Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Komnaty Elroya i Mare
AutorWiadomość
Komnaty Elroya i Mare [odnośnik]05.01.22 15:03
First topic message reminder :

Komnaty Elroya i Mare

Komnaty małżeńskie Elroya i Mare znajdują się na ostatnim piętrze dworku, a w ich skład wchodzi przede wszystkim główna, wspólna sypialnia, w której małżonkowie zazwyczaj nabierają sił. Na czas ich rozłąki — zazwyczaj spowodowanej wyprawami Elroya lub odwiedzinami Mare w Weymouth — przygotowane zostały wchodzące w skład kompleksu komnat mniejsze sypialnie, do których drzwi znajdują się odpowiednio na wschodniej i zachodniej ścianie. Sypialnia po prawej należy do Mare i pełna jest motywów paprotek oraz motyli, hołdując jej pochodzeniu oraz przyjętemu w trakcie zaślubin nazwisku. Sypialnia po lewej jest natomiast królestwem Elroya, w której podziwiać można rzadkie okazje motyli oraz broni białej — pamiątki z dalekich podróży. Niewątpliwie jest miejscem o znacznie surowszym wyrazie niż analogiczna sypialnia żony, lecz nie jest to zaskoczeniem; sypialnia ta należy do mężczyzny i nie jest używana zbyt często. Małżonkowie mają do swej dyspozycji także łazienki. We wszystkich komnatach znajdują się wszelkie konieczne lub nie wygody, spełniające wygórowane oczekiwania małżonków.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Komnaty Elroya i Mare - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Komnaty Elroya i Mare [odnośnik]17.04.22 2:40
Istniały rzeczy, które nie powinny wychodzić na światło dzienne - nie dlatego, że były czymś niegodziwym, a dlatego że sama wiedza o nich mogła przynieść więcej złości, smutku i bezradności niż dobrego, a właśnie za takie Elroy uznawał swoje obrażenia, które przecież na miejscu w pubie zostały zaleczone. Sytuacja wtedy nie należała do najłagodniejszych, jednak szybka reakcja Michaela sprawiła, że kryzys został dość prędko zażegnany. Właśnie dlatego nie chciał dodatkowo niepokoić wtedy Mare - ani wtedy, ani teraz.
- Michael jest doświadczonym aurorem. Jeśli podczas walki pojawiają się sytuacje, podczas których jest wymagana reakcja i udzielenie szybkiej pomocy, ma do tego wiedzę oraz potrzebne eliksiry - powiedział pewnie. W końcu autorytet aurora jak i jego umiejętności ciężko było podważyć - powinni im ufać, tak jak ufali w działania Zakonu Feniksa.
Nie chciał jednak pokazywać swoich przedramion Mare - sytuacja na nich nie wyglądała zbyt dobrze. Wszystko wyglądało bardziej niż źle i sugerowało, że zagrożenie było znacznie bliższe niż kiedykolwiek podejrzewali. U bram miasta, które było ich domem, znajdywali się ludzie, którzy byli gotowi ich zabić. Jeszcze miesiąc temu nikt nie spodziewałby podobnego obrotu spraw, ale w ciągu ostatnich tygodni wiele oczywistości uległo zmianie - białe nie było białe, a czarne nie było czarne. Znajdywali się na gruncie, na którym musieli operować ostrożnie i podejmować decyzje, których nie mogli żałować w przyszłości - nie mogli pozwolić sobie na błędy i niezdecydowanie, wszystko musiało być wyważone starannie, a presja czasu ich wręcz przygniatała. Skutki wszystkich błędów musiały być naprawiane na bieżąco.
Nie odwracał wzroku, kciukiem z delikatnością gładząc jej policzek. To nie był argument, to nie była jej próba, aby nakłonić ją pod swoją wolę - wiedział przecież o tym aż zbyt dobrze, jak ciężko czasem było zapanować nad kotłującymi się w sobie emocjami, a przez sześć lat ich małżeństwa Mare ani razu nie spróbowałaby na nim czegoś wymusić płaczem i emocjami. Rozmawiali, tak jak teraz, nawet jeśli były momenty, gdzie ich emocje próbowały przejąć nad nimi kontrolę, oboje doskonale zdawali sobie sprawę z tego, jak niezwykle ważna była dla nich rozmowa.
Czekał jednak na jej słowa - wiedział zbyt dobrze, że Mare nie zwykła urywać tematu czy go przemliczać. Nauczyli się tego, że powinni rozmawiać, kiedy coś ciążyło na ich duszy, sercu czy umyśle - nauczyli dzielenia się wspólnie swoimi obawami, pragnieniami i marzeniami, nie mając dość wspólnych rozmów. Mógłby słuchać jej głosu codziennie przez kilka godzin, a wątpił, aby choć jedna historia czy anegdotka opowiadana przez jego małżonkę, nawet jeśli słyszałby ją już miliony razy, była w stanie go znudzić.
Teraz jednak musieli porozmawiać. Nie delektować się własną obecnością, a przeprowadzić rozmowę.
- Najdroższa, martwiłbym się. To nie podlega nawet pytaniu czy kwestionowaniu, jeśli zagrożenie miałoby miejsce chciałbym, abyś mnie wezwała. Nie możemy sobie pozwolić, abyśmy nie mieli kontaktu, nie w tych czasach, które nas zastały - od razu powiedział, choć mógł się spodziewać po spojrzeniu, które otrzymywał od żony, że temat nie był wyczerpany choć w najmniejszym stopniu, a on nie był do końca pewny, jak czuł się ze słowami Mare o tym, że chciała się uczyć - że chciała się szkolić w białej magii i magii uroków.
Ściągnął brwi w konsternacji. Treningi mogły być niebezpieczne, wiedział o tym - ale tak samo rozumiał słowa swojej żony o tym, że może pojawić się sytuacja, w której będzie musiała się bronić. Nie wypadało lady biegać po lesie z różdżką i walczyć z olbrzymami czy szmalcownikami, ale wierzył, że ta wiedza była w pełni przyswojona przez Mare.
Myśl, że mógłby nie być w stanie jej obronić przed zagrożeniem wciąż uciskała jego wątrobę, przewracała się w żołądku i stawała niczym ość w gardle. Ta bezradność o niemoc była dla niego niemożliwa do przetrawienia - nienawidził jej, czuł jak wzbiera w nim gniew na samą myśl.
Defensywa była zrozumiała - jednak to ofensywa budziła w nim obawy. Wiedział, że najlepszą obroną był atak - że rzucanie protego nie zawsze było czymś, co na dłuższą metę mogło zapobiec problemowi, a jednocześnie tak bardzo się obawiał, że coś mogłoby się stać Mare.
- Rozumiem, z jakiego punktu wychodzisz - powiedział ważąc słowa ostrożnie i powoli. Nie było dobrze widziane, aby dama zajmowała się podobnymi dziedzinami magii. - Jednak muszę jeszcze przemyśleć nim dam ci odpowiedź. Biała magia nie jest dziedziną, do której broniłbym ci dostępu, najmilsza, to jednak ofensywne zaklęcia budzą mój niepokój... - przyznał, odgarniając delikatnie za jej ucho rudy kosmyk włosów. Delikatnie, z czułością obserwując ją. Nie chciał, aby musiała podejmować się walki - nie chciał, aby ryzykowała w którymkolwiek momencie swojego życia. Nie powinna, to nie było jej zadaniem, ale było jego zadaniem.
- Możliwe, że powinniśmy zadbać o to, abyś zawsze posiadała przy sobie świstoklik? Abyś mogła uniknąć w bezpieczny sposób magii? Defensywa wtedy może kupić dla ciebie cenne chwile, aby sięgnąć po świstoklik... - zaproponował, obserwując mimikę Mare. Wiedział, że nie był to jej kaprys - wiedział, że wychodziło to z własnych lęków o siebie, ale i o innych. Nie była zamknięta w Derby, choć były momenty, że właśnie to by najchętniej zrobił - zamknął ją w komnatach, dla jej bezpieczeństwa, jednak wiedział zbyt dobrze, że niewola nie jest właściwym miejscem dla żadnej z istot żywych; ani dla mugoli, ani dla czarodziejów, ani dla istot magicznych czy niemagicznych. Klatka ograniczała i raniła, kiedy otwarta przestrzeń pomagała rozwinąć potenjał.
- Nauczę cię obrony, tego co wiem i czego sam stosowałem podczas wypraw - zapewnił, nie zwracając aż tak dużej uwagi na to, aby ukrywać stan swoich przedramion - jego głowę w tym momencie bardziej zaprzątało bezpieczeństwo Mare i jej obawy, bo przecież chęć nauki wali magią wynikała właśnie z nich.




Hope's not gone
Elroy Greengrass
Zawód : Smokolog w Peak District
Wiek : 36
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
I won't talk myself up, I don't need to pretend
You won't see me coming 'til it's too late again
OPCM : 15
UROKI : 20
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 13
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10916-elroy-greengrass#332716 https://www.morsmordre.net/t10962-obsydian#334127 https://www.morsmordre.net/t10970-elroy-greengrass#334429 https://www.morsmordre.net/f105-derby-grove-street-12-siedziba-greengrassow https://www.morsmordre.net/t10963-skrytka-bankowa-2372 https://www.morsmordre.net/t10961-elroy-greengrass#334126
Re: Komnaty Elroya i Mare [odnośnik]05.05.22 17:00
— Elroy — imię męża wymsknęło się spomiędzy różanych warg równocześnie z westchnieniem. Nie było to jednak westchnienie noszące ulgę, niosło w sobie zdecydowanie za dużo bólu, zmartwień, swego rodzaju rozdrażnienia. Wiedziała, dlaczego Elroy próbował ją uspokoić. Wiedziała, czemu zachowywał się tak, jak teraz. A jednak wciąż, gdzieś pod jasną skórą kotłowało się rozczarowanie. Bo przecież nie złość. Nigdy nie potrafiła się na niego złościć, być zła — irytacja czasami czaiła się gdzieś w kątach, do których nie docierało porozumienie, gdzie zabrakło dyskusji, lecz nigdy nie było w jej sercu miejsca na prawdziwą złość i gniew.
Ale właśnie przez to, że wcześniejsza nieświadomość postawiła ich — wszystkich, nie tylko ród Greengrass, nie tylko mieszkańców Derby, przede wszystkim mieszkańców Staffordshire — pod ścianą, nie mogła tak prosto zrezygnować z dowiedzenia się prawdy. Czas na odwracanie wzroku skończył się wraz z rozbłyśnięciem zielonej łuny Mrocznego Znaku nad ich ziemiami. Zdarzenie to zmusiło lady Mare do zrezygnowania z komfortu i wygody niewiedzy. Musiała wiedzieć, by być przygotowaną. Musiała wiedzieć, by podejmować mądre decyzje, musiała wiedzieć wreszcie, aby chronić ich córkę, siebie, po części — tej wyłącznie kobiecej, zarezerwowaną dla żony — chronić także jego. Sama nigdy nie miała przed nim tajemnic. Wiedziała, że jakikolwiek problem stanąłby na jej drodze, mogła liczyć na pomocną dłoń męża, z którym przesuwanie granic wykonalnego wydawało się dziecinnie proste. Może w swej naiwności i dobroduszności, dziewczęcej niewinności, której nie zatraciła przy jego boku, choć rezerwowała wyłącznie na bezpieczeństwo małżeńskich komnat, miała nadzieję, że mąż postąpi tak samo. I może dlatego wezbrane w niej emocje skumulowały się we łzach płynących po jasnych policzkach, w najgłośniejszym — choć niemym — wyrazie protestu.
— Sam dobrze wiesz, że gdy nastąpi atak, mogę nie mieć wystarczająco czasu, by dobyć lusterko — zauważyła, zniżając głos do szeptu tak, by ukryć wciąż obecne drżenie. Zieleń spojrzenia zawiesiła ponownie na twarzy męża, przemawiając do niego łagodnie, choć z wyraźnym smutkiem. Świat nie był idealny i wystarczyłoby tylko przywołać sam fakt, że musieli podjąć taką rozmowę. Nie powinna zawracać sobie głowy obroną, powinna móc podróżować bez przeszkód, w szczególności po ziemiach, których była panią, bez zastanawiania się, czy zza rogu nie wyskoczy zaraz szczerbaty szmalcownik, któremu Ministerstwo albo któryś z wrogich lordów płaci psi pieniądze za pojenie ziemi krwią niewinnych. Niestety świat nie był idealny. Mogli go zmienić — ale do tego potrzebne były odpowiednie umiejętności i środki. — Wolałabym, by tak nie było. Wolałabym móc być przy tobie zawsze i wszędzie, bo tak czuję się bezpieczniej, ale nie jestem marzycielką, najdroższy. Widzę, co dzieje się wokół nas i widzę, jak bardzo jesteśmy potrzebni. Naszym ludziom, potrzebującym, sobie wzajemnie. Nie chcę zostawiać nikogo bez protekcji. Ci ludzie stracili całe swe życie w jeden dzień, a wojna trwa i trwa, trwać będzie, póki ty i tobie podobni nie położycie temu kresu, póki nie wyniesiecie sztandarów sprawiedliwości — i choć nikt nie miał prawa ich posłyszeć, choć jej słowa, przekazywane gorącym szeptem trafiały wyłącznie do wiadomości męża, Mare przekuwała swe myśli w słowa godne prawdziwej lady Greengrass. Chciała uspokoić Elroya, sama bowiem na jego miejscu miałaby istotne wątpliwości odnośnie podobnych planów. Niezwykłe czasy wymagały jednak niezwykłych rozwiązań.
— Nie chcę iść w bój, najmilszy — dodała po chwili, ze szczerym przekonaniem, obie ręce zarzucając na szyje małżonka. Następnie, gdy wspięła się na palce, sięgnęła jego warg, składając na nich powolny pocałunek. Pieczęć na przysiędze. — I nie pójdę, jeżeli mnie o to nie poprosisz. Moja prośba to nie chwilowa fanaberia, nie pomysł wyjęty z kapelusza. To czysta ostrożność, nie możemy doprowadzić do tego, że zwiążą nas strachem. Wiem, że bezpieczniej byłoby, gdybyś zamknął mnie, Saoirse i Delilah tutaj. Ale jesteśmy potrzebni tam, na zewnątrz — drobnym drgnięciem podbródka wskazała na okno, z którego rysowała się późnowieczorna panorama. — Ty i ja. W inny sposób, oczywiście. Ale czekają na nas. Nie możemy zostawić ich samych.
Świstoklik był dobrym rozwiązaniem. Ostrożnym, wyważonym, idealnym na kupienie czasu — tak na polu walki jak i w toczącej się dyskusji. Lico Mare rozjaśniło się na moment, wargi wygięły się w subtelnym uśmiechu, gdy powoli przesuwała opuszkami palców po gorącej skórze szyi mężczyzny, zahaczając nimi o krawędź jego szaty, aż wreszcie oparła się na gruncie całymi stopami, na powrót układając jedną z dłoni na tej Elroya, na swym policzku.
— Nie odpowiadaj teraz. Nie chcę wywierać na ciebie presji, nie chcę, byś żałował swojej decyzji — wzrok sam zsunął się niżej, spoczywając wreszcie w miejscu, na które wcześniej nie chciała spoglądać, a jednocześnie tak mocno pragnęła dojrzeć — Będziesz miał blizny... — szepnęła tylko, bardzo słabo, ledwo powstrzymując się przed chęcią dotknięcia naruszonego czarnomagicznym zaklęciem miejsca.


But I got my fingers laced together
and I made a little prison
And I'm locking up everyone
who ever laid a finger on me
Mare Greengrass
Zawód : Arystokratka, mecenas nauki
Wiek : 26/27 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
it takes grace
to remain kind
in cruel situations
OPCM : 8
UROKI : 7
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 15
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarownica
 Ab imo pectore
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10169-mare-catherine-greengrass#308845 https://www.morsmordre.net/t10364-unda#313340 https://www.morsmordre.net/t10371-przyplywy-i-odplywy#313497 https://www.morsmordre.net/f105-derby-grove-street-12-siedziba-greengrassow https://www.morsmordre.net/t10850-szuflada-m-greengrass#330582 https://www.morsmordre.net/t10365-m-greengrass#313341
Re: Komnaty Elroya i Mare [odnośnik]12.05.22 5:44
Wiedział jak ogromne niebezpieczeństwo na nich czekało - czuł jakby przez ostatni miesiąc przybyły im lata doświadczeń, ale czy i mądrości? Nie był pewny tego, bo ta przychodziła z wiekiem i dojrzałością - dopiero teraz przychodził czas na naukę na własnych błędach. Nie mogli wiedzieć - on nie miał pojęcia, które decyzje sprawią, że będą bezpieczni, a które jedynie ich pogrążą. Musieli podejmować je ostrożnie i rozważnie, bez zawahania, nawet jeśli wszystkie wątpliwości zjawiały się w jego głowie i podpowiadały mu, że nie posiadali właściwej drogi wyjścia.
Każdy kierunek, w który tylko spróbowałby spojrzeć dawał im o wiele więcej niewiadomych i nieznajomych niż mógłby sobie życzyć. Która ścieżka była właściwa? Która mogłaby go doprowadzić do celu i do zapewnienia ochrony jego rodzinie, ale i ludziom ziem, które kiedyś zostały im oddane pod pieczę. Gdzie leżała granica na tej wojnie? Co było jeszcze akceptowalne, a co już nieodwracalne i niewybaczalne?
Nawet spoglądając w zielone oczy ukochanej, nie potrafił znaleźć tych odpowiedzi. Gładził delikatnie jej policzek, chcąc w jakiś sposób dodać jej otuchy, tym bardziej ze względu na łzy, które pociekły. Nie chciał jej ranić, sprowadzając na nią wieści przykre, które już były faktem i nie można było im zaradzić - a jednocześnie widział jak nawet takie tajemnice i sekreciki ją raniły. Nie chciał tego, sprawiać jej bólu i przykrości. Chciał, aby i ona, i Saoirse były bezpieczne, coraz bardziej nie wiedząc jak mógłby do tego doprowadzić. Zapewnienie im bezpieczeństwa zdawało się być nierealną bańką, która pękła wraz z nocą piątego stycznia.
Wiedział, że mogli nie mieć czasu - wiedział, że mógł nie zdążyć przybyć nawet wezwany przez lusterko, nie mówiąc nawet o tym, że mogło nie być czasu na to, aby po nie sięgnąć. Szybkie działanie było tak niezwykle istotne w ich sytuacji, kiedy nie wiedzieli kiedy, ani w co zostanie wycelowany kolejny atak. A mimo wszystko tak bardzo nie chciał o tym myśleć - nie chciał musieć o tym wszystkim myśleć. Przyszedł dla nich czas trudnych decyzji, na które nie byli gotowi, a które musieli podjąć.
- Nie wypada lady sięgać po różdżkę, nie w imię walki, najdroższa, i wiem że rozumiesz to tak samo jak ja - powiedział z cichym westchnięciem, bo nie był głuchy na słowa Mare, ale nie mógł być głuchy i na zasady, którymi wiązał ich status społeczny. Zasady wpajone od maleńkości były nawykiem i pułapką, w którą wpadał umysł, nawet ten przyzwyczajony do dyskusji i podważania własnego zdania. Potrzebowali wiedzieć jak szukać pomocy i jak się bronić, jak atakować kiedy nadchodziła taka potrzeba, a jednocześnie to nie powinno być obowiązkiem Mare. Nie powinna musieć nawet o tym myśleć, że nauka białej magii czy uroków byłaby jej kiedykolwiek potrzebna.
Czy kiedykolwiek będzie potrzebna również i Saoirse? Jeśli przegrają wojnę - w jakim stanie i w jakich warunkach będzie dorastać ich córka? Czego będzie musiała się nauczyć jeśli nie walki? A jeśli nie nauczą jej walki, jeśli pozwolą ponownie, aby zasady nakazujące, aby kobieta nie była tą waleczną, a potulną, nimi zawładnęły to czy nie przyjdzie czas, w którym i Saoirse nie będzie musiała prosić własnego męża o przyzwolenie na naukę walki? A czy kiedy nastanie czas pokoju, kiedy wygrają wojnę to jaką będą mieli pewność, że i Saoirse nie przyjdzie kiedyś sięgnąć po różdżkę w imię tych, którzy nie potrafili się bronić? W imię słabszych, przeciwko złu, którego nie wyplenią z Anglii ani łatwo, ani prędko.
- Nie pozwoliłbym na to, nie żebyś szła w niego sama - odpowiedział, zaraz również obejmując swoją żonę w pasie jedną ręką i nieco się pochylając do zainicjowanego przez nią pocałunku. Powolnego i czułego. Jego wątpliwości nie wynikały z braku wiary w umiejętności ukochanej - wynikały z wielu obaw i wątpliwości, które jedynie się namnażały w jego głowie. Przymknął powieki, wiedząc doskonale, że powinien się zgodzić - wiedział, że wszystkie argumenty przeciw miękły i słabły w obliczu zagrożenia, które mogło na nich czekać gdzieś tam daleko.
- To nie jest presją, najdroższa. Oboje znamy odpowiedź, a jednocześnie nie chcę jej wciąż znać. Nie mogę cię powstrzymywać, kiedy wiemy oboje, że nauka jest ważna dla twojego bezpieczeństwa... Ale jednocześnie potrzebuję czasu, aby przemyśleć to, w jaki sposób zapewnić ci naukę i bezpieczeństwo - powiedział, otwierając oczy i spoglądając na nią. - Na pewno zajmę się nią osobiście, po prostu potrzebuję czasu, choć tego luksusu nie posiadamy. Nie po tym, co miało miejsce...
Delikatnie się uśmiechnął, kiedy powiedziała o jego ranach - o jego bliznach, które mogły zostać z nim na dłużej.
- Nic czego już nie mam. Pracując z ogniem zawsze jest ryzyko poparzenia - odpowiedział, nigdy wcześniej nie ukrywając przed żoną, nawet jeśli starali się nie rozmawiać o pracy w rezerwacie, że zajmował się czymś niebezpiecznym. Był ostrożny, nigdy nie lekceważąc zagrożenia - nawet jeśli często pierw działał instynktownie, a dopiero później martwił się o to, aby nie ucierpieć. - Blizny to mała cena za bezpieczeństwo nasze i naszego miasta, naszego hrabstwa i ludzi, którzy tutaj żyją.




Hope's not gone
Elroy Greengrass
Zawód : Smokolog w Peak District
Wiek : 36
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
I won't talk myself up, I don't need to pretend
You won't see me coming 'til it's too late again
OPCM : 15
UROKI : 20
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 13
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10916-elroy-greengrass#332716 https://www.morsmordre.net/t10962-obsydian#334127 https://www.morsmordre.net/t10970-elroy-greengrass#334429 https://www.morsmordre.net/f105-derby-grove-street-12-siedziba-greengrassow https://www.morsmordre.net/t10963-skrytka-bankowa-2372 https://www.morsmordre.net/t10961-elroy-greengrass#334126

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Komnaty Elroya i Mare
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach