Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Pokój gościnny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Pokój gościnny Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Pokój gościnny Empty
PisanieTemat: Pokój gościnny   Pokój gościnny I_icon_minitime06.08.17 18:38

Pokój gościnny

W willi z rzadka pojawiali się goście z zewnątrz, pokoje gościnne zajmowały głównie młode Rosierówny - widać to zarówno po wystroju, jak i pozostawionych tutaj drobiazgach. Szmaragdowe ściany odcinają się od jasnej podłogi, ocieplonej porozrzucanymi białymi futrami, a w subtelnych szafach zdobionych na francuską modłę wisiały ubrania, suknie, koszule nocne i szaty, szyte z najlepszych materiałów dla młodych arystokratek. Na drobnej toaletce błyszczały flakoniki, ręczne lusterka i srebrne grzebienie, szkatułki ze skromną, ale cenną biżuterią rodową. W sąsiadującej alkowie znajduje się wygodne, miękkie łóżko zakryte eleganckim baldachem.


Powrót do góry Go down
Deirdre Mericourt
Deirdre Mericourt

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
Zawód : kochanica nestora, westalka Fantasmagorii
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
you should see me in a crown
your silence is my favorite sound
watch me make 'em bow
one by one
OPCM : 40
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 48
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica
And their hope grew with a hunger to live unlike before

Pokój gościnny Empty
PisanieTemat: Re: Pokój gościnny   Pokój gościnny I_icon_minitime01.12.18 14:17

| wrzesień

Ostatnie dwa tygodnie stały się dla Deirdre metaforycznym powrotem do szkoły, ponownym odwiedzeniem nieco zapomnianych korytarzy umysłu, chłonącego nowe informacje z intensywnością wygłodniałej bestii, zatapiającej kły w soczystym kawale świeżego mięsa. Zatrudnienie w Fantasmagorii nie tylko dało jej szansę rozpoczęcia całkiem nowego życia - otworzyło także zatrzaśnięte od kilku lat drzwi, prowadzące do prawdziwego potencjału jej wiecznie nienasyconego umysłu. Słaba fizycznie, zastraszona, zamknięta w kieracie wykorzystywań i upokorzeń, porzuciła to, co kochała najbardziej. Naukę, księgi, własny rozwój; ograniczyła swe zdolności do niezbędnego minimum, robiąc wyłącznie to, co niezbędne do przetrwania. Skamieniała, zastygła w bezruchu, z zagryzionymi wargami przeczekując najgorszy okres w nadziei na to, że znów stanie się sobą.
Lub kimś zupełnie innym, nieskażonym, wolnym. Przybranie nowego nazwiska, choć niespodziewane i nie wiążące się jedynie z czystą radością, uświadomiło Deirdre kolejne braki w swym wykształceniu - a także w przybieranej masce. Tristan nie wypierał jej pochodzenia, zamierzał je podkreślić, wykorzystać do własnych celów; wzbogacić artystyczne centrum o orientalny powiew, tak uwielbiany przez specyficzną śmietankę towarzyską. Tym razem nie miała być jednak wyłącznie pozłotkiem, przykrywką, fantazją erotyczną nie potrzebującą głębszej rozbudowy; musiała wrócić do swych korzeni, nie z nostalgii a w wyniku chłodnej kalkulacji. Ostatnie ciężkie miesiące sprawiły, że zapomniała o swym ojczystym języku. Pod koniec kariery w Wenus nie używała go już prawie wcale, spotykając się ze znanymi sobie klientami, nie potrzebującymi już dodatkowych bodźców - a później tym bardziej nie miała czasu, by powrócić do lektur i odświeżyć język, którym posługiwała się w domu podczas rozmów z matką.
Musiała wrócić do chociaż szczątkowej biegłości - nie powinno być to aż tak trudne, gdzieś w pamięci posiadała przecież ugruntowaną bazę, ziarno zasiane tam w czasie najmłodszych lat. Matka pielęgnowała w niej pamięć o ich historii, pełna nostalgii za krajem magicznych smoków, potężnych cesarzy i wyjątkowej, orientalnej magii. Na każde urodziny darowała swej córce jedną księgę, ważną dla legend i mitów upadłego już cesarstwa; czytała o baśniach i historii, zaznajamiając się z językiem. Nauczyła się także pisać, kaligrafowane wzory w pewnym momencie życia były dla niej łatwiejsze niż zbite litery angielskich słów. Baza wiedzy ciągle znajdowała się w jej umyśle, musiała ją jednak wydobyć spod kurzu, sprawić, by znów zalśniła.
Już pierwszego wieczoru powróciła do swych lektur - nie posiadała dawnych woluminów, lecz biblioteczka Corentina zawierała kilka tomów dotyczących egzotycznych smoków. Czytanie o ogniomiotach nie tylko pozwalało jej w pewien sposób znaleźć się bliżej Tristana, ale przede wszystkim umożliwiło odświeżenie języka. Pierwsze popołudnia, spędzone na wodzeniu palcami po orientalnych znakach. Wiedziała, że było ich prawie kilka tysięcy, że ma do czynienia z językiem złożonym semantycznie, posiadającym wiele znaczeń, ale instynktownie potrafiła rozpoznać te najprostsze. Nauka z książeczką dla dzieci byłaby łatwiejsza, ale lubiła stawiać przed sobą wysokie wymagania. Spędzała nad pergaminami długie godziny, powoli przypominając sobie podstawy logograficznego pisma. Czytała na głos, pracując nad brzmieniem tomu i odpowiednim akcentem, niezwykle ważnym podczas wypowiedzi. W lusterku w złotej ramie sprawdzała poprawność wymowy, czasem wystarczyło lekko przesunąć język, by osiągnąć odpowiednie brzmienie.
Najefektywniej uczyło się jej w całkowitej ciszy - zaszywała się w pokoju gościnnym, oddalonym najbardziej zarówno od szumu morza, jak i deszczu uderzającego o dach; odcinała się od rzeczywistości na prawie całe, wolne dni, przerzucając kolejne strony woluminów. Zdołała zdobyć także kilka ksiąg z biblioteki baletu - czytanie o dalekowschodniej muzyce i orientalnych inspiracjach baletowych mistrzów czyniło przypominanie języka przyjemniejszym. Każdy piktogram miał swoje znaczenie - śledzenie ich przypominało rozwiązywanie kiedyś już odgadniętej zagadki; 人 oznaczało człowieka, 雨 deszcz a 日 słońce. Gdy już przypomniała sobie podstawowy zasób słów, łatwiej było jej podążać dalej tą ścieżką. Z konkretnych i często jednoznacznych piktogramów przenosiła się do ideogramów, opisujących pojęcia trudniejsze do dotknięcia, także liczby i kwestie bardziej abstrakcyjne. To tu znajdowała się skomplikowana magia, ale także numeracja i przymiotniki opisujące przestrzeń. Znaczek oznaczający wklęsłość mylił się jej z wypukłością, ale po kilku dniach potrafiła już rozróżnić je bez większych trudności. Zaczęła też używać krótkich formułek w codziennych obowiązkach w Fantasmagorii oraz wplatała piktogramy w listowne odpowiedzi. Wymowa szła jej coraz lepiej, mówiła śpiewnie, zdając sobie sprawę z tego, że brzmi bardzo podobnie do swojej matki - pisała natomiast mniej chwiejnie, bez artystycznego zacięcia. Lata pracy w Ministerstwie uczyniły ruchy jej dłoni szybkimi; niejednokrotnie kaligrafowane sylaby zlewały się w jedno, utrudniając zrozumienie zapisków, ale ćwiczyła przytrzymywanie pędzelka oraz pióra wręcz do bólu dłoni, w końcu opanowując odpowiednie ustawienie palców.
Uczyła się jednak dalej, każdego popołudnia przypominając sobie coraz więcej. Dotarła już do poziomu rozumienia huìyìzì, znaków bardziej złożonych, składających się z kilku innych znaków prostych. Medycyna, wykaligrafowana jako 醫, od razu skojarzyła się jej z Cassandrą: znaki układały się w kolejności strzała, dzida i butelka. Wypowiadała te monosylaby z namaszczeniem, coraz pewnej czując się w języku swej matki - i swych nigdy niepoznanych przodków, żyjących w kraju, który z każdym rokiem pamiętała coraz słabiej. Pod koniec tygodni intensywnej nauki rozumiała już także piktofonogramy, najpopularniejsze i najczęściej wykorzystywane w języku chińskim. Element ziemi, 土, pojawiał się w takich słowach jak grobowiec 墓, a także granica 境. Bez problemu przywołała także swe pierwsze dni spędzone w Wenus, gdy posługiwała się, zarówno w mowie jak i w piśmie, wulgaryzmami, będącymi w języku mandaryńskim tabu. Niewinny znak ptaka, 鸟, oznaczał męskiego członka - często do tego obrazka dodawano określenia dotyczące rozmiaru. Wielki jak góra, twardy jak głaz, zachwycający jak zachodzące za morzami słońce - irytowało ją, z jaką łatwością posługiwała się tymi określonymi frazami, które widocznie najmocniej zapadły jej w pamięć. Wszelkie jaspisowe wrota, kwiaty piwonii i berła światła wymawiała z prawie idealnym akcentem, zapisując je także bez większych problemów.
Z czasem powróciła jednak do słów bardziej przydatnych w jej nowym zawodzie. Najpilniej uczyła się znaków dotyczących muzyki, baletu, teatru; poszczególnych dźwięków. Nie zapominała także o pięknie i sztuce łagodnej, wręcz - w pewnych aspektach - tantrycznej konwersacji, odgadywania pragnień, prowadzenia rozmowy tak, by płynęła swobodnie, nieprzerywana zawahaniem lub nerwowym poszukiwaniem odpowiednich słów. Przygotowała sobie kilka scenariuszy rozmówek, na razie zamierzając bazować na znanych tematach, z czasem planując rozwinąć swoje umiejętności. Najważniejsze, że coraz pewniej czuła się w języku chińskim, w jego brzmieniu, w melodii składanych zdań. Kaligrafia szła jej nieco słabiej, potrafiła już jednak rozczytać większość orientalnych piktogramów oraz - co najważniejsze w jej retorycznym zawodzie - posługiwać się na podstawowym poziomie językiem mówionym. Zdolności aktorskie pomagały zachować kamienną twarz przy drobnych potknięciach; szczęśliwie sądziła, że mało kto będzie rozumiał co właściwie mówi i wystarczy wyglądać na pewną siebie, by nie dać po sobie poznać dopiero niedawno odświeżonej wiedzy na temat obcego języka. Pomimo zapoznania się z podstawowym zakresem słów, nie osiadała na laurach; każdego dnia starała się przeczytać coś więcej, zapamiętać nowy znak, kaligrafować go z większą precyzją i wplatać w konwersacje, by w pełni oswoić się z językiem, którym posługiwała się jako dziecko podczas rozmów z matką. Postanowiła nawet - bez emocji, w celach czysto naukowych - nakreślić długi list do dawno niewidzianej rodziny, posługując się wyłącznie pismem logograficznym. Zajęło jej to całe długie i dość męczące popołudnie, ale gdy kilka dni później otrzymała odpowiedź, pozbawioną surowszej krytyki jej błędów lub słowotwórczych pomyłek, poczuła się znacznie swobodniej. Wiedziała, że to dopiero początek doskonalenia swych językowych zdolności, ale przynajmniej nie musiała zaczynać od zera, całkiem dobrze orientując się w nowym-starym języku. Zamierzała kontynuować naukę i wykorzystywanie swego pochodzenia w pracy. Zamierzała jak najlepiej reprezentować Fantasmagorię i wykorzystać daną jej szansę do ostatniej kropli - jako egzotyczna mediatorka i wyrafinowana rozmówczyni, czyniąca pobyt w balecie wyjątkowym, orientalnym doświadczeniem.

| zt




there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Powrót do góry Go down
Deirdre Mericourt
Deirdre Mericourt

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
Zawód : kochanica nestora, westalka Fantasmagorii
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
you should see me in a crown
your silence is my favorite sound
watch me make 'em bow
one by one
OPCM : 40
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 48
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica
And their hope grew with a hunger to live unlike before

Pokój gościnny Empty
PisanieTemat: Re: Pokój gościnny   Pokój gościnny I_icon_minitime08.09.19 13:26

| 7 lutego

Z każdym dniem czuła się silniejsza, a wypijane regularnie eliksiry przywracały powoli pełnię sprawności - ciągle jeszcze nie opuszczała Wyspy Sheppey na dłużej niż dosłownie kilka godzin, a i te podróże kosztowały ją wiele energii. Blizna powoli się zasklepiała, a gorejąca czerwień rany zastępował powoli srebrzysty łuk, wieńczący podbrzusze, lecz Deirdre tęskniła za swoim ciałem. Nienaruszonym, własnym, nieprzejętym ani przez rzeszę mężczyzn ani przez stworzone przez nich potomstwo, rozpościerające się beztrosko pod sercem. Dzięki długim spacerom smuklała, a karmienie niemowląt przyśpieszało powrót do zwykłej sylwetki, lecz nie wąskiej talii pragnęła najmocniej. Chciała już wyfrunąć z domu, zachłysnąć się prawdziwym życiem, znów stać się w pełni przydatna, wręcz niezbędna dla sprawy, której poświęciła całe swoje życie. A do takiego powrotu potrzebowała informacji. Tristan zjawiał się w Białej Willi rzadko, rozumiała to - nawet jeśli tęsknota wprawiała ją w dyskomfort - a listownie nie ośmielała się poruszać ważnych kwestii z innymi Rycerzami Walpurgii. Niedawne odwiedziny Ramseya dały jej wiele do myślenia, pozwalając choć odrobinę nadrobić stracony czas, nie zaspokoiły jednak pełni ciekawości. Dlatego też zaprosiła Ignatiusa na Wyspę Sheppey.
Rozważała wystosowanie zaproszenia dość długo; to miejsce było intymne, kameralne, otoczone tajemnicą i silnymi zaklęciami ochronnymi. Nie chciała, by o jego istnieniu wiedziało zbyt wiele osób, ale Mulciber nosił na przedramieniu Mroczny Znak i nigdy nie ośmieliłby się wykorzystać tej informacji przeciw niej. Zdecydowała w końcu, że to jedyne rozwiązanie; na razie nie mogła wypuszczać się gdzieś dalej, a chciała zorientować się w sytuacji najstarszego Śmierciożercy. Przekazała mu więc listownie niezbędne koordynaty, a później wysłała do miasteczka Agathę, by sprowadziła mężczyznę do Białej Willi. Tylko tak mógł przekroczyć bezpiecznie zaklęcia ochronne, pozwalające mu w końcu dostrzec imponujący dom, skryty za zaśnieżonymi drzewami. Machinalnie żałowała, że nie może zobaczyć tego miejsca w pełni chwały; otoczonego zielonym ogrodem, prastarymi drzewami i krzewami najpiękniejszych róż - czyżby irracjonalnie chciała pochwalić się miejscem, które nawet nie należało do niej? Szybko wyzbyła się podobnych myśli, miała zamiar zaprezentować się przed Ignatiusem w nienagannym stanie. Ubrala więc czarną, prostą suknię, postanawiając rozpuścić włosy - na krótko przed odwiedzinami nakarmiła także dzieci, przykazując skrzatce, by nie przynosiła ich do pokoju gościnnego. Na razie jedynego nieskażonego dziećmi; nie chciała ich ukrywać, winna była współtowarzyszom posługi u Czarnego Pana szczerość, lecz nie mogła pozwolić na to, by rola matki zepchnęła ją w hierarchii choć odrobinę niżej. Zapracowała na to miejsce, na zaufanie, jakim się cieszyła - dlatego też witała Mulcibera w progach Białej Willi z odpowiednią mieszanką dumy i gościnności, prowadząc go w milczeniu przez wyłożone marmurem korytarze do pokoju gościnnego.
- Tu będziemy mogli porozmawiać bez przeszkód - powiedziała spokojnie, wskazując mu miejsce w fotelu od oknem, z widokiem na wzburzone,mroźne morze oraz zaśnieżony brzeg. Sama zasiadła naprzeciwko, ostrożnie, by nie rozerwać rany po cesarskim cięciu, która ciągle pulsowała tępym bólem. Skupiała się jednak wyłącznie na Mulciberze; wbiła w niego intensywne spojrzenie, bez mrugnięcia badając pooraną zmarszczkami twarz. Obydwoje się zmienili, on także, lecz była ciekawa historii czarodzieja. - A więc, opowiesz mi o swojej niedyspozycji? - zagadnęła spokojnie, bez pretensji czy urazy; skoro Czarny Pan dał Ignatiusowi drugą szansę, ona także zamierzała z wyrozumiałością podejść do krętych kolei losu, które były przyczyną nieobecności czarnoksiężnika. Wygodniej oparła się o fotel, lekkim gestem dłoni wskazując na zastawiony przekąskami oraz napojami stolik kawowy - Prymulka spisała się doskonale, jak zawsze - w geście zaproszenia. Zastanawiała się, czy Ignacy wiedział, gdzie się znajdował i do kogo należały imponujace włości, ale nie zamierzała sama z siebie wychodzić z wyjaśnieniami. - Dobrze, że wróciłeś. Czarny Pan nie jest zadowolony - Zakon Feniksa rośnie w siłę - powiedziała ze stalowym spokojem, odgarniając dłuższe niż kiedykolwiek włosy na bok, tak, by nie przesłaniały widoku na siwowłosego czarodzieja. Powracającego z martwych niczym niezwykle zdolny inferius.




there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Powrót do góry Go down
Ignotus Mulciber
Ignotus Mulciber

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1112-ignotus-mulciber https://www.morsmordre.net/t1438-listy-ignacego-vitkowskiego#12506 https://www.morsmordre.net/t1377-ignasiowo-vitkowe#10929 https://www.morsmordre.net/f272-smiertelny-nokturn-34-2 https://www.morsmordre.net/t4270-skrytka-bankowa-nr-324 https://www.morsmordre.net/t4143-ignotus-mulciber#82512
Zawód : pośrednik nielegalnych transakcji
Wiek : 51
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
You’ll find my crown on the head of a creature
And my name on the lips of the dead
OPCM : 14
UROKI : 16
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 35
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej
pozdrawiam i wielbię mój wiek, mego stwórcę i mistrza

Pokój gościnny Empty
PisanieTemat: Re: Pokój gościnny   Pokój gościnny I_icon_minitime14.09.19 2:32

Jednym z koniecznych elementów mojej powrotnej pokuty było wytłumaczenie się z długiej nieobecności. Nie narzekałem na tę przykrą konieczność, choć z czasem stała się nudna w swojej uciążliwości. Nie lubiłem przyznawać się do swoich słabości i mówić o rzeczach, które ich dotyczyły, a tym właśnie ostatecznie był mój wyjazd - ucieczką przed tym, z czym nie dawałem sobie rady. Każde moje kolejne tłumaczenie się było krótsze, bardziej skondensowane i skupione na istotnych szczegółach. Dochodziłem do perfekcji w opisywaniu ostatnich miesięcy mojego życia w jak najmniejszej ilości słów. Musiałem wytłumaczyć się jeszcze tylko przed Deirdre. A może nawet nie musiałem - mój wyjazd nie był tajemnicą, a powody wyjawiłem w trakcie spotkania Rycerzy Walpurgii, na którym mogła albo być, albo zasięgnąć odpowiedniej informacji u tych obecnych. Nie musiałem więc, ale wciąż chciałem mieć pewność, że usłyszy te słowa ode mnie, nie od kogoś innego. Nie dlatego nawet, że nie ufałem posłańcom. Wychodziłem jednak z założenia, że Śmierciożercy, jeśli mieli być gotowi walczyć ramię w ramię, ryzykować swoje życie obok siebie, ufać, że będą pilnować swoich pleców, zasługiwali też na gesty szacunku, które taką pewność miały zbudować. Przeszedłem z Deirdre przez Azkaban, byliśmy tam razem, widząc siebie wzajemnie mierzących się z naszymi koszmarami. Winien jej byłem więc osobiste wyjaśnienie, nawet jeśli nie istniał żaden zewnętrzny przymus, który by mi to nakazywał. Był tylko ten wewnętrzny, związany nieodzownie z moim wyobrażeniem na temat kultury i odpowiedniego wyrażenia szacunku.
Pojawiłem się o wyznaczonej porze na miejskim placu wyczekując na Agathę. Sporo się zmieniło w trakcie mojej nieobecności, odniosłem wrażenie. Deirdre wcześniej nie miała służki. Choć nigdy nie byliśmy ze sobą zbyt blisko, więc nie roztrząsałem tej kwestii zanadto. Z uznaniem spoglądałem na gustownie urządzony dom, nie mogąc jednak oprzeć się wrażeniu, że jest w nim coś znajomego, choć z pewnością wcześniej go nie odwiedziłem. Myśl, że Śmierciożerczyni najwyraźniej wiodło się dobrze, wywołała we mnie pewne pozytywne uczucie akceptacji, jednak nie zamierzałem wkraczać w jej prywatną przestrzeń zanadto, miała do niej prawo, a ja byłem tylko gościem.
- Witaj, Deirdre - półuśmiech przemknął przez moje usta wraz z powitaniem. Wyglądała na zdrową i w dobrej formie. Ciemna suknia i rozpuszczone włosy nie wzbudzały we mnie żadnych podejrzeń, choć wcale się ich odnaleźć nie spodziewałem. Wierzyłem jej na słowo, że nie musiałem martwić się jej nieobecnością na spotkaniu. Podążyłem w milczeniu za gospodynią, kątem oka wyłapując kolejne, obce, choć dziwnie znajome elementy domu. Zająłem wskazane miejsce, wpatrując się przez okno w zaśnieżony krajobraz. Nie odpowiedziałem od raz na jej zapewnienie. Nalałem do stojącej na stoliku filiżanki nieco herbaty i upiłem łyk, zwilżając gardło.
- Nie wiem, na ile orientujesz się w klątwach Deirdre - ja ostatnio coraz więcej - więc powiedz, proszę, ile informacji będziesz potrzebowała. Padłem ofiarą jednej z nich - klątwy opętania. Dość... paskudnej. Wyjechałem, żeby mieć pewność, że nie będę stanowić dla nikogo zagrożenia. Wróciłem, gdy się z nią uporałem.
Znowu upiłem herbatę rozsiadając się nieco bardziej w fotelu, czekając na pytania, które miały z pewnością paść. Nie lubiłem snuć opowieści o sobie, o mroźnych, syberyjskich nocach, w trakcie których wyczerpany leżałem w śnieżnej zamieci, z rozgrzaną od zaklęć różdżką w przemarzniętej dłoni. Nie miałem jednak nic przeciwko odpowiadaniu na pytania, które pozwolą skupić mi się na tych aspektach, które Deirdre naprawdę interesowały.
- Widziałem - odparłem głucho, wpatrując się w widok za oknem. - Zakończenie anomalii? - Wróciłem wzrokiem do kobiety, ze zwyczajowo nieprzeniknionym wyrazem twarzy. Zastanawiałem się, nie dbając o zachowywanie pozorów emocji na swojej twarzy. - Arthur, Freya i Marianna najlepiej mogą zaświadczyć o złości naszego Pana - dzień ich śmierci wciąż powodował rozchodzenie się nieprzyjemnego, zimnego dreszczu po moim kręgosłupie. To była wściekłość, do jakiej zdolny jest tylko Lord Voldemort, i której nikt nie chciałby oglądać. Byłem pewien, że Deirdre zrozumie. Równie dobrze, co i ja wiedziała, komu służyliśmy. Mogłem więc czuć jedynie ulgę, że nie ja zostałem świadectwem złości stając przed Nim po powrocie do Anglii, niczym syn marnotrawny.




And I find it kinda funny, I find it kinda sad
The dreams in which I'm dying
are the best I've ever had
Powrót do góry Go down
Deirdre Mericourt
Deirdre Mericourt

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
Zawód : kochanica nestora, westalka Fantasmagorii
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
you should see me in a crown
your silence is my favorite sound
watch me make 'em bow
one by one
OPCM : 40
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 48
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica
And their hope grew with a hunger to live unlike before

Pokój gościnny Empty
PisanieTemat: Re: Pokój gościnny   Pokój gościnny I_icon_minitime16.09.19 12:26

Najchętniej zwinęłaby się na fotelu w ulubionej pozycji, z nogą podciągnietą pod brodę, lecz musiała pożegnać się z tym kocim dopasowaniem do eleganckich siedzisk - blizna po krwawym wyjęciu na świat bliźniąt zagoiła się, lecz dalej bolała, a przestrogi Cassandry dotyczące powrotu do pełnej zwinności, brała sobie głęboko do serca, powstrzymując się od fizycznych szaleństw. Musiała dać ciału czas, wykazać się cierpliwością i tkliwością wobec samej siebie, nawet jeśli najchętniej od razu wróciłaby w sam środek działań. Osłabiony organizm, rozchwiany hormonami karmiącymi ciągle obcy instynkt macierzyński, nie nadążał za pragnieniami umysłu stęsknionego za szaleństwem czarnej magii. Tak bardzo chciała znów zacisnąć ręce na zitanowej różdżce, pozwolić mrocznym mocom poprowadzić się ku potędze, nadrobić czas letargu - mimo wszystko nie uznawała go za stracony, pogłębiła swą teoretyczną wiedzę, zgłębiając prastare woluminy, pozwalające sięgnąć po zapomniane inktantacje oraz przykryte krwawą rdzą okrucieństwa. Wyczuwała, że wraz z nadchodzącą wiosną i w nią wślizgnie się nowe życie, zbawienna nadzieja, szersze możliwości działania. Także tego podejmowanego u boku rycerza marnotrawnego, który powrócił z wygnania.
Niewiele się zmienił, przynajmniej pozornie: Deirdre przyglądała mu się z nienachalną uwagą, nie dając po sobie poznać uczuć wywołanych informacją o klatwie. Słuchała ze spokojem, lekko marszcząc brwi; nie takiej odpowiedzi się spodziewała, a poruszany przez Ignotusa temat był dla niej zupełnie obcy. - Niestety, niewiele wiem o tej dziedzinie magii - przyznała nie bez drobnej irytacji na samą siebie: powinna posiadać choć podstawową wiedzę na temat run oraz mocy zamkniętej w przeklętej krwi lub lśniących przedmiotach. - Kto skazał cię na tę klątwę? W jakich okolicznościach? - spytała bez zawstydzenia; chciała wiedzieć. Czyżby w ich otoczeniu znajdował się kolejny zdrajca? A może jakiś zaginiony czarnoksiężnik z Nokturnu wziął na cel wprowadzanie w szeregi Rycerzy Walpurgii zatrutej magii? Nie podobało się jej to, poprawiła się lekko na fotelu. - I czym się charakteryzowała? - kontynuowała w zastanoweniu, spoglądając prosto w oczy Ignotusa. Martwiła się o niego, o to, jak klątwa mogła wpłynąć na działania organizacji, lecz wierzyła, że Mulciber zrobił wszystko, by zminimalizować zagrożenie. Odsunięcie się w cień, wyjazd gdzieś daleko, zniknięcie bez słowa mogły być jedynym rozwiązaniem. Tymczasowym, wszak z Czarnym Panem wiązała go przysięga silniejsza od śmierci.
Przez dłuższą chwilę milczała, nie sięgając ani po herbatę w drogiej filiżance ani o przysmaki i przekąski, kusząco ułożone na półmiskach. Wiedziała już o śmierci trojga Rycerzy, ale nie znała szczegółów. - Jak to się stało? - spytała znów, świadoma, że natłok pytań może przypominać przesłuchanie. Łagodziła jednak to wrażenie neutralnym, łagodnym tonem; jeśli chciała, potrafiła barwić rozmowę ciepłem. Sama też miała Ignotusowi coś do przekazania. Podejrzewała, że Ramsey nie przekazał dobrej nowiny swemu ojcu, zostawiając to w gestii samej Deirdre - a ona sama zastanawiała się nad tym, czy było to istotne. W końcu podjęła jednak decyzję, zmiany, które zaszły w życiu prywatnym mogły mieć znaczenie podczas trudnych sytuacji. - Kilka tygodni temu urodziłam - powiedziała nagle, bez zmiany tonu głosu, jakby informowała go o smaku herbatników, które kusiły z porcelanowego talerzyka, a nie o tym, że gdy razem przemierzali Azkaban, nosiła pod sercem dziecko, nowe życie, mające na zawsze zostać naznaczone cierpieniem i mroczną magią. Małe serce biło ciemną krwią, eliksirem rozpaczy, który wychyliła do dna, oddając całą siebie Czarnemu Panu - a więc i losy dziecka, dzieci, niespodziewanie zjawiających się na tym świecie. Była masochistycznie ciekawa, jak Ignotus zareaguje na tą wieść, czy o coś zapyta, czy będzie potrzebował dodatkowych potwierdzeń jej oddania sprawie. - Niedługo mam wrócić do pełnej sprawności - kontynuowała, zastanawiając się, z jaką reakcją na swe słowa się spotka. - To nic nie zmienia, ale chciałam, żebyś dowiedział się o tym ode mnie - podsumowała beznamiętnie. Miała dość pogłosek szerzących się wśród Rycerzy Walpurgii: większość widziała wszak rosnący brzuch, a wielu czarodziejów i tak kwestionowało przydatność czarownicy dla łaczącej ich Sprawy. Liczyła jednak, że Ignotus nie należy do tego grona - w pewien sposób obydwoje mieli przed sobą swój powrót do organizacji i udowodnienie, że chwilowa niedyspozycja tylko mocniej zmotywowała ich do działania. - Zechcesz napić się wina? - dodała, spełniając się w obowiązkach gospdyni, choć propozycja wykwintnego trunku wymagała od niej tylko przywołania skrzatki lub Agathy.




there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Powrót do góry Go down
 

Pokój gościnny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Mieszkania :: Pozostałe miejsca :: Kent, Wyspa Sheppey, Biała Willa-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-19