Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Plac zabaw

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Plac zabaw   16.07.16 18:21

Plac zabaw

Zlokalizowany na obrzeżach Londynu plac zabaw codziennie przyciąga mnóstwo dzieci spędzających czas poza domem i ruchliwym centrum. Przez jeden z kominków podpiętych do sieci fiuu w publicznych budynkach z łatwością mogą się tutaj dostać nawet najmłodsi. Zaklęcia skrywają tę część parku, na którym wydzielono miejsce dla pacu zabaw, przed wzrokiem mugoli. Dzieci mogą bez obaw się bawić, grać w gry, impulsywnie, często po raz pierwszy używać czarów.
Część z atrakcji placu zabaw ma już dawno za sobą pierwszą młodość; z huśtawek odchodzi farba, jednakże nadzorcy terenu dbają, by były bezpieczne. Chodniki są wybrakowane, często na wpół asfaltowe, na wpół żwirowe. To jednak nie przeszkadza dzieciom w codziennej zabawie: grają w klasy, skaczą w gumę, przez skakankę, udają pojedynkujących się czarodziejów z patykami zamiast różdżek w ręku. Zabawa tętni tutaj od rana do wieczora, najmłodszych często nie może powstrzymać nawet typowa, angielska pogoda - zdaje się, że przywykły do niej. Swoje pociechy zabierają tu czarodzieje o krwi mieszanej, nie zwracający uwagi na czystość krwi. Co prawda można tu spotkać także dzieci o błękitnej krwi, jednakże zawsze są to mali członkowie rodów przyjaznych bądź neutralnych wobec mugoli. Powietrze rozbrzmiewa śmiechem, odgłosami mniej lub bardziej zaciekłych kłótni. Podopiecznych pilnują dorośli, czytający gazetę na ławkach w cieniu drzew. Nierzadko zabijają nudę, grając w gargulki lub w czarodziejskie oczko jak za dawnych, szkolnych lat.
Możliwość gry w gargulki, czarodziejskie oczko


Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley https://www.morsmordre.net/t838-zlotko https://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Plac zabaw   14.08.16 14:32

| luty, data obojętna

W powietrzu rozległ się trzask teleportacji. Drobniutka dziewczyna otulona granatowym płaszczykiem zmaterializowała się obok jednego z pozbawionych ulistnienia drzew i gdy tylko otworzyła załzawione oczy, zdała sobie sprawę, że wylądowała w złym miejscu, to nie tu chciała się znaleźć, a w swojej podmiejskiej pracowni, mieszczącej się niedaleko stąd. Zamiast na jej tyłach, pojawiła się nieopodal placu zabaw, który czasem mijała, gdy wybierała się na piesze przechadzki po okolicach pracowni, więc oczywiście, znała to miejsce, nie raz słyszała piski bawiących się dzieci i wspominała z nostalgią czasy, gdy sama była taka, jak one.
Teraz jednak jej myśli krążyły gdzie indziej, wokół miejsca, z którego chwilę temu się deportowała. Niemal nie dostrzegała dzieci i kilkorga pilnujących ich dorosłych, nie myślała o pracowni znajdującej się niedaleko od tego parku. Jej drobna dłoń oparła się o korę drzewa, po bladym policzku spłynęła samotna łza, którą szybko otarła wolną ręką. Znowu tam była, znowu pojawiła się na ulicy, na której do niedawna, do czasu swojego ślubu mieszkała z Garrettem. Stanęła na chodniku na przeciwko kamienicy wciąż zamieszkiwanej przez swojego brata i spojrzała w okna, zastanawiając się, czy Garrett jest w środku, czy jego ruda czupryna i twarz równie piegowata co jej własna migną za szybą, czy będzie mogła choć przez krótką chwilę go zobaczyć. Ale gdy wydawało jej się, że coś rzeczywiście poruszyło się w oknie (nie była jednak pewna, czy rudawy połysk był włosami brata, czy może po prostu to wzrok oszukiwał ją, podsyłając złudne wyobrażenia?), po prostu odwróciła się na pięcie i ślizgając się na śniegu w nowiutkich, już nie dziurawych bucikach, pobiegła do najbliższego zaułka i teleportowała się, chcąc zaszyć się w pracowni, bo nie mogła pojawić się przed mężem zapłakana i roztrzęsiona.
Tak bardzo za nim tęskniła! Niestety, odkąd wybrała Glaucusa i szlacheckie życie, ich drogi wydawały się podążyć w odmiennych kierunkach, nie widziała go od czasu ślubu, nie licząc tego nieprzyjemnego spotkania podczas pojedynku, na myśl o którym jej oczy spoczywają na dłoni, którą jej brat podpalił zaklęciem, a potem wyszedł, nie odezwawszy się do niej ani słowem, chociaż cierpiała, właściwie to bardziej na duszy niż na ciele, bo poparzoną rękę można było naprawić jednym zaklęciem, ale nie można było uleczyć wrażliwego, zranionego serduszka i poczucia bycia zdradzoną przez osobę, którą przez większość swojego młodego życia kochała najbardziej na świecie (jednocześnie jako brata i zamiennik zaginionego ojca) i w którą była zapatrzona niczym w obraz. Jego utrata bolała, bo jaką miała pewność, że go odzyska, że życie u boku nieodpowiedniej osoby nie pochłonie go bez reszty, odcinając od rodziny i od reszty szlacheckiego świata?
Pochłonięta tymi niewesołymi myślami, tęsknotą za rodziną, wciąż stała w tym samym miejscu, nawet nie próbując się od tego odciąć. Po prostu pozwalała myślom krążyć wokół brata, męża i tych wszystkich zmian, które nastały w jej życiu w ostatnich miesiącach, a piski dzieci docierały do niej jak przez mgłę. Dawała sobie jeszcze kilka minut na uspokojenie się, zanim odejdzie powoli w stronę pracowni.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Raiden Carter
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 https://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 https://www.morsmordre.net/t3273-agent-carter#55386 https://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 https://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
funkcjonariusz policji, brygadzista
31
Półkrwi
Kawaler
I don't know but I been told
A big legged woman ain't got no
s o u l
15
27
0
0
0
0
1
11
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Plac zabaw   14.08.16 15:45

1 lutego

Odkąd częściej zaczął spotykać się z Cillianem i jego rodziną zrozumiał, że chcąc nie chcąc się z nimi związywał. Wcześniej posiadał jedynie znajomych w Ameryce. Nikt nie znał go przed przyjazdem do Chicago i mimo że związał się z niektórymi kolegami z pracy, nikt nie dorównywała starej, silnej przyjaźni z Moody'm. Wyjeżdżając, zostawił go samego. Po powrocie zastał trójkę Moody'ch. Oczywiście starał się ograniczać pobyty u nich w domu, by nie zaburzać ich naturalnego rytmu życia.W końcu posiadali już swoją prywatność i na pewno nie chcieli, żeby ktoś taki jak on kręcił im się ciągle pod nogami. Jednak im bardziej odmawiał, tym młode małżeństwo mocniej naciskało i zachęcało, by wpadał. A to na obiad, herbatę, wino czy kolację. Powodem mogła być nawet woda kapiąca w kranie. Byli jego jedynymi sojusznikami w ostatnim miesiącu pobytu w Londynie i pewnie był to dopiero początek długiej, głębokiej więzi między Raidenem a rodziną przyjaciela. Wszystko zaczynało powoli przechodzić w naturalny schemat, gdy zaczął pojawiać się pod danym adresem. Dwa razy Cillian z żoną i małym Alastorem wpadli do niego, gdy w domu panował spokój, a potem odbywało się to regularnie. W niecały miesiąc był przyjacielem rodziny. Pierwszy raz gdy Carter miał zająć się małym, dwuletnim synkiem Cilliana nie przypuszczał, że będzie mu to dane robić jeszcze przez kolejne dwa tygodnie. Dzisiaj był to już trzeci raz jak miał Alastora tylko dla siebie. Pomagało mu to oderwać myśli od pracy, ale również nacieszyć się obecnością mini człowieka, do którego miał wyjątkową słabość. Niezbyt wrażliwy Raiden w obecności dzieci zmieniał się w łagodnego opiekuna. Wydawało mu się, że znał Alastora od chwili narodzin. W końcu stary przyjaciel podesłał mu zdjęcie dziecka zaraz po urodzeniu i od tej pory Carter nosił je w portfelu w kieszeni blisko serca. Bliżej były jedynie podobizny rodziców i Sophii szczelnie zamknięte w naszyjniku zawieszonym na grubym rzemyku. 
Dzisiaj postanowił zabrać malca na plac zabaw i trochę z nim tam posiedzieć. Al był za mały, by zostawić go samego, chociaż gdy siadał, dość szybko przesuwał się z miejsca na miejsce. Zadziwiająco szybko. Raiden posadził go ubranego jak Eskimos na zmarzniętej trawie. Rozejrzał się po placu zabaw. Było tam kilkoro rodziców. Głównie matki ze swoimi pociechami, które piszczały i krzyczały na całe gardło. Przyuważył na ławce młodą kobietę z dziewczynką w wieku Alastora.
- Chodź, piękny. Idziemy zagadać do tamtych lasek. Co ty na to, Al? – rzucił Carter, odwracając się i patrząc w miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą siedział syn Cilliana. Jednak jego tam nie było. – Al? – powtórzył, rozglądając się na boki. Zaraz zobaczył oddalonego o cztery metry chłopca, raczkującego z niemałym trudem w stronę stojącej samotnie kobiety. Raiden pokręcił głową i zaczął biec za dzieciakiem. Złapał go w ostatnim momencie – Alastor obrał sobie bowiem nogi nieznajomej za swój cel. – Bardzo przepraszam za niego – rzucił, patrząc przepraszająco na młodą dziewczynę. - To demon szybkości - dodał już weselej, opierając chłopca na klatce piersiowej.




Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley https://www.morsmordre.net/t838-zlotko https://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Plac zabaw   14.08.16 16:22

Lyra była tak bardzo pogrążona we własnych myślach, że nawet nie zauważyła raczkującego w jej stronę chłopca. Jej zielone oczy były zamglone, utkwione gdzieś w przestrzeni, dużo dalej niż plac zabaw i niewielki park. Wciąż była tak młoda, a jednak odkąd tylko ukończyła Hogwart, tak wiele się w jej życiu zmieniło. Dłoń machinalnie gładziła ślubną obrączkę, i choć początki jej małżeństwa wydawały się szczęśliwe, epizod podczas sabatu oraz kłótnia z bratem rzucały na wszystko cień, którego nie dało się tak po prostu zignorować i udawać, że nic takiego nie miało miejsca.
Dopiero, gdy usłyszała męski głos, nagle poruszyła się i zamrugała szybko. Spojrzała najpierw w górę, na wysokiego mężczyznę, który do niej podszedł, a potem w dół, na dziecko przesuwające się po zmarzniętej ziemi, zmierzające prosto w jej stronę. Nie rozumiała, dlaczego, dlaczego to dziecko zainteresowało się właśnie nią, stojącą na uboczu, zamyśloną i wyraźnie odległą? Patrząc na uśmiechniętą buzię chłopca, przelotnie uświadomiła sobie, że było kwestią czasu, aż i ją dopadnie rodowa powinność wydania na świat potomstwa Glaucusa, który nie był już najmłodszy. Oczywiście, sama również tego pragnęła, tylko czy przypadkiem nie była jeszcze zbyt młoda, zbyt niegotowa na tak poważny krok, tak wielką odpowiedzialność, jaka miała spocząć na jej wątłych barkach? Wedle szlacheckich realiów zapewne nie, skoro Traversowie wybrali dla swojego syna właśnie ją, biedną malarkę Lyrę Weasley, która ledwie ukończyła Hogwart. Przez niski wzrost i wyjątkowo drobną sylwetkę nie wyglądała nawet na swoje niespełna dziewiętnaście lat. Teraz, gdy stała taka wystraszona i niepewna, wyglądała jeszcze młodziej, i tylko obrączka na palcu mogła sugerować dorosły wiek.
Odgoniła jednak te myśli, skupiła się znowu na mężczyźnie, zapewne ojcu chłopca.
- Nic się nie stało, tylko się... zamyśliłam – powiedziała, przywołując na twarz lekki, choć niepewny uśmiech. Jej policzki wciąż były jednak bardzo blade, a oczy zaczerwienione, więc uciekła przed nim wzrokiem, nie chcąc, by wiedział, że chwilę temu płakała. Ten obcy, nieznany mężczyzna, nie musiał przecież o tym wiedzieć. – Ma pan naprawdę uroczego synka – dodała, gdy nieznajomy uniósł chłopca. – Właściwie pojawiłam się tu przypadkiem, zaraz stąd... idę – rzekła jeszcze, ale nie wspomniała nic o pomyłce podczas teleportacji, bo nie była pewna, czy ma do czynienia z czarodziejem, czy mugolem.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Raiden Carter
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 https://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 https://www.morsmordre.net/t3273-agent-carter#55386 https://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 https://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
funkcjonariusz policji, brygadzista
31
Półkrwi
Kawaler
I don't know but I been told
A big legged woman ain't got no
s o u l
15
27
0
0
0
0
1
11
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Plac zabaw   14.08.16 18:23

Dziękował Moody’m za to, że postanowili dziś spędzić dzień razem, a on mógł przywłaszczyć sobie ich syna. W końcu potrzebował towarzystwa kogoś innego od podejrzanych, morderców czy zwłok. Nawet hałas śmigających mu nad uchem zaklęć, choć tak ekscytujący, wydawał się niczym w trzymanie małego ciałka, wdychanie charakterystycznego zapachu dziecięcego potu i jeżdżenie nieogolonym policzkiem po gładkiej twarzyczce. Żałował, że nie mógł być blisko Alastora, gdy był młodszy. Zawsze włączała mu się lampka ostrzegająca go, że to nie jest jego dziecko i nigdy nim nie będzie. Raiden jednak nie dawał zepsuć sobie humoru rozsądkowi. W końcu przez te kilka godzin jest mój, tłumaczył sobie. I wychodziło mu to na zdrowie. Im więcej czasu z nim spędzał, tym odczuwał głębsze pragnienie posiadanie własnego potomka. 
Uśmiechnął się do rudowłosej dziewczyny, która wyraźnie speszyła się zaistniałą sytuacją lub była już wcześniej wytrącona z równowagi. Wyglądała tak młodo, że aż go to zaskoczyło. Nie mógł przecież nie zauważyć jak nerwowo bawiła się obrączką. Tak dobrze znany mu ubiór szlacheckiego rodu mówił mu, że ma do czynienia z czarownicą. Jednak pozory mogły mylić, a praca w tym konkretnym zawodzie nauczyła go szczególnego wyczulenia, dlatego też przypuszczał, że rudowłosa mężatka była arystokratką. Ale nie dałby sobie za to odciąć ręki. Pozwolił sobie na poszerzenie uśmiechu i przeniesienie uwagi ze zmieszanej nieznajomej na Alastora, który zaczął coś mówić w swoim języku i dość obficie ślinić. 
- Pewnie to wyczuł i chciał panią poratować od samotności – odezwał się, posyłając jej szczere i ciepłe spojrzenie.  Uciekła przed jego wzrokiem, więc znowu skupił się na dziecku. Słysząc jej słowa, uśmiechnął się do siebie. Nie wiedzieć czemu postanowił nie wyprowadzać jej z błędu. Myśląc o Moodych, dodał z lekkim śmiechem:
- Dobrze, że jest podobny do matki niż do łysiejącego ojca.
Złapał w usta wyciągniętą małą rączkę chłopca, na co ten zachichotał. Poprawił go w ramionach, czując różdżkę pod połami płaszcza.
- Jeśli się pani zgubiła, tam – tu wskazał ręką kierunek, zbliżając się do niej nieznacznie. – Jest przystanek autobusowy. Jedzie prosto do centrum. Stamtąd dotrze już pani wszędzie, gdzie będzie chciała.




Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley https://www.morsmordre.net/t838-zlotko https://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Plac zabaw   14.08.16 20:26

Lyra nigdy nie przekonała się, jak to jest, opiekować się tak małym dzieckiem. Była najmłodsza z rodzeństwa, więc siłą rzeczy to nią się zawsze opiekowano. Ale, o dziwo, to ona pierwsza z ich trójki wyszła za mąż, dziewczęta w końcu zwykle były oddawane szybciej, zresztą... W kwestii swoich braci nie była już niczego pewna. Co, jeśli sprawdzi się scenariusz, który spędzał jej sen z powiek od dnia kłótni? Co, jeśli Garrett zdradzi rodzinę? Zdrajcy nigdy nie byli traktowani dobrze w magicznym świecie, więc jego droga do szlacheckiego światka pozostałaby już na zawsze zamknięta, co rodziło w jej naiwnym serduszku głęboki smutek, chociaż bardziej bolałby ją osobisty wymiar zdrady niż ten szerszy, rodowy.
Jej ubranie może nie było jawnie czarodziejskie, ale, z racji jej niewielkiej wiedzy o mugolach i braku pojęcia o ich aktualnej modzie, nie dało się nie zauważyć, że jej sukienka i długi płaszcz miały dość staroświecki krój, oraz były wykonane z materiałów dobrej jakości. Nie musiała już drżeć z zimna jak kiedyś, gdy do dyspozycji miała tylko stary, wielokrotnie łatany płaszcz kupiony z drugiej ręki i na wyrost, żeby starczył na jak najdłużej. Po ślubie z Glaucusem, choć daleko jej było do bezmyślnej rozrzutności i trwonienia pieniędzy na niepotrzebne szpargały, mogła zacząć o siebie dbać.
- Tak... Możliwe. Kto wie, jak dużo potrafią wyczuć dzieci – przytaknęła po chwili zawahania, wyraźnie onieśmielona obecnością obcego mężczyzny, który tak nagle do niej podszedł. Gdyby jednak był kimś groźnym, czy traktowałby to dziecko z taką troską? Wątpiła w to, więc ostatecznie znowu ostrożnie podniosła na niego wzrok, nie uciekła jeszcze. I wtedy, gdy tak lustrowała go spojrzeniem, dostrzegła fragment gazety wystającej z jego kieszeni. Gazety z poruszającymi się obrazkami. A więc czarodziej? Nie było to niemożliwe, bo wiedziała, że na tym placu zabaw często można było ich napotkać, gdy przyprowadzali swoje dzieci, by bawiły się na uboczu, gdzieś, gdzie jest mniejsza szansa, że mugole zobaczą ich spontaniczne i niekontrolowane czary. Sama w dzieciństwie musiała być izolowana od mugoli z powodu metamorfomagii, nad którą wtedy jeszcze zupełnie nie panowała, a trudno byłoby jej matce wytłumaczyć fakt, dlaczego włosy Lyry co chwilę zmieniają długość i kolor.
Kiedy znowu się odezwał, uniosła brwi, przez chwilę zastanawiając się, o czym mówił, ale po chwili fragmenty informacji z lekcji mugoloznawstwa oraz kilku miesięcy życia w Londynie wskoczyły na swoje miejsce i przypomniała sobie, czym jest „autobus”.
- Tak, oczywiście. Dziękuję – rzekła, udając, że orientuje się znacznie lepiej niż w rzeczywistości. Tak naprawdę jej wiedza o mugolskich realiach była dosyć pobieżna i fragmentaryczna. – Ale właściwie to się nie zgubiłam, wiem, gdzie jestem i jak dojść do miejsca, gdzie chcę trafić. Po prostu chciałam chwilę... pomyśleć. Takie miejsca jak to sprzyjają skupieniu bardziej niż hałaśliwe i zatłoczone centrum.
Znowu spojrzała na poruszającą się gazetę.
- Cóż, chyba nigdy nie przyzwyczaję się w pełni do Londynu – westchnęła, puszczając w końcu obrączkę i pozwalając obu dłoniom opaść luźno wzdłuż drobnego ciałka.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Raiden Carter
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 https://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 https://www.morsmordre.net/t3273-agent-carter#55386 https://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 https://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
funkcjonariusz policji, brygadzista
31
Półkrwi
Kawaler
I don't know but I been told
A big legged woman ain't got no
s o u l
15
27
0
0
0
0
1
11
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Plac zabaw   14.08.16 21:55

- Niech pani kiedyś spróbuje życia w Chicago. Tam to jest dopiero chaos – odpowiedział jej Raiden, uśmiechając się i wygłupiając w stronę Alastora. Nie widział tego ciągłego spięcia jego towarzyszki, dlatego też nie zastanawiał się na odpowiedziami. Mówił szczerze. Gdyby dalej zobaczył u niej pewną dozę nieufności (nie dziwne. W końcu dopiero co się spotkali), może inaczej by sformułował zdania płynącego z jego ust. Nigdy nie był kimś, kto dba o dobry wizerunek. Wolał być szczerym niż udawać i podchodzić do ludzi jak do jajek. Oczywiście, że można było być wrażliwym, podenerwowanym, ale czy istniał lepszy sposób od mówienia prawdy prosto z mostu? Wątpił w to. Dlatego tez robił to co robił. I był jaki był. Szkoda, że nie mógł jeszcze normalnie rozmawiać z Sophią. Tęsknił za nią, mimo że mieszkali już w tym samym domu. W jakiś sposób dziewczyna w parku przypominała mu jego siostrę, ale na pewno nie z zachowania. A przynajmniej nie aktualnego. Po prostu możliwe że widział swoją małą dziewczynkę w każdej napotkanej młodej kobiecie, którą spotkał. Kiedyś potrafili być nierozłączni. Bawić się, biegać, hałasować i doprowadzać sąsiadów do białej gorączki. Zawsze ją chronił i chętnie zrobiłby to znowu. Gdyby tylko dała mu okazję. Westchnął, po czym nagle przypomniał sobie o obecności nieznajomej.
- Nie wiem czy powinienem, ale… - mruknął, sięgając do kieszeni i wyciągając charakterystyczne kulki w stronę dziewczyny. – Zagrałabyś? Al jest jeszcze za mały, a chętnie przypomniałbym sobie jak to było, gdy miało się osiem lat – uśmiechnął się, po czym obrócił się i odszedł kawałek dalej. Z Alastorem w ramionach, zerknął przez ramię na rudowłosą i zachęcił ją ruchem wolnej ręki. - Zapraszam. Grała pani kiedyś w gargulki? To była ulubiona gra mojej siostry - mruknął, smutniejąc na moment, ale zaraz zobaczył, że nieznajoma stanęła przy jego boku. - Jeśli nie zna pani zasad, to wytłumaczę w trakcie. Szybko załapiesz – dodał, po czym kucnął, by położyć worek na ziemi i wyjąć pierwszą kulkę. – Masz, Al. Całuj – rzucił Raiden i przystawił ją do policzka małego Moody’ego. – Rzucamy! 




Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Plac zabaw   14.08.16 21:55

The member 'Raiden Carter' has done the following action : rzut kością


'k100' : 57


Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley https://www.morsmordre.net/t838-zlotko https://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Plac zabaw   14.08.16 22:30

Lyra uniosła tylko brwi, ale nie zapytała, co to za miejsce, nie chcąc wyjść na ignorantkę, ale prawda była taka, że nie wiedziała zbyt wiele o świecie poza Anglią, szczególnie o świecie pozamagicznym, bo o społecznościach czarodziejskich na pewno co nieco wiedziała, choć pewnie też niezbyt wiele, bo niestety nigdy nie opuściła kraju i jedynym źródłem jej wiedzy mogły być książki. I opowieści męża, który spędził sporo czasu w podróżach, a Lyra zawsze mu tego zazdrościła i nie mogła sobie darować, że przez ten durny lęk przed wodą musiała tak długo czekać, żeby ją gdzieś zabrał.
Jego propozycja ją zaskoczyła, i to bardzo. Najwyraźniej mężczyzna był bardzo bezpośredni, skoro zaproponował wspólną grę nieznajomej kobiecie, w dodatku mężatce. Jasny krążek błyszczał wokół jej smukłego palca, nie dało się go nie zauważyć. Misternie grawerowane morskie motywy, które mógł dostrzec, gdy po chwili wahania wyciągnęła rękę po gargulki, potwierdzały jej przynależność do rodu Travers. Jednak rude włosy i piegi niemal krzyczały pochodzenie z Weasleyów, zauważalne dla każdego, kto choć trochę znał się na szlacheckich rodach. Była jednak pewna, że mężczyzna, choć magiczny, nie pochodzi z żadnego z nich, zachowywał się zupełnie inaczej, no i raczej w takich miejscach jak to próżno byłoby szukać typowego przedstawiciela tej grupy społecznej.
- Ja... No dobrze – powiedziała. Sentyment do starych, dobrych czasów szkoły ostatecznie przeważył nad dystansem do obcego, a może po prostu chciała się rozluźnić, nie myśleć o beznadziejnej tęsknocie za bratem, na którego mogła co najwyżej popatrzeć z poziomu chodnika przed jego kamienicą. – Grałam w to w Hogwarcie, tego się tak szybko nie zapomina. – W końcu opuściła szkołę nawet nie rok temu, a w wieży Gryffindoru nie raz i nie dwa grała w tą grę ze znajomymi. – Często proponuje pan grę nieznajomym kobietom?
Bystre, zielone oczy nadal spoczywały na jego sylwetce. Zawsze była osóbką z natury ufną, wręcz naiwną, ale wydarzenia ostatnich miesięcy zaczęły ją zmieniać, była bardziej ostrożna, bardziej świadoma, że nie wszyscy ludzie mają dobre zamiary i nawet tak spokojna, przyjazna sytuacja nie powinna zupełnie usypiać jej czujności.
Nieznajomy pierwszy rzucił gargulką, która zatrzymała się pośrodku okręgu wyrysowanego patykiem w zmarzniętej ziemi. Lyra ostrożnie uchwyciła palcami pierwszą ze swoich, próbując rzucić nią jak najbliżej tej już spoczywającej w okręgu.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Plac zabaw   14.08.16 22:30

The member 'Lyra Travers' has done the following action : rzut kością


'k100' : 27


Powrót do góry Go down
Raiden Carter
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 https://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 https://www.morsmordre.net/t3273-agent-carter#55386 https://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 https://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
funkcjonariusz policji, brygadzista
31
Półkrwi
Kawaler
I don't know but I been told
A big legged woman ain't got no
s o u l
15
27
0
0
0
0
1
11
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Plac zabaw   14.08.16 22:57

Uśmiechnął się, gdy się zgodziła. Nie pytała co to za gra, więc z każdą chwilą upewniał się, że ma do czynienia z czarownicą z wyższych sfer. Jej zachowanie nie było tak wygórowane jak reszty szlachty, którą spotykał na swej drodze. A przynajmniej większość z nich lubiła zadzierać nosa. Raiden na swojej drodze spotkał naprawdę garstkę, jeśli nie jakieś trzy osoby na krzyż, które posiadały wysokie urodzenie i można je było nazwać ludźmi na poziomie. Nie wynoszących się na innych, stonowanych, wiedzących, że świat magiczny nie wybiera. Bierze garściami również z rzeczywistości mugoli. Słysząc o Hogwarcie, uśmiechnął się szeroko. 
- Widzisz, Al? Mówiłem ci, że to jedna z naszych – szepnął dziecku na ucho i pocałował go w policzek. Chłopiec poklepał go swoją pulchną rączką po głowie, zupełnie jak na potwierdzenie jego słów. – Nie muszę więc przypominać jak skończy przegrany… - dodał głośniej, przypominając sobie te wszystkie piszczące dziewczyny, które zostawały opryskane paskudnym eliksirem, wywołującym pryszcze. – Ale niech się pani nie martwi. Jeśli będziemy dość szybcy to może uciekniemy przed zemstą gargulek. 
No, tak. Tylko to mogło ich uratować. Nie zastanawiał się w sumie czy wypada zapraszać nieznajomą, ale nie byłby sobą, gdyby było inaczej. Gdy wspomniała o Hogwarcie, wspomnienia ożyły. Jednak nie były one aż tak radosne jak można było przypuszczać. Ta gra była jednak pewną odskocznią od trosk tamtejszych lat. 
- Nie wiem jak to było za pani czasów, ale my, Gryfoni, byliśmy w tym mistrzami. Chociaż był taki dzieciak z Ravenclawu, który potrafił całkiem nieźle grać. Ale nie robił tego za często, więc mogliśmy działać. 
Alastor kichnął, a Carter szybko wytarł mu zagluconego nosa chusteczką.
- Prawdę powiedziawszy robię to pierwszy raz – zaśmiał się, wyjmując kolejny element zabawy. – A pani? Często przyjmuje pani zaproszenia do szkolnych gier od nieznajomych? – spytał przekornie i rzucił.




Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Plac zabaw   14.08.16 22:57

The member 'Raiden Carter' has done the following action : rzut kością


'k100' : 71


Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley https://www.morsmordre.net/t838-zlotko https://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Plac zabaw   14.08.16 23:21

Chyba każdy były uczeń Hogwartu musiał przynajmniej słyszeć o gargulkach. Ostatni raz grała jednak w murach szkoły, później nie było ku temu okazji, aż do teraz. Nie była nawet pewna, czy Glaucus lubił tego typu gry, musi go kiedyś o to zapytać; wciąż było mnóstwo rzeczy, których nie wiedziała o swoim mężu i których on nie wiedział o niej. Takie były uroki aranżowanych małżeństw, zwłaszcza z tak dużą różnicą wieku, przez co nie dane było im się poznać w Hogwarcie.
Jak na szlachciankę Lyra zachowywała się bardzo normalnie; przez niemal całe życie była w końcu Weasleyem i jej szlacheckie wychowanie posiadało znaczące braki, co posiadało swoje wady, ale też zalety, jak to, że Lyra nie była sztywna i pozbawiona spontaniczności, i potrafiła doceniać proste gesty.
- Zdaję sobie z tego sprawę – odpowiedziała z uśmiechem. Zdarzało jej się zostać oblaną śmierdzącym płynem, którym gargulki raczyły przegranych zawodników. Ciekawe, kto z nich dzisiaj zasmakuje tej niezbyt przyjemnej atrakcji? – Więc był pan Gryfonem? Ja również – wyprostowała się dumnie, zadowolona ze spotkania byłego mieszkańca domu, do którego trafiła również ona sama. Było więc prawdopodobne, że mężczyzna znał jej brata, nie mógł być od niego dużo starszy; choć raczej nie była dobra w szacowaniu wieku, szczególnie mężczyzn, podejrzewała, że mógł być w Hogwarcie w podobnym czasie, co Garrett i Glaucus, i może znał któregoś z nich lub nawet obu. Ale, choć przez chwilę ją korciło, nie zadała pytania, bo poczuła w gardle nieprzyjemny ucisk, gdy tylko miała wypowiedzieć imię swojego brata. Nie chciała o nim rozmawiać, podsycać swojej tęsknoty wspomnieniami czasów, kiedy był dla niej najważniejszy.
- Nieczęsto. To również pierwszy raz – powiedziała po chwili, obserwując jego rzut. Na jej nakrapianych policzkach pojawiły się leciutkie rumieńce, które po chwili znikły. – Nie grałam odkąd skończyłam szkołę. Nie było ku temu okazji. – W końcu od razu spadła na nią dorosłość, zamieszkała u brata i zaczęła zarabiać na życie ulicznym malowaniem. Potem przyszły zaręczyny, później także pierwsze sukcesy malarskie, ślub, pracochłonna i męcząca nauka oklumencji, i w międzyczasie trochę innych wydarzeń, nie zawsze przyjemnych. Czasu na beztroskie zabawy było mniej niż kiedyś, nie było także towarzystwa do nich, bo każdy z jej znajomych również miał swoje życie i obowiązki.
Póki co obie gargulki spoczywały daleko od tej kontrolnej, więc Lyra uchwyciła drugą, znowu podejmując próbę rzutu.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Plac zabaw   14.08.16 23:21

The member 'Lyra Travers' has done the following action : rzut kością


'k100' : 71


Powrót do góry Go down
Raiden Carter
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 https://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 https://www.morsmordre.net/t3273-agent-carter#55386 https://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 https://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
funkcjonariusz policji, brygadzista
31
Półkrwi
Kawaler
I don't know but I been told
A big legged woman ain't got no
s o u l
15
27
0
0
0
0
1
11
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Plac zabaw   14.08.16 23:39

Więc nadeszła druga tura. Na razie szli łeb w łeb i nie można było przewidzieć które z nich rzucało lepiej. Na pewno Raiden nie zamierzał przegrywać. Szczególnie, że patrzył na niego Alastor. Może i dzieciaczek nie zamierzał powiedzieć o sromotnej klęsce wujka swojemu ojcu, gdyby potrafił mówić, ale na pewno część dumy Cartera czułaby się urażona, gdyby przegrał. Nikt by się nie dowiedział. Nikt prócz niego. A nie był przyzwyczajony do porażek. Szczególnie że ostatnio na poziomie prywatnym zdarzały mu się nad wyraz często. Przynajmniej w pracy szło mu jak zwykle bez przeszkód. 
- No, proszę. Miło mi – powiedział ciepło, słysząc, że konkurował z wychowanką Gryffindoru. – Więc porażka nie będzie taka zła. Co innego gdyby należała pani do Ślizgonów lub Puchonów. Stare zwyczaje nie rdzewieją – dodał już bardziej do siebie, wspominając chwile konfliktu między członkami domów Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie. Nie było takiej okazji, by nie uprzykrzyć życia Zielonym złośliwcom, pokonkurować z mądrymi Krukonami czy pożartować z żółtych mieszkańców Hufflepuffu, której by nie wykorzystali. – Czasem wróciłby do tych czasów, jednak minęło prawie dwadzieścia lat nim stanąłem tam po raz pierwszy. Tego się chyba nie da zapomnieć. Pani wydaje się, że dopiero się urodziła, gdy wychodziłem stamtąd – oznajmił, zerkając na rudowłosą. - Proszę powiedzieć czy profesor Werleck dalej zajmuje się dbaniem o rozwijanie się młodych wróżbitów? - spytał, wspominając zabawnego człowieczka. Obserwował jej rzut i musiał przyznać, że naprawdę mu nie odstępowała. – Całkiem nieźle. Ale zaraz pani pokażemy, co potrafimy. Nie, dzieciaku?
Raiden tym razem włożył gargulkę w paluszki Moody’ego i podtrzymując ten prowizoryczny chwyt, lekko odchylił się i rzucił.




Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Powrót do góry Go down
 

Plac zabaw

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next

 Similar topics

-
» Plac zabaw
» Opustoszały plac zabaw
» Czerwony pokój zabaw
» Plac przed Akademikiem

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Okolice :: Przedmieścia Londynu :: Wierzbowa aleja-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18