Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Cmentarz aniołów

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Cmentarz aniołów   17.07.17 1:26

Cmentarz aniołów

Cmentarz aniołów, to tak naprawdę ogród, znajdujący się obok wiekowego, oczywiście opuszczonego dworku. Miano, którym określono tajemnicze miejsce sięga dwoistej natury. Większość ogrodu zajęta jest przez rozbuchaną i niczym nie krępowaną roślinność. Można tu znaleźć dzikie zioła, drzewo o kwaśnych jabłkach, czy bujnie rosnące kwiaty.
Niejednokrotnie najbardziej spostrzegawcze osoby dostrzegały umykające, niewielkie istotki, które nieśmiało wychylały się później zza spróchniałej i obluszczonej ramy. Ale tym, co przyciąga wzrok najmocniej, są anioły - rzeźby i posągi rozsypane na całej powierzchni w - wydawałoby się - losowych miejscach.
Każdy przedstawia skrzydlatą kobietę o pięknych rysach, chociaż wykrzywionych w bólu spojrzeniach. Mchy, deszcze i czas szarpały urodą niezwykłych posągów, ale niezmiennie stanowił obiekt, który warto było zobaczyć. Nawet jeśli i tu (kto by się spodziewał?) krążyła legenda o zaginionych w niejasnych okolicznościach kobietach, których niezwykle podobne rzeźby ukazywały się w ogrodzie. Mawia się, że samotne spacery nie są w tych okolicach dla młodych dam. Nikt przecież nie chciał, by ogród zapełnił się kolejnymi rzeźbami. Prawda?...


Powrót do góry Go down
Samuel Skamander
Samuel Skamander

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander https://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 https://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 https://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 https://www.morsmordre.net/t3509-skrytka-bankowa-nr-358#61242 https://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#26793
Zawód : starszy auror
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Kto sieje wiatr, zbiera burzę
OPCM : 50
UROKI : 22
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 18
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Cmentarz aniołów   18.02.18 22:19

| 2 czerwca

Miejsce odkrył przypadkiem. I to dzięki jednej z parszywych anomalii, które na szczęście zostały już usunięte. Przesiąknięta zimnem ziemia wydawała się dławić większość naturalnych dźwięków, podobnych dla tak opuszczonych siedlisk tajemnic. Inaczej być nie mogło. Cienie tańczące pomiędzy wyrastającymi z ziemi posągami, przypominały dziwaczny, zastygły w kamieniu las. Niczym okrutna wyspa rzeźb, tylko ofiarami były same kobiety. Anioły?
Skamander stawiał kroki powoli i zdawało się, że tylko jego obecność zakłócała panującą wszędzie ciszę. Przenosił wzrok z omszałych, kamiennych sylwetek, rejestrując kobiece oblicza. Piękne, a jednak przepełnione bólem, uwięzionym w ustach krzykiem, niby niewypowiedziana prośbą. Dreszcz, który tkał sieć na jego karku podpowiadał, że w toczonej szeptem legendzie było ziarno prawdy, którego odkrycia się nie doszukał. Może powinien szukać głębiej, patrzeć przez rzeczywistość, wychwytując niuanse umykające zwyczajnym obserwatorom?
Coś fascynującego było w otaczającym go obrazie. Przypominał cmentarz. Przeklęty. A wołanie obłożonych klątwą znikało pod naporem drgającej gdzieś na obrzeżach pojmowania magii. Ledwie zauważalne poruszenie co jakiś czas umykało sprzed jego oczu. Szmer, którego nie odnajdował w poruszeniu wiatru.
Dopiero narastająca wilgoć i umykająca z błotem ziemia spod stóp budziła go na nowo. Deszcz siąpił coraz mocniej i Skamander z niejakim zdziwieniem spojrzał w ciemniejące niebo. Krople zatrzymywały się na twarzy, a gdy opuścił spojrzenie, deszczowe smugi płynęły przez policzki, niknąc w czarnej brodzie, zatrzymując się na włosach i... przynosząc woń, które zatrzymała  go w miejscu. Miód? Zapach korzennych przypraw? Zamrugał gwałtownie, zaciskając szczęki, jakby chciał wrócić świadomość umysłowi, który na kilka sekund zdawał się stępić, odpłynąć do wspomnień, które najbardziej kojarzyły mu się z zapachami. Spodziewałby się woni mokrej ziemi, może ziół, czy ukrytych, chociaż marniejących od mroźnej pogody, dzikich kwiatów. Zamiast tego usłyszał szum kroków. A tego nie spodziewał się w podobnym miejscu. Szukał samotności, oddechu, który coraz częściej urywał sie i znikał pod naporem cieni, wgryzających się w jego duszę.
Dłoń wsunął do kieszeni, odnajdując ciepło cyprysywej różdżki. Niepokój wdarł się pod skórę, kotłując napięcie zupełnie inne od tego, które wyczuwał podczas misji, czy aurorskich akcji. To oczekiwanie zaplatało na nim sieci i niejasna (bo niezrozumiała) fascynacja nieznanym, które miało nadejść. A którego w merlina winnych koszmarów nie mógłby uwierzyć. To co nieśmiało, niemal z przerażeniem starało się wydostać z więzów, które z własnej woli spętał, teraz walczyło o uznanie. Tym bardziej niezrozumiałe, że w polu skamanderowego spojrzenia, pojawiło się oblicze znajomego nieznajomego, który u jego boku już kiedyś walczył. Ironia. To czego nie pojmował, to reakcji dziwnego dudnienia w piersi, które notorycznie ignorował.






Cause I walk through the valley of the shadow of death

And I fear no evil because
I'm blind.

Powrót do góry Go down
Drew Macnair
Drew Macnair

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 12
UROKI : 9
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 30
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Cmentarz aniołów   21.02.18 0:16

Nie zdarzało mu się odwiedzać konkretnych miejsc bez dobrego powodu; bary witał z nastawieniem na spędzenie przyjemnego, relaksacyjnego wieczoru, granice miast opuszczał w celu nowych, zawodowych odkryć, a okoliczne miejsca w nadziei, że złapie trop na coś większego. Tak i było tym razem. Zaprowadzony wonią legendy nie zastanawiał się nawet nad sensem jej treści – opowiastki zasłyszane w lokalnych pijalniach wysokoprocentowych trunków zawsze budziły szereg wątpliwości, jednak aby sprawdzić ich wiarygodność musiał przekonać się sam idąc tropem wspomnianych terenów. Cmentarzysko Aniołów było jedynym z nich.
Tam gdzie kobiety zmieniają się w anioły… kamienne anioły…- słysząc to wielokrotnie zadawał sobie pytanie gdzie tkwił szkopuł wszystkich owych frazesów. Każda plotka miała swój zalążek prawdy i nie wierzył, aby cała historia była jedynie wyssaną z palca abstrakcją nie mającą żadnego autentycznego podłoża. Wielokrotnie przyszło mu spotkać się ze ścianą i kto wie może wówczas także przyjdzie mu się z tym pogodzić, ale natura nie pozwalała mu poddać się jeszcze przed startem. Zawsze uważał, iż w najbardziej tajemniczych miejscach, kryje się najwięcej dobra; dobra czyli galeonów.
Ogród ogarniała ciemność. Z wszechobecnego mroku wysuwały się jedynie połyskujące w blasku księżyca kamienne głowy posągów przewyższających swą wysokością zwykłego śmiertelnika. Macnair zawieszał na każdej po kolei wzrok, jakoby wnikliwie szukając szczegółów, elementu niepasującego mogącego świadczyć o pewnej wskazówce zapewniającej mu drogę do rozwikłania tajemnicy, bądź otwierającej puszkę Pandory – a w tym przypadku skrzynię pełną błyskotek. Zawsze był przenikliwy, zwykle nie omijał nic ważnego i tym razem nie zamierzał złamać swoich przekonań, jednak czym bardziej dłużyła się owa wędrówka, tym bardziej wydawała się bezcelowa. W głowie szatyna huczało wiele myśli, iż faktycznie owe historie były jedynie pijackim bełkotem nie mającym żadnego przełożenia na rzeczywistość, ale zdrowy rozsądek podpowiadał, że taki zwykły nokturnowski szczur nie mógł iście mądrze prawić kłamstw, by nawet on sam mógł w nie uwierzyć.  Zaklął siarczyście pod nosem oparłszy się o zimną, kamienną rzeźbę i wsunąwszy papierosa do ust momentalnie go odpalił. Musiał oczyścić myśli, znaleźć nowy punkt zaczepienia i skupić się na elemencie mniej oczywistym. Może bardziej ukrytym?
Czas mijał, a wraz z nim płynęły krople deszczu coraz intensywniej spływające po twarzy szatyna. Na wpół przymknięte oczy zdawały się błądzić w krainie wyobrażeń, a relaksujący pod wpływem nikotyny organizm, jakoby szukał coraz więcej odpoczynku w tym kuriozalnym momencie. Świat zdawał się zatrzymać, minuty upływać wolniej niosąc za sobą mocniejszy zapach – zapach jego słabości – amortencji. Brakowało tylko ulubionej dawki ukochanej i mieszczącej się w dłoni szklaneczki wypełnionej bursztynowym płynem, kojącym zmysły lepiej jak jakikolwiek narkotyk. Rozmarzył się. Oddał woli fantazji całkowicie, choć ów chwila była zdecydowanie krótsza niżeli miał wrażenie i nim zdążył bibułkę wyrzucić przed siebie jego oczy skupiły się na postaci – mężczyźnie.
Nie myślał o tym czy go kojarzył – nie zdążył – bowiem serce zadudniło mu w piersi pociągając przed siebie, jakoby przejęło kontrolę nad umysłem oraz ciałem. Sięgając po piersiówkę nie spuszczał z niego wzroku, zyskał dziwną pewność siebie. Usta wodzące w okolicach ujścia metalowego pojemnika wciąż wyginały się w kpiącym, ale i rozmarzonym wyrazie, który niejasno wyrażał jego intencje. Stracił jakikolwiek zdrowy rozsądek i choć gdzieś z tyłu głowy dobijało się do niego trzeźwe myślenie, to było ono zbyt bardzo okryte mgłą eliksirowego pyłu, aby faktycznie mogło dotrzeć do jego racjonalnego podejścia.
-Nie chciałbym, aby na nowo obili tą buźkę.- rzucił kompletnie nie myśląc nad swoimi słowami, w chwili znajdował się dostatecznie blisko. W przeciwieństwie do Skamandra nie sięgnął po różdżkę, gdyż odczuwał niewytłumaczalny spokój i chorą pewność, iż intencje jego towarzysza są szczere – w końcu nie mógł spuścić z niego wzroku, prawda? Objął wzrokiem jego twarz, bujną brodę i powróciwszy do oczu posłał kolejny, rzekomo kpiący uśmiech, choć zapewne była to jedynie poza normalności. Czuł, że działo się coś dziwnego, ale nie potrafił sam siebie pohamować. Był kompletnie otumaniony.






The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Powrót do góry Go down
Samuel Skamander
Samuel Skamander

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander https://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 https://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 https://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 https://www.morsmordre.net/t3509-skrytka-bankowa-nr-358#61242 https://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#26793
Zawód : starszy auror
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Kto sieje wiatr, zbiera burzę
OPCM : 50
UROKI : 22
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 18
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Cmentarz aniołów   28.05.18 21:43

Sztuka obserwacji była jedną z pierwszych biegłości, którą wpajano im podczas aurorskiego kursu. Spostrzegawczość, która niejednokrotnie chroniła przed niebezpieczeństwem, ostrzegając wystarczająco wcześnie o podejrzanym zachowaniu stojącego na boku przechodnia. Spostrzegawczość, która była niemal sztandarową cechą Skamandera nie tylko na polu dostrzegania zagrożenia, ale także sczytywania emocji z twarzy podejrzanych. Ta sama umiejętność - w tej jednej chwili - wydawała się dziwnie otumaniona przy paradoksalnym nasyceniu szczegółów, na które zwracać nie powinien. Tym bardziej w przypadku męskiej sylwetki, która tak bezczelnie ignorowała zachowawczy dystans, który chciał pozostawić. A jednak nie zatrzymał go. Wysunięta różdżka nie pomknęła do przodu w ostrzegawczym geście. Zamiast tego, obrócił ją w palcach, pozostawiając spojrzenie nieruchomo na twarzy podchodzącego prawie nieznajomego. Dziwne. Czemu do tej pory nie zwracał uwagi, że źrenice mężczyzn potrafią tak intensywnie skupiać światło? A te należące do Drew miały wręcz dziką zdolność pociągania wyzwaniem.
Krople deszczu, jak w podrzędnym filmie klasy B zatrzymywały się na rzęsach, przyklejały się do policzków, nadając całemu obrazowi swoistej nieważkości. Ponury, wręcz złowieszczy klimat opuszczonego cmentarzyska rzeźb rysowało się coraz ściślejszą tajemnicą. Nikt, kto chociaż raz zderzył się z tym co nieodgadnione, nie potrafiłby przejść obok obojętnie. I Skamander uciął narastające podszepty racjonalności, które wyły o głupocie zachowania. O czymś, co w "normalnych" warunkach nazwałby oszustwem. A tak, świat oszukiwał jego samego. Nikt przy zdrowych zmysłach nie wpadłby, że przyczyną był deszcz nasączony amortencją.
Manierka, którą trzymał nieznajomy, pociągnęła go do mglistego, bardziej przyziemnego wspomnienia. Pili już wcześniej wspólnie. Walczyli wspólnie. Czy mogła istnieć silniejsza nić porozumienia, niż ta upleciona podczas walki ramię w ramię? - Do twarzy mi nawet z siniakami - oczywiście, ze kpił i chociaż wola zapodziała się gdzieś w zrozumieniu, to zwyczajowa, chmurna aura, którą roztaczał, umknęła, pozostawiając odbicie uśmiechu, które widział na ustach Drew. Rozsądek bił na alarm, ale dopóki pewne granice nie zostały przekroczone, Samuel trwał w odrętwieniu z nienaturalnie głośnym dudnieniem w piersi - Uśmiechasz się ta do każdego, czy tylko na mój widok? - umykała mu absurdalność własnych słów, tak jak całej sytuacji, której był przymusowym uczestnikiem. Nawet jeśli o przymusie miał dowiedzieć się dużo później.
Złamał iskrę, którą dzieli w spojrzeniu i spojrzał na bo, na jedną z omszałych rzeźb. Wygięte w agonii, kobiece ciało i na wpół rozłożone skrzydła, gotowe do lotu, a jednak nieruchome - Podobno ciąży na nich klątwa - miał niejasna pewność, że jego towarzysz podąży za nim tak wzrokiem, jak i krokiem, gdy on sam ruszył do przodu, zatrzymując się dopiero przy samej, kamiennej statule. Podniósł dłoń, przesuwając palcami po zastygłym w wyrazie bólu policzku. Mogło mu się zdawać, zmysły mogły już zatracić się w płynącej z wodą magii, ale milczące do tej pory, marmurowe wargi poruszyły się, jakby w nieuchwytnym szepcie. Mrowinie na karku i przechodzący przez ciało dreszcz mówił, że mógł być obserwowany. Tylko, czy właściciel wzroku stał tuż za nim, czy spojrzeń było więcej, rozsiane pośród rzeźbionych źrenic?






Cause I walk through the valley of the shadow of death

And I fear no evil because
I'm blind.

Powrót do góry Go down
Drew Macnair
Drew Macnair

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 12
UROKI : 9
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 30
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Cmentarz aniołów   02.08.18 18:21

Sztuka obserwacji nie była tylko atutem aurorów, ale tych stających zupełnie po drugiej stronie barykady – osób mrocznych, pozbawionych wszelkich granic i przekonanych o pewnych wartościach stanowiących zupełne zło dla tych społecznie uznanych jako dobrych. Drew należał do tej grupy, cenił swe oko i spostrzegawczość stanowiącą filar codziennej pracy, bowiem marny był poszukiwacz bez bacznego spojrzenia na ukryte dla wzroku innych szczegóły. Nie był to jego przodujący atut, ale z pewnością mógł widzieć więcej i z uwagi na to tak często pochłaniała go zwykła analiza, czytanie emocji mimiką twarzy. Opierał się na tym, ufał swojemu instynktowi i choć nierzadko takowy zaprowadził go na manowce to nie zaniechał wobec niego wewnętrznej wiary.
-Schowaj tą różdżkę, bo zrobisz sobie krzywdę.- stwierdził spokojnym, pozbawionym wszelakiej złośliwości tonem, a następnie ponownie zaciągnął się papierosem pozwalając by nikotynowy dym swobodnie opuścił jego usta. Przyglądał się mężczyźnie stojącemu naprzeciw, z każdą chwilą coraz intensywniej kształtowała się w jego głowie wizja ich pierwszego i zarazem ostatniego spotkania, kiedy to spuścili łomot pijanym kretynom okupującym lokalny bar. Początkowo szatyn nie widział powodu, aby pomóc Skamandrowi, jednak gdy delikatna prośba została przyjęta w agresywny sposób nie pozostawili mu wyboru – kto jak kto, ale Macnair w kaszę nie pozwalał sobie dmuchać. W ten sposób, w tym jednym momencie, stanęli po tej samej stronie barykady nie znając swych profesji, motywów, a nawet imion. Gdzieś w alternatywnej rzeczywistości mogli okazać się dobrymi kolegami, jednak rzeczywistość bywała brutalna i tak miało okazać się także w ich wspólnym przypadku.
Deszcz nieustannie siąpił. Uwolniona amortencja zaniechiwała racjonalności zmysłów i ochronnych barier. Widział tylko jego – brodatego mężczyznę – którego każdy gest i słowo sprawiały, że lodowate serce biło coraz mocniej o dziwo nie na alarm. Nawet nie pomyślał o wyciągnięciu różdżki, ostatnie co liczyło się w owej chwili to próba podjęcia jakiejkolwiek walki mimo wyraźnej gotowości przeciwnika.
Oddalając się w kierunku rzeźb faktycznie wciąż utrzymywał na wysokości swej głowy wzrok szatyna wykonującego kilka kroków do przodu. Ignorował anioły, historia klątwy była podrzędną sprawą, nad jaką obecnie nie miał ochoty się rozwodzić. Zapewne moment skupienia przyniósłby stosowną odpowiedź, ale takowe w jego towarzystwie okazało się nader trudnym zdaniem, właściwie niemożliwym. -Mógłbym Cię spytać o to samo.- odpowiedział z lekkim, ironicznym uśmiechem, choć nie był już on tak wyrazisty. Macnair złagodniał, dawno nie okazywał sobą tak wielkiego spokoju oraz miłego podejścia do drugiego człowieka. Może nawet nigdy?
-Klątwa.- powtórzył stanąwszy tuż obok Skamandra, a następnie upił trunku lustrując wzrokiem tą samą rzeźbę. -Być może, nigdy nie interesowałem się czymś, co i tak jest już martwe.- dodał nonszalancko, ale zgodnie z prawdą. Kątem oka wciąż zerkał na mężczyznę, nie mógł odwrócić spojrzenia, nawet nie chciał. Męskie towarzystwo zwykle kończyło się krótką, biznesową rozmową tudzież alkoholową nocą z finalnym, kobiecym aspektem – co więc dzisiaj zmieniło się, iż wcale o tym nie myślał?






The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Powrót do góry Go down
 

Cmentarz aniołów

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Okolice-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-19