Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Tristan Rosier

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Tristan Rosier
Tristan Rosier

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t2784-skrytka-bankowa-nr-96 https://www.morsmordre.net/t977p15-tristan-rosier
Zawód : Arystokrata, smokolog
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Nie ma nic piękniejszego niż śmierć pięknej kobiety.
E. A. Poe
OPCM : 40
UROKI : 30
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 65
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Tristan Rosier - Page 2 A70f5bcd8fdd68d698b9d1269e0da304

Tristan Rosier - Page 2 Empty
PisanieTemat: Tristan Rosier   Tristan Rosier - Page 2 I_icon_minitime11.08.15 2:25

First topic message reminder :


kolorze pożądania, kolorze płaczących powiek
róża cię woła


Wartość żywotności postaci: 220

żywotnośćzabronionekarawartość
81-90%brak-5178 - 198
71-80%brak-10156 - 177
61-70%brak-15134 - 155
51-60%potężne ciosy w walce wręcz-20112 - 133
41-50%silne ciosy w walce wręcz-3090 - 111
31-40%kontratak, blokowanie ciosów w walce wręcz-4068 - 89
21-30%uniki, legilimencja, zaklęcia z ST > 90-5046 - 67
≤ 20%teleportacja (nawet po ustaniu zagrożenia), oklumencja, metamorfomagia, animagia, odskoki w walce wręcz-60≤ 45
10 PŻPostać odczuwa skrajne wycieńczenie i musi natychmiast otrzymać pomoc uzdrowiciela, inaczej wkrótce będzie nieprzytomna (3 tury).-701 - 10
0Utrata przytomności


[bylobrzydkobedzieladnie]





the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns
outgrown


Ostatnio zmieniony przez Tristan Rosier dnia 26.07.19 16:49, w całości zmieniany 31 razy
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Tristan Rosier
Tristan Rosier

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t2784-skrytka-bankowa-nr-96 https://www.morsmordre.net/t977p15-tristan-rosier
Zawód : Arystokrata, smokolog
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Nie ma nic piękniejszego niż śmierć pięknej kobiety.
E. A. Poe
OPCM : 40
UROKI : 30
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 65
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Tristan Rosier - Page 2 A70f5bcd8fdd68d698b9d1269e0da304

Tristan Rosier - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Tristan Rosier   Tristan Rosier - Page 2 I_icon_minitime28.04.19 3:37

1956Listopad
5, wieczór | Rycerze Walpurgii | Biała Wywerna
Krótkim spojrzeniem przeciągnął po Deirdre, kiedy wzniósł się już gwar, a kolejne krzesła zaczęły odsuwać się od stołu. W końcu powstał, nieśpiesznie obchodząc stół - stanąwszy za krzesłem Valerija zostawił przed nim, na stole, pękatą sakiewkę złota.

8, wieczór | Rycerze Walpurgii | Anglia I, II
- Skąd pomysł, że zamierzam? - Naturalnie, że by zdążył, posiadał moce i potęgę, o jakich im się nawet nie śniło. Nie przerazili go ani czarodzieje - pomimo ich niezaprzeczalnej siły, tak trudna przemiana musiała kosztować nieco wysiłku - ani wspomniane posiłki niezależnie od ich liczebności. Prawdę powiedziawszy nie sądził, by cokolwiek ani ktokolwiek byłby mu w stanie dzisiaj zagrozić. Wyzbył się już odruchu wzmacniania uchwytu na rękojeści różdżki, instynktownie kierował ją lekkim ruchem naprzeciw przeciwników, wypowiadając melodyjne: - Avada kedavra - bez zająknięcia; wpierw ku mężczyźnie, kobietę zostawiając sobie na później - w cierpieniu kobiet było coś pięknego, przepełnionego namiętną pasją, która przełamywała codzienny marazm. - Avada kedavra - powtórzył jednak po raz drugi, wiedząc, że nie miał czasu na zwłokę; być może blefowali i posiłki wcale nie były w drodze - ale jeśli, nie zamierzał testować na sobie powiedzenia nec Hercules contra plures.

16, popołudnie | Evandra | Rezerwat
Krótkie nigdzie wystarczyło, by niepodzielnie wróciła myślami do Tristana, również darującego jej zapewnienie: że wciąż jej pragnął, że nie żałował, że tak mocno naciskał na nią i na jej ojca, że odebrał jej wybór; ona również nie żałowała – pojedyncze ziarno goryczy topiło się w morzu uczuć słodszych i silniejszych, zmąconych co prawda toczącą się poza różanym dworem wojną, ale wciąż dających Evandrze siłę. I wiarę, w ich świat, w nich samych, w niego. – Tak jak twoje przy mnie. – Sekunda zawahania; pojedyncze uderzenie serca. – Przy nas – poprawiła się, dostrzegając jego umykające na krótko spojrzenie.

20, popołudnie | Isabelle | Fantasmagoria
-Jeśli tylko nie nadejdzie wtedy czas rozwiązania, pojawię się na Sabacie w najpiękniejszej sukni. - o ile lady Nott raczy wyznaczyć jej jakieś miłosierne przebranie. -Ale znasz mnie Tristanie, znasz moje zdolności i moje poglądy - co prawda niewiele nie rozmawiali o polityce w przeszłości, bo nie wypadało, ale czyż nie widział jej poglądów teraz, w oczach zdradzonej przez miłośnika mugoli kobiety? -I wiesz, że najwięcej mogę osiągnąć nie suknią, a czynem. Po urodzeniu dziecka wrócę do alchemii, wrócę do leczenia i wiedz, że nie chcę siedzieć bezczynnie. Że wesprę różdżką przyjaciół, szlachtę, naszą sprawę. - mówiła dalej, zagłuszając w sobie jakiekolwiek uczucia, które mogłyby jej przerwać. -Niegdyś bałam się wojny i tego zamętu Tristanie, ale nie osiągnę nic strachem. - bardziej bała się bezradności, niemożności wpłynięcia na los własny i dziecka.

21, wieczór | Isabella | Pałac Beaulieu
– Dlatego, że magia jest wyjątkowa. Wybrała nas i uczyniła nas silniejszymi od mugoli. Żyjemy nią i czerpiemy z niej. Ich trawi lęk lub niewiedza wobec tych żywiołów, bo one są ponad nimi. Jak my – mówiła, ubierając myśli w dość łagodne słowa.

29, południe | Fantine | Chateau Rose
Przyglądał się jej twarzy spokojnie i w milczeniu, gdy oświadczyła, że skończyła swoje wystąpienie. Próbował dotrzeć do jej głębi i zrozumieć, co nią kierowało; nie potrzebowali na wyprawie niedoświadczonej alchemiczki, a ona nie potrzebowała wyprawy, by nauczyć się czegokolwiek o eliksirach - tam nie było czasu na naukę, jedynie na pracę, do tego pod presją i niełatwą. Nie, żeby nie uważał, że nie podoła - raczej po prostu nie widział tam dla niej miejsca. Jego wzrok podążył za jej arogancko uniesioną brwią - wyrażała niezadowolenie z tej rozmowy, rozpoznawał ten gest, bliźniaczo obecny tak u niego, jak u Melisande. Fantine musiała jednak zrozumieć, że była mu należna szacunek nie mniejszy, jak poprzedniemu nestorowi - i nie powinna pozwalać sobie na tak krytyczne względem niego gesty. Brak argumentacji z jej strony, podobnie narastająca u niej zdawałoby się frustracja wywołana rozmową, jedynie utwierdzały go w przekonaniu, że chęć wyjazdu na wyprawę była jedynie z jej strony dziecinnym kaprysem.

Grudzień
6, wieczór | Mathieu | Wenus
- Obyś się nie mylił - dodał już mimochodem, śledząc wzrokiem ruch złotowłosej piękności. Odnalazł jej spojrzenie, skinąwszy głową; oni już skończyli, podwoje rozkoszy mogły zostać uchylone. Wątpliwości - musiały zniknąć, to nie był na nie czas, nie było miejsce. Decyzja została podjęta, a kości rzucone, sojusz został przypieczętowany. Reszta - była tylko formalnością, scenariuszem, który aktorzy zobowiązali się w całości ziścić. Nie wiedział, ile Morgana powiedziała dotąd Isabelli i szczerze powiedziawszy nieszczególnie go to interesowało. Nie mogła odmówić. Leniwie wstał, obchodząc stolik obok Mathieu, któremu położył dłoń na ramieniu w pożegnalnym geście. - Widzimy się na kolacji - Przez ramię ostatni raz obejrzał się na dziewczynę, wierząc, że miała do zaoferowania to, za co zapłacił - podobnie, jak jej przyjaciółki. Wkrótce się oddalił, pozostawiając ich samym sobie; z powrotem zarzucił na ramiona wciąż wilgotny płaszcz, wychodząc na wciąż brudne i mokre od deszczu ulice, na niekończącą się burzę, której gromy wciąż wywoływały u niego niepokój.

6, noc | Evandra, Evan | Chateau Rose
Zabrano go chwilę później, pozostawiając jej ręce dziwnie pustymi; chciała zaprotestować, ale nie odnalazła siły na nieuzasadniony sprzeciw – zamiast tego pozwoliła służkom na pomoc w doprowadzeniu jej do porządku, odnajdując okazję do złapania oddechu, gdy ocierano jej twarz i poprawiano zburzone w nieładzie włosy; fakt, że przeżyła, że przeżyli oboje, dotarł do niej z opóźnieniem – dopiero, gdy zjawił się uzdrowiciel, by upewnić się co do jej stanu. W pierwszej chwili zapytała o dziecko, o syna – miał się jednak dobrze, był zdrowy i silny, a chociaż codzienność zazwyczaj zajmowała ją tysiącem myśli, to w tamtym jednym momencie nie potrzebowała niczego innego.

10, popołudnie | Deirdre | Fantasmagoria
– Skończ się do niej porównywać, nie jesteś i nigdy nie byłaś moją żoną. – Nie tylko dziś, ale przecież w trakcie każdego ich minionego spotkania, na jego palcu błyszczała złota obrączka ślubna będąca symbolem jego uwiązania do Evandry. Nie zdejmował jej. – Gdybyś miała choć połowę jej klasy, do tej rozmowy nigdy by nie doszło – dodał z niechęcią, Deirdre i Evandra były od siebie skrajnie różne, ale gdyby były takie same, jedna z nich by go nudziła; złotowłosa piękność i orientalna drapieżność dopełniały się na każdym kroku, tworząc dla niego wygodne kompendium intrygujących cech.

15, wieczór | Zariah | Wenus
- Zasiądź, panie i pozwól mi sprawić sobie przyjemność - szepnęła, obracając się powoli, a złote ozdoby wokół jej bioder zadźwięczały, gdy zaczęła rytmicznie nimi poruszać, zsuwając z ramion jedwabny szal. Przesuwał się po jej ciele w rytm muzyki, w rytm jej kroków, w rytm ruchów bioder, najpierw miękkich i łagodnych, później bardziej zdecydowanych: odsłonięty brzuch wił się i giął, tak jak i sama Zariah, przymykając oczy w rozpoczynanym tańcu.
[bylobrzydkobedzieladnie]





the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns
outgrown


Ostatnio zmieniony przez Tristan Rosier dnia 26.06.20 11:37, w całości zmieniany 4 razy
Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
Tristan Rosier

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t2784-skrytka-bankowa-nr-96 https://www.morsmordre.net/t977p15-tristan-rosier
Zawód : Arystokrata, smokolog
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Nie ma nic piękniejszego niż śmierć pięknej kobiety.
E. A. Poe
OPCM : 40
UROKI : 30
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 65
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Tristan Rosier - Page 2 A70f5bcd8fdd68d698b9d1269e0da304

Tristan Rosier - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Tristan Rosier   Tristan Rosier - Page 2 I_icon_minitime20.08.19 16:28

1957Styczeń
5, wieczór | Spotkanie Rycerzy | Londyn
Kolacja miała być przyjemnym zwieńczeniem tego wieczoru; Yaxleyowie przyjęli rycerzy ze wszelkimi honorami, a Rosalie, która zaraz zjawiła się u jego boku, nie mogła okazać się zaskoczeniem - zawsze wspierała swojego kuzyna i zawsze reprezentowała tak siebie, jak swój ród, dokładnie tak jak powinna, przykładając do swoich obowiązków wielką wagę.

5, wieczór | Deirdre | Londyn
- Przepraszam - Właściwie nie wiedziała, czy usłyszał ten szept, cichszy od odgłosów dobiegających z dołu karczmy. Czas zdawał się zatrzymać, tężeć, a Deirdre - zdawać sobie sprawę z tego, jak zbłądziła. Otumaniona bliskością, rozproszona rozkoszą, rozerwana na kawałki zazdrością nie potrafiła sobie bez niego poradzić; bez mężczyzny, który ją stworzył - i ranił, po to, by tkanka zrosła się silniejsza, by cała składała się z blizn, niemożliwych już do ponownego rozerwania. Przesunęła twarz w bok, w stronę szyby, z roztopionym całkiem szronem; potrzebowała powietrza, chłodu, szyja paliła czystym ogniem, napięte uda pulsowały, lecz w końcu czuła, że jej ciało choć na moment zostało jej zwrócone, że znów ma nad nim kontrolę, że wróciła do domu. Nie musiała nic mówić, by Tristan wyczuł, że się poddała, że znów jest mu podległa, jak zamęczone w galopie zwierzę, w końcu odnajdujące w posłuszeństwie poczucie bezpieczeństwa i ulgi; zależności, która pozwalała mu przeżyć.

10, wieczór | Philippa | Londyn
Obydwoje najwyraźniej poczuli się lepiej, porzucając temat szeptanych umów, podejrzanych wrażeń i wreszcie tej, która połączyła ze sobą ich spojrzenia. Philippa uśmiechała się zadowolona, pragnąc małej prowokacji. – A może to, czego nie chcesz mi powiedzieć? – odpowiedziała więc, lekko przechylając głowę w bok. Strumień brązowych włosów spłynął wzdłuż ramienia. O tak, wiele przypuszczeń kleiło jej słowa, jej wyobrażenia, o których z dozą tak wielkiej pewności opowiadała przed jego zuchwałym obliczem. Drugie dno pozostawało nienaruszone, karmiona własną wizją całej sprawy nie mogła liczyć już na nic więcej, choć lawina niegroźnych przekomarzanek zdołała nieco poprawić jej nastrój. Nie miała do czynienia z amatorem. Nie pozwolił jej choćby o tym pomyśleć. Stawiał wymagania tak samo jak i ona.  Pojmowała. – Postaram się. Ale ty… – urwała, spoglądając w oczy, których nie widziała. Gdy mówił panno, ona przestała się bawić w grzeczności, łamiąc granicę zbędną, kiedy już ślizgali się po tej powierzchni. – Bądź czasem zły. Niekoniecznie niezadowolony. Zły – rzuciła nagle, odchylając się lekko od baru.

17, wieczór | Deirdre | Biała Willa
- Nie - odparł krótko, zbyt ostro, od razu, niemal wchodząc jej w słowo; nie mogli dostać imienia ani po nim ani tym bardziej po Bastienie, który nigdy nie istniał. Były jego. Chłopcy w jego rodzinie dostawali drugie imiona po swoich ojcach, nie inaczej było z nim, nie inaczej z Evanem. Ale ten chłopiec na zawsze miał pozostać niczyj. Spoglądał na spokojną, milczącą kołyskę, tak kontrastującą z żywiołową dziewczynką, która domagała się atencji. - To dzieci wojny - stwierdził, mimowolnie i pomimo odrzucenia zawłaszczając sobie do nich prawo. Miał je - był ojcem. I decydował o ich losie jako ojciec. Potrzebował chwili, by zebrać myśli. - Chłopiec będzie miał na imię Marcus. - Ten, który wojnie przewodzi; ten, któremu towarzyszą dwie siostry, Lęk i Strach. To było silne imię. Dla silnego chłopca. Drugie imiona były pozbawione mocy, to tylko bękarty, dzieci z nieprawego łoża, które nigdy nie dostąpią chwały jego prawdziwego dziedzictwa. - Moją córkę - głos mu się zachwiał, była mniej intuicyjna, ale wojnę rozpoczął ogień, ogień wypełniający Ministerstwo Magii od środka. Ogień, którym pewnego dnia spopieli wszystko, co stanie jej na drodze. Imię po zmarłej smoczycy było dla niej zaszczytem. - Córkę nazwiesz Myssleine - Nie musiała wiedzieć, kim Myssleine była. Symbolika jej imienia była zbyt głęboka. Nie zdążyłby zresztą dodać nic więcej, bowiem zaraz wysłuchał jej dalszych słów, blednąc, na jego twarzy zakwitło niedowierzanie. Zaprzeczenie. Niezrozumienie, którego nawet nie próbował ukrywać.


Marzec
1, wieczór | Deirdre | Biała Willa
- Nie - odparł krótko, sucho, nie przeżyła, udusił ją, czując w niej gasnące życie, delektując się jej rozpaczą, strachem, bezradnością, jak dementor chłonąc nieszczęście; w znudzeniu, po latach hedonistycznych rozrywek, szukając takich, które przekraczały granice wszelkiego tabu i takich, które jeszcze potrafiły go poruszyć. Deirdre będzie musiała to posprzątać, zostawił ja tam martwą, ale przecież tego się spodziewała, rzucając mu przyniesioną w pysku ofiarę. Wiedziała, co lubił. Wiedziała, czego pragnął. Lepiej, niż ktokolwiek inny. Czuł jej dłonie, sunące po jego ciele, z wolna obmywające go z krwi; w końcu splótł dłonie z jej nogami, obejmując je od tyłu, muskając palcami gładką fakturę jej skóry, obejmując pięściami jej kostki. Mógłby po prostu ściągnąć ją do wody i wziąć ją siłą, przecież nie musiał na nią czekać.

8, popołudnie | Gwen | Londyn
Oceniał ludzi szybko, nie przykładał do nich większej wagi, mijali go, istnieli, a potem przemijali, krucha egzystencja Gwendolyn Grey wydawała mu się w tym momencie jedną z takich, mało znaczących. Subtelne drgnięcie ust można było interpretować na wiele sposobów, gdy zapewniła, że jej bliscy cenią sobie swój czas; w mniemaniu Tristana ludzie tacy jak ona nie byli w stanie uczynić ze swoim czasem niczego konstruktywnego - samemu nie będąc wystarczająco wartościowymi. Westchnął krótko, gdy nie poznała nazwiska Wagnera.

27, wieczór | Lyanna | Szkocja
Inferius stworzony przez Tristana posłusznie podniósł z ziemi nieruchome ciało Hobdaya, wcześniej wyrywając spomiędzy jego palców różdżkę i przekazując ją Śmierciożercy. Istota była silna, niesienie - nawet ciężkiego - mężczyzny nie sprawiało jej problemów, Tristan i Lyanna mogli więc opuścić jaskinię nie martwiąc się opóźnieniami. Udało im się wydostać na powierzchnię bez napotkania kolejnych przeszkód, a dzięki zapobiegliwości Lyanny, nie musieli też obawiać się ewentualnej pogoni. Biegła w starożytnych runach Rycerka była w stanie prawidłowo ocenić przybliżony zasięg działania klątwy, zabezpieczając w ten sposób drogę powrotną - i utrudniając akcję ratunkową.
[bylobrzydkobedzieladnie]





the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns
outgrown


Ostatnio zmieniony przez Tristan Rosier dnia 26.06.20 13:04, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
Tristan Rosier

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t2784-skrytka-bankowa-nr-96 https://www.morsmordre.net/t977p15-tristan-rosier
Zawód : Arystokrata, smokolog
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Nie ma nic piękniejszego niż śmierć pięknej kobiety.
E. A. Poe
OPCM : 40
UROKI : 30
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 65
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Tristan Rosier - Page 2 A70f5bcd8fdd68d698b9d1269e0da304

Tristan Rosier - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Tristan Rosier   Tristan Rosier - Page 2 I_icon_minitime26.06.20 13:02

1957Kwiecień
5, wieczór | Spotkanie Rycerzy | Londyn
- Wygląda na to, że pytań brak - zwrócił się do Deirdre, odginając się w tył na krześle, lekko napięte mięśnie przedramion pozwoliły podnieść się na stole. - Zatem to wszystko, nie traćcie czujności. Londyn jest nasz, ale nie możemy osiąść na laurach i zaprzepaścić wydartego zwycięstwa - uznał krótko, słowem końcowym, bo coś powiedzieć należało. Rycerze do dyskusji nie kwapili się dziś nadmiernie, co najpewniej oznaczało, że nie mieli większych zmartwień - a to oznaczać mogło tylko dobrze. I on wkrótce powstał, nie spojrzał na Deirdre i spokojnym krokiem obszedł stół, znikając w czeluściach Wywerny, a później - w ciemnościach nokturnowych zaułków.

8, wieczór | Alphard | Chateau Rose
Kiedy otrzymał list od Blacka, dłuższą chwilę przyglądał się elegancko kreślonym literom, dumając nad przyczyną tego zajścia; gdzieś podskórnie ją znał, gdzieś podskórnie ją wypierał i oddalał w czasie, ale Deirdre zdążyła wyczulić go na pewne fakty. Fakty, które nie zaskakiwały aż tak: pamiętał przecież swoją rozmowę z Melisande, w trakcie której miotała się gdzieś między swoimi uczuciami, nie do końca je pojmując - a on, on nie reagował. Dlaczego? Nie wiedział. Początkowo zastanawiał się, czy nie oddalić tego spotkania na za miesiąc, za trzy, za pół roku, tylko po to, by zaakcentować swoją pozycję w tej relacji, ale nie mógł pozwolić urazom przyćmić zdrowego rozsądku. Trwała wojna, wojna, która nie miała się szybko zakończyć. A wojna nie była okresem, w którym rozsądnie było przeciągać podejmowane decyzje, jakiekolwiek nie miałyby one być. I czegokolwiek nie mogłyby dotyczyć. Alphard nie miał wielkiego pola do popisu: nie przyszedłby w sprawie błahej, a te nie błahe nie były trudne do przewidzenia.

14, wieczór | Lucinda | Kumbria
Wiatr szarpał ich włosy i ubrania, wieczór zachodził gwiazdami, niósł ze sobą chłód, ale ich dwoje ogrzewała nowo odkryta miłość, ciepło nadziei i rosnącego płomienia namiętności. Nikt i nic nie miało znaczenia, zatrzymał się czas, stanęła ziemia, zniknęli inni, byli tylko we dwoje, gotowi oddać się sobie w pełni. Otrzeźwienie przyniosło słońce, gdy rozświetliło szmaragdowe źdźbła trawy - a Lucindy już nigdzie nie było.

25, wieczór | Deirdre | Londyn
Czuł swoją moc obejmującą przestrzeń tego miejsca, wypełniającą jej fragmenty, przywołującą iluzję; moc nałożonych zabezpieczeń miała pomóc chronić to miejsce - czy zdoła, okaże się za jakiś czas. Wiedział, że winien mieć oko na marinę, poprosić przebywających tu ludzi o powiadomienie na wypadek kłopotów. Przystań niewątpliwie była najistotniejszym fragmentem Londynu, który musieli kontrolować: na ten moment siły oporu skupiały swoje starania tutaj. Trzeba było się tym zająć.

Maj
8, popołudnie | Mathieu | Chateu Rose
Skinął głową, naturalnie, musiał ją poznać, ale zasadniczo ufał osądowi Mathieu; wiedział, że nie wprowadziłby do rodziny dziewczyny, która na to nie zasługiwała. Nieco od niego słyszał o niej wcześniej, zbyt mało, by wyrobić sobie zdanie, wystarczająco dużo, by pojąć, jaka więź łączy ich dwojga. Bliskość Averych mogła przynieść im wiele pożytku; zwłaszcza teraz, gdy wojna wchodziła w swoją ostateczną fazę, a rodzina kamiennych twarzy słynęła ze swojej bezkompromisowości. Jeśli Callista pragnęła Mathieu, zrobi wszystko, by odnaleźć się w tej roli jak najlepiej - i postarać się, by oni wszyscy byli z niej dumni.

15, popołudnie | Alphard | Walia
- Wywerna znów zamieszka na waszych ziemiach, przyprowadziliśmy wam to, co utraciliście - zaczął, w pół zdania uświadomiwszy sobie, że może składał zdania zbyt długo. Olbrzymy wciąż - były tępe. - Nasze dobro - podjął wcześniejsze słowa Alpharda, określenie, którego użył, winno być dla nich wystarczająco zrozumiałe. - Chcemy, byście stanęli do walki z naszym wrogiem. - Spojrzał na gruga, niepewny, czy pojał jego słowa. - Damy wam rozrywkę. Będziecie dla nas zabijać - Czyż olbrzymy nie przepadały za potrawkami z ludzkiej krwi i kości, czyż wojna nie powinna być dla nich zabawą, okazją do chwały, popisania sie odwagą i siłą? Mężnością, której dowodu od nich pragnęli. - Wejdziecie do mugolskich siedlisk i zrobicie z nimi, co tylko będziecie chcieli - Spalicie, zniszczycie, zjecie; cokolwiek olbrzymy robiły ze swoimi wrogami. Błysk w oku gruga wyrażał zrozumienie, a okrzyk, który wydał - Tristan spostrzegł po reakcji Alpharda - był wyrażeniem aprobaty. Do hucznego okrzyku dołączyły pozostałe olbrzymy, z oddali wybrzmiał wrzask wywerny.

25, wieczór | Edgar | Londyn
Obserwował przeciwników uważnie - pozostając przy tym wycofanym, z wolna dostrzegając wpierw ich wahanie, potem wreszcie odejście; nie odezwali się ni słowem, znikając im z oczu i pozostawiając teren metra do dyspozycji. Nie czuł potrzeby próbować sięgać ich magią, wszak bandyci niewiele uczynili konkretnie jemu, a on nie był nigdy siewcą sprawiedliwości. Edgar miał rację, jeśli dało się ich pozbyć tak łatwo i tak szybko - nie było sensu wdawać się w zbędne przepychanki, które zabrałby im tylko czas i energię.
Edgar, doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że to jego siła perswazji przepędziła stąd tych ludzi, nie jego. On przyszedł tu nastawiony na walkę.


26.12 https://www.morsmordre.net/t514p45-jadalnia#254433
6.6. https://www.morsmordre.net/t5540p30-salonik-na-pietrze#253797
30.6 https://www.morsmordre.net/t494p165-zachodni-port#255826





the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns
outgrown
Powrót do góry Go down
 

Tristan Rosier

Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Woreczki z wsiąkiewki-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-20