Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Żywopark

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Żywopark   29.04.16 4:33

Żywopark

Żywopark znacznie różni się od żywopłotu: tym, że jest żywy. Przepiękne krzewy żywoliści poprzycinane w kształty dam oraz dżentelemenów, ale nie tylko, również zwierząt: zajęcy, wiewiórek, psów i różnego rodzaju ptaków, nawet pawi! przechadzają się pomiędzy zwiedzającymi. Dżentelmeni ściągają kapelusze, mijając czarodziejów, damy kłaniają się z gracją - wiewiórki czasem podejdą bliżej, licząc na orzecha. Niepowtarzalnej magii tego miejsca nie da się porównać z niczym innym.


Powrót do góry Go down
Rowan Yaxley
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t3571-rowan-yaxley https://www.morsmordre.net/t3601-magnus https://www.morsmordre.net/t3618-rowcia https://www.morsmordre.net/f103-fenland-yaxley-manor https://www.morsmordre.net/t3640-rowan-yaxley
Tłumacz i nauczyciel języków obcych, były koroner
29
Szlachetna
Wdowa
When the fires,
when the fires are consuming you
And your sacred stars
won't be guiding you
I got blood, I got blood,
blood on my name
5
11
0
5
0
15
9
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Żywopark   12.10.16 10:17

|? marzec
Szukała dość długo czegoś ciekawego, jakiegoś zajęcia, miejsca aby spędzić z synem czas na świeżym powietrzy, tym bardziej, że pogoda jak najbardziej dopisywała. Oczywiście Tobias miał aż za wiele propozycji, ale wszystkie związane były z lataniem na miotle, czego z całego serca nienawidziła. Jakoś nie uśmiechała jej się myśl wlecenia w drzewo, bądź upadku w nie miękką ziemie. Dlatego też poszli na kompromis pojawiając się w Żywoparku. Roztopy dały o sobie znać, lecz przez całkiem udany, słoneczny tydzień, tak nietypowy dla klimatu wiecznie deszczowej Anglii nie grzęzło się przynajmniej w błocie. Chłopiec zachwycony tak niespodziewanym dla niego zachowaniem krzewów oddalił się trochę od matki aby móc spacerować u boku dam, czy ścigać wiewiórki, które bliżej do niego podeszły zwracając na siebie uwagę. Przynajmniej trochę się wyszaleje. Przez swoje obowiązki nie miała za bardzo okazji do tego typu wyjść wraz z Tobiasem, przez co chłopiec musiał bawić się sam, bądź z dziadkami, którzy przez swój wiek nie mieli już energii do opiekowania się chłopcem, który w jednym momencie potrafił być praktycznie wszędzie. Jedynie tak naprawdę jej starszy brat Craig, a jego chrzestny ojciec mógł zapewnić mu jakieś interesujące zajęcie. Byli do siebie przywiązani i dobrze się dogadywali, ale czemu tu się dziwić? Jedno jest dzieckiem, a drugie się jak takowe zachowuje.    
Jej rozmyślenia przerwała czyjaś obecność. Uniosła głowę aby z daleka zauważyć znajomą jej postać. Podeszła trochę bliżej uśmiechając się w kierunku nowo przybyłych osób.
-Lord Carrow, minęło trochę czasu, czyż nie?- Co prawda mieli nie jedną okazje się widywać, jak to arystokraci, ale jakoś szczególnie nie złożyło im się ze sobą porozmawiać.
Z lekkim uśmiechem skierowała swój wzrok na chłopców stojących u jego boku. Widząc kątem oka również podchodzącego do nich Tobiasa, który stanął obok matki.
-Zgaduję, że ci dżentelmeni to twoi bratankowie, tak? - Zapytała gdyż nie miała niestety nigdy możliwości ich poznać, czy nawet zobaczyć.
[bylobrzydkobedzieladnie]




Anguis in herba

But I'm holding on for dear life
Won't look down, won't open my eyes
'Cause I'm just holding on for tonight


Ostatnio zmieniony przez Rowan Yaxley dnia 02.11.16 5:07, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Deimos Carrow
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t791-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/t1114-napoleon#7239 https://www.morsmordre.net/t842-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/f115-north-yorkshire-dworek-w-marseet https://www.morsmordre.net/t1129-deimos-carrow#7491
hodowca Aetonanów
32
Szlachetna
Żonaty
Zbliżysz się o krok, porachuję kości
5
5
0
0
0
11
0
10
Czarodziej
możesz pozostawić puste

PisanieTemat: Re: Żywopark   22.10.16 17:56

- To prawda, Lady Yaxley. Miłe spotkanie - skłonił się lekko, czy raczej głowę lekko skłonił na powitanie. Lady Yaxley była jedną z tych dam, które zawsze było miło widywać, a już szczególnie wtedy, kiedy nie obserwowała ich żadna wielość osób, które mogłyby mieć jakieś większe wymagania. Lordom wystarczało wyprostowanie pleców i urocza rozmowa, bez potrzeby późniejszego tłumaczenia się swoim partnerkom (chociaż Deimos od dawna miał tylko jedną partnerkę), z tych rozmów. Poza tym, lady Yaxley przypominała Carrowowi dawne (dobre) czasy, gdy to wraz z zupełnie inną lady Yaxley budował sobie nadzieję na przeżycie całego życia. Rowan, ta dojrzalsza i zawsze zainteresowana kobieta, ona była wielką zwolenniczką pomysłu Deimosa na ożenek z panną z rodu w który weszła wraz ze swoim ślubem. Cóż, szkoda, szkoda.
Ale dziś Deimos spacerował z jeszcze innymi dwoma ważnymi dla niego członkami rodziny:
- Owszem, lord Orson i lord Marcus - powiedział z dumą Deimos-wujcio wskazując na kolejnego i kolejnego czarnoskórego lorda. Niektórzy spoglądali na to krzywo, na przykład taka Megara, ale oby kiedyś jej wyszło to rasistostwo ze skóry. Doprawdy, przecież to wiek dwudziesty!
- Przyszliśmy zaczerpnąć słońca do tego publicznego parku. Jesteśmy w Londynie z czystego przypadku, ale powiedzmy, ze dziś robię za niańkę - chociaż dwie stoją za Lordem Deimosem gotowe zająć się chłopcami. Wyjaśnia powód wizyty w Londynie, bo przecież wszyscy wiedza, że lord Deimos się nie rusza z Marseet za bardzo. Uśmiecha się lekko. - Jak się miewa Lady?









She was the prettiest hell

I have ever been in

I didn’t mind burning at all.


Powrót do góry Go down
Rowan Yaxley
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t3571-rowan-yaxley https://www.morsmordre.net/t3601-magnus https://www.morsmordre.net/t3618-rowcia https://www.morsmordre.net/f103-fenland-yaxley-manor https://www.morsmordre.net/t3640-rowan-yaxley
Tłumacz i nauczyciel języków obcych, były koroner
29
Szlachetna
Wdowa
When the fires,
when the fires are consuming you
And your sacred stars
won't be guiding you
I got blood, I got blood,
blood on my name
5
11
0
5
0
15
9
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Żywopark   02.11.16 5:34

-Cieszę się, że mogę was poznać.-Uśmiechnęła się ciepło do chłopców robiąc krok w bok, aby i ona mogła  pochwalić się swoim małym podopiecznym.
-To mój syn, Tobias Yaxley-Chłopiec ani trochę nie speszony przywitał się z uśmiechem błąkającym się na ustach. -Może przejdziecie się razem? - Chłopiec jedynie rzucił w jej stronę krótkie spojrzenie i kiwnął głową aby zaraz później podejść do chłopców zaczynając z nimi rozmowę i odchodząc kawałek u boku opiekunek Lorda Carrow.
Odprowadziła ich wzrokiem, a następnie spojrzała na swojego towarzysza.
-Do twarzy ci Lordzie z byciem niańką-Patrząc na opiekuńczą postawę mężczyzny nie trudno było stwierdzić, że sprawdzał się on w roli wuja. Chłopcy zapewne nie raz musieli spotkać się z ludzką uszczypliwością, przez co na pewno choć to jeszcze dzieci doceniali tego typu wsparcie. -Dziękuję, nie najgorzej. Dużo pracy i obowiązków, zresztą jak zawsze, choć w moim przypadku jest to bardziej powód do szczęścia niż do narzekania.-Każdy mógł mówić co tylko by chciał, ale ona naprawdę lubiła swoją prace. Oczywiście, że nie raz było dość trudno, ale nie okłamując się żadna praca łatwa nie jest, a satysfakcja którą z niej wynosimy jest chyba największą zapłatą.
-A jak twoja hodowla? Słyszałam, że dość dobrze prosperuje, zresztą niezmiennie. Wciąż niezwykle cię podziwiam, że jesteś w stanie tak dobrze obchodzić się z aetonami. Ode mnie zapewne uciekłyby gdyby tylko mnie zobaczyły. -Jeździectwo, szermierka, czy nawet latanie na miotle. Tego typu aktywności nigdy niestety nie były jej mocną stroną i najczęściej definitywne przegrywała w starciu z nimi. Najwidoczniej to jej bracia przejęli w genach cały dryg do tego typu zajęć. Zresztą nikt nigdy nie oczekiwał od niej tego, aby była w nich dobra. Miała znać etykietę, historię rodów szlacheckich, uczyć się jak być w przyszłości dobrą żoną i matką. To był jej obowiązek.
[bylobrzydkobedzieladnie]




Anguis in herba

But I'm holding on for dear life
Won't look down, won't open my eyes
'Cause I'm just holding on for tonight
Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Wielość
nieskończoność
n/d
n/d
I show not your face but your heart's desire.
0
0
0
0
0
0
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Żywopark   13.11.16 18:01

Demelza lubiła spędzać czas na świeżym powietrzu. Praca w prosektorium ją męczyła, a przynajmniej za dnia. Gdy miało się świadomość, że na zewnątrz świeci słońce i powinno korzystać się z uroków, które dawała natura, a nie tkwić w zimnym miejscu. Dlatego tak często jak się dało prosiła o nocne zmiany. I przełożeni się zgadzali, wiedząc, że mało kto chciał pracować o tak późnych porach.
Czystokrwista piękność opuściła Minsiterstwo Magii raźnym krokiem, a pukle kręconych czarnych włosów podkakiwały za każdym jej ruchem. Jej zgrabne nogi prezentowały się niezwykle pociągająco w przylegającej spódnicy, a obcasy uderzały raz po raz za każdym krokiem, który stawiała na asfalcie. Szła dość sprawnie w stronę żywoparku. Miała chwilę na zaczerpnięcie nie tylko orzeźwiającego powietrza, ale i również popodziwiać nieco zielonej sztuki. Bardzo lubiła to miejsce, a dzisiaj miała wyjątkowo dobry humor. Po nocy spędzonej z pewnym policjantem nie mogła myśleć o niczym innym tylko o tym jak uginały jej się nogi za każdym razem, gdy na nią spojrzał. Nie zakochała się, zdecydowanie za dobrze znała pewną uległość, która szła za tym dziewczęcym i zdecydowanie dziecinnym uczuciem. Lubiła i korzystała z atutów, które dostała wraz z urodzeniem częściej niż jej zamężne koleżanki z pracy. Wiedziała, że zazdrościły jej tych rzeczy, ale nie rozumiała dlaczego. Ona kazała im się zaniedbywać? Kazała odsuwać się od swoich mężów i mówić, że do niczego się nie nadają? Już nie raz próbowała nieco doradzić tym kobietom, ale nie chciały jej słuchać. Dlatego przestała i zajmowała się sobą, nie mając przyjaciółek. Jej towarzyszami byli mężczyźni, a w tym konkretnym przypadku ten jeden policjant. Pierwszy eksces wydarzył się w styczniu w samym prosektorium i chociaż niektórym mogłoby się to wydać paskudne, Demelza wspominała to z uśmiechem i nie przejmowała, co by mogli pomyśleć inni. Każdy miał swoje sekrety.
Przeszła kawałek w głąb żywoparku, aż nie ujrzała znajomej sylwetki. Jej twarz rozjaśniała uśmiechem, gdy rozpoznała Rowan. Ona jako jedyna nie patrzyła na nią krzywo. Brunetka trochę jej współczuła stanu wdowy i tego jakie konsekwencje za tym szły. A przecież Yaxley była taką piękną kobietą... Podeszła zwinnie do koleżanki z pracy i przywitała się.
- Witaj! Mam nadzieję, że nie przeszkadzam? - zwróciła spojrzenie na mężczyznę i towarzyszących mu chłopców. - Dzień dobry, panom - dodała, ukazując perłowy uśmiech. Nie chciała ich przeganiać, ale chyba powoli mali lordowie się niecierpliwili.




I show not your face but your heart's desire
Powrót do góry Go down
Rowan Yaxley
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t3571-rowan-yaxley https://www.morsmordre.net/t3601-magnus https://www.morsmordre.net/t3618-rowcia https://www.morsmordre.net/f103-fenland-yaxley-manor https://www.morsmordre.net/t3640-rowan-yaxley
Tłumacz i nauczyciel języków obcych, były koroner
29
Szlachetna
Wdowa
When the fires,
when the fires are consuming you
And your sacred stars
won't be guiding you
I got blood, I got blood,
blood on my name
5
11
0
5
0
15
9
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Żywopark   03.12.16 15:47

Ich krótką jak do tej pory wymianę zdań z Lordem Carrowem przerwało niespodziewanie pojawienie się kolejnej osoby. Demelza pracowała wraz z nią w prosektorium. Jest ona inteligentną, niemal sprytną kobietą, która dobrze wie czego chce od życia. W pracy niestety jednak dość często się mijają. Rowan choć często bierze nadgodziny, to i tak pracuje w większości za dnia, za to Demelza z nieukrywaną chęcią garnie się bardziej do pracy po nocach.-Nie, oczywiście, że nie, prawda?-Spojrzała pytająco na mężczyznę obok siebie, bo choć jej niespodziewane towarzystwo jej współpracownicy w żadnym wypadku nie przeszkadzało, tak nie miała pewności czy z kolei on nie będzie miał z tym problemów? Słysząc jednak, że i on nie ma z tym żadnego problemu przedstawiła ich sobie, a następnie skierowała swój wzrok ponownie na brunetkę.-Przyszłaś tu trochę pospacerować przed swoją dzisiejszą zmianą?-Choć nie znały się aż tak dobrze zdawała sobie sprawę, że dziewczyna uwielbia spędzać czas na zewnątrz. Lubiła tą dziewczynę. Co prawda była dość ekscentryczną towarzyszką, ale własnie dzięki temu rudowłosa kobieta nie mogła narzekać na nudę. Raczej na co dzień nie otaczała się takimi osobami jak ona. Początkowo wydawała jej się bardzo próżną osobą, a nawet lekko irytującą, ale dopiero po jakimś czasie spędzonym z tą kobietą zauważało się jej prawdziwą odsłonę i to, że ona sama posiada wiele atutów. Bardzo też ceniła w niej jej skrupulatność w pracy, która była tam wręcz wymagana.




Anguis in herba

But I'm holding on for dear life
Won't look down, won't open my eyes
'Cause I'm just holding on for tonight
Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Wielość
nieskończoność
n/d
n/d
I show not your face but your heart's desire.
0
0
0
0
0
0
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Żywopark   03.12.16 16:12

Zerknęła na lorda Carrowa jak się okazało i uśmiechnęła się szeroko. Chociaż nie był przystojnym mężczyzną ani nie posiadał nic, co kazałoby Demelzie zwrócić na niego swoją uwagę, posiadała wychowanie i szacunek do każdego człowieka. A przecież szlachcice uwielbiali takie niuanse. Przypominało to jej dawny romans z pewnym przystojnym arystokratą, niestety już teraz żonatym i nie mającym dla niej zbyt wiele czasu. Widzieli się na ulicach czy w Ministerstwie Magii, ale były to jedynie przelotne spojrzenia, chociaż widać było, że oboje tęsknili za tą dosłownie nieziemską przygodą. Mało który mężczyzna potrafił zaskoczyć czarnowłosą piękność, ale jemu się to udawało. Za każdym razem i za każdym razem z szybkim biciem serca wyczekiwała ich kolejnego spotkania. Chociaż nie była w nim zakochana, lubiła gdy spędzili razem czas. Potrafił się dobrze nią zająć i nigdy się nie nudziła w jego towarzystwie. Inteligentni mężczyźni stanowili wyzwania i Demelza je uwielbiała.
- Oh, Rowan. Musiałam się przejść, bo duchota w tym Ministerstwie potrafią czasem człowieka wykończyć - odetchnęła szczerze, zdając sobie sprawę, że dotykało to wszystkich jego pracowników i wiedzieli co oznaczała konieczna chwila przerwy. Kobieta odgarnęła dość wolnym, acz płynnym ruchem niesforny kosmyk włosów, które założyła za ucho. Wiedziała doskonale, że lord Deimos to zauważył. - W dodatku pan Smith przyszedł i okropnie śmierdzi - dodała, ściszając głos, gdy wspominała o jednym z koronerów, który uwielbiał patrzeć na ponętne pracownice. Zaśmiała się zaraz po swoich słowach, przypominając sobie, że będzie miała o wiele lepsze towarzystwo tej nocy. Aż ją mrowiło na myśl o nadejściu funkcjonariusza. Spojrzała na Rowan z błyskiem w oku, ciesząc się ze spotkania ten pięknej rudowłosej. Zazdrościła jej tej nieziemskiej urody i wrodzonej elegancji. Podziwiała Yaxley za to, że potrafiła połączyć pracę z byciem kobietą, a co najważniejsze - matką. Ona by tak nie potrafiła.




I show not your face but your heart's desire
Powrót do góry Go down
Rowan Yaxley
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t3571-rowan-yaxley https://www.morsmordre.net/t3601-magnus https://www.morsmordre.net/t3618-rowcia https://www.morsmordre.net/f103-fenland-yaxley-manor https://www.morsmordre.net/t3640-rowan-yaxley
Tłumacz i nauczyciel języków obcych, były koroner
29
Szlachetna
Wdowa
When the fires,
when the fires are consuming you
And your sacred stars
won't be guiding you
I got blood, I got blood,
blood on my name
5
11
0
5
0
15
9
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Żywopark   04.12.16 16:16

Przez chwilę obserwowała Deimosa, który na dłuższą chwilę zawiesił oko na ich nowej towarzyszce. Kobieta ta jest osobą o większym, niż sporym powodzeniem u mężczyzn. Trochę jej tego zazdrościła. Nie samego powodzenia oczywiście, a swobody. Z wiadomych względów nawet nie myślała o rzeczach takich jak związki, bo i tak to nie miałoby większego sensu. Demelze miała w tej sferze całkowicie wolną rękę. Mogła spotykać się z kimkolwiek by nie chciała bez ponoszenia jakichkolwiek konsekwencji.
Słysząc uwagę o panu Smith nie mogła się nie uśmiechnąć. Tak... to nie był raczej za ciekawy człowiek, a brunetka była osobą, która raczej nigdy niechęci do niego nie kryła. Wbrew wszelkim pozorom zespół biura koronera był dość spory. Szczególnie teraz gdy liczba morderstw i "dziwnych" zgonów znacznie wzrosła. I chociaż było ich z pozoru wystarczająco, to i tak żadne z nich na brak pracy nie narzekał. No może pan Smith, któremu w głowie były inne rzeczy niż praca...-Obawiam się, że przed nim nie uciekniesz.-No chyba, że ten uda się na swoją jakże "zasłużoną" emeryturę.




Anguis in herba

But I'm holding on for dear life
Won't look down, won't open my eyes
'Cause I'm just holding on for tonight
Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Wielość
nieskończoność
n/d
n/d
I show not your face but your heart's desire.
0
0
0
0
0
0
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Żywopark   04.12.16 16:36

Zaśmiała się perliście po raz drugi, słysząc odpowiedź swojej towarzyszki. Tak. To akurat była prawda. Chociaż Demelza nie musiała uciekać przed ich współpracownikiem. W sumie wystarczyło, żeby przyspieszyła kroku. Ten staruch ledwo powłóczył nogami, więc nie mógł liczyć nawet na obmacanie zgrabnej talii swoich pań koroner. Wszystkie wymykały mu się, zanim zdołał nawet choćby o tym pomyśleć. Smutny. Smutny człowiek z tego pana Smitha. Na pewno jednak posiadał sporą wiedzę na temat ich pracy, a czarnowłosa potrafiła uśpić w nim męskie czynniki i wykorzystywała to, co posiadał w głowie. Czasami nawet gdy spał na kozetce wykradała jego zapiski, by móc się z nich pouczyć. Pokazała je jedynie Rowan, gdy ta zdobyła jej zaufanie i szacunek, co wydarzyło się bardzo szybko. Obie nauczyły się w sumie kilku naprawdę interesujących rzeczy. To był ich taki mały sekret.
- Chyba powinnam już wracać. Umówiłam się z Maggie na obiad. Może później zechciałabyś do nas dołączyć, Rowan? - spytała lekko. - Oczywiście nie jemy na prosektorium - dodała, patrząc na zaskoczonych chłopców, którzy zaraz schowali się ponownie za swoim towarzyszem. - Pewnie będziemy tam siedziały do szóstej. Na razie mamy nieco luźniejszy dzień, ale coś czuję, że noc będzie dość pracowita.
Zagryzła dolną wargę, zanim wzruszyła ramionami, a loki podskoczyły równocześnie z jej gestem.
- No, nic. Nie będę wam przeszkadzać. Miło było poznać lordzie Carrow - dodała, dygając zgrabnie i przejeżdżając dłonią po ramieniu Rowan na pożegnanie. Po czym obróciła się i odeszła, uśmiechając się do siebie szeroko.

|zt




I show not your face but your heart's desire
Powrót do góry Go down
Rowan Yaxley
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t3571-rowan-yaxley https://www.morsmordre.net/t3601-magnus https://www.morsmordre.net/t3618-rowcia https://www.morsmordre.net/f103-fenland-yaxley-manor https://www.morsmordre.net/t3640-rowan-yaxley
Tłumacz i nauczyciel języków obcych, były koroner
29
Szlachetna
Wdowa
When the fires,
when the fires are consuming you
And your sacred stars
won't be guiding you
I got blood, I got blood,
blood on my name
5
11
0
5
0
15
9
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Żywopark   04.12.16 17:06

Demelza była pewnego rodzaju ich formą odskoczni w pracy. Zawsze potrafiła rozładować napięcia, a dodatkowo buzia nigdy jej się nie zamykała i jej szczebiotanie towarzyszyło im wszystkim w pracy cały czas. Rudowłosa jakoś szczególnie nawet na to nie narzekała. Lubiła ja słuchać, choć czasami mówiła o takich nonsensach, że najchętniej to wsadziłaby ją do jednej z szuflad w kostnicy.
W takich chwilach najlepiej było po prostu jej nie słuchać. Wyłączyć się całkowicie na to co mówi i robić swoje. Chyba niektórzy jej współpracownicy żałowali i szczerze jej zazdrościli, że niestety oni tak nie potrafią. Powinni zainwestować w zatyczki do uszu... albo w zaklęcie uciszające.
-Z chęcią.-Przyda jej się takie zwykłe wyjście na plotki. Słysząc jej kolejną uwagę zerknęła na chłopców stojących nieopodal, którzy wyglądali na co najmniej zniesmaczonych.-Byłoby to co najmniej niekomfortowe.-Nie chciała wiedzieć co brunetka ma na myśli mówiąc "pracowita", tym bardziej widząc wyraz jej twarzy. Dla własnego dobra psychicznego nie będzie jednak nawet pytać...
-Nie przeszkadzasz.-Odrazu zaprzeczyła aby kobieta nie poczuła się w jakikolwiek sposób urażona.-Do zobaczenia-Uśmiechnęła się do niej lekko, a następnie odprowadziła kobietę wzrokiem, a następnie ponownie powróciła do rozmowy z mężczyzną wciąż wytrwale stojącym u jej boku.

|zt




Anguis in herba

But I'm holding on for dear life
Won't look down, won't open my eyes
'Cause I'm just holding on for tonight
Powrót do góry Go down
Cressida Fawley
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5557-cressida-fawley https://www.morsmordre.net/t5573-piorko https://www.morsmordre.net/t5571-cressida https://www.morsmordre.net/f117-cumberland-ambleside-dwor-fawleyow https://www.morsmordre.net/t5580-cressida-fawley
Malarka
20
Szlachetna
Zamężna
To właśnie jest wspaniałe w malarstwie:
można przywołać coś, co się utraciło i zachować to na zawsze.
18
12
0
0
5
0
10
0
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Żywopark   19.03.18 22:58

| 11.06

Śnieg. To właśnie on od jakiegoś tygodnia doskwierał mieszkańcom Anglii. Cressida nigdy nie widziała takich ilości śniegu nawet w środku zimy, więc za każdym razem, gdy wyglądała przez okno, czuła duże zdziwienie widokiem, który z pewnością byłby bajkowy, gdyby nie to, że spowodowały go anomalie. Te same straszne anomalie, które od początku maja budziły w niej niesłabnący lęk i niepokój.
Na pewno doceniłaby widok przepięknie ośnieżonych drzew, gdyby nie to, że powinno trwać lato, a gałęzie powinny uginać się pod ciężarem liści, nie śniegu. Przez całą zimę czekała na wiosnę i lato, ale niestety została ich pozbawiona na nie wiadomo jak długo.
Zimowe pejzaże też miały swój urok, jeśli zapomnieć, skąd się wzięły i spojrzeć na nie okiem artysty. Otrzymała nawet kilka zamówień na zimowe krajobrazy; byli czarodzieje, którzy koniecznie chcieli uwiecznienia na płótnie tej niespotykanej anomalii pogodowej, by dołączyć jej wspomnienie do swojego zbioru niezwykłych osobliwości, którymi mogli szokować innych. W większości byli to ludzie, którzy praktycznie nie ucierpieli na kaprysach pogody i dla których ten śnieg był przede wszystkim ciekawostką.
W ogrodzie magibotanicznym pojawiła się w poszukiwaniu inspiracji. Lubiła to miejsce, było jednym z jej ulubionych w Londynie. O ile za samym miastem nie przepadała, tak niektóre jego magiczne zakątki były czymś, co żal byłoby pominąć tylko przez przyzwyczajenie do egzystowania w odludnych dworach z dala od miejskiego zgiełku. Jej rodzice lub guwernantka kilka razy zabrali ją tu, gdy była dzieckiem, a później nastolatką, by mogła obejrzeć rośliny, które nie rosły w Charnwood ani w rodowych szklarniach Flintów. Gdy dorosła i nauczyła się teleportacji, czasem przybywała tu sama, kilka razy z narzeczonym i później mężem.
Rośliny w ogrodzie raczej nie były przygotowane na opady śniegu w czerwcu, ale opiekunowie tego miejsca z pewnością odpowiednio zabezpieczyli wrażliwsze gatunki. Ku jej zaskoczeniu ruchome krzewy w żywoparku, które w dzieciństwie tak ją intrygowały, wciąż działały, choć teraz każdy z krzewów nosił czapeczkę z białego puchu, a ich zieleń była znacznie mniej nasycona. Gdy przechodziła, ostrożnie stawiając kroki na zaśnieżonym trawniku i unosząc dłonią brzeg sukni, by nie zamokła od śniegu, wycięta z krzewu dama dygnęła, a towarzyszący jej mężczyzna skłonił się. Kawałek dalej wiewiórka poruszyła ogonem, a ptak zatrzepotał skrzydłami, zrzucając z siebie śnieg. Cressida uśmiechnęła się lekko, zastanawiając się, jak oddać ruchome krzewy na szkicu, i właśnie wtedy jej oczom ukazała się postać, która zdecydowanie nie została wyrzeźbiona z krzewu.
Na widok mężczyzny zarumieniła się pod piegami.
- Dzień dobry, lordzie Shafiq – powitała go grzecznie, wciąż onieśmielona widokiem jednego z kuzynów Nephthys, który ze swoją egzotyczną aurą zupełnie nie pasował do tego zimowego krajobrazu. W jego rodzinnych stronach pewnie nawet nie znano śniegu.




Wszyscy chcą rozumieć malarstwoDlaczego nie próbują zrozumieć śpiewu ptaków?

Powrót do góry Go down
Zachary Shafiq
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5831-zachary-shafiq#137692 https://www.morsmordre.net/t5852-ammun#138411 https://www.morsmordre.net/t5853-zaloz-szalik-bo-zmarzniesz https://www.morsmordre.net/f145-wyspa-man-siedziba-rodu-shafiq https://www.morsmordre.net/t5865-zachary-shafiq#138732
Uzdrowiciel
24
Szlachetna
Kawaler
My manner, sir; it looks insubordinate but it isn't, really.
7
3
8
17
0
0
6
5
Zwierzęcousty
 magic

PisanieTemat: Re: Żywopark   21.03.18 14:14

W ciągu tych kilku lat, od kiedy sprowadził się do Anglii, zdążył w pewien sposób przywyknąć do chłodu i pewnej szarugi zdobiącej ten europejski kraj. Nigdy nie śmiał porównywać tego braku koloru do rodzinnych stron, za którymi tęsknił każdego dnia, a tym samym nie miał śmiałości twierdzić, że zachodnia Europa zaskoczy go w tak niespodziewany sposób. Śnieg w czerwcu, w miesiącu, w którym zwykł spacerować w lekkich szatach po ogrodach i zażywać długich kąpieli w rześkiej wodzie, objawił się tak nagle. Wprawdzie powinien przyzwyczaić się do niespodziewanych zdarzeń, wszak od początku maja pojawiały się różne, dziwne anomalie, których wyjaśnić nie potrafił. Mógłby próbować zasięgnąć wiedzy prosto do dziadka, lecz z uwagi na te wszystkie wypadki, nie miał ku temu możliwości. Znosił trudy życia na własną rękę, próbując radzić sobie tak, jak został tego nauczony.
Nie znosił śniegu. Był tego tak absolutnie pewien, jak wiedział, że potrafił rozmawiać ze zwierzętami. Dar jego przodków stanowił najbardziej stałą rzecz w jego życiu i miał nigdy go nie opuścić, toteż niemal w każdej chwili tkwił w radosnym towarzystwie ptasich odgłosów, wysłuchując ich tak, jak przystało na prawdziwego uzdrowiciela. Dzielił z nimi troski, problemy, obnażał przed nimi swoje osiągnięcia, w zamian zyskując możliwość poznania ich świata w sposób, w jaki nie mógł pozwolić sobie przeciętny czarodziej. Wyjątkowość ta nie czyniła z niego jednak człowieka zadufanego w sobie. Skrycie objawiał swój talent w samotności, znacznie rzadziej prezentując go przed rodziną. Właściwie tylko przed dziadkiem i samym Ramesesem miał śmiałość toczyć dysputy tak, jakby znajdowali się w większym gronie. Wtedy też śmiał się z ripost Ammuna, rzucając bratu przepraszające spojrzenie, rzadko udzielając odpowiedzi, która miałaby rozjaśnić sytuację. Niezręczność ta była wpisana w jego życie i przestał na nią reagować, w zamian zajmując się tym, co potrafił robić. Uzdrawiał ludzkie rany i pomagał im wieść zdrowy żywot, bowiem tego uczył się przez całe życie. Sam z siebie, dla części bliższych bądź dalszych znajomych był treserem ptaków, nigdy nie zdradzając przed nimi, w jaki sposób tak łatwo mu to przychodziło.
Dużo trudniej radził sobie z poruszaniem, się po Londynie. Droga do szpitala była instynktowna, lecz po ponad siedmiu latach nie potrafił odnaleźć wszystkich miejsc, do których jakoś udało mu się dotrzeć. Podobnie było z żywoparkiem, po którym mógłby spacerować znacznie częściej, gdyby nie otaczający go zewsząd śnieg. Zimno wdzierające się pod szaty przyprawiało go o dreszcze, jasno sygnalizując, że po powrocie na wyspę będzie musiał zażyć gorącej kąpieli i równie ciepłej shay. Myśl ta sprawiała, że pragnął jak najszybciej wrócić do swych komnat, lecz widząc Ammuna przedzierającego niebo ponad nim, nie potrafił tak po prostu odebrać mu tej wolności. Raróg, który nigdy nie był prezentem, a najprawdziwszym towarzyszem, potrafił w pewien sposób nim manipulować. Nie zaprzeczał temu i spełniał zachcianki swojego ptasiego przyjaciela, ciesząc się każdą chwilą, w której on był szczęśliwy. W zamian posiadał kogoś, kto nie dzielił się sekretami swojego pana, był posłuszny zgodnie z egipskimi zasadami i ostrzegał go, gdy miało dojść do konfrontacji z kimś, przy kim nie mógł czuć się w pełni bezpiecznie. Donośny dźwięk wydany przez Ammuna sprowadził go bliżej zimnej, skutej w białym puchu ziemi oraz skrzypiących odgłosów niedaleko stąd.
Wyciągnął ramię ku górze i zagwizdał głośno, przywołując do siebie raroga, by chwilę później zwrócić się ku witającej go młodej damie. Na jego twarzy gościły spokój i opanowanie połączone wraz z intensywnym myśleniem – wciąż miewał problemy z zapamiętaniem wszystkich, z którymi miewał styczność. W tym przypadku okazało się to jednak nieco łatwiejsze i dość szybko rozpoznał Cressidę Fawley, przyjaciółkę drogiej Nephtys, toteż lekko uniósł kąciki ust ku górze, skupiając całą uwagę na niej.
Witaj, lady Fawley — odparł krótko, w tej samej chwili wyczuwając ciężar Ammuna na ramieniu, a chwilę później jego dziób ocierający się o policzek. Ten krótki moment czułości ofiarowany Zachary’emu sprawił, że Shafiq sięgnął do kieszeni i wyciągnął niewielką małego owada, by ofiarować go rarogowi, który równie szybko wzbił się w powietrze i odleciał, aby z bezpiecznej odległości obserwować rozpoczętą konwersację.
Zachary jednak był przez ten moment milczący. W całości poświęcał się zwyczajowi wręczenia przysmaku Ammunowi i dopiero po chwili opuścił ramię, na powrót zwracając się ku Cressidzie.
Absolutnie nie rozumiem, jak wy – Anglicy – znosicie ten śnieg — skomentował cicho, ostentacyjnie przydeptując nienaruszony śnieg obok, by wydał z siebie ciche skrzypienie. — Nie jest ci zimno, Cressido? — zapytał nieco głośniej, zerkając ku jej szatom. W oczach Zachary’ego wydawały się być znacznie lżejsze niż jego, choć rzeczywistość zapewne była zupełnie inna.




Do just what

you want to
Powrót do góry Go down
Cressida Fawley
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5557-cressida-fawley https://www.morsmordre.net/t5573-piorko https://www.morsmordre.net/t5571-cressida https://www.morsmordre.net/f117-cumberland-ambleside-dwor-fawleyow https://www.morsmordre.net/t5580-cressida-fawley
Malarka
20
Szlachetna
Zamężna
To właśnie jest wspaniałe w malarstwie:
można przywołać coś, co się utraciło i zachować to na zawsze.
18
12
0
0
5
0
10
0
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Żywopark   21.03.18 23:19

Cressida, która spędziła większość życia w Anglii, była przyzwyczajona do typowej brytyjskiej pogody, w której nie brakowało pochmurnych i deszczowych dni. Jej niezwykle jasna skóra piegowatego rudzielca nie najlepiej znosiła intensywne słońce. W gorętsze letnie dni musiała chować się w cieniu, choć wystarczyło niewielkie muśnięcie słońca by na buzi pojawiały się piegi; opalenizna była zresztą niezbyt ceniona na salonach i tylko u Shafiqów była czymś normalnym i nie budzącym kontrowersji; oni nawet zimą wyróżniali się śniadością na tle bladolicych Anglików z wyższych sfer, którzy nawet w tak trywialnym aspekcie starali się odróżniać od zwykłych ludzi.
Pogoda nie doskwierała tylko czarodziejom, także zwierzętom i roślinności. Jej ptasi przyjaciele sporo wycierpieli. Wiedziała o tym, bo za sprawą swojej zdolności miała niezwykły dostęp do ich świata. Ptaki towarzyszyły jej od wczesnych lat dziecięcych, właściwie nie pamiętała już czasów sprzed odkrycia swojego daru. Odkąd sięgała pamięcią, gdy tylko opuszczała mury dworu towarzyszył jej gwar ptasich głosów niezrozumiałych dla nikogo poza nią. Ptaki opowiadały jej ciekawe historie i dotrzymywały towarzystwa w lesie, wskazywały interesujące zakątki lub ostrzegały przed zagrożeniami. Zawsze też w jakiś sposób wyczuwały jej dar, i mogła z nimi rozmawiać inaczej niż z ludźmi, mogła czuć się bardziej swobodnie, nie oceniana na każdym kroku. Rodzina i znajomi wiedzieli o jej umiejętnościach, w dzieciństwie często można było ją zaobserwować podczas rozmów z ptakami, lub wręcz chodzącą z zaprzyjaźnionym ptakiem na ramieniu; wtedy nie dbała jeszcze o ukrywanie się ze swoją odmiennością, tak dumna z tego, że chociaż w jednej rzeczy może być lepsza od siostry. Zaczęła być bardziej ostrożna dopiero podczas nauki w szkole, oraz podczas wyjść w publicznie dostępne miejsca.
Cressida wyglądała dość charakterystycznie, odróżniając się od innych dam rudością kosmyków i piegowatością bladej cery. Intensywnie zielone oczy kontrastowały z ciemnorudą barwą włosów, podobnie jak niebieska suknia i ciemniejszy o kilka odcieni płaszczyk. Jej odzienie wyglądało jednak jak przystało na jej pozycję. Członków rodu Shafiq dało się rozpoznać jeszcze łatwiej, wyróżniali się, a i sama Cressida miała z nimi do czynienia, szczególnie ze swoją rówieśniczką Nephthys, choć miała okazję poznać też jej ojca, siostry i niektórych kuzynów.
Zachary zdawał się zupełnie nie pasować do tego krajobrazu, zupełnie jakby przybył z jakiejś innej bajki. Ale młódka nie mogła nie zauważyć ptaka kołującego nad nim, a potem, po gwiździe, lądującego na jego ramieniu. Była niemal pewna, że to raróg. Było w tym coś urzekającego i doskonale znanego jej z własnego życia, miała do czynienia z ptakami od dziecka i udawało jej się je oswajać z łatwością niedostępną dla osób nieposiadających daru zwierzęcoustości. Nephthys wspominała jednak, że w Egipcie istnieli czarodzieje, którzy hodowali i obłaskawiali drapieżne ptaki, więc to jeszcze nie musiało niczego oznaczać. Ostatecznie Brytyjczycy też hodowali sowy i inne ptaki pocztowe i nawet niezwierzęcouści bez problemu zwabiali je na swoje ramiona.
- Jest naprawdę piękny – powiedziała z podziwem, patrząc, jak stworzenie zjada owada podsuniętego mu przez mężczyznę, po czym odlatuje. – Najwyraźniej doskonale pana zna – dodała, niepewna, czy może użyć swobodniejszej formy; ten mężczyzna zawsze ją onieśmielał, ilekroć gościła u Nephthys.
- My też nie jesteśmy przyzwyczajeni do takich ilości śniegu, a już na pewno nie w czerwcu – wyjaśniła; dla niego pewnie śnieg był jeszcze bardziej uciążliwy. W jego stronach chyba nie było śniegu ani prawdziwej zimy, więc Anglia musiała stanowić spory kontrast nawet bez anomalii. – Owszem, trochę jest – dodała, lekko się rumieniąc, gdy usłyszała swoje imię padające z jego ust. A może po prostu to zimno znaczyło swoje ślady na jej policzkach; ona również nie była przyzwyczajona do mrozów i śniegu, choć ubrała się ciepło, choć nawet to nie wystarczało w pełni, by uchronić wątłe ciałko przed odczuwaniem chłodu. – Ale stęskniłam się za ogrodem magibotanicznym. Poza tym... jako artystka potrzebuję inspiracji. Jak mam malować zimę, oglądając ją tylko z okien dworu? – zastanowiła się. Od czasu nadejścia anomalii opuszczała dwór raczej rzadko, ale zamknięcie w murach też nie służyło jej najlepiej. Kiedyś była Flintówną, dzieckiem lasu przyzwyczajonym do spędzania dużej ilości czasu na wolnym powietrzu. – Zastanawiam się, co pana sprowadza do zaśnieżonego Londynu. Czyżby chwila wytchnienia po pracy w Mungu? Zapewne jest jej sporo – zapytała po chwili, mając nadzieję, że nie poczuje się urażony, ale cóż, brakowało jej konwersacji z ludźmi spoza rodziny, a to z nimi stykała się przez ostatnie tygodnie najczęściej.




Wszyscy chcą rozumieć malarstwoDlaczego nie próbują zrozumieć śpiewu ptaków?

Powrót do góry Go down
Zachary Shafiq
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5831-zachary-shafiq#137692 https://www.morsmordre.net/t5852-ammun#138411 https://www.morsmordre.net/t5853-zaloz-szalik-bo-zmarzniesz https://www.morsmordre.net/f145-wyspa-man-siedziba-rodu-shafiq https://www.morsmordre.net/t5865-zachary-shafiq#138732
Uzdrowiciel
24
Szlachetna
Kawaler
My manner, sir; it looks insubordinate but it isn't, really.
7
3
8
17
0
0
6
5
Zwierzęcousty
 magic

PisanieTemat: Re: Żywopark   24.03.18 16:50

Przez te siedem lat zamieszkiwania Wielkiej Brytanii Zachary nigdy nie czuł się gorzej niż niekomfortowo. Nie pozwalał swoim emocjom szaleć i okazywać ich w żaden widoczny sposób. Rozchwianie nie było wskazane i zalecane w jakiejkolwiek formie. Otaczający go śnieg, spływające z nieba płatki były jednak częścią tego, co powodowało ten brak komfortu. Sztywność angielskiej arystokracji sprawiała, że jego kręgosłup błagał o wyzwolenie po całym dniu przebywania pośród ludzi. Oczekiwania dziadka, ojca czy samego nestora spełniał najlepiej jak potrafił, lecz tym samym męczył się okropnie. Pobyt tutaj – z dala od wszędobylskich obserwujących go uważnie spojrzeń – miał stanowić chwilę odpoczynku od codzienności. Żywił przez moment nadzieję, że tak właśnie będzie, ale samotność została zniszczona.
Oczywiście nie miał tego za złe Cressidzie. Nie mogła mieć pojęcia o rozterkach targających młodego szajcha Doliny Królów i wątpliwym było, by je kiedykolwiek poznała. Dzieląca ich przepaść nie miała prawa zostać zasypana jedną czy dwiema rozmowami pozbawionymi szlacheckich konwenansów. Z resztą nie istniał jeden konkretny sposób, aby ich tutaj uniknąć. Oboje reprezentowali swoje rodziny i wymagano od nich przestrzegania standardów wyznaczających relacje między ludźmi. W takich chwilach brakowało mu tradycyjnego, arabskiego posłuszeństwa. Niemal tęsknił za głębokimi ukłonami kobiet oraz ich oczekiwaniem na pozwolenie, by ta tortura dobiegła końca. Lubował się w tym widoku. Nigdy nie czuł się źle z tego powodu. Uważał to za coś naturalnego i doprawdy dziwił się, że większość angielskich dam pozwalało sobie na taki brak szacunku. Próba walki z tym była jednak z góry skazana na porażkę. Wysoce posunięte kontakty z mugolami i ich szeroko pojęta swawola niszczyły wieki pięknych tradycji, których on sam przestrzegał na każdym kroku.
Czasami zastanawiał się, jakby to było, gdyby nigdy nie opuścił Egiptu. Myśl ta napawała go strachem. Nie byłby tam szczęśliwy, przebywając z dala od braci, od pozostałych krewnych, z którymi zdążył się zżyć, od znajomych, którzy stanowili ważną oś jego towarzyskiego życia. Byłby samotny w każdy możliwy sposób i poniekąd tego pragnął, skoro wykorzystał chwilę na ucieczkę do miejsca, w którym powinno przebywać niewielu ludzi z uwagi na szalejącą pogodę. Podróż ta zatem zakończyła się powrotem z utarczek samotnego człowieka do obecności młodej córki Flintów. Jej niewinność wypisana na twarzy kazała mu trzymać się z daleka. Od lat i znajomość polegała na ostrożnym poruszaniu się tak, aby żadne niebezpieczne gesty czy słowa nie naruszyły rodowych relacji. Zachary nie potrafił naruszyć czyjejś zażyłości, zyskując coś własnym kosztem, choć dobrze wiedział, że gdyby rozchodziłoby się o bezpieczeństwo jego braci czy sióstr, nie miałby skrupułów. Ammun również był tego świadom, będąc największym powiernikiem tajemnic młodego szajcha. Aura otaczająca jego i raroga zdawała się trzymać Cressidę na jeszcze większy dystans; był z tego zadowolony. Nikt nie miał prawa naruszać tego daru i próbować korzystać z niego dla własnej korzyści. Zbyt wielkim szacunkiem darzył mądrość swych przodków, a szczególnie nauki dziadka związane z wprawnym posługiwaniem się mową zwierząt.
Mam go od pisklaka — odpowiedział, posyłając Cressidzie uprzejmy uśmiech, przemilczając tym samym oczywistość jej kolejnego zdania. Nie widział potrzeby zaznajamiania jej ze szczegółami więzi z Ammunem.
Wszyscy już słyszeliśmy o anomaliach i dziesiątkach wypadków — dodał, zerkając w niebo, by dostrzec latającego nad nimi raroga. — Niebezpiecznie jest korzystać z własnej różdżki. Wiele ryzykujemy, przebywając tutaj. Nie wiemy, czy nie spotka nas kolejne naruszenie magii. — Sam nie wiedział, skąd wzięło się w nim to poniekąd absurdalne stwierdzenie. Uważał je jednak za istotne dla tego, co powiedział chwilę wcześniej, a Zachary nigdy nie bawił się w bezcelowe bawienie słowem, choć za wszelką cenę unikał jasnych deklaracji co do tego, za kim i za czym się opowiadał. Jako uzdrowiciel cenił sobie neutralność i pomagał wszystkim, nie czyniąc wyjątku. Nie mógł bezdusznie patrzeć na ludzkie cierpienie, a widok bólu oraz uczucie z nim związane, które z osobistych powodów w nim tkwiło, czyniły z niego cel niezwykle łatwy.
Potrzebowałem chwili wytchnienia — stwierdził krótko — a Ammun musiał rozprostować skrzydła. Przez cały ten śnieg nie posyłałem go z listami. Tkwił zamknięty w murach posiadłości, więc dzisiaj ma chwilę swobody, z której może dowolnie korzystać. Być może znajdzie tutaj inspirację, której i ty szukasz. Czy widok szalejącej śnieżycy zza okna nie jest inspirujący? — Pojęcie Zachary’ego w kwestii sztuki nie było zbyt wielkie wobec abstrakcyjnego świata malarstwa. Lubował się w książkach i muzyce, poświęcając im należytą uwagę. Do obrazów żywił jedynie namiastkę uczuć, dostrzegając w nich jedynie kawałek historii zapisany pędzlem i farbami.
Praca w szpitalu zawsze jest wyczerpująca — rzekł, jedynie zerkając w stronę Cressidy, więcej uwagi poświęcając widokowi poruszających się posągów wyciosanych w żywoliściach. Z uwagi na śnieg nie umiał dokładnie doprecyzować gatunku, z jakim mieli tu do czynienia, jednak naprawdę doceniał pracę ludzi, którzy tego dokonali. Był im na swój sposób wdzięczny, że podjęli się tego wysiłku kierowani zapewne inspiracją, której poszukiwała jego towarzyszka.
Czy krzewy żywoliści niosą poszukiwaną inspirację? — zapytał cicho, patrząc uważnie w stronę krzewu dżentelmena poruszającego kapeluszem, by strzepnąć z niego śnieg. Niemal instynktownie Zachary zrobił to samo z ośnieżonym szalem, który starannie owinął wokół szyi i głowy, stwarzając sobie całkiem solidną ochronę przed pogodą. Oba końce spływały idealnie po ramionach, przywodząc szajchowi myśli, że naprawdę nie pasował do miejsca, w którym się znalazł. Nie do końca znany mu absurd tego wewnętrznego stwierdzenia sprawił, że roześmiał się krótko, zamykając oczy i odchylając głowę ku niebu.




Do just what

you want to
Powrót do góry Go down
Cressida Fawley
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5557-cressida-fawley https://www.morsmordre.net/t5573-piorko https://www.morsmordre.net/t5571-cressida https://www.morsmordre.net/f117-cumberland-ambleside-dwor-fawleyow https://www.morsmordre.net/t5580-cressida-fawley
Malarka
20
Szlachetna
Zamężna
To właśnie jest wspaniałe w malarstwie:
można przywołać coś, co się utraciło i zachować to na zawsze.
18
12
0
0
5
0
10
0
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Żywopark   26.03.18 15:45

Cressida zdawała sobie sprawę z różnic kulturowych, które pogłębiały przepaść. I choć przy Nephthys potrafiła zachowywać się naturalnie i spokojnie, tak starsi, męscy członkowie rodziny budzili w niej onieśmielenie i obawy, że niechcący i nieświadomie zrobi coś, czym ich urazi. Wiedziała co nieco o tym, że w ich kulturze stosunki między kobietami i mężczyznami były jeszcze bardziej sztywne niż w Anglii, nawet w obrębie rodziny, a co dopiero do obcych. Shafiqowie zdawali się bardzo ostrożni i zdystansowani w swej asymilacji, często mieszali się w obrębie własnej rodziny, niechętni do mieszania krwi z Brytyjczykami, tak jak Brytyjczycy byli niechętni do mieszania krwi z niższymi warstwami społecznymi. Także Cressidę odrzucała wizja rozrzedzania krwi i zaprzepaszczania krążącej w niej od wieków magii, ale wciąż zaskakiwała ją czasem ta odrębność egipskiego rodu, choć ich dbałość o własne tradycje była godna podziwu.
Musiała jednak zachowywać się ostrożnie, stając twarzą w twarz z jednym ze Shafiqów. Przy członku jednego z brytyjskich rodów byłoby łatwiej; bez względu na ewentualne rodowe podziały wszyscy dorastali w jednej kulturze i otrzymywali podobne wychowanie. Ale przybysz z egzotycznego kraju był zagadką, a bardzo nie chciała go czymś urazić. Nie spodziewała się tego spotkania i nie była na nie przygotowana, zapewne zaskoczyła również mężczyznę swym nagłym pojawieniem się.
W tej scenerii wyglądała jeszcze bardziej uroczo i niewinnie, niczym delikatna, rudowłosa nimfa przechadzająca się między krzewami żywoliści obsypanymi śniegiem.
Pokiwała głową z podziwem, słysząc, że mężczyzna miał swojego ptasiego przyjaciela od pisklęcia. Jako osoba zwierzęcousta, doświadczona w tej materii bardziej niż ludzie nie posiadający daru rozmawiania z ptakami, mogła zauważyć, że między ptakiem a jego panem istniała jakaś więź wykraczająca poza standardowe stosunki czarodzieja i ptaka pocztowego. Sama aż zatęskniła za własnym ptasim przyjacielem z dzieciństwa, który niestety już wyzionął ducha ze starości. Miała jednak zamiar poprosić męża o zrobienie małej ptaszarni dla poszkodowanych przez anomalie ptasząt, którymi mogłaby się zaopiekować.
- Zgadza się. Rozsądek nakazywałby rezygnację z używania magii bez potrzeby i opuszczanie posiadłości, ale ta izolacja bywa męcząca – przytaknęła; coraz bardziej przytłaczało ją to utkwienie w czterech ścianach, więc musiała wyrwać się choć na trochę, w nadziei że nic się nie stanie, że anomalie szczęśliwie ją ominą. Nie używała różdżki jeśli nie było to absolutnie konieczne, odkąd przekonała się, że z czarami dzieją się niepokojące rzeczy. Ptaki z kolei przynosiły informacje o wydarzeniach poza dworem, o spustoszeniach jakie anomalie wywoływały na terenach otaczających posiadłość, ale i dalej. Mimo strachu czuła tęsknotę za wolnością i pełną swobodą, bez lęku i obaw.
- To tak samo, jak i ja – rzekła. – Ptakom na pewno jest teraz trudno, znoszą anomalie nie lepiej niż my. Moja sowa też jest znużona zamknięciem w czterech ścianach i niemożnością częstszego rozprostowania skrzydeł. – Zarumieniła się, kiedy uświadomiła sobie, jak dziwnie może to brzmieć dla osób postronnych nie mających pojęcia o tym, skąd Cressida wie, jak czują się ptaki. Ale każdego dnia słuchała marudzenia Piórka, która tęskniła za nocnymi lotami, a młódka bała się ją wypuszczać na długo w obawie przed pogodą. Szybko zmieniła więc temat. – Jest inspirujący, ale nie pozwala poczuć śnieżnej aury tak samo, jak spacer na zewnątrz. Oczywiście mogłabym przejść się po ogrodzie wokół dworu, ale jego mogę zobaczyć codziennie kiedy tylko zechcę, a w Londynie nie bywam często. Przedłużająca się rutyna nie wpływa dobrze na twórcze natchnienie.
Poszukiwała odmiany, nie czegoś, co oglądała codziennie. Nawet osoby o spokojnym temperamencie nudziły się przedłużającą się rutyną i monotonią, i nawet samotnicy potrzebowali czasem towarzystwa, a artyści – nowych inspiracji twórczych.
- Ale to godne podziwu, zaangażowanie się w taką pracę, zwłaszcza teraz, kiedy anomalie robią tyle złego – powiedziała cicho. Jej rodziny też nie ominęły pewne komplikacje, jej matka ucierpiała w wyniku wybuchu z nocy pierwszego maja i także potrzebowała interwencji uzdrowicieli z Munga.
Rozejrzała się dookoła; bystre, zielone oczy śledziły ruchy krzewów, które mimo śniegu i zimna dalej prowadziły swoje niby-życie. Najwyraźniej niektóre rzeczy pozostawały niezmienne pomimo (oby przejściowych) problemów.
- Na pewno są urozmaiceniem, choć ogrody Fawleyów również są niezwykłe – rzekła, przechadzając się powoli, a śnieg lekko skrzypiał pod jej bucikami. O ile Flintowie nie mieli typowych wymuskanych ogrodów, tak dla Fawleyów ich ogrody były dumą i nie bez powodu wiele ważnych dla rodziny wydarzeń odbywało się pod gołym niebem, przynajmniej do czasu nadejścia anomalii. – Jedna z pańskich kuzynek opowiadała mi kiedyś co nieco o waszych rodzinnych stronach. Nie tylko nie macie tam śniegu, ale też takiej ilości roślinności, choć ogrody w waszej posiadłości pewnie robią wrażenie, a niebo rzadziej niż tu okrywa się chmurami.




Wszyscy chcą rozumieć malarstwoDlaczego nie próbują zrozumieć śpiewu ptaków?

Powrót do góry Go down
 

Żywopark

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dalsze dzielnice :: London Borough of Enfield :: Ogród botaniczny im. Beaumonta Marjoribanksa-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18