ich kreatywność w obliczu ograniczonych możliwości. Z zainteresowaniem chłonęła opowieści o ciężkich, buchających maszynach: tych znajdujących się w domostwach jak i fabrykach lub szybujących w powietrzu; choć nie miała pojęcia czym są, jak wyglądają i jak działają, przez co wkrótce zapominała o ich niesamowitych właściwościach, to stanowiły całkiem przyjemną odskocznię od tego, co znane. Także tego, co niebezpieczne. Starała się nie przywiązywać uwagi do trwającej wojny, do obaw rosnących w społeczeństwie, śmierci Dumbledora. Tata zawsze twierdził, że to jej nie dotyczyło i robił wszystko, żeby uchronić dzieci przed wszelkim złem świata. Z całkiem niezłym skutkiem.
W każde wakacje wracała do Derby, początkowo nie wykazując większego zainteresowania rodowym dziedzictwem. Od zawsze żyła w przekonaniu, że pójdzie w ślady ojca zajmując się dyplomacją międzynarodową. To ukochany dziadek przewrócił do góry nogami poukładany świat wnuczki. Już po przekroczeniu bramy Peak District Eunice poczuła, że znajdowała się w domu. Z kolei ułożenie drobnej dłoni na pysku pierwszego, ledwie kilkudniowego smoka wywołało euforię, jakiej nigdy nie doświadczyła. W życiu nie czuła się szczęśliwsza. Pokochała rezerwat wraz z jego mieszkańcami całym swoim sercem, coraz mocniej angażując się w zdobywanie na ten temat stosownej wiedzy. W każdej wolnej chwili towarzyszyła lordowi Greengrassowi w pracy, choć młodziutkiej damie nie pozwalano zbliżać się do większych osobników. Przez większą część czasu znajdowała się w sekcji laboratoryjnej, czasem wychodząc do mniejszych lub schorowanych gadów. Czuła się wtedy taka potrzebna, taka ważna.
Zdała egzaminy bez najmniejszych problemów, na koniec szkoły wybierając obronę przed czarną magią, zaklęcia i uroki, transmutację oraz opiekę nad magicznymi stworzeniami. Najwięcej czasu poświęcała temu ostatniemu, chcąc być gotową na dorosłość, którą wyobrażała sobie nie gdzie indziej jak w rodowym rezerwacie.



Prawie zapomniała o debiucie na salonach, zajęta pracą. Tamtego dnia została matką - pod czarnymi trzewikami z jaja wykluł się mały trójogon edalski. Wybrał Eunice na przodowniczkę ich dwuosobowego stada, ona natomiast przyjęła ten zaszczyt z dworską godnością. Dotknąwszy dłonią jego chropowatego pyszczka czarownica wiedziała już, że przepadła na zawsze. Już nic nie miało zachwycić jej w życiu równie mocno. Nie odstraszył nawet spalony rąbek sukienki - tak chciała zapamiętać Balthazara. Pełnego życia. Adaptującego się w nowym domu.
Matka nie była zadowolona z przygotowań na ostatnią chwilę oraz modnego spóźnienia. Pomimo znaczących niedogodności, lady Greengrass odnalazła się w pełnym przepychu dworku. Dużo rozmawiała z innymi przedstawicielami arystokracji, co dziwniejsze, otrzymała nawet kilka propozycji tańca; pomimo rozprawiania o niebezpiecznych stworzeniach oraz książkach, w większości uchodzących za nieciekawe. Matula zaklinała córkę przed wyjściem, żeby powstrzymała się od tak niewłaściwych tematów, ponieważ mężczyźni nie szukali kobiet inteligentnych bądź odważnych, a uległych i skupionych na szlacheckim życiu. Nice widocznie musiała zapomnieć o tych żarliwych przestrogach, może zrobiła to z premedytacją, chcąc wybadać teren. Czy rzeczywiście nikt już nie cenił rozwijania pasji, interesujących rozmów nieograniczających się do pogody oraz plotek? Szatynce wydawało się to niezwykle smutne, ale po jakimś czasie zaczęła rozumieć troskę rodzicielki. Coraz częściej łapała się na niezobowiązujących, miałkich konwersacjach ozdobionych piękną szatą słów i pozbawionych wartości merytorycznej. Nie lubiła tego, aczkolwiek tak należało; nie zdradzać o sobie zbyt wiele. Nie, kiedy pływało się w jednym akwarium z rekinami, samemu będąc ledwie płotką.
Ku niezadowoleniu ojca oraz zachwycie dziadka, spędzała w Peak District całe dnie - kontynuując szkolenie, podglądając innych pracowników, podejmując inicjatywy, choć nigdy nie wychodziła do prastarych gadów w pojedynkę, tych dorosłych zresztą nie odwiedzając wcale. Widywała ich tylko podczas chorób, którymi należało się zająć. Dowiadywała się nie tylko o trójogonach edalskich, ale także innych gatunkach w Wielkiej Brytanii - takich jak czarny hebrydzki czy walijski zielony. Z ledwością pamiętała ludzi przewijających się przez jej życie, od zawsze mocniej skupiona na zwierzętach. Praktycznie tylko jeden człowiek wyrył się w pamięci kobiety tak mocno; gdyby miała przyrównać go do konkretnej sytuacji, określiłaby go mianem burzy. Nie z powodu charakteru, tylko emocji jakie w niej wzbudzał. Intensywnych, elektryzujących. Uwielbiała burze, ale te nadawały się jedynie do patrzenia, nie wystawiania się na ich destrukcyjne działanie. Dlatego obserwowała, oswajając się z coraz częstszym załamaniem pogody; aż wreszcie nie bała się już piorunów. Łapała się wręcz na tym, że coraz częściej wyczekiwała tych ekscytujących wyładowań elektrycznych na powierzchni serca - nie robiąc sobie z nic z faktu niemożliwości ziszczenia naiwnych, dziewczęcych marzeń. W końcu burza nigdy nie mogła spotkać się z ogniem, którym była.
Dni upływały normalnym rytmem do czasu pierwszej smoczej wyprawy. Pod skrzydłami dziadka, z towarzystwem pracującego w dyplomacji ojca, wyjechali z kraju - do mroźnej Norwegii, ojczyzny smoka norweskiego kolczastego. Gościli w tamtym miejscu niemal pół roku, podczas którego w wolnych chwilach Eunice próbowała przeżyć potworny chłód oraz niezrozumiałość skandynawskiego języka. Był zbyt ciężki i całkowicie niemelodyjny, przez co czarownica została przy komunikacji po angielsku. Odczuła ulgę, przenosząc się później do Hiszpanii; prowadzili wtedy badania nad tajemniczą rasą ogniomiota katalońskiego, spędzającą sen z powiek wielu smokologom. Nauka hiszpańskiego okazała się dużo prostsza niż sądziła, stąd jego opanowanie trwało ledwie kilka miesięcy. Nawet drobny wypadek nie zdołał zniechęcić kobiety do tamtego miejsca - wystraszony, młody smok zatrzymany w laboratorium na badaniach zdołał zaczepić pazurem o jej rękę; krwi było tyle, że spanikowany dziadek zaczął obawiać się niewykrytej u wnuczki choroby, ale na szczęście to nieszczęśliwe zdarzenie okazało się fałszywym alarmem. Rana zagoiła się paroma zaklęciami, choć jasna blizna miała przypominać o możliwych niespodziankach w pracy z niebezpiecznymi stworzeniami.
W międzyczasie Nice tęskniła za paroma elementami Anglii, aczkolwiek kobiecie podobało się takie życie - pełne nowych wyzwań, nauki, przebywania ze zwierzętami. Rozwiązywania zagadek, odkrywania  nieodkrytego. Choć posiadała świadomość, że ta wersja aktualnej rzeczywistości była tą tymczasową, nie czuła żalu ani smutku. Z chęcią wróciłaby do Peak District.
Niestety ojciec miał inne plany. Po wydaniu trzech córek za angielskich lordów nadszedł czas na najmłodszą z latorośli. Jednak mężczyzna wybrał dla niej całkowicie odmienne życie - za zgodą nestora połączył nienajmłodszą już szlachciankę narzeczeństwem z francuskim politykiem posiadającym znaczną fortunę. Lady Greengrass nie potrafiła w to uwierzyć - skazywał ją nie tylko na banicję poza granice kraju oraz rodziny, odbierał jej także możliwości pracowania ze smokami, przynajmniej tymi rodzimymi. Nie odzywała się wtedy do nikogo przez tydzień, wieczorami wypłakując łzy w poduszkę. Jak mógł, dlaczego jej to zrobił? Twierdził, że to dla zwiększenia międzynarodowych wpływów ich rodu, acz Eunice nie wierzyła w te zapewnienia. Chciał ją ukarać, za to, że nie poszła w jego ślady, czuła to podskórnie. Jak miała teraz żyć, bez przekonania, że sobie poradzi? Pozostawiona sama sobie w obcym kraju z obcym mężczyzną? Bez wszystkiego i wszystkich, których tak kochała? Każdego dnia modliła się do Merlina o odroczenie wyroku oraz jak najwięcej czasu na pozostanie w słonecznej Hiszpanii, jednak ostatecznie dzień sądu musiał nadejść. Pożegnała się z dziadkiem oraz ojcem, zostając ze służką oraz skrzatem w Paryżu, w domu rodziny, której nawet nigdy nie poznała. Wcześniej to miasto wywoływało dobre skojarzenia - teraz poczuła, że nienawidziła tego miejsca całym sercem. Długo wierzgała się w złotej klatce utkanej przez narzeczonegp, który niczego nie ułatwiał. Był dość młody, przystojny, sympatyczny i troskliwy. Idealny. Może nawet zbyt idealny, co wywoływało w arystokratce jeszcze większą niechęć do tego całego pomysłu małżeństwa. Chciała go nienawidzić, obwiniać o zło, jakie wyrządził, ale ostatecznie zaczęła topnieć. Powoli przyzwyczajała się do niewoli, zaczęła układać sobie nowe życie we Francji. Wyobrażać sobie, że na obczyźnie również może powstać dom. Może mocno wybrakowany, choć wciąż własny. Prawdopodobnie nigdy nie zdobędzie się na uczucie względem męża, ale spokojne życie z kawałkiem osobistej przestrzeni powinno wystarczyć, prawa? Zaczęła samą siebie urabiać, żeby nie oszaleć z rozpaczy, choć ta ostatecznie nadeszła wraz z odkrywaniem informacji o kolejnych kochankach partnera; ta sinusoida pomiędzy pragnieniem przetrwania, a silną niechęcią trawiącą trzewia, trwała pół roku. Kiedy termin ślubu zbliżał się wielkimi krokami, zbyt nieubłaganie, los postanowił wybawić Nice z opresji - zaręczyny zostały ostatecznie zerwane. Powodem były problemy Liama z hazardem, które w rezultacie doprowadziły do znacznego uszczuplenia jego majątku. Popadł w długi. Tymczasem lady Greengrass nabrała nadziei, że być może wreszcie powróci do ukochanego Derby, aczkolwiek nic nie miało być takie proste. Rodzina zadecydowała, że na czas chaosu oraz niebezpiecznych anomalii Eunice pozostanie u rodziny za granicą. Frustracja sięgała zenitu, gdy czytała o Grindelwaldzie i jego zbrodniach, noworocznej masakrze oraz zmianach w Ministerstwie. Denerwowała się, że nie mogła nic z tym zrobić, choć i tak nie miała żadnej mocy sprawczej. Nie znosiła bezczynności. W kółko wernisaże, bale, te same miejsca. Pozbawione smoków. Czyste szaleństwo. Zdrowie psychiczne zachowywała chyba wyłącznie dzięki długim, wyczerpującym spacerom - i niezawodnej harfie. Gdy czuła się lepiej, kontynuowała naukę metamorfomagicznych przemian, choć tym razem nie pod okiem babki, a specjalnie zatrudnionego nauczyciela.
Przełom nastąpił w październiku, niedługo po przewrocie w Stonehenge. Lord Ofer zadecydował wtedy, że Nice ostatecznie wróci na Grove Street - ród potrzebował sojuszników bardziej niż kiedykolwiek; co lepiej związałoby rodziny niż małżeństwo? Wizja kolejnego aranżowanego związku nie przeraziła szatynki tak, jak powinna - zbyt podekscytowana przyjazdem do kraju, starała się nie myśleć o przyszłości. Wreszcie znalazła się wśród znajomych murów, ukochanych osób oraz wróciła do pracy w rezerwacie, czego mogłaby chcieć więcej? Na szczęście dla niej i na nieszczęście dla Greengrassów, wydanie za mąż prawie dwudziestopięcioletniej panny podczas rozłamu szlachty nie okazało się zadaniem łatwym. Podczas trwania poszukiwań czarownica postanowiła po prostu żyć, skupiona na teraźniejszości i tym, co chciała jeszcze osiągnąć, nim znów zamkną ją w tamtej szczerozłotej klatce. Odbudowywanie swojego życia pochłonęło Eunice na tyle, że odcięła się od polityczno-społecznych problemów, choć kto wie co miał przynieść mijający czas. Może burzę?


Patronus: Jaszczurka będąca symbolem odrodzenia mogłaby nawiązywać do rozpoczętego na nowo życia Eunice; jej zamiłowanie do słońca oraz ciepła, upodobania sobie barw, zwracania uwagi na detale sprawia, że są do siebie tak bardzo podobne. Konieczność odrzucenia ogona w razie zagrożenia sugeruje, że jaszczurka gotowa jest na wiele, żeby przetrwać - tak jak lady Greengrass, nieustannie szukająca swojej drogi w życiu, nastawiona nie tylko na przeżycie, ale również na poświęcenie części siebie, także dla innych.
W celu przywołania cielesnego patronusa kobieta wraca myślami do Balthazara, pierwszego smoczego dziecka. Ich więź, to, co poczuła po zetknięciu dłoni z twardym pancerzem magicznego gada, po dziś dzień napełnia ją szczęściem.

Statystyki i biegłości
StatystykaWartośćBonus
OPCM: 103 (różdżka)
Zaklęcia i uroki:202 (różdżka)
Czarna magia:00
Magia lecznicza:00
Transmutacja:50
Eliksiry:00
Sprawność:0Brak
Zwinność:5Brak
JęzykWartośćWydane punkty
Język angielskiII0
Język francuskiII2
Język hiszpańskiII2
Biegłości podstawoweWartośćWydane punkty
Historia MagiiI2
KłamstwoI2
ONMSIII25
RetorykaII10
SpostrzegawczośćI2
Ukrywanie sięI2
ZielarstwoI2
Biegłości specjalneWartośćWydane punkty
Szlachecka EtykietaI0
Biegłości fabularneWartośćWydane punkty
NeutralnyNeutralny
Sztuka i rzemiosłoWartośćWydane punkty
Literatura (tworzenie prozy)I0.5
Literatura (wiedza)I0.5
Muzyka (gra na harfie)II7
Muzyka (wiedza)I0.5
Literatura (tworzenie poezji)I0.5
AktywnośćWartośćWydane punkty
Latanie na miotleI0.5
Taniec balowyI0.5
JeździectwoI0.5
ŁyżwiarstwoI0.5
GenetykaWartośćWydane punkty
Metamorfomag-10 (+20)
Reszta: 0




woń więdnienia jest najpiękniejsza
a kształt ruin znieczula
we mnie jest płomień który myśli
i wiatr na pożar i na żagle
Powrót do góry Go down
Eunice Greengrass
Eunice Greengrass

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t86-wzor-karty-postaci https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/
Zawód : smokolog
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
płomień powtarzam płomień
płomień
kaleczy usta rani dłonie
i wszelki kształt pod złotem grzebie
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : -
SPRAWNOŚĆ : -
Genetyka : Metamorfomag

Eunice Greengrass Empty
PisanieTemat: Re: Eunice Greengrass   Eunice Greengrass I_icon_minitime10.08.19 17:05

tak, jestem gotowa na poprawki :pwease:




woń więdnienia jest najpiękniejsza
a kształt ruin znieczula
we mnie jest płomień który myśli
i wiatr na pożar i na żagle
Powrót do góry Go down
 

Eunice Greengrass

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Kartoteki-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-19