Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Ogród
AutorWiadomość
Ogród [odnośnik]27.10.17 13:51

Ogród

Niezbyt duży i dość zapuszczony, bo obecne mieszkanki domku przy Lavender Hill nie miały zbyt wiele czasu i chęci, żeby doprowadzić go do porządku. Poza tym, w swoim obecnym stanie zdaje się mieć duszę, której brakuje tym wszystkim wymuskanym ogródkom. Odgrodzony od sąsiednich posesji wysokim płotem i drzewami skrywa w sobie także magiczne rośliny. Na tyłach domu znajduje się też mała szklarenka, w której rosną gatunki ziół mniej odporne na brytyjski klimat. Gdzieś wśród roślinności znajduje się stary, chwiejący się stolik i ławeczka, na której można usiąść. Miejsce jest ciche i spokojne, częściej można tu usłyszeć odgłosy ptaków niż ludzi; domek znajduje się w końcu raczej na uboczu. Za domem znajduje się większa część ogrodu; przed domkiem jest to niewielki fragment nieco mniej zarośniętego podwórza, po którym często snują się okoliczne koty dokarmiane przez Charlene.




Best not to look back. Best to believe there will be happily ever afters all the way around - and so there may be; who is to say there
will not be such endings?
Charlene Leighton
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 24/25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Chciałoby się uciec,
ale nie przed wszystkim się da.
OPCM : 11
UROKI : 0
ALCHEMIA : 46
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 20
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10/51
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5367-charlene-leighton https://www.morsmordre.net/t5375-listy-do-charlie https://www.morsmordre.net/t5374-alchemiczka-kocia-mama https://www.morsmordre.net/f173-oaza-chata-nr-88 https://www.morsmordre.net/t5388-skrytka-bankowa-nr-1338 https://www.morsmordre.net/t5387-charlene-leighton
Re: Ogród [odnośnik]20.03.19 0:30
| 16.11

Czy jej się wydawało, czy deszcz odrobinę zelżał? Spojrzała przez okno na podwórze. Było już popołudnie, niedawno wróciła z pracy. Tyle co skleciła sobie szybki obiad i napełniła miseczkę swojego kota, kiedy przypomniała sobie, że powinna jeszcze wynieść jedzenie dla odwiedzających ją przybłęd, które dokarmiała. Specjalnie kupowała więcej kociej karmy, żeby wystarczyło też dla nich. Poza tym musiała jeszcze zajrzeć do szklarni i zobaczyć, co nadawało się do zebrania i czy dach czasem znów nie przeciekał zbyt mocno.
Z tą myślą znów narzuciła na siebie gruby przeciwdeszczowy płaszcz z kapturem, a na stopy nałożyła krótkie gumowce. Wzięła płócienną torbę, w której spoczywała paczka kociej karmy i wyszła do ogrodu przesyconego intensywną wonią padającego deszczu. Gdzieś z wysoka dobiegały charakterystyczne odgłosy grzmotów, rozbrzmiewające od początku miesiąca i nadal nie znikające. Budziły niepokój, i nawet jeśli starała się nie kusić losu i nie używać magii bez potrzeby, towarzyszył jej strach, że któraś z błyskawic może uderzyć gdzieś blisko. Taka aura nie sprzyjała więc dłuższemu przebywaniu na zewnątrz. Nie mogła spacerować po mieście w kocim ciele, bo ulewa byłaby udręką dla kociego futra. Nie mogła także wybierać się do lasu po zioła, nawet w ogrodzie była tylko tyle, ile musiała.
Pod zadaszeniem na tyłach ogrodu siedziały trzy zmarznięte i przemoknięte koty. Charlie nałożyła im karmy do miseczki i postanowiła, że po sprawdzeniu szklarenki weźmie je na noc do domu, a rano wypuści. Przytrzymując na głowie kaptur poczłapała przez mokry trawnik w stronę niewielkiej szklarenki w której hodowała niewymagające zioła na wyłącznie swój użytek. Obok wejścia znajdowała się większa kępa trawy. Charlie w zamyśleniu nie zauważyła, że kępa miała niedużego, pełzającego lokatora i przez nieuwagę nadepnęła na coś śliskiego, co poruszyło się pod jej butem, a zaraz potem poczuła dwa ukłucia tuż nad cholewką niewysokiego gumiaka.
- Auu! – syknęła, odruchowo podskakując. W trawie błysnęły łuski i gadzi łeb, nieduży wąż zasyczał złowieszczo, a potem wsunął się przez szparę do wnętrza szklarenki. Skąd on się tu wziął? Może komuś uciekł? Wiedziała, kto mieszkał niedaleko i świetnie znał się na wężach; może to była jej zguba? A jeśli nie, to pewnie chętnie ją przygarnie, a Charlie przy okazji zapyta, czy aby na pewno nie był to jakiś jadowity gatunek.
Utykając czym prędzej weszła do domu, na moment zapominając nawet o kotach. Na szczęście akurat miała w domu sowę, którą zajmowała się pod nieobecność sąsiadki, starszej pani, która kilka dni temu trafiła do Munga, bo niefortunnie poraziła się anomalią. Charlie często pożyczała od niej sowę, choć obiecywała sobie, że wreszcie kupi sobie własną.
Naskrobała szybki list do Elyon i wypuściła sowę przez okno, a potem przemyła skaleczenie na nodze i prowizorycznie obwiązała je chustką. Na jej oko wąż nie wyglądał na jadowity gatunek, bo odwiedzając Elyon zdążyła ich trochę zobaczyć, ale wolała się upewnić. W razie czego przygotowała sobie fiolkę antidotum, gotowa zażyć je natychmiast, gdy tylko poczuje się gorzej. Miała nadzieję że wąż nadal był w szklarni, gdzie Elyon będzie go mogła obejrzeć i złapać.




Best not to look back. Best to believe there will be happily ever afters all the way around - and so there may be; who is to say there
will not be such endings?
Charlene Leighton
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 24/25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Chciałoby się uciec,
ale nie przed wszystkim się da.
OPCM : 11
UROKI : 0
ALCHEMIA : 46
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 20
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10/51
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5367-charlene-leighton https://www.morsmordre.net/t5375-listy-do-charlie https://www.morsmordre.net/t5374-alchemiczka-kocia-mama https://www.morsmordre.net/f173-oaza-chata-nr-88 https://www.morsmordre.net/t5388-skrytka-bankowa-nr-1338 https://www.morsmordre.net/t5387-charlene-leighton
Re: Ogród [odnośnik]20.03.19 18:59
Całe szczęście, to nie Ribbit przyniósł tego dnia list. Całe szczęście, to nie dziobek jej leniwej sowy uderzył delikatnie w okienną szybę, nie jego skrzydła zatrzepotały gładko na widok zbliżającej się czarownicy-adresata, nie jego nóżki w towarzyskim akcie wskoczyły na jej nadgarstek gdy odwiązywała dość niedbale przygotowany pergamin. Z każdym kolejnym nakreślonym słowem jej oczy otwierały się trochę szerzej - aż przybrały wielkość podobną galeonom, a zmięty w dłoni list szybko wylądował w koszu. Elyon zdążyła jeszcze podarować posłańcowi jeden ze smakołyków trzymanych dla spracowanego, wykończonego posługą Ribbita, zanim przeciągnęła przez głowę leżący na kanapie nieopodal sweter i ruszyła w kierunku drzwi; nie zastanawiała się nawet nad wyborem obuwia, zakładając cokolwiek zabudowanego, na ramiona narzuciła płaszcz i upewniwszy się jeszcze, że Milk spał słodko na kompletnie nieprzeznaczonym dla niego miejscu - we wnęce pod zlewem, wyszła z domu, zamek zabrzęczał dzięki przekręcanym kluczom. Los chciał, że nadawca mieszkał wyjątkowo blisko. Prędkim krokiem przemierzyła ulicę Lavender Hill, głowę przed deszczem ukrywając pod rozłożonymi rękoma: wybrane na chybił trafił odzienie pozbawione było kaptura, cienkie, typowo jesienne, jednak chłód poranka był niczym w porównaniu do upartego deszczu, który w ostatnich dniach nie przestawał nękać Londynu. Ulica tonęła w kałużach, gdzieniegdzie też w błocie, na chodnikach podskakiwały żaby, dżdżownice kąpały się w zgromadzonej we wnękach podłoża wodzie; uważała, by nie nastąpić na żadne z żywych stworzeń, patrzyła pod nogi, dopóki nie stanęła przed znajomym jej domem.
Chłodna furtka prowadząca do wnętrza posesji otworzyła się ze stłumionym skrzypnięciem, kałuże zachlapywały ciepłe buty, a ona przebiegła szybko do drzwi, pukając kilkakrotnie. Wszelkie znaki na niebie i ziemi zwiastowały niemożliwość niefortunnego opuszczenia hodowli przez jej własne węże; przed odbiorem listu akurat zakończyła ich rytualne karmienie i żadnego z osobników nie brakowało w ich terrariach. Być może była to zwykła przybłęda nieznanego pochodzenia, bezpański, dziko żyjący gad; obie musiały się jednak tego upewnić. Gdy cisza zza drzwi dobiegała zbyt długo, Elyon chwyciła klamkę i nacisnęła zdecydowanie - na szczęście było otwarte, a ona wparowała do środka, przestraszona, podejrzewająca utratę przytomności przez tutejszą domowniczkę. Tej jednak nigdzie nie mogła znaleźć. Zajrzała do kuchni, do salonu, pozostawiała za sobą mokre i raczej nieeleganckie ślady, zanim zauważyła uchylone przejście do ogrodu i pomknęła w tamtą stronę; ach, jak ogromna była jej ulga gdy dostrzegła tam znajomą czarownicę.
- Charlene! Jak to dobrze, że jesteś cała - zawołała, wypuszczając z płuc powietrze ze świstem. Do tej pory nie miała pojęcia, że jej dobre, pełne empatii serce niemal stanęło w piersi. - Nic ci nie jest? Jak się czujesz, nie masz zawrotów głowy? Mdłości? Przywidzeń? - Podbiegłwszy do kobiety, Elyon zaczęła gorączkowo poszukiwać pozostawionej przez gadziego winowajcę rany.
Elyon Meadowes
Zawód : Ofiolog, hodowca jadowitych węży
Wiek : 26
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
where did the beasts go?
where did the trees go?
OPCM : 21
UROKI : 12
ALCHEMIA : 1
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7170-elyon-meadowes https://www.morsmordre.net/t7188-ribbit https://www.morsmordre.net/t7189-bazyliszek-byl-beznoga-jaszczurka#192069 https://www.morsmordre.net/f31-lavender-hill-24 https://www.morsmordre.net/t7187-skrytka-nr-1769#192058 https://www.morsmordre.net/t7191-e-meadowes#192186
Re: Ogród [odnośnik]20.03.19 22:08
Charlie czuła się dobrze, przynajmniej na razie. Na wszelki wypadek zgarnęła do kieszeni szaty fiolkę antidotum, gotowa wypić je, gdy poczuje się gorzej. Była alchemikiem, wiedziała czym uleczyć się z toksyn, jeśli wąż był jadowity, ale wcale nie musiał być. W każdym razie, nie dla ludzi, bo pewnie myszy i tego typu drobne zwierzątka to inna bajka. Po napisaniu listu, wzięciu do kieszeni antidotum i prowizorycznym opatrzeniu ranki znowu wyszła do ogrodu, by upewnić się, czy wąż znowu się gdzieś nie pojawił. Wolałaby, żeby nie zmieniał swojego położenia, chciała żeby Elyon go złapała i zabrała. Nie chciała go krzywdzić, wiedziała że zaatakował ją dlatego, że na niego przez nieuwagę nadepnęła i poczuł się zagrożony. Wolała by trafił w ręce osoby, która będzie wiedziała, co z nim zrobić, ale jej ogród nie był najodpowiedniejszym miejscem, w końcu żyły tu koty i nie chciała, żeby zostały pogryzione.
Gdyby wiedziała że Elyon przybiegnie do jej domu tak szybko, zaczekałaby w środku, ale znajoma po chwili ją odnalazła, stojącą z tyłu domu pod zadaszeniem, patrzącą na ogród i na wejście do pobliskiej szklarenki. Mieszkały w końcu na tej samej ulicy, dzieliło je może paręnaście domów. Charlie wciąż pamiętała, jak panna Meadowes pierwszy raz przyszła do ich domu krótko po tym, jak młodsza z sióstr Leighton sprowadziła się na Lavender Hill, i tak zaczęła się ich znajomość. Na tej ulicy nie mieszkało aż tak znowu wielu czarodziejów, magiczni mieszkańcy Londynu pozostawali rozproszeni wśród liczniejszych mugoli, więc tym bardziej warto było żyć w dobrych stosunkach z prawie-sąsiadką. Charlie czasem dostarczała nowej znajomej antidotów na jad węży w razie jakichś wypadków przy pracy z nimi i niekiedy kupowała od niej składniki pochodzenia wężowego.
Kiedy ją zobaczyła, uśmiechnęła się i przesunęła się lekko; pod niewielkim zadaszeniem ocieniającym przestrzeń nad drzwiami prowadzącymi z domu do tylnej części ogrodu było dość miejsca, by zmieściły się obie, a deszcz nie padał im na głowy. Oprócz szmeru spadających kropel było słychać złowrogie pomruki burzy gdzieś wysoko nad nimi, a chmury regularnie rozjaśniały się błyskami. W jej uśmiechu było coś smutnego; mijał miesiąc odkąd ostatni raz widziała swoją siostrę, a Vera nadal się nie pojawiła.
- Nic mi nie jest, tak mi się wydaje. Na wszelki wypadek mam pod ręką fiolkę antidotum, ale nie czuję się gorzej, przynajmniej na razie – zapewniła. – Chyba, że to działa z opóźnieniem? Dziabnął mnie może pół godziny temu, może trochę mniej. Nie patrzyłam na zegarek, a nie wiem, ile zajęła ci droga tutaj.
Dłońmi zakasała do góry płaszcz i spódnicę, odsłaniając blade łydki. Jedna z nich była owinięta chustką, więc pochyliła się, by odsunąć ją na bok i pokazać miejsce ugryzienia.
- Tu mnie ugryzł. Niechcący na niego nadepnęłam, nie zauważyłam go w kępie wyższej trawy przy szklarni. Poruszył się błyskawicznie i zanim zareagowałam, zatopił kły tuż nad butem – skinięciem głowy wskazała miejsce, gdzie wydarzyła się „przygoda” z wężem. – Przecisnął się szczeliną pod drzwiami do środka. Mam nadzieję, że nadal tam jest, łatwiej byłoby ci go wtedy złapać. Na pewno nie uciekł ci żaden z hodowli? – dopytała.




Best not to look back. Best to believe there will be happily ever afters all the way around - and so there may be; who is to say there
will not be such endings?
Charlene Leighton
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 24/25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Chciałoby się uciec,
ale nie przed wszystkim się da.
OPCM : 11
UROKI : 0
ALCHEMIA : 46
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 20
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10/51
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5367-charlene-leighton https://www.morsmordre.net/t5375-listy-do-charlie https://www.morsmordre.net/t5374-alchemiczka-kocia-mama https://www.morsmordre.net/f173-oaza-chata-nr-88 https://www.morsmordre.net/t5388-skrytka-bankowa-nr-1338 https://www.morsmordre.net/t5387-charlene-leighton
Re: Ogród [odnośnik]21.03.19 21:15
Wysłuchawszy wyjaśnień czarownicy, Elyon szybko skierowała spojrzenie na miejsce noszące ślad ugryzienia, dwa niewielkie punkty położone od siebie w stosunkowo bliskiej odległości, naznaczające skórę odrobinę wyżej od krawędzi buta. Jakże niefortunnie - gdyby tylko Charlene wybrała bardziej zabudowane obuwie, z pewnością do wypadku wcale by nie doszło, a interwencja zakończyłaby się co najwyżej sąsiedzką wizytą przy herbacie i ciastkach, wśród plotek, śmiechu i planów snutych co do ich wspólnej, zawodowej przyszłości. Teraz jednak należało ocenić straty. By lepiej przyjrzeć się ranie, czarownica przykucnęła gładko, przyłożyła palec obok czerwonych, delikatnie krwawiących punkcików, przycisnęła - sprawdzała elastyczność skóry okalajacej obrażenie, jej reakcję na dotyk, a przy tym oczekiwała reakcji kobiety. Zaogniony organizm zmusiłby ją do wydania z siebie przynajmniej głośniejszego jęku - czegokolwiek na znak rzeczywistego, fizycznego bólu jakiego przysporzyłby kontakt fizyczny. Odezwał się jednak tylko deszcz. Skapujące z rynien grube krople osiadające potem na trawie, niknące na powierzchni chodnika, uderzające o szko należącej do Charlene szklarni, gdzie ponoć wciąż mógł skrywać się pokryty łuskami kryminalista.
- Nie widzę obrzęku. Skóra nie jest ani czerwona, ani spuchnięta, a to dobry znak. Gdyby był jadowity, już teraz odczuwałabyś skutki trucizny, przynajmniej minimalne - dreszcze, zimne poty, do tego narastający ból, jakby palący od środka. To ugryzienie wygląda na czyste i nieszkodliwe, możesz być spokojna - wyjaśniła czarownica, wciąż kucając, podniosła wzrok ku górze, spojrzała na znajomą. Nie trzeba było posiadać uzdrowicielskiej wiedzy, by ocenić tyle na podstawie oględzin rany. - Na wszelki wypadek obejrzałabym jeszcze winowajcę, potwierdziłby moje przypuszczenia. Mówiłaś, że schował się w szklarni?
Nogi rozprostowały się w końcu, kilka kropel skapnęło też z mokrej czupryny; Elyon otarła je niedbale, spojrzała w kierunku szklanej konstrukcji. Jeżeli Merlin w swej łaskawości sprawił, że gad ciągle pozostawał pomiędzy uprawami Charlene, to wyjaśniłoby wszystko - kolor jego łusek, wielkość, obecność lub brak gruczołów produkujących truciznę.
- To na pewno nie jeden z moich podopiecznych. Karmiłam je chwilę wcześniej, zanim dostałam twój list - nikogo nie brakowało - wyjaśniła z przekonaniem, biorąc kobietę pod rękę i pomagając jej stąpać bezpiecznie w kierunku szklarni. Nawet jeśli rana nie była zainfekowana, a konsekwencje niefortunnego spotkania wybrzmiewały jedynie w dwóch, mających zasklepić się strupem punkcikach, Charlene mogła być w szoku. Nierozsądnym byłoby pozwolenie jej na pełnienie obowiązków gospodarza i oprowadzanie po ogrodziy, który, swoją drogą, był naprawdę urokliwy. Dużo bardziej bujny, kolorowy, niż ten należący do Elyon. Dopiero po drodze do kryjówki węża miała okazję przyjrzeć mu się bliżej; nawet przy niesprzyjającej pogodzie prezentował się przepięknie. Niczym autentyczne lasy, nieskalane ludzką obecnością zakątki natury. Nic dziwnego, że miewała tutaj gadzich gości.
- Nie musisz wchodzić ze mną, jeżeli nie chcesz - upomniała ją jeszcze, gdy stanęły przed drzwiami prowadzącymi do środka, świadoma urazu, jaki do stworzenia mogła mieć teraz Charlene. - Mogę poszukać go sama.


we saw the power to change the future in our dream

Elyon Meadowes
Zawód : Ofiolog, hodowca jadowitych węży
Wiek : 26
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
where did the beasts go?
where did the trees go?
OPCM : 21
UROKI : 12
ALCHEMIA : 1
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7170-elyon-meadowes https://www.morsmordre.net/t7188-ribbit https://www.morsmordre.net/t7189-bazyliszek-byl-beznoga-jaszczurka#192069 https://www.morsmordre.net/f31-lavender-hill-24 https://www.morsmordre.net/t7187-skrytka-nr-1769#192058 https://www.morsmordre.net/t7191-e-meadowes#192186
Re: Ogród [odnośnik]22.03.19 1:24
Charlie spokojnie pokazała miejsce ugryzienia. Rzeczywiście miała po prostu pecha, ale nie przewidziała węża w swoim ogródku, dlatego idąc na dwór chwyciła pierwsze lepsze buty. Kto by pomyślał, że przyplącze się do niej wąż? W tej okolicy raczej nie bywały, ale mógł komuś uciec lub po prostu przypałętał się przez anomaliowe wahania pogody, szukając bezpiecznego schronienia. Zwierzęta także bały się tego, co się działo, bo to nie było naturalne. Nie był to też pierwszy raz, kiedy coś ją ugryzło. Nawet koty czasem potrafiły ją ugryźć lub podrapać, choć zwykle w trakcie zabawy.
- Teraz już nie boli jakoś mocno. Nie bardziej niż ugryzienie lub podrapanie przez kota – rzekła, patrząc jak Elyon ogląda i uciska miejsce ukąszenia. Zapewne widziała ich sporo, ją samą pewnie czasem też kąsali podopieczni. – Ten wąż nie był duży. Gdyby był większy lub jaskrawo ubarwiony, pewnie bym go zauważyła. Na razie nie czuję nic z opisanych objawów. Może tylko odrobinę piecze, jak każde naruszenie ciągłości skóry.
Kiedy znajoma skończyła oględziny, puściła spódnicę, pozwalając jej opaść i zakryć łydki. Spojrzała w stronę szklarni, gdzie mógł być wąż.
- Jeśli gdzieś nie uciekł, to powinien nadal tam być. To pewnie kusząca kryjówka, bo mimo wszystko cieplejsza i bardziej sucha niż przebywanie na deszczu. Przy odrobinie szczęścia pewnie czasem można tam też znaleźć jakąś mysz, chyba że koty wyłapały już wszystkie kręcące się po okolicy mojego podwórza – zamyśliła się na moment. – Jeśli to nie twój, to może uciekł komuś innemu, lub przyplątał się z najbliższego lasu. Nie wiem, jaki to gatunek, nie zdążyłam się przyjrzeć. – Elyon pewnie jednak będzie potrafiła określić, czy to może być lokalny wąż, czy może uciekinier. Niektórzy ludzie, podobno nawet mugole, trzymali w domu węże i inne zwierzęta. Niektórzy też nieodpowiedzialnie pozbywali się ich, kiedy się znudziły lub osiągnęły zbyt duże rozmiary, inne mogły uciekać same. – Jak uda ci się go złapać, możesz go zabrać, na pewno znajdziesz dla niego nowego właściciela, lub wypuścisz go na wolność, jeśli to dziki wąż.
Podążyła w kierunku szklarni. Noga pobolewała lekko, ale już mniej niż tuż po ugryzieniu. Za kilka dni pewnie nie będzie śladu, dlatego nie martwiła się jakoś mocno, choć może byłoby inaczej, gdyby nie była alchemikiem i nie miała w zapasie antidotum. Nie należała jednak do kobiet które omdlewały na widok węża czy po zaznaniu odrobiny bólu.
Ogród był dość zapuszczony, bo siostry Leighton nie miały czasu zająć się nim odpowiednio, zresztą w takim stanie był nawet ciekawszy niż jakby był wymuskany. Wiele roślin rosło tak jak chciało, w czasach przed anomaliami jedynie raz na jakiś czas przycinała zaklęciem trawnik. W tym roku przez kaprysy pogody rośliny i tak wyglądały mizerniej niż normalnie, osłabione przez czerwcowe śnieżyce, a raczej chłodne lato też nie sprzyjało bujnym kwitnieniom i owocom. Bardziej dbała o zbiory w szklarniach, usuwając chwasty dość regularnie, by nie zadusiły ziół. Ale może właśnie przez tą aurę zapuszczenia wąż uznał to miejsce za dobrą kryjówkę, niezależnie skąd się przyplątał.
- Nie boję się – zapewniła. – Wiem, że w tym co się stało jest sporo mojej winy, bo na nim stanęłam, i po prostu się bronił. Cóż, nie spodziewałam się węża, do tej pory żadnego tu nie spotkałam. – Kot też gryzł, kiedy niechcący stanęła mu na ogonie. Nie było sensu demonizować stworzenia, które zadziałało zgodnie z instynktem obrony przed niebezpieczeństwem, którym dla niego była, ale zdawała sobie sprawę, jak fatalną opinię miały w społeczeństwie węże, być może przez oczywiste skojarzenia ze Slytherinem, a może po prostu przez złą symbolikę którą te zwierzęta miały, a która była znana podobno nie tylko czarodziejom. Koty jednak też przez niektórych były utożsamiane ze złymi cechami, z czym całkowicie się nie zgadzała, uważając te stworzenia za niezwykle inteligentne, pełne gracji, zaradne i potrafiące się przywiązywać.
Otworzyła szklarnię ostrożnie, nie od razu wchodząc do środka, a zatrzymując się krok przed otwartymi drzwiami. Najpierw upewniła się, czy wąż nie leży tuż za nimi, ale go tam nie było. W środku szklarni znajdowało się wiele roślin, część rosło na grządkach i w donicach stojących na ziemi po jednej jej stronie, a po drugiej znajdował się niewysoki, ale zajmujący większość długości szklarni stół na którym również stały rzędami liczne doniczki. Niektóre rośliny zwisały w doniczkach z sufitu i ścianek. Pachniało tu wilgocią, ziemią oraz ziołami.
- Gdybym była tym wężem, pewnie schowałabym się pod stołem, albo między doniczkami na ziemi – odezwała się. Pod stołem znajdowało się trochę pustych doniczek, a także kilka wiaderek i worków z ziemią i nawozem. Przesunęła się na bok, pozwalając by Elyon sama tam weszła i sprawdziła potencjalne zakamarki.




Best not to look back. Best to believe there will be happily ever afters all the way around - and so there may be; who is to say there
will not be such endings?
Charlene Leighton
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 24/25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Chciałoby się uciec,
ale nie przed wszystkim się da.
OPCM : 11
UROKI : 0
ALCHEMIA : 46
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 20
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10/51
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5367-charlene-leighton https://www.morsmordre.net/t5375-listy-do-charlie https://www.morsmordre.net/t5374-alchemiczka-kocia-mama https://www.morsmordre.net/f173-oaza-chata-nr-88 https://www.morsmordre.net/t5388-skrytka-bankowa-nr-1338 https://www.morsmordre.net/t5387-charlene-leighton
Re: Ogród [odnośnik]24.03.19 18:57
Z uwagą wysłuchała wyjaśnienia znajomej czarownicy. Już sam fakt niewielkich rozmiarów gabarytów złoczyńcy dawał sporo nadziei na jego niejadowitą specyfikację - produkujące truciznę gady często osiągały godną podziwu długość, przybierały również odrobinę więcej na szerokości, choć ubarwienia często były myląco podobne wśród wielu gatunków, zarówno bezpiecznych, jak i tych mogących wyrządzić konkretną krzywdę. Jeszcze raz spojrzała potem w kierunku szklarni, przymrużyła oczy; niewykluczone, że obiekt był jego pierwotnym celem podróży. Wśród upraw doniczkowych i klombowych musiały kręcić się myszy, czyli dania górujące w jadłospisach wielu gadów, pozornie proste do upolowania, odpowiednio sycące. Poruszanie się wśród nich było też o wiele bezpieczniejsze niż wśród kotów oblegających ogród Charlene - drapieżników, które nieostrożnego węża mogły dopaść i raz na zawsze spacyfikować.
- Tak, zabiorę go - zapewniła, przytaknęła. W pośpiechu opuszczając dom, Elyon zapomniała co prawda swojego standardowego ekwipunku pozwalającego na bezpieczny transport, przetrzymywanie i chwytanie węży, jednak liczyła, że będą w stanie poradzić sobie z domowymi przyrządami posiadanymi przez Charlene. Wyglądało na to, że przecież nie miały do czynienia z kobrą królewską wymagającą wysokiej klasy sprzętu do swojego pochwycenia. - Nie powinien mieć nic przeciwko małej zmianie otoczenia, jeżeli urodził się tutaj; znajdę mu odpowiednie środowisko do życia, w miarę możliwości z daleka od ludzi. To dla węża mniej stresu. - I dla człowieka, choć na sercu Elyon to pierwsze leżało zdecydowanie bardziej.
Gdy Charlie otwarła drzwi prowadzące do budynku i przesunęła się w nich, robiąc miejsce, czarownica wkroczyła ostrożnie do środka jako pierwsza. Ziołowe uprawy roztaczały w powietrzu kojący zapach przywodzący na myśl dawną salę od eliksirów, szklarnie do zajęć zielarstwa, wilgoć wypełniała płuca; Elyon sięgnęła po nieduży patyk spoczywający obok głównej dróżki prowadzącej wgłąb konstrukcji i rozpoczęła pełne uwagi poszukiwania gadziego delikwenta zgodnie ze wskazówkami właścicielki całego przybytku.
Pierwsze na jej drodze były ceramiczne donice umieszczone pod drewnianym stołem, niektóre brązowe, ciemne, jeszcze inne o żywszych kolorach - każdą z nich odsuwała powoli, wysuwała spod blatu i oglądała ich wnętrza, jednak bez skutku. Węża nie było także na samym stole, wokół podtrzymujących go nóg, wśród ogrodowych narzędzi. Czarownica wstała z klęczek, rozprostowała kości; odwróciła się potem w kierunku upraw Charlene i ruszyła ku nim, patrzyła pod nogi. Czy to możliwe, że wąż nie zdecydował się na nią poczekać? Że wyślizgnął się małą dziurką znalezioną pośród półprzezroczystych ścian i ruszył w dalszą drogę? Jej brwi ściągnęły się w konsternacji i już miała wyrazić swoje niezadowolenie podobną myślą, gdy dostrzegła lekko wijącą się serpentynę, poruszającą się wśród ziół. Szare łuski na grzbiecie gada naznaczone były brązowymi, podłużnymi plamkami.
- Tu jesteś - mruknęła do siebie, przyglądając się stworzeniu. Kilka następnych kroków postawiła wyjątkowo ostrożnie, cichutko. - Wyglada mi to na gniewosza plamistego. Na pierwszy rzut oka jest bardzo podobny do żmii zygzakowatej, ale żmija zdecydowanie bardziej dałaby ci w kość. - Wypowiadając kolejne słowa, Elyon nie odwróciła głowy w kierunku Charlene; zamiast tego utrzymywała spojrzenie na zwierzęciu, świadoma faktu, jak łatwo byłoby mu wykorzystać chwilę jej nieuwagi na ucieczkę. - Mogę Cię prosić o jakieś wiaderko, najlepiej ze szczelną pokrywką? Masz coś takiego? Muszę mieć gdzie go umieścić, by kolejny raz nam nie zwiał.


we saw the power to change the future in our dream

Elyon Meadowes
Zawód : Ofiolog, hodowca jadowitych węży
Wiek : 26
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
where did the beasts go?
where did the trees go?
OPCM : 21
UROKI : 12
ALCHEMIA : 1
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7170-elyon-meadowes https://www.morsmordre.net/t7188-ribbit https://www.morsmordre.net/t7189-bazyliszek-byl-beznoga-jaszczurka#192069 https://www.morsmordre.net/f31-lavender-hill-24 https://www.morsmordre.net/t7187-skrytka-nr-1769#192058 https://www.morsmordre.net/t7191-e-meadowes#192186
Re: Ogród [odnośnik]24.03.19 23:35
Charlie posiadała całkiem niezłą wiedzę na temat magicznych stworzeń, ale węże nigdy nie były w centrum jej zainteresowania. Skupiała się raczej na kotowatych oraz gatunkach użytecznych w alchemii, starając się przyswoić zastosowania poszczególnych stworzeń w eliksirotwórstwie. Przynajmniej na tym skupiała się w dorosłości, i ostatnimi czasy o wiele częściej miała do czynienia z kupowanymi w aptece i od handlarzy częściami zwierząt niż z samymi zwierzętami, nie licząc kotów które dokarmiała. Ostatnio nie miała nawet zbyt wiele czasu na wizyty w ogrodzie magizoologicznym, nad czym ubolewała, ale były rzeczy ważne i ważniejsze, niestety.
- Na pewno gdzieś na łonie natury będzie mu lepiej niż tutaj wśród domów i... kotów – odezwała się. Nie tylko wąż mógł stanowić zagrożenie dla kotów, one dla niego też. Były w końcu bardzo zwinne i mogłyby schwytać nieostrożnego węża, nawet jeśli pewnie nie dałyby go rady zjeść.
Podeszły bliżej szklarni, gdzie Charlie otworzyła drzwi i wpuściła Elyon do środka, pozwalając jej po swojemu poszukiwać węża. Z pewnością zauważy go szybciej i łatwiej, skoro miała doświadczenie w chwytaniu takich stworzeń. Charlie pozostała przy drzwiach, patrząc jednak pod nogi, czy aby na pewno wąż nie podpełzł gdzieś blisko niej, zamierzając uciec tą samą drogą którą tu wszedł. Jadowity czy nie, nie miała większej ochoty na ponowne spotkanie z jego kłami. Jednocześnie z ciekawością przyglądała się poczynaniom koleżanki, która wprawnie zaglądała między donice, szukając charakterystycznego, pokrytego łuskami kształtu.
- Często chodzisz do ludzi i wyłapujesz węże z ich ogródków? – zapytała cicho, opierając się lekko o drzwi. Nieco wsunęła się do środka, tak żeby zejść z deszczu, by ten nie kapał już na jej głowę i plecy. Wysoko nad głowami jednak nadal pomrukiwały grzmoty i nawet tutaj widziała nikłe błyski. – Niech ta burza już wreszcie się skończy. Pomijając fakt, jakie te anomalie są niebezpieczne i szkodliwe dla ludzi, to ich wpływ na zwierzęta i przyrodę również nie pozostaje nieodczuwalny. Im dłużej to wszystko trwa, tym bardziej opłakane będą skutki – mówiła, a jej twarz przybrała zmartwiony wyraz. Wierzyła jednak w Zakon i w planowaną misję, miała nadzieję, że ich wyprawa do Azkabanu rzeczywiście pomoże i zakończy ten koszmar raz na zawsze. – Jakby tego było mało, moja siostra od miesiąca nie daje znaku życia. Martwię się coraz bardziej, bo to nie jest normalne.
Nie było. Vera często bardziej troszczyła się o rodzinę niż o siebie, nie była egoistką, nie zdarzało jej się znikać dla kaprysu. Ale jej nie było, więc Charlie, biorąc pod uwagę to, co się działo w kraju, miała coraz więcej obaw i coraz czarniejsze myśli.
Wyglądało jednak na to, że wąż został wypatrzony.
- Jasne, zaraz coś znajdę – rzekła; gdzieś w ogródku miała jakieś wiaderko, pokrywka też powinna być. – Czym go złapiesz? – spytała jeszcze, ale szybko poszła znaleźć wiaderko. Znów wyszła na deszcz, pochylając głowę, by kaptur lepiej zakrywał jej twarz. Odnalazła stare wiaderko leżące w pobliżu ogrodzenia, a także leżącą kilka metrów dalej pokrywkę, i wróciła z tym do szklarni, powoli zbliżając się i podając je Elyon, choć starała się nie wykonywać gwałtownych ruchów, by nie spłoszyć węża.




Best not to look back. Best to believe there will be happily ever afters all the way around - and so there may be; who is to say there
will not be such endings?
Charlene Leighton
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 24/25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Chciałoby się uciec,
ale nie przed wszystkim się da.
OPCM : 11
UROKI : 0
ALCHEMIA : 46
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 20
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10/51
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5367-charlene-leighton https://www.morsmordre.net/t5375-listy-do-charlie https://www.morsmordre.net/t5374-alchemiczka-kocia-mama https://www.morsmordre.net/f173-oaza-chata-nr-88 https://www.morsmordre.net/t5388-skrytka-bankowa-nr-1338 https://www.morsmordre.net/t5387-charlene-leighton
Re: Ogród [odnośnik]25.03.19 14:29
- Ostatnio prawie nie mam od tego przerwy - przyznała Elyon, westchnąwszy ciężko. Co prawda niewygodnie było rozmawiać ze znajomą stojąc doń plecami, ale wiedziała, że nie mogła pozwolić sobie na przeniesienie wzroku gdzieś w tył - węże szybko wykorzystywały wszelkie okazje do ucieczki, mogła nie dojrzeć delikatnego ruchu trawy czy przesuwanej ziemi podczas wykonywanych przez zwierzę ruchów. - To tylko teoria, ale odkąd anomalie zaczęły panoszyć się po świecie, coraz częściej spotykam się z przypadkami jadowitych węży niedaleko ludzkich posiadłości; węży, których wcale nie powinno tam być. Niektóre gatunki na ogół nie występują w Wielkiej Brytanii, nie poza terrariami hodowców i kolekcjonerów, a jednak coś je tutaj sprowadza. Jakaś siła. Bywają też nadmiernie agresywne. - Przypełzały tutaj z pustyń, z wysokich drzew lasów deszczowych, z grot i spośród ciernistych krzewów, podążały za niesłyszalną dla świata melodią wygrywaną przez coś lub kogoś.
Odpowiedź zastygała na koniuszku języka. Oczywistość goniła oczywistość, tragedia tragedię, makabra makabrę - wyjaśnienie spoczywało w kołysce historii na wyciągnięcie ręki. I choć Elyon nie poszukiwała potwierdzenia swojego dumania wśród odpowiednio wykwalifikowanych naukowców, wystarczyło jej to, czego dowiadywała się na spotkaniach Zakonu - to, co łączyło ich w działaniu przeciw wspólnemu wrogowi.
Zastygła na moment, gdy Charlene opowiadała o burzy i braku informacji o siostrze. Czy to możliwe, że Vera skończyła jak Cecily? Czy to możliwe, że przesiąknięty gwałtowną złością świat zamknął ją w swych pazurach, porwał w ciemność, w nicość, w kompletną pustkę: tam, gdzie kotłowały się dusze niewinnych, pragnące jeszcze raz, ostatni, zobaczyć światło? Czarownica nie odwróciła się do kobiety, świadoma bladości, jaka oblała jej twarz. Nie chciała dodatkowo jej martwić.
- Na pewno niebawem się odezwie - powiedziała tylko, cicho, delikatnie, znów skupiła się na wężu. Pragnęła odegnać od siebie nieprzyjemne wspomnienia, ból, jaki zakuł w klatce piersiowej wraz z momentalną utratą kontroli nad swoimi emocjami; intensywne spojrzenie chłodnych tęczówek znalazło spokój w szaro-brązowej, serpentynowej sylwetce węża, który językiem kosztował powietrze. Uniosła trzymany przez siebie patyk ku górze; był wystarczająco długi, wyglądał na dostatecznie wytrzymały, by spełnić się w zadaniu. - Nie zdążyłam zabrać ze sobą narzędzi, ale to powinno wystarczyć. Przetrzymamy go w wiadrze, pozwolimy się uspokoić, a potem będę prosić cię o jakąś torbę, żebym mogła zabrać go do siebie. Wypiorę i oddam, oczywiście. - Kąciki ust uniosły się w uśmiechu, gdy odbierała wiaderko; dzięki Merlinowi, było odpowiednich rozmiarów, na dodatek z pokrywką - tak jak prosiła. Inni właściciele ogrodów odwiedzonych przez węże nie mieli czasem nawet tyle.
Ostrożnym ruchem zbliżyła patyk do węża, wsunęła go pod stworzenie, bliżej końcowej części ogona. Głowa gada drgnęła wówczas lekko, podejrzliwie; nie ruszył jednak szarżą, nie próbował uciec wśród zioła - zamiast tego spokojnie przyjął delikatne oderwanie od ziemi i umieszczenie w wiaderku. Dopiero wtedy wystawił język i spojrzał ku górze, próbował wspiąć się po ścianach, jednak Elyon szybko zabezpieczyła je pokrywką.
- I po kłopocie - obwieściła z ulgą, uśmiechnęła się do Charlene.


we saw the power to change the future in our dream

Elyon Meadowes
Zawód : Ofiolog, hodowca jadowitych węży
Wiek : 26
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
where did the beasts go?
where did the trees go?
OPCM : 21
UROKI : 12
ALCHEMIA : 1
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7170-elyon-meadowes https://www.morsmordre.net/t7188-ribbit https://www.morsmordre.net/t7189-bazyliszek-byl-beznoga-jaszczurka#192069 https://www.morsmordre.net/f31-lavender-hill-24 https://www.morsmordre.net/t7187-skrytka-nr-1769#192058 https://www.morsmordre.net/t7191-e-meadowes#192186
Re: Ogród [odnośnik]25.03.19 21:44
Charlie nie przeszkadzało to, że była odwrócona plecami. Słyszała ją dobrze i wiedziała, że znajoma jest zajęta wypatrywaniem węża mogącego ukrywać się gdzieś wśród doniczek lub grządek z ziołami alchemicznymi. Węże były niezwykle zwinne i wystarczył moment, by stworzenie szybko się im wymknęło.
- Słyszałam, że to skutek anomalii. Że czasem przy rzucaniu zaklęcia pojawiają się węże, które normalnie w Anglii nie występują i są bardzo agresywne. Tak stało się na przykład na tegorocznym Festiwalu Lata – rzekła, przypominając sobie opowieści oraz opis w gazecie. W Mungu też niektórzy wspominali o pojawiających się znikąd wężach. – Te węże to tylko jeden z powodów, dla których praktycznie zrezygnowałam z używania magii. Anomalie przynoszą zbyt wiele złych skutków.
To było okropne i niebezpieczne. I na ten moment nie dało się z tym nic zrobić, więc pozostawało czekać na rezultaty planowanej misji Zakonników. Niestety nie tylko anomalie stanowiły zagrożenie, a tragedie nie dotykały tylko obcych, bezimiennych ludzi. Mogły spotykać też jej bliskich.
- Chciałabym, żeby tak było, ale ogarniają mnie coraz gorsze myśli. Wielu ludzi znika. Czasem winę ponoszą anomalie, a czasem... No cóż, nie żyjemy w bezpiecznych czasach – odezwała się. Vera należała do Zakonu. Owszem, mogło się okazać, że rzeczywiście coś jej się stało na ostatniej misji, w której brała udział, mogła wchodzić w grę anomalia lub klątwa, przy której ściąganiu Vera popełniła błąd (a jak wiadomo, był to bardzo niebezpieczny zawód), mogła nawet zostać wyteleportowana przez anomalię gdzieś daleko, ale w jej myślach często pojawiały się też pozbawione konkretnej twarzy osoby trzecie, używające na jej siostrze czarnej magii, może wymazujące pamięć jak Alexandrowi. Co, jeśli jej siostra błąkała się gdzieś, nie pamiętając kim była i że w ogóle ma rodzinę, która na nią czeka? Albo, co gorsza, była martwa? W grę mogło wchodzić dosłownie wszystko. Na pewno nie była cała i zdrowa, bo gdyby była, dawno by się odezwała. Znikanie bez słowa na miesiąc nie było w jej stylu, nie zrobiłaby tego z własnej woli, więc pewnie istniało coś, co uniemożliwiło jej powrót.
- Kto by pomyślał, że jeszcze trzy miesiące temu bawiliśmy się wszyscy beztrosko na Festiwalu Lata? – Mimo anomalii oraz wciąż bolesnego echa pożaru ministerstwa mogła wtedy złapać oddech i odnieść wrażenie, że wszystko zmierza ku dobremu, że ludzie potrafią się dobrze bawić mimo różnic społecznych oraz całej tej atmosfery grozy. Niestety potem znów wrócił niepokój. I czasem czuła obawy, że komuś z rodziny i przyjaciół może się coś stać, ale miała nadzieję, że te obawy się nie spełnią, że to tylko paranoja. – Albo, że jeszcze kilka miesięcy temu, przed majem, wszystko wydawało się tak cudownie... normalne i poukładane, a nasze problemy były dużo bardziej błahe?
To od maja świat wywrócił się do góry nogami.
Kiedy wąż został znaleziony, poszła po wiaderko i wróciła, patrząc w ciszy, jak Elyon patykiem unosi węża i wkłada go do wiadra, które następnie zostało zatkane pokrywką. Uniosła brwi, wciąż zaskoczona, że wąż dał się tak szybko schwytać, nie uciekał ani nie kąsał. Kilka szybkich ruchów i po krzyku.
- Zawsze to tak wygląda, czy czasem stawiają większy opór? – zapytała. – Ten to chociaż jest mały. A co, gdybyś musiała złapać takiego, który ma kilka metrów długości? – Charlie wzdrygnęła się na myśl o takim ogromnym, kilkumetrowym wężu w ogródku. – I jasne, znajdę ci jakąś torbę. Możemy wejść do domu, jeśli chcesz, to możesz zostać na herbatce, a wąż w tym czasie uspokoi się w wiadrze, i miejmy nadzieję, nie znajdzie sposobu by uciec.




Best not to look back. Best to believe there will be happily ever afters all the way around - and so there may be; who is to say there
will not be such endings?
Charlene Leighton
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 24/25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Chciałoby się uciec,
ale nie przed wszystkim się da.
OPCM : 11
UROKI : 0
ALCHEMIA : 46
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 20
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10/51
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5367-charlene-leighton https://www.morsmordre.net/t5375-listy-do-charlie https://www.morsmordre.net/t5374-alchemiczka-kocia-mama https://www.morsmordre.net/f173-oaza-chata-nr-88 https://www.morsmordre.net/t5388-skrytka-bankowa-nr-1338 https://www.morsmordre.net/t5387-charlene-leighton
Re: Ogród [odnośnik]26.03.19 21:41
Zwykle pogodne usposobienie przybierało rumieńców smutku; nieustannie pielęgnowany uśmiech zanikał gdzieś wśród mięśni twarzy, przywoływał na oblicze jedynie cień, wątpliwość, żal - Elyon westchnęła cicho, przysłuchując się słowom kobiety. Z trudnością przychodziło jej rozprawianie na temat niebezpieczeństwa czającego się za rogiem wśród burzowych chmur wiszących nad Londynem; poza spotkaniami Zakonu starała się niemalże zbyt desperacko zachować pewną nutę normalności w swojej codzienności, rutyny, nudy, standardowych schematów, a zatem czegokolwiek, co tak drastycznie odbiegało od zawirowań ich świata. Czasem jednak ciężko było już milczeć. Obserwowane i zapisane w pamięci obrazy wypływały na powierzchnię świadomości, dźwięki niosły się echem wśród niespokojnych myśli; naprawdę miała nadzieję, że Vera niedługo pokaże się w domu cała i zdrowa.
- Wszystko kiedyś się zmienia, niestety, a niektórzy najwyraźniej nie potrafią żyć zbyt długo bez wojen, rozlewu krwi i krzywd wyrządzonych drugiej osobie. Dlatego musimy zrobić wszystko, by nasze problemy znów były błahe, prawda? - spytała cicho, ze smutnym grymasem, w pamięci mając ostatnie wydarzenia ze Stonehenge, surowe artykuły ukazujące się w niosących informacje gazetach, z dumą wypowiedziane tam imię, jam jest Lord Voldemort. Pełne pokoju czasy rodziły jednostki pragnące zmącić harmonię, a z krwiożerczych nawoływań narodził się on, odpowiadając nań z pełnym arsenałem brutalności, podstępu, nienawiści, terroru. Czego nie rozumiała jednakże, był fakt z jaką łatwością za Voldemortem podążały tłumy. Skupione na własnych korzyściach, na wątpliwych poglądach, rozsiewały wokół siebie ból, cierpienie, sprawiały, że znikali dobrzy ludzie. Z dnia na dzień rozpływali się we mgle lub zamieniali się w zimne, opłakiwane przez bliskich ciała. Elyon szybko potrząsnęła głową, nie chciała już ciągnąć tej dyskusji. Nie tutaj, musząc skupić się na pojmaniu wszędobylskiego węża.
- Wbrew pozorom wolę łapać te większe - wyznała, ożywiła się znacznie; jej oczy znów błysnęły, uśmiech powoli powracał na usta. - Te, które wymagają dużo szacunku, najlepiej jadowite właśnie. Na przykład kobry królewskie. Są szybkie i zdradliwe, ich jad jest w stanie wyrządzić dużą krzywdę, ale zawsze mam wrażenie, że postrzegają mnie jako godnego przeciwnika. Wiedzą, że nie przychodzę zrobić im krzywdy, więc dopóki postępuję według ich zasad, robię to, na co są w stanie mi pozwolić, nie gryzą. Chociaż są od tego wyjątki. - Spojrzała na Charlene zamykając pokrywkę wiadra. - Mamby na przykład, szczególnie czarne; uwierz mi, nie chciałabyś spotkać ich w swoim ogrodzie. Gryzą bez opamiętania. - Zupełnie jakby był to jeden z lepszych dowcipów, Elyon zachichotała pod nosem, kiwnęła później z wdzięcznością za zaproszenie. - Nie będzie ci przeszkadzać, że jestem tak przemoczona? I najważniejsze - czy masz śliwkową herbatę?


we saw the power to change the future in our dream

Elyon Meadowes
Zawód : Ofiolog, hodowca jadowitych węży
Wiek : 26
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
where did the beasts go?
where did the trees go?
OPCM : 21
UROKI : 12
ALCHEMIA : 1
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7170-elyon-meadowes https://www.morsmordre.net/t7188-ribbit https://www.morsmordre.net/t7189-bazyliszek-byl-beznoga-jaszczurka#192069 https://www.morsmordre.net/f31-lavender-hill-24 https://www.morsmordre.net/t7187-skrytka-nr-1769#192058 https://www.morsmordre.net/t7191-e-meadowes#192186
Re: Ogród [odnośnik]27.03.19 1:28
Charlie też zawsze była osobą o pogodnej, optymistycznej naturze, ale ostatnie miesiące miały na nią silny wpływ, bo odkąd dołączyła do Zakonu, była o wiele bardziej świadoma tego, co działo się na świecie. Ale nawet ludzie nie należący do organizacji mogli zauważyć to, co się działo. Anomalie przez cały czas niosły ze sobą śmiertelne żniwo, a pożar ministerstwa jednego wieczora pozbawił życia naprawdę wielu. I choć starała się nadal iść przez życie z pogodą ducha, nie mogła udawać, że nic się nie dzieje i nie martwić się o najbliższych. A poza rodziną miała przecież przyjaciół i znajomych, o których również się troszczyła i bała, i czuła nieprzyjemny ścisk w sercu za każdym razem, jak gdzieś w gazecie natrafiała na znajome nazwisko, albo słyszała że komuś stało się coś złego... lub zniknął, jak jej siostra. Odważna, biegła w magii obronnej Vera, której nawet to nie ochroniło. Jakie więc szanse miała ona, alchemiczka?
- Też nad tym ubolewam i ciężko mi zrozumieć, dlaczego niektórzy tak usilnie dążą do podziałów, nienawiści i destrukcji – odezwała się cicho. Sama zawsze była istotką z gruntu dobrą i nastawioną do świata i ludzi bardzo pokojowo i życzliwie. Nawet w szkole unikała wszelkich konfliktów, nigdy nie szukała problemów. – Chciałabym, żeby to się skończyło i znowu było po staremu, kiedy najpoważniejszym problemem była praca i sprostanie zachciankom uzdrowicieli, z których każdy chce dostać eliksir dla swojego pacjenta najszybciej jak to możliwe – uśmiechnęła się przelotnie. Teraz też tak było, ale oprócz pracy dochodziła cała masa innych problemów, których wcześniej nie miewała. Owszem, dawniej też często bała się o siostrę z racji jej pracy, która nawet w spokojnych czasach była niebezpieczna, ale teraz martwiła się ciągle i o zbyt wiele osób. – Dobrze, że w ogóle możemy robić cokolwiek i nie jesteśmy skazani na bezczynne obserwowanie. – To podnosiło ją na duchu. To, że byli dobrzy ludzie, którzy chcieli coś z tym zrobić i działać. Charlie co prawda nie umiała walczyć, ale walka nie toczyła się tylko w formie pojedynków i obrzucania zaklęciami, mogła działać oferując swój talent alchemiczny. I było jej lżej z myślą, że przyjaciele z Zakonu nie wyruszali na niebezpieczne misje nieprzygotowani, że mogli w razie potrzeby podleczyć się eliksirem lub wzmocnić swoje umiejętności miksturą z kategorii eliksirów bojowych. Ale rycerze Walpurgii byli bardzo niebezpieczni, widziała co byli w stanie zrobić niektórym spośród nich, i naprawdę się ich bała. I zupełnie nie rozumiała, dlaczego ktokolwiek chciał podążać za tym całym Voldemortem, dlaczego tak wielu ludzi wydawało się zafascynowanych jego potęgą opartą na czarnej magii i uprzedzeniach.
Ale Elyon podchwyciła temat węży.
- Większe pewnie są bardziej niebezpieczne. Ja bym się chyba bała, nawet mając pod ręką antidotum – wzdrygnęła się na myśl o szamotaninie z takim wielkim, jadowitym stworzeniem. – Dobrze, że ten jest mały i niejadowity. Pewnie nie stanowił dla ciebie większego wyzwania, ale dla mnie to ulga, że skończyło się tylko na chwili strachu.
Wąż znalazł się bezpiecznie w wiadrze. O ile nie grasowało ich w ogródku więcej, to sprawa prawdopodobnie na tym miała się zakończyć.
- Ja też jestem cała mokra, nie przejmuj się. Ostatnio codziennie wracam przemoczona i nie mogę nawet osuszyć się magią, więc rozwieszam ubrania przed kominkiem – rzekła, prowadząc ją do domu. – A herbaty poszukam, zdaje się, że chyba jakiś czas temu kupowałam jej trochę, wiedząc że lubisz ją pić, gdy tu wpadasz.
Weszły do domu, gdzie obie mogły zdjąć mokre płaszcze, a Charlie poprowadziła ją do kuchni, gdzie przy herbatce mogły porozmawiać już na spokojnie i omówić wszystko, co wydarzyło się, odkąd widziały się po raz ostatni. Było to całkiem przyjemne popołudnie nawet mimo faktu, że czarne chmury nad krajem były nie tylko metaforyczne, ale nawet dosłowne.

| zt. x 2




Best not to look back. Best to believe there will be happily ever afters all the way around - and so there may be; who is to say there
will not be such endings?
Charlene Leighton
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 24/25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Chciałoby się uciec,
ale nie przed wszystkim się da.
OPCM : 11
UROKI : 0
ALCHEMIA : 46
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 20
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10/51
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5367-charlene-leighton https://www.morsmordre.net/t5375-listy-do-charlie https://www.morsmordre.net/t5374-alchemiczka-kocia-mama https://www.morsmordre.net/f173-oaza-chata-nr-88 https://www.morsmordre.net/t5388-skrytka-bankowa-nr-1338 https://www.morsmordre.net/t5387-charlene-leighton
Re: Ogród [odnośnik]19.05.19 8:20
14.12

Szczur przystanął przed domem. Znajdował się na skrawku podwórza, ale jeszcze nie przekroczył granicy posesji, więc nie aktywował ochronnych zaklęć - choć sam nie był świadomy, że jakieś tu są i czy w ogóle działają na animagów. Steffen nudził się w domu i rozpierała go energia. Wiedząc, że prędko nie zaśnie, przemienił się więc w szczura i wybrał na późnowieczorną przebieżkę po Londynie. Lubił odkrywać nowe okolice i dzisiaj zapuścił się na Lavender Hill.
Pachniało tu kotami, ale na szczęście żadnych nie było chyba w okolicy - ani kotów, ani żywej duszy. Śmiało biegał więc po ulicy, odbierając świat zwierzęcymi zmysłami. Przed tym domem pachniało akurat jakby magicznymi roślinami? Był ciekawy jakimi, więc przystanął aby zastanowić się, czy i jak wchodzić w głąb posesji. Pewnie nie będzie się długo zastanawiał - jako szczur zazwyczaj działał instynktownie, a jego instynkt niemal zawsze kazał mu podążać za własną ciekawością. Steffena interesowało bardzo dużo rzeczy, wiele bez wyraźnego powodu. Praca dla "Czarownicy" zamieniła jego wścibstwo upodobanie do plotek w dodatkową pracę. Upodobania do węszenia ludziom pod domami nie dało się nijak usprawiedliwić, ale hej, przecież wszystko było dobrze dopóki robił to w zwierzęcej postaci, prawda? Starał się nie przekraczać niczyjej prywatności, a szczury zdarzały się wszędzie, nawet w takich czystych dzielnicach. Spojrzał w stronę domu (który z tej perspektywy wydawał mu się gigantyczny), zastanawiając się, kto tu mieszka. Ktoś, kto uprawia rośliny?
Nie widział samego domu zbyt dobrze, ale pachniało tutaj bardzo ładnie i przytulnie! Czuł się tutaj dziwnie bezpiecznie, nie licząc kociego zapachu. Może nawet zbyt bezpiecznie, bo zignorował świadomość, że skoro były tutaj koty to w każdej chwili mogą wrócić. Czasem bywał zbyt beztroski i zapominał, że w zwierzęcej postaci nie stoi zbyt wysoko w łańcuchu pokarmowym. Na szczęście znał transmutację na tyle dobrze, że w razie zagrożenia mógł przemienić się w człowieka bardzo szybko! Szczególnie pod osłoną nocy, gdy nie groziło mu, że zobaczy go jakaś niepowołana osoba. Właśnie dlatego zwykle przemienia się po zmroku.


intellectual, journalist
little spy

Steffen Cattermole
Zawód : specjalista od klątw i zabezpieczeń w Gringottcie, po godzinach reporter dla "Czarownicy"
Wiek : 22/23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
I like to go to places uninvited
OPCM : 33
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 36
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6/68
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7358-steffen-cattermole https://www.morsmordre.net/t7438-szczury-nie-potrzebuja-sow#203253 https://www.morsmordre.net/t7411-xoxo-gossip-boy https://www.morsmordre.net/f127-dolina-godryka-szczurza-jama https://www.morsmordre.net/t7471-skrytka-bankowa-nr-1777 https://www.morsmordre.net/t7439-steffen-cattermole?highlight=steffen
Re: Ogród [odnośnik]21.05.19 23:28
Bura kotka wybrała się na krótki spacer wokół domu. Choć pogoda nie była sprzyjająca, a ograniczona ilość czasu nie pozwalała na przechadzki po Londynie, chciała chociaż zrobić rundkę wokół ogrodu. Tęskniła za swoją kocią powłoką, tak zaniedbywaną w ostatnich tygodniach. Tęskniła do tego stopnia, że nie bacząc na warunki atmosferyczne przemieniła się. Mimo futra odczuwała jednak ziąb, marznący śnieg lepił się do sierści, ale rozkoszowała się każdym kolejnym susem i uczuciem pracujących kocich mięśni, a także każdym zmysłowym doznaniem, których jej brakowało. Odkąd została animagiem to kocie „ja” stało się jej drugą naturą, której potrzebowała i musiała wreszcie ją z siebie wyzwolić.
Okolice jej domu pachniały kotami, bo kręciło ich się tu całkiem sporo, w końcu często dokarmiała bezpańskie koty, a cztery stały się jej lokatorami na stałe. Niedługo pewnie na dobre przylgnie do niej etykietka „kociej mamy”, ale nie dbała o to.
Nagle, tak stąpając przez rozmokły i częściowo przysypany śnieżnopodobną breją trawnik, wyczuła zapach nie pasujący do normy, odstający od innych, wybijający się ponad woń kotów, rozmokłej ziemi czy rosnących w zamkniętej szklarni roślin. Wyczuła zapach czegoś żywego i poruszyła cienkimi, jasnymi wąsikami, próbując wyczuć kierunek, z którego dotarła do niej ta woń, kojarząca się z jakimś gryzoniem, na ile potrafiła właściwie ocenić doznania niewyczuwalne dla niej w ludzkim ciele, ale wyczuwalne w tym kocim.
Kiedy była kotem odczuwała zwierzęcy instynkt. Potrafiła nad nim zapanować, zachowywała swoją ludzką świadomość i pamięć tego, kim była, ale zarazem jej odruchy były bardziej zwierzęce, a procesy myślowe mniej skomplikowane. Dlatego często traktowała animagię jako sposób ucieczki od nadmiaru zmartwień i próbę uporania się z nimi, bo w kocim ciele były mniej dojmujące. Po zaginięciu Very czasem spędzała wieczory w kocim ciele, radząc sobie w ten sposób z tęsknotą, niepokojem i samotnością towarzyszącymi jej po niewyjaśnionym zniknięciu siostry.
Coś jednak nakazało jej przemieścić się w tamtym kierunku. Stąpała powoli i ostrożnie, tropiąc „intruza”. Ta okolica była raczej czysta, ale jak wszędzie zdarzały się myszy i szczury. Podwórkowe koty czasem zostawiały na jej wycieraczce „prezenty” w postaci upolowanych myszy. Ona sama w kocim ciele czasem także odczuwała to przemożne pragnienie, by podążyć za zapachem myszy i zapolować.
To samo poczuła dzisiaj. Nagłą chęć polowania. Nie chciała zabijać ani tym bardziej pożerać gryzonia, ale zanim zdołała nad sobą zapanować, kilkoma susami przecięła ogródek, przybliżając się do źródła zapachu. Kocie oczy, zdolne do widzenia w ciemności, wychwyciły poruszającą się futrzastą sylwetkę zakończoną łysym ogonem. A więc szczur. Przyczaiła się, a koniuszek jej ogona drgał lekko tuż nad ziemią. A po chwili skoczyła w stronę zwierzęcia, choć nie wysunęła pazurów, nie chciała robić szczurowi krzywdy. Właściwie nawet nie chciała go skutecznie unieruchomić, raczej testowała swoje możliwości i dawała upust zwierzęcym instynktom, potrafiąc się pohamować i nie dać się im ogarnąć całkowicie. Pacnęła zwierzątko łapą, nie wiedząc, że był to drugi animag.




Best not to look back. Best to believe there will be happily ever afters all the way around - and so there may be; who is to say there
will not be such endings?
Charlene Leighton
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 24/25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Chciałoby się uciec,
ale nie przed wszystkim się da.
OPCM : 11
UROKI : 0
ALCHEMIA : 46
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 20
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10/51
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5367-charlene-leighton https://www.morsmordre.net/t5375-listy-do-charlie https://www.morsmordre.net/t5374-alchemiczka-kocia-mama https://www.morsmordre.net/f173-oaza-chata-nr-88 https://www.morsmordre.net/t5388-skrytka-bankowa-nr-1338 https://www.morsmordre.net/t5387-charlene-leighton
Re: Ogród [odnośnik]26.05.19 7:13
Steffen natychmiast pożałował swoich zbyt ludzkich myśli o czarodziejskich roślinach, bo jego zwierzęcy instynkt zbyt późno zarejestrował zagrożenie. Kot!
No tak, był zbyt lekkomyślny tak po prostu spacerując sobie w okolicy pachnącej kotami. Naiwnie uznał, że skoro ich tu nie ma to pewnie ich tu nie będzie. Zazwyczaj uciekłby kotowi, był w końcu zwinny i szybki. Ale zarejestrował zagrożenie za późno i w jego stronę zmierzała już kocia łapa.
Gdyby był dzień w miejscu publicznym, musiałby uciekać. Ale tak się składało, że był na pustej i ciemnej ulicy. Poza nim i kotem nie było tutaj żywego ducha - upewnił się o tym zaledwie przecznicę dalej, gdy przemieniał się w szczura. Dlatego nie miał zamiaru ryzykować zderzenia z kocią łapą i łażenia z zadrapaniami na twarzy. Tłumaczenie ludziom "wypadków", które przydarzyły mu się podczas animagicznych przygód bywało bardzo stresujące i niewygodne. Miał szczęście, gdy zadrapał lub skaleczył się na tułowiu lub nóżkach. Ale teraz kocia łapa zmierzała wprost na jego pyszczek. -Piii!Zestresowany zagrożeniem, nie zauważył nawet, że zwierzę schowało pazury. Wyobraził sobie tylko jak wchodzi do pracy ze szramą na pół czoła, zapiszczał bezradnie i podjął błyskawiczną decyzję.
Przemienił się z powrotem w człowieka i wylądował na śniegu w pozycji półsiedzącej. Instynktownie cofnął się od kota, chociaż teraz nie mógł mu już nic zrobić. Dopiero po kilku sekundach uświadomił sobie, że przecież może już wstać. Uczynił to i zirytowany otrzepał spodnie - teraz mokre i ubłocone.
-A kysz! - warknął do zwierzęcia. Chroniła go ciemność, ale ostatnim, czego chciał było zwrócenie na siebie uwagi właścicielki domku. Nie był w końcu świadom, że kręci mu się ona pod nogami. Wiedział tylko, że chciałby jak najszybciej przemienić się znowu w szczura aby umknąć stąd niezauważonym, ale musi najpierw przepędzić stąd kota. Najlepiej jak najdalej. Miał nadzieję, że zwierzę wystarszy się jego nagłej przemiany i w założeniu groźnego tonu. Lubił większość zwierząt, ale nigdy nie przepadał za kotami ani kugucharami - nawet w ludzkiej postaci, jego szczurza natura instynktownie się przed nimi wzdrygała.


intellectual, journalist
little spy

Steffen Cattermole
Zawód : specjalista od klątw i zabezpieczeń w Gringottcie, po godzinach reporter dla "Czarownicy"
Wiek : 22/23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
I like to go to places uninvited
OPCM : 33
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 36
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6/68
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7358-steffen-cattermole https://www.morsmordre.net/t7438-szczury-nie-potrzebuja-sow#203253 https://www.morsmordre.net/t7411-xoxo-gossip-boy https://www.morsmordre.net/f127-dolina-godryka-szczurza-jama https://www.morsmordre.net/t7471-skrytka-bankowa-nr-1777 https://www.morsmordre.net/t7439-steffen-cattermole?highlight=steffen

Strona 1 z 3 1, 2, 3  Next

Ogród
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach