Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Anthony Macmillan

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Anthony Macmillan
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t5785-dzisiaj-pije-stara-ognista-ogdena https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan#137153
Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
30
Szlachetna
Kawaler
Ти си сав мој бол
6
19
10
0
0
0
4
5
Czarodziej

PisanieTemat: Anthony Macmillan   11.02.18 1:53


Anthony Macmillan

Data urodzenia: 3 marca 1926 r.
Nazwisko matki: Longbottom
Miejsce zamieszkania: Puddlemere
Czystość krwi: szlachetna
Status majątkowy: bogaty
Zawód: Podróżnik, wynalazca nowych trunków dla rodzinnego przedsiębiorstwa Macmillan's Firewhisky
Wzrost:1,80 m
Waga: 73 kg
Kolor włosów: Mysi blond
Kolor oczu: Zielono-niebieskie
Znaki szczególne: Blizna na lewym ramieniu, która pozostała mu po otwartym złamaniu





Kiedy wróciłem ze swojej ośmioletniej podróży, stwierdziłem, że jeszcze raz przeczytam swoje zapiski w dzienniku i natknąłem się na moje nieudolne próby pisania listów do Ciebie. Właściwie to cały czas je pilnowałem, żeby przypadkiem nie trafiły w niepowołane ręce. Czytałem je, wykreślałem i zamazywałem to, o czym chciałbym zapomnieć lub przemilczeć. W obecnych czasach trzeba uważać na to, co się mówi i co się pisze.

Nigdy nie interesowała mnie polityka, o czym doskonale wiesz, ale to właśnie ona, jak mi się wydaje, nas poróżniła. Naprawdę myślałem, że stoimy po jednej stronie barykady. Teraz, siedząc już w Kornwalii i pisząc ten krótki tekst zastanawiam się czy nie włożyć go i wszystkich listów, jakie napisałem do Ciebie, do kominka.



Pierwszy list

Drogi przyjacielu,

Dopiero co przyjechałem do „Rosji”. Podróż do tego kraju zajęła mi niestety trzy miesiące. W międzyczasie miałem trochę problemów na francuskich i niemieckich ziemiach. Na całe szczęście, po długiej kontroli, okazało się że mogę ruszyć dalej, ale doradzono mi, żebym unikał mugolskich wiosek. Tak też w „Rosji” zawitałem dopiero w grudniu. Strasznie tu zimno, na co nie byłem przygotowany, bo liczyłem, że dotrę tutaj już we wrześniu ‘48.

Ludzie są tutaj bardzo ostrożni, co jak mi się wydaje, jest efektem długoletniej wojny zarówno w naszym świecie, jak i tym mugolskim. Na całe szczęście znalazłem miejsce w domu kuzynki, która jest córką najstarszej siostry mojego ojca. Mieszka ona pomiędzy Leningradem a Moskwą w zrujnowanym domu. (Został on zrujnowany przez mugoli) Została sama z teściami (których ty byś polubił, ja ich niestety nie polubiłem) i dziećmi. Wszystko z tego powodu, że mąż postanowił się zemścić. Co jest ironią w tym wszystkim, bo mści się on za to, że terroryzował mugolaków, „dla większego dobra”, jak tchórz wykorzystując to, że w ich świecie trwała wojna, oni z kolei odegrali się na nim i tak się zaczęło całe koło, którego nie rozumiem... i po co to wszystko?

Proponowałem jej, żeby wróciła do Anglii, ale nie chciała, twierdząc że jej dom jest tu, daleko od Kornwalii, że u nas by się już nie odnalazła, bo zupełnie wrosła w otoczenie. Kaleczyła angielski, więc rozmawiałem z nią po rosyjsku. Zabawne co dwadzieścia trzy lata wyobcowania od języka i poza miejscem urodzenia może zrobić z naszą pamięcią. Ja na całe szczęście poduczyłem się rosyjskiego. W każdym razie… Pytałem czy potrzebuje pieniędzy, ale powiedziała, że ode mnie nigdy by nie przyjęła. Z jednej strony doskonale ją rozumiem. Nikt w świecie nie jest ani dobry, ani zły, ale z drugiej strony nie potrafię tego pojąć, tej idei mszenia się. Tej nienawiści. Być może nie mogę tego pojąć przez to, że spotkałem i przez to co zaszło między nami trojgiem.

Od tego czasu rozmawiałem z nią tylko o moim dzieciństwie, które i ona pamięta, bo wtedy jeszcze była panną. Wyjechała od nas jak miałem z siedem lat, ona wtedy chyba z dwadzieścia. Śmiała się, że jak na jedynego syna mojego ojca, to byłem okropną niezdarą i że pamięta wszystkie moje upadki miotły i to, że dręczyłem dziadka, żeby ćwiczył ze mną szermierkę (jak i wszystkich Macmillanów, tzn. żeby oni też mnie uczyli), bo spędzanie czasu z matką było dla mnie nudne. Mówiła, że napsułem jej sporo krwi, bo często głupio komentowałem wszystkie rozmowy pomiędzy gośćmi a dziadkiem. Przypomniało jej się jak próbowała nauczyć mnie podstaw tańca. Dlaczego polubiła taniec – to zawsze pozostanie dla mnie tajemnicą. Potem tego żałowała, bo za każdym razem, po kilkunastu minutach uwagi, kopałem ją po kostkach i uciekałem. Czasem podczas tych „lekcji” bardzo się denerwowałem, bo i to było dla mnie nudne i okropne, rozumiesz, te wyprostowane plecy, ręka, zgroza! Kiedyś, raz, z tej złości jakimś dziwnym sposobem rozbiłem wazon, chociaż go nigdy nie dotknąłem, a po tym wszystkim uciekłem. W końcu był to wazon babci, która zawsze powtarzała, żeby go nie tykać. Powiedziała (tzn. kuzynka), że szkoda, że nie mam siostry i dobrze, że nie mam żadnego brata, bo drugiego takiego jak ja by nie zniosła. Jak tylko wspomniała o tych jej naukach to zapytała czy chciałbym zatańczyć. Nie chciałem być niemiły, chociaż nie chciałem tańczyć. No, ale nalegała. Nie czułem się pewnie, więc niestety, ale nadepnąłem jej kilka razy na stopę, na co ona kilkukrotnie kopnęła mnie w łydkę. Rozumiesz, w formie zemsty, za te wszystkie moje kopniaki. Podczas takich rozmów atmosfera pomiędzy nami trochę się oczyszczała, ale potem znowu mieliśmy problemy z dogadywaniem się. Strasznie psioczyła na moją matkę i na mojego ojca, że jak to w ogóle się stało, że zgodził się na ten związek, ale dobrze że przynajmniej ja mam w sobie więcej Macmillana niż z Longbottoma. Nigdy się z moją matką nie lubiły, co doskonale wiesz, bo w końcu znamy się od dzieciństwa i sam byłeś świadkiem ich kłótni.

Pomimo miłych rozmów i wspominania dzieciństwa czułem się jak intruz w jej domu, jak nieproszony gość. Nie pytałem nigdy więcej o to, co się u niej działo przez ostatnie lata, ani dlaczego nie utrzymuje dobrych kontaktów z nami (pomijając jeden lub dwa listy na kilka lat). Mam nadzieję, że nie wie co u mnie zaszło. Nie chciałem jej o tym mówić. Następnego dnia po prostu się spakowałem, podziękowałem za gościnę i ruszyłem dalej.

Przeniosłem się do Leningradu, gdzie mieszkałem przez tydzień w gospodzie. Spotkałem tam grono bardzo hulaszczych czarowników. Pytałem co sądzą o Grindelwaldzie, bo w sumie zaintrygowała mnie ta nienawiść kuzynki w jej oczach. W Hogwarcie nigdy nie chciałem słyszeć o nim, ani o wojnie, zarówno tej „naszej” jak i mugolskiej. Sam słyszałeś, że kiedy wszyscy o tym dyskutowali i pytali co o tym sądzę, odpowiadałem że tak długo jak mojemu domowi i mojej rodzinie nic nie zagraża to nie ma sensu, żebym angażował się w nie-wiadomo-co. No i że jestem za młody, żeby cokolwiek o tym myśleć, co było moją ucieczką od tematu. Ty też o to pytałeś, często rozmawialiśmy o naszych trochę odmiennych podejściach, a że wtedy nie byłem w stanie wywnioskować co nadchodzi...

W każdym razie… Zgubiłem wątek… Ah, tak, Ci czarodzieje próbowali uniknąć tematu. Stwierdziłem więc, dla odmiany, że miło by było spróbować ich alkoholu. Obiecałem w końcu ojcu, że będę mu przesyłał inspiracje do tworzenia nowych trunków, a minęły cztery miesiące i nie wysłałem mu żadnego listu, tylko matce. Spróbowałem więc lokalnej „bąbelówki”, bo kusili mnie, że skoro tak bardzo ciągnie mnie do alkoholu, no to należy mi się właśnie ona. Alkohol był przeźroczysty, podobny, w pewnym sensie, do mugolskiej wódki. W smaku był ostrzejszy. Po jednym łyku miałem wrażenie, że odpadnie mi język. Rozumiesz, jeden łyk i odpadasz. Drugiego już nie zrobisz, chyba że chcesz przestać mówić na kilka dni. Patrzyli się na mnie jak na idiotę kiedy notowałem w dzienniku opis tego, co mi dali. Teraz, jak nad tym wszystkim myślę, to wydaje mi się, że podali mi akurat ten alkohol, żebym tylko nie pytał więcej o politykę i o Grindelwalda. Tak, jak gdyby wyczuwali, że dla mnie to wszystko nie jest jednoznaczne, nie jest tak czarno-białe, ale jednocześnie, jak gdyby, nie chcieli ze mną walczyć. Dlaczego nie mam pojęcia. A może się czegoś bali?…

Drugiego dnia spróbowałem już bimbru. Mówili mi, że czasy są trudne, że mugole i że „nasza” wojna zniszczyły uprawy lokalnego dostarczyciela, więc sami starają się coś ukręcić ze skromnych zasobów, które im pozostały, jeżeli nie dojedzie żadna dostawa. Nie pytaj mnie z czego zrobili akurat tę butelkę, którą piłem. Miało to nieprzyjemny smak, ale na całe szczęście grzało, a styczeń tutaj, w Leningradzie, potrafi być naprawdę mroźny. Jeden ze szmuglerów powiedział mi, że następnym razem byłoby lepiej, gdybym nie poruszał kwestii politycznych publicznie. Szepnął mi, że Grindelwald wciąż ma tutaj wielu zwolenników i że „czuć” na odległość, że coś we mnie nie pasuje, ale że przyjechałem od kuzynki, której mąż stoi po jego stronie to nie śmią mnie tknąć. Potem głośno krzyknął: „Slava Grindelval’du!”, chcąc mi zademonstrować, że to co powiedział jest prawdą, a w tłumie wiele głosów odkrzyknęło: „Dla większego dobra!” Czułem się bardzo nieswojo, ale szmugler szturchnął mnie w ramię i znacząco mi wskazał, żebym zrobił to samo, a że byłem pijany to pamiętam jedynie, że patrzyłem na swoją podniesioną szklankę, już miałem krzyknąć jakąś obelgę, ale ta szelma, jak gdyby wyczuła co się szykuje. Krzyknął, że trzeba dać mi do spróbowania inne domowego wyrobu alkohole. Nic więc nie mówiłem, bo mimo wszystko, traktowali mnie przyjaźnie.

Podczas picia dosięgnął mnie smutek, przed którym miałem przecież uciec. Wiesz, przypomniała mi się znowu. Jak gdyby jej duch mnie śledził i jak gdyby pilnował mnie przed takim towarzystwem. Żeby tylko o niej nie myśleć piłem więcej i więcej, a ci wykrzykiwali jakieś hasła, których już nie pamiętam. A szmugler pilnował mnie, żebym nie palnął niczego głupiego. Dlaczego to robił, nie mam pojęcia. Rano obudziłem się pod stołem. Barman śmiał się, że jeszcze tak zalanego turysty tutaj nie widzieli, tym bardziej że byłem jednym z nielicznych pierwszych turystów po ‘45. Mówił, że jeszcze wiele lat przede mną, żeby pić jak „Rus”. Strasznie bolała mnie głowa. Ponoć próbowałem umówić się z jakąś rozwiedzioną wiedźmą, która przywaliła mi jakimś zaklęciem ogłuszającym. Straciłem przytomność, więc ułożyli mnie pod stołem przy kominku, żebym nie zamarzł. Teraz mam zamiar się spakować i wyruszyć na południe. Nie czuję się tu dobrze, a rano dostałem liścik, chyba od tego szmuglera, że mąż kuzynki mnie szukał, bo chciał mi pogratulować uniknięcia kary za wiesz-co. Dla Ciebie Rosja stałaby się pewnie drugim domem.

Twój oddany przyjaciel, A.



Drugi list

Drogi przyjacielu,

Wiem, że nie otrzymałeś pierwszego listu oraz, że nie otrzymasz i tego, i wszystkich pozostałych, które mam zamiar napisać. Jedne listy, które wysyłam to te do rodziny. Ojcu przesyłam regularnie przepisy lub informacje o alkoholach, które napotykam. On z kolei pisze, że o ile część z moich pomysłów ma szansę na powstanie, o tyle pozostaje problem autorstwa alkoholi oraz to jak przedsiębiorstwo ma je wydać. Między mną a nim przed wyjazdem w ogóle była napięta atmosfera. Przez to całe zamieszanie z rozprawą nie mogłem normalnie mu pomagać, a potem wolałem się upijać i zamykać w samotności niż pracować. Ojciec miał rację. Musiałem po prostu znaleźć się poza Wielką Brytanią, żeby odzyskać sens życia. Nie zmienia to faktu, że mam problem z pisaniem w ogóle. Piszę w dzienniku to, co potem opisuję też ojcu w listach. Czasami też staram się odtworzyć produkcję niektórych alkoholi i dodawać czegoś od siebie, ale nie zawsze mi się to udaje, poza tym nie zawsze mam dostęp do niezbędnych ingrediencji i kociołka. Chciałbym to potem jakoś wydać, tzn. te moje zapiski, ale z drugiej strony musiałbym ocenzurować te części, w których pojawiasz się Ty, ona i te, które dotyczą wiesz-czego. Trudno mi nad tym zapanować, a do takiej poprawy musiałbym porządnie przysiąść.

Minęły dwa lata od rozpoczęcia mojej „wycieczki”. Moja podróż trwa dalej. Od mojego wyjazdu z Leningradu podróżowałem trochę po Rosji. Wyruszyłem wpierw do Murmańska, a dopiero potem do Moskwy. Wiem, miałem od razu wyruszyć na południe, ale ciekawił mnie świat. Szukałem nowych, nieznanych mi alkoholi, a te które znalazłem opisałem w swoim dzienniku, na tyle na ile potrafiłem. Potem pojechałem do Polski, tam próbowałem domowych nalewek. Gdybyś tylko spróbował tej z orzechami! Nazwy oryginalnej nie spisałem, bo i tak nie byłbym w stanie jej przeczytać. Spróbowałem napisać ją fonetycznie, rozumiesz, ale wyszło mi coś w stylu „oshehoovka”. Potem udałem się do Czechosłowacji, gdzie przez długi czas trzeźwiałem… To znaczy próbowałem wszystkich rodzajów magicznego piwa, no i próbowałem je jakoś rozpracować, ale rozprasza mnie to, że cały czas o niej myślę.

Obecnie znajduję się w Bułgarii, w Trnie. Tutaj jest bardzo przyjemnie, ale stwierdziłem, że milej mi będzie poznać mugolski żywot, którego tak bardzo wszyscy (w sensie nasi) mi odradzają, nie wiedzieć czemu. Niestety, z moją skromną wiedzą dotyczącą mugolskiego życia i ich dziwnych zachowań o mały włos nie wzięli mnie za wroga ich ideologii. Jeszcze raz problematyczna okazała się dla mnie piekielna polityka! Nie wiem co nas i ich tak bardzo pociąga do snucia dziwnych planów, do zastanawiania się kto jest lepszy, kto jest gorszy, jak gdyby nie mogli po prostu żyć i cieszyć się każdym dniem. Po co to wszystko? Po co też było to Tobie? Może tego nie rozumiem, bo jestem Macmillanem, ale naprawdę da się zwariować! A propos wariactwa… Na całe szczęście udało mi się wybrnąć z sytuacji. Ostatecznie uznali mnie za dziwaka, artystę, chociaż do artystów też mają nijakie nastawienie. Tak czy siak, postawili mi kolejkę, jak tylko wytłumaczyłem im, że opisuje właśnie alkohole. Mówili mi, że mają wspaniałą „gjułowę”. To jeden z najsmaczniejszych alkoholi, jakie kiedykolwiek próbowałem. Mimo wspaniałego zapachu, mocno piekła w gardło, ale nie tak jak nasza Stara Ognista Ogdena, nie mówiąc już o tej rosyjskiej „bąbelówce”. Zadziwiające jak udało im się stworzyć taki alkohol bez pomocy czarów i z tak ograniczonymi możliwościami, Grindelwald mógłby się zawstydzić swojej opinii o nich.

Następnie przeniosłem się do czarodziejskiego miasteczka w pobliżu Sofii, bo bałem się, że przebywając zbyt długo pomiędzy nimi w końcu się zdradzę i tym razem poniosą mnie na widłach. Czarodziejów zapytałem o odpowiednik „gjułowki”. Od razu przedstawili mi całą serię alkoholi wysokoprocentowych z kwiatów i roślin z egzotycznymi dodatkami prosto z Turcji. Zresztą nie chciałbym cię zanudzać moimi wrażeniami smakowymi, bo może kiedyś o nich przeczytasz, o ile uda mi się zapanować nad moimi notatkami w dzienniku. To co chciałbym ci przekazać to, to że kolejny raz z rzędu się upiłem, sam wiesz dlaczego.

Twój oddany przyjaciel, A.



Trzeci list

Przyjacielu,

Znowu nachodzą mnie wspomnienia i koszmary. Staram się nie pić, ale czasami nie mogę się powstrzymać.

Pamiętasz szkołę? 6. rok? ‘42? Pamiętasz jak siedzieliśmy w Skrzydle Szpitalnym, bo oboje pałkarze Gryffindoru odbili tłuczki w moją stronę? Nieźle mnie wtedy urządzili. Zawsze miałem pecha do tłuczków. Wtedy jednak spędziłem chyba dwa lub trzy tygodnie przykuty do łóżka. Ból niewyobrażalny, bo jeden tłuczek walnął mnie tak, że kość przebiła mi skórę w przedramieniu, a drugi połamał mi żebra, nie mówiąc o wstrząśnieniu! Ale zawsze miałem pecha do tłuczków. Sam się śmiałeś, że w Quidditchu nie powinno być pałkarzy, tylko na każdym meczu powinienem wychodzić i odbijać tłuczki samym sobą.

Pamiętasz, że wtedy mój dziadek i ojciec obrazili się na mnie, bo zrezygnowałem z Quidditcha? Nigdy im nie powiedziałem tego, że matka mnie błagała i płakała, że wystarczy jej to, że musi żyć z Macmillanami i żebym chociaż ja zachowywał się w miarę rozsądnie. Czasami żałuję, że zrezygnowałem, bo zawsze przypominają mi się słowa ojca, z mojego dzieciństwa, jak na szóste urodziny kupił mi nowiutką miotłę, że będzie ze mnie świetny ścigający. Ale sam pamiętasz ile wyjców mi przysyłała matka, że jak nie zrezygnuję to pewnie pewnego dnia nie będzie miała już po co przyjeżdżać do Skrzydła czy Szpitala, tylko od razu na cmentarz. A dziadek i ojciec, sam pamiętasz, że pogniewali się, ale koniec końców im przeszło, bo obiecałem, że na pewno zdam eliksiry, zielarstwo i zaklęcia, i ONMS, i że pomogę przy przedsiębiorstwie lub przy dworku dziadka.

Zresztą… do czego dążę, już Ci piszę. Nie wiem co to za czary i może moje słowa zabrzmią ironicznie, ale naprawdę dziękuję Hagridowi (pomijając smutny fakt, że został wydalony i że przez niego zginęła ta biedna Marta) za to, że wypuścił tego przeklętego potwora, bo bez niego nie zobaczyłbym jej w tym przeklętym Skrzydle. Wiesz doskonale, że normalnie nie zwracałem uwagi na dziewczyny, bo byłem za bardzo pochłonięty Quidditchem i swoimi marzeniami. Wiem, cała ta sytuacja brzmi jakbym był degeneratem, bo wtedy ona leżała jak sztywna. Mimo wszystko nigdy bym się nie zakochał (choć chyba to złe słowo, sam nie wiem) i nigdy nie spróbowałbym z nią porozmawiać, gdyby nie to całe zamieszanie z „Dziedzicem Slytherina”.

Zabawne, że jedna tragedia mnie do niej zbliżyła, a druga wszystko zaprzepaściła. Gdyby nie ty i twoje chore idee i gdyby nie Grindelwald moje życie byłoby inne, może lepsze, a nie pozbawione sensu zgorzkniałe, smutne, pijane i wypełnione rozpaczą nad niewinną dziewczyną. Szkoda, że okoliczności mojego i jej poznania były równie tragiczne, co koniec naszej relacji.

Twój przyjaciel, A.



Czwarty list

Przyjacielu,

Wiesz jak to ze mną teraz jest. Po prostu wziąłem butelkę, którą dostałem w Belgradzie, poszedłem do swojego pokoju i piłem w samotności. Może i zhańbiłem otrzymany w prezencie alkohol, ale ty byś pewnie powiedział, że mugolskiego alkoholu nie da się zhańbić. Gdyby tylko matka widziała jak upadłem… Gwarantuję Ci, zapewne by mnie zabiła… albo nie wiem, błagałaby ojca, żeby mnie wydziedziczył. Ojciec i tak nigdy by tego nie zrobił. Przecież ile pijanych Macmillanów stąpa po Wielkiej Brytanii tylko dlatego, że dożyli „emerytury” i nie mają co zrobić, więc piją rodzinną whisky. Myślę, że matka jest mną rozczarowana, chociaż ojciec pisze, że ciągle nie może spać i że jej krótkie listy są tylko efektem próśb dziadka, żeby nie pytała w nich o zbyt wiele i dała mi czas na wyciszenie. Myśli, że to jej wina, bo swoimi błaganiami zamknęła mi szansę na Zjednoczonych i że przez to „fatalnie” się zauroczyłem.

Wiesz, że ja nie piję dlatego, że nie udało mi się zostać ścigającym z Zjednoczonych z Puddlemere. Chociaż gdybym tylko mógł, gdybym tylko nie odczuwał okropnych bóli w lewej ręce i czasem w klatce, gdyby tylko ktoś mi powiedział: „Tak, słuchaj, mamy wolne miejsce na pozycji ścigającego. Jesteś Macmillanem? Macmillanów szukamy”, to wierz mi na słowo, już dawno byłbym w Kornwalii.

Piję, bo za nią tęsknie i piję, bo najlepszy przyjaciel mi ją odebrał.

Twój przyjaciel, A.



Piąty list

Oszaleję, „Przyjacielu”,

Brakuje mi Starej Ognistej z barku dziadka, brakuje mi Quidditcha, brakuje mi rodziny, wujostwa i kuzynostwa, wszystkiego, jej też mi brakuje!. Ale wstyd i zła kondycja ducha powstrzymują mnie przez spakowaniem się i powrotem. Wstydem byłoby pojawić się przed matką i tego samego dnia upić się do nieprzytomności.

Tym bardziej mi wstyd, bo wiem ile razy próbowała mnie nauczyć honorowego, dobrego wychowania, a nie ucieczki przed przeszłością. Z drugiej strony nie wydaje mi się, że to, co robię to ucieczka. Gdybym chciał uciec nie pisałbym jej i ojcu listów i nie pomagałbym rodzinie w wymyślaniu lub testowaniu nowych trunków, jakkolwiek źle to brzmi.

Naprawdę oszaleję. Bez alkoholu nie mogę normalnie funkcjonować. Bez alkoholu mam ochotę dostać się do tego miejsca, do którego uciekłeś, a nie wiem gdzie jest i porządnie Ci przywalić. Do Twojego poziomu nie jestem, niestety, w stanie się zniżyć. Nawet gdybym jednak chciał, to i tak bym nie mógł, o czym doskonale powinieneś wiedzieć.

Ostatnio i na trzeźwo myślę nad tym, co się wydarzyło tego przeklętego lata ’45 roku. Czasami mam wrażenie, że może to wszystko było najokropniejszym koszmarem. Jakimś tragicznym zbiegiem okoliczności. Śmierć dobrego Dumbledore’a, nasz świat w szaleństwie, świat mugolski w szaleństwie, może szaleństwo dopadło po prostu wszystkich, w tym i Ciebie.

Widzisz, tak bardzo namieszałeś w moim życiu, że nawet nazwisko nie uchroniło mnie przed podejrzeniem niektórych dobrych rodzin o to, że sprzyjam Grindelwaldowi Co z tego, że już pod koniec ’45 wszyscy poznali prawdę, że jestem niewinny, że to wszystko nie była moja wina, tylko twoja. Nikt jednak nie chciał uwierzyć w to, że nie jestem po jego stronie! Czasami mam wrażenie, że bardziej jestem zły na ciebie nie o to, że ją zabiłeś, ale że zdradziłeś naszą długoletnią przyjaźń. Jestem na siebie zły, bo nigdy podczas procesu nie powiedziałem wprost, że byłem i jestem przeciwny Grindelwaldowi, ale nikt mnie o to nie zapytał, a ja sam byłem przerażony tym, że przez dwa tygodnie siedziałem w areszcie. Poza tym… Jak wpadłeś na tę ideę? Doskonale wiedziałeś, że przecież nigdy nie byłbym w stanie rzucić tego czaru z pomocą swojej różdżki. Przecież poznaliśmy się właśnie w sklepie różdżkarskim! Po co ci to wszystko było? Dlaczego to mnie próbowałeś wrobić? Swojego przyjaciela? I to z dzieciństwa! Doskonale wiedziałeś też, że nigdy, przenigdy, nie byłem przeciwko mugolakom Jedyne za co czuję się winny to, to że nie byłem jej w stanie obronić przed własnym przyjacielem. I że nie powstrzymałem Ciebie przed popełnieniem tak wielkiego głupstwa.

Wiesz, jeden z mugoli, z Belgradu, widząc jak się stoczyłem pewnego wieczoru powiedział mi jedynie, że „głęboko go rozczarowałem”, w ich języku, więc ja mogę powtórzyć ci to samo: Дубоко си ме розучарао

A.



Szósty list

Długo nie pisałem. Przykro mi, że nie jesteśmy już przyjaciółmi. Teraz to zrozumiałem. To znaczy… wiedziałem o tym już znacznie wcześniej, od ’45, ale jeszcze się broniłem. A może i wcześniej… Znaliśmy się przecież od małego. Przecież razem biegaliśmy po wrzosowiskach niedaleko mojego domu. Razem jeździliśmy konno i razem towarzysko graliśmy z Quidditcha. Zawsze mi kibicowałeś, chociaż byliśmy z innych domów w Hogwarcie. Szkoda, że tak się stało. Pomyśleć, że jako dzieciaki ganialiśmy za wrończykami i za skrzatami.

Naprawdę nie wiem co mam powiedzieć. Dlaczego stałeś się mordercą? Co ci mugole zrobili? I czarodzieje mugolskiego pochodzenia?

Uspokoiłem się, wiesz. Obecnie znajduję się w Kotorze, gdzie w końcu, po raz pierwszy od siedmiu lat, porządnie się wyspałem. Poznałem tutaj jedną dziewczynę, która opowiadała mi o przedziwnych zasadach, jakie panują w byłych czarnogórskich „Brdach”. Przez pewien czas miałem wrażenie, że mógłbym się w niej zauroczyć, ale od razu przypomniałem sobie o naszej sprawie, o której nie warto już wspominać setny raz. Najwyraźniej powinienem trzymać się z dala od mugoli i mugolaków.

Z tym, że oni sami jakoś mnie zachęcają do tego, żeby poznawać ich kulturę. Naprawdę nie wiem co napadło Ciebie i wszystkich Tobie podobnych do tworzenia „nowego, lepszego świata”. Nie lepiej byłoby po prostu robić swoje? My mamy magię, oni nie. My robimy to, oni to. Proste. Po co bawić się w skomplikowane relacje?

Spróbowałem tutaj viljamovki. Bułgarski alkohol jest niczym w porównaniu do jugosłowiańskiego. Vilijamovka wydaje mi się łagodniejsza, ale nie wiem czy jest to spowodowane moim dziewięcioletnim… dziesięcioletnim(?) piciem czy też może po prostu otrzymałem dość słabą rakiję. W każdym razie, ta gruszka w butelce jest bardzo... urocza. A ja na pewno nie jestem alkoholikiem! Nie rozumiem dlaczego matka w listach pisze, że pójdę w ślady najstarszego brata mojego ojca. Swoją drogą, muszę koniecznie spróbować sam stworzyć vilijamovkę z jakimś „naszym” dodatkiem… No i muszę zaraz napisać list do ojca jak się ją robi… jak tylko uda mi się samemu ją osiągnąć.

To ostatni list, który do Ciebie piszę. Później wszystkie listy uporządkuje, a na końcu pewnie spalę, jak tylko będę pewien, że chcę akceptuję wszystko to, co się stało.

A.



Siódmy list



Mamo,

Otrzymałem Twój list dopiero 24. maja. Mam trudności z wysyłaniem listów, z tego powodu, że jakiś bałwan znowu zestrzelił mi sowę. Tutaj, w górach mają dziwny zwyczaj strzelania na wesele, a wesela w tym okresie są co chwilę. Proszę Cię, uspokój się. Ojcu nic się nie stanie, trochę poleży u Św. Munga i wyzdrowieje, na pewno. Mam nadzieję, że uda się szybko odbudować Puddlemere, po tym co się stało. Nadal nie rozumiem jak „samo z siebie” w całej Anglii „coś” się stało. Proszę Cię, nie panikuj. Zamiast siedzieć w domu, powinnaś spędzić trochę czasu z babcią. MM wyjaśni tę sytuację, mam nadzieję.

Nie martw się o mnie. Tutaj nic dziwnego się nie stało. Wszystkie domy stoją tak, jak stały. Nikomu nic się nie stało... Pomijając to, że postrzelili jakiegoś człowieka na weselu, bo to dziwne urządzenie, które nazywają karabinem, komuś się wymsknęło z dłoni, taki przypadek. Tylko się nie martw, nie byłem na tym weselu. Jeżeli chodzi o mój stan duchowy - pogodziłem się ze wszystkim. Jak najszybciej wrócę do domu. Dzisiaj się spakuję. Mam nadzieję, że najpóźniej pojawię się na początku czerwca. Wypij coś na uspokojenie.

Przekaż babci i wszystkim, żeby się nie denerwowali.

Twój Tony



Patronus: Wrończyk kojarzy mu się z rodzinnymi stronami oraz z symbolem hrabstwa Kornwalii. Przy wypowiadaniu zaklęcia próbuje przypomnieć sobie dzieciństwo, w tym bajki i poezję czytane przez babcię, zawierające opisy właśnie wrończyków. Innym pomocnym wspomnieniem, także z okresu dzieciństwa, jest dla niego próba łapania tych ptaków z jedynym przyjacielem, jakiekolwiek miał.











Statystyki i biegłości
StatystykaWartośćBonus
OPCM: 6 + 1 (różdżka)
Zaklęcia i uroki: 19 +4 (różdżka)
Czarna magia: 0 Brak
Magia lecznicza: 0 Brak
Transmutacja: 0 Brak
Eliksiry: 10 Brak
Sprawność: 5 Brak
Zwinność: 4 Brak
JęzykWartośćWydane punkty
Język ojczysty: angielski II0
rosyjski II 2
serbsko-chorwackiI1
Biegłości podstawoweWartośćWydane punkty
RetorykaI2
ZielarstwoII10
ONMSI2
Biegłości specjalneWartośćWydane punkty
Jasny umysłII5
MugoloznawstwoII20
Szlachecka etykietaI0
EkonomiaII10
Silna wolaI2
Biegłości fabularneWartośćWydane punkty
Brak -0
Sztuka i rzemiosłoWartośćWydane punkty
Literatura (tworzenie prozy)II3
Literatura (wiedza)I½
Muzyka (wiedza)I½
Wytwórstwo (magiczne alkohole)I1
AktywnośćWartośćWydane punkty
Latanie na miotleI1
JeździectwoI1
SzermierkaI1
Taniec balowyI1
GenetykaWartośćWydane punkty
Brak-0
Reszta: 9

Wyposażenie

Sowa, piersiówka "Bezdna"



Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Anthony Macmillan   21.02.18 15:32

Witamy wśród Morsów

Twoja karta została zaakceptowana
INFORMACJE
Przed rozpoczęciem rozgrywki prosimy o uzupełnienie obowiązkowych pól w profilu. Zachęcamy także do przeczytania przewodnika, który znajduje się w twojej skrzynce pocztowej, szczególnie zwracając uwagę na opis lat 50., w których osadzona jest fabuła, charakterystykę świata magicznego, mechanikę rozgrywek, a także regulamin forum. Powyższe opisy pomogą Ci odnaleźć się na forum, jednakże w razie jakichkolwiek pytań, wątpliwości, a także propozycji nie obawiaj się wysłać nam pw lub skorzystać z działu przeznaczonego dla użytkownika. Jeszcze raz witamy na forum Morsmordre i mamy nadzieję, że zostaniesz z nami na dłużej!

Anthony bez wątpienia przeżył w swoim życiu wiele i równie wiele zobaczył, spędziwszy ostatnie lata na niezwykłych podróżach po świecie, podczas których miał możliwość poznania nie tylko innych ludzi i kultur, ale także siebie samego i własnych słabości. Jedyny syn swoich rodziców i absolwent Hufflepuffu przeżywa tragedię, jaką była śmierć ukochanej przerywająca zakazany związek ponad podziałami oraz zdrada dokonana przez własnego przyjaciela, i właśnie to pcha go do tego, by poszukać ukojenia w odległych krainach i rozmaitych alkoholach, którymi się raczy, by zatopić w kieliszku swoje smutki. Niechętny do jednoznacznego zdeklarowania strony pielęgnuje w sobie neutralność i szuka własnego miejsca w świecie rządzonym przez podziały i wciąż naznaczonym niedawnymi konfliktami, zarówno tym magicznym jak i mugolskim. Ale uciekanie od przeszłości nie mogło trwać wiecznie – wieści o niedawnych majowych wydarzeniach sprowadzają Macmillana z powrotem do kraju, nad którym stopniowo zbierają się ciemne chmury zwiastujące nieuchronne zmiany. Jak będzie wyglądał ten powrót na łono rodziny i ponowne odnalezienie się wśród wyższych sfer i konwenansów po wyzwolonym i niezależnym żywocie, jaki wiódł? I czy pewnego dnia przyjdzie taki moment, kiedy zdecyduje się porzucić dotychczasową neutralność i zadeklarować swoje stanowisko?

OSIĄGNIĘCIA
Koneser alkoholi
 STAN ZDROWIA
Fizyczne
Pełnia zdrowia.
Psychiczne
Skłonności do alkoholu.
UMIEJĘTNOŚCI
Brak
Kartę sprawdzał: Ramsey Mulciber


Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Anthony Macmillan   21.02.18 15:32

WYPOSAŻENIE
Różdżka, sowa, piersiówka "Bezdna", biała perła (+5 do zaklęć wodnych)

ELIKSIRYBrak

INGREDIENCJEposiadane: waleriana x2, bezoar x3, piołun x3, skrzeloziele, korzeń ciemiernika

[10.06.18] Ingrediencje (lipiec/sierpień)

BIEGŁOŚCI[03.06.18] Wsiąkiewka maj/czerwiec: +2PB do reszty

HISTORIA ROZWOJU[09.02.18] Karta postaci, -60 PD
[26.05.18] Zdobyto podczas Festiwalu Lata: biała perła
[03.06.18] Wsiąkiewka maj/czerwiec: +90PD, +2PB


Powrót do góry Go down
 

Anthony Macmillan

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Anthony Burke
» Wzgórza rezerwatu
» H. R. MacMillan Space Centre

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Kartoteki :: Czarodzieje-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18