Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
[sen] 1979, dwór w Bridewell
AutorWiadomość
[sen] 1979, dwór w Bridewell [odnośnik]13.04.16 21:26
First topic message reminder :

[sen]

"You know what my father used to say? 'Being with a client is like being in a marriage. Sometimes you get into it for the wrong reasons, and eventually they hit you in the face.'"




***
Jako pięćdziesięciopięcioletni mężczyzna dobrze zdaję sobie sprawę z tego co w moim życiu ma wartość. Niezmienne rzeczy: jak atenonany i mój piękny dwór, to była wartość najwyższa. Wszystko inne przemijało, zmieniało się, zmiany też były jakąś tam wartością, ale niemierzalną.
Z Megarą rozwiedliśmy się w połowie lat osiemdziesiątych. Była to najlepsza decyzja, jaką podejliśmy od czasu nadania imienia ostatniemu synowi. Byron miał już prawie dwanaście lat i mieszkał z matką. Miałem odwiedzać go i jego starszych braci i siostry przynajmniej w wekendy, ale rzeczywistość była bardziej skomplikowana - był w szkole, a wakacje spędzał po połowie. Najpierw u niej, później u mnie. Nasze dzieci nie łączyły nas, nie dzieliły. Były, albo ich nie było. Nigdy nie stanowiły problemu, to my byliśmy problematyczni.
Szczególnie, że Megara zamarzyła sobie kariery ambasadorki i wyjechała na drugi koniec świata. Nie było możliwości, żebym co tydzień jeździł do niej, przecież musiałem zajmować się moimi koniami. Jednej rzeczy jednak moja żona nie rozumiała. Ona mogła sobie wyjeżdżać, ale to nie znaczyło, że ja będę taki wierny, jak byłem dotychczas. I nie byłem jej wierny, więc rozwód był tylko kwestią czasu.
Nigdy nie przyznam się, ale narodziny Scarlett były oczywiście dla mnie najbardziej istotnymi. Pierwsze dziecko zapada w pamięć i przeżywa się jego przychodzenie na świat nawet mocniej, niż przychodzenie drugiego, ale syna. Dlatego kiedy moja droga była żona zapragnęła by to Malfoyowy syn ożenił się z nią, nie miałem nic przeciwko. I to była pierwsza moja zła decyzja. Jedna z gorszych. Bo nie poszło o syna Rowlów, nawet nie o dziecko Astorii i jej męża. Ale o dziecko Leandry Avery i chorobliwego Fabiana. Obydwoje już dawno nie żyli, a mimo to nie ufałem temu całemu Brajanowi.
Przyjechałem jednak na święta na wielką prośbę mojej ukochanej córki Scarlett. Oczywiście nie miałem pojęcia, że zaprosiła również swoją matkę i narazie żyłem w tej wspaniałej niewiedzy racząc się pączem w nowomodny sposób na stojąco i przy dzikiej muzyce od której mi uszy więdły.


Ostatnio zmieniony przez Deimos Carrow dnia 15.04.16 0:33, w całości zmieniany 1 raz
Deimos Carrow
Zawód : hodowca Aetonanów
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Zbliżysz się o krok, porachuję kości
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t791-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/t1114-napoleon#7239 https://www.morsmordre.net/t842-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/f115-north-yorkshire-dworek-w-marseet https://www.morsmordre.net/t3798-skrytka-bankowa-nr-228#70118 https://www.morsmordre.net/t1129-deimos-carrow#7491

Re: [sen] 1979, dwór w Bridewell [odnośnik]15.04.16 17:06
- Odmawiam – - stwierdziła obojętnie. Prędzej pozwoli by pozbawiono ją języka niż użyje innego określenie w stosunku do tego dzieciaka. - Dorosłam. Urodziłam się jako arystokratka, jestem arystokratką i tak też umrę. Niektórych rzeczy nie da się wyplewić bo ty tak chcesz - zganiła go pozwalając sobie przy tym na lekko chochlikowaty uśmiech. Nie miał prawa wymagać od niej czegokolwiek. Zresztą i tak nigdy nie umiał do niczego jej zmusić. Gdy przed jej nosem pojawiła się szklanka z wymarzonym trunkiem przeniosła na niego zdziwione spojrzenie. - Dziękuję- wymamrotała pod nosem biorąc naczynie w dłoń.  Przyjemne ciepło rozlało się po jej ciele gdy tylko zrobiła pierwszy łyk.  Nie wiedziała, że jest z nią aż tak źle. Wzięła głęboki oddech widząc ten jego głupi uśmiech.. Pewnie myślał, że jest zazdrosna. Jego niedoczekanie! Już chciała coś powiedzieć, ale jego słowa zbiły ją z tropu. Wiedziała, że nie żyją już razem ale czegoś takiego się nie spodziewała. Nie pozwoliła jednak by mógł dostrzec jej zaskoczenie maskując je przewróceniem oczami. Znów miała ochotę się rozpłakać. Błaga by ktoś wszedł do środka i wybawił ją od tego niekończącego się koszmaru. Odłożyła szklankę na najbliższy stolik czując jak dłoń wpada w nerwowe drganie. Zacisnęła palce w pięść na chwilę odwracając od niego wzrok. Czuła się znów jak wtedy gdy się o wszystkim dowiedziała. Porzucił ją dla młodszej kobiety, porzucił jej synów dla innego dziecka. Rozwiódł się z nią dla kobiety,  która teraz żyła z innym mężczyzną. Na kilka sekund przeniosła na niego wściekłe spojrzenie. Czaiło się w nim jedno pytanie, to samo które co jakiś czas nie dawało jej spokoju. Jaką masz pewność, że to twoje dziecko? Znów uciekła gdzieś wzrokiem. To przecież nie było tak. To ona wystąpiła o rozwód a on miał tylko podpisać w odpowiednim miejscu. I koniec, po wszystkim. - Ale ty jesteś głupi Carrow - mruknęła cicho sięgając ponownie po szklankę. Jeden większy łyk i jej złość gdzieś zniknęła. Znów potrafiła być spokojna  i opanowana. Ktokolwiek stał teraz pod drzwiami nie dosłyszy krzyków i odgłosu pękającego szkła. - Oczywiście, że nie. Nigdy nie będzie - przykleiła do twarzy lekko zadziorny uśmiech.  Zepchnęła smutek i żal gdzieś na dalszy plan. Teraz mogła dalej prowadzić te dziwne słowne potyczki. - Inara coś mi kiedyś wspomniała- - przyznała kiwając potakująco głową. Tylko ona miała na tyle odwagi by jawnie rozmawiać na temat Deimosa. - Trzeba było zburzyć ten przeklęty dom. Ja bym tak zrobiła na twoim miejscu. Przynajmniej nikogo nie będzie więcej straszył. - była zupełnie poważna. Miała nawet taki plan, że gdy tylko jej synowie przejmą ziemie Marseet namówi ich do zrównania dworu z ziemią. Ogień byłby chyba zbyt… ekstrawagancki.  Ton jego głos uległ zmianie, co tylko wzmogło jej czujność. Na wzmiankę o liście wtrąciła gdzieś w środku wypowiedzi. - i tak bym go nie przeczytała - po czym dała mu kontynuować. Nie podobało jej się to co słyszała. Deimos coś kombinował a to nigdy nie kończyło się dobrze. Uważnie obserwowała każdy minimetr jego twarzy. Jeśli miał zamiar odebrać dzieciom to co im się należało z racji samego urodzenia była gotowa wydrapać mu oczy. - Wybacz ale następnym razem jestem wstanie cię spotkać na ślubie Byrona albo gdy będzie trzeba zakopać cię gdzieś głęboko pod ziemią. Mów o co chodzi - ponagliła go czując jak wszystkie jej mięśnie zaczynają się napinać. Gotowa do ataku, gotowa do obrony. Tylko wyduś to z siebie. Zaciągnęła się ostatni raz i zgasiła niedopałek w popielniczce. Całą swoją postawą przypominała lwicę gotową ze wszelką cenę bronić swoich młodych. Bo o co innego mogło chodzić jak nie o dzieci? Tylko ona stanowiły wspólnych punkt.
Megara Carrow
Zawód : stażystka w ministerstwie
Wiek : 20 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Once upon a time...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t634-megara-malfoy https://www.morsmordre.net/t663-mieta https://www.morsmordre.net/t662-megara https://www.morsmordre.net/f218-yorkshire-dworek-w-ravenscar https://www.morsmordre.net/t1706-megara-malfoy#18560
Re: [sen] 1979, dwór w Bridewell [odnośnik]16.04.16 0:32
- Nalegam nieustannie - marszczą się Deimosowe brwi na czole, jego zmarszczki przyoczne skośnymi się stają, a on sam wydaje się mocno niezadowolony. - Zachowuj się więc jak na damę przystało - to nie było dobre posunięcie, ale Deimos nie cofa swojej wypowiedzi. Nic nie może jej narzucić, ale trudno nie pragnąć tego. Nieznośność charakteru Megary nie polegała jedynie na tym, że nigdy się nie dostosowywała. Ona po prostu zawsze robiła wszystko na odwrót niż chciałby tego Deimos. Była liberalna w latach jego konserwacji, a konserwatywna wtedy, kiedy on już dorósł i nie bawił się w podobne dyrdymały. Wyrastanie z polityki było niezwykle oczyszczające.
Cudotwórca. Bo kiedy myślisz o swoim największym pragnieniu a jego lecznicza postać pojawia się przed nosem, nie ma powodu, by nie nazywać Deimosa cudotwórcą. Podziękowała, no, to już jest postęp.
Ale zdecydowanie nie wykazał się najmniejszym poziomem mądrości. Rozwiódł się tylko dlatego, że chciał mieć kontakt z synem spoza małżeństwa. Megara mu tego syna wybaczyć nie chciała, więc nie było odwrotu. Według niej chodziło o kobietę, ale oczywiście wszystko zawsze wyolbrzymiała. Deimos nie znał Delilah do tego stopnia, żeby uzać, że wychowywanie powinni odbyć jako małżeństwo. I po co odrazu wpadać w płacz pani rozwódko, nie lepiej zacząć szydzić? O, na szczęście pani szydzi, więc nic sie nie zmieniło.
- Głupi czy nie głupi, przynajmniej mam spokój i czuję się znów jakbym był kawalerem - przyznaje wtórując jej w samopojeździe. Niech widzi, jak się zmienił. Jak nie ma już ochoty męczyć się nad wojną na słówka i woli przytaknąć i pokazać większą inteligencję (zdobywaną z wiekiem i doświadczeniem, nie książkami).
Skąd wiedział, że dziecko jest jego? Kobieca intuicja, której nie posiadał, wrodzona naiwność, która nijak nie była jego składnikiem charakteru. A może po prostu wierzył dziewczynie na słowo. Bo wcale nie sprawdzał tego z lekarzami na długo przed tym, jak postanowił powiedzieć Megarze.
Mógł jej nie mówić. I tak jej nie było, nie dowiedziałaby się o tym, że miał romans, tak jak nie wiedziała o tym zanim nie przedstawił jej sytuacji Delilah. Ale gdyby jej nie powiedział, jak długo wytrzymałoby ich małżeństwo? Kolejny rok? A później Megara wróciłaby po raz ostatni i powiedziała, że poznała kogoś w Tajlandi, Bankoku czy gdziekolwiek. Nie zamierzał dać jej tej satysfakcji, musiał być pierwszy.
- Nie zamierzałem się kłócić, nigdy nie sądziłem inaczej- rozmarzony spogląda wciąż na Megarę i jej pewną siebie pozę. Wspaniały obiekt, gdyby nie to, że taka denerwująca, to już by chciał ją uwodzić.
Rozparty na wygodnym fotelu spogląda na swoją byłą zonę, która tak jadowicie wypowiada się o miejscu, które niegdyś stalo się domem w któyrym narodziła się ich pierwsza córka.
- No cóż, w odróżnieniu do ciebie, ja staram się nie przekreślać przeszłości tak dobitnie. Wierzę, że jeszcze ktoś kiedyś odnajdzie tam swoje szczęście - i powtórzy historię Deimosa i Megary. Ale tego nikomu nie życzymy.
W każdym razie miał do niej sprawę, a ona zamierzała się obrażać wciąż i wciąż. Dlatego wzdycha nieprzyjemnie i kiwa głową, wpierw się jednak zaśmiał z tego jaką mądrą miał żonkę.
- Rzeczywiście, ma to związek równiez z moim pogrzebem. Poniekąd też powinienem zauważyć, że zaskoczyła mnie twoja deklaracja obecności na nim - uśmiecha się niewdzięcznie, wciąż przecież kiedy na nią patrzy to widzi wykreślony przy rozwodzie tekst, że już nie musi być pochowany z Megarą w jednym miejscu. A szkoda!
- Zmieniłem testament, chcę, żebyś się z nim zapoznała
Oświadcza i pije powoli, w oczekiwaniu na wielką burzę.
Z piorunami.
Deimos Carrow
Zawód : hodowca Aetonanów
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Zbliżysz się o krok, porachuję kości
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t791-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/t1114-napoleon#7239 https://www.morsmordre.net/t842-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/f115-north-yorkshire-dworek-w-marseet https://www.morsmordre.net/t3798-skrytka-bankowa-nr-228#70118 https://www.morsmordre.net/t1129-deimos-carrow#7491
Re: [sen] 1979, dwór w Bridewell [odnośnik]16.04.16 1:37
Śmiech cichy i wesoły.  Nie było w nim krzty ironii czy sarkazmu. Radosne dzwonki wypełniły całą bibliotekę. Może ta przygana w ogóle do niej nie dotarła. Może śmieszyła go ta postawa i wyraz jego twarzy. Albo po prostu. - Ale nigdy nie byłam damą. Ty wiesz  o tym najlepiej - po tylu latach przyznawała się do tego bez większych oporów.- Na to zawsze byłam zbyt… harda - kokieteryjny uśmiech. Zwariowała? W sumie można byłoby to zrozumieć. Chociaż może irytowanie Deimosa sprawiało jej taką samą satysfakcję bez względu na to ile lat minęło od ich pierwszego spotkania  i co razem przeżyli.  Koniec śmiechu, już nie ma na niego miejsca. Czas rozpocząć wojnę sprzed lat. Nie można przecież zostawiać niedokończonych spraw. To takie…niehonorowe w duchu pozwoliła sobie na jeden ironiczny uśmiech.
- Po dwudziestu dwóch latach marzenie w końcu się spełniło. Moje gratulacje. I nagle życie stało się piękniejsze. - ten uśmiech, który jeszcze przed chwilą chciała zachować dla siebie w końcu wpełzł na bladą twarz. - Od początku mówiłam, ze to się tak skończy. - dodała z lekkim rozrzewnieniem. - Ale ty nigdy nie chciałeś mnie słuchać. Uparłeś się przy tych trzydziestu latach. - Pamiętała? Oczywiście, że pamiętała. Obiecał jej trzy dziesięciolecia a otrzymała dwa. Miała żal? Oczywiście, że tak i to że ona od początku pragnęła rozwodu nie miał tutaj żadnego znaczenia. Nawet po urodzeniu Scarlett robiła wszystko by odepchnąć go od siebie.  Los wiecznie krzyżował im plany. To on bez ustanku pchał ich do siebie. To on zmiażdżył bijące serca. W końcu postanowił ofiarować im nagrodę, życia których zawsze pragnęli. On znów był kawalerem z domem pełnym wspomnień. Ona mogła poświęcić się swoim pasją nigdy nie zdradzając tamtych chwili . Zacząłbyś się śmiać gdyby ci powiedziała, że nigdy nie była z innym mężczyzną. Byłoby ci jej żal? Czy może nie zdobyłbyś się nawet na obojętne wzruszenie ramionami? Jesteś miłością jej życia. Kto mógł mieć do niej pretensje o to, że nie mogła nawet spojrzeć na innych mężczyzn. Dym wypełnił jej płuca, alkohol uspokoił rozedrgane dłonie. Jeszcze jeden łyk, jedno szybkie spojrzenie w jego stronę. Wizja tamtej podróży, gdy w myślał przeprowadzała wciąż tą samą rozmowę. Wiesz, że Byron za tobą tęskni.  Nie tylko za tobą. Chce być z rodzeństwem i z kuzynami. A mnie zaproponowano posadę w innym departamencie. Myślała, że może byłoby lepiej gdybym wróciła. Byron nie powinien być z dala od rodziny . Monolog powtarzany bez ustanku, zmieniony tysiące razy. Gdy w końcu umiała go niemal na pamięć to on pierwszy zaczął rozmowę a później nie umiała wydusić już słowa. Żałosne zganiała samą siebie. Kolejny łyk jesteś taka żałosna . A lista przykładów wciąż się wydłużała. Żałosna i słaba tak jak twierdziła matka, Medea i sama Astoria.
- To nie ja ją przekreśliłam - wypomniała mu pozwalając sobie na lekką irytację. Nikomu nie życzyła mieszkania tam. To miejsce, było przeklęte. Nikt nie miał prawa czuć się tam szczęśliwy. Nie po tym wszystkim co Marseet widziało. Tyle łez, tyle bólu i tyle miłości. Nikt nie powinien przestąpić choćby progu tej starej posiadłości. Niech przynajmniej zniszczy ją czas. Jeśli to była jedyna droga.
- Założyłam się z kilkoma osobami, że uda mi się zatańczyć na twoim grobie. A ja nie lubię przegrywać. posłała mu kolejny zadziorny uśmiech. Wciąż jednak nie traciła koncentracji. Zmieniłem testament tyle jej wysączyło. Chwila ciszy, huk odkładanej szklanki, odgłos książki upadającej na podłogę gdy tylko podniosła się z miejsca. Jedno uderzenie serca i już była przy nim. Drugie a na jego policzku widniał ślad po jej dłoni.  Zacisnęła palce na podramiennikach  uniemożliwiając mu ucieczkę przed jej gniewem. - Co zrobiłeś ?- wywarczała przez zaciśnięte zęby. - Co zrobiłeś?! - powtórzyła wpatrując się prosto w jego oczy. Jak inaczej można było przetłumaczyć jej słowa i przy okazji również zachowanie? Ile mu dałeś ty cholerny bydlaku!?
Megara Carrow
Zawód : stażystka w ministerstwie
Wiek : 20 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Once upon a time...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t634-megara-malfoy https://www.morsmordre.net/t663-mieta https://www.morsmordre.net/t662-megara https://www.morsmordre.net/f218-yorkshire-dworek-w-ravenscar https://www.morsmordre.net/t1706-megara-malfoy#18560
Re: [sen] 1979, dwór w Bridewell [odnośnik]16.04.16 13:55
- Czy ja wiem, czy takie piękniejsze, na pewno bardziej spokojne - czas powspominać wszystkie momenty z ich życia, kiedy zaskakiwala go swoimi pomysłami z ksieżyca, albo stawiała przed faktami dokonanymi. Poczynając od pracy, przez wybryki w towarzystwie, aż po jej udział w tej sekcie... Zakonu Feniksa? - Byłem głupcem - odpowiada z lekka poruszony tym, że śmie mu przypominać, jak marzył o jednym i drugim trzydziestoleciu ich małżeństwa. Zapomnij Megaro o rzeczach, które chciałaś i tak zniszczyć, po co męczyć się tak bardzo, po co się tak zasmucać nawzajem. - Podobno romantycy już tak mają, że upierają się przy najbardziej niemożliwym

Od zawsze bowiem twierdziłem, że jestem romantyczny. To już nawet Lucyna-Lycus o tym wiedzieli.
Nie umieliśmy zgrać sie w czasie? W dniach, kiedy chciałaś wreszcie wrócić, ja i Delilah kręciliśmy się w kółku i ustalaliśmy w jaki sposób poradzimy sobie z tym dzieckiem. Megara wróciła, a ja w całej szczerości serca, nieopatrznie powiedziałem jej o sprawie.
Ale wtedy i tak już praktycznie nie byliśmy małżeństwem, przecież mnie zostawiła dla kariery.
- Owszem, ty - przypomina jej to, jak przed rozwodem kłocili się o to, wie że jego argumenty wcale do niej nie docierają. Zgodziła sie na wszystkie warunki rozwodu, odcinając się od niego definitywnie.
Nie miał ochoty odpowiadać uśmiechem na jej uśmiech. Spoglądał na nią nieczule ciekawy z kim sie założyła. Z Morfeuszem, Inarą? Jednak już w kolejnej chwili to nie on był w przegranej pozycji. Jakkolwiek zaatakowany, czuł się większym zwycięzcom. Chociaż wolałby wcale nie musieć walczyć o te rzeczy.
- Z m i e n i ł e m t e s t a m e n t - mówi wyjątkowo powoli, czując pulsującą czerwień na policzku. Jeżeli chciała go rozwścieczyć, to jest wyjątkowo blisko granicy, do której nie powinna była podchodzić. Czy już wypadło jej z pamięci, że jej były mąż włada czarną magią? Że mimo odejścia od Rycerzy na początku tworzenia się bardziej powszechnej grupy Śmierciożerców, wciąż ma tę umiejętność? Absolutnie niezapomniane są dziś w jego dorosłej pamięci wszystkie te twarze, które wykrzywione torturami, które im zadawał, okazywały ostatnie drgawki życia, by w końcu umrzeć. Ilu ich było, który był z nich chociaż odrobinę dla Deimosa ważny. Tak jak ważna byłaby Megara umierająca od jego zaklęć. Za każdym razem, kiedy przychodziły takie myśli, zaraz męczył się z nimi, bowiem jak miał pozwolić puścić wodze fantazji, skoro wciąż i wciąż na nowo przypominał sobie, że to tylko wyobraźnia i na pewno nie będzie w stanie zrobić jej czegokolwiek... prawdziwego.
- W takim obrocie spraw, wierzę, że nie będzie ci tak prędko do mojej śmierci i postarasz się podtrzymać mnie przy życiu swoimi żałosnymi próbami namówienia mnie do zmianu testamentu - słowo klucz, którego Medea i matka Megary nigdy jej nie szczędziły. Nie jeden raz Deimos słyszał co Megara sądzi o nich, jak się czuje. Były to te chwile, kiedy otwierała na niego swoją tajemniczą duszę. Niepoznana była jednak w całości jej natura, co stanowiło największy problem. Deimos starał się bardzo długo, praktycznie całe ich małżeństwo, sprawić, by Megara się w nim zakochała i miała ochotę po tych trzydziestu wspólnych latach życia wciąż z nim mieszkać. Jeżeli jednak przez dwadzieścia wspólnych lat nie umiał zaoferować jej niczego, co zatrzymałoby ją przed wyjazdem do Bangladeszu czy gdzie ona wyjechała, jeżeli argument dzieci też do niej nie przemawiał - nie mógł dalej walczyć o coś, co nie istniało. Dzisiejsze spotkanie można było zrozumieć dwojako, bo albo świadczyła jej zawziętość o tym, że gorące emocje związane z całą naszą przeszłością, wcale nie wygasły - albo można wziąć jej słowa na poważnie i wtedy okazuje się, że Megara rzeczywiście jest przekonana o tym, że wszystko co ją złego spotkało w życiu siedzi z nią teraz w bibliotece. A przecież to kłamstwo.
Gdyby był dwadzieścia lat młodszy, oddałby jej za ten policzek, zrzucił ze schodów, ale jest już mężczyzną nieco starszym, szczęśliwie nie wypadły mu zęby, boli go ta jej reakcja, nie tylko fizycznie, ale także psychicznie. To godzi w jego męskość. Swoje dłonie kładzie na podłokietnikach i zamyka jej nadgarstki w kajdanach swoich dłoni. Tym sposobem przytrzyma ją przy sobie, kiedy wypowie słowa, których ona nie chce słuchać, obrażona za jedno dziecko spoza małzeństwa. Jedno o którym się dowiedziała, może jest ich więcej.
- Chciałem oszczędzić ci wstydu, bo na pewno narobiłabyś go sobie, wybuchając podobną złością po mojej śmierci. Powinnaś być mi wdzięczna
Że nie zaskoczy jej, że gra w otwarte karty. Dla niej to niepojęte, bo całe życie planowała jak wykiwać swojego męża. W innym wypadku nie udawałaby, że chce z nim mieć kolejne dzieci, tylko naprawdę by ich chciała. Jak może kochać tych synów, tę córkę, skoro są też jego? Niby zadbała o to, by po nim miały jedynie rysy twarzy, bądź kolor włosów. Ale jeżeli miałby naprawdę być miłością jej życia, to czy nie wolałaby nie mieć przed nim takich sekretów, nie knuć, nie oszukwać.
Deimos Carrow
Zawód : hodowca Aetonanów
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Zbliżysz się o krok, porachuję kości
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t791-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/t1114-napoleon#7239 https://www.morsmordre.net/t842-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/f115-north-yorkshire-dworek-w-marseet https://www.morsmordre.net/t3798-skrytka-bankowa-nr-228#70118 https://www.morsmordre.net/t1129-deimos-carrow#7491
Re: [sen] 1979, dwór w Bridewell [odnośnik]16.04.16 20:25
Dziwna ta pierwsza rozmowa od tak dłuższego czasu. Dla czego właściwe musi wyglądać właśnie w ten sposób. Wspomnienia z przeszłości zmieszane z żalem i wyrzutami. Kiedy to się w końcu skończy? Kiedy znów będzie mogła zapomnieć o jego istnieniu? - Wiem- kiwnęła głową w geście zgody. - Wciąż nim jesteś - chodziło oczywiście o podkreślenie poziomu jego głupoty. Jeśli chodzi o wzmiankę o romantyku uniosła jedynie brew w geście niezrozumienia. -  Wiele można o tobie powiedzieć Deimos ale nikt nie zarzuciłby ci bycia romantykiem - kpiny idealnie niszczyły ten moment pogrążenia się w dziś już nic nie wartych sentymentach.  Jaki był jeden z największych problemów z jakim nigdy nie potrafili sobie poradzić.  Tak gdzie Deimos widział karierę i pracę ona wolność i znikającą złotą klatkę. To musiał wiedzieć. On jako jedyny człowiek na świecie powinien był być tego świadomy. Megara ponad wszystko inne na świecie pragnęła wolności.  A on choć nie raz dobry i wyrozumiały nie potrafił jej tego w pełni ofiarować.
Pamięć.  Jeden z elementów osobowości Megary, których jej były mąż nigdy nie potrafił w pełni zrozumieć. W tak małej, w tak mimo upływu czasu z pozoru niewinnej główce mieściły się dni, lata , miesiące o których świat zapomniał, o których zapomniał Deimos. Ona pamiętała. Pamiętała każde zaklęcie wymierzone w jej stronę, każdą groźbę, każde uderzenie. Mogła mu wybaczyć ale nie zapomnieć…nigdy. Teraz miała nad nim tę jedną przewagę. Małą księżniczkę niemogącą się doczekać aż dziadek w końcu do niej wróci. Co Primorose zrobi gdy usłyszy jak babcia krzyczy z bólu? Ma być dumna i nie okazać słabość przed dawnym ciemiężcą? O nie! Teraz była gotowa na wszystko byleby tylko pociągnąć go za sobą na dno.  Z jej gardła wydobyło się głuche warknięcie. Uderzyła go po raz kolejny nic sobie nie robiąc z jego urażonej dumy z jej obolałych dłoni. Wzdrygnęła się na dźwięk tego słowa. Wyglądała jak zwierze, które postanowiono postraszyć prądem. Może ktoś uważała, że schowa się w swojej jamie  i więcej się nie odezwie. Potulnie przeprosi albo się rozpłacze i będzie domagała się pocieszenia. O nie! Nie ma mowy. Wściekły grymas ustąpił miejsca ironicznemu uśmiechu. - Ja przytrzymywać ciebie przy życiu? - miała ogromną ochotę splunąć mu prosto w twarz  i tylko resztki dobrego wychowania ją przed tym powstrzymywały. Gdy zacisnął dłonie na jej nadgarstkach nawet nie mrugnęła. Gdyby nawet jego place miały zostawić na jej skórze fioletowe pręgi nic by sobie z tego nie zrobiła - Gdyby to zależało tylko ode mnie to nie dożyłbyś jutra. Jeden problem z głowy - można było to zrzucić na furię która nią owładnęła ale wydawało się, że mówi zupełnie poważnie.  Gdyby nie dzieci i wnuki stojące gdzieś za drzwiami gotowa była już teraz patrzeć jak wydaje ostatnie tchnienie. A może właśnie ze względu na nich powinna to zrobić. Wyrwać się i rzucić zaklęcie, który pozbawi go życia.  Niemal automatycznie próbowała uwolnić dłonie z jego uścisku.  Jeśli śmierć ojca czegokolwiek ją nauczyła to właśnie tego, że zmiana ostatniej woli zmarłego nie jest tak trudna jakby mogło się wydawać. Deimos martwy, ona kładzie dłoń na jego testamencie, co mogłoby pójść nie tak?  Miał szczęście, że nie miała dostępu do swojej różdżki. Inaczej już miotałaby zaklęciami na lewo i prawo. Nie ważne, że to był dom jej córki.  Carrowowi należała się nauczka za każde słowo, które wypełzło z tych parszywych ust!
- Nie masz pojęcia czym jest wstyd! Inaczej nie byłbyś wstanie wywyższyć bękarta do poziomu naszych dzieci - i nagle moje zmieniło się w nasze . Nie opuszczała spojrzenia. Ten jego pozorny spokój tylko dodatkowo ją rozgniewał. Coż byłby to za piękny widok gdyby te jego ślepia nagle wybuchły! - Wiedziałam to od początku. Wiedziałam już przy Scarlett –ściszyła głos obawiając się, że któreś z jej potomków zaalarmowane krzykami postanowi w końcu wkroczyć. - Dla tego nie chciałam rodzić. Tak kurczowo broniłam się przed każdą ciążą, bo wiedziałam, że w końcu wywiniesz podobny numer. Znajdziesz jakiś sposób, żeby iść zniszczyć i upokorzyć- zacisnęła mocniej szczęki mając wrażenie, że serce zaraz wyskoczy jej z piersi. - I za co…za to, że są podobni do mnie?- Coś się nagle stało. Czemu ton nagle złagodniał a w oczach zagościło przerażenie? Co tym razem sobie ubzdurałaś Meg. - Kogo ty próbujesz zranić? Mnie już złamałeś serce to teraz zabrałeś się za nich?! -  próbowała przywrócić głosowi te samą furię która pobrzmiewała w nim jeszcze przed chwilą ale na próżno. Gdy udało jej się oswobodzić z jego uścisku wyprostowała się i jednym haustem wypiła zawartość swojej szklanki. Milczała, była zbyt zajęta nalewaniem sobie kolejnego drinka  i opróżnianiem go do połowy.  - Ile mu dałeś? - w końcu padło kluczowe pytanie. Szklanka znów huknęła o jeden z mebli a dłonie Megary zwinęły się w pięści.  Próbowała się opanować, to oczywiste. - Ile mu dałeś? - powtórzyła wypuszczając ze świstem powietrze - Jesteś takim tchórzem, ze pewnie z nimi nie porozmawiasz. Więc pytam jeszcze raz. Ile chcesz mu zostawić? - wbiła w niego dość niejednoznaczne spojrzenie. Powinien być jej wdzięczny, że przynajmniej nie nazywała go wciąż bękartem .  Choć w oczach wszystkich na zawsze nim pozostanie.
Megara Carrow
Zawód : stażystka w ministerstwie
Wiek : 20 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Once upon a time...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t634-megara-malfoy https://www.morsmordre.net/t663-mieta https://www.morsmordre.net/t662-megara https://www.morsmordre.net/f218-yorkshire-dworek-w-ravenscar https://www.morsmordre.net/t1706-megara-malfoy#18560
Re: [sen] 1979, dwór w Bridewell [odnośnik]16.04.16 21:31
Jeszcze jeden policzek? Z zaciśniętych ust wydobywa się warknięcie mające w kształcie jej imię. Zachowuj sie Megaro!
- Byłoby to cokolwiek niemądre - grozi jej spojrzeniem nieprzeniknionym, którego nie daje się zwalczyć zwykłym odwróceniem wzroku. - Zabezpieczyłem się  przed tym, nie myśl, że nie wiem co już ci świta w główce - przeżycie praktycznie całego życia u boku Malfoyów także Deimosa nauczyło: by zatrudniać najlepszych prawników i płacić im tyle, by nie dali się przekupić Malfoyom. Wszak mimo wszystko rodzina jego byłej żony nie chciała wydawać majątku na sprawę tak wstydliwą jak rozwód.
Puszcza ją jeszcze w chwili, kiedy ta mówi mu o ciążach i o tym, że nie miała nigdy na nich nadziei.
- Broniłaś się, nie Megaro, ty się nie broniłaś. Ty nigdy nie chciałaś się zaangażować i zniszczyłaś nas nim zdążyliśmy się sobą nacieszyć. Wiesz bardzo dobrze o tym, że gdybym nigdy się nie starał, to nasze małżeństwo nie doczekałoby się nawet jednej córki   - wstaje, w pogoni za nią, wiedziony jakąś niewytłumaczalną siłą. - Nie próbuj mi tutaj sprzedawać takich tekstów, Megara - zdenerwował się przecież za te insyuuacje, że chce łamać serca swoim dzieciakom, że jej serce chciał złamać. - Postaw się w mojej sytuacji - mów do głuchego, a na pewno cię usłyszy - To jest moje dziecko. I nie interesuje mnie to, kto jest jego matką. Pewnie wolałbym, żebyś ty nią była, ale ciekawe kiedy miałoby to być, jak cie cztery lata w domu nie było? - a to miały być takie miłe święta! - Zresztą, może jako jedyny z moich synów nie będzie miał okazji słyszeć jak znieważasz mnie w jego oczach
Odwraca się od niej i chociaż zapewniał świat o tym, że nie ma papierosów, wyjmuje nową paczkę zza odpowiedniej księgi na półce. Stoi do niej tyłem, nie przejmując się, że ta zaatakuje go nożem do listów.
- Twoje dzieci od tego nie zbiednieją - ukróca jej histerię. Wypuszcza dym i spogląda przez ramię na alkoholiczke, która oszalała od tego całego chłopaka, który narazie nie ma jeszcze nawet tylu lat co jej nie było przy nim. Znów jednak spogląda na książki. Opiera głowę na dłoni w której trzyma papierosa. Mówi cos, czy ona to słyszy?
- Nie wpadłaś nigdy na myśl, że gdybym nie pozwolił ci być wreszcie w pełni wolną, a ty nie wyjechałabyś, to może nigdy nie zdobylibyśmy się na ten odważny krok i nie rozwiedli. Wciąż mogłabyś się bronić i bać, że wywinę ci jakiś numer. Że cię... nie wiem, czego mogłaś się bać. Dziecka? Tego, że pokocham go mocniej? Tego, że będziesz musiała go wychować? Nie rozumiem cę, nigdy cie nie rozumiałem
Oparty o biblioteczkę wygląda jakby był już wystarczająco zmęczony tymi bezsensownymi kłótniami z nią. Zaciąga się. Dobrze wie, na co teraz przyszedł moment.
Tylko jak wytłumaczy Primrose, że babcia ma poranione dłonie i że jej fryzura wygląda jakby ktoś ją zafarbował krwią.
Deimos Carrow
Zawód : hodowca Aetonanów
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Zbliżysz się o krok, porachuję kości
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t791-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/t1114-napoleon#7239 https://www.morsmordre.net/t842-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/f115-north-yorkshire-dworek-w-marseet https://www.morsmordre.net/t3798-skrytka-bankowa-nr-228#70118 https://www.morsmordre.net/t1129-deimos-carrow#7491
Re: [sen] 1979, dwór w Bridewell [odnośnik]16.04.16 22:51
- Coś się zawsze wymyśli - kogo nie można przekupić tego można zastraszyć, kogo nie można zastraszyć tego można się pozbyć. Słowa, których używała tak często. Niespisane nigdzie motto, które miało przynosić nadzieje  i pobudować nie tylko ją ale i też najbliższej jej osoby. Co się zawsze wymyśli bo przecież nie ma barier, których nie da się pokonać. Teraz miały być groźbą, dziwnie brzmiącym ostrzeżeniem. Deimos spędził całe życie w otoczeniu Malfoyów i jeszcze się nie nauczył, że przed nimi nie ma ucieczki. Czysta krew zawsze u władzy czyli nie ma takiej rzeczy, której nie zdołalibyśmy osiągnąć.  Odsunęła się do niego za każdym razem gdy robił choć krok  w jej stronę. Chciała już tylko uciec i nie oglądać się za siebie. Ale on wciąż zarzucał ją nowymi oskarżeniami. - I jesteś z siebie zadowolony? - wycedziła wciąż mocno zaciskając szczęki. - Walczyłeś tak mocno a potem zostawiałeś mnie samą z kolejnym noworodkiem. Zadanie wykonane, urodzili się więc niech resztę zrobią inni. Byłoby lepiej gdyby żadne z nich nigdy się nie urodziło!- warknęła zdecydowanie zbyt głośno. Czuła jak ogromny kamień spada z jej serca. Ale bez niego nie potrafiła ustać. Jej świat tracił najmniejszy sens. Zdanie, które nigdy wcześniej nie padło z jej ust. Nie wtedy gdy ktoś mógł je usłyszeć. Wsparła się na stoliku uciekając gdzieś wzrokiem. Osłabła? Nie miała już sił?  Gdy poprosił ją o to by postawiła się w jego sytuacji z jej gardła wydobyło się ciche parsknięcie. Chwilę później te dźwięki zaczęły zmieniać się w pełen pogardy śmiech. Uniosła na niego lodowaty wzrok. -  Gdybym ja była jego matką znienawidziłbyś go równie mocno jak pozostałych. Tak samo jak zawsze nienawidziłeś mnie - z jaką łatwością wykreśliła z ich życia wszelkie pozytywne uczucia zostawiając samą nienawiść. - Sam się w to wplątałeś Deimos. Nie masz prawa zwalać całe winy na mnie - uniosła dumnie głowę łagodząc spojrzeniem. - Nie musiałam nic robić. Sam postanowiłeś być tym złym pogardzając Lycusem gdy ten bał się wsiąść na tego przeklętego kucyka,  besztając Heraklesa gdy ten o mało nie skręcił karku spadając z konia. Nie musiałam nic robić! Sam zdyskredytowałeś się w ich oczach. Masz wspaniałych synów! I ty jeden nie potrafisz tego dostrzec - zaciśnięte kruche pięść uderzające w drewniany stół, szklanka upadająca na podłogę. Nie chciała dzieci, wolałaby żadne z nich nigdy się nie narodziło. Los czy też Deimos miał inne plany a ona się dostosowała. Pokochała każde z nich i w porównaniu do ojca potrafiła być z nich dumna. - Powinieneś być mi wdzięczny że zabrała Byrona zanim zdążyłeś go do siebie zniechęcić. - znów jad ale tym razem już nie krzyczała. Prawie szeptała, wiedziała że te najcichsze słowa najmocniej go dotkną.  Wpadła w lekką konsternacje widząc jak wyciąga nową paczkę papierosów. Po co więc ją tu ściągnął? Aż tak pragnął wojny? Chodziło o ten  przeklęty testament? Gdyby miał choć trochę oleju w głowie załatwiłby to  w inny sposób.  Przecież będą musieli  w końcu stąd wyjść i udawać, że nic się nie stało. - Już się ich wyrzekłeś - zauważa z lekkim triumfem w głosie. Zrobiła krok w jego stronę pozwalając by szkło z rozbitej szklanki pękało pod jej stopami. Słuchała go i to był jej największy błąd. Zanim się obejrzała trzymała w dłoni jedną z popielniczek, która chwilę później zmieniła się w stertę odłamków rozbijając się tuż obok głowy Deimosa.  Pozwoliłeś mi być wolną? Ty?! - rzuciłaby w nim czymś jeszcze ale pech chciał, że akurat nie miała nic pod ręką- Myślałeś, że chciałam rozwodu?- nie powinna mu tego mówić - Od tamtego dnia gdy uratowałeś mi życie kochałam cię całym sercem. Ku mojej rozpaczy prawdopodobnie nigdy nie przestanę - i co teraz?- - Ale każda chwila spędzona z tobą była niczym tortura. Każde twoje słowo, każdy twój dotyk bolał tak bardzo, że nawet sobie tego nie wyobrażasz. Wiedziałam, że zaraz się odwrócisz i mnie zostawisz. Znikniesz za swoją obojętnością a ja znów będę sama. Tak jak zawsze. Wyjechałam a ty nawet nie próbowałeś mnie zatrzymać. Tyle razy błagałam, żebyś pojechał zemną, ale ty wybrałeś te cholerne bagna. Kiedy chciałam wrócić na stałe do domu okazało się, że będziesz miał dziecko z inną kobietą. Nowego potomka, który nie będzie już podobny do mnie. Z jakąś młodą dziewczyną, która nigdy nie zraniła cię tak jak ja. - cisza. Meg zniknęła gdzieś pod  lustrem przywracając swój wygląd do stanu użyteczności. - bez względu  na to jak zabawnie to brzmi, rozumiem cię. Ale ty nigdy nie miałeś prawa choćby prosić żebym zaakceptowała tą sytuację. Nie  po tym wszystkim. Po prostu nie - zrobiła kilka kroków stając na środku pokoju. - Każ przesłać kopie dokumentu do mojego prawnika. Chce zobaczyć ją jeszcze przed wyjazdem - Nie miała najmniejszego zamiaru dawać mu możliwości na odpowiedź. Skierowała się w stronę wyjścia. Nie można przecież wiecznie kazać im czekać.
Megara Carrow
Zawód : stażystka w ministerstwie
Wiek : 20 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Once upon a time...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t634-megara-malfoy https://www.morsmordre.net/t663-mieta https://www.morsmordre.net/t662-megara https://www.morsmordre.net/f218-yorkshire-dworek-w-ravenscar https://www.morsmordre.net/t1706-megara-malfoy#18560
Re: [sen] 1979, dwór w Bridewell [odnośnik]16.04.16 23:51
Zbyt głośno. Deimos czuje się w tej sekundzie bardzo sentymentalnie , chociaż nie przyjemnie. Ale czuje siętak jak przez ostatnie dwa lata. Przypominają mu się wszystkie przykre słowa Megary i to jak każdym z nich niszczyła kolejną piękną budowlę na której stał piedestał na który ją wyniósł w swoim życiu. Nie chciała mieć z nim dzieci, lepiej żeby się nie narodziły?
- Oby nigdy nie usłyszeli tych okrutnych słów - uświadamia jej, że oni wszyscy stoją w sąsiednim pokoju. Może nawet podsłuchują. Może któreś z nich własnie stało pod drzwiami. A co jeżeli zamontowali specjalne urządzenia i teraz wszyscy słyszą te słowa. Megaro, jesteś świadoma, co własnie zrobiłaś?
- Nie pleć głupstw, Megara - znów zwraca jej uwagę, bo słuchać tego nie może - Dobrze wiesz, że to nie jest prawda, bo ja cię nigdy nie nienawidziłem. Nawet dziś tego nie czuję - ale może mówić, może jej to na piśmie dać, podstęplować swoją własną pieczęcią, albo przysięgać wieczyście. Ale ona mu nie uwierzy, bo już na samym początku uznała, że najlepiej bedzie zakładać, że Deimos ją skrzywdzi i będzie robił to z jakiejś nienaiwiści.
Tylko skąd miałaby ona się brać? Przecież nie nienawidził jej z założenia: znał wiele ludzi z rodziny Malfoy i miał z nimi bliskie relacje. Także prawdą jest, że nawet w obliczu tego niezrozumieina, które wzrastało w każdym kolejnym dniu ich wspólnego życia, nie umiał pomiędzy różnorodnymi uczuciami wygrzebać chociaż odrobiny nienawiści. Skąd więc Megara wytrzasnęła sobie tę myśl?
Teraz jednak ma minę taką, jakby dosłownie jej nienawidził. Za te oskarżenia.
- Jak śmiesz się mi dziwić? Nigdy, przenigdy nie spotkałem się z tym, żeby Carrow spadał z atenonana, albo bał się kucyków. Cokolwiek im nie zrobiłas, zadziałało, bo do dziś nie widzę w nich siebie - ale o to akurat Megarze zawsze chodziło, skąd jednak mógł wiedzieć. On chciał po prostu mieć z nią dzieci. Nie myślał o tym, że nawet to potrafiłaby zepsuć.
Najgorsze zaiste były ostatnie słowa. Deimos nie odpowiada już na nie, nie mając odpowiedniej ilości siły w sobie, by dać jej do zrozumienia, że Byron był ich ostatnią deską ratunku, a ona go po prostu.. zabrała.
- Histeryzujesz, nikogo się nie wyrzekłem - przecież tak pięknie tańczyliśmy razem, jak możesz mówić, że się ich wyrzekłem? Nie spoglądam już przez ramię na byłą żonę, oparty jestem o półkę i zaciągam się papierosem. Nie było mi dane wyluzować się, bowiem nagle coś roztrzaskuje się tuż bok mojej głowy. Łapię się za policzek i czuje na nim szklany pył, a kiedy przesunąłem po policzku ręką, pył wgniótł się w skórę i narobił tysiąca ran. Powoli odwracam się i jej słowa dopiero zaycznają się układać w logiczną całość. Wycieram dłonie jedną o drugą, spoglądam na nie, w dół, nie patrzę na wyznającą mi niekończącą się nigdy miłość pannice, chce powiedzieć słowa, ale te słowa, które chce powiedzieć będą gorsze niż cokolwiek innego, więc milczy. Daje jej skończyć, przejrzeć się w lustrze i ruszyć do drzwi. Dałby jej nawet wyjść, tylko że coś go tknęło.
To może być ich ostatnie spotkanie. Byron jest zbyt młody na ślub, zresztą jako trzeci w kolejce, może wziąć ślub nawet jkao pięćdziesięciolatek. A obserwował w swoim życiu tak pokręcony związek, że pewnie do swojego wcale nie będzie mu śpieszno.
To może być ich ostatnie spotkanie, a przecież nie taki miał plan, kiedy prosił ją do biblioteki po skończonym tańcu.
Dlatego przechodzi przez pomieszczenie, zastawiając jej drogę.
- Nie chcę, żebyśmy się tak rozstawali - Przecież juz się rozstaliśmy. - Zatrzymywałem cię dwadzieścia lat, jeden raz tego nie zrobiłem i żałuję po dziś dzień - stara się złapać jej spojrzenie, ale ono jest nieobecne, a ona już prosi o prawników. Nie rozumie, że nic nie musi dostawać? Nie jest jego żoną, nie musi podpisywać testamentu. Powiedział jej, żeby uchronić Humprhreya przed jej wybuchem. Przecież to jeszcze dzieciak.
- Ale nie idź jeszcze
Deimos Carrow
Zawód : hodowca Aetonanów
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Zbliżysz się o krok, porachuję kości
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t791-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/t1114-napoleon#7239 https://www.morsmordre.net/t842-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/f115-north-yorkshire-dworek-w-marseet https://www.morsmordre.net/t3798-skrytka-bankowa-nr-228#70118 https://www.morsmordre.net/t1129-deimos-carrow#7491
Re: [sen] 1979, dwór w Bridewell [odnośnik]17.04.16 0:38
Gdy zdała sobie sprawę co zrobiła było za późno by cofnąć raz wypowiedziane słowa. Jej wzrok sam powędrował w stronę drzwi. Na kilka chwil znów stała się dobrą i kochającą matką, która marzyła tylko o tym by móc przytulić wszystkie swoje dzieci. Ale przecież byli mądrzejsi niż Deimosowi i Meagrze mogło się wydawać. Przez całe życie obserwowali jak ich rodzice toczą nieustanne walki, jak matka forsuje się ze swoimi problemami wstydząc się prosić o pomoc. Nie raz musiało im przyjść do głowy, że nie byli długo wyczekiwanym darem zesłanym z niebios. Byli owocem miłości, która nigdy nie miała prawa istnieć. Wzrok Megary znów powędrował od drzwi do twarzy Deimosa. Skąd miała to wiedzieć? Nigdy nie obnosił się ze swoimi uczuciami nie raz jedynie ganiając ją za taki czy inny wybryk. Choć na początku musiał ją nienawidzić. Wtedy gdy nie byli wstanie marzyć o niczym więcej jak o wypadku, który raz na zawsze uwolni ich od jarzma narzeczeństwa i ślubu. Musiał jej nienawidzić gdy robiła wszystko by Scarlett nigdy nie przyszła na świat. Dla tego nie wierzyła w ani jednego jego słowa. W żadne zapewnienia, w żadne oświadczenia. Nawet gdy mówił o teraźniejszości. Musiał ją nienawidzić, tak samo jak ona go nienawidziła. Zaskoczenie czy zmieszanie wywołane jego słowami nagle gdzieś znika i powraca kpiący uśmiech. - Ja znam przynajmniej jednego Carrowa, który zaliczył upadek z wierzchowca - wyraźnie akcentowała każde słowo bijąc w jego domu. Wciąż pamiętała opowieści o jego upadku na jednym z polowań. Sam zmusił ją do tego by mu to wypomniała. Nie będzie obrażał jej syna gdy sam był nie lepszy. - Bo oni nie są tobą. Zrozum to wreszcie. Mają prawo być kim zechcą. Są Carrowami i świat należy do nich - tak dziwnie było słyszeć podobne słowa z tych ust. Ale czy nie miała racji? Obawiała się jedynie tego, że Deimos odmówi jej prawa do nazywania ich Carrowami. Była już niemal gotowa na walkę ale chyba nawet on nie byłby wstanie tego zrobić. On milczy a ona chełpi się swoim zwycięstwem. Niech poczuje co to znaczy gdy czyjeś słowa ranią cię w najczulsze miejsca. Niech sobie przypomni ten rodzaj cierpienia. Już niemal pozwoliła napiętym mięśniom odpocząć. Już niemal mogła wreszcie swobodnie odetchnąć. Wystarczyło tylko dotknąć tej przeklętej klamki i wrócić do prawdziwego świata. Gdy zagrodził jej drogę miała ochotę zacząć jęczeć z bólu i wyczerpania. Już niemal chciała go prosić by dał już spokój ale to on odezwał się jako pierwszy. Słuchała jego słów unikając spoglądania na jego twarzy, na tę sieć drobnych ran, która powstała za jej sprawą. Mogła się zdobyć jednie na ledwo dostrzegalny slaby uśmiech. Prawników użyłam tylko po to by nie musieć go więcej oglądać. Wychodziło na to, że zaciągnął ją tu tylko po to by przekażą wiadomość o testamencie i nacieszyć się jej gniew. Zrobił swoje a ona się grzecznie podporządkuje. Przeczyta papiery jeśli jej je zostawi. Sprawdzi ile jej dzieci stracą na rzecz tego bękarta. Będzie toczyła za nich walki póki starczy jej tchu. Tylko nikt jej nie karze więcej spoglądać w te przeklęte niebieskie oczy. Nie chce po raz kolejny tracić przez nie tchu. Przygryzła dolną wargę zastanawiając się czy go po prostu nie wyminąć. W końcu poprzestała na cichym westchnięciu. - Powiedzieliśmy sobie już dość nie uważasz? Wracajmy do swoich światów Deimos – zaproponowała mając nadzieję, że przynajmniej teraz obejdą się bez sprzeczek. Oboje przecież mieli już dość.
Megara Carrow
Zawód : stażystka w ministerstwie
Wiek : 20 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Once upon a time...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t634-megara-malfoy https://www.morsmordre.net/t663-mieta https://www.morsmordre.net/t662-megara https://www.morsmordre.net/f218-yorkshire-dworek-w-ravenscar https://www.morsmordre.net/t1706-megara-malfoy#18560
Re: [sen] 1979, dwór w Bridewell [odnośnik]17.04.16 16:21
- Już dawno to zrozumiałem. Ale chyba wtedy już nie byłaś tym zainteresowana i spędzałaś upojne chwile w Azji - wciąż nie dowiedział się CO było tak wspaniałe, przekonany, że żona go po prostu najzwyczajniej w świecie zdradza, mógł sobie nadbudować wielką historię jak to Megara go opuściła dla kochanka.
Cóż, chyba każdy Carrow musi mieć taką żonę, która od niego odejdzie. Adrien poświadczy.
Niestety tamtych uczuć nie można nazwać nienawiścią. Podobno mężczyźni są tymi, którzy zakochują sie jako pierwsi. I Deimosa również musiało to dopaść. Tak mocno jak był zły na wszystkich, którzy doprowadzili do jego ślubu, tak samo mocno nie wierzył, że mógłby oskarżać ją o to zdarzenie. Była jedynie narzędziem. A to już jego wina, że się w niej zakochał.
I nieważne czy starała się zniszczyć ich małżeństwo, czy chciała zabić ich pierworodne dziecko. Gdyby jej nienawidził, pozwoliłby jej spaść w przepaść, odejść, dołożyłby starań by wraz z dzieckiem zabiła samą siebie. Musiała wiedzieć o tym, przecież myslała o takich samych rzeczach. I czy nie pamiętała tego, że jeżeli Deimos czegoś chciał to robił to bezwzględnie? Nie cofnąłby się przed wymierzeniem jej kary za bycie jego obiektem nienawiści.
Może oczywiście sądzić, że owy rozwód miał być karą. Ale nie dla niego, tylko że jeżeli ich rozmowy będą dalej tak wyglądały, ona nigdy się nie dowie o tym. Przecież oni nie potrafili sobie wyznawać miłości w najnormalniejszy pod słońcem sposób. Przecież potrzebowali do tego ciszy i zamknętych pomieszczeń i najchętniej zamiast wypowiadać te słowa, to mówili rzeczy cokolwiek odwrotne.
- Nie powiedziałem ci nawet połowy tego, co chciałem - przyznaje w końcu i odsuwa się, dając jej możliwość opuszczenia pokoju. Są już za starzy na szarpanie się i rzucanie sobą o drzwi czy podobne rzeczy. Zresztą, Deimos pozwalał jej odchodzić ilekroć miała na to ochotę. Ona uważała że to słabość, on uważał że tak trzeba. Mijały się ich wyobrażenia o miłości, jednak komunikacji nie było ani trochę i nie zamierzał przyznawać, że to także z jego winy.
- Chciałbym spotkać się z tobą po świętach - powtarza tym razem zatrzymując ją już tylko ręką, która chciał złapać jej dłoń. Najpewniej i tak ją zabrała, przecież nie miała ochoty na żadne kontakty.
Deimos Carrow
Zawód : hodowca Aetonanów
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Zbliżysz się o krok, porachuję kości
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t791-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/t1114-napoleon#7239 https://www.morsmordre.net/t842-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/f115-north-yorkshire-dworek-w-marseet https://www.morsmordre.net/t3798-skrytka-bankowa-nr-228#70118 https://www.morsmordre.net/t1129-deimos-carrow#7491
Re: [sen] 1979, dwór w Bridewell [odnośnik]17.04.16 17:34
Trzeci policzek, chyba najgorszy z nich wszystkich. Przestał atakować dzieci i teraz ją wzywał od dziwek. Oczywiście, że wiedziała co kryje się za jego słowami. Sama nie mogła wykrztusić z siebie choćby jednego dźwięku. Mogła się bronić w tej jeden jedyny sposób.  Wraz z chwilą gdy gniew wypełniał jej żyły miała ochotę uderzyć go po raz kolejny ale tym razem zdążył ją powstrzymać. Jedna sekunda, druga  i jeszcze tuzin kolejnych gdy wymienili między sobą spojrzenia. Ona wypełniona nienawiścią do byłego męża.  On próbujący sobie poradzić z kolejnym wybuchem. I znów musiał grać tego mądrzejszego. Znów musiał ją zmusić by się opanowała. - Bydlak- - warknęła gdy w końcu puścił jej nadgarstek. Ból w dłoni coraz wyraźniej dawał o sobie znać ale na tę chwilę zdołała go ignorować.
Jeden i drugi wdech i rozgorączkowane serce wróciło do normalnego rytmu. Nie chciała więcej rozmów. Nie chciała krzyków, wypominań, obelg i oskarżeń. Ten jeden dzień wystarczył by nadrobić tyle miesięcy podczas, których nie musieli  wymieniać między sobą choćby jednego listu. Tak było lepiej. Tak było prościej. Scarlett znów stanie się łącznikiem pomiędzy bagnami Yorku a Waszyngtonem . I może uda się jej uniknąć kolejnej wizyty przez rok a może dwa. Deimos znajdzie sobie wtedy nową młoda panienkę  i odechce się mu rozmów. Pozostanie tylko wymiana grzeczności i nic nie znaczące uśmiechy. Tak będzie lepiej.
- Nie chce tego słuchać - ostrzegła go od razu żałując tego ostrego tonu. Wypuściła powietrze wyglądając na całkiem zrezygnowaną. - Zachowaj to dla siebie. Przyjechałam tu dla wnuków a nie by roztrząsać…już i tak nie nie istotne sprawy. - puścił ją, znów dał jej odejść gdy takie było jej życzenie. Poczuła jego dotyk na swojej dłoni. Nie wyrwała jej, nie od razu. - Nie powinniśmy przebywać sami w jednym pomieszczeniu - wyciągnęła swoją różdżkę chwytając brodę Deimosa między palce. - Wyglądasz jak potwór Frankensteina- przyłożyła koniec różdżki do zakrwawionego policzka mrucząc pod nosem zaklęcia uzdrawiające.  Machinalnie pogładziła wierzchem dłoni miejsce gdzie jeszcze przed chwilą znajdowała się sieć małych ran. - Perfekcyjnie brzydki - zażartowała odrywając dłoń od jego twarzy. Zażenowanie wynikające z tego gestu ukryła powrotem do poprzedniego tematu. - Publiczne miejsca również odpadają. Nie chcielibyśmy przecież kolejnych plotek na nasz temat –posłała mu zdawkowy uśmiech. Miał swoją odpowiedź a brzmiała ona nie . Wyminęła go i otwarła drzwi do biblioteki. Starała się nie zwracać większej uwagi na spojrzenia dzieci wymierzone w jej stronę. Wzięła na ręce swojego małego wnuka i zaczęła się z nim bawić. Świat znów wznowił swój bieg a Megara wydawała się już zapomnieć o tym co się przed chwilą stało. Nie miała innego wyjścia. Za kilka dni wróci do miejsca, w które uparcie nazywała domem i nie będzie miała czasu na rozdrapywanie dawnych ran o bogowie, pozwólcie mi, choć przez rok uciekać przed jego cieniem wzniosła cichą modlitwę mającą zakończyć jej dotychczasowe cierpienia.   Gdy obiad się skończył, gdy dzieci rozpakowały prezenty od ciotek i wujków nareszcie mogła stąd uciec.  Gdy żegnali się z matką  Meg widziała w ich oczach tysiące pytań na które dziś nie miała siły odpowiadać. Był jeszcze czas, jeszcze te parę dni które spędzi na wyspach i będzie ich miała tylko dla siebie. Opuściła dom córki jeszcze zanim zrobił to Deimos. Ostatkiem sił weszła do hotelowego lobby ostatkiem sił unosząc dumnie głowę.  Weszła po schodach obdarzając każdego napotkanego osobnika jednym ze swych najpiękniejszych uśmiechów. Przekręciła klucz w zamku, weszła do swoich pokoi a drzwi same się za nią zatrzasnęły. Miała siłę by przejść krok lub dwa. Chwilę później leżała już na miękkim dywanie zasłaniając twarz dłońmi. Po co było to wszystko? Przecież tutaj nikt nie był wstanie dostrzec, że płacze.

[koniec]
Megara Carrow
Zawód : stażystka w ministerstwie
Wiek : 20 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Once upon a time...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t634-megara-malfoy https://www.morsmordre.net/t663-mieta https://www.morsmordre.net/t662-megara https://www.morsmordre.net/f218-yorkshire-dworek-w-ravenscar https://www.morsmordre.net/t1706-megara-malfoy#18560

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

[sen] 1979, dwór w Bridewell
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach