Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Park Narodowy Dartmoor

Go down 
Autor toWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Park Narodowy Dartmoor Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Park Narodowy Dartmoor Empty
PisanieTemat: Park Narodowy Dartmoor [odnośnikPark Narodowy Dartmoor I_icon_minitime17.02.21 0:34

Park Narodowy Dartmoor

Prastary, bogaty w zwierzynę park znajduje się pomiędzy dystryktem West Devon i South Hams. Zgiełk wojny i zniszczenia charakterystycznego dla całego hrabstwa Devon zdaje się zapomnieć o magicznym miejscu, w którym zielone wrzosowiska przeplatane są granitowymi skałami, spomiędzy których niejednokrotnie można natknąć się na rozhasaną zwierzynę. Miejsce idealne na wyciszenie się, obcowanie z naturą i dobrami, jakie oferuje. Ze względu na wzgórza okalające miejsce wiatr jest nieodłącznym elementem każdej wizyty. Jedynie potężne formacje skalne są w stanie zapewnić schron przed zimnymi podmuchami, które nie zawadzają stworzeniom przystosowanym do takiej pogody oraz temperatury. W zależności od miejsca można napotkać mokradła i torfowiska objęte mgłą. Pomimo przeciwności warunków można natknąć się na wioski. Największą z nich jest wybudowane w czasach napoleońskich Princetown, gdzie znajduje się strzeżone więzienie.
Punktem przyciągającym gapiów jest zamek Drogo wybudowany w latach 1910-1930 przez jednego ze znanych, mugolskich architektów sir Edwina Lutyens. Obszerność parku nie pozwala na dostrzeżenie najwyższego szczytu High Willhays (610 m n.p.m.), który robi furorę pośród mugolskich, często spotykanych na ścieżce wędrowców oraz badaczy. Typowym widokiem jest szeroka gama ptactwa, kuce Dartmoor, lisy, króliki, borsuki, szare wiewiórki, łasice, zające, sarny, jelenie i gronostaje, a także magiczne stworzenia, o których istnieniu krążą jedynie legendy.
Zarówno pośród mugolskich, jak i czarodziejskich dzieci mówi się o baśniach związanych z wrzosowiskami, które zwykle zahaczają o postaci wróżek, chochlików, czy też jeźdźców bez głowy. Wielu z mugolskich twórców, o których traktuje literatura, inspirowało się magicznym parkiem, w którym świat był jeszcze bardziej magiczny, a czasem nawet surowy.


Powrót do góry Go down
Reggie Weasley
Reggie Weasley

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t8733-regi-weasley https://www.morsmordre.net/t9176-poczta-uriena#278014 https://www.morsmordre.net/t9054-moze-mnie-kojarzysz#272989 https://www.morsmordre.net/f156-doki-pont-street-37-4 https://www.morsmordre.net/t9072-skrytka-bankowa-2069#273565 https://www.morsmordre.net/t9055-u-r-weasley#273095
Zawód : co się nawinie pod rękę
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
zepsuty
OPCM : 21
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 1
TRANSMUTACJA : 13
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Metamorfomag

Park Narodowy Dartmoor Empty
PisanieTemat: Re: Park Narodowy Dartmoor [odnośnikPark Narodowy Dartmoor I_icon_minitime20.02.21 22:49

| 03.10.57 |

Nie istniały piękniejsze rejony niż Devon, a przynajmniej w takim poczuciu trzymał się Urien, prędko przebierający krok za krokiem. Portowy smród już dawno zniknął gdzieś za lekko przygarbiony plecami metamorfomaga, który pomykał pod jedyną zarejestrowaną ze ‘swoich’ twarzy. Zdecydowanie nie należało nadużywać przywilejów w postaci rejestracji i możliwości legalnej legitymizacji, dlatego starając się nie zwracać uwagi osób trzecich, przetransportował się poza granice Londynu mniej legalnymi przejściami. Starając się powstrzymać paranoiczne odruchy zerkania przez plecy, dotarł do punktu aportacyjnego w jednym kawałku, od razu oddając się charakterystycznemu szarpnięciu w okolicy pępka. Lata praktyki sprawiły, że dziwaczne uczucie przywołujące na myśl wymioty już dawno odeszło w niepamięć. Zabawnie było teraz myśleć o takiej błahostce, która wydawała się wtedy tak poważna.
Nagły podmuch wiatru przywołał go do rzeczywistości, którą był wietrzysty park. W oddali widział rogate krowy górskie, widoki typowe dla tego regionu. Głęboki wdech pozwolił mu bardzo szybko przemienić się w naturalną postać i twarz, które zdecydowanie bardziej pasowały do całego obrazu. Momentalnie rude loki wzbiły się w powietrze, zabierając mu możliwość zauważenia postaci kuzynki, z którą miał się spotkać tuż obok jednego z bardziej skalnych miejsc, gdzie znajdował się również charakterystyczny menhir. Był to region wysunięty możliwie najbardziej na północny wschód, tuż pod wejściem do parku w Dunsford. Oczyma wyobraźni śledził jej drogę, jeśli znajdowała się w Ottery St. Catchpole, musiała cały czas kierować się na zachód, aż do mugolskiego Exeter, a potem już zostawała tylko kontynuacja podróży do dalszego zachodu. Rodzina z pewnością nie miałaby nic przeciwko ich spotkaniu, jednak matczyny wzrok nieco zbyt mocno przytłaczał, żeby mógł swobodnie przychodzić tam dzień w dzień. Miał świadomość tego, że pewne niedopowiedzenia tworzyły pomiędzy nim a wszystkimi dystans, którego nikt nie był w stanie ukrócić...może poza Nealą. Nastoletnia dziewczynka miała ewidentnie tyle samo odwagi, co Brendan, tylko czy wróżyło to dobrze w jej przyszłości? Być może odrobina tchórzostwa pozwalała na pewne ustępstwa, choć czy w takim wypadku faktycznie można się wtedy nazwać Gryfonem? Pytanie to dosyć mocno zakorzeniło się w jego głowie. Nawet przestał walczyć z wiatrem, który przez cały czas starał się go zirytować, pchając jego rude loki prosto w wielokolorowe oczy. Może to te cholerne Pixie, o których krążyło tyle legend, próbowały mu zrobić psikus, zakrywając możliwość spostrzeżenia postaci kuzynki? Niech je diabli!
[bylobrzydkobedzieladnie]




Serce mnie bije
Dusza zapije

Żyję



Ostatnio zmieniony przez Reggie Weasley dnia 24.02.21 20:46, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Neala Weasley
Neala Weasley

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t4071-neala-weasley https://www.morsmordre.net/t4260-victoria-sowa-brena-ale-tez-moja#87876 https://www.morsmordre.net/t9448-for-as-long-as-the-sun#287505 https://www.morsmordre.net/f171-ottery-st-catchpole https://www.morsmordre.net/t4240-neala-weasley#86909
Zawód : dobry duch Devon
Wiek : 16!
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Jutro jest zawsze czyste, nieskalane żadnym błędem.
OPCM : 10
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 2
TRANSMUTACJA : 9
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej

Park Narodowy Dartmoor Empty
PisanieTemat: Re: Park Narodowy Dartmoor [odnośnikPark Narodowy Dartmoor I_icon_minitime21.02.21 3:50

Już od rana miałam sporo energii. Zwłaszcza, że dzień ten dobrym miał być - taką przynajmniej nadzieję miałam. Ale jak mogłaby być inaczej, kiedy to właśnie dziś miałam zobaczyć się z kuzynem Urienem. Co prawda, nie byłam całkowicie pewna, czy to moje słowa sprawiły, że postanowił jednak w Devon się pojawić, czy sprowadzały go tu inne sprawy, ale na razie nie zaprzątało to moich myśli. Wszystko i tak miało się prędzej czy później samo wyjaśnić.
Oczywiście, że im powiedziałam. Oczywiście, że ich uprzedziłam. Nie rozumiałam dokładnie, dlaczego Urien zamiast w domu, wolał spotkać się na otwartych przestrzeniach, ale nie naciskałam go w tej kwestii. Widziałam zdziwienie na twarzy wujaszka, ale żadne z nich nie zapytało o dokładny powód. Zgodzili się jednak bym wzięła Montygona, tak samo jak pozwolili mi dziś podróżować samej. Chociaż widziałam, że cioteczka mimo wszystko obawia się o moje własne bezpieczeństwo. Zjadłam śniadanie, chociaż nogi już same chodziły by ruszać w drogę i obiecałam solennie, że wszelkich niebezpieczeństw - jeśli by się pojawiły - unikać będę. Nie wdawać się w za długie rozmowy z obcymi, co więcej nie decydować się na przebywanie z nikim w samotności, jeśli nie będzie Urienem. Wiedziałam, ze się martwi, a ja nie chciałam jej zawieść. Zresztą pamiętałam też słowa Brendana, że teraz bardziej niż wcześniej uważać należy, komu właściwie się ufa.
Do Dartmoor był spory kawałek drogi, ale nie przeszkadzało mi to jakoś nadto. Zawsze lubiłam jeździć konno, a w Londynie nie było ku temu wiele sposobności. Wstążką spięłam włosy z tyłu głowy związując je luźno, żeby w czasie podróżny nie wpadały mi w oczy. W torbie, którą przyczepiłam do siodła miałam schowane kilka jabłek, dwie kanapki - na wypaedk, gdybym po drodze zgłodniała i butelkę wody. Kiedy wsiadałam na wierzchowca podszedł wujaszek wciskając mi w ręce trochę pieniędzy. Zauważyłam, że to zarówno mugolskie jak i czarodziejskie pieniądze są. Prawdopodobnie dlatego, ze wiedział, że i przez mugolską wioskę przejeżdżać będę. Podziękowałam ściskając go ramionami i chwilę później ściskając lejce razem z Montygonem ruszyliśmy w Devon. Większą część trasy pokonałam cwałem. Czasem w miejscach bardziej zaludnionych zwalniając by nikogo przypadkiem nie stratować. Zdarzyły się jednak chwile, kiedy mogłam pozwolić sobie na więcej. Podniosłam się wtedy na siodle, żeby odciążyć grzbiet Montygona i cieszyłam się jego cwałem. Zawsze uwielbiałam uczucie wolności, które towarzyszyło prędkości. Zarówno w przypadku jazdy konnej, jak i latania. Momenty w których świat wirował i zdawał się zlewać w jedność którą był. Nie mogłam jednak cwałować długo, głównie dlatego, że nie wychodziło mi to za idealnie i szybko się męczyłam sama.
Wiatr smagający moje policzki zaróżowiły je. Brązowe buty za kostkę wystawały spod granatowej sukienki które sięgała za kolana. Siedziałam jednak w siodle po męsku - bo najzwyczajniej w świecie tak było wygodnie. Damulskie jazdy nigdy nie były dla mnie. W końcu dostrzegłam pojedynczą jednostkę, która musiała być nic. Pociągnęłam za lejce kierując konia w jego kierunku. Kiedy znalazłam się już obok przerzuciłam nogę nad grzbietem Montygona i zsunęłam się z niego na ziemię.
- Nareszcie! - tak zaczęłam, podchodząc do niego, by zarzucić mu się na ramiona i trochę nieuważnie pociągnąć konia za sobą. - Dobrze, że jesteś Urien. - dodałam jeszcze, odsuwając się kawałek, by zmierzyć go uważnie od góry do dołu. - Tylko czemu tutaj spotkać nam się przychodzi. Zamiast w miejscu, które domem nazwać oboje możemy? - chciałam widzieć, zawieszając na nim jasne tęczówki, które - równie mocno jak ja - domagały się odpowiedzi.




Anything’s possible if you’ve got
enough nerve.

Powrót do góry Go down
Reggie Weasley
Reggie Weasley

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t8733-regi-weasley https://www.morsmordre.net/t9176-poczta-uriena#278014 https://www.morsmordre.net/t9054-moze-mnie-kojarzysz#272989 https://www.morsmordre.net/f156-doki-pont-street-37-4 https://www.morsmordre.net/t9072-skrytka-bankowa-2069#273565 https://www.morsmordre.net/t9055-u-r-weasley#273095
Zawód : co się nawinie pod rękę
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
zepsuty
OPCM : 21
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 1
TRANSMUTACJA : 13
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Metamorfomag

Park Narodowy Dartmoor Empty
PisanieTemat: Re: Park Narodowy Dartmoor [odnośnikPark Narodowy Dartmoor I_icon_minitime24.02.21 21:10

Słyszał kopyta rozpędzonego rumaka. Nigdy nie był w stanie wystarczająco zaufać tym bestiom, wolał własne nogi, które z każdym dniem nabierały coraz szybszego tempa narzucanego pospiesznym trybem życia. Już dawno przestał zwracać uwagę na to, czy rzeczywiście mu to służyło - był przecież zmuszony do...nie wiedział czego. Obserwując zbliżającą się postać, której zaogniona twarz okalały rude pasma włosów, zaczął zachodzić sobie w myślach, przed czym faktycznie się bronił. Przecież był w stanie w każdej chwili wrócić do domu, ale zawsze znalazł się jakiś powód, by odroczyć to w czasie. Pozostając w rodzinnych stronach nieco dłużej, nie czuł pełnego komfortu, jakby zatajając swoje wielobarwne życie, wstydził się tego, co rzeczywiście robi i tak chyba było najlepiej. Zmniejszony kontakt oznaczał o wiele mniejsze spazmy poczucia winy, które głównie pojawiały się przy zadżumionym alkoholem umyśle usypianym wraz z wystrzałami adrenaliny w trakcie bójek. Ból i akcja pozwalały mu pozostawiać to, co najbardziej bolało gdzieś z boku, idealny szpieg to przecież ten bez rodziny. Nikt nie byłby w stanie go złamać skoro już i tak nie miał nikogo z własnej krwi, a tak? W żadnym stopniu nie żałował posiadania potężnej rodziny, jednak zmartwienia trapiące rudowłosą głowę były czasem zbyt wielkie, by mógł je pomieścić w jednym umyśle. Zbyt mocno zależało mu na tym, żeby z twarzy kuzynki nie schodził ten uśmiech, żeby Ria miała wystarczająco dużo kur, dorszy, saren i innych jadalnych stworzeń na stole u Macmillanów, żeby rodzice nie patrzyli na niego z tą mieszanką niepokoju i zmartwienia. Dobrze wiedział, że czas nie zagoił ran, wszystko było zbyt szybkie; szczególnie strata Brendana.
Nawet nie myśląc, co robi, nachylił się do nastolatki, zakleszczając ją w swoim uścisku. Wyrosła - cały czas był pełen podziwu, że kuzynka cały czas rosła, a świat w żaden sposób nie był w stanie zapewnić jej wystarczającej ochrony, nawet on.
- Cześć kruszynko - ucieszył się szczerze, pokazując rząd zębów i lustrując całą jej twarz spojrzeniem. Miewał tendencje do szukania wszystkich tych zmian, których nie był w stanie kontrolować przez dzielący ich dystans. Z każdym dniem wydawało się, że ta mała, uzdolniona czarownica zaczynała rozkwitać, przemieniając się w coraz to piękniejszą dziewczynę! Zdecydowanie widział ją jako nieskalaną duszę, dla której świat był zbyt ciemny by rozpromieniła go swoją odważną postacią. Nie chciał, żeby stała jej się krzywda, a pewne skrzywienie i jakiś niewdzięczny pesymizm dorzucały nieco przerażające myśli, przed którymi chciał ją uchronić. Zrobiłby to dla każdego członka swojej rodziny...i nie tylko.
- Ja.. - próbował odnaleźć słowa, które wytłumaczyłyby jego prośbę, sytuację, a może nawet i problem, jednak wszystko, co przychodziło do głowy, było zbyt trywialne, żeby móc próbować ją oszukiwać. Odnajdując jej jasne tęczówki, dobrze wiedział, że nie było tutaj miejsca na kłamstwa; kobiety z domu Weasley miały pewną zdolność, a on nigdy nie potrafił mu się oprzeć. Podejrzewał, że przyjdzie również czas na tłumaczenie się przed szesnastolatką, ale czuł się tak bezradny; jakby opanowała go jej rozbrajająca szczerość i troska będąca odległym wspomnieniem, a nie uczuciem skierowanym w jego stronę. Naturalnie martwili się o niego - głównie uzdrowiciele, jednak nikt nie był w stanie przejrzeć go tak mocno, jak rudowłose panienki Weasley. - zmieniłem się - powiedział ze smutkiem, nawet samemu nie będąc pewnym, czy było to wyznanie grzechu, czy też nieporadna próba wytłumaczenia się. Na wysuszone usta cisnęło się wiele pomysłów odpowiedzi, jednak ta mała postać, przed którą kucał dla zrównania wzroku, obalała je już na samym wstępie. - tak samo i trochę inaczej niż Ty. - spróbował nieco rozluźnić atmosferę, która ciążyła na jego piersi. Kątem ust posłał w jej kierunku uśmiech; smutny, ale jednak uśmiech. - Czy...brakuje Ci czegoś? - spytał dość naiwnie, nawet w najśmielszych marzeniach nie myśląc o tym, że mogłaby powiedzieć mu o czymś poza dobrami materialnymi.




Serce mnie bije
Dusza zapije

Żyję

Powrót do góry Go down
Neala Weasley
Neala Weasley

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t4071-neala-weasley https://www.morsmordre.net/t4260-victoria-sowa-brena-ale-tez-moja#87876 https://www.morsmordre.net/t9448-for-as-long-as-the-sun#287505 https://www.morsmordre.net/f171-ottery-st-catchpole https://www.morsmordre.net/t4240-neala-weasley#86909
Zawód : dobry duch Devon
Wiek : 16!
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Jutro jest zawsze czyste, nieskalane żadnym błędem.
OPCM : 10
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 2
TRANSMUTACJA : 9
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej

Park Narodowy Dartmoor Empty
PisanieTemat: Re: Park Narodowy Dartmoor [odnośnikPark Narodowy Dartmoor I_icon_minitime28.02.21 18:39

- Urienie Reginaldzie Weasley, cóż za banialuki pleciesz. - zaczęłam unosząc rękę ku górze, jasne tęczówki skrzyżowały się z tymi należącymi Wiatr unosił ku górze kosmyki, które w czasie jazdy wplotły się z warkocza z tyłu głowy. Błękitna wstążka powiewała na różne strony, zgodnie z wolą jednego z żywiołów. Oh, jakże wiatr potrafił być piękny wprawiając w ruch to co zastałe, ale jednocześnie i okrutnie bezwzględny, kiedy ktoś sprzeciwił się jego sile. - Oczywiście, że się zmieniłeś. - wypowiedziała, spokojnie patrząc mu uważnie w twarz. Na piegi tak podobne do tych które sama miałam i włosy w odcieniu równie rude. - Tylko głupcy w miejscu stoją, nie ruszając się o krok nawet. Wyobrażasz sobie, jak ludzie i świat, byliby bezdennie nudni, gdyby codziennie nie pozostawili czegoś nowego do odkrycia i zobaczenia własnymi oczami? - zapytałam ze spokojem, kiedy włosy tak mi wokół twarzy latały. A kiedy kolejne z pytań wypadło z jego ust moja rękę przesunęła się, na chwilę odnajdując policzek kuzyna. - Ciebie - to chyba dość jasno zaznaczyłam? - wypowiedziała retoryczne pytanie odsuwając się o krok. - Ale weź wstań, nie możemy porozmawiać poważnie, jak kucasz przede mną jak przed jakimś brzdącem. - poprosiłam cofając się jeszcze o krok. Uniosłam, dłonie, żeby nimi odgonić z twarzy rude kosmyki. Brzdącem już dawno nie byłam. Czasy, które teraz nastały, sprawiały, że każdy musiał trochę mocniej się zdecydować niż wcześniej. Nie mogłam przecież siedzieć i udawać, że nie widzę tego, co dzieje się dookoła i tego nie słyszę. Wojna zbierała swoje żniwo, a do jasno znaczyło się przed moimi oczami. Zresztą, dokładnie wiedziałam, bo wujaszek i cioteczka uznawali też moją dorosłość i mówili też przy mnie o rzeczach, które działy się w innych hrabstwach. Szczęście w nieszczęściu to było, że w Devon nie działo się aż tak okrutnie, choć i tak natrafić można było na bestialstwo drugiego człowieka. Tutaj, było jeszcze względnie bezpiecznie, chociaż słowa cioteczki wyryły się mocno w mojej głowie. Pamiętaj, Neala, bezpiecznie nie jest już do końca nigdzie. I pamiętałam, trzymając różdżkę blisko przy sobie i starając się za bardzo nie rozkojarzyć pięknem otaczającego mnie świata.
- Posłuchaj, wiem, że dorosły jesteś już. I że moment taki przychodzi, kiedy każdy zaczyna o własnych nogach poruszać się po świecie. I to normalne jest, życie tak w zwyczaju ma przebiegać. - zaczęłam, splatając dłonie za plecami, unosząc trochę podbródek, żeby spojrzeć na kuzyna. - Tęsknią za tobą, wiesz? - zadałam kolejne pytanie tęczówkami przesuwając po jego twarzy, znajomych piegach, kształcie oczu czy nosa. - I wiem, że nie tylko Devon potrzebuje pomocy. Przecież właśnie dlatego Brendana tu nie ma. On walczy gdziekolwiek teraz jest. - przesunęłam spojrzenie na bok, zawieszając je na znajdującej się dalej parce rogatych krów. Zmarszczyłam na kilka chwil rude brwi jakby nad czymś zastanawiając się mocniej. Bo i taka też prawda była. - Nigdy nie sądziłam, że przyjdzie mi w czasach wojny żyć, myślałam, że jedynie z książek o nich słyszeć będę. - wyznałam, nie przestając marszczyć brwi. Wzięłam wdech w płucach. - Ale mama zawsze mówiła, że czasem to co chcemy, czy to co najgłębszym pragnieniem serca jest, wcale nie idzie z tym co powinniśmy, lub to co odpowiednie jest. - powtórzyłam zasłyszane lata temu słowa. Tęskniłam za nią, ale szczęśliwie dla mnie samej, zdążyła powiedzieć mi wiele ważnych rzeczy, zanim zostałam sierotą. Choć niewątpliwie, posiadałam ogrom szczęścia, nie będąc całkowicie samą, mając brata i rodzinę, która zawsze przyjmowała mnie w swoje objęcia. - Jak niegdyś przed wiekami broniliśmy ziem przed najazdami tak i dziś nie możemy pozwolić jej zagrabić ludziom, którzy w sercach tylko ciemność mają. Nie dla nas, ale dla tych, co wybrali życie tutaj. - stwierdziłam, spoglądając znów na niego, unosząc rękę, żeby założyć za ucho kosmyk rudych włosów. - Co zamierzasz, Urienie i jak mogę ci pomóc? - tutaj w Devon, bo zrobię co będzie w zasięgu moich własnych możliwości. Co zamierzasz, bo więcej w życiu widziałeś i więcej o nim wiesz. Kłócić się z tym faktem, byłoby jedynie głupotą. Przyjmę zadania, którym będę w stanie stawić czoła. Zaryzykuję, żeby ludzie żyjący na na ziemiach krwi naszej byli bezpieczni. Bo przecież, nigdy nie interesowały nas te wielkie nazwy, statusy, czy wielkie zamki. Interesowały nas innych serca.
Przesunęłam się do torby przyczepionej do siodła Montygona, wyciągając z niego dwie kanapki owinięte w papier. Jedną z nich podałam Urienowi. Wyciągnęłam jeszcze butelkę wody, którą postawiłam obok nogi. Mogliśmy trochę zjeść w czasie rozmowy. Bo nie miała krótko trwać, miałam wiele pytań i wątpliwości, wiele niepewności i strachu. Ale mama zawsze mówiła, że razem siła była mocniejsza.




Anything’s possible if you’ve got
enough nerve.

Powrót do góry Go down
Reggie Weasley
Reggie Weasley

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t8733-regi-weasley https://www.morsmordre.net/t9176-poczta-uriena#278014 https://www.morsmordre.net/t9054-moze-mnie-kojarzysz#272989 https://www.morsmordre.net/f156-doki-pont-street-37-4 https://www.morsmordre.net/t9072-skrytka-bankowa-2069#273565 https://www.morsmordre.net/t9055-u-r-weasley#273095
Zawód : co się nawinie pod rękę
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
zepsuty
OPCM : 21
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 1
TRANSMUTACJA : 13
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Metamorfomag

Park Narodowy Dartmoor Empty
PisanieTemat: Re: Park Narodowy Dartmoor [odnośnikPark Narodowy Dartmoor I_icon_minitime01.03.21 21:30

Nie wiedział czy były to jej słowa, które uderzały z poczwórną mocą, czy też ton, a może zwyczajnie cała persona. Neala potrafiła przemówić do rozsądku niejednemu jegomościowi i był przekonany, że w szkole robiła potężną furorę stawiając wszystkich w pionie. Chyba nigdy nie spotkał się z uczuciem tak wielkiej bezsilności, która niemalże odbierała mu dech i była inna niż ta przeżyta w Oslo, cieplejsza. Rozbieganym wzrokiem patrzył na twarz kuzynki szukając w niej podstępu, choć dobrze wiedział, że nie starałaby się go oszukać, była dobra. Kiedy już poczuł, że może w pełni zachłysnąć się tym wspaniałym uczuciem poczuł wewnętrzny ziąb, a co jeśli...ściągnie ją na dno. Przeraźliwa myśl zakotwiczyła się pod rudą czupryną, nie dając możliwości spojrzenia na wszystko z takiej perspektywy jaką szkicowała mu młodsza dama. Z całych sił pragnął, żeby było dokładnie tak jak kiedyś, kiedy nie musiała myśleć o sobie jako sierocie, której brat zniknął w wirze walki. Chciałby być równie dzielny i skuteczny jak Brendan, ale nie każdy miał to czego pragnął, więc lepił co tylko mógł ze wszystkiego co mu zostało w oddali od rodziny dla ich bezpieczeństwa. Nie było łatwo wrócić myślami gdzieś indziej. Posłusznie wstał, robiąc spory dystans pomiędzy ich twarzami.
Kolejny raz wyraziła tęsknotę, a on jak pierwszorzędna owca - nawet lepiej - baran, stał i patrzył w otępieniu. Serce wybijało jakiś szalony rytm, choć przecież nie działo się nic wielkiego, tylko rozmawiali, AŻ rozmawiali na tak poważne tematy, że poczuł, jak jego dłonie zaczynają się pocić. Nie przejmował się tym, że miała szesnaście lat, jej słowa brzmiały o wiele doroślej, co przysparzało jedynie więcej bólu i trosk niż powinno. Przeszła wiele i nikt nie był w stanie jej na to przygotować, ale czy ktokolwiek mógł? Choć wzrostem była niska, to hartem ducha i mądrością wspinała się po wyżynach, które zdawały się mu być nieosiągalne. Dobrze wiedział, że nie było jej łatwo, jak każdemu żyjącemu w trakcie wojny, jednak starał się w pełni swoich sił, żeby nie odebrać jej możliwości kontynuacji swojego zdania. Liczyła się zarówno ona, jak i wszystko, co było wypowiadane w jego stronę. Był głupi, nie było to tajemnicą od dawna, jednak w obecności tej małej osóbki zdawał się prawdziwie mały. Sięgnął po kanapkę, siadając zaraz na trawie. Nie chciał patrzeć na nią z góry, tym bardziej że chciał porozmawiać, poznać ją na nowo, bo kiedy zniknął i stało się tak wiele, zdążył zorientować się, że nie była to ta sama Neala, którą znał z zeszłego roku...
- Pomogę wam z całych sił. - powiedział wprost, nie szukając jej oczu, dobrze wiedział, że te dwa niebieskie tunele patrzą na niego w oczekiwaniu na odpowiedź, a on nie był w stanie odmówić niczego. Pomimo swojego żarłocznego stylu bycia nie był w stanie wziąć choćby gryza kanapki. Rosnąca gula w gardle nie była zbyt pomocna. - Do ostatniego tchu będę was wspierać i... - przerwał na chwilę, starając się znaleźć słowa, które przepełnione były czczym sentymentalizmem wyczuwalnym w każdym skrawku jego ciała - też za wami tęskniłem, tęsknię. - skończył w końcu, siłując się na dzielne dotrwanie do końca rozmowy bez łez, które pchane jakimś wewnętrznym ciepłem starały się uciec poza zaszklone oczy.
- Wiesz, że nigdy nie był ze mnie wielki strateg...po prostu utrzymuję się na lądzie. - przyznał z goryczą ściskającą za gardło. - Przykro mi, że musisz przeżywać to wszystko co dotychczas widziałaś tylko w księgach, uwierz mi, gdybym potrafił to wszystko cofnąć...zrobiłbym to bez wahania. - zadeklarował poważnie, nie spuszczając z niej oczu. Ugryzł się w język, przemieniając przekleństwo, które niemalże wyszło z jego ust na nieco lżejszą wersję wyrażenia złości. - Do diaska, gdyby Merlin by pozwolił, cofnąłbym chociaż swój wyjazd, którego wcale nie chciałem...znikać bez wytłumaczenia...przepraszam Neala...postaram się to wszystko naprawić...oddać...zreperować...potrzebuję jedynie czasu - którego nie mamy dopowiedział w myśli, dławiąc się własnym żalem za wszystko, co się wydarzyło. - Jesteś teraz mieszkanką Ottery...znasz okolicznych ludzi, lepiej powiedz mi, co jest potrzebne...mogę postarać się o jakieś racje żywieniowe, leki, eliksiry, Londyn nie zachwyca, ale mamy tam dosyć ciekawy port. - przyznał po chwili, stawiając ją niczym równą sobie, bo przecież inna opcja nie wchodziła w rachubę. Neala była już praktycznie dorosła, jeśli nie wiekiem, to z pewnością zachowaniem, a to liczyło się o wiele bardziej niż jakieś błahe cyferki. Weasley'owie nigdy nie robili sobie zbyt wiele z narzucanych przez większość reguł, nie zamierzał robić w tym przypadku wyjątku. - Z pewnością wojna niesie za sobą potężne straty, a uciekający ze stolicy potrzebują pomocy. - zasugerował z nieco bardziej rozluźnionym gardłem. Przejście do tematów, na które był w stanie faktycznie coś zmienić, ułatwiało mu funkcjonowanie. Nawet znalazł dość apetytu, żeby zanurzyć swoje zębiska w pysznej kanapeczce!




Serce mnie bije
Dusza zapije

Żyję

Powrót do góry Go down
Neala Weasley
Neala Weasley

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t4071-neala-weasley https://www.morsmordre.net/t4260-victoria-sowa-brena-ale-tez-moja#87876 https://www.morsmordre.net/t9448-for-as-long-as-the-sun#287505 https://www.morsmordre.net/f171-ottery-st-catchpole https://www.morsmordre.net/t4240-neala-weasley#86909
Zawód : dobry duch Devon
Wiek : 16!
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Jutro jest zawsze czyste, nieskalane żadnym błędem.
OPCM : 10
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 2
TRANSMUTACJA : 9
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej

Park Narodowy Dartmoor Empty
PisanieTemat: Re: Park Narodowy Dartmoor [odnośnikPark Narodowy Dartmoor I_icon_minitime09.03.21 23:50

Przytaknęłam głową na obietnicę pomocy. Dobrze, zapowiadało się naprawdę dobrze. Właśnie tego potrzebowało Devon, jego gotowego do działania. Oczy złagodniały mi trochę, kiedy mówił o tęsknocie. Usiadłam obok uśmiechając się promiennie.
- Mogłabym się obrazić okropnie, gdybyś twierdził że nie tęskniłeś nawet trochę. - stwierdziłam więc spokojnie, odkręcając butelkę wody, żeby upić z niej trochę. Przesunęłam jasnym spojrzeniem po otoczeniu. Devon było naprawdę piękne. Potrafiła zapierać dech w piersiach już samym pięknym widokiem.
- Nie ma co żałować rzeczy, których zmienić się już nie da. Anglia toczy wewnętrzną wojnę, to fakt - a uciec przed prawdą się nie da. - odpowiedziałam mu, wzruszając lekko ramionami. Wgryzłam się w kanapkę którą wyciągnęłam z białego papieru w który była zwinięte. Patrzyłam na niego przeżuwając jedzenie, by w pewnym momencie zawinąć papier ponownie wokół chleba i odłożyć go obok siebie.
- Posłuchaj mnie. - zaczęłam, wyciągając rękę, żeby położyć ją na tej większej, należącej do niego. Tęczówki zawiesiłam na jego twarzy. Otwierając usta ponownie. - Nie warto czasu marnować na gdybanie, czy składanie do losu próśb o czasu cofnięcie, kiedy ten nigdy nie był skory na tyle by pójść komukolwiek na rękę. Przeszłość w przeszłości zostawić trzeba, ugrząźć w niej to największe nieszczęście. - mama tak mi kiedyś i byłam pewna, że miała rację. Zawsze miała rację, przekonywałam się o tym na co dzień i niezmiennie. Tęskniłam za nią. Była mądra. Zdecydowanie mądrzejsza ode mnie. Zostawiła mi wspomnienia wspólnych chwil i mądre słowa, a te były najcenniejsze. Nikt nie mógł mnie z nich obrabować. Zdążyła wychować Brendana i zostawić wiele wspomnień mnie. A Brendan, mimo swoich obowiązków, niewielkiej ilości czasu zadbał o to, bym uczyła się dobrze, ale też i swoje wiedziała o życiu. Pracy nie bała się ani trochę i miała świadomość, że na rzeczy trzeba zapracować. - To już nie ważne. - zapewniłam go spokojnie, nie przestając wpatrywać się w niego. -  Gdzie byłeś, co robiłeś wcześniej. Jeśli powiedzieć zechcesz, wysłucham cię dokładnie. - dla potwierdzenia przytaknęłam głową. -  Jeśli mówić nie chcesz, nie musisz wcale. Cioteczka i wujek z pewnością też nie będą wymagać od ciebie tłumaczeń wielkich. - tego ostatniego pewna całkowicie nie byłam. Ale teraz, kiedy wszystkie ręce były potrzebne, przeszłość niezmiennie pozostawała jedynie czasem minionym. Tego jednego byłam pewna. Zabrałam rękę, biorąc się dalej za kanapkę. Trochę zgłodniałam jednak po tej podróży na Montygonie, a wrócić jeszcze musiałam przed zmierzchem najlepiej. Skrzyżowałam nogi siadając po turecku. Uniosłam rękę odsuwając z twarzy kosmyk włosów.
- Potrzebujemy wszystkiego. Zima się zbliża, a ludzi jest coraz więcej. Dzięki rozgłośni zawsze wiemy, że kolejni ludzie idą na Dorset, ale zima będzie…. - zatrzymałam się w wypowiedzi, bo coś nagle do mnie dotarło. Coś sobie nagle uświadomiłam. Jedno słowo, które opuściło jego usta. Chyba pobladłam odrobinę. Nie, pobladłam na pewno. Mimo, że zimno jakoś okrutnie jeszcze nie było. To jednak czułam, jak przez plecy dreszcz nieprzyjemny mi przechodzi.
- Londyn? - powtórzyłam po nim, czując jak moja warga drga niebezpiecznie. - Na wszystkie sasanki, Urienie, Londyn? - powtórzyłam raz jeszcze zapominając na chwilę by wymieniać to, co niezbędne będzie i ile pracy przed nimi było. Podniosłam się na równe nogi zaczynając chodzić po wytyczonym kawałku miejsca. Brwi zmarszczył mi się wyraźnie. Z rozdrażnieniem odsunęłam kosmyki z twarzy. Zacisnęłam usta w wąską linijkę w końcu spoglądając na niego z góry. - Zabiją cię, jeśli dowiedzą się kim jesteś. Zdajesz sobie z tego sprawę? - to był prosty wniosek. Prosty jak fakt, że co dzień wstawało słońce. Nie sądziłam, żeby moje słowa histerią były, czy powiedziane nad wyrost i niepotrzebnie trochę. Stwierdzenie, po którym wypowiedziałam pytanie. Mogłam jeszcze zaakceptować fakt, że ryzykował, jeśli wiedział po co dokładnie. Garrett był w Zakonie o którym mówił jej Brendan i którego sam był częścią. W Zakonie za którego członkami rozesłano listy gończe. Przestała głośno wypowiadać swoje nazwisko obcym osobom, zgadzając się z cioteczką kiedy mówiła, że nikt nigdzie nie jest już bezpieczny. Co prawda, zawsze mogły zdradzić ją włosy. Na to jednak nie była w stanie wiele poradzić. Ostatnie czego chciałam, to by Brendan był zawiedziony nieroztropnością, kiedy czasy były tak okropne. Zaciskałam rękę w pięść i rozwijałam ją ponownie. W końcu uniosłam lewą, zaciskając lekko zęby na palcu wskazującym. Nad czymś gorączkowo myślałam. Nie przestałam chodzić w te i wewte. - Też w nim jesteś? - zapytałam spoglądając ku niemu. Nie mówiąc głośno o co mi chodzi. Jeśli był, wiedzieć będzie. - Do wojny wrócić nam dane będzie, ale na razie odpowiadaj naprędce.. - ponagliłam go, zakładając dłonie na piersiach. Serce tłukło mi się okrutnie




Anything’s possible if you’ve got
enough nerve.

Powrót do góry Go down
Reggie Weasley
Reggie Weasley

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t8733-regi-weasley https://www.morsmordre.net/t9176-poczta-uriena#278014 https://www.morsmordre.net/t9054-moze-mnie-kojarzysz#272989 https://www.morsmordre.net/f156-doki-pont-street-37-4 https://www.morsmordre.net/t9072-skrytka-bankowa-2069#273565 https://www.morsmordre.net/t9055-u-r-weasley#273095
Zawód : co się nawinie pod rękę
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
zepsuty
OPCM : 21
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 1
TRANSMUTACJA : 13
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Metamorfomag

Park Narodowy Dartmoor Empty
PisanieTemat: Re: Park Narodowy Dartmoor [odnośnikPark Narodowy Dartmoor I_icon_minitime20.03.21 9:59

Kąciki ust same pociągnęły się ku górze, słysząc jej prostą i szczerą odpowiedź; chciał, żeby wszystko, co go otaczało, miało ten sam płomień prawdy, której nikt i nic nie było w stanie zachwiać. Rodzinny dom kojarzył się tylko z tym, co trwałe, mocne i przede wszystkim - bezpieczne. Kolejna mądrość wypłynęła z ust nastoletniej kuzynki, a on chłonął wszystko, co mówiła, potakując jedynie. Jako rodzina mieli doświadczenie życia na wojnie, a nawet egzystowania z ich skutkami, co było widoczne po włościach rudzielców. Potrafili łapać chwile swobody tylko wtedy, kiedy był na to czas i raczej nic nie mogło tego zmienić, po cóż więc przejmować się tym nieodwracalnym?
Każda kobieta z rodziny Weasley posiadała pewien instynkt pozwalający dojrzeć tam, gdzie zwykły wzrok nie sięgał. Pod wpływem dotyku jej dłoni gula w gardle odpuściła, pozostawiając mu melancholię, której nie miał ochoty przelewać na zewnątrz. Było zbyt wiele powodów do trosk, nie miał ochoty dokładać kolejnego, tym bardziej że nie było go tak długo. Zostawić przeszłość w przeszłości pomyślał, biorąc kolejny kęs kanapki, bo przecież jedzenie nie mogło się marnować dla jego rozważań, miał w końcu powód do przegryzienia kilku dręczących zagwozdek. Świadomość posiadania wsparcia w rodzinie zawsze dodawał sił, być może dlatego zdołał przemóc się w wytłumaczeniu ogólnikami, co się stało, tylko czy w ten sposób historia nie odejdzie w niepamięć? Rodzice zdecydowanie nie mieli oporów przed przywitaniem go z otwartymi ramionami, jednakże te bolesne spojrzenia zmuszały go do natychmiastowej ewakuacji przed własnym załamaniem wszelkich barier, które zostały utworzone w czasach poza krajem. Nie mógł pozwalać im dochodzić tak blisko siebie, byli mu najbliżsi, jednocześnie będąc dalekimi, bo przecież jak wytłumaczy swoją nadopiekuńczość o ich bezpieczeństwo, kiedy sam co którąś noc szedł komuś porządnie obić twarz, jednocześnie doprowadzając się do skraju. Czy z takiego syna byliby dumni? Tego, który spośród wszystkich jest najbardziej bezużyteczny, zepsuty.
- W Oslo - zaczął spokojnie, wbijając wzrok gdzieś we wzniesienie w oddali, kiedy ona wgryzała się w kanapkę - wszystko poszło nie tak, jak miało pójść. Nasza misja skończyła się fiaskiem, mój towarzysz... - zamilkł na chwilę, nawet nie starając się analizować, dlaczego spośród wszystkich osób opowiada tę historię właśnie jej. - nie zdołał dotrwać do końca, a po powrocie nie mogłem wrócić do Ministerstwa. Nie wiem jakie pogłoski krążą po drugim piętrze, ale domyślam się, że śmierć mojego towarzysza mogłaby zostać podciągnięta pode mnie... - dokończył ze smutkiem, bo przecież nigdy nie był tym, który zdoła grać przed najbliższymi, nie było w tym żadnego sensu, jedyne co wykorzystywał to niedopowiedzenia, które były zbyt ciężkie do konfrontacji, żeby mógł faktycznie się z nimi zmierzyć.
Nie był zbyt specjalnie zaznajomiony radiowymi audiencjami, a jednak w uszach wybrzmiało mu kilka urywków specyficznego brzmienia buntowniczej częstotliwości, którą słyszał jedynie w części Kornwalijskiej; nie było się czemu dziwić, przecież w Londynie mogłoby to grozić czymś gorszym niż Tower, a przynajmniej takie miał domysły. Właśnie wtedy jego uwagę zwróciła jej nagła zmiana głosu, szybko wrócił wzrokiem do rudowłosej, obserwując jej twarz w celu odnalezienia odpowiedzi na nurtujące pytanie - o cóż chodziło. Dopiero dobitne słowa, których był świadom, przywróciły go do szarej rzeczywistości będącej jego portowym życiem. Obserwował, jak nad nim góruje, jednak ani na chwilę nie spuścił wzroku, a tym bardziej pokazał niepewności, bo przecież dobrze wiedział z czym wiąże się tak ryzykowne przebywanie w stolicy, tym bardziej że wiele organów ścigających znało jego długą, rudowłosą czuprynę i ten mało szelmowski uśmiech. - Wiem o tym Nealu. - przytaknął z powagą, nie odczuwając żadnych dreszczy, bo przecież dobrze wiedział, jak działała ta gra, giniesz albo żyjesz, innego wyjścia nie było. Przyzwyczajony, a raczej nieświadomie uzależniony od adrenaliny potrzebował bodźców, które odnalazł właśnie w porcie, gdzie skrupulatnie wykorzystywał swoje zdolności metamorfomagiczne. Jednak tu nie chodziło o niego, chodziło o nią! Kiedy zauważył jej przejęcie w postaci chodzenia tam i z powrotem, stanął na nogi, podchodząc w dwóch krokach i nachylając się do niej, z rękoma ulokowanymi na wysokości jej barków. Wiedział, że powinna wiedzieć, przecież tajemnice zawsze wszystkich krzywdziły, co nieco przeczyło jego ciągłemu życiu w kłamstwie, jednak teraz, tutaj, musiał jej powiedzieć jak czarodziej czarodziejowi, bez owijania w bawełnę. - Pomagam im... nie wiem zbyt dużo, pewnie żyjąc w Londynie jestem zbyt dużym niebezpieczeństwem... mogą mi też nie ufać ze względu na... wszystko, ale to nic, grunt to przecież pomagać. - przyznał szczerze, pozwalając uśmiechowi przebić się gdzieś przez całą tę powagę sytuacji. - Jesteś w to zamieszana? - spytał zaraz, ściągając brwi w zmartwieniu. Miała do tego pełne prawo, była już niemal dorosłą czarownicą, a jednak martwił się o każdą duszę, w szczególności te bliskie. Jeśli została w to zaangażowana, to...




Serce mnie bije
Dusza zapije

Żyję

Powrót do góry Go down
Neala Weasley
Neala Weasley

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t4071-neala-weasley https://www.morsmordre.net/t4260-victoria-sowa-brena-ale-tez-moja#87876 https://www.morsmordre.net/t9448-for-as-long-as-the-sun#287505 https://www.morsmordre.net/f171-ottery-st-catchpole https://www.morsmordre.net/t4240-neala-weasley#86909
Zawód : dobry duch Devon
Wiek : 16!
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Jutro jest zawsze czyste, nieskalane żadnym błędem.
OPCM : 10
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 2
TRANSMUTACJA : 9
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej

Park Narodowy Dartmoor Empty
PisanieTemat: Re: Park Narodowy Dartmoor [odnośnikPark Narodowy Dartmoor I_icon_minitime25.03.21 20:20

Swobodnie przy nim mi było. Bo też bliski mi był zawsze, choć starszy prawie o połowę, nigdy nie miałam wrażenia, że traktuje mnie jak podlotka, który to nic do powiedzenia nie ma. Chociaż, nawet kiedy i takie traktowanie spotykałam, właściwie rzadko słowa powstrzymywałam. Mówiłam zawsze i mówiłam prawdę w którą wierzyłam. Słowa, były ważne, posiadały siłę zależnie od tego, jak były nacechowane. Ale wiedziałam, że od słów, ważniejsze były czyny. I mama i tata zadbali o to, żebyśmy oboje z Brendanem wiedzieli w którą stronę kroki stawiać. A kiedy ich zabrakło, dbał o to u mnie Brendan. Pamiętałam wyraźnie ten jeden konkretny dzień, który zdawał się jednocześnie dawno i jakby wczoraj był. Kiedy wrócił cały w krwi, kiedy jego słowa poważniejsze były i inne. Pamiętałam słowa przysięgi, którą mu wtedy złożyłam, tak samo dokładnie jak obawę w jego oczach. Jak nagłą potrzebę sprawdzenia, upewnienia się, że będzie wiedziała którędy kroczyć, kiedy jego już nie będzie. Złożyłam przysięgę i od tamtego momentu byłam z nią związana. Nie oczekiwałam, a nawet właściwie nie chciałam i nie potrzebowałam tego, by Urien pośpieszył z wyjaśnieniem. Nauczyłam się już, mimo rozdzierając mnie ciekawości, że nie wszystko przeznaczone dla moich uszu było. W jakiś sposób pogodziłam z tym. Przesunęłam spojrzenie z zielonej trawy przede mną, kiedy określił najpierw słowem kierunek. Spojrzałam uważnie na niego, nie przerywając nawet raz, kiedy mówił. - A jaka to różnica, Urien? – zapytałam spokojnie, sięgnęłam po szklanką butelkę z wodą, przytknęłam ją do ust unosząc na niego spojrzenie znad niej. Napiłam się kilka łyków. – Wiesz, mama mówiła, że przeszłość w przeszłości zostawić trzeba, ale uciec przed nią też się nie da. - uzupełniłam po chwili kiedy już się napiłam. Poprawiłam kosmyk rudych włosów marszcząc łagodnie brwi do kompletu z nosem. - Nie wiem, czy dobrze czy źle zrobiłeś nie wracając do Ministerstwa. Wtedy, kiedy wracałeś. Ale jakie znaczenie ma to teraz? – zadałam to samo pytanie raz jeszcze opuszczając rękę, podając mu butelkę z wodą. Wyprostowałam nogi, splatając je w kostkach, ręce ułożyłam za plecami i to na nich się oparłam spoglądając w nawet pogodne dziś niebo. – Przegrałeś i straciłeś przyjaciela. Jesteś tylko człowiekiem. Prawdziwie idealna, pozbawiona wad i przywar istota musiałaby być bezdennie nudna. - wyznałam z westchnieniem. Świat nie składał się z grona idealności. Tylko z jednostek z przywarami. Czasem sądziłam, że też dlatego, że nikt prawdziwe czegoś idealnego nie byłby w stanie zaakceptować, wiedząc, jak wiele jemu samemu brakuje do niego. Ideał, niedościgniony, oddalony, był dobrym celem, do którego można było próbować zmierzać i który pozwalał nad sobą pracować. -  Nigdy nie mierzyłam się z wielkim niebezpieczeństwem, ale wiem jak boli strata tego, co sercu jest bliskie. Ale kiedy tak się tak zastanowisz, to wszędzie można znaleźć coś… dobrego. W każdej rzeczy i sytuacji. Nawet tej najgorszej. - kontynuowałam dalej, nie z potrzeby ulżenia jemu, tylko może powiedzenia głośno czegoś, czego nie usłyszał dawno, albo nie usłyszał nigdy. - Co za różnica, co tam gadają, skoro ciebie już tam nie. - skonkretyzował bardziej, jeszcze raz się nad tym głośno zastanawiając. - No i wiadomo co stało się z Biurem Aurorów. Może lepiej, że siedzisz tutaj, a nie tam w murach Ministerstwa. - w końcu opuściłam głowę, żeby spojrzeć znów uważnie na niego. - Jeśli oni najbardziej prawe dusze jakie znam, mianem terrorysty wołają, to nie wierzę, że coś dobrego w ich murach znaleźć jeszcze można. - na plakatach widziałam niektóre znajome twarze. A w sam Zakon wierzyłam, bo wierzył w niego Brendan. I nie wierzyłam w żadną propagandę, które Ministerstwo rozsiewało. Wyznanie o Londynie poderwało mnie do góry. Wprawiło w prawdziwą obawę.  - Widziałam ludzi, którzy uciekali z Londynu i rozumiem, czemu Brendan nie chciał, żebym tam żyła. Ale ty też nie powinieneś. Nawet jeśli wiesz, Urien. Co innego wiedzieć, a rozumieć. Rozumiesz, czy tylko wiesz? - zapytałam spoglądając z góry na niego. - Bo ja wiem, jak niebezpieczna może być informacja, że Brendan to mój brat. Wiem, ale nie rozumiem całkiem bo jak mogłabym skoro lat mam tylko szesnaście. - mówiłam szybko, całkowicie rozemocjonowana. Pamiętałam dokładnie jego reakcję, na spotkanie z panem Bottem w naszym mieszkaniu i więcej tak naiwna i nierozsądna postanowiłam nie bywać. - Co ty tam właściwie robisz? - zażądałam kolejnej odpowiedzi, zaciskając trochę dłonie w pięście. Kolejne pytanie wyrzuciłam, czekając na odpowiedź i jej też po chwili słuchając. - Dla siebie Urien! Dla siebie niebezpieczeństwem. Co innego, wchodzić tam od czasu do czasu a co innego na stałe mieszkać. Słyszałam co tam się dzieje! - powiedziałam z wyrzutem, ale to co innego bo z troski on szedł. Martwiłam się codziennie o Brena, a teraz Urien jeszcze mówił, że mieszka w paszczy potwora. Uniosłam rękę, żeby przesunąć nią po twarzy. - Ja rozumiem, naprawdę staram się zrozumieć, ale Urien, naprawdę musisz co noc tam spać? - zapytałam ciszej, nie mogłam mu niczego nakazać, nie mogłam nic też wymagać tak naprawdę w ogóle. Ale już sama możliwość widzenia go częściej, pewności, że wszystko jest w porządku, byłaby czymkolwiek. Pytanie które potem padło sprawiło, że spojrzałam na niego zdumiona. A za chwilę parsknęłam. - Ja? - powtórzyłam dla upewnienia, by zaraz powrócić głową. Ale rozbawienie szybko zeszło z ust. - Niewiele jeszcze umiem, by na coś rzeczywiście móc się przydać w walce. Nigdy nawet w pojedynku nie uczestniczyłam bo kiedy. Mniej szkód tutaj narobię. - wypowiedziałam bez złości, czy żalu. Tamtego dnia w kwietniu zeszłego roku, obiecałam mu, że też kiedyś będę pomagać jak on - bohater. Ale na razie musiałam się wspiąć na dość wysoką górę.




Anything’s possible if you’ve got
enough nerve.

Powrót do góry Go down
Reggie Weasley
Reggie Weasley

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t8733-regi-weasley https://www.morsmordre.net/t9176-poczta-uriena#278014 https://www.morsmordre.net/t9054-moze-mnie-kojarzysz#272989 https://www.morsmordre.net/f156-doki-pont-street-37-4 https://www.morsmordre.net/t9072-skrytka-bankowa-2069#273565 https://www.morsmordre.net/t9055-u-r-weasley#273095
Zawód : co się nawinie pod rękę
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
zepsuty
OPCM : 21
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 1
TRANSMUTACJA : 13
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Metamorfomag

Park Narodowy Dartmoor Empty
PisanieTemat: Re: Park Narodowy Dartmoor [odnośnikPark Narodowy Dartmoor I_icon_minitime03.04.21 1:30

Słowa zwykle były proste, jednak każdy wyraz rzucony w przestrzeń nie przynosił ulgi. Przeżycia pozostawiały nieskrywany ból, którego źródłem nie było nic poza żalem do samego siebie - braku przebaczenia. Nie powinien zwracać tym głowy młodej dziewczyny, której wprawdzie nie traktował jak podlotka, ale niekoniecznie też zamierzał zwierzać się ze wszystkiego... była w końcu kobietą krwi Weasley, bał się suszenia głowy o własne występki. Każda dama urodzona w ich rodzinie posiadała pewne nadzwyczajne predyspozycje do zwyczajnego wzbudzania respektu i swojskiego poczucia wstydu za każde głupstwo, a tych miał w swoim arsenale wiele.
Pozostawienie przeszłości gdzieś za sobą nigdy nie było opcją, którą był w stanie przyjąć; bardzo możliwe, że nawet nie potrafił tego zrobić, w końcu, na czym mógłby się uczyć, jeśli nie dręczących brudach i rycinach błędów? Nigdy nie były one popełniane intencjonalnie, a jednak zawsze pojawiały się najmniej oczekiwanym momencie. Mimo wszystko słuchał jej, gotów przyjąć na barki kolejne mocne spojrzenia i słowa krytyki czającej się gdzieś za cieniem słów, a jednak mówiła to w dobrej intencji. Zamiary zwykle parły ku jasności i to też starał się dojrzeć w tych wyrazach nauki, którą się dzieliła. Przymknął oczy, starając się wziąć w garść, nawet perspektywa kolejnej kanapki zdawała się dosyć odległa od aktualnych pragnień skupiających się na zapadnięciu pod ziemię. Na polikach pojawiły się delikatne rumieńce, bo przecież stwierdzenie o przegranej nie przechodziło przez jego gardło tak łatwo i sprawnie; nikt nie lubił przegrywać, mimo to jej słowa dźwięczały gdzieś w umyśle, nie dając chwili wytchnienia. Ból w klatce piersiowej nie był zwyczajną reakcją na przyjazne, surowe i dosyć chłodne powiewy wiatru będącego najczystszymi, które był w stanie złapać w przeciągu ostatnich miesięcy. Londyn, a szczególnie port nigdy nie zachwycał tak wielkimi, prowincjonalnymi przyjemnościami jak dobra jakość nabieranego powietrza przy oddechach. Napawał się każdą chwilą spędzaną w tym harmonijnym miejscu o wielu historiach i troskach pokonywanych każdego dnia. Wojna odcisnęła potężne piętno na rodzimych mieścinach, gdzie wciąż próbowano wiązać koniec z końcem na nieco innych, mniej drastycznych zasadach jak w stolicy.
Jesteś tylko człowiekiem, ponownie wybrzmiało w jego głowie, kiedy nieco odważniej objął otoczenie spojrzeniem nieco niepewnych tęczówek. Wolał być zwierzęciem, jeśli miałoby to lepsze przełożenie na wszystkie z przeżytych sytuacji, kiedy okazywał się zawodzić. Nie odpowiadał, po prostu słuchał, pozwalając palącemu poczuciu niedostatecznej doskonałości obejmować również jego uszy, które zaraz zaszły czerwienią. Szukanie dobrego wydawało się takie nieodpowiednie do śmierci towarzysza w Oslo, bo z czegóż mógłby się cieszyć - własnego przetrwania? Przypominając sobie te przerażające chwile jedyne, na co miał ochotę, to zastąpić mężczyznę i umrzeć dokładnie na tamtej nieznajomej sobie ulicy w pogoni za niewymierzoną sprawiedliwością. Dopiero po czasie okazało się, jak błędne były ich założenia i cała misja będąca zwyczajną przykrywką, a czas stracony na leczeniu ran okazał się potężną porażką dla Anglii trapiącą anomalie. Wiedział, że nie zdołałby odmienić nikogo losu jednakże możliwość trwania przy boku, zapewniania, że wszystko jest w porządku... odebrał sobie wszystko z własnej nieprzymuszonej woli, każąc cierpieć nie tylko sobie, ale również rodzinie. Był okropnym synem.
- Nie wiem, co dokładnie działo się z Ministerstwem, choć słyszałem o tym, ile osób o dobrych zamiarach zostały zdegradowane, już o samych pogłoskach mówić nie będę. - powiedział w końcu, przyznając, że Ministerstwo nie do końca było już tym samym organem, do którego zapisywał się na początku swojej kariery. Każde słowo mówione przeciwko instytucji, która niegdyś była mu tak ważna i bliska wciąż raniła nawet jego myśli. - Terroryści... - powtórzył cicho, przypominając sobie, jak w dziwacznym szale próbował pokiereszować swojego szwagra z powodu wszystkich tych plakatów, którymi karmił się od powrotu. Zdecydowanie nie było to zbyt przyjazne pierwsze spotkanie.
Rozumiesz, czy tylko wiesz? Neala zdecydowanie nie miała oporów przed wytykaniem mu szczegółów, które składowały się na całość. Twarz zachmurzyła się w zaskoczeniu na to pytanie, którego kompletnie się nie spodziewał z jej strony. Przez chwilę miał ochotę nawet warknąć, jednak powstrzymał się na rzecz wytłumaczenia. - Rozumiem i wiem Neala. - bardziej szepnął, niż powiedział, próbując schować gdzieś całą tą pewność, bo czy aby na pewno był w stanie mówić to głośno? Rzeczywistość uwielbiała weryfikować wszystkie słowa padające bez zastanowienia, a nie chciał po raz kolejny kogoś zawieść, rodzina była przecież najważniejsza. Niestety kolejne pytanie podsycane emocjami wywołało niepowstrzymaną falę silnych uczuć, których nie był w stanie zatrzymać. Pewnym już wzrokiem spojrzał jej prosto w oczy, nie uciekając jak dotychczas po bokach. - Żyję tam i żyć będę. Nie każdy jest taką samą łajzą, choć więcej jest tych nieprawych, to fakt. Nie będę udawał, że jest bezpiecznie, bo nie jest, sama dobrze to pewnie wiesz, ale nie mam zamiaru z tego rezygnować. Taka jest moja ścieżka i będę żyć przy tych ludziach w każdym znoju, jaki przyniesie los. - nie starał się być ostry, choć pod wpływem wielu składowych mogło to brzmieć dość mocno, jednak nie mógł pozwolić na to, aby ktokolwiek obrażał ludzi z problemami, ludzi cierpiących, ludzi tak bliskich im samym. Niesienie pomocy wydawało mu się podstawą, choć jeden z nieczystych zwodów kompletnie przeczył idei; czasem było się zmuszonym do robienia tego, co się nienawidzi, a zna lepiej niż niejeden chłystek tylko po to, aby przeżyć jeszcze jeden dzień dłużej. Sprzedawanie używek nie było jedynie interesem dla monet, liczyły się tam również informacje, których jako były Wiedźmi Strażnik pożądał równie mocno co ryzyka. Pomimo upuszczonych litrów krwi pewne zachowania i impulsy nie zmieniały się nigdy. Nie mam innego wyjścia, nie mam spać gdzie indziej. Odpowiedział w duchu, mocno gryząc się w język. Wiedział, że nie byłaby w stanie zrozumieć, żadne z Weasley'ów nie mogłoby zrozumieć, że pomimo gdzie zgoda, tam zwycięstwo, on chciał podążać własną ścieżką, myśląc jedynie o ich pomyślności. Przyciągał zbyt wiele kłopotów, by tak zwyczajnie wejść do Ottery i oświadczyć o swoim pełnym powrocie do rodzinnego ciepła, przecież nawet na to nie zasługiwał. Cierpiętniczy wzrok ulokował się w niebieskich tęczówkach, gdzie szukał zrozumienia tych niewypowiedzianych wytłumaczeń.
- Nie trzeba walczyć, żeby pomagać. - odpowiedział z cieniem uśmiechu na jej obawy, czy też stwierdzenie co do użyteczności w bitwie. Nie pozwoliłby na to, żeby stanęła ramię w ramię przeciwko potężnym czarodziejom dla zwyczajnej zasady opiekuńczości nad młodszymi. - Masz dobre serce, które znajduje dużo współczucia, które można przekuć w czyny. Z pewnością wszelka pomoc uciekającym, organizacja ich i doglądanie będzie niemałym wyzwaniem, ale również i zapomogą. - zaproponował śmiało - Jeśli masz ochotę, z przyjemnością pomogę. W Londynie zapanowały czystki, ale wciąż zdarza mi się natrafić na jednostki, które wymagają pomocy po ucieczce. - wiedział, że była w stanie zrobić wszystko dla dobra ludzi, tak samo, jak i on. - A jak... jak z wami? Wy... - Garrett, Brendan... Samantha, uciskający ból w klatce piersiowej przeszedł grymasem na piegowatej twarzy. Wszyscy tak zaangażowani, a on? Czy to był ten czas? Czy mógł próbować postawić krok w tym kierunku? - Co wiesz o całym tym Zakonie? - zdecydował w końcu, powietrze stało się jakieś cięższe, nietutejsze.




Serce mnie bije
Dusza zapije

Żyję

Powrót do góry Go down
Neala Weasley
Neala Weasley

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t4071-neala-weasley https://www.morsmordre.net/t4260-victoria-sowa-brena-ale-tez-moja#87876 https://www.morsmordre.net/t9448-for-as-long-as-the-sun#287505 https://www.morsmordre.net/f171-ottery-st-catchpole https://www.morsmordre.net/t4240-neala-weasley#86909
Zawód : dobry duch Devon
Wiek : 16!
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Jutro jest zawsze czyste, nieskalane żadnym błędem.
OPCM : 10
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 2
TRANSMUTACJA : 9
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej

Park Narodowy Dartmoor Empty
PisanieTemat: Re: Park Narodowy Dartmoor [odnośnikPark Narodowy Dartmoor I_icon_minitime05.04.21 19:28

Mówiłam to, co sądziłam. Co uważałam, jak sprawę widziałam. Śmierć nigdy nie była łatwa. I nigdy jako takiej nie należało jej przyjmować. Ale jeśli sprawa szła o przeszłość, należało niej pamiętać, ale nie można było pozwolić, żeby wpływała na teraźniejszość zbyt mocno. Przeszłość nas uczyła, kształtowała nas, sprawdzała, dawała informacje i doświadczenie, które niezmiennie były cenną walutą. Tak przynajmniej zawsze mama mówiła, a ja nie spotkałam jeszcze nic, co mogłoby przeczyć jej słowom. Chciałam, żeby Urien zrozumiał, może pojął, że każdy na świecie popełnia błędy. Że nie ma jednostek, które są nieskazitelnie bezbłędne. Kwestia zawsze polegała na tym, żeby jakoś się po błędzie podnieść, żeby próbować iść dobrą drogą.
- Ludzie Ministerstwa w Bezksiężycową Noc wyszli na ulice i dokonali tam okrutnych i podłych rzeczy. Odbierali życie. Biuro Aurorów sprzeciwiło się tym rozkazom. Nie tylko biuro w sumie, niektórzy wiedźmi strażnicy też. Tak powiedział wujaszek Dai.  - dodałam wzruszając ramionami. Zdegradowane nie wydawało mi się całkowicie odpowiednio. Ci ludzie odeszli sami dlatego, że sprzeciwiali się temu co robiło Ministerstwo. I sprzeciwili się temu otwarcie. Mówiłam dalej, znowu trochę paplając, trochę emocjonalnie, trochę odbiegając z głównego tematu, trochę zastawiając się na głośno.
- A czy oni zrobią to samo dla ciebie?! - uniosłam się też, bo krzyczeć i być ostrą i ja potrafiłam. - CIEBIE! - powtórzyłam wyraźniej. - Wiedzą w ogóle kim jesteś? - zapytałam dalej po ostrych słowach, które padły z jego ust. Opadły mi ramiona, spojrzałam w bok, uniosłam lewą rękę i zacisnęłam usta na wskazującym palcu marszcząc brwi. - Przepraszam. - wypowiedziałam już ciszej. Objęłam się ramionami. Wiatr zatoczył się wokół unosząc rude włosy. - Nie mógłbyś… - zaczęłam, przygryzając dolną wargę. - Nie mógłbyś robić tego dalej, ale chociaż kłaść się spać w miejscu w które jest naprawdę bezpiecznie? - zapytałam już spokojniej, unosząc rękę, żeby odsunąć kilka kosmyków z twarzy.
- Oczywiście, że nie. - zgodziłam się z nim z początku. Walczyć można było na wiele różnych sposobów. Niekoniecznie w spieraniu się na różdżki. Ale Zakon walczył właśnie w ten sposób, przeważnie, najwięcej, niewiele miałby ze mnie pożytku.
- Już to robimy, Urienie. - odpowiedziałam mu marszcząc odrobinę brwi. Naprawdę sądził, że to tej pory Devon pozostawało niewzruszone na pojawiających się na tych ziemiach ludzi? - Ale jeśli ktoś w Londynie będzie potrzebował pomocy, Devon przyjmie każdego. Tak powtarza wujek. Nie dokładnie tak, ale że nie zamkniemy się i podzielimy tym, co mamy. Devon się jednoczy, Urienie, dlaczego nie możemy i my? - zapytałam wypuszczając z rezygnacją powietrze. Opadając na nowo na trawę, podwinęłam nogi i oparłam brodę na kolanach zapatrując się na rozpościerające przede mną połacie zieleni. Dłonie oplotłam wokół nóg. Kiedy kolejne z pytań wymknęło się między nimi spojrzałam w kierunku ciotecznego brata. Przez krótką chwilę mierzyłam go jasnym spojrzeniem by w tej pozycji wzruszyć ramionami. - Wiem tyle ile powiedział mi Brendan. - zaczęłam odsuwając tęczówki, żeby zawiesić je na niebie. Oparłam dłonie za plecami, a nogi wyciągnęłam, zarzucając jedną za drugą. Wspominając dzień jednej z ostatnich z poważnych rozmów nim wyjechał. - Powiedział że mając Cronosa za ministra, na próżno oczekiwać zmian - wręcz przeciwnie, należy spodziewać się że nadchodzi coś gorszego. I już wtedy rację miał. - dodałam trochę ciszej, smutniej, choć wtedy na klifach nie spodziewałam się tego, co wydarzyło się później. - Wyjaśnił, że Zakon to grupa ludzi, która nie godzi się na niesprawiedliwość i że kuzyn Garry jej przewodził. I że on też. Że kuzyn miał wiarę i posłuch wśród ludzi. Co nie dziwi mnie wcale, zawsze wiedział jak rozgrzać serce i duszę. - zmarszczyłam na chwilę znów nos. - Po pożarze Ministerstwa znajdował się na liście zaginionych, ale powiedział, że Garrett już nie wróci, postawiliśmy dla niego nagrobek niedaleko klifów w Blackpool. - uzupełniłam jeszcze cicho, zanim podjęłam rozmowę dalej. Westchnęłam krótko, zaciskając rękę na znajdującej się pod nią trawie. - Wiem że to Zakon pokonał Grindelwalda i tak Brendan stracił rękę - chociaż nie znam dokładnych szczegółów. Wiem że to oni pokonali też anomalie a znakiem na to był dość specyficzny deszcz. Oh, zaczekaj. - przerwałam nagle podnosząc się żeby podejść do juków Montygona i wyciągnąć kryształ, który skierowałam w stronę kuzyna. Już zauważyłam, że niby wygląda niepozornie, ale przyłożony do ucha odnosi się wrażenie, jakby śpiewał. - Takie spadły wtedy z nieba. - wyjaśniłam jeszcze - Powiedział, że pokonają też Voldemorta, ale ta wojna pochłonie wiele istnień. - wróciłam zasiadając znów na trawie, tym razem splatając nogi po turecku. - I żebym pamiętała, że jeśli kiedyś będę potrzebowała pomocy, to oni mi tej pomocy udzielą. - skubnęłam źdźbło trawy. - Powiedział też, że kryje więcej sekretów i jeśli ktoś będzie chciał do nich dotrzeć, spróbuje to zrobić przeze mnie, bo jestem łatwym celem. Trudno się z tym nie zgodzić. - przyznałam wzruszając lekko ramionami. - Nie powiedział mi więcej, bo nie byłam gotowa, by więcej wiedzieć. - wzruszyłam łagodnie ramionami, bez złości. Byłam młoda, choć chciałam wiedzieć, wiedziałam, że nie wszystko jeszcze mogę. - Dlatego dalej się pilnie uczę, pomimo ogromu obowiązków, które dodatkowo się pojawiły. Nie chcę żadnego z nich zawieść. - dodałam ciszej nie podnosząc jednak głowy. Nie było łatwe, czasem spędzać całe dnie przy pomocy uchodźcom a później po męczącym dniu otwierać podręcznik od jakiegoś ze szkolnych przedmiotów. Ale nie narzekałam, miałam szczęście żyć w Devon, z wujkiem i ciotką. Względnie bezpiecznie, wokół życzliwych mi ludzi.




Anything’s possible if you’ve got
enough nerve.

Powrót do góry Go down
 

Park Narodowy Dartmoor

Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia i Walia :: Devon-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-21