Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Kieran Rineheart

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Kieran Rineheart
Kieran Rineheart

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5879-kieran-rineheart https://www.morsmordre.net/t5890-aedus#139383 https://www.morsmordre.net/t5891-aurorskie-sprawki#139384 https://www.morsmordre.net/f101-hartlake-road-18-1 https://www.morsmordre.net/t5895-skrytka-bankowa-nr-1467 https://www.morsmordre.net/t5907-k-rineheart#139780
Zawód : szef biura aurorów
Wiek : 52
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowiec
I have a very particular set of skills, skills I have acquired over a very long career. Skills that make me a nightmare for people like you.
OPCM : 41
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 1
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
Kieran Rineheart SZkQsQ6

Kieran Rineheart Empty
PisanieTemat: Kieran Rineheart   Kieran Rineheart I_icon_minitime25.03.18 13:43


Kieran Perth Aengus Rineheart

Data urodzenia: 17 VI 1904
Nazwisko matki: Cresswell
Miejsce zamieszkania: Hartlake Road 18/9, Londyn
Czystość krwi: półkrwi
Status majątkowy: średniozamożny
Zawód: szef biura aurorów
Wzrost: 191 cm
Waga: 93 kg
Kolor włosów: brązowe
Kolor oczu: niebieskie
Znaki szczególne: mnogość blizn na ciele; ciężka sylwetka; wiecznie krytyczne spojrzenie; rozległe blizny po poparzeniach na górnej części pleców i barkach


Każdy Rineheart to człowiek twardy, głośny, zasadniczy i do szpiku kości przesiąknięty słusznymi ideami, które pozwalają mu odróżnić dobro od zła. Świat jednak nie jest czarno-biały, ludzie nie dzielą się wyraźnie na dobrych i złych, a ogromne spektrum odcieni szarości spotykanych w prawdziwym życiu sprawia, że pogląd o słuszności uczynków może zostać mocno zachwiany. W przypadku Rineheartów nigdy nie było miejsca na wątpliwości, bo przecież zło w najgorszej postaci łatwo dostrzec. Czyż nie rzuca się w oczy i nie prosi, żeby je wyplenić z tego świata? Walka ze złem nie jest dla słabych ludzi, bo brudzi ręce, plami je krwią, której nie można zmyć. Przelewanie krwi z całą pewnością jest złe, ale czy czynienie zła w imię dobra nie usprawiedliwia go w pełni? Cel uświęca środki, a wiara w to pozwala przeć do przodu. Tak Kieranie, jesteś Rineheartem, człowiekiem twardym, głośnym, zasadniczym i nie boisz się pobrudzić sobie rąk nawet czyjąś krwią, ponieważ wiesz, że nikt inny tego za ciebie nie zrobi. Ludzie są chwiejni, słabi, więc wbij sobie do głowy, że liczyć możesz tylko na siebie.


Cały jego los został przypieczętowany już w dniu narodzin. Ukształtowała go rodzina i Irlandia. Był pierwszym i, jak czas pokazał, jedynym dzieckiem Cocidiusa i Alony Rineheart. Ojciec od początku wiedział, jaką drogą powinien podążyć jego syn, co zresztą może sugerować dobór imion dla potomka, jakiego dokonał. Imię Kieran wywodzące się od celtyckiego słowa oznaczającego ciemny, Perth rozumiane jako z kolczastego krzewu i Aengus – silny. Surowy rodzic w chwilach złości wywołanymi zachowaniem syna lubił mawiać, że ten jest cierniem w jego oku. Prawdopodobnie to był jedyny powód, dla którego otrzymał dziwaczne drugie imię, żeby ojciec mógł rzucać tym komentarzem. Z kolei pierwsze miano było dane mu przez matkę. Była kobietą bardzo czułą, ale zarazem niezwykle zasadniczą, dzięki czemu idealnie wpasowywała się w ogólny kanon rodziny męża. W każdy sobotni ranek piekła wspaniałe ciasto, lecz nigdy nie pozwalała go tknąć przed obiadem, zaś po obiedzie kazała swoim mężczyznom odczekać przynajmniej godzinę zanim je podała. To ona nauczyła syna czytać, pisać i liczyć, zabierała go do kuchni, aby jako pierwszemu dać posmakować niektórych potraw, a potem pozwalała wylizać łyżki i miski, które później w ramach rewanżu dokładnie mył. I robiła najlepsze miodowe grzańce na świecie, tylko jemu jednemu zdradzając recepturę w całości. Jednak z każdym kolejnym rokiem coraz większą pieczę nad jego wychowaniem przejmował ojciec. Kieran chętnie szedł za nim do lasu i uczył się o obecnej w nim roślinności, zwierzynie i o drewnie. Choć Cocidius był aurorem, również był z zamiłowania stolarzem. Taka forma pracy fizycznej nie była uznawana w ich rodzinie za uwłaczającą, przeciwnie, zdaniem Rineheartów uczyła dyscypliny, pokory i cierpliwości, jak i ukazywała prawdziwą wartość siły własnych rąk. Stworzenie czegoś od podstaw też było magiczne.
_____Wzrastał w skromnym domu pod lasem, niecałe dwa kilometry od Dunlewey – niewielkiej, mugolskiej wioski. Często do niej gnał, aby znaleźć dla siebie towarzystwo do zabawy i zawsze dwóch czy trzech chłopaków dawało się zaciągnąć do lasu, gdzie grali z nim w podchody albo po prostu łazili po drzewach. Kieran bardzo uważał na to, żeby nie zdradzić się ze swoją magią i to raczej nie sprawiało mu większych trudności. Ojciec zawsze mu powtarzał, że są inni od mugoli. Inni, ale równi. W ich rodzinie też byli mugole, choćby babcia, która nie posiadała zdolności magicznych, a mimo to była bardzo mądrą kobietą. Wiele wiedziała o gwiazdach i o ziołach, ale tylko na temat tych bardzo powszechnych. To za tę mądrość pokochał ją dziadek, czarodziej czystej krwi. I chociaż nigdy jej nie poznał, bo zmarła długo przed jego narodzinami, szanował jej osobę w pełni. Sam miał poznać, tak jak niegdyś jego ojciec, jak to jest stracić matkę. Miał dziesięć lat, gdy zacna Alona Rineheart zmarła na smoczą ospę. Został pod opieką ojca, który stał się człowiekiem drażliwym, niecierpliwym i niezwykle krzykliwym. Kieran wchłonął te zachowania niczym gąbka, czym nie zaskarbił sobie sympatii rodzica, jak i kogokolwiek innego. A koledzy z mugolskiej wioski nie chcieli biegać już po lesie, kiedy ich ojcowie i starsi bracia wysłani zostali na front. W małej wiosce zostali tylko starcy, kobiety i dzieci. Echa wojny uderzyły też w niego.


Możliwość uczęszczania do Hogwartu z początku postrzegał jako wielką przygodę. Kiedy tylko po raz pierwszy ujrzał zamek, nie potrafił oderwać od niego oczu, tak bardzo nim zafascynowany. Serce wręcz łomotało mu w piersi na myśl o tym, jak wiele magii musi się w tak majestatycznym miejscu kryć. Zmiana otoczenia pomogła mu przede wszystkim pogodzić się ze stratą, jakiej doznał i uwolnić się od wrzasków wiecznie niezadowolonego ojca. Ale na swoje szczęście spełnił jedno z jego wymagań i trafił do Gryffindoru. Pierwszy rok nauki był dla niego niezwykle intrygujący i pouczający, stanowił pewną inicjację do magicznego świata. Choć już wcześniej obcował z samą magią, niewiele wiedział o kulturze czarodziejów, w rodzinnym domu nie przykładano wielkiej wagi do tradycji. Przez tą niewiedzę narażony był na szyderstwa ze strony młodych czarodziejów szczycących się swą czystą krwią, w czym pionierami byli Ślizgoni. Szybko zrozumiał realia rywalizacji pomiędzy domami, która już wśród pierwszorocznych potrafiła przybierać skrajne formy. Zamierzał udowodnić wszystkim, że nie jest gorszy, nie bał się też głośno mówić, że krew każdego jest taka sama – czerwona. Rzecz jasna ściągnął na siebie taką śmiałością krzywe spojrzenia, ale również otrzymał za to wiele przychylności od masy uczniów. Dał się poznać jako głośne dziecko, skore do dyskusji i bitki z rówieśnikami, a nawet starszymi uczniami, lecz niezwykle posłuszne wobec nauczycieli. Uczył się pilnie, szybko dowiadując się o sobie ważnej rzeczy, nauka teorii przychodzi mu o wiele trudniej niż praktyka. Za to przejawiał dość naturalny talent do rzucania zaklęć, zwłaszcza obronnych. Do Zaklęć i Obrony Przed Czarną Magią nigdy nie musiał się specjalnie doczytać, co najwyżej raz na jakiś czas musiał przysiąść nad podręcznikami, aby utrwalić sobie tę nieszczęsną teorię. Zielarstwo też nie nastręczało mu trudności, bo całkiem bogatą wiedzę w tym obszarze wyniósł z domu. Transmutacja nie była prostym przedmiotem, więc przykładał się do niego podwójnie. Kiedy udawało mu się zrozumieć teoretyczne założenia, rzucanie zaklęć przychodziło odrobinę łatwiej. Historii magii szczerze nie znosił, najczęściej te zajęcia przesypiał. Opieka Nad Magicznymi Stworzeniami nie była zbyt wymagająca, dlatego niezbyt się przejmował tym przedmiotem. Eliksiry za to były dla niego straszne. Przygotowanie składników było dość proste, bo potrafił obchodzić się z różnymi roślinami i nie tylko, ale przyrządzenie eliksiru było już męczące. Trzymanie się mozolnych procedur nigdy nie było jego mocną stroną, brakowało mu cierpliwości.
_____Z każdym kolejnym rokiem przykładał się do nauki coraz bardziej, już powoli snując swoje plany na przyszłość. Chciał zostać aurorem, jak ojciec. Ich rozmowy stawały się łatwiejsze, kiedy schodziły na temat dotyczący kursu aurorskiego. Cocidius pomógł synowi obrać ten słuszny kierunek z niemałą dumą, a Kieran chętnie stosował się do wszystkich jego rad i skupiał się na nauce przedmiotów, które pozwoliłby mu zrealizować jego postanowienie. Ciężko było mu jednak skupić się na nauce, kiedy jego świat pogrążał się w chaosie.
_____Po zakończeniu I wojny światowej nastała kolejna, która zaczęła wyniszczać Irlandię, jego dom. Niezbyt zorientowany w sytuacji politycznej panującej w mugolskim świecie – ci po prostu rozpoczęli kolejną wojnę – wiedział tylko, że jego ojciec zdecydował się odejść ze służby i przyłączyć się do partyzantów z ruchu separatystycznego. Dziadek, który wcześniej nie angażował się zbytnio w życie wnuka, w korespondencji zdradzał niewiele szczegółów, sam jednak podkreślał, że za Irlandię warto umrzeć. Twierdził też, że to brytyjscy czarodzieje próbują mieszać w całym konflikcie, bo boją się irlandzkiej potęgi. Jednak w szkole Kieran nie dostrzegał żadnego podziału na tym polu, większe znaczenie pomiędzy uczniami miała kwestia czystości krwi. Najstarszy z Rinehartów nie potrafił pogodzić się z tym, że Irlandia została podzielona, zaś najmłodszy nie potrafił zrozumieć, dlaczego jego ojciec poświęcił życie dla tej sprawy. Po piątym roku nauki trafił pod skrzydła dziadka. Ich kłótnie nie miały końca. Był to człowiek zgorzkniały, wielkiej postury i z donośnym głosem, który ze czcią doglądał całego domu i ogrodu, zaś jego ulubionym zajęciem było siedzenie w salonie i oglądanie zdjęć zmarłej małżonki oraz martwego syna. I w ich przypadku najłatwiejszym tematem rozmów była przyszła kariera zawodowa Kierana. Nić porozumienia zrodziła się między nimi, kiedy stary Rineheart postanowił wybudować altanę. Cieśla amator zjednał sobie wnuka, ucząc go stawiania drewnianych konstrukcji i zabierając na długie spacery po lesie, gdzie dawał wskazówki na temat szukania tropów. To dziadek ukazał mu uroki irlandzkich klifów i zabrał na kilkudniowy rejs jednym z rybackich kutrów, dzięki czemu po raz pierwszy zobaczył na własne oczy wieloryby. Opowiedział mu również o możliwości penetrowania ludzkich umysłów. Kieran z początku dość nieufnie podchodził do nauki legilimencji, jednak poznawanie samej teorii nie było niczym zdrożnym. Chyba właśnie dlatego źle wspomina wakacje po szóstym roku nauki, kiedy powrócił pod dach swojego dziadka. Niewinna teoria nagle zmieniła się w praktykę, a chętnie dzielący się swą wiedzą opiekun zmienił się w surowego mentora. Za każdym razem potrzeba posiadania umiejętności zaglądania w cudze myśli argumentowana była mentalnym atakiem na nastoletni umysł. Koniec wakacji przyjął z ogromną ulgą, choć rozpoczynał siódmy, a więc najważniejsze, rok w swojej edukacji. Wyniki egzaminów miały zadecydować o jego przyszłości.


Po zakończeniu nauki w Hogwarcie wrócił raz jeszcze do dziadka i podszedł do nauki legilimencji w sposób o wiele dojrzalszy. Możliwość zajrzenia do czyichś myśli była najlepszym sposobem na odkrycie czyjejś niewinności, ale również udowodnienie winy. Dwa lata zajęło mu nie tyle nauczenie się legilimencji, co doprowadzenie tej umiejętności do doskonałości. W tym samym czasie kontynuował kurs aurorski. Zawsze wiedział, że pójdzie tą drogą, bo obrał ją już na samym początku. A może została mu narzucona? Tej możliwości nigdy nie brał pod uwagę, po prostu bycie aurorem jest czymś, co leży w naturze każdego Rinehearta, tak przynajmniej nieustannie sobie powtarzał. Wyniki owutemów miał odpowiednie, testy sprawnościowe przeszedł bez problemów, zaś te psychologiczne nie wykazały żadnych odstępstw od normy. Wielu rzeczy przyszło mu nauczyć się dopiero w trakcie szkolenia, jednak na wszystkie wyzwania czuł się gotów. Kiedy inni kandydaci kruszeli, on stawał się jeszcze bardziej zdeterminowany. Zawsze był uparty.
_____Upór doprowadza do tego, że podczas pojedynku z o wiele bardziej doświadczonym aurorem nie potrafi odpuścić. Skończył pokonany, ale to zbudziło w nim satysfakcję, bo wciąż towarzyszyło mu przekonanie, że dał z siebie wszystko. Do Szpitala Świętego Munga trafił z szerokim uśmiechem na ustach, przez który jedna z młodych panien odbywających tam staż otwarcie wyraziła podejrzenie wstrząśnienia mózgu w jego przypadku. Wybuch śmiechu z jego strony na tę wieść prawie zakwalifikował go do przypadków beznadziejnych, co wzmogło zarówno jego rozbawienie, jak i troskę uczennicy Hufflepuffu, której w szkole nigdy wcześniej nie zauważył. Nie poznał jej, za to ona jego pamiętała doskonale, mimo to całkiem chętnie udzieliła mu potrzebnej pomocy. Abigail Belby rzuciła na niego kilka leczniczych zaklęć i wszystkie inkantacje wypowiedziała głosem pełnym łagodności i ciepła. Zaprosił ją na kawę i zaraz później stawił czoła stanowczej odmowie. Perspektywa wypicia z nim herbaty również nie przypadła jej do gustu. Dopiero siódma niezapowiedziana wizyta na oddziale urazów pozaklęciowych sprawiła, że zgodziła się wreszcie na krótki spacer. Był bliski uwierzenia w to, że liczba siedem rzeczywiście jest najbardziej magiczna.
_____Ponad rok krążył wokół niej nim odważył się wyznać swoje uczucia. A potem kilka miesięcy upewniał się, czy ta wspaniała kobieta na pewno go chce. Zabrał ją na kilkudniową wycieczkę po Irlandii, aby zobaczyła skrawek świata, który tak bardzo ukochał. Wcale nie przeszkadzała jej wizja spania w namiocie, była wręcz podekscytowana i głośno mówiła o tym, jak bardzo cieszy się z tego, że wreszcie znalazł dla niej więcej czasu. Wymusiła na nim obietnicę, że przez te kilka dni nie będzie myślał o aurorskich sprawach, jak to zgrabnie określiła, i udało mu się dotrzymać słowa. W pierwszej kolejności pokazał jej jedną z tych ukrytych plaż nieopodal Melmore. To był ciepły, słoneczny dzień, więc śmiało zdjęła buty, aby oceaniczne fale obmyły jej stopy. Przyglądał się jej całkowicie oczarowany jej subtelnym pięknem, z rozmarzonym uśmiechem na ustach, a potem parsknął śmiechem na jej pisk po pierwszym kontakcie z lodowatą wodą. Odwróciła się, aby zgromić cię spojrzeniem, ale szybko ją obłaskawił, gdy ruszył ku niej i zaraz czule zamknął w swych ramionach. Następnego dnia udali się do Arranmore, bo bardzo chciał żeby zobaczyła przepływające obok wyspy wieloryby, które sam podziwiał jako nastolatek. Nawet jeśli nie mieli najlepszego widoku, a czas oczekiwania do krótkich nie należał, to jednak ujrzeli w oddali kilka płetwali karłowatych. Przez trzy kolejne dni dopiął swego i pokazał jej całe Glenveagh – od otwartych przestrzeni po najbardziej gęste lasy, obchodząc dookoła całe jezioro Lough Veagh. Pod koniec wyprawy był już pewien, że ta kobieta musi być jego już na zawsze. Kiedy wręczał jej drewniany pierścionek zaręczynowy własnej roboty, niezgrabnie tłumacząc, że nie mógł się zdecydować na żaden, bo w sklepie jubilerskim na Pokątnej było ich zbyt wiele i w jego mniemaniu żaden do niej nie pasował, ona ujęła jego twarz swymi delikatnymi dłońmi i zamknęła mu usta wzruszonym pocałunkiem. Doskonale czuł lekkie drżenie jej warg i ciepło jej ciała, gdy to przylgnęło do niego ufnie. Już miał przed oczami ich wspólną przyszłość. Obiecał sobie, że dokładnie w tym miejscu, gdzie ostatni raz rozstawił namiot, wybuduje dom podobny do tego, jaki postawił jego dziadek dla babci. A obok domu i tak zamierzał posadzić drzewo, chociaż drzew wokół widział wiele.
_____Słodka Abigail z dumą nosiła drewniany pierścionek, nawet wtedy, gdy wybrali się do jubilera, aby razem wybrać bardziej odpowiednią ozdobę, przy okazji też znaleźli wymarzone obrączki. Uznał je za zbyt proste, ale ona zadeklarowała, że chce właśnie te, prawdopodobnie sugerując się bardziej ceną niż gustem. Chociaż został aurorem, co przełożyło się na zarobki, wcale nie zapowiadało się na to, aby szybko się wzbogacił. Ale stać już go było na wynajęcie większego mieszkania w Londynie. Ślub też mieli prosty, a wesele skromne, jednak jego cudowna żona była szczęśliwa i powtarzała to z lubością. Od tamtego dnia zaczęła go nazywać swoim ciernistym krzakiem, gdy przy dopełnianiu formalności poznała wszystkie jego imiona. Nie przejmował się tym, że na jego oczach dziadek spalił zaproszenie na ślub, wykrzykując mu w twarz oskarżenie o dokonaniu najgorszego wyboru ze wszystkich możliwych. Dla niego Abigail nie była nigdy słaba, jak to twierdził stary Rineheart, była po prostu dobroduszną kobietą, dla której był skłonny zmienić świat na lepsze, aby okazał się jej godny. To dlatego rzucił się w wir pracy, za co nigdy nie był krytykowany. Przynajmniej nie przez Abigail, bo jej siostra nie szczędziła sobie krytycznych komentarzy pod jego adresem. Żona się o niego przede wszystkim martwiła, więc próbowała zmusić go do nauki magii leczniczej. Wbiła mu do głowy podstawy, zaznajomiła z ludzkim szkieletem i nauczyła kilku inkantacji. Zaszczepiona przez nią wiedza wiele razy uratowała mu skórę.
_____Narodziny syna były dla niego kolejną najpiękniejszą chwilą w życiu, bo jeszcze nie wiedział, na jakiego człowieka wyrośnie Vincent. Wtedy najważniejsze było, że urodził się zdrowy. Był taki dumny i wznosił toasty na cześć swego pierworodnego. Przez pewien czas chętniej spędzał czas w domu, nucąc nad głową maleństwa irlandzkie pieśni i skradając pocałunki pięknej żonie. Lecz praca ponownie zaczęła go pochłaniać coraz bardziej, ponieważ bycia aurorem nie traktował jako zwykły zawód, to od początku była misja, z którą wiązała się ogromna odpowiedzialność. Z każdą kolejną sprawą lepiej poznawał ciemne strony życia, ale nie myślał o nich w domu, gdzie miał obok siebie dwie cudowne istoty.
_____Liczba ukochanych osób wzrosła do trzech w dniu narodzin Jackie. Pierwszy raz brał ją na ręce z uczuciem przerażenia, bo była bardziej krucha od Vincenta, w końcu była jego małą córeczką i oczyma wyobraźni widział w niej kopię matki. Choć to było niemożliwe, ponieważ ledwo wyszła z łona matki, i tak był przekonany, że uśmiechnęła się do niego ufnie, bezbronnie, po prostu uroczo. Od razu podbiła jego serce. Fala ciepła, która go wówczas zalała, musiała być miłością w najczystszej postaci, bo czym innym mogła być?


Wierzył, że szczęście może trwać wiecznie. Był głupcem. Zdawało mu się, że jest gotowy na każdy cios, każde zagrożenie, lecz nie był przygotowany na jej odejście. Przez długi czas szukał winnych, choć Abigail umarła bez pomocy osób trzecich. Zabrała ją sinica, co było dla niego zbyt dużym szokiem, aby mógł przyjąć to bezkrytycznie. Oskarżał o brak kompetencji wszystkich magomedyków, ostrymi spojrzeniami obdarzał własne dzieci i bluzgał nawet na jej siostrę. To nie uśmierzyło bólu straty. Kolejny raz dopełniła się klątwa wisząca nad Rineheartami, żona kolejnego z nich odeszła zbyt wcześnie z tego świata. Abigail zniknęła z jego życia, a większa rola w nim nagle przypadła Sarze. Nigdy za nią nie przepadał i wiele razy sam myślał o tym, żeby uciąć jej język. Z drugiej strony była siostrą jego żony, więc czuł się w obowiązku doprowadzenia gnoja, który wyrządził jej krzywdę, przed organa wymiaru sprawiedliwości. W ten sposób chciał się jej odwdzięczyć za pomoc przy organizacji pogrzebu i za wkład w zajmowanie się dziećmi pod jego nieobecność. A przez długi czas do domu nie wracał prawie wcale. Łatwiej było mu uciec w pracę niż patrzeć na dzieci, które miał wychować już sam. Świadomość, że nie da im nigdy tyle miłości, co ich matka, czasem pozbawiała go tchu.
_____Siedmioletni Vincent, któremu wcześniej nie poświęcał zbyt wiele czasu, okazał się dzieckiem niezdecydowanym, niezdyscyplinowanym i lękliwym. Z powodu lekko przetartych kolan wracał do domu ze łzami w oczach. Nie potrafił okazać mu zrozumienia, raczej krytykował jego naturę. Czasem miał ochotę winić za taki stan rzeczy zmarłą małżonkę, lecz zaraz czuł przez to do siebie niesmak. To przecież on zaniedbał wychowanie syna, zrzucił tę odpowiedzialność na Abigail, więc sam sobie był winien. Próbował zmienić syna, uczynić go bardziej odważnym poprzez wieczne krzyki, zaganianie do ćwiczeń i do książek. Wszystkie nauki, które kierował do syna, padły jednak na bardziej podatny grunt. Jackie wykazywała więcej waleczności, jak i chęci do uczenia się od kochanego taty podstaw walki wręcz czy zielarstwa. Rzadko płakała, nie była kapryśna, ale za to potrafiła składać niezwykle bujne wiązanki bluzg, które zasłyszała w ojcowskich wypowiedziach. Wszystko przez to, że wszelkie frustracje z pracy przynosił do domu. Abigail potrafiła uspokoić go jednym ciepłym spojrzeniem, a pocałunkiem odebrać wszystkie troski. Gdy tylko zaczynał krzyczeć, momentalnie zbliżała się i gasiła każde wzburzenie swoim dotykiem. Jej wrodzona łagodność była idealną przeciwwagą dla jego temperamentu. Była tym, co było w nim najlepsze, tą dobrą częścią jego osoby. Po jej śmierci przestał silić się na kontrolowanie własnego temperamentu, więc wrzeszczał, klął, a dzieci wiecznie strofował. Czasem jego nerwy koił beztroski śmiech Jackie, lecz zdarzało się to rzadko, bo i rzadko się śmiała. Vincent nie śmiał się wcale. Prawdopodobnie sam pozbawił swoich dzieci śmiechu. Chciał wierzyć, że nie jest złym rodzicem, w końcu uczył dzieci tego, co uważał za potrzebne w późniejszym życiu, próbował uczynić je silniejszymi i samowystarczalnymi. Uczyniłby im większą krzywdę, gdyby je rozpieszczał, tym samym wmawiając, że są doskonałe, gdy tak naprawdę po świecie nie chodzą ideały, lecz wilki w owczych skórach. Okazywał im ojcowską miłość w szorstki sposób. Raz na jakiś czas starał się rekompensować im swoją szorstkość, przynajmniej zdobyć kilka uśmiechów swego potomstwa, więc organizował wycieczki po lasach. Nie był jednak w stanie pokazać im Irlandii, ta miała pozostać tylko jego i Abigail, jednak leśne labirynty położone w Anglii okazały się równie obiecujące. Wypad pod namiot z dala od cywilizacji pomagał umacniać rodzinne więzy, a może raczej co jakiś czas odratowywać je tuż przed ich zerwaniem. Nawet Vincent wykazywał entuzjazm na tych wyprawach, kiedy rozbijali namiot, a potem rozpalali ognisko. Jednak nie lubił zbytnio zaznajamiać się z lokalną fauną i florą. Za to Jackie uwielbiała słuchać o sztuce przetrwania, o tym, że mech porasta pień drzewa po stronie północnej, robaki w ostateczności mogą być jedynym jedzeniem pod ręką i nie są wcale takie złe, bo zawierają dużo białka, a po śladach zwierząt można dojść do wodopoju. Rodzinne chwile szczęścia były krótkie i ulotne.
_____Utrata kolejnej bliskiej osoby wcale nie dotknęła go mniej, po prostu znał już ten ból i był na niego przygotowany. Chociaż w tamtym momencie był pewny, że jego syn prędzej czy później powróci skruszony, gdy życie na własną rękę zacznie go przerastać, ale nigdy nie zjawił się ponownie u progu rodzinnego domu. Vincent zawsze był tchórzem i wolał uciekać od problemów, więc pewnego dnia zniknął, aby nie męczyć się ze swą największą zmorą – własnym ojcem. Nie chciał być aurorem, właściwie nie wiedział, kim chce być w życiu, poza buntującym się dzieciakiem. Krzyczał, że ma dość i nie chce być niczym pies uwiązany na smyczy, marzyła mu się wolność. Otrzymał ją w pełni, bo Kieran nigdy go nie szukał. Syn okazał się jego największą porażką i nie chciał do niej wracać. Za każdym razem czuł złość na myśl, że pierwszym Rineheartem, który okazał się być tchórzem, musiał być jego syn. Może gdyby miał większy wkład w jego wychowanie w pierwszych latach życia, ten byłby całkowicie inny. Ale nie mógł patrzeć wstecz, kiedy w jego rękach leżała przyszłość córki.
_____Nie chciał popełnić żadnego błędu wobec Jackie, zwyczajnie nie zniósłby, gdyby i ona okazała się niegodna nazwiska Rineheart. Z czasem oczywistym stawało się to, że jest bardziej podobna do niego niż matki, co zarazem go przerażało, jak i napawało dumą. Nie wiedział, jak powinien postępować wobec małej dziewczynki, dlatego od początku traktował ją jak chłopca. Miała być waleczna, bezkompromisowa i silna. Wymagał od niej więcej niż kiedykolwiek od Vincenta. Żądał lepszych wyników w nauce, więcej dyscypliny i pokory, ale również więcej śmiałości w wyrażaniu własnych poglądów, najlepiej w postaci krzyku. Czuł, że Jackie go nie zawiedzie i przeczucie się sprawdziło, gdy tylko dostała się na kurs aurorski. Wciąż jednak było wiele niedociągnięć, które pragnął z niej wytępić.
_____Jej osiągnięcia były mu miłe, ale wcale go nie satysfakcjonowały. Nadal nie była tak twarda, jak powinna być. Za pomocą legilimencji zaczął uczyć ją oklumencji. Wdzierał się do jej umysłu, obnażał z najbardziej delikatnych wspomnień, ale dzięki temu osiągnął swój cel. Był moment, w którym miał wątpliwości, kiedy już myślał, że złamał ją całkowicie, jednak ona odbiła się od dna. Nigdy nie była byle jaką dziewuchą, udało jej się, bo jest córką swojego ojca. Jackie Rineheart została aurorem i stała się jego największą dumą.


Każdy Rineheart to człowiek twardy, głośny, zasadniczy i do szpiku kości przesiąknięty słusznymi ideami, które pozwalają mu odróżnić dobro od zła. Świat nie jest czarno-biały, prawda, ale można odnieść wrażenie, że bardziej powszechne stają się te ciemniejsze odcienie szarości, która świadczą o coraz śmielszym panoszeniu się zła. Żaden Rneheart nie będzie biernie przyglądał się temu, jak bezpowrotnie umiera wszelkie dobro. Dlatego działasz, Kieranie. Dołączenie do Zakonu Feniksa jest dla ciebie czymś oczywistym, bo przecież chcesz wyplenić zło z tego świata. Jesteś Rineheartem, człowiekiem twardym, głośnym, zasadniczym i nie boisz się pobrudzić sobie rąk nawet czyjąś krwią, ponieważ wiesz, że nikt inny tego za ciebie nie zrobi. Ludzie są chwiejni, słabi, ale nie są ci obojętni – nie do końca i nie wszyscy. Stajesz do walki z dumnie uniesionym czołem.


Death does not wait for you to be ready!
Death is not considerate or fair!
And make no mistake: here, you face death!


Patronus: przyjmuje postać płetwala karłowatego. Zwierze to zrobiło na nim największe wrażenie spośród wszystkich. Po raz pierwszy miał okazję ujrzeć je w towarzystwie dziadka. Kolejny raz oglądał je w towarzystwie swojej ówczesnej narzeczonej, późniejszej żony. Nie wie zbyt wiele o wielorybach, ale gdzieś kiedyś przeczytał, że płetwal karłowaty może żyć samotnie, w parach i w małych stadach. Czyli nie przeszkadza mu zarówno samotność, jak i towarzystwo – tak jak jemu.
Kiedy rzuca zaklęcie, myśli o chwilach szczęścia, jakich zaznał przed laty, gdy żyła jeszcze jego słodka Abigail. O ich irlandzkich wakacjach, podczas których się jej oświadczył. O ślubie, na którym miała na sobie prostą, białą, koronkową suknię. Czasem myśli o gaworzącej Jackie czy pierwszym uśmiechu, który rzekomo mu podarowała już kilka godzin po przyjściu na świat. Ale szerokim łukiem omija myśli o Vincencie, ten wciąż jest niezagojoną do końca raną.


Statystyki i biegłości
StatystykaWartośćBonus
OPCM: 41 +5 (różdżka)
Zaklęcia i uroki: 15 +2 (różdżka)
Czarna magia: 1 Brak
Magia lecznicza: 1 Brak
Transmutacja: 0 Brak
Eliksiry: 0 Brak
Sprawność: 7 Brak
Zwinność: 5 Brak
JęzykWartośćWydane punkty
Język ojczysty: angielski II0
Język irlandzkiII2
Biegłości podstawoweWartośćWydane punkty
AnatomiaI2
Historia magiiI 2
KłamstwoI 2
RetorykaI 2
Spostrzegawczość III25
Ukrywanie sięII10
ZastraszanieII10
ZielarstwoI2
Biegłości specjalneWartośćWydane punkty
Odporność magicznaI5 (13,5)
Wytrzymałość fizycznaIII10
Biegłości fabularneWartośćWydane punkty
Zakon Feniksa II9
Sztuka i rzemiosłoWartośćWydane punkty
Obróbka drewnaI ½
AktywnośćWartośćWydane punkty
Latanie na miotleI0.5
PływanieI 0.5
QuidditchI 0.5
SzermierkaI 0.5
GenetykaWartośćWydane punkty
Brak-0
Reszta: 3,5

Wyposażenie

Legilimencja, różdżka, sowa

[bylobrzydkobedzieladnie]




When one must fight, he had to do it without hesitation, according to his own nature


Ostatnio zmieniony przez Kieran Rineheart dnia 26.03.18 21:43, w całości zmieniany 4 razy
Powrót do góry Go down
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej
Kieran Rineheart Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Kieran Rineheart Empty
PisanieTemat: Re: Kieran Rineheart   Kieran Rineheart I_icon_minitime15.04.18 15:22

Witamy wśród Morsów

Twoja karta została zaakceptowana
INFORMACJE
Przed rozpoczęciem rozgrywki prosimy o uzupełnienie obowiązkowych pól w profilu. Zachęcamy także do przeczytania przewodnika, który znajduje się w twojej skrzynce pocztowej, szczególnie zwracając uwagę na opis lat 50., w których osadzona jest fabuła, charakterystykę świata magicznego, mechanikę rozgrywek, a także regulamin forum. Powyższe opisy pomogą Ci odnaleźć się na forum, jednakże w razie jakichkolwiek pytań, wątpliwości, a także propozycji nie obawiaj się wysłać nam pw lub skorzystać z działu przeznaczonego dla użytkownika. Jeszcze raz witamy na forum Morsmordre i mamy nadzieję, że zostaniesz z nami na dłużej!

Los Kierana był przesądzony już w chwili jego narodzin. Przyszedł w końcu na świat jako Rineheart i miał wieść godne Rinhearta życie, nie było mowy o żadnym odstępstwie od normy. W ich świecie nie było miejsca na wiele odcieni szarości, liczyło się tylko białe, a czarne należało zwalczać wszystkimi dostępnymi środkami. A aby stawić czoło złu, należało się do tego przygotować - nabrać siły i twardości drewna, którego obróbki uczono Kierana. Prawdziwe życie nie jest baśnią, a lekarstwem na zło nie jest miłość. Aby zwalczyć większe zło, czasami trzeba sięgać po mniejsze. Wszystko dla większego dobra, cel uświęca środki. Kieran, dzięki swemu ojcu i dziadkowi, od zawsze był tego świadom, dlatego nigdy nie zboczył z jedynej, właściwej ścieżki. To wojownik światła, który brodzi w cieniach nocy, bo musi - bo nikt inny tego za niego nie zrobi. Ukojeniem była słodka Abigail, jedyna miękkość w jego życiu, lecz nawet ona została mu odebrana, a syn odszedł sam, pozostawiając po sobie gorycz. Czy Kieran odniósł porażkę jako rodzic? Nie, wychował córkę tak jak należy, na wojowniczkę i silną kobietę. Zarówno z niej, jak i z siebie mógłby być dumny, lecz to wszystko to wciąż dla niego za mało - póki zło wciąż panoszy się po świecie.
Kieran Rineheart nie spocznie, póki nie wypleni go w pełni.

OSIĄGNIĘCIA
Cel uświęca środki
Złoty Myśliciel
Do wyboru, do koloru
Genealog
 STAN ZDROWIA
Fizyczne
Pełnia zdrowia.
Psychiczne
Pełnia zdrowia.
UMIEJĘTNOŚCI
Legilimencja
Kartę sprawdzał: Tristan Rosier


Powrót do góry Go down
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej
Kieran Rineheart Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Kieran Rineheart Empty
PisanieTemat: Re: Kieran Rineheart   Kieran Rineheart I_icon_minitime15.04.18 15:23

WYPOSAŻENIE
Różdżka, sowa, różdżka (łuska smoka, palisander, 14 cali, dość giętka; poprzedni właściciel: Edgar Burke), magiczny odbiornik radiowy (z Jackie)

ELIKSIRY- antidotum podstawowe (1 porcja, stat. 5)
- eliksir wiggenowy (1 porcja, stat. 15)
- wywar ze szczuroszczeta (1 porcja, stat. 29)
- smocza łza (1 porcja, stat. 29, moc +5)
- eliksir niezłomności (1 porcja, stat. 0)
- Eliksir niezłomności (1 porcja, stat. 23, moc = 106)
- Eliksir ochrony (1 porcja, stat. 23, moc = 117)
- Czuwający strażnik (1 porcja, stat. 29)
- Wieczny płomień (1 porcja, stat. 35, moc +15)
- Wywar wzmacniający (1 porcja, stat. 20),
- Eliksir znieczulający (1 porcja, stat. 20),
- Mieszanka antydepresyjna (1 porcja, stat. 20),

[31.07.18] otrzymano na spotkaniu Zakonu Feniksa: antidotum podstawowe (1), eliksir wiggenowy (1), wywar ze szczuroszczeta (1), smocza łza (1)
[26.12.18] Otrzymano od Adriena: Wieczny płomień x1
[05.01.19] Otrzymano od Charlene: eliksir niezłomności x1, Eliksir ochrony x1
[05.01.19] Otrzymano od Åsbjørna: Czuwający strażnik (1)
[13.04.19] Otrzymano od Poppy: wywar wzmacniający (1), eliksir znieczulający (1), mieszanka antydepresyjna (1), wywar ze szczuroszczeta (1)

INGREDIENCJEposiadane: -

[/url][16.04.18] Ingrediencje (maj/czerwiec)
[14.05.18] Ingrediencje (lipiec/sierpień)
[31.07.18] przekazano na spotkaniu Zakonu Feniksa: korzeń ciemiernika, kora drzewa Wiggen
[09.08.18] zużyto: róg garboroga
[20.10.18] Ingrediencje (wrzesień/październik)
[27.12.18] Przekazano dla Charlene: korzeń ciemiernika, łuska smoka, odłamek spadającej gwiazdy x4, róg garboroga, czułki szczuroszczeta, żądło mantykory
[08.06.19] Ingrediencje (listopad/grudzień)
[20.06.19] Przekazano dla Charlene: róg buchorożca, bezoar, płatki ciemiernika

BIEGŁOŚCI[09.05.18] Wsiąkiewka (majoczerwiec) +1 PB do reszty
[10.05.18] Rozwój Silnej Woli II -> III (5PB z reszty)
[24.07.18] Wsiąkiewka (maj/czerwiec II) +1 PB do reszty
[29.09.18] Wsiąkiewka (lipiec/sierpień): +2PB do reszty
[06.11.18] Rozwój postaci: wykorzystanie 8 punktów z reszty na rozwinięcie biegłości zastraszania na II poziom
[25.03.19] Rozwój postaci: kłamstwo I poziom, -2 PB z reszty
[18.04.19] Wsiąkiewka (listopad/grudzień) +2 PB

HISTORIA ROZWOJU[26.03.18] Karta postaci, -550 PD
[08.04.18] Wykonywanie zawodu (majoczerwiec): +50 PD
[08.04.18] Artykuł do gazety: +30 PD
[09.05.18] Wsiąkiewka (majoczerwiec) +30 PD, +1 PB
[17.06.18] [G] Zakupy: peleryna niewidka, -100 PM
[01.07.18] Zdobycie osiągnięcia: Masakrator, +30PD
[03.07.18] Klub pojedynków (lipiec), +20 PD
[23.07.18] Zdobycie osiągnięcia Złoty Myśliciel: +30 PD
[24.07.18] Spotkanie Zakonu Feniksa, +10 PD
[24.07.18] Wsiąkiewka (maj/czerwiec II), +30 PD, +1 PB
[25.07.18] Zdobyto podczas Festiwalu Lata: odłamek spadającej gwiazdy x4
[04.08.18] Zdobycie osiągnięcia: Na głowie kwietny ma wianek, +30 PD
[08.08.18] Wykonywanie zawodu (lipiec/sierpień): +50 PD
[12.08.18] Zdobycie osiągnięcia: Mały pędzibimber, +30 PD
[21.09.18] Zdobycie osiągnięcia: Do wyboru, do koloru, +30 PD
[27.09.18] Udział w wydarzeniu: Odbudowa starej chaty, +15 PD, +1 PB organizacji
[29.09.18] Wsiąkiewka (lipiec/sierpień): +90 PD, +2PB
[06.10.18] Zdobycie osiągnięcia (Genealog), +60 PD
[15.10.18] Podsumowanie napraw anomalii (lipiec/sierpień): +15 PD
[16.10.18]Rozwój postaci: +2 punkty do OPCM, -160PD
[02.11.18] Wykonywanie zawodu (wrzesień/październik), +50 PD
[03.12.18] Osiągnięcie: Złoty Myśliciel II, +30 PD
[26.12.18] Wsiąkiewka wrześniopaździernik +90PD, +2PB
[28.12.18] Spotkanie Zakonu Feniksa, +10 PD
[05.01.18] Rozwój postaci: +3 OPCM; -240PD
[27.12.18] Otrzymano od Jessy: różdżka Edgara Burke'a
[29.01.19] Zdobycie osiągnięcia (Ostrożny sprzymierzeniec), +30 PD
[16.02.19] [G] Zakup magicznego radioodbiornika (z Jackie): -50 PM
[14.03.19] Wejście na poziom I biegłości Zakonu Feniksa, +3 statystyki OPCM
[14.03.19] Podsumowanie napraw anomalii (wrzesień/październik): +50 PD, +1PB organizacji
[15.03.19] Zdobycie osiągnięć (Obieżyświat, Światło w ciemnościach I)
[24.03.19] Wykonywanie zawodu (listopad/grudzień): +50 PD
[25.03.19] Rozwój: +3 opcm, -240 PD
[26.03.19] Zdobycie osiągnięcia (Weteran), +100 PD
[29.03.19] Wzmocnienie różdżki (+1 do OPCM od różdżki)
[18.04.19] Wsiąkiewka (listopad/grudzień) +90 PD
[19.04.19] Spotkanie Zakonu Feniksa, +10 PD
[26.05.19] Zdobycie osiągnięcia: Pracoholik, +30 PD
[26.05.19] Klub pojedynków (listopad), +30 PD
[16.07.19] Podsumowanie napraw anomalii (listopad/grudzień): +50 PD, +1 PB organizacji
[16.07.19] Wydarzenie "Oczy są ślepe", +150 PD, +3 PB organizacji
[20.07.19] Wykonywanie zawodu (sty/lut/mar), +50 PD
[22.07.19] Osiągnięcia: W pocie czoła, Partia nigdy cię nie zdradzi, Po szczeblach kariery, Zmysł galeonów, +280 PD
[22.07.19] Rozwój postaci: zakup 10 punktów statystyk do OPCM, -800 PD
[22.07.19] Wzmocnienie różdżki: +1 do OPCM
[25.07.19] Zdobycie osiągnięcia: Specjalista w OPCM; +60PD


Powrót do góry Go down
 

Kieran Rineheart

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Kartoteki :: Czarodzieje-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-19