Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 [Sen] Na co komu nadzieja?

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Craig Burke
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t3810-craig-maddox-burke https://www.morsmordre.net/t3814-blanche#70697 https://www.morsmordre.net/t3813-zwiazki-lorda-burke#70693 https://www.morsmordre.net/f173-durham-rezydencja-w-tees-valley https://www.morsmordre.net/t3842-craigowe#71823
Zawód : Handlarz czarnomagicznymi przedmiotami
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
I will burn your kingdom down
If you try to conquer
Me and Mine
OPCM : 3
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 21
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: [Sen] Na co komu nadzieja?   10.10.17 18:38

Ponoć nadzieja zawsze umiera ostatnia - tak twierdziły księgi, które nie raz czytywał, opowieści, które przekazywała mu matka (mimo że ojciec tępił takie zabiegi i próbował to wybić z jego głowy) a nawet mała dziewczynka, spotkana kiedyś na ulicy we Francji. Pamiętał jej jasne włoski, pyzatą, dziecięcą twarzyczkę i pełne skrzących się iskierek, duże, błękitne oczy. Maleństwo, zaledwie kilkuletnie, wykazywało się typową dla swojego wieku ignorancją oraz przeuroczą naiwnością. Słowa, które padały z jej ust były niezwykle niepozorne. Wpadły mu do głowy jednym uchem i w następnej sekundzie uleciały drugim. Nie pamiętał jej przez tyle lat, była tylko jedną twarzą pośród wielu spotkanych na ulicy. Przypomniał sobie je dopiero teraz, i z całą stanowczością musiał stwierdzić, że wszystko to było stekiem bzdur.
Nadzieja nie była mu potrzebna.
Gdyby trzymał się tak trywialnego i bezsensownego uczucia, a później je stracił, nie byłoby dla niego już szansy. Człowiek, którym był, przestałby istnieć. Zapomniano by jego imię, jego nazwisk, wszystko co sobą reprezentował - a wspominano by jedynie szaleńca, którym w końcu musiałby się stać. Zamknięty jak pantera, jak dzikie, niebezpieczne zwierzę. Odseparowany od innych, by nie zrobić krzywdy. Chowający w sobie gniew, urazę, buzujące emocje. Bał się, to oczywiste. Sama obecność dementorów, ich pachnący zgnilizną oddech, powiewające pomimo braku wiatru peleryny oraz pokryte liszajami ręce - wystarczy, że któryś przeszedł obok, a Craig trząsł się z przerażenia. Wciąż jednak usilnie wmawiał sobie, że to nic. Że to nie wstyd troszeczkę się pobać. Dementorzy byli w końcu istotami budzącymi trwogę nawet u najodważniejszych, a chociaż Burke chętnie by za takiego uchodził, daleko mu było do nieustraszonego herosa z legend.
Wciąż jednak mógł udawać. To był jego sen.
Sen w którym nie potrzebował nadziei. Wystarczyło mu nazwisko. I ludzie, z którymi je dzielił. To właśnie tej myśli usilnie się trzymał. Nie była to szczególnie wesoła myśl, więc dementorzy nie mogli mu jej odebrać. Schował ją głęboko na dnie serca, przywołując za każdym razem gdy powietrze wokół robiło się lodowato zimne. Dygotał, przypominając sobie kamienną twarz Quentina, nieczującego się zbyt dobrze wśród tłumu; wspominając małomówną, wyniosłą Wynnonę lub błyszczące inteligencją oczy Edgara, spoglądające spod srogo ściągniętych brwi. Próbował sobie również przypomnieć twarz Rowan - jednak pamięć o niej zaliczała się do tych zdecydowanie bardziej pozytywnych. Miał więc z tym problemy.
Zaraz potem znów krążył po mrocznej, ciasnej celi, gotując się z wściekłości. Miał rodzinę. Na co więc była mu nadzieja?




His smile fair as spring, as towards him he draws you;
His tongue sharp and silvery as he imploresyou
Powrót do góry Go down
Quentin Burke
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3067-quentin-burke#50373 https://www.morsmordre.net/t3092-skrzynka-quentina#50608 https://www.morsmordre.net/t3083-disco-inferius#50538 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t3300-skrytka-bankowa-nr-783#55807 https://www.morsmordre.net/t3261-quentin-burke
Zawód : alchemik, ale pomaga u Borgina & Burke'a
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Unikaj milczenia
z którego zbyt często korzystasz
ono może rozwiązać ci język.
OPCM : 0
UROKI : 5
ELIKSIRY : 31
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 10
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: [Sen] Na co komu nadzieja?   17.10.17 12:56

Nadzieja w Azkabanie brzmi jak sięgnięcie po niemożliwe. Tak bardzo niemożliwe, że możliwości wydają się być czymś bzdurnym, abstrakcyjnym i bezsensownym jednocześnie. Nie wiem co zrobiłbym na miejscu Craiga - chyba odebrał sobie życie zawczasu. Może rzeczywiście dementorzy nie mieliby ze mnie zbytnio czego wysysać, mało w moim istnieniu było chwil przepełnionych szczęściem. To znaczy, do czasu zdiagnozowania choroby genetycznej mój świat wbrew pozorom miał wiele barw, nie tylko tych wszystkich odcieni ulubionej szarości. Uśmiechałem się częściej niż ktokolwiek mógłby mnie o to podejrzewać, a energii było we mnie zdecydowanie więcej. Tak jak pewności siebie. Później się wszystko rozsypało, a ja swą przeszłość pamiętam jak przez wyjątkowo gęstą, ciemną mgłę. Promienie dziecięcego słońca schowały się bezpowrotnie za trwałą, grubą kotarą z kłębiastych chmur zwiastujących burzę. I to wszystko powodowało we mnie zgorzknienie, jakiego nie chciałbym nigdy doświadczać - jednak los jest okrutny, skrajnie przewrotny.
We śnie wszystko jest możliwe. Nawet to, że rosnę do rangi bohatera. Jestem najdzielniejszym i najbardziej skutecznym ze wszystkich czarnoksiężników stąpających po tej ziemi - dobrze, możliwe, że Czarny Pan nadal pozostaje chlubnym wyjątkiem. Z moimi umiejętnościami jestem tuż za nim, wykonuję wszystkie jego polecenia z zatrważającą precyzją. Nigdy nie zawiodłem. I teraz też tego nie uczynię. Lord Voldemort mówi, że mam odzyskać mojego drogiego kuzyna. Wyrwać go ze szponów przeklętego więzienia, kreatur żerujących na naszym szczęściu, pilnujących murów przymusowego lokum jak piekielne ogary.
Nie zwlekam ni chwili, ciesząc się w duchu, że męczarnie jednego z najpotężniejszego rodu Burke zostaną wraz z moim przybyciem ukrócone. W pogardzie mając szpony mrozu tnące i słońce pustyni, wdarłem się do najpilniej strzeżonej wieży w Azkabanie, unosząc swe dłonie. Nie mam w nich różdżki, nie jest mi potrzebna. Wystarczą ręce do władania najpotężniejszą, najbardziej niszczycielską magią jaka znana jest czarodziejom. Unoszę je więc w górę, przekręcam, a na moją komendę dementorzy zaczynają się wić jak piskorze wyrzucone na brzeg, pozbawione cennej wody do oddychania. Zaklęcie tarczy, bzdurny patronus - to dawne dzieje. Niepotrzebne dziś do pozbawienia tchu tym mrocznym bytom. Wystarczę ja oraz moja niezachwiana potęga.
Niemal sunę nad kamiennymi podłogami wzdłuż korytarzy, mijając co rusz cele, a w nich zamknięte indywidua. Część z nich skamle o pomoc, część już dawna nie jest sobą - czuję drżenie ciała na myśl o pocałunku dementora, czymś, co przeraża mnie najbardziej, chociaż nie powinno. Wszak potrafię je pokonać skinieniem palca, a jednak nadal wywołują we mnie irracjonalny strach.
Wreszcie dostrzegam kuzyna, ewidentnie wyprowadzonego z równowagi.
- Nadszedł kres twych cierpień, mój drogi. Oto przybywam ja, twój wybawca, najpotężniejszy zaraz po Nim, wierny sługa Czarnego Pana, który pragnie mieć cię u swego boku - odzywam się głosem donośnym, silnym, grzmiącym, wręcz przerażającym - i przede wszystkim pełnym zbędnego patosu. Gdybym usłyszał się naprawdę, złapałbym się za głowę z zażenowania. Zamiast tego nonszalancko rozchylam poły szaty, żeby Craig mógł dostrzec me blade, surowe oblicze. - Na cóż się tak denerwujesz? - dopytuję nagle, przybierając bardziej rzeczywisty wyraz twarzy. Jakby we śnie pojawił się zgrzyt w tej pięknie wykreowanej scenerii.




Mil­cze­nie, cisza gro­bowa, a jakże wy­mow­na. Zdmuchnęła is­kry złudzeń. Zos­ta­wiła tło stra­conych nadziei.
I po­wiedziała więcej niż słowa.

Powrót do góry Go down
Craig Burke
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t3810-craig-maddox-burke https://www.morsmordre.net/t3814-blanche#70697 https://www.morsmordre.net/t3813-zwiazki-lorda-burke#70693 https://www.morsmordre.net/f173-durham-rezydencja-w-tees-valley https://www.morsmordre.net/t3842-craigowe#71823
Zawód : Handlarz czarnomagicznymi przedmiotami
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
I will burn your kingdom down
If you try to conquer
Me and Mine
OPCM : 3
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 21
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: [Sen] Na co komu nadzieja?   08.12.17 4:02

Coś się zmieniło. Wyczuł to niemal natychmiast. W którymś momencie najpierw zrobiło się cicho. Po prostu cicho. Chociaż korytarze tej przeklętej twierdzy nigdy nie należały do zbyt hałaśliwych - każdy z więźniów zwykle starał się robić jak najmniej hałasu, a wszystko po to, by nie zwrócić na siebie niepotrzebnej uwagi. Umysłom dementorów daleko może było do typowych ludzkich strażników, bo nie karali nadmiernych wrzasków dodatkowymi cęgami. A jednak każdy z tutejszych osadzonych, nie ważne, czy wciąż posiadał resztki rozumu, czy może już oszalał; nie ważne, czy byli winni swoich grzechów, czy może zostali w coś wrobieni - oni wszyscy starali się za wszelką cenę zachować ciszę. Nawet bulgotanie, mamrotanie pod nosem, rozmowy z wyimaginowanymi przyjaciółmi, żale, wygłaszane nocą do księżyca... one wszystkie nie mogły zagłuszyć panującej w Azkabanie ciszy.
A jednak, właśnie w tej chwili, zrobiło się po prostu naprawdę cicho. Jak gdyby ktoś pozbawił człowieka słuchu - najlżejszy podmuch powietrza nie poruszył kłębkiem kurzu na więziennej podłodze. Aż do czasu gdy dementorzy, przerażeni nieznaną Craigowi siłą, z dzikim wrzaskiem, skowytem, zawodzeniem - załopotali swoimi poszarpanymi pelerynami i uciekli.
Nie od razu dostrzegł, co spowodowało taką zmianę. Wysoką, ubraną na czarno postać, która sunęła ku jego celi, tak naprawdę można by pomylić z jednym z nich. Ale jednak nie, to nie mógł być ponury więzienny strażnik. Moc, która od niego emanowała, przeniosła na skórę Craiga przyjemne ciepło. Wystarczył drobny promyczek, leciutki podmuch mocy magicznej pochodzącej od dostojnej, potężnej postaci, by zimno uleciało z najdalszych czeluści jego ciała.
- Nareszcie! - czarna pantera, dzikie zwierzę zamknięte w klatce tak długo, wydało z siebie tryumfalny ryk. Nie zważając nawet specjalnie na jego słowa, Craig chwycił mocno za kraty - jedyną jeszcze przeszkodę, oddzielającą go od jego drogiego kuzyna. - Uwolnij mnie! Nie widzisz, że tu cierpię?
Rodzina. Chyba tylko na niej można polegać! Chciał w to głęboko wierzyć. Przecież to dlatego właśnie rodzina przyszła mu z pomocą - nie Czarny Pan, nie któryś z jego najwierniejszych sług. Tylko właśnie jego drogi kuzyn.




His smile fair as spring, as towards him he draws you;
His tongue sharp and silvery as he imploresyou
Powrót do góry Go down
Quentin Burke
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3067-quentin-burke#50373 https://www.morsmordre.net/t3092-skrzynka-quentina#50608 https://www.morsmordre.net/t3083-disco-inferius#50538 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t3300-skrytka-bankowa-nr-783#55807 https://www.morsmordre.net/t3261-quentin-burke
Zawód : alchemik, ale pomaga u Borgina & Burke'a
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Unikaj milczenia
z którego zbyt często korzystasz
ono może rozwiązać ci język.
OPCM : 0
UROKI : 5
ELIKSIRY : 31
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 10
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: [Sen] Na co komu nadzieja?   17.12.17 19:16

To cisza przed burzą, którą zamierzam rozpętać - i nie będę zbierać wiatru, wręcz przeciwnie. Jest we mnie wielka moc, możliwości roztaczają się przede mną jeszcze większe. Z zadowoleniem przyglądam się mojemu dziełu. Pokonani dementorzy, czy ktokolwiek odważyłby się chociażby pomyśleć o czymś takim? Osiągnąć nieosiągalne - to dowód prawdziwej potęgi. Niemal całkowicie znajdującej się w moich dłoniach, płynącej najprawdziwszym strumieniem niepokonanej magii w moich żyłach, najwspanialsza i najdoskonalsza broń dziejów. Nazwisko Burke już nigdy nie będzie kojarzyć się z tchórzliwymi szczurami chowającymi się po Nokturnie, od tej pory będzie równie sławne co tożsamość Czarnego Pana. Nadchodzi nowa, obiecująca era, przepełniona czarną magią, morderstwami na szlamach oraz poszerzeniu magicznych, a także naukowych wpływów czarodziei Rycerzy Walpurgii. Brzmi wspaniale, prawda?
Azkaban wygląda odrażająco. I przerażająco. Zyskuje na pozytywnej opinii jedynie w momencie, w którym truchła każdego jednego dementora leży bezwładnie na ziemi. Sunięcie między nimi za pomocą niewidzialnej siły napawa mnie pewnego rodzaju dumą. Nawet się uśmiecham - wyrażając nie tylko zadowolenie, ale również pogardę oraz najprawdziwsze szczęście z powodu krzywdy tych kreatur.
Rozlegająca się zewsząd cisza mnie nie onieśmiela. Więźniowie patrzą na mnie z mieszaniną strachu i podziwu, dość szybko niwecząc tę wspaniałą chwilę. Już po paru minutach rozlega się wycie, nawoływanie mające na celu sprawienie, żebym także innych siedzących w tym koszmarze uwolnił. Niestety Czarny Pan wyraził się jasno - tylko Craig. Dlatego obrzucam resztę pogardliwym spojrzeniem ciemnych jak noc oczu.
Zatrzymuję się przed celą kuzyna, dostrzegając, że wcale się nie cieszy na mój widok. Jest wręcz oburzony, że trwało to tak długo - a ile miało trwać? Czy on myśli, że dostanie się do Azkabanu jest takie proste i przyjemne? Nie wie jak daleko to jest od Durham i że nie mogłem się wybrać tutaj bez lekarstw? Niewdzięcznik.
- Jakoś nie widzę, żebyś oczekiwał mojego przyjścia. Nie cieszysz się z widoku najdroższego członka rodziny? - dopytuję zatem naprawdę rozeźlony. Ściągam gniewnie brwi, zakładam ręce na piersi. - Okaż trochę empatii. Prażyłem się w słońcu i zamarzałem w śniegu - dodaję kręcąc z dezaprobatą głową. - To jak? - zadaję kolejne pytanie. I wyczekuję. Nie otwierając dotąd więziennych krat. Liczę na rzucenie smakołyka za świetnie wykonaną sztuczkę.




Mil­cze­nie, cisza gro­bowa, a jakże wy­mow­na. Zdmuchnęła is­kry złudzeń. Zos­ta­wiła tło stra­conych nadziei.
I po­wiedziała więcej niż słowa.

Powrót do góry Go down
Craig Burke
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t3810-craig-maddox-burke https://www.morsmordre.net/t3814-blanche#70697 https://www.morsmordre.net/t3813-zwiazki-lorda-burke#70693 https://www.morsmordre.net/f173-durham-rezydencja-w-tees-valley https://www.morsmordre.net/t3842-craigowe#71823
Zawód : Handlarz czarnomagicznymi przedmiotami
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
I will burn your kingdom down
If you try to conquer
Me and Mine
OPCM : 3
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 21
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: [Sen] Na co komu nadzieja?   12.03.18 15:53

Był niecierpliwy - to całkowicie zrozumiałe. Zbrzydło mu zimno, zbrzydł mu brak nadziei, rozpacz, którą rozsiewali wokół siebie dementorzy niemal sprawiała, że każdego dnia uginał kark przed ich potęgą. Dokładnie tak, potęgą. Bo mimo całej nienawiści, którą ich darzył, mimo odrazy, pogardy i szeroko pojętej niechęci, tak naprawdę można ich było też podziwiać. Bo przecież starczyła sama ich obecność, by niemal każdy czarodziej zapominał, jak się oddycha. Dzika bestia we wnętrzu Craiga ogrzewała go swoim gniewem, swoją wściekłością płonącą niczym samo serce wulkanu - gdyby nie to, prawdopodobnie już zamieniłby się w jedno z tych ścierw, porzuconych na pastwę czasu więźniów, zamkniętych w klatkach swoich ciasnych umysłów, zimnych, pozbawionych ładu. On był zamknięty w klatce z bestią własnej furii - i nie tak prosto było ją uspokoić, nawet gdy na horyzoncie nareszcie pojawił się ratunek.
Powinien być wdzięczniejszy. Wiedział to. Powinien okazać radość, może nawet uronić łzę ulgi, z tęsknotą wyprostować ręce ku swojemu drogiemu kuzynowi. Kuzynowi, który istotnie był mu teraz jednym z najbliższych - bo chociaż stopień ich pokrewieństwa nie był aż tak bliski, więź która ich łączyła była mocniejsza niż ta, którą Craig dzielił z rodzeństwem. Oni nie rozumieli. Brat i siostra, oni nie rozumieli. Nie byli świadomi, jak ważna dla świata jest służba Czarnemu Panu. Mimo, że świat parł do przodu, zmieniał się... oni nie rozumieli.
- Wybacz mi, drogi kuzynie - jęknął, chyląc głowę. Nie chciał go obrazić swoim brakiem wdzięczności. Za ratunek, który ofiarował mu Quentin, należało mu się tysiąc czekoladowych żab z najrzadszymi kartami z talii czarodziejów - Gniew i upokorzenie wykrzywiły moją twarz, zobacz do jakiego stanu doprowadziły mnie te kreatury. - Podziwiał go. Podziwiał moc, którą dysponował. W odległych snach i marzeniach widział ich ród władający właśnie taką siłą, którą posiadał Quentin. Uwięzienie go w tym miejscu sprawiło, że mrzonka ta niemal uleciała z jego myśli. Ale teraz widok kuzyna i leżących u jego stóp trucheł dementorów napełnił go werwą. - Nie jestem w stanie wyrazić jak głęboko sięga moja radość, gdy cię widzę. Proszę, wypuść mnie, bym mógł cię uściskać.




His smile fair as spring, as towards him he draws you;
His tongue sharp and silvery as he imploresyou
Powrót do góry Go down
 

[Sen] Na co komu nadzieja?

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Myślodsiewnie-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18