Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Statkiem po Tamizie

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Statkiem po Tamizie   11.04.16 15:58

Statkiem po Tamizie

Choć to miejsce jest świetne dla turystów, czarodzieje postarali się, aby i dla siebie zrobić coś wyjątkowego. Przechodząc kilkaset kroków od miejsca, gdzie spotykają się na wycieczkę mugole, zauważy się niewielki tunel ze schodami. Podążając tą drogą, dochodzi się do statku dla czarodziejów. Ten jednak wcale nie jest majestatyczny. Z wyglądu przypomina kłodę swobodnie pływającą na wodzie. Otwierając magiczne przejście, o którym istnieniu wiedzą tylko czarodzieje, zauważyć można przepiękne wnętrze powiększone przy pomocy magii. W środku znajduje się niewielka restauracja, której motywem przewodnim są muszle. Podobizny syren ozdabiają ściany, a złote zdobienia ich włosów czy ogona dodają im niesamowitego uroku i wyjątkowości. Gdy kłoda rusza na wycieczkę, z niewiadomego źródła wydobywa się delikatny, kobiecy śpiew. Dzięki magii można nie tylko oglądać to co na lądzie, ale także odkrywać tajemnic skrywane przez Tamizę. Podobno ten, kto zauważy chociaż ślad syreny, otrzyma tysiąc galeonów. Trudno powiedzieć, ile w tym prawdy, kapitan opowiada tę historię za każdym razem, aby zainteresować wycieczkowiczów. Mimo to, czarodzieje nie potrafią odwrócić wzroku od szyby, która umożliwia im przeglądania dna. W restauracji dostępny jest jedynie alkohol i kilka rodzajów sandwichy. Wycieczka zajmuje około cztery godziny, a kosztuje dwa razy tyle, co najlepsza czekolada w Miodowym Królestwie.


Powrót do góry Go down
Soren Avery
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t796-sren-avery https://www.morsmordre.net/t859-stella https://www.morsmordre.net/t850-sren https://www.morsmordre.net/f121-whitcomb-st-43-7 https://www.morsmordre.net/t1180-sren-avery
pałkarz Os z Wimbourne
26
Szlachetna
Zaręczony
jest szósta mojego serca
a po kątach trudno pozbierać wczorajszy dzień
0
7
7
0
0
2
0
10
Czarodziej
sny są dla ludzi bez wyobraźni

PisanieTemat: Re: Statkiem po Tamizie   02.06.16 19:34

|po świętach, przed sylwestrem

Zimowa pora nie sprzyja rejsom po Tamizie. Dziwne, że ich w ogóle nie odwołano. Cóż, magii nic nie jest straszne. Poza tym lepiej dla nich. Okazało się, że mimo wszystko niewielu jest amatorów tego typu wojaży, co zapewniało duży komfort i sporo prywatności. Było mu to potrzebne po tym, jak miał wrażenie, że wtargnięto w każdą sferę jego życia. Jak gdyby był na cenzurowanym, a każde jego poczynanie było poddawane dokładnym oględzinom i ocenie. Miał dość. Dość tego wszystkiego, tej absolutnej utraty kontroli. Jak gdyby nagle rozpętał się istny sztorm, który wytrącił mu z rąk ster i od tej pory był tylko widzem, któremu przyszło tylko oglądać jak wszystko wali się, niszczy, rozpada. Powinien być przyzwyczajony, przecież nie pierwszy raz wszystko miało legnąć w gruzach. Ironicznie można by nazwać go prawdziwym weteranem porażek. Jednak nawet doświadczenie nic nie dawało. Za każdym razem bolało tak samo, zżerało go od środka z taką samą intensywnością. Teraz może nawet bardziej, bo stawka wzrosła niebezpiecznie i nie próbował sobie wyobrażać, co by się stało, gdyby nagle wszystko stracił. Sytuacja była do bólu pochrzaniona, ale w miarę stabilna. Na jak długo? Nie miał pojęcia.
Był więc więcej niż wdzięczny, gdy otrzymał ten list. Potrzebował takiej odskoczni, prostego resetu myśli i zdystansowania się do tego wszystkiego. Kiedy wszystko komplikowało się, nakręcało niczym sprężyna gotowa w każdej chwili odskoczyć prosto w twarz przydatnym było coś tak prostego. Bo taka właśnie była ich relacja. Prosta. Nic wymuszonego, nadętego czy sztucznego. Spotykali się jeśli chcieli, lubili swoje towarzystwo i nie było w tym żadnych podtekstów. Nie musiał przy niej ubierać specjalnie maski, nie obowiązywały ich sztywne zasady etykiety. Byli po prostu dwójką młodych ludzi. Albo przynajmniej bawili się w normalność, udając, że wcale nie są szlachcicami, a cena tego rejsu wcale nie kosztuje ciut więcej niż byłoby na to stać przeciętnego czarodzieja.
- Zawsze podziwiam ludzi tworzących takie wnętrza - rzucił rozbawiony rozglądając się po wnętrzu. Motyw syren i muszli wręcz krzyczał do niego. Może nie był to zupełnie jego klimat, ale mimo wszystko miejsce było dosyć przytulne. Zwłaszcza, że dziś było wyjątkowo opustoszałe. - Obawiam się tylko, że w menu mamy jedynie alkohol i sandwiche. - Podniósł na nią wzrok. Jeszcze nie poruszył tematu, który przewinął się w ich korespondencji. Sam niezbyt wiedział jak go poruszyć.




okay, i hated you but even when you left, there was never a day that i’ve forgotten about you and even though i actually miss you, i’m gonna erase you now cause that’ll hurt way less
than blaming you


Powrót do góry Go down
Katya Ollivander
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t2039-celeste-ellsworth https://www.morsmordre.net/t2291-vesper#34826 https://www.morsmordre.net/t2286-dam-ci-gwiazdke-z-nieba#34654
Zawieszona w prawie wykonywania zawodu
25
Szlachetna
Panna
Mogę się oprzeć wszystkiemu z wyjątkiem pokusy!
8
6
0
0
0
0
0
1
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Statkiem po Tamizie   03.06.16 23:14

| 28 Grudnia |

Czyżby oboje dopadła nostalgia zimowa? Czy nie odczuwali tego samego, choć znajdowali się na zupełnie innych płaszczyznach? Katya intuicyjnie wyczuła, że spotkanie z lordem Averym będzie tym, które winno sprawić uśmiech na jej twarzy, a także stać się powodem do tego, by złapać oddech. Myślała o dniu, który zbliżał się wielkimi krokami i przestała analizować to pod kątem dobre - złe, to się po prostu musiało stać. Liczyła się z decyzją ojca, choć nie miała dla niej żadnej wartości. Malaki przypominał potwora, który zdecydował o życiu córki. Dość krnąbrnej i bezczelnej, ale z drugiej strony - nie posiadał wyboru. Hańba, którą owiała nazwisko Ollivander była długo zmywana dłońmi Anthony'ego, a dzisiaj? Była inną dziewczyną. Bardziej zagubioną, pomimo że kreowała się na kogoś niezwykle silnego, a także charakternego. W głębi siebie przypominało kogoś nieświadomego jutra i tak bardzo spragnionego uwagi. To stąd wynikała jej potrzeba przebywania z Mulciberem? Akceptował ją, a przynajmniej doskonale to udawał. Nie znała jego intencji i prawdziwych myśli, ale skończyła to rozważać. Potrzebowała zapomnieć o wszystkim i wierzyła, że Soren jej to da.
Liczyła na normalne popołudnie. Dalekie od sztywnego świata konwenansów. Tęskniła za uśmiechem mężczyzny i jego roześmianymi oczami, które emanowały czymś innym. Czymś, co było dalekie od tego, co zdążyła poznać. Przypadek, prawda? Niezwykłe było też to, że zrozumiałby ją, a może jej sytuację, w którą została zepchnięta nagle, niespodziewanie. To było niezwykle potrzebne młodej szlachciance, która mierzyła się z przykrą rzeczywistością.
-Tak, to niezwykłe... Nie wyobrażam sobie spędzenia czasu nad tak mozolną i trudną pracą... - szepnęła ledwie słyszalnie i rozejrzała się po bokach restauracji, by zaraz potem skierować tęczówki na Sorena. Oddychała ciężko, a dłonie jej drżały, jakby denerwowała się czymś, co dopiero miało nadejść. Nie była pewna, czy dobrze postąpiła, ale im dłużej tkwiła w tym konkretnym miejscu z lordem, to coraz bardziej utwierdzała się w przekonaniu, że nie powinna się narzucać. -Przepraszam. Myślałam, że jest to normalne miejsce, w którym spędzimy czas. Nie doczytałam oferty statku i chyba popełniłam prawdziwe faux pas - powiedziała z lekkim uśmieszkiem, choć głos drżał jej nerwowo. Wypuściła ze świstem powietrze, bo picie alkoholu nie było przeznaczone dla tej konkretnej dziewczyny, toteż liczyła, że Soren cokolwiek zdecyduje. Zdawała się całkowicie na jego gust. -Jak minęły twoje święta? Mam nadzieję, że bez zbędnych nieprzyjemności i nerwów.




meet me  with bundles of flowers We'll wade through the hours of cold Winter she'll howl at the walls Tearing down doors of time
Powrót do góry Go down
Soren Avery
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t796-sren-avery https://www.morsmordre.net/t859-stella https://www.morsmordre.net/t850-sren https://www.morsmordre.net/f121-whitcomb-st-43-7 https://www.morsmordre.net/t1180-sren-avery
pałkarz Os z Wimbourne
26
Szlachetna
Zaręczony
jest szósta mojego serca
a po kątach trudno pozbierać wczorajszy dzień
0
7
7
0
0
2
0
10
Czarodziej
sny są dla ludzi bez wyobraźni

PisanieTemat: Re: Statkiem po Tamizie   07.06.16 17:13

Mniej więcej wiedział, czego oczekuje od niego lady Ollivander. Przecież też liczył, że w jej towarzystwie zaczerpnie trochę oddechu, nabierze tak bardzo potrzebnego dystansu i nabierze sił do podjęcia decyzji, która wydawała się mieczem obosiecznym. Czegokolwiek by nie wybrał i tak zrani kogoś oraz siebie przy okazji. Co za pokręcona sytuacja. Powinien się przyzwyczaić, a nie potrafił. Siedziało to w nim cały czas, wirowało gdzieś nad jego głową, nawet kiedy próbował myśleć o czymś zupełnie innym. Dlatego bał się, że tym razem nie będzie potrafił dać swojej towarzyszce tego, co wcześniej. Spokoju, odskoczni od trudnej rzeczywistości, która, nie miał co do tego wątpliwości, gnębi i ją. Sam nie wiedział, dlaczego. Nie zwierzała mu się przecież z niczego. Mimo tych kilku spotkań ani razu nie rozmawiali stricte o tym, co przeżywają. Poruszali każdy temat oprócz tych, które gnębiły ich najbardziej. O dziwo była to wyjątkowo dobra taktyka, pozwalała im odpocząć, wyciszyć się, zapomnieć. Cóż jednak zrobić, gdy te unikane wątki rozrosły się tak bardzo, że teraz rzucały cień na wszystko inne. Prawdopodobnie odbijało się to nawet wprost na twarzy Avery'ego, chociaż usilnie próbował zmazać z siebie wszelkie zmartwienie na ten krótki czas. Nie chciał przygniatać Katyi tym, co na nim ciąży. Nie taki cel miało ich spotkanie. Dlatego starał się. Pozwolił myślom wędrować, nie skupiać się na niczym konkretnym. Wałęsały się więc niczym bezpański pies, prześlizgując się najpierw po zimowym krajobrazie Londynu, miejscami zamarzniętej Tamizy, a teraz na nieco kiczowatym wnętrzu restauracyjki, w której się znaleźli. Mieli cztery godziny, bo tyle właśnie trwał rejs, na udawanie, że ta bańka bezpieczeństwa, w której się znaleźli to ich rzeczywistości. Uśmiechnął się więc leciutko, gdy usłyszał jej szept na temat wnętrza. Chyba jej podziw zdecydowanie przewyższał ten jego, nieco zresztą sceptyczny. Przykuła teraz jego uwagę bardziej niż to wnętrze. Drżące lekko palce czy oddech świszczący nieco bardziej niż normalnie. Wszystko to kazało mu ostrożniej dobierać słowa i mocniej skupiać się na wszystkim, co mówi. Bał się, że ona dostrzeże jego nietypowe zachowanie, tymczasem teraz ona wydawała się o wiele mniej rozluźniona niż zazwyczaj.
- Nie masz za co przepraszać - odpowiedział szybko. - Przecież nic się nie stało. Musisz jedynie przeżyć brak herbaty. - Uśmiechnął się tym razem szerzej chcąc dodać jej otuchy. Gdy pojawił się obok nich kelner przejął na siebie złożenie zamówienia. Poprosił o najlepsze czerwone wino, jakie posiadają, najlepiej półsłodkie, ale słodkie również może być. Liczył, że nie będzie miała nic przeciwko piciu alkoholu. Wtedy ponownie skupił się na pannie Ollivander. Przez jej pytanie o mało nie parsknął śmiechem. Jednak lata praktyki w kontroli wszelkich emocji dawały dobre skutki. Uśmiechnął się jedynie, bardziej drwiąco niż wesoło. - Wolisz odpowiedź szczerą, czy taką, której wypada udzielić? - spytał spokojnie, jak gdyby poruszał właśnie temat pogody, a nie coś tak delikatnego. Od jej odpowiedzi tak naprawdę wiele teraz zależało. Dowie się, jak bardzo szczerze mogą ze sobą być.




okay, i hated you but even when you left, there was never a day that i’ve forgotten about you and even though i actually miss you, i’m gonna erase you now cause that’ll hurt way less
than blaming you


Powrót do góry Go down
Katya Ollivander
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t2039-celeste-ellsworth https://www.morsmordre.net/t2291-vesper#34826 https://www.morsmordre.net/t2286-dam-ci-gwiazdke-z-nieba#34654
Zawieszona w prawie wykonywania zawodu
25
Szlachetna
Panna
Mogę się oprzeć wszystkiemu z wyjątkiem pokusy!
8
6
0
0
0
0
0
1
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Statkiem po Tamizie   08.06.16 21:14

Bała się, że uzależni się od tej beztroski, którą mogła czuć w pobliżu lorda Avery'ego. Człowieka, który uwiódł ją swoją swobodą, a zarazem w dziwny sposób urokliwym podejściem do kurtuazji. Darzyli się szacunkiem od pierwszego zderzenia cząsteczek, gdy to za jego sprawą wylądowała w kałuży, a potem? Przełamała własną niechęć do kawy, której szczerze nienawidziła. Z każdym więc kolejnym spotkaniem oczekiwała tego samego. Poszukiwała w przekliwych oczach Sorena utęsknionej radości, która ostatnimi czasy zbyt rzadko gościła w jej życiu, ale to nie było wcale złe. To było dobre, bo dopóty to oni wiedzieli - czego od siebie wymagają, nie byli zagrożeni przez komentarze innych członków kasty. Unikali w końcu wścibskich spojrzeń, a gdyby ktokolwiek dowiedział się, że spełnili nie tak dawno temu wspólne popołudnie w jej dworku, rozpoczęłyby się plotki. Nagonka na domniemany romans, który wcale nie istniał nawet w domyśle, bo oboje byli przemęczeni emocjonalną breją, w którą wdepnęli. Czyż nie należało im się odrobinę spokoju?
Przyglądała się z ciekaowścią twarzy lorda i zastanawiała się, czy wyrwała go z jakiegoś trudnego zajęcia, a może przeszkodziła w ważnych sprawach? Liczyła, że nie okazał się kpiącym podejściem, w którym to okazuje litość szlachciance, bo to zraniłoby ją do żywego. Widziała jednak nostalgię, swoistego rodzaju zamyślenie i to sprawiło, że zaczęła się głowić nad sensem ów spotkania. Możliwe, że popełniła błąd, ale odepchnęła taki scenariusz na bardzo daleki plan i skupiła się na rozmówcy, który przypominał człowieka wybudzonego z głębokiego snu.
-Wydajesz się być iście zadumany, mój drogi - szepnęła bardziej do siebie, bo te słowe uleciały spomiędzy karminowych ust Katyi samoistnie. Nie planowała wypowiadania tak śmiałej frazy, za co od razu się skarciła. Uniosła leniwie twarz ku górze, gdy pojawił się przy nich kelner i uśmiechnęła się nikle, wszak wizja picia alkoholu sprawiała, że wolała zapaść się pod ziemię. Procenty działały na nią źle i to dlatego stroniła od tego typu trunków. Świadomość, że miała ulec Sorenowi była jednak zbyt pociągająca, toteż niemo zgodziła się na każdy jego wybór. -W twoim towarzystwie jestem w stanie przeżyć wszystko. Nawet upadek do kałuży... - mruknęła przekornie i puściła mu oczko, a usta dziewczęcia wykrzywiły się w drwiącym uśmiechu. Oczywiście żartowała tylko, bo ta kwestia była między nimi wyjaśniona, a co za tym szło - nikt się nie musiał już martwić o oskarżenia pod adresem młodego lorda, gdzie to planował zamach na córę Ollivanderów. I to z premedytacją! Kiedy dał jej wybór, wyprostowała się i tym samym mogłaby uraczyć mężczyznę, gdyby tylko spytał o jej święta, ale spędziła je niemal całe w pracy. Od dawna nie świętowała przy jednym stole z ojcem, bo nie potrafiła mu życzyć wszystkiego dobrego. Nie po tym, co się działo przez tyle lat. -Jak najbardziej szczerą, bo nie wyobrażam sobie pięknego mydlenia mi oczu. Nie jestem aż tak naiwnie głupia i widzę, że coś przykrego zajmuje twoje myśli... Może nie należę do osób, którym chciałbyś się zwierzać, ale ufam, że... - zawiesiła głos i skupiła się na tym, co winna powiedzieć. Nie chciała brzmieć zbyt obcesowo. -Czasami lepiej powiedzieć o dwa słowa za dużo, niż tłumić w sobie niejasności, które rozbudzą w nas niepotrzebne emocje - zaproponowała szczerze i poważnie, a gdy dostrzegła wino i dwa kieliszki, uniosła wymownie brwi. -Alkohol sprawia, że człowiek staje się pewniejszy, więc... Czyń honoru, lordzie.




meet me  with bundles of flowers We'll wade through the hours of cold Winter she'll howl at the walls Tearing down doors of time
Powrót do góry Go down
Soren Avery
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t796-sren-avery https://www.morsmordre.net/t859-stella https://www.morsmordre.net/t850-sren https://www.morsmordre.net/f121-whitcomb-st-43-7 https://www.morsmordre.net/t1180-sren-avery
pałkarz Os z Wimbourne
26
Szlachetna
Zaręczony
jest szósta mojego serca
a po kątach trudno pozbierać wczorajszy dzień
0
7
7
0
0
2
0
10
Czarodziej
sny są dla ludzi bez wyobraźni

PisanieTemat: Re: Statkiem po Tamizie   14.06.16 22:47

Czuł się trochę zbity z tropu. Zazwyczaj nikt nie przyglądał mu się tak dosadnie, szczerze, bezinteresownie. Nie był typem, który ciągnął za sobą tłumy. Najczęściej odpychał ludzi, nie miał za wielu przyjaciół, no niewielu osobom chciało drążyć się w skorupie, którą z niezwykłą starannością wybudował wokół siebie. Nie był więc przyzwyczajony do tego, że ktoś skupia na nim całą swoją uwagę i robi to z dobrych pobudek. Zazwyczaj, gdy ktoś mu się przyglądał to próbował go wybadać, znaleźć jego słabe strony. Dlatego tyle czasu poświęcił na zbudowanie maski, która nie zdradzałaby żadnych emocji. Dziwnym więc było, że zdjął ją właśnie w tym momencie, w jej towarzystwie. Zrobiło to instynktownie, co nie zdarza mu się często, jeśli nie jest w towarzystwie kogoś naprawdę zaufanego. Widocznie jakimś niespotykanym trafem lady Ollivander okazała się w mniemaniu jego podświadomości godna obdarzenia tym naprawdę rzadkim uczuciem. Być może nie miał usłyszeć jej słów, jej dedukcja była cicha, nieco zbyt cicha niż na bycie skierowaną bezpośrednio do niego. Może sama nie czuła, że może przekraczać pewne bariery znajomości? Tym samym stawała się jeszcze bardziej warta obdarzonego zaufania. Powinien być więc wobec niej szczery, odwdzięczyć się tym, ale nie potrafił. Przygryzł wargę, jak gdyby blokował nadejście słów, które zresztą nawet nie cisnęły się mu na język. Co mógł rzec? Prawdę? Że matka postawił przed nim ultimatum, jakie nie było dla niego wygodne w żaden sposób? Na szczęście z ratunkiem przybył mu kelner, dzięki czemu temat gładko uległ zmianie. Uśmiechnął się bezwiednie, gdy wspomniała o tej nieszczęsnej kałuży, w której wylądowała z jego winy. Normalnie spiąłby się, zły, że coś takiego wydarzyło się przez niego, ale jej żartobliwe podejście ułagodziło tę reakcję.
- Cieszę się, że tak na ciebie działam - odparł spokojnym głosem, chociaż uśmieszek, który rozciągał jego wargi mimowolnie sugerował pewien podtekst. Prawdopodobnie tak częste przebywanie z Amodeusem sprawiło, że gry słowne weszły mu w krew. Przecież normalnie nie było to kompletnie w jego stylu. Zresztą chwilę później atmosfera stała się cięższa i nie było już miejsca na zabawy słowem. Niezwykłe jak jedno, na pozór niewinne pytanie mogło się do tego przyczynić. Splótł palce obu dłoni na stole, przysłuchując się jej uważnie. Uśmiech, którym teraz ją obdarował nie miał nic wspólnego z wesołością. Był melancholijny, wręcz smutny. Chciałby, żeby to wszystko było takie łatwe. Przecież gdyby powiedział dwa słowa więcej to prawdopodobnie mógłby nawet umrzeć. Nie miał zamiaru obarczać jej takim czy innym ciężarem. Nie zasłużyła sobie na to, żeby traktował ją od początku tak wielkim kalibrem informacji. Dlatego nim odważył się powiedzieć cokolwiek postanowił pójść za jej radą. Ujął wino, które uprzednio otwarte przez kelnera zdążyło odetchnąć dłuższą chwilę. Następnie napełnił oba kieliszki taką ilością, jaką nakazywały obyczaje.
- Lady - odparł za jej przykładem podając jeden z kieliszków. - Wiesz, Katyo, to wszystko nie jest takie proste. - Wzdycha, po czym popija trochę wina na odwagę, która jak na złość nie chce przyjść. - Moje relacje rodzinne są gorsze niż złe, więc święta nie należą do najprzyjemniejszych w ich towarzystwie. W dodatku Allison nie mogła przyjechać. - Kolejny łyk wina, naprawdę dobrego wina, ale rosnąca w jego gardle gula nie zmniejsza się ani trochę.




okay, i hated you but even when you left, there was never a day that i’ve forgotten about you and even though i actually miss you, i’m gonna erase you now cause that’ll hurt way less
than blaming you


Powrót do góry Go down
Katya Ollivander
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t2039-celeste-ellsworth https://www.morsmordre.net/t2291-vesper#34826 https://www.morsmordre.net/t2286-dam-ci-gwiazdke-z-nieba#34654
Zawieszona w prawie wykonywania zawodu
25
Szlachetna
Panna
Mogę się oprzeć wszystkiemu z wyjątkiem pokusy!
8
6
0
0
0
0
0
1
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Statkiem po Tamizie   24.06.16 16:06

Ona zaś lubiła obserwować ludzi. Patrzeć na ich reakcje, a także mieć pewność, że nie robi nic złego względem nich, jakby obawiała się tej spoufałości. To wydawać się mogło nad wyraz oczywiste, bo stłamszona przez brata, a także ojca, traciła często grunt pod nogami. Soren jednak o tym nie wiedział i dzięki temu korzystała z jego towarzystwa w pełni. Można by rzec, że cieszyła się jak dziecko, gdy w podświadomości zaczynała się tlić wizja spotkania z mężczyzną. Nie należał do świata, w którym żyła i nie miał nic wspólnego z ludźmi, których ona się lękała, a to czyniło go bardziej atrakcyjnym, pomimo że nie przyznałaby się do tego głośno. Ani teraz ani kiedykolwiek indziej. Nie przypuszczała natomiast, że zmaga się z czymś, co może przyczynić się do emocjonalnego upadku, a przecież ludzie i tak byli wyrzuci z pieknych uczuć, którymi winni się kierować. Dziw mógł także ją wziąć, że był spokrewniony z Samaelem, którego szczerze nie toletowała. Należał mu się szacunek, tytuły i posłuch, ale Katya nie ofiarowała mu niczego, bo to było dla niej zbyt uwłaczające. Gdyby jednak miała pewność, że Soren toczy ze sobą potężną walkę, którą ona sama przegrała kilka tygodni temu, to chciałaby mu pomóc. Była bezinteresowana. Zbyt delikatna i subtelna, a mimo to nie szukała w ramionach kogokolwiek zrozumienia. Należała do typu osób samotnych, bo choć otaczała się ludźmi, nigdy nie będzie spełniona tak jak na to zasługiwała. Przyzwyczaiła się do tego, że wycofanie i dystans jest dobre. Dla niej byc może najlepsze.
-Lordzie... - skarciła go, a rozbawienie tliło się w jej oczach. Czy działał na nią w jakikolwiek sposób? Był przecież przystojny, niezwykle atrakcyjny i potrafił jednym spojrzeniem sprawić, że całe towarzystwo przestawało istnieć, a to tylko dlatego, że dobrowolnie pozwalała mu na to, by dominował. Nie przeszkadzał jej żart ani tym bardziej flirt, który występował między nimi tak rzadko. Było to jedynie oderwaniem się od codzienności, co w tym przypadku okazało się strzałem w dziesiątkę. Obdarzyła towarzysza szerokim uśmiechem, a następnie upiła łyk wina. Nie sączyła trunków, bo traciła po nich głowę, ale od lampki jeszcze chyba nikt nie umarł, prawda?
Kiedy przybrał tę poważną pozę, sama się wyprostowała i ułożyła dłonie na udach, co nie było widoczne w żaden sposób. Podróż dopiero się rozpoczynała i ona nie zamierzała w żaden sposób ponaglać Sorena, ale stwierdzenie, że życie nie jest proste, przytaknęła lekko głową. Nostalgia otuliła ją w pełni, co było niezbyt komfortowe, ale nie miała wyboru, by nie społuchać przez moment melodyjnego głosu lorda Avery'ego.
-Dlaczego nie mogła przyjechać? Jeśli mogę wiedzieć, oczywiście... - powiedziała spokojnie, ale nie było już śladu po beztrosce. Wchodzili na te trudne tematy, które nie były dla nikogo łatwe. Byłaby gotowa przyznać się do tego, że sama spędziła święta w biurze aurorów, a następnie udała się na krótkie spotkanie z czarodziejami, którzy popierali tę samą ideę, co ona. Katya wątpiła powoli jednak we własne przekonania, bo gubiła się w labiryncie myśli. Na domiar złego... Ramsey wciąż tkwił w szpitalu.




meet me  with bundles of flowers We'll wade through the hours of cold Winter she'll howl at the walls Tearing down doors of time
Powrót do góry Go down
Soren Avery
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t796-sren-avery https://www.morsmordre.net/t859-stella https://www.morsmordre.net/t850-sren https://www.morsmordre.net/f121-whitcomb-st-43-7 https://www.morsmordre.net/t1180-sren-avery
pałkarz Os z Wimbourne
26
Szlachetna
Zaręczony
jest szósta mojego serca
a po kątach trudno pozbierać wczorajszy dzień
0
7
7
0
0
2
0
10
Czarodziej
sny są dla ludzi bez wyobraźni

PisanieTemat: Re: Statkiem po Tamizie   01.07.16 19:00

Nie sądził, że przypadkowe spotkanie tak bardzo wpłynie na jego życie. Może powinien skoro jeden z takich przypadków sprowadził na drogę jego życia jednocześnie prawdziwą przyjaźń i miłość. Nie oddawał jednak pełni czci zdarzeniom losowym, uważając, że człowiek panuje nad swoimi czynami na tyle, na ile pozwala mu niezidentyfikowana siła wyższa. Nie wierzył w żadnego boga. Jak okrutny musiałby to być bóg, żeby potoczyć losem jego i jego bliskich w taki sposób? Skreślił to istnienie dawno temu. Nie sądził także, że istnieje tylko magia. Nie zastanawiał się nigdy skąd ona się wzięła, uznając jej istnienie za coś naturalnego, ale czuł, że musi za tym wszystkim coś więcej. Coś, co tworzy ludzi takich, a nie innych, co wyrywa im z rąk kontrolę, a wpycha w ręce innych. Przecież coś musiało sprawić, że tamtego dnia wpadł na Katyę, koleżankę z dawnych lat, z która wcześniej nie miał przecież zbyt wiele wspólnego. Nie przypuszczał nawet jak to się potoczy. Siedzenie z nią tutaj pod pokładem pływającego po Tamizie statku wydawało się wręcz nierealne. Jak gdyby na chwilę oderwał się od swojego rzeczywistego życia, spauzował je i otrzymał krótką chwilę na złapanie oddechem, nim znów będzie musiał galopować, aby nadążyć. Póki co jednak nie myślał o tym, przez drobną sekundę, która mogła wydawać się niczym w porównaniu do pędzącego czasu, mógł przypatrywać się jej radosnemu uśmiechowi. Byli teraz oboje zwykłymi młodymi ludźmi, którym przyszło spędzić razem jeden z krótkich, zimowych dni. Mogli udawać, że na barkach żadnego z nich nie znajduje się bagaż doświadczeń i ciężar konsekwencji podjętych decyzji. Odwzajemnił nawet jej uśmiech, kiedy go skarciła, chociaż w jej tonie nie było słychać urazy. Niezwykłe jak miłe było to wszystko. I jak szybko się skończyło.
Miał wrażenie, że temperatura we wnętrzu opadła mimowolnie o kilka stopni. Tamta chwila rozbiła się niczym bańka mydlana, wydawała się już teraz być tylko wspomnieniem. Jego place nieustępliwie tańczyły na nóżce kieliszka, jak gdyby próbował dać w ten sposób upust kłębiącym się w nim emocjom. Nie zwykł do dzielenia się swoimi problemami, utrapienia pozostawiał dla siebie, nie chcąc obarczać nimi swoich bliskich, których przecież życie także nie oszczędzało. Jeśli już to często nawet nie musiał mówić tego wszystkiego na głos, bo ta garstka osób najczęściej rozumiała go bez słów. Tymczasem nadszedł ten moment, w którym musiał wyartykułować swoje obawy. Nie chciał poskąpić Katyi tej wiedzy, była naprawdę szczerze zainteresowana, a on nie chciał jej zranić typowym odcinaniem się. Czuł jednak, że lęki wypowiedziane na głos będą trudniejsze do ujarzmienia.
- Pojechała do Paryża udoskonalać swoje umiejętności alchemika. Coś się przedłużyło. - Podnosi wzrok z czerwonego płynu kołyszącego się łagodnie w poruszanym przez niego szkle. Odnajduje jej spojrzeń. - Poza tym jeśli miała okazję bez problemów zostać tam dłużej, z dala od tego wszystkiego, to dobrze zrobiła. - Nie miał prawa przecież kazać jej wracać tylko z powodu własnej tęsknoty. Przecież prędzej czy później wróci, prawda? - Zresztą, nieistotne. Powiedz lepiej co u ciebie. – Wyraz jego twarz trochę złagodniej, a w oczach pojawił się błysk zainteresowania.




okay, i hated you but even when you left, there was never a day that i’ve forgotten about you and even though i actually miss you, i’m gonna erase you now cause that’ll hurt way less
than blaming you


Powrót do góry Go down
Katya Ollivander
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t2039-celeste-ellsworth https://www.morsmordre.net/t2291-vesper#34826 https://www.morsmordre.net/t2286-dam-ci-gwiazdke-z-nieba#34654
Zawieszona w prawie wykonywania zawodu
25
Szlachetna
Panna
Mogę się oprzeć wszystkiemu z wyjątkiem pokusy!
8
6
0
0
0
0
0
1
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Statkiem po Tamizie   09.07.16 12:48

Ona już wiedziała co się stanie. Miała świadomość, że czas nieubłaganie zbliża się do końca, ale brakowało konkretnej sposobności, która pozwoliłaby na realizację celów i zamierzeń. Nie planowała dusić się w mydlanej bańce, bo fałsz bił od ludzi, a brak lojalności sprawiał, że człowiek tracił grunt pod nogami. I ona także go straciła. W dniu, kiedy dowiedziała się, że będzie narzeczoną Mulcibera, z którego szlachcice kpili, że brak mu dobrego urodzenia. Ironia, prawda? Widziała w nim w końcu kogoś więcej, ale skaza na krwi doprowadzała do tego, że stawał na równi ze szlamami, którymi tak gardził.
Soren. Kim zatem w tym wszystkim był Soren Avery, który skradł jej serce już w pierwszym momencie, gdy ich tęczówki się skrzyżowały? Niewyobrażalne jak czasem ludzie potrafią odzwierciedlać nas samych, a jeden konflikt i zbyt przykre słowa doprowadzają do momentu, w którym tracimy wiarę w to, w co uparcie chcieliśmy uwierzyć. Przypominał jej zamkniętego w klatce obowiązków dzikiego ptaka, który spętany w niewoli nie jest w stanie śpiewać pięknie, bo jego melodie nie stają się czyste. Patrzyła więc na niego z fascynacją, jakby był jakimś okazem, a z oczu, w które się wgapiała próbowała wyczytać to co ją intrygowało i przyciągało na bezpieczną odległość, bo... Katya nie mogła pozwolić sobie na przekroczenie granic. Te stały dla niej pod surową restrykcją, jaka uniemożliwiła jej na bycie prawdziwą. Autentyczną. Realną, może ciut namacalną? Nie podejmowała się próby zrozumienia, bo było na to za późno. Czas płynął, a ona tonęła w nim bez reszty i rezygnowała z własnej świadomości bycia wolną.
Żałowała, że nie zostało im więcej możliwości do spotkania, ale podsłuchiwanie rozmów dorosłych miało to do siebie, że można było dowiedzieć się wielu ciekawych i jakże istotnych informacji. Czy zatem Soren mógł przypuszczać, co czeka to rude dziewczę, które teraz z taką zawziętością obserwowało zmiany zachodzące na jego twarzy? Była dobrą aktorką i nigdy nie wspominała o tym, co się wydarzyło. Nie zwierzała się z problemów i kłopotów i niczym potężna skrzynia, chowała je wszystkie. Upychała w ciasny kąt, by nigdy nie dawały o sobie znać, a potwierdzeniem na to, że jest w porządku był wiecznie przyklejony do twarzy uśmiech. To subtelne wygięcie warg, które pokazywało, że wciąż jest małą dziewczynką, która nie ma pojęcia o odpowiedzialnym świecie.
-Och, Paryż jest taki piękny... - powiedziała z uśmiechem, a zaraz potem poczuła jak serce ją ściska na wspomnienie Francji. To było parę dni, a jednak tak niezwykle kluczowych. Może to dzięki temu nostalgia jaka ją dopadła sprawiła, że przestała myśleć o kłopotach, w których brodziła już po kostki? -Najważniejsze jest to, żebyśmy robili rzeczy, które są dla nas dobre, a reszta? - zagaiła ze smutkiem, bo przecież tylekroć liczyła się z każdym i nagle pękło wszystko w drobny mak. -Reszta nie ma znaczenia - nie myślała tak, ale była pod wpływem silnych emocji, które rozrywały ją na pół. Pytanie dotyczące tego - co u niej, zmusiło ją do spuszczenia na moment wzroku, bo cóż mogła mu rzec? Nie miała pojęcia. Dzisiaj nie wiedziała już niczego. -Lordzie... Pracuję ciągle i nie myślę o niczym, chociaż powinnam. Zbliża się koniec roku, a ja wciąż nie mam pojęcia jak będzie wyglądał przyszły - zdawała się być rozbawiona, ale w głębi płakała gorzkimi łzami, które w rzeczywistości nie zalewały pyzatych policzków, które piekły od nadmiernej czerwieni.
Chciała zasnąć i zapomnieć.




meet me  with bundles of flowers We'll wade through the hours of cold Winter she'll howl at the walls Tearing down doors of time
Powrót do góry Go down
Soren Avery
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t796-sren-avery https://www.morsmordre.net/t859-stella https://www.morsmordre.net/t850-sren https://www.morsmordre.net/f121-whitcomb-st-43-7 https://www.morsmordre.net/t1180-sren-avery
pałkarz Os z Wimbourne
26
Szlachetna
Zaręczony
jest szósta mojego serca
a po kątach trudno pozbierać wczorajszy dzień
0
7
7
0
0
2
0
10
Czarodziej
sny są dla ludzi bez wyobraźni

PisanieTemat: Re: Statkiem po Tamizie   09.07.16 21:58

Nie miał pojęcia jak podobni są. Prawdopodobnie nigdy się tego nie dowie. Dwa samotne żagle na morzu targanym sztormem. Każde zbyt samotne i zbyt zamknięte w sobie, by próbować prosić się nawzajem o pomoc. Oboje z uporem godnym miana manii upychali wszystkie swoje emocje, doświadczenia, wspomnienia miłe czy bolesne, do jednej skrzyni, aby ukryć je skrzętnie przed całym światem. Przecież nie liczyli się oni. Ta gra już dawno przestała mieć taki wymiar. Teraz chodziło o coś innego. Walczyli o utrzymanie się na powierzchni. Świat czarodziejskiej arystokracji był niezwykle hermetyczny. Jeśli ktoś nie wpasowywał się w skostniałe ramy, które według innych były wyznacznikami wartości człowieka, bardzo szybko zostawał z niego usuwany. Przecież nie można było pozwolić sobie na skandal. Posiadanie w rodzinie takiej skazy uwierało wszystkich członków rodu, którzy dążyli bezustannie do nienagannej opinii. Wbrew pozorom wydziedziczenie to ostateczne narzędzie rozliczenia się z krnąbrnym krewnym. Było o wiele więcej cichszych sposób na rozprawienie się z czarną owcą. Avery był tego boleśnie wręcz świadom. Wszak to on sam niedawno dostał list, w którym za okrągłymi słowami kryło się bardzo wyraźne ultimatum. W dodatku do całej tej sprawy dochodziła jeszcze propozycja jego matki, jakiej na dobrą sprawę nie mógł odrzucić. Brakowało mu alternatywy. Rozdzierało go to na pół, każda myśl o tej sprawie. W końcu w dwie różne strony ciągnęły go dwie, najważniejsze dla niego osoby. Nie potrafił wybrać między dobrem jednej i drugiej. To tak jakby pozwolono mu wybrać, czy chce amputować sobie prawą czy lewą komorę serca. Dotychczas obie te osoby sprawiały, że utrzymywał równowagę. Chwiał się niebezpiecznie na linii życia, ale mimo wszystko leniwym krokiem parł do przodu. A teraz? Obojętnie, jaką decyzję podejmie - spadnie.
Ironią całej tej sytuacji był fakt, że nie mógł być z Katyą szczery, a ona nie potrafiła zrobić tego samego. Utknęli w błędnym kole, z którego na dobrą sprawę nie było żadnego wyjścia. Pozostawało im tylko to, co robili w tej chwili. Mniej lub bardziej skuteczne próby dodawania sobie nawzajem otuchy, cieszenia się z krótkich chwil we własnym towarzystwie, kiedy mogli udawać, że to wszystko, co na co dzień ich przygniata tak naprawdę nie jest ich.
- Muszę wierzyć tobie oraz siostrze na słowo, bo nigdy tam nie byłem. - I prawdopodobnie już nigdy nie pojedzie, przywiązany wszelkimi zobowiązaniami do Londynu. Jeśli uda mu się gdzieś wyrwać to zapewne będzie to wyjazd z drużyną na jakiś mecz. Dobre i to. Chociaż ta wizja pierzchnie szybko na dźwięk jej słów, brzmiących niezwykle smutno. Kolejny łyk wina i nagle kieliszek okazuje się pusty. - A co jeśli nasze dobro wiążę się z dobrem innej osoby? Jeśli jedno nie istnieje bez drugiego? - Uśmiecha się, ale wyraz ten pozbawiony jest wszelkiej wesołości. Chyba trafili na jakąś przeszkodę, nagle przyjemny nastrój z początku spotkania przesiąkł do cna melancholią. - Prosiłem, abyś mówiła mi po imieniu - rzuca automatycznie i kąciki ust drgają mu leciutko. - Jeśli cię to pocieszy, to mam dokładnie takie same odczucia. Prawdę mówiąc chciałbym, żeby ten rok nigdy się nie kończył. - Takie same pragnienie miał w stosunku do listopada, ale ten przeminął już dawno i najwspanialsze dni jego życia wydawały się teraz nieskończenie dalekie. - Wypijmy więc za to! - Dolewa im obojgu wina, a słowa jak płyn lecą żywiej i omijają ciężką przeszkodę. Schodzą na płytkie, lżejsze tematy, które pozwalają im odciąć się od wszystkiego. Tak długo jak płynęli po Tamizie mogli udawać, że wszystko jest w porządku.
Aż w końcu wrócili na ląd.

zt x2




okay, i hated you but even when you left, there was never a day that i’ve forgotten about you and even though i actually miss you, i’m gonna erase you now cause that’ll hurt way less
than blaming you


Powrót do góry Go down
Evelyn Slughorn
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t2975-evelyn-slughorn https://www.morsmordre.net/t3222-poczta-evelyn https://www.morsmordre.net/t3220-evelyn-slughorn https://www.morsmordre.net/f291-westmorland-dworek-nad-zatoka https://www.morsmordre.net/t3224-evelyn-slughorn
Dama, alchemiczka w rezerwacie smoków
23
Szlachetna
Panna
Szczęśliwy, kto zdołał poznać przyczyny wszechrzeczy.
10
10
21
0
1
1
5
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Statkiem po Tamizie   31.08.17 17:38

| 4 maja

Evelyn nigdy nie podejrzewała, że pewnego dnia może dla niej nastać tak dziwaczny i niepewny czas. Jej życie zawsze toczyło się ustalonym trybem, ograniczone odpowiednimi ramami, w które musiała się wpasowywać, ale za to bezpieczne i stabilne. Nie musiała stykać się z problemami zwykłych ludzi, egzystując pod kloszem, jak przystało na damę. Nie interesowało jej to, bo miała wystarczająco dużo zajęć i pasji podsuwanych od zawsze przez bliskich. Była przekonana, że zawsze tak właśnie będzie.
Ale ten nieoczekiwany chaos nie ominął i wyższych sfer. Evelyn na szczęście nie ucierpiała, ale wiedziała o tragediach, które wydarzyły się w bliższej i dalszej rodzinie. Jej siostra zniosła tamtą noc gorzej, zginął też wuj Rosier i nastał zamęt w magicznym świecie, w tym w rezerwacie, gdzie wypełniała obowiązki alchemika. Ojciec zabronił jej się tam pojawiać dopóki zła magia nie zostanie opanowana, więc pozostawała w posiadłości Slughornów. Nawet tam musiała ostrożnie obchodzić się z magią i eliksirami, skoro były przypadki, gdy nawet różdżki czasem zwracały się przeciwko właścicielom, raniąc ich przy próbie rzucenia prostego zaklęcia. Nie wiedziała, co się działo, kiedy to ustanie i czy można było temu zaradzić, więc pozostawało jej po prostu czekać i mieć nadzieję, że nie wydarzą się kolejne tragedie w gronie rodziny. Chyba nigdy nie doświadczyła podobnego niepokoju, jaki towarzyszył jej w ostatnich dniach, a rzeczywistość wypadła z ustalonych ram i stała się bardziej nieprzewidywalna, do czego nie była przygotowana.
Stała na brzegu rzeki w Londynie, daleko od rodowych ziemi, a zimny wiatr niosący ze sobą kropelki deszczu szarpał połami długiego, bordowego płaszcza, który założyła na suknię przed opuszczeniem dworu. Spod obszernego kaptura wystawało kilka pasm prawie czarnych włosów i fragment bladej twarzy niezwykle kontrastującej z ciemną barwą materiału, ale jej spojrzenie kierowało się na wodę. Od czasu nastania anomalii właściwie nie wychodziła z posiadłości, ale w końcu musiała się wyrwać, spotkać się z kimś i porozmawiać. Powitała z ulgą fakt, że teleportacja rzuciła ją tam, gdzie należy, a nie na przykład na środku jakiejś mugolskiej ulicy lub w innym dziwnym miejscu. Nigdy nie przepadała za Londynem, ale teraz wydawał się jeszcze bardziej przygnębiający. Nawet pogoda nie przypominała maja, choć jak chyba każda mieszkanka tego kraju była przyzwyczajona do deszczowej aury.
Po chwili powiodła spojrzeniem w bok, wypatrując jej na tym wietrznym nadbrzeżu i mając nadzieję, że nie przyniesie kolejnych niepomyślnych wieści. Nie wiedziała zbyt wiele o tym, co działo się z nimi w ostatnich dniach. Gdy po chwili dostrzegła zarys znajomej sylwetki, utkwiła w niej spojrzenie. A więc przyszła.
- Miło cię widzieć. Nawet biorąc pod uwagę okoliczności – zaczęła, po czym, po krótkiej pauzie ciągnęła dalej. – Mogłoby być lepiej... Ale liczę, że twoja rodzina czuje się dobrze i przetrwała te... anomalie?






Felix, qui potuit rerum cognoscere causas.

Powrót do góry Go down
Liliana Yaxley
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3066-liliana-yaxley#50362 https://www.morsmordre.net/t3091-ares#50606 https://www.morsmordre.net/t3085-liliana#50574 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-yaxley-s-hall https://www.morsmordre.net/t3506-liliana-yaxley#61144
-
21
Szlachetna
Panna
Ciężko było przestać wierzyć, że kwiat może być piękny bez celu, ciężko przyjąć, że można tańczyć w ciemnościach.
5
22
0
5
0
1
9
3
Półwila

PisanieTemat: Re: Statkiem po Tamizie   03.09.17 1:32

Maj zawsze kojarzył mi się z zapachem kwiatów, śpiewem ptaków, nawet monotonne zawsze bagna zdawały się odżywać, a w naszym ogrodzie zakwitały różnokolorowe pąki. Tak było przeważnie, teraz jednak niebo się zachmurzyło i co chwila płakało. Patrzyłam na tę szarą pogodę z okna w moim nowym pokoju - bo to również się zmieniło. Od kiedy w dziwnych okolicznościach opuściłam swoją sypialnię pierwszomajowej nocy, już więcej tam nie wróciłam. Udało mi się co prawda teleportować w pobliżu, jednak uznano, że jakiekolwiek zwiedzanie posiadłości, mogłoby być bezpiecznie... Mieszkanie u nestora, u Morgotha, nie było złe. Jednak mimo znajomych terenów otaczających pałac i atmosfery podobnej do tej u nas (w końcu wciąż byłam u Yaxleyów), to jednak nie byłam w domu. Czułam się trochę zagubiona, szczególnie przebywając w nowym pokoju.
Odkąd wróciłam z Munga, nie byłam w Ministerstwie. Pozwoliłam się przekonać, że nie jest to najlepszym pomysłem, przynajmniej dopóki nie do końca wiadomo co tam się właściwie działo. A coś przecież musiało. Tak też czas spędzałam na poznawaniu pałacu, który przecież już kiedyś doskonale znałam, chociaż jako dziecko. Od tamtego czasu nie wypadało mi tak się włóczyć, bo tak naprawdę nigdy nie byłam zupełnie u siebie. Pojawiając się na terenie posiadłości, niemal zawsze zaprowadzana byłam w odpowiednie miejsce - a teraz już nikt mnie nie pilnował.
Spotkanie w Londynie miało być orzeźwiającą odmianą. Miałam wrażenie, że już te parę dni nic nierobienia mnie zmęczyły. Wcześniej deszcz padał zbyt bardzo, bym mogła wyjść nawet na spacer, jednak dzisiaj chyba postanowił trochę przestać, chociaż w powietrzu wciąż raz na jakiś czas dało się wyczuć delikatną mżawkę. Ubrałam odpowiedni na taką pogodę długi płaszcz z kapturem w kolorze butelkowej zieleni, który miał umiejętnie chronić mnie przed deszczem. Teleportowałam się w odpowiednim miejscu gdzieś blisko Tamizy, dalej już idąc - śmiesznie byłoby znaleźć się niespodziewanie na samym środku rzeki.
- Ciebie również - przywitałam się z Evelyn. - Albo szczególnie biorąc pod uwagę okoliczności... - Uśmiechnęłam się, lecz w moich oczach nie było widać wesołości. - Dla niektórych nie były one sprzyjające. U mojej rodziny mogło być gorzej - powiedziałam zgodnie z prawdą. Mogli na przykład wszyscy poumierać, jak wuj Rosier. Albo zostać przygnieceni walącymi się ścianami. Ewentualnie anomalie mogłyby ich wyrzucić w tak dziwne miejsce, że nie mieliby szansy powrotu. Było naprawdę wiele, przerażających opcji, które na szczęście się nie wydarzyły. - Najgorzej wyszła na tym nasza posiadłość, wygląda na to, że nie będziemy w najbliższym czasie mieszkać w Yaxley's Hall. A u ciebie, moja droga? Czy wszystko jest w porządku, na tyle ile to możliwe?
Rozejrzałam się i mój wzrok natrafił na to, czego szukałam - tunel. Ruszyłam w tamtym kierunku, zachęcająco spoglądając na Evelyn.


Powrót do góry Go down
Evelyn Slughorn
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t2975-evelyn-slughorn https://www.morsmordre.net/t3222-poczta-evelyn https://www.morsmordre.net/t3220-evelyn-slughorn https://www.morsmordre.net/f291-westmorland-dworek-nad-zatoka https://www.morsmordre.net/t3224-evelyn-slughorn
Dama, alchemiczka w rezerwacie smoków
23
Szlachetna
Panna
Szczęśliwy, kto zdołał poznać przyczyny wszechrzeczy.
10
10
21
0
1
1
5
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Statkiem po Tamizie   04.09.17 1:04

Ten maj nie był taki jak inne, które pamiętała. Rok temu o tej porze Westmorland tonęło w zieleni, i choć deszczowych dni nie brakowało nigdy, krajobraz nie wyglądał tak przygnębiająco, a pogoda nie była tak kapryśna i nieprzyjemna. Mogła wybierać się z braćmi na konne przejażdżki czy zbierać zioła w lesie otaczającym rodowe włości, i nie musiała obawiać się, że różdżka wybuchnie w jej dłoni przy próbie rzucenia zwykłego zaklęcia. Zawsze lubiła tę porę roku, późną wiosnę, kiedy wszystko żyło i roślinność kwitła, ale dni nie były jeszcze parne i gorące, ale ten maj raczej nie miał szans zasłużyć na stanie się jej ulubionym. Już te pierwsze jego dni były wyjątkowo paskudne, zwłaszcza biorąc pod uwagę anomalie i towarzyszące im tragedie. Jej rodzina miała dużo szczęścia, ale niestety chora genetycznie Estelle gorzej zniosła pulsującą w powietrzu mroczną magię i dostała dziwnego ataku choroby. Wszyscy jednak żyli i to było najważniejsze.
Chciała jednak dowiedzieć się, jak wyglądały sprawy u innych krewnych, dlatego napisała do Liliany. Nie widziały się od pewnego czasu, więc obecna sytuacja mogła być dobrym pretekstem, by porozmawiać. Ściany posiadłości coraz bardziej ją przytłaczały w obliczu tego, że działo się coś złego, i że jej siostra cierpiała. Kiedy nie czuwała przy niej, próbowała zająć swoje myśli konkretnymi zadaniami. Miała przymusową przerwę od pracy w rezerwacie, we własnej pracowni też nie warzyła eliksirów, nie wiedząc jeszcze, jak anomalie wpływały na wywary, więc poświęcała czas, łatając dziury w wiedzy z anatomii, aby móc lepiej zrozumieć dolegliwości siostry. Był to naprawdę poważny brak, biorąc pod uwagę jej alchemiczną pasję, ale w natłoku tylu innych wiadomości, które musiała przyswajać, to trochę jej umknęło i prawdę powiedziawszy, nie wiedziała prawie nic o chorobach genetycznych i innych dziwacznych przypadłościach. To należało jak najszybciej zmienić.
Nie musiała czekać długo na pojawienie się Liliany; ta niedługo pojawiła się nieopodal, również odziana w długi płaszcz. Evelyn powitała ją, czując ulgę, że kuzynka wyglądała na całą i zdrową i że nikt z jej bliskich nie podzielił przykrego losu wuja Rosiera.
- Najważniejsze, że żyjecie i mam nadzieję, że wasza rodzina zajęła się wami odpowiednio, jeśli anomalie zniszczyły dwór – powiedziała, zdając sobie sprawę, ile Slughornowie mieli szczęścia. Posiadłość prawie nie ucierpiała poza jakimiś drobnymi szkodami, które można było wkrótce naprawić, członkowie rodziny też jakoś to przetrwali, oprócz chorowitej Estelle. – Słyszałam o dziwnych aportacjach i innych anomaliach, które zakłócają działania zaklęć, nawet w różdżkach. To wciąż się dzieje, więc chyba mamy się czym niepokoić, tym bardziej, że nie wiadomo, co to jest. Nawet mój ojciec nie ma pojęcia, czym mogą być spowodowane te... zmiany.
Zerknęła na półwilę, zastanawiając się, jak odnajdywała się w tej nowej rzeczywistości, nie tylko nie mogąc swobodnie czarować, ale nawet mieszkać we własnej posiadłości.
- Nic mi się nie stało. Miałam tylko dziwne sny, ale nic poza tym, nie obudziłam się na drugim końcu kraju. Ale Estelle... To jej zaszkodziło – wyznała nagle. – A ja nawet nie wiem, jak należycie jej pomóc, choć od kilku dni ślęczę nad książkami i próbuję się czegoś dowiedzieć.
Także dostrzegła nieopodal tunel i ruszyła w jego stronę za Lilianą.
- Słyszałam, że jest tu magiczna łódź. Może mogłybyśmy tam ukryć się i porozmawiać, jeśli tylko wciąż działa. Może będzie tam odrobinę cieplej niż tu – rzuciła, próbując sobie przypomnieć, co słyszała o tym miejscu. Slughornowie zdecydowanie nie mieli wiele wspólnego z łodziami, ale dobrze byłoby gdzieś schronić się przed chłodem i deszczem, i porozmawiać na spokojnie bez wiatru szarpiącego włosy i ubrania, i kąsającego zimnem odsłonięte twarze.
- To chyba tutaj... – szepnęła, zauważając kłodę, którą po chwili wahania dotknęła różdżką, mając nadzieję, że zgodnie z opowieścią łódź ujawni się przed nimi i pozwoli schronić się w (miała nadzieję) suchym wnętrzu.






Felix, qui potuit rerum cognoscere causas.

Powrót do góry Go down
Liliana Yaxley
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3066-liliana-yaxley#50362 https://www.morsmordre.net/t3091-ares#50606 https://www.morsmordre.net/t3085-liliana#50574 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-yaxley-s-hall https://www.morsmordre.net/t3506-liliana-yaxley#61144
-
21
Szlachetna
Panna
Ciężko było przestać wierzyć, że kwiat może być piękny bez celu, ciężko przyjąć, że można tańczyć w ciemnościach.
5
22
0
5
0
1
9
3
Półwila

PisanieTemat: Re: Statkiem po Tamizie   07.09.17 2:23

Choroba genetyczna na którą cierpiałam, nigdy nie była zbyt uciążliwa, chociaż nie zdziwiłabym się, gdyby na skutek magicznych anomalii, moje płuca częściej zechciałyby być innym narządem. Nie zamierzałam jednak dać się zwariować, w Mungu bywałam zdecydowanie częściej niż było to potrzebne, ciężko więc było zbytnio przejmować się i tym problemem. Z tego co mi było wiadomo (a być może nie wiedziałam nic), Rosalie i Morgo również nie narzekali, chociaż ich przypadłości wydawały się nieco bardziej podatne. Być może zrównanie z ziemią naszej posiadłości było dostatecznym nieszczęściem i los postanowił nam innych oszczędzić? Co prawda Yaxley's Hall nie było aż taką ruiną, jednak zdecydowanie nie nadawało się do mieszkania.
- To prawda. Przyjęli nas jak mogli najlepiej... Jednak to wciąż nie to samo. - Uśmiechnęłam się smutno. - Rozumiesz, jednego dnia być w swoim pokoju i iść spać... i nagle, zupełnie bez powodu zaczął pękać sufit. Och, to właśnie były te aportacje. Zupełnie tego nie rozumiem. Gdybym chociaż próbowała się teleportować... ale nie, zupełnie bez powodu znalazłam się na Pokątnej - urwałam, patrząc na koleżankę. Nic dziwnego, że jej ojciec nie wiedział co to takiego. Czy ktokolwiek mógł to rozumieć? Nie uważałam się za żadnego wybitnego naukowca, bo w końcu nim nie byłam, ale ciężko było wyobrazić sobie coś, cto tak bardzo przeczyło logice. Nawet magia, z całą swoją wspaniałą niesamowitością wydawała się jednak podlegać jakimś prawom.
- Biedna Estelle... dolega jej coś konkretnego? - spytałam, wiedząc przecież jak wiele czarodziejów trafiło do szpitala po anomalia, a kolejna duża część cierpiała przez choroby genetyczne.
Wyglądająca nijak kłoda nie zachęcała do odwiedzin, była niewątpliwie świetnym kamuflażem nawet przed czarodziejami, nieznającymi tego miejsca.
- Również o tym słyszałam. Byłoby bardzo miło móc tam usiąść, szczególnie przy takie pogodzie jak ta - przytaknęłam. Obejrzałam się przez ramię, czy aby jakiś niepożądany mugol nie zmierza w naszym kierunku, a potem utkwiłam wzrok w kłodzie dotkniętej różdżką Evelyn. Rzeczywiście natychmiast pojawiło się tam wejście i mogłyśmy wejść na łódź. Ostrożnie przeszłam na chwiejącą się kłodę, by zaraz zniknąć w zdecydowanie cieplejszym i kunsztownie ozdobionym wnętrzu. Wystrój od razu przypadł mi do gustu, chociaż przeważnie preferowałam raczej bardziej naturalne klimaty. Oddałam płaszcz do powieszenia i wygładziłam rękawy zielonej sukni. Usiadłyśmy przy stoliku, z którego można było podziwiać podwodny krajobraz rzeki. Był to bardzo nietypowy widok, nigdy chyba nie miałam okazji takiego podziwiać.
- A jak z rezerwatem? Czy jest tam chociaż w pewnym stopniu podobny bałagan do tego w Ministerstwie? - spytałam, wyglądając cały czas przez te cudaczne okna. - Być może w takich okolicznościach praca nie jest najważniejsza, ale mam wrażenie, że zajęcie nią myśli pozwoliłoby mi na oderwanie ich od innych rzeczy... podczas gdy od początku maja nie wychodzę z domu - opowiedziałam, ciekawa, czy tylko u mnie świat tak stanął na głowie.


Powrót do góry Go down
Evelyn Slughorn
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t2975-evelyn-slughorn https://www.morsmordre.net/t3222-poczta-evelyn https://www.morsmordre.net/t3220-evelyn-slughorn https://www.morsmordre.net/f291-westmorland-dworek-nad-zatoka https://www.morsmordre.net/t3224-evelyn-slughorn
Dama, alchemiczka w rezerwacie smoków
23
Szlachetna
Panna
Szczęśliwy, kto zdołał poznać przyczyny wszechrzeczy.
10
10
21
0
1
1
5
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Statkiem po Tamizie   07.09.17 19:52

Dla Evelyn pewnie też nie byłoby to samo, gdyby musiała nagle opuścić dwór, w którym się urodziła i wychowała, choć jeśli kiedyś poślubi członka innego rodu, i tak będzie musiała go opuścić. Ale to byłoby naturalną koleją rzeczy, w przeciwieństwie do nagłych i niszczących anomalii, które dotknęły Yaxleyów i zapewne wielu innych.
- To musiała być bardzo silna moc, skoro zdołała spontanicznie teleportować tylu czarodziejów i wywołała przy tym jeszcze tyle innych szkód – zauważyła. To musiało być straszne, spać spokojnie we własnym łóżku, by nagle przebudzić się, dostrzec walący się sufit i znaleźć się w zupełnie innym miejscu. – Wylądowałaś aż na Pokątnej? Mam nadzieję, że nic ci się tam nie stało i szybko znalazłaś odpowiednią pomoc. Pokątna nie jest teraz najbezpieczniejszym miejscem dla dam.
Cóż, w ostatnich tygodniach nie miała najciekawszych doświadczeń z tą okolicą, ale miała nadzieję, że Lilianę ominęły dodatkowe atrakcje z ręki innych czarodziejów, bo pewnie wystarczające wrażenia zapewniły jej anomalie. Chociaż tyle dobrze, że z Pokątnej przynajmniej mogła szybko dostać się do Munga i uzyskać magiczną pomoc. Gdyby wylądowała na jakimś odludziu albo wśród mugoli, mogłoby być dużo gorzej.
Jej też zawsze wydawało się, że magia podlega określonym prawom i mimo całej swojej niezwykłości i wciąż istniejących tajemnic czekających na odkrycie, jest czymś stałym i pewnym, co towarzyszy czarodziejom od wieków i będzie im towarzyszyć do końca istnienia ich świata. Najwyraźniej nie do końca tak było, bo kilka dni temu coś się stało i pozostawało tylko mieć nadzieję, że wszystko wróci do normy.
Po chwili weszły pod most i odnalazły kłodę, mającą stanowić magiczne przejście do zaczarowanego statku ukrytego przed niepożądanym wzrokiem. Wydawał się dobrym miejscem na ukrycie przed zimnem i spokojną rozmowę.
- Jest chora na śmiertelną bladość, a anomalie pogorszyły jej stan. Wróciła już do domu, ale ciągle czuje się słabo... i chciałabym jej jakoś pomóc. – Oczywiście ojciec zadbał, by Estelle miała dobrą opiekę, ale Evelyn też chciała wiedzieć, jak sobie radzić w obecnej sytuacji, żeby niechcący nie zaszkodzić siostrze. – Może ty wiesz coś więcej o takich chorobach i odpowiednim postępowaniu? Ostatnio sporo czytam, ale każda wskazówka może okazać się istotna. – zapytała nagle, tuż przed tym, zanim zmaterializował się przed nimi statek. Wiedziała, że Liliana choruje, więc z pewnością wiedziała co nieco o genetycznych przypadłościach i właściwym obchodzeniu się z nimi. Gdyby Evelyn chorowała, pewnie też już dawno poświęciłaby dużo więcej uwagi anatomii i zadbałaby o to, żeby jej wiedza nie była nędzna i powierzchowna. Ale cóż, lepiej późno niż wcale.
Obie weszły do łodzi, która pojawiła się przed nimi i najwyraźniej wciąż działała na tyle sprawnie, by było możliwe przebywanie tam. Nie były to klimaty Slughornów, ale było tu całkiem ładnie, spokojnie i co najważniejsze – sucho. Podmuchy wiatru przestały już kąsać zimnem i łatwiej było skupić się na rozmowie, tym bardziej że poza nimi było tu jeszcze może parę osób, choć podejrzewała, że w normalnych okolicznościach byłoby ich znacznie więcej. Zwyczajny maj z pewnością świetnie sprzyjał takim przejażdżkom. Teraz pozostawało jej mieć nadzieję, że statek nie zamieni się nagle z powrotem w kłodę gdy będą na środku rzeki. Usiadła przy stoliku, wpatrując się przez moment w okno, po czym znów spojrzała na Lilianę.
- Ostatni raz byłam w rezerwacie pod koniec kwietnia, jeszcze przed anomaliami – rzekła. Później wszystko się popsuło, anomalie zaburzyły działanie zaklęć, a smoki zaczęły stanowić zagrożenie, kilka z nich zginęło. Było niebezpiecznie i nieprzewidywalnie. – Ojciec nie pozwolił mi tam wracać, dopóki sytuacja się nie uspokoi i nie stanie się bezpieczny do przebywania i pracy. Ale nie wiem, kiedy to nastąpi.
Nie wiedziała więc, jak w tej chwili wyglądała sytuacja i jak bardzo źle było. Mogła tylko przypuszczać.
- Też nie wychodzę, odkąd to się stało. Mogę warzyć eliksiry w posiadłości, ale nawet tam może się to okazać ryzykowne, więc na razie wolę się wstrzymać i skupić się na poszukiwaniu informacji o chorobach genetycznych... i o anomaliach, choć o tych wciąż nic nie znalazłam. Żadnej wzmianki o czymś podobnym z przeszłości. – Niestety, literatura którą do tej pory przewertowała nie dostarczyła odpowiednich informacji, ale podczas długich godzin w bibliotece mogła przynajmniej nie myśleć tyle o złych rzeczach.






Felix, qui potuit rerum cognoscere causas.

Powrót do góry Go down
 

Statkiem po Tamizie

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

 Similar topics

-
» Statkiem po Tamizie

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18