Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Sowia poczta

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Sowia poczta   21.03.16 12:22

First topic message reminder :

Sowia poczta

Sowia poczta znajduje się w niepozornym budynku z ciosanych kamieni tuż obok banku Gringotta. Choć to największy punkt pocztowy w całym Londynie, nie posiada on żadnego szyldu - o jego przeznaczeniu świadczą sowy, które łypią na przechodniów z niewielkich okien. W holu o wyraźnie zużytej, kamiennej posadzce - codziennie przez urząd przewijają się dziesiątki czarodziejów! - znajduje się kilkanaście okienek pocztowych, gdzie pracujące osoby z chęcią udostępnią ci potrzebnego ptaka. Bez większego problemu możesz wynająć poza wszelkimi gatunkami sów także papugi, tukany oraz ptaki drapieżne doskonale sprawdzające się na dłuższych, międzynarodowych trasach. W pobliżu ścian umiejscowiono przetarte już kanapy z niewielkimi stolikami, gdzie można zaadresować list lub dopiero go stworzyć.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Artis Finnleigh
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t3347-artis-macmillan#56642 http://www.morsmordre.net/t3359-balou http://www.morsmordre.net/t3360-yer-oot-yer-face-macmillan#57065 http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3404-artis-macmillan
Auror
25
Zdrajca
Panna
I'm gonna trust you, babe
I'm gonna look in your eyes
And if you say, "Be alright"
I'll follow you into the light
15
8
0
0
2
0
0
9
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sowia poczta   16.08.16 13:46

Z kolejnymi słowami Rosiera, coraz bardziej zaczynała podejrzewać że zwariował. Tak jakby wysyłanie pachnącego listu było podejrzane. Wiele kobiet skrapiało perfumami swoją korespondencję, choć ona akurat uważała to za głupie. Tym razem jednak, skoro już przypadkiem jej się to udało, postanowiła nie przepisywać listu, a uznać, że skoro białe kwiaty, to może nikt nie zrozumie tego źle. Ostatecznie w Japonii biel to kolor pogrzebowy.
- Przypadek zdecydował za mnie o tym, czy list będzie pachniał, czy nie. Nie rozumiem... - patrzyła na niego coraz bardziej zdezorientowana, nie cofnęła się ani nic, w razie czego umiała poradzić sobie z wariatem. Choć poza zupełnie nie mającymi sensu słowami, niczym nie dał znaku, że jest niebezpieczny. Mimo to zaczęła być jakoś bardziej świadoma otoczenia, które przecież zawsze można wykorzystać.
Kolejne słowa Lorda Rosiera sprawiły, że uniosła brwi. Rozejrzała się po poczcie, która oferowała co najmniej kilka białych sówek i pokręciła głową z lekkim niedowierzaniem.
- Niestety nie jestem w stanie Panu pomóc, ponieważ pierwszy raz korzystam z usług tej jednostki odkąd mam swojego własnego ptaka pocztowego, ale może powinien Pan spytać pracowników? Sądzę, że mogli zauważyć, że jeden z ich ptaków od jakiegoś czasu pachnie - uśmiechnęła się bardzo delikatnie, ale w ten sposób, w który się uśmiecha do ludzi niepoczytalnych. Dopiero po chwili doszło do niej, o co mu właściwie chodzi. Było to absurdalne przypuszczenie, choć nie aż tak bezpodstawne, w końcu była panną, ale zdecydowanie nie aż tak zdesperowaną. Przez chwilę miała zamiar roześmiać się rozmówcy w twarz i wyjść, ale uznała, że może się też trochę pobawić. I przy okazji może rozwiązać jego problem. Na jej twarzy nie pojawił się nawet znak, że zrozumiała cel jego przybycia do tego miejsca. Nie było widać również jej rozbawienia ani niedowierzania, była dobra w ukrywaniu emocji, jak większość wysoko urodzonych. Wszystkie spotkania rodów to była jedna wielka gra pozorów.
Zastanawiała się przy tym, co też takiego wypisuje ta kobieta, że Lord Rosier aż pofatygował się na pocztę. I kim jest. Równocześnie bawiło ją to wszystko, bo jej osobowość była raczej pozbawiona tego typu romantyzmu. Nie była dobra w pisaniu listów miłosnych, nigdy też żaden mężczyzna od niej tego nie oczekiwał. Tym ciekawsza była sytuacja, gdzie jeden z nich aż szukał właścicielki.


Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 http://www.morsmordre.net/t639-vespasien http://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 http://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 http://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#5336
Arystokrata, smokolog
27
Szlachetna
Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
20
30
0
0
0
39
4
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sowia poczta   04.09.16 5:25

Zmarszczył brew, przyglądając się arystokratce - na wpół podejrzliwie, na wpół z zadowoleniem, że tak wyjątkowa kobieta zaszczyciła go swoją fascynacją. Z każdym jej kolejnym słowem zaczynało do niego jednak docierać, że spotkał ją na poczcie zupełnym przypadkiem i zupełnym przypadkiem ów list pachniał dokładnie tak, jak przysyłane do niego wiadomości. Mogła grać, mogła kłamać - oczywiście, że mogła! - tylko czy mogła odegrać aktorskie sztuczki równie skutecznie? Za mało było w tym emocji, by Tristan uznał to za podpuchę, choć gdzieś w głębi odczuł ukłucie żalu; mimo wszystko Artis była naprawdę piękną kobietą.
- Jaki znów przypadek? - rzucił szybciej niż pomyślał, wciąż ze zmarszczoną w niechętnym grymasie brwią. Nie wierzył w przypadki, wierzył w fatum, lecz to zdało się odgrywać w tym przedstawieniu tragiczną rolę; spotkanie lady Macmillan było niestety jedynie przypadkowym zrządzeniem losu - wszystko na to wskazywało. Skrzywił się, westchnął, rzucił spojrzeniem wgłąb korytarza, jakby spodziewając ujrzeć się tam olśnienie pod postacią ślicznej świeżej młódki, która posyła do niego miłosne listy, ale na szczęście nie miał jeszcze urojeń. Szkoda - miał nadzieję na naprawdę miły, choć niekoniecznie właściwy bądź etyczny wieczór.
- Cóż, w takim razie zaszło niefortunne nieporozumienie, lady - przyznał w końcu, choć opornie i niechętnie. Jesteś pewna, że to nie ty, pani? Będzie musiał przyjść kiedy indziej, może następnego dnia lub za tydzień, w każdym razie nie przy Artis, nie miał zamiaru się kompromitować. Na jego twarzy nie pojawił się choćby cień zmieszania, gry salonowe były również jego domeną, potrafił ukryć to, czego pokazywać nie chciał. - Wybacz, że padłaś jego ofiarą. Z pewnością skorzystam z rady, być może obsługa tego miejsca będzie znała więcej trafnych odpowiedzi. Tymczasem - Teraz dopiero się ukłonił głowę, płytko, bez służalczości, acz zgodnie z etykietą, od której nie miał zwyczaju odstępować. - Gdzie moje maniery. Na twoje ręce składam kondolencje, odejście wuja to bolesna strata, dla rodziny i świata. - Był wszak reliktem, czystokrwistym czarodziejem, którego o jednego miało stać się mniej. Nawet, jeśli był tylko Longbottomem, zakutym w zbroję ze snów bojownikiem o wyższe dobro, z którego wynikało więcej złego niż dobrego - jak zwykle. Nie, nie lubił Longbottomów, miał ich za naiwnych głupców i niepoprawnych idealistów.




the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns outgrown

Powrót do góry Go down
Artis Finnleigh
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t3347-artis-macmillan#56642 http://www.morsmordre.net/t3359-balou http://www.morsmordre.net/t3360-yer-oot-yer-face-macmillan#57065 http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3404-artis-macmillan
Auror
25
Zdrajca
Panna
I'm gonna trust you, babe
I'm gonna look in your eyes
And if you say, "Be alright"
I'll follow you into the light
15
8
0
0
2
0
0
9
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sowia poczta   05.09.16 19:42

Uśmiechnęła się ni to rozbawiona ni to wesoła i poprawiła pelerynę, którą miała narzuconą na ramiona. Przechyliła lekko głowę przyglądając się uważnie rozmówcy by nie tyle co okazać mu szczere zainteresowanie rozmową, co dojrzeć choćby najlżejsze zmiany. Słysząc pytanie i widząc zmarszczone brwi, domyśliła się, że chyba Lord Rosier zaczyna wierzyć w jej niewinność. Zabawa kończyła się szybciej niż myślała.
- Tak, niestety moja sowa zaniemogła i w chorobie potrąciła flakonik perfum, które stały obok gotowego już listu. Mam nadzieję, że rodzina wybaczy mi to drobne potknięcie, wszak jaśmin to kwiaty białe, a takie są w wielu krajach uważane za pogrzebowe – tym razem jej skruszony uśmiech wyglądał na szczery, ale przecież Tristan nie mógł być tego pewny.
Spojrzenia jakimi obrzucał wnętrze sowiej poczty dały jej do zrozumienia, że zabawa się skończyła, a on rzeczywiście uwierzył w jej niewinność. I powinien, oczywiście. W końcu była zupełnie nie związana z tymi listami, a jej winą też nie był fakt, że historia o sowie była dość nieprawdopodobna. Ależ była zła na Balou! Nie dość, że musiała przyjść aż tutaj, to jeszcze straciła prawie pół flakonika ulubionego zapachu. Jednak ja tu się złościć na sowę, która, choć na pozór inteligentna, tak naprawdę miała tak samo ptasi móżdżek jak, dajmy na to, świergotnik.
- Oczywiście się nie gniewam, sama wolałabym wiedzieć kto mnie adoruje, jest to w pełni zrozumiałe działanie z Pańskiej strony – cicho się roześmiała, ale bez cienia pogardy, raczej serdecznie, dygnęła również z gracją w odpowiedzi. Kolejne słowa Lorda Rosier sprawiły, że jej twarz przybrała nieco bardziej posępny wyraz.
- Przyjmuję kondolencje i dziękuję serdecznie za troskę, Lordzie Rosier. Mój świętej pamięci wuj był rzeczywiście wartym zapamiętania czarodziejem, wiele uczynił dla naszego świata za czasów swojej świetności - sama sobie musiała wybaczyć, że nie mogła być na pogrzebie. Zaimponował jej jednak refleks rozmówcy, który w jakiś sposób zdołał nadrobić niedociągnięcie, którego nawet nie zauważyła.


Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 http://www.morsmordre.net/t639-vespasien http://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 http://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 http://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#5336
Arystokrata, smokolog
27
Szlachetna
Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
20
30
0
0
0
39
4
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sowia poczta   12.09.16 14:36

Na twarzy Tristana malowało się znudzenie zmieszane z niezadowoleniem, spodziewał się spotkać tutaj swoją tajemniczą wielbicielkę, Artis jednak nakreśliła swoją sytuację dość jasno, by odbił się od swoich wątpliwości. Nie rumieniła się, nie plątała w zeznaniach, nie ciągnęła mało wiarygodnych wymówek; ktoś, kto nie potrafił swoich uczuć wyrazić jasno - Tristan nie uciekał wszak przed kobietami zbyt często - nie mógł być złapany na gorącym uczynku równie pewny siebie i równie kategorycznie zaprzeczać swoim występkom. Co, naturalnie, wzbudzało w nim lekki poczucie zawodu, lady Macmillan była młodą, urodziwą kobietą, z którą chętnie zamieniłby kilka cieplejszych słów.
- Doprawdy? - odparł, już nie patrząc na nią, a wciąż wgłąb korytarza, pośrodku którego stali; jeśli jego zgubą nie była lady Macmillan, zapewne właściwa kobieta gdzieś się tutaj krzątała. Być może czekała na swoją ulubioną sowę, a może tym razem skorzysta z innej  - i zdobycz przymknie mu koło nosa. Westchnął, powracając wzrokiem ku panience, jej słowa wydały mu się niedorzeczne. - Jaśmin to zapach miłości - burdelu brzmiałoby nazbyt dosadnie i nieodpowiednie dla uszu młodej lady. - To muszą być osobliwe kraje, jeśli uznają je za właściwe na pogrzeb. - Jaśmin był wszak najpowszechniejszym i najbardziej uznanym afrodyzjakiem, ale ponoć co kraj to obyczaj. Na jej słowa przebaczenia skłonił się dworsko, z rozbawionym, bynajmniej nie zawstydzonym uśmiechem na licu, lady Macmillan potrafiła być przenikliwa - a on choć nie miał zamiaru wypierać się celu swojej wizyty, nie zdecydował się jej również wprost potwierdzić, byłoby to wszak dalece niewłaściwe.
- Oczywiście - skwitował krótko, patrząc jej w oczy; nie uważał tak. Longbottomowie od wieków słynęli z pomocy, jaką ci darzyli mugoli, niezasłużoną pomocą, po cóż wyciągać dłoń do kogoś, kto jedynie ubrudzi ją szlamem. Złożenie kondolencji było czystą kurtuazją. - Nie chciałbym pozostawiać po sobie złego wrażenia, lady. Mogę wynagrodzić tę karygodną pomyłkę? Tuż obok znajduje się wyjątkowa herbaciarnia... powinni mieć i jaśmin. - Kąciki jego ust drgnęły.




the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns outgrown

Powrót do góry Go down
Artis Finnleigh
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t3347-artis-macmillan#56642 http://www.morsmordre.net/t3359-balou http://www.morsmordre.net/t3360-yer-oot-yer-face-macmillan#57065 http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3404-artis-macmillan
Auror
25
Zdrajca
Panna
I'm gonna trust you, babe
I'm gonna look in your eyes
And if you say, "Be alright"
I'll follow you into the light
15
8
0
0
2
0
0
9
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sowia poczta   13.09.16 11:53

Potrafiła dostrzec, że równie wiele słów jej rozmówca wypowiedział, jak pominął. Domyślała się, że to z czystej grzeczności, Rosier był dość powściągliwy i pilnował co mówi. Jak na dłoni było jednak widać, że zawiódł się niepowodzeniem swoich poszukiwań. Do tego stopnia, że nie poświęcał jej całej swojej uwagi, czym nieco ją zezłościł. Nie znali się jednak dobrze, widywali rzadko, opinia Tristana nie należała do najważniejszych w jej życiu, odpuściła więc sobie kręcenie nosem i unoszenie dumą.
- Japonia to zdecydowanie osobliwy kraj - odpowiedziała, nieco chłodniejszym tonem i uśmiechnęła łagodnie, jej oczy nie zdradzały na ile ten uśmiech jest szczery. Zdawała sobie sprawę, że jej ulubiony zapach należy do popularnych i zdecydowanie zmysłowych nut, ale na ogół używała łagodnych mieszanek, które przywodziły na myśl raczej świeżą wiosnę, niekoniecznie uwodząc. Domyśliła się, że silny zapach, który otaczał ją z powodu listu mógł dawać mylne wrażenie.
Wytrzymała spojrzenie Lorda Rosiera ze spokojem odpowiadając na nie subtelnym skrzywieniem warg i kiwnęła głową uznając temat za zakończony. Choć wiele rodów nie mówiło wprost o swoich przekonaniach względem mugoli, był to śliski temat i nie na miejscu byłoby kontynuować rozmowę idącą w tym kierunku. Omawianie żywota osoby tak niemagicznym sprzyjającej, zaliczało się do tego.
Słysząc propozycję poczuła się nieco zawiedziona. Wiedziała też, że z chwilą, z którą zdradzi powód swojej decyzji rozmowa może zejść na złe tory. Mało kto szanował jej decyzję zostania aurorem, szczególnie, że wciąż pozostawała niezamężna. Wciąż miała kilka lat zanim uzna się, że to co teraz jest jedynie osobliwe, stanie się godne pożałowania.
- Niestety, ze smutkiem muszę odmówić. Wcześniejsze zobowiązania nie pozwalają zbyt długo cieszyć się Pańskim towarzystwem - dała sobie wystarczająco dużo czasu przed rozpoczęciem pracy na przyjście na pocztę, nie przewidziała jednak propozycji wyjścia. Szlachcianka czy nie, Rogers nie byłby zadowolony, a jej zależało na swoim stanowisku. Ponadto Czarownica miałaby używanie ze starej panny spędzającej czas z zaręczonymi mężczyznami. Wiele lat udawało jej się nie znajdować swojego imienia na stronach tego magazynu i miała nadzieję zmienić to dopiero notatką o swoich zaręczynach lub ślubie.


Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 http://www.morsmordre.net/t639-vespasien http://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 http://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 http://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#5336
Arystokrata, smokolog
27
Szlachetna
Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
20
30
0
0
0
39
4
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sowia poczta   15.09.16 12:41

Na krótki moment jego wzrok zastygł na twarzy aurorki, Japonia - kraj znajdował się absurdalnie daleko i był absurdalnie inny od Europy, od ludzi mających skośne oczy, żółtą skórę i niski wzrost po zwyczaj codziennego chodzenia w szlafrokach na zamiłowaniu do agresji kończąc. Więcej o tym kraju nie wiedział - choć interesowały go tamtejsze smoki, jak słyszał, inne anatomicznie od europejskich; miał nadzieję przekonać się pewnego dnia, czy owe pogłoski były prawdziwe. Spojrzał więc na nią z czymś na wzór zaintrygowania, czyżby rozmawiał z wziętą podróżniczką? Pachnącą jaśminem, lubił ten zapach. Nie tylko dlatego, że przywodził mu na myśl zapachy wnętrz domów publicznych, na bazie jaśminu tworzono wyjątkowo dystyngowane perfumy. Jego słodka Evandra pachniała podobnie - a ze wszystkich zmysłów to właśnie węch uważał za najbardziej sensoryczny.
I z pewnością nie przypuszczałby, że Artis pracuje. Arystokratkom nie przystawały wszak przyziemne obowiązki, a obowiązki aurorów już w ogóle, Tristan ogółem nie traktował kobiet poważnie - każdy pełnił swoją rolę, a przeznaczeniem kobiet było zostać żoną, matką i opiekunką domowego ogniska. Dlatego też jej słowa wziął jedynie za grzeczną wymówkę, nie mając przy tym zamiaru naciskać. Nie przywykł, by kobiety mu odmawiały - zwykle się mu to nie przytrafiało, toteż bardziej niż zawód odczuł zaskoczenie. I ukłucie żalu, bo mimo wszystko lady Macmillan zdała mu się intrygującą młodą damą.
- Naturalnie. - Skinął głową, tym razem już na pożegnanie, z wciąż obojętną maską przybraną na twarz. Wychowany wśród arystokratów nie miał problemów z kamuflowaniem swoich emocji, nigdy ich nie zdradzał. Odmowa pozostała odmową, przyjął ją. - Wybacz impertynencję, nie będę ci dłużej przeszkadzać. Bywaj, lady. - Pożegnawszy się grzecznie, nie czekając już na nic Tristan pośpiesznie udał się wgłąb korytarza zapewne w poszukiwaniu wyjścia z sowiarni.

/zt




the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns outgrown

Powrót do góry Go down
Artis Finnleigh
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t3347-artis-macmillan#56642 http://www.morsmordre.net/t3359-balou http://www.morsmordre.net/t3360-yer-oot-yer-face-macmillan#57065 http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3404-artis-macmillan
Auror
25
Zdrajca
Panna
I'm gonna trust you, babe
I'm gonna look in your eyes
And if you say, "Be alright"
I'll follow you into the light
15
8
0
0
2
0
0
9
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sowia poczta   15.10.16 20:51

Po odejściu lorda Rosiera jeszcze chwilę stała w pomieszczeniu patrząc na krzątających się pracowników i sowy, co chwilę odlatujące i przylatujące, zmieniające się na stanowiskach. Musiała przyznać, że w jakiś sposób spotkanie z mężczyzną sprawiło, że zrobiła się trochę smutna. Myśl, że zaręczony mężczyzna bez problemu flirtuje z innymi kobietami nie dawała jej większych nadziei, by jej przyszyły mąż miał zachowywać się inaczej. Tak już było, gdy ślub brany był z obowiązku, dla korzyści, czy nawet dla świętego spokoju.
Dobrze wiedziała, że z chwilą, w której ktoś przejął by władze nad nią od jej rodziców, rezygnacja pojawiłaby się na biurku Rogersa, a ona zostałaby zamknięta w złotej klatce. Być może nie odmówiono by jej przyjemności. Mogłaby zwiedzić świat, co było jej dziecinnym marzeniem, ale zdecydowanie nie zapełniłoby pustki po karierze. Niestety dla arystokracji praca kobiety była raczej zabawą, którą należało porzucić gdy pan mąż tak nakazał. Jedyne dopuszczalne obracały się wokół kultury, czy świata nauki. Niestety tym Macmillan się nie interesowała, wolała szermierkę od tańca, a talent do śpiewu wyjątkowo skąpy, wręcz ujemny. Zazdrościła szarym ludziom, którzy mieli wolność wyboru, ich pozycja społeczna nie rządziła ich życiem. Wiedziała, że wielu chciałoby być na jej miejscu, wątpiła jednak by nie mieli tęsknić za swoim poprzednim życiem. Ona tęskniła za takim, którego nie miała.
Skrzek sowy tuż obok ucha wybudził ją z rozmyślań. Pewna o swoim spóźnieniu czym prędzej owinęła się szczelniej szalem i wyszła pospiesznym krokiem z poczty, niemal potrącając po drodze jakiegoś mężczyznę. Na dworze skuliła się lekko, usiłując ukryć przed wiatrem i rozejrzała za dobrym miejscem do teleportacji. Nie trwało długo nim je ujrzała. Skupiona na swoim zadaniu zdeportowała się do ministerstwa.
/zt


Powrót do góry Go down
Czara Ognia
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/t437-szukam-towarzystwa#1153 http://www.morsmordre.net/u731contact http://www.morsmordre.net/t437-szukam-towarzystwa#1153 http://www.morsmordre.net/t437-szukam-towarzystwa#1153 http://www.morsmordre.net/t437-szukam-towarzystwa#1153
n/d
0
n/d
n/d
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
0
0
0
0
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sowia poczta   13.03.17 2:08

Para nr II

Tego dnia Liliana Yaxley pojawiła się w czarodziejskiej części Londynu z zadaniem wysłania kilku listów z Departamentu Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów. Wśród ministerialnych sów zapadła dziwna epidemia - jak na zawołanie wszystkie opanowało nagłe choróbsko sprawiające, że ich pióra zaczęły barwić się wszystkimi kolorami tęczy, a z dziobów wydobywała się dziwna wydzielina. Z tego powodu listy musiały zostać wysłane z sowiarni na ulicy Pokątnej.
Po załatwieniu sprawunków wyszła z budynku, udając się w tylko sobie znanym kierunku. I prawdopodobnie trafiłaby tam bez większego problemu, gdyby nie mężczyzna, który zaczepił ją zaraz po wyjściu z sowiej poczty.
- Czekaj, czekaj - powiedział do niej, mocno łapiąc szlachciankę za ramię. Gdyby Liliana mu się przyjrzała, dostrzegłaby na oko pięćdziesięcioletniego mężczyznę w starym, poszarpanym płaszczu i brązowej tiarze na głowie, równie brudnej co jego twarz. Nie wyglądał agresywnie; na początku plótł coś do siebie o urodzie panienki i jej z pewnością pękatym portfelu, a potem zwrócił się bezpośrednio do niej.
- Czemu nam to zrobiliście? Brudna krew, mugole, mugolacy, szlamy... wypraliście mózgi normalnym czarodziejom! Wszystko się przez was wali, wszystko traci sens - mówił z dużym przejęciem, a jego spojrzeniu czaiło się szaleństwo. - Przez wasze dekrety i podziały… straciłem pracę, zabrali mi żonę, wyczyścili pamięć dziecku. Nienawidzę was, nienawidzę…
Mężczyzna odciągnął Lilianę w kierunku ciemniejszego, pustego zaułka, w którym trudno było znaleźć żywą duszę. Zanim ta mogła zareagować, przycisnął młodą pannę Yaxley do pobliskiego budynku. Uniósł jej dłoń i z zaskakującą siłą przywarł do kamiennej ściany.

W tym samym momencie Raiden Carter wychodził z banku Gringotta. Gdy tylko zamknęły się za nim wielkie drzwi, dostrzegł, że pewien wyglądający na żebraka mężczyzna ciągnie w kierunku ciemnego zaułka bogato ubraną kobietę - najpewniej szlachciankę. Gdyby zdecydował się przyjrzeć sytuacji, zauważyłby, że mężczyzna przywiera kobietę do ściany, a ta, unieruchomiona, nie ma możliwości obrony. Raiden kojarzył z niedawnych raportów przypadek uciekiniera z oddziału psychiatrycznego Świętego Munga - mężczyzna grożący arystokratce wpisywał się w jego opis. Być może był to właśnie ten szaleniec, który zwariował po tym, gdy odebrano mu żonę mugolkę i wyczyszczono pamięć charłaczemu dziecku.



Mechanika
Raiden może pomóc Lilianie bądź zignorować zaistniałą sytuację.

Zachęcamy do odnalezienia osoby, która odegra szaleńca z konta Ain Eingarp.

1. Jeżeli Raiden nie pomoże Lilianie, może ona spróbować uratować się na własną rękę. W momencie, w którym Raiden zareaguje (podejmie którąkolwiek z akcji z punktu 2.), Liliana nie może dalej wykorzystywać podanych w punkcie 1. opcji.

przekonanie agresora:
 
wołanie o pomoc:
 

2. Szaleniec nie dostrzeże Raidena do momentu, gdy ten podejmie którąś z poniższych akcji. Akcje te nie mogą zostać podjęte, jeżeli Liliana zdążyła zawołać o pomoc.

podjęcie rozmowy - dla Raidena i Liliany:
 
atak za pomocą siły:
 
atak za pomocą zaklęcia:
 

Datę spotkania możecie założyć sami. Czara Ognia nie kontynuuje z Wami rozgrywki. Wszystko jest w Waszych rękach.
Miłej zabawy!  




Powrót do góry Go down
Elizabeth Fawley
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t745-elizabeth-fawley http://www.morsmordre.net/t773-odyn http://www.morsmordre.net/t772-elka-fawley http://www.morsmordre.net/f155-baker-street-223a http://www.morsmordre.net/t1058-elizabeth-fawley
Auror
26
Szlachetna
Zaręczona
"Gwałtownych uciech i koniec gwałtowny" W. Szekspir.
16
13
0
0
2
0
2
5
Czarownica
Wszechświat się cały czas rozrasta.

PisanieTemat: Re: Sowia poczta   28.08.17 14:42

17.04, wieczór. Kontynuacja wątku z pubu.

Ulica pokątna o tej porze świeciła pustkami. Nie przypominała swej wersji za dnia, gdy ledwo można było się poruszać a ludzie przekrzykiwali siebie nawzajem. Teraz było cicho i spokojnie, tylko bezdomny kot przebiegł jej pod nogami. Ruszyły razem spod pubu zostawiając za sobą gwar rozmów i zapach alkoholu. Cieszyła się, że mogła już opuścić tamto miejsce, a Lily wydawała się nawet wdzięczniejsza losowi. Nadal uważała, że nie jest to najlepsze miejsce dla niej, ale zarazem nie mogła sobie wyobrazić w jakim położeniu była obecnie mugolaczka. Miała nadzieje, że będzie to praca tymczasowa i szybko zapomniana, ale miała świadomość, że może to jeszcze trochę potrwać. Inaczej wyobrażała sobie historie Lily po Hogwarcie, ale przecież swoją również.
- Centrum jest zawsze głośne. Czuje się bardziej komfortowo w mieście, gdyż spędzam tu większość czasu, ale dostrzegam liczne wady tego rozwiązania. Hałas, ilość barów czy zaniedbane ulice. Obrzeża są spokojniejsze, ale zarazem wydają mi się już dla rodzin z dziećmi, poukładanych życiowo. - zdradziła jej uważnie stawiając kolejne kroki. Ona sama lubiła swoje mieszkanie, komfort życia  w centrum i niezależność jaką dzięki temu zdobyła. Całe życie spędziła prawie w Londynie, to był jej dom. - Ja też mieszkam w centrum, na Baker Street. Blisko mnie jest muzeum jakieś bohatera z mugolskim książek ale nie wiem nic więcej na ten temat. Ja całe życie mieszkałam w Londynie, mój ojciec chciał być blisko urzędu. - powiedziała zamyślając się chwilę. - Za kilka miesięcy się przeprowadzam, ale jeszcze nie wiem dokładnie kiedy. - dodała neutralnym tonem, gdyż sama nie potrafiła określić emocji jakie to zdanie w niej wywoływało. Był to temat, którego na razie wolała unikać, więc nie rozumiała czemu w ogóle to powiedziała. Zawsze miała uczucie, że mogła otworzyć się przed Lily. - Masz jakieś plany na wakacje? - zapytała o przyjemniejszy temat uśmiechając się delikatnie. Nie mogła uwierzyć, że powoli zbliża się lato.


Powrót do góry Go down
Lily MacDonald
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3510-lily-macdonald#61296 http://www.morsmordre.net/t3545-kukulka http://www.morsmordre.net/t3544-zostan-moim-przyacielem#62383 http://www.morsmordre.net/f102-fleet-street-187-9 http://www.morsmordre.net/t3580-lily-macdonald#64284
Iluzjonistka
26
Mugolska
Panna
Creagan an fhithich!
5
13
0
0
0
0
8
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sowia poczta   29.08.17 12:18

Starała się nie myśleć za wiele. Nie przeżyła do tej pory podobnego okresu, lęki z reguły pojawiały się i znikały w większym, lub mniejszym natężeniu, jednak chwila w której przerażające jest wszystko, ciągnąca się od tak długiego czasu - to coś zupełnie innego. Lily uczyła się radzić sobie, uczyła się reagować na to, odpowiadać. A przede wszystkim upychać kolejne koszmary w głębinach swojego umysłu. Upychać, pokrywać pozorem normalności, dopychać więcej i znów pokrywać. Udawać, że nie drży w środku i skupić się na miłych rzeczach. Lub zabawnych.
- Właściwie to w tym wieku chyba to powinnyśmy być my, prawda? - na jej twarzy pojawił się lekki uśmiech. Czasami ją to nawet i smuciło, innym razem bawiło. Zależy od dnia. Teraz nie miała ochoty na smutki. - W sensie domki na przedmieściach, rodziny i te sprawy. Nie wiem jak z tobą, ale bracia już częściej nazywają mnie starą panną, niż Lily.
Dokuczali jej. Zawsze dokuczali. Kochała ich. Szczególnie, że wiedziała że w tym głupim dokuczaniu mieści się dużo troski o nią.
- Sherlock Holmes prawdopodobnie, miał mieszkać na 221b Baker Street jeśli dobrze pamiętam. To fikcyjny bohater mugolskich książek, szalenie inteligentny detektyw, czyli jakby auror ale prywatny, na wynajęcie, który rozwiązuje różne szalone zagadki. Rozwiązywał. - wyjaśniła, choć nikt jej nie prosił. Lubiła opowiadać czarodziejom o mugolskim świecie. Oczywiście nie wszystkich on interesował, jednak ją bawiły same różnice i to, że dwa światy funkcjonują obok siebie. Spojrzała na rozmówczynię i wzruszyła przy tym lekko ramionami. Zwyczajny spacer dobrze jej robił.
- Daleko?
Spytała o przeprowadzkę łagodnym tonem, niepewna, o ile właściwie może zapytać. Lizzie chyba chciała trochę odciąć się od tematu, trochę tak to wyglądało, jednocześnie sama go zaczęła. Lily uznała więc, że może po prostu poczekać, może Fawley postanowi powiedzieć co leży jej na sercu.
Wakacje...
- Nie wiem. - nie chciała znów mówić o swojej sytuacji, zbyt dużo o niej już myślała. Ale wakacje same w sobie to miły temat. - Zwykle jeździłam do domu. Polecam, nigdzie nie odpoczniesz jak między górami i jeziorami Szkocji. Tam nawet mugolskie miejsca są pełne magii. - na jej twarzy pojawił się wyraz lekkiego rozmarzenia. Wspomnienia z dzieciństwa i nie tylko. Mnóstwo pięknych chwil. - Chyba, że masz już plany? Ale radzę przemyśleć.
Dodała trochę weselej.




Maybe I'm scared because you mean more to me than
any other person.

Powrót do góry Go down
Liliana Yaxley
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3066-liliana-yaxley#50362 http://www.morsmordre.net/t3091-ares#50606 http://www.morsmordre.net/t3085-liliana#50574 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-yaxley-s-hall http://www.morsmordre.net/t3506-liliana-yaxley#61144
stażystka w MM
21
Szlachetna
Panna
Ciężko było przestać wierzyć, że kwiat może być piękny bez celu, ciężko przyjąć, że można tańczyć w ciemnościach.
5
22
0
5
0
1
15
2
Półwila

PisanieTemat: Re: Sowia poczta   12.11.17 23:35

| 18 maja

Minęło już kilka dni, właściwie prawie tydzień, a ja nadal pracowałam w Ministerstwie. To nie było łatwe - tak zrezygnować. Trzeba jednak przyznać, że rozmyślałam o tym bez przerwy, wypatrywałam odpowiedniego momentu (żaden nie wydawał się taki być) a poziom wykonywanej przeze mnie na pewno spadł. Być może niezauważalnie, bo przełożeni jeszcze nie zwrócili na to uwagi. Cieszyłam się z zadania, które dostałam. Mogłam wydostać się z korytarzy Ministerstwa, które zaczęły wydawać mi się duszne i jakby odcięte od całego prawdziwego świata. Gryzły mnie wyrzuty sumienia - z jednej strony, że nie zrobiłam tego, co obiecałam i nadal sumiennie, każdego dnia pojawiałam się w pracy, a z drugiej, że niedługo zamierzałam przestać to robić. Akurat teraz, kiedy każde ręce były potrzebne, umiejętność rozmowy w wielu językach niezwykle ceniona i wolano pomoc chociaż odrobinę doświadczonych już osób, niż nowych, którzy dopiero wdrażali się we wszystkie sprawy. Smutno mi było, że miałam to wszystko zostawić.
Trzymając plik kopert z mniej i bardziej ważnymi przesyłkami teleportowałam się nieopodal Pokątnej, a potem udałam na pocztę. Cierpliwie stałam w kolejce, będąc zadowoloną, że spędzę więcej czasu na zewnątrz. Wymyśliłam nawet, że potem przejdę się kawałek, zamiast od razu teleportować z powrotem. Zignorowałam słowa natręta, którego spotkałam przy wyjściu z budynku. Nie było to pierwszy raz kiedy natykałam się na kogoś takiego, że też nie wstyd im było prosić. Szkoda mi było galeonów, nawet jeśli jeden mniej czy więcej, albo nawet dziesięć, nie zrobiłby mi żadnej różnicy. Powinien był zapracować na jedzenie i dach nad głową, jak to robiło większość ludzi. Obrzuciłam mężczyznę przelotnym spojrzeniem, zaraz odwracając wzrok przed siebie i udając, że go tam nie ma. To, że miał czelność mnie dotknąć było bardzo nieprzyjemne, chciałam mu się wyszarpnąć i pójść dalej, udając, że ten nieprzyjemny incydent nie miał miejsca, a szatę którą miałam na sobie najlepiej wyrzucić, bo pewnie zdążyła przesiąknąć nieprzyjemnym zapachem. Starałam się nie słuchać co mówi, ale ciężko było zignorować jego słowa. Milczałam uparcie, mając nadzieję, że mu się znudzi. Okrzyk przerażenia wyrwał mi się dopiero, kiedy zorientowałam się, że jego intencje sięgają dalej - ale gdzie właściwie? - i wcale nie zamierza mnie zostawić. Nawet wręcz przeciwnie. Dalej próbowałam mu się wyrwać, ale uścisk był zbyt mocny. Łzy przerażenia pojawiły się w moich oczach na widok ciemnego zaułka ale zdołałam jeszcze się opanować i całkiem nie rozpłakać - coby mi to dało?
- Ależ co pan robi - zaczęłam dumnie, niczym osoba, która wie co mówi, chociaż głos mi się trochę łamał. - Niczym nie zawiniłam, jestem przekonana, że znajdzie pan odpowiednią osobę, która mogłaby panu wyjaśnić... Teraz, kiedy pani Tuft już nie zajmuje posady minister, na pewno sprawy zmienią się na lepsze - również dla pana. - Próbowałam go przekonać do czegokolwiek, byle dalej nie wymyślał sobie, że to ja jestem odpowiedzialna za to o czym mówił. Nie żeby specjalnie mnie to obchodziło, nie dostrzegałam również, że mam przed sobą prawdziwego wariata - czy wszyscy mugolacy, którym nie podobało się wprowadzone jakiś czas temu prawo, nie zachowywali się w ten sposób - zupełnie nieobliczalny?

rzucam na retorykę, +40


Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sowia poczta   12.11.17 23:35

The member 'Liliana Yaxley' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 33


Powrót do góry Go down
Raiden Carter
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 http://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 http://www.morsmordre.net/t3273-agent-carter#55386 http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
funkcjonariusz policji, brygadzista
31
Półkrwi
Kawaler
I don't know but I been told
A big legged woman ain't got no
s o u l
15
27
0
0
0
0
1
11
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sowia poczta   13.11.17 10:47

Cholerne ubezpieczenia... Nie potrzebował jałmużny, którą mu oferowano właśnie za uszczerbek na zdrowiu. Pierdoleni faszyści. Nie potrzebował ich łaski tylko chciał, żeby ruszyli tyłki i pozwolili mu pracować. Zresztą nie tylko jemu, ale sami by się wzięli do roboty. Odkąd leżał w Szpitalu Świętego Munga nie zrobiono nic, by popchnąć sprawę z Ulicy Śmiertelnego Nokturnu do przodu. Zupełnie jakby anomalie miały być wymówką na olanie tematu. Gdyby nie one, na pewno znaleźliby inną, żeby tylko dopasować swoje działania do sytuacji, która najbardziej im odpowiadała. Już nie wiedział czy nie wolał tamtego składu prowadzących tym rządem... Przynajmniej wszyscy wiedzieli, że kradli i słuchali się Gellerta. Teraz zapoznawania się z nowym, zapewne jeszcze potężniejszym wrogiem publicznym było czasochłonne i energochłonne. To prawda że gazety głosiły o tym, jakich cudownych przywódców dostali w zamian za szaloną Tuft, ale prawda była taka, że prócz wydrukowania przeprosin nie zrobili nic, co mogłoby jakkolwiek wpłynąć na naprawienie błędów swoich poprzedników. Pierdzieli w stołki i pozwalali nieposkromionej magii pieścić się jak gdyby nigdy nic z mugolami, którzy popadali w coraz większą paranoję. Jeśli premier właśnie nie dostawał szału i nie dobijał się do Ministra Magii to królowa była dziewicą. Kumulacja takiej siły nie mogła zostać niezauważona, a pozostawianie samym sobie miejsc dotkniętych wybuchem i przeładowaniem czarów wzbudzało kontrowersje. I strach mugoli którzy kiedyś normalnie przechadzali się tamtejszymi uliczkami. Teraz nikt nie mógł się do nich zbliżyć. Widział to na własne oczy, gdy wybrał się na Piccadilly Circus wraz z Sophią. Obraz spustoszenia przechodził ludzkie pojęcie, a władze na to pozwalały. Jedynie kręcili się tam jacyś pracownicy Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów i to było wszystko w temacie. Raiden może i miał luźne podejście do niektórych spraw, ale jeśli chodziło o pracę i rodzinę był nie do zdarcia. Jak tylko miało skończyć mu się zwolnienie, które traktował jako przymusowy areszt domowy. Przez co chodził w kółko rozdrażniony i najchętniej na każdą zaczepkę reagowałby pięścią w nos.
Zatrzymał się w pewnym momencie obok sowiej poczty, by kupić trochę kasztanów ze stanowiska pewnej miłej babuleńki. Gdy pakowała mu je w papierową torebkę, dostrzegł nieopodal dwójkę osób - kobietę i mężczyznę, którzy nie wyglądali raczej na spokojnych rozmówców. Od razu można było zobaczyć, że nie była to prostytutka i jej alfons - ubranie wręcz biło po oczach drobnymi zdobieniami, a wykrzywiona w niesmaku twarz dziewczyny mówiła sama za siebie. Co jak co, ale ze szlachciankami miał już wiele do czynienia, więc nie wątpił w to, że najprawdopodobniej ma przed sobą jedną z nich. Podziękował za swoje zakupy, nie odwracając spojrzenia od znikającej w zaułku pary, za którą zdecydował się podążyć. Stanął w pewnej odległości na rogu uliczki, chcąc wpierw ocenić całe zajście. Nie podobało mu się to, co widział. Blondynka była właśnie przyklejona przez faceta do ściany budynku i nie mogła się poruszyć. Nic dziwnego. Nie wyglądała na silną, więc każdy nieco większy człowiek mógłby ją unieruchomić. Wrzucił do ust jednego z kasztanów, by w tym samym czasie lustrować spojrzeniem napastnika. Mimo że nie było go już jakiś czas w pracy, mógł sobie przypomnieć, że gwałtowne zmiany w kraju wywołały panikę - również ci niestabilni psychicznie obywatele na pewno o nich słyszeli, a ucieczka ze szpitala nie była wcale niemożliwa. Pamiętał tę sprawę, bo jego koledzy z pracy śmiali się, że ten wariat zostanie nowym Gordonem Cumminsem. Carterowi nie było wtedy do śmiechu, bo kiedyś rozwiązywał podobną sprawę. A ten tutaj wyglądał na szaleńca, który postradał zmysły, gdy odebrano mu rodzinę. Na razie pozostawał w odpowiedniej odległości do interwencji, jednak miał nadzieję, że mężczyzna odpuści. Nie chciał reagować zbyt pochopnie jak wtedy, gdy rzucono zaklęcie na ciężarną zakładniczkę, którą cudem udało się wyratować. Na samo wspomnienie Raiden mocno się skrzywił.




Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f47-sowia-poczta http://www.morsmordre.net/f5-powiazania http://www.morsmordre.net/f55-mieszkania http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Wielość
nieskończoność
n/d
n/d
I show not your face but your heart's desire.
0
0
0
0
0
0
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Sowia poczta   15.11.17 21:24

Zdawało się, że szaleńca nic nie jest w stanie przekonać. Trzymał mocno rękę kobiety, patrzył na nią wściekłym spojrzeniem i gdy tylko skończył mówić, wrócił do mamroczenia pod nosem tak cicho i tak niezrozumiale, że zapewne sam siebie nie byłby w stanie zrozumieć. Nie wyglądał na w pełni świadomego swoich czynów, nie zdawał sobie sprawy z tego, że jego zachowanie może zostać odebrane jako atak w dodatku na osobę, jak to dobrze określił, krwi szlachetnej. Momentami sprawiał wrażenie, że odzyskał świadomość, jego wzrok stawał się wtedy mniej pusty, a spojrzenie bardziej skupione, jednak po chwili ponownie tracił kontakt z rzeczywistością. Mimo tego, nadal mocno ściskał rękę panny Yaxley i nie miał zamiaru jej puszczać. Dopóki, dopóki ta się nie odezwała.
- Tuft? Ta, na szmaty Merlina, przeklęta Tuft? Mam nadzieję, że ktoś uciął jej tą przebrzydłą głowę i teraz gryzie mandragory od dołu - westchnął.
Przez chwilę jeszcze stał wpatrując się w kobietę. Szukał jakiegoś podstępu, kłamstwa, ale nie był on człowiekiem zbyt spostrzegawczym czy jakoś wybitnie mądrym, tym bardziej nie w momencie gdy postradał zmysły, więc nawet gdyby ktoś mu próbował wmówić, że ziemia to bardzo dobra przekąska i byłby w tym bardzo przekonywujący, to może by mu nawet uwierzył. Kto go tam wie.
W końcu odpuścił. Już nie zaciskał swojej dłoni na ręce kobiety, nie napierał na nią ograniczając jej przestrzeń, właściwie to nawet na nią nie patrzył. Odsunął się, usiadł na ziemi i podkulił nogi. Ze spuszczoną głową i gibając się na wszystkie strony nie zwracał na nic uwagi, był w swoim własnym świecie, do którego nawet uzdrowiciele nie mogli się dostać. Terapie jakie mu serwowali opierały się na podawaniu eliksiru słodkiego snu, zaklęć uspokajających i pomocy magopsychiatrów, ale ich działalność nie przynosiła zbytnich rezultatów.
- Tuft, Tutft, Wilhelmina Tuft. Tuft, Tuft, Wilhelmina Tuft. Powinno się ją zabić, pocałunek dementora byłoby zbyt łagodną karą. Zabiłabym ją własnymi rękami, powiesił i przypalał różdżką… moja biedna żona, mój syn o mnie nie pamięta, moja rodzina, żona, ukochany syn! - krzyczał nie bacząc na to, że może zwrócić na siebie czyjąś uwagę. - Nowy minister pewnie nie lepszy, też bym go obrzucił łajnobombą. Niech ma! Niech wie co sądzę o Ministerstwie!
Nie było wiadomo, czy mężczyzna mówił do lady Yaxley, siebie czy kogokolwiek innego. Wpatrzony w jeden punkt w ziemi miał gdzieś to, co sobie o nim pomyślą. Po to przecież uciekł, żeby ukarać kogoś za swoje cierpienie. Tym razem jednak nie miała być to Liliana Yaxley.




Żyjemy tak jak śnimy – samotnie.
Powrót do góry Go down
Liliana Yaxley
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3066-liliana-yaxley#50362 http://www.morsmordre.net/t3091-ares#50606 http://www.morsmordre.net/t3085-liliana#50574 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-yaxley-s-hall http://www.morsmordre.net/t3506-liliana-yaxley#61144
stażystka w MM
21
Szlachetna
Panna
Ciężko było przestać wierzyć, że kwiat może być piękny bez celu, ciężko przyjąć, że można tańczyć w ciemnościach.
5
22
0
5
0
1
15
2
Półwila

PisanieTemat: Re: Sowia poczta   18.11.17 1:44

Z każda chwilą byłam coraz bardziej przerażona, starałam się odwrócić głowę od mężczyzny, żeby nie musieć patrzeć na jego okropną twarz i najlepiej nie oddychać tym samym powietrzem. Próbowałam wtopić się w ścianę ale zupełnie mi to nie wychodziło. Myślałam już, że moje słowa nic nie dały, ale jakimś cudem udało nam się nawiązać rozmowę. Nie żebym miała nadzieję, że mogę w ten sposób zdziałać coś konkretnego - grałam jedynie na zwłokę, licząc chyba na jakiś cud. Wydawało się, że rozgniewałam go tylko bardziej. Błądziłam wzrokiem po przeciwległej ścianie, byle unikać widoku wypatrujących się we mnie oczu i z całych sił powstrzymywałam łzy strachu.
Nie wiedziałam czy może moje słowa do niego dotarły i przekonały, czy stało się coś innego. Nie próbowałam nawet dociekać w jaki sposób taki człowiek mógł myśleć. Najważniejsze, że mnie puścił, odetchnęłam głęboko, być może za wcześnie. Bezwiednie dotknęłam miejsca, gdzie jeszcze przed chwilą mnie trzymał, jednocześnie obserwując go podejrzliwie. Lamentował nad swoim życiem i złem tego świata, nie pierwszy raz to słyszałam, chociaż nigdy nie z ust kogoś takiego, a przede wszystkim w podobnych okolicznościach. Nie interesował mnie zupełnie jego los, co się stało z żoną czy dzieckiem. Byłam w stanie łatwo zapomnieć o jego słowach, jeśli tylko uda mi się stąd bezpiecznie odejść. Podczas gdy osunął się na ziemię, przesuwałam się w stronę wyjścia zaułka, kroczek po kroczku - nie było wcale tak daleko - odsunęłam się na względnie bezpieczną odległość. Nie oglądałam się już na wariata, słyszałam jeszcze tylko jak mówi coś o łajnobombie. Normalnie być może rozbawiłoby mnie, że ktoś kto przed chwilą wydawał się chcieć zrobić mi krzywdę, teraz mówił o obrzucaniu łajnobombami, niczym pierwszoklasista w Hogwarcie. Towarzyszył mi jednak przede wszystkim strach, a jego słowa nie miały już znaczenia.
Zerwałam się do biegu, raczej dosyć niezdarnego. Eleganckie buty i długa suknia, która plątała się między nogami, to nie było najlepszy strój do takich aktywności. Przeznaczony był w końcu do eleganckiego chodzenia, a nie biegania po Pokątnej. Z tego wszystkiego nie zauważyłam, że ktoś stoi niedaleko wyjścia z felernego zaułka. Wciąż jeszcze przerażona, adrenalina krążyła w moich żyłach, a oddech był niespokojny, wpadłam na jakiegoś mężczyznę. Nie doszło do większego nieszczęścia, jedynie wytrąciłam mu kasztany z ręki, a torebka wylądowała akurat w szaro-burej kałuży. Zatrzymałam się, uświadamiając sobie, że ktoś kto znajdował się tak blisko mógł widzieć wszystko. Chwilowo zapomniałam gdzie tak biegłam - chyba po prostu uciekałam byle dalej.
- Och - wymamrotałam, patrząc na tonące kasztany, na pewno były pyszne, a nie nad twarz nieznajomego. - Bardzo pana przepraszam.
Zadrżałam, słysząc, że wariat dalej się wydziera. Wolałabym o wszystkim zapomnieć, a świadomość, że ktoś to widział przyprawiała mnie tylko o rumieńce na policzkach.


Powrót do góry Go down
 

Sowia poczta

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

 Similar topics

-
» Wielka poczta Mistrza Gry
» Smocza poczta
» Poczta Magnus De Mertio
» Poczta Alice
» Poczta Sabinki

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London :: Ulica Pokątna-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17