Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Przejście

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Przejście   31.07.16 22:22

First topic message reminder :

Przejście

Jeżeli tuż za sklepem Ollivanderów skręci się w lewo, trafi się prosto na przejście pomiędzy ulicą Pokątną a jedną z sąsiednich alejek. Gdy sprzyja pogoda, można spotkać tu starszego, brodatego czarodzieja, który z wiecznym uśmiechem oferuje malowanie karykatur wszystkim przechodniom... niezależnie od ich pochodzenia. Czasem wykonuje portrety nawet bez ostrzeżenia, a przedstawione na nich postaci często mają wielkie nosy i wystające zęby. Jego dzieła są zaczarowane - wykrzykują bardzo trafne, choć nieco złośliwe i wulgarne uwagi.
Przejście jest dobrze oświetlone nawet w nocy, a nieopodal mieszka wielu czarodziejów. Dzięki temu jest tu bardzo bezpiecznie i nie trzeba obawiać się niespodziewanego ataku ani kieszonkowców.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Tara Debonheur
avatar

Nieaktywni niemagiczni
Nieaktywni niemagiczni
http://www.morsmordre.net/t3573-tara-debonheur http://www.morsmordre.net/t3655-sowa http://www.morsmordre.net/t3654-tarka-d http://www.morsmordre.net/f109-fleet-street-120-4 http://www.morsmordre.net/t3807-tara
Piosenkarka, Tancerka, Włóczykij
20 lat
Charłak
Panna
Ze szczęściem cza­sami by­wa tak jak z oku­lara­mi, szu­ka się ich, a one siedzą na nosie
0
0
0
0
0
0
2
0
Charłak
Be happy

PisanieTemat: Re: Przejście   10.09.16 13:29

- Oj tam, się przejmujesz. To tylko karykatura - powiedziała pogodnie, patrząc jak Barry chowa obraz. Jak dla niej coś takiego byłoby świetną zabawą, jednak nie zamierzała roztrwonić tych paru monet, które dopiero co rozmieniła w banku. Pociągnęła go lekko za ramię, chcąc go zachęcić do tego, żeby spacerowali dalej razem.
- Nie spodziewałeś się spotkać mnie na Pokątnej? To gdzie ty się spodziewasz mnie spotykać? - zagadnęła go miło, starając się go trochę zarazić własną radością, bo, jak zwykle zresztą, wyglądał na jakiegoś takiego ponurego. - A co robię? Szukam swoich szczęść na spacerze. Jak do tej pory je znajduję. W śniegu, na niebie, w sklepowych wystawach. Jedyne szczęście jakiego mi brakuje do kolekcji to te na twojej twarzy - bez skrępowania wyciągnęła rękę i postukała go lekko palcem w policzek. - No dalej, nie zawiedź mnie - obdarzyła go jednym ze swoich najładniejszych uśmiechów.
Dziewczyna zdawała sobie sprawę z tego, że jak na obecną temperaturę jest ubrana absurdalnie lekko, ale jakoś nie przejmowała się perspektywą ewentualnego przeziębienia spowodowanego wyjścia na mróz bez czapki i tylko z jakąś cienką chustką jako szal.


Powrót do góry Go down
Barry Weasley
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t1134-barry-weasley#7558 http://www.morsmordre.net/t1142-zjadacz-mebli http://www.morsmordre.net/t1143p9-barry-weasley#7772 http://www.morsmordre.net/f189-smiertelny-nokturn-19-4 http://www.morsmordre.net/t1144-barry-weasley#7771
sprzedawca u Ollivandera
24
Szlachetna
Kawaler
Well someday love is gonna lead you back to me
But 'til it does I'll have an empty heart
So I'll just have to believe
Somewhere out there you thinking of me...
6
10
0
0
10
0
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Przejście   10.09.16 16:45

Jedynie to odpowiedział w sposób milczący - czyli spojrzał na nią i podniósł nieco brwi uważając, że to dal niego nie jest tylko karykatura. Może i nie powinien tym się przejmować, tylko najlepiej spalić w kominku, lecz nie w smak mu leżał fakt, że ktoś to ujrzał. Nie, nigdy więcej na coś takiego się nie zgodzi. Może i przez moment jest to powód do radości, lecz potem co... trzeba to chować przed wścibskimi oczyma. Dałby to Polce, ale czy będzie chciała... tego sam nie wiedział. Dlatego papier został bezpiecznie schowany do kieszeni w płaszczu, a on czując jej subtelne gesty, ruszył w stronę ruchliwej ulicy.
- No wiesz, raczej w miejscu, gdzie publika ciebie ogląda, bo tutaj to proszę cię, większość osób jest myślami przy swoim mieszkaniu. - powiedział na chwilę przywołując uśmiech, który nie chciał się gościć na długi czas. Jakoś... nie było mu do uśmiechu. Lecz niezła próba, sam musiał to przyznać. Zaczął zerkać na innych ludzi, kiedy Tara kontynuowała temat. Poszukiwarka szczęścia. Chyba trafiła na złą część, bo Barry raczej zwiastował rocznego pecha, niż nieustanne szczęście - przynajmniej tak sam o sobie rudzielec myślał. Cicho parsknął, kiedy ona dotknęła jego polik i próbowała wymusić na nim uśmiech. Spojrzał na nią, a ta obdarzyła go takim uśmiechem, wobec którego ostatecznie sam nie potrafił przejść obojętny. Tak więc uśmiechnął się jednocześnie kręcąc głową - bardziej chyba z braku wiary niżeli ze wściekłości czy z negacji. - Co ty za magię stosujesz, hm? Wiesz, że tu nie wolno czarować. - zaczął mówić delikatnym tonem jednocześnie zabierając jej rękę ze swego policzka, jakby się obawiał, że zacznie czarować innego jego części ciała. - Poza tym... nie jest ci za zimno? Z łatwością możesz się przeziębić, a potem będziesz płakać z długoterminowej kuracji.- dodał zerkając na nią bacznie i na sekundę utkwił swe spojrzenie w jej cienkiej chustce. - Nie masz jakiegoś porządniejszego szala, czy nawet czapki? - dopytał się z troski o nią. Może i nie stać go było na kupno jej nowego szalika czy czapki, bo sam musiał oszczędzać własne pieniądze, lecz może jej pożyczyć, jak się udadzą do kotła.





Ne­ver fear sha­dows, for sha­dows on­ly mean
     the­re is a light shi­ning so­mewhe­re near by.

Powrót do góry Go down
Tara Debonheur
avatar

Nieaktywni niemagiczni
Nieaktywni niemagiczni
http://www.morsmordre.net/t3573-tara-debonheur http://www.morsmordre.net/t3655-sowa http://www.morsmordre.net/t3654-tarka-d http://www.morsmordre.net/f109-fleet-street-120-4 http://www.morsmordre.net/t3807-tara
Piosenkarka, Tancerka, Włóczykij
20 lat
Charłak
Panna
Ze szczęściem cza­sami by­wa tak jak z oku­lara­mi, szu­ka się ich, a one siedzą na nosie
0
0
0
0
0
0
2
0
Charłak
Be happy

PisanieTemat: Re: Przejście   18.09.16 14:26

Tara potrząsnęła głową i cicho zachichotała.
- Nawet ja lubię czasem trochę samotności, wiesz? Chociaż rzadko - zakończyła swobodnie i kontynuowała spacer dość skocznym krokiem.
Lubiła Barry'ego, chociaż często był ponury i trochę zbyt poważny jak na jej gust. To jej jednak nie przeszkadzało, lubiła być dla ludzi promykiem radości, dlatego im bardziej ktoś wydawał się przytłoczony życiem, tym bardziej ona lubiła pokazywać mu, że wszystko może wyglądać inaczej, jeśli tylko tego zechce. Złapała go więc pod ramię, starając się przekazać mu trochę... pozytywnej energii?
- Wiem, wiem, ale moja magia szaleje, nawet jak staram się ją powstrzymać. Lata swobodnie i nienawidzi ograniczeń, dlatego nigdy nie chciała się przeciskać przez różdżkę - powiedziała z pełną powagą, by chwilę potem wybuchnąć śmiechem.
Jego troska o nią ją rozczulała, miło było słyszeć takie słowa, chociaż ona sama raczej mało przejmowała się swoim zdrowiem.
- Może się przeziębię, może nie, nie ma co się chyba tym przejmować w tej chwili? Niby mam jakiś szal, ale specjalnie go nie wzięłam, bo teraz mam pretekst, żeby trzymać się jak najbliżej ciebie - wkręciła go niewinnie i aby to pokazać przylgnęła do niego lekko, zachowując jednak jakiś w miarę przyzwoity dystans. Mogła być bezpośrednią świruską, ale nie rzucała się na nikogo, jak jakaś ladacznica. W jej wykonaniu to były po prostu małe żarty, mające poprawić Barry'emu humor.


Powrót do góry Go down
Barry Weasley
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t1134-barry-weasley#7558 http://www.morsmordre.net/t1142-zjadacz-mebli http://www.morsmordre.net/t1143p9-barry-weasley#7772 http://www.morsmordre.net/f189-smiertelny-nokturn-19-4 http://www.morsmordre.net/t1144-barry-weasley#7771
sprzedawca u Ollivandera
24
Szlachetna
Kawaler
Well someday love is gonna lead you back to me
But 'til it does I'll have an empty heart
So I'll just have to believe
Somewhere out there you thinking of me...
6
10
0
0
10
0
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Przejście   22.09.16 12:51

Nie skomentował jej wypowiedzi, lecz za to posłał jej delikatny uśmiech, który zniknął po dwóch sekundach z jego twarzy. Samotność, sam wiedział jak mocno ją ceni, w końcu przez kilka lat poznał jej smak i przywykł do niej, póki problemy nie zaczęły jego po prostu przerastać. Dlatego też nieco go zmroziło, kiedy poczuł obcy - w tym przypadku - jej dłoń, która z początku zestresowała rudzielca. Nie przywykł do takich niespodziewanych emocji, zwłaszcza od osób, które szczerze - mało zna.
Dopiero przy jej wypowiedzi nieco się rozluźnił. - Masz szczęście, że nie jestem aurorem.- rzucił, a chwilę później jednak dołączył się do jej śmiechu. Nie, nie chciał być wredny ani paskudny, lecz przy nowej energii, która aż emanowała ze strony blondynki, rudzielec nie mógł tego ignorować. Czy nawet w tym momencie zbytnio nie potrafił. Lecz oczywiście nie stracił mimo wszystko czujności, która się wzmogła, kiedy to niewinnie zbliżyła się odrobinę do niego. Nie, chyba nie był gotowy na takie spoufalanie.
- Wiesz co, lepiej by było, gdybyś miała jakiś szal na szyi. Może w takim razie nie wiem... napiłabyś się cieplej czekolady? - mówił łagodnie nie chcąc jej zranić, lecz sam czuł, że to jest konieczne. - Albo jak chcesz to wskoczę na chwilę do pokoju i wezmę jakiś szalik dla ciebie. - dodał swoją propozycję. Kilka minut i byłby z powrotem, a ona mogła sobie sączyć ciepłą czekoladę. Bo nie chciał mieć na sumieniu, że rozchorował jakąś dziewczynę z powodu ... głupoty. I tak gdyby nie to, że próbuje być miła i rozbawić nieco, to by jej kazał wracać do domu, a sam by jej powiedział że ma coś do zrobienia.





Ne­ver fear sha­dows, for sha­dows on­ly mean
     the­re is a light shi­ning so­mewhe­re near by.

Powrót do góry Go down
Tara Debonheur
avatar

Nieaktywni niemagiczni
Nieaktywni niemagiczni
http://www.morsmordre.net/t3573-tara-debonheur http://www.morsmordre.net/t3655-sowa http://www.morsmordre.net/t3654-tarka-d http://www.morsmordre.net/f109-fleet-street-120-4 http://www.morsmordre.net/t3807-tara
Piosenkarka, Tancerka, Włóczykij
20 lat
Charłak
Panna
Ze szczęściem cza­sami by­wa tak jak z oku­lara­mi, szu­ka się ich, a one siedzą na nosie
0
0
0
0
0
0
2
0
Charłak
Be happy

PisanieTemat: Re: Przejście   24.09.16 14:04

Tara wydawała się w ogóle nie wzruszona zakłopotaniem ani w pewnym sensie odrzuceniem Barry'ego. Nie przejmowała się takimi drobnostkami, a jeśli chłopak nie chciał jakiejś większej bliskości to posłusznie się od niego odsunęła, nie pozbywając się jednak swojego uśmiechu. Kiedy dziewczyna skupiała się na najzwyklejszej radości to jakoś nawet nie było jej zimno.
- Często mam szczęście. Raz nawet byłam na Nokturnie. Raz, bo nawet moje szczęście robi się wredne, jak się je wystawia zbyt często na próbę - zagadnęła pogodnie i uniosła lekko głowę, unosząc dłoń i strzepując delikatnie płatki śniegu z jasnych włosów. - A na gorącą czekoladę jestem chętna zawsze i wszędzie. Właśnie dopiero co sobie rozmieniłam pieniądze w banku - klasnęła w dłonie lekko przebarwione od zimna, nie żeby zwracała na to uwagę. - Nie musisz - wzruszyła ramionami na drugą propozycję. - Myślę, że sobie spokojnie poradzę, trochę chłodu nikomu nie zaszkodziło. Przy dobrych wiatrach może zamienię się w Królową Śniegu - jej oczy błyszczały rozbawieniem, kiedy spoglądała do góry na twarz Barry'ego.


Powrót do góry Go down
Barry Weasley
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t1134-barry-weasley#7558 http://www.morsmordre.net/t1142-zjadacz-mebli http://www.morsmordre.net/t1143p9-barry-weasley#7772 http://www.morsmordre.net/f189-smiertelny-nokturn-19-4 http://www.morsmordre.net/t1144-barry-weasley#7771
sprzedawca u Ollivandera
24
Szlachetna
Kawaler
Well someday love is gonna lead you back to me
But 'til it does I'll have an empty heart
So I'll just have to believe
Somewhere out there you thinking of me...
6
10
0
0
10
0
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Przejście   24.09.16 16:48

Rudzielec odetchnął z ulgą, że dziewczyna nic nie oponowała, czy nie dokładała kolejnych zbliżeń, które dla niego póki są zbyt bliskie. Wolał w odpowiednim dystansem z nią rozmawiać, bo wtedy nie czuje się zakłopotany.
- Co ty robiłaś na Nokturnie, jeśli mogę wiedzieć? To nie jest miejsce dla grzecznych dziewczynek. - rzucił unosząc zdziwiony jedną brew do góry. Co taka drobna blondynka tam robiła. Szukała kłopotów? Barry sam wie, jak niebezpiecznie tam jest i nikomu, a szczególnie młodym pannom nie poleciłby nawet spaceru po głównej nokturnowskiej alei. Poza tym on sam woli unikać teraz tego rejonu. M.in. ze względu na nestora jak i brata. Ma trzymać się z dala od kłopotów. A co, jak to one lubią znajdywać rudzielca? - To co powiesz na wizytę w Słodkiej Próżności? To chyba gdzieś niedaleko.- zaczął mówić i szukać wzrokiem lokalu, gdy nagle sobie zdał z czegoś sprawę.
Tam pracuje Polka. Nie, musi koniecznie wybrać inne miejsce. Byle szybko - Albo wiesz co, nie. Chodźmy lepiej do Czerwonego Imbryka. Ponoć parzą tam świeżą herbatę, lecz nie miałem okazji tego sprawdzić. Może to sprawdzimy? - rzucił nieśmiało się uśmiechając i wskazał mową ciała drogę, która prowadzi do restauracji Lovegoodów. Już wolał tam iść, niż się niespodziewanie spotkać z Polką. Jeszcze nie wiadomo, co by ona sobie o tym pomyślała. Może by jemu nie uwierzyła, że po prostu spotkał ją i po prostu obydwoje w sumie potrzebowali chwili z gadką. Bo Polka... no cóż, z nią powinien się spotkać w innych okolicznościach. W końcu po to wysłali do siebie list, czyż nie? Lepiej tego spotkania nie przyśpieszać. Przez to wszystko nie słuchał tego, co odpowiedziała na jego pytanie, lecz zdołał usłyszeć Królową Śniegu i spojrzał na nią nieco ... rozbawiony. - Szyba szybciej słupem lodu. - odpowiedział po chwili i zaraz spojrzał na emblemat Czerwonego imbryka.





Ne­ver fear sha­dows, for sha­dows on­ly mean
     the­re is a light shi­ning so­mewhe­re near by.

Powrót do góry Go down
Tara Debonheur
avatar

Nieaktywni niemagiczni
Nieaktywni niemagiczni
http://www.morsmordre.net/t3573-tara-debonheur http://www.morsmordre.net/t3655-sowa http://www.morsmordre.net/t3654-tarka-d http://www.morsmordre.net/f109-fleet-street-120-4 http://www.morsmordre.net/t3807-tara
Piosenkarka, Tancerka, Włóczykij
20 lat
Charłak
Panna
Ze szczęściem cza­sami by­wa tak jak z oku­lara­mi, szu­ka się ich, a one siedzą na nosie
0
0
0
0
0
0
2
0
Charłak
Be happy

PisanieTemat: Re: Przejście   27.09.16 18:33

Tara wzruszyła ramionami i spojrzała na Barry'ego swoimi dużymi, niebieskimi oczami, które teraz przysłoniły się mgiełką zastanowienia. Pamiętała tamten dzień na Nokturnie bardzo dokładnie, ale choćby nie wiadomo jak długo analizowała go na nowo ciągle nie czuła, jakby to było jakieś traumatyczne, ciężkie przeżycie. Niektórzy może powiedzieliby, że coś z nią jest nie tak, ale jej się to bardzo podobało - nie zżerały jej przynajmniej żadne nieprzyjemne wspomnienia.
- Czy ja wiem, nie nazwałabym chyba siebie grzeczną dziewczynką - rzuciła ze śmiechem, bo grzeczne dziewczynki kojarzyły jej się od razu z niektórymi szlachciankami. - A co robiłam na Nokturnie? - znów wzruszyła ramionami. - Miałam kiedyś taki okres w życiu, że nic mnie nie interesowało, miałam wszystko gdzieś i w ogóle. No i jak to ja, szłam tam, gdzie mnie nogi poniosą i nawet nie zwróciłam uwagi, że jestem na Nokturnie. Przynajmniej dopóki jakiś mężczyzna się do mnie nie przyczepił z nieprzyjemnymi, perwersyjnymi zamiarami - nawet nie próbowała udawać, że te wspomnienia sprawiały jej ból. - Ale ja miałam przy sobie nóż, wbiłam mu go w rękę i uciekłam, więc w sumie nic się nie stało - ta historia nie była tajemnicą, przynajmniej dla niej, nie miała oporów przed opowiedzeniem jej Barry'emu. Jeszcze zanim zdążył skomentować znaleźli się już przed Czerwonym Imbrykiem, a na nagłą zmianę decyzji chłopaka nawet nie zwróciła uwagi.
- Słup Lodu brzmi jak jakiś podwładny Królowej Śniegu - powiedziała beztrosko i jako pierwsza szarpnęła drzwiami do ciepłej herbaciarni.

/zt


Powrót do góry Go down
Katya Ollivander
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2039-celeste-ellsworth http://www.morsmordre.net/t2291-vesper#34826 http://www.morsmordre.net/t2286-dam-ci-gwiazdke-z-nieba#34654
Zawieszona w prawie wykonywania zawodu
25
Szlachetna
Panna
Mogę się oprzeć wszystkiemu z wyjątkiem pokusy!
8
6
0
0
0
0
0
1
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Przejście   06.10.16 13:07

1 marzec 1956 roku
/ The two can keep a secret if one of them is dead /

Wszystko uległo gwałtownej zmianie, ale nie pamiętała dlaczego. Odszukiwała we wspomnieniach pewnych zdarzeń, które pozwoliłyby wrócić na właściwą ścieżkę, ale nie miała pojęcia czemu większość obrazów zdaje się być zamazana. Widziała znajome twarze w gęstej mgle, która pochłaniała ich bez reszty, a sama Katya nie była w stanie nic zrobić, by im pomóc. Spętana łańcuchami i zamknięta w okowach przeszłych zdarzeń brodziła po kostki w breji emocjonalnej, jakby nie mogąc swobodnie postawić jednego kroku. Pragnęła dostrzec światełko w tunelu bądź odnaleźć wskazówkę, która pozwoliłaby rozwiązać zagadkę swojego umysłu, w którym ktoś zrobił istne spustoszenie. To dlatego zgodziła się na pomoc ze strony ciotki, u której spędziła ostatnie tygodnie, bo musiała dojść do siebie. Odizolowanie jednak od codzienności, a także ludzi, na których jej zależało, wcale nie było takie dobre. Dni spędzane na samotnych spacerach zrodziły jeszcze więcej wątpliwości, a głucha cisza przypominała o tym, przed czym tak zawzięcie uciekała. Schowała się przed światem, by zapomnieć i nie przypuszczała,że to życzenie może się spełnić. Nikt nie miał prawa ingerować w to co kształtowało dziewczynę, a już w szczególności na tak trudnym dla niej etapie, gdy nie była pewna niczego. Dziennik, który niegdyś pisała, a który całkowitym przypadkiem trafił w jej dłonie, zmusił ją do kolejnych przemyśleń i wiedziała tylko jedno. Musiała poznać prawdę, a cena nie grała żadnej roli.
Nie tym razem.
Szła wolnym krokiem, choć przypominała swoją pozą, uniesioną głową, a także ściągniętymi ramionami typową szlachciankę, a przecież nienawidziła tych wszystkich arystokratycznych tytułów. To właśnie ten światek był przesiąknięty obłudą i fałszem, a żadne słowo nie miało wartości, bo wypowiadane na wyrost czyniło je mniej wartościowymi. Co by było, gdyby poznała prawdę na temat wydarzeń z okresu jej nieobecności; kiedy to tonęła w rozpaczy i odszukiwała samej siebie, by stanąć na nogach i ruszyć dalej? Zapewne serce po raz kolejny przeszyłby lodowaty sztylet, ale tym razem porcelana zamieniłaby się w skamielinę, z której nie pozostałoby już nic. Była naiwna, zbyt dobra i tak dziecięco ufna, ale to dlatego, że miała czas. Zbyt dużo czasu, który pozwolił cofnąć się wstecz i przypomnieć sobie dni spędzane z Madison, kiedy to smutek nie zalewał jej duszy, a oczy nie pokrywały się szklaną powłoką łez. Dzisiaj była jednak innym człowiekiem. Wycofanym, stonowanym i przesiąkniętym emocjami, którymi rozmawiała. Coś skneblowało usta lady Ollivander i dzięki temu powróciła w ciszy i bez zbędnych haseł, które winny ją powitać. Wysłała listy i poinformowała o swojej obecności. Wiedziała także o pogrzebie Grahama, na którym powinna się stawić ze względu na narzeczonego, ale tutaj rodziły się kolejne komplikacje, na które nie potrafiła już nic poradzić. Jedynie pamięć o stalowoszarych tęczówkach mąciła spokój dziewczyny, która nie zamierzała przyznać się do tego, że to właśnie ona odnalazła ciało, gdy wraz z grupą zakonników przeszukiwała dom Slughorna. To nie był odpowiedni moment, bo wiele rzeczy zdawało się być zbyt trudnych i to właśnie te rozmyślania sprawiły, że nie zauważyła nadchodzącego mężczyzny i wpadła w niego z impetem.
- Przepraszam - mruknęła na jednym wydechu i przygryzła policzek od środka, a kiedy obsydianowe tęczówki skrzyżowały się z nieznajomym,  cień uśmiechu wykrzywił karminowe usta. - Och... - i tylko na tyle się zdobyła, bo nie umiała wydusić z siebie nic więcej. Nie spodziewała się takiego przebiegu zdarzeń, a przecież wciąż żyła wydarzeniami z przed czterech dni. Przebywała ciągle poza dworkiem rodziców, a także starała się dużo czytać i grać na fortepianie, byle nie myśleć o tym jak bardzo skomplikowało jej się życie. - Dawno cię nie widziałam - rzuciła jeszcze beznamiętnie, wszak jej humor był iście wisielczy.




meet me  with bundles of flowers We'll wade through the hours of cold Winter she'll howl at the walls Tearing down doors of time


Ostatnio zmieniony przez Katya Ollivander dnia 16.10.16 18:44, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Bertie Bott
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott http://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 http://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 http://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 http://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Cukiernik
21
Półkrwi
Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
16
20
0
0
0
0
1
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Przejście   10.10.16 17:32

Bertie był w całkiem dobrym nastroju. Skończył pracę. Ostatnie wydarzenia, szczególnie spotkanie z Carterem nadal trochę w nim siedziały, nadal momentami się zamyślał i zastanawiał, co by było gdyby i, co się dzieje tam gdzieś, gdzie w tej chwili jest jego siostra. Dawno już przestał zachowywać się w ten sposób. Wbrew pozorom typowym dla wiecznego wesołka, Bertie był dosyć silny psychicznie i potrafił się poskładać, kiedy było źle. Nie miał tendencji do poddawania się, a jego pozytywne myślenie nie było niczym wymuszone. On się nie pocieszał, po prostu w ten sposób funkcjonował i najpewniej bardzo mu to życie ułatwiało.
Obecnie był zwyczajnie zamyślony. Starał się nie popadać w melancholię, ale zastanawianie się, co się z nią teraz dzieje było czymś naturalnym w wolnych chwilach. Na szczęście te często zapełniali mu znajomi, lub Polly, która też zajmowała mu coraz więcej myśli.
W tej chwili właśnie o niej z resztą myślał. Trochę nadal zaprzątał mu głowę jej dawny przyjaciel. Pewnie szybko przestałby się nim przejmować, gdyby się spotkali: kiedy jednak nie wie o kim mówią, musi się czasem przecież pozastanawiać, kim ten człowiek jest. Szczególnie, jeśli miał tytuł świadczący o tym, że był kimś... no właśnie, czy czystość krwi ma znaczenie? Bertie nigdy kompleksów nie miał, wręcz cieszył się, że przez bycie pół-na-pół zna dwa niesamowite światy. A jednak to już jakiś plus dla owego lorda!
A jednak to z nim Polly spędza całe dnie, z nim planuje wakacje i siedzi w jego Ruderze, jemu pomagała odmalowywać pokój i chyba można stwierdzić, że do niego się zbliżyła.
Kiedy wpadła na niego Katya, w pierwszej chwili w ogóle jej nie poznał. Zaraz jednak wszelkie wcześniejsze myśli odpłynęły. Kat wyglądała... źle. Jakby upadła na duchu. Od dawna z resztą nie miał z nią kontaktu, choć napisał nawet sowę, żeby po prostu spytać, co u niej.
- Kat! Wow. Ja ciebie też, jakbyś zapadła się pod ziemię.
Odpowiedział trochę zbity z tropu tonem jej wypowiedzi.
- Dasz się zaciągnąć na kawę?
Dodał po chwili. Może nie powinien się wtrącać. Na bank nie powinien, to jasne. A jednak jeśli Kat nie ma ochoty z nim rozmawiać to go spławi. Chciał zasugerować, że chętnie nadrobi czas, chętnie ją wysłucha jeśli tylko Ollivander tego potrzebuje.
- Albo chociaż spacer, jak wolisz.
Nie zamierzał naciskać, ani wchodzić na zbyt prywatne tematy na siłę, a jednak ciekawił go ewidentnie wisielczy humor lady Ollivander. Może bardziej martwił, niż ciekawił.





Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Powrót do góry Go down
Katya Ollivander
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2039-celeste-ellsworth http://www.morsmordre.net/t2291-vesper#34826 http://www.morsmordre.net/t2286-dam-ci-gwiazdke-z-nieba#34654
Zawieszona w prawie wykonywania zawodu
25
Szlachetna
Panna
Mogę się oprzeć wszystkiemu z wyjątkiem pokusy!
8
6
0
0
0
0
0
1
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Przejście   19.10.16 15:03

Nastroje były niezwykle zmienne. Katya nie potrafiła zidentyfikować swojego podłego humoru, a raczej marazmu, który ją paraliżował. Nie angażowała się w nic konkretnego, a już z pewnością nie chciała analizować tego, co się dookoła dzieje. Pozwalała temu wszystkiemu płynąć, jakby to było najważniejsze, ale to właśnie dzięki temu funkcjonowała i nie postradała do końca zmysłów, choć jakaś dziwna pustka odbijała się w niej echem. Absurdalne? Być może, ale przecież lady Ollivander była chodzącą enigmą, która nie gra w otwarte karty. Wierzyła, że osoba wyciągająca na końcu asa kier jest w stanie wygrać całą pulę, a gra była o naprawdę wysoką stawkę.
Nie przypuszczała, że spotka tutaj Bertiego, którego nie widziała naprawdę długo. Oczywistym zatem było, że starała się za wszelką cenę przypisać konkretny czas do ostatniego spotkania z nim. Nawet nie miała pojęcia, że jest w Zakonie Feniksa, a to oznaczało, że ominęło ją zbyt wiele. Była zła, że nie interesowała się tym wszystkim? A może ignorantką, która odpuszcza w najmniej odpowiednim momencie? Próbowała być lojalna wobec przyjaciół, ale teraz prawdopodobnie nawet ta cecha gdzieś zaniknęła w czasoprzestrzeni. Patrzyła szeroko otwartymi oczami na mężczyznę, a chwilowe spięcie, które ją sparaliżowało było zauważalne w jej czarnych tęczówkach, które nie lśniły tak jak niegdyś. Nabrała powietrza w płuca i cofnęła się w tył, by czasem nie wyjść na zbyt spłoszoną i nie pokazywać, że tak naprawdę się boi, bo dopiero stawia kroki, które są niepewne.
- Ja... - zawiesiła głos, gdy zbombardował ją swoim entuzjazmem i zapadła się w sobie. Ciągle miała wrażenie, że ktoś ją obserwuje i to doprowadzało ją do szału. Nie przypuszczała w końcu, że echo przeszłości da prędzej czy później o sobie znać, ale jednego była pewna. Musiała coś zrobić, by uciec przed strachem, który otulał jej donośnie bijące serce.
- Na herbatę, owszem - zgodziła się od razu, jakby upatrując się, że w tym sposobie na spędzenie czasu znajdzie rozwiązanie dla siebie i na chwilę się odłączy. Nie chciała wykorzystywać Bertiego i nie zamierzała dopuszczać d osytuacji, w której się tak poczuje, toteż od razu uśmiechnęła się lekko i zrobiła dwa kroki w przód, by ruszyli w odpowiednim kierunku. - Opowiedz mi, co u ciebie; chcę posłuchać - mruknęła pod nosem i przygryzła policzek od środka. Nie wymagała wiele, prawda?




meet me  with bundles of flowers We'll wade through the hours of cold Winter she'll howl at the walls Tearing down doors of time
Powrót do góry Go down
Bertie Bott
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott http://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 http://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 http://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 http://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Cukiernik
21
Półkrwi
Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
16
20
0
0
0
0
1
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Przejście   19.10.16 21:33

Zmartwiła go cała postawa i zachowanie Katy, ale postanowił nie pytać, przynajmniej póki co. Coś poważnego musiało się stać. Coś bardzo dużego. Nie musi rozmawiać o tym z nim, a on nie chce się wtrącać, raczej da jej po prostu znać, że może mu opowiedzieć, a on chętnie wysłucha. Ale nie chciał jej tym bombardować od pierwszych sekund spotkania. Kiedy się zgodziła, po prostu ruszył w stronę Pokątnej, gdzie znajdowała się najbliższa herbaciarnia.
- U mnie?
Lista była długa, bardzo długa. Aż trudno zdecydować. Dołączył do Zakonu, to zdecydowanie największe wydarzenie, ale o tym mówić nie mógł. Nie wiedział w końcu, że i Katia w nim jest. Nie widział jej tam i nie usłyszał od nikogo jej nazwiska. A szkoda, bo miał wielką ochotę o tym pogadać! Nadal był radosny i podekscytowany z tego powodu.
- Pracuję w Słodkiej Próżności. Mówiłem ci, jak starałem się o tę pracę? W sumie niedługo przed Nowym Rokiem zacząłem. - aż dziwnie mu było mówić o czymś, co było tak dawno jako o czymś świeżym, ale faktycznie dawno się nie widzieli. Uśmiechnął się lekko. Może to i nie była praca marzeń, ale było na prawdę dobrze. Najlepsza szefowa na świecie, świetna współpracownica, przyjemna atmosfera i sama praca całkiem w porządku. Nie przepracowywał się, ani zbytnio nie lenił. Może i za mało to żywe dla niego, może i zastanawiał się co dalej robić i nie myślał o tym jako czymś na całe życie, ale póki co jest super.
- Zacząłem też randkować ze współpracownicą. Świetna jest. Przeurocza. Może w końcu coś mi wyjdzie na tym polu. - bo i do tej pory jego związki raczej szybko się kończyły. Nudził się w nich, nie wkręcał, nie czuł "tego czegoś". A przy Polly było mu dobrze.
- Dopiero sobie uświadamiam, jak bardzo dawno cię nie widziałem.





Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Powrót do góry Go down
Katya Ollivander
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2039-celeste-ellsworth http://www.morsmordre.net/t2291-vesper#34826 http://www.morsmordre.net/t2286-dam-ci-gwiazdke-z-nieba#34654
Zawieszona w prawie wykonywania zawodu
25
Szlachetna
Panna
Mogę się oprzeć wszystkiemu z wyjątkiem pokusy!
8
6
0
0
0
0
0
1
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Przejście   20.10.16 11:08

I co miałaby mu powiedzieć? Nie pamiętam? To był czysty absurd, dlatego wolała zachować się w tym momencie neutralnie, choć doskonale wiedziała, że nie jest w stanie, skoro ewidentnie ktoś lub coś ją spłoszyło. Przyglądała się więc Bertiemu i co jakiś czas spoglądała za siebie, by tylko mieć pewność, że omen stał się jedynie żartem od losu, a nie czymś, co jest realne i namacalne. Chciała mieć pewność, że jest bezpieczna, ale przecież to było zbyt górnolotne pragnienie, któremu nikt nie był w stanie sprostać. Czasy się zmieniły, a lady Ollivander swoją przyszłość miała już zapisaną na niewidzialnych pergaminach przeznaczenia.
Skinęła mu lekko głową na potwierdzenie, że to właśnie o niego pyta. Sama nie wiedziała, co mogłaby mu o sobie opowiedzieć, toteż wolała posłuchać. Zastanawiała się nawet przez moment, czy doprawdy tak wiele rzeczy uległo zmianie, bo czy to nie brzmiało abstrakcyjnie? Dwa miesiące nieobecności, która wpłynęła na nią za bardzo, a lista nowości, które opowiedzieliby wszyscy znajomi była zbyt długa, że zapewne jedna butelka wina byłaby niewystarczająca.
- Nie mówiłeś - przerwała mu nagle i uśmiechnęła się mimowolnie, choć był to raczej wyuczony tik, aniżeli świadoma radość. Nie chciała uchodzić za bierną słuchaczkę i naprawdę interesowało Katyę to co ma do powiedzenia Bertie. Był w stanie zabrać wszystkie jej myśli i dzięki temu bez trudu udałoby się przeżyć ten dzień do końca, oczywiście - nim znajdzie się w swojej sypialni.
- Och, cieszę się, naprawdę! - powiedziała spokojnie, ale ta informacja była nad wyraz radosna dla kogoś takiego jak lady, która nie pamiętała czasu, kiedy i sama chodziła na randki. Nigdy na takowej nie była, a jeśli nawet, to nie potrafiła sobie tego przypomnieć. - Na pewno się uda, bo kiedy czegoś bardzo chcesz, to wszystkie marzenia mogą się spełnić - czy naprawdę w to wierzyła? Znała tę frazę bardzo dobrze, bo wielokrotnie czytała ją w ostatnim czasie w dzienniku, który prowadziła przez lata, ale dlaczego się przy tym upierała? Dzisiaj nie była pewna, czy naprawdę wiara jest w stanie cokolwiek zmienić. Kolejne słowa Botta zmusiły ją do tego, by się na moment zatrzymała, a nieprzyjemny ucisk w klatce piersiowej dał o sobie znać po raz kolejny. - Ile się nie widzieliśmy? - spytała nagle i spojrzała w oczy brata Any, której też nie potrafiła skojarzyć z jakimkolwiek znaczącym spotkaniem. Odwiedzała ją ostatnio? A może to Katya była zbyt przepracowana i przez to nie łączyła faktów? Ciągle siedziała w gabinecie i skupiała na tym, co ją trapiło, a dziś postawiono ją pod murem i zaserwowano jeszcze więcej wątpliwości niż miała.




meet me  with bundles of flowers We'll wade through the hours of cold Winter she'll howl at the walls Tearing down doors of time
Powrót do góry Go down
Bertie Bott
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott http://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 http://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 http://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 http://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Cukiernik
21
Półkrwi
Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
16
20
0
0
0
0
1
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Przejście   22.10.16 16:50

Nad jej pytaniem musiał się zastanowić dłuższą chwilę. Na prawdę długo się nie widzieli i musiał to wszystko sobie w głowie poukładać. Myśląc przyglądał jej się jakby odpowiedź miała mieć wypisaną na czole.
- Na pewno ostatni list ci wysłałem w styczniu, ale na niego nie odpowiedziałaś. To uznałem wtedy, że jesteś zajęta i zgadnę cię na żywo. Ale wcześniej... chyba życzenia świąteczne ci składałem i mówiłem, że kupuję starą ruderę w Dolinie. Znaczy, że już się stało. Swoją drogą dom już jest prawie całkiem wyremontowany.
Musiał się pochwalić, bo to było olbrzymie osiągnięcie, jedno z większych w jego życiu! Największym będzie spłacenie długu u kuzyna Katy, jaki zaciągnął, żeby móc w ogóle ten dom kupić. Ale no, nic na to nie poradzi, trzeba się cieszyć, bo póki co wszystko szło mu całkiem gładko.
- Wracając do tematu obstawiam okolice dwudziestego grudnia. - stwierdził w końcu. Cała masa czasu, ponad dwa miesiące. I to ponad dwa miesiące bardzo aktywnego funkcjonowania. Remontowanie domu, wizyta w szpitali, randkowanie z Polly, powrót do szukania Anny. O. O tym mógł Katy powiedzieć.
- Wróciłem do szukania Any. Ktoś mi pomoże. Może w końcu coś z tego będzie. - uważał, że to dobra nowina. Bo każda próba może coś przynieść, coś dać. Warto w to wierzyć i nie tracić nadziei. Bertie nigdy jej nie traci.
I znów przez chwilę się jej przyglądał, skręcając we właściwym kierunku i kusiło go, żeby spytać, ale powstrzymywał się. Nie chciał się narzucać. Skoro nie szukała u niego pomocy, kiedy zapewne coś się działo - najwidoczniej nie chciała, żeby wiedział o tym. Bertie nie lubił się narzucać. Dlatego zrobił jedyne, co mu przyszło do głowy, co uznał za właściwe rozwiązanie.
- Wiesz, że jeśli cokolwiek się u ciebie dzieje to możesz mi się wygadać, prawda? Jeśli będziesz chciała.
Chciał tylko, żeby wiedziała, że jeśli zechce, ma się czuć swobodnie. Bez nacisków, bez popychania. Chciał się jedynie upewnić, że nie wpadłoby jej do głowy coś tak głupiego jak, że mu się narzuca.





Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Powrót do góry Go down
Katya Ollivander
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2039-celeste-ellsworth http://www.morsmordre.net/t2291-vesper#34826 http://www.morsmordre.net/t2286-dam-ci-gwiazdke-z-nieba#34654
Zawieszona w prawie wykonywania zawodu
25
Szlachetna
Panna
Mogę się oprzeć wszystkiemu z wyjątkiem pokusy!
8
6
0
0
0
0
0
1
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Przejście   26.10.16 7:31

Patrzyła nieustannie na Bertiego i wyczekiwała odpowiedzi, którą powinien jej udzielić. Przygryzła policzek od środka, a następnie spuściła wzrok, gdy usłyszała odpowiedź. Żaden list nie dotarł, a to oznaczało, że pogubiła się do reszty w każdym elemencie codzienności. Brakowało jakiegoś spójnika, toteż pokiwała jedynie twierdząco głową, by pokazać, że rozumie, a zarazem przeprasza za swoje rozgoryczenie, które uniemożliwiło jakikolwiek kontakt z jej strony.
Wypuściła powietrze ze świstem, bo tak było lepiej. Powinien mieć pewność, że nie zrobiła tego celowo, bo przecież ją znał. Wiedział, że zawsze chodziła z głową w chmurach i często trzeba było ją sprowadzać na ziemię, ale teraz była bardziej nieobecna niż kiedykolwiek wcześniej.
- Raduje mnie to, że twoje życie się tak potoczyło - powiedziała całkowicie szczerze i spuściła wzrok, gdy tak przemierzali ulicę, która coraz bardziej się zwężała, a może to tylko jej złudzenie? Oddychała ciężko, bo każdy krok był dla niej trudny. Raz jeszcze obróciła się nerwowo za siebie, jakby mając przeczucie, że ktoś ich śledzi. Próbuje dotrzeć tam gdzie nie powinien i przez to nie czuła się pewnie.
- Any? - zdziwiła się i w odmętach wspomnień rozpoczęła szybką wędrówkę po zakurzonych wspomnieniach. - Dawno jej nie widziałam... - mruknęła bez przekonania, bo co jeśli wychodziła teraz na kompletną ignorantkę? Starała się wybadać grunt, choć było to trudne. Niemal niemożliwe, ale wierzyła, że Bertie zrozumie tę niepewność, która płynęła z każdego najpewniejszego gestu i stwierdzenia.
- O co ci chodzi? - poczuła się zaatakowana, choć wiedziała, że mężczyzna nie miał nic złego na myśli. Uniosła spojrzenie na chmury, które wisiały i zapowiadały deszcz. Modliła się w duchu, by nie kontynuował tego tematu, ale wiedziona ślepą intuicją sama wyrzuciłą z siebie - prawdopodobnie - o kilka słów za dużo. - Nie jestem pewna, co się dzieje... - jęknęła i wsunęła dłonie do kieszeni, jakby w jakimś obronnym geście. Nie potrafiła patrzeć na Botta, który szedł ramię w ramię z nią i nie atakował jej osoby niczym. Nie chciał jej skrzywdzić i była tego pewna, ale nie potrafiła mu zaufać. - Lepiej powmówmy o poszukiwaniach Any. Co się właściwie stało?




meet me  with bundles of flowers We'll wade through the hours of cold Winter she'll howl at the walls Tearing down doors of time
Powrót do góry Go down
Bertie Bott
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott http://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 http://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 http://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 http://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Cukiernik
21
Półkrwi
Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
16
20
0
0
0
0
1
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Przejście   28.10.16 17:57

- Kat? Hej, co z tobą?
Miał nie zadawać pytań, a jednak przystanął i złapał ją lekko, bo niby mówiła do niego, ale wiedział, że nie do końca z nim tu jest. Coś się działo, była nerwowa i ewidentnie wystraszona. I nie był w stanie jej tak teraz zostawić i paplać o swoim życiu przecież, trudno oczekiwać, że byłby w stanie, a na pewno byłoby to nieszczere gadanie dla samego gadania, irytujące kiery widzi, że z nią się dzieje coś bardzo niedobrego.
- Co się dzieje?
Ponowił tylko pytanie, nie zamierzając jej wyjaśniać, że nie widziała jego siostry, bo dziewczyna zaginęła. Ten problem był przerobiony już wzdłuż i wszerz, w tym temacie nie mógł w tej chwili nic zrobić i pozwolił sobie na moment go odsunąć, bo inny uznał teraz za ważniejszy. Nie ruszał nigdzie dalej. Nawet, jeśli Kat nie była z Aną zbyt blisko to jednak nie sądził, by tak po prostu zapomniała, że ktokolwiek z jej otoczenia zaginął bez wieści.
Coś się musiało stać. Tylko co?
- W jakim sensie nie jesteś pewna? Katy, przecież widzę, że się czegoś boisz. Tylko mnie się teraz nie bój. - ostatnie zdanie dodał jeszcze łagodniej, nie chcąc jej zbytnio zestresować. Chciał złapać jej rękę, ale schowała je do kieszeni. Nie bardzo wiedział, jak się zachować, odetchnął w końcu. - Nie będę na ciebie naciskać. Ale przyjdź, jeśli będzie ci potrzebna pomoc.
Powiedział w końcu i patrzył w jej oczy czekając, aż chociaż skinie głową i w końcu ruszył dalej.
- Zacząłem na nowo jej szukać. Pamiętasz? Rok temu, w styczniu zniknęła. - podsunął jej łagodnie. Czy coś jej się stało? Może to jakiś confundus, może ktoś jej namieszał w pamięci? Nie naciskał już jednak. - Ale nie ma o czym zbytnio mówić. Nadal wiele nie ma. Nic o niej sprzed zaginięcia nie wiem. Po prostu... ktoś mi pomaga. Zna się na tym lepiej, więc może coś z tego będzie. To wszystko.
Dodał. Nie lubił tego rozgrzebywać. Wspomniał o tym, bo i była to jakaś nowość, że ktoś mu pomagał i również chyba wierzył w rozwiązanie jej sprawy. A jednak tak na prawdę nic się jeszcze nie wydarzyło. Nauczył się z tym po prostu żyć. Przywykł, że robi co może i to jakaśtam część jego codzienności. I tyle. Nie było sensu rozgrzebywać na nowo wszystkich detali.
- Jak ci zleciał sylwester? - podsunął za to milszy temat, choć od tego czasu trochę minęło. A jednak o tych zabawach zwykle miło się opowiada.





Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Powrót do góry Go down
 

Przejście

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London :: Ulica Pokątna-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17