Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Bar szybkiej obsługi

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Bar szybkiej obsługi   02.05.15 2:22

First topic message reminder :

Bar szybkiej obsługi

W pobliżu kina samochodowego powstał nowy, intratny bar szybkiej obsługi. Przyjeżdżają tu młodzi, by zjeść coś przed seansem, wyjściem na imprezę lub po prostu na lunch lub śniadanie, przez co lokal tętni życiem od rana do wieczora, a urocze kelnerki uwijają się pomiędzy stolikami na białych wrotkach, które cieszą się coraz to większą popularnością w zakładach gastronomicznych tego typu. W szafie grającej można wybrać piosenki umilające posiłek lub spróbować swoich sił w tańcu na specjalnie do tego przeznaczonym parkiecie; w każdy środowy wieczór odbywają się tutaj pokazy tańca oraz dancingi. Ściany zdobią plakaty Elvisa Presleya i innych lśniących w latach 50. gwiazd kina i muzyki, a także charakterystyczne loga producentów żywności, których produkty można zamówić na miejscu lub na wynos. Nad barem umieszczono wielką tablicę z nieskomplikowanym menu, obejmującym przekąski, dania główne, desery oraz napoje.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Benjamin Wright
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t656-benjamin-wright http://www.morsmordre.net/t683-smok#2087 http://www.morsmordre.net/t3555-nokturnowa-rubryka-towarzyska#62778 http://www.morsmordre.net/f104-smiertelny-nokturn-20-6 http://www.morsmordre.net/t1416-jaimie-wright
eks-gwiazda quidditcha, nadzorca w smoczym rezerwacie
32
Półkrwi
Kawaler
may the bridges I burn
light the way
30
10
0
5
0
1
9
40
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Bar szybkiej obsługi   09.09.16 19:19

Zderzenie dwóch, niesamowicie odległych światów, doskonale pasowało do astrofizycznego (astrologicznego? kosmologicznego? ach, te trudne, mugolskie nazwy, skomplikowane niczym najbardziej szaleńcze zaklęcia) zacięcia Louisa, toteż Wright w ogóle nie przejmował się reakcją Botta. Student przecież sam odnalazł ich świat, wkręcając się w arkana czarodziejskiej rzeczywistości po swojemu, głównie opierając swój zachwyt na sferze gastronomiczno-kulinarnej. A przynajmniej tak się mu początkowo wydawało, bo niestety nie zgłębił tajemnic, chowających się w duszy tego wysokiego, radosnego chłopaka o rozświetlonych zachwytem oczach. Niezależnie, czy mówił o pizzy, czekoladzie, Wielkim Wybuchu, murze za Dziurawym Kotłem czy po prostu opowiadał o swojej edukacji. Wright lubił go słuchać a gdy zorientował się, że ma do czynienia z kuzynem swego nowego, motoryzacyjnego znajomego, sympatia do Lou wzrosła jeszcze bardziej. Szkoda, że widywali się tak rzadko i że obecna okazja nie koncentrowała się na kosztowaniu trunków i głębokich rozkminach. Mieli poruszyć przecież kwestie znacznie poważniejsze, co jednak bardziej pasowało do nieco melancholijnego nastroju Bena. Nie rechotał od progu, nie tarmosił wilgotnych loków Botta i oprócz kurtuazyjnego przedstawienia obydwu panów, nie odwalił żadnej, specyficznej dla swego prawie pół-olbrzymiego gatunku maniany. Kiedy opadł na dziwnie trzeszczącą sofę, zaplótł ręce na piersi, mając nadzieję, że to powstrzyma nieprzyjemne drżenie palców, tęsknie wyczekujących chłodu igły i szeleszczącej sakiewki z zawartością. O ile palce mogły za czymś tęsknić.
Zdekoncentrował się na dłuższą chwilę, dość tępo wpatrując się w czysty blat stolika. Wyłączenie z toczącej się rozmowy na szczęście nie trwało zbyt długo i zanim zostałby obdarzony krytycznym spojrzeniem Garretta, ocknął się i przywdział swój typowy, brodaty uśmiech, zerkając to na podekscytowanego Botta, to na wyraźnie zmęczonego Weasley'a. Wyglądał jakoś...marniej niż zwykle i przez grubą watę miałkiego skupienia na własnych problemach, przepłynął troskliwy impuls, każący w najbliższym czasie wyciągnąć rudzielca na ognistą, męskie pogaduszki...albo chociaż zasugerować mu wzięcie urlopu. Czarnoksiężnicy zapewne nie rozmnożą się drastycznie w ciągu tygodnia a świat nie ucierpi, mogąc właściwie tylko zyskać na wypoczętym, energicznym aurorze.
Nie palnął jednak podobnej złotej rady na głos, starając się usilnie skoncentrować na rozmowie, by nie wypaść na nerwowego ćpuna, myślącego o niebieskich migdałach Merlina albo fioletowej tarczycy Gellerta. Uśmiechnął się na nieco niezrozumiałe pozdrowienie Weasleya, obserwując kątem oka kolejną kelnerkę, tym razem z pewnością zmierzającą ku ich zacisznej - jeśli zignorowało się hity, wygrywane przez szafę grającą - loży. Już po chwili wesołe dziewczę zjeżdżało w kierunku kuchni a przed Bottem pojawił się okrągły, aromatyczny placek, który w normalnych okolicznościach wywołałby w Wrighcie wilczy głód. Obecnie jednak ledwie powstrzymał mdłości, co na sekundę wykluczyło go ponownie z rozmowy. Garrett przejął więc stery, zadając rozsądne pytanie.
- To może być też coś z pozoru niezwiązanego z naszym światem. Jakieś plotki, pogłoski. Nawet te najbardziej irracjonalne mogą nam pomóc. Rzucić lepsze światło na pewne kwestie - dodał swobodnie, przenosząc wzrok z pizzy na Louisa. Uśmiechnął się zachęcająco, mając nadzieję, że rozgadany Bott podzieli się z nimi konkretnymi, mugolskimi informacjami, które mogły okazać się przydatne. Świat mugoli łączył się przecież z tym czarodziejskim i jakieś mroczne przebłyski działań Grindelwalda zapewne pojawiały się po tej niemagicznej stronie Londynu.




i'm frozen to the bones, i'm a soldier on my own, I don’t know the way. i’m riding up the heights of shame, i’m waiting for the call - the hand on the chest i’m ready for the fight and fate

Powrót do góry Go down
Louis Bott
avatar

Niemagiczni
Niemagiczni
http://www.morsmordre.net/t1671-louis-bott http://www.morsmordre.net/t1846-niemugolska-poczta-lou#24237 http://www.morsmordre.net/t1672-louis-bott#17379 http://www.morsmordre.net/f95-baker-street-69 http://www.morsmordre.net/t5152-louis-bott
Student astrofizyki i kosmologii, pracuje dorywczo, uliczny grajek
21
Mugolska
Kawaler
I don't recognize these eyes
I don't recognize these hands
Please believe me when I tell you
That this is not who I am
0
0
0
0
0
0
0
4
Mugol
this is not who I am

PisanieTemat: Re: Bar szybkiej obsługi   10.09.16 18:42

Nie będę miał okazji? Nie będę miał okazji spróbować ich pizzy?! Ale... ale jak to? Zrobiłem dziwną minę, jakbym jednocześnie był zaskoczony i zawiedziony, bo właściwie nie rozumiałem czemu "nie będę miał okazji". Chyba nie postanowią mnie wpakować do Tower z powrotem, nie? Albo... albo zaszlachtować w ciemnej uliczce? Bez przesady, w końcu to Ben, tak? A Ben był w porządku, chociaż jakoś doskonale go nie znałem...
Zanim jednak doszedłem do jakichś wniosków dotarł do mnie sens kolejnych słów rudzielca i dam sobie głowę uciąć, że zrobiłem oczy wielkości spodków. No bo jak to? Jak: "czymkolwiek ona jest"? Przecież... przecież to niemożliwe, żeby ktoś nie znał pizzy, nie? To kosmicznie najlepsiejsze jedzenie, jakie istniało!
- Może u was nazywa się inaczej - podsunąłem. Czarodzieje musieli mieć swoją! Może inaczej się nazywała i to dlatego nie wiedzieli czym jest moja pizza? Inaczej tego nie potrafiłem wyjaśnić, bo zdecydowanie nie przyjmowałem do wiadomości, że czarodzieje naprawdę nie znali takiego dania.
Za to serdecznie uściskałem wyciągniętą do mnie dłoń Garretta, a chwilę później parsknąłem śmiechem na to "na zdrowie". Nie wiedziałem o co chodziło, ale zabrzmiało zabawnie jak: "Mój ojciec jest lekarzem" "Na zdrowie". Może to takie powiedzonko czarodziejów? Ciekawe czy gdyby ktoś powiedział: "mój stryj jest nauczycielem angielskiego", to druga strona odpowiedziałaby "połamania pióra". To by było kosmicznie zabawne!
Jednocześnie zanurzony w swoich przemyśleniach przyglądałem się temu, co rudzielec wyprawia. No bo przecież miał wrzątek! Pamiętał o tym, kiedy podnosił filiżankę do ust? Nawet ja lekko się wzdrygnąłem, kiedy się tego napił.
- Podmuchaj - wymsknęła mi się odruchowo najoczywistsza rzecz na świecie. Kurczaki, jakbym słyszał własną matkę, kiedy stawiała przede mną herbatę. Ale... zwyczajnie nie mogłem patrzeć jak mężczyzna pije wrzątek. Od tego chyba można było nawet umrzeć!
O dziwo, przez to wszystko nie ja, ale właśnie Ben jako pierwszy dostrzegł naszą pizzę. Najpierw ta kawa, potem Garrett, który zaczął właśnie odpowiadać na moje pytanie i... tak to odwróciło moją uwagę, że jedzenie zobaczyłem dopiero, kiedy wylądowało pod moim nosem. Wielka, pachnąca, dymiąca pizza pełna dodatków! Ten widok i zapachy momentalnie przypomniały mi o głodzie, przez co nietypowe zdarzenia nagle przestały mieć takie znaczenie.
- I to jest pizza! - klasnąłem radośnie w dłonie, by zaraz urwać najbliższy jej kawałek. To nie tak, że zupełnie przestałem słuchać tak jednego jak i drugiego... po prostu potrzebowałem dosłownie chwili, żeby podelektować się jedzeniem. Już przy pierwszym kęsie na mojej twarzy rozlał się wyraz błogości. Pierwszy kawałek jednak dosłownie pochłonąłem w nie więcej niż pięć sekund, by zaraz zabrać się już za drugi. Zamruczałem z zadowoleniem.
- Na Jowisza, jakie to dobre - westchnąłem, ale choć spojrzenie miałem nieprzytomne, a moje myśli krążyły wokół pizzy i tego, że ta jeszcze nigdy mi tak nie smakowała, bardzo starałem się skupić na tej istotnej kwestii, którą mieliśmy do obgadania. Jakieś zniknięcia... kosmicznie przepyszna... i... morderstwa? W życiu nie jadłem pyszniejszych oliwek! Ze szczególnym okrucieństwem. Jeszcze przed chwilą chyba byłem w stanie przedagonalnym! Jak mogłem niczego nie zjeść przez tak długi czas?
- Jedzcie, ta pizza to kosmos - zachęciłem ich, a zaspokoiwszy, choć odrobinę głodu, zaczynałem chyba powoli trochę trzeźwiej myśleć.
- Wiecie, nie jestem jakimś fanem gazet - zacząłem, żeby nie było. - I nie czytam ich tak od deski do deski... ale wydaje mi się, że nie było więcej zniknięć niż normalnie. Co jakiś czas ktoś znika, pojawiają się o tym jakieś wzmianki, czy coś... Prędzej czy później taka osoba się znajduje, żywa lub... no wiecie, martwa - odparłem. - Gazety zwykle chcą to naświetlić jako tajemnicze, ale nie wiem czy można w to tak wierzyć. Dziennikarze szukają sensacji... ale wydaje mi się, że w takich zniknięciach i śmierciach nie ma niczego niezwykłego - ostatnie słowo wypowiedziałem niechętnie, bo nie wymyśliłem żadnego odpowiedniejszego, ale to też mi nie pasowało do całego kontekstu. - Ucieczki nastolatków z domów, samobójstwa, wypadki... - wymieniłem. - Szczerze mówiąc, nawet jeśli cokolwiek miałoby wspólnego z - tu spojrzałem to na jednego, to na drugiego, żeby ściszyć lekko głos - waszym światem, to albo by się o tym nie mówiło, albo dopasowało to do czegoś przyziemnego, nie? Tak mi się wydaje - zakończyłem trochę niezadowolony, że nie mam dla nich jakichś sensacyjnych wiadomości. - Najwięcej informacji, takich rzetelnych, to zapewne miałaby policja - podsunąłem, choć miałem świadomość, że od gliny, jeśli nie mają znajomości, zapewne nic nie wyciągną.
Przez to mówienie nie miałem jak jeść, więc teraz wpakowałem sobie do ust tyle pizzy, że przez chwilę miałem wypchane nią policzki. Szybko przeżułem i popiłem swoją zimną colą.
- Coś się dzieje, prawda? - zapytałem poważnie jak na siebie, przyglądając im się uważnie. - To ma związek z tą ustawą o... - ugryzłem się w język w ostatnim momencie -...zakazie robienia czarodziejskich sztuczek na ulicy? - wybrnąłem dzielnie. - I z tymi zatrzymaniami? Zamykaniem niewinnych ludzi? - wypaliłem na jednym tchu. Wiedziałem, że coś jest na rzeczy! Wiedziałem już wtedy jak i mnie wpakowano do celi razem z czarodziejami. To nie było normalne nawet w ich świecie. Błyskawicznie połączyłem obie te sprawy, choć wciąż nie rozumiałem o co w tym wszystkim chodziło. Wtedy sądziłem, że to jakieś pokręcone przejęcie władzy w czarodziejskim świecie (analogicznie jak w książkach science-fiction), ale czemu teraz mieli znikać też mugole?
Nagle wybałuszyłem na nich oczy.
- Ktoś chce was ujawnić?! - zapytałem chyba trochę za głośno, ale nic nie mogłem na to poradzić. Objawienie spłynęło na mnie jak grom z jasnego nieba, choć... cholera wie ile mogło być w nim prawdy. Tylko... zamiast się przejąć, że to ujawnienie przebiega w taki, a nie inny sposób i że mogłoby mieć to dość niepokojące skutki, ja... no, ucieszyłem się. Nawet uśmiechnąłem.
- Nareszcie... to by było super - westchnąłem zupełnie szczerze, odrywając kolejny kawałek pizzy. O współpracy czarodziejów i ludzi niemagicznych myślałem dokładnie od momentu, kiedy stryjek mi powiedział o wszystkim. Nawet wtedy mu o tym wspomniałem, ale nie wyglądał na zachwyconego. Powiedział mi wtedy coś w stylu, że to nie jest możliwe. Nie uwierzyłem w to do końca, bo przecież ja jestem zwykłym chłopakiem... a jakoś z czarodziejami się dogaduję, nie?




Make love music
NOT WAR

©️CC
Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley http://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 http://www.morsmordre.net/t630-garrett http://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 http://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
żyjąc - pomimo
żyjąc - przeciw
wyrzucam sobie grzech niepamięci
41
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Bar szybkiej obsługi   15.09.16 15:39

Ben wyglądał jakoś markotniej niż zwykle - Garrett zmarszczył lekko brwi, wysyłając mu przelotne, zabarwione pytaniem spojrzenie. Nie była to jednak najlepsza chwila na dysputy na temat prywatnych, wewnętrznych batalii; nie mając jednak pojęcia, co mogło dręczyć Wrighta (i nie mając tym bardziej czasu, żeby się nad tym zastanawiać), powędrował wzrokiem z powrotem do rozweselonego mugola.
Tak rozkosznie niezdającego sobie sprawy z tego, w jakie bagno wszyscy wkraczali.
Garrett przez krótki moment spoglądał na Louisa nieco jak na idiotę, gdy ten zaproponował mu dmuchanie na powierzchnię gorącego napoju, ale dopiero po chwili zdał sobie sprawę z tego, jak to wszystko musiało wyglądać; mruknąwszy pod nosem coś na kształt no tak, parsknął urwanym śmiechem, a potem odłożył filiżankę, która charakterystycznie stuknęła wraz z dotknięciem porcelanowego spodka.
- Smacznego, Lou - rzucił krótko i z lekko uniesionym kącikiem ust, gdy wielki, oblany serem i pomidorowym sosem placek wylądował bezpiecznie na stole. To nie tak, że był podejrzliwy (choć faktycznie jakoś nietypowo i niebezpiecznie prezentowała się ta rozlazła potrawa); nie miał serca odbierać Bottowi choć krztyny przyjemności, a dzisiejszy nadmiar pracy i tak zlikwidował cały apetyt. Ten patrol nie należał do najprzyjemniejszych.
Przekazane przez Louisa wieści z mugolskiego świata nie napawały optymizmem; paradoksalnie Garrett ucieszyłby się o wiele bardziej, gdyby mógł usłyszeć historię o masowym mordzie na niemagicznych dzieciakach niż przepełniony niedopowiedzeniami brak konkretów. Skupiając się na słowach chłopaka, sięgnął obiema rękami do własnych włosów, by rozpleść niedbałego kucyka, z którego szturmem wydzierały się rudawe kosmyki; zaraz zawiązał je raz jeszcze, staranniej, choć na swój sposób machinalnie.
- Na pewno coś kojarzysz - powiedział zachęcająco, kończąc zaciskać włosy w kucyku i znowu opierając przedramię o krawędź blatu stołu. - Nie słyszałeś ostatnio jakichś świeżych miejskich legend? Nikt z twoich znajomych nie opowiadał tajemniczych, niestworzonych historii o mrocznych, niewyjaśnionych morderstwach? - Chociaż nie miał pojęcia, jak wyglądała kryminalistyka u mugoli, może ich policja była tak nieudolna, że wszystkie morderstwa okazywały się niewyjaśnione. - Nikt z ważnych, wysoko postawionych urzędników nie zniknął jak za... - zawahał się na ułamek sekundy - dotknięciem czarodziejskiej różdżki?
Z początku w żaden sposób nie skomentował domysłów Louisa, po prostu patrząc na niego ze sporą dozą powagi; na chwilę powędrował kontrolnym spojrzeniem w kierunku twarzy Bena, by zaraz powrócić do widocznie podekscytowanego studenta.
- Być może ma - dość enigmatycznie potwierdził, skinąwszy lekko, niemalże niezauważalnie głową. Nie wiedział, jak ubrać w słowa wszystko, co powinien mu przekazać - musiał jeszcze baczyć na to, by nie powiedzieć niczego, co mogłoby wzbudzić nadmierne zaciekawienie i podejrzliwość w ewentualnie podsłuchujących mugolach. - To nie jest takie proste - odparował szybko, bo wcale nie byłoby to super, a na pewno nie dla niemagicznego świata. - Jeżeli do tego dojdzie - ściszył głos, bo akurat koło ich stolika przejeżdżała kelnerka; zanim kontynuował, odprowadził ją spojrzeniem, by mieć pewność, że nie słucha - może grozić wam cholernie wielkie niebezpieczeństwo. - Nawet gorsze, niż ktokolwiek z nich potrafiłby sobie wyobrazić.
Zapomniał o kawie, która - szczęśliwie dla niego - zdążyła już wystygnąć, ale zamiast delektować się wybornym posmakiem goryczy, wpatrywał się w bliżej nieokreślony punkt zawieszony w barowej przestrzeni.
- Jeszcze jedno - przypomniał sobie nagle. - Louis, czy nie słyszałeś gdzieś ostatnio o większym dobru?




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Benjamin Wright
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t656-benjamin-wright http://www.morsmordre.net/t683-smok#2087 http://www.morsmordre.net/t3555-nokturnowa-rubryka-towarzyska#62778 http://www.morsmordre.net/f104-smiertelny-nokturn-20-6 http://www.morsmordre.net/t1416-jaimie-wright
eks-gwiazda quidditcha, nadzorca w smoczym rezerwacie
32
Półkrwi
Kawaler
may the bridges I burn
light the way
30
10
0
5
0
1
9
40
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Bar szybkiej obsługi   15.09.16 19:19

Kontemplowanie nieco obdrapanej tapicerki wygodnej sofy, o którą opierał się rozentuzjazmowany Louis, nie przyniosło Benjaminowi żadnych nowych informacji ani bodźców, mogących nagle wprawić go w prawdziwie radosny nastrój. Dziura w popękanej, ciemnoróżowej pseudoskórze - czy czymkolwiek obłożono siedziska w poszczególnych lożach - nie układała się w żaden mityczny kształt, pozwalający Wrightowi na wykazanie się autentycznie filozoficznym zacięciem. Źródełko mądrych tekstów, ciętych uwag i siarczystych żartów wyschło, pozostawiając po dawnym Benie jedynie nieźle zachowany szkielet. Nie licząc zaropiałych zgięć łokci, nieco dłuższej brody, nie przypominającej w niczym zadbanego zarostu oraz skołowanych organów wewnętrznych, oblepionych łuskami złotej rybki. Ewentualnie spopielonych pazurami smoka. Lub obrośniętych diablym zielem. Na szczęście Garry nie obrzucał go kontrolnym spojrzeniem i Jaimie mógł po prostu egzystować, z całych sił skupiając się na treści konwersacji. O dziwo, nie rozkojarzały go kulinarne aromaty sytości, unoszące się znad wielokolorowego placka, w którym Louis widocznie zakochał się z kanibalistyczną namiętnością. Nie czuł już głodu niższego rzędu, łaknąc całkiem innego zaspokojenia. I wyjątkowo myśli nie krążyły wokół zmysłowych cielesnych gierek ani (nawet!) wokół przemiłego papierosa, pozwalającego zająć mu usta czymś, w czym był dobry. A przynajmniej lepszy niż w przeprowadzaniu wywiadu środowiskowego.
Słuchał odpowiedzi Louisa z staranną uwagą, nieco markotniejąc z powodu braku informacji...przydatnych. Zaginięcia, o których wspominał Bott, wydawały się dość pospolite. Oczywiście tragiczne, lecz Wright spodziewał się większych atrakcji. Lou był przecież zorientowanym studentem, młodym, energicznym facetem, który uwielbiał wciskać nos w nie swoje sprawy - na przykład sprawy kosmosu, wszechświata i magii. I tak, był to w myślach Jaimie'go mocny komplement.
Wright poprawił się na sofie, zerkając na sekundę w kierunku Weasley'a, obawiając się, że na odsłoniętym - jeszcze mocniej dzięki twarzowemu kucykowi - licu rudzielca zobaczy zawód. To w końcu Ben ustawił tą uroczą randkę w ciemno. Na szczęście Garry nie ustawał w sensownych, trafnych pytaniach, padających na - taką miał ciągle nadzieję - podatny grunt. Z pewnością gdy Lou zaspokoi pierwszy rzut głodu wspaniałą pizzą powie coś więcej. Mimo wszystko nieprzygasający entuzjazm mugola nie raził Wrighta: nie wiedział przecież, o czym dokładnie rozmawiają i jakie wielkie niebezpieczeństwo faktycznie czai się już za rogiem. Niebezpieczeństwo, które zabrało Skeetera. I Cressie. Znów poruszył się niespokojnie, jakby wspomnienie ulubionej kotki uwierało go w pozostałości nieskalanej grzechami duszy, po czym zastukał palcami o blat stolika w dziwnym crescendo, jakby chciał podkreślić wagę pytań Garretta. Widać, który z nich był doświadczonym aurorem a który lekkoduchem. Może warto pobawić się też w złego i dobrego glinę?
- Ale to cholernie wielkie niebezpieczeństwo na razie nie wychyla łba aż tak wysoko...chociaż właśnie tego chcielibyśmy się od ciebie dowiedzieć. Czy czasem ten łeb nie dynda też nad głowami mugoli - wszedł Garrettowi w słowo, ściszając nieco głos, chociaż dalej wyglądał na mężczyznę prowadzącego niezobowiązującą pogawędkę o wartościach odżywczych pizzy albo zgrabnym tyłku śmigającej na dziwnych kółeczkach kelnerki. - Nie zauważyłeś też niczego niepokojącego...na styku naszych światów? - zapytał po chwili, wspominając ich pierwsze spotkanie w pobliżu Dziurawego Kotła. - Ewentualnie nikt z twoich krewnych nie opowiadał o czymś, co wydało im się niepokojące?




i'm frozen to the bones, i'm a soldier on my own, I don’t know the way. i’m riding up the heights of shame, i’m waiting for the call - the hand on the chest i’m ready for the fight and fate

Powrót do góry Go down
Louis Bott
avatar

Niemagiczni
Niemagiczni
http://www.morsmordre.net/t1671-louis-bott http://www.morsmordre.net/t1846-niemugolska-poczta-lou#24237 http://www.morsmordre.net/t1672-louis-bott#17379 http://www.morsmordre.net/f95-baker-street-69 http://www.morsmordre.net/t5152-louis-bott
Student astrofizyki i kosmologii, pracuje dorywczo, uliczny grajek
21
Mugolska
Kawaler
I don't recognize these eyes
I don't recognize these hands
Please believe me when I tell you
That this is not who I am
0
0
0
0
0
0
0
4
Mugol
this is not who I am

PisanieTemat: Re: Bar szybkiej obsługi   18.09.16 0:52

Wcale nie chciałem powiedzieć tego o dmuchaniu, serio! Samo tak jakoś wyszło... No, ale teraz już po ptokach.
Na chwilę zamilkłem i nawet przerwałem przeżuwanie pizzy przyglądając się z uwagą rudzielcowi. Nie musiałem być geniuszem, żeby zauważyć, że straszliwie mu zależało na tych informacjach. W końcu przełknąłem to, co miałem w ustach i popiłem colą.
- Nie no... historie są - przyznałem gładko. Kłamać przecież nie zamierzałem, nie?
- Po prostu nie wiem czy są na tyle wiarygodne, żeby wam je przytaczać... - dodałem powoli, trochę pytająco spoglądając to na jednego, to na drugiego. W porządku, nic nie musieli mówić: po ich minach widziałem, że najwyraźniej trzeba powiedzieć nawet te najbardziej z bzdurnych historyjek.
- Chodzą słuchy - ściszyłem głos i nachyliłem się do nich - że po zmroku panny chodzące same, w niewyjaśnionych okolicznościach znikają, że jak spieszą do domu na pustej ulicy nagle gasną światła, słyszą ciężkie kroki za plecami, a kiedy się odwracają widzą tylko ciemną, wielką sylwetkę mężczyzny w płaszczu i kapeluszu. Nie zdążą krzyknąć, bo zakrywa im usta i nos chusteczką z chloroformem. Nieprzytomne zabiera nie wiadomo gdzie... - dramatyczna pauza - rok w rok po tym do rodzin przysyłane są czerwone koperty z obciętymi włosami i paznokciami nieszczęśnicy - zamilkłem. Zwykle działało to piorunująco, ale... nie w jasnym pomieszczeniu z radosnymi młodymi ludźmi i opowiadane dwóm facetom. Tia...
- To opowiadamy z chłopakami dziewczynom, kiedy chcemy je odprowadzić do domu - wyszczerzyłem się rozbawiony. No co? Nie mogłem się powstrzymać! Chociaż zapewne za takie bajeczki powinienem dostać w ucho.
Zaraz! Wysoko postawiony urzędnik? Słyszałem coś o tym! Nagle mnie olśniło, co wyraźnie było widać po mojej twarzy.
- Ostatnio widziałem nagłówek jakiejś gazety - przypomniałem sobie. - Lord Tajnej Pieczęci zaginął! - dokładnie tak było napisane. - Nie czytałem tego, ale na uniwerku coś ludzie mówili. Harry Crookshank, tak! Ponoć otrzymał parowski tytuł pierwszego wicehrabiego Crookshank i gdzieś przepadł. Mówią, że dostał sporo forsy i wyjechał, ale faktycznie było o tym głośno jeszcze z tydzień czy dwa temu - skinąłem głową.
Spoważniałem na słowa rudzielca o wielkim niebezpieczeństwie. Może stryjek wcale nie był nadopiekuńczy, kiedy o tym wspominał w liście? Może miał rację, że lepiej się teraz nie zbliżać do magicznego świata szczególnie, jeśli chodzi o mnie?
- Czyli to ta arystokracja, tak? - zapytałem w końcu lekko marszcząc brwi. Stryj niewiele o nich mówił, tyle tylko, że są negatywnie nastawieni do ludzi niemagicznych i wszystkiego, co jest z nimi związane... i że zamordowali mi ciotkę. To by pasowało do tego, co działo się obecnie, albo dopiero miało zacząć dziać. Jeśli tak, to rzeczywiście nie byłoby wcale tak super. I chyba mogłem raz na zawsze zapomnieć o czasach króla Artura i Merlina, kiedy zwykli ludzie i czarodzieje żyli w zgodzie.
- To oni są wszystkiemu winni? I mącą i robią te ustawy i w ogóle...? - wymieniłem pobieżnie, bo w szczegóły w takim miejscu jak to raczej wdawać się nie mogłem. Przestawało mi się to wszystko podobać i chyba rzeczywiście głód mi przeszedł na rzecz myślenia. Ben pytał o opowiadania moich krewnych? Historyjki Bertiego faktycznie mogły być niepokojące, ale to zapewne nie o nie chodziło. Zerknąłem na brodacza.
- Stryjek coraz częściej przysyła mi wiadomości, żebym był ostrożny i na razie nie chodził na Po... ulicę - poprawiłem się szybko, lekko krzywiąc. - Ale jakoś nie brałem tego na poważnie...
Drgnąłem za to słysząc kolejne pytanie Garretta. Spojrzałem na niego i powoli pokręciłem głową.
- Nie - zmarszczyłem jeszcze bardziej brwi. - Ale na ścianie budynku obok uniwersytetu ktoś wymalował taki napis którejś nocy. Ponoć podejrzanych o to dwóch studentów wyrzucono. Też było o tym głośno, bo jeden miał dostać stypendium i wyjechać na studia do Stanów, teraz już nie ma czego szukać na uczelniach wyższych... - spojrzałem znów to na jednego, to na drugiego. - To też ma związek z... tamtym światem? - zapytałem. - Mówili, że studiował chemię i że farby, którą namalował napis za nic nie da się zmyć. Do tej pory tam widnieje - zamilkłem i przez chwilę sączyłem colę błądząc myślami wokół całej tej sprawy. Pewnie to wcale nie żadna farba, a przynajmniej nie taka wytworzona przez chemika. Mało radosna wizja.




Make love music
NOT WAR

©️CC
Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley http://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 http://www.morsmordre.net/t630-garrett http://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 http://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
żyjąc - pomimo
żyjąc - przeciw
wyrzucam sobie grzech niepamięci
41
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Bar szybkiej obsługi   18.09.16 19:59

Przypomniał sobie o stojącym przed nim naczyniu wypełnionym kawą; w trakcie rozmowy napój zdążył ostygnąć, więc (mogąc oficjalnie podarować sobie chuchanie, dmuchanie i wachlowanie) sięgnął po kubek i dość niespiesznie uniósł go do ust. W międzyczasie wysłał jeszcze Louisowi krótkie, przelotne spojrzenie naznaczone lekkim piętnem rozbawienia. Upijając gorzki łyk, podążył wzrokiem ku drzwiom, po tym jak kątem oka dostrzegł, że otwierają się z charakterystycznym skrzypnięciem - pewnych nawyków, takich jak nadgorliwa ostrożność, za nic w świecie nie potrafił wyplenić.
- Po prostu powiedz - rzucił, chcąc rozwiać wszystkie ewentualne wątpliwości chłopaka, a potem zmarszczył w lekkim skupieniu brwi; już wtedy, gdy usłyszał, że historia w gruncie rzeczy dotyczyła głównie młodych panien, zaszufladkował opowieść jako bezużyteczną. Miejska legenda zasługiwała raczej na miano baśniowego ostrzeżenia, jak zresztą znana wszystkim dzieciom bajka o Czarze Marze, a kolejne słowa Louisa tylko to potwierdziły. Garrett rozluźnił się, uniósł nawet jeden z kącików ust, po czym znów oparł obie ręce o blat i zaczął bawić się bransoletą mugolskiego zegarka zapiętego na lewym nadgarstku. - Akurat degeneratów kolekcjonujących włosy i paznokcie nie szukamy - odparł lekko, przyglądając się cyferblatowi, choć nie odczytując z niego ułożenia wskazówek; akurat teraz - wyjątkowo? - nigdzie się nie spieszył, nie wybiegał myślami, próbując rozplanować aż do końca dnia kolejne czynności wymagające natychmiastowego wykonania. Czuł się dziwnie, nieprzytłoczony nadmiarem obowiązków, bez wiszącego nad nim widma uciążliwej odpowiedzialności - nie takiej, jaka towarzyszyła mu zazwyczaj.
Wsłuchiwał się w kolejne słowa, próbując którekolwiek z nich dopasować do działalności Grindelwalda i fanatyków szerzonych przez niego idei; zaginięcie wicehrabiego, wysoko postawionego mugola pełniącego przy tym jakąś ważną rolę - czy było możliwe, że to wszystko splatało się w jakiejś okrutnej wiązance?
- Przepadł? - powtórzył, by dać sobie więcej czasu na przetrawienie wiadomości. To wciąż niczego nie oznaczało; ten ważny mugol mógł wplątać się w jakąś aferę w swoim świecie, na pewno miał wielu wrogów, którzy mogliby odpowiadać za jego nagłe zniknięcie. Fałszywy trop? - To już coś, popytam w Ministerstwie - dodał mimo to po chwili, już zastanawiając się, jak układać słowa, by nie brzmiały podejrzanie, kogo pytać, by nie uznał tego za zapowiedź zdrady stanu i zamachu. Wbrew pozorom bardzo lubił swoją pracę - i swoją wolność także - więc raczej nie spieszył się, żeby ją stracić.
Słysząc o arystokracji, uśmiechnął się tylko półgębkiem, choć był to gorzki grymas; myśli mimowolnie uciekły mu do najbliższych, do siostry, która zapragnęła dla chwały i uznania wpełznąć w gniazdo żmij. Do zakrapianych mocnymi perfumami i perfidnymi kłamstewkami salonów, do sztucznych, przyklejonych uśmiechów, politycznych gierek zawoalowanych pozorami dyplomacji i miłych słówek. Oni wszyscy nie byli tak silni, jak im się zdawało, ich pozorna władza blakła w obliczu zagrożenia, jakim był Grindelwald - gdy przyszło do otwartego starcia, padali jak muchy. Jak na noworocznym Sabacie.
- Nie, to nie oni - rzucił cicho w odpowiedzi, spoglądając na Louisa spokojnie. - Za dekretami stoi Ministerstwo, a to wszystko, cały ten zamęt, zniknięcia, terror - zamilknął na krótką chwilę, wpatrując się w resztki leżącego na talerzu, dziwnego dania Louisa - to wynik działania kogoś o wiele potężniejszego, o kim myśleliśmy, że zawarł z nami pokój. - Ale mylili się, nie pierwszy i nie ostatni raz.
Garrett znów popatrzył na chłopaka, coraz mocniej zdając sobie sprawę z tego, że tacy jak oni byli w okropnym niebezpieczeństwie, z którego nie dość, że nie zdawali sobie sprawy, to jeszcze nic nie mogli na nie poradzić; niemalże go zemdliło, przecież to też byli ludzie, tacy sami jak oni, wyzbyci tylko iskry magii płynącej we krwi. Grindelwald był potworem, obrzydliwym zwyrodnialcem, który powinien zostać jak najszybciej zgładzony, zanim zdąży wprowadzić w życie bestialskie plany.
- Twój stryjek ma rację - powiedział zaraz, starając się nie myśleć o tym, co mogłoby spotkać Louisa, gdyby trafił w nieodpowiednim momencie i nieodpowiednim miejscu na zwolenników Gellerta. - Przykro mi, Lou, nie trafiłeś na najbezpieczniejsze czasy - dokończył, ledwo powstrzymując się od tego, by dodać, że najlepiej byłoby wyjechać, zostawić za sobą Londyn, zdruzgotaną zbliżającą się wojną Anglię, całe życie, które budował, w obawie o to, że mógłby je zbyt szybko stracić.
Garrett już dawno pogodził się z faktem, że choć myślał, że wojna, którą przeżył przed dwudziestoma laty była tylko odległym widmem, to bardzo się mylił - teraz kolejna z nich zdawała się coraz bliższa, coraz bardziej namacalna.
Szczególnie że wszystkie jej oznaki odbijały się także na świecie wyzbytym magii; większe dobro na uniwersyteckich murach było przerażającą zapowiedzią... pogromu? Garrett stłumił przekleństwo, marszcząc tylko brwi, co było oznaką kłębiących się, nieprzyjemnych myśli. Na wyciągnięcie ręki.
- Wiem, że nie byłbym w stanie zmusić cię do rzucenia twoich studiów, ale uważaj na siebie - zdecydował się powiedzieć, naprawdę zaczynając martwić się o tego młodego chłopaka. To nie była jego wojna, to nie była wojna żadnego z mugoli - dlaczego więc przyszło im płacić za nią najwyższą cenę? - Dziękujemy ci bardzo za wszystko, co powiedziałeś - dodał po chwili, wysyłając mu ciepły, choć dość słaby uśmiech, który i tak kontrastował ze wcześniejszymi słowami. - Jeżeli jeszcze cokolwiek sobie przypomnisz lub dowiesz się czegoś nowego, nie obawiaj się nam tego przekazać. - Chwila przerwy, oddech. - Ale tylko nam. To ważne. Zaufanie jest towarem deficytowym, pamiętaj o tym, żeby nie rozdawać go bezmyślnie.




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Benjamin Wright
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t656-benjamin-wright http://www.morsmordre.net/t683-smok#2087 http://www.morsmordre.net/t3555-nokturnowa-rubryka-towarzyska#62778 http://www.morsmordre.net/f104-smiertelny-nokturn-20-6 http://www.morsmordre.net/t1416-jaimie-wright
eks-gwiazda quidditcha, nadzorca w smoczym rezerwacie
32
Półkrwi
Kawaler
may the bridges I burn
light the way
30
10
0
5
0
1
9
40
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Bar szybkiej obsługi   27.09.16 13:25

Szalona historia o obcinaniu włosów niewinnych niewiast naprawdę Benjamina zainteresowała, na krótką chwilę wydobywając go z otchłani chaotycznych myśli. Wsłuchiwał się w kolejne słowa Louisa z uwagą - co jak co, ale chłopak potrafił budować napięcie - licząc na pikantne szczegóły owych tajemniczych zniknięć. Niestety, zawiódł się, a graficzne szczegóły zawibrowały ostrymi barwami wyłącznie w jego wyobraźni. Westchnął lekko, kiwając głową niczym siwowłosy brodacz, załamujący (niedosłownie) ręce nad smutnym losem brutalnie porywanych dziewczątek, po których ostały się jedynie aksamitne włosy i krwistoczerwone paznokcie. Cóż, Gellert był niezłym bydlakiem - dość łagodny eufemizm na kogoś, kto mordował i torturował, radośnie pluskając się w czarnej magii niczym w cieplutkiej kąpieli - ale Wright szczerze wątpił, by w wolnym czasie poświęcał się takiemu dość specyficznemu hobby. Działanie na małą skalę nigdy nie charakteryzowało Grindelwalda: brał wszystko albo nic, nie bawiąc się w subtelności. Zwłaszcza, jeśli dotyczyło to niemagicznego świata.
Nie skomentował w żaden sposób historii, lecz nie powstrzymał uśmiechu, odruchowo pojawiającego się na jego twarzy sekundę po tym, jak kąciki ust Louisa powędrowały w górę. Zapasy żywiołowości i energii, które posiadał ten wysokopienny młodzieniec, ciągle go zadziwiały. Może to jego urok? Może iście magiczny wpływ pizzy, pachnącej na tyle aromatycznie, by żołądek Bena znów podjechał mu do gardła? Och, ile by dał za taki parujący półmisek sproszkowanych pazurów smoka, idealnie roztopionych, gotowych do zapakowania w szklane wstążki igieł i potem dostarczonych nagle do niecierpliwiącego się organizmu. Gwiazdkowy prezent, lepszy nawet od możliwości odprowadzenia uroczej kobiety do domu w mglistą noc.
Zawiesił się na kolejną chwilę, nerwowo pocierając zgięcie łokcia, zakrytego materiałem kurtki, ale szybko nakazał sobie skupienie. Co prawda nazwisko, wypowiedziane przez Louisa niewiele mu mówiło - czy to nie był ten dziwny mugolski aktor? albo piosenkarz? albo premier? - ale na wszelki wypadek zakonotował je w tej resztce umysłu, nieobjętej raczkującym uzależnienie. A nuż usłyszy o nim na Nokturnie. Następne retoryczne pytanie o arystokracje Ben skwitował cichym parsknięciem śmiechu. Nie przerywał jednak słów Garretta, poskramiając wielką chęć na uświadomienie Botta: siedział przecież w towarzystwie przedstawiciela magicznej arystokracji, dziedzica jednego z dwudziestu ośmiu wybranych rodów. Postanowił jednak zostawić tę niespodziankę na następną okazję: był zbyt rozedrgany nawet na nieszkodliwe żarciki, wyjątkowo nie oscylujące tematyką wokół kobiet, seksu i alkohol. Rozmawiali przecież poważnie, Louis znajdował się w stanie zagrożenia, tak samo jak ich świat. Wspomnienie o uniwersyteckim incydencie zaniepokoiło nawet rozkojarzonego Benjamina. Zmarszczył krzaczaste brwi i obiecał sobie, że będzie częściej kontaktował się z Louisem. Tak na wszelki wypadek. Oczywiście Bott posiadał magiczną rodzinę, która z pewnością rozłoży nad nim parasol bezpieczeństwa, ale...ostrożności nigdy za wiele. Kiedyś wyśmiałby to hasło, ale obecnie naprawdę w nie wierzył. Nawet jeśli obecnie siedzieli beztrosko w mugolskiej knajpce, słuchając całkiem niezłej muzyki i obserwując bawiących się ludzi, nieświadomych wiszącego nad nim zagrożenia.
Nie chciał jednak zdradzać zafrasowania, dlatego też pokiwał głową, niewerbalnie potwierdzając słowa Garretta. Jak zwykle trafiał w punkt, będąc jednocześnie oszczędnym i wyczerpującym. Gdyby Wright był w lepszym nastroju, pewnie dorzuciłby coś jeszcze, nie chcąc pozostawać w tyle z podziękowaniami i sugestiami, ale wyjątkowo postanowił nie strzępić języka na marne. W ramach rekompensaty za krótkie przesłuchanie zabierze Louisa na Ognistą. - Po prostu uważaj na siebie i swoich przyjaciół. I postaraj się nie pakować w tarapaty - dodał tylko, przelotnie wspominając opowieści Botta o zgranej grupce znajomych, wyjątkowo magicznych jak na mugolskie standardy. Nie czuł się jednak na siłach - ani w pozycji; sam przecież zachowywał się ostatnio dość nieodpowiedzialnie - by pakować do głowy Lou konkretniejsze ostrzeżenia.




i'm frozen to the bones, i'm a soldier on my own, I don’t know the way. i’m riding up the heights of shame, i’m waiting for the call - the hand on the chest i’m ready for the fight and fate

Powrót do góry Go down
Louis Bott
avatar

Niemagiczni
Niemagiczni
http://www.morsmordre.net/t1671-louis-bott http://www.morsmordre.net/t1846-niemugolska-poczta-lou#24237 http://www.morsmordre.net/t1672-louis-bott#17379 http://www.morsmordre.net/f95-baker-street-69 http://www.morsmordre.net/t5152-louis-bott
Student astrofizyki i kosmologii, pracuje dorywczo, uliczny grajek
21
Mugolska
Kawaler
I don't recognize these eyes
I don't recognize these hands
Please believe me when I tell you
That this is not who I am
0
0
0
0
0
0
0
4
Mugol
this is not who I am

PisanieTemat: Re: Bar szybkiej obsługi   30.09.16 22:46

Kiwnąłem głową potakująco na pytanie rudzielca. Bez dwóch zdań taki właśnie był nagłówek gazety. Ledwo widoczna zmarszczka pojawiła się i zniknęła między moimi brwiami, kiedy wspomniał o Ministerstwie. Był jakimś politykiem?
Arystokracja też nie? Zmarszczyłem brwi już na poważnie. A przecież byłem tego niemal pewny! Zerknąłem jeszcze krótko na parskającego śmiechem Bena. Nie wiedziałem co mogło go tak rozbawić. Ech, najwyraźniej wciąż nie znam za dobrze czarodziejów, albo cała ta sprawa jest bardziej skomplikowana niż mi się wydawało. A może jedno i drugie? Tak, to całkiem możliwe.
Słuchałem uważnie słów Garretta, nie spuszczając go z oka ani na jedną chwilę, jakby mrugnięcie wystarczyło, by jakieś słowo mi umknęło. Chciałem wiedzieć o co chodzi tym bardziej, skoro dotykało, albo miało dotknąć zwykłych, niemagicznych ludzi. W końcu byłem jednym z nich.
Jest ktoś jeszcze - podsumowałem sobie w głowie - o kim nie wiem. Ktoś silny... nawet według samych czarodziejów. Jakiś czarnoksiężnik? Istnieje ktoś taki w ogóle? Tak czy inaczej najwyraźniej bardzo nie lubi niemagicznych. Nie podobało mi się, że dowiaduję się tego dopiero teraz i to od mężczyzny, którego poznałem chwilę wcześniej. Czemu stryjek albo Eileen nie powiedzieli mi tego od razu wprost? I faktycznie miałem się trzymać z dala od Pokątnej? Mimowolnie trochę przygasłem. Lubiłem to miejsce. Było takie... magiczne. Nic nie mogło się równać z Pokątną... ale jeśli miałem znów trafić do Tower, albo miało mnie spotkać coś równie okropnego, to... może na razie rzeczywiście sobie odpuszczę...? Zagapiłem się na pizzę myślami błądząc wokół tego wszystkiego.
Garrett ponownie się odezwał i sprowadził mnie na Ziemię. Uniosłem na niego wzrok i uśmiechnąłem się ponownie. Tym razem zawadiacko. Nie, nie było siły, która powstrzymałaby mnie przed studiowaniem ukochanej astrofizyki. Mimo to kiwnąłem krótko głową.
- Jasne - odparłem prawie beztrosko. To nie tak, że się nie przejmowałem tym wszystkim - ba, przejmowałem się coraz bardziej i rosło we mnie coraz więcej obaw. Uważać na siebie też mogłem (no, pakowanie się w jakieś bagno na pewno nie było w moich planach), ale bez przesady, tak? Studiów nie zamierzałem rzucać. Chwilę później znów kiwnąłem głową nie odwracając wzroku od oczu rudego przyjaciela Bena. Tylko im miałem przekazywać informacje. W porządku. Benowi raczej ufałem, Garrettowi w takim razie też mogłem zaufać.
- Spoko, spoko! - uśmiechnąłem się już całkiem szeroko na słowa Bena. - Będę się od tego wszystkiego trzymać jak najdalej - obiecałem zupełnie szczerze. Nie chciałem mieć przecież żadnych zatargów z czarodziejami... gorzej, jeśli wcale nikomu nie chodziło o zatargi. Z ich słów wcale nie wynikało, że ten mocarny ktoś miał jakichś wrogów wśród zwykłych ludzi i chciał wyrównać rachunki - wręcz przeciwnie. Tylko nie rozumiałem o co mu mogło w takim razie chodzić. Przecież zwykli ludzie nie mieli nawet pojęcia, że czarodzieje istnieją, nie? A on chciał się ujawnić i przy okazji zrobić jakiś... zamach? Ale po co? Co by niby tym osiągnął? Było to dla mnie taką samą zagadką jak wszelkie wojny i inne konflikty zbrojne.
- Pracujecie w czymś w rodzaju policji? - zapytałem po chwili, odsuwając na moment ponure myśli. Zerknąłem to na jednego, to na drugiego. - Czy jesteście bardziej jak prywatni detektywi?
W sumie nie wiedziałem kim Ben jest z zawodu... Jak mogłem zapomnieć go o to zapytać?! Czarodziejskie zawody są genialne! Ale właściwie na policjanta, nawet czarodziejskiego, to jakoś mi nie pasował. Garrett już bardziej, chociaż nie z wyglądu... z tego jego przepytywania.




Make love music
NOT WAR

©️CC
Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley http://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 http://www.morsmordre.net/t630-garrett http://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 http://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
żyjąc - pomimo
żyjąc - przeciw
wyrzucam sobie grzech niepamięci
41
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Bar szybkiej obsługi   02.10.16 21:49

Przez chwilę zawiesił spojrzenie na Louisie, a w jasnych tęczówkach zatańczyło coś zasługującego na miano hybrydy zaciekawienia, smutku i troski; to przerażające, że przez tyle lat Garrett nie rozumiał, dlaczego świat mugoli i świat czarodziejów stanowią osobne byty, a teraz, gdy granica mogła się zatrzeć, okazywało się, że niosło to za sobą ogrom niebezpieczeństw. Wiele słyszał o nienawiści Grindelwalda do mugoli, doskonale pamiętał też przemówienie, które padło z ust Minister Magii w trakcie imprezy sylwestrowej w Dolinie Godryka; stwierdzenie, że było to niepokojące, brzmiało jak mocne niedomówienie.
Garry nie chciał myśleć o tym, jaki los wkrótce może spotkać ludzi takich jak Louis: nieświadomych istniejącego zagrożenia, pogrążonych we własnej, wyzbytej magii codzienności. Zawisło nad nimi okrutne widmo i nikt nie zdawał się mieć pomysłów, jak skutecznie można byłoby je odgonić.
Na obietnicę Louisa - nawet jeżeli były to słowa rzucone na wiatr - zareagował z dużą dozą ulgi; z jakiegoś bliżej nieokreślonego powodu nie potrafiłby sobie wybaczyć, gdyby mimo wszystko chłopakowi stała się jakaś krzywda. Na myśl o tym, że tak naprawdę społeczności mugoli składały się z setek tysięcy takich Louisów i że każdemu z nich groziło niebezpieczeństwo, robiło mu się dziwnie słabo; wojna była bezlitosna, nie zadawała pytań przed zbieraniem przedwczesnych plonów, nie znała zawahań.
Najstraszniejsze było jednak to, że niszczyła też tych, którzy nie mieli z nią nic wspólnego.
- Właściwie to coś pomiędzy - rzucił lekko, być może ciesząc się, że temat rozmowy podryfował i przestała ona dotyczyć rzeczy przerażających. - Zajmujemy się głównie likwidowaniem wszelako pojętej - rozejrzał się dyskretnie, niby przypadkiem, by upewnić się, że nikt nie słuchał - czarnej magii. I tropieniem tych, którzy się nią parają. - W jego ustach zawsze brzmiało to dziwnie beztrosko; nie wspominał nocy, których nie przesypiał, bo musiał czuwać na patrolach, nie mówił o niebezpiecznych akcjach za każdym razem kończących się pobytem w Mungu i kilkudniową, bolesną rekonwalescencją. Milczał także o chorobie, w którą wpędził go nadmierny kontakt z czarną magią - miało to jednak swoje plusy, stał się swego rodzaju radarem na ciemne moce, bo kontakty z zaklętymi przedmiotami często poprzedzał jego nagły krwotok z nosa.
Dopijał resztki kawy, dopiero teraz odczuwając, jak bardzo kleiły mu się powieki; cały dzień już od nieprzyzwoitych godzin porannych spędził w pracy, żałując, że nie mógł się roztroić i jednocześnie kontrolować podejrzane magazyny, uzupełniać stosy dokumentacji i troszczyć się o nieroztropnych, łaknących przygód oraz lekkomyślnych stażystów.
- Jeszcze raz dziękuję za wszystko co powiedziałeś, Lou - wysłał mu kolejny uśmiech, odstawiając opróżnioną filiżankę na porcelanowy spodek. Jeszcze kątem oka zerknął na zbliżający się ku końcowi, wysmarowany sosem pomidorowym i serem placek, na którym wciąż spoczywała cała kolekcja najpewniej przypadkowych składników. Garrett chyba nigdy nie potrafiłby zrozumieć mugolskiej kuchni.
Po pożegnaniu i opuszczeniu lokalu odczuł jeszcze niezwykłą potrzebę zapalenia papierosa; błądził przez chwilę po sąsiednich uliczkach, jakby delektując się kąsającym go po policzkach chłodem. Wypuszczał w zimowe, lodowate powietrze kłęby dymu, porządkował myśli, wbijając spojrzenie w niebo roztaczające się nad zaszronionymi dachami pobliskich budynków. Wszystko to, co ostatnio się działo - i to, co miało zdarzyć się wkrótce - było absurdem, tym bardziej przerażającym, że rzeczywiście zostawał wcielany w życie.
Nie mogli być pewni niczego, oprócz tego, że nadchodziły ciężkie czasy.

| zt x3




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Raiden Carter
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 http://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 http://www.morsmordre.net/t3273-agent-carter#55386 http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
funkcjonariusz policji, brygadzista
31
Półkrwi
Kawaler
I don't know but I been told
A big legged woman ain't got no
s o u l
15
27
0
0
0
0
1
11
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Bar szybkiej obsługi   19.10.16 22:31

12 marca
To był ciężki dzień. I nie tylko pod względem natłoku zajęć związanych z tą sytuacją z opuszczonej chaty. Po prostu to był tylko czubek góry lodowej. Chociaż na pewno nie pomagała świadomość, że musiał napisać w raporcie możliwe wymuszenie stosunku z osobą tej samej płci. Na samą myśl robiło mu się niedobrze, a odruch wymiotny działał sam. Całe szczęście nie musiał się zajmować zwłokami. I chociaż cieszył się z tego, to wiedział, że ta rola przypadła Rowan Yaxley. Pani koroner może i czasem powinna zobaczyć jak wygląda prawdziwy świat, ale nie aż w taki sposób. Tak ten świat nie wyglądał i musieli się dowiedzieć, kto za tym stał. Badanie próbek było koszmarną rzeczą bez wątpliwości. Samo czytanie wyników sprawiało, że wszystkim obecnym dookoła funkcjonariuszom policji i znających tę sprawę wykręcało żołądki. Była to pierwsza taka sytuacja w okolicy, chociaż Raiden wiedział, że gdzieś w Ameryce coś mu się obiło o uszy, ale nie dotyczyło to strefy magicznej społeczności. W końcu trudno by było, żeby w takim wyzwolonym kraju nie działy się wszystkie odbiegające od standardów zboczenia. Wolał nie myśleć o nich więcej niż powinien.. Teraz to jednak przekręciło jego wszelkie myślenie na ten temat. Chciałby zapomnieć, ale krzyczało to do niego od dwóch dni. W końcu jednak mógł rzucić to wszystko w cholerę i wyjść z pracy. Od razu spytał McKennę czy nie chciałby skoczyć się napić. Mężczyzna odparł, że musiał przygotować się na przyjazd teściów. Raiden skrzywił się, życząc powodzenia w starciu z teściową, złapał płaszcz, przewieszając go sobie przez ramię. Gdy wyszedł na korytarz Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów, zatrzymał się nieświadomie w miejscu, gdzie spotkał po raz pierwszy Artis. Zdał sobie z tego sprawę po chwili. Uśmiechnął się delikatnie pod nosem i podniósł głowę jakby z nadzieją, że ją zobaczy. Zamiast tego czekały na niego dziesiątki innych głów niskich Anglików. Westchnął zarzucając płaszcz na plecy i zakładając kapelusz. Musiał jeszcze gdzieś zajść. Wszedł po pracy do prosektorium, gdzie jak wiadomo była Rowan.
- Oddam ci za ten alkohol. Ale już chodź - rzucił, chcąc wydostać się jak najszybciej z okręgu najbliższego Ministerstwu. W sumie nie miał pojęcia, dlaczego Yaxley w ogóle z nim poszła, ale wsiedli do niego do samochodu i pojechali w jedno miejsce. W sumie Raiden mało mówił podczas jazdy i dopiero, gdy zatrzymał się przed barem szybkiej obsługi, wyłączył silnik i spojrzał na swoją towarzyszkę.
- To jak? Idziemy?




Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Powrót do góry Go down
Rowan Yaxley
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3571-rowan-yaxley http://www.morsmordre.net/t3601-magnus http://www.morsmordre.net/t3618-rowcia http://www.morsmordre.net/f103-fenland-yaxley-manor http://www.morsmordre.net/t3640-rowan-yaxley
Tłumacz i nauczyciel języków obcych, były koroner
29
Szlachetna
Wdowa
When the fires,
when the fires are consuming you
And your sacred stars
won't be guiding you
I got blood, I got blood,
blood on my name
5
11
0
5
0
15
9
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Bar szybkiej obsługi   20.10.16 19:25

Słysząc słowa mężczyzny wchodzącego do pomieszczenia zdjęła z pośpiechem rękawiczki i fartuch. Umyła ręce i zabrała swoje rzeczy.
-Aż tak ci się śpieszy?-Rzuciła luźno nie oczekując nawet odpowiedzi. Jeśli miała być szczera ona również nie chciała spędzić w pracy choćby minuty więcej. Była pracoholiczką, temu zaprzeczyć nie mogła, ale wszędzie są jakieś granice, a jej została przekroczona właśnie dziś. Gdyby tylko mogła wzięłaby choćby tygodniowy urlop, ale kilka miesięcy temu wykorzystała cały i teraz ponosić musi tego małe konsekwencje.
Sama nie wiedziała dlaczego zgodziła się na to wyjście, ale chyba po prostu takowych jej brakowało. Od momentu w którym wyszła za mąż jej życie toczyło się wokół rodziny i sztywnych arystokratycznych uroczystości. Brakowało jej zwykłych, przyjemnych wyjść z osobami spoza tych kryteriów, a nawet jeśli miałaby wyjść z kimś z dobrze jej znanych, szlacheckich rodów to nie w tak sztywnej atmosferze. Kto wie, może to dobry czas na odnowienie kilku znajomości z Hogwartu?
Jeszcze bardziej od powodu wyjścia z Carterem gdziekolwiek szukała powodu dlaczego weszła do tego... czegoś. Choć w tym przypadku była to zapewne ciekawość. Widziała już mugolski samochód, ale nigdy nie miała okazji nim jechać. I choć wciąż była zdania, że środki transportu czarodziei mają więcej sensu i są na pewno bardziej komfortowe to musiała przyznać, że jazda rozpędzonym autem była bardziej przyjemniejsza.
Z jej przemyśleń wyrwał ją głos Raidena.-Ah, tak idziemy.
Wysiedli z samochodu stając przed znajomym jej budynkiem Baru szybkiej obsługi.
Longinus wbrew całej rodzinie nie miał aż tak konserwatywnych poglądów. Fakt faktem równie mocno co i ona miał mugolom za złe, że to oni, czarodzieje muszą żyć na uboczu. Nie zmieniało to jednak faktu, że w pewien sposób interesował się ich kulturą, czy wynalazkami, choć nigdy by się otwarcie do tego jej, ani nikomu innemu nie przyznał. No może do potajemnego słuchania ich jazzu. Lubił też takie miejsca, można było tu odsapnąć od codziennego sztywnego stylu życia. Dlatego też to była jej druga wizyta w tym miejscu. Jak się okazuje jej mąż wywarł na niej większy wpływ niż na początku myślała.
Weszła z Raidenem do budynku zajmując miejsca przy jednym z wolnych stolików. Było tu tłoczno, zgaduję, że jak zawsze, ale nie mogła wypatrzeć żadnej znajomej jej twarzy. Mało który arystokrata przychodzi do takich miejsc, a jeszcze mniej się do tego przyznaje. Jakby mieli za to trafić przynajmniej do Azkabanu. Zaraz po tym jak usiedli powitała ich młoda, uśmiechnięta kelnerka, która podała im karty. Gdy tylko odeszła rudowłosa kobieta przeniosła spojrzenie na mężczyznę siedzącego przed nią.
-Jesteś w stanie policzyć na palcach jednej ręki ile dziewczyn tu zabrałeś?-zapytała z uśmiechem błąkającym się na ustach i z jedną uniesioną brwią do góry.




Anguis in herba

But I'm holding on for dear life
Won't look down, won't open my eyes
'Cause I'm just holding on for tonight
Powrót do góry Go down
Raiden Carter
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 http://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 http://www.morsmordre.net/t3273-agent-carter#55386 http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
funkcjonariusz policji, brygadzista
31
Półkrwi
Kawaler
I don't know but I been told
A big legged woman ain't got no
s o u l
15
27
0
0
0
0
1
11
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Bar szybkiej obsługi   21.10.16 20:31

Zabawnym faktem było to, że zwyczajnie chciał coś zjeść i wypić, ale nie chciał robić tego w pojedynkę. Rowan nie dość, że wiedziała dlaczego tak jeszcze teraz był jej winny sporą dawkę alkoholu od jednego z ich ostatnich spotkać. Jednak nie tylko to go zdenerwowało. Chodził w dziwnym amoku od paru dni. Cóż. Nie trzeba było być ekspertem, że referendum każdego dotknęło. Jednych mniej innych więcej, chociaż więcej raczej tych, którzy zdawali sobie sprawę z jego możliwych konsekwencji. A to wcale nie było zadowalające. Albo przynajmniej dla niego i określonej grupy obywateli magicznego społeczeństwa, którzy nie chcieli być dyskryminowani lub uznawani za winnych tylko dlatego, że mała grupa szlachciców tak sobie ustaliła. Minister Magii musiała siedzieć w ich kieszeni i było to bardziej niż pewne.
Z tym i kotłującymi się w jego umyśle obrazami, otworzył drzwi baru przed Yaxley i puścił ją przodem. Nie wyglądała na zaskoczoną wybranym przez niego miejscem. Ba. Nawet poszła od razu w kierunku określonego stolika. Nawyk pracy w szeregach egzekutorów prawa. Nic nie powiedział, a gdy tylko pozbyli się płaszczów, zatrzymała się przy nich uśmiechnięta dziewczyna na wrotkach.
- Dobry wieczór - rzuciła urocza blondynka, do której Raiden uśmiechnął się dodatkowo uroczo, gdy wręczała mu kartę. Gdy odjechała dalej, Carter odprowadził ją wzrokiem. Zaraz jednak musiał wrócić na ziemię razem z pytanie swojej rudowłosej towarzyszki.
- Chcesz odpowiedź szczerą czy naginającą prawdę? - spytał, patrząc na nią wymownie. Po czym przejechał spojrzeniem po menu, ale oczywiście wiedział już co weźmie. Odłożył kartę i zaczął uderzać palcami w blat stolika w rytm lecącej z radia piosenki, czekając na decyzję Rowan przy okazji rozglądając się po miejscu, w którym spędzał naprawdę wiele czasu, gdy był młodszy. Nieznacznie się tu zmieniło, prócz... No, właśnie. Wystroju i zasuwających na rolkach kelnerek. Gdyby wyglądało to tak, gdy miał kilkanaście lat, zapewne w ogóle by stąd nie wychodził. - Wyglądało tu inaczej i było naprawdę wiele innych miejsc na takie rzeczy - dodał, chcąc ją nieco zirytować. Zatrzymał wzrok na jej oczach, badających z uwagą spis dań czy innych dodatków, które oferowała jadłodalnia. I właśnie wtedy to poruszył. Musiał o tym porozmawiać z kimkolwiek. - Czytałaś ten artykuł?
Nie musiał dodawać jaki. Wydawało mu się, że to był jedyny godny uwagi z ostatnich dni.




Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Powrót do góry Go down
Rowan Yaxley
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3571-rowan-yaxley http://www.morsmordre.net/t3601-magnus http://www.morsmordre.net/t3618-rowcia http://www.morsmordre.net/f103-fenland-yaxley-manor http://www.morsmordre.net/t3640-rowan-yaxley
Tłumacz i nauczyciel języków obcych, były koroner
29
Szlachetna
Wdowa
When the fires,
when the fires are consuming you
And your sacred stars
won't be guiding you
I got blood, I got blood,
blood on my name
5
11
0
5
0
15
9
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Bar szybkiej obsługi   21.10.16 23:29

Widząc jak Raiden prześledził wzrokiem długonogą kelnerkę uśmiechnęła się lekko kręcąc jedynie głową. Dla tego mężczyzny kobiety były niczym tlen, musi jedynie uważać aby się czasem, pewnego dnia nie zachłysnąć.
-Szczerą, raczej nie masz za dużo do stracenia zdradzając mi ten sekret.-Kalkulowała teraz w głowie ile mogło ich być, korzystając z wiedzy jaką do tej pory udało jej się uzyskać o tym mężczyźnie. Jak się okazało faktycznie w pewnym momencie zabrakło jej palców... w obu dłoniach.
Wlepiała wzrok w kartę już dawno wiedząc co chciałaby zamówić. Na słowa mężczyzny przewróciła oczami. Najwidoczniej obydwoje odczuwali pewnego rodzaju satysfakcje irytując się wzajemnie. Fakt faktem trochę się tu pozmieniało od jej ostatniej wizyty tutaj. Raczej na lepsze, choć nie jej oceniać, to raczej nie był jej gust.
Zacisnęła mocniej palce na karcie słysząc pytanie Raidena. Oczywiście, że czytała. Trudno byłoby uniknąć tej... "przyjemności"
-Jak chyba każdy kto rzuca teraz rudowłosej Pani Koroner podejrzliwe spojrzenia.-Parsknęła lekceważąco jedynie na swoje słowa. Gdyby ktoś dawał jej jednego galeona za każde rzucone jej tego typu spojrzenie w przeciągu tych czterech dni to mogłaby sobie odpuścić przynajmniej miesiąc pracy.
Uniosła swój wzrok z karty, którą odłożyła na stolik i skierowała go na mężczyznę od razu poważniejąc i dla pewności przyciszając lekko głos.
-Możesz myśleć o mnie co chcesz. Pochodzę z rodziny o bardziej niż konserwatywnych poglądach, w takowych byłam wychowywana i w nie właśnie wierze, ale coś takiego... Nie popieram żadnej formy prowokacji, to nie doprowadzi do niczego dobrego. Ludzie zaczną wariować, kto wie, może nawet dojdzie co samosądów? Wbrew pozorom ostatnią rzeczą jakiej chce jest śmierć czarodziei, czy nawet mugoli, a mam przeczucie, że do tego w końcu dojdzie.
To nie było przeczucie, to był pewniak. Wiedziała, że tak się właśnie stanie, musiało. Oczywistym jest, że Rycerze skorzystają z nadarzającej się okazji, którą zapewne sami zorganizowali, albo chociaż maczali w tym wszystkim palce. Poza tym Ministerstwo i jak się okazuję, przynajmniej "Walczący Mag" są skorumpowane, co daje już i tak wystarczającą siłę głosu do szerzenia propagandy.
-Nienawidzę mugoli Raiden, to fakt. Przez nich musimy żyć w cieniu kiedy to oni pławią się w blasku chwały, ale to nie znaczy, że chciałabym ich krzywdy, czy śmierci. Za bardzo cenie sobie życie, zbyt często widziałam śmierć aby życzyć jej komukolwiek.




Anguis in herba

But I'm holding on for dear life
Won't look down, won't open my eyes
'Cause I'm just holding on for tonight
Powrót do góry Go down
Raiden Carter
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 http://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 http://www.morsmordre.net/t3273-agent-carter#55386 http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
funkcjonariusz policji, brygadzista
31
Półkrwi
Kawaler
I don't know but I been told
A big legged woman ain't got no
s o u l
15
27
0
0
0
0
1
11
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Bar szybkiej obsługi   22.10.16 0:11

A dlaczego dla Rowan mężczyźni nie byli jak tlen? Można by się spytać, skąd mógł wiedzieć, że wcale tak nie było. Jednak Raiden posiadał coś takiego, co mówiło mu czy kobieta naprawdę jest w dobrych relacjach z przeciwną płcią. Czy regularnie się z kimś spotyka lub wypada coś więcej. Instynkt? Był w tym dobry. I tutaj nic nie mówiło mu, że się myli. W dodatku czy szlachta nie posiadała pewnego moralnego guzika stopu, który mówił, że coś idzie za daleko? Udało mu się to z Artis jakiś czas temu i pomimo że go zostawiła bez perspektyw na dalsze spotkania, coś mu podpowiadało, że jeszcze się spotkają. Chociaż oboje zdawali sobie sprawę, że nie chcą i nie oczekują niczego więcej.
Zerknął na Rowan i w pewnym momencie zdziwiła go jej obecność. Zupełnie jakby na ułamek sekundy zapomniał, że z nią tu przyszedł. Słysząc jej odpowiedź, uśmiechnał się pod nosem na wspomnienia.
- Najczęściej zabierałem tu pewną rudowłosą piękność, która odkąd ją zobaczyłem zawróciła mi w głowie. Zawsze zamawiała to samo, więc nie musiałem martwić się o to, że nie starczy mi pieniędzy. Chodziliśmy tak długie lata w każdą środę, a potem... Potem wyjechałem - urwał, zdając sobie sprawę, że patrzy w nieistniejący punkt. Otrząsnął się i przeniósł uwagę z powrotem na swoją towarzyszkę. Ominął jej wypowiedź, nie za bardzo wiedząc do czego się odnosiła. Zaraz jednak zaczęła mówić dalej, a Raiden uniósł lekko brwi, a jego twarz nabrała wyrazu, który mówił, że go nieznacznie zaskoczyła. Słuchał jej słów, a gdy w końcu zakończyła, rzucił na podsumowanie:
- Wow.
Odchylił się i oparł jedną rękę na zagłówkach kanapy, wpatrując się w stojące na stole sól i pieprz. No i tabasco. Nie przerywał jednak kobiecie.
- Mugole nie są niczemu winni - zaczął. - To my sami siebie wpędziliśmy w to życie w cieniu i nie potrafimy znaleźć złotego środka na pogodzenie tych dwóch światów. A może byśmy potrafili, ale tego nie chcemy. Może niektórzy czują się lepszymi, ważniejszymi, dlatego że należą do czegoś zakazanego i do czegoś z czego istnienia mugole w ogóle nie zdają sobie sprawy. Nie jest to jednak powód do nienawiści w stosunku do nich. Jak można chcieć grozić czemuś, skoro nie wiadomo, że to istnieje? Nie, Rowan. Problem leży po naszej stronie i rozwiązaniem nie są wcale ataki na nieświadomego wroga. Taki wróg, nie jest wrogiem. A jeśli chodzi o te niezbite dowody o zdradzie zawierane w Magu... Jak ktoś powołuje się na kolor włosów, nie mogę już traktować tego poważnie.
Raiden pokręcił głową i zamilkł, gdy dziewczyna podjechała do nich ponownie.
- Wybrali już coś, państwo? - zapytała uroczym głosikiem i spojrzała na Cartera.
- Panie mają pierwszeństwo - odpowiedział, wskazując Yaxley.




Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Powrót do góry Go down
Rowan Yaxley
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3571-rowan-yaxley http://www.morsmordre.net/t3601-magnus http://www.morsmordre.net/t3618-rowcia http://www.morsmordre.net/f103-fenland-yaxley-manor http://www.morsmordre.net/t3640-rowan-yaxley
Tłumacz i nauczyciel języków obcych, były koroner
29
Szlachetna
Wdowa
When the fires,
when the fires are consuming you
And your sacred stars
won't be guiding you
I got blood, I got blood,
blood on my name
5
11
0
5
0
15
9
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Bar szybkiej obsługi   22.10.16 23:00

Zastanawiała się czy każdy starszy brat ma takie tendencje? Czy każdy z nich bezwarunkowo kocha swoją młodszą siostrę? Jak do tej pory spotykała same "dowody" na potwierdzenie tej tezy. Myślała też również nad tym czy Craig także wpada w tak melancholijny stan mówiąc o niej.
-Czyżbyś miał słabość do rudych kobiet?-przekręciła głowę w bok wbijając w niego wzrok.
Był raczej zdziwiony jej odpowiedzią. Chyba się jej nawet nie spodziewał, a jak już to zdawkowej, a może nawet nieszczerej. Cóż... nie miała powodu by kłamać, ani aby tym bardziej ukrywać swoje poglądy.
To było tak elokwentna odpowiedź i tak bardzo w stylu Raidena Cartera, że nie potrafiła się nie uśmiechnąć, kręcąc z pobłażaniem głową.
-Nie pytałbyś się mnie o artykuł gdybyś nie chciał znać mojego zdania.-Ma szczerą nadzieję, że zaspokoiła jego... ciekawość? Nie było jednego, dobrego rozwiązania na rozwiązanie problemów rozgrywających się ich świecie. Co by nie wybrali na referendum i tak przyniesie to swoje nieprzewidziane skutki. Niestety wątpi aby były one tymi, na jakie nadzieję mają obywatele i ona sama.
Spoglądała na niego z zainteresowaniem słuchając dokładnie tego co mówi. Po części się z nim zgadzała, a nawet jakiś mały, chytry głos z tyłu głowy podpowiadał jej, że mężczyzna miał racje. Na ostatnie wypowiedziane przez niego zdanie kiwnęła jedynie głową. Więc był bardziej rozsądny niż myślała.
Ktokolwiek kto maczał w tym artykule palce był głupcem, a ktokolwiek kto w te bujdy wierzył był skończonym idiotą.
Kątem oka zauważyła kelnerkę, która podała im wcześniej karty, teraz zmierzała ona ponownie w ich stronę, a chwile później stała już obok nich. Musiała przyznać, że to coś co miała na stopach było dość użyteczne.
Na słowa mężczyzny skierowała swoje spojrzenie na blondynkę.
-Hamburger, frytki i sok pomarańczowy.-O to samo poprosiła ostatnim razem gdy tu była. Co poradzi na to, że jej smakowało?
Gdy mężczyzna złożył swoje zamówienie, a kelnerka również jak i poprzednie je zanotowała na odchodne rzucając mu długie spojrzenie, nie wytrzymała i zaśmiała się cicho zasłaniając usta. Myliła się... to nie dla Raidena kobiety były tlenem, tylko dla kobiet on.
Ponownie spoważniała kładąc swoją dłoń na blat stołu, o który kilkukrotnie uderzyła paznokciami zastanawiając się jak mogłaby dobrze obrać swoje myśli w słowa.
-Szanuję każde poglądy, twoje również, choć są różne od moich. Nie wiem co musiałoby się stać abym zmieniła zdanie Raiden. Wiem jedynie to, że jak i w moich, tak i w twoich jest coś z prawdy. Uwierz mi, że byłoby mi łatwiej spoglądać na to w taki sposób jak ty, ale po prostu nie potrafię.-Naprawdę nieraz zazdrościła innym tego. Nie była głupia i dobrze wiedziała, że mugole nie są tak naprawdę niczemu winni, bo nawet nie wiedzą o istnieniu ich świata, ale wpojona od dziecka nienawiść do nich nie może być z dnia na dzień przekreślona.




Anguis in herba

But I'm holding on for dear life
Won't look down, won't open my eyes
'Cause I'm just holding on for tonight


Ostatnio zmieniony przez Rowan Yaxley dnia 23.10.16 0:34, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
 

Bar szybkiej obsługi

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

 Similar topics

-
» Bar szybkiej obsługi
» Bar szybkiej obsługi "Kin"

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dalsze dzielnice :: London Borough of Bexley-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17