Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Statkiem po Tamizie
AutorWiadomość
Statkiem po Tamizie [odnośnik]11.04.16 15:58
First topic message reminder :

Statkiem po Tamizie

★★
Choć to miejsce jest świetne dla turystów, czarodzieje postarali się, aby i dla siebie zrobić coś wyjątkowego. Przechodząc kilkaset kroków od miejsca, gdzie spotykają się na wycieczkę mugole, zauważy się niewielki tunel ze schodami. Podążając tą drogą, dochodzi się do statku dla czarodziejów. Ten jednak wcale nie jest majestatyczny. Z wyglądu przypomina kłodę swobodnie pływającą na wodzie. Otwierając magiczne przejście, o którym istnieniu wiedzą tylko czarodzieje, zauważyć można przepiękne wnętrze powiększone przy pomocy magii. W środku znajduje się niewielka restauracja, której motywem przewodnim są muszle. Podobizny syren ozdabiają ściany, a złote zdobienia ich włosów czy ogona dodają im niesamowitego uroku i wyjątkowości. Gdy kłoda rusza na wycieczkę, z niewiadomego źródła wydobywa się delikatny, kobiecy śpiew. Dzięki magii można nie tylko oglądać to co na lądzie, ale także odkrywać tajemnic skrywane przez Tamizę. Podobno ten, kto zauważy chociaż ślad syreny, otrzyma tysiąc galeonów. Trudno powiedzieć, ile w tym prawdy, kapitan opowiada tę historię za każdym razem, aby zainteresować wycieczkowiczów. Mimo to, czarodzieje nie potrafią odwrócić wzroku od szyby, która umożliwia im przeglądania dna. W restauracji dostępny jest jedynie alkohol i kilka rodzajów sandwichy. Wycieczka zajmuje około cztery godziny, a kosztuje dwa razy tyle, co najlepsza czekolada w Miodowym Królestwie.
[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 25.03.22 19:16, w całości zmieniany 1 raz
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Statkiem po Tamizie - Page 3 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Statkiem po Tamizie [odnośnik]10.11.19 1:40
/??.03

Nawet cieszyłem się na to wyjście, głównie ze względu na fakt, że znowu będzie mi dane postawić stopy na statku, niestety tym razem jedynie w roli gościa. No cóż, może i nie poczuję na policzkach powiewu morskiej bryzy, w uszach nie zadzwoni skrzek mew, a na horyzoncie nie zobaczę tylko rozległej, przejrzystej wody, ale... lepszy rydz niż nic, jak to się mówi. Przechodzę przez wąski tunel i docieram do magicznego statku, który właściwie statku w ogóle nie przypomina. Krzywię się - szczerze powiedziawszy spodziewałem się czegoś bardziej... majestatycznego? Tymczasem dryfuje przede mną zwykła kłoda, ale jak się już powiedziało a, to trzeba powiedzieć również b, więc narzekam tylko w myślach. No to hop, nie ma na co czekać.
Rozglądam się po wnętrzu restauracji, od razu dochodząc do wniosku, że właściwie robi dużo lepsze wrażenie niż zewnętrze. Całkiem elegancki lokal - przesuwam spojrzeniem po złotych zdobieniach, które ciągną się wraz z długimi włosami syren, albo ich skrzącymi ogonami. Syreny... przez wzgląd na robioną przeze mnie scenografię, a także fakt, że dni do premiery kurczyły się nieubłaganie, co w zasadzie kosztowało mnie wiele stresu, miałem trochę dość tych podwodnych motywów. Ale mniejsza o to. Podchodzę do kontuaru żeby zamówić sobie jakiegoś drinka, albo cokolwiek co tu podają, a uśmiechnięta barmanka wciska mi w dłonie kartę i prosi bym zajął miejsce przy stoliku - ktoś za chwilę podejdzie. Więc siadam gdzieś na uboczu i zaglądam w menu - bardzo w moim guście, praktycznie sam alkohol, więc będzie w czym przebierać. Zamawiam porcję Quintin, a kiedy kelnerka podaje mi trunek, uśmiecham się do niej lekko i puszczam perliste oczko. Widzę jak pąsowieje, co wydaje mi się zwyczajnie słodkie.
A później wodzę spojrzeniem dookoła, póki co nie dostrzegając dziewczyny z białą różą, która miała być dzisiaj moją towarzyszką. Moją randką, a raczej niby-randką. To trochę popieprzona sprawa, ale odkąd Prorok Codzienny został zdelegalizowany, trzeba się było nieźle nagimnastykować żeby otrzymać egzemplarz. Więc robiłem co mogłem i tak miałem dzisiaj po raz pierwszy spotkać się ze swoim nowym kontaktem; poprzednio czerpałem brukowiec od starego marynarza, który sprzedawał śledzie w porcie, ale co jakiś czas trzeba było zmieniać doręczyciela, tak dla bezpieczeństwa. To on umówił mnie na dzisiejsze spotkanie. Udawaj, że to randka, Johny, twoja towarzyszka to niezła szprycha, może nawet coś z tego będzie? - mówił, a ja się tylko blado uśmiechałem. Teraz upijam kolejny łyk alkoholu i poprawiam kwiat wystający mi z butonierki; po tym mamy się poznać, po białej róży, tyle, że wciąż nigdzie jej nie widzę. Zerkam na zegarek - ruszamy za dosłownie kilka minut. Ludzi przybywa, ale i tak jest tu wyjątkowo pusto, to chyba nawet lepiej.




Johnatan Bojczuk
Zawód : maluje, kantuje, baluje
Wiek : 25
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
kto kombinuje ten żyje
OPCM : 3
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 24
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t5318-johnatan-bojczuk https://www.morsmordre.net/t5328-majtek#119230 https://www.morsmordre.net/t5329-ahoj-przygodo#119234 https://www.morsmordre.net/f167-gloucestershire-okolice-bibury https://www.morsmordre.net/t7231-skrytka-bankowa-nr-1332 https://www.morsmordre.net/t5516-johnatan-bojczuk
Re: Statkiem po Tamizie [odnośnik]10.11.19 22:09
Wyrobiwszy sobie w przeciągu ostatnich dwóch miesięcy pewną taktykę, zjawiła się na umówionym spotkaniu ze spokojem, który na początku roku mocno naruszony dopiero zaczynał powracać na właściwe tory.
O czasie wyjęła z kieszeni znak rozpoznawczy, delikatny kwiat, żeby po tym z pozorną nieśmiałością rozejrzeć się wokół; wokół, gdzie ledwie na palcach obu dłoni mogła naliczyć obecnych ludzi, w tym żaden z nich nie był tą osobą, na którą czekała. Nie spodobało jej się to i miała nadzieję, że człowiek dzierżący drugi taki sam przedmiot zamierzał się tutaj jednak zjawić, bo dla przyjemności w życiu nie weszłaby na statek. Nie potrafiła w końcu pływać, chorobę morską zarzucając odpowiednimi medykamentami, a do dzisiaj nie wiedziała jakim cudem przeżyła tamto spotkanie na środku oceanu z o dziwo miłym kapitanem–żeglarzem, jedzeniem negocjując swoje życie i odstawienie na suchy ląd. Za to nabrała pewności, że to już nie alkohol łagodził obyczaje a jedzenie – z pełnym żołądkiem po zjedzeniu czegoś smacznego, ciepłego od razu człowiek stawał się zrelaksowany. Kto wie, może akurat dzisiejszy plan spotkania zakładał obiad dla utrzymania pozorów?
I o ile nie miałaby nic przeciwko ciepłemu posiłkowi, gdy pogoda wołała o pomstę do nieba, wzrok dziennikarki szybko odszukał człowieka, który miał być nowym nabywcą Proroka. Kurwa, przemknęło jej przez myśl, żeby po chwili w geście nieprzemyślanej paniki wcisnąć kwiatek na siłę do kieszeni płaszcza.
Zupełnie nie rozumiała dlaczego on, dlaczego tutaj i dlaczego z nią, w ogóle nie wiedziała dlaczego ich drogi znowu się splatały, gdy ostatnio wyraziła się jasno. Chciała, żeby zniknął z jej życia raz na zawsze – czy to było takie trudne? – a życie nauczyło ją, żeby nie wierzyć w przypadki i zrządzenia losu, który trzymała kurczowo we własnych dłoniach od dnia, w którym zostawił ją tam, samą i pozbawioną resztek bezpieczeństwa upatrywanego w jego osobie. Wzięła wdech, jeden, zaraz drugi i trzeci, i przyjęła pozycję swojego własnego gorylka spierając dłonie na talii na dłuższy moment, tylko po to, by sprawdzić w praktyce porady znajomej z byłej redakcji z rubryki porad życiowych a gdy odczuła, że powoli rzeczywiście się uspokaja i metoda nie była wymyślona, pewnym krokiem podeszła do Bojczuka.
Załatwimy to szybko – powiedziała cicho, lecz na tyle wyraźnie, że bez problemu mógł ją usłyszeć, na bok zaś odepchnęła dwuznaczność swojego zwrotu, który nie wiedzieć czemu wydawał się jej najlepszym powitaniem. Mogła udawać i grać dalej w tę grę, że się nie znają i są na randce, kiedy jednak go ujrzała wiedziała, że nie będzie w stanie się przełamać. Zbyt wiele negatywnych emocji czuła wobec znajdującego się naprzeciwko mężczyzny i fakt, że rejs trwał blisko czterech godzin wcale nie napawał jej optymizmem, a wręcz desperacją do rzucenia się do wody. Zawsze była zdania, że Tamiza nie była bytem, a zbiorem bytów – jeden wte czy wte nie robił nikomu różnicy.
Gillian Tremaine
Zawód : nielegalna redaktorka Proroka Codziennego
Wiek : 26 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : n/d
Rzut oka na świat wykazuje, że okropności nie są niczym innym jak realizmem.
OPCM : 7
UROKI : 12
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 16
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5/37
SPRAWNOŚĆ : 0/0
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6202-gillian-tremaine#151870 https://www.morsmordre.net/t6219-volante#153466 https://www.morsmordre.net/t6220-gossip-girl#153487 https://www.morsmordre.net/f178-pokatna-24-1 https://www.morsmordre.net/t6221-skrytka-bankowa-nr-1543#153488 https://www.morsmordre.net/t6222-g-tremaine#153493
Re: Statkiem po Tamizie [odnośnik]11.11.19 0:54
Spijam kolejny łyk wina, po czym obejmuję kieliszek obiema dłońmi i wbijam spojrzenie w trunek, patrząc jak kołysze się lekko, tak jak i cała łajba; postukuję palcami w szkło, w ciszy zastanawiając się, czy ktokolwiek w ogóle będzie mi dzisiaj towarzyszył i czy przypadkiem nie zostałem bezczelnie wystawiony do wiatru. Teraz spędzę tu samotnie kolejne cztery godziny, patrząc jak inni przy stolikach ciągle lecą w ślimaka... Zajebiście.
Ale wtedy dostrzegam cień na blacie i unoszę powoli spojrzenie, wbijając je w zbyt znajome szaro-niebieskie tęczówki. Pierwsza myśl - o kurwa; druga - staruch miał rację, moja dzisiejsza towarzyszka była totalnie niezłą szprychą. Otwieram szeroko oczy, a kąciki moich ust wyginają się ku górze, bo zwyczajnie chce mi się śmiać - Los bywał naprawdę brutalny i kpił z nas raz po raz, wciąż splatając nasze ścieżki w najmniej odpowiednich momentach. Później marszczę brwi, bo uświadamiam sobie co to właściwie znaczy, że jest tutaj ze mną; to była niebezpieczna gra i na chuj ona się w to w ogóle pakowała? Rozchylam wargi, żeby jej zrobić awanturę, ale na szczęście w porę sobie przypominam, że właściwie już dawno jestem... zwyczajnie nikim i nie mam prawda wpływać na wybory Gillian. Nawet mi to imponowało - teraz, kiedy stała nade mną z zawziętą miną i przybrała swoją bojową postawę przypomniałem sobie dlaczego w przeszłości tak bardzo mi się podobała i dlaczego w ogóle zdecydowałem się wcisnąć jej na palec pierścionek; teraz ukradkiem szukam go na dziewczęcych dłoniach, chociaż spodziewałem się, że zapewne już dawno wylądował gdzieś na dnie oceanu.
- Nie sądzę - rzucam w odpowiedzi na jej słowa. Na litość Merlina mieliśmy cztery godziny zanim statek na nowo przybije do brzegu, czy jej się to podobało czy nie. Co niby zamierzała zrobić? Wyskoczyć przez okno? Tu nawet nie było jebanych okien. Wzdycham lekko i wstaję, coby jej odsunąć krzesło po swojej prawicy; jestem wówczas bardzo blisko Gill, wręcz czuję znajomy zapach jej perfum i przez krótką chwilę rozkoszuję się tą wonią, uświadamiając sobie jak bardzo mi tego brakowało - Lubisz ryzyko, co? - rzucam szeptem, mrużąc nieznacznie oczy, po czym opadam na swoje poprzednie miejsce - Zapraszam do stołu - jedną dłonią wskazuję jej krzesło, w drugą zaś chwytam kieliszek i wznoszę go w geście toastu - Cóż, za te nieplanowane spotkania - zbliżam szkło do ust, wlewając w siebie kolejną porcję alkoholu, po czym wbijam spojrzenie w Gillian.




Johnatan Bojczuk
Zawód : maluje, kantuje, baluje
Wiek : 25
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
kto kombinuje ten żyje
OPCM : 3
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 24
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t5318-johnatan-bojczuk https://www.morsmordre.net/t5328-majtek#119230 https://www.morsmordre.net/t5329-ahoj-przygodo#119234 https://www.morsmordre.net/f167-gloucestershire-okolice-bibury https://www.morsmordre.net/t7231-skrytka-bankowa-nr-1332 https://www.morsmordre.net/t5516-johnatan-bojczuk
Re: Statkiem po Tamizie [odnośnik]08.06.21 7:55
24 listopada
Tylko Traversów interesuje woda, oznajmił przed wieloma laty młodziutki Brutus, gdy pani matka ogłosiła wspólną weekendową wycieczkę do Krainy Jezior, celem budowania relacji z ich dalszą rodziną, z którą łączyły ich więzy krwi, ale nie scalające wszystko nazwisko, a ledwie odrastający od ziemi Maghnus zawtórował mu ochoczo, jak zwykle upatrując w starszym bracie wzoru wszelkich cnót, wzoru, który należało naśladować choćby nie wiem co, ślepo i z pełnym zapamiętaniem. Wyprawa do Kumbrii, jak i wszystko inne, co planowała lady Bulstrode, okazała się być jednak jedną z najlepszych w ich dotychczasowych życiach, a pod wpływem ich kuzyna, Williama, nawet początkowo odporny na uroki chłodnej wody Brutus musiał ostatecznie ulec. Od tamtego czasu regularnie utrzymywali bliskie kontakty z Fawleyami, których w tych kameralnych okolicznościach poznali o wiele lepiej niż na salonowych spędach - ale i wyciągnęli z wyjazdu prawdziwą lekcję wychowawczą, by z biegiem lat już samodzielnie podejmować różne inicjatywy towarzyskie i wychodzić z własnymi propozycjami, zamiast czekać na zaproszenie, a Lillien kwitowała podobne zdarzenia enigmatycznym uśmiechem, nigdy zbyt jawnie nie napawając się swoim sukcesem pedagogicznym.
Wspomnienie tamtych lat wczesnego dzieciństwa wypłynęło z pamięci Maghnusa, gdy spacerował brzegiem Tamizy jeszcze chwilę przed umówioną godziną spotkania z lady Black, a kąciki jego ust na parę chwil samoistnie wyciągnęły się ku górze. Minęło już wiele lat od śmierci Brutusa; zdawał się być pogodzony z tragedią, która spadła na nich niespodziewanie, lecz wciąż pamiętał otępiający ból straty starszego brata. I tym bardziej chciał być wsparciem dla Aquili w tych trudnych, wypełnionych żałobną czernią miesiącach, służąc jej jeśli nie możliwością wspominania tych dobrych dni z Alphardem, to przynajmniej sposobnością oderwania myśli od tego wszystkiego, chociaż na parę godzin. Lord Bulstrode minął miejsce, w którym zazwyczaj kłębiły się wycieczki mugoli, z prawdziwym zadowoleniem odnotowując w tym punkcie nabrzeża pustkę i ruszył dalej, w kierunku niewielkiego tunelu prowadzącego do tej jakże majestatycznej kłody, w której kryła się pływająca restauracja. Zerknął na kieszonkowy zegarek, do piętnastej brakowało już tylko kilku minut, dotarł na miejsce pierwszy - prawidłowo, nie było w dobrym tonie nakazywać czekać kobietom.
- Droga kuzynko, rad jestem, że zdecydowałaś się przyjąć moje zaproszenie - dostrzegł w końcu zbliżającą się znajomą sylwetkę, przed którą schylił się kurtuazyjnie w ramach przywitania, a na jego ustach zatańczył przyjazny uśmiech. - Interesujący wybór lokalu, nie powiem - dodał rozbawiony niepozornym wyglądem zewnętrznym statku, który podobno krył w sobie prawdziwą perłę, ale z jakiegoś powodu lord Bulstrode jeszcze nigdy się tu nie zapuścił. Był ciekaw wnętrza.
- Zapraszam - zwrócił się do Aquili, otwierając przed nią zamaskowane w obrębie kłody drzwi. W głowie kłębiły mu się tysiące pytań, które chciałby jej zadać, lecz powstrzymywał się, czekając na odpowiedni moment, doskonale świadom tego, że ten może nigdy nie nadejść.


half gods are worshipped
in wine and flowers
real gods require blood


Maghnus Bulstrode
Zawód : badacz starożytnych run, były łamacz klątw, cień i ciężka ręka w Piórku Feniksa
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
gore and glory
go hand in hand
OPCM : 25
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 26
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej
 death before dishonor
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9868-maghnus-i-bulstrode https://www.morsmordre.net/t9891-helios#299311 https://www.morsmordre.net/t9887-mouth-full-of-white-lies#299287 https://www.morsmordre.net/f377-gerrards-cross-bulstrode-park https://www.morsmordre.net/t9894-skrytka-bankowa-nr-2246#299355 https://www.morsmordre.net/t9896-maghnus-bulstrode#299374
Re: Statkiem po Tamizie [odnośnik]20.06.21 12:43
Jak daleko ma człowiek do drugiego człowieka, gdy obraca się w towarzystwie tych dobrze urodzonych, a spośród nich wszyscy słuchają i nikt nie słyszy. Kroczyła właśnie brzegiem Tamizy z jedną służką u boku, tą, która nigdy nie zdradziła. Wypuszczała powietrze z ust, obserwując, jak to zamarza, a chmura znika po chwili. Było zimno, lecz nie spadł jeszcze śnieg. Lód nie pokrył tafli rzeki, a ostatnie liście można było przygnieść butem, gdy takie wpadły na chodnik. Czerń spowiła jej strój, otulając razem z nazwiskiem. Opadająca na ramiona suknia teraz skryta była pod potężnym drogim futrem, które doskonale chroniło przed tym potwornym zimnem. Wolała słońce, chociaż to nigdy nie muskało jej skóry. Długie aksamitne rękawiczki, czarne pantofle i moherowy kapelusz nie odbijały za to słońca, musiała pozostać w cieniu. - Drogi Maghnusie, dzień dobry - przywitała się z kuzynem, kiwając mu lekko głową. Przemykająca obok służka, schyliła się niemal w pół przed lordem, którego dostrzegła. Miała pozostać niezauważona, być tylko tłem, ale pewne konwenanse musiała zachować. Od zdrady Celine minęło kilka tygodni i wciąż miała problemy z zaufaniem, jednak ta była w jej rodzinie od dawna i nigdy nie popełniła gafy. Irene stanęła więc z tyłu, gdy Maghnus zapraszał na statek Aquilę. - Och, dostrzeżesz zaraz wnętrze, zaufaj mi. Cóż za dobór kolorów - drzwi otworzyły się, a im w istocie ukazała się przestrzeń o wiele przyjemniejsza, bogatsza i przede wszystkim, przyjemniejsza dla oka. Muszle wypełniały ją całą, jednak w sposób nienatarczywy. Jasno wskazywały, co jest motywem tej restauracji, a równocześnie nie sprawiały, że można było poczuć się jak w otwartej małży. - Żałuję, że nie było cię na ostatnim koncercie w Palarni Burke'ów, Maghnusie. Z pewnością spodobałoby ci się, Primrose przepięknie grała - Black domyślała się, że zatrzymać mogły go obowiązki, skoro prowadził jeden z bardziej ekskluzywnych lokali w tym mieście. Kelner wskazał im stolik. Jeden z lepszych, zdecydowanie bardziej intymnych z widokiem na rzekę. Nie było tam tłoku, wydawało się wręcz, że ludzie mieli lepsze rzeczy do roboty niż przebywanie na statku w środku dnia. Ale to dobrze, tak było nawet wygodniej. Uwielbiała błyszczeć, ale obserwowanie tłumu gapiów, którzy szukali jakiejkolwiek plotki, bywało co najmniej męczące. Dlatego też rada była, że dzisiaj tego uniknie. Kelner zabrał płaszcz i kapelusz, a ona usiadła na miękkim krześle, którego siedzenie miało kształt okrągłej muszli. - Koniecznie muszę spróbować jesiotra - pochwyciła menu, zaczynając jednak od umiejscowionej tam karty win. - Czerwone i wytrawne? - spytała jeszcze Maghnusa, pewna, że to on wybierze dla nich butelkę. Czym byłby obiad gdyby nie kieliszek dobrego wina? - Jesiotra z trawą cytrynową i rozmarynem. Do tego wodę bez gazu z limonką i miętą. Nad deserem jeszcze pomyślę - oddała kelnerowi menu, wpatrując się ponownie w kuzyna w oczekiwaniu, aż ten zamówi. Wokół rozpoczął się kobiecy śpiew, chociaż Black nie była pewna, jakie właściwie jest jego źródło, a statek wypłynął w rejs, zostawiając za sobą brzeg. Oczy miała zwykłe, już nie zapłakane, ale wspomnienie, że kuzyna widziała ostatni raz na pogrzebie Alpharda, ugodziło w serce.



Może nic tam nie będzie. może to tylko fantazja. Potrzeba poszukiwania, która mnie wzmacnia. Potrzeba mi tego by wzrastać.
Aquila Black
Zawód : badaczka historii, filantropka
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Czas znika, mija przeszłość, wiek niezwrotnie bieży,
A występków szkaradność lub cnoty przykłady,
Te obrzydłe, te święte zostawują ślady.
OPCM : 5
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8834-aquila-black https://www.morsmordre.net/t8844-sunshine https://www.morsmordre.net/t8843-child-of-the-sun#263595 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t8846-skrytka-bankowa-nr-2087 https://www.morsmordre.net/t8845-aquila-black
Re: Statkiem po Tamizie [odnośnik]26.06.21 20:52
Czerń od zawsze była domeną Blacków, tym razem jednak ta czerń gryzła w oczy swoją nieodwołalnością, dopasowując się do smutku odmalowującego się na twarzy Aquili. Maskowała emocje z mistrzowskim kunsztem, lecz znali się nie od wczoraj - widział to i rozumiał lepiej niż chciałby przyznać przed samym sobą. Ale udawał, że jest inaczej, gdy witał ją promienistym uśmiechem, który siłą rzeczy po trosze spłynął również na kłaniającą się w pół służkę towarzyszącą swej pani. Skinął jej minimalnie głową, jakby potwierdzając, że wymagane przez obyczaje formalności ma za sobą i może już osunąć się w cień, gdzie jej miejsce.
- Nie śmiałbym wątpić w twój wybór, Aquilo - zapewnił z emfazą, nim podążył jej krokiem, by wstąpić na pokład. Chwilę później jego oczy przesunęły się po bogato zdobionym wnętrzu, urządzonym w odważnych, lecz gustownych barwach, współgrających idealnie ze sobą wzajemnie oraz ze wszechobecnymi muszlami. - Przyznaję bez żalu, jestem pod wrażeniem - oznajmił, zakończywszy uważne studiowanie każdego możliwego detalu. Nie rozczarował się i ta myśl go cieszyła, skoro rejs miał trwać stosunkowo długo. - Również żałuję, że ominęło mnie tak znakomite wydarzenie, niestety mimo najszczerszych chęci nie udało mi się wyrwać z Piórka - tamtego wieczoru w klubie odbywał się wieczór kawalerski lorda Rowle i akurat tego samego dnia mieli niespodziewany problem z dostawą alkoholu; pomimo licznych kontaktów Rickard nie był w stanie samodzielnie uporać się z tą drobną niedogodnością i dopiero interwencja Maghnusa, poruszającego niebo i ziemię przyniosła oczekiwane efekty. - Mam nadzieję, że Vivienne godnie reprezentowała Bulstrode'ów w trakcie licytacji - dodał, nie zamierzając jednak zanudzać Aquili szczegółami i wymówkami, z pewnością wiedziała doskonale, że byle kaprys nie powstrzymałby go przed wzięciem udziału w koncercie w tak doborowym towarzystwie. - Jakież to ciekawe wydarzenia rozgrywające się w Palarni mnie ominęły? - zapytał po chwili, nie wątpiąc w to, że ciekawych momentów było aż nadto, jak to zazwyczaj bywało w takim zbiorowisku śmietanki towarzyskiej. Liczył na to, że kuzynka nie pozostawi go w niewiedzy i uzupełni jego braki w tej kwestii.
Podążył w kierunku wskazanego stolika i doskonale wyuczonym gestem odsunął krzesło w kształcie muszli przed lady Black, pomagając jej wygodnie zasiąść. Przekazał swój płaszcz kelnerowi, a następnie sam zajął miejsce przy stole, by przesunąć spojrzeniem po coraz to kolejnych linijkach wykwintnego menu. - Grzechem byłoby go nie spróbować - zgodził się, wszak jesiotr stanowił wyzwanie nawet dla najlepszych kucharzy. Był ciekaw czy restauracja da radę sprostać wygórowanym oczekiwaniom. - Pinot noir? - pragnął uściślić propozycję wytrawnego wina. - Butelka Domaine de La Romanée-Conti Grand Cru, rocznik '54 - zwrócił się do kelnera, decydując się na wytworny trunek rodem z burgundzkiej winiarni, która rok w rok przechodziła samych siebie. - Dla mnie będzie jesiotr z estragonem, solą morską i sosem beurre blanc - kontynuował składanie zamówienia, gdy Aquila skończyła już przekazywać obsłudze swe życzenia kulinarne. Kelner się oddalił, a Maghnus zamilkł na chwilę, przysłuchując się rozlegającemu się zewsząd magnetycznemu śpiewowi. Szybko jednak skupił ponownie całą swoją uwagę na kuzynce, świadom tego, jak zgubne potrafiło być zatapianie się w ciszy. - Opowiedz mi o koncercie, Aquilo - poprosił przyciszonym głosem, nie pozwalając jej pozostać samej ze swoimi myślami.


half gods are worshipped
in wine and flowers
real gods require blood


Maghnus Bulstrode
Zawód : badacz starożytnych run, były łamacz klątw, cień i ciężka ręka w Piórku Feniksa
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
gore and glory
go hand in hand
OPCM : 25
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 26
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej
 death before dishonor
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9868-maghnus-i-bulstrode https://www.morsmordre.net/t9891-helios#299311 https://www.morsmordre.net/t9887-mouth-full-of-white-lies#299287 https://www.morsmordre.net/f377-gerrards-cross-bulstrode-park https://www.morsmordre.net/t9894-skrytka-bankowa-nr-2246#299355 https://www.morsmordre.net/t9896-maghnus-bulstrode#299374
Re: Statkiem po Tamizie [odnośnik]18.07.21 4:14
Gdyby na jednej szali położyć dobroć, litość, oddanie, zaufanie i przede wszystkim, dbałość o kwestie typowo społeczne, a także ogólnie przyjętą moralność, a na drugiej sali zostawić całą biżuterię Aquili Black, to co byłoby cięższe? Poprawiła właśnie ciemne i złote kolczyki, które ciągnęły uszy w dół, gdy już usiadła przy stoliku, obserwując widok rozpościerający się za oknem. Duma niesiona na bazie słów kuzyna zdawała się łechtać ego i radować uszy, gdy to ten przyznał, że w istocie, miejsce robi wrażenie. Kiwnęła jeszcze głową z triumfalnym uśmieszkiem, bo chociaż nie spodziewała się niczego innego i zachwycona była, że ten czas nie upłynie pod znakiem obskurnego lokalu, tak mienie racji było wyjątkowo przyjemnym zabiegiem. - Oczywiście, rozumiem - spokojne mrugnięcie i kiwnięcie głową, przecież naprawdę rozumiała, ba! Była wręcz wybitnie wyrozumiała dla mężczyzn, którzy nigdy nie mieli czasu. Tak samo niemal nie miał go Rigel, tak samo niemal nie miał go Alphard... - Vivienne wyglądała wspaniale. Miałyśmy szansę zamienić dosłownie kilka słów, ale rada jestem, że ją tam spotkałam - żal jedynie, że nie miała żadnych nowych plotek dotyczących narzeczonego Primrose, z drugiej jednak strony... Plotka od lady Yaxley, jakoby Ares Carrow został oszpecony po wypadku, była przytłaczająca, a pokłady współczucia już leciały w jego stronę, gdy to Leander Nott uznał, że jednak zmieni bieg wydarzeń, wspominając, że to nie kwestia wypadku, a obowiązków zawodowych. Oczywiście, te potrafiły spędzać sen z powiek, ale... Ale koncert narzeczonej? Maghnus zapewne nigdy by tego swojej wybrance nie zrobił, nie miał już zresztą okazji... Był wdowcem. Śmierć nachodziła wtedy gdy nie powinna. Paskudna kochanka. - Och, Maghnusie, wyobraź sobie... - rozpoczęła, nachylając się nieco nad stołem, aby ściszyć głos, chociaż obok nie widniał tłum gości, gotowych podsłuchać każde słowo. - Że w sam środek koncertu ktoś się teleportował! I to w Londynie... Słyszałam plotkę, że to świstoklik błędnie zadziałał i przeniósł go tam. To był profesor Vane, wykłada w Hogwarcie astronomie - zaśmiała się lekko pod nosem, wciąż pełna podziwu, ze taki wyczyn mu się udał. Co prawda mogłaby być nawet przerażona, ale dzisiaj, z perspektywy czasu oczywiście, samo to zdarzenie zdawało się być szczególnie komicznym. O tym jak dziwne mary nawiedzały jej jaźń, nie zamierzała opowiadać kuzynowi, bo ani nie było to miejsce, ani tym bardziej okazja, ani w ogóle nie chciała i już. Pokaźne menu musiało wrócić na ręce kelnera, bo jesiotrowi w tym miejscu nigdy by nie odmówiła. Wybrał dobre wino, które miało wpasować się w wykwintne smaki, jakie znajdą dziś na talerzu, gdy wtem odezwał się kelner. - Przepraszam, ale Domaine de La Romanée-Conti Grand Cru nie mamy - przełknął głośniej ślinę, a wzrok Aquili od łagodnej obserwacji wszystkiego, co było za oknem i właściwie otwierania już ust, aby dalej opowiadać na koncercie, spoczął na kelnerze. - Słucham? - niedowierzanie w głosie wybrzmiało nadto perfidnie. Z powrotem spojrzała na kuzyna, unosząc wyżej powieki. To było wręcz karygodne zachowanie kelnera, jak śmiał? Maghnus musiał coś z tym zrobić.



Może nic tam nie będzie. może to tylko fantazja. Potrzeba poszukiwania, która mnie wzmacnia. Potrzeba mi tego by wzrastać.
Aquila Black
Zawód : badaczka historii, filantropka
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Czas znika, mija przeszłość, wiek niezwrotnie bieży,
A występków szkaradność lub cnoty przykłady,
Te obrzydłe, te święte zostawują ślady.
OPCM : 5
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8834-aquila-black https://www.morsmordre.net/t8844-sunshine https://www.morsmordre.net/t8843-child-of-the-sun#263595 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t8846-skrytka-bankowa-nr-2087 https://www.morsmordre.net/t8845-aquila-black
Re: Statkiem po Tamizie [odnośnik]02.08.21 20:42
Słowa Aquili sprawiły, że na jego usta wypłynął łagodny, pełny nieskrywanego zadowolenia uśmiech. Strój Vivienne z pewnością był długo i starannie szykowany, by wywoływać odpowiednie wrażenie na zgromadzonych w Palarni szlachetnie urodzonych - tak duże i tak zróżnicowane zbiorowisko poza sabatami i innymi wyjątkowymi okazjami nie było zbyt częstym wydarzeniem.
- Z pewnością niebawem będziecie miały sposobność, by nadrobić zaległości - zbliżał się wszak powoli okres, na który pomimo rozdzierającej kraj wojny czekała cała śmietanka towarzyska, okres zabaw, spotkań, biesiad i bali. Tych opuszczać już nie zamierzał, choćby świat się walił i palił. Pochylił się nieco nad stołem w lustrzanym, konspiracyjnym ruchu, jakby łączyła ich niewidzialna żyłka, która właśnie się kurczyła. - Teleportował do wnętrza Palarni? Teren nie został zabezpieczony na taką okoliczność? - zapytał zdziwiony, postrzegając tę informację bardziej jako alarmującą wieść o nieszczęściu, które mogło się wydarzyć niż jako towarzyską plotkę. Jego myśli ruszyły w szaleńczym pędzie, a przez głowę przetoczyły się niepokojące scenariusze, które mogły się rozegrać - już raz rebelianci przerwali egzekucje odbywające się na londyńskim placu, dlaczego mieliby nie uderzyć również i w samo serce socjety, wykorzystując fakt, że ta wygodnie gromadziła się w jednym miejscu? - Cóż za okropne niedopatrzenie - stwierdził, nie kryjąc oburzenia. Wydarzenie tej rangi powinno mieć odpowiedni poziom bezpieczeństwa, a rzeczony profesor Vane powinien ulec śmiertelnemu rozszczepieniu zamiast zmaterializować się we wnętrzu pomieszczenia. - Co zrobiono z profesorem? - zapytał jeszcze, jakby trzymając się nadziei, że przynajmniej reakcja ochrony odbudowała dobre wrażenie w kwestii zabezpieczeń koncertu. Nim zdołał powiedzieć coś jeszcze, lecz wtem w ich rozmowę wciął się kelner z informacją o braku wina. Maghnus skrzyżował spojrzenie z Aquilą, wypowiedziane przez nią jedno, krótkie słowo aż nader skutecznie odmalowywało ich wspólną reakcję na te wieści. Ale, czasy były jakie były, problemy z zaopatrzeniem mogły się zdarzyć nawet najlepszym. - W takim razie poproszę Chateau Mouton Rothschild Pauillac, rocznik '55 - postanowił z dumą i godnością osobistą zignorować ten afront i wybrać francuskie bordeaux w zastępstwie. Otworzył usta, by kontynuować rozmowę, lecz nieudolny kelner wciął się po raz kolejny.
- Chateau Mouton Rothschild Pauillac niestety również nie mamy, sir - oznajmił, a jego pobladła twarz przyjęła już niemalże siny kolor. Bulstrode powolnym ruchem zwrócił się w stronę kelnera, czując narastającą irytację i zmierzył go spojrzeniem piwnych tęczówek, które pobłyskiwały chłodem całkowicie już wypierającym przejawy ewentualnej wyrozumiałości.
- Czym jeszcze nas pan dzisiaj rozczaruje? - zapytał oschłym głosem, który aż ociekał jadem. Jedną przewinę mógł wybaczyć, ale dwie to było już zbyt wiele. - Rozumiem, że czasy są ciężkie, ale czy aż tak, by o brakach w menu informować dopiero po rozpoczęciu rejsu, uniemożliwiając tym samym zmianę lokalu? Czy jesiotr przynajmniej jest świeży czy mrożony? - zapytał, nie kryjąc niezadowolenia już ani odrobinę. - Wybacz, Aquilo, miałem nadzieję na to, że taka sytuacja nie będzie miała miejsca - zwrócił się do kuzynki, która wszak listownie wspominała o rozczarowaniu, jakie spotkało ją w innej restauracji. - Może będzie więc łatwiej, jeśli wymieni pan co jest dostępne zamiast czekać aż trafię w następny brakujący trunek? - skierował swe słowa ponownie do kelnera, na którego czole zaczynały się już perlić pierwsze krople potu. Prawidłowo - był szczurem, niech stresuje się jak szczur.
Jego miejsce przy stoliku arystokratów zastąpił zarządca restauracji, człowiek dystyngowany i wystarczająco obyty, by zażegnać kryzys, nim ten zdołał urosnąć jeszcze bardziej. W błyskawicznym tempie wyserwowano jesiotra - faktycznie, wybornego - oraz całkiem przyzwoite wino. Pogrążeni w rozmowie nie zwracali zbyt wiele uwagi na podwodne widoki, chociaż raz na jakiś czas ich uwagę przykuwał syreni śpiew. Nim się spostrzegli, rejs dobiegł końca, a Bulstrode pożegnał kuzynkę serdecznie, mając nadzieję na to, że choć przez jeden dzień oderwała swe myśli od ciążących nań problemach.

| zt x 2


half gods are worshipped
in wine and flowers
real gods require blood


Maghnus Bulstrode
Zawód : badacz starożytnych run, były łamacz klątw, cień i ciężka ręka w Piórku Feniksa
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
gore and glory
go hand in hand
OPCM : 25
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 26
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej
 death before dishonor
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9868-maghnus-i-bulstrode https://www.morsmordre.net/t9891-helios#299311 https://www.morsmordre.net/t9887-mouth-full-of-white-lies#299287 https://www.morsmordre.net/f377-gerrards-cross-bulstrode-park https://www.morsmordre.net/t9894-skrytka-bankowa-nr-2246#299355 https://www.morsmordre.net/t9896-maghnus-bulstrode#299374

Strona 3 z 3 Previous  1, 2, 3

Statkiem po Tamizie
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach