Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Esy i Floresy, 13 sierpnia 1937r.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Archibald Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4341-fluvius-archibald-prewett http://www.morsmordre.net/t4550-baldomero#96909 http://www.morsmordre.net/t4548-lord-prewett#96903 http://www.morsmordre.net/f247-dorset-west-lulworth-posiadlosc-prewettow http://www.morsmordre.net/t4549-fluvius-archibald-prewett#96904
toksykolog
30
Szlachetna
Żonaty
Only I could know exactly what I'm fighting for.
6
3
7
19
0
0
5
4
Czarodziej

PisanieTemat: Esy i Floresy, 13 sierpnia 1937r.   18.07.17 19:30

Trzynasty dzień sierpnia był dniem długo wyczekiwanym przez Archibalda. Nie spał od piątej rano. Obudził się razem ze wschodem słońca i leżał tak przez chwilę z otwartymi oczami, rozmyślając nad tym, co przyniesie mu dzień. Dzisiaj miał udać się z rodzicami na szkolne zakupy i choć wizja otrzymania hogwarckiej szaty, kociołka i własnej sowy była wspaniała, najbardziej mu zależało na różdżce. Jego własnej, magicznej, jedynej w swoim rodzaju. Już widział oczami wyobraźni jak macha nią na prawo i lewo, a wszystko dookoła zaczyna tańczyć i podskakiwać. Zmęczywszy się leżeniem, wyskoczył z łóżka i podbiegł do wielkiej tablicy, na której od miesiąca odliczał noce. Ostatni kwadracik intensywnie zamalował na krwistoczerwono i wybiegł z pokoju, stając pod drzwiami do sypialni rodziców. Uważnie nasłuchiwał odgłosów świadczących o tym, że już się obudzili. To wytłumaczyłoby jego nagłe wtargnięcie, ale niestety wszystko wskazywało na to, że wciąż śpią. Nie zniechęciło go to jednak do kontynuowania podsłuchiwania, więc stał tak z uchem przyklejonym do drzwi, kiedy podeszły do niego młodsze siostry. Podskoczył wysoko, tak go zaskoczyły, i zgromił je wzrokiem. - Sio! - Powiedział na tyle głośno na ile pozwalał mu szept, na co sześcioletnie Prewettówny zareagowały rozbawionym chichotem, ale ku uldze Archibalda, po chwili pobiegły dalej. To krótkie zdarzenie musiało obudzić jego ojca, bo stanął w progu szeroko otwartych drzwi, gromiąc Archibalda wzrokiem jak profesjonalista. Zapewne dlatego bliźniaczki zareagowały wcześniej chichotem - jego spojrzenie nie mogło się równać ze spojrzeniem ich rodziciela. Archie zaplótł ręce za plecami, wybąkując cicho przeprosiny, by po chwili zasypać ojca pytaniami odnośnie wyprawy na Pokątną. To z kolei obudziło jego matkę i tym sposobem wszyscy zaczęli się przygotowywać do wyjścia. Guwernantka ubrała Archibalda w elegancką koszulę, zapewniając, że tak ważny dzień wymaga odpowiedniego stroju. Postarała się również ujarzmić jego rudą czuprynę, ale niestety koniec końców niektóre pasma włosów i tak sterczały tak jak im się podobało. Cała trójka młodszego rodzeństwa została w domu, co jeszcze bardziej ucieszyło Archibalda, bo nie miał ochoty na robienie zakupów w ich towarzystwie. Zapewne płakałyby i narzekały, odbierając specjalność jego dnia. Teleportowali się przed mur, który za dotknięciem różdżki zaczął się przed nimi otwierać, ukazując ulicę Pokątną w pełnej krasie. Archibald już tu był, ale dzisiejszego dnia miał wrażenie, że jest tutaj całkiem inaczej. Uśmiechał się od ucha do ucha, wchodząc za rodzicami od jednego sklepu do drugiego. Miał już szatę, spiczastą tiarę, zimowy płaszcz i teleskop. Pan Prewett udał się po kociołek i potrzebne ingrediencje, pomimo sprzeciwu Archibalda, który chciał być przy każdym zakupie. Poszedł więc z matką do Esów i Floresów po potrzebne podręczniki. Oczywiście od razu przy wejściu spotkała swoją dobrą znajomą, w równie pięknej sukni i wyjściowym kapeluszu, więc Archie czmychnął do środka sklepu. - Fluwiuszu, tylko ostrożnie! - Zdążyła za nim krzyknąć, zapewne obawiając się, że pozrzuca wszystkie książki. Już tego nie usłyszał, bo podbiegł do ogrodzonego stosiku granatowych ksiąg, które pełzały dookoła niczym ślimaki.




Don't pay attention to the world ending. It has ended many times
and began again in the morning

Powrót do góry Go down
Oli Ogden
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4869-oli-ogden#105453 http://www.morsmordre.net/t4878-nokturnowy-smietnik#105711 http://www.morsmordre.net/t4877-oli-sie-nie-goli#105709 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t4879-oli-ogden
zbir
30
Półkrwi
Kawaler
- Kup mi whiskey.
- Będziesz pił whiskey? Jest 10 rano.
- W takim razie kup whiskey i płatki.
1
3
0
0
0
1
1
37
Półolbrzym

PisanieTemat: Re: Esy i Floresy, 13 sierpnia 1937r.   20.07.17 15:28

Nie odliczałem dni do czasu, aż wybiorę się na Pokątną po szkolne przybory. I wcale nie dlatego, że nie umiem liczyć. Umiem i to aż do dziesięciu. W każdym razie nawet nie chciałem tam iść. Nie mam pieniędzy na kupno tych wszystkich bajeranckich książek, kociołków oraz innych dupereli, bez których w szkole nie będzie życia. Udało mi się jedynie uzbierać na różdżkę, bo jej jako jedynej nie mogłem nikomu zwinąć. Długo pracowałem w nokturnowych alejkach na te ciężko zarobione galeony. Aleksander niemal mnie wypchnął z ich zapchlonego domku, żebym już przestał wyżerać tygodniowy zapas jedzenia. Więc na wpół głodny ubrałem wyświechtaną, ale przynajmniej czystą (nie zdążyła się jeszcze pobrudzić od rana) szatę, wcisnąłem sakiewkę z pieniędzmi do dziurawej kieszeni i pomknąłem czym prędzej zrobić te nieszczęsne zakupy. I jestem. Przygładzam ogromną dłonią nieco przetłuszczone włosy, po czym stwierdzam, że chyba trochę jebię wódką. Wiem, że mam dopiero jedenaście lat, ale wyglądam co najmniej na piętnaście. To już tylko trzy do pełnoletności (tak, myli mi się twarda kalkulacja), więc nie jest to już patolą. Z powodu tego odkrycia, wesolutki jak szczygiełek, chociaż nie wiem co to, ale gdzieś to usłyszałem, kieruję swoje kroki do wszystkich sklepów po kolei.
I oglądam sobie te pierdoły, co nie. Zza szyby, bo co będę wchodzić do miejsca, skąd mnie przegonią, bo na nic mnie nie stać? Cały czas trzymam w kieszeni sakiewkę, żeby nie wypadała, ale nie umiem szyć, więc co zrobić. Mlaszczę oglądając najnowsze modele mioteł za szybami sklepów. Zajebista sprawa, tylko co z tego, jak nie utrzymam się na tym cienkim kawałku drewna ani chwili. Nie wiem komu oni je robią, jakimś karłom chyba. Może boglinom. Mylą mi się z goblinami, ale co zrobić. Nie interesują mnie żadne kurduple wyglądające jak pół dupy zza krzaka. Bardziej interesujące są skarbce, których pilnują. Kiedyś się tam dostanę i zwędzę co nieco.
Teraz jednak postanawiam wejść do księgarni, bo na wystawie zobaczyłem ciekawą książkę. Nie dla mnie, nie mam zacięcia w czytaniu. Te wszystkie literki trochę mi się zbijają w całość, mylą się i przestawiają. Ale jeden z braci coś mamrotał, że lubi czytać, to wchodzę co nie. Wyciągam z drugiej kieszeni zmemłaną już gumę pozostawioną na później i wkładam ją sobie do gęby. Żuję ją ostentacyjnie przechodząc między alejkami. Aż pochłonięty rozszyfrowywaniem kolejnych tytułów na grzbietach wpadam na jakiegoś rudego przychlasta, co ma chyba nogi krótsze od mojej głowy. Tak patrzę na niego z góry i sobie myślę, że mógłbym mu przykleić tę gumę na czubku tych jego włosów i nawet by się nie zorientował. Jednak ja jestem przyjaznym człowiekiem, dlatego chcę się z nim przywitać. Niestety zbiera mi na kichanie. No to kicham w swoją rękę, tylko pobieżnie wycierając ją w szatę, po czym podaję mu swoją wielką grabę.
- Cześć, jestem Oli Ogden, a ty? - przedstawiam się z należytą kurturą czy czymś tam. Mama byłaby ze mnie dumna, gdyby to widziała. Nie zmieściłaby się co prawda w tym pomieszczeniu, ale to nieważne. Patrzę wyczekująco na tego konusa, nie wiedząc nawet na jakie delikatesy właśnie trafiłem.




no one cares

Powrót do góry Go down
Archibald Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4341-fluvius-archibald-prewett http://www.morsmordre.net/t4550-baldomero#96909 http://www.morsmordre.net/t4548-lord-prewett#96903 http://www.morsmordre.net/f247-dorset-west-lulworth-posiadlosc-prewettow http://www.morsmordre.net/t4549-fluvius-archibald-prewett#96904
toksykolog
30
Szlachetna
Żonaty
Only I could know exactly what I'm fighting for.
6
3
7
19
0
0
5
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Esy i Floresy, 13 sierpnia 1937r.   21.07.17 0:49

Ślimacze książki naprawdę pochłonęły całą uwagę Archibalda. Stawał na palcach, żeby bardziej się do nich wychylić i spróbować je pogłaskać, ale i tak nie sięgał. Nie potrafił powiedzieć co było w nich tak fascynującego, szczególnie, że nigdy nie lubił prawdziwych ślimaków. Ani żadnych innych zwierząt. Zazwyczaj miały za dużo nóg albo nie miały ich wcale, albo były zbyt włochate, albo śmierdziały, albo gryzły, albo drapały, albo wydzielały z siebie podejrzaną wydzielinę. Ojciec za wszelką cenę próbował zaszczepić w małym Archibaldzie miłość do magicznych stworzeń, w końcu sam pracował jako uzdrowiciel na oddziale urazów magizoologicznych i zwierzęta nigdy nie były mu obce. Tak jak jego młodsze siostry postawiły sobie za cel uratować każdą gąsienicę w ogrodzie, tak Archibald wolał wyrzucać je daleko poza ogrodzenie. To miało dwa znaczące plusy: 1) gąsienic już nie było w pobliżu i 2) to była świetna zabawa, prawie tak dobra jak odgnomianie ogrodu! Nauka jeździectwa też szła Archibaldowi opornie - za bardzo bał się spaść z konia, zostać ugryzionym, uderzonym ogonem. Zresztą ta niechęć była odwzajemniona i Archie mógłby przysiąc, że ogier kiedyś specjalnie strącił go z siodła. Z pełną świadomością swego czynu. Z pełną świadomością swojego pasażera. Nie, jeździectwo to zdecydowanie nie był konik małego Prewetta. Tak jak ślimaki, ale już nie ślimacze książki.
Te i inne rozmyślania zostały jednak przerwane przez nagłą kolizję, tak mocną i niespodziewaną, że Archie aż zachwiał się na swoich chudych nóżkach. Chwycił się dłonią drewnianej kolumny, która stała zaraz obok kojca z książkami, i spojrzał zaskoczony na swojego oprawcę.
Konkretniej na jego brzuch. Musiał unieść głowę wysoko, jeszcze wyżej, jeszcze trochę, o. Musiał ją unieść naprawdę wysoko, żeby móc spojrzeć nieznajomemu w oczy. Patrzył tak przez dłuższą chwilę, nie czując strachu przed nieznajomym olbrzymem. Jego niecodzienny wzrost i groźna mina wcale nie wzbudziły w nim lęku o własne życie - jedenastoletni Archie był przekonany, że nic nigdy nie może mu się stać. Większość życia spędził w odizolowanej idyllicznej posiadłości z ogromnym ogrodem, gdzie nie dosięgało go żadne zło, już rodzice się o to postarali. Z wyjątkiem jednego, śmiertelnego, ale temat tego incydentu był na tyle rzadko poruszany, że momentami Archibald zaczynał uważać swojego tragicznie zmarłego brata za wymysł wyobraźni. Tak czy inaczej ogromny chłopak (mężczyzna?) nie jawił się dla Archibalda jako zagrożenie. Zmierzył go wzrokiem, rozdziawiając lekko usta z szoku i ciekawości. Jak to się stało, że urósł taki duży?! Czyżby zjadał czerwone warzywa podczas obiadu? Archibald zawsze odsuwał je na brzeg talerza, a opiekunka straszyła go wtedy, że jeżeli będzie jadł tylko zielone warzywa to jego włosy zmienią kolor i nigdy nie urośnie. Nie chciało mu się w to wierzyć, ale może ten oto chłopak (mężczyzna?) był potwierdzeniem tej teorii? Chciał się go o to zapytać, ale wtedy olbrzym postanowił się przedstawić, zawstydzając tym lorda Prewetta, który o tym zapomniał. - Fluwiusz Archibald Prewett - przedstawił się, a ton jego głosu uległ chwilowej zmianie, nabierając wyćwiczonej maniery. Skłonił lekko głowę, równie mechanicznie, odrzucając tym samym podaną dłoń. Archie doskonale widział co się z nią działo sekundę temu, wciąż zauważał tego gila na dłoni, nawet jak go tam wcale nie było, ale Archie był przekonany, że jednak jest! Zarazki, Archibald nienawidził zarazków. Były jak zwierzęta, tylko dużo mniejsze, aż niewidoczne. Och, to w zasadzie jeszcze gorsze od zwierząt! Zarazki przenoszą choroby tak powtarzała jego matka, a on nie chciał być chory. Jego kuzynka chorowała na bladość, czy coś tam, a jeżeli mógł się tym od niego zarazić? Jego ubrania z pewnością nie były prane w wodzie różanej, w przeciwieństwie do stroju Archibalda, co było po wysokim chłopaku wyraźnie czuć. - Jesz czerwone warzywa? - Zapytał więc, mimo wszystko nie chcąc wyjść na osobę nieuprzejmą. Poza tym już wtedy mózg Archibalda przejawiał smykałkę badawczą, a ta informacja wydała mu się niezwykle istotna.


Powrót do góry Go down
Oli Ogden
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4869-oli-ogden#105453 http://www.morsmordre.net/t4878-nokturnowy-smietnik#105711 http://www.morsmordre.net/t4877-oli-sie-nie-goli#105709 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t4879-oli-ogden
zbir
30
Półkrwi
Kawaler
- Kup mi whiskey.
- Będziesz pił whiskey? Jest 10 rano.
- W takim razie kup whiskey i płatki.
1
3
0
0
0
1
1
37
Półolbrzym

PisanieTemat: Re: Esy i Floresy, 13 sierpnia 1937r.   23.08.17 12:47

Nie mam pojęcia co to są ślimacze książki. W ogóle jestem trochę na bakier z książkami. Chciałem tylko zrobić przyjemność bratu. Nie wiedziałem, że to takie skomplikowane! Tyle tu tych tomów, że aż zaczyna mnie boleć głowa. A może to kac? Sam nie wiem. W każdym razie po zderzeniu też mi trochę głowa tak jakby pulsuje, więc może to jednak ten rudy przychlast jest wszystkiemu winien. Udaję trochę zamyślonego, ale zaraz wszystko bierze w łeb kiedy stwierdzam jednak, że chcę się z nim zapoznać. Wygląda mizernie, jak wypancykowany firetyk, ale trudno. Jak się nie ma co się lubi to coś tam - tak zawsze mówił Aleksander, chociaż nigdy do końca nie wiedziałem o co mu chodzi. Chyba po prostu muszę lubić coś, czego nie lubię. I pomimo braku sensu w tym wszystkim, staram się żyć zgodnie z jego mądrymi słowami. W końcu jak by nie patrzeć, przygarnął mnie. Co prawda dalej pracuję na ulicy, żeby się utrzymać, ale przynajmniej mam kogoś kto się mną zaopiekuje i sprawi, że nie pobiją mnie pierwsi lepsi zakapiorzy z końca ulicy. W kupie zdecydowanie raźniej.
Żuję gumę dość głośno mlaszcząc i przyglądam się uważnie mojemu nowemu przyjacielowi. Jest mi bardzo przykro, że trzymam wyciągniętą rękę, a on wcale jej nie ściska. Może powinienem podać mu drugą? Zerkam więc na lewą dłoń (z sakiewką) starając się sobie przypomnieć którą z nich należy się witać. Niestety od tego myślenia jeszcze bardziej boli mnie czerep, więc krzywię się tylko i chowam obie ręce do kieszeni. Z początku jest mi smutno i w ogóle, ale słysząc personalia tego chłopaczka najpierw zamieram, a potem wybucham donośnym rechotem.
- FLUWIUSZ? - wyrzucam na głos pomiędzy kolejnymi salwami śmiechu. - Co to za cudaczne imię? - dopytuję już nieco spokojniej, ale nadal się chichram. - Czy to łacienieńska nazwa flegmy? - No cóż, nie potrafię tak od razu przestać. Staram się być jednak sympatytycznym człowiekiem, a zatem zduszam w sobie śmiech oraz próbuję wyglądać na przejętego losem nowego przyjaciela.
- Dobra, przepraszam. To na pewno ogromna tragedia nosić takie imię. Mogę ci jakoś pomóc? - reflektażuję się więc, co by zatrzeć nieprzyjemne wrażenie jakie wywarłem swoim nabijaniem się z biednego chłopczyka. Nie powinienem. Chociaż to nie moja wina, to imię… ach, nie, bo zaraz znów zacznę się śmiać.
- Czerwone? - powtarzam ze zdziwieniem. Pociągam nosem. - Jem różne warzywa, ale nie lubię. Wolę mięcho. Ostatnio jadłem pysznego szczura, chcesz przepis? - pytam, żeby zatrzeć złe wrażenie. Przez żołądek do serca, tak mi ktoś kiedyś powiedział. Czy serce znajduje się na wysokości krocza? Ciekawe czy ten konus to wie?




no one cares

Powrót do góry Go down
Archibald Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4341-fluvius-archibald-prewett http://www.morsmordre.net/t4550-baldomero#96909 http://www.morsmordre.net/t4548-lord-prewett#96903 http://www.morsmordre.net/f247-dorset-west-lulworth-posiadlosc-prewettow http://www.morsmordre.net/t4549-fluvius-archibald-prewett#96904
toksykolog
30
Szlachetna
Żonaty
Only I could know exactly what I'm fighting for.
6
3
7
19
0
0
5
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Esy i Floresy, 13 sierpnia 1937r.   01.09.17 17:34

Głos jego rozmówcy okazał się tak donośny, że Archibald podskoczył z zaskoczenia, kiedy ten wybuchnął tubalnym śmiechem. Na jego bladą twarz pomału zaczynał wstępować szkarłat, a niewielkie dłonie zacisnął w piąstki. Nie lubił, nie cierpiał, gdy ktokolwiek śmiał się z jego imienia. Prawdę mówiąc, nie lubił, gdy w ogóle się z niego śmiano, jednak na punkcie imienia był szczególnie przewrażliwiony. Sam za nim nie przepadał, chociaż rodzice niejednokrotnie uświadamiali go w długiej tradycji i wartościach jakie ze sobą niosło. Prapradziadek Fluwiusz, znany zielarz, całe życie poświęcił na sklasyfikowanie wszystkich rodzajów skrzeloziela. Prawuj Fluwiusz, polityk, w ramach delegacji zwiedził pół świata, co prawda ostatecznie ginąc w amazońskiej puszczy, ale co zobaczył to jego. Mógł wymienić jeszcze innych wybitnych Fluwiuszy, znał ich wszystkich na pamięć, lecz nawet oni nie sprawili, że zapałał miłością do swojego imienia. Po prostu go nie lubił, ot, żadnych konkretnych powodów. Nie uświadomił sobie jeszcze, że może posługiwać się drugim, o wiele ładniejszym. - Nie - wycedził, niby spoglądając na olbrzyma z dołu, ale jednak z góry. - To łacińska nazwa rzeki - poprawił go, i choć starał się nad sobą zapanować, to w jego głosie dało się usłyszeć zdenerwowanie. Nie miał prawa stroić z niego żartów, a już na pewno nie z imienia, na które nie miał przecież żadnego wpływu. - Nie chcę twojej pomocy - dodał, chcąc zabrzmieć poważnie, choć z tymi czerwonymi od złości polikami sprawiał wrażenie równie zabawne co jego imię. - A ty dlaczego jesteś taki duży? - Zapytał, splatając ręce na piersi. Zaraz potem usłyszał odpowiedź na swoje pytanie, więc przyczynę jego wzrostu upatrywał w diecie. Szczury, też coś! Wykrzywił się nieznacznie, choć wcale nie powinien, kręcąc przy tym głową. - Nie jadłem nigdy szczura. W domu najczęściej jemy polędwiczki z jelenia - odpowiedział, od razu nabierając ochoty na domowy obiad, choć w zasadzie skoro nigdy nie jadł szczura to nie mógł stwierdzić czy na pewno był taki niesmaczny. Zmarszczył lekko czoło, spoglądając na olbrzyma, i choć wciąż był na niego obrażony to w zasadzie ciekawił go ten przepis. - Ale przepis możesz dać - powiedział więc po chwili, odchylając się mocno w bok, by sprawdzić co w tym czasie robi jego mama. Ona jednak wciąż zawzięcie z kimś dyskutowała, więc Archie ponownie skupił się na swoim dużym rozmówcy. - W jakim jesteś domu? - Zapytał go jeszcze, bo wyglądał mu na osobę, która już kończyła szkołę.




Don't pay attention to the world ending. It has ended many times
and began again in the morning

Powrót do góry Go down
Oli Ogden
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4869-oli-ogden#105453 http://www.morsmordre.net/t4878-nokturnowy-smietnik#105711 http://www.morsmordre.net/t4877-oli-sie-nie-goli#105709 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t4879-oli-ogden
zbir
30
Półkrwi
Kawaler
- Kup mi whiskey.
- Będziesz pił whiskey? Jest 10 rano.
- W takim razie kup whiskey i płatki.
1
3
0
0
0
1
1
37
Półolbrzym

PisanieTemat: Re: Esy i Floresy, 13 sierpnia 1937r.   11.09.17 11:31

Nie mogę się nie śmiać - przecież to tak zabawne imię! Wyobraźcie sobie, że biegnę ciemnymi uliczkami Noktrunu, ścigają mnie zbiry, którym zwędziłem sakiewkę i nagle zza rogu wyskakuje Aleksander krzycząc FLUWIUSZ, cho no tu! Przecież na miejscu tych gości zatrzymałbym się i zaczął dziko śmiać, tarzając się w tych brukowych rzygowinach i mając ubaw po pachy. No nie przetrwałbym z takim imieniem ani jednego dnia. Co prawda to zabawne, że ja sam mam dziwne imię - Oliphant, kto tak nazywa dziecko? Ale jakoś tego nie pamiętam na co dzień, nie posługuję się tym wybrykiem natury, który przypomina w wydźwięku słonia (nie, żebym wiedział jak takie zwierzę wygląda), dlatego nie mam takich problemów. Po prostu mówię siema, jestem Oli i jakoś tak życie się toczy co nie. A ten tak oficjalnie, przy wszystkich mówi, że jest Fluwiuszem. Rzeką, nie flegmą, chociaż niedaleko pada rzeka od flegmy - i jedno i drugie jest mokre! Ale ja jestem kurwa bystry.
- Rzeki? - dopytuję między kolejnymi porcjami cichego śmiechu. - Czekaj, czekaj. Czyli rodzice krzyczą do ciebie: ej Rzeko, idź się kąpać? KĄPIEL RZEKI, CZAISZ TO? - Mój rechot przybiera na sile kiedy wyrzucam na głos ten nie-śmieszny żart, który dla mnie z kolei jest tak zajebisty, że aż łapię się wolną ręką za brzuch, bo tak mnie zaczął boleć! A zaraz potem głowa, bo kac nie lubi tak głośnych oraz donośnych dowodów wesołości. Ocieram łzy szczęścia gromadzące się w kącikach oczu i za wszelką cenę staram się być poważny. W końcu to nie lada problem mieć lamerskie imię, sam bym się chyba pochlastał, a co dopiero ten pokurcz, którego można zdmuchnąć jednym podmuchem. Nie byłby w stanie ochronić swojego honoru. Muszę się więc wyciszyć oraz okazać wsparcie duchowe mojemu nowemu przyjacielowi.
- Nie to nie - burczę trochę nadąsany, ale twoje pytanie odwraca trochę moją uwagę od much w nosie, które przed chwilą jeszcze miałem. Marszczę zamyślony czoło, ale w takim stanie procesy pamięciowe okazują się zbyt bolesne. - Moja mama była duża. Mamy grube kości - odpowiadam zatem. Tak sobie właśnie myślę, że to chyba to. Chociaż nigdy swojej matki nie widziałem, mogę się jedynie domyślać. Ojca też nie pamiętam - może to on był duży? Chuj wie. Za dużo zagadek jak na jedno skacowane przedpołudnie. - Co jadacie? - pytam zdziwiony. Nie mam pojęcia co to jeleń, a co dopiero polędwiczki. - To jakieś francuskie żarło? - Te polędwiczki brzmią właśnie jak jakiś żabojadzki bełkot ęęęęąąą.
- No dobra, a masz coś do notowania? Bo ja nie mam - rzucam chwilę później. Nie przychodzi mi do głowy, że przepis można zapamiętać - ja bym się prędko zgubił i wszystko przekręcił! I prawda jest taka, że tego przepisu też nie pamiętam. - W żadnym, dopiero idę do szkoły - odpowiadam trochę zawstydzony, bo może on jest starszy ode mnie i teraz będzie się chwalił swoim superowym domem w zamku? No nic, to mu wtedy przypierdolę.




no one cares

Powrót do góry Go down
Archibald Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4341-fluvius-archibald-prewett http://www.morsmordre.net/t4550-baldomero#96909 http://www.morsmordre.net/t4548-lord-prewett#96903 http://www.morsmordre.net/f247-dorset-west-lulworth-posiadlosc-prewettow http://www.morsmordre.net/t4549-fluvius-archibald-prewett#96904
toksykolog
30
Szlachetna
Żonaty
Only I could know exactly what I'm fighting for.
6
3
7
19
0
0
5
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Esy i Floresy, 13 sierpnia 1937r.   08.10.17 21:57

Archibald przyglądał się olbrzymowi z kamienną twarzą, w ogóle nie będąc rozbawionym jego żartami. Wręcz przeciwnie, coraz bardziej go denerwowały - jeżeli byłby wilkołakiem to z pewnością z tej złości zamieniłby się w wielkiego wilka, szczerzącego na chłopaka swoje ostre zęby. Na szczęście nie posiadał takiej umiejętności, ba! Do wilka było mu wyjątkowo daleko, ani duży nie był, ani aż tak sprawny. - Skrzat przygotowuje mi kąpiel - mruknął naburmuszony, odruchowo poprawiając każdy błąd, którego dopuścił się jego rozmówca - czuł się w obowiązku, może nawet dało się to podpiąć pod dobry uczynek. A ludziom trzeba było pomagać bez względu na ich urodzenie, status majątkowy czy poziom inteligencji. Tak uczyli go rodzice, a Archibald starał się ich słuchać. No, czasem interpretował ich słowa na swój sposób, ale jeszcze nigdy nikomu to nie zaszkodziło. - Musiała być naprawdę duża - powiedział, z ciekawością spoglądając na jego wielkie ręce. Miał ochotę ich dotknąć i samemu się przekonać jak bardzo grube ma kości, ale wciąż pamiętał o tych smarkach z nosa i dlatego zrezygnował z tego pomysłu. Zarazki były najgorsze. - Eeee - zaczął niezbyt mądrze, bo nie miał pojęcia czym dokładnie były polędwiczki ani tym bardziej skąd pochodzą. Nie chciał jednak wyjść na takiego co nie wie, dlatego odwrócił wzrok od olbrzyma, wodząc oczami po tytułach najbliżej stojących książek. - Tak, francuskie - odpowiedział w końcu z wymuszoną pewnością siebie, coby ten cały Oli nie pomyślał, że Archibald tego nie wiedział. Wzruszył ramionami na jego pytanie - nie miał nic do notowania, po co mu notatnik, po co w ogóle coś notować. - To kiedy indziej - odparł, tracąc zapał na przyrządzanie szczura. Zresztą ten ogon plątający się pomiędzy zębami nie mógł być smaczny. - Dopiero idziesz?! - Zapytał głośno, unosząc brwi wysoko ze zdziwienia. - Masz jedenaście lat? - Upewnił się, mierząc go uważnie wzrokiem, bo to przecież było niemożliwe! Jak ktoś tak duży mógł urodzić się w tym samym roku co on? Będzie musiał zapytać tatę, jego tata wiedział wszystko, a już z pewnością wszystko na temat ludzi. Może ten cały Oli kiedyś wypił eliksir powiększający? Może dlatego jego tata każe mu się trzymać od nich z daleka - inaczej urósłby tak samo duży jak on? Bo aż tak duży to być nie chciał. - To może... może trafimy do tego samego - dodał spokojniej, odchodząc jeden krok w bok, by móc zerknąć na swoją matkę, ale ta wciąż była zbyt zajęta rozmową, żeby zwrócić na niego uwagę. - Bo ja to pójdę do Gryffindoru - powiedział, wypinając dumniej pierś. Tak jak jego ojciec i dziadek i pradziadek i prapradziadek i praprapradziadek i... nie, prapraprapradziadek podobno się wyłamał i był w Ravenclawie, nikt nie wie dlaczego. - A twoja mama gdzie była? - Zapytał, bo może trafi tam gdzie ona, o.




Don't pay attention to the world ending. It has ended many times
and began again in the morning

Powrót do góry Go down
Oli Ogden
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4869-oli-ogden#105453 http://www.morsmordre.net/t4878-nokturnowy-smietnik#105711 http://www.morsmordre.net/t4877-oli-sie-nie-goli#105709 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t4879-oli-ogden
zbir
30
Półkrwi
Kawaler
- Kup mi whiskey.
- Będziesz pił whiskey? Jest 10 rano.
- W takim razie kup whiskey i płatki.
1
3
0
0
0
1
1
37
Półolbrzym

PisanieTemat: Re: Esy i Floresy, 13 sierpnia 1937r.   10.10.17 15:40

Przecież mam zajebiste żarty. Nie wiem o co chodzi temu konusowi, a nie, sorry, mojemu nowemu kumplowi. Wzruszam barczystymi ramionami uznając, że to rudy knypek nie ma poczucia humoru. Tacy też się zdarzają. Raz takiemu jednemu dla jaj pociągnąłem z bara, ale on też był jakiś niełapiący dowcipów i próbował mnie wtedy powalić zaklęciem, tym na trolle w dodatku. Słabo było. Na szczęście ten przede mną nie ma różdżki, to nie zrobi mi krzywdy. Prędzej ja go wgniotę w podłogę. Jednak mówi ciekawe rzeczy, chociaż trochę dziwne. Wytrzeszczam więc na niego gały.
- Skrzat? To to takie czworonożne co merda ogonem? – dopytuję. - Ale masz kurwa rękę do zwierząt, że wytresowałeś je do robienia sobie kąpieli. Szacun Rzeka - dodaję z uznaniem w głosie. Kiwam głową, bo respekt na dzielni to zajebista rzecz, ciekawe, czy kiedyś doceni. W każdym razie znów wzruszam ramionami - nie wiem jaka była matka. Może duża, może mała, chuj w nią. Szukałem jej, ale nie znalazłem, więc niech się wypcha trocinami.
Wow, kolejny szacun, tym razem za francuskie delismatesy. Musi być zajebiście jedząc coś takiego. Ja czasem polewam sobie szczura sosem jak mamy więcej hajsu, ale to pewnie nie to samo.
- Ej, Rzeka, to ty jesteś dziany nie? Weź odpal trzy dychy, muszę braciakowi jakąś książkę kupić. Wiesz, taką z literkami. Musi mieć dużo literek. I najlepiej jakieś kociołki - rzucam jakże niezobowiązująco. No bo kurwa, mi nie da? Przecież ładnie proszę. To w imię wyższych celów, chociaż i tak kupię tańszą, a za resztę skołuję whisky. Aleksander będzie zadowolony.
- No, dobra - przytakuję. Skoro nie ma nic do pisania, to trudno, kiedy indziej mu podyktuję. Potem już patrzę się na niego jak na debila, bo czy ja niewyraźnie powiedziałem? - A co, można zacząć wcześniej? - pytam, bo nie rozumiem, no kurwa nie rozumiem. Potem wyciągam grabę, a drugą, w której trzymam woreczek z kasą, wskazuję na palce. Próbuję policzyć czy naprawdę mam tyle lat, ale po czwartym paluchu się kurwa gubię i w ogóle nie wychodzi jedenaście. Ej, ale Siergiej mi czytał list, to chyba oni wiedzą ile mam lat, co nie?
- No, jedenaście. W czerwcu skończyłem - mówię więc. Akurat datę urodzin swoich pamiętam, to co mam nie mówić. Drapię się po brodzie zastanawiając o co temu szczylowi chodzi. - A co jest w tym gryfincośtam? Dobre dupy? - dopytuję, bo to istotna sprawa. Jak nie, to nie idę tam, znajdę sobie lepszą miejscówkę. W ogóle nie wiem, bez sensu, mam już dom, po co mi jakiś inny? I to jeszcze mam tam z jakimiś frajerami mieszkać? Bez sensu.
- W Zakazanym Lesie - odpowiadam, bo nie czaję pytania tego rudego. Kiedyś tam była, ale teraz to nie wiem gdzie jest. I po chuj tak ciągle o nią wypytuje, chce mi wyrwać matkę czy co?




no one cares

Powrót do góry Go down
Archibald Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4341-fluvius-archibald-prewett http://www.morsmordre.net/t4550-baldomero#96909 http://www.morsmordre.net/t4548-lord-prewett#96903 http://www.morsmordre.net/f247-dorset-west-lulworth-posiadlosc-prewettow http://www.morsmordre.net/t4549-fluvius-archibald-prewett#96904
toksykolog
30
Szlachetna
Żonaty
Only I could know exactly what I'm fighting for.
6
3
7
19
0
0
5
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Esy i Floresy, 13 sierpnia 1937r.   15.10.17 2:37

Archibald nie mógł uwierzyć, że ten olbrzym nic nie wie o świecie. Może wychowywał się w zamknięciu bardzo daleko od Wielkiej Brytanii? To było jedyne logiczne wyjaśnienie, bo jak można nie wiedzieć czym jest skrzat? To pytanie zamurowało Archiego dlatego stał przez krótką chwilę zmieszany. - Skrzaty nie merdają ogonem. I nie trzeba ich szkolić, takie... takie się rodzą - wytłumaczył, choć głupie pytanie jego nowego znajomego kazało mu zatrzymać się chwilę nad życiem tych stworzeń. Bo... nikt ich nie szkolił, prawda? Jakoś nie wyobrażał sobie swojego ojca w sali pełnej nieposłusznych skrzatów. One od zawsze wiedziały co robić! - Podają ci jedzenie, robią kąpiel, pomagają przy ubieraniu, szukają jak coś zgubisz, przynoszą coś jak chcesz... - wyliczał powoli na palcach, próbując wytłumaczyć Oliemu na czym polega rola skrzata. Nie wyobrażał sobie bez nich życia - a taki Ogden nawet nie wiedział co to. Niesamowite! Z tego zdziwienia nawet nie zareagował na tę rzekę, choć zapewne i tak skończyłoby się to na zdenerwowanym zaczerwienieniu polików do koloru przypominającego odcień włosów. Nie potrafił się bić, nie był też najlepszy w ciętych ripostach - po prostu nie potrafił się obronić. Nie do końca był tego świadom, do tej pory żyjąc w wygodnej mydlanej bańce. - Nie odpalę - powiedział, marszcząc brwi z niezadowoleniem. Nawet nie chodziło o to, że sam nie miał żadnych pieniędzy - a o to, że nawet jakby je miał, nie dałby ich jakiemuś olbrzymowi. Może miał jedenaście lat, ale przebywała w nim jakaś niewielka ilość rozsądku. - I nie mów do mnie rzeka, to głupie - dodał, unosząc wyżej głowę. Teraz to już na pewno nie widział nic oprócz czubka swojego nosa, o! - Nie, nie można - odpowiedział zniecierpliwiony, bo odpowiadanie na jego oczywiste pytania zaczynało być nudne i męczące. - Z drzewa się urwałeś? Jak można nie wiedzieć tych wszystkich rzeczy - westchnął, wywracając przy tym oczami. Halo! Polędwiczki, skrzaty, łacina - no dobrze, niech będzie; ale domy w Hogwarcie?! Nie zrozumiał o co mu chodziło z tymi dobrymi dupami - oczywiście znał parę brzydkich słów, ale nie mógł pojąć tego połączenia. W jaki sposób dupy mogą być dobre? Duże, wygodne? Tak twarde, że nie czuć na nich żadnego uderzenia? - GRY-FFIN-DOR - powiedział powoli i głośno, akcentując wyraźnie każdą sylabę. Może od tego powinien był zacząć. - Dobre - odpowiedział po chwili, coby nie wyjść na ignoranta, który nie wie czym te dupy są. Uznał jednak, że w Gryffindorze wszystko jest najlepsze. Zmieszał się jednak kompletnie, kiedy usłyszał odpowiedź na swoje pytanie. W Zakazanym... co? W Zakazanym Lesie?  Już otworzył usta, żeby to jakoś skomentować, ale niestety nie zdążył - nagłe obok niego pojawiła się matka, łapiąc go mocno za nadgarstek. Archibald miał wrażenie, że wbija mu w skórę swoje długie paznokcie, nie chciał jednak okazać nieprzyjemnego bólu przy nowo poznanym koledze. Pociągnęła go obok zanim zdążył się pożegnać, mówiąc przy tym głośno - Fluwiuszu, nie wolno spoufalać się z olbrzymami!- kiedy Archibald wyciągnął rękę i otworzył usta, żeby pożegnać się z nim na odległość. Dziwny był, ale w sumie ciekawy, wypadało coś powiedzieć na koniec. Szybko złapała za paczkę przygotowanych książek dla pierwszorocznych, podając kasjerowi odliczoną ilość galeonów, po czym równie sprawie opuścili sklep. - Najlepsze dupy w Gryffindorze! - Powtórzył głośno zanim przekroczyli próg, żeby jego nowy znajomy zapamiętał, co spowodowało pojawienie się zniesmaczonych min na twarzach niemal każdej osoby w sklepie. Najbardziej zniesmaczona była jednak twarz jego matki, której oczy powiększyły się do rozmiaru galeonów, a na czole pojawiła się niewielka żyłka świadcząca o znacznym poziomie wściekłości. - Fluwiuszu! - Powiedziała oburzona, przyspieszając korku. - Tak się nie mówi! Widziałeś miny tych ludzi? Jesteś Prewettem, na miłość boską! - Kontynuowała, nawet nie zauważając, że jej syn ledwo za nią nadąża. - Poczekaj aż ojciec się o tym dowie... Na chwilę zostawić cię samego i o!

|zt Pwease




Don't pay attention to the world ending. It has ended many times
and began again in the morning

Powrót do góry Go down
Oli Ogden
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4869-oli-ogden#105453 http://www.morsmordre.net/t4878-nokturnowy-smietnik#105711 http://www.morsmordre.net/t4877-oli-sie-nie-goli#105709 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t4879-oli-ogden
zbir
30
Półkrwi
Kawaler
- Kup mi whiskey.
- Będziesz pił whiskey? Jest 10 rano.
- W takim razie kup whiskey i płatki.
1
3
0
0
0
1
1
37
Półolbrzym

PisanieTemat: Re: Esy i Floresy, 13 sierpnia 1937r.   19.10.17 10:09

Przecież wiem dużo. Wiem jak wygląda skrzatopies, a to coś oznacza, nie? Chociaż ten knypek twierdzi, że to zwierzę wcale nie ma merdającego ogona, czego nie rozumiem. Widziałem na własne oczy! Może jest jakimś głąbem, większym ode mnie nawet? A to już całkiem trudna sprawa. Unoszę brwi wysoko aż pod sufit księgarni i nie mogę pojąć o co kolesiowi chodzi. Wreszcie prycham rozeźlony i macham lekceważąco ręką.
- Stary, w dupie byłeś i gówno widziałeś - odpowiadam, zupełnie niepomny na to, że to przecież on ma skrzata a nie ja. - Przecież wiem jak to wygląda. Niskie, chude, na czterech nogach i z ogonem, błagam - dodaję jeszcze w podobnym tonie i kręcę głową z niedowierzaniem. Czy bardziej dezaporowatą.
- No to przecież mówię! Tylko ta kąpiel tu nie pasuje. Chyba, że sikają do wanny - zakrzykuję, bo chyba po prostu nie możemy się dogadać, ale chodzi nam o to samo. No przecież. Wzdycham cierpiętniczo jako mężczyzna niezrozumiany. Może ten rudzielec ma jakieś festyny? Wiecie, lubi, jak się na niego sika czy coś. W zasadzie to nie wnikam lepiej. Chociaż zaczynam się złościć, bo kurdupel nie chce odpalić kasiory. Jeny, co za sknera. Ma jej tyle, a biednych nie poratuje. Co z niego za człowiek?
- Jaki ty jesteś kurwa nieczuły - odpowiadam więc oburzony. Nawet uderzam go w ramię, jakby to miało sprawić, że się opamięta i pomoże kumplowi w potrzebie, a on dalej nic. - Przecież sam mówiłeś, że masz na imię Rzeka. Ja pierdolę, weź się ogarnij, stary, bo widzę, że masz jakieś zaniki pamięci. To trzeba leczyć a nie hasać po bibliofice - rzucam może trochę przejęty jego losem. W końcu jest chory, nie mogę więc tak od niego wymagać. Biedny Rzeka, sam już nie wie co mówi.
- Nie urwałem się z drzewa ani nie urosłem w kapuście. Kto ci takich głupot naopowiadał? Dzieci się biorą z ruchania, ktoś cię powinien wreszcie uświadomić! - Trochę się unoszę, bo zaczął mnie obrażać, a ja swoją godność mam, co nie. Nawet mam ochotę mu spuścić manto za obrażanie mnie, ale się powstrzymuję. Za dużo świadków. Umówimy się na ustawkę po zielarstwie.
- Dobre chociaż tyle - mruczę, tylko trochę pocieszony, bo głównie to mi przykro, że spotkałem takiego wrednego człowieka jak ten rudy konus. Jednak co prawda to prawda, rude najgorsze.
Potem to już tylko rozdziawiam gębę jak jakaś lasia zaczyna się drzeć na Rzekę. To chyba jego matka. Ja pierdolę, ten to musi mieć ciężkie życie z taką jędzą. Chyba go nawet rozumiem. Kiwam ze współczuciem głową, a potem się śmieję, kiedy maluch nie traci ducha walki.
- Najlepsze dupy w Gryffindorze! - powtarzam głośno i nieważne, że zaraz zapomnę tej nazwy. W tym momencie świętuję brak uciężarowienia przez władzę, jaką są rodzice. Dobrze, że żadnego nie mam, chyba bym się pochlastał. W każdym razie rezygnuję z zakupu, jakoś nie potrafię się odnaleźć w tej ostoi mądrości. Idę kupić różdżkę, przynajmniej coś przydatnego.

zt.




no one cares

Powrót do góry Go down
 

Esy i Floresy, 13 sierpnia 1937r.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Księgarnia Esy i Floresy
» Księgarnia Esy i Floresy

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Myślodsiewnie :: Pełne wspomnienia-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17