Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Pracownia alchemika

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Pracownia alchemika   30.03.15 23:58

Pracownia alchemika

Obszerne, skryte w półmroku pomieszczenie, w którym pracuje jeden z zatrudnianych przez Munga alchemików. Znajdujące się w nim obszerne, strzeliste regały mieszczą niezliczone zakurzone woluminy, słoje czy buteleczki różnych kształtów i kolorów. Na mocnym, dębowym stole ustawionym w centrum ulokowane zostały kociołki mniejszych rozmiarów, stojaki na drobne, kryształowe fiolki czy moździerze i niewielkie, służące do krojenia ingrediencji nożyki. Z boku, nad dużym, okrągłym palnikiem, zawieszony jest miedziany kocioł numer pięć – przydatny do masowej produkcji antidotów czy lekarstw.
Okna zostały przesłonięte ciężkimi materiałowymi zasłonami, gdyż niektóre z przygotowywanych tutaj specyfików muszą dojrzewać w ciemnościach. Alchemicy pracują przy blasku świec, zazwyczaj samotnie, spędzając całe dnie w oparach bulgoczących cicho wywarów.


Powrót do góry Go down
Charlene Leighton
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5367-charlene-leighton https://www.morsmordre.net/t5375-listy-do-charlie https://www.morsmordre.net/t5374-charlie https://www.morsmordre.net/f98-lavender-hill-48 https://www.morsmordre.net/t5387-charlene-leighton
Alchemiczka
23
Półkrwi
Panna
Czy to kocimiętka?
5
0
15
0
15
0
5/35
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Pracownia alchemika   30.10.17 21:28

| 05.05

Choć w alchemicznej pracowni panował względny spokój, Charlene wiedziała, że to tylko pozory. Reszta budynku wcale tak spokojna nie była, na pewno nie w ostatnich dniach. I mimo narastającego zmęczenia od paru godzin pochylała się nad kociołkiem, próbując nadążyć z przygotowywaniem lekarstw, na które było bardzo duże zapotrzebowanie. Każdy alchemik, który nie ucierpiał w wyniku anomalii i mógł wykonywać swoje obowiązki, był teraz podwójnie cenny, więc Charlie zostawała w pracy nawet po godzinach, bo zapasy kurczyły się w zastraszającym tempie. Oprócz ofiar anomalii na oddziale przebywali też przecież inni pacjenci, również potrzebujący eliksirów. Tym sposobem wiele sal dosłownie pękało w szwach, a do pracowni regularnie wpadali stażyści, by wziąć nowe gotowe porcje medykamentów.
Te dni były więc dalekie od zwyczajnej rutyny, która z obecnej perspektywy mogła się wydawać niemal senna. Przy normalnym zapotrzebowaniu spokojnie dawała sobie radę z wyrabianiem odpowiednich norm. Nigdy nie była zresztą zupełnie sama, bo często obok był inny alchemik, a czasami stażyści, których przyuczała do zawodu tak jak kiedyś przyuczano ją, choć przyszła na staż już mając pewne umiejętności i wiedzę. Zainteresowała się tajnikami alchemii na długo przed wyborem zawodowej ścieżki, i w momencie kończenia Hogwartu wydawało jej się to raczej naturalne, że właśnie w tym kierunku chciałaby kształcić się dalej. Obserwowanie bulgoczącego kociołka i unoszącej się znad niego pary było bardziej satysfakcjonujące niż papierkowa robota w ministerstwie, tym bardziej, że z takiej pracy był realny pożytek, nie tylko dla ludzi których leczono warzonymi przez nią specyfikami, ale i dla niej samej. Mogła robić to co lubiła i rozwijać się, a teraz jej praca i pasja mogły zyskać zupełnie nowy, jeszcze głębszy sens, odkąd zasiliła szeregi Zakonu Feniksa. Satysfakcja z tego płynąca była budująca i pomagała łatwiej przetrwać ciężki początek maja, choć z racji dużej ilości obowiązków nie mogła stawić się na spotkaniu, czego bardzo żałowała. Przyszłość zapewne przyniesie wiele trudnych wyborów, na co musiała się przygotować, ale wiedziała, że tu i teraz też była potrzebna i na swój sposób robiła to, co do niej należało – dbała o pomaganie ofiarom anomalii. W takich chwilach jak obecne, mimo nawału obowiązków i małej ilości wolnego czasu, nie żałowała, że poszła na kurs do Munga zamiast do ministerstwa, jak planowała zanim umarła Helen i zanim była zmuszona przewartościować swoje podejście do pewnych spraw.
Szybko jednak odrzuciła te myśli, bo po chwili do pracowni wpadła młoda stażystka, wręczając nakreśloną pospiesznie listę najpilniejszego zapotrzebowania. Niestety półki coraz bardziej świeciły pustkami nawet mimo wysiłków garstki alchemików, którzy dwoili się i troili, żeby nie dopuścić do braków. Podeszła do regału, zdejmując kilka fiolek i podając je stażystce; obie mogły zauważyć, że zapasy tych eliksirów bardzo się skurczyły w ostatnich dniach mimo warzenia ich na bieżąco.
- Postaram się temu zaradzić i jak najszybciej uzupełnić zapasy – powiedziała cicho, zerkając na stanowisko z kociołkiem, który zaledwie chwilę temu wyczyściła po uwarzeniu w nim zapasiku maści na poparzenia. Maść ta też schodziła bardzo szybko, bo po nocy z przełomu miesięcy trafiło do Munga wielu poparzonych czarnomagiczną mocą czarodziejów. – Proszę wrócić później, miejmy nadzieję, że to co dałam, na razie okaże się wystarczające. Kto wie, może piętro wyżej będą mieli ich więcej? – Ale podejrzewała, że aktualnie wszystkie alchemiczne pracownie przeżywały podobny kryzys.
Stażystka wyszła, zabierając fiolki, ale Charlie zachowała przyniesioną przez nią listę, zapoznając się z nią. Były to głównie eliksiry uspokajające, przeciwbólowe i regenerujące rany, także te czarnomagicznego pochodzenia. Takich w ostatnich dniach musiała warzyć najwięcej.
Odstawiła na szafkę starannie opisane pudełeczka, do których wcześniej przelała zrobioną maść, po czym zajęła się ponownym przygotowywaniem stanowiska pracy. Robota szłaby znacznie szybciej, gdyby miała towarzystwo, ale alchemiczka, z którą często współpracowała, ucierpiała w wyniku anomalii i przebywała na zwolnieniu. Charlene musiała poradzić sobie sama, więc zdecydowanie nie zanosiło się na szybki powrót do domu.
Poprawiła przepaskę przytrzymującą jej włosy i otworzyła wykres gwiazd dotyczący bieżącego przedziału czasowego oraz książkę z recepturami. Choć większość z nich znała już praktycznie na pamięć, wciąż wolała mieć gdzieś pod ręką przepis, by się upewnić co do odpowiednich odstępów czasowych w dodawaniu składników, które po chwili wyjęła. Wśród nich też można było zauważyć skurczenie zapasów i pierwsze niedobory; przy okazji przejrzała pudełeczka i na osobnym pergaminie spisała te ingrediencje, które były na ukończeniu i wymagały pilnego zakupu większej ich ilości. Oby tylko dotychczasowe źródła zaopatrzenia wciąż działały jak należy w tych obecnych kryzysowych czasach, bez ingrediencji nawet najlepszy alchemik nie stworzy odpowiednich eliksirów. Trzyletni staż nauczył Charlie, że w tej pracy trzeba być dobrze zorganizowaną i myśleć na zapas, by pewnego dnia nie przebudzić się nad pustymi pudełkami, podczas gdy do drzwi będą dobijać się uzdrowiciele domagający się wydania im eliksirów.
Postanowiła zacząć od eliksiru wymagającego dłuższego czasu warzenia, by później, czekając na jego przygotowanie, zająć się w międzyczasie prostszymi miksturami. Rozpaliła ogień pod kociołkiem, przygotowując odpowiednie składniki, trzy roślinne i dwa zwierzęce. Eliksir wiggenowy o silnie regenerującym działaniu nie był łatwy do uwarzenia, ale bardzo cenny w przypadku poważnych ran. Nawet niewielka jego ilość potrafiła działać cuda. Do jego przygotowania potrzebowała przede wszystkim kory drzewa Wiggen jako serca wywaru, oraz składników dodatkowych. Na stoliku szybko znalazła się kora lipy i waleriana; Charlie zaciągnęła się jej słodkim zapachem, by po chwili położyć obok także kolce jeżozwierza i fiolkę ze śluzem gumochłona.
Kolce pokruszyła w moździerzu i wrzuciła je do kociołka w pierwszej kolejności, by później dorzucić do niego korę lipy i korę drzewa Wiggen, przestrzegając odpowiednich odstępów czasowych oraz innych wskazówek między dodaniem każdego ze składników. W tym czasie starannie posiekała korzenie waleriany szybkimi, choć precyzyjnymi ruchami srebrnego noża do ingrediencji i także wrzuciła je do kociołka. Na samym końcu wlała do niego śluz gumochłona; gęsta, ciągnąca się breja o jasnoszarym kolorze zsunęła się z fiolki do wnętrza wywaru. Odstawiła ją na bok i zaczęła mieszać zawartość kociołka, by po upływie piętnastu minut zmniejszyć płomień; teraz wywar musiał dojrzeć i przybrać odpowiedni zielony kolor. Dopiero wtedy będzie można go uznać za ukończony, ale czekając na to miała zamiar zająć się innymi eliksirami. Przystawiła sobie inny kociołek, zamierzając tym razem uwarzyć coś szybszego i prostszego; zdecydowała się na maść z wodnej gwiazdy, która koiła zranienia. Jej głównym składnikiem była wodna gwiazda, którą można było rozpoznać po bardzo charakterystycznym układzie liści, przypominających właśnie gwiazdę. Czy raczej jej uproszczone wyobrażenie, bo z licznych nocnych obserwacji nieba wiedziała, że gwiazdy wcale nie wyglądają jak na obrazkach w książeczkach dla dzieci. Sercem tego wywaru były jagody z jemioły, które po chwili odnalazła w jednym z pudełeczek. Do tego dobrała jeszcze miętę oraz pióro memortka i pijawki.
W czasie, kiedy ucierała pijawki w moździerzu, w pomieszczeniu znowu pojawiła się zmęczona młoda stażystka, pytając o eliksiry uspokajające. Nie odrywając się zbytnio od swojej czynności, Charlie wskazała jej odpowiednią przegródkę na regale; tak, eliksiru uspokajającego też musiała dorobić więcej, gdy już skończy uzupełniać zapasik maści z wodnej gwiazdy. Anomalie powodowały nie tylko rany na ciele, ale też obrażenia psychiczne; takie dotknęły również jej matkę, więc przy każdej wizycie w rodzinnym domu dostarczała jej nowy zapasik eliksirów uspokajających i nasennych, by częściowo jej ulżyć. Od czasu śmierci Helen nie była w pełni sobą, a anomalie, zsyłając na nią na przełomie miesięcy straszliwe omamy, pogorszyły jej stan.
Stażystka wyszła, a Charlene, wzdychając cicho, gdy po raz kolejny uświadomiła sobie ten ogrom tragedii, starannie przerzuciła zawartość moździerza z utartymi pijawkami do kociołka, gdzie chwilę później trafiło też błękitne piórko memortka. Zabrała się za siekanie liści wodnej gwiazdy, a później wrzuciła do kociołka starannie odmierzoną ilość drobnych, jasnych jagód jemioły. Na końcu doprawiła wywar miętą, a ten stopniowo przybrał ładny, zielony kolor i nieco zgęstniał. Wyłączyła płomyk, w międzyczasie zerkając do eliksiru wiggenowego, który także zzieleniał i zaczął wydzielać balsamiczny zapach lasu. Po jego obecności można było poznać, że eliksir jest udany, więc mogła go odstawić i po ostygnięciu przelać do fiolek. Przelała też gęstniejącą maść z wodnej gwiazdy do pudełeczek i odstawiła to wszystko na bok.
Przetarła suchą szmatką twarz i znowu poprawiła włosy, które pod wpływem pary z kociołków nastroszyły się nieznacznie. Na razie, o dziwo, nikt nie przychodził, więc nic jej nie rozpraszało. Zajęła się eliksirami uspokajającymi i przeciwbólowymi, na zapas warząc więcej porcji. W ciągu ostatnich pięciu dni uwarzyła chyba więcej eliksirów niż przez cały kwiecień; tak przynajmniej jej się wydawało, biorąc pod uwagę fakt, że pracowała ponad normę i nie pozwalała sobie na długie chwile wytchnienia, czując nieznośną presję i nie chcąc dopuścić do sytuacji, kiedy jakiś rażący brak mógłby przyczynić się do szkody potrzebujących pacjentów. Od czasu do czasu znowu ktoś przychodził, choć i tak można było odnieść wrażenie, że ruch jest mniejszy niż pierwszego maja. Wtedy było chyba najgorzej, a Charlene żywiła nadzieję, że nie będzie powtórki tamtej nocy. Że cokolwiek to było, skończy się równie szybko, jak się zaczęło.
Po zakończeniu warzenia wszystkiego, co było na ten moment najbardziej potrzebne i co mogła zdążyć zrobić, upewniła się, czy poopisywała fiolki i ułożyła je w odpowiednich miejscach, tak, aby jakiś roztargniony stażysta niechcący nie wziął złej fiolki. Uporządkowała też stanowisko pracy, chowając resztę składników i czyszcząc blat oraz przyrządy. Dopiero wtedy mogła opuścić pracownię z poczuciem dobrze wypełnionego obowiązku.

| zt.




Best not to look back. Best to believe there will be happily ever afters all the way around - and so there may be;
who is to say there will not be such endings?

Powrót do góry Go down
 

Pracownia alchemika

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Pracownia alchemika
» Pracownia alchemika
» Pracownia Nanaś~
» Prywatna pracownia/Komnata Hiro [pierwsze piętro]
» Pracownia Laczka.

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of Westminster :: Szpital Świętego Munga :: Parter: Wypadki Przedmiotowe-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18