Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Lecznica dla zwierząt

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Lecznica dla zwierząt   30.03.17 17:20

First topic message reminder :

Lecznica dla zwierząt

Z zewnątrz jest to niewielki, biały budynek znajdujący się bardzo blisko lasu. Kiedy gość staje przed drzwiami prowadzącymi do lecznicy, kołatka w kształcie wiewiórki trzykrotnie uderza w drzwi trzymanym w łapkach orzeszkiem, jeśli właścicielka jest w środku. Drzwi z reguły są wtedy otwarte, dostać się tu można z resztą także przez kominek znajdujący się w niewielkim holu, w którym goście mogą zostawić płaszcze. Dalsza część lecznicy składa się z czterech pomieszczeń, gabinetu do którego wchodzi się od razu z holu, jest to dość przestronne, zawsze czyste i uporządkowane pomieszczenie z biurkiem po środku, kilkoma szafkami pod ścianami oraz trzema krzesłami, jedno z jednej strony biurka, dwa z przeciwnej. Kolejnym pomieszczeniem jest zaplecze, już mniej uporządkowane, często wala się tu jakaś książka, czy prywatne drobiazgi właścicielki, jedynie szafka z lekami jest zachowana w idealnym porządku. Kolejne pomieszczenie to miejsce w którym mniejsze zwierzęta oczekują na zabieg, lub po nim wypoczywają czekając na swoich właścicieli, znajduje się tu kilka dość sporych klatek, gdzieniegdzie walają się zwierzęce zabawki. Ostatnie pomieszczenie służy do przeprowadzania zabiegów i mało kto ma do niego wstęp.
Z tyłu lecznicy jest także spory teren należący do niej, podzielony na dwa mniejsze wybiegi i jedną zadaszoną zagrodę. Bywa różnie, jednak zazwyczaj w całej lecznicy jest sporo zwierząt, od czasu do czasu w zagrodach, niemal zawsze w wielu klatkach.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
William Prince
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t5291-william-prince-w-budowie#118596 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t5314-william-g-prince https://www.morsmordre.net/t5317-william-g-prince#118975
Stażysta  w Ministerstwie Magii
24
Półkrwi
Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
7
10
5
0
3
0
8
13
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Lecznica dla zwierząt   23.09.17 9:26

11.05.1956

Przez kilka ostatnich dni działo się na prawdę wiele. Pogoda była tak nieobliczalna i płatała figle, nawet czarodziejom. William dwa razy poszedł do pracy, do Ministerstwa Magii w całym przemoczonym fraku, z którego można byłoby wyrżnąć wiadro wody. Nie mówiąc już o jego eleganckich butach, które były całe przesiąknięte i zaczęły się rozklejać. Wraz z butami miał przemoczone również skarpety. To cud, że nie złapało go jakieś choróbsko. Z pewnością będzie musiał w niedalekiej przyszłości zainwestować w nowe frak oraz buty. Pracownikowi Ministerstwa Magii nie przystoi chodzić w niezadbanym stroju, a co dopiero w rozklejonych butach. William będzie musiał wybrać się na zakupy, których nigdy nie lubił. A może zleci jakiemuś krawcowi, by zaprojektował mu i uszył na zlecenie. Tak, to był dobry pomysł. Prince od zawsze próbował nadążać z modą i ubierać się zgodnie z jej trendami. W Ministerstwie Magii słyszał, że Parkinsonowie posiadają dom mody, w którym można znajduje się wiele modnych ubrań. Według wielu pracowników Ministerstwa, to właśnie oni ustalają trendy w modzie w świecie czarodziei. Wraz z modą podążały również pieniądze. Parkinsonowie z pewnością są bogaci, a ich dom mody przynosi wielkie zyski. William jednak wolał zamówić u mniej znanego krawca, który będzie miał okazję się wybić. W końcu Prince pracuje w Ministerstwie Magii, a tam jest wielu mężczyzn, którzy zainteresują się skąd on wziął tak elegancki frak.
Dnia 10 maja wydarzyło się coś na prawdę niepokojącego. William siedział spokojnie w swoim domu i czytał Proroka Codziennego, a potem inną gazetą, jednak mugolską. Jego papuga zaczęła w klatce wariować. Dziobem próbowała przegryź żelazne obudowanie klatki. Nawet trzy razy wylała wodę z miseczki. Być może jej zachowanie związane było z pogodą, nikt tego do końca nie wie. Will musiał oderwać się od czytania i wypuścił ją, by miała większą swobodę i przestrzeń do latania. Może właśnie tego jej było trzeba. Mugolska gazeta była na tyle ciekawa, że Prince nie zwrócił uwagi, kiedy papuga zniknęła, a w pomieszczeniu zrobiło się cicho. To znaczy było słyszeć porywisty wiatr oraz grzmoty piorunów, uderzających coraz głośniej i głośniej. Gdy William miał iść spać, przypomniał sobie o papudze, której nie widział już jakiś czas. Przez całą noc ją szukał, lecz znalazł dopiero rano. Papuga leżała ranna pod drzewem. Za pewne wiatr był dla niej za silny i cisnął nią w drzewo. Długo nie myśląc, William natychmiast udał się do lecznicy, by zdiagnozować stan papugi. Była to klinika Julii Prewett. Mężczyzna pamiętał ją jeszcze za czasów Hogwartu, gdy przeciwko jej domowi grali mecze Quidditcha, a Julia grała na pozycji szukającego.
Kolejka była na prawdę długa, widocznie nawałnica nie tylko Williamowi płatała figle. Usiadł na wolnym miejscu, na końcu kolejki, a klatkę z ranną papugą położył na ziemi. Jego fruwający przyjaciel leżał na spodzie obudowy i od czasu do czasu podnosił głowę, by zobaczyć, co się dzieje. Mijały minuty, w końcu i godzina, aż William mógł wejść do gabinetu Julii. Zapukał do drzwi, jak przystało, a gdy usłyszał słowo "proszę", wszedł do środka. - Dzień dobry. - przywitał się z kobietą. W jego głosie nie było krzty radości, gdyż bał się o papugę, którą dostał kilka lat temu od matki. - Pani doktor, wczorajszej nocy moja papuga wyleciała na zewnątrz, a gdy ją już znalazłem, leżała ranna pod drzewem. Czy mogłaby Pani się nią zająć. Bardzo proszę, to mój przyjaciel. - powiedział i postawił klatkę z papugą na biurku. Delikatnie otworzył drzwiczki i jednym ruchem wyjął ptaka na zewnątrz. Zwierzak coś tam powiedział, a William wręczył go w ręce odpowiedniej osoby.


Powrót do góry Go down
Julia Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4231-julia-prewett https://www.morsmordre.net/t4525-poczta-julki#96302 https://www.morsmordre.net/t4523-julka-zaprasza#96300 https://www.morsmordre.net/t4798-julia-prewett
Weterynarz
25
Szlachetna
Panna
Podczłowiek i nadczłowiek są podobni w tym, że żaden z nich nie jest człowiekiem.
0
4
5
6
20
0
5/45
0
Zwierzęcousty
 https://68.media.tumblr.com/f4ac4a87cc99f24b4e90825593c2f7b0/tumblr_oldf5boKP91uhjffgo1_500.gif

PisanieTemat: Re: Lecznica dla zwierząt   10.10.17 13:40

Od początku maja pracy był cały ogrom. Przetarła twarz, kiedy wyszedł od niej kolejny klient. Z reguły z hollu nikt nie korzystał jak z poczekalni, przyjmowali zwierzęta, leczyli je na miejscu lub zatrzymywali do obserwacji i właściwie to tyle, właściciel mógł odejść. Jeśli działo się coś poważniejszego, nigdy aż tyle rzeczy na raz, ich z kolei była niestety tylko trójka - co w zwyczajnych dniach wydawało się aż nadto.
Nie zwróciła uwagi na to w jaki sposób zwracał się do niej szkolny znajomy. Może nie byli blisko, jednak zarówno znajomość sprzed lat, jak i Zakon wiązały ludzi, przynajmniej w jej oczach na tyle by pozwalać sobie na unikanie zwrotów grzecznościowych. Była już jednak zdecydowanie zbyt zmęczona by skupiać się na podobnych bzdurach. Dookoła panował prawdziwy chaos, Prewett nigdy nie spodziewała się że mogą być chociaż blisko zapełnienia zwierzętami wszystkich boksów, tak się jednak działo, a kolejnych stworzeń okaleczonych w nawałnicy wciąż przybywało.
Spojrzała na papugę uważnie, rozejrzała się dookoła. Na jej biurku znajdowała się klatka z jakimś kotem, Sue zaraz jednak ją zabrała bez większych wyjaśnień. Julia ufała pracownicom, w tej chwili musiała w nie wierzyć w stu procentach bo potrzebowała całych sił lecznicy by panować nad sytuacją.
Ułożyła ptaka na biurku i uśpiła go zaklęciem nie chcąc, by w panice zrobił sobie większą krzywdę. Przyłożyła różdżkę do jego tułowia, by sprawdzić w jakim jest stanie.
- Zrobię co mogę, Will, usiądź.
Poleciła mu spokojnym tonem. Nie miała problemu z panowaniem nad nerwami, szczególnie kiedy na prawdę było to konieczne. W tej chwili zdecydowanie było. Nie tylko dlatego że była za wszystko tutaj odpowiedzialna, ale też dlatego że jej nerwy przełożyłyby się na nerwy właścicieli i zwierząt, a na to pozwolić sobie nie mogła.
- Ile ma lat, skąd ją sprowadziłeś, jak długo ją masz?
Zadała kilka podstawowych pytań, chyba bardziej żeby zająć Prince'a, niż z faktycznej potrzeby. Fakt że ma do czynienia z urazem, nie chorobą był oczywisty, wiele była w stanie stwierdzić sama. Im więcej informacji jednak tym zawsze lepiej.
- Skrzydłami dam radę zająć się dzisiaj. Powinna tu trochę zostać. Znajdę jej spokojne miejsce. - odetchnęła. Będą musieli zaraz przegrupować zwierzęta, żeby ptaki miały spokój, one i gryzonie w szczególności, miała jednak już pomysł jak to zrobić. - Mocno się poobijała.
Mruknęła, kiedy zaklęcie wykazało urazy.
- Może mieć później nieznaczne problemy z lewym skrzydłem, które mocniej ucierpiało, jednak prócz tego myślę że będzie dobrze. - zapewniła jeszcze, chcąc uspokoić rozmówcę.
Nieprzerywała jednocześnie badania bardziej skrzywdzonego skrzydła, po którym delikatnie przesuwała różdżką.




She sees the mirror of herself
An image she wants to sell,
To anyone willing to buy.
He steals the image in her kiss,
From her hearts apocalypse.
Powrót do góry Go down
William Prince
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t5291-william-prince-w-budowie#118596 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t5314-william-g-prince https://www.morsmordre.net/t5317-william-g-prince#118975
Stażysta  w Ministerstwie Magii
24
Półkrwi
Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
7
10
5
0
3
0
8
13
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Lecznica dla zwierząt   12.10.17 22:06

William zachowywał się trochę nerwowo i chaotycznie, ale można było to usprawiedliwić. To co się stało nie powinno mieć miejsca, jednak przez jego nieuwagę i lekkomyślność papuga została ranna. Winę powinien ponieść on sam, bo przecież pogody nie można winić. Zawsze był cierpliwym człowiekiem, choć nie tym razem. Czekając w kolejce do weterynarza, stukał palcami o klatkę, co trochę denerwowało rannego ptaka. Gdy przyszła jego kolej, natychmiast zerwał się z krzesła i praktycznie wbiegł do gabinetu, gdzie czekała doktor Prewett.
- Dziękuję Julio. - odparł, wciąż wpatrzony w ranną papugę zajął miejsce. Mimo zapewnień Julii, czuł jakąś niepewność i obawę. Papuga była prezentem od rodziców za dobre wyniki z egzaminów końcowych i była jego najlepszą przyjaciółką. Czasami nawet potrafiła powtarzać słowa, z czego mężczyzna zawsze się śmiał. Większość wspomnień z papugą była miała i przyjemna, ale raz zaszła Williamowi za skórę. Jednego ranka, gdy mężczyzna obudził się i poszedł zamknąć papugę do klatki, został meble całe obdrapane, a część wazonów z kwiatami leżała na ziemi. Chyba nigdy nie widział takiego bałaganu jak wtedy. Początkowo denerwował się na ptaka, jednak nie trwało to długo.
- Dostałem ją od rodziców, kilka dni po egzaminach końcowych, więc ma 6 lat. Skąd pochodzi? Poczekaj zaraz sobie przypomnę... Wiem. Papuga pochodzi z Indonezji i należy do rodzin papug wschodnich. Nie znam się na zwierzętach, ale wydaje mi się, że to Prioniturus, aczkolwiek nie mogę potwierdzić źródła tej wiedzy. - powiedział William. Pamiętał, jak mama mu o tym mówiła, ale skąd niby znałaby takie szczegóły. Nigdy w to głębiej nie wnikał.
- Oczywiście. Jeżeli to dla jej dobra i musi zostać dłużej w leczniczy, niech zostanie. Mam nadzieję, że dojdzie do siebie i nie będzie problemu z tym lewym skrzydłem. - powiedział lekko przygnębiony, Julia mogła to dostrzec. Papuga w mieszkaniu dawała życie, a że William mieszkał sam, to jej towarzystwo było niezbędne, mimo że była tylko ptakiem. Jednakże w głębi serca wiedział, że Julia odpowiednio zajmie się jego zwierzęciem.


Powrót do góry Go down
Julia Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4231-julia-prewett https://www.morsmordre.net/t4525-poczta-julki#96302 https://www.morsmordre.net/t4523-julka-zaprasza#96300 https://www.morsmordre.net/t4798-julia-prewett
Weterynarz
25
Szlachetna
Panna
Podczłowiek i nadczłowiek są podobni w tym, że żaden z nich nie jest człowiekiem.
0
4
5
6
20
0
5/45
0
Zwierzęcousty
 https://68.media.tumblr.com/f4ac4a87cc99f24b4e90825593c2f7b0/tumblr_oldf5boKP91uhjffgo1_500.gif

PisanieTemat: Re: Lecznica dla zwierząt   12.10.17 23:40

Od początku maja wiele się działo. Czy raczej wiele się działo rzeczy jawnych. Nieliczni widzieli, jak wiele zdarzeń przepływało między nimi każdego dnia, jak wiele istotnych spraw przemyka im między palcami. Kwiecień już nie pozwalał się ignorować, już wtedy pewna mroczna otoczka ogarnęła większość osób, nikt już nie mógł mówić, że nie zauważył zmian, że przegapił moment. Maj był z kolei eksplozją. I pogoda szalała nie bez powodu, szalała magicznie, jednocześnie uderzając we wszystkich dookoła. Także w zwierzęta. Trudno w tej sytuacji szukać winnych.
- Jest bardzo zadbana.
Zauważyła jedynie, sprawdzając przy tym ilość złamanych kości. Nie podobało jej się to skrzydło, znalazła w nim także stan zapalny, nie chciała jednak martwić właściciela. W podobnych sytuacjach zawsze usiłowała pozostawać przy dobrej myśli, współczesna magomedycyna zna wiele wspaniałych zaklęć, dużo eliksirów. Nie można powiedzieć, żeby wszystkie problemy zniknęły, jednak na pewno było ich zdecydowanie mniej, zdecydowanie więcej mogli zaradzić i Julia była przekonana, że z czasem będzie jeszcze lepiej.
Niewątpliwie równolegle na ich drodze staną nowe wyzwania, nowe przerażające zaklęcia, eliksiry, urazy osób tak zdolnych, że daliby radę zadziwić magomedyka z wieloletnim stażem, czy chociażby nieznane im jeszcze choroby. Nie ma szans, by tylko jedna strona konfliktu posuwała się do przodu, choć Julia głęboko wierzyła w możliwości magomedycyny.
- Wykazywała kiedykolwiek jakiekolwiek magiczne skłonności?
Wolała się upewnić. Nie było to często, jednak nawet między zwierzętami które wydawałyby się mugolskie dało się trafić na ewenementy. Ta papuga wydawała jej się całkowicie zwyczajna, jednak kto wie?
- Pewnie nie potrwa to długo, jednak lepiej żebyśmy my mieli ją na oku. Gdyby miała wrócić do domu, trzebaby ją lekko otępić, żeby wiercąc się nie zrobiła sobie krzywdy, a to nie byłoby dla niej korzystne. - oznajmiła zaraz. - Nie martw się, na pewno nic jej nie będzie. Zadbamy o nią i niedługo wróci do domu.
Dodała łagodnie, widząc zmęczenie na twarzy rozmówcy. Sama była wyraźnie zmęczona i być może nie było jej stać na pełnię empatii, jednak nie chciała by Will martwił się cały czas, gdy papuga będzie w lecznicy.
- Znamy się na rzeczy.




She sees the mirror of herself
An image she wants to sell,
To anyone willing to buy.
He steals the image in her kiss,
From her hearts apocalypse.
Powrót do góry Go down
Susanne Lovegood
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4789-susanne-echo-lovegood https://www.morsmordre.net/t5182-deszczowa-sowa#113703 https://www.morsmordre.net/t5758-kapelusz-z-niespodzianka#135806 https://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 https://www.morsmordre.net/t5133-susanne-echo-lovegood#111350
opiekunka zwierząt, naczelny treser królików
23
Półkrwi
Panna
walking in my sleep
like the naked trees
will they wake up again?
do they sleep, do they dream?
10
0
5
0
20
0
10
0
Czarownica
now take me home, home where I belong

PisanieTemat: Re: Lecznica dla zwierząt   05.02.18 0:04

Tego dnia głównie skakała między kominkami, doglądając zwierząt w ich domach. W pstrokatym notesiku zapisywała skrupulatnie ważne rzeczy - czasem wyraźnie zahaczające o pojęcia dosyć abstrakcyjne, lecz w jej mniemaniu tak samo istotne - na kartkach nie brakowało także notek o faktycznym stanie zdrowia, postępach w leczeniu, o tym, czy dana futrzasta istota robi się już bardziej odważna, czy może wręcz przeciwnie, ostatnio zaczęła niknąć w oczach. Przy chaosie związanym z anomaliami mnóstwo zwierząt reagowało nienaturalnie, Lovegood starała się zaś służyć za dobrą wizytówkę lecznicy Julii. Sprawdzała, czy dawki leków przypisane przez pannę Prewett są przestrzegane, a jeśli miała wątpliwości, stawiała w zapiskach trzy grube wykrzykniki.
Zdążyła też udać się po świeżą porcję leków, uwarzoną przez zaufanego alchemika Julii, w pakiecie z paroma zamówionymi składnikami do eliksirów, nim dotarła do finalnego punktu wycieczki, którym była sama lecznica. W wejściu minęła się z mężczyzną, tachającym klatkę z mizernie wyglądającą papugą. Przywitała klienta, smutnym wzrokiem wiodąc za ptakiem, prawdopodobnie - tak jak masa innych zwierząt - cierpiącym w wyniku niedawnej nawałnicy. Odłożyła torbę na zapleczu, porzucając też terenowy notatnik na rzecz tego, który służył jej za podpowiedź w samej klinice i wybrała się na poszukiwanie kota. Miała się nim zająć po powrocie. Z usztywnioną łapką i świeżymi szwami niewiele mógł zrobić, lecz wzrok miał obiecująco żywy, gdy obserwował barwną papugę, kontrastowo nieruchomą. Bez słowa oddaliła się z klatką, nie chcąc stresować żadnego ze zwierzaków.
Obejrzała kota, podziwiając jego chęć do zabawy - niesfornie poruszał łapami, próbując złapać frędzle, rozsypujące się po sukience Susanne. Pozwalała mu na to, skupiona na kolejnych zranieniach, potrzebujących aplikacji maści i drobnych kropel odpowiednich eliksirów. Wprawiała się na przypadkach łagodnych, którym nie mogła zaszkodzić wiedzą, jaką posiadała. Oględziny zakończyła dokładnie wtedy, gdy Prince opuszczał klinikę, dlatego usadowiła kota w klatce, podkładając mu jeszcze świeży kocyk.
- Czekam na dalsze polecenia, pani kapitan! - zameldowała łagodnie, całkiem dziarsko, choć wciąż z nieco smutnym spojrzeniem salutując Julii w progu. - Ta nawałnica to jakiś koszmar - jęknęła jeszcze, schodząc z oficjalnego tonu. - Połowa zwierzaków wariuje, zapisałam wszystkie, które trzeba obejrzeć ponownie, kilku otworzyły się rany - poinformowała. - Mam leki i składniki. Potrzebujemy coś uwarzyć? - dopytała. W lecznicy było co robić, szczególnie teraz.




I'm walking in the air

I'm floating in a moonlit sky; the people
far below, they greet us as we fly


Powrót do góry Go down
Julia Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4231-julia-prewett https://www.morsmordre.net/t4525-poczta-julki#96302 https://www.morsmordre.net/t4523-julka-zaprasza#96300 https://www.morsmordre.net/t4798-julia-prewett
Weterynarz
25
Szlachetna
Panna
Podczłowiek i nadczłowiek są podobni w tym, że żaden z nich nie jest człowiekiem.
0
4
5
6
20
0
5/45
0
Zwierzęcousty
 https://68.media.tumblr.com/f4ac4a87cc99f24b4e90825593c2f7b0/tumblr_oldf5boKP91uhjffgo1_500.gif

PisanieTemat: Re: Lecznica dla zwierząt   05.02.18 15:35

Kiedy Prince wyszedł, Julia odetchnęła, na sekundę siadając na krześle i niemal podskoczyła jak dziecko złapane na przestępstwie kiedy Sue wpadła do środka. Prewett nie męczyła się łatwo ani fizycznie ani psychicznie, nigdy chyba jednak nie miała jednego dnia aż tylu klientów i wezwań co dzisiaj. Spojrzała na Sue, która choć ewidentnie coś w sobie kryła, chociaż fizycznie wykazywała się niemałą energicznością, a to dzisiaj miało znaczenie.
- Błagam cię powiedz, że przyszła już dostawa uspokajaczy, jeśli nie to trzeba iść po nie osobiście. - odezwała się po krótkiej chwili, zerkając na Lovegood znad papugi, która póki co wydawała się całkiem spokojna, jednak nigdy nie wiadomo kiedy uderzy kolejny piorun lub deszcze i wiatry wywołają szum i znów nastraszą zwierzęta straumatyzowane po wczorajszych wydarzeniach.
Dopiero co miała wrażenie, że skończyli sprzątać po anomaliach, zajęli się wszystkimi zwierzętami które potrzebowały opieki po pierwszym maja, jednak magia nadesłała im nowe anomalie. I oczywiście, martwiące było to także z perspektywy ludzi, niejedna osoba wczoraj zapewne straciła dom, niejedna uległa wypadkowi w wyniku zwalonego drzewa lub wiatru który z potężną siłą niósł ciężkie, twarde elementy wszystkiego co napotkał. Nie da się jednak pomagać każdemu, a Julia nie od dziś potrafiła wytyczyć sobie jasny cel, konkretne zadania. Zwierzęta były nieświadome, w większości spłoszone i przerażone, nie miały szansy poradzić sobie same, a pozostawione same sobie wywołałyby tylko więcej chaosu w Londynie.
- Jak będą na nowo szaleć przy każdym grzmocie to rany będą im się otwierać. Myślę czy nie najlepiej byłoby uśpić przynajmniej ptactwo na jakąś dobę żeby rany się zaleczyły zanim znowu coś je będzie mogło nastraszyć. - dodała, bo nie lubiła faszerowania zwierząt nadmiarem leków, jednak chodziło w tej chwili o rozwiązanie które zaszkodzi im mniej. - Co chwila zjawia się nowa sowa, papuga, kruk i tak dalej.
Jakby panująca za oknami wichura wskazywała na to, że idealnym planem będzie wysłanie listu niesionego przez drobnego ptaka. Julia wiedziała, że ludzie zwykle nie chcieli źle, jednak bezmyślność ją zwyczajnie irytowała. Spojrzała na Suzie i podniosła się z krzesła.
- Dobra, jeśli leki przyszły, podaj ptactwu po cztery krople eliksiru nasennego do poideł, niech się wmiesza w wodę, inne zwierzęta w zależności czy uznasz za bardzo płochliwe i takie które mogą sobie znów zaszkodzić. Ja się zajmę zasklepianiem ran. Jeszcze tę papugę zostawiłam na obserwacji, lewe skrzydło mocno ucierpiało ale jest całkiem spokojna. Może wezmę ją do składzika, nie będzie trzeba jej otępiać póki co.
Składzik był całkiem zwyczajnym pomieszczeniem w którym trzymali jedzenie, kawę, czasami ktoś po nocnej zmianie odsypiał. W każdym razie chyba tylko tam jeszcze nie było olbrzymiej ilości zwierzaków.




She sees the mirror of herself
An image she wants to sell,
To anyone willing to buy.
He steals the image in her kiss,
From her hearts apocalypse.
Powrót do góry Go down
Susanne Lovegood
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4789-susanne-echo-lovegood https://www.morsmordre.net/t5182-deszczowa-sowa#113703 https://www.morsmordre.net/t5758-kapelusz-z-niespodzianka#135806 https://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 https://www.morsmordre.net/t5133-susanne-echo-lovegood#111350
opiekunka zwierząt, naczelny treser królików
23
Półkrwi
Panna
walking in my sleep
like the naked trees
will they wake up again?
do they sleep, do they dream?
10
0
5
0
20
0
10
0
Czarownica
now take me home, home where I belong

PisanieTemat: Re: Lecznica dla zwierząt   05.02.18 20:12

Nie było idealnie - szczególnie w momentach, gdy wspomnienia stawały przed oczami, to zaś zagwarantowane miała przynajmniej kilka razy na dzień. Próbowała skupiać się na świecie zewnętrznym, na ludziach, zwierzętach, ich potrzebach. Chciała czuć się potrzebna i pomocna - w tym prostym pragnieniu zawierała się cała jej siła, którą zbierała z ogromnym wysiłkiem. Nie mogła się skarżyć. Trafiała na istnienia, których tragedie były świeżymi ranami. Roboty było mnóstwo - wszędzie.
Przyjrzała się z odległości papudze, nim posłała Julii uspokajające spojrzenie. Dzielnie przyjmowała klientów, choć przybytek był już pełen.
- Przyszła. Mamy ich sporo, ale przy takim zapotrzebowaniu wciąż trzeba uważać - oceniła, mając wrażenie, że żadna ilość nie będzie odpowiednia. Zawsze ktoś cierpiał. Ta ponura wizja dźgnęła ją prosto w serce, ale zebrała się w sobie, nie pozwalając myślom odlecieć poza obowiązki. Rudera plątała się pośród nich, lecz czuła, że dzisiaj jej miejsce jest tu. Widząc lady Prewett tylko utwierdzała się w tym przekonaniu, każda para rąk była na wagę złota. - W zamian za to kończą się eliksiry oczyszczające, zaczyna brakować też wzmacniających, ale spokojnie! - dodała szybko, najprędzej jak potrafiła, unosząc ręce w geście kapitulacji. To znaczy - uspokojenia. - Do jutra poradzimy sobie z tym, co mamy, wysłałam już listy do alchemików z listy -  poinformowała zawczasu.
- To zawsze jakiś plan - skomentowała, zaglądając pobieżnie do kilku kolejnych ptaków. Nadawała im w myślach imiona. Lucy, Tuca, Freya, Samba, Henio. Westchnęła. - Z takiej drzemki niewiele rzeczy jest w stanie wyrwać.
Strach pomyśleć, ile niewinnych ptaków pocztowych padło martwych. Kiwała głową, zapamiętując polecenia rudowłosej i bezgłośnie powtarzając je pod nosem. Cztery krople. Zniknęła na chwilę na zapleczu, wykopała odpowiedni eliksir i pokrzątała się moment, szukając czystej pipety, by zająć się aplikowaniem mikstury do kolejnych poideł. Gdzieniegdzie, przy okazji, zatroszczyła się też o wymianę pokarmu i drobne poprawki, ułatwiające życie zwierzakom. Zatrzymała się tuż obok sporej klatki, zajmowanej przez wsiąkiewkę. Gościła w lecznicy od początku maja, jej stan poprawiał się bardzo powoli i kiedy wydawało się, że wszystko jest już prawie w porządku, a przynajmniej zmierza do stabilizacji, coś znowu musiało zaskoczyć. Białowłosa kucnęła, przypatrując się uważnie stworzeniu. Srebrno-zielona jaszczurka wyglądała jakoś... inaczej. Pomijając fakt, że nie skurczyła się, gdy Lovegood zbliżyła do niej dłoń - może się oswoiła? - coś było nie w porządku.
- Nie masz wrażenia, że Sanana blednie? - zapytała, nie mogąc odejść od biedactwa, w zamian zerkając na Julię z dołu.




I'm walking in the air

I'm floating in a moonlit sky; the people
far below, they greet us as we fly


Powrót do góry Go down
Julia Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4231-julia-prewett https://www.morsmordre.net/t4525-poczta-julki#96302 https://www.morsmordre.net/t4523-julka-zaprasza#96300 https://www.morsmordre.net/t4798-julia-prewett
Weterynarz
25
Szlachetna
Panna
Podczłowiek i nadczłowiek są podobni w tym, że żaden z nich nie jest człowiekiem.
0
4
5
6
20
0
5/45
0
Zwierzęcousty
 https://68.media.tumblr.com/f4ac4a87cc99f24b4e90825593c2f7b0/tumblr_oldf5boKP91uhjffgo1_500.gif

PisanieTemat: Re: Lecznica dla zwierząt   05.02.18 22:43

- Doskonale.
Obecność Sue była dziś wyjątkowo cenna. Dziewczyna wiedziała co robić, gdzie odłożyć, gdzie zajrzeć, jakie eliksiry są potrzebne i gdzie zapas należy stale uzupełniać. Nie potrzebowała poleceń - to było dobre, gdyby w klinice każda bzdura leżała na rudej głowie, ta bez wątpienia by się w końcu przeciążyła.
Kiedy dziewczyna ruszyła do ptactwa, Julia faktycznie zajęła się do reszty papugą, ruszając na zaplecze i znajdując dla niej odpowiednie miejsce. Zrobiła przy tym mały porządek, bo nie wątpiła że pojawi się tutaj jeszcze kilka klatek, dzień był jeszcze młody, a kominek wyjątkowo aktywny.
Na pytanie wyjrzała z zaplecza.
- Nie wiem na ile nie działa na niego stres. Raczej nie mamy aż tylu pacjentów. Jeśli chcesz to zabierz go tutaj, niech posiedzi na zapleczu póki tu jest cicho. - zaproponowała, choć nie mogąc zignorować jakichkolwiek objawów sięgnęła po różdżkę i przeszła tam, skąd dochodził głos. Kucnęła przy wskazanej klatce i wsunęła powoli różdżkę przez kraty klatki by delikatnie przyłożyć do jaszczurki koniec magicznego przedmiotu.
- Ma delikatną gorączkę.
Stwierdziła rzuciwszy szybkie zaklęcie. Możnaby podejrzewać że i gorączka może mieć związek ze stresem, nie była jednak pewna, czy trochę za wiele na tę jedną rzecz nie zrzuca. Znów uniosła spojrzenie na białowłosą.
- Dam mu coś łagodnego na zbicie jej i może faktycznie zabierzmy go do składzika. A potem zobaczymy. - duża część jej pracy polegała na czekaniu i obserwowaniu. Wiedziała o zwierzętach wiele, wiedziała jak powinny funkcjonować i reagować, jednak nie zawsze można było stwierdzić o ewentualnej chorobie tak od razu. Nie chciała także wyolbrzymiać. Ostatecznie - o ile niektóre przypadki wymagały natychmiastowego działania, inne potrzebowały więcej czasu, cierpliwości i uwagi. A uwagę Julia potrafiła mieć dla wielu z nich jednocześnie.
Poprawiła włosy by jej nie przeszkadzały, swój długi warkocz związała w kok, gdyż końcówki co chwila znów wpadały jej pod ręce gdy się spieszyła i zdjęła jedną z klatek z tej w której znajdowała się jaszczurka. Z przenoszeniem wolała poczekać na Sue - lepiej nie nadużywać w tej chwili magii.




She sees the mirror of herself
An image she wants to sell,
To anyone willing to buy.
He steals the image in her kiss,
From her hearts apocalypse.
Powrót do góry Go down
Susanne Lovegood
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4789-susanne-echo-lovegood https://www.morsmordre.net/t5182-deszczowa-sowa#113703 https://www.morsmordre.net/t5758-kapelusz-z-niespodzianka#135806 https://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 https://www.morsmordre.net/t5133-susanne-echo-lovegood#111350
opiekunka zwierząt, naczelny treser królików
23
Półkrwi
Panna
walking in my sleep
like the naked trees
will they wake up again?
do they sleep, do they dream?
10
0
5
0
20
0
10
0
Czarownica
now take me home, home where I belong

PisanieTemat: Re: Lecznica dla zwierząt   06.02.18 0:47

Odkąd pojawiła się w lecznicy, miała fioła na punkcie zaglądania w każdy możliwy, najmniejszy nawet zakątek. Rzadko kiedy sprawiała wrażenie zorganizowanej, lecz to miejsce działało na nią dobrze, odnajdywała się w niedużym budynku, dosyć szybko przyswajając reguły, jakie nim rządziły. Może to kwestia tego, że jakkolwiek nie liczyła, przejście między kluczowymi punktami zajmowało tyle samo kroków, może obecność zwierząt, zerkających mniej lub bardziej ufnie, może okolica albo zaufanie, jakim postanowiła obdarzyć ją Julia. Do tej pory chwytała głównie luźne zlecenia, parając się wszystkim i niczym. Tu mogła wracać, rozwijać się, pomagać, pisać własną historię. Była to naprawdę świetna odmiana.
Nie wiedzieć czemu, ta nieszczęsna wsiąkiewka zmartwiła ją najbardziej, wolała jednak nie myśleć, że to jakieś parszywe przeczucie. Kiwnęła głową i chwyciła klatkę po swojej stronie, starając się przenieść ją bezkolizyjnie na zaplecze z pomocą Julii. Rozejrzała się, szukając dogodnego miejsca.
- Sanana woli widzieć co się dzieje wokół, może tam? - zapytała, wskazując głową wolne miejsce przy szafce zawalonej zapiskami. W takim kącie miałby spokój, jednocześnie mogąc obserwować całe pomieszczenie oraz kawałek kolejnego, gdy drzwi były otwarte. Druty zabrzęczały, stykając się z podłogą.
- Może tylko przegrzał się wśród tego wszystkiego - podsumowała zmartwiona, chcąc uspokoić samą siebie. - Ostatecznie jest poza swoim środowiskiem, ciężko upilnować temperatury otoczenia, by sprzyjała wszystkim - a może jednak było za ciepło? Za zimno? Sama czuła się lekko przegrzana, ale nie zwróciła na to większej uwagi, zwalając wszystko na ilość pracy. Otworzyła usta, chcąc podzielić się swoimi spostrzeżeniami i dopytać o warunki, w jakich dokładnie powinna znaleźć się wsiąkiewka, ale skutecznie przerwał jej odgłos lądowania w kominku. Uniosła brwi i zrobiła bezradną minę, zerkając na Julię. - Skończę zakraplać i sprawdzę pogodę. I wybieg. W razie czego, konie potrzebują... trzech miarek? - zapytała z niepewną miną, przeliczając roboczo w myślach i unosząc buteleczkę z eliksirem. Brakowało im tylko końskiego buntu na zewnątrz. - Opatrunków nie ruszam, uporam się ze wszystkim w piętnaście minut i jestem z powrotem - poinformowała, już prawie na zewnątrz, rozglądając się po niebie. Gdyby tylko cokolwiek gwarantowało, szlag by je!




I'm walking in the air

I'm floating in a moonlit sky; the people
far below, they greet us as we fly


Powrót do góry Go down
Julia Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4231-julia-prewett https://www.morsmordre.net/t4525-poczta-julki#96302 https://www.morsmordre.net/t4523-julka-zaprasza#96300 https://www.morsmordre.net/t4798-julia-prewett
Weterynarz
25
Szlachetna
Panna
Podczłowiek i nadczłowiek są podobni w tym, że żaden z nich nie jest człowiekiem.
0
4
5
6
20
0
5/45
0
Zwierzęcousty
 https://68.media.tumblr.com/f4ac4a87cc99f24b4e90825593c2f7b0/tumblr_oldf5boKP91uhjffgo1_500.gif

PisanieTemat: Re: Lecznica dla zwierząt   07.02.18 0:01

Odstawiły niemałych rozmiarów klatkę na miejsce które wydawało się odpowiednie po czym Julia kontrolnie wsunęła palec między kraty by sprawdzić przypuszczenia Sue, choć akurat ta opcja wydawała jej się mało prawdopodobna.
- Dla jaszczurek mamy specjalne klatki i terraria, magicznie zachowują wewnątrz swoją temperaturę i nie oddają jej na zewnątrz. - powiedziała spokojnie, bo i akurat ten fakt mógł Suzie umknąć. Nie zajmowali się często zwierzętami wymagającymi nietypowej temperatury jednak Julia zadbała o to by byli na to przygotowani. Ostatecznie miała na to środki, nie ma co ukrywać, dodatkowo jej dość pedantyczna natura nakazywała jej pilnować by wszystko było odpowiednie. Długo z resztą przygotowywała się do otworzenia kliniki.
Na dźwięk w kominku zaraz się wyprostowała. Nie było czasu na marudzenie czy zmęczenia, mieli tu mały kryzys i kto jak kto ale ona musiała pilnować by wszystko szło jak należy.
- Konie. - stanęła w jednej chwili. - Zobacz jak się zachowują, czy są nerwowe. Nie wszystkie stadka są płochliwe, może nie będzie trzeba, sama ocenisz. Ale więcej niż cztery im nie dawaj, tak tylko żeby trochę je przytępić dopóki się tu nie uspokoi.
Stwierdziła wierząc w ocenę i rozsądek Suzanne, jak już wcześniej stwierdziła, białowłosa była dobrym pracownikiem i dawała sobie radę także bez poleceń i dokładnych, szczegółowych instrukcji.
- Niedługo z resztą powinna zjawić się Sally, ona może dać radę się nimi zająć i bez leków więc może lepiej zaczekać. - dodała zaraz, bo i uważała pannę Moore za domorosłą specjalistkę w tej dziedzinie. Może i bez tytułów, jednak po prostu miała tytułów, jednak to nie jest konieczne, miała szczególną rękę do tych zwierząt, a to wystarczy.
Na kolejne słowa skinęła głową i wyszła żeby zobaczyć kto i, co ważniejsze - z czym postanowił tym razem przyjść.
I choć zwykle panowała nad emocjami i mimiką, tym razem jej brwi bez kontroli powędrowały ku górze. To coś nowego...
- Dzień dobry. - odezwała się zaraz spokojnym tonem, przybierając absolutnie neutralną minę i zamierzając przyjąć pierwszego ghula w swojej karierze.




She sees the mirror of herself
An image she wants to sell,
To anyone willing to buy.
He steals the image in her kiss,
From her hearts apocalypse.
Powrót do góry Go down
Susanne Lovegood
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4789-susanne-echo-lovegood https://www.morsmordre.net/t5182-deszczowa-sowa#113703 https://www.morsmordre.net/t5758-kapelusz-z-niespodzianka#135806 https://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 https://www.morsmordre.net/t5133-susanne-echo-lovegood#111350
opiekunka zwierząt, naczelny treser królików
23
Półkrwi
Panna
walking in my sleep
like the naked trees
will they wake up again?
do they sleep, do they dream?
10
0
5
0
20
0
10
0
Czarownica
now take me home, home where I belong

PisanieTemat: Re: Lecznica dla zwierząt   07.02.18 19:33

Rzeczywiście nie miała pojęcia, że niektóre klatki działają w ten sposób, ale w takim razie wszystko powinno się zgadzać - przynajmniej z pozoru, bowiem z anomaliami nigdy nie było wiadomo. Skoro wpływały na magię, mogły też swobodnie oddziaływać na magiczne przedmioty, lecz wolała nie dzielić się tym spostrzeżeniem. Wiedziała zresztą, że Julia zna się na rzeczy i ufała jej. Jeśli ktoś miał stwierdzić, czy klatka działa, jak powinna, z pewnością była to ona. Dobrze było dowiadywać się takich rzeczy. Jakkolwiek pewnie nie czułaby się w klinice, nie grzała tu miejsca zbyt długo i dopiero wprawiała się w pewnych kwestiach, powoli poznając to miejsce.
- Zapamiętam - zapewniła, kiwając głową. - Są jakoś oznaczone? Nie wiem, czy je poznam, na pierwszy rzut oka klatka Sanany wygląda tak, jak reszta - stwierdziła, ale była pewna, że jest jakaś różnica, którą musiała pominąć. Może nie przyglądała się zbyt dokładnie - w końcu klatka była tylko klatką, ważniejsze były stworzenia, jakie znajdowały się w środku.
Pokiwała głową na kolejne zalecenia. Cztery miarki wydawały jej się dosyć sporą ilością w przeliczeniu na krople, ale nie miała jeszcze takiego wyczucia, jak lady Prewett - była jednak blisko, z tego co zrozumiała, trzy powinny wystarczyć, najbardziej nerwowe powinny dostać maksymalnie cztery. Miała nadzieję, że mimo wszystko obejdzie się bez podawania im eliksiru, wolała zaczekać na Sally, również znając doświadczenie dziewczyny. - Jeśli coś byłoby bardzo nie w porządku, prawdopodobnie już byśmy to słyszały - najpewniej zaczekam na Sally - odpowiedziała, nim zniknęła za drzwiami, prowadzącymi na zewnątrz. Już z daleka widziała, że konie mają się dobrze - przynajmniej w porównaniu do niektórych zwierząt, jakie miała dziś okazję oglądać. Na wszelki wypadek sprawdziła tylko, czy wszystko jest odpowiednio domknięte, ale i tu nie było żadnych niedopatrzeń. Niebo nie wyglądało najlepiej. Zapowiadało się na porządne oberwanie chmury, ciemnoszare kłęby zbliżały się od wschodu, ale były jeszcze dosyć daleko. Schowała się z powrotem do środka, zaglądając, co dzieje się w lecznicy. Ghul?
- O, ghula tu jeszcze nie mieliśmy - mruknęła pod nosem. - Co ci dolega, milutki? - zapytała, obserwując przybysza z ustami wygiętymi w podkówkę.




I'm walking in the air

I'm floating in a moonlit sky; the people
far below, they greet us as we fly


Powrót do góry Go down
Julia Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4231-julia-prewett https://www.morsmordre.net/t4525-poczta-julki#96302 https://www.morsmordre.net/t4523-julka-zaprasza#96300 https://www.morsmordre.net/t4798-julia-prewett
Weterynarz
25
Szlachetna
Panna
Podczłowiek i nadczłowiek są podobni w tym, że żaden z nich nie jest człowiekiem.
0
4
5
6
20
0
5/45
0
Zwierzęcousty
 https://68.media.tumblr.com/f4ac4a87cc99f24b4e90825593c2f7b0/tumblr_oldf5boKP91uhjffgo1_500.gif

PisanieTemat: Re: Lecznica dla zwierząt   07.02.18 20:05

- Kraty są trochę bardziej płaskie. Trzeba się przyjrzeć ale da się połapać. - wyjaśniła zaraz, zerkając jeszcze raz na jaszczurkę i przesuwając jednym palcem po jednym z prętów które ogradzały jej świat już od dłuższego czasu.
Skinęła jedynie lekko na całkiem rozsądne podsumowanie ze strony Sue. Sally miała wyczucie do koniowatych lepsze niż one dwie i być może właśnie ona jest tu potrzebna, a nie leki. Z tymi zawsze jednak lepiej uważać. Lovegood sama z resztą oceni sytuację, niewątpliwie zrobi to trafnie.
Prewett z kolei wyszła by przywitać klienta, wypytać go o stan zdrowia i spisać informacje dotyczące nowego pacjenta. Ghul, znaleziony sześć miesięcy temu, na oko czteroletni, został pogryziony przez wystraszonego psidwaka. Julia wolała nie pytać jakim zaklęciem otumanił go właściciel, skoro dał radę przerażonego ghula sprowadzić tutaj, jednak chyba była pełna podziwu dla jego uporu i zacięciu w zadbanie o zwierzę - bo o to w końcu chodziło.
Przyjęła stworzenie, zapowiadając że musi zostać odebrane za trzy godziny, tyle czasu powinno im wystarczyć żeby zająć się jego ranami, a miejsca tu dla tak nietypowego stworzenia nie było. Nie dzisiaj, niestety, po pierwsze nie mieli warunków, nie mieli teraz możliwości stworzenia ich na szybko, a i zdenerwowany ghul źle by wpływał na inne zwierzęta.
Na szczęście właściciel zdawał się to rozumieć, obiecał wrócić za trzy godziny, wyraził nadzieję iż jego podopiecznemu do tego czasu nic już nie będzie i zniknął.
- Uroczy, co? - uśmiechnęła się lekko do Sue. - Pies go pogryzł, właściciel ma wrócić za trzy godziny. Jeśli to nic poważnego a na to nie wygląda, czasu wystarczy. - zadecydowała. - polej mu te rany wywarem ze szczuroszczeta, na głębsze rany nałóż maść z wodnej gwiazdy i... może posiedź z nim, to całkowicie nie jego środowisko, pewnie się boi mimo, że właściciel ewidentnie go jakimś zaklęciem uspokoił. Na nasze szczęście. - może nie było to w stu procentach etyczne, jednak rozjuszony ghul tylko by sobie zaszkodził. - Ja zajmę się zwierzyńcem, zobaczę co da się na tę chwilę zrobić.
Dodała zaraz.




She sees the mirror of herself
An image she wants to sell,
To anyone willing to buy.
He steals the image in her kiss,
From her hearts apocalypse.
Powrót do góry Go down
Susanne Lovegood
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4789-susanne-echo-lovegood https://www.morsmordre.net/t5182-deszczowa-sowa#113703 https://www.morsmordre.net/t5758-kapelusz-z-niespodzianka#135806 https://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 https://www.morsmordre.net/t5133-susanne-echo-lovegood#111350
opiekunka zwierząt, naczelny treser królików
23
Półkrwi
Panna
walking in my sleep
like the naked trees
will they wake up again?
do they sleep, do they dream?
10
0
5
0
20
0
10
0
Czarownica
now take me home, home where I belong

PisanieTemat: Re: Lecznica dla zwierząt   07.02.18 21:21

Była już kawałek od klatki, dlatego uznała, że przyjrzy się temu dokładniej nieco później, może gdy będzie mniej roboty. Zapamiętała tylko, że płaskie - odpowiednie dla gadów. Nic dziwnego, że nie dostrzegła różnicy, nawet jeżeli kratki były spłaszczone zauważalnie, takie szczegóły umykały uwadze, kiedy myślało się głównie o zdrowiu zwierząt.
Przyjrzała się ghulowi. Te stworzenia kojarzyły jej się głównie z bajką, jaką często słyszała od ojca w dzieciństwie - teraz było to wspomnienie bolesne, ale obecność ghula w Ruderze dała jej nieco czasu na przywyknięcie do skojarzeń i oswojenie się z nimi. Bądź co bądź, mnóstwo pozytywnie niepowiązanych rzeczy ożywiało teraz wspomnienia i sprawiało, że łzy napływały do oczu momentalnie. Zamrugała dyskretnie, podchodząc do otumanionego pacjenta, nie chcąc, by Julia dostrzegła oznaki słabości. Na słabości przyjdzie czas poza pracą.
- Opowiem mu coś, powinien się zainteresować - stwierdziła, odwracając się, już z subtelnym uśmiechem. - Nadali mu imię? Nazwałabym go... - zastanowiła się, oddalając się na chwilę - musiała znaleźć leki wskazane przez Julię i przyjrzeć się stworzeniu, by nadać mu odpowiednie imię. Chwyciła wywar ze szczuroszczeta, dwa razy sprawdzając, czy na pewno zgadza się data. - ...Justin - oceniła, nie do końca pewna, czy lady Prewett jeszcze jej słucha, ale nie było to istotne, w końcu miała zwracać się głównie do ghula, a założycielce pozwolić robić inne rzeczy.
- No, Justin, jadłeś kiedyś szczuroszczeta? - zapytała, chcąc zwrócić na siebie jego uwagę, by niepostrzeżenie dostać się do ran. Wyglądały niegroźnie, ale biedaczysko i tak musiało się potwornie męczyć, w końcu psidwacze zęby zostawiały wyraźne ślady. Nie widziała jeszcze żadnych sińców wokół, wyglądało więc na to, że właściciel szybko zatroszczył się o pomoc - dzięki Merlinowi i wszelkim wielkim czarodziejom. Spryskała delikatnie mniejsze rany, oddając się wywodowi o szczuroszczetach, następnie zajęła się tymi cięższymi, nakładając na nie warstwę maści z wodnej gwiazdy. Opatrzone miejsca zaczynały ghula swędzieć, więc resztę czasu spędziła na akrobacjach, mających zapobiec drapaniu. Właściciel przybył w idealną porę, gdy sytuacja była już opanowana.

| ztx2




I'm walking in the air

I'm floating in a moonlit sky; the people
far below, they greet us as we fly


Powrót do góry Go down
 

Lecznica dla zwierząt

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

 Similar topics

-
» Zwierzęta
» Zwierzęta Severusa.
» Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleć? [nagroda zwierzak]
» Jakim imprezowym zwierzątkiem dziś jesteś?
» Zagroda Magicznych Zwierząt

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dalsze dzielnice :: London Borough of Waltham Forest-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18