Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia



Login:

Hasło:

Piwnica
AutorWiadomość
Piwnica [odnośnik]20.02.18 16:39
First topic message reminder :

Piwnica

Ważnym elementem dworku jest podzielona na dwie części piwnica, do której dostać się można tylko za pomocą bocznej klatki schodowej. Pierwsza część jest mniejsza i skromniejsza, ponieważ znajdują się tam jedynie tzw. „rupiecie”. Są to głównie stare i niepotrzebne przedmioty, w tym i niepotrzebne już miotły. Druga część jest znacznie większa, ponieważ przeznaczona została do przechowywania beczek z różnego rodzaju alkoholami. Największe zasoby stanowi Ognista Whisky.
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Piwnica - Page 4 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down


Weasley z całą pewnością nie był spokojny, nawet pomimo zapewnień. Sugerował to jego jeszcze głośniejszy ryk, zupełnie jak gdyby był jakimś dzikim kotem a nie czystokrwistym czarodziejem. Macmillan z kolei kiepsko radził sobie z ujarzmieniem rudej głowy, która przypominała na tę chwilę łeb wściekłego lwa. O tak, teraz miał okazję zobaczyć po kim tak właściwie Ria nauczyła się (momentami) wybuchać niczym wulkan. Oto obraz typowego Weasleya, a chciałoby się niemal rzec, że Macmillana. Bo przecież Anthony nie raz, nie dwa, widział jak wybuchali jego kuzyni,  o samym sobie.
Kornsternacja była tym większa, bo przecież Anthony nie wiedział co było powodem do takiego zachowania Reginalda, a w dodatku to on sam zachowywał (względny) spokój. Być może to doświadczenie wojny nauczyło go odrobiny opanowania… albo był to fakt, że miał do czynienia z bratem Rii i zwyczajnie nie chciał reagować zbyt agresywnie. Dla małżonki przecież zrobiłby wszystko. Pech też chciał, że nie potrafił czytać w tej gorącej i rudej głowie, a szkoda, może tak byłoby łatwiej zrozumieć. Za to teraz łatwiej było mu podnieść rękę na własnego szwagra. Niewiedza pozwalała mu oddać Weasleyowi… choć właściwie nie do końca, bo ten odskoczył niczym zwinny tygrys. Na litość Merlina, co wstąpiło w tę gorącą głowę! Skąd brał tę złość?!
TY MNIE NAUCZYSZ? – Wrzasnął już wyraźnie zdenerwowany. Czar stoickiego spokoju prysnął niczym bańka. Nie wytrzymał, Macmillan jak to Macmillan, zwyczajnie nie wytrzymał. Zachowanie Uriena, który był mu niegdyś niemal jak przyjaciel, sprawiło że Anthony miał ochotę eksplodować. Bolał go i nos, i policzek.
Czara goryczy została przelana dopiero w momencie, kiedy Weasley sięgnął po kilkudziesięcioletnią, zakurzoną i drogocenną butelkę z bursztynowym płynnym szczęściem Macmillanów. Anthony niemal się zapowietrzył. Co on chciał z nią zrobić? Chyba nie chciał jej roztrzaskać? Ależ oczywiście, że chciał! I to na nim samym! Matko kochana! W oczach Macmillana pojawiły się ogniki niewyobrażalnej złości. Na taką profanację nie mógł pozwolić! Co to – to nie!
JAK ŚMIESZ ZAMACHIWAĆ SIĘ NA MNIE TRZYDZIESTOLETNIĄ OGNISTĄ WARTĄ PÓŁ OTTERY SAINT CATCHPOLE, TY PIEPRZONY GUMOCHŁONIE. JEBAĆU TI SUNCE DRAGO – zawarczał wściekle i w zamian postanowił raz jeszcze przypomnieć Weasleyowi, że był gościem na dworze Macmillanów. Nie omieszkał przy tym zakląć w znanym przez siebie słowiańskim języku.
Natychmiast zacisnął prawą pięść i postanowił solidnie zamachnąć się prosto w żuchwę Reginalda.

| celuję w silny cios w żuchwę Regiego


Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга уздисати
Anthony Macmillan
Anthony Macmillan
Zawód : Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
Wiek : 31/32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Обійми мене, обійми мене, обійми
Так лагідно і не пускай,
Обійми мене, обійми мене, обійми
Твоя весна прийде нехай
OPCM : 18
UROKI : 25
ELIKSIRY : 10
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
Piwnica - Page 4 4d6424bb796c4f2e713915b83cd7690217932357
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t5785-dzisiaj-pije-stara-ognista-ogdena https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5790-skrytka-bankowa-nr-1421 https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan

Powrót do góry Go down

The member 'Anthony Macmillan' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 88
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Piwnica - Page 4 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

Być może gdyby język nadążał za umysłem niespodziewanie wybuchowego rudzielca, Macmillan wiedziałby, o cóż takiego się rozchodziło, a tak? Rozsądne zdziwienie Anthonego nie mogło zostać zrozumiane przez rozwścieczonego Weasleya, który bez zastanowienia próbował zwyczajnie pozbyć się okropnych myśli, wyładowując złość na kumplu. Długo już powstrzymywał swoje frustracje, więc niczym dziwnym było to nagłe przeładowanie skumulowanej energii. Niestety gospodarz nie był świadom całej historii, którą rudzielec miał na plecach, a co gorsza, działało to w dwie strony.
- OCZYWIŚCIE, ŻE JA NAUCZĘ! - odkrzyknął bez zastanowienia, bo też nie było potrzeby do zbędnego mędrkowania na żaden temat. Rozprzestrzeniony już testosteron ponownie uderzył do gorącej głowy, nawet nie pozwalając rozwinąć myśli swojego potencjału. Sam rzeczywiście nie wiedział, czego go nauczy... z pewnością nie chodziło o sztukę warzenia, a być może samego rozbijania wszystkiego, na czym najbardziej zależało. W kwestii siania zamętu był całkiem niezły, choć nigdy specjalnie tego nie nadużywał... no może ostatnie kilka miesięcy.
Słysząc nagły ryk, zastygł, bo momentalnie zauważył w swoim rozmówcy kompetentnego rywala, który pozwala swojej wewnętrznej zwierzynie wyjrzeć z zielono-niebieskich tęczówek. Co jeszcze dziwniejsze, nawet go usłuchał, nie łapiąc do końca, o cóż takiego chodziło w słowach nieznanego sobie języka, jedyne co zrozumiał, to że blondyn zaczął się dławić. Nic więc dziwnego, że opuścił dłoń z trunkiem, nie wyprowadzając zamachu. Stał w bezruchu, aż prawie dosięgnęła go zaciśnięta pięść szwagra, przed którą zrobił wręcz naturalny odskok w bok i dzięki Merlinowi, że nie było tam żadnej półki! Mocne i ostre słowa wytrąciły jego rozjuszoną bestię żądną krwi... bo przecież nie chciał zrobić krzywdy swojej rodzinie! Zamrugał kilkukrotnie, odzyskując nieco rezonu.
- HEJ, hej, spokojnie! Niczego tu rozbijać nie będę! - wydyszał, dopiero po chwili zdając sobie sprawę, że zaciskał zęby w bezdechu. Chwycił butelkę w drugą dłoń i wyciągnął do Macmillana. Jego słowa sprawiły, że uszy chłopaka zaszły szkarłatem, bo było mu zwyczajnie głupio.
- To może... ja... zaczekam na górze. - starał się wyjaśnić kilkoma zlepkami słów, które bardziej wydukał, niż rzeczywiście wypowiedział. Ostatnie czego potrzebował to słowne zmierzenie się z rzeczywistością, ale przecież był tego winny. Szybko idąc w kierunku wyjścia z piwnicy, zorientował się, że dyszy. Musiał wyjść i zaczerpnąć świeżego powietrza, natychmiast!

| I mean 94... odskok akrobaty i zt. x2


Serce mnie bije
Dusza zapije

Żyję

Reggie Weasley
Reggie Weasley
Zawód : Prace dorywcze
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
... here we go again
OPCM : 22
UROKI : 1
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 1
TRANSMUTACJA : 13
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Metamorfomag

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t8733-regi-weasley https://www.morsmordre.net/t9176-poczta-uriena#278014 https://www.morsmordre.net/t9054-moze-mnie-kojarzysz#272989 https://www.morsmordre.net/f156-doki-pont-street-37-4 https://www.morsmordre.net/t9072-skrytka-bankowa-2069#273565 https://www.morsmordre.net/t9055-u-r-weasley#273095

Powrót do góry Go down

23.10.

W chwili, kiedy Joseph Wright otworzył zapieczętowany list od Johnsona, był pewny, że to koniec. I choć bardzo chciał wierzyć, że to tylko durny żart... to wiedział, że to nie był żaden dowcip. To była psia mać prawda. Nie odpisał mu na list, bo co miał napisać? "Pierdol się"? "Po moim trupie"? "I co dalej?" Miał się żalić czy może pójść z nim na ognistą? A w dupie to miał. Był wściekły. Był tak wściekły jak jeszcze nigdy w życiu i bardzo dobrze, że był w domu sam, bo zwyczajnie stracił nad sobą kontrolę i zaczął rzucać meblami, przedmiotami, co mu się pod rękę podwinęło. Nie trwało to długo, bo przerażona Kometa próbując uciec zaczęła latać po parterze, rozbijać się po oknach gęgając tak żałośnie, że trochę go to otrzeźwiło. Na tyle przynajmniej, że otworzył drzwi przez które gęś momentalnie wyleciała. I dobrze. Niech leci.
Sam zresztą też wyszedł, wyrywając siekierę z pieńka przy domu. Musiał coś rozwalić, bo by nie wytrzymał, dosłownie nim telepało, tak go nosiło. Szczerze? Miał ochotę wparować do domu z tą siekierą i po prostu zniszczyć WSZYSTKO. Meble, schody, ściany, cały sprzęt. A mogło go to wszystko pogrzebać żywcem. Miałby święty spokój. Ale w jakimś ostatnim przebłysku czegoś co kiedyś mogło być rozsądkiem, po prostu wyżył się na zniesionym na jesienno-zimowy okres drewnie.
- Kurwa. Kurwa! KURWA! - wyrzucał z siebie raz po raz.
Nie było Zjednoczonych. Drużyna została rozwiązana. Osiem lat życia. Oddał temu OSIEM. PIERDOLONYCH. LAT. Oprócz Zjednoczonych nie miał nic. I wiedział, że kiedyś tak się może stać, nie był aż tak głupi, ale... to nie miało się stać tak szybko. To nie miało się stać TERAZ. Przecież się kurwa układało. Mieli treningi, mieli drużynę... A teraz? Co on miał zrobić TERAZ? Nie wiedział. I nie chciał nawet o tym myśleć. Chciał się wyżyć, chciał rozwalać, chciał się wściekać i wydzierać. A nie kurwa myśleć o przyszłości. Pierdolony Johnson i jego żałosne rady. Niech sobie je w dupę wsadzi, byle kurwa głęboko. "Jego najlepsze kurwa lata życia"? JEGO?! Pewnie skurwysyn nawet nie walczył. Po prostu się poddał. "Musi odpocząć"? Joe znów raptownie się wyprostował, żeby z całą siłą spuścić ostrze siekiery na kawałek drewna. Pierdolony zdrajca.
Porąbał na szczapy wszystko. Bez żadnych przerw, nie przejmując się deszczem, który w międzyczasie zaczął zacinać. Po prostu rąbał i rąbał, aż nie zostało już nic, a sam już też niewiele widział zarówno przez ciemność jak i wodę zalewającą mu oczy. Dopiero wtedy rzucił narzędzie i ruszył do domu. Zmęczony owszem, doszczętnie przemoczony, ale wcale nie mniej wściekły. Tyle, że już nie miał siły nic rozwalać. Dobrze.
Komety 210 nadal nie było, chociaż zostawił drzwi otwarte na oścież. Tym razem zatrzasnął je z hukiem i już od przedpokoju zaczął ściągać z siebie przemoczone ubrania zostawiając je tam gdzie padły. Chuj z nimi. A potem ruszył do kredensu i zaczął wyciągać cały swój zapas alkoholu. Butelka po butelce ustawiając je na blacie. Począwszy od ognistej whisky, po stare nalewki od babci wyciągnięte z najczarniejszego kąta. Potem przegrzebał jeszcze pozostałe szafki dla pewności, że oto stało przed nim wszystko, że żadna butelczyna się nie zachowała. I zaczął pić. I nie certolił się w tym, po prostu wlewał w siebie to wszystko. Na pusty żołądek, więc miał nadzieję, że pójdzie szybko. Potem chyba rzygał, a potem całkiem urwał mu się film. Obudził się w samych gaciach skulony w kącie kuchni... i znów sięgnął po alkohol. I znów chlał do urwania filmu. W sumie spoko sprawa, aż dziwne, że wcześniej tak nie robił. Miło się zapominało o chujowej rzeczywistości. Nie miał pojęcia ile takich rund zrobił i ile czasu minęło nim wykończył cały alkohol, ale chwila, w której zorientował się, że nie zostało mu już nic do chlania, była w tym wszystkim chyba najgorsza. Po kilku...nastu próbach w końcu udało mu się wstać, choć jednocześnie był cały zesztywniały, obolały i trząsł się jak w febrze. Na blacie znalazł zaczęty przez siebie list do Billa, ale machnął na to tylko ręką i ruszył na piętro chwiejąc się i potykając na schodach. Zarejestrował tylko, że w salonie oprócz poprzewracanych foteli, były również naznoszone wszystkie miotły i ułożone w godny podziwu (biorąc pod uwagę stan w jakim musiał wtedy być) stosik oraz siekierę.
Trochę nawet się umył. A przynajmniej wymoczył w wannie, bo musiał w niej zasnąć. Nie zalał domu, taki sukces. A potem się ubrał i stoczył na dół. Źle się czuł. Łeb mu pękał, bolał żołądek(?), a wściekłość wracała i... NIE MIAŁ ALKOHOLU. Dokończył list i zamknąwszy drzwi na klucz zarówno ten jak i pergamin wsadził w dziób Garry'ego. Komety 210 nadal nie było.
Splunął jakąś obrzydliwą goryczą czy inną żółcią, która podeszła mu do gardła i chwiejnie ruszył ścieżką prowadzącą do miasteczka, ale zaraz zawrócił. Przecież i tak nie znajdzie tam alkoholu, wszystkie puby pozamykane, a w sklepach pustki.
Teleportował się.
Wprawdzie nie wylądował dokładnie tam, gdzie chciał, a pierwsze co zrobił, kiedy zmaterializował się w okolicach dworku Macmillanów, było zwrócenie resztki tego, co miał w żołądku, ale i tak jakimś cudem się nie rozszczepił. Może trochę szkoda. Rozszczepienie - takie porządne - może skróciłoby mu ten żałosny żywot...?
Wstrząsały nim dreszcze kiedy szedł w stronę domostwa Macmillanów. Tak, tych samych, którzy zgotowali mu ten los.
- Odbijcie te tłuczki, chłopcy... - zaintonował gorzko i niewyraźnie pod nosem - i rzućcie tu tego kafla... - skrzywił się i znów splunął. - A chuj wam wszystkim w dupy,
Tralalalalala...
- zanucił jeszcze lekko zmieniając tekst, nim ryknął na całe gardło: - MACMILLAN...! ANTHONY MACMIILLAN!
Co się będzie bawił w jakieś subtelniejsze zagrania? W ten sposób będzie szybciej... Przynajmniej miał taką nadzieję, bo kiedy krzyknął po raz kolejny trochę go siły opuściły na dalsze darcie mordy.
Gdzież był ten drań, kiedy go potrzebował? I to potrzebował bardziej niż kiedykolwiek...?


Beat back those Bludgers, boys,
and chuck that Quaffle here
No team can ever best the best of Puddlemere!


Joseph Wright
Joseph Wright
Zawód : Bezrobotny
Wiek : 28 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
What if I'm far from home?
Oh, brother I will hear you call.
What if I lose it all?
Oh, sister I will help you out!
Oh, if the sky comes falling down, for you, there’s nothing in this world I wouldn’t do.
OPCM : 15
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 16
Genetyka : Czarodziej
Zjednoczeni z Puddlemere
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5364-joseph-e-wright https://www.morsmordre.net/t5428-do-joe#123175 https://www.morsmordre.net/t5417-joe-w#122688 https://www.morsmordre.net/f108-piddletrenthide-79-kamienny-domek https://www.morsmordre.net/t5462-skrytka-bankowa-nr-1335#124469 https://www.morsmordre.net/t5441-joe-wright

Powrót do góry Go down

Był przygnębiony od jakiegoś tygodnia, od momentu kiedy dostał list od nestora i kapitana Zjednoczonych. Nie bez powodu. Rozwiązanie jego ulubionej drużyny wstrząsnęło nim. Zdawał sobie sprawę, że tego szoku nie dało się porównać z szokiem zawodników. Na pewno. Nie mniej, jego ulubiona drużyna, do której kiedyś tak bardzo pragnął dołączyć, przestała istnieć z powodu wojny. Wojny, którą (jak można było chyba powiedzieć) wywołał on, rok temu. Starał się powstrzymać decyzję nestora, znaleźć jakieś lepsze rozwiązanie lub rozwiązania. Był tak przejęty, że nawet gotów był, żeby sam zasponsorować drużynę (a przecież nie miał na to pieniędzy). Problem także na tym, że doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że musieli (Macmillanowie) uważać na finanse. Bez ligi i bez fanów nie mieli szansy istnienia, nie generowali zysków. Brak możliwości znalezienia dobrego rozwiązana sprawił, że czuł się cholernie winny zaistniałej sytuacji. Obwiniał się dosłownie za wszystko.
Tego dnia planował zaszyć się w piwnicy i skupić na dalszym ćwiczeniu swoich umiejętności. W ciągu ostatniego roku udało mu się ustanowić rutynę – kiedy nie musiał działać jako lord i przedstawiciel swojego rodu albo jako Zakonnik, wczesnym rankiem schodził do piwnicy i produkował te najprostsze alkohole. Czasem (z lepszym lub gorszym rezultatem) próbował swoich sił przy trochę bardziej skomplikowanych. Tak też zdarzało mu się siedzieć w piwnicy nawet do późnego wieczora, z przerwą na rozmowę z żoną i inne obowiązki.
Właśnie załamywał się nad jakością stworzonej przez siebie wódki, kiedy w pobliżu pojawił się skrzat i zaczął ciągnąć go za rękaw. Był przerażony, widział to po niezbyt urodziwej twarzy stworzenia. Macmillan natychmiast ruszył do pomocy. Co się działo – nie miał pojęcia. Skrzat niewiele mu powiedział, a i chyba sam był zaskoczony sytuacją. Anthony natychmiast wyobraził sobie to najgorsze, że pojawili się Rycerze, Ministerstwo albo nie wiadomo co. Coś się stało. Natychmiast sięgnął po różdżkę i postawił cały dom w stan gotowości.
Dopiero będąc na korytarzu zrozumiał co się działo. Wiedział do kogo należał głos. Rozpoznał go dość szybko. Blondyn przystanął na chwilę. Musiał coś poradzić, tylko co? Co miał powiedzieć wrzeszczącemu i na pewno zezłoszczonemu Wrightowi? Westchnął ciężko, schował różdżkę i postanowił wyjść do swojego (nieproszonego na dobrą sprawę) gościa.
Joseph… – odezwał się, mrużąc oczy, żeby lepiej dostrzec jego sylwetkę z oddali. Ręce ułożył na piersi i oparł się o kamień zdobiący zewnętrzną ścianę domostwa. – Wyglądasz jak jedno wielkie nieszczęście – zauważył już głośniej, żeby czarodziej mógł go usłyszeć. Czy Wright chciał mu dać w mordę? Jako akt odwdzięczenia się za decyzję nestora? Nie miał pojęcia. Miał jedynie nadzieję, że jego pięść nie była mocniejsza od pięści Weasleya. Nie miałby nic przeciwko temu, żeby przyjaciel się na nim wyżył. O ile miało mu to pomóc w uspokojeniu się. Na Merlina, naprawdę wyglądał gorzej niż on sam w najgorszym stanie spicia.
Anthony dopiero po chwili zrozumiał co powiedział i… poczuł się głupio i nieprzyjemnie. Skrzat pojawił się obok i nadal wyglądał na zaniepokojonego, więc blondyn zamierzał go uspokoić:
Odwołaj alarm, wszystko jest w porządku.


Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга уздисати
Anthony Macmillan
Anthony Macmillan
Zawód : Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
Wiek : 31/32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Обійми мене, обійми мене, обійми
Так лагідно і не пускай,
Обійми мене, обійми мене, обійми
Твоя весна прийде нехай
OPCM : 18
UROKI : 25
ELIKSIRY : 10
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
Piwnica - Page 4 4d6424bb796c4f2e713915b83cd7690217932357
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t5785-dzisiaj-pije-stara-ognista-ogdena https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5790-skrytka-bankowa-nr-1421 https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan

Powrót do góry Go down

Zdążył przekroczyć już bramę i przebyć spory odcinek drogi prowadzącej do drzwi frontowych, kiedy zjawił się oto ten, którego Joe wołał. Tak mu się przynajmniej wydawało, z tej odległości nie widział dokładnie, obraz był nieostry i dziwnie chybotliwy. Wright się zatrzymał, podparł pod boki i zmrużył oczy, żeby dojrzeć czy to faktycznie Tony stoi tam na progu czy może jakiś inny Macmillan. Nie, to on. Joe poznał po głosie i rozłożył zamaszyście ręce.
- ANTHONY MACMILLAN, PROSZĘ PAŃSTWA! - ryknął, jakby obwieszczał to wypełnionym trybunom Stadionu Narodowego. Chyba mocniej zawiało, bo nie ustał tak w bezruchu, ale raptownie postąpił krok do przodu łapiąc równowagę. Ależ tu wiało, ależ wiało...
Nieważne, Joe ponownie podjął marsz w stronę dworku Macmillanów.
- Co tam mówisz, przyjacielu? Nieszczęście? - powtórzył za nim. - To się zdziwisz, Tony, bardzo się zdziwisz, ale dla mnie to wielkie szczęście! - ciągnął dalej, choć z każdym słowem o ton ciszej. Nie miał siły się wydzierać, tak? To nie jego wina, że Macmillanowie mieli tak daleko bramę od domu.
- To wielkie szczęście, że mam takiego przyjaciela jak ty, Tony! - uśmiechnął się, choć samymi spierzchniętymi wargami, bo oczy miał chłodne i niespecjalnie przytomne. - Tony, Tony... Mam nadzieję, że nie przeszkadzam, bo mam do ciebie sprawę.
Czy ta droga kiedyś się skończy? Idę nią już chyba miesiąc... I czemu, u diaska, jest taka kręta?
Ale oto i wyrosły przed nim schody, więc Joseph wziął głębszy oddech i zaczął się po nich wspinać do Tonika. I nie, wcale nie umknęło mu to, co Macmillan powiedział. Chyba do skrzata, ale kogo to obchodziło? Z pewnością nie Wrighta.
- Ha! "W porządku"! Dobre sobie - parsknął gorzko. Jeszcze tylko kilka schodów... Jeszcze tylko... Zatrzymał się, bo jakoś nagle zabrakło mu na nie siły. Po co im tyle schodów? Chyba tylko, żeby utrudnić mu życie.
Znów chyba zawiało i przytrzymał się poręczy, żeby nie wyrżnąć w tył i nie spaść na sam dół tego Everestu, który prawie udało mu się już zdobyć. Prawie.
- Nic nie jest w porządku, Tony... Nic a nic - mruknął w końcu. Z bliska wyglądał jeszcze gorzej niż kiedy zataczał się alejką w stronę dworku. Niezdrowo blady, a jednocześnie opuchnięty na trochę za mocno zarośniętej jak na niego twarzy, z podkrążonymi, rozbieganymi oczami... wymięte, mugolskie ubranie to przy tym wszystkim był pikuś. A najgorsze... najgorsze było to, że cuchnęło od niego na wpół przetrawionym alkoholem nawet z tej odległości... i to na świeżym powietrzu.
- Alkohol mi się skończył, Tony, wiesz? - pożalił się i zdobył na wykonanie kolejnego kroku w górę schodów. Tym razem już nie puszczając poręczy.
- I pomyślałem sobie: mam przecież dobrego przyjaciela, który zawsze poratuje ognistą... - próbował chyba unieść spojrzenie na Anthony'ego, ale nie bardzo mu wyszło. Tak samo jak trafienie stopą na stopień, przez co spadł o jeden w dół. Zaklął szpetnie, warknął coś, ale chyba do siebie, a nie do przyjaciela i pokonał ostatnie trzy stopnie, by stanąć naprzeciw Macmillana. Chwiał się, ale stał.
- To jak będzie, Tony? - zamrugał starając się wyostrzyć obraz na Anthonym, choć ten dziwacznie przeskakiwał to w prawo, to w lewo... Po co? Joe nie miał pojęcia. A może to było dwóch Anthonych? Jeden obok drugiego...?


Beat back those Bludgers, boys,
and chuck that Quaffle here
No team can ever best the best of Puddlemere!


Joseph Wright
Joseph Wright
Zawód : Bezrobotny
Wiek : 28 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
What if I'm far from home?
Oh, brother I will hear you call.
What if I lose it all?
Oh, sister I will help you out!
Oh, if the sky comes falling down, for you, there’s nothing in this world I wouldn’t do.
OPCM : 15
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 16
Genetyka : Czarodziej
Zjednoczeni z Puddlemere
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5364-joseph-e-wright https://www.morsmordre.net/t5428-do-joe#123175 https://www.morsmordre.net/t5417-joe-w#122688 https://www.morsmordre.net/f108-piddletrenthide-79-kamienny-domek https://www.morsmordre.net/t5462-skrytka-bankowa-nr-1335#124469 https://www.morsmordre.net/t5441-joe-wright

Powrót do góry Go down

Ryk sprawił, że przymknął oczy. Zaczekał aż Wright skończy. Nie ruszał się z miejsca. Bez względu na to czy przyjaciel miał zaraz spuścić mu łomot, czy też nie. Pierwsze, co przyszło mu do głowy to, to że pewnie chciał się wyżyć na jakimkolwiek Macmillanie za rozwiązanie drużyny. A potwierdzało to jego dziwaczne zachowanie. Jak mu się udało dotrzeć do Puddlemere? I to w takim stanie? Westchnął głośno, bo ciężko było mu patrzeć na stan przyjaciela. Jak bardzo był pijany? Brzmiał jak gdyby wypił pół flaszki. Chodził jak gdyby wypił całą whisky. Musiał być cholernie pijany.
Tylko jak sobie z nim teraz poradzić? I z jego złością (czy on był zły, zrozpaczony, czy może i to, i to?) Był rozdarty pomiędzy współczuciem Wrightowi, a byciem zawiedzionym tym jak zareagował na rozwiązanie drużyny. Wiedział, że Zjednoczeni wiele dla niego znaczyli, byli całym jego życiem… to oczywiste. Ale przecież… gdyby tylko udało im się zakończyć wojnę, to na pewno wszystko wróciłoby do normy.
Joseph, ile wypiłeś? – Zapytał niepewnie, chcąc wiedzieć jak bardzo było źle.
Rzucił się do pomocy w tym samym momencie, w którym Wright nie potrafił wspiąć się po schodach. Przecież chodziło o jego przyjaciela. Nie mógł mu pozwolić na upadek nawet z kilku stopni. Na Merlina, naprawdę był spity. Waliło od niego alkoholem na dobrych kilka metrów, ale będąc tak blisko miał wrażenie, że czarodziej wypił co najmniej dwie butelki, jeżeli nie trzy. Na kolejne słowa milczał. Rozumiał jego załamanie. I to całkiem dobrze, nawet jeżeli do Zjednoczonych nigdy nie należał.
Coś na to poradzimy – mruknął, przerzucając ramię bruneta wokół swojej szyi i pewnie łapiąc go pod pachą. Chodziło o alkohol, no jasne. – Oczywiście – odpowiedział na kolejne pytanie, śmiejąc się w duchu. Przyszedł tutaj tylko ze względu na whisky. To nawet trochę zasmuciło Macmillana. Już lepiej, żeby mu przywalił, ale żeby przynajmniej traktował go jak osobę, której mógł się zwierzyć. Chyba, że zamierzał się zwierzyć, ale potrzebował do tego ognistej. – Jeżeli wypiłeś wszystko, co miałeś, to oczywiście, że się skończył.
Rozejrzał się, zastanawiając się czy któraś z pań domu obserwowała całą tę scenę przez okno. Nie chciał, żeby Wright był spalony wśród jego rodziny. A potem Anthony’ego naszła inna myśl. Czy on też tak wyglądał, kiedy stracił wszystko tych kilka lat temu? Szybko jednak oddalił od siebie jakiekolwiek ponure myśli z przyszłości. Nie miał czasu rozmyślać o niej rozmyślać, miał Wrighta, któremu trzeba było pomóc przejść przez rozwiązanie drużyny.
Najpierw coś zjesz i chwilę odpoczniesz, dopiero potem mogę dać tobie coś do picia – zaproponował. – Pryncypałku! – krzyknął, chcąc przywołać skrzata. – Przygotuj jakąś zupę albo chociaż herbatę – zażądał.
A potem zerknął na Josepha i zauważył, że był biały niczym ścierka. Zmartwił się. Od kiedy on tak pił? Czy on też otrzymał list piętnastego? Czy to oznaczało, że pił dobry tydzień?
Trzymaj się – zwrócił się do niego. Nie mógł go tak po prostu wnieść do jadalni. Nie chciał, żeby domownicy pomyśleli sobie nie wiadomo co o Josephie. Szybko znalazł drugie rozwiązanie. – Musimy zejść po schodach, więc lepiej, żebyś się mnie trzymał. Nie zamierzam po nich spadać razem z tobą – dodał, przypominając sobie jak boleśnie upadł kilka miesięcy temu. Chciał zaprowadzić go do piwnicy, która wydawała mu się dobrym miejscem na skrycie… no i zawsze, gdyby już Wright trochę wytrzeźwiał, mogli spić się raz jeszcze, ale razem.


Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга уздисати
Anthony Macmillan
Anthony Macmillan
Zawód : Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
Wiek : 31/32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Обійми мене, обійми мене, обійми
Так лагідно і не пускай,
Обійми мене, обійми мене, обійми
Твоя весна прийде нехай
OPCM : 18
UROKI : 25
ELIKSIRY : 10
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
Piwnica - Page 4 4d6424bb796c4f2e713915b83cd7690217932357
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t5785-dzisiaj-pije-stara-ognista-ogdena https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5790-skrytka-bankowa-nr-1421 https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan

Powrót do góry Go down

Strona 4 z 4 Previous  1, 2, 3, 4

Piwnica

Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach