Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Tristan Rosier

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
Autor toWiadomość
Tristan Rosier
Tristan Rosier

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t2784-skrytka-bankowa-nr-96 https://www.morsmordre.net/t977p15-tristan-rosier
Zawód : Arystokrata, smokolog
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Nie ma nic piękniejszego niż śmierć pięknej kobiety.
E. A. Poe
OPCM : 40
UROKI : 30
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 65
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Tristan Rosier - Page 2 E63803b007b647f59bccfeee588c116c

Tristan Rosier - Page 2 Empty
PisanieTemat: Tristan Rosier [odnośnikTristan Rosier - Page 2 I_icon_minitime11.08.15 2:25

First topic message reminder :


kolorze pożądania, kolorze płaczących powiek
róża cię woła


Wartość żywotności postaci: 220

żywotnośćzabronionekarawartość
81-90%brak-5178 - 198
71-80%brak-10156 - 177
61-70%brak-15134 - 155
51-60%potężne ciosy w walce wręcz-20112 - 133
41-50%silne ciosy w walce wręcz-3090 - 111
31-40%kontratak, blokowanie ciosów w walce wręcz-4068 - 89
21-30%uniki, legilimencja, zaklęcia z ST > 90-5046 - 67
≤ 20%teleportacja (nawet po ustaniu zagrożenia), oklumencja, metamorfomagia, animagia, odskoki w walce wręcz-60≤ 45
10 PŻPostać odczuwa skrajne wycieńczenie i musi natychmiast otrzymać pomoc uzdrowiciela, inaczej wkrótce będzie nieprzytomna (3 tury).-701 - 10
0Utrata przytomności


[bylobrzydkobedzieladnie]




the vermeil rose had blown in frightful scarlet and its thorns

o u t g r o w n



Ostatnio zmieniony przez Tristan Rosier dnia 26.07.19 16:49, w całości zmieniany 31 razy
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Tristan Rosier
Tristan Rosier

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t2784-skrytka-bankowa-nr-96 https://www.morsmordre.net/t977p15-tristan-rosier
Zawód : Arystokrata, smokolog
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Nie ma nic piękniejszego niż śmierć pięknej kobiety.
E. A. Poe
OPCM : 40
UROKI : 30
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 65
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Tristan Rosier - Page 2 E63803b007b647f59bccfeee588c116c

Tristan Rosier - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Tristan Rosier [odnośnikTristan Rosier - Page 2 I_icon_minitime28.04.19 3:37

1956Listopad
5, wieczór | Rycerze Walpurgii | Biała Wywerna
Krótkim spojrzeniem przeciągnął po Deirdre, kiedy wzniósł się już gwar, a kolejne krzesła zaczęły odsuwać się od stołu. W końcu powstał, nieśpiesznie obchodząc stół - stanąwszy za krzesłem Valerija zostawił przed nim, na stole, pękatą sakiewkę złota.

8, wieczór | Rycerze Walpurgii | Anglia I, II
- Skąd pomysł, że zamierzam? - Naturalnie, że by zdążył, posiadał moce i potęgę, o jakich im się nawet nie śniło. Nie przerazili go ani czarodzieje - pomimo ich niezaprzeczalnej siły, tak trudna przemiana musiała kosztować nieco wysiłku - ani wspomniane posiłki niezależnie od ich liczebności. Prawdę powiedziawszy nie sądził, by cokolwiek ani ktokolwiek byłby mu w stanie dzisiaj zagrozić. Wyzbył się już odruchu wzmacniania uchwytu na rękojeści różdżki, instynktownie kierował ją lekkim ruchem naprzeciw przeciwników, wypowiadając melodyjne: - Avada kedavra - bez zająknięcia; wpierw ku mężczyźnie, kobietę zostawiając sobie na później - w cierpieniu kobiet było coś pięknego, przepełnionego namiętną pasją, która przełamywała codzienny marazm. - Avada kedavra - powtórzył jednak po raz drugi, wiedząc, że nie miał czasu na zwłokę; być może blefowali i posiłki wcale nie były w drodze - ale jeśli, nie zamierzał testować na sobie powiedzenia nec Hercules contra plures.

16, popołudnie | Evandra | Rezerwat
Krótkie nigdzie wystarczyło, by niepodzielnie wróciła myślami do Tristana, również darującego jej zapewnienie: że wciąż jej pragnął, że nie żałował, że tak mocno naciskał na nią i na jej ojca, że odebrał jej wybór; ona również nie żałowała – pojedyncze ziarno goryczy topiło się w morzu uczuć słodszych i silniejszych, zmąconych co prawda toczącą się poza różanym dworem wojną, ale wciąż dających Evandrze siłę. I wiarę, w ich świat, w nich samych, w niego. – Tak jak twoje przy mnie. – Sekunda zawahania; pojedyncze uderzenie serca. – Przy nas – poprawiła się, dostrzegając jego umykające na krótko spojrzenie.

20, popołudnie | Isabelle | Fantasmagoria
-Jeśli tylko nie nadejdzie wtedy czas rozwiązania, pojawię się na Sabacie w najpiękniejszej sukni. - o ile lady Nott raczy wyznaczyć jej jakieś miłosierne przebranie. -Ale znasz mnie Tristanie, znasz moje zdolności i moje poglądy - co prawda niewiele nie rozmawiali o polityce w przeszłości, bo nie wypadało, ale czyż nie widział jej poglądów teraz, w oczach zdradzonej przez miłośnika mugoli kobiety? -I wiesz, że najwięcej mogę osiągnąć nie suknią, a czynem. Po urodzeniu dziecka wrócę do alchemii, wrócę do leczenia i wiedz, że nie chcę siedzieć bezczynnie. Że wesprę różdżką przyjaciół, szlachtę, naszą sprawę. - mówiła dalej, zagłuszając w sobie jakiekolwiek uczucia, które mogłyby jej przerwać. -Niegdyś bałam się wojny i tego zamętu Tristanie, ale nie osiągnę nic strachem. - bardziej bała się bezradności, niemożności wpłynięcia na los własny i dziecka.

21, wieczór | Isabella | Pałac Beaulieu
– Dlatego, że magia jest wyjątkowa. Wybrała nas i uczyniła nas silniejszymi od mugoli. Żyjemy nią i czerpiemy z niej. Ich trawi lęk lub niewiedza wobec tych żywiołów, bo one są ponad nimi. Jak my – mówiła, ubierając myśli w dość łagodne słowa.

29, południe | Fantine | Chateau Rose
Przyglądał się jej twarzy spokojnie i w milczeniu, gdy oświadczyła, że skończyła swoje wystąpienie. Próbował dotrzeć do jej głębi i zrozumieć, co nią kierowało; nie potrzebowali na wyprawie niedoświadczonej alchemiczki, a ona nie potrzebowała wyprawy, by nauczyć się czegokolwiek o eliksirach - tam nie było czasu na naukę, jedynie na pracę, do tego pod presją i niełatwą. Nie, żeby nie uważał, że nie podoła - raczej po prostu nie widział tam dla niej miejsca. Jego wzrok podążył za jej arogancko uniesioną brwią - wyrażała niezadowolenie z tej rozmowy, rozpoznawał ten gest, bliźniaczo obecny tak u niego, jak u Melisande. Fantine musiała jednak zrozumieć, że była mu należna szacunek nie mniejszy, jak poprzedniemu nestorowi - i nie powinna pozwalać sobie na tak krytyczne względem niego gesty. Brak argumentacji z jej strony, podobnie narastająca u niej zdawałoby się frustracja wywołana rozmową, jedynie utwierdzały go w przekonaniu, że chęć wyjazdu na wyprawę była jedynie z jej strony dziecinnym kaprysem.

Grudzień
6, wieczór | Mathieu | Wenus
- Obyś się nie mylił - dodał już mimochodem, śledząc wzrokiem ruch złotowłosej piękności. Odnalazł jej spojrzenie, skinąwszy głową; oni już skończyli, podwoje rozkoszy mogły zostać uchylone. Wątpliwości - musiały zniknąć, to nie był na nie czas, nie było miejsce. Decyzja została podjęta, a kości rzucone, sojusz został przypieczętowany. Reszta - była tylko formalnością, scenariuszem, który aktorzy zobowiązali się w całości ziścić. Nie wiedział, ile Morgana powiedziała dotąd Isabelli i szczerze powiedziawszy nieszczególnie go to interesowało. Nie mogła odmówić. Leniwie wstał, obchodząc stolik obok Mathieu, któremu położył dłoń na ramieniu w pożegnalnym geście. - Widzimy się na kolacji - Przez ramię ostatni raz obejrzał się na dziewczynę, wierząc, że miała do zaoferowania to, za co zapłacił - podobnie, jak jej przyjaciółki. Wkrótce się oddalił, pozostawiając ich samym sobie; z powrotem zarzucił na ramiona wciąż wilgotny płaszcz, wychodząc na wciąż brudne i mokre od deszczu ulice, na niekończącą się burzę, której gromy wciąż wywoływały u niego niepokój.

6, noc | Evandra, Evan | Chateau Rose
Zabrano go chwilę później, pozostawiając jej ręce dziwnie pustymi; chciała zaprotestować, ale nie odnalazła siły na nieuzasadniony sprzeciw – zamiast tego pozwoliła służkom na pomoc w doprowadzeniu jej do porządku, odnajdując okazję do złapania oddechu, gdy ocierano jej twarz i poprawiano zburzone w nieładzie włosy; fakt, że przeżyła, że przeżyli oboje, dotarł do niej z opóźnieniem – dopiero, gdy zjawił się uzdrowiciel, by upewnić się co do jej stanu. W pierwszej chwili zapytała o dziecko, o syna – miał się jednak dobrze, był zdrowy i silny, a chociaż codzienność zazwyczaj zajmowała ją tysiącem myśli, to w tamtym jednym momencie nie potrzebowała niczego innego.

10, popołudnie | Deirdre | Fantasmagoria
– Skończ się do niej porównywać, nie jesteś i nigdy nie byłaś moją żoną. – Nie tylko dziś, ale przecież w trakcie każdego ich minionego spotkania, na jego palcu błyszczała złota obrączka ślubna będąca symbolem jego uwiązania do Evandry. Nie zdejmował jej. – Gdybyś miała choć połowę jej klasy, do tej rozmowy nigdy by nie doszło – dodał z niechęcią, Deirdre i Evandra były od siebie skrajnie różne, ale gdyby były takie same, jedna z nich by go nudziła; złotowłosa piękność i orientalna drapieżność dopełniały się na każdym kroku, tworząc dla niego wygodne kompendium intrygujących cech.

13, popołudnie | Elaine | Zamek Ludlow
- Jak mógłbym odmówić? - Kobiecie, damie, tobie? Kolejna niezręczność, dotąd odczekałby, aż to jego towarzyszka spocznie jako pierwsza pomimo faktu, iż to ona gościła jego - lecz dziś te role musiały zostać odwrócone, miał wyższy tytuł. Zajął przygotowane miejsce przy stole, zasiadając na jednym z krzeseł.

15, wieczór | Zariah | Wenus
- Zasiądź, panie i pozwól mi sprawić sobie przyjemność - szepnęła, obracając się powoli, a złote ozdoby wokół jej bioder zadźwięczały, gdy zaczęła rytmicznie nimi poruszać, zsuwając z ramion jedwabny szal. Przesuwał się po jej ciele w rytm muzyki, w rytm jej kroków, w rytm ruchów bioder, najpierw miękkich i łagodnych, później bardziej zdecydowanych: odsłonięty brzuch wił się i giął, tak jak i sama Zariah, przymykając oczy w rozpoczynanym tańcu.

26, wieczór | Rosierowie | Chateau Rose
Skończył posiłek, delektując się każdym fragmentem potraw: mięso było doskonałe, sosy wyjątkowe, owoce morza świeże, jadalnia była ważnym elementem tego domu, francuska tradycja nakazywała delektować się każdym kęsem, ale tak wykwintne uczty rezerwowane były jednak na szczególne okazje. Uniósł w górę kielich, bezwiednie wznosząc kolejny, już cichy toast, dla smaku kosztując alkoholu. Evan spał cicho, świąteczna atmosfera musiała kołysać do snu i jego. Kielich wymienił na szklankę, w której błysnęła szmaragdowa Toujur Pour, z czasem przeprosił małżonkę, by odejść z papierosem i szklaneczką alkoholu z pozostałymi mężczyznami, dalej od stołu, do salonu za ścianą, gdzie potoczyły się rozmowy na polityczne tematy, oscylując głównie wokół Lorda Voldemorta - przypominając jednocześnie, że nawet święta nie były momentem, w trakcie których można było w pełni zapomnieć o swoich obowiązkach. Te nie znikały nigdy.
[bylobrzydkobedzieladnie]




the vermeil rose had blown in frightful scarlet and its thorns

o u t g r o w n



Ostatnio zmieniony przez Tristan Rosier dnia 18.01.21 21:36, w całości zmieniany 5 razy
Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
Tristan Rosier

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t2784-skrytka-bankowa-nr-96 https://www.morsmordre.net/t977p15-tristan-rosier
Zawód : Arystokrata, smokolog
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Nie ma nic piękniejszego niż śmierć pięknej kobiety.
E. A. Poe
OPCM : 40
UROKI : 30
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 65
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Tristan Rosier - Page 2 E63803b007b647f59bccfeee588c116c

Tristan Rosier - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Tristan Rosier [odnośnikTristan Rosier - Page 2 I_icon_minitime20.08.19 16:28

1957Styczeń
5, wieczór | Spotkanie Rycerzy | Londyn
Kolacja miała być przyjemnym zwieńczeniem tego wieczoru; Yaxleyowie przyjęli rycerzy ze wszelkimi honorami, a Rosalie, która zaraz zjawiła się u jego boku, nie mogła okazać się zaskoczeniem - zawsze wspierała swojego kuzyna i zawsze reprezentowała tak siebie, jak swój ród, dokładnie tak jak powinna, przykładając do swoich obowiązków wielką wagę.

5, wieczór | Deirdre | Londyn
- Przepraszam - Właściwie nie wiedziała, czy usłyszał ten szept, cichszy od odgłosów dobiegających z dołu karczmy. Czas zdawał się zatrzymać, tężeć, a Deirdre - zdawać sobie sprawę z tego, jak zbłądziła. Otumaniona bliskością, rozproszona rozkoszą, rozerwana na kawałki zazdrością nie potrafiła sobie bez niego poradzić; bez mężczyzny, który ją stworzył - i ranił, po to, by tkanka zrosła się silniejsza, by cała składała się z blizn, niemożliwych już do ponownego rozerwania. Przesunęła twarz w bok, w stronę szyby, z roztopionym całkiem szronem; potrzebowała powietrza, chłodu, szyja paliła czystym ogniem, napięte uda pulsowały, lecz w końcu czuła, że jej ciało choć na moment zostało jej zwrócone, że znów ma nad nim kontrolę, że wróciła do domu. Nie musiała nic mówić, by Tristan wyczuł, że się poddała, że znów jest mu podległa, jak zamęczone w galopie zwierzę, w końcu odnajdujące w posłuszeństwie poczucie bezpieczeństwa i ulgi; zależności, która pozwalała mu przeżyć.

10, wieczór | Philippa | Londyn
Obydwoje najwyraźniej poczuli się lepiej, porzucając temat szeptanych umów, podejrzanych wrażeń i wreszcie tej, która połączyła ze sobą ich spojrzenia. Philippa uśmiechała się zadowolona, pragnąc małej prowokacji. – A może to, czego nie chcesz mi powiedzieć? – odpowiedziała więc, lekko przechylając głowę w bok. Strumień brązowych włosów spłynął wzdłuż ramienia. O tak, wiele przypuszczeń kleiło jej słowa, jej wyobrażenia, o których z dozą tak wielkiej pewności opowiadała przed jego zuchwałym obliczem. Drugie dno pozostawało nienaruszone, karmiona własną wizją całej sprawy nie mogła liczyć już na nic więcej, choć lawina niegroźnych przekomarzanek zdołała nieco poprawić jej nastrój. Nie miała do czynienia z amatorem. Nie pozwolił jej choćby o tym pomyśleć. Stawiał wymagania tak samo jak i ona.  Pojmowała. – Postaram się. Ale ty… – urwała, spoglądając w oczy, których nie widziała. Gdy mówił panno, ona przestała się bawić w grzeczności, łamiąc granicę zbędną, kiedy już ślizgali się po tej powierzchni. – Bądź czasem zły. Niekoniecznie niezadowolony. Zły – rzuciła nagle, odchylając się lekko od baru.

17, wieczór | Deirdre | Biała Willa
- Nie - odparł krótko, zbyt ostro, od razu, niemal wchodząc jej w słowo; nie mogli dostać imienia ani po nim ani tym bardziej po Bastienie, który nigdy nie istniał. Były jego. Chłopcy w jego rodzinie dostawali drugie imiona po swoich ojcach, nie inaczej było z nim, nie inaczej z Evanem. Ale ten chłopiec na zawsze miał pozostać niczyj. Spoglądał na spokojną, milczącą kołyskę, tak kontrastującą z żywiołową dziewczynką, która domagała się atencji. - To dzieci wojny - stwierdził, mimowolnie i pomimo odrzucenia zawłaszczając sobie do nich prawo. Miał je - był ojcem. I decydował o ich losie jako ojciec. Potrzebował chwili, by zebrać myśli. - Chłopiec będzie miał na imię Marcus. - Ten, który wojnie przewodzi; ten, któremu towarzyszą dwie siostry, Lęk i Strach. To było silne imię. Dla silnego chłopca. Drugie imiona były pozbawione mocy, to tylko bękarty, dzieci z nieprawego łoża, które nigdy nie dostąpią chwały jego prawdziwego dziedzictwa. - Moją córkę - głos mu się zachwiał, była mniej intuicyjna, ale wojnę rozpoczął ogień, ogień wypełniający Ministerstwo Magii od środka. Ogień, którym pewnego dnia spopieli wszystko, co stanie jej na drodze. Imię po zmarłej smoczycy było dla niej zaszczytem. - Córkę nazwiesz Myssleine - Nie musiała wiedzieć, kim Myssleine była. Symbolika jej imienia była zbyt głęboka. Nie zdążyłby zresztą dodać nic więcej, bowiem zaraz wysłuchał jej dalszych słów, blednąc, na jego twarzy zakwitło niedowierzanie. Zaprzeczenie. Niezrozumienie, którego nawet nie próbował ukrywać.


Marzec
1, wieczór | Deirdre | Biała Willa
- Nie - odparł krótko, sucho, nie przeżyła, udusił ją, czując w niej gasnące życie, delektując się jej rozpaczą, strachem, bezradnością, jak dementor chłonąc nieszczęście; w znudzeniu, po latach hedonistycznych rozrywek, szukając takich, które przekraczały granice wszelkiego tabu i takich, które jeszcze potrafiły go poruszyć. Deirdre będzie musiała to posprzątać, zostawił ja tam martwą, ale przecież tego się spodziewała, rzucając mu przyniesioną w pysku ofiarę. Wiedziała, co lubił. Wiedziała, czego pragnął. Lepiej, niż ktokolwiek inny. Czuł jej dłonie, sunące po jego ciele, z wolna obmywające go z krwi; w końcu splótł dłonie z jej nogami, obejmując je od tyłu, muskając palcami gładką fakturę jej skóry, obejmując pięściami jej kostki. Mógłby po prostu ściągnąć ją do wody i wziąć ją siłą, przecież nie musiał na nią czekać.

8, popołudnie | Gwen | Londyn
Oceniał ludzi szybko, nie przykładał do nich większej wagi, mijali go, istnieli, a potem przemijali, krucha egzystencja Gwendolyn Grey wydawała mu się w tym momencie jedną z takich, mało znaczących. Subtelne drgnięcie ust można było interpretować na wiele sposobów, gdy zapewniła, że jej bliscy cenią sobie swój czas; w mniemaniu Tristana ludzie tacy jak ona nie byli w stanie uczynić ze swoim czasem niczego konstruktywnego - samemu nie będąc wystarczająco wartościowymi. Westchnął krótko, gdy nie poznała nazwiska Wagnera.

27, wieczór | Lyanna | Szkocja
Inferius stworzony przez Tristana posłusznie podniósł z ziemi nieruchome ciało Hobdaya, wcześniej wyrywając spomiędzy jego palców różdżkę i przekazując ją Śmierciożercy. Istota była silna, niesienie - nawet ciężkiego - mężczyzny nie sprawiało jej problemów, Tristan i Lyanna mogli więc opuścić jaskinię nie martwiąc się opóźnieniami. Udało im się wydostać na powierzchnię bez napotkania kolejnych przeszkód, a dzięki zapobiegliwości Lyanny, nie musieli też obawiać się ewentualnej pogoni. Biegła w starożytnych runach Rycerka była w stanie prawidłowo ocenić przybliżony zasięg działania klątwy, zabezpieczając w ten sposób drogę powrotną - i utrudniając akcję ratunkową.
[bylobrzydkobedzieladnie]




the vermeil rose had blown in frightful scarlet and its thorns

o u t g r o w n



Ostatnio zmieniony przez Tristan Rosier dnia 26.06.20 13:04, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
Tristan Rosier

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t2784-skrytka-bankowa-nr-96 https://www.morsmordre.net/t977p15-tristan-rosier
Zawód : Arystokrata, smokolog
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Nie ma nic piękniejszego niż śmierć pięknej kobiety.
E. A. Poe
OPCM : 40
UROKI : 30
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 65
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Tristan Rosier - Page 2 E63803b007b647f59bccfeee588c116c

Tristan Rosier - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Tristan Rosier [odnośnikTristan Rosier - Page 2 I_icon_minitime26.06.20 13:02

1957Kwiecień
5, wieczór | Spotkanie Rycerzy | Londyn
- Wygląda na to, że pytań brak - zwrócił się do Deirdre, odginając się w tył na krześle, lekko napięte mięśnie przedramion pozwoliły podnieść się na stole. - Zatem to wszystko, nie traćcie czujności. Londyn jest nasz, ale nie możemy osiąść na laurach i zaprzepaścić wydartego zwycięstwa - uznał krótko, słowem końcowym, bo coś powiedzieć należało. Rycerze do dyskusji nie kwapili się dziś nadmiernie, co najpewniej oznaczało, że nie mieli większych zmartwień - a to oznaczać mogło tylko dobrze. I on wkrótce powstał, nie spojrzał na Deirdre i spokojnym krokiem obszedł stół, znikając w czeluściach Wywerny, a później - w ciemnościach nokturnowych zaułków.

8, wieczór | Alphard | Chateau Rose
Kiedy otrzymał list od Blacka, dłuższą chwilę przyglądał się elegancko kreślonym literom, dumając nad przyczyną tego zajścia; gdzieś podskórnie ją znał, gdzieś podskórnie ją wypierał i oddalał w czasie, ale Deirdre zdążyła wyczulić go na pewne fakty. Fakty, które nie zaskakiwały aż tak: pamiętał przecież swoją rozmowę z Melisande, w trakcie której miotała się gdzieś między swoimi uczuciami, nie do końca je pojmując - a on, on nie reagował. Dlaczego? Nie wiedział. Początkowo zastanawiał się, czy nie oddalić tego spotkania na za miesiąc, za trzy, za pół roku, tylko po to, by zaakcentować swoją pozycję w tej relacji, ale nie mógł pozwolić urazom przyćmić zdrowego rozsądku. Trwała wojna, wojna, która nie miała się szybko zakończyć. A wojna nie była okresem, w którym rozsądnie było przeciągać podejmowane decyzje, jakiekolwiek nie miałyby one być. I czegokolwiek nie mogłyby dotyczyć. Alphard nie miał wielkiego pola do popisu: nie przyszedłby w sprawie błahej, a te nie błahe nie były trudne do przewidzenia.

14, wieczór | Lucinda | Kumbria
Wiatr szarpał ich włosy i ubrania, wieczór zachodził gwiazdami, niósł ze sobą chłód, ale ich dwoje ogrzewała nowo odkryta miłość, ciepło nadziei i rosnącego płomienia namiętności. Nikt i nic nie miało znaczenia, zatrzymał się czas, stanęła ziemia, zniknęli inni, byli tylko we dwoje, gotowi oddać się sobie w pełni. Otrzeźwienie przyniosło słońce, gdy rozświetliło szmaragdowe źdźbła trawy - a Lucindy już nigdzie nie było.

25, wieczór | Deirdre | Londyn
Czuł swoją moc obejmującą przestrzeń tego miejsca, wypełniającą jej fragmenty, przywołującą iluzję; moc nałożonych zabezpieczeń miała pomóc chronić to miejsce - czy zdoła, okaże się za jakiś czas. Wiedział, że winien mieć oko na marinę, poprosić przebywających tu ludzi o powiadomienie na wypadek kłopotów. Przystań niewątpliwie była najistotniejszym fragmentem Londynu, który musieli kontrolować: na ten moment siły oporu skupiały swoje starania tutaj. Trzeba było się tym zająć.

Maj
8, popołudnie | Mathieu | Chateu Rose
Skinął głową, naturalnie, musiał ją poznać, ale zasadniczo ufał osądowi Mathieu; wiedział, że nie wprowadziłby do rodziny dziewczyny, która na to nie zasługiwała. Nieco od niego słyszał o niej wcześniej, zbyt mało, by wyrobić sobie zdanie, wystarczająco dużo, by pojąć, jaka więź łączy ich dwojga. Bliskość Averych mogła przynieść im wiele pożytku; zwłaszcza teraz, gdy wojna wchodziła w swoją ostateczną fazę, a rodzina kamiennych twarzy słynęła ze swojej bezkompromisowości. Jeśli Callista pragnęła Mathieu, zrobi wszystko, by odnaleźć się w tej roli jak najlepiej - i postarać się, by oni wszyscy byli z niej dumni.

12, wieczór | Melisande | Irlandia
- Dobrze sobie poradziłaś - pochwalił ją, kiedy znaleźli się już za progiem, pchnięciem dłoni zamknął za sobą drzwi; nie obejrzał się za siebie, kiedy spokojnym krokiem ruszyl w dalszą stronę - tę, z której przyszli, choć nie mialo większego znaczenia skąd przeniosą się do domu. - Będą z ciebie zadowoleni - Wiedział to. Jej zadanie przydzieliła jej Sigrun, ale nie zamierzał otaczać jej protekcją, która nie pozwoliłaby jej pochwalić się swoim sukcesem samodzielnie. Powinna powiadomić ją osobiście, sama. - Wracajmy do domu - zaproponował, ściągnąwszy różdżkę w przód, by zakończyć działanie zaklęcia cichym finite. Odnalazł spojrzenie siostry, skinąwszy głową. Raz, dwa i trzy.

15, popołudnie | Alphard | Walia
- Wywerna znów zamieszka na waszych ziemiach, przyprowadziliśmy wam to, co utraciliście - zaczął, w pół zdania uświadomiwszy sobie, że może składał zdania zbyt długo. Olbrzymy wciąż - były tępe. - Nasze dobro - podjął wcześniejsze słowa Alpharda, określenie, którego użył, winno być dla nich wystarczająco zrozumiałe. - Chcemy, byście stanęli do walki z naszym wrogiem. - Spojrzał na gruga, niepewny, czy pojał jego słowa. - Damy wam rozrywkę. Będziecie dla nas zabijać - Czyż olbrzymy nie przepadały za potrawkami z ludzkiej krwi i kości, czyż wojna nie powinna być dla nich zabawą, okazją do chwały, popisania sie odwagą i siłą? Mężnością, której dowodu od nich pragnęli. - Wejdziecie do mugolskich siedlisk i zrobicie z nimi, co tylko będziecie chcieli - Spalicie, zniszczycie, zjecie; cokolwiek olbrzymy robiły ze swoimi wrogami. Błysk w oku gruga wyrażał zrozumienie, a okrzyk, który wydał - Tristan spostrzegł po reakcji Alpharda - był wyrażeniem aprobaty. Do hucznego okrzyku dołączyły pozostałe olbrzymy, z oddali wybrzmiał wrzask wywerny.

25, wieczór | Edgar | Londyn
Obserwował przeciwników uważnie - pozostając przy tym wycofanym, z wolna dostrzegając wpierw ich wahanie, potem wreszcie odejście; nie odezwali się ni słowem, znikając im z oczu i pozostawiając teren metra do dyspozycji. Nie czuł potrzeby próbować sięgać ich magią, wszak bandyci niewiele uczynili konkretnie jemu, a on nie był nigdy siewcą sprawiedliwości. Edgar miał rację, jeśli dało się ich pozbyć tak łatwo i tak szybko - nie było sensu wdawać się w zbędne przepychanki, które zabrałby im tylko czas i energię.
Edgar, doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że to jego siła perswazji przepędziła stąd tych ludzi, nie jego. On przyszedł tu nastawiony na walkę.

Czerwiec
1, popołudnie | Wendelina | Chateau Rose
- Oby tylko tym razem lady doyenne Morgana nie była tą, która dowie się ostatnia - odparł lekko na jej słowa, tym samym żartem, ogniskując spojrzenie w jej źrenicach - tak naprawdę o zdrada Lucindy była jasna znacznie wcześniej, niż została obwieszczona publicznie, choć może lady Selwyn nie zdawała sobie z niej sprawy. Aktywnie działała w Zakonie Feniksa już od dawna - mieli na jej temat konkretne informacje od miesięcy. Wcześniejsi przełożeni rodziny nieszczególnie się tym interesowali, ba, popierali te wybryki. Podobnież było z Alexandrem. Zaskoczeniem była tylko Isabella: czy to pomagało czy tez szkodziło w uznaniu Wendeliny za wiarygodną? Wstawiała się za nią sama Morgana -  otrzymał list, w którym osobiście poręczyła za jej wychowanie. Zbyt późno, targ z Averymi został dobity.

6, popołudnie | Francis | Chateau Rose
- Mamy w garści większość bogactw tego kraju, Francisie i drugie tyle na wyciągnięcie ręki. To nie pieniędzy nam trzeba, a oddania. - Wierności, zapewnienia, że każdy znał swoje miejsce i wiedział, że stanie u boku Czarnego Pana, gdy tylko ten zechce go wezwać. Gotowości do działania, niezależnie od tego, co to działanie miałoby oznaczać. Potrzebowali jego. Francisa Lestrange'a, męskiego potomka rodziny Lestrange, który poniesie ich schedę i zapewni, że panowie Wyspy Wight nie zrobią niczego głupiego. Tu nie chodziło tylko o niego - o Evandrę też, wiedział, że zrobi wszystko, żeby ją chronić. I wiedział też, że Czarny Pan nie znał litości - a jemu się nie sprzeciwi. - Twojego oddania - Pieniądz otwierał w życiu wiele drzwi, do tego też przyzwyczajono ich przez lata życia, ale nie te - te otworzyć mogła tylko przelana krew. Trwała wojna. Na wojnie najważniejsi byli ludzie i ich poparcie.

30, wieczór | Bertie | Londyn
- Morsmordre - wypowiedział bez zająknięcia, unosząc różdżkę w górę: pozwalając ciemnym chmurom przerzedzić się na tyle, by pośród nich błysnęły szmaragdowe gwiazdy, których odległości wyznaczały linie rysujące czaszkę, spomiędzy której szczęk wysuwał się wąż. Symbol Lorda Voldemorta. Symbol jego triumfu. Znak miał nie tylko powiadomić o sukcesie jego sprzymierzeńców, ale - przede wszystkim - wrogów. O śmierci Bertiego Botta mieli dowiedzieć się wszyscy. Opuścił różdżkę, cofając się kilka kroków - wpatrzony w znak wiszący nad nim, czując przedziwne mrowienie na lewym przedramieniu, jakby krew wzburzyła się w świetle tożsamego znaku. Pobliski szum rzeki i gwar ścierających się ludzi został wygłuszony wzbierającą się krwią. Krople deszczu spadały na jego twarz, spływały po ciele, a znak nabierał wyrazistości.
[bylobrzydkobedzieladnie]




the vermeil rose had blown in frightful scarlet and its thorns

o u t g r o w n



Ostatnio zmieniony przez Tristan Rosier dnia 19.01.21 1:40, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
Tristan Rosier

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t2784-skrytka-bankowa-nr-96 https://www.morsmordre.net/t977p15-tristan-rosier
Zawód : Arystokrata, smokolog
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Nie ma nic piękniejszego niż śmierć pięknej kobiety.
E. A. Poe
OPCM : 40
UROKI : 30
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 65
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Tristan Rosier - Page 2 E63803b007b647f59bccfeee588c116c

Tristan Rosier - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Tristan Rosier [odnośnikTristan Rosier - Page 2 I_icon_minitime19.01.21 0:10

1957Lipiec
23, popołudnie | Zaręczyny | Chateau Rose
- To przełomowa chwila dla nas wszystkich - zabrał głos na krótko po niej. - Przyrzeczono dziś, że krew Blacków i Rosierów zostanie połączona. - A o krew dbał - jak o nic innego. Synowie Melisande mieli ponieść schedę Alpharda, pozostając, jeśli wszystko pójdzie dobrze, na zawsze związanymi z domem swojej matki. Dostrzegał ryzyko tego ruchu, więcej niż jedno. - Wspólny cel prowadzi nas jedną drogą, drogą słuszną i wytyczoną przez samego Czarnego Pana, drogą czystości zachowanej podług tradycji krwi. - Jedni i drudzy jawnie opowiedzieli się za Lordem Voldemortem, w trakcie wojny żaden gest nie był pozbawiony znaczenia. A zwłaszcza nie gest tak znaczący. - Od dziś, zamiast podążać nią oddzielnie, podążymy nią razem, niosąc potęgę obu rodów.

29, popołudnie | Deirdre | Biała Willa
- Wyprostuj się – nakazał od razu, gdy Apollin wszedł w kłus; wyglądało na to, że Deirdre popędziła go do szybszego chodu celowo, nie zamierzał interweniować. – Patrz przed siebie – Pomagało to wszak w utrzymaniu prostych pleców. Anglezowała na złą nogę. Ale to mogło poczekać, miała ważniejsze braki do nadrobienia.

31, wieczór | Wendelina | Londyn
- Mój pan, Czarny Pan, poszukuje sprzymierzeńców wśród różnych ras magicznego świata, wierząc, że nawet najbardziej prymitywni pośród nas wiedzą, o jak ważną ideę walczymy. - Prymitywne, rzecz jasna, były olbrzymy, czyż nie, markizie? Czyż nie jesteś rozsądniejszy od nich?

Sierpień
20, popołudnie | Egzekucja | Londyn
- Szczęśliwie, tak wielu z nas wciąż pamięta, że dziedzictwo magii nie jest tylko przywilejem - ale również idącym za tym przywilejem obowiązkiem. - Czy mnie słyszysz, Francisie? Nie spojrzał na szwagra, jego wzrok pomknął w kierunku kobiety na katowskim podeście, ale trudno było mu nie być przy nim przynajmniej myślą.

20, wieczór| Evandra | Chateau Rose
- Mam wiele przemyśleń i postanowień! -  Zupełnie zignorowała powtarzane przez guwernantkę słowa o wstrzemięźliwości co do dzielenia się własnymi przekonaniami. Zasady nakazywały milczenie i zachowywanie uwag dla siebie, wskazując powściągliwość jako najwyższą z cnót. Zamiast się do nich stosować w jej oczach błysnęły radosne ogniki, świadczące o młodzieńczej, żywiołowej pasji.

27, wieczór | Deirdre | Biała Willa
- Znam cię każdą, Deirdre - poprawił ją, nieco arogancko, zatrzymując jej plecy drugą, wolną dłonią, nie pozwalając jej się wycofać. Choć wypuściła już jego dłoń z uścisku, nie odjął jej od jej piersi, przesunął ją powoli wyżej, ku jej szyi, brodzie, wpierw unosząc ją ku sobie niby konia na wybiegu.  - Znam cię jako Miu, znam cię jako Czarną Orchideę, znam cię jako pannę Tsagairt. Ale nigdy - przesunął dłońmi wzdłuż jej krtani, na moment obejmując ją dłonią kusząco, niebezpiecznie, ciągnąc ją drugą ręką w bok - by przyprzeć ją do ściany i uniemożliwić ucieczkę. - Nigdy nie zapominaj - naparł dłonią na jej krtań nieco mocniej, pozbawiając ją oddechu na jedno, może dwa uderzenia serca. - Że beze mnie nigdy nie zrodziłaby się madame Mericourt - Ton jego głosu pozostał surowy, chłodny i niemal apatyczny.

Wrzesień
20, wieczór| Rycerze | Londyn I, II
Wskazówki starego zegara przesuwały się mozolnie, coraz bardziej zbliżając się do wyznaczonej godziny spotkania. Wraz z momentem wybicia godziny dwudziestej po lewej przy ścianie zaczęła kłębić się mgła. Unosiła się i rozrastała, by w końcu opaść, pozostawiając po sobie sylwetkę Czarnego Pana. Ten niespieszenie przeszedł kilka kroków by znaleźć się przy zastawionym stole.

20, wieczór| Rycerze | Londyn
Momentalnie lewitujące głazy zaczęły w dużym tempie obracać się dookoła własnej osi. Na ich powierzchni zaczęła tworzyć się siateczka żyłek barwą tożsamych do przeszywającego ich koloru. Nad wierzchołkiem stożka wzniecił się czarny, nieprzenikniony wir, który wolno zaczął podnosić się ku górze, jakoby chcąc wszystkich zmusić do zerknięcia wyżej. Na górnej części każdej z lewitujących skał pokazała się runa jeszcze bardziej rażąc właściwym dla niej kolorem. Zaraz po tym osadzone kamienie uniosły się do połowy wysokości centralnego głazu, zawisły w powietrzu i spadły w dół z łoskotem. W chwili zetknięcia się ich z otworem poświaty zniknęły, a żyłki wyraźnie zbladły. Komnata ponownie wyglądała identycznie, jak na samym początku.


10 lipca https://www.morsmordre.net/t2145p60-obserwatorium#286759
3 września https://www.morsmordre.net/t7103p45-sala-kolcow#293657
20 września https://www.morsmordre.net/t517p90-pokoj-dzienny#286473

3 października https://www.morsmordre.net/t515p30-gabinet#282072
5 października https://www.morsmordre.net/t9338p195-krypta-blackow#289659
15 października https://www.morsmordre.net/t5346p345-bezimienna-wyspa#283579




the vermeil rose had blown in frightful scarlet and its thorns

o u t g r o w n

Powrót do góry Go down
 

Tristan Rosier

Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Woreczki z wsiąkiewki-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-21