Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Zachary Shafiq

Go down 
Autor toWiadomość
Zachary Shafiq
Zachary Shafiq

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5831-zachary-shafiq#137692 https://www.morsmordre.net/t5852-ammun#138411 https://www.morsmordre.net/t5853-zaloz-szalik-bo-zmarzniesz https://www.morsmordre.net/f145-wyspa-man-siedziba-rodu-shafiq https://www.morsmordre.net/t5866-skrytka-bankowa-nr-1444#138736 https://www.morsmordre.net/t5865-zachary-shafiq#138732
Zawód : Ordynator oddziału zatruć eliksiralnych i roślinnych, Wielki Wezyr rodu
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony
Never one
without the other
OPCM : 22
UROKI : 8
ELIKSIRY : 8
LECZENIE : 25
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 3
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Zwierzęcousty
 magic

Zachary Shafiq Empty
PisanieTemat: Zachary Shafiq [odnośnikZachary Shafiq I_icon_minitime02.03.18 19:24


Zechariah „Zachary” Azhar Shafiq

Data urodzenia: 17 marca 1932
Nazwisko matki: Shafiq
Miejsce zamieszkania: posiadłość rodu na terenie Wielkiej Brytanii
Czystość krwi: czysta szlachetna
Status majątkowy: bogaty
Zawód: Ordynator oddziału zatruć eliksiralnych i roślinnych
Wzrost: 181 cm
Waga: 82 kg
Kolor włosów: czarne
Kolor oczu: błękitnoszare
Znaki szczególne: egzotyczna uroda, rodowa biżuteria na dłoniach, długie szale osłaniające szyję i głowę na podobieństwo turbanu, blizna po rozszczepieniu na lewym ramieniu, blizny po Lamino Glacio na plecach, podłużna blizna w okolicy podbrzusza


W moich żyłach – prócz krwi – płynie piasek Doliny Królów.


Urodził się w Egipcie tak samo, jak jego starsi bracia. Nigdy nie poznał prawdziwych motywów tej decyzji. Wiedział jedynie tyle, że ojciec i matka w 1931 roku wyjechali z Anglii, zostawiając jego starszych braci pod opieką krewnych. On sam nigdy też nie pragnął znać odpowiedzi na pytania związane z tą sytuacją. Był im wdzięczny, że otrzymał szansę przyjścia na świat w prawowitym mu miejscu, choć tym samym nie miał idealnego kontaktu z braćmi. Był najmłodszy z ich trójki, a dzieląca ponad piętnastoletnia różnica nie dawała perspektyw, by byli ze sobą blisko – podobno tak wróżył im los. Prawda jednak była zgoła inna. Shafiqowie trzymali się razem, zawierzając w rodzinne więzi ponad wszystko inne i najmłodszy Zechariah nigdy nie czuł się jak piąte koło u wozu i – choć różnica wieku ku temu nie sprzyjała – zawsze miał okazję na dziecinne zabawy ze starszymi braćmi. Ten sam obowiązek spadł nań, gdy na świat przyszły dwie młodsze siostry. Rozpierała go duma z posiadania młodszego rodzeństwa i dbał o nie najlepiej jak potrafił.
Jako najmłodszy syn urodzony w Egipcie, nie miał zbyt wielu okazji spędzić czasu z ojcem, który reprezentował rodzinę pośród brytyjskiej arystokracji, matką zajmującą się siostrami czy braćmi wiodącymi swoje własne, dorosłe życia. Widywali się dość często, spędzali razem sporo czasu czy to w Egipcie, czy Wielkiej Brytanii, lecz obowiązek wychowania Zechariaha w świetle zasad arabskiego świata spadł na jego dziadka. Przez całe dzieciństwo był on jego jedynym i zarazem najważniejszym nauczycielem. To od niego dowiedział się, jaki dar ofiarowali mu przodkowie, choć nie powiedział mu i zapewne nie wiedział, że spadł na niego dotyk Meduzy. Przypadłość ta nigdy nie otrzymała szansy, by ujawnić się pośród gorących piasków pustyni.
Będąc jeszcze dzieckiem, nie wiedział, że zostanie uzdrowicielem. Dziadek dbał o edukację chłopca w każdym calu, poświęcając jej należytą uwagę. Osobiście nadzorował postępy swojego wnuka, wpajał mu zasady, którymi miał kierować się w przyszłości. To on przygotowywał go do stawiania własnych, samodzielnych kroków w prawdziwym świecie i był przy tym znacznie surowszy, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać.


Jego pierwsze samodzielne kroki w gorącym piasku stanowiły niebywały przełom w sposobie, w jaki postrzegał otaczający go świat. Gdy tylko nauczył się składać pełne zdania w swym pierwszym języku, pojął sztukę pisania, czytania i liczenia, jego świat uległ drastycznym zmianom. Nigdy nie zastanawiał się nad tym, kiedy obudził w sobie swój magiczny talent. Często krążył po ogrodach i ptaszarni przyległych do posiadłości, obserwował jastrzębie i sokoły na żerdziach, bez wahania podchodził do nich i ofiarowywał im swoją uwagę, będąc nie do końca świadomym, że korzystał z magii. Najprostsze myśli urzeczywistniał zgodnie z tym, czego od niego oczekiwano, lecz dopiero spełnienie swojego skrytego pragnienia uzmysłowiło opiekunowi Zechariaha, że dziedzic posiadł dar porozumiewania się ze zwierzętami. Samo wydarzenie nie było dla niego przełomem. Już wcześniej zdarzało mu się mówić krótkie słowa do otaczającego go ptactwa, otrzymując dziwne odpowiedzi, jednak był przekonany, że to tylko jego wyobraźnia i objawy jego magii. Dopiero jednego z ciepłych wieczorów został o tym uświadomiony, gdy bez cienia strachu podszedł do samicy raroga wygrzewającej swoje pisklęta i wziął jedno z nich na ręce, mówiąc szeptem najprostsze i najbardziej banalne Nie bój się. To, co zrobił było w pewien sposób zaskakujące, bowiem niewielu potomków Shafiqów potrafiło objawiało swój wyjątkowy talent tak wcześnie.
Jaffer, dziadek Zechariaha, był jedynym świadkiem tego zdarzenia. Przeprowadził ze swoim wnukiem poważną rozmowę na tyle, na ile pozwalał mu jego wiek. Nadal pozostawał dzieckiem, które postrzegało świat w inny sposób, jednak zdołał mu uzmysłowić to, że posiadanie tego daru pozwalało mu chełpić się, lecz nie powinno stanowić jedynego pretekstu, za który miał być doceniany, chwalony i szanowany. Nie było zatem mowy, by prowadzone dotychczas lekcje zostały nagle zawieszone. Punktualne pobudki długo przed świtem miały rozbudzić chłopca poprzez nie tyle sztampowy wysiłek fizyczny, co nauka pływania w wielkich basenowych łaźniach oraz jazda konna i na dromaderze. Wciąż jednak było na tyle wcześnie, aby przed śniadaniem poruszyć kwestie językowe oraz te ściśle związane z radzeniem sobie w sytuacjach zagrożenia. Choć mogło to wyglądać na aurorskie szkolenie, intencją dziadka Zechariaha było zaszczepienie w chłopcu zdrowego stylu życia, który wyjątkowo współgrał z ich uzdrowicielskimi talentami. Nikt z resztą nie mógł mieć pewności, na jakie zagrożenia mógłby się natknąć jako uzdrowiciel działający w terenie. Sztuka obrony była zatem istotna, jednak to wysiłek umysłowy wiódł prym do samego obiadu – wypadającego zgodnie z tradycją w samo południe. Młody Zechariah już wtedy określał samego siebie jako przyszłego uzdrowiciela, z łatwością przyjmując na barki zaszczyt przodków, i chłonął wszelką wiedzę związaną z anatomią ludzkiego ciała. Nie zapominał przy tym, że znajomość roślin czy eliksirów stanowiła równie ważne zagadnienie, jak poznawanie historii miejsca, z którego wywodził się cały ród.


Od tamtych chwil minęło sporo czasu, w trakcie których Zechariah poczynił niebywałe postępy na drodze zdobywania wiedzy i umiejętności godnych każdego szejka, także coraz więcej czasu spędzał pośród innych ludzi, postępując zgodnie z wpojonymi mu zasadami. Nie kłaniał się tym, którzy nie stali dostatecznie wysoko w hierarchii. Uprzejmie kiwał głową, trzymając dłonie przy sobie. Kobiety obecne pośród towarzystwa traktował zgodnie z przykazem dziadka, ledwie zwracając uwagę na ich obecność. Wychowano go na prawdziwego arystokratę w każdym tego słowa znaczeniu. Były to jednak doświadczenia zupełnie inne od tych, których doznał, pojawiając się w Wielkiej Brytanii jako jedenastoletni chłopiec. Pamiętał wyraźnie to spotkanie, gdy on, jego ojciec oraz dwoje Ollivanderów znaleźli się w jednym pomieszczeniu, postępując zgodnie z brytyjskim zwyczajem. Uważnie przyglądał się wręczanym mu kawałkom drewna, chwytając je zbyt niepewnie, aby poczuć to, co miało zwiastować wybór różdżki. Wtedy jednak – tuż przed pochwyceniem kolejnego egzemplarza – na jego ramieniu spoczął zaledwie kilkuletni raróg dokładnie ten sam, którego kilka lat wcześniej wziął na ręce jako pisklaka i poczuł to. Trzymana chwilę póżniej różdżka stała się ciepła, ciężar Ammuna na ręce w dziwny sposób przestał istnieć, choć był pewien, że ptak pozostawał na swoim miejscu. Wystarczyło mu jedno spojrzenie na Ollivandera, by wiedział, że różdżka została wybrana. Raróg towarzyszył mu od chwili, gdy tylko obrósł w pióra i mógł samodzielnie latać. Nigdy nie traktował Ammuna jak prezent otrzymany z jakiejś okazji. Ptak ten był mu towarzyszem każdej chwili życia, choć na początku dla wszystkich (prócz niego samego i jego dziadka) było to dziwne doświadczenie. Wzbudzał w nim ciepłe uczucia na temat rodziny, gdy dyskutowali cicho na temat ludzi, gdy otrzymywał uszczypliwe odpowiedzi zrozumiałe jedynie dla niego. Dziadek Jaffer wprawdzie domyślał się, czego mogły dotyczyć te rozmowy, choć on porozumiewał się z gryzoniami.
Mimo tego, chwila otrzymania własnej różdżki była dla niego bardzo szczególna, a lekcje angielskiego i historii nie poszły na marne. Historie dziadka o potężnych czarach nauczyły go cierpliwości i ostrożności wobec magicznych formuł, toteż nie zamierzał ryzykować bezmyślnym uszczerbkiem na zdrowiu; wciąż pozostawał zaaferowany tym, co sobie uzmysłowił, a co towarzyszyło mu przez te lata, które spędzał w Egipcie. Potrzebował kilku tygodni, aby zrozumieć i poznać prawdę, którą postanowił skryć głęboko w sobie i nie pozwolić jej ujrzeć światła dziennego. Nie chciał, żeby sprawa to wypłynęła dalej, choć niezwykle widocznym było to, w jaki sposób Zechariah zaczął spędzać swój wolny czas. Wprawdzie już wcześniej dostrzeżono jego rękę do zwierząt i pozwolono mu na poznawanie ich zwyczajów, jednak nikt nie oczekiwał, że z chwilą zdobycia swojej różdżki Zachary stanie się bardziej skryty i małomówny. Choć pilnie uczył się tego, co zlecał mu dziadek, każdą wolną chwilę poświęcał na spacery po ogrodzie, w których wypuszczał ptaki i dawał im wolność, nad którą panował jego powiernik.
Zechariah przez jakiś czas był skołowany coraz to intensywniejszymi rewelacjami oraz sprawkami, które czyniły jego ród wyjątkowym. Z każdym kolejnym rokiem spędzonym w Egipcie coraz lepiej poznawał prawdziwych Shafiqów, dowiadywał się coraz więcej i całe dnie – ku rozczarowaniu własnemu jak i Ammuna – spędzał w jednej z lecznic, w której mógł nabyć nieco praktyki. Obecność niewykształconego do końca czarodzieja w takim miejscu przeczyła zasadom, jednak im wolno było je naginać równie łatwo, jak łatwo przychodziło skłanianie członków własnego rodu do postępowania zgodnie z wolą nestora. Zechariah uczył się na przyszłego uzdrowiciela. Po raz pierwszy miał styczność z magią leczniczą w swej całej postaci, jednak w czasie tych nauk nie potrafił zapomnieć o Ammunie czekającym na niego w ptaszarni. Myślami błądził z dala od otaczającej go rzeczywistości, postępował nieuważnie i nieszczególnie przywiązywał uwagę do wydawanych mu poleceń. Na szczęście inni nie musieli zwracać mu większej uwagi, sam robił to na tyle często, że nawykł do powtarzania sobie w myślach, by wrócił na ziemię i zajął się nauką. Inaczej nie miał szans na uzyskanie wyników na tyle dobrych, aby przynieść rodzinie dumę. Niestety ani dziadek, ani jego ojciec nie byli zadowoleni z osiągniętych efektów. Nie wiedzieli jednak, że jedynym, czego pragnął, było zerwanie więzów w klatkach i spędzenie czasu z ptakami, które mogły odlecieć, dokąd tylko by zechciały. Nie wiązała ich krew. Były samotnikami i Zechariah powoli przeistaczał się w małomównego, cichego czarodzieja, który miał zaskakiwać w przyszłości swoich pacjentów, lecząc ich z najcięższych urazów. Wtedy jednak nie był do końca pewien, czy chciał skończyć w roli uzdrowiciela. Coraz częściej wzgardzał nisko urodzonymi, nawet rzucał we własnych myślach obelgi na krew i piasek, które dały mu życie, bowiem w samotności musiał spędzać czas. Żadna ze znajomości nawiązanych tu, w Kairze, nie była naturalna. Wszystkie wynikały z tego, kim był i czym się zajmował, a tak naprawdę był samotny i już nauczył się z tym żyć, choć wokół siebie miał wierną i kochającą rodzinę. Mając niewiele ponad szesnaście lat zastanawiał się, kiedy spadną na niego obowiązki podtrzymania czystej, kapłańskiej i szlachetnej krwi jego rodu. Nigdy nie pytał o plany czynione wobec niego, wszak sam wyznaczał sobie ścieżkę, którą postępował, choć wydawać się mogło, że to ojciec i dziadek kierowali życie Zechariaha. Zamykali go w konwenansach, w których czuł się wyjątkowo dobrze. Bez cienia wątpliwości pozdrawiał obcych mu czarodziei słowami Salam Alejkum, czyniąc wszelkie konieczne gesty włącznie z ułożeniem dłoni na sercu. Słowa te padały jedynie wobec otaczających go mężczyzn, choć potrafił dostrzec towarzyszące im kobiety oraz ich ukłony – uginały kolana, jakby próbowały klęknąć, pochylały głowy i niemal wszystkie oczekiwały na pozwolenie, by móc powstać. Jedynie najwyżej urodzone z dam mogły zakończyć to tradycyjne powitanie na własne życzenie. W takich chwilach zastanawiał się, czy taka powinna być jego żona. Nie wątpił, że miała być mu posłuszna, jednak nie sądził, żeby kawalerski stan prędko uległ zmianie. Zbyt dużo wysiłku włożył w naukę i szkolenia na przyszłego uzdrowiciela, aby tuż po osiągnięciu dorosłości zająć się tworzeniem własnej rodziny. Wielokrotnie słyszał słowa ojca, iż dołączy do braci do Anglii, zostanie pełnoprawnym uzdrowicielem w szpitalu Św. Munga i przyniesie chlubę idącą wraz z rodowymi zaszczytami. Nie mógł mieć jednak całkowitej pewności, skoro źle znosił brak obecności swojego ptasiego przyjaciela, a najbliżsi krewni coraz bardziej wydawali mu się obcy. Ledwie pamiętał swoje rodzeństwo. Coraz rzadziej spotykali się przy wspólnym stole, nie wspominając już o jakiejkolwiek, innej formie spędzania czasu. Zechariah przyjmował prywatne lekcje, wieczory przesiadywał w ogrodzie, opowiadając Ammunowi to, czego się nauczył, tym samym odnawiając nadszarpniętą więź. Niczego więcej nie potrzebował, gdy miał zetknąć się ze światem na własną rękę, całkowicie ponosząc konsekwencje własnych czynów.


Gdy Zechariah skończył szesnaście lat, ojciec raczył upomnieć się o swojego najmłodszego syna oraz resztę rodziny. Nauki, które pobierał przez tyle lat od dziadka miały mieć się ku końcowi, a ostatnie miesiące przed osiągnięciem dorosłości miały stanowić chwilę ulgi i oddechu przed dalszym podążaniem ścieżką uzdrowiciela. Przez tyle lat był przekonany, że nigdy nie wróci z matką i siostrami do Anglii, choć ojciec wielokrotnie to powtarzał. Fakt ten jednak uzmysłowił Zechariahowi to, że nie miał zbyt wielkiego pojęcia o tym, co działo się w Europie; nie był gotowy stawić czoła takim wyzwaniom. Jednak nie zamierzał błagać nikogo, by wszystko to odwlec w czasie. Przybycie do Anglii było dlań równoznacznym z akceptacją uczestnictwa w brudnych machlojkach i knowaniach, i zaledwie kilka dni później stał już w holu brytyjskiej posiadłości rodu w otoczeniu swoich kufrów. Przybyli razem, a Zechariah na pożegnanie otrzymał od dziadka list, którego nie miał sił przeczytać. Znalazł się w obcym miejscu i nie wiedział, jak powinien postępować. Luźne, aczkolwiek wysoce eleganckie, arabskie szaty nijak pasowały do sytuacji. On sam nie pasował do tej sytuacji i pragnął jedynie uwolnić się od obowiązków, zniknąć na kilka, może kilkanaście dni, znaleźć się w miejscu, w którym czuł się bezpiecznie. Nic takiego niestety nie wchodziło w rachubę. Był świadom, że każdy uważnie obserwował jego poczynania i to od nich zależało, jak zostanie przyjęty.
Gdy nadszedł dzień Sabatu, Zechariah czynił wszystkie przygotowania zgodnie z wpojoną mu arabską tradycją. W otoczeniu służby łatwe było mierzenie szat, dzięki którym w jakiś sposób mógłby wtopić się w tłum, co z racji urody i tak stanowiło nie lada wyzwanie. Żadna z europejskich kreacji nie reprezentowała tego, kim był, lecz wiedział, że w trakcie tego przyjęcia był przede wszystkim lordem, a kwestia szejka schodziła na dalszy plan. Postanowił jednak nie dać się zasadom do końca. Elegancką szatę w granacie ze złotymi guzikami i dekoracyjnymi nićmi przyozdobił drogim, jedwabnym szalem, który zwykł nosić na co dzień. Ciemny, lekki materiał wił się niczym wąż po torsie, subtelnie otaczał szyję – dawał wyraźny znak, kim naprawdę był Zechariah, gdy wreszcie zjawił się w murach rezydencji. Witany uważnymi spojrzeniami przemierzył całą długość holu z godnością, kiwając jedynie głową tym z szlachciców, których w jakiś sposób potrafił powiązać z mknącymi przez głowę nazwiskami. Stosownie przywitał się z gospodynią i wyczekiwał kolejnej pomyłki oraz absolutnego braku wiedzy co do wychowania, które odbył. Pomylił się. Poniósł srogą porażkę, zdając się na swoje nikłe doświadczenie, błagając egipskich bogów o wybaczenie. Jego drobne faux pas zostało jednak wybaczone – tak przynajmniej sądził, skoro nikt nie dał mu tego odczuć, za to pozwalał czuć tak, jakby nic się nie stało.
Nikt wcześniej nie uprzedził go, że pośród Brytyjczyków znany był jako lord Zachary Shafiq. Ojciec nie zająknął się nawet słowem i przez większość wieczoru Zachary brnął w zaparte jako szejk Zechariah Shafiq. Dopiero po kilku lampkach wyśmienitego wina przestał zwracać na to uwagę, coraz mocniej zachowując się tak, jak na prawdziwego szejka przystało. Rozmawiał jedynie z tymi, którzy podjęli temat, większość wieczoru spędzając osamotnionym na obserwacjach tych, z którymi miał się bratać. Nie potrafił słuchać tego, jak kaleczyli jego imię i ostatecznie podjął się tego, jak mówił o nim ojciec. Choć postanowił zostać Zacharym, pamiętał, jakie imię nadano mu w dniu narodzin i nie zamierzał narażać starań dziadka, by przynieść wstyd rodowym tradycjom.
Ten jeden wieczór znacząco nakreślił to, jak Zechariah postępował dalej. W ciągu kilku godzin spędzonych w towarzystwie tak wielu podobnie mu urodzonych zawarł wiele znajomości, z których chyba tylko nieliczne straciły na znaczeniu, bowiem jedna okazała się wyjątkowo szczególna. Jeden z obecnych szlachciców złożył mu ofertę rozpoczęcia stażu w Świętym Mungu, choć musiał doskonale wiedzieć, że Shafiqowie posiadali wystarczające wpływy, aby bez tego zapewnić swojemu potomkowi dojście tam, gdzie tego pragnęli. Mimo to, odpowiedź Zechariaha była jednak szybka i nacechowana takim zdecydowaniem, jakby pragnął udać się na miejsce natychmiast, byle tylko móc uniknąć reszty tego dziwnego spotkania, traktując ofertę tak, jakby była chęcią wyciągnięcia pomocnej dłoni. Te kilka dni przygotowań do Sabatu poświęcił na zapoznanie się ze wszelkimi możliwymi informacjami dotyczącymi tego, co działo się na przyjęciach i pewnym był tylko jednego. Nie w jego gestii leżał wybór potencjalnej narzeczonej. W rękach nestora leżała decyzja, kiedy i z kim powinien założyć swoją rodzinę.


Stawiając pierwsze kroki na ścieżce uzdrowiciela w Św. Mungu, wiedział, że obrana droga nie była łatwa. Już z wcześniejszego doświadczenia nabrał praktyki dostatecznej, by z łatwością odnaleźć się w powierzanych mu obowiązkach. Podjętej pracy poświęcał się w całości, tym samym nie mając czasu na pełnienie arystokratycznych obowiązków. Zadowolenie z tej odrobiny wolności pozwalało Zechariahowi być sobą. Minimalistyczne pojawianie się na przyjęciach czyniło z niego personę na wskroś tajemniczą, choć każdy wiedział, czym zajmował się i jak wielkiego poświęcenia to wymagało. Od świtu do wieczora przebywał poza posiadłością, pogłębiając swą wiedzę, poznając brytyjskie tajniki uzdrawiania, jednocześnie konfrontując je z tym, czego nauczył się w Egipcie. Znając swą rodzinną domenę i rękę do roślin, był we własnym mniemaniu idealnym kandydatem na specjalności zatruć eliksiralnych i roślinnych. Ambitnie podchodził do powierzanych mu zadań związanych z przygotowywaniem procesu leczenia. Prowadził skrupulatne notatki na tematy ściśle związane z metodyką uzdrawiania. Powoli budował swoją reputację, opierając ją jedynie na tym, co potrafił. W szpitalnych murach wykonywał swoją pracę i nie chciał być oceniany na podstawie tego, kim był i chyba udało mu się osiągnąć ten cel. Otrzymanie oficjalnego tytułu uzdrowiciela oraz stanowiska na oddziale zatruć było efektem wielu lat pracy, którą zwieńczył, odnosząc sukces. Nie mógł jednak osiąść na laurach. Czekały na niego kolejne wyzwania, którym musiał stawić czoła i choć od przybycia do Anglii minęło zaledwie sześć długich lat, Zechariah zdołał zapuścić własne korzenie, jednocześnie przeżywając utratę najstarszego brata. Choć miało to miejsce ledwie kilka miesięcy przed anomaliami, nie potrafił otrząsnąć się z tego. Jego przywiązanie do rodziny było zbyt mocne, by tak łatwo zaniechał pragnienia odnalezienia go całego i żywego. Faktycznie to przykre wydarzenie sprawiło, że w rodzinne troski zaangażował się bardziej niż powinien. Więcej czasu poświęcał tym, na których mu zależało, z większą uwagą wypełniał swoje salonowe obowiązki i uczestniczył w otaczającym go świecie. Mimo to, nienawidził mugolskiego świata i ich żądzy władzy. Wzgardzał tym, co próbowali uczynić, tak jak nie potrafił zrozumieć wydarzeń mających miejsce na ich własnym, czarodziejskim podwórku. Pragnął zrobić coś, aby zakończyć tę walkę i uniknąć niepotrzebnego rozlewu krwi. Patrzył z bólem w oczach, gdy czarodziejska krew broczyła szpitalne łóżka, gdy usiłował im pomóc. Za każdym razem czuł żal wobec świata, gdy nie potrafił skutecznie ulżyć czyjemuś cierpieniu. Nie obnosił się z własną niemocą. Skrywał ją w głębi siebie, tak jak przez te wszystkie lata chował tajemnice w rozmowach z Ammunem. Wierny i wytresowany ptak pełnił rolę jedynego prawdziwego powiernika, któremu mógł powiedzieć wszystko z przekonaniem, że słowa te nie dotrą do innych uszu. Robił wszystko, żeby dochować swoich sekretów. Dbał o prywatność i niewielu osobom pozwalał poznać prawdziwego siebie. Nie wiedział zatem, kogo mógł nazwać przyjacielem, a kogo wrogiem. Starał się wszystkich traktować uczciwie i jednakowo, nie wygłaszając swoich poglądów zbyt głośno. Choć brytyjska elita jasno wypowiadała pewne sformułowania, Zachary nie chciał, by był postrzegany jako wyrostek i krzykacz. Zbyt mocno pamiętał to, czego nauczono go w piaskach pustyni.


Mów mi Zachary. Mojego prawdziwego imienia nie powtórzysz.




Patronus: Raróg imieniem Ammun jest jedynym powiernikiem swojego pana i stanowi jego najsilniejszą obronę, na którą zawsze może liczyć. Symbolizuje nie tylko prawdziwą istotę, z którą Zachary ma styczność przez większość swojego życia, lecz także samotną wędrówkę, której podjął się młody uzdrowiciel.
Rzucając zaklęcie Patronusa, Zachary przywołuje przede wszystkim te chwile, które spędzał ze swoim zwierzęcym przyjacielem. Szczególnie w pamięć zapadł mu moment, kiedy Ammun po raz pierwszy przyleciał z żerdzi na wyciągnięte ramię Zachary’ego i potarł łbem o jego policzek. Jego szczęście płynęło nie mniej, nie więcej z tego, że właśnie wtedy nie żył zatroskany problemami, które targają nim obecnie.


Statystyki i biegłości
StatystykaWartośćBonus
OPCM: 22 +1 (różdżka)
Zaklęcia i uroki: 8 +2 (różdżka)
Czarna magia: 3 Brak
Magia lecznicza: 25 +2 (różdżka)
Transmutacja: 0 Brak
Eliksiry: 8 Brak
Sprawność: 5 Brak
Zwinność: 5 Brak
JęzykWartośćWydane punkty
Język ojczysty: arabski II0
Język narodowy: angielskiII2
Biegłości podstawoweWartośćWydane punkty
AnatomiaIV40
AstronomiaI2
Historia magiiI2
KłamstwoI2
ONMSI2
PerswazjaI2
SpostrzegawczośćI2
ZielarstwoII10
Biegłości specjalneWartośćWydane punkty
Odporność magicznaI5 (+15,5)
Savoir-vivreII0
Biegłości fabularneWartośćWydane punkty
Rycerze WalpurgiiII12
Rozpoznawalność (arystokrata)II0
Sztuka i rzemiosłoWartośćWydane punkty
Literatura (wiedza)I½
Muzyka (wiedza)I½
AktywnośćWartośćWydane punkty
JeździectwoI 0.5
Latanie na dywanieI 0.5
PływanieI0.5
GenetykaWartośćWydane punkty
Genetyka (zwierzęcousty)-2 (+4)
Reszta: 15,5

Wyposażenie

Raróg (zamiennik sowy)



[bylobrzydkobedzieladnie]





One look in my eyes
The chase has just begun


Ostatnio zmieniony przez Zachary Shafiq dnia 26.01.21 21:38, w całości zmieniany 8 razy
Powrót do góry Go down
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Zachary Shafiq Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Zachary Shafiq Empty
PisanieTemat: Re: Zachary Shafiq [odnośnikZachary Shafiq I_icon_minitime15.04.18 13:50


Czerwiec '56 - Czerwiec '57

Orientacja polityczna: Antymugolskie poglądy uległy radykalizacji i wyostrzeniu – za sprawą wydarzeń w Stonehenge dołączył do Rycerzy Walpurgii, by dumnie walczyć o zachowanie wyższości arystokracji i wyplenienie szlam oraz zdrajców krwi.
Ścieżka kariery: Niezmiennie pracuje jako uzdrowiciel na oddziale zatruć eliksiralnych i roślinnych.
Rozwój: Umiejętności Zachary'ego w magii leczniczej nieustannie rosną i pozwoliły osiągnąć swobodę, za którą istniały już jedynie coraz mniej znane i popularne manewry. Osiągnął znaczną poprawę swoich zdolności obronnych, głównie poprzez udział w pojedynkach Klubu, lecz także w działaniach na rzecz Rycerzy Walpurgii.
Więzy krwi: Zachary nie otrzymał żadnych nowych informacji o miejscu pobytu zaginionego brata, gdy drugi z nich opuścił brytyjskie wyspy, próbując go odnaleźć w Egipcie. Na szczycie w Stonehenge zaproponował zawarcie sojuszu z Shackleboltami w zamian za poślubienie jednej z nich – obecnie zaręczony z Sayifą Shacklebolt.
Zyskane znamiona: Jedyne blizny, które pozostały na jego ciele to te, których powstania nie pamięta: blizna po rozszczepieniu na lewym ramieniu oraz blizny na plecach po zaklęciu Lamino Glacio.


Choć świat uległ drastycznej zmianie, Zachary pozostał taki sam, gdy nadciągnęły anomalie czyniące z dumnych czarodziejów bezbronnych i przerażonych. Widział to samo zlęknione spojrzenie za każdym razem, kiedy przyjmował kolejnego pacjenta będącego ofiarą magicznych anomalii. On sam lękał się nieposłuszeństwa przymiotu, z którym zwykł dumnie obnosić się. Poznał strach przed dotknięciem różdżki, by ta nagle nie posłała wiązki niestabilnej magii. Niesienie cierpienia dodatkowego cierpienia pacjentom nie przyświecało walce o zachowanie delikatnej równowagi. Bezpieczny był jednak tylko w szpitalu, gdzie pracował ostrożnie, niestrudzenie walczył o ludzkie życie. Wysiłki te wzmagał jeszcze bardziej, będąc jednym z uzdrowicieli wysłanych do płonącego Ministerstwa Magii. Wtedy nie wiedział, kto stał za tym strasznym czynem – oddany sprawie ocalił jednego z aurorów oraz wielu innych czarodziejów i czarownic spotkanych na drodze. Płomienie szalejące nad Londynem stały się przyczyną niepokoju odczuwanego przez kolejne miesiące.
Gonitwę myśli próbował uspokoić latem, pojawiając się pośród innych, nieco częściej opuszczając szpitalne mury. Nie powstrzymało to jednak uczucia zagrożenia czyhającego w cieniu, które zostało przyćmione wyłowionym wiankiem – własnością młodziutkiej lady Nott. Jej towarzystwo wspominał ciepło pośród tamtych wydarzeń. Traktował jako potrzebną beztroskę wobec wydarzeń, które nadciągnęły jesienią pośród arystokracji zgromadzonej w kręgu w Stonehenge.
Szczyt sprawił, iż przejrzał na oczy. Po raz pierwszy świadomie sięgnął po brudną politykę, zachłysnął się nią, gotów bronić rodziny za cenę własnego życia. Bezlitośnie poparł wotum nieufności wobec Harolda Longbottoma, tak samo domagając się działań ze strony Morgany pragnącej nestorskiego pierścienia. Był świadkiem pozbawienia szlacheckich godności dwojga czarodziejów, którzy sprzeciwili się rodowym tradycjom. Sam wyszedł z propozycję zawarcia sojuszu z Shackleboltami. Małżeństwo, o którym nigdy nie myślał, stanęło mu przed oczami znacznie wyraźniej niż kiedykolwiek wcześniej, lecz nigdy nie był tak pewny siebie jak wtedy. Tragedia, która nastąpiła wraz z pojawieniem się Lorda Voldemorta pośród nich, śniła mu się każdej kolejnej nocy, a w jedną z nich poznał prawdę skrywaną przez drogiego mu przyjaciela i sam stał się jednym z Rycerzy Walpurgii.
Pierwsze spotkanie zwieńczyło się refleksją towarzyszącą przez kolejne tygodnie. Pośród Rycerzy spotkał wiele znajomych twarzy, także nowych, ofiarowując im swoje zdolności. Jako uzdrowiciel podjął się próby utrzymania w dobrej kondycji tych, którzy dzielnie walczyli z Zakonem Feniksa. Dotkliwie poznał moc anomalii, uczestnicząc w wyprawie do szkockich ruin ujawnionych przez nie, a nawet skutecznie podjął się zwalczenia ich w samym Londynie. Wysiłki te zwieńczył uczestnictwem w balu maskowym lady Nott, zorganizowanym w ramach Noworocznego Sabatu. Miło wspominał podarek otrzymany za zmagania w karocy, w towarzystwie dwóch nieznanych mu dam. Pokaz fajerwerków przyjął z wiarą, iż kolejny rok będzie wymagał od niego znacznie odważniejszych posunięć, bowiem krótko przed balem magiczne anomalie zniknęły. Zakon Feniksa odniósł zwycięstwo.
Do samej wiosny żył w przekonaniu i spokoju. Powoli realizował się pośród Rycerzy Walpurgii. Dostąpił zaszczytu współpracy z jednostką badawczą – uczestniczył na pierwszej linii działań w przygotowywaniu śmiertelnych pułapek mających chronić własności Czarnego Pana. Po raz pierwszy stanowił pierwszą i ostatnią linię obrony. Wiosna jednak przyniosła kolejne zmiany. Działania ministra Malfoya w noc z 31. marca na 1. kwietnia rozpętały krwawą wojnę. Londyn opustoszał. W pierwszych tygodniach przypominał opustoszałe, wymarłe miasto, po którym poruszała się jedynie garstka czarodziejów. Komisja rejestracyjna weryfikowała każdego, kto chciał przebywać w granicach brytyjskiej stolicy, lecz nie powstrzymało to krwawych walk toczonych na ulicach.
Oddany uzdrowicielskiemu powołaniu pomagał ludziom w murach Świętego Munga, także tam zmagając się z konsekwencjami nowego porządku. Dwoił własne wysiłki, aby oddział funkcjonował tak jak dawniej, pierwszy raz w życiu wykazując tak silne przywództwo nad grupą. Zapanowanie nad chaosem wywarło silnych wpływ na Zachary'ego, ale także stało się powodem do większej pracy nad posiadanymi umiejętnościami. To nimi wykazał się podczas próby nakłonienia olbrzymów do współpracy. Pozbawiony narzędzi improwizował, próbując uleczyć ich z nieznanej choroby – skutecznie, jak się okazało. Niedługo później stanął jak równy z równym ze Śmierciożercami, biorąc udział w działaniach mających zapewnić szczelność londyńskich granic oraz przewagę Rycerzy. Doświadczył również dziury w pamięci. Został posiadacze blizn, których pochodzenia nie pamiętał i za żadne skarby nie potrafił sobie przypomnieć.
W zmęczeniu wywołanym nadmierną pracą w szpitalu zdołał podjąć kroki ku zawarciu sojuszu z Shackleboltami. Poznał osobiście tę, która miała zostać jego żoną. Starał się poznać Safiyę na swój własny sposób. Próbował przełamać to, co go krępowało jako kawalera. Będąc zaręczonym odczuwał szereg nadciągających zmian, którym musiał stawić czoła. Pojawiła się również myśl, iż żona stanie się pomocą, której potrzebował, ulgą w cierpieniu i towarzyszką w szczęściu.

[bylobrzydkobedzieladnie]




Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 29.08.20 13:08, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Zachary Shafiq Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Zachary Shafiq Empty
PisanieTemat: Re: Zachary Shafiq [odnośnikZachary Shafiq I_icon_minitime15.04.18 13:51

Witamy wśród Morsów

Twoja karta została zaakceptowana

INFORMACJE
Przed rozpoczęciem rozgrywki prosimy o uzupełnienie obowiązkowych pól w profilu. Zachęcamy także do przeczytania przewodnika, który znajduje się w twojej skrzynce pocztowej, szczególnie zwracając uwagę na opis lat 50., w których osadzona jest fabuła, charakterystykę świata magicznego, mechanikę rozgrywek, a także regulamin forum. Powyższe opisy pomogą Ci odnaleźć się na forum, jednakże w razie jakichkolwiek pytań, wątpliwości, a także propozycji nie obawiaj się wysłać nam pw lub skorzystać z działu przeznaczonego dla użytkownika. Jeszcze raz witamy na forum Morsmordre i mamy nadzieję, że zostaniesz z nami na dłużej!
 STAN ZDROWIA
Fizyczne
Dotyk Meduzy
Psychiczne
Pełnia zdrowia.
UMIEJĘTNOŚCI
Teleportacja łączna

Kartę sprawdzał: Hereward Bartius
[bylobrzydkobedzieladnie]




Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 29.08.20 13:06, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Zachary Shafiq Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Zachary Shafiq Empty
PisanieTemat: Re: Zachary Shafiq [odnośnikZachary Shafiq I_icon_minitime29.08.20 13:05



KOMPONENTY jagody z jemioły, kora drzewa wiggen x2, korzeń ciemiernika, korzeń diabelskiego sidła x3, kwiat paproci x3, liście kłaposkrzeczki, łodyga ciemiernika, mandragora x4, pędy wnykopieńki, piołun x3, pnącze diabelskiego sidła x2, ropa czyrakobulwy, skrzeloziele x2, ślaz x3, tojad;
jad akromantuli, jad smoka, jaja widłowęża, krew reema, popiół feniksa x2, róg garboroga, skorupa toksyczka, włos jednorożca, wydzielina toksyczka, żądło mantykory x3;

[17.04.18] Ingrediencje (maj/czerwiec)
[23.05.18] Ingrediencje (lipiec/sierpień)
[12.08.18] Zdobyto ingrediencje podczas Festiwalu Lata
[20.10.18] Ingrediencje (wrzesień/październik)
[30.03.19] Ingrediencje (listopad/grudzień)
[23.07.19] Ingrediencje (styczeń-marzec)
[14.03.20] Ingrediencje (kwiecień-czerwiec)
[29.07.20] Kryształ (lipiec-wrzesień)
[17.01.21] Komponenty (październik/grudzień)

BIEGŁOŚCI[30.09.18] Wsiąkiewka (maj/czerwiec): +1 PB do reszty
[23.03.19] Wsiąkiewka (lipcosierpień) +2 PB
[30.03.19] Wsiąkiewka (wrzesień/październik) +2 PB
[22.07.19] Wsiąkiewka (listopad/grudzień) +2 PB
[28.02.20] Wsiąkiewka (sty-mar): +2 PB
[01.06.20] +3 PB; I poziom Rycerzy
[27.06.20] Wsiąkiewka (kwi-cze): +2 PB
[11.08.20] Odporność magiczna (0 na I): -5 PB z reszty
[20.08.20] Aktualizacja postaci po rocznej aktywności +1 PB
[26.12.20] Wejście na II poziom biegłości organizacji +1PB
[03.01.2021] Wsiąkiewka (lipiec-wrzesień): +3 PB

HISTORIA ROZWOJU[14.03.18] Karta postaci, -75 PD
[24.07.18] Klub pojedynków (lipiec), +20 PD
[04.08.18] Zdobycie osiągnięć: Ibuprom wszystkich smaków, Na głowie kwietny ma wianek, +60 PD
[30.09.18] Wsiąkiewka (maj/czerwiec): +30PD, +1PB
[18.11.18] Klub pojedynków (wrzesień), +10 PD
[08.12.18] Wykonywanie zawodu (wrzesień/październik): +50 PD
[06.01.19] Spotkanie na szczycie +35 PD
[06.01.19] Klub pojedynków (październik), +10 PD
[09.03.19] Udział w wydarzeniu Nie wszystko złoto co się świeci +100 PD
[20.03.19] Wykonywanie zawodu (listopad/grudzień): +50 PD
[20.03.19] Osiągnięcia: Weteran I, Wodzirej I, Mały pędzibimber, +160 PD
[23.03.19] Wsiąkiewka (lipcosierpień) +90 PD, +2 PB
[25.03.19] Rozwój postaci: +6 opcm, +3 uroki, -720 PD
[30.03.19] Wsiąkiewka wrześniopaździernik +2PB, +90PD
[10.05.19] Spotkanie Rycerzy Walpurgii, +10 PD
[06.07.19] Klub pojedynków (listopad/grudzień), +30 PD
[11.07.19] Zdobycie osiągnięć (Do wyboru, do koloru; Nieugięty; Obieżyświat), +90 PD
[16.07.19] Podsumowanie napraw anomalii (listopad/grudzień): +30 PD, +1 PB organizacji
[21.07.19] Wykonywanie zawodu (styczeń/luty/marzec), +50 PD
[22.07.19] Wsiąkiewka (listopad/grudzień) +90 PD, +2 PB
[24.09.19] Klub pojedynków (styczeń), +10 PD
[20.12.19] Udział w kuligu, otrzymano: piersiówka "Bez dna"
[13.02.20] Wejście na I poziom biegłości organizacji, +1 do czarnej magii
[28.02.20] Wsiąkiewka (sty-mar): +90 PD
[20.03.20] Osiągnięcia: Weteran II, Ostrożny sprzymierzeniec, Mroczny Znak I; +160 PD
[29.03.20] Osiągnięcia: Czarmistrz, Mam tę moc, Masakrator: +90 PD
[30.03.20] Klub pojedynków (marzec), +30 PD
[04.04.20] Wykonywanie zawodu (kwiecień-czerwiec): +50 PD
[05.04.20] +10 magia lecznicza, +2 OPCM: -960 PD
[20.04.20][G] Zakupy: latający dywan, kluczyk do Gringotta, -1000 PM
[27.06.20] Wsiąkiewka (kwi-cze): +90 PD
[29.07.20] Spokojnie jak na wojnie: +50 PD
[30.07.20] Wykonywanie zawodu (lipiec-wrzesień): +50 PD
[30.07.20] Osiągnięcia: Maratończyk, W pocie czoła; +200 PD
[11.08.20] +5 OPCM: -400 PD
[22.08.20] Osiągnięcia: Mały terrorysta, Po szczeblach kariery; +90 PD
[22.09.20] [G] Zakupy: nakładka na pas z sakwami, magiczny kompas; -600 PM
[26.12.20] Wszyscy jesteśmy szaleni: +150 PD
[03.01.2021] Wsiąkiewka (lipiec-wrzesień): +120 PD
[05.01.21] Osiągnięcia (Na sterydach, Zdolny alcheik, Partia nigdy cię nie zdradzi, Chłopiec z Placu Broni): +250 PD
[14.01.21] Spokojnie jak na wojnie: +50 PD
[26.01.21] Rozwój postaci: +3 CM, +2 OPCM; -400 PD
[01.04.21] Osiągnięcia (Weteran III, Wór pełen ziół): +130 PD
[05.04.21] Teleportacja łączna: -400 PD


Powrót do góry Go down
 

Zachary Shafiq

Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Kartoteki :: Czarodzieje-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-21