Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 wejście/wyjście

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Lucinda Selwyn
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-nott https://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 https://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 https://www.morsmordre.net/f286-pokatna-23-4 https://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
26
Szlachetna
Panna
i just want to live while i'm alive
12
20
0
0
1
0
10
4
Czarodziej

PisanieTemat: wejście/wyjście   28.06.16 16:15

wejście/wyjście

Na tym pomieszczeniu Lynn wzorowała urządzanie reszty pokoi. Kiedy jej ojciec kupił to mieszkanie dla swojej drugiej córki rodzina, która wcześniej tu mieszkała w podobny sposób miała urządzone to przejdzie między pokojami. Lucindzie naprawdę spodobało się to w jakich sposób została zagospodarowana ta przestrzeń i postanowiła postawić na coś równie prostego i schludnego.


[bylobrzydkobedzieladnie]




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy


Ostatnio zmieniony przez Lucinda Selwyn dnia 08.11.16 21:00, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley https://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 https://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow https://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#143800
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Zaręczony
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
5
0
0
40
24
5/25
5/62
Czarodziej

PisanieTemat: Re: wejście/wyjście   13.07.16 18:31

4 stycznia

Pamiętając adres podany w liście, który dostał tego samego dnia późnym wieczorem, w którym otrzymał pierwszą wiadomość zaczął szukać odpowiednich numerów. Musiał przyznać, że lady Selwyn była kobietą, która potrafiła go zaskoczyć i dziękował jej za to. Jeśli ktoś był odpowiedni do tego zadania, to właśnie ona. Miał na tyle pewności, że Kylo nie zostanie przechwycony, że wysłał jej list z datą z własnym podpisem. To był dobry ptak. Przenosząc się do jednego z kominków w Dziurawym Kotle nie spodziewał się pomruków i szumów na widok jakiegokolwiek członka rodów, którym zabito nestorów. Dlatego cieszył się, że nikt go nie zauważył. O tej godzinie większość gości podziwiała dno swoich kufli niż tych, którzy poruszali się w środku. Morgoth dość sprawnie opuścił lokal i zajął się szukaniem adresu. Nigdy nie spodziewał się, że na Ulicy Pokątnej prócz oczywistych sklepów znajdowało się tyle ludzkich domów. Zapewne był to jeden z uroków magii, który pozwalał na zajmowanie apartamentów przy głównej ulicy, ale równocześnie posiadać swój własny kąt. I prywatność. Morgoth był człowiekiem, który cenił ten przywilej bardziej niż inni i ci, którzy zdołali go poznać, doskonale o tym wiedzieli. Wyminął jakąś grupę czarownic, które przyglądały się nowym trendom na wystawie i wbił głębiej dłonie w kieszenie płaszcza, podnosząc równocześnie ramiona. Śnieg sypał, ale były to tak delikatne opady, że nie przeszkadzały w poruszaniu się. Nie tak jak jeszcze parę dni temu. Głośno śmiejąca się para przeszła obok niego, gdy w końcu zatrzymał się pod właściwym budynkiem. Morgoth zadarł głowę, by obejrzeć kamienicę i musiał przyznać, że była całkiem ładna. Gdyby z oczywistych względów nie pałał niechęcią do stolicy Anglii, może nawet uznałby, że to przyjazna okolica do zamieszkania. Ogólnie. W końcu stanął przed wejściem, zerkając jeszcze na odpowiednie numery i zapukał. Czekając na wycieraczce, pochylił głowę i włożył palce we włosy, zrzucając płatki śniegu, które się tam zgromadziły. Zastanawiał się od czego zacząć, bo opowiadania było naprawdę sporo. Uważał, że obowiązkiem było powiadomienie lady... Lucindy o wydarzeniach związanych z Sabatem. Oczywiście że doszły ją słuchy, ale jednak on tam był. Miał parę wątpliwości, którymi chciał się z nią podzielić, ale nie od razu. Chciał się upewnić czy nie były jedynie wymysłem jego wyobraźni. Słysząc kroki po drugiej stronie drzwi, wyprostował się.





You collect scars because you want proof that you are paying for whatever sins you've committed
Powrót do góry Go down
Lucinda Selwyn
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-nott https://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 https://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 https://www.morsmordre.net/f286-pokatna-23-4 https://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
26
Szlachetna
Panna
i just want to live while i'm alive
12
20
0
0
1
0
10
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: wejście/wyjście   13.07.16 23:52

Ponoć każdy rok przynosi ze sobą zmiany. Czasami korzystne dla nas, a czasami wręcz przeciwnie. Wydawać by się mogło, że z każdym rokiem stajemy się doświadczeni i więcej rzeczy zaczynamy rozumieć. Wydaje się, że jesteśmy gotowi na wszystko co przyniesie, a zmiany wcale nie są dla nas aż tak bolesne i zaskakujące. Lucinda nie widzi w tym ani grosza prawdy. Nikt nie jest w stanie przygotować się na zmiany, a wszystko co niesie ze sobą nowy rok to świadomość, że musisz zaczynać wszystko od nowa. W głowie zaczyna się analizowanie tego co zrobiłem złego, a co dobrego i czy przeżyłem ten rok tak jak powinienem. Lynn miała szczęście, że w tym roku nie musiała tego robić. Miała za dużo na głowie by przejmować się rozpoczęciem kolejnego już 1956 roku. Siedziała na kanapie w salonie oczekując swojego gościa. W palcach obracała przedmiot całego zamieszania – naszyjnik. Po wydarzeniach na sabacie zaczęła się mu o wiele bardziej przyglądać. Nie wiedziała co myślał o tym młody Yaxley, ale jak dla niej było prawie pewne, że te dwa wydarzenia są ze sobą bardzo powiązane. - Co przede mną skrywasz? - mruknęła wpatrując się w przedmiot. Czuła, że jego moc zmalała i byłaby w stanie w tym momencie całkowicie ściągnąć z niego klątwę, ale nie chciała tego robić dopóki nie porozmawia z Morgothem, który przecież miał jej coś do powiedzenia w tej sprawie. Z zamyślenia wyrwał ją dźwięk uderzającej o drzwi kołatki. Jeszcze się nie przyzwyczaiła, że znowu jest we własnym mieszkaniu i, że ktokolwiek ją odwiedza. Była typem samotnika i to trzeba było jej przyznać. Schowała naszyjnik do szkatułki i wsunęła ją pod kanapę. W końcu nie była pewna kto stoi za drzwiami. Wstała i ruszyła w stronę korytarza. Otworzyła drzwi i trochę jej ulżyło, kiedy zobaczyła znajomą twarz. Mogłaby przysiąść, że się postarzał. Był zmęczony, zmartwiony… wcale mu się nie dziwiła. - Lordzie Yaxley. - przywitała go. Dobrze wiedziała, że ustalili zwracać się do siebie po imieniu, ale jednak powitanie było powitaniem. - Wejdź proszę – otworzyła szerzej drzwi wpuszczając go do środka. - Mam nadzieje, że nie miałeś problemów z trafieniem. Ja sama czasem się gubię. - powiedziała co chyba miało być żartem z typu tych „witaj w moim domu” choć dobrze wiedziała, że nikt nie miał ochoty na żarty.




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley https://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 https://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow https://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#143800
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Zaręczony
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
5
0
0
40
24
5/25
5/62
Czarodziej

PisanieTemat: Re: wejście/wyjście   14.07.16 16:28

Uśmiechnął się lekko na jej widok. Możliwe że było to spowodowane bardziej faktem, że na twarzy Lucindy gościł uśmiech niż uprzejmością. Morgoth raczej był powściągliwy i bardzo rzadko pozwalał, by jego usta wykrzywiały się w tym charakterystycznym grymasie zadowolenia. Zaraz też wszedł do środka domu, gdy otworzyła szerzej drzwi i zaprosiła go skinieniem głowy. Wytarł jeszcze buty od resztek śniegu i wszedł. Przekraczając próg mieszkania, wiedział, że w pewien sposób narusza jej prywatność. Nigdy nie sądził, że kiedykolwiek znajdzie się w sytuacji, w której będzie spotykał się w sprawach biznesowych, jeśli można było ją tak nazwać, na prywatnym terenie. Jej obecność w pałacu była wręcz oczywista, ale on poczuł się nieco nieswojo. Rozejrzał się po wnętrzu, zdejmując płaszcz. Pokiwał głową na jej słowa.
- Podała... Podałaś mi bardzo dokładne instrukcje. Dziękuję - odpowiedział, pamiętając, by zwracać się do niej po imieniu. Cóż. Trochę musiało mu zająć, by odzwyczaić się od mówienia oficjalnym językiem. A przynajmniej w jej towarzystwie. Nawet wobec matki zachowywał określone standardy i zasady. Możliwe więc że lady Lucinda Selwyn była pierwszą kobietą prócz kuzynek i siostry, do której miał się tak zwracać. - Mam nadzieję, że nie poczułaś się urażona, gdy zamiast twojej sowy, wysłałem ci mojego puchacza? Pogoda zapowiadała się nieciekawie, a nie chciałem jej narażać na niedogodności - wytłumaczył, chcąc upewnić się, że jego zachowanie nie miało negatywnego wpływu na ich relację. Taki już był, tak został wychowany. Wszystko miało znaczenie i każdy najdrobniejszy szczegół był ważny. Umilkł na chwilę i zapanowała trochę niezręczna cisza, którą sam przerwał:
- Byłbym zapomniał. Nie mogłem przyjść z pustymi rękami i... - urwał, sięgając do wewnętrznej kieszeni marynarki i szukając ukrytego w niej prezentu. Zaklęcie zmniejszającozwiększające przydawało się o wiele częściej niż ktokolwiek mógł przypuszczać. Po chwili butelka wina znajdowała się w dłoni Morgotha. - Jedno z najstarszych z naszej piwnicy - powiedział, przekazując ją kobiecie. - Z okazji nowego roku, żeby zaczął się dla ciebie lepiej niż dla mnie - uśmiechnął się blado, po czym nie czekając na zbędne słowa podziękowania, kontynuował poważniej, przypominając sobie o celu swojej wizyty. - Mamy wiele do omówienia... Pozwolisz?

z/t x2





You collect scars because you want proof that you are paying for whatever sins you've committed
Powrót do góry Go down
Lucinda Selwyn
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-nott https://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 https://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 https://www.morsmordre.net/f286-pokatna-23-4 https://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
26
Szlachetna
Panna
i just want to live while i'm alive
12
20
0
0
1
0
10
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: wejście/wyjście   19.09.16 11:33

23 lutego – z Wyspy

Spoglądając na wschód słońca nie czuła zmęczenia. Nie czuła też satysfakcji z uzyskanego rezultatu. Była dziwnie przybita jakby nie do końca potrafiła zrozumieć co się właśnie wydarzyło. Nadal miała przed oczami obraz przybitego Oktawiana, który myśląc, że jego ukochana nie żyje przestał walczyć. Mówią, że miłość nas osłabia. Mówią, że ci, którzy kochają są bardziej podatni na zranienia, ale Lynn w to nie wierzyła. Widziała tak wiele dowodów na to, że nie ma niczego osłabiającego w miłości. Tej pełnej i prawdziwej. Morgoth z miłości do matki był w stanie poświęcić wszystko, Oktawian z miłości do kobiety swojego życia był gotowy się poddać. Oddać życie, które ktoś mu zwrócił. Nawet jeśli nie był już człowiekiem to znał to uczucie. Tylko ono mu pozostało. Wychodząc z jaskini nie chciała nic mówić. Zbyt wiele myśli kłębiło jej się w głowie w tym momencie. Jednak nie czuła się skrępowana tym milczeniem. Czuła się lekko z myślą, że wyszli z tego bez szwanku. W końcu mogło się to skończyć o wiele gorzej. I była wdzięczna za zaufanie jakim obdarzył ją Morgo. Nawet jeśli to miało im nie pomóc to musiała spróbować. Nie byłaby wtedy sobą. Mogłaś mi powiedzieć. Mogła. Tylko co miała mu powiedzieć? Że była głupia? Zaufała  wtedy kiedy ufać nie powinna? Że to dlatego wróciła do Londynu? Że to tak strasznie bolało? Nie chciała tego mówić. Było jej po prostu wstyd. A może wcale nie chodziło o wstyd. Może chodziło o fakt, że kiedy była z Morgo wyrzucała te wszystkie złe myśli z głowy? Jak bardzo egoistyczne to było? Kiedy teleportowali się do jej domu Lynn uśmiechnęła się lekko. Nie chciała, żeby ich relacja nagle zmieniła się w chłodną. Typowo szlachecką. Już dawno porzucili te zasady. Co się zmieniło? O czym myślał? Czy tak duży błąd zrobiła nie mówiąc mu o tym? Widziała w nim zmianę i chciała sobie wmówić, że to przez zmęczenie, że to przez Oktawiana, ale jej podświadomość nie pozwoliła jej zignorować jego słów skierowanych do niej na wyspie. Uniosła dłoń tak jakby chciała dotknąć jego ramienia, ale zaraz cofnęła ten ruch. - Wszystko w porządku? - zapytała ze szczerym zmartwieniem w głosie. - Wejdziesz do środka? - wiedziała, że przed nimi było kolejne starcie, ale teraz się tym nie przejmowała.




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley https://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 https://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow https://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#143800
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Zaręczony
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
5
0
0
40
24
5/25
5/62
Czarodziej

PisanieTemat: Re: wejście/wyjście   19.09.16 12:00

Nie widział pierścionka zaręczynowego na jej palcu, nie wyczuwał w jej zachowaniu również dozy dystansu, który zawsze powinna posiadać kobieta, która zamierzała wyjść za mąż. Co więc było nie tak? Z początku zachowywał wszystkie zasady, jednak później nieco je złagodził, sądząc, że może. Że nie ma nic złego w zdobywaniu nowych, wartościowych przyjaźni. Najwidoczniej źle zrozumiał to wszystko. Coś przegapił po raz pierwszy w swoim życiu i posunął się zdecydowanie za daleko. Jej słowa w jaskini odebrał tak jak one wybrzmiały. Że w życiu Lynn był ktoś, komu chciała owo życie poświęcić. Zestarzeć się, przeżyć kolejne dni, założyć rodzinę i pozwolić, by wszyscy ludzie trzymali się od nich z daleka. Bo liczyła się tylko ta osoba i nikt więcej. A on wszedł z nią w głębsze relacje, będąc nieświadomym, że popełnił katastrofalny błąd. Mógł zesłać na Lucindę plotki i hańbę, jeśli była faktycznie komuś obiecana, a tak to własnie wyglądało. Nie musiała mieć pierścionka, by oświadczać to światu. Coś ukłuło go w środku, gdy zdał sobie sprawę, że ciągle nosiła amulet, który od niego dostała. Kolejna rzecz, przez którą czuł się teraz okrutnie. Nie powinien był nim ją obdarowywać...
Gdy teleportowali się, zastanawiał się czy naprawdę tak znieważył wszystkie znaki mówiące o tym, że była związana z innym mężczyzną, czy zwyczajnie chciał ich nie zauważać? Nie wiedział. Był zmieszany, zażenowany i winny. Może Lynn tego nie widziała lub jeszcze nie przeczuwała, że ich częste spotkania mogły doprowadzić do zniesławienia jej imienia i nazwiska. Nie zamierzał do tego dopuścić, dlatego odsunął się o krok na bezpieczną odległość, gdy stanęli przed wejściem do jej domu. Selwyn swobodnie zaczęła wchodzić po schodkach, prowadzanych do drzwi, ale on się nie poruszył. Stał dalej na chodniku, wiedząc, że nie może sobie pozwolić na podążenie jej śladem. Co chciał od niej usłyszeć? Sam nie do końca był przekonany, ale starczyłoby mu jedno jedyne Nie mogę. Nie byli dziećmi, nie byli dzikusami, nie byli prostakami, by nie umieć czytać między wierszami. By nie rozumieć płynących do nich słów od drugiej osoby. Nie poruszył się też, gdy zaczęła mówić, a potem wyciągnęła do niego rękę. Swoje splótł za plecami, stojąc wyprostowany patrzył na nią przez chwilę, gdy znajdowała się nieco wyżej na schodach. Zaraz jednak odwrócił wzrok, wiedząc, że nie wypadało tak długo utrzymywać kontakt.
- Tak - odpowiedział ochryple, by zaraz odchrząknąć i powtórzyć:
- Tak. Wszystko w porządku.
Na kolejną wypowiedź kobiety zareagował usztywniając żuchwę i zaciskając na chwilę splecione za plecami dłonie. Czemu mu to proponowała? Dlaczego sprawiała, że to było jeszcze trudniejsze? Mogła po prostu wejść do domu i zniknąć. I chociaż zniknęłaby mu z oczu, nie zapomniałby o niej. Nie, gdy wiedział, że czekała ich jeszcze jedna wyprawa.
- Nie - odparł w opozycji do swoich poprzednich słów. - Nie powinienem był zajmować ci tyle czasu, lady Selwyn - odparł, patrząc na nią, po czym skłonił się lekko, zamierzając odejść. Wrócić do domu.





You collect scars because you want proof that you are paying for whatever sins you've committed
Powrót do góry Go down
Lucinda Selwyn
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-nott https://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 https://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 https://www.morsmordre.net/f286-pokatna-23-4 https://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
26
Szlachetna
Panna
i just want to live while i'm alive
12
20
0
0
1
0
10
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: wejście/wyjście   19.09.16 12:27

Chyba nie zdawała sobie sprawy z tego jak odmiennie przedstawiała się rzeczywistość w oczach mężczyzny. Nie mogła wiedzieć, że jej słowa będą dla niego dowodem na istnienie w jej życiu innej osoby. Ukochanej osoby. Nie pomyślała, że może to tak odebrać. W końcu jej zachowanie jak słusznie zauważył całkowicie temu przeczyło. Gdyby była komuś obiecana nigdy nie pozwoliłaby sobie na tego typu wyprawy, na tak otwarte rozmowy, na przyjmowanie prezentów i odwiedziny we własnym domu. Nigdy nie pozwoliłaby na to by jej imię zostało zhańbione. Nigdy nie zrobiłaby tego swojej rodzinie i rodowi. A jednak tak to wyglądało w jego oczach. I przez moment poczuła się z tą myślą źle. Bo za kogo on ją w tym momencie miał? Jak bardzo przez te słowa straciła w jego oczach? Nie lubiła mówić o sobie. Nie dopuszczała do siebie ludzi i wolała ignorować podświadomość, która namawiała ją do otworzenia się. Tylko ktoś komu ufała w pełni wiedział o niej więcej, a i tak była to wiedza wielkości ziarenka. Nie lubiła być w centrum uwagi. Nie interesowały ją bale, ceremonie, sabaty. Nie umiłowała sobie plotkowania, pięknych stroi i kokietowania mężczyzn. Choć była szlachcianką to w swej prostocie żadnej nie przypominała. Brzydziła się kłamstwem choć płynęło ono w jej żyłach. Gdyby naprawdę miała kogoś przy swoim boku… po pierwsze nie zrobiłaby tego jemu, a po drugie nie zrobiłaby tego Morgo. Nie bawiłaby się w niejasne sytuacje i nieokreślone relacje. Nie pozwoliłaby sobie na tak luźne zachowanie. Zignorowałaby fakt, że tak dobrze czuje się w jego obecności. Bo tak wypadało. I chciała wierzyć, że nadal widzi w niej tą samą osobę. Chciała wierzyć, że nic między nimi się w tym momencie nie zmieniło, ale w głębi duszy wiedziała, że tak nie jest. Znała go. Przynajmniej tę część jego osobowości. Nie uwierzyła w jego zapewnienia. Widziała jak odwraca wzrok, jak splata dłonie za plecami, jak ustawia się neutralnie, ale dla niej po prostu sztucznie. Zmęczenie. To tylko zmęczenie. Czara przelała się kiedy w słowach pożegnania zamiast swojego imienia usłyszała tytuł. Skrzywiła się jakby ją obraził. Przez chwile nie wiedziała co powiedzieć. Pewnie powinna skłonić się równie dostojnie i odejść. Skoro tak widział sprawę to jaki był sens przekonywania go? Pewnie tak zrobiłaby każda. Myśląc, że opamięta się, zrozumie i znowu będzie tak jak dawniej. Przecież niemożliwe było by przez słowa stracić przyjaciela. Tylko czy aby na pewno niemożliwe? Nigdy nie należała do całkiem normalnych i tym razem też nie miała zamiaru zachować się jak każda. - Lady Selwyn? - powtórzyła wybita z rytmu. Zeszła te parę stopni, które ich dzieliły i stanęła obok niego w momencie, w którym się odwracał. - Chodzi o to co powiedziałam na Wyspie? Dlaczego mnie tak traktujesz? Czemu chcesz zniknąć? - w jej głosie dało się słyszeć smutek. Nie wiedziała co może mu powiedzieć. Nie wiedziała jak powiedzieć to co powinna. - Porozmawiaj ze mną




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley https://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 https://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow https://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#143800
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Zaręczony
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
5
0
0
40
24
5/25
5/62
Czarodziej

PisanieTemat: Re: wejście/wyjście   19.09.16 12:51

Oczywiście, że jej nie winił. Jakże by mógł? Wina spadała na niego i tylko jego. Jako mężczyzna, jako szlachcic powinien wycofać się już wcześniej, ale pozwolił swojej podświadomości na to, by popchnęła go dalej. By nie przejmował się wszystkimi zasadami, bo ta sytuacja była inna. Owszem. Była. Teraz nie potrafił odróżnić tego, że Lucinda pracowała dla niego. Pracowała, nie towarzyszyła. A on tak to odebrał. Jak głupi i bezmyślny był w momencie, w którym na to przyzwolił. W którym umknęło mu to, że nie była to zwyczajna znajomość. Przerażała go tak bardzo, że przez chwilę zapomniał jak zaczerpnąć oddech. Jeszcze kilka dni i mogłoby się wydarzyć coś, czego obydwoje mogliby żałować. Morgoth zamknął na chwilę oczy, próbując uspokoić szalejące myśli i uczucia. Czy jeszcze mógł stanąć przed lustrem i powiedzieć, że nie ma sobie nic do zarzucenia? Że ma wady, ale nie dotyczą one jego wychowania, bo jeśli tak by było, obrażałby swoich rodziców tym stwierdzeniem i zachowaniem. Czuł, że w pewien sposób zdradził ich i ich naukę, którą darzyli go przez tyle lat. Bo pozwolił się wplątać w coś, co zwyczajnie nazywało się... Czym? Z zewnątrz mogłoby to wyglądać na romans młodego kawalera i obiecanej komuś innemu kobiety. Morgoth instynktownie spojrzał w dół ulicy jakby chciał się upewnić, że nikogo tam nie było. Zagryzł dolną wargę, uciekając spojrzeniem przed jej wzrokiem. Dalej była dla niego tą samą Lynn, którą była, gdy spotkali się wieczorem na wyspie. Tą samą która pomagała mu rozwiązywać rodzinny problem. Z którą był w Tower of London. Którą chciał chronić i o którą się martwił. Jednak nie mogli tego ciągnąć, bo tradycja jak i opinia społeczności temu przeczyły. To było niedozwolone i musieli to zakończyć. Im szybciej tym lepiej. A Morgoth potrafił wrócić do swojej wcześniejszej postawy. I chociaż pierwszy raz w życiu bolało go odegranie szlachcica, zrobił to, bo wiedział, że są rzeczy ważniejsze od jego uczuć.
Nie zwrócił uwagi na jej słowa, bo odchodził. Mogła sobie o nim myśleć co chciała. Najlepiej, żeby kompletnie o nim zapomniała, bo nie musiałby się tłumaczyć, dlaczego nie widują się lub nie rozmawiają dłużej na większych uroczystościach arystokracji. Nie mógł jednak zignorować faktu, że stanęła koło niego i dosłownie zagrodziła mu drogę. Nie chciał na nią patrzeć. Nie mógł. Nie potrafiłby. Dlatego też utkwił spojrzenie w ścianie budynku obok nich. Zwrócony profilem do Lynn, wydawało mu się, że milczał wieki, zanim się odezwał:
- Bo powinienem. Powinienem odejść, póki jeszcze nic się nie stało. Gdybym wiedział, że... - Kochasz innego? Jak żałośnie i głupio to brzmiało nawet w jego głowie. Dlatego to przemilczał, nie zamierzając nawet tego rozwijać. - Przekroczyłem pewną granicę i nadwyrężyłem twoje zaufanie, równocześnie mogąc doprowadzić twoje imię do okropnego stanu. Mogę jeszcze temu zapobiec. Tylko muszę odejść.





You collect scars because you want proof that you are paying for whatever sins you've committed
Powrót do góry Go down
Lucinda Selwyn
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-nott https://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 https://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 https://www.morsmordre.net/f286-pokatna-23-4 https://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
26
Szlachetna
Panna
i just want to live while i'm alive
12
20
0
0
1
0
10
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: wejście/wyjście   19.09.16 13:21

Nie wiedziała co ma mu odpowiedzieć. Była za bardzo zaskoczona. I w tym momencie pożałowała. Tylko nie wiedziała czego. Czy tego, że nie powiedziała mu wcześniej czy tego, że powiedziała to w tamtym momencie. Nie skłamała. Cierpiała przez miłość. Cierpiała bardziej niż myślała, że można. Przez długi czas czuła się zraniona, oszukana, zmanipulowana. Czuła, że pozwoliła sobie na to cierpienie więc właśnie na nie zasłużyła. Tak wiele wtedy rzeczy chciała zmienić. Tak bardzo chciała cofnąć się w czasie by zapobiec swojej głupocie i naiwności. Tylko z jaką lekcją wtedy by z tego wyszła? Że popełnianie błędów nic nie kosztuje? Że nie trzeba się tym przejmować, bo wszystko można cofnąć? Nie zrobiłaby tego. Sumienie nigdy by jej na to nie pozwoliło. Więc trwała w tym smutku i żalu myśląc, że nie pozbiera się z tego. A już na pewno nie na tyle by móc znów zacząć oddychać. Jednak przez te dwa miesiące zobaczyła, że jej życie nie skończyło się wraz z powrotem do Londynu. Zobaczyła, że może mieć tutaj jakieś życie. Nie tylko napędzane chaosem i fałszem arystokratycznego świata. Ale takie prawdziwe. Jej życie. Teraz czuła, że znowu ma ochotę uciec. Może taka już właśnie była. Uciekała kiedy ktoś stawiał na niej krzyżyk. Uciekała kiedy czuła, że ktoś traci w nią wiarę. Bo ucieczka była dla niej jedyną opcją. Szukała wyjścia z  sytuacji tak poplątanej, tak skomplikowanej, że mogła tylko zapętlić się w niej jeszcze bardziej. Gdybym wiedział, że… gdyby wiedział, że co? Że był ktoś kiedyś w jej życiu? Co by to zmieniło? Czy to jakieś niepisane zasady, o których nie miała pojęcia? I nawet na nią nie spojrzał. Czemu? Tak bardzo straciła w jego oczach, że nie mógł nawet na nią spojrzeć? Czuła, że nie rozumie. Całej tej sytuacji po prostu nie rozumie. Jeszcze parę godzin temu rozmawiali ze sobą szczerze, bez ogródek, a teraz czuła, że nie rozmawiają w jednym języku. Cofnęła się o krok jakby tknięta jego następnymi słowami. - Moje imię? O czym Ty mówisz? - zapytała zdezorientowana. Oczywiście dopuszczała do siebie znaczenie jego słów, ale nie rozumiała jak mógł tak na to spojrzeć. - Czy Ty naprawdę uważasz, że będąc z kimś związana pozwoliłabym na to wszystko? Myślisz, że tak swobodnie zachowywałabym się w Twojej obecności? - nie było w jej głosie ani irytacji ani żalu. Czyste zdziwienie. - Tak… przyznaje może nie jestem idealną szlachcianką. Może życie jakie sobie wybrałam nauczyło mnie, że wszyscy jesteśmy tylko ludźmi i te sztywne zasady nie zawsze muszą nas obowiązywać. Może od początku wybrałam swobodę zamiast szlacheckich tytułów, ale nigdy nie postawiłabym ani Ciebie, ani siebie w takiej sytuacji. - powiedziała odwracając w końcu wzrok. Nie mogła dłużej znieść faktu, że nawet na nią nie spojrzał. - Nigdy nie powiedziałam, że w moim życiu ktoś jest. Powiedziałam, że wiem jak to jest cierpieć przez miłość. Nic więcej na własną obronę nie mam. - dodała spoglądając w stronę schodów. Wiedziała, że nie umie się z tego wytłumaczyć. Skoro sama ze sobą nie potrafiła się skonfrontować w tej sprawie to jak miała wyjaśnić to jemu?




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley https://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 https://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow https://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#143800
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Zaręczony
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
5
0
0
40
24
5/25
5/62
Czarodziej

PisanieTemat: Re: wejście/wyjście   19.09.16 13:53

- Wiesz, o czym mówię. Wiesz, co myślę w tej chwili. Wiesz, że to dla mnie coś nowego. Wiesz, że nie mógłbym być blisko z kimś, kto jest obiecany komuś innemu. Wiesz, że to mnie przerasta. I wiesz, że to nie jest już zlecenie o pracę - mówił do niej, jednak tak naprawdę chodziło mu o niego samego. Przyznał się do tego po raz pierwszy przed samym sobą i do tego powiedział to na głos. Powiedział to przy niej. Czy to były jakieś niespinane zasady? Tak! Dokładnie tak było. Przez nią stracił kurs i wypadł z torów, na których był przez całe swoje życie. Potrząsnęła nim, a on zobaczył, że nie wszyscy są jeszcze tak zepsuci i pozbawieni szansy na jego zainteresowanie. Jednak w stosunku do Lynn to nie było zainteresowanie. Przyciągała go silniej niż mogła sobie wyobrazić, chociaż dzieliło ich wiele. Wiedziała o tym jak działała na ludzi? Poruszyła nie tylko nim, ale Morgothem Flintem, Oktawianem Parkinsonem, jego matką, wszystkimi, którzy stali na jej drodze. Nie dostrzegała tego? - Nie pozwoliłabyś. - Po raz pierwszy przeniósł na nią spojrzenie. Wbił twardy wzrok zielonych oczu, które dosłownie mieniły się w ciemności. Coś zaczęło się palić w jego wnętrzu i nie znał na to lekarstwa. Wiedział tylko, że widział na razie tylko ją jedną. Nie było ulicy, latarni, otaczających ich budynków. - Jestem człowiekiem, który nigdy nie czuł się zagubiony. Wiedziałem jak postępować, znałem odpowiedź, zanim zadałem pytanie. Te sztywne zasady pokazywały mi drogę, którą powinienem był podążać i tak właśnie robiłem. Nie podejrzewałem, że cokolwiek lub ktokolwiek wejdzie między mnie, a mój cel. Tak było do chwili, w której wszedłem do Dziurawego Kotła. Nie wiem, co się potem działo. Nie wiem jak zgubiłem się między sprawą klątwy, a naszą znajomością. Bo nie wiem jak mam cię traktować. Jesteś anomalią.
Słysząc jej odpowiedź, płomień w jego wnętrzu wybuchł, a Morgoth złapał Lynn za ramiona i oparł o kamienną ścianę budynku obok. Pochylił się, by spojrzeć blondynce prosto w oczy i kazać jej nie uciekać spojrzeniem. On już nie zamierzał tego robić. Już nie. Wzdrygnęła się, ale to bardziej od zaskoczenia niż strachu.
- Jeśli jednak jest inaczej, a to ja odebrałem to niewłaściwie uświadom mnie - zaczął, obserwując ją uważnie. - Powiedz mi, że tak nie jest. Że przeoczyłem pewne sygnały, że powinienem trzymać się z daleka i nigdy nie dopuścić, bym podszedł bliżej. Zaprzecz temu, Lynn. Zaprzecz.
Nie zdawał sobie sprawy, że jego dłonie zacisnęły się nieco mocniej na ramionach kobiety niż zamierzał.





You collect scars because you want proof that you are paying for whatever sins you've committed
Powrót do góry Go down
Lucinda Selwyn
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-nott https://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 https://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 https://www.morsmordre.net/f286-pokatna-23-4 https://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
26
Szlachetna
Panna
i just want to live while i'm alive
12
20
0
0
1
0
10
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: wejście/wyjście   19.09.16 14:55

Lucinda wierzyła, że wszystkie pozytywne emocje rodzą się na gruzach cierpienia. Mogła to powtarzać w nieskończoność i przekonywać do tego każdego. Nie ma większego zaufania niż to okazane w trudnych chwilach i nie ma większego szczęścia niż to przy zażegnaniu tragedii. Jednak nie miała ona problemu z wykluczaniem siebie samej z ogółem przyjętego społeczeństwa. Zawsze traktowała siebie w niższym stopniu, wymagała od siebie więcej i nie widziała aż tylu perspektyw dla własnej osoby. Dlatego też wszystko gromadziło się w przebiegłości losu. Wmawiała sobie, że to on jest odpowiedzialny za jej pozytywne bądź negatywne emocje i przeżycia. Może i nie widziała, że było w niej coś dobrego. Może i nie widziała, że w tym świecie jest warta więcej niż mogłaby przypuszczać. Ale za to widziała to w innych. Widziała to w Morgo. Już na samym początku. Choć próbował być niewzruszonym lordem Yaxleyem to ona widziała w nim zmartwionego matką syna. Widziała tę determinację i wiedziała, że zrobi wszystko żeby tylko jej pomóc. I to właśnie dlatego postanowiła zająć się tym naszyjnikiem. Nie chodziło o pieniądze. Nigdy nie chodziło o pieniądze. Chodziło o to by zobaczyć jak człowiek obdarza drugiego człowieka troską, zmartwieniem i dobrem tak bardzo niespotykanym w ich świecie. Może i miał racje. Może i wiedziała, że to jest coś dla niego nowego, może i wiedziała, że go to przerasta, ale ona wiedziała o tym od samego początku. Nie potrzebował jej. Zrobiłby to wszystko sam i nie patrzyłby na konsekwencje. Tylko ile ona by wtedy straciła? Kim by teraz była? Zamknięta w swoim mieszkaniu na Pokątnej ukrywałaby się przed światem? Uciekałaby dalej? Ona nie chciała już uciekać. I przez ten cały czas myślała, że już nie musi. Że nie musi się znowu zamykać na świat. A jednak dzisiaj przestała już w to wierzyć. Przestała wierzyć, że w tym arystokratycznym świecie jest jeszcze dla niej miejsce. Zbytnio się różniła. Przyzwyczaiła się już do tego, że milczał. Przez chwile miała wrażenie, że nic jej nie odpowie i po prostu sobie pójdzie. To samo wrażenie, które czuła na wyspie kiedy chciał odesłać ją do domu. Zaskoczył ją jego głos. Przeniosła na niego wzrok słuchając dokładnie każdego słowa jakby gotowa na atak. Tylko, że to nie był atak. Już drugi raz tak bardzo ją zaskoczył mówiąc o tym co czuje wprost. Bo nie wiem jak mam cię traktować. Jesteś anomalią. Słysząc to serce podskoczyło jej w piersi. Przecież tak właśnie było. Różniła się od wszystkiego co znane. A jednak słysząc to z jego ust poczuła się tak jakby usłyszała coś takiego po raz pierwszy. Nie wiedziała czy była to dobra cecha czy zła. Nie wiedziała co tak naprawdę chce przez to powiedzieć. Pokręciła tylko głową w niemej dezorientacji. Gdy złapał ją za ramiona i przycisnął do ściany budynku zaskoczona drgnęła. Nie była w stanie odwrócić wzroku. Mogła przysiąc, że widzi w nim ogień. Tak dobrze znany jej ogień. Serce napędzane adrenaliną uderzało co raz mocniej. Nawet jeśli zaciskał jej dłonie na ramionach mocniej niż powinien nie czuła tego. Wpatrywała się w jego oczy, słuchała co mówi i ku jej własnemu zaskoczeniu wiedziała co odpowiedzieć. - Chcesz, żebym zaprzeczyła? - zapytała nie odrywając od niego spojrzenia. - Chcesz zostać czy odejść? Chcesz wrócić do obowiązujących nas reguł? Czego chcesz? - nie wiedziała co tak naprawdę teraz powinna myśleć. Tak wiele sprzeczności w jej głowie i tylko jedna trochę głośniejsza. Ta, że chciałaby by został.




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy


Ostatnio zmieniony przez Lucinda Selwyn dnia 19.09.16 18:42, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley https://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 https://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow https://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#143800
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Zaręczony
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
5
0
0
40
24
5/25
5/62
Czarodziej

PisanieTemat: Re: wejście/wyjście   19.09.16 15:33

Zapomniał o tym, że jeszcze paręnaście minut stali w milczeniu na Wyspie Achill i wpatrywali się we wschodzące słońce. Wpierw zachód i wschód. Czy to coś znaczyło? Czy nawet ziemia mówiła im, że niebo jest najciemniejsze tuż przed świtem? Co tak naprawdę działo się w głowie Morgotha Yaxley'a? Dobrze odczytywał znaki czy właśnie gubił się co raz bardziej? Pogrążał się czy wychodził na powierzchnie? Z Lucindą u boku wydawało mu się, że przypominało to kolejkę górską. Raz pędzili przed siebie, nie bojąc się niczego, by sekundę później zburzyć ogarniający ich spokój i samemu wplątać się w jeszcze większe nieporozumienia. Nigdy tego nie czuł i dopiero przy niej zrozumiał, co to znaczy nie panować nad sobą i swoimi emocjami. Wcześniej nigdy tego nie doznał. Ani razu. Był opanowany, chłodny i traktował świat jako swoją ziemię. Lynn szła razem ze światem u boku i starała się mu pokazać, że trzeba zejść z góry i spojrzeć na rzeczywistość pod innym kątem. Że każdy musi mieć uczucia, a dzielenie się nimi nie jest niczym złym. Morgoth wiedział, że emocje gromadzące się przez ten cały czas ich znajomości, stopniowo zwiększające się, chociaż wcześniej trzymane przez niego w ryzach, powinny trafić w przyszłości do kobiety, z którą miał dzielić życie. Lub nigdy nie powinny powstać. Chciałby obdarować nimi kogoś innego, ale wyczerpał cały swój zapas przy niej. Nie wiedział czy mógł sobie na to pozwolić, ale nie miało to znaczenia. Bariera fizyczności i tak została już złamana i to przez niego. Na pewno później miał sobie wypominać to, że naraził ją na tak nieprzyjemne zaskoczenie, ale nie teraz. Teraz nie był Morgothem, Yaxley'em czy nawet szlachcicem. Był mężczyzną, który patrzył na kobietę. Oczekiwał od niej odpowiedzi. Nie jeździł spojrzeniem po jej twarzy, bo zwyczajnie nie mógł oderwać wzroku od jej oczu. Zarzuciła mu kiedyś, że uciekał. Raz to zrobił, potem instynktownie go powstrzymała. Teraz też chciał odejść. Z początku. Potem wszystko się zmieniło za sprawą paru słów, wywołujących u niego lawinę wewnętrznych emocji. Lynn poruszyła nim, a wulkan dotąd uśpiony ożył, a lawa zalewała mu żyły, gdy czuł pulsujące życie w całym swoim ciele. Czuł jak serce bije mu gwałtowniej, pompując ognistą krew szybciej niż zawsze. To wszystko drzemało w nim zdecydowanie za długo. Nie chciał jej straszyć, nie chciał wprowadzać w zakłopotanie, nie chciał oszukiwać - chciał, by poznała prawdę. Nawet jeśli teraz wyjawiał jej ją w najbrutalniejszy ze sposobów. W sposób, którego nigdy nie powinien nawet brać pod uwagę. Jednak nie kontrolował swoich odruchów w tamtym momencie. Nie odwracała od niego spojrzenia. Nie opierała się. Słuchała, chociaż miała postawę wyzywającą. Oboje ją mieli, atakując się nielicznymi, ale dosadnymi słowami. Ciężki wór kamieni tkwił w jego żołądku, ale ignorował to. Po prostu ją obserwował. Lady Lucindę Selwyn. Tę, która odpowiadała za wiele dobra, ale równocześnie i wiele chaosu w jego życiu. Słyszał słowa, które mówiła. Rozumiał je doskonale. Miały znaczenie. Były identyczne jak te kierowane przez nią do niego na wyspie. Gdy chciał, żeby wróciła do domu. By zostawiła go samego. Nie zrobiła tego, jednak teraz to on miał odpowiedzieć. I miał zamiar to zrobić. Bo to wszystko wymknęło się spod kontroli. Już nie zależało od niego.
Czego chcesz?
- Chcę ciebie, Lynn.
Puścił ją i cofnął się jakby dopiero teraz te słowa dotarły do niego, a on sam bał się reakcji. Bał się jej strachu i chociaż doskonale teraz o tym wiedział, jego twarz ani wzrok nie zmieniły się.





You collect scars because you want proof that you are paying for whatever sins you've committed
Powrót do góry Go down
Lucinda Selwyn
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-nott https://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 https://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 https://www.morsmordre.net/f286-pokatna-23-4 https://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
26
Szlachetna
Panna
i just want to live while i'm alive
12
20
0
0
1
0
10
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: wejście/wyjście   19.09.16 16:55

Lynn lubiła wiedzieć. Tak po prostu. Lubiła wiedzieć co ktoś myśli, lubiła wiedzieć co ktoś czuje, lubiła znać odpowiedzi na pytania i lubiła trafnie je zadawać. Jednak nie była ciekawska. Po prostu lubiła czuć, że ma panowanie nad sobą i jej najbliższym otoczeniem. Na tyle by grunt nie usunął jej się spod nóg. W tym byli do siebie podobni. Tylko istniały rzeczy, których nie dało się przewidzieć i słowa na którego nie dało się zareagować. Nie spodziewała się, że ich wyprawa na Wyspę skończy się w ten sposób. Nie spodziewała się, że kiedykolwiek w życiu będzie jeszcze w stanie tak otwarcie mówić o sobie, o swojej przeszłości. Nie sądziła, że będzie potrafiła jeszcze kiedykolwiek tak na kogoś spojrzeć. A jednak kolejny raz dała się zaskoczyć. Tak jakby to nie zbliżało się wielkimi krokami przez dwa miesiące. Jakby nie wiedziała, że to w końcu tak czy tak się stanie. I to był właśnie paradoks. Bo z jednej strony czuła jak rozum stara się ją hamować wysyłając jej sygnały ostrzegawcze. Myślami przypominał o wszystkim co sobie obiecała. Nigdy więcej miała sobie na to nie pozwolić. Nigdy więcej nie miała dopuścić kogoś tak blisko. Ale z drugiej strony każda komórka jej ciała krzyczała, że nie może tego ignorować. Że to nie jest to samo. Że tym razem nie będzie cierpieć. Jednak żadna ze stron nie była wystarczająco silna. Nie kiedy słyszy się takie słowa. Chcę ciebie, Lynn. I nie wiesz co powiedzieć. Bo przecież każde słowo wydaje się być automatycznie absurdalne i bezsensowne. Bo przecież nie ma na te słowa dobrej odpowiedzi. A przynajmniej ona w tym momencie jej nie znała. Mogło się to wydawać proste. Zadajesz pytanie i oczekujesz odpowiedzi. Tylko kiedy żyjesz z myślą, że w Twoim życiu nic nie układa się tak jak powinno, że nawet nie zasługujesz na to, żeby się układało to nie potrafisz sobie takiej odpowiedzi wyobrazić. Czuła tylko jak ktoś łapie jej serce w dłoń i ściska. Z całej siły. To samo serce, które jeszcze jakiś czas temu zbierała z podłogi w swoim salonie. To samo serce, które zostawiła podczas ostatniej wyprawy. To samo serce, które teraz nie potrafiło zwolnić. Odsunął się o krok, a ona nie pozwoliła się mu odsunąć dalej. Chwyciła go za dłoń i stając na palcach przyciągnęła go do siebie w pocałunku. Zamknęła oczy i wplotła wolną dłoń we włosy mężczyzny. Nie było w tym gwałtowności ani tych wszystkich rozpaczliwych emocji jakie wrzały w nich wcześniej. To było delikatne i proste. Trafiające w sendo, a tak przynajmniej na chwilę obecną myślała. Tak jak jego słowa. Dopiero po chwili jej podświadomość wywróciła tę chwilę do góry nogami. Co Ty z siebie robisz? Tak się nie zachowują szlachetnie urodzone. Mało Ci jeszcze? Głos sumienia nie dawał jej spokoju. Gdzieś w głębi siebie wiedziała, że miał racje. Nie powinna tego zrobić, nie powinna pozwolić emocjom wziąć górę. Odsunęła się od niego równie szybko jak go przyciągnęła. Zasłoniła ręką usta jakby chciała ukryć to co przed chwilą zrobiły. Jakby to one były winne. - Przepraszam… - zaczęła i naprawdę chciała powiedzieć coś jeszcze. Tylko, że nic więcej nie chciało wyjść z jej ust. Bo co mogła powiedzieć? - Przepraszam – powtórzyła chowając twarz w dłoniach. - Lepiej będzie… - dodała odwracając się w stronę schodów. Lepiej będzie jak już pójdzie. I poszła.

z.t




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley https://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 https://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow https://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#143800
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Zaręczony
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
5
0
0
40
24
5/25
5/62
Czarodziej

PisanieTemat: Re: wejście/wyjście   19.09.16 18:32

Nie sądził, że kiedykolwiek jego serce będzie pracowało równie szybko i gwałtownie co w tej chwili. W przeszłości odczuwał paraliżujący strach odcinający władzę w kończynach i mrożący krew w żyłach. Znał smak radości, chociaż niektórym mogło się to wydawać abstrakcyjne. Nigdy jeszcze nie czuł emocji związanej z bliskością drugiej osoby. Kobiety, która działała na niego niczym magnes. Niby znajdowali się w zwyczajnym miejscu. Pokątna w centrum Londynu. W stolicy, której nienawidził. Wcześniej był zawsze zdany tylko na siebie w tym upiornym mieście. Nie znosił i nie mógłby tu żyć, teraz jednak zupełnie zapomniał, gdzie stał. Gdyby ktoś spytał go o sprecyzowanie lokalizacji, zapewne nie potrafiłby odpowiedzieć. Bo nie istniało coś takiego jak miejsce. Nie wiedział czy nawet istniało coś takiego jak czas. Po prostu wszystko się zatrzymało, gdy odpowiedział na jej pytanie. Gdy powiedział, co czuł i co zrodziło się w nim przez te dwa miesiące. Gdyby nie emocje, zapewne nigdy by tego nie powiedział, ale długo z tym walczył. Wystarczająco długo.
Spodziewał się każdej reakcji. Od śmiechu przez gniew po trzaskanie drzwi. Bo nie traktował jej dzisiaj jak powinien - przygniecenie do ściany nie świadczyło raczej o jego delikatności w tamtej chwili. Dlatego zrozumiałby, gdyby go zostawiła samego z jego słowami. Nie mógł jednak przewidzieć tego, co zrobiła Lynn. Gdy złapała go za rękę, myślał o jej normalnym uściśnięciu dłoni, które ostatnio i się zdarzały, a mówiły więcej niż tysiąc słów. Dotyk zimnej skóry blondynki spowodował, że klatka piersiowa rozszerzyła się bardziej niż zwykle, gdy nabierał powietrza, ale nie dane było mu zaczerpnąć go do końca. Równocześnie bowiem przysunęła go do siebie, samej podnosząc się tyle, ile mogła na palcach, by złączyć ich usta w pocałunku. Zdusił jęk, nie mogąc przez chwilę oddychać. Kamień w żołądku nabrał rozmiarów, ciągnąc go ku ziemi. Początkowo nie wiedział jak zareagować niespodziewanym gestem, jednak pół uderzenia serca później sam go jej oddawał. W nozdrza gwałtownie wdarł się zapach kobiety, a słodki smak warg opanował jego ciało. Poczuł jej palce w swoich włosach. Każdy dotyk Lynn elektryzował. Sam nie wiedział, kiedy sięgnął ręką do jej talii i powędrował nią w górę, by dotknąć jej policzka. Serce pracowało mu gwałtownie, chociaż oddech miał spokojny. Chciał tego bardzo mocno. Równie silnie, co wtedy gdy szukali Oktawiana. Nie dało się jednak porównać tych obu sytuacji. Lucinda poruszyła jego życiową łodzią, a ta chwila zbliżała się jeszcze bliżej. Jeszcze szybciej. Morgoth czuł, że z tym pocałunkiem zabrała jego serce, chociaż teraz możliwe że też duszę. I tak szybko jak to dała, odsunęła się. Patrzył jak przykładała dłoń do ust i chciał coś powiedzieć, ale Lynn mu przerwała swoimi przeprosinami.
- Lu... - powiedział jedynie, jednak blondynka wbiegła już do domu, chowając się w jego wnętrzu.
Morgoth patrzył jeszcze chwilę w drzwi mieszkania, które zamknęły się za kobietą parę sekund wcześniej. Chciał za nią pójść i powiedzieć, że to był jeden z najlepszych momentów w jego życiu i nie chciał, by za niego przepraszała. Nie miała za co. Zdawał sobie jednak sprawę, że potrzebowała oddechu. Żałowała? To działo się zdecydowanie poza ich kontrolą. Podniósł spojrzenie na niebo, widząc wyraźne rozjaśnienie kolorów. Powinie był wracać, chociaż bardzo chciał powiedzieć coś Lynn. Chciał ją zobaczyć, by nie czuł się jeszcze bardziej samotny niż wcześniej. Włożył dłonie w kieszenie płaszcza i podkurczył ramiona. Zanim zrezygnował, spojrzał po raz ostatni na wejście do mieszkania na Pokątnej 23/4.

|zt





You collect scars because you want proof that you are paying for whatever sins you've committed
Powrót do góry Go down
Lucinda Selwyn
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-nott https://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 https://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 https://www.morsmordre.net/f286-pokatna-23-4 https://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
26
Szlachetna
Panna
i just want to live while i'm alive
12
20
0
0
1
0
10
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: wejście/wyjście   07.11.16 10:34

/ 21 marca?

Mówią, że zmiany są dobre. Mówią, że niosą ze sobą świeżość, nowy start. Coś czego uzyskanie w normalnych warunkach nie będzie możliwe. Mówię tu o warunkach ciągłe rozpamiętywania tego co się wydarzyło. Tak jakbyśmy byli skazani na to by tkwić w jednym miejscu i wspominać tylko jedno wydarzenie. Lynn nie szukała zmian. Wiedziała, że ten ból jaki czuła minie. Wiedziała, że to rozczarowanie dzięki któremu czuła tą gorycz także minie. Nie śpieszyła się chyba z tym zbytnio. Odczuwanie przypominało, że to wszystko było prawdziwe. Zmiany jakie postanowiła przeprowadzić unikały jej życia, a przynajmniej taką miała nadzieje. Chciała się skupić na zmianach w mieszkaniu. Wcześniej nie przywiązywała zbytniej uwagi do tego jak będzie wyglądać jej mieszkanie. Oczywiście chciała, żeby było jasne, schludne bez większego przepychu, bo dla niej szlachetność leżała w skromności, a nie w wystawności. Jednak spędzała tutaj tak mało czasu, że tak naprawdę nigdy nie miała możliwości by zagospodarować całe mieszkanie. Teraz wiedziała, że jej praca skupi się głównie w tym mieszkaniu i idąc za radą ojca wolała, żeby to miejsce wyglądało nie tyle na szlacheckie co praktyczne. Jako, że nie miała o tym bladego pojęcia postanowiła zlecić to znanemu w kręgu szlacheckim magiarchitektowi - Rodrickowi Baudelaire. Rodzina Baudelaire była znaną rodziną czystej krwi dlatego też Lynn podpytała rodzinę i bliskich czy jest on człowiekiem godnym polecenia. Okazało się, że bardzo dużo pomieszczeń w domu Selwynów wychodziło spod ręki Pana Baudelaire. Miała nadzieje, że ona także będzie zadowolona z jego pracy. Siedziała właśnie w salonie przeglądając Proroka Codziennego, kiedy usłyszała dźwięk dzwonka do drzwi. Odłożyła gazetę na stolik i ruszyła w stronę natarczywego dźwięku. Powinna go zmienić. Otworzyła drzwi i posłała mężczyźnie uśmiech. - Pan Rodrick Baudelaire jak mniemam? Witam Pana, cieszę się, że udało się Panu znaleźć dla mnie czas. Zapraszam. - powiedziała otwierając szerzej drzwi i wpuszczając gościa do środka.




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Powrót do góry Go down
 

wejście/wyjście

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

 Similar topics

-
» Wejście główne
» Brama wejściowa [Podwórze]
» Wejście do kryjówki Ghosta w piwnicy.
» Hall Wejściowy
» Główne wejście

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Mieszkania :: Centrum :: Pokątna 23/4-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18