Wydarzenia


Ekipa forum
Zamknięta Piekarnia
AutorWiadomość
Zamknięta Piekarnia [odnośnik]11.09.22 16:27

Zamknięta Piekarnia

lokal należący do rodziny McKinnon znajduje się na parterze jednej z kamienic końcowego odcinka głównej alei ulicy Pokątnej. Niegdyś była to nieduża, choć klimatyczna i przytulna piekarnia z własnymi wypiekami, chętnie odwiedzana przez mieszkańców Londynu i okolic. Na wskutek działań wojennych, oczyszczania Londynu i zmniejszenia się liczby mieszkańców (a także dostępu do surowców i utrudnień w transporcie) piekarnia została zamknięta jesienią 57' roku. Obecnie jest to ciemne, niemal puste pomieszczenie. Lada wciąż stoi na swoim miejscu, podobnie jak półki i regały, choć pozbawione dotychczasowych towarów.
Na piętrze kamienicy znajdują się pomieszczenia mieszkalne.

Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Zamknięta Piekarnia Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Zamknięta Piekarnia [odnośnik]12.09.22 20:58
dwudziesty czerwca

Każdy kolejny krok zdawał mu się głośniejszy od poprzedniego. Chociaż może to nie jego kroki a uderzenia serca? Minął ponad rok, od kiedy ostatni raz jego stopa postała na londyńskich ulicach. Rok niepewności, strachu i ciągłego napięcia. Tchórzliwie omijał stolicę, wmawiając sobie, że tam nie odnajdzie swoich krewnych. Niespodziewane spotkanie nad zatoką z Lawrencem udowodniło mu jak bardzo się mylił. Nie mógł popełnić kolejny raz tego samego błędu. Przecież był już tak blisko. Zostały jedynie bliźnięta, dwie niesforne dusze zagubione gdzieś w wojennym chaosie, które być może teraz bardziej niż kiedykolwiek wcześniej potrzebowały rodzinnego ciepła. Lawrence wrócił do domu. Hazel odnalazła drogę do Doliny. Oliver, po długiej tułaczce ponownie dał się zamknąć w matczynych ramionach.
Wyglądał schludnie - nie wyróżniał się na tle obecnych mieszkańców Londynu. Jednakże bez swojego karabinu, jedynie z różdżką u boku czuł pewnego rodzaju nagość, trudną do opanowania. Kluczył uliczkami, udając się do punktów, gdzie być może, jakimś cudem ktoś słyszał co stało się z Jake'm i Jodie.
A mimo to, gdy przemykał ulicami miasta, nogi jakby same poniosły go w stronę małej piekarni na ulicy Pokątnej, do której niegdyś zaglądał zaskakująco często, aby później całkowicie wymazać ją z pamięci.
Czy nadal tam stała? Czy za ladą wciąż stała dziewczyna o cudownym uśmiechu, który prawie obudził w nim nadzieję? Nie chciał dopuścić zszarganych nerwów do głosu, bo te podsuwały mu na talerzu wspomnienia z bezksiężycowej nocy, gdzie zamiast twarzy nieznajomej, leżącej w bezruchu na brudnej posadzce chodnika, widział Nanette. Kolejne z kurczącej się listy nazwisk, które chciał wykreślić, chociaż jak dotąd nie miał śmiałości. Jakby bał się odpowiedzi na niewypowiedziane głośno pytanie; co się z nią stało?
Podszedł do drzwi wejściowych piekarni. Już przez okna widział ciemność, która sama nasuwała odpowiedź; zamknięte. Na dobre? Mimo wszystko zacisnął palce na gałce, licząc, że zamek ustąpi pod zdecydowanym naciskiem. Nie był pewien na co liczył. Na cud? Te powinny zdarzać się rzadko, chociaż coraz częściej gościły w jego życiu, przeplatając się z szarą codziennością.
Alfie Summers
Zawód : pracownik drukarni
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Chcę krzyczeć z dała, a głos nie działa
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11093-alfred-summers#341784 https://www.morsmordre.net/t11126-i-m-gonna-soldier-on#342646 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/f428-somerset-dolina-godryka-zapiecek https://www.morsmordre.net/t11140-alfred-summers#342750
Re: Zamknięta Piekarnia [odnośnik]13.09.22 11:44
Dochodzi do mnie, że przyzwyczajam się do Londynu.
Tak na nowo, bo jeszcze kilka lat temu wydawało mi się, że znalazłam jakiś drugi dom, coś swojego, choć wrzuconego w sam środek ruchliwego centrum – teraz jest inaczej, uczę się na nowo, dostrzegam i ryję na pamięć; szarugę, dziwną mgłę, pustkę i ciszę przecinaną raz po raz dziwnym odgłosem. Uczę się też samotności – rozkładam ją na części, przyglądam się jej, a potem składam na nowo i kładę na półce, by mogła mi się przyglądać.
To akurat jedno z tych uczuć, które muszę uporczywie akceptować – wyobcowanie, obserwację; jestem tutaj nikim, jednocześnie czując się tak, jakbym była nieustannie pod blaskiem najjaśniejszej z latarni, takiej, która ma ostre, białe światło, niemal rażące w oczy. Tylko w domu jest jakiś cień, pomiędzy jednym budynkiem a drugim, w półmrokach piętra. Na parter schodzę raczej rzadko, głównie po to, żeby znieść świeży obraz i ułożyć go pod oknem – zrobiłam z głównej sali coś na kształt suszarni. Przynajmniej na to się przyda.
Przybory zniknęły w kartonach, choć gliniane słoje z mąką i cukrem, a także te przetrzymujące magiczne specyfiki, nadal stoją na regałach; przyłapuję się czasami na tym, że prostym zaklęciem pozbywam się kurzu z wyższych kondygnacji mebli, zupełnie nie wiem po co. Piekarnia jest cicha i smutna, ale nie zaniedbana. Może to swego rodzaju pielęgnowanie wspomnienia – ilekroć dochodzę do takiej konkluzji, pojawiają się jakieś uporczywe wyrzuty sumienia. Powinnam pielęgnować to, co minęło?
Drzwi wejściowe zamykam tylko na noc – tego też nie rozumiem, może to jakiś rutynowy schemat, który został mi jeszcze z dawniejszych dni. Do mieszkania i tak wchodzę tylnym wejściem, tam, gdzie od razu widać klatkę schodową – lokal nadal pozostaje lokalem, nawet jeżeli nie działa, ludzie dobrze wiedzą o zamknięciu, a ja pogodziłam się z myślą, że biznes moich rodziców i dziadków zawisł w niebycie wygórowanych oczekiwań.
Okulary zsuwają mi się z nosa, nadal ich nie naprawiłam; nie widzę w tym potrzeby, bo sięgam po niej tylko kiedy w dłoni ląduje książka, w drugiej różdżka z rozpaloną końcówką. Fotel w korytarzu na parterze jest dla mnie pewną granicą; miejscem pomiędzy życiem a dawną pracą; dawnym życiem a obecną pracą, sama nie jestem pewna. Pergamin szura między palcami, szkła są zamglone, ale rysunek Asfodelusa jest na tyle ujmujący, że nie odrywam wzroku.
Do czasu – do tej dziwnej chwili, kiedy dźwięk dzwonka przy drzwiach rozbrzmiewa w przestrzeni, a ja czuję się tak, jakbym znowu śniła sen. Sen we śnie, sen na jawie – bez różnicy.
Pierwszy pojawia się strach, ten przeistacza się w niepewność i w końcu dyktuje mi, bym podniosła się z miejsca; lumos nadal żarzy się na końcu magicznego drewna z dzikiego bzu, a ja odkładam książkę, później przechodzę przez korytarz i pojawiam się w głównym pomieszczeniu – dawnej piekarni przypominającej teraz malarski magazyn.
Echo minionych dni, gorycz smakująca na końcu języka – zdejmuję z nosa okulary, paradoksalnie jakby ich pozbycie się miało mi pomóc i wyostrzyć wzrok; płatający mi figla, zawładnięty jakąś dziwną falą wspomnienia?
On wcale się nie rozmywa, stoi, a ja rozpoznaję go nawet w tej mglistej ciemności, kiedy po opuszkach palców rozlewa się dziwna fala ciepła.
– Alfie – mówię to na bezdechu, jego imię drga przez moment w powietrzu, a ja mam wrażenie, że momentalnie brakuje mi powietrza w płucach.


sleep don't visit, so I choke on sun, and the days blur into one
- and the backs of my eyes hum with things I've never done
Nena McKinnon
Zawód : pracownica Ministerstwa
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
lekce sobie ważyłam
tęsknotę w każdy dzień
OPCM : 11
UROKI : 0
ALCHEMIA : 5
UZDRAWIANIE : 11

TRANSMUTACJA : 3
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11217-nanette-mckinnon#345237 https://www.morsmordre.net/t11363-samuel#349883 https://www.morsmordre.net/t11365-hapiness-is-a-butterfly#349897 https://www.morsmordre.net/f432-pokatna-22 https://www.morsmordre.net/t11364-skrytka-bankowa-nr-2455#349885 https://www.morsmordre.net/t11362-nanette-mckinnon#349877
Re: Zamknięta Piekarnia [odnośnik]14.09.22 1:25
Samotność - jej towarzystwo nie było mu obce. Zdołał się z nią dobrze zaznajomić, co mogło wydawać się absurdalne - przecież od wojny nieustannie mieszkał z rodziną. A jednak, w swojej głowie, wśród demonów, pozostawał kompletnie sam. Czuł się obco - świat mugoli nie mógł dać mu ukojenia, a świat czarodziejów nie rozumiał blizn, jakimi naznaczone było jego ciało, ran, jakie jeszcze nie zagoiły się na jego duszy. Wyobcowanie, tak szczególnie wybijające się podczas pierwszych lat po wojnie, kiedy wspomnienie dawnego Alfreda rozbijało się niby wala o surową skałę, o to, co z niego zostało. Często wtedy wpatrywał się w odwracające się plecy swoich przyjaciół i z ponurym zrozumieniem godził się z taką decyzją.
Postawił kilka niepewnych kroków w głąb pomieszczenia, ostrożnie zamykając za sobą drzwi. Czujne spojrzenie stalowych oczu prześlizgnęło się po półkach uginających się pod słoikami - nosiły one znamiona czasu, chociaż kurz nie otulał ich szczelnie, jakby mógł się tego spodziewać. Wiele jednak elementów - brak jakichkolwiek innych przyborów poza wysokimi słojami. Wyblakły, wyszarzały kontuar, za którym oczy wyobraźni widziały ją. Nikłą nadzieję na normalność, której również pozwolił odejść bez chociażby cienia walki.
Podłoga skrzypiała pod jego butami, na co zareagował skrzywieniem się ust w niezadowolonym grymasie. Właściwie nie wiedział, po co tutaj wszedł. Piekarnia wyglądała na zamkniętą i wątpił, aby miał w niej znaleźć cokolwiek, bo sam przecież nie wiedział czego szuka. Bardziej teraz przypominała galerię sztuki. Obrazy ozdabiały to miejsce, chociaż Alfie - mimo braku wysublimowanego poczucia estetyki - miał wrażenie, że dawna piekarnia państwa McKinnon służyła komuś za magazyn malarski. I w zasadzie ta też myśl poprowadziła go do tego, że być może sama posiadłość nie należała już do rodziców Nanette. Miał zwrócić się już w kierunku drzwi, kiedy z ciemności wyłoniło się światło (w nerwowym zrywie szarpnął różdżką, wyciągając ją przed siebie). Dopiero po chwili udało mu się rozpoznać twarz kryjącą się za cienką łuną światła. - Nena - wymamrotał. Jego głos naznaczony był mieszanką ulgi oraz zdziwienia; nie spodziewał się tego spotkania, chociaż to właśnie jej tutaj szukał. Gdyby jeszcze umiał się uśmiechać - tak prawdziwie - to z pewnością pogodny uśmiech rozświetliłby jego twarz. Na razie jednak jego twarz delikatnie się rozluźniła, a dłoń z różdżką opadła wzdłuż ciała. - Dobrze cię widzieć - w czasie chaosu, w rzeczywistości malującej się krwistą czerwienią cieszył się, że obawy rodzące się wśród jego myśli to jedynie podszepty zdradliwych myśli, które coraz częściej wiodły go na niebezpieczne ścieżki, z których czasem bał się, że nie będzie umiał zawrócić. Na razie stał, nieruchomo wręcz, jakby sparaliżowany. Nie widzieli się tyle czasu, nie miał bladego pojęcia jak bardzo miał prawo do mniej oficjalnego wyrażenia swojej ulgi z powodu tego spotkania, z powodu widoku jej całej i zdrowej. Dlatego na razie stał, wpatrując się stalowymi oczami w jej sylwetkę.
Alfie Summers
Zawód : pracownik drukarni
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Chcę krzyczeć z dała, a głos nie działa
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11093-alfred-summers#341784 https://www.morsmordre.net/t11126-i-m-gonna-soldier-on#342646 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/f428-somerset-dolina-godryka-zapiecek https://www.morsmordre.net/t11140-alfred-summers#342750
Re: Zamknięta Piekarnia [odnośnik]20.09.22 20:38
Czasami zastanawiam się – kiedy kroki przemierzają londyńskie uliczki, podeszwy trzewików głucho uderzają o śliski bruk, oddech wypływa małą mgiełką spomiędzy ust – czy inni mają tak jak ja. Czy ich myśli też wirują, czy też obijają się od ściany do ściany, kłębią i znów wracają w pośpiechu; zupełnie jak chód. Tutaj nikt nie urządza sobie spacerów.
Nikt nie wybiera się na przechadzkę przez centrum; nikt o zdrowych zmysłach i nikt kto nie jest przypadkiem propagandystą; tych drugich staram się unikać, pierwszych zresztą też, choć to druga grupa jest w dzisiejszym świecie bardziej niebezpieczną.
Kim są teraz mieszkańcy stolicy Anglii? Kim, dlaczego, dla kogo – ja lubię sobie wmawiać, że to wszystko ma jakiś sens, jest naznaczone większym dobrem; w zasadzie na pewno jest, musi być, choć w momentach, kiedy mam trochę więcej czasu na zastanawianie się, wymyślam sobie kolejne wady i przewinienia.
Mogłabym wrócić do domu; mogłabym sprzedać kamienicę, a to co zostało z piekarni wystawić gdzieś na targowisku i zarobić pare groszy, które na pewno przydałyby się mamie. Nie wiem tylko na co, i to chyba jest jedynym argumentem, który wciąż trzyma mnie tutaj. Nie wiem, ale najgorsze jest to, że ona też nie wie.
Pamięta moje imię – póki jest tyle, jest dobrze.
Lumos na końcu różdżki jest liche, na tyle jednak rozświetla mi drogę, że stawiam kroki śmiało, nawet jeżeli znam je na pamięć to mimo wszystko patrzę pod nogi. Dużo tu kurzu, dużo plam z farby, ostatnie czego bym chciała, to poślizgnąć się we własnym domu. Tym bardziej, że nie jestem sama.
Piekarnia jest zamknięta, nie jestem nawet nastawiona, że ktoś mógłby pomyśleć inaczej – spodziewam się raczej intruza, zbłąkanego wędrowca, ale wtedy oczy wyłapują coś innego – kogoś innego.
Na moment unoszę różdżkę wyżej, jakbym chciała się upewnić, że naprawdę nie zwariowałam; ale jest tutaj, namacalny, żywy, nieco starszy, dostrzegam to momentalnie w drobnej zmarszczce przy lewym oku, tej, której prędzej nie było. Alfie Summers.
Mówi, i wtedy mam już pewność, że to on, w żywej osobie, choć przypomina bardziej marę snującą się o zmierzchu londyńską ulicą; później już nie dbam o to, że dzielą nas miesiące rozłąki i odległe chwile ciszy. Moje kroki płyną w jego kierunku, a chwilę później obejmuję już jego ciało, stając na palcach, dłonie pierw kładąc na jego plecach, później przenosząc je na jego kark.
Jak dobrze jest wiedzieć, że jest cały.
– Co ty tu robisz – mamroczę gdzieś w okolicach jego torsu, cały czas się nie odsuwając; czynię to dopiero po kilkunastu sekundach, od razu wyłapując jego spojrzenie, którym później ślizgam się po jego twarzy, ciele, jakbym szukała potwierdzenia, że nadal ma wszystkie kończyny i wszystko jest w jak najlepszym porządku.
– Zrobię ci herbaty.


sleep don't visit, so I choke on sun, and the days blur into one
- and the backs of my eyes hum with things I've never done
Nena McKinnon
Zawód : pracownica Ministerstwa
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
lekce sobie ważyłam
tęsknotę w każdy dzień
OPCM : 11
UROKI : 0
ALCHEMIA : 5
UZDRAWIANIE : 11

TRANSMUTACJA : 3
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11217-nanette-mckinnon#345237 https://www.morsmordre.net/t11363-samuel#349883 https://www.morsmordre.net/t11365-hapiness-is-a-butterfly#349897 https://www.morsmordre.net/f432-pokatna-22 https://www.morsmordre.net/t11364-skrytka-bankowa-nr-2455#349885 https://www.morsmordre.net/t11362-nanette-mckinnon#349877
Re: Zamknięta Piekarnia [odnośnik]22.09.22 13:23
Wchodząc do miasta bał się, że każda para oczu będzie śledzić jego każdy oddech, a każda para uszu nasłuchiwać każdego jego kroku. Tym czasem Londyn wydawał się martwy. Kroki echem odbijały się od pustych ulic i jedynie czasem ktoś przemknął bokiem, jakby równie mocno bał się zostać zauważonym, jak sam Summers. Głowa spuszczona nisko, zgięty kark pod ciężarem codzienności - tak wyglądał teraz Londyn? Wydawał się równie cichy - może nawet cichszy - od spokojnej Doliny Godryka. A w tej swojej ciszy zdawał się być dużo bardziej złowrogi. Brakowało już tego ciągłego chaosu, nieustającego szumu, który pomagał mu ukryć pod nim myśli, nieprzyjemnie wgryzające się w jego umysł. Teraz Dolina wydawała mu się dużo bardziej łaskawa dla chaotycznych myśli.
Czymkolwiek było to miasto, daleko było mu do obrazów zapisanych w pamięci Alfreda. Podobnie jak piekarnia, która niegdyś stanowiła uosobienie ciepła, o ile można było rozważać tego typu biznes (jakikolwiek biznes) w podobnych kategoriach.
Kolejny zawód.
Kolejny ślepy zaułek, chociaż Nena nie widniała wysoko na liście osób, których poszukiwał w Londynie to świadomość o jej bezpieczeństwie miała przynieść mu ulgę. Chwilę ukojenia nim znowu pozwoli sobie na wskoczenie w ten pęd, dziwny wyścig, którego meta wciąż się oddalała, chociaż zdawało się, że mijał wszystkie punkty kontrolne po drodze.
I wtedy z ciemnego korytarza wyłoniła się Nanette. Nieco już starsza, z pewnością naznaczona większym doświadczeniem, ale to wciąż była ona. Czy była tu przez cały czas? Czy była tu w noc? Kiedy nawet księżyc schował się gdzieś w ciemności nie mogąc patrzeć na okrucieństwo jakim spłynęły ulice angielskiej stolicy. Nim zdążył na dobre przyswoić jej obecność w przykrytym kurzem pomieszczeniu, ta już zmniejszyła dystans między nimi. Na ciepło jej ciała zareagował w pierwszej chwili dosyć instynktownym spięciem mięśni, jakby pogrążył się w dyskomforcie. Nie wiedzieć czemu bliskość stanowiła dla niego problem od czasu wojny, będąc w tej sferze raczej powściągliwym. Dopiero po chwili długie ręce oplotły ją, zamykając w uścisku. Nadal pachniała tymi samymi, piżmowymi perfumami.
- Ja? Szukam... kogoś - bo w sumie trudno było mu sprecyzować kogo dokładnie. Poza tym zaraz po pierwszej fali entuzjazmu przyszła ostrożność (może już paranoja) i wątpliwość czy mógł jej dalej ufać? Czy wojna nie zmieniła i jej serca? A może uwydatniła to, co w nim było.
- Będę wdzięczny - wychrypiał po chwilę, pozwalając jej się odsunąć. Ponownie prześlizgnął wzrokiem po zakurzonych półkach, nim z jego ust padło pytanie nurtujące od chwili, w której ujrzał ją w tej raczej ponurej scenerii. - Cały czas jesteś w Londynie?
Alfie Summers
Zawód : pracownik drukarni
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Chcę krzyczeć z dała, a głos nie działa
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11093-alfred-summers#341784 https://www.morsmordre.net/t11126-i-m-gonna-soldier-on#342646 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/f428-somerset-dolina-godryka-zapiecek https://www.morsmordre.net/t11140-alfred-summers#342750
Re: Zamknięta Piekarnia [odnośnik]22.09.22 19:20
Nie do końca potrafię sklasyfikować uczucie, bo przez kolejne sekundy, chwile, a może całe godziny ograniczone do jego bliskości i ciepła, czuję się tak, jakbym znowu wróciła do snu. Jak gdybym zasnęła w obszernym fotelu, książka zsunęła się na posadzkę, a okulary znów przekrzywiły od nacisku pod nieodpowiednim kątem. Albo wróciłam do pierzyny w łóżku na piętrze i wyobrażała sobie – sama nie wiem co, dawne dni stworzone na nowo, wspomnienia namalowane po raz kolejny, uporczywe myśli przeobrażone na coś dobrego.
Ale kiedy nozdrza rejestrują jego zapach, ja zdaję sobie sprawę, że to wszystko nie jest snem – nawet jeśli jest ciemno, chłodno, a jego obecność tutaj ma więcej z wyobrażenia niż rzeczywistości – to nie jest sen.
Wypuszczam cichy oddech, niemal niezauważalny, który osiada na jego klatce piersiowej i rozlewa się w rzeczywistości; później wzrok sięga wyżej, dociera do jego oczu, na dłużej niż chwilę. Krzyżuję je w ciszy, zdając sobie, że paradoksalnie chcę mu powiedzieć dużo. Bardzo dużo, całe potoki słów i morza zdań – pytań, zapewnień, niepewności. Nie potrafię zdecydować, od czego zacząć.
Odsuwam się po dłuższej chwili, zdecydowana, że powinnam była dać mu przestrzeń, zwłaszcza w momencie, w którym faktura sylwetki zadrżała pod moim dotykiem; podnosząc wzrok noszę w sobie niepewność, widać to po oczach i zagryzionej wardze.
– Och – wymyka mi się niepostrzeżenie, choć zaraz potem wiem, że to po prostu ciekawość. Kiwam głową, krzątam się; w końcu odsuwam bardziej, rozglądając po pomieszczeniu. Raczej nie znajdę tu niczego jadalnego, czy – tym bardziej – nadającego się do picia – Kogo? – dopytuję, znów na niego patrzę, a później dłoń spotyka dłoń. Splatam z nim palce pewnie, zaraz potem w myślach cicho karcę się za tą lichą natarczywość, ale koniec końców nie ustępuję i ciągnę go za sobą – przez pomieszczenie piekarni, aż do korytarza, w którym palą się świece.
– Mieszkam na górze – wyjaśniam po krótce swoje zamiary, bo w tym wszystkim zapominam, że może być skonfundowany; a ja mogę wciąż zachowywać się tak, jakbym śniła coś zupełnie beztroskiego. Po drodze mijamy fotel i pozostawioną książkę; zamykam ją bez zmiany zakładki, zupełnie niezainteresowana dalszą lekturą. Nie teraz.
– Cały czas – odpowiadam, kiedy zatrzymujemy się przy schodach, niepewna czy chce wejść ze mną na górę – Piekarnia, jak zresztą widzisz, jest nieczynna – dodaję, w głosie drga mi coś pomiędzy żalem a suchym pragmatyzmem – Ale czasem jeszcze piekę. Dla siebie, albo dla mamy. Wysyłam im do domu – lichy uśmiech przebiega po mojej wardze, wzruszam ramionami, które później obejmuję dłońmi, choć nie jest mi przecież zimno – Trochę maluje. Trochę dorabiam. Starcza na utrzymanie kamienicy.


sleep don't visit, so I choke on sun, and the days blur into one
- and the backs of my eyes hum with things I've never done
Nena McKinnon
Zawód : pracownica Ministerstwa
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
lekce sobie ważyłam
tęsknotę w każdy dzień
OPCM : 11
UROKI : 0
ALCHEMIA : 5
UZDRAWIANIE : 11

TRANSMUTACJA : 3
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11217-nanette-mckinnon#345237 https://www.morsmordre.net/t11363-samuel#349883 https://www.morsmordre.net/t11365-hapiness-is-a-butterfly#349897 https://www.morsmordre.net/f432-pokatna-22 https://www.morsmordre.net/t11364-skrytka-bankowa-nr-2455#349885 https://www.morsmordre.net/t11362-nanette-mckinnon#349877
Re: Zamknięta Piekarnia [odnośnik]27.09.22 1:56
Rozumiał ją - ostatni rok zdawał się być właściwie zlepkiem niewyraźnych, abstrakcyjnych w swojej konstrukcji snów, które płynnie przechodziły z tragicznych wizji upadku ludzkiej moralności do zaskakująco kojącej codzienności. A gdy składał głowę na poduszce, próbując zmusić i tak już ciężkie powieki do zamknięcia się, to na ich płótnie odwiedzały go koszmary przeszłości, które teraz tak ochoczo pobudzone do życia przez podobne wizje z teraźniejszości, zataczały wokół niego coraz ciaśniejszy krąg.
Także w takich czasach, kiedy wiecznie spięte ciało oczekiwało na cios, nie spodziewając się łagodnego spojrzenia, czy pełnego ciepła objęcia, trudno było określić podobne spotkania inaczej niż jako sen, dosyć nierealny i niespodziewany. Jakby w tej ciemności, spowijającej ich codzienność na próżno było doszukiwać się promyków nadziei, które mogły ją rozświetlić.
A mimo to, czuł jej ciepło tak dobrze, na swojej klatce piersiowej, czuł oddech otulający jego skórę. Chciałby się skarcić, chciałby przeprosić za jej zakłopotanie, bo to nie ona była problemem. Każdy dotyk przypominał mu papier ścierny szorujący odkrytą skórę. Zupełnie jakby przez samą swoją bliskość miała go obedrzeć z iluzji, jaką wokół siebie budował, a jaką coraz trudniej było podtrzymać w świetle wydarzeń ostatniego roku.
W ruchach był sztywny, dopiero po chwili zacisnął palce na jej drobniejszej dłoni, czując jej ucisk na swojej. - Dwójki rodzeństwa - odparł w końcu głosem szorstkim i ochrypłym od długoletniego uzależnienia, po chwili namysłu. Miał jedynie nadzieję, że nie weźmie tej nieufności do siebie. Ktoś kiedyś mocno okaleczył jego duszę, odebrał szansę na nadzieję oraz zaufanie i nie pozwalał sobie na nie nawet względem osób, które kiedyś były mu bliskie, za które też byłby w stanie skoczyć w ogień. A mimo to - być może zwyczajnie zmęczony nieufnością - poszedł w krok za nią w głąb korytarza, po drodze słuchając wyjaśnień, których mógł się domyślić.
Gdy zatrzymała się przy schodach on wstrzymał krok w raz z nią. I niby jej cień, kiedy zaczęła wspinać się dalej, on także krok za krokiem pokonywał kolejne stopnie. - Szkoda - oszczędnie aczkolwiek szczerze wyraził swój żal z powodu zamknięcia piekarni. Wciąż bystre spojrzenie wyłapało zmianę w nastawieniu Nanette, w jej sylwetce. Brwi zmarszczyły się w czymś w rodzaju zatroskanej konsternacji; bo choć martwił się o nią, nie wiedział co wywołało w niej podobną reakcję. - Jak im się wiedzie? - zapytał. On także znał obłęd, jaki może przynieść wojna, chociaż ten jeszcze się chował to coraz częściej odbierał mu władzę nad własnymi zmysłami. - Obrazy z dołu są twoje? - zagadnął chcąc nieco zmienić temat, rzucając jej koło ratunkowe, gdyby rodzinne tematy okazały się zbyt ciężkie.
Alfie Summers
Zawód : pracownik drukarni
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Chcę krzyczeć z dała, a głos nie działa
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11093-alfred-summers#341784 https://www.morsmordre.net/t11126-i-m-gonna-soldier-on#342646 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/f428-somerset-dolina-godryka-zapiecek https://www.morsmordre.net/t11140-alfred-summers#342750
Zamknięta Piekarnia
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach