Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Ognisko artystyczne

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej
Ognisko artystyczne Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Ognisko artystyczne Empty
PisanieTemat: Ognisko artystyczne   Ognisko artystyczne I_icon_minitime17.07.17 2:04

Ognisko artystyczne

Szkoła rysunku została założona jakieś trzydzieści lat temu przez dzisiaj już starszą kobietę, niejaką Winifredę Pinkstone, niespełnioną artystkę, która wzięła sobie za cel nauczanie czarodziejskiej młodzieży tajnik rysunku i malarstwa. Z biegiem czasu udało jej się zatrudnić artystów nauczających także innych dziedzin sztuki, jak rzeźba czy muzyka, choć to właśnie malarstwo pozostało ulubionym tematem pani Pinkstone.
Ognisko znajduje się w spokojnej okolicy, w jednej z zadbanych londyńskich kamienic. Żeby wejść do środka, należy wypowiedzieć odpowiednie hasło do starego i nieco przykurzonego obrazu wiszącego na ścianie na pierwszym piętrze. Ten odsłania przejście do zupełnie innego świata przesyconego wonią farb i łagodnymi dźwiękami delikatnej muzyki. Lokal zawiera kilka pomieszczeń, urządzonych i wyposażonych w zależności od przeznaczenia. Wszystkie łączy gustowny i elegancki, choć pozbawiony nadmiaru zbędnych ozdobników wystrój. Na ścianach każdej sali wiszą tematyczne obrazy – te w pracowni malarzy przedstawiają znanych artystów i ilustracje procesu tworzenia, w sali rzeźbiarzy znajduje się natomiast mnóstwo rzeźb z różnych materiałów; niektóre wyglądają na niedokończone. Młodzi czarodzieje witani są tutaj z otwartymi ramionami, uczą się również zaklinać swoje dzieła w taki sposób, by farba na płótnie poruszała się jak żywy widok, a rzeźba - poruszała się jak prawdziwa istota. W ognisku mile widziany jest każdy, z zewnątrz przychodzą zarówno artyści, jak i osoby, które im pozują. Często organizowane są również wystawy prac.


Powrót do góry Go down
Johnatan Bojczuk
Johnatan Bojczuk

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5318-johnatan-bojczuk https://www.morsmordre.net/t5328-majtek#119230 https://www.morsmordre.net/t5329-ahoj-przygodo#119234 https://www.morsmordre.net/f167-gloucestershire-okolice-bibury https://www.morsmordre.net/t7231-skrytka-bankowa-nr-1332 https://www.morsmordre.net/t5516-johnatan-bojczuk
Zawód : żeglarz
Wiek : 24
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
gdzie nie pójdę, to dojdę i tak
OPCM : 3
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 24
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Ognisko artystyczne Empty
PisanieTemat: Re: Ognisko artystyczne   Ognisko artystyczne I_icon_minitime30.03.19 18:09

5.11

Śmieszne jak do tego doszło. Wszystko zaczęło się od gołębiej kupy, która spadła nagle na moje ramię; tak mnie to zaaferowało, że wlazłem w słup z ogłoszeniami i przy tym właśnie wyjątkowo niespodziewanym i równie nagłym spotkaniu, wpadła mi w oko jedna kartka. Wielki nagłówek wypisany pochyłymi, zdobnymi literami głosił Zostań modelem!, a niżej Ognisko Artystyczne Winifredy Pinkstone poszukuje chętnych do pozowania młodym artystom na lekcjach rysunku. Zajęcia odbywają się raz w tygodniu, wiek oraz płeć nie mają znaczenia, rozważymy każdą kandydaturę. Po więcej informacji zapraszam do kamienicy, która mieści się pod adresem i tutaj podany adres, plus jakiś bezsensowny dopisek na dole strony. Zerwałem ogłoszenie, przyglądając mu się z bliska, a że akurat byłem w okolicy, to postanowiłem wpaść od razu. Szczególnie, że chyba właśnie minęło te ostatnie pięć minut bez deszczu w ciągu dzisiejszego dnia - kilka dużych kropli spadło mi na głowę i nos, a później na twarz, gdy zadarłem łeb by zerknąć w pociemniałe niebo; czarne, burzowe chmury gromadziły się nad miastem nieprzerwanie od kilku dni. Po okolicy poniósł się grzmot, zaś półmrok rozświetlił potężny piorun, zerwał się silniejszy wiatr, więc pozwoliłem mu porwać się aż pod drzwi szkoły rysunku pani Pinkstone. Tylko tych drzwi nigdzie nie mogłem znaleźć przez bite pół godziny, włócząc się po schodach w jedną i drugą stronę. Adres na ogłoszeniu przecież się zgadzał!... Już prawie zwątpiłem, przystając na pierwszym piętrze by ponownie wbić spojrzenie w ozdobne litery wypisane na kartce, jednak zamiast tego zatrzymuję wzrok na lekko przykurzonym obrazie. Który na pierwszy rzut oka wydaje się zwyczajny, ale przy dłuższej kontemplacji można dostrzec w nim... jakiś magiczny pierwiastek? Podchodzę bliżej, przyglądam się bardziej, przesuwam dłonią po nierównej fakturze farb, przykładam doń ucho i wydaje mi się, że z drugiej strony faktycznie dochodzą stłumione dźwięki. Więc kolejne pół godziny spędzam na rzucaniu różnych haseł i w ogóle próbach otwarcia magicznego przejścia. Wątpię po raz drugi i po raz drugi odpowiedź przychodzi gdy pogrążam się w lekturze ogłoszenia. Z moich ust wypada dopisek z dołu kartki, zaś oczom ukazuje się tajemne przejście prowadzące do świata pachnącego mieszaniną farb, przesyconego dźwiękami delikatnej muzyki, świata barw i kształtów, umieszczonych na płótnach łączących się w jedno, dziwaczne dzieło sztuki. Pani Winifreda z kolei jest starszawą kobietą o przenikliwym spojrzeniu i całkowicie siwych włosach. Zerka na mnie trochę nieufnie, ponad cienkimi oprawkami okularów, gdy siadam po drugiej stronie jej zagraconego biurka. Jasne oczęta przesuwają się po każdym calu mojej twarzy, włosów, w końcu wędrują na ramię i widzę jak nieznacznie unosi brew, chrząka jakby z dezaprobatą i składa dłonie na blacie. Z początku nie czaję o co jej chodzi, ale zaraz przypominam sobie o rozmytej strugami deszczu ptasiej kupie zdobiącej mój płaszcz. Przeklinam w myślach, jednak dopóki z ust kobiety nie pada żaden komentarz i ja nie zamierzam rozprawiać o tej wątpliwej urody ozdóbce. W zamian uśmiecham się szerzej.
- Więc, tak jak już mówiłem, jestem tutaj w sprawie pracy, widziałem ogłoszenie, że szuka pani modeli na lekcje rysunku... - kiwam głową, usta wciąż mam rozchylone, bo chcę mówić dalej, ale wcina mi się w pół słowa pytając o doświadczenie. No serio, jakby siedzenie na dupie, leżenie albo stanie było jakąś super trudną robotą. Ale ok, zaczynam więc opowiadać, że sam jestem artystą i w sumie to może być ciekawe doświadczenie znaleźć się po drugiej stronie sztalugi, że...
- Rozumiem. - ucina mój monolog - Czy zgodziłby się pan pozować do aktu?... - moja odpowiedź rozbrzmiała w powietrzu jeszcze zanim jej wargi zdążyły się złączyć po zadanym pytaniu, i było nią krótkie tak. W pierwszej chwili spojrzała na mnie nieco zaskoczona, więc jej mówię, że mogę to zrobić dla dobra sztuki, bo przecież młodzi malarze muszą się jakoś nauczyć podstaw rysunku anatomicznego; w drugiej rozpromieniła się i zaprosiła na pierwszą lekcję już w ten czwartek. Cóż, chyba nie każdy był tak bezwstydny jak ja i godził się na rozbieranie przed grupą nieznajomych, bo nie wiem jak inaczej wyjaśnić to, że dała mi szansę.
Więc tak właśnie doszło do tego, że w aktualnej chwili ponownie przekraczałem próg ogniska artystycznego pani Pinkstone, moje uszy na nowo pieściła muzyka, tym razem pomieszana z radosnymi głosami młodych artystów, że w oczach odbijały się ukształtowane w konkretne formy plamy farb, zaś nozdrza atakował zapach terpentyny. Sala numer 3, sala numer 3. Błękitne tęczówki przeskakują od jednego numeru do drugiego, ukradkiem zaglądam za każde kolejne, na wpół uchylone wrota - w pierwszym pomieszczeniu grupa dzieciaków obrzuca się gliną, a gdzieś między nimi krąży smukła, wyjątkowo wysoka kobieca sylwetka, powtarzając jak mantrę, że rzeźbiarstwo to najtrudniejsza ze sztuk, ale jakże wdzięczna gdy się nad nią zapanuje. W sali numer 2 odbywały się chyba zajęcia czysto teoretyczne, bo na środku, na krześle siedział starszawy czarodziej z pokaźnych rozmiarów albumem malarstwa renesansowego i wyjątkowo monotonnym głosem opowiadał życiorysy kolejnych wielkich mistrzów pędzla. Rozleniwieni studenci zajmowali każdy skrawek podłogi, prowadząc notatki, bądź bez sensu skrobiąc piórem po papierze. Kilkuletni chłopcy biegną wzdłuż korytarza puszczając w eter żurawie złożone z papieru, które ulatują lekko pod sam sufit, a później gnają za swoimi stwórcami aż drzwi od jednej z sal zatrzaskują się za nimi z głośnym hukiem. W końcu docieram pod pokój numer 3 i zaglądam do środka; wewnątrz siedzi już kilka osób, z wolna rozkładają sztalugi oraz narzędzia, podrążeni w rozmowie do tego stopnia, że w większości nawet nie zauważają mojego przyjścia. Pięć młodych, na oko osiemnastoletnich dziewcząt oraz dwóch mężczyzn w podobnym wieku. Jeden z nich trąca łokciem drugiego i obydwoje milkną kierując na mnie spojrzenie. Milknie także reszta, zerkając w moją stronę z subtelnym zainteresowaniem.
- No cześć, to ja się będę dzisiaj dla was rozbierał. - mówię na powitanie zanim zdążę ugryźć się w język, a towarzystwo zerka na mnie jakoś tak... dziwnie - To znaczy, jestem modelem. - dodaję. Jedna z panien chichocze cicho, ale reszcie niekoniecznie jest do śmiechu, a ja zaczynam odczuwać pierwsze objawy stresu. Chociaż stresu to chyba za dużo powiedziane, raczej małego stresiku. W każdym razie ponownie rozchylam wargi, jednak zanim zdążę dodać coś jeszcze czuję czyjąś dłoń na swoich plecach; gdzieś pod ramieniem przepycha mi się kolejna osoba - drobna dziewczyna o soczyście zielonych oczach i długich, prostych pasmach blond włosów, opadających jej uroczo na piegowaty nosek.
- Przepraszam!... - patrzy prosto na mnie, układając usta w rozkosznym uśmiechu - Aaach, to pewnie pan Bojczuk, pani Pinkstone mówiła mi, że się pan dzisiaj stawi. Cimone Belby, prowadzę zajęcia, miło mi. - prowadzi zajęcia? Była przecież niewiele starsza ode mnie, a przynajmniej na pierwszy rzut oka. Wyciąga szczupłą dłoń, więc ujmuję ją lekko i potrząsam, przywołując na twarz równie czarujący uśmiech.
- To ja, Johnatan Bojczuk, mnie również miło. - nasze spojrzenie krzyżują się jeszcze przez ułamek sekundy, aż w końcu prosi bym się rozgościł, a sama zwraca się w kierunku reszty.
- Witajcie moi mili! Widzę, że jesteśmy w komplecie, zanim jednak przejdziemy do dzisiejszego ćwiczenia przypomnijmy sobie co robiliśmy w zeszłym tygodniu i spójrzmy na to świeżym okiem. - obserwowałem każdy jej ruch, pełen gracji, jak zrzuca torbę z ramienia, przeczesuje palcami włosy, zakładając je za lekko odstające uszy. Ale kiedy uczniowie zaczynają rozkładać zapełnione płótna, to na nie spoglądam, marszcząc lekko brwi. Widzę martwą naturę składającą się z kolorowych chust, pojedynczych owoców i połamanych luster, w których gładkiej tafli odbijają się kolejne fragmenty pracowni, tworząc trochę abstrakcyjną oraz mocno surrealistyczną całość. Zostawiam plecak przy podwyższeniu, na którym pewnie dzisiaj spocznę, po czym pochodzę bliżej, karmiąc oczy plątaniną kształtów - każdy obraz przedstawia to samo, ale każdy jest całkiem inny. Rzeczywistość filtrowana wrażliwością różnych młodych artystów. Słucham co mają do powiedzenia na temat swoich dzieł, słucham także wskazówek dawanych przez nauczycielkę, swoje uwagi zachowuję dla siebie, bo jestem tutaj tylko gościem co zaraz się będzie rozbierał. Korekta trwa chwilę, aż w końcu zielone tęczówki na nowo wbijają się w moją sylwetkę i wiem, że możemy zaczynać. Zrzucam ciężki płaszcz, powoli odpinam guziki kwiecistej koszuli, aż w końcu i ona ląduje gdzieś na podłogowych deskach, ściągam sznurowane buty, dwie różne skarpetki, ciemne spodnie oraz gatki w kropki, aż w końcu jedynym co zdobi moje nagie ciało pozostaje długi złoty łańcuszek z dyndającym nań niewielkim wisiorkiem w kształcie uśmiechniętego słońca; by zawsze ci przyświecało. Wszyscy się na mnie gapią, głośno zastanawiając jaką powinienem przybrać pozycję. Niech usiądzie na krześle! Może niech się położy! Niech po prostu stanie w kontrapoście! Albo na jednej nodze! Niech wystawi ręce, pochyli się do przodu i uniesie jedną stopę! Albo niech założy nogi za głowę i stanie na rękach!... Ciało pokryło się gęsią skórką, drgnąłem z zimna, co rusz przeskakując spojrzeniem z jednej twarzy na drugą, bo i oni przekrzykiwali się jeszcze dobre dziesięć minut, zanim w końcu zdecydowano, że faktycznie będę po prostu stał, wspierając się na oparciu jednego z krzeseł. Więc stoję. Najpierw krążą wokół mnie przelewając na papier szybkie szkice, w poszukiwaniu odpowiedniego kadru oraz miejsca. Później głośno przesuwają sztalugi, aż w końcu słyszę już tylko skrobanie ołówków i melodyjny głos panny Belby, która opowiada o aktach w sztuce, o anatomii w rysunku, która co rusz podchodzi bliżej mnie, machając rękoma niebezpiecznie blisko mojego ciała i rzuca uwagi w stylu zobaczcie jak układają się mięśnie, albo zwróćcie uwagę na to, jakie ma wystające kości i w końcu skupiajcie się na cechach charakterystycznych dla tego modela, na raczej chudej sylwetce, na dumnym, orlim nosie i artystycznym nieładzie na głowie. Jest cudowna w tym jak bardzo nie chce mnie urazić, to nawet słodkie. Pierwszą przerwę robimy po pół godziny, więc zarzucam na ramiona cienki szlafrok. Z wolna przechadzam się między lasem sztalug, oglądając powoli kształtujące się dzieła. Niektórzy z zebranych są naprawdę nieźli, w innych drzemie spory potencjał, ale wciąż potrzebują ćwiczeń...
- Podoba się panu? - słyszę cichy głosik jednej z dziewcząt. Przekrzywia głowę na prawo i lewo, zerkając to na swój rysunek, to na mnie, a ja uśmiecham się lekko i podchodzę bliżej. Daję jej kilka wskazówek, mówię na co powinna bardziej zwrócić uwagę, a co w gruncie rzeczy wcale nie jest takie istotne jak się wydaje na pierwszy rzut oka. Kiwa głową, kilka detali poprawiając od razu, póki stoję obok i może przyjrzeć się z bliska chociażby mojej twarzy. Kątem oka widzę, że Cimone przysłuchuje się moim słowom, ale milczy, w końcu zarządzając koniec przerwy. Materiał na nowo osuwa się w dół, a ja wspieram łokcie na oparciu krzesła. Trochę nudne to modelowanie, więc skupiam się głównie na tym, o czym opowiada panna Belby, a gdy zaczyna wychwalać dzieła niejakiego Ambrożego Sykes'a, malarza żyjącego na ziemiach angielskich jakieś sto pięćdziesiąt lat wstecz, to spomiędzy moich warg wydobywa się krótki chichot. Zerka na mnie sugestywnie unosząc obie brwi.
- Przepraszam, po prostu nie sądzę żeby Sykes faktycznie był takim wielkim geniuszem. Fakt, miał świetny warsztat i kilka ciekawych obrazów jak Zwycięstwo Baltazara Światłego albo Tańczące wile, ale miał też masę uczniów, którzy w późniejszym okresie, w okresie jego świetności, można by rzec, podobno odwalali za niego kawał roboty. - mówię, wodząc za nią spojrzeniem, a ona mruży lekko oczy i zaciska wargi w wąską kreskę - To znaczy... tak słyszałem. - trochę się peszę pod jej zaciętym spojrzeniem i milkę. Milczę już do końca zajęć, przez ostatnie piętnaście minut o mało nie przysypiając, więc gdy klaszcze w dłonie, tym samym oznajmiając koniec, to rozszerzam oczy, powoli się prostując. Uczniowie zwijają na wpół skończone prace, zbierają pospiesznie swoje rzeczy i wybiegają z sali jeden po drugim żegnając się krótkim do widzenia panno Belby, panie Bojczuk!, ja z kolei ubieram się powoli, równie niespiesznie narzucając plecak na ramię.
- Więc zna się pan na malarstwie? - zagaduje mnie, ściskając w dłoni stary, mosiężny klucz do sali - Trochę. - wzruszam lekko ramionami - Jeśli pani chce możemy porozmawiać o tym przy kubku gorącej herbaty jeszcze dzisiaj, albo na przykład jutro? - rzucam, posyłając jej uśmiech, a ona kręci z rozbawieniem głową.
- Porozmawiamy o tym w przyszły czwartek, panie Bojczuk. Na zajęciach. - udaje niedostępną, ale totalnie na mnie leci. Serio, widzę to w jej spojrzeniu i w wygiętych, malinowych ustach.

/zt






Powrót do góry Go down
 

Ognisko artystyczne

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dalsze dzielnice :: London Borough of Bexley-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-19