Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Howl Street 5a/6

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5
AutorWiadomość
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Howl Street 5a/6   17.04.12 21:49

First topic message reminder :

Howl Street 5a/6

Jest to niewielki, porośnięty bluszczem domek na przedmieściach Londynu. Nie wyróżnia się niczym szczególnym. Zbudowany z czerwonej cegły, odrapany i wiekowy, czasy swej świetności ma już dawno za sobą. Chroniący prywatności domowników wysoki płot spróchniał, przez lata niekonserwowany - w niektórych miejscach rozpadł się zupełnie, nie stanowiąc już żadnej przeszkody dla jakichkolwiek nieproszonych gości, którzy tylko zechcieliby zjawić się w tej okolicy.
Ciężko dostrzec coś przez brudne, niewielkie okna, jednak każdego wieczoru we wnętrzu domu pali się światło. Powiadają, że zamieszkuje go sędziwa rodzina mugoli - podobno muzyków, a może nauczycieli?, którzy wprowadzili się tu przeszło pięćdziesiąt lat temu i dziś rzadko kiedy wynurzają nosy na zewnątrz, nieufni wobec nikogo. Kręta ścieżka prowadząca do drzwi wejściowych zarosła zielenią, a schodki na werandę zapadły się ze starości. Na drzwiach wciąż wisi bożonarodzeniowy wieniec, brzydki, zniszczony i wyblakły. Daremnie próbować dostać się do środka, daremnie wołać gospodarzy. Wygląda na to, jakby w tym miejscu zatrzymał się czas.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Raiden Carter
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 https://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 https://www.morsmordre.net/t6371-agent-carter#161664 https://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 https://www.morsmordre.net/t3526-skrytka-bankowa-nr-834#61585 https://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
Zawód : funkcjonariusz policji, brygadzista
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
I don't know but I been told
A big legged woman ain't got no
s o u l
OPCM : 15
UROKI : 27
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Howl Street 5a/6   09.02.17 21:04

Każde z nich było związane z prawem. Natura Carterów. Silna więź ze wpajaną od małego sprawiedliwością i wrodzony pociąg do zachowywania porządku było dla ich dwójki czymś naturalnym. Raiden nie wyobrażał sobie pracować w jakiejkolwiek innej branży. Po prostu podążał za rodzicami - tak jak on wierzył w ideały i filary, na których była zbudowana ich rodzina. Dbali też o historię przez co wiedzieli, że ich przodkowie walczyli w imię wolności przy boku mugoli, popierając ich byt w magicznym świecie. Carter uważał, że bez nich ich rodzina nie utrzymałaby się. Nauczyli ich wielu praktycznych rzeczy, a ciągoty do tego świata były bardzo łatwo wytłumaczalne. Jedni uczyli się od drugich, chociaż Carterowie zawsze pomagali i chronili słabszych od siebie ludzi nie potrafiących czarować. I chociaż teraz i ci należeli do magicznego świata, potrafili obchodzić się z magią. Mimo wszystko dalej należało ich ochraniać przed czystokrwistymi czarodziejami. Czy nie była to pewna ironia losu? Świat, który miał im pomóc w życiu, stawał się dla nich zagrożeniem. Chociaż naprawdę jedynie grupka obywateli posiadała negatywne stosunki do pochodzących z niemagicznej rzeczywistości osób. Co z nimi było innego? Czym się różnili? Z zamyślenia wytrącił go koroner, który zaczął mówić do Sophii. Zauważył jego pytające spojrzenie, ale Raiden wbił w niego wzrok, więc ten ruszył dalej z wyjaśnieniami. Wewnątrz był dumny ze swojej siostry, że z taką łatwością i trafnością rozpoznała użycie czarnej magii jak i symptomy, które świadczyły o jej użyciu. Nic nie powiedział, wiedząc, że nie był to czas ani miejsce. Do tego jego myśli wciąż skupiały się dookoła sprawy. Na takie rozmowy był czas później. Gdy wstał, zrozumiał, że smród się ulotnił, a przynajmniej został powstrzymany odpowiednimi zaklęciami, ale i tak zakręciło mu się lekko w głowie. Nawet mroczki przed oczami kazały mu się na chwilę zatrzymać i ocucić.
- Zaraz zwymiotuję. Muszę stąd wyjść - mruknął, marszcząc brwi, a po chwili dość raźnym krokiem, kierując się do wyjścia. Nie wiedział, czy właśnie tam znajdą Simmonsa, ale nie było to aż takie ważne. Musiał odetchnąć, bo przebywanie za długo w tamtym miejscu zdecydowanie źle na niego wpływało. Zaraz jednak o tym zapomniał, gdy zobaczył starszego aurora, rozmawiającego z kimś na zewnątrz. Skierował się w tamtą stronę. - Chcę wiedzieć wszystko o tej sprawie. Koniec tajemnic - rzucił, patrząc wymownie na Simmonsa. Gdy zaczął, Carter słuchał go uważnie. Najlepiej, żeby ten wszystko mu powiedział, ale w tej samej chwili McKenna zmaterializował się tuż obok nich i najwyraźniej wrócił po Raidena. Był potrzebny w biurze. I to teraz. Nie oznaczało to, że skończyli. - Dokończmy później - mruknął, przenosząc spojrzenie na siostrę i skinął jej głową, chcąc dodać jej nieco otuchy. Zostawała tutaj teraz sama. Jednak to nie był koniec. Musieli dokończyć to wspólnymi siłami i taki właśnie miał zamiar. Bez względu na wszystko.

|zt




Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Powrót do góry Go down
Sophia Carter
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3633-sophia-carter https://www.morsmordre.net/t3648-listy-do-sophii https://www.morsmordre.net/t3643-sophia https://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 https://www.morsmordre.net/t3765-skrytka-bankowa-nr-925 https://www.morsmordre.net/t3647-sophia-carter
Zawód : Auror
Wiek : 24
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Świat nie jest czarno-biały. Jest szary i pomieszany.
OPCM : 36
UROKI : 21
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 1
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Howl Street 5a/6   09.02.17 21:27

Sophia również sobie tego nie wyobrażała, chociaż był taki okres w jej życiu, kiedy rozmyślała o odłożeniu na bok młodzieńczych marzeń i zostaniu uzdrowicielką na wzór Jamesa, którego obdarzyła uczuciem. Wydawał jej się taki pełen dobroci i mądrości, pod jego wpływem zainteresowała się jego pracą i chciała być taka jak on. Na kurs jednak się nie dostała (zapewne zaważyły na tym kiepskie rezultaty osiągane w eliksirach, a na kursie uzdrowicielskim zwracano na nie jeszcze większą uwagę niż na aurorskim), ale poznane dzięki Jamesowi umiejętności bywały przydatne i podczas nauki bycia aurorem.
Nie rozumiała także tych wszystkich uprzedzeń wobec mugolskiego świata. Wychodziła z założenia, że mugole są tak samo potrzebni światu jak czarodzieje, chociaż nieznajomość magii i brak wiedzy o niej często stawiała ich na przegranej pozycji w starciu z czarodziejami. Jak choćby tych nieszczęśników, których zamurowano w tym budynku. Chyba nawet nie chciała sobie wyobrażać, co czuli, kiedy pierwszy raz zetknęli się z magią i to w tak brutalnym wydaniu. Nie mogli pojąć piękna czarów, a ich mroczniejszą, destrukcyjną siłę, która stopniowo wysysała z nich życie za sprawą kolejnych klątw. Czy rozumieli, co się z nimi dzieje i co sprawia, że ich ciała znaczyły kolejne ślady?
To miejsce było z gruntu złe. Sophia od samego początku czuła się tu nieswojo, te ściany wydawały się na wskroś przesiąknięte strachem i cierpieniem. Nie miała za złe bratu, że nawet dla niego było to zbyt wiele, że musiał na chwilę opuścić to miejsce. Rozumiała go doskonale, bo gdyby nie jej zapał do pracy i chęć dopadnięcia odpowiedzialnych za ten uczynek, z pewnością uciekłaby stąd już dawno.
- Do zobaczenia – mruknęła półszeptem, gdy ruszył w stronę drzwi.
Odprowadzając go wzrokiem, usłyszała jeszcze fragment rozmowy brata z Simmonsem. Zdawała sobie sprawę, że Raiden miał dość uporu, żeby postawić na swoim i wziąć udział w sprawie, więc Simmons dla świętego spokoju powinien udostępnić mu niezbędne informacje. Czy chcieli, czy nie, najprawdopodobniej odtąd będą musieli współpracować przy tej konkretnej sprawie.
Gdy wraz ze swoim zespołem opuścił miejsce zdarzenia, wraz z pozostałymi aurorami została jeszcze do czasu zabrania wszystkich ciał i zabezpieczenia odpowiednich poszlak. Simmons po rozmowie z Raidenem znowu się tu pojawił; rzucił Sophii znaczące spojrzenie, ale nie skomentował rozmowy z jej bratem, zamiast tego przydzielając jej zadanie spisania raportu. A później, gdy wszystko było zrobione, z nieskrywaną ulgą powróciła do ministerstwa. Wiedziała jednak, że to nie koniec, i że zapewne czeka ich wszystkich jeszcze mnóstwo pracy, zanim sprawa doczeka się rozwiązania.

| zt.





Ne­ver fear
sha­dows, for
sha­dows on­ly
mean the­re is
a light shi­ning
so­mewhe­re near by.

Powrót do góry Go down
Lyanna Zabini
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5959-lyanna-zabini https://www.morsmordre.net/t5962-ceres https://www.morsmordre.net/t5961-lyanna https://www.morsmordre.net/f154-forest-road-8 https://www.morsmordre.net/t5963-skrytka-bankowa-nr-1488 https://www.morsmordre.net/t5964-lyanna-zabini
Zawód : łamaczka klątw
Wiek : 25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
.
OPCM : 20
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 3
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Howl Street 5a/6   23.07.18 17:15

| 25.07

Każdego dnia wyczekiwała nowych zleceń i ciekawych klątw i artefaktów, z którymi mogła się zetknąć. Jakoś musiała sobie radzić i sobie radziła, czyhając na co ciekawsze zadania. Najbardziej lubiła intrygujące wyzwania, ale z racji tego, że ojciec nie pozostawił jej wiele, zdecydowaną większość oddając jej bratu, nie mogła być zbyt wybredna, tym bardziej, że wciąż jeszcze się uczyła i najtrudniejsze klątwy nadal pozostawały poza jej zasięgiem. Choć kto wie, może już niedługo, jeśli tylko się postara? Odwiedzała różne miejsca, w tym Nokturn, spotykała się ze stałymi kontaktami i słuchała, orientując się, co w trawie piszczy. Nie pracowała w ministerstwie od dawna, więc sama musiała zatroszczyć się o siebie i znaleźć sobie zajęcie. Było o tyle prościej, że nie była już ograniczana sztywnymi procedurami i mogła odrzucać zadania, których nie chciała się podejmować, uważając je za zbyt nudne. Choć teraz nie mogła sobie pozwolić na wybredność, bo potrzebowała zarobków i liczyła się z tym, że nie każde zlecenie będzie ciekawe.
Tego dnia rano napisał do niej pewien mężczyzna prosząc o spotkanie. Potrzebował niezależnego łamacza klątw, który upora się z prawdopodobną klątwą nękającą od pewnego czasu jego dom.
Spotkali się w wyznaczonym przez Lyannę miejscu na uboczu, nieopodal lasu Waltham, gdzie mogli w spokoju porozmawiać. Szybko zbyła standardowe formułki powitalne, przechodząc do rzeczy, w końcu nie spotkała się na pogaduszki, tylko w interesach, a mężczyzna w liście opisał sprawę dość mętnie. Rozumiała jednak przyzwyczajenie do dyskrecji i niechęć do opisywania drażliwych spraw w listach, i podejrzewała, że mężczyzna mógł mieć coś do ukrycia, skoro szukał niezależnego łamacza a nie zwrócił się o pomoc do ministerstwa i tamtejszych łamaczy klątw. Choć z drugiej strony, po ostatnich miesiącach wielu ludzi traciło wiarę w udolność ministerstwa i jego umiejętność uporania się z kryzysami niesionymi przez anomalie i niespokojne czasy. Lyanna sama utraciła tę wiarę już dawno, na długo przed obecnym kryzysem i rozsypką ministerstwa po pożarze. Dlatego ceniła sobie wolność i niezależność. Nie zadawała też wielu pytań o rzeczy nie związane z jej pracą, klątwą i przedmiotem będącym obiektem zainteresowania. Była dyskretna i dbała o podtrzymywanie takiej renomy. Wątpliwa moralność nie nakazywała jej donosić na ludzi, którzy maczali palce w podejrzanych sprawkach, bo sama też takowe miała. Nie bulwersowało jej zobaczenie gdzieś czarnomagicznych przedmiotów lub woluminów traktujących o zakazanej magii. Może dlatego cenili ją ci, którzy nie chcieli sprowadzać sobie do domu pracowników ministerstwa, choć nie tylko tacy ludzie się do niej zwracali.
- Proszę opisać mi, co się dzieje w pańskim domu i skąd podejrzenie, że padł pan ofiarą nałożonej klątwy – zapytała więc na samym wstępie, przyglądając mu się uważnie.
Mężczyzna opisał, że w jego domu od paru tygodni działy się dziwne rzeczy. Zaczęło się od dziwnych dźwięków, stukotów i przemieszczania się przedmiotów, później dochodziło do kolejnych wypadków z udziałem prawdopodobnie poltergeista. Po pewnym czasie stały się tak uciążliwe, że czarodziej zaczął szukać łamacza klątw i znajomy powiedział mu o niej. A Lyanna wiedziała, że istnieje klątwa o takim działaniu, klątwa sprowadzająca do budynku poltergeista, choć musiała zobaczyć to na własne oczy, by ocenić, czy mieli do czynienia z klątwą, czy może złośliwa zjawa zamieszkała tam sama z siebie.
- Muszę udać się do pańskiego domu i sprawdzić go pod kątem możliwości istnienia tam klątwy. Jeśli rzeczywiście została nałożona, będę w stanie ją wykryć i złamać, na co zapewne pan liczył, prosząc o to spotkanie – rzekła więc, gdy skończył mówić. – Czy istnieje prawdopodobieństwo, że w ostatnim czasie mógł znaleźć się tam ktoś, kto byłby zdolny nałożyć klątwę?
Przez twarz mężczyzny przemknął ledwie dostrzegalny cień. Może rzeczywiście miał coś do ukrycia, może miał podejrzane kontakty lub klątwa była efektem jakiegoś porachunku lub zemsty kogoś niezadowolonego z interesów, zazdrosnej kochanki lub kogokolwiek, komu ów czarodziej mógł się narazić. Często spotykała się z klątwami nakładanymi z pobudek osobistych, mającymi godzić w konkretne osoby, zwłaszcza jeśli były nakładane na konkretną osobę albo należący do niej przedmiot lub dom. Nakładacze klątw, którzy nie mieli konkretnego celu, jak zemsta lub ochrona przedmiotu lub miejsca, zwykle działali w nieco inny sposób, przeklinając przypadkowe miejsca lub przedmioty, nie bacząc na ewentualne ofiary. Klątwa poltergeista należała do kategorii tych bardziej złośliwych niż prawdziwie niebezpiecznych i powodujących groźne dla życia obrażenia, zaklinacz klątw o umiejętnościach pozwalających na jej nałożenie mógł wyrządzić o wiele poważniejsze szkody, ale z jakiegoś powodu wybrał właśnie takie przekleństwo. Może więc klątwa miała być przestrogą, przeciągającą się w czasie uciążliwością mającą uprzykrzyć mężczyźnie życie? To było coś, o co mogłaby się pokusić ona sama, bo już parę razy zdarzało jej się nałożyć proste, ale złośliwe klątwy.
Do domu mężczyzny, znajdującego się przy końcu Howl Street, poleciała na miotle. Nie obchodziła ją tyle pomoc klientowi i jego rodzinie, a zarobek, który mogła za to uzyskać. Empatia nie była jej mocną stroną, wykonywała po prostu swoją pracę, obcując z klątwami i zdejmując je. Było to ryzykowne zajęcie, ale ciekawe, lubiła zagłębiać się w wiedzę dotyczącą klątw. Lubiła je analizować i zgłębiać ich naturę. Wierzyła też, że pewnego dnia opanuje również umiejętność ich nakładania w zadowalającym ją stopniu. To był kolejny powód, dla którego niegdyś zerwała z ministerstwem – nie interesowała jej bezinteresowna pomoc potrzebującym ani wspieranie aurorów w przyskrzynianiu zaklinaczy, a zgłębianie klątw, badanie ich natury, zrozumienie tej niezwykle niebezpiecznej i fascynującej magii. Było to dla niej dodatkową korzyścią oprócz tej materialnej, choć bardziej interesowały ją cenne artefakty niż zaklęte domy i drobiazgi codziennego użytku. Wbrew temu, co mogła sobie wyobrażać przed pójściem na kurs, w brytyjskich warunkach łamacze rzadko mieli okazję wdzierać się do starych przeklętych grobowców i innych tego typu miejsc, jakimi kuszono żądną przygód młodzież.
Dotarła na Howl Street chwilę po nim. Budynek znajdował się na uboczu i wyglądał zwyczajnie. Ot, zwykły podmiejski dom czarodziejskiej rodziny. Ruszyła ścieżką za mężczyzną, po drodze zadając mu jeszcze kilka pytań o zjawiska, miejsca ich szczególnego nasilenia oraz miejsca, gdzie mogła mieć dostęp osoba potencjalnie podejrzana. Musiała określić, gdzie powinna szukać nałożonych run, gdzie aktywność poltergeista jest największa.
Okazało się, że złośliwa zjawa szczególnie upodobała sobie salon na parterze, więc Lyanna nakazała klientowi zaprowadzenie jej właśnie tam. Nie było to zaskakujące miejsce, stosunkowo łatwo byłoby się tam dostać i nałożyć klątwę. Rzeczywiście dostrzegła kilka przewróconych sprzętów, wybitą szybę w przeszklonej szafce, tapetę miejscami zwisającą ze ścian w strzępach, plamy oraz nadpalone ślady na dywanie i zasłonach. Wyczuwała też dziwną obecność, przeświadczenie, że oprócz nich ktoś – lub coś – jeszcze tu było, i uważnie obserwuje każdy ich ruch, chociaż niczego nie wiedziała.
Rozglądała się z ciekawością, zastanawiając się, czy jej dzisiejszy klient miał coś na sumieniu, przez co padł ofiarą klątwy. Wiedziała o nim tylko tyle, że był drobnym przedsiębiorcą, ale zgodnie ze swoim zwyczajem nie wnikała w jego życie i sprawy niezwiązane z jej zleceniem. Zachowywała pełen profesjonalizm, jak przystało na niezależną łamaczkę klątw mającą zaraz zmierzyć się z nowym zadaniem. Tak naprawdę nie było z jej punktu widzenia istotne, kto i po co nałożył tę klątwę, miała tylko ją wykryć, zdjąć i wziąć za to pieniądze. Natura samej klątwy była ciekawsza niż relacje tego osobnika z otoczeniem.
Zanim zaczęła przeszukiwać salon nakazała mężczyźnie wyjść. Gdyby coś poszło nie tak wolała by nie ucierpiał, to nie wpływało dobrze na renomę łamacza klątw, poza tym powiedział jej już wszystko co istotne, a lepiej pracowało jej się samotnie, w skupieniu i ciszy, niż kiedy ktoś patrzył jej na ręce i oceniał każdy jej ruch. Została więc sama, wypatrując oznak aktywności zjawy oraz miejsca ukrycia run. Kiedy tak wodziła wzrokiem wzdłuż ścian i sprzętów, uważnie sprawdzając wszystkie obiecujące zakamarki, przeszklona szafka nagle zaczęła się trząść i otworzyła się z trzaskiem. Zaalarmowana hałasem Lyanna w ostatniej chwili zrobiła unik przed lecącymi w powietrzu bibelotami, które z niezwykłą szybkością przemknęły nad jej głową i rozbiły się z trzaskiem o przeciwległą ścianę. Tylko jeden z przedmiotów uderzył ją silnie w ramię, zapewne nabijając niegroźnego siniaka. Chwilę później z kominka buchnął spory obłok sadzy, która osadziła się na stojącej przed nim kanapie i podłodze, docierając też do Lyanny. Wciąż czuła, że nie jest tu sama. Obecność pozostawała intensywna, i choć poltergeist pozostawał niewidzialny, wiedziała, że gdzieś tu był i na pewno nie pozostawi jej obojętnie, skoro przybyła tu, by się go pozbyć. Kto by pomyślał, że będzie musiała wypędzać zjawy, nawet jeśli z bardzo dużym prawdopodobieństwem były skutkiem klątwy – a klątwy leżały w zakresie jej pracy i zainteresowań, nawet takie jak ta.
Sprawdziła za zasłonami i na ścianach i w końcu podeszła do gzymsu kominka, uważając na nowy obłok sadzy. Zakryła usta i nos brzegiem czarnego szala, który na sobie miała i urękawiczonymi dłońmi zabrała się do oględzin, w końcu z boku gzymsu znajdując to, czego szukała – dyskretnie wyrytą między rysami w kamieniu runę. Analizując jej znaczenie, zdobyła potwierdzenie, że to rzeczywiście klątwa poltergeista, którą podejrzewała od samego początku, odkąd usłyszała historię o dziwnej obecności i zjawiskach, które zaczęły się nagle parę tygodni temu, a których nie mógłby spowodować zwykły duch. Już kiedyś spotkała się z tym przekleństwem.
Skoro znalazła już i zidentyfikowała runy, mogła przystąpić do głównego etapu, czyli próby złamania klątwy. Uniosła różdżkę, zmuszając swój umysł do skupienia, a swoją magię do zadziałania jak należy, po czym rzuciła niewerbalne zaklęcie Finite Incantatem, skupiając się na przełamaniu klątwy. Zanim to zrobiła, z kominka znów buchnęła sadza, jakby zjawa próbowała ją odpędzić od miejsca nałożenia run, atakując właśnie kominek, ale nie pozwoliła, żeby ją to rozproszyło, nawet jeśli wyglądała teraz jakby właśnie przeciskała się przez szyb kominowy. Ale po rzuceniu zaklęcia nagle wszystko ustało. Sadza opadła, nie słyszała już żadnego chrobotu dobiegającego z kominka, żaden z mebli nie drżał, a w jej stronę nie wystrzeliły kolejne przedmioty. Przestała też odczuwać obcą, niepokojącą obecność, która towarzyszyła jej odkąd przekroczyła próg domu, a szczególnie nasilała się we właśnie tym pomieszczeniu. Wszystko poszło dobrze i klątwa została zdjęta, i nawet jeśli mieszkańca tego domu czekał gruntowny remont salonu, to został właśnie uwolniony od uciążliwej, sprowadzonej przekleństwem zjawy, a Lyanna mogła być zadowolona z wykonanego zadania i zaoferowanych jej galeonów.

| zt.


Powrót do góry Go down
 

Howl Street 5a/6

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5

 Similar topics

-
» Janssen Street
» Crimson Street
» Pub Baggins, Bagford Street 12
» Old Paradise Street
» Suterena przy Janseen Street

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Okolice :: Przedmieścia Londynu :: Wierzbowa aleja-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18