Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Alejka nad brzegiem rzeki

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 5, 6, 7 ... 9, 10, 11  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Alejka nad brzegiem rzeki   02.05.15 12:32

First topic message reminder :

Alejka nad brzegiem rzeki

Wiecznie zamglony spacerniak nad brzegiem Tamizy to dość ponure, ale klimatyczne miejsce. Drogę rozświetlają wysokie, bogato zdobione latarnie, a szum wód zagłusza zgiełk miasta. Przy mostku unosi się przypięta do brzegu barka. Choć jest to samo serce miasta, wydaje się tu być nieco ciszej, niż w innych rejonach City of London. Przestrzeni nie ożywia żadna roślinność, alejka ułożona jest z nierównych, kocich łbów. Odpowiednie miejsce na samotne spacery i dekadenckie rozważania. Roztacza się stąd bardzo dobry widok na wieżę Big Bena majaczącą ponad innymi wysokimi budynkami.  


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Cassian Morisson
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t2183-cassian-t-morisson#33199 https://www.morsmordre.net/t2797-whisky#45280 https://www.morsmordre.net/t2247-witaj-w-piekle#34028 https://www.morsmordre.net/f225-blackhorse-lane-13-5 https://www.morsmordre.net/t2795-cassian-tobias-morisson#45256
UZDROWICIEL ODDZ. URAZÓW POZAKLĘCIOWYCH
33 LATA
Mugolska
Wdowiec
I will not budge for no man’s pleasure, I
3
5
9
16
0
1
0
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Alejka nad brzegiem rzeki   05.05.16 18:01

Tylko czekać aż ucieknie w popłochu — bąknął pod nosem, nie czując się już więcej w obowiązku, żeby jej tłumaczyć, jak wiele uchybień znajdował w jej zachowaniu i jak to nie wypadało takich uchybień się dopuszczać w obecności mężczyzn. On to tam jeszcze kij. Był tylko zapijaczonym uzdrowicielem, którego ścieżki czasem przypadkiem splatały się z jej. Ale jej narzeczony to być może poczuje się taką wizją zniechęcony do zapieczętowania związku. Inara, swoim drażniącym usposobieniem i temperamentem bardzo nieprzyjemny sposób przypominała mu o jego zmarłej żonie, być może dlatego znosił jej humory i próbował ją sprowadzić na dobrą drogę. W końcu oboje wiedzieli, jak jego żona skończyła, a on wiedział aż za dobrze.
Nigdy nie posiadałem czegoś takiego jak zmysł dedukcyjny. Mam tylko pamięć mięśniową.— warknął w odpowiedzi, bo cokolwiek by mu nie powiedziała, on traktował jej słowa w sposó całkowicie zobojętniały. Cierpiał na społeczną znieczulicę. Nic co ktoś o nim powiedział nie było go w stanie ruszyć. Zależało mu już na małej ilości rzeczy w życiu, a te o które dbał ich nikt nie mógł mu już nikt zabrać. Dlatego właśnie nie mogła go prowokować. Jeśli się denerwował, robił to, bo sam się nakręcał w tym kierunku. Wierzył, naprawdę, że nie ona była źródłem jego złości, a on sam, bo jeśli czasem by nie dawał upustu swojej goryczy i jadowi, jaki wypełniał jego trzewia, być może już by nie istniał w tym świecie pełnym nieszczęść i kurewsko złośliwie podkładanych kłód pod nogi.
Słuchaj no, słoneczko. Możemy dojść do Twojego domu na dwa sposoby. Albo zrobimy to po mojemu, zamkniesz śliczną buzię i dasz mi…
Urwał. Nie żeby już teraz nie było mu ciężko utrzymać pion, kiedy czuł jej ciężar na ramieniu. W dniach swojej świetności być może nawet był silny, ale teraz zmarniał. Alkohol zmniejszał jego wytrzymałość, jak i niechęć do uprawiania aktywności. Trzymanie dziewczęcia na swoim barku to jeszcze było echo dawnej reprezentacyjnej formy. Czego nie brał pod uwagę to że łatwo było ją zburzyć jednym niespodziewanym gestem. Czując jej ręce pod kurtką, ale też i pod koszulą dłonie automatycznie chwyciły ją w talii. Dość gwałtownie zrzucił ją z ramienia, na chwile tym samym podciągając warstwy materiału, kurtki i koszuli, prawie do łopatek. Zimny, nieprzyjemny dreszcz przeszedł mu po plecach, kiedy wiatr zawiał mu kręgosłup. Zmarszczył wściekle brwi, trzymając ją zbyt silnie za ramiona, automatycznie zapominając o jej drobnej budowie, o płci. Przez chwilę miało się wrażenie, ze nie licząc się z tym faktem, zaraz zamachnie się, pokazując jej siłę swojego sierpowego. Zamiast tego, odrzucił ją na bok i tylko ostatkami swojej trzeźwości, jednak szarpnął ją za rękę, przytrzymując ją w nadgarstku. W efekcie, dziewczyna najpierw musiała stracić pion, a potem go odzyskać, kiedy w niedźwiedzim uścisku schwycił jej dłoń. Niewątpliwie jednak pozostanie po tym ślad.
Nie rób tego więcej — wycedził przez zęby — Zapominasz, ze jestem mężczyzną, a mężczyźni lubią wykorzystywać Twoją naiwność.




I don't want to understand this horror
There's a weight in your eyes

I can't admit

Everybody ends up here in bottles



Powrót do góry Go down
Inara Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t1023-inara-carrow https://www.morsmordre.net/t1405-tu-jest-smok-ale-sowa https://www.morsmordre.net/t1100-inara-carrow https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t1598-inara-carrow
Alchemiczka
26
Szlachetna
Zamężna
I might only have one match
but I can make an explosion
10
10
35
0
0
0
5
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Alejka nad brzegiem rzeki   08.05.16 16:41

Całość w swym emocjonalnym zabarwieniu, wydawała się coraz intensywniejsza i skrajna. Negatywne przeplatały się ze skrywaną troską, wciąż zahaczając o słowa, które trącały niespokojne nuty serca.
- Potraktuję to, jako dobrą wróżbę - mruknęła równie cicho i w podobnym stopniu kwaśno, skubiąc palcami dolną wargę ust. Gdyby wtedy wiedziała, jak bardzo prawdziwe są słowa Cassiana, pewnie zaczęłaby wierzyć w przeznaczenie. A tak, myśl zgubiła się, nie zatrzymując więcej nad kwestią tego, jak bardzo w oczach przyjaciela była nieodpowiedzialną damą. Wciąż nie widziała się w roli czyjejkolwiek żony, nawet jeśli czyjeś imię zbyt często pojawiało się w jej głowie. Uparcie odsuwała wszelkie marzeniowe roszczenia, zganiając na sam brzeg jej celów. Przynajmniej, próbowała.
- Posiadałeś - powtórzyła za nim jak echo, wzruszając ramionami, na chwilę wbijając wzrok w ziemię, i plączące się pod stopami zarośla, przez które przechodzili. Wiedziała, jak bardzo gorycz wlała się w jego serce i ile z niej płynęło w jego żyłach, mieszanych prawdopodobnie z alkoholowymi oparami - ale zapomniałeś, albo nie chcesz pamiętać - jak o wielu innych rzeczach, bardziej bolesnych. To nie było tak, że była niewrażliwa na cierpkie słowa, którymi ją raczył, ale wciąż ignorowała ochlapującą ją złość. Nawet, jeśli niektóre słowa trafiały celnie. nawet jeśli nie każdemu pozwoliłaby na zachowanie, jakiego dopuszczał się Cassian. Był przyjacielem. Bardzo przewrotnym i bardzo poranionym.
- Za dużo nie słyszę z tej perspektywy - słowa na tyle ciche, że kierowała je bardziej do siebie, niż do mężczyzny, któremu zaserwowała niespodziewany i niechciany dotyk lodowatych dłoni. Czy to był błąd? Nawet jeśli, nie zdążyła z refleksją, gdy gwałtownie straciła dech, ze świstem wypuszczając powietrze z płuc, gdy lądowała znowu na własnych nogach. Przynajmniej na chwilę. Chwilę później czuła zaciskające się na jej ramionach palce i trzaskającą w jej stronę wściekłość. Zabolało. Podwójnie. Rozchyliła usta, z których nie popłyną żadnej dźwięk, gwałtownie pchnięta na ziemię i z równą siłą, szarpnięta do pionu. Czuła zbierające sie pod powiekami łzy, ale zacisnęła usta, tworzące cienką linię, na których wciąż pełgał grymas natarczywego bólu. Tylko oczy pozostały niezmienne, szeroko otworzone, wbijające się spojrzeniem w mężczyznę.
- To problem mężczyzn, nie mój - kołatanie serca nieco osłabło, ale w głosie doskonale słyszalne było drżenie - Dalej pójdę sama, mam już niedaleko. Dziękuję za towarzystwo i nie zapomnij o rozcięciu na głowie - cofnęła rękę, próbując wyciągnąć z żelaznego uścisku uzdrowiciela. Powinna była się przejąc, może nawet rozpłakać, ale - nie byłoby w tym nic prawdziwego, ani dla niej, ani dla Morrisona. Przynajmniej na tyle, na ile znali swoje możliwości.





You with the sad eyes. Don't be discouraged, Oh I realize, It's hard to take courage. I see you real

Powrót do góry Go down
Cassian Morisson
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t2183-cassian-t-morisson#33199 https://www.morsmordre.net/t2797-whisky#45280 https://www.morsmordre.net/t2247-witaj-w-piekle#34028 https://www.morsmordre.net/f225-blackhorse-lane-13-5 https://www.morsmordre.net/t2795-cassian-tobias-morisson#45256
UZDROWICIEL ODDZ. URAZÓW POZAKLĘCIOWYCH
33 LATA
Mugolska
Wdowiec
I will not budge for no man’s pleasure, I
3
5
9
16
0
1
0
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Alejka nad brzegiem rzeki   11.05.16 15:11

Nie mam pojęcia o czym mówisz, księżniczko — burknął czując ciążący mu jej ciężar na ramieniu. Zaczął się nawet zastanawiać, czy nie lepiej byłoby mu trzymać ją przed sobą, ale ta pozycja byłaby mu wybitnie niewygodna. Nawet nie z uwagi na niewielką przestrzeń między nimi. Zwyczajnie, zmniejszając ten dystans, zachęciłby ją do dalszej rozmowy, a tego nie chciał. Chociaż Inara zdawała sobie sprawę z zawiłej przeszłości Cassiana, do końca nie była jej pewna, on nigdy o niej głośno nie mówił, ale kiedy przychodziło co do czego to u panienki Carrow zaopatrzał się w eliksiry ułatwiające mu zasypianie, kiedy już był pewien, że nie może się zobojętnić na rzeczywistość alkoholem. Nigdy jej się nie tłumaczył i nie zwierzał, ale wierzył, że nie raz czy nie dwa, po pijaku zdarzyło mu się nie kontrolować tego, co zwykle trzymał w sobie.
Czy to nie idealny moment, żeby zamilknąć, skoro nie słyszysz? — zdążył jeszcze zasugerować zanim ich pozycja diametralnie się zmieniła. Wpatrywał się w urażoną dziewczynę, kiedy już stała przed nim i wcale nie dziwił się emocjom, które dało się wyczytać w jej tęczówkach oczu. Zapomniał o czym rozmawiali. Inara nie powinna dotykać go z zaskoczenia w ten sposób zdecydowanie nieprzeznaczony dla młodych dam. Cofnął ręce z jej ramion, unosząc je bez słowa obronnie w górę. Cofnął się krok, ale kiedy dziewczyna zasugerowała, że sama wróci, nie odstąpił jej na krok. Ruszył za nią. Nazwijcie to swojego rodzaju wyrzutami sumienia, albo czym chcecie, ale wyciągnął różdżkę, nie nawiązując już do wcześniejszych tematów.
Pokaż.
Sięgnął do jej ręki, chwytając ją za łokieć. Końcówką różdżki przejechał po jej ramieniu, a później po nadgarstku, niewerbalnie używając formuły Episkey. Zaklęcia medyczne mógł rzucać nawet w stanie wątpliwej trzeźwości, a najpewniej i wtedy by jej wyszły. Dlatego nic dziwnego, że zaklęcie nieco złagodziło ból i cofnęło wykwitające na jej skórze zaczerwienienia. Ojciec Inary nie byłby zadowolony gdyby dowiedział się, kto był odpowiedzialny za te ślady.
Jeśli zostaną Ci po tym siniaki, dobrze by było, gdybyś po wytłumaczeniu, że napadł Cię skacowany idiota, możliwie nie wspominała nic o nazwisku — chrząknął niewyraźnie, podciągając rękawy koszuli do łokci i uniósł niespokojny wzrok do jej oczu — Inara — zwrócił się do niej ostrzegawczo-karcącym spojrzeniem, a trochę tylko dla upewnienia się, że go słuchała. W końcu oboje byli winni tych okoliczności.




I don't want to understand this horror
There's a weight in your eyes

I can't admit

Everybody ends up here in bottles



Powrót do góry Go down
Inara Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t1023-inara-carrow https://www.morsmordre.net/t1405-tu-jest-smok-ale-sowa https://www.morsmordre.net/t1100-inara-carrow https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t1598-inara-carrow
Alchemiczka
26
Szlachetna
Zamężna
I might only have one match
but I can make an explosion
10
10
35
0
0
0
5
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Alejka nad brzegiem rzeki   13.05.16 2:31

Powinna była zacząć nosić przy sobie kilka eliksirów. Tak, dla pewności, że gdy spotka przypadkiem (może nie na poboczu drogi) Cassiana, zaaplikować mu serię, która wybiłaby mu z głowy głupie pomysły, a przy okazji – pomogłaby uspokoić efekty kaca. O tym, że piła za dużo – wiedział nawet on sam, a fakt ten dodawał Inarze powodów do złości, albo...troski? Drażniła się z nim, targała podburzone bólem (głowy?) nerwy, tylko po to by wyrazić prawdziwą treść. I wcale nie brzmiała „Jesteś idiotą”, jak – dla ewentualnych, pobocznych obserwatorów, można byłoby odczytać jej przekaz. W pokrętny sposób – przynajmniej w to wierzyła – i sam Morrison wylewał na nią pokłady goryczy dlatego (a przynajmniej też), by ukryć pomiędzy nimi te niewerbalne dobre momenty, którymi ją obdarowywał. Nie musiał jej odprowadzać, nie musiał znosić jej słów, nie musiał nawet się odzywać, mimo podłego humoru i parujących oparów alkoholu. A jednak – był. Nie pytała dlaczego zadawał się z krnąbrną szlachcianką, czasem zaopatrującej go w alchemiczne specyfiki. To – mógł znaleźć u innych, tym bardziej, że był uzdrowicielem.
Oczywiście, że zamilkła. Chwilowy brak powietrza, gwałtownie wypuszczanego przez usta, przy gwałtownej zmianie pozycji jej ciała – skutecznie utrudniło jakąkolwiek odpowiedź, nawet – jeśli już miała na końcu języka, kolejną wypowiedź. Skupiona bardziej na niecodzienny i na pewno niezbyt przyzwoitym dla damy – działaniu. Ot, nagły impuls, któremu się poddała, nie snując długich refleksji na temat ewentualnych konsekwencji, które – migiem ją dopadły, wraz z siniejącymi śladami na przedramionach.
Odwróciła się powoli, chowając dłonie za siebie, jakby chciała je uchronić przed dodatkowym impulsem. Dopiero, gdy postawiła kolejne kroki w stronę dworku, dotknęła obolałego miejsca, tylko delikatnie muskając palcami odsłoniętą skórę, akuratnie, by usłyszeć nieodstępującego ją mężczyzny. Niemal niewidocznie poruszyła głową, jakby chciała zaprzeczyć swoim przewidywaniom, a może uldze.
Zatrzymała się, milcząco obserwując, jak wyciąga różdżkę i przytrzymuje jej rękę, by przypadkiem mu chyba nie umknęła. Zdecydowanie delikatniej niż poprzednio. Cienkie nici bólu zmalały, szarpiąc już tylko niegroźnie i na tyle znośnie, że rozluźniła usta, do tej pory ściągnięte w cienką linię.
- Skacowany idiota się zgadza – zaczęła powoli, pozwalając odnaleźć mu swoje spojrzenie – Musiałabym tylko dodać, że uczestniczyła w tym lekkomyślna, złośliwa harpia – westchnęła , nieco teatralnie, ignorując powagę, która powinna nastać po sytuacji, która jeszcze chwilę temu miała miejsce – Cassianie – powtórzyła za nim jak echo, wymawiając dla odmiany jego imię – Cóż chcesz znowu? Chociaż.. tak ładnie wymawiasz moje imię – dodała słodko, ale ruszyła dalej, na nowo wysuwając dłoń z uścisku. Już bez cienia, który na chwilę zaległ w jej oczach.





You with the sad eyes. Don't be discouraged, Oh I realize, It's hard to take courage. I see you real

Powrót do góry Go down
Cassian Morisson
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t2183-cassian-t-morisson#33199 https://www.morsmordre.net/t2797-whisky#45280 https://www.morsmordre.net/t2247-witaj-w-piekle#34028 https://www.morsmordre.net/f225-blackhorse-lane-13-5 https://www.morsmordre.net/t2795-cassian-tobias-morisson#45256
UZDROWICIEL ODDZ. URAZÓW POZAKLĘCIOWYCH
33 LATA
Mugolska
Wdowiec
I will not budge for no man’s pleasure, I
3
5
9
16
0
1
0
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Alejka nad brzegiem rzeki   18.05.16 22:56

Ustalmy coś. Cassian nie był ani trochę kulturalny, czasami miewał jakieś ludzkie odruchy, ale w swojej nieuwadze zwyczajnie rzadko, odzywało się w nim coś co wpoili mu zastępczy rodzice – empatię. Po ich śmierci i po śmierci żony wrócił raczej do stanu w jakim trwał przed spotkaniem tej dwójki czarodziejów. Dobrym człowiekiem też nie był, a przynajmniej wolał sobie wmawiać, ze nie był, bo wtedy musiałby przyznać przed sobą, ze się stoczył, na samo dno. Dlatego to, że nie był grzeczny i dobrze wychowany bardzo często wychodziło na światło dzienne. Uniósł swoje pełne zgorzknienia spojrzenia do twarzy Inarki i skrzywił się nieznacznie, dodając do jej wypowiedzi z premedytacją.
Smarkatą harpią. Takie są najgorsze. Połykają wszystkie rozumy, bo świat jeszcze nie skontrował ich trywialności. Nie sprowadził na ziemię.
Uwalniając jej ręce ze swojego uścisku, cofnął własne, a zaraz schował je w kieszeniach spodni. Miał teraz niewymowną ochotę wyładować swoją frustrację. Ręce aż go świerzbiły, żeby komuś przyłożyć, ale w pobliżu miał tylko Inarę. Patrzył w jej plecy, bez zastanowienia podążając za nią jak cień i prychnął, sam do siebie.
Inaro — powtórzył znów, bez celu, bo nawet nie pamiętał co chciał jej powiedzieć i czy w ogóle chciał, czy jedynie próbował jej pogrozić groźnym brzmieniem jego słów, ale Carrow jak zawsze jego groźby postanowiła zbagatelizować i zlekceważyć. Gdyby tak trafiłą na dzień jego największego upodlenia, mogłaby ulec szokowi, jak wielkim brakiem kontroli Cassian się wtedy cechował. Zmarszczył brwi, podchodząc bliżej niej w swojej łaskawości zauważając głośno:
Nie powinnaś mi ufać, najlepiej w ogóle.
Jeszcze nie widziała go w najgorszym nastawieniu i to był jej błąd. Stwarzał wtedy takie samo zagrożenie dla otoczenia jak i dla siebie, a Inara zbyt mocno polegała na swoim szczęściu, drażniąc Cassiana, bawiąc się w dziecinne prowokacje.
Jesteś taka naiwna, dziecko — westchnął w końcu przecierając dłonią zmęczoną twarz.




I don't want to understand this horror
There's a weight in your eyes

I can't admit

Everybody ends up here in bottles



Powrót do góry Go down
Inara Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t1023-inara-carrow https://www.morsmordre.net/t1405-tu-jest-smok-ale-sowa https://www.morsmordre.net/t1100-inara-carrow https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t1598-inara-carrow
Alchemiczka
26
Szlachetna
Zamężna
I might only have one match
but I can make an explosion
10
10
35
0
0
0
5
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Alejka nad brzegiem rzeki   21.05.16 2:06

- A może świat próbował je skontrować, ale mu nie wyszło? - wzruszyła ramionami raz jeszcze tego późnego wieczora ignorując rozdrażniony ton mężczyzny - Mam dziwne wrażenie, że ten świat ma za dużo męskich cech, uważając, że to co uznaje za słabość, takim ma pozostać, nawet jeśli się bardzo myli - zapewne nawet nie miał ochoty jej słuchać i znowu burknie coś o górnolotnych dyrdymałach, ale - musiała mówić. Taka głupia natura, albo - mądra, jeśli ktoś chciałby się nad tym zastanowić. Ostatnie zdanie mówiła już idąc, będąc niemal pewna, że Cass podążył za nią. Odruchowo potarła rękę palcami w miejscu, gdzie jeszcze przed chwilą kwitł widoczny siniak.
- Tak mam na imię, pamiętam - zerknęła przez ramię, ale nie zwalniała kroku, mając wrażenie, że wzrok niekonwencjonalnego przyjaciela, niedługo przebije się przez jej plecy. W intuicyjny sposób wiedziała, że Morgan potrafił być nieobliczalny w swoim zachowaniu, widziała czasem momenty, w których sama się zastanawiała, czemu pozwalała na taką znajomość, ale - odpowiedź znajdowała w tym samym spojrzeniu, które czasem wywoływało niepokój. Dogonił ją.
- Sama zdecyduję w kim pokładać swoje zaufanie. Nie do ciebie należy wybór - dziecinne prowokacje, czy nie - taka była, a Cassian, jeśli rzeczywiście tak bardzo nie chciał jej znajomości, powinien był dawno zerwać relację. Nie robił tego jednak, więc..cóż to znaczyło?
- A Ty zgorzkniały, staruszku, chociaż nadal przystojny - odpowiedziała, odwracając twarz - Pamiętasz jeszcze, jak to jest być młodym? Czy opadła ci na oczy starcza mantra? - dziecięctwo minęło bezpowrotnie, pozostawiając zapewne wciąż widoczną wiarę, przez rożnych nazywaną naiwnością, tę samą, którą przypisywali jej ojcu. Krew nie woda, prawda? Nawet jeśli wywoływała irytację, czy lekceważenie, tym samym - jeśli czasem obrywała rykoszetem za swoje decyzje - zdania nie miała zamiaru zmieniać - Nie jestem już dzieckiem - uzupełniła swoją wypowiedź z niezrozumiałym zacięciem, zatrzymując krok i odwracając się do mężczyzny przodem. Zadarła głowę, z tą samą miną - jak na początku rozmowy - unosząc podbródek wyżej. Wycelowała palec w mężczyznę, by go lekko dźgnąć w pierś - Jestem kobietą, a jeśli tego nie widzisz, to jesteś ślepy - na ostatnie słowa odwróciła się przez ramię, kontynuując swoją wędrówkę. Rzeczywiście było już niedaleko. Pomiędzy drzewami dostrzegała już rosnący szereg białych brzóz, tak charakterystycznych dla ojcowskiego dworku.





You with the sad eyes. Don't be discouraged, Oh I realize, It's hard to take courage. I see you real

Powrót do góry Go down
Cassian Morisson
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t2183-cassian-t-morisson#33199 https://www.morsmordre.net/t2797-whisky#45280 https://www.morsmordre.net/t2247-witaj-w-piekle#34028 https://www.morsmordre.net/f225-blackhorse-lane-13-5 https://www.morsmordre.net/t2795-cassian-tobias-morisson#45256
UZDROWICIEL ODDZ. URAZÓW POZAKLĘCIOWYCH
33 LATA
Mugolska
Wdowiec
I will not budge for no man’s pleasure, I
3
5
9
16
0
1
0
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Alejka nad brzegiem rzeki   29.05.16 1:05

Inara niepotrzebnie zapominała z kim miała do czynienia. Były chwile, w których Cassian wydawał się całkiem znośny, ale nie przestawał być sobą. Nie było dnia, w którym nie traciłby gruntu pod nogami, nie było godziny, w której nie myślałby o pogrążeniu swoich smutków w alkoholu i nie było minuty, w której nie zastanowiłby się, czy naprawdę opłaca mu się udawać przystosowanego do życia w społeczeństwie. To, że ostatnio był wobec Inary całkiem ludzkim graniczyło z cudem. Carrow doświadczała tego cudu wyraźnie zbyt często. Straciła czujność. Albo może to Cassian pozwalał sobie na niedopatrzenie, traktując ją byt ulgowo. Dzisiaj, idąc obok niej całkiem trzeźwy, czując, że od tej pieszej wędrówki kac powoli ustępuje, myśląc bardziej trzeźwo, zaczynał zdawać sobie sprawę z czegoś bardzo niepokojącego. Inarze Carrow prawdopodobnie wydawało się, ze go lubi. Podstawowy Roblem polegał na tym, ze Cassian nie chciał być lubiany. Cassian przegapił moment, w którym zaczął być miły dla tej młodej panny. Być może dlatego, ze w jednej osobie przypominała mu o całej jego rodzinie. Teraz jednak, kiedy już myślał logicznie, poczucie odpowiedzialności za taką młódkę go przygwoździło. Zasłonił twarz ręką, wydychając z rezygnacją powietrze z płuc. Tak naprawdę słuchał trzy piąte przez dziesiąte co do niego mówiła. Zamknięty na własny problem. Zbyt duży by mógł go zignorować. Dlatego, w momencie, w którym dziewczyna zakończyła wypowiedź, Cassian leniwie rozglądał się wokół, z totalnym brakiem energii, zainteresowania, czy przekonania do tego, co zaraz miało nastąpić, ale jego ciało zareagowało prawie instynktownie z pierwszą najgłupszą myślą, jaka wpadła mu do głowy w celu rozwiązania tego poważnego dylematu.
Złapał Inarę za nadgarstki, te same, które jeszcze przed chwilą jej zaleczył. Zaciskając dłonie na jej przegubach, docisnął jej szczupłe, drobne ciałko do drzewa. W czasach swojej świetności być może ta czynność nie sprawiłaby mu najmniejszego problemu. Kiedyś był bardzo sprawnym fizycznie, młodym człowiekiem. Teraz to nie mentalność dodawała mu lat, a spożywany alkohol otumaniał wszystkie zmysły i zmniejszał jego wydajność nie tylko umysłową, ale też fizyczną. Dlatego charknął niezadowolony, czując jak nierozgrzane i nierozciągnięte mięśnie napinają się w zbyt gwałtownym ruchu. Zwykłe przygwożdżenie ją do konara kosztowało go zbyt wiele wysiłku. Musiał mocno skoncentrować się na synchronizacji swoich ruchów, żeby zaraz później chwycić jej ręce w jedną dłoń i unieść jej dłonie ponad jej głowę, dociskając ją do chropowatego pnia bardzo boleśnie, z czego najwyraźniej zdawał sobie sprawę.
Skoro właśnie tego chcesz — warknął jednocześnie pochylając się nad nią. Mogła poczuć oprócz paskudnego zapachu przetrawionego alkoholu również i dym papierosowy i tylko śladowe ilości używanej wody kolońskiej — Chcesz być kobietą? — spytał podejrzanie spokojnie, ale w jakiś sposób chłodno, zadzierając jej podbródek wolną ręką w górę. Jego ton prócz swojej nieludzkiej wręcz obojętności, zdawał się w połączeniu z jego wypranym z emocji spojrzeniem budzić niepokój. Moment temu miała przed sobą zmęczonego życiem człowieka. Teraz stał przed nią osobnik pełen goryczy, zażenowania i zrezygnowania, a te emocje pchały ludzi na krawędź. Odczłowieczały ich. Morrison w życiu nie miał już nic do stracenia, więc tak szybko, jak zdawał sobie z tego sprawę, tak szybko jego postawa mogła się zmieniać. Patrząc w te tęczówki nie widziało się już żadnego przebłysku zwykłej ludzkiej wrażliwości. Dlatego pozwolił sobie bez zawahania zsunąć dłoń z jej podbródka w dół, przez szyję.
Wybacz, że nie uwierzę Ci na słowo.
Łatwo dało się odczytać kierunek jego ruchów, kiedy palce prześlizgnęły się przez obojczyki i wsunęły pod materiał jej ubrań, bezlitośnie odnajdując drogę do jej biustu, na którym się zacisnęły.
No rzeczywiście, jak mogłem nie zauważyć — mruknął nieczule i bez przekonania, bo nie próbował pożytkować swojej energii na nadawanie swojemu tonowi sardonicznego wyrazu. W tym samym czasie kolanem zdążył rozsunąć jej nogi, wsuwając własną pomiędzy jej uda — kobieto — dodał perfidnie — a tutaj…? — docisnął nogę do zwieńczenia jej ud, patrząc się wprost w jej oczy, kiedy zadał jej istotne pytanie — … jesteś jeszcze dzieckiem?




I don't want to understand this horror
There's a weight in your eyes

I can't admit

Everybody ends up here in bottles



Powrót do góry Go down
Inara Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t1023-inara-carrow https://www.morsmordre.net/t1405-tu-jest-smok-ale-sowa https://www.morsmordre.net/t1100-inara-carrow https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t1598-inara-carrow
Alchemiczka
26
Szlachetna
Zamężna
I might only have one match
but I can make an explosion
10
10
35
0
0
0
5
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Alejka nad brzegiem rzeki   14.06.16 21:41

Nie zapominała. Mogła zdawać się inaczej, mogła raczyć uśmiechem i beztroską, ale...nie była ignorantką, by nie dostrzegać cieni, które panoszyły się w oczach tak wielu spotykanych ludzi. I miała nieodparte wrażenie, że gęstość mglistego, londyńskiego mroku - przenikała czarodziejskie źrenice, kryjąc się w tęczówkach i..płynąć dalej, do krwi, do serca, do duszy, którą darła na kawałki. A może pożerała?
Zazwyczaj - ciężko było jej odwrócić spojrzenie od rozmówcy, który aktualnie ja zajmował. Zdawał się być sprzecznością samą w sobie, jednocześnie, niby pusta szklanka, sucha, bez wody - której rozpaczliwie potrzebował i..wypełniony po brzegi gorzką raną, wciąż, na nowo się otwierającą i jątrzącą. Czasem jednak trafiała w punkt, gdy mrok nie patrzył, gdy mignęła iskra, tląca się gdzieś w cieni, ukryta - ale wciąż pełgająca, dająca nikłe światło. Tylko..czy Cassian chciał je odnaleźć? Czy topiąc się raz po raz w cierpkich słowach i..alkoholu, wolał trwanie w zawieszeniu? Albo...powolnym staczaniu się gdzieś w dół, bez końca?
Na swoje nieszczęście, nie zarejestrowała zmiany, która ostrzegawczo zatliła się na granicy świadomości. Niezrozumiała więc - w pierwszej chwili celu, dla którego - znowu - pochwycił jej nadgarstki, zaciskając boleśnie i szarpnięciem popychając. Zdezorientowana nagłą zmianą, poczuła jak twarda powierzchnia drzewa, rysuje ślady na jej plecach, pozostawiając po sobie zadrapania. Zarejestrowała jeszcze tylko jeden moment nieświadomości, który runął z chwilą, gdy uniósł jej dłonie wyżej, dociskając do chropowatej kory bielącej się brzozy. Ból pokonywał drogę od palców, sunąc przez ramiona i trafiając niżej, paradoksalnie - zmieniając intensywność na mocniejszą, wraz z kolejnymi słowami, które płynęły z mdłym, alkoholowym oddechem mężczyzny.
- Puść - jedno słowo, które padło, miało w sobie więcej zduszonego i skłębionego smutku i..narastającego strachu, niż cokolwiek innego. Znowu nie potrafiła zamknąć powiek, by chociaż na chwilę zmazać twardy wyraz bijący z twarzy przyjaciela. Niemal zatrzymała oddech, czując jak w płucach powietrze kotłuje się, nie mogąc wydostać się przez zaciśnięte usta - Jestem - wypuściła gwałtownie powietrze, starając się powstrzymać drżenie warg - ale mylisz pojęcia, co znaczy nią być - kolejne wyrazy były ciche, ale uniesiony do góry podbródek pozwał jej dokładnie wyartykułować każde słowo, nawet jeśli w jej ciemnych oczach rysowała się panika. Żadnemu mężczyźnie nie pozwoliła zbliżyć się do siebie w ten sposób, dlatego, coś bolesnego kwitło - nie tylko w miejscach, gdzie powstawały własnie siniaki, ale - w sercu, tnąc raną, o której nigdy nie miałaby pojęcia.
Wciągnęła gwałtownie powietrze, gdy ręka uzdrowiciela zsunęła się niżej. Ciało zareagowało - próbą ucieczki, ale przeszkoda za jej plecami i wciąż mocny uścisk, pozwolił tylko na nieporadne szarpnięcie. Miała wrażenie, że powoli dusi się mrokiem, własną bezradnością, że jest bezbronną istotą, niezdolną do poruszenia, ale...to było kłamstwo. Nawet, to co się działo, nawet, kiedy w końcu zamknęła oczy, nawet gdy hamowała cisnące się do oczu łzy, nawet, gdy skóra nieprzyjemnie paliła ją w miejscach, gdzie zatrzymał się niechciany dotyk.
I przez moment zdawało się, że po prostu upadnie, niby złamana gałązka, zbyt delikatna, by się utrzymać pod naporem narastającego mroku, osiadającego na rzęsach z łzami, skraplająca się ze zduszonym oddechem, ale...czy taka była? Czy rzeczywiście mogła upaść, gnąc kolana w bólu?
Otworzyła gwałtownie oczy, próbując odepchnąć od siebie napływające obrazy.
- Nie powinieneś Cassianie - zdołała wydusić ze ściśniętego gardła. Wiedziała, ze jest od niej silniejszy, ale - alchemiczka nie była delikatnym, salonowym dziewczęciem, chociaż - takie właśnie wrażenie sprawiała. Najpierw szarpnęła dłonią, tylko jednak po to, by mężczyzna wzmocnił uścisk i skupił się na jej geście, a potem...poluzowany uchwyt na zblokowanych nogach, pozwolił na nagłe uniesienie kolana, nawet jeśli nie sięgnęła najczulszego dla każdego mężczyzny miejsca, musiała wywołać odruch, dający szansę na wyrwanie rąk, jednej, by popłynęła uderzeniem otwartą dłonią w zarośnięty, męski policzek, a druga - gdy prawdopodobnie odchylił się nieco do tyłu - zaserwować uderzenie - nauczone jeszcze przez jej aurorską przyjaciółkę - pięścią wprost w przeponę. Dopiero wtedy, odepchnęła się od ściany, by potknąć się, upadła na ziemię, doprawiając się kolejnym otarciem na kolanach i brudząc błotem zdrętwiałe dłonie. Zerwała się na drżące jeszcze nogi, szukając spojrzeniem Morrisona. I co teraz Inaro?
- Nigdy..bez mojej zgody mnie nie dotykaj..- przetarła twarz, chcąc zetrzeć wciąż piekące ją łzy, tym samym pozostawiając na policzku ciemną smugę. Cofnęła się krok, potem drugi, ale wciąż nie umiała ruszyć biegiem w stronę dworku, co - podpowiadało rozedrgane serce i dreszcze atakujące jej ciało.





You with the sad eyes. Don't be discouraged, Oh I realize, It's hard to take courage. I see you real

Powrót do góry Go down
Cassian Morisson
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t2183-cassian-t-morisson#33199 https://www.morsmordre.net/t2797-whisky#45280 https://www.morsmordre.net/t2247-witaj-w-piekle#34028 https://www.morsmordre.net/f225-blackhorse-lane-13-5 https://www.morsmordre.net/t2795-cassian-tobias-morisson#45256
UZDROWICIEL ODDZ. URAZÓW POZAKLĘCIOWYCH
33 LATA
Mugolska
Wdowiec
I will not budge for no man’s pleasure, I
3
5
9
16
0
1
0
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Alejka nad brzegiem rzeki   14.06.16 23:57

Nie powinieneś, Cassianie. Naprawdę nie powinien. Przez chwilę tylko wierzył, że musiał.
Jak wielu innych rzeczy, Inaro — burknął niezniechęcony, nie tracąc wcale pewności wobec słuszności swojej decyzji. A może trafniej byłoby stwierdzić, że nie miał czego tracić, bo tego przekonania tak naprawdę od początku było mu brak. Reagował instynktami, a te miał wyjątkowo otępione. Na drodze ewolucji los poskąpił mu czegoś – rozumu, jak się okazuje. Ograniczył go na płaszczyznę zrozumienia magii leczniczej, eliksirów i ciężkiej sztuki picia ruskiej Ognistej. To wymagało naprawdę bardzo skomplikowanych procesów myślowych. Takich, jakie w mocno zauważalny sposób różniły się od tych, które aktualnie powinien poruszyć.
Cassian w całym swoim impertynenckim odruchu nie wziął bowiem pod uwagę jednego istotnego czynnika. Inary. Inara Carrow, jako urodzona z tego nazwiska, stawiała opór. Nieduży, mogłoby się wydawać, bo z początku poczuł tylko lekko drażniący napór na uścisku jego rąk na jej przegubach. Jedyne co go teraz naprawdę hamowało to stłumione dudnienie z tyłu głowy, bardzo skrupulatnie przez niego spychane na margines. Dokładnie tam gdzie miejsce wszystkich zalegających w nim emocji. Szumienie trwało jeszcze tylko chwilę, odbijając się na jego zdrowiu migreną – albo może to był jeszcze efekt nieustającego kaca. Nie miał jednak chęci, czasu, ani możliwości tego szumu interpretować. Zaraz potem to, co wydawało się wcześniej tak niewinne i niepozorne, jak samo młode dziewczę, z kontrastowo mniej skromną siłą uderzyło go w twarz. Nie to jednak było najgorsze, a kurewskie poczucie obojętności, kiedy następny cios, który trafił w przeponę odebrał mu oddech. Ciało zareagowało konwulsyjnym odruchem. Oparł się dłonią o drzewo, prawdopodobnie uwalniając dziewczynę. Prawdopodobnie powinien się tym przejąć. Tak samo jak z przejęciem powinien przyjąć fakt, że krztusi się, a gardło pali go jakby pochłonął w jednej sekundzie nie setki butelek ognistej, a tysiące i teraz krtań rozrywała mu się na strzępy. Tyle tylko, że on wcale nie wydawał się przejęty. Organizm reagował po swojemu, a Cassian, odzyskując oddech tracił wiarę w to, że jakiekolwiek tchnienie robi mu wielką różnicę. Prócz tej jednej, oczywistej, że moment temu autentycznie się dusił i że nie należało to do najprzyjemniejszych doświadczeń. Nie. Nie zrozumcie mnie źle. Nie traktował tego tak, jakby wbił sobie bardzo irytującą drzazgę w palca. Ból był nieporównywalnie wielki, tylko konsekwencje poniesionych czynów dla Morissona przybierały podobny wymiar. Miał wrażenie, że nic nie stracił. Nie miał dumy, o którą chciałby dbać. Nie w obliczu tej dziewczyny. Przez chwilę chciał wierzyć, że posiadał siłę woli, żeby ją dalej tłamsić, albo wmawiać sobie, że okazuje jej dobroć, zmuszając ją do trzymania się z dala od niego. Zaraz jednak rzeczywistość zweryfikowała te zamiary.
Skoro Inara dalej dopuszczała możliwość, że za jej zgodą być może mogłoby się pomiędzy nimi cokolwiek stać to coś było z nią nie tak. Nawet swoimi działaniami Cassianowi nie udało się jej naprawić. W sumie nic dziwnego, skoro całe życie praktykował psucie, a nie naprawianie różnych rzeczy. Jeszcze nic tak naprawdę do końca mu nigdy nie wyszło. Dlaczego teraz coś miałoby się zmienić?
Myślałem, że właśnie tego chciałaś — chrapnął, odwracając nagle ciężkie, zrezygnowane cielsko w jej kierunku, z rozmachem opierając się o drzewo za sobą. Ciało pochylone miał w dół, dokładnie w tej pozycji, w jakiej znalazł się, kiedy zgiął się, próbując schwycić oddech. Wzrok utkwiony na jej butach można było uznać za bardzo introwertyczną próbę przekazania jej prostego komunikatu – nie był zainteresowany dalszą rozmową.
W delikatnym drżeniu jej tonu wyczuwał łzy i nie podnosił spojrzenia, całkowicie ignorując ten stan. Rozmasował sobie z rozdrażnieniem kark i splunął na ziemię obok. Nawet w obliczu własnych decyzji, był przegrany. Zaśmiał się desperacko, głośno i dość ochryple, bo to z kolei było całkiem śmieszne.
A z Twoją zgodą… mogę?
Pokonany przez kobietę. Nie wiadomo co było bardziej żałosne. To, czy fakt, że nie czuł akurat z tego powodu żadnego zgorszenia, przynajmniej nie większego niż czułby do siebie kilkanaście minut, czy kilka dni wcześniej.




I don't want to understand this horror
There's a weight in your eyes

I can't admit

Everybody ends up here in bottles



Powrót do góry Go down
Inara Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t1023-inara-carrow https://www.morsmordre.net/t1405-tu-jest-smok-ale-sowa https://www.morsmordre.net/t1100-inara-carrow https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t1598-inara-carrow
Alchemiczka
26
Szlachetna
Zamężna
I might only have one match
but I can make an explosion
10
10
35
0
0
0
5
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Alejka nad brzegiem rzeki   02.07.16 18:55

Nie była naiwna. Nie. Nie mogła być, prawda?
Nie było proste zlokalizowanie prawdziwego źródła bólu, które zalewało alchemiczkę rozprzestrzeniające się niby kręgi na wodzie. Przytłaczało nawet - odległe pulsowanie po sinych śladach w miejscach, gdzie jeszcze przed chwilą zaciskały się palce Cassiana. Nie to ją jednak przestraszyło, nie to wbiło się cierniem w absurdalną pewność, jaką obdarzała przyjaciela. I jakikolwiek cel upatrzył sobie mężczyzna, nie odniósł zamierzonego efektu, nawet jeśli wywołał zupełnie inny. I czemu była przez to, tak bardzo smutna?
Był moment, w którym całkowicie straciła kontrolę nad swoim ciałem, które drżało, napinając mięśnie do granic możliwości. Uparcie wpatrywała się w pochylona, spazmatycznie kasłającą postać pod drzewem. Załzawione oczy mrużyła, by przerwać nieznośne pulsowanie w głowie i chaotycznie pędzące myśli, nakazujące natychmiastową ucieczkę.
- Myślenie ci nie wychodzi - zachwiała się raz jeszcze, by w końcu upaść na kolana, topiąc w śnieżnej, leśnej ściółce cały dół spódnicy, nabierającej powoli brunatny, mokry odcień zieleni. Oparła dłonie o zmarzniętą ziemię. Potargane włosy opadły  na ramiona, przysłaniając inarową twarz - Jesteś głupi Cassianie. Nie ochronisz w ten sposób nikogo. Ani mnie, ani siebie...ani mnie przed sobą - ściśnięte gardło sprawiało, że mówiła ciszej niż zamierzała, ale nie zastanawiała się długo. Słyszała ciężki, świszczący oddech uzdrowiciela, który zbierał się po jej uderzeniu. Jakaś część, zakopana dawno temu i zepchnięta na dalszy plan, teraz budziła się, uświadamiając sobie, że otrzymała ranę, której jeszcze nie rozumiała.
Podniosła głowę, odchylając się do tyłu. Dłonie przesunęła na kolana, zatrzymując wyżej, na udach. Zwinęła palce, zaciskając w nich materiał spódnicy. Podniosła się z miejsca dopiero, gdy rozbrzmiał krzywy śmiech Morrisona. usta ułożyły się w cienką linię, uniosła głowę wyżej, butnie, mieszając w ciemnych źrenicach smutek, strach i..gniew. I nawet jeśli winowajca miał w poważaniu dalszy przebieg rozmowy, Inara była uparta. W końcu krew Carrow nie woda - Przecież powiedziałam - głos wciąż miała cichy, ale różnił się od poprzedniego tonu, był pewniejszy, ale wciąż doszukać się można było nieznanej, rozedrganej nuty - ale nie dałam ci takiego pozwolenia - rozluźniła dłonie, sięgając jedną policzka, z którego starła głupio płynące łzy - Nie dałam go nikomu - dodała dziwnie głucho, prostując całkowicie zdrętwiałe od chłodu ciało - ...a teraz wracam do ojca. Do zobaczenia Cassianie - poruszyła ustami, pozwalając by kąciki uniosły się nieznacznie, absurdalnie do sytuacji - uśmiechając się. W kolejnej sekundzie odwróciła się, ruszając sztywno w stronę dworku.
...i teraz zostało jej tylko ukryć siniaki przed wzrokiem Adriena.
I zniknąć w pokoju. Na chwilę. By nikt nie wiedział, jak Inara Carrow upada.
Przecież wstanie?...

zt?





You with the sad eyes. Don't be discouraged, Oh I realize, It's hard to take courage. I see you real

Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley https://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 https://www.morsmordre.net/t630-garrett https://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 https://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
żyjąc - pomimo
żyjąc - przeciw
wyrzucam sobie grzech niepamięci
41
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Alejka nad brzegiem rzeki   25.07.16 2:57

| pasuje Ci koniec stycznia? <3

Jego niespiesznie stawianym krokom akompaniował dźwięk uginającego się z cichym skrzypieniem śniegu. Sam nie był pewien, czemu ten dystans pokonuje pieszo - przecież starczyłoby krótkie skupienie myśli, zmrużenie oczu, teleportacja w ułamku sekundy - ale brnął przez zaspy bez jakichkolwiek zawahań, być może wierząc, że chłodne powiewy wiatru wreszcie go uprzytomnią.
Do nocy było jeszcze daleko, lecz niebo już zabarwiło się granatem, który kłębił się w połączeniu z szarością chmur - uroki zimy. Kontemplacji natury poświęcił chwilę dłużej niż zazwyczaj, bo potrzebował ukojenia. Praca w ministerstwie dawała mu się we znaki. Choć mordęga z niebosiężnymi stosami dokumentacji nie wpisywała się już w wachlarz jego codziennych obowiązków, coraz częściej musiał opuszczać ciepłe progi biura. To funkcja reprezentatywna, Garrett, spodoba ci się - mówili, a on wierzył, uznając to za oznakę podziwu co do jego dotychczasowych aurorskich dokonań. I może tak było, ale nie ujmowało to okropieństwa przykrej powinności, jaką były spotkania z informatorami; wiedział, że nikomu z nich nie może ufać, że w każdej chwili mogą wbić mu nóż (różdżkę?) w plecy, zdradzić, wpędzić w pułapkę.
I właśnie w taką pułapkę dał się wpędzić dzisiaj.
Kilka pospiesznie rzuconych uroków i zaklęć obronnych starczyła, żeby wyrwać go z opałów, ale niesmak pozostał. Dał się zaskoczyć. Dał się oszukać. Czy przez tyle lat nie powinien już nauczyć się rozpoznawać niebezpieczeństwo na pierwszy rzut oka?
Wyciągnął z wewnętrznej kieszeni płaszcza papierośnicę, a przez to, że znajdował się w niemagicznym miejscu, zaraz po tym sięgnął po zapałki. Rozpalenie ognia w iście lodowych warunkach za pomocą drżących z zimna dłoni nie było najprostszym zadaniem, ale w końcu podołał, wypełniając gardło dymem. Uspokajał go. Tak jak dźwięk butów zapadających się w śniegu, niskie krakanie tkwiących w nagich koronach drzew kruków, warczenia mugolskich pojazdów poruszających się po nieodległych ulicach, szum przelewającej się powoli Tamizy.
I rozpaczliwe miauczenie kota.
Z początku go nie dosłyszał - gubiło się gdzieś w symfonii wieczornej muzyki, może uznał je po prostu za wymysł własnej przemęczonej wyobraźni. Ale im dalej szedł, tym stawało się głośniejsze; zatrzymał się, wypuścił z ust dym, strzepał nieco żaru z papierosa na znajdującą się nieopodal zaspę śniegu. Przyspieszył kroku, by jak najszybciej znaleźć się przy źródle niepokojącego dźwięku. A idąc, nie zauważył nawet, że ktoś przemyka obok - z impetem uderzył jakąś drobną istotkę ramieniem, dostrzegając ją o sekundę za późno.
- Na Merlina, przepraszam - rzucił odruchowo, odwracając się w stronę poszkodowanej i dopiero po chwili przypominając sobie, że przecież mogła być mugolką. Obdarzył ją uważnym spojrzeniem, chcąc dostrzec ewentualne krzywdy i uszczerbki na zdrowiu. Filigranowa, młoda dziewczyna o płomiennych włosach. Mimo że wieczorna ciemność rozmywała jej rysy, nie wydawało mu się, żeby widział ją wcześniej. - Wszystko w porządku? - upewnił się, pozwalając sobie na chwilowe zatrzymanie się, choć zaraz przypomniała mu się jego misja. Odnalezienie źródła miauczenia. - Słyszałaś to? - spytał więc, z jakiegoś powodu uznając, że nieznajoma będzie doskonale widzieć, co miał na myśli.
Kota. Oczywiście, że kota, o cóż innego mogłoby mu chodzić?




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Charlotte Moore
avatar

Niemagiczni
Niemagiczni
https://www.morsmordre.net/t3142-charlotte-moore-budowa https://www.morsmordre.net/t3147-poe#51864 https://www.morsmordre.net/t3146-char#51861 https://www.morsmordre.net/f287-smiertelny-nokturn-13-12 https://www.morsmordre.net/t3187-charlotte-moore#53052
Pracownica sklepu ze zwierzętami
16
Szlachetna
Panna
Altruiści i idioci umierają młodo.
0
0
0
0
0
0
6
0
Charłak

PisanieTemat: Re: Alejka nad brzegiem rzeki   26.07.16 0:51

Charlie jak zwykle po prostu się włóczyła. Jak zwykle, trwoniła każdą chwilę czasu, jakiego nie poświęcała snowi, lub pracy. Unikała wracania do domu na zbyt długo poza snem - to zwykle nie kończyło się przyjemnie. Nawet, jeśli nie jakoś bardzo źle, ostatnimi czasy ruda coraz bardziej nerwowo reagowała na pijackie odzywki, czy zaczepki i coraz ciężej było jej trzymać język za zębami - w czym nigdy nie była wybitnie dobra. Coraz łatwiej było też wyprowadzić ją z równowagi. Co się z nią dzieje? Sama nie wiedziała. Może za wiele dziwnych sytuacji otoczyło ją na raz? Może bunt po prostu powoli, acz z uporem się z niej wyrywał?
Jak zawsze otulona swoim zdecydowanie-nie-zimowym, starym płaszczem szła szybko, tak szybko jak mogła, starając się chować w zamkniętych pomieszczeniach, jak tylko się dało. Teraz myślała o klubie - jeśli tylko uda jej się wejść. Nie zawsze się udawało, bo i niestety nie wyglądała na starszą, niż była, a dzieci w takich miejscach nie są mile widziane. Mogłaby potańczyć. A w każdym razie posiedzieć i się ogrzać. A jak będzie zmęczona - wróci do domu. To wyjście wydawało jej się najlepsze i szła szybko, szczękając zębami z zimna, kiedy poczuła popchnięcie. W związku z ostatnimi nastrojami, już wzbierała całe swoje oburzenie, uznając to za celowy atak - na szczęście jednak "napastnik" odezwał się pierwszy. I okazał się przy tym uprzejmy.
Mina Charlotte złagodniała, a sama dziewczyna w jednej chwili opadła z wojowniczego nastroju.
- W porządku. Nic mi nie jest. - zapewniła, ignorując magiczne powiedzenie. Drugiej wypowiedzi nieznajomego w pierwszej chwili kompletnie nie zrozumiała. Zamierzała ją zbyć i po prostu ruszyć dalej, byle się ukryć w ciepłym miejscu, kiedy i ona usłyszała miałczenie.
- Pewnie ktoś chciał się pozbyć nadmiaru kociąt.
To pierwsze, co przyszło jej do głowy. Słyszała, że tak się robi. Podobnie ze szczeniętami. Choć dla zwierząt miała zdecydowanie większe serce, niż dla ludzi. Jak i dla dzieci, niż dla dorosłych.
Dobrze, że nigdy w swoim życiu nie pozna Bursy.
Jej ton w każdym razie mógł brzmieć chłodno i obojętnie. Jej zachowanie przeczyło jednak jakiejkolwiek obojętności, bo i zaraz ruszyła powolnym krokiem bardziej w stronę rzeki w poszukiwania źródła miałczenia.
- Albo jakiś maluch się zgubił i przemarza. - równie prawdopodobne. Albo jego mama padła na tym zimnie. Kolejne scenariusze brzmiały smutno. Charlie nie wiedziała co zrobi, jeśli znajdzie kotka, ale nie mogła teraz tak po prostu ruszyć dalej. Może ten ktoś zechce go zabrać dla siebie?




One day
the Grave-Digger had been approached by the stranger, who asked the way to town. He seemed strangely familiar, although they had never met.
Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley https://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 https://www.morsmordre.net/t630-garrett https://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 https://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
żyjąc - pomimo
żyjąc - przeciw
wyrzucam sobie grzech niepamięci
41
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Alejka nad brzegiem rzeki   29.07.16 4:22

Jakiś instynkt (nie do końca go rozumiał i wydawał mu się dość abstrakcyjny) cichym podszeptem kazał mu raz jeszcze upewnić się, czy rzeczywiście nic się nie stało. I zadać kilka niezbędnych pytań - przecież zapadł już zmrok, okolica wbrew pozorom nie należała do najbezpieczniejszych, chłodne, styczniowe powietrze kąsało policzki i barwiło je szkarłatem... a jego nowa, nieznajoma towarzyszka, choć zdawała się bardzo młoda, drobna i kompletnie bezbronna, całkiem sama przemierzała ośnieżone alejki.
Dlaczego nie była już w domu? Czemu przebijała się wieczorem przez chłodne zaspy, zamiast ogrzewać dłonie przy kominku i oglądać wirujące płatki śniegu zza zaszronionej szyby?
- Nie jest ci zimno? - wybrał najbardziej neutralne z całej kolekcji pytań, które pragnął zadać dziewczynce. Nieco krytycznie przyjrzał się jej odzieniu, które zdecydowanie nie nadawało się na tę pogodę, po czym bez dłuższego zastanowienia sięgnął do własnej szyi, by zdjąć szarawy, raczej wyświechtany szal i wystawić go w stronę nieznajomej.
- Weź to - powiedział ciepło, łagodnie, po czym spojrzał na nią w sposób, który nie znosił sprzeciwu. - Nie przyjmuję odmowy - ostrzegł profilaktycznie, unosząc kąciki ust w lekkim, podszytym szczerą sympatią, troskliwym uśmiechu.
A potem znowu coś żałośnie miauknęło; podążył spojrzeniem w kierunku źródła dźwięku.
- Nie możemy go tak zostawić - stwierdził jednoznacznie i bez zawahania, a choć nie było żadnego my, liczba mnoga naturalnie zatańczyła mu na języku; nie czekając na odzew dziewczyny (choć poniekąd miał nadzieję, że dotrzyma mu towarzystwa), ruszył w stronę śniegowej zaspy, z której dobiegały ich odgłosy kociego przerażenia i nieszczęścia. Nachylił się nieco, aż wreszcie kucnął, gdy podszedł do jednej z ławek, bo tuż pod nią dostrzegł burą, malutką kulkę, która patrzyła na niego wielkimi, błyszczącymi w ciemności ślepiami.
- Hej, mały - zdążył wyłącznie powiedzieć cicho, bo gdy tylko wyciągnął w stronę kociaka dłoń, ten czmychnął w bliżej nieokreślonym kierunku.
Garry ciężko westchnął, szybko podnosząc się do pionu.
- Szlag - mruknął pod nosem i już sięgał do wewnętrznej kieszeni płaszcza po różdżkę, kiedy przypomniał sobie, że wciąż znajdował się w mugolskiej dzielnicy i używanie magii byłoby w niej raczej niewskazane. Mimo wszystko sytuacja nie była stracona; kot był zmarznięty, pewnie też głodny i wycieńczony, nie mógł w tym stanie zbyt daleko uciec.
Problem polegał na tym, że w tej ciemności nie mógł już na pierwszy rzut oka dostrzec śladów kocich łapek na śniegu, a nie miał pojęcia, w którą stronę pobiegł mały uciekinier.




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Charlotte Moore
avatar

Niemagiczni
Niemagiczni
https://www.morsmordre.net/t3142-charlotte-moore-budowa https://www.morsmordre.net/t3147-poe#51864 https://www.morsmordre.net/t3146-char#51861 https://www.morsmordre.net/f287-smiertelny-nokturn-13-12 https://www.morsmordre.net/t3187-charlotte-moore#53052
Pracownica sklepu ze zwierzętami
16
Szlachetna
Panna
Altruiści i idioci umierają młodo.
0
0
0
0
0
0
6
0
Charłak

PisanieTemat: Re: Alejka nad brzegiem rzeki   31.07.16 20:44

W pierwszej chwili zachowanie czarodzieja trochę zbiło ją z tropu. Był po prostu miły i opiekuńczy - w sposób w jaki niektórzy dorośli są mili i opiekuńczy względem dzieci. To było... miłe. Ale jednocześnie poczuła się głupio. Nie lubiła prezentów od obcych - bo takie były wywołane jej mizernym wyglądem. Czuła się żałośnie - i w takiej chwili nawet nie mogła się pogniewać, bo przecież ten człowiek był bardzo miły. A złość była łatwiejsza, niż czyste, zwyczajne skrępowanie.
- Nie trzeba, na prawdę. Nie jest tak zimno. A ja nie jestem dzieciakiem. - wypaliła zanim zdążyła się ugryźć w język. Wiedziała, jak jej rozmówca zareaguje. Jak każdy dorosły, kiedy dzieciak mówi, że nie jest dzieckiem, spojrzy na nią pobłażliwie i co najwyżej poklepie po głowie. Tym bardziej zrobiło jej się zwyczajnie głupio. W sklepie czasem ludzie wierzyli, że jest starsza niż wygląda - w końcu pracowała, nie każdy wpadał ot tak na myśl, że ma do czynienia z charłaczką. W przypadku tego typu spotkań na ulicy nie było opcji, że ktokolwiek potraktuje takie słowa poważnie.
Musiała przyznać, że ciepło materiału jakim ją okryto było przyjemne. Zaraz jednak tok myślenia chyba-lekko-nawiedzonego czarodzieja powrócił do miałczącego gdzieś niedaleko kociaka i Charlie, choć nawet nie zwróciła uwagi na my, ruszyła za nim.
- Wystraszył się. - pokręciła głową rozglądając się za uciekinierem. - Weźmie go pan do siebie? - dodała zaraz, chcąc wiedzieć jaki ma być los kociaka. Sama na pewno nie mogłaby go wziąć, choć bardzo tego żałowała. Kiedyś, jeśli wbrew własnym przewidywaniom uda jej się osiągnąć marzenia związane z fajną rodzinką, porządną pracą i mieszkaniem, na pewno będzie miała sporo zwierząt.
- Może jeśli pan tu trochę poświeci, nikt nie zauważy? Mugole mają swoje rzeczy do świecenia światła bez magii, a tak może znajdziemy ślady. - zaproponowała po chwili. Ten człowiek wydawał się w porządku. Był miły. A mimo to trochę czuła się jak idiotka. Bo jeśli nie jest dobrym człowiekiem, wiedząc, że może przy niej czarować staje się dla niej podwójnie niebezpieczny. Czasem może jednak warto zaryzykować? Nie każdy człowiek chce w końcu krzywdy drugiego. A miłośnikom zwierząt zawsze było jej łatwiej ufać. W końcu trzeba mieć w sobie jakiś pierwiastek dobra, żeby obdarzyć miłością coś tak delikatnego i zazwyczaj bezbronnego, co całe życie będzie od człowieka zależne. To całkowicie inny rodzaj uczucia, na który nie każdego stać.
Podeszła bliżej miejsca w którym kociak im czmychnął, starając się znaleźć jakieś ślady, czy dosłyszeć miałczenie.
- Mogłabym mu zorganizować potrzebne rzeczy. - zaoferowała, chcąc nakłonić tego człowieka na zaopiekowanie się kociakiem u siebie. To milsze, niż oddanie go do schroniska, co pozostaje jedyną drugą opcją. Wierzyła, że co do tych rzeczy dogadałaby się jakoś w sklepie. Mogłaby je choćby odpracować dodatkowymi godzinami i wcale by na tym nie cierpiała. Bardzo lubiła swoją pracę.




One day
the Grave-Digger had been approached by the stranger, who asked the way to town. He seemed strangely familiar, although they had never met.
Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley https://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 https://www.morsmordre.net/t630-garrett https://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 https://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
żyjąc - pomimo
żyjąc - przeciw
wyrzucam sobie grzech niepamięci
41
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Alejka nad brzegiem rzeki   11.08.16 16:21

Spojrzał na nieznajomą dziewczynkę z lekkim rozbawieniem w spojrzeniu; nawet nie próbował spoglądać na nią z pełną powagą, choć właśnie takie były jego kolejne słowa - zdecydowanie poważne i niebagatelne.
- Nie trzeba być dzieckiem, żeby marznąć na śniegu - stwierdził lekko, bo nawet przez myśl mu nie przyszło, by traktować swoją rozmówczynię z pobłażaniem wyłącznie przez wzgląd na jej wiek czy niepozorny wygląd. Był mimo wszystko - szczęśliwym lub nie - posiadaczem młodszego rodzeństwa; nigdy nie widział ujmy w traktowaniu ich jako równych sobie, nie miał zamiaru robić też wyjątku dla Charlotte.
Co z tego, że prawdopodobnie był od niej przeszło dwa razy starszy.
Nie miało to jednak większego znaczenia, zwłaszcza teraz; nie czuł się szczególnie dojrzały czy dystyngowany, gdy brodził w śniegu, próbując dosięgnąć czmychającego, przerażonego kociaka. Przeklinał mrukliwie pod nosem i mrużył oczy, próbując w kłębiącej się ciemności dostrzec ślepka małego, przerażonego stworzenia.
Nawet nie uniósł spojrzenia, kiedy Charlotte zadała mu pytanie - zareagował natychmiast, niemalże odruchowo, intuicyjnie uznając odpowiedź za oczywistość.
- Wezmę - odparł zdecydowanie, choć dopiero po chwili uświadomił sobie, że właśnie wyraził zgodę na przygarnięcie pod swój dach puszystej, kudłatej kulki.
Z tym, że najpierw musiałby ją jeszcze złapać.
Wreszcie odwrócił wzrok od śnieżnych zasp i spojrzał w kierunku swojej młodej towarzyszki, w widoczny sposób się dziwiąc, że była zaznajomiona z magicznym światem - co tak młoda osóbka robiła w takim razie na londyńskiej ulicy w trakcie roku szkolnego? Nie mogła być młodsza niż mu się zdawało, nie na tyle, by nie otrzymać jeszcze listu z Hogwartu, nie wyglądała też na dużo starszą... choć pozory nie raz pokazały mu, jak bardzo potrafią mylić. Garrett nie drążył jednak tematu, dochodząc do wniosku, że zbiór pytań zatytułowanych co tutaj robisz? nie brzmiał najodpowiedniej - zresztą, tak naprawdę nie była to przecież jego sprawa. Nawet jeżeli zasiała w nim ziarno nieuzasadnionego niepokoju.
- Jeszcze mnie z pracy za to wyrzucą - westchnął sam do siebie cicho, ale po różdżkę nie sięgnął, bo aurorskie nawyki były silniejsze od jego woli i rzeczywiście nie pozwalały mu na używanie magii w miejscach, w których mógłby to dostrzec potencjalny mugol. Jak to mówią, ostrożności nigdy za wiele.
Na szczęście magiczna interwencja nie była potrzebna - po wysileniu wzroku bez problemu dostrzegł w śniegu ślady małych łapek, za którymi czym prędzej podążył.
- Naprawdę? - spytał, poniekąd dziwiąc się zaangażowaniem nieznajomej w łapanie przypadkowego kota - cóż, być może nie powinno zdawać mu się to takie nietypowe, skoro sam zdecydował się zmarnować wieczór na poszukiwaniu zmarzniętego zwierzaka. - Mam jakąś kuwetę po dawnym kocie, ale jeżeli jesteś w stanie mi polecić, gdzie zakupić resztę rzeczy, byłbym wdzięczny - dodał, kucając w miejscu, w którym urywał się trop - tuż nieopodal którejś ze zdemolowanych niegdyś ławek. Zerknął pod nią dyskretnie; nie mylił się, drżący z wyziębienia kot znajdował się tuż pod nią. - Czy mogłabyś stanąć... o tutaj, zaraz przy rogu, żeby zablokować mu drogę ucieczki?




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
 

Alejka nad brzegiem rzeki

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 6 z 11Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 5, 6, 7 ... 9, 10, 11  Next

 Similar topics

-
» Prawy brzeg rzeki
» Lewy brzeg rzeki
» Kamienisty brzeg rzeki
» Alejka główna
» Alejka w ogrodzie

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18