Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Eunice Greengrass

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Eunice Greengrass
Eunice Greengrass

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7748-eunice-greengrass https://www.morsmordre.net/t7847-zmijozab https://www.morsmordre.net/t7846-i-m-nice https://www.morsmordre.net/f214-derby-grove-street-12 https://www.morsmordre.net/t7858-skrytka-nr-1856 https://www.morsmordre.net/t7857-eunice-greengrass
Zawód : smokolog
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
płomień powtarzam płomień
płomień
kaleczy usta rani dłonie
i wszelki kształt pod złotem grzebie
OPCM : 10
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Metamorfomag

Eunice Greengrass Empty
PisanieTemat: Eunice Greengrass   Eunice Greengrass I_icon_minitime10.08.19 17:05


Eunice Valerie Greengrass

Data urodzenia: 29.03.1932
Nazwisko matki: Abbott
Miejsce zamieszkania: Derby, Grove Street 12
Czystość krwi: Czysta szlachetna
Status majątkowy: Bogaty
Zawód: smokolog
Wzrost: 170 cm
Waga: 58 kg
Kolor włosów: kasztanowy
Kolor oczu: niebieski z odrobiną zieleni
Znaki szczególne: Jasna, podłużna i długa blizna ciągnąca się przez zgięcie prawego łokcia do połowy przedramienia, ponadprzeciętny wzrost.


Zawsze czuła się zagubiona wśród trzech sióstr oraz zajętego rodowym dziedzictwem brata. Kiedy panienki Greengrass przymierzały strojne suknie oraz rozmawiały o przystojnych kolegach ze szkoły, Eunice wolała oddawać się samotności - pachniała ona starymi pergaminami, w jakich z lubością się zaczytywała oraz mokrą po deszczu trawą, gdy stąpała po niej podczas długich spacerów wokół posiadłości. Małomówność jednej z latorośli zaalarmowała ich ojca, ambasadora oraz aktywistę, który rzadko bywał w domu. Dar krasomówstwa otrzymał w spadku po przodkach i pięknej retoryki oczekiwał również od swych dzieci. W rezultacie zwiększył pulę nauk małej dziewczynki; za wszelką cenę pragnąc wyrwać ją ze strefy komfortu. Przecież posiadała wyjątkowy dar metamorfomagii, natomiast magiczne zdolności objawiły się u Nice niezwykle szybko - miała niespełna trzy lata jak podpaliła rąbek szaty ważnego dygnitarza goszczącego na Grove Street. Zatem przykazał żonie, żeby dopilnowała dodatkowych zajęć najmłodszego dziecka, uznając, że taki potencjał nie powinien pójść na zmarnowanie - sam z powodu obowiązków wołających go za granicę nie mógł wesprzeć partnerki w tym procesie. Nie musiał zresztą, ich dwór pełen był nauczycieli i guwernantek gotowych nieść pomoc arystokratom. Jednak największy wpływ na ukształtowanie się młodej lady miała babcia, po której odziedziczyła niezwykłą umiejętność przemiany; gdyby nie pomoc starszej kobiety, początkowo nieśmiałej damie ciężko byłoby zapanować nad zdolnością choćby w stopniu podstawowym. Co było procesem potwornie długotrwałym oraz wymagającym, acz jeśli jakąś cechę można przypisać Eunice, to z pewnością zawziętość. Ćwiczyła transformacje ciała równie zawzięcie co dykcję oraz konwersacje z innymi - początkowo wydającymi się stratą czasu, później docenione przez Greengrass za to, jak wiele można było osiągnąć właśnie umiejętnym słowem. Nie tylko nim, drobne kłamstewka dotyczące postępów w nauce pozwalały na uzyskanie zadowolenia ze strony rodziców, z kolei te dotyczące mody i chłopców zbliżyły do siebie oddalone dotąd siostry. To nic, że najmłodsza z nich zmyślała te wszystkie zachwyty; to nic złego dostosowywać się do sytuacji.
Nie przepadała za większością zajęć, jakimi została raczona od najmłodszych lat. Taniec wydawał się zbyt sztywny, lekcje etykiety nużące, natomiast wiedza ogólna zbyt mało interesująca. Istniały nauki, które pokochała od razu - jak granie na harfie. Uwielbiała jej twardość strun oraz kontrastującą miękkość wydawanych przez instrument dźwięków, zaklęta w nim była najprawdziwsza magia. Sięgała po nią za każdym razem podczas wzburzeń, smutków, ale również radości. Widziała, że drobne recitale urządzane wieczorami podczas obecności całej rodziny sprawiały im przyjemność. Grała więc dalej, nie rozstając się z tym sposobem wyrażania siebie przez wiele lat.
Z równym zapałem ćwiczyła języki obce - język francuski oraz hiszpański. Naukę tego pierwszego kontynuowała znacznie dłużej, ponieważ rodzice przez jakiś czas rozważali wysłanie córki do Beauxbatons z powodów bezpieczeństwa. Stąd zdołała go opanować do poziomu zaawansowanego, niestety kosztem hiszpańskiego pozostawionego w podstawach. Zresztą, lubiła uczyć się nowych języków, posiadała do nich talent i lekkość, co wyraźnie cieszyło dumnego ojca. Lubiła wprawiać go w ten stan zadowolenia. Nieustannie łaknąć akceptacji mężczyzny sięgała także po inne dziedziny, w których chciała brylować; to tak nauczyła się podstaw jeździectwa, zaczytała się w prozie i poezji, samej próbując coś w tej materii tworzyć. Jedyne, czego Nice pragnęła dla siebie, to łyżew. Cała ta fascynacja zaczęła się od pięknego jeziora znajdującego się nieopodal rodowej posiadłości, choć prawdziwą magię dziewczynka dostrzegała jedynie zimą. Skrzące się w powietrzu płatki śniegu opadające na śliską taflę sprawiały, że chciała na niej tańczyć. Ignorując mróz szczypiący policzki sunąć po lodzie i zapomnieć o czekających w domu obowiązkach. Pozwalano młodej lady na taki kaprys jeśli osiągała zadowalające wyniki na zajęciach - ambitna oraz głodna wiedzy Eunice na szczęście robiła wszystko, żeby okazać się godną córką swoich rodziców. Choć tak po prawdzie nie musiała, oczy starszyzny spoczywały na niej najrzadziej z całej szóstki Greengrassów, w końcu była najmłodsza. Świadomość tego nigdy nie zmieniła podejścia dorastającej kobiety.
Interesowała się nawet polityką, choć na podstawowym poziomie. Po wybuchu Wielkiej Wojny Czarodziejów odczuwała dziwny niepokój, ale nie rozumiała jego źródła. Miała ledwie siedem lat, nikt z nią o tym nie rozmawiał. Im więcej szukała, tym bardziej nie chciała wiedzieć – po raz pierwszy w swoim krótkim życiu. Wojna oznaczała śmierć, śmierć wydawała się zbyt straszna dla młodej damy. Ta jednak nie odpuszczała - do szkoły przybyła krótko po otwarciu Komnaty Tajemnic, co przerażało jeszcze mocniej. Bitwy działy się w jakimś oddaleniu, nawet po dotarciu do Anglii, natomiast tragedia w placówce edukacyjnej miała miejsce niezwykle blisko. Tak samo jak pojedynek Dumbledora z Grindelwaldem, będącym niesamowitym szokiem. Czy to oznaczało, że była bezpieczna jedynie w grubych murach Grove Street? Wolała o tym nie myśleć. Powinna skupić się na nauce, na rodowym dziedzictwie, nie strachu o życie swoich i innych. Tak jej się wtedy wydawało.



Hogwart miał być sprawdzeniem nabytych umiejętności oraz zgarnięciu tych nowych - między innymi adaptacyjnych. Poddała się ferworowi zakupów, z uwagą przyglądając się nowej różdżce, definiującej każdego czarodzieja. W zamyśleniu badała strukturę cynowego kociołka, czułym gestem gładziła książkę do historii magii. Była głodna wiedzy. Lubiła czytać, poszerzać horyzonty, pobudzać wyobraźnię. Zdobywanie wszelkiego rodzaju informacji również powodowało przyjemne uczucie ekscytacji rozwijającego się w żołądku jak motyle skrzydła. Niekontrolowane zmiany w wyglądzie nie zdarzały się już aż tak często jak na początku, ale wciąż dość często, co powodowało obawy. Jak inni mieli zareagować na tak ekscentryczne zachowanie? Na to, że była inna? Stresując się reakcjami pozostałych uczniów lady Greengrass wpadała w spiralę z jakiej nie potrafiła wyjść, ponieważ emocje napędzały niespodziewane sytuacje z udziałem metamorfomagii. Najwrażliwszym punktem okazały się włosy zmieniające barwę pod wpływem nastroju ich właścicielki - jak zawsze, jednych to dziwiło, innych fascynowało, a jeszcze inni odczuwali zazdrość, że Nice mogła być kim chciała. Jednak skąd miała wiedzieć kim zostać?
Musiała dopiero się o tym przekonać. Nie miała pojęcia czego spodziewać się po Hogwarcie ani tym, co w nim zastanie. Matka czasem opowiadała córkom o zamku, o Hufflepuffie, do którego uczęszczała. Eunice nie wiedziała, w którym z domów chciałaby się znaleźć. Nie brakowało jej ani sprytu, ani głodu wiedzy, odwagi bądź lojalności. Czy to możliwe, że nie pasowała nigdzie? Starała się wyzbyć podobnych myśli, gdy pewnym siebie krokiem zmierzała do tiary przydziału. Przyporządkowanie nastolatki do jednego z herbów rzeczywiście nie było łatwe i trwało odrobinę dłużej niż u poprzedników, ale w końcu zapadł werdykt: Ravenclaw. Czy była zaskoczona? I tak i nie; Nice głównie odczuwała ulgę, że odnalazła swoje miejsce w uczniowskiej społeczności. Reszta krukonów powitała lady entuzjastycznie, choć arystokratka widziała zawahanie na twarzach osób o nieczystej krwi - musieli sądzić, że jako przedstawicielka szlachty będzie zadzierać nosa oraz osądzać ich pochodzenie, ale to nieprawda. Zawsze posyłała im niepewny uśmiech - nie będąc jeszcze przekonaną co o nich myśleć. Dotąd spotykała ich tylko podczas rzadkich wyjść poza Derbyshire, aczkolwiek nie okazywała nikomu wrogości. Okazała się raczej tym typem osoby, która chciałaby żyć w zgodzie ze wszystkimi. Niełatwe zadanie.
Powinna bardziej przykładać się do transmutacji, ale ta pomimo daru metamorfomagii stawiała ją raczej wśród grona przeciętnych uczniów. Dużo lepiej radziła sobie na zajęciach z obrony przed czarną magią oraz uroków, wykazując do nich naturalny talent - z tego powodu zapisała się do szkolnego klubu pojedynków, ignorując niektóre przestrogi. Chciała umieć walczyć. Odnajdywała niesamowitą przyjemność w lekcjach opieki nad magicznymi stworzeniami; gdy reszta szlachcianek drżała na myśl o zbliżeniu się do hipogryfa, Greengrass okazywała się być pierwszą ochotniczką do ugłaskania zwierzęcia. Kiedy damy ze zgrozą patrzyły na ubrudzone ręce nauczyciela zielarstwa, Eunice z entuzjazmem zanurzała dłonie w ciepłej ziemi. Nie bała się diabelskich sideł, choć prawdopodobnie powinna - w imię nauki potrafiła zdobyć się na naprawdę wiele. Tej miała na swoich barkach bardzo dużo, ponieważ nie przestawała szlifować zdolności przemian ani zaniedbywać innych nabytych umiejętności. Mimo to starała się wyważyć czas poświęcony zdobywaniu wiedzy oraz ten przeznaczony dla przyjaciół oraz znajomych. Coraz częściej łapała się też na wsłuchiwaniu się w historie traktujące o mugolskim świecie. Zaczęła podziwiać niemagów za ich kreatywność w obliczu ograniczonych możliwości. Z zainteresowaniem chłonęła opowieści o ciężkich, buchających maszynach: tych znajdujących się w domostwach jak i fabrykach lub szybujących w powietrzu; choć nie miała pojęcia czym są, jak wyglądają i jak działają, przez co wkrótce zapominała o ich niesamowitych właściwościach, to stanowiły całkiem przyjemną odskocznię od tego, co znane. Także tego, co niebezpieczne. Nadal starała się nie przywiązywać uwagi do trwającej wojny, do obaw rosnących w społeczeństwie, śmierci Dumbledora. Tata zawsze twierdził, że to jej nie dotyczyło i robił wszystko, żeby uchronić dzieci przed wszelkim złem świata. Z całkiem niezłym skutkiem.
W każde wakacje wracała do Derby, początkowo nie wykazując większego zainteresowania rodowym dziedzictwem. Od zawsze żyła w przekonaniu, że pójdzie w ślady ojca zajmując się dyplomacją międzynarodową. To ukochany dziadek przewrócił do góry nogami poukładany świat wnuczki. Już po przekroczeniu bramy Peak District Eunice poczuła, że znajdowała się w domu. Z kolei ułożenie drobnej dłoni na pysku pierwszego, ledwie kilkudniowego smoka wywołało euforię, jakiej nigdy nie doświadczyła. W życiu nie czuła się szczęśliwsza. Pokochała rezerwat wraz z jego mieszkańcami całym swoim sercem, coraz mocniej angażując się w zdobywanie na ten temat stosownej wiedzy. W każdej wolnej chwili towarzyszyła lordowi Greengrassowi w pracy, choć młodziutkiej damie nie pozwalano zbliżać się do większych osobników. Przez większą część czasu znajdowała się w sekcji laboratoryjnej, czasem wychodząc do mniejszych lub schorowanych gadów. Czuła się wtedy taka potrzebna, taka ważna.
Zdała egzaminy bez najmniejszych problemów, na koniec szkoły wybierając obronę przed czarną magią, zaklęcia i uroki, transmutację oraz opiekę nad magicznymi stworzeniami. Najwięcej czasu poświęcała temu ostatniemu, chcąc być gotową na dorosłość, którą wyobrażała sobie nie gdzie indziej jak w rodowym rezerwacie.



Prawie zapomniała o debiucie na salonach, zajęta pracą. Tamtego dnia została matką - pod czarnymi trzewikami z jaja wykluł się mały trójogon edalski. Wybrał Eunice na przodowniczkę ich dwuosobowego stada, ona natomiast przyjęła ten zaszczyt z dworską godnością. Dotknąwszy dłonią jego chropowatego pyszczka czarownica wiedziała już, że przepadła na zawsze. Już nic nie miało zachwycić jej w życiu równie mocno. Nie odstraszył nawet spalony rąbek sukienki - tak chciała zapamiętać Balthazara. Pełnego życia. Adaptującego się w nowym domu.
Matka nie była zadowolona z przygotowań na ostatnią chwilę oraz modnego spóźnienia. Pomimo znaczących niedogodności, lady Greengrass odnalazła się w pełnym przepychu dworku. Dużo rozmawiała z innymi przedstawicielami arystokracji, co dziwniejsze, otrzymała nawet kilka propozycji tańca; pomimo rozprawiania o niebezpiecznych stworzeniach oraz książkach, w większości uchodzących za nieciekawe. Matula zaklinała córkę przed wyjściem, żeby powstrzymała się od tak niewłaściwych tematów, ponieważ mężczyźni nie szukali kobiet inteligentnych bądź odważnych, a uległych i skupionych na szlacheckim życiu. Nice widocznie musiała zapomnieć o tych żarliwych przestrogach, może zrobiła to z premedytacją, chcąc wybadać teren. Czy rzeczywiście nikt już nie cenił rozwijania pasji, interesujących rozmów nieograniczających się do pogody oraz plotek? Szatynce wydawało się to niezwykle smutne, ale po jakimś czasie zaczęła rozumieć troskę rodzicielki. Coraz częściej łapała się na niezobowiązujących, miałkich konwersacjach ozdobionych piękną szatą słów oraz kłamstewek i pozbawionych wartości merytorycznej. Nie lubiła tego, aczkolwiek tak należało; nie zdradzać o sobie zbyt wiele. Nie, kiedy pływało się w jednym akwarium z rekinami, samemu będąc ledwie płotką.
Ku niezadowoleniu ojca oraz zachwycie dziadka, spędzała w Peak District całe dnie - kontynuując szkolenie, podglądając innych pracowników, podejmując inicjatywy, choć nigdy nie wychodziła do prastarych gadów w pojedynkę, tych dorosłych zresztą nie odwiedzając wcale. Widywała ich tylko podczas chorób, którymi należało się zająć. W międzyczasie podnosiła także swoje kwalifikacje z dziedziny zaklęć, obrony przed czarną magią i podstaw umiejętnego ukrycia się, ponieważ w razie czego szatynka chciała być gotowa na ewentualną obronę przed smokiem. Nigdy nie była typem damy, która czekała, aż wszyscy zrobią wszystko za nią. Czasem brała sprawy w swoje ręce, tak też miało być również tym razem.
Dowiadywała się nie tylko o trójogonach edalskich, ale także innych gatunkach w Wielkiej Brytanii - takich jak czarny hebrydzki czy walijski zielony. Z ledwością pamiętała ludzi przewijających się przez jej życie, od zawsze mocniej skupiona na zwierzętach. Praktycznie tylko jeden człowiek wyrył się w pamięci kobiety tak mocno; gdyby miała przyrównać go do konkretnej sytuacji, określiłaby go mianem burzy. Nie z powodu charakteru, tylko emocji jakie w niej wzbudzał. Intensywnych, elektryzujących. Uwielbiała burze, ale te nadawały się jedynie do patrzenia, nie wystawiania się na ich destrukcyjne działanie. Dlatego obserwowała, oswajając się z coraz częstszym załamaniem pogody; aż wreszcie nie bała się już piorunów. Łapała się wręcz na tym, że coraz częściej wyczekiwała tych ekscytujących wyładowań elektrycznych na powierzchni serca - nie robiąc sobie z nic z faktu niemożliwości ziszczenia naiwnych, dziewczęcych marzeń. W końcu burza nigdy nie mogła spotkać się z ogniem, którym była.
Dni upływały normalnym rytmem do czasu pierwszej smoczej wyprawy. Pod skrzydłami dziadka, z towarzystwem pracującego w dyplomacji ojca, wyjechali z kraju - do mroźnej Norwegii, ojczyzny smoka norweskiego kolczastego. Gościli w tamtym miejscu niemal pół roku, podczas którego w wolnych chwilach Eunice próbowała przeżyć potworny chłód oraz niezrozumiałość skandynawskiego języka. Był zbyt ciężki i całkowicie niemelodyjny, przez co czarownica została przy komunikacji po angielsku. Odczuła ulgę, przenosząc się później do Hiszpanii; prowadzili wtedy badania nad tajemniczą rasą ogniomiota katalońskiego, spędzającą sen z powiek wielu smokologom. Kontynuowała rozpoczętą wcześniej naukę hiszpańskiego, podciągając ją z poziomu podstawowego do zaawansowanego w kilka miesięcy. Nawet drobny wypadek nie zdołał zniechęcić kobiety do tamtego miejsca - wystraszony, młody smok zatrzymany w laboratorium na badaniach zdołał zaczepić pazurem o jej rękę; krwi było tyle, że spanikowany dziadek zaczął obawiać się niewykrytej u wnuczki choroby, ale na szczęście to nieszczęśliwe zdarzenie okazało się fałszywym alarmem. Rana zagoiła się paroma zaklęciami, choć jasna blizna miała przypominać o możliwych niespodziankach w pracy z niebezpiecznymi stworzeniami.
W międzyczasie Nice tęskniła za paroma elementami Anglii, aczkolwiek kobiecie podobało się takie życie - pełne nowych wyzwań, nauki, przebywania ze zwierzętami. Rozwiązywania zagadek, odkrywania  nieodkrytego. Choć posiadała świadomość, że ta wersja aktualnej rzeczywistości była tą tymczasową, nie czuła żalu ani smutku. Z chęcią wróciłaby do Peak District.
Wróciła, choć nie na takich warunkach, jakich się spodziewała. Nim zdołała się obejrzeć, zaręczono ją z Rosierem - co według nestora miało być wspaniałą okazją do połączenia neutralnych względem siebie rodów. Oba rezerwaty smoków nieco ze sobą konkurowały, ale postanowiono dać sobie szansę. Greengrassowie liczyli na owocną współpracę, lordowie z Kent… szukali korzyści dla siebie, ujmując swoje wyciągnięcie dłoni do sojuszu w piękne słowa, choć skryte pobudki dalekie były od tych prawych. Gdy zaczęły zmieniać się nastroje polityczne, a lord Ofer obrócił się w stronę promugolskości, senior Rosierów zaczął wymagać więcej niż lichej obietnicy małżeństwa. Coraz silniejsze naciski na ustępstwa ze strony Peak District musiały zakończyć się zdecydowaną odpowiedzią i zaręczyny zerwano. Eunice przyjęła to bez żalu, zwłaszcza, że dziadek planował już następne wyprawy. Miały one zaleczyć rzekomo pęknięte serce pełnej pasji do smoków wnuczki, Anglia powinna w tym czasie zapomnieć o towarzyskim fiasko, a Nice wejść na matrymonialny rynek już z w miarę czystą kartą. To miało być tylko kilka miesięcy w kilku europejskich krajach, aczkolwiek pobyt znacznie się przedłużył - przez szalejące w Wielkiej Brytanii anomalie niebezpieczne dla zdrowia. Rodzina zgodnie uznała, że czarownica powinna zostać za granicą, tak na wszelki wypadek. Natomiast jej wydawało się, że zostanie na obczyźnie już na zawsze; prawdopodobnie przez tęsknotę czas sprawiał wrażenie nienaturalnie wydłużonego. Dobrze, że pamiętała o naukach babci, które praktykowała w wolnych chwilach. Dziadek rozkazał zabrać również ukochaną harfę Nice, będącą doskonałym narzędziem wyrażania smutku oraz nostalgii spowodowanych byciem daleko od domu. Przyłapywała się na tym, że zapominała zapachu sosen i siarki - wygrywane Greensleeves pozwalało pamięci odżyć na nowo.
Przełom nastąpił w październiku, niedługo po przewrocie w Stonehenge. Lord Ofer zadecydował wtedy, że Nice ostatecznie wróci na Grove Street - ród potrzebował sojuszników bardziej niż kiedykolwiek; co lepiej związałoby rodziny niż małżeństwo? Wizja kolejnego aranżowanego związku nie przeraziła szatynki tak, jak powinna - zbyt podekscytowana przyjazdem do kraju, starała się nie myśleć o przyszłości. Wreszcie znalazła się wśród znajomych murów, ukochanych osób oraz wróciła do pracy w rezerwacie, czego mogłaby chcieć więcej? Na szczęście dla niej i na nieszczęście dla Greengrassów, wydanie za mąż prawie dwudziestopięcioletniej panny podczas rozłamu szlachty nie okazało się zadaniem łatwym. Podczas trwania poszukiwań czarownica postanowiła po prostu żyć, skupiona na teraźniejszości i tym, co chciała jeszcze osiągnąć, nim znów zamkną ją w tamtej szczerozłotej klatce. Odbudowywanie swojego życia pochłonęło Eunice na tyle, że odcięła się od polityczno-społecznych problemów, choć kto wie co miał przynieść mijający czas. Może burzę?


Patronus: Jaszczurka będąca symbolem odrodzenia mogłaby nawiązywać do rozpoczętego na nowo życia Eunice; jej zamiłowanie do słońca oraz ciepła, upodobania sobie barw, zwracania uwagi na detale sprawia, że są do siebie tak bardzo podobne. Konieczność odrzucenia ogona w razie zagrożenia sugeruje, że jaszczurka gotowa jest na wiele, żeby przetrwać - tak jak lady Greengrass, nieustannie szukająca swojej drogi w życiu, nastawiona nie tylko na przeżycie, ale również na poświęcenie części siebie, także dla innych.
W celu przywołania cielesnego patronusa kobieta wraca myślami do Balthazara, pierwszego smoczego dziecka. Ich więź, to, co poczuła po zetknięciu dłoni z twardym pancerzem magicznego gada, po dziś dzień napełnia ją szczęściem.

Statystyki i biegłości
StatystykaWartośćBonus
OPCM: 103 (różdżka)
Zaklęcia i uroki:202 (różdżka)
Czarna magia:00
Magia lecznicza:00
Transmutacja:50
Eliksiry:00
Sprawność:0Brak
Zwinność:5Brak
JęzykWartośćWydane punkty
Język angielskiII0
Język francuskiII2
Język hiszpańskiII2
Biegłości podstawoweWartośćWydane punkty
Historia MagiiI2
KłamstwoI2
ONMSIII25
RetorykaII10
SpostrzegawczośćI2
Ukrywanie sięI2
ZielarstwoI2
Biegłości specjalneWartośćWydane punkty
Szlachecka EtykietaI0
Biegłości fabularneWartośćWydane punkty
NeutralnyNeutralny
Sztuka i rzemiosłoWartośćWydane punkty
Literatura (tworzenie prozy)I0.5
Literatura (wiedza)I0.5
Muzyka (gra na harfie)II7
Muzyka (wiedza)I0.5
Literatura (tworzenie poezji)I0.5
AktywnośćWartośćWydane punkty
Latanie na miotleI0.5
Taniec balowyI0.5
JeździectwoI0.5
ŁyżwiarstwoI0.5
GenetykaWartośćWydane punkty
Metamorfomag-10 (+20)
Reszta: 0


[bylobrzydkobedzieladnie]




woń więdnienia jest najpiękniejsza
a kształt ruin znieczula
we mnie jest płomień który myśli
i wiatr na pożar i na żagle


Ostatnio zmieniony przez Eunice Greengrass dnia 22.09.19 2:29, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Eunice Greengrass
Eunice Greengrass

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7748-eunice-greengrass https://www.morsmordre.net/t7847-zmijozab https://www.morsmordre.net/t7846-i-m-nice https://www.morsmordre.net/f214-derby-grove-street-12 https://www.morsmordre.net/t7858-skrytka-nr-1856 https://www.morsmordre.net/t7857-eunice-greengrass
Zawód : smokolog
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
płomień powtarzam płomień
płomień
kaleczy usta rani dłonie
i wszelki kształt pod złotem grzebie
OPCM : 10
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Metamorfomag

Eunice Greengrass Empty
PisanieTemat: Re: Eunice Greengrass   Eunice Greengrass I_icon_minitime10.08.19 17:05

tak, jestem gotowa na poprawki :pwease:




woń więdnienia jest najpiękniejsza
a kształt ruin znieczula
we mnie jest płomień który myśli
i wiatr na pożar i na żagle
Powrót do góry Go down
 

Eunice Greengrass

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Kartoteki-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-19