Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Park Narodowy Dartmoor

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
Autor toWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Park Narodowy Dartmoor - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Park Narodowy Dartmoor - Page 2 Empty
PisanieTemat: Park Narodowy Dartmoor [odnośnikPark Narodowy Dartmoor - Page 2 I_icon_minitime17.02.21 0:34

First topic message reminder :

Park Narodowy Dartmoor

Prastary, bogaty w zwierzynę park znajduje się pomiędzy dystryktem West Devon i South Hams. Zgiełk wojny i zniszczenia charakterystycznego dla całego hrabstwa Devon zdaje się zapomnieć o magicznym miejscu, w którym zielone wrzosowiska przeplatane są granitowymi skałami, spomiędzy których niejednokrotnie można natknąć się na rozhasaną zwierzynę. Miejsce idealne na wyciszenie się, obcowanie z naturą i dobrami, jakie oferuje. Ze względu na wzgórza okalające miejsce wiatr jest nieodłącznym elementem każdej wizyty. Jedynie potężne formacje skalne są w stanie zapewnić schron przed zimnymi podmuchami, które nie zawadzają stworzeniom przystosowanym do takiej pogody oraz temperatury. W zależności od miejsca można napotkać mokradła i torfowiska objęte mgłą. Pomimo przeciwności warunków można natknąć się na wioski. Największą z nich jest wybudowane w czasach napoleońskich Princetown, gdzie znajduje się strzeżone więzienie.
Punktem przyciągającym gapiów jest zamek Drogo wybudowany w latach 1910-1930 przez jednego ze znanych, mugolskich architektów sir Edwina Lutyens. Obszerność parku nie pozwala na dostrzeżenie najwyższego szczytu High Willhays (610 m n.p.m.), który robi furorę pośród mugolskich, często spotykanych na ścieżce wędrowców oraz badaczy. Typowym widokiem jest szeroka gama ptactwa, kuce Dartmoor, lisy, króliki, borsuki, szare wiewiórki, łasice, zające, sarny, jelenie i gronostaje, a także magiczne stworzenia, o których istnieniu krążą jedynie legendy.
Zarówno pośród mugolskich, jak i czarodziejskich dzieci mówi się o baśniach związanych z wrzosowiskami, które zwykle zahaczają o postaci wróżek, chochlików, czy też jeźdźców bez głowy. Wielu z mugolskich twórców, o których traktuje literatura, inspirowało się magicznym parkiem, w którym świat był jeszcze bardziej magiczny, a czasem nawet surowy.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Reggie Weasley
Reggie Weasley

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t8733-regi-weasley https://www.morsmordre.net/t9176-poczta-uriena#278014 https://www.morsmordre.net/t9054-moze-mnie-kojarzysz#272989 https://www.morsmordre.net/f156-doki-pont-street-37-4 https://www.morsmordre.net/t9072-skrytka-bankowa-2069#273565 https://www.morsmordre.net/t9055-u-r-weasley#273095
Zawód : co się nawinie pod rękę
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
... here we go again
OPCM : 21
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 1
TRANSMUTACJA : 13
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Metamorfomag

Park Narodowy Dartmoor - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Park Narodowy Dartmoor [odnośnikPark Narodowy Dartmoor - Page 2 I_icon_minitime18.05.21 17:17

Może wcale nie mieli dojść do porozumienia? Przecież nie każda poruszona kwestia mogła być tą rozwiązywalną, a tym bardziej łagodną i ułatwiającą pogodzenie się z minionym czasem. Żadne z nich widocznie nie było w stanie tego zaakceptować, choć każde patrzyło z innego kąta i na całkiem odległy punkt, nawet względem siebie. Chciała dobrze i pewnie dlatego było to takie ciężkie, żeby nie dać się okrutnemu odczuciu kolejnego zawodu. Nawet nie próbował walczyć, zwyczajnie zgarbił się i uciekł gdzieś wzrokiem na bok. Nie wiedział jak im pomóc, chciał, a… pokazywała mu palcem dokładnie, gdzie leżało źródło wszystkich niedogodności i jakiejś niefortunności, którą należało zwalczyć, żeby było lepiej. Nie był w stanie patrzeć, zamykał oczy, bo wolał być głupi, ślepy i nie istnieć niż żyć z tym widmem cienia porażki. Wiadomo, że znowu coś by się stało, po co miał w ogóle próbować? Chyba tylko dla nich, bo przecież na ratunek samego siebie już było trochę za daleko. Pewnie to mu dało trochę siły.
- Neala… – szepnął cicho, kiedy jej głos przeszedł w inną oktawę, a może to tylko mocny wiatr zawirował w niespodziewanym harmidrze? Wolał już fizyczną krzywdę od tych słów, które ciosały o wiele głębiej, niż się wydawało. Były szczere i wytykały każdą nieprawidłowość, którą przyjmował za pewnik i zwyczajną psotliwość losu. Tak miało być i tak też było. Nie zasługiwał przecież na lepsze życie, a jednak kiedy kosztowało to łzy młodej kuzynki, wartości zaczynały przechodzić przeróżne deformacje. Nie chciał doprowadzać jej do złości, a tym bardziej płaczu! Kiedy to wszystko tak szybko się poplątało?
Ckliwe podejście do teorii każdy-nowy-dzień przemawiało do niego praktycznie w każdym calu, jednak to nie miało znaczenia, kiedy nie on kierował życiem tych ludzi i ich wyborami. Stał z boku, nawet nie prowadząc ich za rączkę, bo przecież wszyscy mogli sami wybierać, tak samo, choć sam był przekonany, że innego wyjścia nie posiadał.
- Neala. – podjął kolejną próbę przywołania jej uwagi dość cicho. Kolejny raz się uniosła, a on przestał odpowiadać. Był tą głuchą ścianą, w którą uderzał ciężar grochu – jej słów. Mimo wszystko w tym konkretnym momencie wiedział, że do niczego to nie będzie potrzebne, jeśli po raz kolejny podejmie próby wyjaśnienia, zobaczy w jej oczach łzy. Nie chciał być źródłem jej cierpienia, miała dość na głowie, sama to właśnie potwierdziła. Znowu komuś przynosił zawód. Spuścił wzrok jak pięciolatek, do czasu, aż zaczęła wyjaśniać, jak żyją Ci, których obserwował, a może nawet i trochę naśladował. Nie wiedziała, jakie to było ciężkie, choć ani przez chwilę nie próbował podważyć tego, że jako sierota miała dobrze, to… jakoś nie potrafił już dłużej być tak pasywny. Doszła do granicy? Zaczerpnął głęboko powietrza, ściągając brwi i patrząc na nią ostro, kiedy zaraz wyjaśniła, że to wszystko ze zmartwienia, nie z poczucia wyższości, choć wszystko trochę przysłoniły mu jej wcześniejsze słowa.
- Neala. – powiedział ostro, może trochę ostrzegawczo, na pewno nigdy w ten sposób się nie unosił. Jego poliki i uszy były czerwone, a jednak, zamiast ją prosić o wybaczenie, stawał naprzeciw z jedynym sprzeciwem w postaci jej imienia. Dobrze wiedział, że nie może zostawić tego tak niedopowiedzianego. Coś zakuło w piersi, kiedy uświadomił sobie, że wytykała mu bezczynność. – Nic się pewnie nie stanie bez mojego nadzoru, ale jestem w stanie przynajmniej szczątkowo pomóc. Wierzę w to, że mogę. – stwierdził dość naiwnie, choć z pewnością, o jaką sam siebie nigdy nie podejrzewał. Nawet wartość tych słów była mu dość obca, przynajmniej w świadomym umyśle, który nigdy nie rozważał tak dziwacznych myśli.
Chciał już skończyć te dziwy, zaczerpnąć trochę powietrza wolną piersią, a nie tą ponownie przytłumioną poczuciem winy. Niestety odmówiła wspólnego rzucania zaklęć. Faktycznie musiał dać popalić, skoro nawet ta przyjemność wydawała się jej zbyteczna. Wyrzucał sobie głupotę, że też w ogóle się odezwał i znów wypalił z czymś nieodpowiednim. Niestety nigdy nie potrafił kłamać tych najbliższych. W jego umyśle zrodziła się pewna obawa, którą zaraz spróbował wyjaśnić, łapiąc kontakt wzrokowy z rudowłosą. Wahał się nad tymi słowami, choć w rzeczywistości decyzja o niepytaniu padła dokładnie w tym samym momencie, kiedy z jego ust padło – Czy Ty… nie chcesz się już więcej ze mną więcej widzieć? – spytał praktycznie szeptem, bo był przekonany, że głos zdradziłby drżenie i strach, który ogarniał całe ciało. Znowu coś spierdolił i to na pełnej linii. Co z tego, że patrzył na nią z góry, skoro to ona trzęsła całą pewnością o trwałości wartości rodziny!




Serce mnie bije
Dusza zapije

Żyję

Powrót do góry Go down
Neala Weasley
Neala Weasley

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t4071-neala-weasley https://www.morsmordre.net/t4260-victoria-sowa-brena-ale-tez-moja#87876 https://www.morsmordre.net/t9448-for-as-long-as-the-sun#287505 https://www.morsmordre.net/f171-ottery-st-catchpole https://www.morsmordre.net/t9744-skrytka-bankowa-nr-1054#295656 https://www.morsmordre.net/t4240-neala-weasley#86909
Zawód : dobry duch Devon
Wiek : 16!
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Jutro jest zawsze czyste, nieskalane żadnym błędem.
OPCM : 10
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 2
TRANSMUTACJA : 9
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej

Park Narodowy Dartmoor - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Park Narodowy Dartmoor [odnośnikPark Narodowy Dartmoor - Page 2 I_icon_minitime24.05.21 20:47

Zapętliłam się, zawzięłam, nie potrafiłam przestać mówić. Mówiłam więc, wszystko to, co mi się wydawało, dokładnie tak, jak myślałam, mimo że znów on nie mówił w ogóle nic a nic. Mówiłam więc ja. Jakby wzbierał we mnie ogień, trudny do okiełznania, trudny do zatrzymania. Nie zatrzymywałam się więc. Nie, kiedy wpierw szepnął moje imię cicho. Przyspieszyłam, podniosła głos wyżej zamiast tego. Nie potrafiłam zapanować nad emocjami, ale może wcale nie chciałam. Próbowałam mu coś przetłumaczyć, przekazać, potrzebowałam żeby zrozumiał, ale stanęliśmy na rozdrożu nie potrafiąc do tego porozumienia w żadnej sposób dojść. Po raz kolejny padające moje imię wcale mnie nie uspokoiło, wcale nie przerwało. Słyszałam je wyraźnie, ale zdawałam się nie słyszeć. Powinien odpowiedzieć i to milczenie jeszcze mocniej mnie konfundowało i denerwowało. Jak mieliśmy dojść do jakiegoś porozumienia, jak mieliśmy cokolwiek sobie wytłumaczył, kiedy on całkowicie milczał. Kiedy nie odpowiadał na moje wołania, kiedy pozostawał na nie całkowicie głuchym. Jeśli nie chciał, to dobrze. Ja mogłam mówić. Potrafiłam długo i wyraźnie. I im dalej mówiłam, tym mocniej się zapędzałam. Ale i wtedy nie zatrzymywałam się nawet przez chwilę. Dopiero kiedy moje imię wybrzmiało po raz trzeci, wyraźniej, ostrzej, ostrzegawczo nawet zamilkłam, oddychając ciężko. Przesadziłam? I dobrze, chociaż może to zmusi go do wydania na świat jakiejkolwiek odpowiedzi. Nie rozumiałam. Nie potrafiłam zrozumieć. Dlaczego chciał tam być? To nie miało sensu. Żadnego logicznego sensu. Być i patrzeć. W czasie wojny w mieście, które należało do tych, którzy ich mieli za wrogów. Otwarcie sprzeciwiali się innym rodom, od zawsze się im sprzeciwiali. Czy naprawdę obserwowanie zachowań ludzi z portu było tego warte? Warte jego własnego życia?
Nie było. Nie mogło być. Wiedziałam to dokładnie, a jednak żadne z moich słów nie było w stanie do niego trafić. Zwyczajnie zaczął unikać odpowiedzi. Przestał mi ją dawać. A może to ja, po tych wszystkich złych słowach na nie już nie zasługiwałam. Oddychałam ciężko, zaciskając usta do kompletu z dłońmi. Minę nadal miałam zawziętą.
- Pomóc w czym, Urien? - nie odpuszczałam, nie mogłam, ale tym razem zapytałam prawie błagalnie, rozpaczliwie trochę. Chciałam wiedzieć. Chciałam zrozumieć, ale ilość informacji, którą mi doświadczał dawała mi tylko niewygodne przeświadczenie, że nic z tego nie rozumiem. Może jednak byłam na to by rozumieć zbyt młoda, zbyt niedoświadczona. Nic już nie wiedziałam.
Propozycja która popłynęła nie była czymś na co miałam ochotę, nie potrafiłam odciągnąć myśli. Zostawić ich gdzieś na boku, udać że wcale nie padły i wcale się nie wydarzyły. Dlatego odmówiłam, nie byłam w stanie porzucać zaklęć na rozluźnienie, bo wcale nie byłam rozluźniona. Stałam więc w milczeniu, obserwując zmieniającą się mimikę na jego twarzy, a gdy w końcu słowa opuściły jego usta moje brwi uniosły się w zdziwieniu, a początkowa zawziętość ustąpiła łagodności.
- Banialuki, Urien. - odpowiedziałam mu rozkładając dłonie na boki. - Pat. Tak się nazywa sytuacja w której właśnie się znaleźliśmy. Ale to nie znaczy, że więcej widzieć cię nie chcę. Jesteś mi jak brat. - przesunęłam się kilka kroków w przód, tak że znalazłam się obok niego. Bez wahania objęłam go ramionami, na krótką chwilę przytulając się do niego. - Kocham cię, Urien i nie przestanę. - zapewniłam, po krótkiej chwili cofając się znów o kilka kroków. Poprawiłam sukienkę otrzepując ją z jakiś niewidocznych pyłków. - Ale na razie zła jestem i nie rozumiem. - mówiłam dalej, przesuwając się w kierunku Montygona, odwiązałam go od gałęzi drzewa, łapiąc za wodze. Znów zwracając się w kierunku kuzyna. - Dzisiaj nigdzie dalej nie pójdziemy, bo ty odpowiadać przestałeś, a ja wracać muszę, żeby przed zmrokiem zdążyć. - wyjaśniłam, odwracając się do Montygona, wciągnęłam się na siodło. Spojrzałam na niego z góry. - Może z czasem zrozumiem to, co tobą kieruje. Na razie niezmiennie postanowiłam wierzyć w ciebie i twoje decyzje. - uniosłam łagodnie kąciki ust, choć dalekie one były od uśmiechu, takiego prawdziwego. - Proszę, uważaj na siebie , Urien. - wzięłam wdech w płuca, jeszcze przez krótką chwilę patrząc na niego. - Następnym razem, po prostu spotkajmy się w Ottery. - poprosiłam, skinęłam krótko głową wyciągając do niego rękę z siodła, żeby ją ścisnąć krótko. Potem uderzyłam piętami w boki Montygona, musiałam wracać do domu. Z głową pełną wątpliwości, wszystkiego, czego nie rozumiałam, wszystkiego co chciałam zrozumieć. Może rzeczywiście, czas miał pozwolić mi to pojąć. Może wręcz odwrotnie.

| zt?




Anything’s possible if you’ve got
enough nerve.

Powrót do góry Go down
Reggie Weasley
Reggie Weasley

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t8733-regi-weasley https://www.morsmordre.net/t9176-poczta-uriena#278014 https://www.morsmordre.net/t9054-moze-mnie-kojarzysz#272989 https://www.morsmordre.net/f156-doki-pont-street-37-4 https://www.morsmordre.net/t9072-skrytka-bankowa-2069#273565 https://www.morsmordre.net/t9055-u-r-weasley#273095
Zawód : co się nawinie pod rękę
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
... here we go again
OPCM : 21
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 1
TRANSMUTACJA : 13
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Metamorfomag

Park Narodowy Dartmoor - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Park Narodowy Dartmoor [odnośnikPark Narodowy Dartmoor - Page 2 I_icon_minitime10.06.21 18:21

Zasługiwała na wyjaśnienie. Każdy z nich zasługiwał, ale zbyt ciężko było powiedzieć, że w rodzinnym gronie nie czuł się najlepiej. Miał wrażenie, że niezależnie od tego, co zrobi, zawsze będzie tym, który zwyczajnie nie jest godzien, bo zawiódł. Czuł się jak porażka na pełnej linii, a Londyn? Stolica pozwalała mu zapomnieć o całym tym nieporozumieniu, jakim było Oslo i służbowy wyjazd, miał inne cele, inną twarz, inne wszystko. Był kimś innym, a może nieudolnie starał się być? Przecież pomimo zasad obojętności i wzajemnego chłodu zawsze udało się znaleźć skrawki tych przyjaznych wspomnień, szczególnie wieczorami, jeszcze przed oderwanym filmem.
Cały ten czas spożytkował dość lekkomyślnie, choć w rzeczywistości wydawał się żyć z rozumem. Kręcił się w spirali błędu, wmawiając samemu sobie, że tak należy i tylko w ten sposób jest dobrze. Nawet nie zamierzał próbować zrozumieć, że coś w całym tym systemie było nie tak, bo przecież on nie widział problemu. Inni je posiadali, on nie, bo niby czemu?
Dobrze wiedział, że rudowłose panny były niepowstrzymane, kiedy rozpędzą się w słowach, normalnie spuściłby głowę i przyjął wszystko na swoje barki, jednakże rozumiejąc, co sugerowała, czuł zdenerwowanie. Nigdy wcześniej nie próbował się bronić i nawet teraz nie mówił ze względu na siebie, a ich, tych wszystkim imiennych, o których nie miała pojęcia. Nie znała ich. Nie rozumiała, choć czy on faktycznie mógł powiedzieć, że zna?
- We wszystkim, w czym mogę pomóc… ostatnio pomogliśmy uciec dwójce cz… – odchrząknął nagle, łapiąc się na tym, że przecież nie powinien jej mówić o czymkolwiek związanym z ciężką sytuacją, bo… co? Nie znała ciężaru tego życia? Przecież część jej rodziny zginęła właśnie w imię sprawy, lepszego jutra, w które on również wierzył i o które zamierzał walczyć. Wszystko to było jakieś ciężkie do przetworzenia, a tym bardziej obrania jakiegoś złotego środka, w którym oboje mogliby się spotkać i podać sobie dłonie. Zamiast tego próbowała go przeciągnąć i zmusić język do chlapania wszystkiego, żeby tylko wytłumaczyć. Już od jakiegoś czasu sam przestał pojmować, dlatego chyba czuł ten wstyd, bo nie był w stanie odpowiedzieć, było to inne zawstydzenie niż zwykle, jakby bardziej pieczące niż rozpalające. Może miał coś na sumieniu? Nic nie pamiętał, ale za wszystko z pewnością głęboko żałował.
- Pat. – powtórzył po niej, nie rozumiejąc słowa, a tym bardziej określenia. Któż by pomyślał, że dotyczyło ono szachów – dziedziny kompletnie mu nieznanej i w żaden sposób przyciągającej jego uwagę. Zrażony swoją niewiedzą spuścił głowę nieco niżej, bo przecież nie był w stanie nawet pojąć tego, co do niego mówiła, a chciał tak dobrze się dogadywać z rodziną… dopiero na ostatnie jej stwierdzenie poderwał głowę do góry z szeroko otwartymi, błyszczącymi, szczenięcymi oczami, które w pełni jej wierzyły. Była mu jak siostra. Chciał dla niej jak najlepiej, nieważne co mówiła, rodzina musiała trzymać się razem, bo w ten sposób tworzyli pięść i siłę. Poczuł ciepło bijące od jej małej postaci, samemu położył jedną z dłoni pomiędzy jej łopatkami, drugą pogłaskał po rudej czuprynie włosów. Niesamowita moc zapulsowała w jego piersi, rozprowadzając przyjemne ciepło po całym ciele. – Ja też Nealka. – stwierdził cicho do wiatru, chyba nawet mogła nie usłyszeć. Nie mówił przecież tego do niej, bardziej do siebie, jakby właśnie sobie to uświadomił, że przecież mu zależało, bardzo. Odsunęła się na kilka kroków, a on pozwolił dłoniom dyndać wzdłuż dość spiętego ciała. Przecież chciał, żeby było dobrze, może źle dobrał porę na mówienie?
Otworzył kilkukrotnie usta, chcąc coś powiedzieć, jednak żaden głos nie wychodził z suchych od wiatru ust. Powinni skryć się w jakimś nieco mniej widocznym miejscu, ale cóż mogło im grozić na rodzinnych wzgórzach? Dobrze wiedział, że życie bywało prawdziwie różne i skrajne, a mimo to pozwolił sobie na zapomnienie, w rzeczywistości odciągnęła go ważnym tematem. Brakowało mu słów wyjaśnienia. – Wierz we mnie. – przytaknął z niecodziennie zasmuconą miną, był bardzo ufny i łatwowierny, bo przecież Neala zawsze mówiła prawdę, nawet tą najgorszą, świadomość, że życzyła mu dobrze, w pewien sposób ułatwiał kolejne oddechy. Może skoro ona ślepo potrafiła przytaknąć, to rodzice też zdołają? Głupi, westchnął w myślach, zmuszając się do porzucenia tej abstrakcyjnej myśli. – Będę uważał… z pewnością pojawię się w Ottery… proszę… nie mów o Londynie rodzicom, nie chcę, żeby się martwili… – wyjaśnił na odchodne, ściskając jej dłoń w swojej. Prosił o wiele, jednakże każda informacja miała swoją cenę. Nienawidził się za doprowadzanie nastolatki do takiego rozdroża. Miał szczerą nadzieję, że kiedyś zrozumie i mu wybaczy.
Obserwował jak znika na horyzoncie, aż w końcu sam podjął decyzję przejścia się jeszcze pieszo. Tereny były tak znajome, szkoda tylko, że on musiał być tą główną zmienną w całym krajobrazie tej części parku. Jakby nie mogło być jak dawniej.

| zt.




Serce mnie bije
Dusza zapije

Żyję

Powrót do góry Go down
 

Park Narodowy Dartmoor

Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia i Walia :: Devon-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-21