Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Ognisko artystyczne

Go down 
AutorWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Ognisko artystyczne Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Ognisko artystyczne Empty
PisanieTemat: Ognisko artystyczne   Ognisko artystyczne I_icon_minitime17.07.17 2:04

Ognisko artystyczne

Szkoła rysunku została założona jakieś trzydzieści lat temu przez dzisiaj już starszą kobietę, niejaką Winifredę Pinkstone, niespełnioną artystkę, która wzięła sobie za cel nauczanie czarodziejskiej młodzieży tajnik rysunku i malarstwa. Z biegiem czasu udało jej się zatrudnić artystów nauczających także innych dziedzin sztuki, jak rzeźba czy muzyka, choć to właśnie malarstwo pozostało ulubionym tematem pani Pinkstone.
Ognisko znajduje się w spokojnej okolicy, w jednej z zadbanych londyńskich kamienic. Żeby wejść do środka, należy wypowiedzieć odpowiednie hasło do starego i nieco przykurzonego obrazu wiszącego na ścianie na pierwszym piętrze. Ten odsłania przejście do zupełnie innego świata przesyconego wonią farb i łagodnymi dźwiękami delikatnej muzyki. Lokal zawiera kilka pomieszczeń, urządzonych i wyposażonych w zależności od przeznaczenia. Wszystkie łączy gustowny i elegancki, choć pozbawiony nadmiaru zbędnych ozdobników wystrój. Na ścianach każdej sali wiszą tematyczne obrazy – te w pracowni malarzy przedstawiają znanych artystów i ilustracje procesu tworzenia, w sali rzeźbiarzy znajduje się natomiast mnóstwo rzeźb z różnych materiałów; niektóre wyglądają na niedokończone. Młodzi czarodzieje witani są tutaj z otwartymi ramionami, uczą się również zaklinać swoje dzieła w taki sposób, by farba na płótnie poruszała się jak żywy widok, a rzeźba - poruszała się jak prawdziwa istota. W ognisku mile widziany jest każdy, z zewnątrz przychodzą zarówno artyści, jak i osoby, które im pozują. Często organizowane są również wystawy prac.


Powrót do góry Go down
Johnatan Bojczuk
Johnatan Bojczuk

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5318-johnatan-bojczuk https://www.morsmordre.net/t5328-majtek#119230 https://www.morsmordre.net/t5329-ahoj-przygodo#119234 https://www.morsmordre.net/f167-gloucestershire-okolice-bibury https://www.morsmordre.net/t7231-skrytka-bankowa-nr-1332 https://www.morsmordre.net/t5516-johnatan-bojczuk
Zawód : maluje, kantuje, baluje
Wiek : 25
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
powiedz mi
o co ci w ogóle chodzi
powiedz mi
po ci te kombinacje
nie musimy się katować
nienormalną sytuacją
nauczymy się kochać
przestaniemy się bać
OPCM : 3
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 24*
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Ognisko artystyczne Empty
PisanieTemat: Re: Ognisko artystyczne   Ognisko artystyczne I_icon_minitime30.03.19 18:09

5.11

Śmieszne jak do tego doszło. Wszystko zaczęło się od gołębiej kupy, która spadła nagle na moje ramię; tak mnie to zaaferowało, że wlazłem w słup z ogłoszeniami i przy tym właśnie wyjątkowo niespodziewanym i równie nagłym spotkaniu, wpadła mi w oko jedna kartka. Wielki nagłówek wypisany pochyłymi, zdobnymi literami głosił Zostań modelem!, a niżej Ognisko Artystyczne Winifredy Pinkstone poszukuje chętnych do pozowania młodym artystom na lekcjach rysunku. Zajęcia odbywają się raz w tygodniu, wiek oraz płeć nie mają znaczenia, rozważymy każdą kandydaturę. Po więcej informacji zapraszam do kamienicy, która mieści się pod adresem i tutaj podany adres, plus jakiś bezsensowny dopisek na dole strony. Zerwałem ogłoszenie, przyglądając mu się z bliska, a że akurat byłem w okolicy, to postanowiłem wpaść od razu. Szczególnie, że chyba właśnie minęło te ostatnie pięć minut bez deszczu w ciągu dzisiejszego dnia - kilka dużych kropli spadło mi na głowę i nos, a później na twarz, gdy zadarłem łeb by zerknąć w pociemniałe niebo; czarne, burzowe chmury gromadziły się nad miastem nieprzerwanie od kilku dni. Po okolicy poniósł się grzmot, zaś półmrok rozświetlił potężny piorun, zerwał się silniejszy wiatr, więc pozwoliłem mu porwać się aż pod drzwi szkoły rysunku pani Pinkstone. Tylko tych drzwi nigdzie nie mogłem znaleźć przez bite pół godziny, włócząc się po schodach w jedną i drugą stronę. Adres na ogłoszeniu przecież się zgadzał!... Już prawie zwątpiłem, przystając na pierwszym piętrze by ponownie wbić spojrzenie w ozdobne litery wypisane na kartce, jednak zamiast tego zatrzymuję wzrok na lekko przykurzonym obrazie. Który na pierwszy rzut oka wydaje się zwyczajny, ale przy dłuższej kontemplacji można dostrzec w nim... jakiś magiczny pierwiastek? Podchodzę bliżej, przyglądam się bardziej, przesuwam dłonią po nierównej fakturze farb, przykładam doń ucho i wydaje mi się, że z drugiej strony faktycznie dochodzą stłumione dźwięki. Więc kolejne pół godziny spędzam na rzucaniu różnych haseł i w ogóle próbach otwarcia magicznego przejścia. Wątpię po raz drugi i po raz drugi odpowiedź przychodzi gdy pogrążam się w lekturze ogłoszenia. Z moich ust wypada dopisek z dołu kartki, zaś oczom ukazuje się tajemne przejście prowadzące do świata pachnącego mieszaniną farb, przesyconego dźwiękami delikatnej muzyki, świata barw i kształtów, umieszczonych na płótnach łączących się w jedno, dziwaczne dzieło sztuki. Pani Winifreda z kolei jest starszawą kobietą o przenikliwym spojrzeniu i całkowicie siwych włosach. Zerka na mnie trochę nieufnie, ponad cienkimi oprawkami okularów, gdy siadam po drugiej stronie jej zagraconego biurka. Jasne oczęta przesuwają się po każdym calu mojej twarzy, włosów, w końcu wędrują na ramię i widzę jak nieznacznie unosi brew, chrząka jakby z dezaprobatą i składa dłonie na blacie. Z początku nie czaję o co jej chodzi, ale zaraz przypominam sobie o rozmytej strugami deszczu ptasiej kupie zdobiącej mój płaszcz. Przeklinam w myślach, jednak dopóki z ust kobiety nie pada żaden komentarz i ja nie zamierzam rozprawiać o tej wątpliwej urody ozdóbce. W zamian uśmiecham się szerzej.
- Więc, tak jak już mówiłem, jestem tutaj w sprawie pracy, widziałem ogłoszenie, że szuka pani modeli na lekcje rysunku... - kiwam głową, usta wciąż mam rozchylone, bo chcę mówić dalej, ale wcina mi się w pół słowa pytając o doświadczenie. No serio, jakby siedzenie na dupie, leżenie albo stanie było jakąś super trudną robotą. Ale ok, zaczynam więc opowiadać, że sam jestem artystą i w sumie to może być ciekawe doświadczenie znaleźć się po drugiej stronie sztalugi, że...
- Rozumiem. - ucina mój monolog - Czy zgodziłby się pan pozować do aktu?... - moja odpowiedź rozbrzmiała w powietrzu jeszcze zanim jej wargi zdążyły się złączyć po zadanym pytaniu, i było nią krótkie tak. W pierwszej chwili spojrzała na mnie nieco zaskoczona, więc jej mówię, że mogę to zrobić dla dobra sztuki, bo przecież młodzi malarze muszą się jakoś nauczyć podstaw rysunku anatomicznego; w drugiej rozpromieniła się i zaprosiła na pierwszą lekcję już w ten czwartek. Cóż, chyba nie każdy był tak bezwstydny jak ja i godził się na rozbieranie przed grupą nieznajomych, bo nie wiem jak inaczej wyjaśnić to, że dała mi szansę.
Więc tak właśnie doszło do tego, że w aktualnej chwili ponownie przekraczałem próg ogniska artystycznego pani Pinkstone, moje uszy na nowo pieściła muzyka, tym razem pomieszana z radosnymi głosami młodych artystów, że w oczach odbijały się ukształtowane w konkretne formy plamy farb, zaś nozdrza atakował zapach terpentyny. Sala numer 3, sala numer 3. Błękitne tęczówki przeskakują od jednego numeru do drugiego, ukradkiem zaglądam za każde kolejne, na wpół uchylone wrota - w pierwszym pomieszczeniu grupa dzieciaków obrzuca się gliną, a gdzieś między nimi krąży smukła, wyjątkowo wysoka kobieca sylwetka, powtarzając jak mantrę, że rzeźbiarstwo to najtrudniejsza ze sztuk, ale jakże wdzięczna gdy się nad nią zapanuje. W sali numer 2 odbywały się chyba zajęcia czysto teoretyczne, bo na środku, na krześle siedział starszawy czarodziej z pokaźnych rozmiarów albumem malarstwa renesansowego i wyjątkowo monotonnym głosem opowiadał życiorysy kolejnych wielkich mistrzów pędzla. Rozleniwieni studenci zajmowali każdy skrawek podłogi, prowadząc notatki, bądź bez sensu skrobiąc piórem po papierze. Kilkuletni chłopcy biegną wzdłuż korytarza puszczając w eter żurawie złożone z papieru, które ulatują lekko pod sam sufit, a później gnają za swoimi stwórcami aż drzwi od jednej z sal zatrzaskują się za nimi z głośnym hukiem. W końcu docieram pod pokój numer 3 i zaglądam do środka; wewnątrz siedzi już kilka osób, z wolna rozkładają sztalugi oraz narzędzia, podrążeni w rozmowie do tego stopnia, że w większości nawet nie zauważają mojego przyjścia. Pięć młodych, na oko osiemnastoletnich dziewcząt oraz dwóch mężczyzn w podobnym wieku. Jeden z nich trąca łokciem drugiego i obydwoje milkną kierując na mnie spojrzenie. Milknie także reszta, zerkając w moją stronę z subtelnym zainteresowaniem.
- No cześć, to ja się będę dzisiaj dla was rozbierał. - mówię na powitanie zanim zdążę ugryźć się w język, a towarzystwo zerka na mnie jakoś tak... dziwnie - To znaczy, jestem modelem. - dodaję. Jedna z panien chichocze cicho, ale reszcie niekoniecznie jest do śmiechu, a ja zaczynam odczuwać pierwsze objawy stresu. Chociaż stresu to chyba za dużo powiedziane, raczej małego stresiku. W każdym razie ponownie rozchylam wargi, jednak zanim zdążę dodać coś jeszcze czuję czyjąś dłoń na swoich plecach; gdzieś pod ramieniem przepycha mi się kolejna osoba - drobna dziewczyna o soczyście zielonych oczach i długich, prostych pasmach blond włosów, opadających jej uroczo na piegowaty nosek.
- Przepraszam!... - patrzy prosto na mnie, układając usta w rozkosznym uśmiechu - Aaach, to pewnie pan Bojczuk, pani Pinkstone mówiła mi, że się pan dzisiaj stawi. Cimone Belby, prowadzę zajęcia, miło mi. - prowadzi zajęcia? Była przecież niewiele starsza ode mnie, a przynajmniej na pierwszy rzut oka. Wyciąga szczupłą dłoń, więc ujmuję ją lekko i potrząsam, przywołując na twarz równie czarujący uśmiech.
- To ja, Johnatan Bojczuk, mnie również miło. - nasze spojrzenie krzyżują się jeszcze przez ułamek sekundy, aż w końcu prosi bym się rozgościł, a sama zwraca się w kierunku reszty.
- Witajcie moi mili! Widzę, że jesteśmy w komplecie, zanim jednak przejdziemy do dzisiejszego ćwiczenia przypomnijmy sobie co robiliśmy w zeszłym tygodniu i spójrzmy na to świeżym okiem. - obserwowałem każdy jej ruch, pełen gracji, jak zrzuca torbę z ramienia, przeczesuje palcami włosy, zakładając je za lekko odstające uszy. Ale kiedy uczniowie zaczynają rozkładać zapełnione płótna, to na nie spoglądam, marszcząc lekko brwi. Widzę martwą naturę składającą się z kolorowych chust, pojedynczych owoców i połamanych luster, w których gładkiej tafli odbijają się kolejne fragmenty pracowni, tworząc trochę abstrakcyjną oraz mocno surrealistyczną całość. Zostawiam plecak przy podwyższeniu, na którym pewnie dzisiaj spocznę, po czym pochodzę bliżej, karmiąc oczy plątaniną kształtów - każdy obraz przedstawia to samo, ale każdy jest całkiem inny. Rzeczywistość filtrowana wrażliwością różnych młodych artystów. Słucham co mają do powiedzenia na temat swoich dzieł, słucham także wskazówek dawanych przez nauczycielkę, swoje uwagi zachowuję dla siebie, bo jestem tutaj tylko gościem co zaraz się będzie rozbierał. Korekta trwa chwilę, aż w końcu zielone tęczówki na nowo wbijają się w moją sylwetkę i wiem, że możemy zaczynać. Zrzucam ciężki płaszcz, powoli odpinam guziki kwiecistej koszuli, aż w końcu i ona ląduje gdzieś na podłogowych deskach, ściągam sznurowane buty, dwie różne skarpetki, ciemne spodnie oraz gatki w kropki, aż w końcu jedynym co zdobi moje nagie ciało pozostaje długi złoty łańcuszek z dyndającym nań niewielkim wisiorkiem w kształcie uśmiechniętego słońca; by zawsze ci przyświecało. Wszyscy się na mnie gapią, głośno zastanawiając jaką powinienem przybrać pozycję. Niech usiądzie na krześle! Może niech się położy! Niech po prostu stanie w kontrapoście! Albo na jednej nodze! Niech wystawi ręce, pochyli się do przodu i uniesie jedną stopę! Albo niech założy nogi za głowę i stanie na rękach!... Ciało pokryło się gęsią skórką, drgnąłem z zimna, co rusz przeskakując spojrzeniem z jednej twarzy na drugą, bo i oni przekrzykiwali się jeszcze dobre dziesięć minut, zanim w końcu zdecydowano, że faktycznie będę po prostu stał, wspierając się na oparciu jednego z krzeseł. Więc stoję. Najpierw krążą wokół mnie przelewając na papier szybkie szkice, w poszukiwaniu odpowiedniego kadru oraz miejsca. Później głośno przesuwają sztalugi, aż w końcu słyszę już tylko skrobanie ołówków i melodyjny głos panny Belby, która opowiada o aktach w sztuce, o anatomii w rysunku, która co rusz podchodzi bliżej mnie, machając rękoma niebezpiecznie blisko mojego ciała i rzuca uwagi w stylu zobaczcie jak układają się mięśnie, albo zwróćcie uwagę na to, jakie ma wystające kości i w końcu skupiajcie się na cechach charakterystycznych dla tego modela, na raczej chudej sylwetce, na dumnym, orlim nosie i artystycznym nieładzie na głowie. Jest cudowna w tym jak bardzo nie chce mnie urazić, to nawet słodkie. Pierwszą przerwę robimy po pół godziny, więc zarzucam na ramiona cienki szlafrok. Z wolna przechadzam się między lasem sztalug, oglądając powoli kształtujące się dzieła. Niektórzy z zebranych są naprawdę nieźli, w innych drzemie spory potencjał, ale wciąż potrzebują ćwiczeń...
- Podoba się panu? - słyszę cichy głosik jednej z dziewcząt. Przekrzywia głowę na prawo i lewo, zerkając to na swój rysunek, to na mnie, a ja uśmiecham się lekko i podchodzę bliżej. Daję jej kilka wskazówek, mówię na co powinna bardziej zwrócić uwagę, a co w gruncie rzeczy wcale nie jest takie istotne jak się wydaje na pierwszy rzut oka. Kiwa głową, kilka detali poprawiając od razu, póki stoję obok i może przyjrzeć się z bliska chociażby mojej twarzy. Kątem oka widzę, że Cimone przysłuchuje się moim słowom, ale milczy, w końcu zarządzając koniec przerwy. Materiał na nowo osuwa się w dół, a ja wspieram łokcie na oparciu krzesła. Trochę nudne to modelowanie, więc skupiam się głównie na tym, o czym opowiada panna Belby, a gdy zaczyna wychwalać dzieła niejakiego Ambrożego Sykes'a, malarza żyjącego na ziemiach angielskich jakieś sto pięćdziesiąt lat wstecz, to spomiędzy moich warg wydobywa się krótki chichot. Zerka na mnie sugestywnie unosząc obie brwi.
- Przepraszam, po prostu nie sądzę żeby Sykes faktycznie był takim wielkim geniuszem. Fakt, miał świetny warsztat i kilka ciekawych obrazów jak Zwycięstwo Baltazara Światłego albo Tańczące wile, ale miał też masę uczniów, którzy w późniejszym okresie, w okresie jego świetności, można by rzec, podobno odwalali za niego kawał roboty. - mówię, wodząc za nią spojrzeniem, a ona mruży lekko oczy i zaciska wargi w wąską kreskę - To znaczy... tak słyszałem. - trochę się peszę pod jej zaciętym spojrzeniem i milkę. Milczę już do końca zajęć, przez ostatnie piętnaście minut o mało nie przysypiając, więc gdy klaszcze w dłonie, tym samym oznajmiając koniec, to rozszerzam oczy, powoli się prostując. Uczniowie zwijają na wpół skończone prace, zbierają pospiesznie swoje rzeczy i wybiegają z sali jeden po drugim żegnając się krótkim do widzenia panno Belby, panie Bojczuk!, ja z kolei ubieram się powoli, równie niespiesznie narzucając plecak na ramię.
- Więc zna się pan na malarstwie? - zagaduje mnie, ściskając w dłoni stary, mosiężny klucz do sali - Trochę. - wzruszam lekko ramionami - Jeśli pani chce możemy porozmawiać o tym przy kubku gorącej herbaty jeszcze dzisiaj, albo na przykład jutro? - rzucam, posyłając jej uśmiech, a ona kręci z rozbawieniem głową.
- Porozmawiamy o tym w przyszły czwartek, panie Bojczuk. Na zajęciach. - udaje niedostępną, ale totalnie na mnie leci. Serio, widzę to w jej spojrzeniu i w wygiętych, malinowych ustach.

/zt






Powrót do góry Go down
Johnatan Bojczuk
Johnatan Bojczuk

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5318-johnatan-bojczuk https://www.morsmordre.net/t5328-majtek#119230 https://www.morsmordre.net/t5329-ahoj-przygodo#119234 https://www.morsmordre.net/f167-gloucestershire-okolice-bibury https://www.morsmordre.net/t7231-skrytka-bankowa-nr-1332 https://www.morsmordre.net/t5516-johnatan-bojczuk
Zawód : maluje, kantuje, baluje
Wiek : 25
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
powiedz mi
o co ci w ogóle chodzi
powiedz mi
po ci te kombinacje
nie musimy się katować
nienormalną sytuacją
nauczymy się kochać
przestaniemy się bać
OPCM : 3
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 24*
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Ognisko artystyczne Empty
PisanieTemat: Re: Ognisko artystyczne   Ognisko artystyczne I_icon_minitime03.08.20 0:45

7.06

Do niedawna, a dokładniej do przedwczoraj, przebywałem w Norfolk, gdzie gromadziłem szkice do obrazów powstających dla magicznego baletu, zbierałem lokalne odmiany nadmorskiej flory (której malowane odbicie również miało spocząć na płótnie) oraz chlałem wińsko na plaży, pielęgnując w sobie narastający ból istnienia. Być może spędziłbym tu również całe lato, gdyby wraz z pierwszymi promieniami słońca w moje okno nie zapukała znajoma sowa - potężny puchacz pani Pinkstone złożył gustowną, ozdobioną akwarelowym wzorem kopertę wprost na moje dłonie, a ja w zamian poczęstowałem go chłodną wodą oraz kilkoma ziarnami; odleciał w drogę powrotną zanim zdążyłem odpieczętować list. W każdym razie Winifreda wysnuła pewną propozycję nie do odrzucenia, więc pakowałem się jeszcze tego samego dnia i w pośpiechu ruszałem prosto do Londynu. Nie, wróć, po drodze zawiało mnie jeszcze do Bibury, bo musiałem wybrać odpowiedni cykl na tę okazję. Teraz ściskam szczupłą dłoń pani Pinksotne i składam na jej żylastym wierzchu krótki pocałunek. Polubiliśmy się przez te kilka miesięcy; najpierw bywałem w Ognisku przynajmniej raz w tygodniu pozując do wielu obrazów powstałych w jednej z malarskich pracowni, później przychodziłem czasem także na historyczno kulturalne pogadanki, a potem było mnie coraz mniej, brak czasu nie pozwalał bywać w gnieździe Winifredy tak często jakbym chciał, ale starałem się wpadać chociaż przelotem. Ona i tak nie zapomniała. Uśmiecha się delikatnie i prowadzi mnie przez pachnący farbami korytarz, zewsząd dochodzą przyjemne dźwięki muzyki, przerywane nierównym stukotem z pracowni rzeźbiarzy. W stolicy było chujowo, ale ludzie i tak łaknęli sztuki, być może ci, którzy czerpali inspiracje z cierpienia tworzyli nawet więcej; w krwawych czasach niejednokrotnie powstawały historyczne dzieła. Pani Pinkstone idzie szybko, a mówi jeszcze szybciej. O wspaniałym artyście, który zgodził się wystawiać swoje fantastyczne obrazy w jej skromnych progach, którego ja sam za chwilę będę miał zaszczyt poznać. Później trochę o mojej sztuce, którą kiedyś jej pokazywałem oraz o tym, że szanowny lord malarz zgodził się podzielić przestrzenią wystawową z kimś z Ogniska, więc jeśli pokażę się z odpowiedniej strony to być może będę to ja, że nie jestem jedynym, którego mu przedstawia bądź zamierza przedstawić. O tym, że to może być wielka szansa. Wreszcie wchodzimy do pozornie pustej pracowni, rozglądam się wokół, dopiero po chwili dostrzegając postać stojącą po drugiej stronie i to na niej zawieszam spojrzenie. Szanowny Lord Malarz wygląda tak niepozornie. W sumie nie wiem czemu mnie to dziwi, ja przecież prezentuję się podobnie. Zanim jednak Pani Pinkstone zdąży rozłączyć usta, zanim zamkną się za nami drzwi, kolejna osoba wbiega do środka z głośnym okrzykiem między wargami. Pani Pinkstone! Młody Jones znowu nie może sobie poradzić z ożywioną rzeźbą! Znowu jest pani potrzebna, pani Winifredo! Wzdycha gniewnie i przeprasza nas, zanim zamknie za sobą ciężkie, dębowe skrzydło. Zostajemy sami, z korytarza dochodzą tylko przytłumione nuty tworzonych melodii. Wciąż wbijam spojrzenie w młodego, uśmiecham się lekko i milczę, bo nie wiem jak powinienem zacząć bez wprowadzenia tutejszej mentorki. Czy to w ogóle ja powinienem odzywać się jako pierwszy, czy może poczekać na pozwolenie?






Powrót do góry Go down
Constantine Ollivander
Constantine Ollivander

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8143-constantine-z-ollivander https://www.morsmordre.net/t8189-frida#235750 https://www.morsmordre.net/t8195-gdzie-drzewa-zdobi-srebrny-plaszcz#236026 https://www.morsmordre.net/f240-lancashire-lancaster-castle https://www.morsmordre.net/t8198-skrytka-nr-1970#236050 https://www.morsmordre.net/t8196-c-z-ollivander#236045
Zawód : malarz, ilustrator, projektant różdżek
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler

biegł zanosząc się łkaniem
uszy bolały go z zimna
biegł boso w piżamie
zając ścigany przez wilka

OPCM : 15
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 20
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

Ognisko artystyczne Empty
PisanieTemat: Re: Ognisko artystyczne   Ognisko artystyczne I_icon_minitimeYesterday at 14:54

Constantine słyszał o ognisku już wcześniej, ale jakoś nigdy nie było mu po drodze. Kiedy więc stolica upolityczniła się jeszcze bardziej niż wcześniej, naznaczając także i sztukę piętnem przepychanek u władzy młody lord Ollivander postanowił w końcu skierować tam swoje kroki. Miejsce niezależne od wpływu rządu – a na pewno bardziej niezależne niż narodowa galeria, która zaczynała Constantina odrobinę przytłaczać. O wiele lepiej czuł się w gustownych, ale nie tak przesadnie i ociężale bogatych korytarzach ogniska.
Winifreda Pinkstone osobiście wyszła przywitać go przy obrazie wejściowym i właściwie od razu zaczęła mówić, ledwie zdążył się skłonić w powitaniu. Głos tej kobiety był jednak przyjemny, zdawał się miękki jak czerpany papier i idealnie zbalansowany kolorystycznie, mocne tony cyklamenu równoważąc nutami cukierkowego różu. Opowiadała mu o historii tego miejsca, co wiązało się także z opowiedzeniem młodemu malarzowi poniekąd historii swojego życia. I chociaż było w tej opowieści parę skomplikowanych supłów fabularnych to młody lord słuchał z zainteresowaniem, odpowiadając uprzejmie czy dopytując czasem o rozwianie wątpliwości w pewnych kwestiach. Został oprowadzony po wszystkich pracowniach i przedstawiony każdemu aktualnie przebywającemu w nich adeptowi sztuk pięknych.
Kwestie wystawy zaczęli omawiać jednak niezwłocznie kiedy znaleźli się w pustej pracowni. Widać było, ze Winifredzie zależy na pozyskanie Ollivandera do grona malarzy, których prace gościły w ognisku. Niewątpliwie nadałoby to nieco więcej rozpoznania wśród obracających się w światku sztuki person. Młodemu malarzowi zaś w ogóle nie szkodziła współpraca z panią Pinkstone: była przyjemnym tchnięciem świeżego powietrza w jego dość utarte w tej chwili miejsca wystawowe. Dość prędko dwójka czarodziejów doszła jednak do wniosku, że chcieliby, aby wystawa była wydarzeniem unikalnym i zależnym od tego, z kim Ollivanderowi przyjdzie współpracować. Constantine miał więc spędzić w ognisku cały dzień i poznać po kolei każdego z malarzy związanych z ogniskiem, których wytypowała Winifreda.
W międzyczasie od jednej wizyty do drugiej młody lord wyciągnął szkicownik i akwarelowe kredki, z którymi nie rozstawał się tak samo jak ze swoją różdżką. Zaczął wsłuchiwać się w dochodzące go zza ścian dźwięki, starając się podzielić zaplątane kolory w jego głowie i przelać je na kartkę, tworząc barwny, dźwiękowy portret ogniska na papierze. Kolorowe sztyfty sunęły po lekko chropowatej powierzchni kartki, zostawiając za sobą barwne ślady, lecz nowy kolor wkradający się pomiędzy monotonię stukotu dłut oznajmił mu, że ktoś się zbliża. Odłożył więc szkicownik i wstał, a kiedy drzwi się otworzyły ujrzał w nich nową personę. Rozszerzył delikatny, zamyślony uśmiech w odpowiedzi na gest czarodzieja, po czym podszedł bliżej i z lordowską gracją – choć ta w wykonaniu młodego malarza wciąż była o wiele żywsza i bardziej energiczna niż u starszych arystokratów – wyciągnął dłoń.
Constantine Ollivander – przedstawił się, celowo pomijając sir. – Pan Bojczuk, jak mniemam? Słyszałem, że jest pan rozchwytywanym człowiekiem – zapytał, przypatrując się Johnatanowi z zaciekawieniem: chciał dowiedzieć się, jakimi kolorami mówił. Jeżeli byli w stanie się dogadać to to był pierwszy test.





speak to me in colours
Powrót do góry Go down
Johnatan Bojczuk
Johnatan Bojczuk

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5318-johnatan-bojczuk https://www.morsmordre.net/t5328-majtek#119230 https://www.morsmordre.net/t5329-ahoj-przygodo#119234 https://www.morsmordre.net/f167-gloucestershire-okolice-bibury https://www.morsmordre.net/t7231-skrytka-bankowa-nr-1332 https://www.morsmordre.net/t5516-johnatan-bojczuk
Zawód : maluje, kantuje, baluje
Wiek : 25
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
powiedz mi
o co ci w ogóle chodzi
powiedz mi
po ci te kombinacje
nie musimy się katować
nienormalną sytuacją
nauczymy się kochać
przestaniemy się bać
OPCM : 3
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 24*
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Ognisko artystyczne Empty
PisanieTemat: Re: Ognisko artystyczne   Ognisko artystyczne I_icon_minitimeYesterday at 16:01

Przyglądam się chłopakowi z niekrytym zainteresowaniem, tym bardziej intensywnym, kiedy się odzywa i wyciąga w moim kierunku swoją szczupłą, lordowską dłoń. Nie umyka mojej uwadze fakt, że darował sobie te wszystkie (w moim mniemaniu) niepotrzebne tytuły; a to z kolei sprawia, że już na wstępie mogę podejrzewać, że uda nam się dogadać. Nie wydaje się być jednym z tych arystokratów, którzy (mówiąc kolokwialnie) wyżej srają niż dupsko mają. Dlatego uśmiecham się szerzej, ściskając lekko wyciągnięta rękę i równie delikatnie nią potrząsając. Miał szlacheckie dłonie, które pewnie nigdy nie zaznały ciężkiej pracy, moje ostatnio też zrobiły się delikatniejsze, ale wciąż nosiły niewielkie ślady przypominające o tym, że na statkach nie sposób się obijać, albo raczej, że ten kto chce to robić, nie dostaje swojej doli.
- Johnatan Bojczuk, jeśli nie ma Pan nic przeciwko, sir, możemy od razu darować sobie panowanie i przejść na ty - mówię, delikatnie kiwnąwszy przy tym łbem. Chyba nie odważyłbym się zaproponować tego komuś innemu, ale młody Ollivander nie wyglądał na kogoś, kogo miałaby urazić taką propozycja. Albo tak dobrze się maskował - Rozumiem, że pani Pinkstone zdążyła już panu co nieco o mnie powiedzieć - śmieję się - rozchwytywanym to chyba za dużo powiedziane, po prostu, hm, pracuję nad kilkoma większymi i mniejszymi projektami, ot, cała tajemnica - kiwam głową, niespiesznie posuwając się dalej wgłąb sali, gdzie przy jednej z rozłożonych sztalug zostawiam swoją magiczną torbę. Upchane tam klamoty obijają się o siebie nawzajem z cichym, aczkolwiek wyraźnym klekotem - Widziałem pana obrazy w Galerii Narodowej, naprawdę wspaniałe, chylę czoła przed pańskim kunsztem - mówię, dla potwierdzenia faktycznie skłaniając nieznacznie głowę; może trochę po to, żeby połechtać wrażliwe na komplementy ego artysty, ale z drugiej strony, nawet pomimo mojego zamiłowania do sztuk mniej klasycznych, musiałbym być kompletnym ignorantem żeby nie docenić perfekcyjnie wypracowanego warsztatu. Zresztą było w tych obrazach coś, co naprawdę chwytało za serce, coś co zachwycało, coś co sprawiało, że w pierwszym zetknięciu z płótnami, pozazdrościłem twórcy talentu. Teraz stał przede mną, taki... normalny i po prostu ludzki, kompletnie nie tak wyobrażałem sobie kogoś o takich umiejętnościach; szczerze? Wtedy tam, w galerii, miałem wrażenie, że patrzę na sztukę kogoś, kto całe życie poświęcił na ślęczenie nad płótnem, a tu proszę! Niektórzy najwidoczniej rodzili się z naturalnym talentem - Pewnie chciałby pan zobaczyć jakieś moje prace? - no zdziwiłbym się gdyby zaprzeczył, to było raczej pytanie retoryczne, takie, które musiało paść zanim zacznę wyciągać z wnętrza torby kolejne obrazy, te mniej i bardziej awangardowe.






Powrót do góry Go down
Constantine Ollivander
Constantine Ollivander

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8143-constantine-z-ollivander https://www.morsmordre.net/t8189-frida#235750 https://www.morsmordre.net/t8195-gdzie-drzewa-zdobi-srebrny-plaszcz#236026 https://www.morsmordre.net/f240-lancashire-lancaster-castle https://www.morsmordre.net/t8198-skrytka-nr-1970#236050 https://www.morsmordre.net/t8196-c-z-ollivander#236045
Zawód : malarz, ilustrator, projektant różdżek
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler

biegł zanosząc się łkaniem
uszy bolały go z zimna
biegł boso w piżamie
zając ścigany przez wilka

OPCM : 15
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 20
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

Ognisko artystyczne Empty
PisanieTemat: Re: Ognisko artystyczne   Ognisko artystyczne I_icon_minitimeToday at 12:48

Constantine miał dziś na sobie lekkie szaty w brzoskwiniowym kolorze i koszulę w poziomkowej barwie, lecz przy każdym ruchu drogi materiał w jego umyśle uporczywie rozbrzmiewał delikatnymi, seledynowymi tonami.
Skądże, to wiele ułatwi – przystał na propozycję Bojczuka odnośnie tytulatury, skinąwszy przy tym głową. Jego twarz wciąż zdobił cień zamyślonego uśmiechu, pod którym trwała zainteresowana analiza tego, co słyszał. Głos Johnatana przypominał w swojej strukturze niewypolerowane drewno, a zmysły Ollivandera zdobił ochrą i pompejańskim różem. Tak, to wyglądało obiecująco. Oby nie okazało się zwodnicze – choć tak naprawdę jak na razie podejście Bojczuka było najmniej niezręczne dla Constantina: swobodne i przyjazne. Nie było w nim chorobliwie daleko posuniętej rezerwy ani speszenia.
Kostek przechylił delikatnie głowę, wyginając wyżej kąciki ust w miarę, jak drugi malarz mu odpowiadał. Tak, to ten uśmiech był tym, co odróżniało Ollivandera od jego starszego brata: Kostek po prostu nie miał litości dla wszystkich w swoim otoczeniu i po prostu lubił się do ludzi uśmiechać.
Mogę zapytać, jakie to projekty? – zadał szczerze zaciekawione pytanie, dłonie splatając za plecami. Zabierając ręce z widoku Bojczuka delikatnie poruszył palcami, z zaciekawieniem odtwarzając wrażenie uściśnięcia dłoni. Ciekawe. Jak na artystę, bardzo ciekawe – kiedyś o to zapyta. Być może.
Na wspomnienie wystawy w Galerii Narodowej Constantine skłonił nieco głowę, przyjmując komplement z idealnie wyuczoną manierą.
Dziękuję. To był doprawdy wielki zaszczyt, muszę przyznać. Fakt, że moimi dziełami zainteresowała się takiego formatu instytucja był ogromnym wyróżnieniem, przecież nie brak w Anglii zdolnych malarzy – powiedział, poważniejąc. Na zawołanie i bez uprzedzenia był w stanie wymienić przynajmniej trzy inne osoby o większym dorobku niż jego, które zasługiwały na wystawę w Narodowej. – Ale właśnie, dość o mnie. Bardzo chętnie obejrzę twoje płótna, Johnatanie – nieco energiczniej skinął głową, po czym podszedł do przyniesionego przez siebie magicznego pokrowca, aktualnie stojącego w kącie. – Przyniosłem też trochę moich ostatnich obrazów, ostatnio nieco więcej ilustrowałem. Głównie bajki dla dzieci, co w sumie nieco zainspirowało mnie do stworzenia wystawy nieco bardziej onirycznej, oderwanej od rzeczywistości – oznajmił, zaczynając wyciągać swoje prace i machnięciem różdżki posłał je na ściany. Ollivander ogarnął wzrokiem swoje twory, ale niespodziewanie jego wyraz twarzy się zasępił. Westchnął ciężko widząc, że skrzatka niechcący spakowała jeden z jego prywatnych obrazów, który składał się z różnokolorowych plam i wstęg odzwierciedlających jego synestetyczne wrażenia słuchowe.
To nie miało się tu znaleźć, proszę wybaczyć – powiedział i machnął ręką, zabierając się do ściągania niepotrzebnego płótna.





speak to me in colours
Powrót do góry Go down
 

Ognisko artystyczne

Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dalsze dzielnice :: London Borough of Bexley-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-20