Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Przed domem

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Bellona Lovegood
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t1565-bellona-greyback http://www.morsmordre.net/t1574-mars#15674 http://www.morsmordre.net/t1573-bell#15671 http://www.morsmordre.net/f181-trout-road-45 http://www.morsmordre.net/t1749-bellona-lovegood#20570
hodowca i treser chartów angielskich
25
Czysta
Zamężna
Tygrys, tygrys w puszczach nocy
Świeci blaskiem pełnym mocy.
Czyj wzrok, czyja dłoń przelała
Grozę tę w symetrię ciała?
19
11
0
0
0
0
2
5
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Przed domem   02.11.15 15:14

Przed domem

Przeciętnych rozmiarów drewniano-kamienna chatka. Otoczona jest ona licznymi drzewami, które należą do lasu nieopodal, a także ogrodowymi kwiatami, pośród których można usiąść na granitowych ławkach. Do wejścia prowadzi ścieżka z kamiennych płyt. Przed drewnianymi drzwiami znajduje się taras pełen porąbanego drzewa oraz ławka wraz ze stolikiem. Bell lubi tam siedzieć podczas ciepłych, a czasem i mroźniejszych dni.
Domu pilnuje Jowisz, wyszkolony chart angielski.





just fake the smile

Powrót do góry Go down
Aaron Lovegood
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t1193-aaron-lovegood http://www.morsmordre.net/t1334-aaronowy-ajay http://www.morsmordre.net/t1335-pan-milosc-i-dobro http://www.morsmordre.net/f199-manor-road-4 http://www.morsmordre.net/t1554-aaron-lovegood
Właściciel herbaciarni "Czerwony Imbryk"
27
Czysta
Żonaty
I'm just a man
I do what I can
Don't put the blame on me
10
1
2
0
4
5
3
3
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Przed domem   14.12.15 20:22

List. Jedna kartka pergaminu złożona w rulonik, przyczepiona do sowiej nóżki i wysłana w świat. Niepozorny, z reguły traktujący o niedawnych wydarzeniach mających lub nie, wpływ na teraźniejszość. Nie tym razem.
Dla Aarona ten list znaczył dokładnie tyle, co zakucie go w kajdany. Ograniczenie wolności, ograniczenie czasu i... chęci? Tak właśnie pomyślał w pierwszej chwili - ojciec chce go najzwyczajniej w świecie ograniczyć. Buntowałby się dalej przeciwko tej niekończącej się farsie, gdyby nie to, czyje imię i nazwisko zostało wymienione w owym liście.
Bellona Greyback. Ta sama, którą niedawno gościł u siebie, ta sama, którą powstrzymywał od dalszego wchodzenia w konflikt z jakąś czarownicą.
W domu musiał na spokojnie usiąść i zastanowić się nad tym. Chciał tego? Chciał tym razem ulec namowom ojca i w końcu się ustatkować? Jeśli chodziłoby o kogoś innego (zwłaszcza kogoś, kogo nie znał), to niemal natychmiast chwyciłby za pergamin i w liście zwrotnym po raz kolejny określiłby jasno swoją odmowę.
A tymczasem był już na półmetku swojej podróży ku domu Bell, myśląc gorączkowo nad tym, co miałby jej powiedzieć. Hej, słuchaj, proponują nam wspólne życie, godzisz się na to? Może brzmiało banalnie i nieco prostacko, ale było w tym jakieś ziarno prawdy. Nie oni sami podejmowali taką decyzję - zrobił to ktoś za nich i wyglądało na to, że Aaron i Bell mieli mało do powiedzenia, bo chęć splecenia ich losów w jeden wyraziły obie familie.
Ujadanie Jowisza wyrwało go z otępienia. Mimo gróźb sypanych przez psa, podszedł do drzwi i zapukał w nie, kryjąc pod płaszczem i skórą niepewność, która coraz bardziej w nim narastała.


Powrót do góry Go down
Bellona Lovegood
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t1565-bellona-greyback http://www.morsmordre.net/t1574-mars#15674 http://www.morsmordre.net/t1573-bell#15671 http://www.morsmordre.net/f181-trout-road-45 http://www.morsmordre.net/t1749-bellona-lovegood#20570
hodowca i treser chartów angielskich
25
Czysta
Zamężna
Tygrys, tygrys w puszczach nocy
Świeci blaskiem pełnym mocy.
Czyj wzrok, czyja dłoń przelała
Grozę tę w symetrię ciała?
19
11
0
0
0
0
2
5
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Przed domem   16.12.15 12:48

Nie takiego obrotu spraw się spodziewałam. Dzień dzisiejszy miał być dniem jednym z wielu: polowanie, następnie wyprawianie skór. Szybki obiad, kąpiel, dobra książka? Miałam wprawę w samotnych dniach na przedmieściach. Być może ucięłabym sobie krótkiej pogawędki z Jowiszem, gdyby dopadło mnie coś na kształt nostalgii, ale nic poza tym. Niestety, cały grafik runął w samo dno przepaści w momencie, kiedy jakaś sowa dostarczyła mi list. W wierzchu wyglądał niepozornie i prawdę mówiąc nie miałam pojęcia od kogo mógł być. Nie spodziewałam się żadnej korespondencji na najbliższe pięćdziesiąt lat przynajmniej. Przeszło mi przez myśl, że być może Aaron napisał może krótki, grzecznościowy liścik w obawie (czy aby na pewno?) o moje samopoczucie. Nic więcej, ot, coś, o czym oboje byśmy zapomnieli wraz z mijającymi godzinami. Kiedy z kolei rozwinęłam pergamin, kiedy czytałam każde słowo na nim zapisane, wzrastał w moim ciele nieokreślony niepokój. Na koniec rozchyliłam usta ze zdziwienia nie wiedząc czy to czyjś głupi żart czy niekoniecznie. Cisnęłam papierem o stolik w salonie i chodziłam nerwowo po całym domu. Usiłowałam zebrać myśli, ułożyć plan działania na wypadek, gdyby treść okazała się być prawdziwa. Oczekiwałam rychłego powiadomienia od Aarona, że to jakieś ogromne nieporozumienie, że właśnie spotkał się ze swoją rodziną i wszystko odwołał. Niestety ono nie nadchodziło, a zamiast tego usłyszałam ujadanie Jowisza oznajmiające przybycie gościa. Gdyby nie ten list, uznałabym to za szalenie zabawne, że pies informuje mnie dokładnie o tym, co dzieje się na zewnątrz i ja to rozumiem w przeciwieństwie do większości ludzi na świecie. Niestety nie było mi do śmiechu.
Zbliżyłam się nerwowo do drzwi frontowych gotowa je otwarcie. Gdy tylko pukanie pięści w drewno zakończyło się, stanęłam w progu. Zdziwiłam się niesamowicie patrząc na sylwetkę stojącą przede mną. Tego się nie spodziewałam. Nie mógł powiadomić mnie po prostu listownie? zdawałam sobie to pytanie, które mimo wszystko nie opuściło moich myśli.
- Witaj Aaron - wychrypiałam, zdradzając moje zdenerwowanie. - Wejdź proszę. Nie spodziewałam się, że tak szybko zechcesz mnie odwiedzić - dodałam, przepuszczając mężczyznę w progu. Próba rozładowania atmosfery? Wyjątkowo marna. Nie przygotowałam się do tego spotkania, nie bardzo wiedziałam jak mam się zachować. - Usiądź. Napijesz się czegoś? Jesteś głodny? - Zbywałam temat; przecież obydwoje wiedzieliśmy jaki był cel jego przybycia. Stanęłam w przejściu oczekując jakiejkolwiek odpowiedzi. I próbując zatuszować swoje poddenerwowanie, ściskając obie dłonie w jedną pięść.





just fake the smile

Powrót do góry Go down
Aaron Lovegood
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t1193-aaron-lovegood http://www.morsmordre.net/t1334-aaronowy-ajay http://www.morsmordre.net/t1335-pan-milosc-i-dobro http://www.morsmordre.net/f199-manor-road-4 http://www.morsmordre.net/t1554-aaron-lovegood
Właściciel herbaciarni "Czerwony Imbryk"
27
Czysta
Żonaty
I'm just a man
I do what I can
Don't put the blame on me
10
1
2
0
4
5
3
3
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Przed domem   17.12.15 0:19

Naprawdę nie wiedział, jak to będzie wyglądać. Jego podświadomość podpowiadała mu tylko, że wszystko powinno być dobrze, że to nic skomplikowanego. To przecież nie były jeszcze oficjalne oświadczyny. To była tylko propozycja, nić zgody, którą Greybackowie i Lovegoodowie mieli zamiar między sobą utkać, angażując w ten proces dwójkę Merlinowi ducha winnych ludzi. Miał się tłumaczyć? Kląć na rodzinę za to, że próbowała ingerować w jego życie? A może usprawiedliwiać decyzje ojca, bo najwyraźniej opierały się na bezwarunkowej miłości do swojego jedynego syna i dobru, którego z całego serca mu życzył?
Kiedy otworzyła drzwi, skończyły się rozmyślania, skończyły się próby znalezienia magicznego sposobu na wyprostowanie tej sytuacji bez niepotrzebnego marnowania sił Belli. Miał jej powiedzieć, że było mu przykro? Ale... wcale nie było mu przykro. On się nawet cieszył - jakkolwiek dziwnie to brzmiało.
- Witaj, Bell - spróbował zmusić kąciki swoich ust, by uniosły się w niepozornym uśmieszku, ale jedyne, co mu wyszło, to był jakiś krzywy grymas. - Postanowiłem, że natychm... dostałaś już list, prawda?
Zwątpił. Ojciec pisał w liście, że Bellona również zostanie o wszystkim powiadomiona, ale nie wspomniał, w jakim tempie ten list do niej dotrze. Może dostała go pierwsza, a on miał po prostu przyjść, zameldować się u niej i poinformować o gotowości do działania? Tak by było dobrze. Ona miałaby czas to przetrawić, a on... on nie musiał, chociaż nie pogardziłby dodatkowymi pięcioma minutami namysłu.
- Czegoś mocniejszego - burknął, wchodząc do środka. - A jeśli nic nie masz, to herbaty. Albo samej wody. Zimnej.
Nie miał złego humoru, był po prostu trochę... zaskoczony takim obrotem sprawy. Miał ochotę aportować się do Indii, wyjaśnić tę sprawę z ojcem, na spokojnie, i wrócić z oczyszczonymi myślami. Brakowało mu kogoś, kto wygłosiłby swoją opinię na ten temat. Aranżowane małżeństwo ze starą przyjaciółką? Brzmiało to całkiem dobrze czy wręcz przeciwnie, całkiem źle?


Powrót do góry Go down
Bellona Lovegood
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t1565-bellona-greyback http://www.morsmordre.net/t1574-mars#15674 http://www.morsmordre.net/t1573-bell#15671 http://www.morsmordre.net/f181-trout-road-45 http://www.morsmordre.net/t1749-bellona-lovegood#20570
hodowca i treser chartów angielskich
25
Czysta
Zamężna
Tygrys, tygrys w puszczach nocy
Świeci blaskiem pełnym mocy.
Czyj wzrok, czyja dłoń przelała
Grozę tę w symetrię ciała?
19
11
0
0
0
0
2
5
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Przed domem   17.12.15 18:52

Jego grymas na twarzy nie zwiastował niczego dobrego, ale jednocześnie upewnił mnie w przekonaniu, że jemu także było nie w smak to całe zaangażowanie się rodzin w nasze prywatne życie. Greybackom to na pewno było wszystko jedno, ale Spencer-Moon byli rodem, który dbał o to, aby wszystko wyglądało perfekcyjnie. Włącznie z rodziną, zupełnie nie patrząc czy poszczególni członkowie byli szczęśliwi chociażby w minimalnym stopniu. Mimo to nie spodziewałam się, że i mnie się to przytrafi: byłam wszakże przekonana, że z powodu wilkołaczej matki przestałam dla nich istnieć. Zachodziłam w głowę nad tym, co się zmieniło, ale żadna logiczna interpretacja zaistniałej sytuacji nie przychodziła mi na myśl.
- Dostałam - przytaknęłam niemrawo. Wciąż mnąc swoje własne palce próbowałam jednocześnie myśleć nad rozwiązaniem całej sprawy. Skoro i on dostał list, być może napisany w podobnym tonie, to sprawa była raczej poważna. Nie oznacza to jednak, że nie łudziłam się co do tego, że to faktycznie jedynie zwykła propozycja. O której równie szybko wszyscy zapomną.
Skinęłam Aaronowi głową i udałam się do barku ojca. Zawsze był pod ręką jakikolwiek alkohol; nawet, jeżeli nie po to, aby się upić, to zawsze wysokoprocentowe napoje mogły stanowić prowizoryczny środek odkażający. Szczęśliwie, udało mi się wydobyć do połowy opróżnioną butelkę Ognistej; zamykany zamek szczęknął, a ja wybrałam z półki wyżej dwie szklanki. Niezdarnie ustawiłam je na stoliku przed kanapą, na której siedział Lovegood; list zepchnęłam najprawdopodobniej gdzieś na podłogę, nie patrzyłam nawet. Starałam się nalać alkoholu nie rozlewając go, co było o tyle trudne, że trzęsły mi się ręce. Spojrzałam przepraszająco na siedzącego mężczyznę i zakręciłam butelkę. Usiadłam naprzeciwko. Ogrom działań, który miał ograniczyć się do... prostego planu, prawda?
- Słuchaj, Aaron. To nie koniec świata, odkręcimy to jakoś - zaczęłam z wolna. W chwilę potem przechyliłam szklankę, wlewając trunek do gardła; nieprzyjemnie zapiekł przełyk. - Możesz zrzucić winę na mnie, bo to wszystko jedno. Na przykład powiedzieć, że przyłapałeś mnie z facetem, mam nieślubne dziecko albo jestem obłożnie chora. Cokolwiek - wyjaśniłam, uśmiechając się nerwowo. Pełna przekonania, że robię dobrze. Że... każda wymówka jest dobra. A już na pewno lepsza od prawdy. Nawet, jeśli sprawa była niegroźna, należało ją uciąć raz na zawsze.
- Tylko daj znać co do wersji, bo powinniśmy mieć wspólną - dodałam. Starając się bardziej uśmiechnąć, co chyba nie do końca wyszło. Nie wiem, obracałam szklankę w palach obserwując falującą w niej ciecz. Czyżby opuściło mnie przekonanie?





just fake the smile

Powrót do góry Go down
Aaron Lovegood
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t1193-aaron-lovegood http://www.morsmordre.net/t1334-aaronowy-ajay http://www.morsmordre.net/t1335-pan-milosc-i-dobro http://www.morsmordre.net/f199-manor-road-4 http://www.morsmordre.net/t1554-aaron-lovegood
Właściciel herbaciarni "Czerwony Imbryk"
27
Czysta
Żonaty
I'm just a man
I do what I can
Don't put the blame on me
10
1
2
0
4
5
3
3
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Przed domem   17.12.15 23:23

Dostała. Tylko - wcześniej czy później niż on? Tego nadal nie wiedział, ale mimo to, rozbudziło to w nim jakąś małą iskierkę nadziei. Bell miała chwilę, żeby to przemyśleć, zastanowić się. Usiadł na kanapie.
Nie musiała pokazywać mu wyraźniejszych znaków zdenerwowania. Rozbiegany wzrok, drżące dłonie, którymi trzymała butelkę, wylewając z niej do szklanek Ognistą. Rozpoznał alkohol po jego znajomym zapachu. Gdy tylko jego szklanka została oddana w jego dyspozycję, chwycił ją w dłoń i ukradł z niej porządnego łyka. To też był dobry sposób na podarowanie sobie chwili więcej na uporządkowanie w głowie wszystkich myśli odnośnie tej sytuacji. Nie bał się, ale... czuł niepewność, która powoli trawiła jego żołądek.
Przeniósł na Bellonę swój wzrok, kiedy podjęła próbę odkręcania tej farsy. W którymś momencie, nawet nie wiedział, w którym, jej słowa zaczęły umykać jego uwadze. Wyglądała inaczej... bez siniaków, bez rozciętej wargi i zaczerwionego od krwi nosa. Była sobą. Prostą, skromną dziewczynką, która wyrosła na piękną kobietę. Ten czas, w którym przemieniła się z brzydkiego kaczątka w białego łabędzia, gdzieś zniknął mu z horyzontu zasłonięty niekończącymi się epizodami w herbaciarni. Właśnie w tej chwili bardzo pożałował tego, że nie napisał do niej chociaż raz, nie upomniał się o uwagę, nie powołał się na ich starą znajomość, chociaż mógł to zrobić. Odgrodził się grubym, szklanym murem od przyjaciół - widział ich, rozmawiał z nimi... ale wciąż zamknięty był w tej swojej małej herbaciarni.
Kiedy skończyła mówić, mimowolnie położył swoją dłoń na jej dłoni i pochylił się na tyle, by móc spojrzeć jej w oczy. O ile wcześniej nie czuł strachu, o tyle teraz zaczął się bać, że Bell miała do niego żal.
- Bell - zaczął łagodnie. Nie miał zamiaru wprowadzać paniki, bo przecież to nie koniec świata. - Wiem, że ten list może nic dla nas nie znaczyć... albo znaczyć zbyt wiele, ale... nie zastanawiałaś się nad tym, czy by nie spróbować? Kiedy przeczytałem list, byłem zdenerwowany. Ojciec znowu postanowił zamieszać nie pytając mnie wcześniej o zdanie. Nie obchodzi mnie kobieta, której nie znam, bo wiem, że takiej nigdy nie zdołałbym pokochać, ale ty... - wahał się, bo takie słowa nigdy nie przechodziły zbyt łatwo przez gardło. - Ty jesteś zupełnie inna. Znam cię, na Merlina, spędziliśmy razem całe dzieciństwo.


Powrót do góry Go down
Bellona Lovegood
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t1565-bellona-greyback http://www.morsmordre.net/t1574-mars#15674 http://www.morsmordre.net/t1573-bell#15671 http://www.morsmordre.net/f181-trout-road-45 http://www.morsmordre.net/t1749-bellona-lovegood#20570
hodowca i treser chartów angielskich
25
Czysta
Zamężna
Tygrys, tygrys w puszczach nocy
Świeci blaskiem pełnym mocy.
Czyj wzrok, czyja dłoń przelała
Grozę tę w symetrię ciała?
19
11
0
0
0
0
2
5
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Przed domem   17.12.15 23:55

Ze wzrokiem utkwionym w Ognistej nie zauważyłam nawet, że Aaron nieszczególnie był zainteresowany moimi słowami. Wydawało mi się, że chce tego: ukrócenia tematu w samym zarodku. Co ja na to? Chciałam, nie chciałam... to nie miało żadnego znaczenia. Ja po prostu nie mogłam. I tej wersji miałam się trzymać, do końca. To miało być tym łatwiejsze, im mocniej druga strona będąca uczestnikiem tego zamieszania również nie chciała się wiązać. Przynajmniej nie ze mną. Byłam o tym święcie przekonana, dopóki nie poczułam ciepła dłoni na swojej. W pierwszej chwili mnie zmroziło; nie potrafiłam się ruszyć, ani jakkolwiek zareagować. Uniosłam zdziwiony wzrok na twarz mężczyzny, który mówił... mówił dziwne rzeczy. Zamrugałam intensywnie, próbując zrozumieć słowa opuszczające jego usta.
Spróbować? Zastanawiać się?
Nie powiem, ale nieco mnie to zszokowało. Nie taki był przecież plan! Przełkęłam dość głośno ślinę zastanawiając się nad cofnięciem ręki, ale bliżej nieokreślona siła mi nie pozwalała. Wbiłam na chwilę wzrok w nasze dłonie, ale za moment znów uniósłam go na twarz Aarona. Poczułam narastające poczucie paniki, myśli galopowały w stronę znalezienia rozwiązania. Przecież mu o tym nie powiem, zarzekałam się w duchu. Na pewno Lovegood zmięknie pod naporem konkretnych argumentów, prawda?
- Aaronie... - zaczęłam ponownie, nieco zmieszana. - Nie możemy o tym myśleć w ten sposób. Małżeństwo to jednak poważny krok, nie da się go ot tak zerwać. To znaczy, jeśli zakochałbyś się w innej kobiecie, to wiesz, że nie robiłabym ci problemów, ale co jeżeli ty chciałbyś się z nią ożenić, lub ona zechciałaby mieć ciebie za męża? Poza tym, Spencer-Moon chyba prędzej by cię zakopali żywcem w lesie, aniżeli pozwolili na skandal w rodzinie - wyjaśniłam, kończąc przemowę westchnieniem.
Nie mówiłam o sobie, swoich odczuciach. One się nie liczyły wcale. Miałam konkretny cel, który obowiązywał także samotne życie do końca moich dni. To było moim przeznaczeniem i tego powinnam się trzymać, bez względu na to, jak mocno mnie to unieszczęśliwia. Moim jedynym szczęściem pozostaną piękne wspomnienia i tym aktualnie się pocieszałam.





just fake the smile

Powrót do góry Go down
Aaron Lovegood
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t1193-aaron-lovegood http://www.morsmordre.net/t1334-aaronowy-ajay http://www.morsmordre.net/t1335-pan-milosc-i-dobro http://www.morsmordre.net/f199-manor-road-4 http://www.morsmordre.net/t1554-aaron-lovegood
Właściciel herbaciarni "Czerwony Imbryk"
27
Czysta
Żonaty
I'm just a man
I do what I can
Don't put the blame on me
10
1
2
0
4
5
3
3
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Przed domem   19.12.15 1:10

Cofnął dłoń, jak tylko uchwycił spojrzeniem jej wzrok. Nie chciał niczego na niej wymuszać, nawet mu to przez myśl nie przeszło. Jak mógł wymagać od niej dopasowania się do tej sytuacji, skoro przecież sam nie chciał żenić się z obcą kobietą? Bo przecież... Bell mogła go tak teraz traktować - jak kogoś obcego. Nie utrzymywali ze sobą kontaktu, nie widywali się. Wyskoczył jej jak Felix z zaplecza z tą propozycją i ot, dostał za swoje. Gdyby wstrzymał się z tym wyznaniem jeszcze parę chwil... może inaczej by zareagowała.
- Wiem, że nie da się go ot tak zerwać - uśmiechnął się lekko, niepewnie. - No i... sęk w tym, że raczej nie chciałbym go zrywać. Na Merlina, jak ciężko się o tym mówi...
Spojrzał do szklanki i wlał w siebie całą jej zawartość. Jakimś cudem zmógł pieczenie w przełyku, ale jednak nie obyło się to bez wykrzywienia twarzy kwaśnym grymasem.
- Postawię sprawę jasno. Jeśli powiesz "nie", nie będę miał ci tego za złe, doskonale rozumiem sytuację, w której oboje się znaleźliśmy i że ty możesz mieć inny plan na życie. Jeśli powiesz "w porządku", też to zrozumiem, ale... to w pewien sposób otworzy nam nową drogę - wziął głęboki wdech i szybko wypuścił powietrze z ust. - Jesteś piękną kobietą. Z jednej strony podobną do tej dziewczynki, z którą kiedyś, będąc dzieckiem, uwielbiałem się bawić, ale z drugiej zupełnie odmienioną. W tym pozytywnym sensie. Niczego ci nie brakuje jako kobiecie w pełnym tego słowa znaczeniu. Absolutnie nie żałuję, że nasze rodziny dogadały się akurat w ten sposób i że... akurat to nas do siebie "dopasowały". Może jeśli... jeśli damy sobie trochę czasu, to może coś z tego wyjdzie? Nie chcę cię do niczego przymuszać, Bell. Podjęcie końcowej decyzji pozostawiam tobie, ale, jak już mówiłem, nie będę miał ci za złe odmowy.
Cały czas na nią patrzył. Nie wstydził się ani nie bał tego, co mówił, chociaż czuł szalejące w piersi serce.


Powrót do góry Go down
Bellona Lovegood
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t1565-bellona-greyback http://www.morsmordre.net/t1574-mars#15674 http://www.morsmordre.net/t1573-bell#15671 http://www.morsmordre.net/f181-trout-road-45 http://www.morsmordre.net/t1749-bellona-lovegood#20570
hodowca i treser chartów angielskich
25
Czysta
Zamężna
Tygrys, tygrys w puszczach nocy
Świeci blaskiem pełnym mocy.
Czyj wzrok, czyja dłoń przelała
Grozę tę w symetrię ciała?
19
11
0
0
0
0
2
5
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Przed domem   21.12.15 11:22

Trzymałam się dzielnie zarówno wtedy, kiedy poczułam ciepło dłoni Aarona na swojej, jak i wtedy, kiedy tę rękę zabrał. Znosiłam także jego początkowe słowa, zrzucając to na karb wątpliwości. To było zrozumiałe. Oboje tkwiliśmy w tej trochę niezręcznej sytuacji, ale wciąż łudziłam się, że pod wpływem moich argumentów Lovegood przyzna mi rację i rozejdziemy się w pokoju. Niestety, on mówił dalej, brnął w to wszystko rozrywając moją klatkę piersiową na strzępy. Uniosłam przerażona głowę, kiedy tak po prostu rozmawiał o naszym potencjalnym, wspólnym życiu. Gdybym tylko była normalną dziewczyną, najprawdopodobniej chciałabym spróbować skuszona roztaczającą się przede mną wizją pięknej miłości i zakończenia rodem z najpiękniejszych bajek. I żyli długo i szczęśliwie, koniec. Niestety, w moich uszach brzmiało to równie absurdalnie co różowy słoń tańczący na stole. Tak, dziwaczna wizja.
- Nie, ty nie rozumiesz. - Wydobyło się z mojego gardła, nawet nie wiem kiedy. Wiem, że zdanie brzmiało tak bardzo rozpaczliwie, że niemal pisnęłam. Dodatkowo wstałam tak niefortunnie, że przewróciłam szklankę z niewielką ilością alkoholu w środku. Brąz cieczy ozdobił blat salonowego stolika, podczas gdy w mojej głowie huczały odbijające się echem słowa Aarona niczego ci nie brakuje. Doprowadzały mnie one do rozpaczy; policzki bezlitośnie paliły, a oczy na pewno zrobiły się szkliste jak po krojeniu cebuli. Mój stoicki spokój trafił cruciatus.
- To znaczy, chciałabym tego, ale nie mogę. Słuchaj, jesteś naprawdę fantastycznym człowiekiem, jestem pewna, że wkrótce znajdziesz odpowiednią kobietę, z którą założysz rodzinę. Tylko nie mogę to być ja. Nie mogę wyjść ani za ciebie, ani za nikogo innego, nigdy, rozumiesz? - Usiłowałam mu to jakoś wytłumaczyć, ale całość wyszła bardzo chaotycznie. Poniosły mnie emocje, bez wątpienia. Stałam gdzieś w zawieszeniu między oknem, a drzwiami salonu, nerwowo podrygując. - Po prostu... spróbujmy ustalić wspólną wersję, dobrze? - spytałam jeszcze. Uginającym się pod naporem smutku i paniki głosem, który potencjalnie miał zabrzmieć spokojniej niż wszystkie pozostałe wypowiedziane przeze mnie słowa. Bałam się powiedzieć coś więcej; obawiałam się wybuchnąć prawdziwą histerią, ponieważ coraz boleśniejsze wspomnienia raniły moją świadomość. O których na pewno nie chciałabym opowiadać; pomijając fakt, że nie przeszłyby mi przez gardło, to czułam narastające poczucie wstydu i chęć ucieczki od samej siebie.
Uciekaj Aaron póki możesz!





just fake the smile

Powrót do góry Go down
Aaron Lovegood
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t1193-aaron-lovegood http://www.morsmordre.net/t1334-aaronowy-ajay http://www.morsmordre.net/t1335-pan-milosc-i-dobro http://www.morsmordre.net/f199-manor-road-4 http://www.morsmordre.net/t1554-aaron-lovegood
Właściciel herbaciarni "Czerwony Imbryk"
27
Czysta
Żonaty
I'm just a man
I do what I can
Don't put the blame on me
10
1
2
0
4
5
3
3
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Przed domem   21.12.15 20:12

Miała rację, nie rozumiał. Pojęcie jej stanu psychologicznego było daleko poza jego zasięgiem i zdawało się jeszcze bardziej oddalać, kiedy wykonywała tak nagle, gwałtowne ruchy powodujące przewracanie się szklanek i rozlewanie napojów. Właśnie z tego powodu zaczął dociekać, analizować sytuację, do której oboje doprowadzili. Co się działo, Bell, kiedy nie miałem z tobą kontaktu?, pytał sam siebie, żałując, że również sam sobie nie może na to odpowiedzieć. Chciał wiedzieć, na brodę Merlina, chciał wiedzieć!
- Bell, wytłumaczysz mi, o co chodzi? Od początku wydajesz się być strasznie poddenerwowana - zmarszczył delikatnie brwi, ale bardziej z troski niż z irytacji. - I... dobrze, dobrze, rozumiem, że nie chcesz. Po prostu powiedz, co pokierowało cię do podjęcia takiej decyzji.
Ustalmy wspólną wersję. Czuł się rozrywany na strzępy. Z jednej strony czuł, że bardzo zaczyna mu zależeć na tym, by przyjęła jego przed-oświadczyny, ale z drugiej... może jednak miała rację? Przecież nie chciał jej do niczego zmuszać. Jego zgoda przestawała się liczyć, jeśli ona wyraźnie nie przytaknęła. Hierarchia społeczna potrafiła czasami bardzo zamieszać. Przecież to on był mężczyzną, to jego zdanie liczyło się bardziej, to on pracował na rodzinę i to on był głową domu.
A tymczasem właśnie w tej chwili cała przyszłość owego mężczyzny zależało od jednego zdania wypowiedzianego przez kobiece usta.


Powrót do góry Go down
Bellona Lovegood
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t1565-bellona-greyback http://www.morsmordre.net/t1574-mars#15674 http://www.morsmordre.net/t1573-bell#15671 http://www.morsmordre.net/f181-trout-road-45 http://www.morsmordre.net/t1749-bellona-lovegood#20570
hodowca i treser chartów angielskich
25
Czysta
Zamężna
Tygrys, tygrys w puszczach nocy
Świeci blaskiem pełnym mocy.
Czyj wzrok, czyja dłoń przelała
Grozę tę w symetrię ciała?
19
11
0
0
0
0
2
5
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Przed domem   22.12.15 20:30

Bardzo, ale to bardzo nie chciałam, aby Aaron zaczął mnie o wszystko wypytywać. To było trudne. Wymazać wszystko, co działo się wtedy i udawać, że nie ma to wpływu na teraźniejszość czy przyszłość. Miało ogromny wpływ i chyba jedynie dzięki mojej silnej woli nie skończyłam ze sobą te kilka lat temu. Wtedy był jeszcze ojciec, które kochałam mimo wszystko i nie chciałam pogrążać go w większej rozpaczy niż był do tej pory. Później i jego zabrakło, a ja co rusz wymyślałam kolejne wymówki. Zemsta się dokonała, potem przyszedł czas na Jowisza. Czy teraz miało paść na Aarona? Bałam się tego, że przy nim nie zdołam udawać zwykłej, beztroskiej i młodej kobiety, która żyje sobie bez większych zmartwień. I miałam rację, że czułam strach przed tym wszystkim: poruszane tutaj tematy wyprowadziły mnie z równowagi. Projekcja koszmarnych wspomnień przesuwała swoje obrazy przed moim wzrokiem, mięśnie niespokojnie drżały, a emocje próbowały ulotnić się przez łzy. Stałam tak dłuższą chwilę bijąc się ze sobą samą. Czy to właśnie ten mężczyzna siedzący w moim domu powinien jako pierwszy poznać prawdę, tak dla mnie bolesną? Czy aby na pewno mogę mu ufać, czy w ogóle powinnam o tym mówić? Obawiałam się, że wraz z wypowiedzeniem tego na głos dotrze do mnie, że to nie był jedynie okropny koszmar, a najgorszy wariant rzeczywistości.
- Czego ty ode mnie chcesz, Aaron? - spytałam, pełna zrezygnowania i emocji tkniętych w mój własny głos. - Mam ci opowiedzieć o człowieku, który mnie zniszczył? O tym jak po piątej klasie obdarł mnie z godności i intymności, czyli ze wszystkiego, co miałam? Nie jestem już kobietą, Aaronie. Nie jestem już nawet człowiekiem. Tylko pustym ciałem, które zaszyło się na obrzeżach Londynu z dala od ludzi. Czego ode mnie oczekujesz, szczegółów? - wyrwało mi się. Czy czułam się lepiej z powodu tego, że wreszcie o tym komuś powiedziałam? Nie, ból wciąż był tak samo rozrywający.
- Wiem, że minęło mnóstwo czasu i powinnam żyć jak gdyby nigdy nic, ale chyba jeszcze nie potrafię - dodałam. Ledwie słyszalnie. Skierowałam swoje kroki w stronę okna i chociaż patrzyłam na widok za nim, niczego nie widziałam. Świat był rozmazany, moja dotychczasowa pewność siebie roztrzaskana; jedyne, czego chciałam, to nie widzieć jego pogardy i obrzydzenia, ewentualnie współczucia i litości. Nie potrzebowałam ich.
- Wyjdź już proszę. I nie przychodź więcej. Rodzinie powiedz cokolwiek, chyba... chyba mi już wszystko jedno - wychrypiałam. Tak na zakończenie tych mąk. Chciałam się wypłakać, wrócić do mojego dotychczasowego życia, zapomnieć o wszystkim i... brak pomysłów na to, co dalej.





just fake the smile

Powrót do góry Go down
Aaron Lovegood
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t1193-aaron-lovegood http://www.morsmordre.net/t1334-aaronowy-ajay http://www.morsmordre.net/t1335-pan-milosc-i-dobro http://www.morsmordre.net/f199-manor-road-4 http://www.morsmordre.net/t1554-aaron-lovegood
Właściciel herbaciarni "Czerwony Imbryk"
27
Czysta
Żonaty
I'm just a man
I do what I can
Don't put the blame on me
10
1
2
0
4
5
3
3
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Przed domem   23.12.15 15:44

O ile jeszcze przed chwilą absolutnie nie potrafił pojąć, co się z nią działo, o tyle teraz wszystko zrozumiał. I wszystko w nim zawrzało. Ze zdenerwowania, z jakiejś woli zemsty, z oburzenia tym, co się stało. Jakiś mężczyzna, wilk w owczej skórze, ze słodkim uśmiechem, owinął sobie na chwilę Bellę na palec... albo nie, zaatakował ją nagle, nie dając możliwości, by wzięła głębszy wdech, by przygotowała się na to. Aaron w tej chwili życzył mu tylko jednego - żeby zginął w szatańskiej pożodze, strawiony językami ognia, które byłyby równie bezlitosne, co on.
Spuścił wzrok na czubki swoich własnych butów, jakby to pomagało mu się skupić na uspokojenie swoich demonów, którym dzięki jej słowom udało się zerwać kajdany. Podpowiadały mu, by go dorwał, by wbił koniec swojej różdżki w jego grdykę i przebił ją jednym, prostym zaklęciem.
Niewybaczalnym, bo tylko na takie zaklęcie zasługiwał niewybaczalny czyn tego potwora.
Spojrzał na nią, kiedy podeszła do okna. Czym zawiniła? Czym mogła zawinić tak piękna istota? Tak urocza w swojej prostocie, tak fascynująca od dnia, kiedy Aaron spotkał ją po raz pierwszy.
Sam nie wiedział, kiedy podszedł do niej, gdy wpatrywała się niewidzącym wzrokiem w widok za oknem. Sam nie wiedział, kiedy objął łagodnie jej ramię i przyciągnął ją do siebie, obejmując ciepło, pozwalając, by wypłakała się w jego klatkę piersiową, jeśli chciała. Chciał, żeby jej ulżyło, chociaż nie miał bladego pojęcia, co mógłby jeszcze zrobić, by jej pomóc.
Chciał być obok niej. Skąd się to u niego wzięło?
Sam nie wiedział.
- Niczego od ciebie nie oczekuję, Bell - szepnął, gładząc dłonią jej plecy. - Już nic więcej nie musisz mi mówić.
Nikomu nie życzył cierpienia, które dostrzegł w jej oczach.




Ostatnio zmieniony przez Aaron Lovegood dnia 05.01.16 15:50, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Bellona Lovegood
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t1565-bellona-greyback http://www.morsmordre.net/t1574-mars#15674 http://www.morsmordre.net/t1573-bell#15671 http://www.morsmordre.net/f181-trout-road-45 http://www.morsmordre.net/t1749-bellona-lovegood#20570
hodowca i treser chartów angielskich
25
Czysta
Zamężna
Tygrys, tygrys w puszczach nocy
Świeci blaskiem pełnym mocy.
Czyj wzrok, czyja dłoń przelała
Grozę tę w symetrię ciała?
19
11
0
0
0
0
2
5
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Przed domem   25.12.15 23:31

Czułam niewyobrażalny ścisk serca i... pragnienie. Dwa pragnienia: aby Aaron czym prędzej zostawił mnie samą, abym mogła się wypłakać, oraz by został tutaj ze mną. Dwie prośby, które wzajemnie się wykluczały, i z których tylko ta pierwsza opuściła moje gardło. Nie chciałam patrzeć, jak wychodzi, a jednocześnie, jak gdyby instynktownie, oczekiwałam dźwięku kroków; skrzypiącej podłogi i trzasku zamykanych drzwi, względnie teleportacji. Przyspieszone bicie serca sprawiało, że nie miałam tych dźwięków słyszeć wyraźnie; to akurat było plusem samym w sobie.
Jakież było moje zdziwienie, kiedy kroki ucichły tuż za mną; po kilku sekundach czułam już bliskość cudzego, męskiego ciała. Przyjemny zapach dotarł do nozdrzy, na swój sposób nakazując zachowanie spokoju. Nie tylko swoje serce teraz czułam i to było odczuciem tak dziwnym, obcym, że aż zatrważającym. Zastygłam w tej pozie na długą chwilę nie wiedząc, co powinnam uczynić. Najprawdopodobniej powinnam popaść w szaleńczy szloch i wypłakać się w tors Lovegooda: tak byłoby lepiej i lżej, być może. Ja z kolei po prostu zatopiłam się w tym jednym, ulotnym momencie, nie wydając żadnego dźwięku, nie poruszając się wcale. Dotyk na moich plecach był milszym, niż kiedykolwiek mogłabym się tego spodziewać, a głucha cisza wydawała się zbawienna.
Nie wiem, ile czasu mogło minąć, nim odsunęłam się delikatnie, przyklejając na twarz dzielny uśmiech. Potarłam dłonią rozpalone policzki usiłując zetrzeć ostatnie ślady mojej słabości. Nie potrafiłam z kolei patrzeć w aaronową twarz, czując na sobie ogrom wstydu i upokorzenia; nie tylko spowodowanym nagłym wybuchem moich emocji, ale również wydanym, najmroczniejszym sekretem. Nie będącym jedynym, ale o tym uparcie nic nie mówiłam. Wystarczy wyznań na dzień dzisiejszy?
- Przepraszam, nie powinnam była ci o tym mówić, nie powinnam też urządzać podobnych scen. To po prostu... trudny temat - zaczęłam. - Nikomu o tym nie mówiłam i nie mam wprawy - dodałam pospiesznie; wzrok mój utknął gdzieś w okolicy stolika, idealnie mijając się z oczami mężczyzny. - Chciałam, abyś wiedział i abyś nie sądził, że to twoja wina. Jesteś dla mnie kimś bliskim, nawet, jeżeli nie widzieliśmy się tyle czasu. Dzięki tobie pamiętam jak wyglądało szczęście i beztroska - wyjaśniłam, po czym wzruszyłam niedbale ramionami. - Jestem pewna, że znajdziesz sobie kogoś odpowiedniego. I wbrew temu co przed chwilą powiedziałam, możecie czasem do mnie przychodzić - dopowiedziałam, tak na zakończenie. Dziwny był ten mój słowotok; najprawdopodobniej nagle ta cisza zaczęła mi niewyobrażalnie ciążyć.





just fake the smile

Powrót do góry Go down
Aaron Lovegood
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t1193-aaron-lovegood http://www.morsmordre.net/t1334-aaronowy-ajay http://www.morsmordre.net/t1335-pan-milosc-i-dobro http://www.morsmordre.net/f199-manor-road-4 http://www.morsmordre.net/t1554-aaron-lovegood
Właściciel herbaciarni "Czerwony Imbryk"
27
Czysta
Żonaty
I'm just a man
I do what I can
Don't put the blame on me
10
1
2
0
4
5
3
3
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Przed domem   09.01.16 19:56

Słodko pachniała. Nie błotem, nie zgniecioną w zabawie trawą, nie powietrzem przesiąkniętym zapachem dymu z ogniska, przy którym smażyli złapane w rzeczce ryby. Pachniała... sobą. Kobietą. Chociaż miał wrażenie, że nie nadużywała perfum i nie przykładała wielkiej uwagi do tego, czy mężczyźni zwracają uwagę na to, jaką wonią ich raczyło. Była naturalna, to się dla niego liczyło. Naturalna i piękna w swojej prostocie. W dodatku im bardziej w myślach prosił ją, by przy nim została, tym ona bardziej go od tego odwodziła swoimi słowami.
Puścił ją, przesuwając dłonią po jej przedramieniu, gdy się od siebie oddalali na te kilkanaście centymetrów. Niczego nie chciał na niej wymuszać, a tylko podsuwać jej spokojne, przyjazne dla uszu słowa.
- Nie, Bell, niczego nie żałuj... bo ja nie żałuję, że tu jestem i cię słucham. Może dzieciństwo jest już daleko za nami, ale ciągle chciałbym być blisko ciebie - odparł przywołując na usta ciepły, zapewniający o pewności słów, uśmiech. - I... wiem, że odmawiasz, ale... przyjmij coś ode mnie.
Wziął je, tak. Te kryształy kupione razem z Hattie na jarmarku. Wziął je ze sobą teraz, na spotkanie z Bell, chociaż nie do końca wiedział, czy to w ogóle ma sens. Ale wziął. I właśnie w tym momencie wyciągnął jeden z kieszeni i delikatnie ujął jej dłoń, by położyć na niej rzemyk razem z kryształem. Zamknął palce jej jasnej dłoni i spojrzał na nią. Prosto, ciepło, łagodnie.
- Noś go ze sobą, żeby ta ponura sytuacja nie miała już miejsca. Jeśli tobie coś się stanie, pomogę. Nawet, gdybym był zdecydowanie za daleko. Ale pomogę, pamiętaj. - powiedział szeptem.
Nie musiał mówić głośniej, by go usłyszała. W tym domu było wystarczająco cicho.


Powrót do góry Go down
Bellona Lovegood
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t1565-bellona-greyback http://www.morsmordre.net/t1574-mars#15674 http://www.morsmordre.net/t1573-bell#15671 http://www.morsmordre.net/f181-trout-road-45 http://www.morsmordre.net/t1749-bellona-lovegood#20570
hodowca i treser chartów angielskich
25
Czysta
Zamężna
Tygrys, tygrys w puszczach nocy
Świeci blaskiem pełnym mocy.
Czyj wzrok, czyja dłoń przelała
Grozę tę w symetrię ciała?
19
11
0
0
0
0
2
5
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Przed domem   12.01.16 15:07

Świat wciąż był zamazany, dzielnie walczyłam o każdy spokojny oddech i by widzieć znany tak mocno krajobraz. Przetarłam policzki, przetarłam także oczy. Nie chciałam wracać do czasów dzieciństwa. Ono było już daleko za nami, żadne z nas od dawna nie było już dzieckiem. Nawet, jeżeli coś we mnie z niego było, to zostało zatarte te kilka lat temu przez mroki przeszłości. Ból, wstyd i upokorzenie gnieżdżące się wewnątrz spróchniałej duszy; zupełnie nie pojmowałam dlaczego Aaron wciąż tu był. Dlaczego nie odszedł na zawsze z cichym trzaskiem zamykanych drzwi. Dlaczego nie pozostawił mnie w szponach samotności i pustki głucho dźwięczącej pośród czterech ścian? Były moją samotnią, azylem, schronieniem przed resztą świata. Nikt się tutaj nie zapuszczał mając w pamięci starego, zdziwaczałego i okrutnego Franka Greybacka, pamiętając o hodowli psów, które nie zawsze były miłe. Lovegood zaburzył ten spokój, ład, który tutaj panował. Z jednej strony byłam mu za to wdzięczna, z drugiej przeklinałam w duchu. To oznaczało, że powrót do dawnego świata będzie trudniejszy niż zwykle. Zasmakowałam odrobiny szczęścia, troski i tej dawno utraconej przyjaźni. Czeka mnie długi detoks, tęsknota rozrywająca serce.
Pokiwałam z wolna głową na jego słowa, wciąż nie patrząc. Szukałam wzrokiem starych mebli, paneli ledwo żywych, rozlanego alkoholu. Szukałam świata za oknem, nie znajdując nic. Wzrok spoczął na dłoniach mężczyzny szukającego tajemniczego podarunku w kieszeni. Bezwolnie oddałam mu swoją rękę (ha!), czując ciepło aaronowej skóry; zdziwiłam się widząc biały kryształ na rzemyku, który najwidoczniej został zakupiony specjalnie dla mnie. Chciałam unieść wzrok, spojrzeć mu głęboko w oczy i wyrazić wdzięczność z powodu tej przyjaźni, którą pomimo wszystko mi ofiarowywał. Niestety, nie potrafiłam. Wstyd wciąż na nowo rozpalał moje poczucie winy i nieumiejętność stanięcia z Lovegoodem twarzą w twarz. Dlatego patrzyłam jedynie na swój prezent.
- Dziękuję. Za wszystko. - Zdołałam wyszeptać. Wzięłam głęboki oddech, ściskając mocniej przedmiot. Czy rzeczywiście mieliśmy znów się przyjaźnić?
- Założysz? - spytałam nagle, zupełnie nie wiedząc dlaczego. Być może chciałam przedłużyć tę chwilę, skrócić ból samotności i... nie wiem co jeszcze. Wiem tylko, że rozluźniłam uścisk na krysztale oczekując, być może naiwnie, że Aaron spełni moją prośbę.





just fake the smile

Powrót do góry Go down
 

Przed domem

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next

 Similar topics

-
» Ogród przed domem
» Przed domem
» Obrona Przed Czarną Magią
» Klasa do Obrony Przed Czarną Magią
» Klasa Obrony Przed Czarną Magią

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Mieszkania :: Przedmieścia :: Trout Road 45-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17