Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Bedford Square

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Bedford Square   22.08.16 13:19

First topic message reminder :

Bedford Square

Miasto Bloomsbury słynie z najlepiej zachowanych zabytków o gregoriańskim stylu budownictwa. Wytworne domy otaczające rynek datuje się na okres XVII i XVIII wieku, a ich właścicielami są osoby zamożne, a nawet sami mugolscy lordowie. Bedford Square to jeden z pobliskich placów, zamykających w sobie miejskie pola zieleni, które rozciągają się wokół najważniejszych budynków w centrum miasta - między innymi muzeum i siedziby uniwersytetu Londyńskiego; uczęszczany jest więc zarówno przez mieszkańców, turystów, jak i studentów. Przechodniów nie zniechęca nawet najgorsza pogoda - zimą czynne jest sztuczne lodowisko natomiast wiosną kwitną tu najróżniejsze gatunki kwiatów i drzew, umilających przechadzki wśród uliczek osobom, które odwiedzają to niezwykłe, aczkolwiek całkowicie niemagiczne miejsce.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f47-sowia-poczta http://www.morsmordre.net/f5-powiazania http://www.morsmordre.net/f55-mieszkania http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Wielość
nieskończoność
n/d
n/d
I show not your face but your heart's desire.
0
0
0
0
0
0
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Bedford Square   12.07.17 14:52

Pogoda. Jaka, psidwacza, pogoda. Tylko to obijało się w umyśle Harolda Wellingtona, drobnego złodziejaszka, który zdecydowanie uważał poniedziałki za pechowe, niezależnie, czy padał deszcz, sypał śnieg, czy też z nieba sypało się złoto leprechaunów. Wiedział, że nie powinien dziś wychodzić na robotę - przeczuwał to swoim dużym, garbatym nochalem, zbyt często wciskanym nie tylko w nie swoje sprawy, ale także w nie swoje sakiewki, torebki i skórzane plecaki. Coś złego unosiło się w aurze, coś śmierdzącego, coś, co należało przeczekać w swej wypachnionej lawendą - tylko na taki eliksir zapachowy było go stać - melinie, leżąc szczelnie zawiniętym w zapchlony koc. Harold nie usłuchał jednak swojego instynktu, popartego latami doświadczenia, i wyruszył na łowy. Lubował się w mugolskich dzielnicach, bowiem tam przy odrobinie szczęścia i zdolności najłatwiej było o sowity łup. Co prawda wymiana mugolskich pieniędzy na sykle była niezwykle upierdliwym procederem, ale cóż mógł zrobić - zawód nie wybierał a sam Wellington nie mógł grymasić. Inaczej znalazłby się nie w ohydnej klitce a na ulicy, a ta, jak się właśnie okazało, była niezwykle niebezpieczna.
Wszystko zadziało się zbyt szybko; krzyk kobiety, krzyk kolejnej kobiety a potem jakaś czarnulka, goniąca go przez niewielki skwerek. Szczurza natura zwyciężyła - Harold nie zasługiwał na miano rzezimieszka ani króla złodziei, raczej na tchórzliwą szumowinę, która przy każdej stresującej sytuacji reaguje paniką. I ucieczką. Przeskoczył niski płotek, przeskoczył żywopłot i już myślał, że uda mu się uskoczyć w boczny zaułek, trafił na barierę w postaci rosłego mężczyzny.
Uderzenie, choć niezbyt mocne, wywołało spięcie w umyśle Harolda, wzmocnione tylko pomocnym szeptem nieznajomego. O co, na gacie Merlina, chodziło? Czemu goniąca go kobieta rozmawiała o pogodzie? Stracił wątek, zbyt spięty, by choćby pisnąć; przesuwał spojrzeniem to po kobiecie, to (zezując) po mężczyźnie, oddychając spazmatycznie i mocno się pocąc. Im dłużej jednak toczyła się konwersacja, tym pewniejszy się stawał, odzyskując resztki rozsądku. Finalnie, niewiele myśląc, postanowił uciekać dalej - tak szybko, jak tylko potrafił, wysunął stopy z przyklejonych do podłoża butów i rzucił się do maratonu.
Niestety, kończącego się upadlająco szybko. Zaledwie kilkanaście metrów dalej, zawilgła w kałuży skarpeta zaczepiła się o niski, żelazny płotek, okalający rabatkę, i Harold runął jak długi w jakieś kolorowe zielsko.




Żyjemy tak jak śnimy – samotnie.
Powrót do góry Go down
Frederick Fox
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t2155-frederick-fox#32552 http://www.morsmordre.net/t2178-poczta-fryderyka#33148 http://www.morsmordre.net/t2176-fantastic-mr-fox#33126 http://www.morsmordre.net/f220-varden-street-19 http://www.morsmordre.net/t2332-freddie-fox#35856
łowca czarnoksiężników... znaczy auror!
32
Zdrajca
Kawaler
I am sometimes a fox and sometimes a lion. The whole secret of government lies in knowing when to be the one or the other.
35
15
0
0
5
1
4
5
Metamorfomag
Love all, trust a few, do wrong to none.

PisanieTemat: Re: Bedford Square   12.07.17 21:44

Niemal wwiercałem różdżkę w lędźwie mężczyzny, powoli dostając szczękościsku od uśmiechu, który nie schodził z mojej twarzy. Plac pełen mugoli bynajmniej nie był wymarzoną lokalizacją dla popisu umiejętności magicznych, ale Tamuna nie ustępowała, zapewne powoli zaciskając palce na drewnianej rękojeści własnej różdżki, gotowa grzmotnąć we mnie zaklęciem. Gdyby na jej miejscu znajdował się Skamander lub któryś z Weasleyów problem rozwiązałby się sam; krótki gwizd i podwójne cmoknięcie wystarczyłoby, aby moja tożsamość pozostała tajemnicą dla domniemanego informatora, jednocześnie zdradzając mnie przed aurorem. W tym wypadku musiałem uciekać się do nieodpartego uroku osobistego, na który jednak Tamuna okazywała się odporna. Przeszło mi nawet przez myśl, że mógłbym wrócić do swojej naturalnej twarzy – co równie dobrze mogło zaognić sytuację lub wywołać niepotrzebną paranoję pośród niemagicznych.
Może przynajmniej jakaś grupka amnezjatorów ucieszyłaby się z racji roboty.
Postanowiłem sięgnąć po ostateczność. Z wolna oderwałem koniec różdżki od pleców jegomościa, przesuwając ją w stronę aurorki. Wypowiedziany w myślach confundus trafił Tamunę, której spojrzenie w jednej chwili nabrało zupełnie innego, jakby zdezorientowanego wyrazu. Moment ten wykorzystał jednak mężczyzna. Gdy tylko opuściłem różdżkę, skurczybyk wyskoczył z butów i rzucił się do ucieczki; moja reakcja była natychmiastowa. Bez słowa zostawiłem skołowaną Tamunę, gnając za informatorem, który na moje szczęście nie okazał się mistrzem dezercji. Efektownemu lądowaniu w rabatce przyznałem dziesięć punktów. A później, bez skrupułów, powoli – jakbyśmy znali się od lat - usiadłem na udach mężczyzny, tym samym odcinając mu jakąkolwiek drogę ucieczki.
- Spokojnie. - Zacząłem miękkim głosem, zupełnie nie pasującym do sytuacji. - Kto skrzyżował hipokampa z kelpią? - Jedno proste pytanie. Nie widziałem w nim sensu, ani go nie rozumiałem – nie musiałem. Było wyłącznie szyfrem. A jeśli mężczyzna znał odpowiedź, był właśnie tym, na którego czekałem.
Na plecach czułem podejrzliwie spojrzenia Mugoli. Mogłem jedynie domyślać się, że podobne występy nie należały do porządku dziennego.





While you were hanging yourself on someone else's words, dying to believe in what you heard, I was staring straight into the shining sun.
Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f47-sowia-poczta http://www.morsmordre.net/f5-powiazania http://www.morsmordre.net/f55-mieszkania http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Wielość
nieskończoność
n/d
n/d
I show not your face but your heart's desire.
0
0
0
0
0
0
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Bedford Square   13.07.17 9:57

Nawilgła świeżym, brytyjskim deszczem rabatka złagodziła upadek a krzewy, które porastały skwerek na szczęście nie okazały się śmiercionośnymi różami. Harold mógł być więc zadowolony, doszukując się w drobiazgach przychylności losu. Mógł, ale nie był; zmiął w ustach najgorsze przekleństwa o prawie nokturnowej jakości, starając się niezgrabnie zebrać do pionu, ale podmokły grunt nie ułatwiał zadania. Pulchne łapki zapadły się w bagienko liści i gleby z cichym plaśnięciem - podobnym do tego, które zabrzmiało w powietrzu, gdy tuż za nim pojawił się ten nieszczęsny wariat. Wellington jęknął głucho, gdy poczuł na sobie męski ciężar, wciskający go w ziemię. Chłopina swoje ważył a nie najmłodsze już kości Harolda trzasnęły cicho, chociaż słyszał to jedynie ich hipochondryczny właściciel.
- Zejdźże ze mnie! - wrzasnął a raczej chciał wrzasnąć, bowiem w obecnej konfiguracji z jego ust wydarł się jedynie głuchy pogłos. Odkaszlnął, zezując na nieznajomego. Znów bełkotał. Bełkotał tonem milusim i wręcz przyjacielskim, jak babuszka na rogu Pokątnej, reklamująca magiczne, papierowe kwiaty, uprzyjemniające dzień każdej panience. Bełkotał o rzeczach, o których Harold nie miał pojęcia. Nigdy nie ukradł kelpii, nie był na tyle głupi, by nurkować w szkockim jeziorze i wydobywać mityczne potworzyska. - Hę? - wycharczał niezbyt inteligentnie, po czym wierzgnął dziko ciałem z nadzieją zrzucenia z siebie uciekiniera z wariatkowa. - Ludzie, ratujcie! Wariat, wariat mnie atakuje! Brak mu piątej klepki! - zaczął krzyczeć, mając nadzieję, że wariat faktycznie się wystraszy, a jeśli nie - że podejrzani mężczyźni, tarzający się na klombie kwiatów, przykują uwagę mugolskich obywateli, wzywających odpowiednie siły. Wolał zostać zamknięty w areszcie, z którego mógł szybciutko się teleportować, niż zetrzeć się z podejrzanym czarodziejem, wykonującym naprawdę niedorzeczne działania. Najpierw chciał mu pomóc, potem wciskał mu różdżkę w plecy, potem go gonił, potem dosiadał jak pluskającą się w błocie kelpie - to na pewno uciekinier ze Świętego Munga, innego wyjścia nie było. Teleportowanie się w obecnej sytuacji także nie wchodziło w grę, wokół spacerowało zbyt wielu przypadkowych przechodniów.




Żyjemy tak jak śnimy – samotnie.
Powrót do góry Go down
Frederick Fox
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t2155-frederick-fox#32552 http://www.morsmordre.net/t2178-poczta-fryderyka#33148 http://www.morsmordre.net/t2176-fantastic-mr-fox#33126 http://www.morsmordre.net/f220-varden-street-19 http://www.morsmordre.net/t2332-freddie-fox#35856
łowca czarnoksiężników... znaczy auror!
32
Zdrajca
Kawaler
I am sometimes a fox and sometimes a lion. The whole secret of government lies in knowing when to be the one or the other.
35
15
0
0
5
1
4
5
Metamorfomag
Love all, trust a few, do wrong to none.

PisanieTemat: Re: Bedford Square   26.07.17 16:59

Nie mógł być tym, na którego czekałam – ale zachowywał się zbyt podejrzanie, bym pozwolił mu odejść. Poza tym niewątpliwie zdołał już spłoszyć mojego informatora. Jeśli szansa przepadła, mogłem chociaż przysłużyć się magicznej policji i dostarczyć go na przesłuchanie.
- Z chęcią. - Poczułem, jak mężczyzna szarpie się, bezskutecznie próbując zrzucić mnie na ziemię. Podczas krótkiej szarpaniny jego marynarka rozlała się po bokach solidnego brzucha, otwierając ukrytą zawartość. Dopiero teraz zauważyłem wystającą z wewnętrznej kieszeni różdżkę – był czarodziejem, choć od początku nie miałem ku temu wątpliwości. Z łatwością odebrałem mu jedyny oręż, jaki posiadał, i pomimo tego, że jegomość wił się jak kuguchar podczas rui, uparcie skłaniając mnie do potraktowania go drętwotą, potrzebowałem jeszcze kilku wyjaśnień z jego strony – a to oznaczało sprawny język. - Wpierw jednak chętnie dowiem się, co skłoniło cię do ucieczki przed dwójką aurorów. Nie wyglądasz mi na czarnoksiężnika, ale kto...
Cóż, był zdecydowanie za głupi na to, by maczać palce w czarnej magii. Zanim skończyłem zdanie, mężczyzna okazał swoją inteligencję w pełnej krasie, drąc się na cały plac, i tym samym sprawiając, że pożałowałem pozostawienia go przy głosie. Mówią, że tonący brzytwy się łapie – ale ten tutaj chwytał się dwóch naraz. Rozżarzonych do białości.
- Zamknij gębę, zanim zainteresujesz nami więcej mugoli. - Powiedziałem tonem, jakbym tłumaczył coś pięciolatkowi. W zasadzie... Tamuna mogła potraktować go niezbyt udanym regressio, które zamiast cofnąć go do lat niemowlęcych, wróciło umysł mężczyzny do okresu wczesnego dzieciństwa.
To by wiele tłumaczyło.
Niecodzienna sytuacja w istocie zwróciła uwagę przechodniów, którzy z zainteresowaniem zaczęli gromadzić się wokół rabatki. No tak, wariaci. W szarym, normalnym Londynie nie mogli występować na wolności.
- Wariatem jest ten, który biega bez butów. - Rzuciłem w stronę gapiów. Na moje szczęście, leżący w zielsku mężczyzna prezentował się mniej zjawiskowo – wyświechtana marynarka i brak obuwia przechylały szalę na moją stronę. - Proszę się rozejść, służba bezpieczeństwa. - Niedbale zamachałem swoją odznaką aurora - nie powinna wzbudzić podejrzeń – po czym podniosłem się i szarpnąłem mężczyznę za bark. - Jeśli pójdziesz ze mną dobrowolnie, po krótkim przesłuchaniu być może zostanie ci zwrócona różdżka - rzuciłem cicho. - Inaczej zacznij prosić Merlina, aby obarczył cię tym szaleństwem. Na oddziale zamkniętym w Mungu pacjenci są lepiej traktowani niż w podziemiach Tower.
I ruszyliśmy do najbliższego kominka.

zt





While you were hanging yourself on someone else's words, dying to believe in what you heard, I was staring straight into the shining sun.
Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f47-sowia-poczta http://www.morsmordre.net/f5-powiazania http://www.morsmordre.net/f55-mieszkania http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Wielość
nieskończoność
n/d
n/d
I show not your face but your heart's desire.
0
0
0
0
0
0
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Bedford Square   26.07.17 17:23

- Blada dupa psidwaka a nie aurorów! - wrzasnął od razu w niezwykle wyrafinowanej odpowiedzi, niezbyt łącząc fakty i generalnie reprezentując nokturnową biedę. Błoto wpadło mu do uszu razem z brudną wodą z kałuży, wilgotne kwiatki miotały go po twarzy a ubranie zaczęło przeciekać - miał tego wszystkiego dość, miał dość swojego pecha, który wepchnął go prosto w ramiona sadystycznego człowieka, widocznie lubującego się w ujeżdżaniu niewinnych obywateli na środku mugolskiego skweru. - Nic ci nie powiem ty śmierdzielu - kontynuował bunt, młócąc bosymi stopami o lepką ziemię: zaczęła tryskać fontanną błota we wszystkie strony, odganiając ewentualnych gapiów jeszcze dalej, poza promień rażenia brudu, wrzasku i innych niebezpieczeństw, emanujących od dwójki leżących na glebie mężczyzn. - Mugole srole - dodał jeszcze w ostatnim podrygu energii, po czym opadł z sił. Nie dał rady zrzucić z siebie umięśnionego bydlaka a wymyślanie ostrych inwektyw i błyskotliwych ripost także nie obyło się bez utraty cennej mocy. Bezradnie i z cichym plaskiem opadł na ziemię, rozkładając ręce po obydwu stronach ciała, niczym truposz. Nie miał różdżki, nie miał więc szans z - jeśli wierzyć temu wariatowi - aurorem. Otarł wierzchem sękatej dłoni twarz, lecz zamiast ją oczyścić, jedynie roztarł malowniczo błoto pod zapadniętymi oczami. Łypnął nimi niechętnie na ratującego sytuację przedstawiciela służb bezpieczeństwa, starając się przyjrzeć odznace.
- Może się najpierw przedstaw, knypku - burknął, lecz po chwili szaleństwa zaczął myśleć w miarę rozsądnie. Nie umknie bez butów i bez różdżki, nie teleportuje się w otoczeniu mugoli, nie wyrwie się ze ścisłego uścisku napakowanego typiarza, który widocznie postawił sobie za punkt honoru doprowadzenie go do Tower. Nieporadnie wstał z ziemi, ostatni raz robiąc nie tylko szybki rachunek sumienia, ale i przegląd dostępnych dróg ewakuacyjnych. Żadna nie wydawała się sensowna, dlatego westchnął rozdzierająco. - No dobrze dobrze panie glino - sarknął niechętnie, zerkając na swe gołe stopy. Im szybciej znajdą się w ciepłym, suchym miejscu, tym lepiej dla magicznego przeziębienia i galopującego reumatyzmu. Ruszył więc posłusznie za aurorem, w duchu przeklinając ten okropny dzień.

| zt




Żyjemy tak jak śnimy – samotnie.
Powrót do góry Go down
 

Bedford Square

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

 Similar topics

-
» Trafalgar Square

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dalsze dzielnice-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17