Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Balkon
AutorWiadomość
Balkon [odnośnik]19.05.18 22:36

Balkon

Na balkon wychodzą przeszklone drzwi. Nie ma na nim wiele miejsca, ale jest nastrojowa huśtawka – ławeczka ledwie mieszcząca dwie osoby zwieszona z haków wkręconych w sufit. Otaczają ją rośliny w doniczkach. Z pierwszego piętra Frances ma widok na wiecznie zatłoczoną Pokątną. Nie jest to zachwycająca panorama dachów, może nawet prozaiczne utrapienie (nader często przyłażą i przesiadują tu obce koty, a hałas z ulicy dociera do jej okien bezpośrednio), ale Frania z lubością przesiaduje tam i nawiązuje rozmowy z przechodniami, podnosząc wzrok znad książki.
Frances Montgomery
Zawód : nauczycielka Zaklęć w Hogwarcie
Wiek : 26
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Would it be all right
If we just sat and talked for a little while
If in exchange for your time
I give you this smile?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5837-frances-montgomery https://www.morsmordre.net/t6040-listy-do-frani https://www.morsmordre.net/t5906-pani-prawie-profesor https://www.morsmordre.net/f164-pokatna-7-2 https://www.morsmordre.net/t6051-frances-montgomery
Re: Balkon [odnośnik]28.09.18 0:52
| 25 sierpnia

Stanąłem przed drzwiami od jej mieszkania, wracając myślami do dnia naszej kłótni. Z pewnością mogę uznać te wakacje za przełomowe pod względem rozwoju naszej znajomości. Nigdy wcześniej nie powstały między nami takie spięcia, nigdy wcześniej nie byliśmy wobec siebie tacy szczerzy. Nasza przyjaźń weszła na inne tory, ale jestem z tego powodu zadowolony, mimo że jeszcze nie jestem pewny dokąd nas to zaprowadzi. Chcę jednak myśleć, że w same piękne miejsca. Bo czy mam jakiekolwiek powody, żeby uważać inaczej? Chociaż nie, w zasadzie mam. Dzisiejsza rozmowa może o wszystkim przesądzić. Dlatego jeszcze nie zapukałem, tylko tak stoję jak kołek. Jestem pewny, że Dżuma już mnie wyczuła i koczuje z drugiej strony. Może Frances przez to podejrzewa, że ktoś stoi za drzwiami i zaraz je otworzy zanim ja zdążę zapukać? Nie chciałbym, żeby tak wyszło. W końcu decyduję się zapukać, celowo wystukując na drewnie rytm znanej piosenki, by to spotkanie nie było od początku skazane na grobową atmosferę. To chyba nowa piosenka Elvisa, ale nie jestem pewien, leciała gdzieś w tle. Przypominam sobie, że nie zabrałem ze sobą lodów nugatowych. Niektórzy mogliby stwierdzić, że może to i lepiej - stracą swój urok jeżeli będzie ich pod dostatkiem, ale ja tak nie uważam. Skoro sprawiają komuś tyle radości to niech się nimi obżera każdego dnia. Jeżeli się przejedzą, znajdą inny specjalny smak i wszystko zacznie się od nowa. Jestem przeciwnikiem odbierania sobie małych przyjemności. Jak bez nich wyglądałoby nasze życie? Bez sensu. Tak brzmi moja odpowiedź, dlatego biegnę z zawrotną prędkością na dół i szybko pakuję do pudełka trochę lodów, nie zważając na zdziwione spojrzenie Florence. Macham tylko ręką, żeby się mną nie przejmowała, i biegiem wracam na górę. Przeskakuję po dwa, trzy schodki na raz, omal się nie potykając o własne nogi. - Jestem! - Zawiadamiam Frances, która przecież mogła pomyśleć, że ktoś stroi z niej głupie żarty. Puka i znika. - To ja pukałem. Mogę wejść? - Złapała mnie lekka zadyszka, to bardzo źle świadczy o mojej kondycji. Zdecydowanie muszę zacząć biegać zamiast całymi dniami stać w lodziarni albo siedzieć w mieszkaniu. Łapię wygodniej pudełko lodów, które na pewno jest Frances bardzo dobrze znane. Stresuję się tą rozmową, szczególnie, że od naszego ostatniego spotkania minęło dużo czasu. Obudziłem się jednak dzisiaj z przeświadczeniem, że już bardziej gotowy na to nie będę. A Frani należą się zakończenia rozpoczętych historii.


not a perfect soldier
but a good man

Florean Fortescue
Zawód : bezrobotny
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Pijemy z czary istnienia
Z zamkniętymi oczami,
Złote skropiwszy jej brzegi
Własnymi gorzkimi łzami.
OPCM : 34 +2
UROKI : 6 +4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Balkon E89bda95c5344104e5639bbb0172ffa8
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3393-florean-fortescue https://www.morsmordre.net/t3438-laverne#59673 https://www.morsmordre.net/t3432-pan-fortescue#59587 https://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 https://www.morsmordre.net/t4591-skrytka-bankowa-nr-854 https://www.morsmordre.net/t3439-florean-fortescue#59674
Re: Balkon [odnośnik]28.09.18 12:48
Brnęła właśnie przez wyjątkowo nużący fragment podręcznika. Czytała o złożonych zaklęciach obronnych, korzystając z okazji napotkania książki w jednej ostatnich chwil poświęconych na pakowanie jej biblioteczki. Wybór nie był najlepszy, a żeby zrównoważyć nadspodziewaną trudność lektury, Frances przeniosła się na balkon. Dobiegające tam odgłosy rozmów prowadzonych na ulicy i promienie słońca rozproszyły ją zamiast pomóc się skupić. Szybko odłożyła podręcznik i zajęła się po prostu oglądaniem życia. Ułożyła głowę na ramieniu wyciągniętym wzdłuż poręczy, wystawiając profil do słońca. Pukanie do drzwi wytrąciło ją nieco z błogiego nastroju, ale nie zdążyła nawet wstać, a już ucichło. Frania zaciekawiła się nieco, zdawało jej się bowiem, że gość puka w dziwnie znajomym rytmie, podniosła więc głowę i spojrzała w kierunku drzwi. Dopiero kiedy zabrzmiało pukanie znowu, tym razem nie ustępując po dłuższej chwili, Frances podniosła się z ławeczki i podeszła do drzwi, by otworzyć. Widok Floreana po drugiej stronie niespecjalnie ją zdziwił. Wydała go Dżuma, czekająca w progu nawet, gdy zapadła cisza. Przed wieloma z jej znajomych czmychała do sypialni i czekała tam, zwinięta na poduszce, przynajmniej pół godziny nim uznała, że niewiele ryzykuje, wychodząc do salonu skażonego obcymi zapachami nowego człowieka. Wpuściła Floreana do środka, w ostatniej chwili powstrzymując się od upomnienia go po raz kolejny, by nie pytał się nawet, czy może wejść.
- Tak myślałam. – w końcu kto inny wystukiwałby na jej drzwiach „Blue suede shoes”? Podejrzewała, że zdobyłby się na to może sam Król rock’n’rolla przychodzący w odwiedziny do jakiejś panny, ale jego raczej nie spodziewała się pod swoimi drzwiami. – Co, zapomniałeś lodów? – domyśliła się, a widząc pudełeczko w jego rękach uśmiechnęła się – strzał okazał się trafiony. – Naprawdę nie możesz mnie tak rozpieszczać.
Mimo to wzięła od niego lody i zniknęła na chwilę w kuchni. Dało się słyszeć, jak lodówka zafurkotała, oburzona, że ktoś śmiał znów ją otworzyć, a niedługo potem Frances wróciła z parującym kubkiem herbaty. Ruchem głowy zasugerowała Floreanowi, by wyszedł za nią na balkon. Postawiła filiżankę na chybotliwym stoliku przed huśtawką i usiadła. Zrobiła mu miejsce obok siebie, biorąc książkę do ręki.
- Jak się trzymasz? – zapytała go wreszcie, bijąc się z myślami zupełnie jak wtedy na cmentarzu. Nie powinna zaczynać rozmowy w ten sposób, narzucać mu trudnych tematów, ale nie zostało jej wiele czasu w Londynie. Za niecały tydzień w Hogwarcie rozpocznie się rok szkolny, a wszystkie ich rozmowy (i tak znacznie rzadsze niż teraz) będą musiały odbywać się w formie listów. Uznała, że – jeśli tylko Florean zechce jej powiedzieć – powinni pomówić o kilku rzeczach twarzą w twarz zanim odjedzie.
Frances Montgomery
Zawód : nauczycielka Zaklęć w Hogwarcie
Wiek : 26
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Would it be all right
If we just sat and talked for a little while
If in exchange for your time
I give you this smile?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5837-frances-montgomery https://www.morsmordre.net/t6040-listy-do-frani https://www.morsmordre.net/t5906-pani-prawie-profesor https://www.morsmordre.net/f164-pokatna-7-2 https://www.morsmordre.net/t6051-frances-montgomery
Re: Balkon [odnośnik]30.09.18 1:05
Dżuma nie dała mi innego wyjścia. Wszedłem do środka i od razu zniżyłem się do jej poziomu, by móc porządnie wygłaskać ją za uchem. Zareagowała na to cichym mruczeniem, miziając moją łydkę swoim długim ogonem. Uśmiech pojawił się na mojej twarzy nieproszony; to chyba wystarczający znak, że potrzebuję w swoim życiu czworonożnego przyjaciela. - Mogę i chcę - odpowiadam, przesuwając spokojnie dłonią po miękkim futrze Dżumy. Nigdy wcześniej nie myślałem o tym jak o środku uspokajającym, a coś takiego naprawdę powinno zostać opatentowane. - Niedługo wyjeżdżasz, daleko, nie będziesz miała okazji zbyt często jeść swoich ulubionych lodów - przypominam, chociaż wątpię, żeby o tym zapomniała. Mogę sobie jedynie wyobrazić jej radość i podekscytowanie tym nowym rozdziałem w życiu - powrót do Hogwartu, kto o tym nie marzy? Ile bym dał, żeby znowu przejść się do swoich ulubionych zakamarków! Życie wydawało się wtedy o wiele prostsze, a świat milszy jego mieszkańcom. Wiele się zmieniło przez ostatnie dziesięć lat. - Zdradzę ci pewien sekret, ale musisz uważnie mnie teraz słuchać - wyciągam w jej kierunku otwartą dłoń, próbując w ten sposób zatrzymać wszelkie słowa, które mogłyby w tym momencie wyjść z jej ust. - Wiesz którędy się idzie do pokoju wspólnego Puchonów? Musisz zejść do piwnicy i... zresztą co ja się pytam, na pewno wiesz - ta informacja na pewno zmieni jej hogwarckie życie na lepsze. Naprawdę nie chciałbym czytać w najnowszym numerze Proroka Codziennego o pożarze w pokoju nauczycielki, wywołanym próbą usmażenia naleśników. Muszę zadbać o jej bezpieczeństwo dopóki mam nad tym jakąkolwiek kontrolę. - W każdym razie idąc tym długim korytarzem, miniesz duży obraz przedstawiający miskę z owocami. Gdy połaskoczesz gruszkę, pojawią się tam drzwi do kuchni - dla Puchonów ta wiedza wydaje się oczywista, lecz wiem, że mieszkańcy pozostałych domów niekoniecznie znają to tajemne podziemne przejście. Teraz czuję się lepiej, wiedząc, że Frances nie pomrze w tych grubych murach z głodu. Mój uśmiech jednak nieznacznie zrzedł, kiedy skończyłem ten dość błahy temat i usiadłem obok niej na balkonie. Huśtawka okazała się dość wąska, moje uda stykały się z jej, a na domiar złego Dżuma postanowiła wskoczyć na oparcie. Obserwuję jak Frania na moment znika w kuchni, po czym biorę do ręki leżącą na stoliku książkę. Kartkuję ją, niewiele rozumiem, to dla mnie zbyt zaawansowana magia. - Ciekawe? - Pytam, kiedy wraca, będąc niezwykle ciekawym jej opinii. Lubię poznawać jej opinie, poza tym chcę wiedzieć czym się interesuje, co ją fascynuje albo nudzi. Zaklęcia to już zbyt ogólna odpowiedź. Dziękuję skinieniem głowy za herbatę, kompletnie nie spodziewając się jej pytania. - Dobrze - odpowiadam prawdopodobnie zbyt szybko, ale jednocześnie jestem wdzięczny, że rozpoczęła ten temat. W końcu i tak przyszedłem do jej mieszkania, żeby to zrobić. Odruchowo zerkam na przechodniów. Cieszę się, że wielu z nich zatrzymuje się przy futrynie mojej lodziarni. Florence pewnie uwija się jak w ulu. Powinienem jej pomóc, ale najpierw muszę załatwić tę sprawę. - Wtedy na cmentarzu... To nie powinno tak wyglądać, powinienem był powiedzieć ci o tym wszystkim wcześniej - wciąż męczą mnie wyrzuty sumienia, że musiała być świadkiem mojego załamania. Nie lubię opowiadać o swoich problemach, wolę je przemilczeć, ale najwidoczniej nie zawsze się da. - Przepraszam - powtórzyłem po raz enty, dziwiąc się, że to słowo nie straciło jeszcze na szczerości. - Nie chcę przed tobą niczego ukrywać - to było w tym wszystkim najważniejsze, właśnie ta myśl nakazała mi ruszyć swoje cztery litery i pojawić się przed drzwiami od jej mieszkania. - Możesz się mnie pytać o wszystko - odetchnąłem, bo to jednak nie były dla mnie proste słowa, ale chcę, żeby Frances wiedziała, że jestem wobec niej szczery i uczciwy. Zresztą za parę dni nasze spotkania staną się o wiele rzadsze, tym bardziej musimy wyjaśnić sobie parę spraw.


not a perfect soldier
but a good man

Florean Fortescue
Zawód : bezrobotny
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Pijemy z czary istnienia
Z zamkniętymi oczami,
Złote skropiwszy jej brzegi
Własnymi gorzkimi łzami.
OPCM : 34 +2
UROKI : 6 +4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Balkon E89bda95c5344104e5639bbb0172ffa8
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3393-florean-fortescue https://www.morsmordre.net/t3438-laverne#59673 https://www.morsmordre.net/t3432-pan-fortescue#59587 https://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 https://www.morsmordre.net/t4591-skrytka-bankowa-nr-854 https://www.morsmordre.net/t3439-florean-fortescue#59674
Re: Balkon [odnośnik]01.10.18 20:49
Kobiecy honor Frani powinien mieć na sobie rysę od słów Floreana, doskonale wiedziała bowiem, że chociaż jest świadom, iż żaden z mieszkańców zamku Hogwart raczej sam sobie nie gotuje, to spod jego słów przebija zwątpienie co do zdolności kulinarnych panny Montgomery. Ponieważ jednak było ono w całości uzasadnione, Frania nie wstydziła się już swoich niedociągnięć w kuchennym zakresie, solidnie pokrzepiona tym, że Florean przynajmniej gotuje znacznie lepiej od niej.
- Pamiętam. – szczerze mówiąc jednak przypomniało jej się dopiero, gdy Florean zaczął ją instruować. Wspominał jej o tej drodze wielokrotnie, tak jak ona testowała go zagadkami broniącymi wstępu do wieży Krukonów. W szkole jakby się rozminęli, więc opowieści z Hogwartu naturalnie zajęły miejsce w ich rozmowach. Nie miała pojęcia, gdzie mógł znikać ze szkolnych korytarzy Florean, ona natomiast zdecydowanie za dużo siedziała w bibliotece, a ciągoty te zostały jej do dziś, nieleczone przez te wszystkie lata.
- Szalenie. Tyle że przy tym strasznie trudne. – odpowiedziała z przekąsem, zerkając na książkę. Powinna ją dokończyć, i to najlepiej jeszcze zanim rozpocznie się szkoła. Jej treść nie pokrywała się co prawda nawet z sylabusem ostatniego roku i wątpiła, by któryś z uczniów chciał ją pytać o starą magię obronną, ale była na swoje (nie)szczęście zawziętym stworzeniem. Mimo to była Floreanowi wyjątkowo wdzięczna, że akurat teraz złożył jej wizytę. Nawet na zuchwałe wyskoki i podskoki Dżumy się uśmiechnęła, choć tylko na chwilę.
- Złaź zarazo, nie widzisz, że się nie mieścisz? – zwymyślała nieco wszędobylskie zwierzę, a kotka na te słowa, jakby Frania poleciła jej coś zupełnie innego, zeskoczyła z poręczy na kolana właścicielki i tam usadowiła się, czekając najwyraźniej na pieszczot ciąg dalszy. Frances, do głębi poruszona mimo pozoru zirytowania tym przejawem ciepłych uczuć, zaczęła głaskać jej miękkie futro machinalnie.
- Nie chcę robić ci przesłuchania Florean. – powiedziała, kręcąc powoli głową. Chociaż wiele pytań pojawiło się w jej głowie już podczas nieoczekiwanej wizyty na grobie rodziców Fortescue, Frances wstydziła się je zadać nawet w dobrze znanych im, przyjaznych warunkach domu. Sądziła, że bardzo niezręcznie byłoby Floreanowi streszczać ich życie, śmierć i to, jakie więzi go z nimi łączyły, jakby Frances chciała wpisać to do protokołu. To nie mogło przebiegać jak sprawa do załatwienia. – Chciałabym, żebyś mi po prostu o nich opowiedział. To, co sam chcesz, no i kiedy zechcesz. – ona mogłaby nieopatrznie rozkopać najgłębsze doły przykrych wspomnień, nawet poruszając tematy pozornie błahe. – Nie uważam, by to, że przypadkiem natknęłam się na jedną z nich wraz z tobą dawało mi prawo do twoich prywatnych spraw. – ostatecznie mieli dosyć własnych, a wszelkie chęci Frani by lepiej poznać rodzeństwo Fortescue mogły nie mieć znaczenia. Przecież to, co mają teraz, codzienność przytłaczająca nieraz jednością, w jakiej grzęźli od trzech lat, powinno wystarczyć. Dziwne poczucie, że nie wystarczy, zaskakująco nowa i silna potrzeba, by jednak wiedzieć więcej nieco niepokoiła Franię, zwłaszcza że nie miała pojęcia, gdzie ma ona swoje źródło. A czasu na przemyślenia i ewentualne działania nimi zainspirowane było mało, coraz mniej. Chyba że Frances, jak miewa w zwyczaju, zadziała bez żadnego myślenia, nawet przez minutę i na przykład zada ni stąd ni zowąd jakieś szczególnie nietaktowne pytanie. Nie powinna ryzykować teraz, że kolejny kawałek znajomej, niezastąpionej w krajobrazie jej życia fasady znajomości z Floreanem opadnie z hukiem na bruk. Nieśmiała myśl o powrocie do tego domu, drugiego, a mimo to jakby stawał się najważniejszym, już kotwiczyła ją w morzu narastających wątpliwości związanych z tym, jaka okaże się praca w szkole. Cieszyła się na wyjazd do Hogwartu, to nie ulegało kwestii, dlatego też nie myślała o wracaniu na Pokątną w kategorii pierwszego weekendu roku szkolnego. Trzymała po prostu w myślach budującą świadomość, że gdyby – jakimś paskudnym zrządzeniem losu, w które za nic nie wierzyła – szkoła nie tylko nie okazała się spełnieniem jej marzeń, ale wręcz ucieleśnieniem koszmaru, jakiego nie była świadoma, to ma miejsce, do którego może wrócić i czuć się w nim dobrze.
Kłamałaby mówiąc, że myśląc o tym miejscu nie myślała także o pewnych przydługich (jak na standardy mody męskiej i, prawdę powiedziawszy, także Franiny gust) brązowych włosach i szklących się iskierką jakiejś niezłomnej radości oczach, być może w towarzystwie jakiejś pstrokatej koszuli. Kłamałaby, ale o to, co dokładnie czai się w jej myślach, na szczęście nikt nie pytał.
Frances Montgomery
Zawód : nauczycielka Zaklęć w Hogwarcie
Wiek : 26
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Would it be all right
If we just sat and talked for a little while
If in exchange for your time
I give you this smile?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5837-frances-montgomery https://www.morsmordre.net/t6040-listy-do-frani https://www.morsmordre.net/t5906-pani-prawie-profesor https://www.morsmordre.net/f164-pokatna-7-2 https://www.morsmordre.net/t6051-frances-montgomery
Re: Balkon [odnośnik]06.10.18 23:48
Nie tylko Dżuma nie mieściła się na tej huśtawce. Odnosiłem wrażenie, że i dla mnie nie ma na niej wystarczająco dużo miejsca, chociaż nie należę do osób wysokich czy tęgich. Boczne oparcie wpijało mi się w biodra, jednak nie zwracałem na to uwagi, będąc zbyt zaoferowanym nadchodzącą rozmową. Wiedziałem, że chcę się przed nią otworzyć - jestem niemalże przekonany, że nie zrobiłem tego przed nikim odkąd przydarzyły mi się te wszystkie nieszczęścia - ale sama chęć nie powodowała, że mniej się przed tym stresowałem. Poniekąd cieszyłem się, że siedzimy właśnie na balkonie. Uliczny gwar i rozmowy przechodniów sprawiały, że moja wizyta traciła specjalny wydźwięk. Ot, przyszedłem, żeby podzielić się czymś istotnym ze swoją przyjaciółką.
- Nie odbiorę tego w ten sposób - zapewniłem, nie sądząc, że nasza rozmowa przybierze właśnie taką postać. Byłem przekonany, że będzie chciała mi zadać jakieś pytanie, zaspokoić ciekawość. Nie przygotowałem swojej własnej opowieści, a choć zawsze byłem dobry w opowiadaniu historii, w tej nie czułem się zbyt pewnie. To na swój sposób zabawne, że lubuję się w snuciu opowieści na temat obcych ludzi, a nie potrafię niczego powiedzieć o samym sobie. Dlatego przypatruję się jej przez chwilę, oczekując na lawinę pytań, a przynajmniej to jedno, które pomoże mi zacząć. Nic takiego się jednak nie dzieje, więc wzdycham cicho (z rezygnacją?), zerkając na spieszących się gdzieś przechodniów. - No dobrze - mówię, choć chyba bardziej do siebie niż do niej, mówienie o sobie nigdy nie przychodziło mi z wielką łatwością. W zasadzie nie lubię zwracać na siebie uwagi, chociaż wiem, że to brzmi jak paradoks, wspominając mój pstrokaty styl ubierania się. Tylko kiedy staję rano przed lustrem, nie myślę o tym jak bardzo różowa koszula z żółtymi guzikami zwróci na mnie uwagę, tylko o tym, że mi się podoba. Tylko tyle. - Nie wiem od czego zacząć - zaśmiałem się pod nosem, wzruszając przy tym ramionami. Chyba najlogiczniej było zacząć od samego początku. - Dobrze... Nazywam się Florean. Florean Galahad Fortescue. Mój ojciec był historykiem i zarazem wielkim wielbicielem legend arturiańskich. W dzieciństwie opowiadał nam mnóstwo niestworzonych historii i czytał dużo książek, potrafię wymienić chronologicznie wszystkich ministrów magii odkąd skończyłem pięć lat - do tej pory doskonale pamiętam całą tę listę, chociaż to raczej dlatego, że przez lata zgłębiałem tę samą dziedzinę nauki co on. W dzieciństwie dziwiłem się jak może zapamiętać tyle szczegółów, teraz doskonale go rozumiem - to przychodzi samo wraz z kolejną przeczytaną stroną, wraz z kolejnym skończonym rozdziałem. - Za to moja mama była mugolką. Odziedziczyłem po niej kolor włosów i podobno oczy, chociaż nigdy nie mogłem zauważyć tego podobieństwa. Wysłała mnie i Florence do mugolskiej szkoły. Czasem mam wrażenie, że ten okres mojego życia tylko mi się przyśnił. Ostatnio magiczny świat tak mnie pochłonął, że nauka rozwiązywania równań wydaje mi się nierealna - znowu śmiech. Odczuwam ulgę, stres pomału ze mnie schodzi. Okazuje się, że opowiadanie o moich rodzicach nie jest aż tak bolesne - może minęło już wystarczająco dużo czasu, a wizyta na cmentarzu okazała się swego rodzaju przełomem. Przerywam na chwilę swą opowieść, zawieszając wzrok na Frances. Też chcę się czegoś o niej dowiedzieć, bo i ona w zasadzie nie opowiadała o swoim dzieciństwie czy rodzicach tak dużo jak można by pomyśleć. - Pamiętam jak kiedyś na zajęciach z literatury dostałem czkawki i z nosa wylatywały mi bańki mydlane. Chyba nie odważyłbym się wysłać swojego dziecka do mugolskiej szkoły, zbyt duże ryzyko - uśmiecham się mimowolnie, wspominając zapomniane lata wczesnego dzieciństwa. W tym momencie przypominam sobie o kubku z herbatą, która przez ten czas wystarczająco ostygła.


not a perfect soldier
but a good man

Florean Fortescue
Zawód : bezrobotny
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Pijemy z czary istnienia
Z zamkniętymi oczami,
Złote skropiwszy jej brzegi
Własnymi gorzkimi łzami.
OPCM : 34 +2
UROKI : 6 +4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Balkon E89bda95c5344104e5639bbb0172ffa8
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3393-florean-fortescue https://www.morsmordre.net/t3438-laverne#59673 https://www.morsmordre.net/t3432-pan-fortescue#59587 https://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 https://www.morsmordre.net/t4591-skrytka-bankowa-nr-854 https://www.morsmordre.net/t3439-florean-fortescue#59674
Re: Balkon [odnośnik]07.10.18 13:37
Nie musisz, chciała mu powtórzyć jeszcze tysiąc razy zanim zaczął. Oszczędzić mu wszelkiej trudności, ale czekała jednocześnie, aż przemówi. Racja, że najlepiej od początku, ale kiedy się przedstawił, aż się roześmiała. Takie podstawy już dawno zostały opanowane.
- Galahad? – Frania powtarza z uśmiechem, który jest szybszy od myśli. Z początku ją to bawi, rozczula swą niecodziennością, ale po chwili już zaczyna pasować. Rycerz uczony w piśmie, znalazca świętego Graala. Jeśli kiedykolwiek istniał pacyfista w zbroi, to sir Galahadowi było doń najbliżej. Na chwilę sięgnęła do wspomnień po zawzięcie, jakim Florean wykazał się broniąc swych pokojowych poglądów. Spojrzała na niego krótko i uśmiechnęła się znów, tym razem nieco inaczej.
Pasowało, i to jak ulał.
- Podoba mi się. Byłaby z tego ładna tradycja. – żałowała w takich chwilach, że sama nosi tak zwyczajne imię, niczym nieupamiętnione w literaturze. Niekoniecznie wolałaby zaraz nazywać się Ginewra, ale legendy arturiańskie miały w sobie niezaprzeczalny czar. Stanowiły jeden z nielicznych mostów kulturowych między światami czarodziejów i mugoli, oni wszak także badali dzieje króla Artura. Ojciec Frances też opowiadał jej historie o nim, ale więcej słuchała o wiekach późniejszych, najbliższych sercu pana Montgomery. Mogłaby uzupełnić wiedzę Floreana o ten szczegół, ale nie chciała przerywać mu opowieści, zwłaszcza że z czasem robiło się jakoś łatwiej. Florean nie był już taki nerwowy i zagubiony (a siedzieli tak blisko siebie, że wyczuwała, jak napięcie opuszcza poszczególne mięśnie), a Frani przychodziły do głowy zwyczajne pytania, pasujące naturalnie do toku rozmowy. Pierwszym było: ilu dokładnie było już ministrów magii, ale tę ciekawość uciszyła. Później go zapyta, takie rzeczy łatwo można zawrzeć w liście lub odnaleźć w książce. Próżno zaś szukać tam fragmentów spokojnego dzieciństwa – pięknych małych historii, które nic nie znaczą dla wielkiego świata.
Kolejnym nasuwającym się pytaniem było po kim Florean odziedziczył nos. Gdyby nie ta charakterystyczna, wydatna część jego twarzy, miałby bardzo delikatne rysy, Frances bez trudu i bez porównania uwierzyłaby, że jest bardziej podobny do matki. Mimo to i mimo bogatej wyobraźni, chciałaby na własne zobaczyć wszystko, o czym opowiadał.
- Masz jakieś stare zdjęcia? – zadała wreszcie pierwsze pytanie. W jej głosie zabrzmiała odrobina goryczy. Miała do siebie wielki żal o zabranie z rodzinnego domu tylko jednej fotografii. Zdjęcie rodziców stojące przy jej łóżku tak bardzo wsiąkło już do tła życia codziennego, że Frances niemal przestała je zauważać. Florean przyglądał mu się częściej od niej, a ona za każdym razem, gdy zauważyła jego nienatarczywe, ale zaciekawione spojrzenie, rzucała jakimś nieznaczącym szczegółem o nich. Nie opowiedziała mu nigdy dokładnie, co ich poróżniło, ale zdążył już zbudować sobie jakiś jednowymiarowy, płytki obraz jej rodziny. Doskonale wiedział, że jest mugolaczką i że dorastała w maleńkiej społeczności. Niektóre fakty z jego życia Frances także już znała, ale całość, w jaką układały się dzięki jego dopowiedzeniom miała znacznie więcej sensu i uroku. Poznając jego przeszłość zyskiwała szansę na lepsze zrozumienie, dlaczego teraz jest jaki jest i trafniejsze domyślanie się, jaki będzie kiedyś, chociaż nie mogłaby (i nie chciała) być pewna przyszłości. Po tym jak ciągle powtarzał, że zostanie starym kawalerem nie spodziewałaby się, że myślał o zakładaniu rodziny, ale kiedy powiedział jej o swoim niedoszłym ślubie stało się jasne, że musiał się już nad tym zastanawiać i to w całkiem realnych kategoriach.
- Gdybym miała dzieci, chciałabym, żeby chociaż przez chwilę dorastały tak jak ja. – najlepszym chyba dotąd uczuciem, jakiego doświadczyła Frances był bezbrzeżny zachwyt towarzyszący odkrywaniu magicznego świata i życzyłaby sobie, by jej dzieci mogły odczuć coś równie wspaniałego. Wiedziała, że będzie zupełnie inaczej, jej potomstwo od pierwszej chwili życia będzie otoczone magią, ale ta irracjonalna myśl nie chciała jej opuścić. – Chociaż wiem, że to ryzykowne. Moja magia ujawniła się, kiedy miałam dziewięć lat. Wybuchła wojna, wyjechaliśmy na wieś do Nottinghamshire. – dopiero teraz, gdy połączyła te dwa wydarzenia ze sobą w opowieści zrozumiała, że mogło być między nimi silne powiązanie, a emocjonalny wstrząs, jaki wtedy przeżyła prawdopodobnie coś w niej odblokował. – Pamiętam, że czasami, kiedy bardzo się czegoś bałam, światła zaczynały migać i chyba tylko cudem wszyscy uznawali, że to wina wadliwych instalacji.
Frances Montgomery
Zawód : nauczycielka Zaklęć w Hogwarcie
Wiek : 26
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Would it be all right
If we just sat and talked for a little while
If in exchange for your time
I give you this smile?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5837-frances-montgomery https://www.morsmordre.net/t6040-listy-do-frani https://www.morsmordre.net/t5906-pani-prawie-profesor https://www.morsmordre.net/f164-pokatna-7-2 https://www.morsmordre.net/t6051-frances-montgomery
Re: Balkon [odnośnik]07.10.18 23:40
- Dlaczego wszyscy tak reagują - wzdycham z rozbawieniem, delikatnie bujając huśtawką. Ten ruch wychodzi mi naturalnie; to jak trzymać szklankę z wodą i nigdy nie wziąć nawet małego łyka. Oczywiście wiem skąd pochodzą te zdziwione ludzkie reakcje - to oryginalne imię, słyszane jedynie w bajkach, nigdy na żywo. Niemniej cieszę się, że je mam, nawet jeżeli korzystam z niego tylko w formie ciekawostki. Nigdy nie zastanawiałem się zbyt długo czy to imię do mnie pasuje, w końcu to tylko imię, ale i tak bardzo je lubię. - Czemu nie? Zresztą Florence jest Ginewrą, więc już jest jakaś prawidłowość - zauważam, chociaż nie jestem przekonany czy warto ograniczać się do nadawania dzieciom imion jedynie z legend arturiańskich. Wszak istnieje tak wiele pięknych legend i historii, że aż żal z nich nie skorzystać! Chociażby sławna opowieść Prewettów o łabędziach - a to przecież tylko kropla wśród podań. Równie dobrą tradycją byłoby nadawanie dzieciom imion na literę f, która jest mi bliższa niż reszta liter. Czy to nie dziwne, że jestem przywiązany do litery? Florean, Florence, Fortescue - otacza mnie. Już otwieram usta, żeby podzielić się z Frances tą myślą, ale wtedy uświadamiam sobie, że i jej imię rozpoczyna się na tę literę. - Nieważne - wyszłoby z tego tylko krępujące nieporozumienie.
- Tak, mam parę - niestety niedużo, wiele zginęło podczas przeprowadzki, ale staram się o tym nie myśleć. Posiadamy wystarczającą ilość, przecież i tak ich nie oglądamy. Zresztą nie wiem jak Florence, ale ja doskonale pamiętam jak wyglądali nasi rodzice, mimo że nie widziałem ich od kilku lat. Wydaje mi się, że czegoś takiego po prostu nie da się zapomnieć. - Kiedyś ci je pokażę jeśli chcesz - wzruszam ramionami, w zasadzie wcześniej o tym nie pomyślałem, ale teraz, kiedy Frances wyraziła taką chęć, wydaje mi się to oczywiste. Gdybym nie widział w sypialni zdjęcia jej rodziców, sam chciałbym zaspokoić ciekawość.
- Bez magii? - Zdziwiłem się, bo wydawało mi się, że żaden czarodziej nie chce pozbawiać dziecka akurat tego. Raczej jesteśmy dumni z naszych umiejętności, a dzień okazania magii przez dziecko jest wielkim świętem. Nie sądziłem, że Frances uważa wcześniejsze lata swojego życia za tak szczęśliwe lub nawet szczęśliwsze niż te późniejsze. Wydawało mi się też, że doskonale rozumiem mugoli, bo moja matka była jedną z nich. Teraz jednak wiem, że nigdy nie będę potrafił spojrzeć na niemagiczny świat ich oczami - wiedziałem o magii od pierwszego dnia swojego życia, nie da się o tym po prostu zapomnieć. Zawsze będę gdzieś pośrodku.
Słucham jej wzmianki o wojnie i znowu uświadamiam sobie, że nigdy nie miałem z mugolami tak wiele wspólnego jak mi się wydawało. Dzień wybuchu wojny był dla nas jednocześnie dniem ucieczki do magicznego świata, spokojniejszego w tamtym okresie. Wyobrażam sobie, że musiała być wtedy świadkiem wielu okropieństw, prawdopodobnie takich, o których ja dowiedziałem się dopiero niedawno. - My mieliśmy wtedy dziesięć lat. Został nam tylko rok do Hogwartu, więc rodzice zabrali nas z mugolskiej szkoły i spędziliśmy ten czas w domu - magicznym, mniej zagrożonym, w zasadzie wspominam tamten czas jako jeden z przyjemniejszych w całym dzieciństwie. Po latach spędzonych w szkole, wizja kilkunastomiesięcznych wakacji wydawała nam się czymś wręcz nierealnym. Spędziliśmy ten czas głównie na zabawie. - Mama była pielęgniarką i chciała pomóc, ale ojciec ją przekonał - pamiętam to jak przez mgłę; dopiero jako dorosły człowiek zaczynam rozumieć jak trudna musiała to być dla niej decyzja, tak zaszyć się w tej magicznej oazie, podczas gdy reszta jej rodziny znajduje się gdzieś na zewnątrz. - Jak zareagowali twoi rodzice? - Pytam po chwili, też chcę zaspokoić swoją ciekawość, a następna okazja może szybko nie przyjść. Kiedy przestali zwalać winę na wadliwą instalację?


not a perfect soldier
but a good man

Florean Fortescue
Zawód : bezrobotny
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Pijemy z czary istnienia
Z zamkniętymi oczami,
Złote skropiwszy jej brzegi
Własnymi gorzkimi łzami.
OPCM : 34 +2
UROKI : 6 +4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Balkon E89bda95c5344104e5639bbb0172ffa8
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3393-florean-fortescue https://www.morsmordre.net/t3438-laverne#59673 https://www.morsmordre.net/t3432-pan-fortescue#59587 https://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 https://www.morsmordre.net/t4591-skrytka-bankowa-nr-854 https://www.morsmordre.net/t3439-florean-fortescue#59674
Re: Balkon [odnośnik]09.10.18 18:30
- A dziwisz się im? – parsknęła śmiechem Frania. – Owszem, ładne i szlachetne, ale to da się w ogóle jakoś zdrabniać?
Skakała myślami od mglistej przyszłości do fundamentów swojego życia, co bardzo utrudniało jej skupienie. Chciałaby w tych ostatnich chwilach, które przez dłuższy czas spędzą wspólnie, pobawić się w śmiałe plany. Zakładanie, że nic się nie zmieni, a jeśli już – to na lepsze. Gdybanie o przyszłych latach, jakby mogli być ich pewni. Tylko po co? Bajki wszak opowiada się dzieciom.
- Nie, nie bez magii. – zaprzeczyła od razu, gdy tylko te słowa padły z jego ust. Nie chodziło o to, by pozbawiać dzieci naturalnego oswajania się z magią od samego początku tylko po to, by w ramach procesu przypominającego terapię szokową odkryły wszystko naraz, bez żadnego przygotowania. Frances, po latach pełnych rozmyślań o tym, jak potoczyła się jej relacja z magicznym światem nieraz żałowała, że nikt nie uświadomił jej wcześniej. – Z mugolami. Chciałabym, żeby od początku wiedziały, że możemy żyć razem i że nasze światy są równie wartościowe. – celowo ani razu nie powiedziała „my” i „oni”. Nie umiałaby określić, mimo wszystkich podjętych przez siebie decyzji i mimo wstydliwej ciszy, na jaką skazywała swoich bliskich po tamtej stronie, do której z tych grup należy. Jakaś część jej została w tamtym życiu-cieniu. Nie żałowała go, a czasem nawet tęskniła, ale w porównaniu z tym, co miała teraz, nawet okupione ciągłym niebezpieczeństwem, rozumiała, że nigdy nie było prawdziwe. – Czy to zbyt naiwne? – zapytała, zupełnie szczerze przejęta. Wiedziała przecież, jak może skończyć się styczność mugoli z magią, kiedy tolerancji w tym równaniu chce uczyć tylko jedna strona. Doświadczyła tego na własnej skórze, i to od najbliższych.
- To były inne czasy, bardzo trudne. – zaczęła, chociaż nie powinna tak mówić. Jej słowa brzmiały jak usprawiedliwienie, a usprawiedliwienie potrzebuje winnego. - Tata długo bagatelizował wszystkie przejawy, uważał, że zmyślam. – powiedziała po wzięciu głębokiego wdechu. Przeczuwała, że zaraz zza suchych faktów wychynie długo skrywany żal, którym nie chciała obarczać Floreana, ale mimo to mówiła dalej: - niektórych sama się bałam i trochę wstydziłam im powiedzieć. To ze światłem zdarzało się bardzo rzadko. – i szczęśliwie zbiegło się z częstymi w tamtym okresie przerwami w dostawie prądu, zwłaszcza na wiejskie tereny; łatwo było uznać to za przypadek. Wojna dużo zmieniła w jej pojmowaniu świata, chociaż nie pamiętała wielu szczegółów. Najwyraźniejszym wspomnieniem z tamtego czasu była niewyjaśniona, ale łatwa do odczucia nawet dla dziecka ciągła atmosfera strachu.
- Poza tym działy się inne rzeczy, jakby… mniejsze. – dodała po chwili. – Ja chyba podświadomie rozumiałam, że to nic złego, ale kiedy mama coś zauważała… chyba myślała o tym wszystkim jak o chorobie. Nie chciała mieć z tym nic wspólnego. – nie zauważyła nawet, że nie wymawia już słowa „magia”, odruchowo zastępując je półsłówkami, gdy zaczęła mówić o rodzicach. – I nie wydaje mi się, by kiedyś próbowała zrozumieć. – głos załamał jej się w kilku miejscach, aż musiała upomnieć się w myślach, że nie ma tu nad czym płakać. Już dawno dorosła, na tyle, ile mogła uporała się ze śladami przeszłości. Chciała już myśleć o niej łaskawie, pozwolić, by światło dobrych wspomnień padało także na to, o co mogłaby chować urazę. Przecież także była coś winna rodzicom. Odchrząknęła, a zaszłe mgłą oczy odzyskały nieco swego zwykłego blasku, gdy podniosła wzrok na Floreana.
- Ale to nie jej wina. – dawno u nich nie była. Widzieli się może rok temu, tylko na krótko. Frances zdawało się, że minęła zaledwie chwila od jej ostatniej wizyty, tymczasem zastała ojca już całkiem osiwiałego, ledwo widzącego na oczy, a matkę przemęczoną i zgarbioną od lat ciężkiej pracy. Musiała zmierzyć się z bolesną prawdą o ich postępującym wieku. Nie byli już najmłodsi, gdy Frances przyszła na świat, a teraz, gdy powinni już odpoczywać pod jej troskliwą opieką – zostali sami.
- Wychowali mnie naprawdę dobrzy ludzie, Florean. – mówiła to z dumą, wysoko podnosząc głowę, ale i tak zabrzmiało to bardzo smutno.
Frances Montgomery
Zawód : nauczycielka Zaklęć w Hogwarcie
Wiek : 26
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Would it be all right
If we just sat and talked for a little while
If in exchange for your time
I give you this smile?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5837-frances-montgomery https://www.morsmordre.net/t6040-listy-do-frani https://www.morsmordre.net/t5906-pani-prawie-profesor https://www.morsmordre.net/f164-pokatna-7-2 https://www.morsmordre.net/t6051-frances-montgomery
Re: Balkon [odnośnik]12.10.18 22:55
- Oczywiście, że się da - odpowiedziałem szybko, chociaż nigdy wcześniej się nad tym nie zastanawiałem. Nikt się do mnie nie zwracał tym imieniem, szczególnie, że praktycznie nikt nie wiedział o jego istnieniu. - Gal albo... Had - zacząłem, jednak żadne porządne zdrobnienie nie przychodziło mi do głowy, więc postanowiłem nie kontynuować tego tematu. Odwróciłem wzrok w kierunku przechodniów - żaden z nich nie wyglądał na zmartwionego, chociaż parę dni temu wprowadzono stan wojenny. Czy to kwestia pogody czy ludzie już nie mają siły na smutki? Szczerze mówiąc, ja chciałem po prostu o tym zapomnieć, ale niestety nie jest to możliwe, kiedy wieczorami lodziarnia świeci pustkami.
Uśmiecham się, kiedy Frances tłumaczy mi swój plan. Brzmi pięknie, ale ma stuprocentową rację. Gdyby wszyscy czarodzieje znali niemagiczny świat, chociaż trochę, może nie byłoby wśród nas tylu nienawiści. Chcę tak myśleć, nawet jeżeli to naiwne myślenie. Zresztą sam byłem tak wychowany, w dwóch światach jednocześnie, i wydaje mi się, że nie wyszedłem na tym najgorzej. - Rozumiem - patrzę na nią, przypominając sobie naszą krótką rozmowę na temat dzieci na cmentarzu. Ten temat jest dla mnie tak abstrakcyjny, a mimo wszystko od czasu do czasu pojawia się gdzieś niedaleko mnie. Ironia losu. - Nie - odpowiadam spokojnie, przecież nie mogę się z nią nie zgodzić, nie w tej kwestii. - Prawie każda osoba półkrwi jest wychowywana w ten sposób - dodaję, bo nie chcę, żeby uważała swój pomysł za oderwany od rzeczywistości. Poza tym nie możemy każdego dobrego planu skazywać na porażkę tylko dlatego, że właśnie taki jest. Szczerze mówiąc, wolę myśleć naiwnie i mieć nadzieję.
Chłonę jej krótkie opowieści o dzieciństwie, chcę ją lepiej poznać. To w zasadzie zaskakujące, że znamy się tak długo, a nie wiemy nic o wczesnych latach swojego życia, w powszechnym rozumieniu tak wesołych i niewinnych. Od razu zauważam różnice w naszych historiach, a i tak skończyliśmy podobnie: w Zakonie, mieszkając naprzeciwko. - To musiało być dla nich trudne - wychowywani w przeświadczeniu, że magia jest wytworem ludzkiej wyobraźni, nagle muszą uświadomić sobie swój błąd. Nie potrafię sobie wyobrazić jakie to musi być przeżycie, niszczące cały twój światopogląd - może jak anomalie, przez które przestaliśmy ufać magii? Nie sądziłem jednak, że jej rodzice nie zaakceptowali krążącej w niej magii. Spojrzałem na nią zdziwiony, nie mogąc w to uwierzyć. Położyłem dłoń na jej dłoni, chcąc tym niewielkim gestem chociaż trochę ją pocieszyć. Nigdy nie byłem w stanie bezczynnie się przyglądać ludzkiej krzywdzie, a załamujący się głos Frances zdecydowanie był oznaką jednej z nich. - Mnie też - odpowiedziałem, niby się uśmiechając, ale brakowało w tym radości. Ciężko było wykrzesać z siebie tak pozytywne emocje, kiedy najbliżsi ci ludzie już nie żyli. - Odwiedzasz ich czasem? - Karcę się w myślach, zastanawiając się, czy mógłbym kiedyś ich poznać. Mógłbym nawet udawać mugola, przecież całkiem dobrze znam ich świat. Chociaż kłamstwo to może nie najlepsza opcja, tak jak ukrywanie prawdy, o czym już się przekonałem. Sięgnąłem po kubek z resztką herbaty, dopijając ją dwoma łykami. - Smaczna, chyba jeszcze takiej u ciebie nie piłem.


not a perfect soldier
but a good man

Florean Fortescue
Zawód : bezrobotny
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Pijemy z czary istnienia
Z zamkniętymi oczami,
Złote skropiwszy jej brzegi
Własnymi gorzkimi łzami.
OPCM : 34 +2
UROKI : 6 +4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Balkon E89bda95c5344104e5639bbb0172ffa8
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3393-florean-fortescue https://www.morsmordre.net/t3438-laverne#59673 https://www.morsmordre.net/t3432-pan-fortescue#59587 https://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 https://www.morsmordre.net/t4591-skrytka-bankowa-nr-854 https://www.morsmordre.net/t3439-florean-fortescue#59674
Re: Balkon [odnośnik]14.10.18 15:51
Na ustach Frani zatańczył mały uśmiech. Żadne z tych zdrobnień nie leżało by jej zapewne na języku tak wygodnie jak imię Floreana, do którego przywykła już prawie jak do własnego. Nie powinna tak łatwo się przywiązywać, wie to od dawna, a każdy dzień odkąd wprowadzono stan wyjątkowy był kolejną lekcją na ten temat.
Zaczęła się wojna. Znowu. Tym razem odnalazła Frances w innym świecie, dorosłą, w teorii bardziej gotową, ale czy na coś takiego naprawdę można się przygotować? W rosnącym strachu czekała na pierwsze uderzenie. Chociaż okoliczności zaczynały przypominać dawną przeszłość, wcale nie było jej dzięki temu łatwiej o niej mówić.
- Było dla nas wszystkich. Jakoś nam się udało pogodzić, ale teraz… tak jest lepiej. – westchnęła. Musiała tak myśleć, żeby jakoś żyć. Mogła tylko mieć nadzieję, że nie mają do niej żalu o podjętą decyzję i zagłuszać powstałe mimo wszystko poczucie winy. Spojrzała na dłoń Floreana, kiedy poczuła jej ciężar na swojej ręce. Zapragnęła nagle chwycić ją kurczowo, obiema dłońmi, jakby bez elementu kotwiczącego ją w teraźniejszości mogła utonąć bezpowrotnie nawet we własnym domu, bez kropli wody. Obejrzała jego dłoń z bliska, przyjrzała każdemu z małych zadrapań i przebarwień. Miał długie, smukłe palce; Frances pomyślała mimowolnie, że gdyby sprawy potoczyły się inaczej, na jednym z nich lśniłaby już obrączka, a zamiast siedzieć z nim na balkonie, porozumiewałaby się z Floreanem tylko za pomocą listów, w których raz do roku zapraszaliby się do siebie w odwiedziny, nawet gdyby mieszkali równie blisko, co teraz. Byłaby pewnie zagubiona bez jego stałej obecności gdzieś w pobliżu, ale on przynajmniej może byłby szczęśliwy.
Kiedyś, niedawno jeszcze, myślała, że są na szczęście inne synonimy, ale wobec czerwcowej tragedii, przy tak wielkiej stracie wzmagającej tylko jej dawne tęsknoty zrozumiała, że nie ma pełniejszych równoważników tego słowa niż dom i rodzina.
Zanim odpowiedziała Floreanowi, do gardła napłynęła jej żółć odrazy.
- Za rzadko. – przyznała, po czym na chwilę schowała twarz w dłoniach. Nie chciała, by na nią patrzył, nie w momencie, gdy okazuje się, że wcale nie jest tak dobra, jak o niej myślał. Wierzyła, że szacunek do rodziców i spokój domu rodzinnego to wartości, na którym można zbudować godność człowieka. Kiedy wracała do domu, rzeczywiście na krótko wszystko stawało się łatwe, wszystko takie jak dawniej, dopiero potem różnice nie do przejścia wychodziły na wierzch.
Może coś mogło się jeszcze zmienić? Może byliby jeszcze w stanie jakoś jej wybaczyć te różnice między ich światami, przecież się jej nie wstydzili. Nie mogłaby policzyć, ile razy wpadała bez zapowiedzi do domu, by zastać tam rodziców przed telewizorem w towarzystwie sąsiadów z naprzeciwka; dołączała do nich jak gdyby nigdy nic. Wszyscy pamiętali Frances, jak to zwykle bywa w małych miejscowościach, wypytywali ją o "wielkomiejską karierę". Frania zbywała temat mówiąc, że będzie uczyć w podmiejskiej szkole i chociaż widziała chwilową konsternację na twarzach rodziców, wszystko było dobrze.
Frances uśmiechnęła się, przeczuwając, co kryje się za jego pytaniem. Zawahała się, w ostatniej chwili pytając samą siebie, czy aby to nie tylko jej nadzieja, że właśnie o to mu chodzi.
Zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć, wyobraziła sobie, jak siada koło niej na wysłużonej wersalce w pokoiku pełnym książek ojca i zupełnie naturalnie, w towarzystwie jej rodziców oglądają jakiś głupawy teleturniej, przekrzykując się z odpowiedziami. Może nie jest to równie szlachetna tradycja, co nadawanie dzieciom historycznych imion, ale Frances miała do niej wielki sentyment.
Nie powiedziała nic, nie zapytała, czy kiedyś z nią tam pojedzie ze zbyt wielkiej obawy, że nigdy się to nie uda.
Frances Montgomery
Zawód : nauczycielka Zaklęć w Hogwarcie
Wiek : 26
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Would it be all right
If we just sat and talked for a little while
If in exchange for your time
I give you this smile?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5837-frances-montgomery https://www.morsmordre.net/t6040-listy-do-frani https://www.morsmordre.net/t5906-pani-prawie-profesor https://www.morsmordre.net/f164-pokatna-7-2 https://www.morsmordre.net/t6051-frances-montgomery
Re: Balkon [odnośnik]22.10.18 15:32
Nie chcę wchodzić nieproszony w jej życie. Zna swoich rodziców o wiele lepiej ode mnie i nie mam prawa stwierdzać czy jej decyzja jest słuszna czy nie. Dlatego kiwam głową w milczeniu, powstrzymując się przed komentarzem, chociaż wiele słów ciśnie mi się na usta. Zerkam na przechodniów, zapewne śpieszących się załatwić swoje sprawy przed zapadnięciem zmroku, a ten przecież będzie przychodził coraz szybciej. Zazdroszczę Frances balkonu, tej niewielkiej przestrzeni na zewnątrz, a jednak wciąż w środku. Obserwowanie przechodniów jest na swój sposób odprężające i pewnie mógłbym patrzeć na nich tak przez długie minuty, gdyby nie obecność mojej ulubionej rozmówczyni, na której ponownie skupiłem uwagę. I tym razem nie wytrzymałem. - Wydaję mi się, że powinnaś to zmienić. Zdaję sobie sprawę, że żyjecie w innych światach, ale... żyjecie - odpowiadam, wzruszając ramionami, tym niewielkim gestem dodając swojemu stwierdzeniu błahości. Powiedziałem o oczywistości, ale czasem niektóre rzeczy trzeba wymówić na głos, żeby nabrały realności. Osobiście wiele bym dał żeby jeszcze raz zobaczyć się ze swoimi rodzicami, szczególnie z ojcem, z którym nawet nie miałem okazji się pożegnać. Mam wrażenie, że Frances marnuje swoją szansę na posiadanie pełnej rodziny, ale może naprawdę nie miałem racji, niepotrzebnie przekładając swoje doświadczenia do jej życia. Skoro zapadła cisza, nie chcę dalej drążyć jej tematu, kontynuuję swój. - Po śmierci rodziców sprzedaliśmy rodzinny dom. Za otrzymane pieniądze kupiliśmy mieszkanie i otworzyliśmy lodziarnię - dodaję, ot, żeby zakończyć wątek, chociaż i tak moja dzisiejsza opowieść jest zaledwie streszczoną wersją. Nie wspominam o mojej pracy w ministerstwie, bo to chyba jest dość znany fakt, a nie chcę przynudzać bardziej szczegółową opowieścią o rodzicach. Na pewno wiele informacji wpadnie mi do głowy przy okazji następnych spotkań, a na chwilę obecną ubrać wszystko w słowa było naprawdę ciężko. - A jeżeli chodzi o narzeczoną - zaczynam po chwili, chcąc uporać się ze wszystkimi przykrościami swojego życia, żeby nie musieć zbyt często do nich wracać. - Nie wierzę, że zwaliłem na ciebie to wszystko - dodaję po chwili, przypominając sobie nasze spotkanie na cmentarzu. Znamy się tyle lat, a ja postanowiłem rzucić kilkoma bombami dopiero wtedy i to w tak krótkich odstępach czasu. Nie powinienem był tego robić, ale przecież już tego nie odkręcę. - Anastazja Bott, starsza siostra Bertiego. Dość szybko ze sobą zerwaliśmy, a niedługo potem wyjechała i do tej pory nie dała znaku życia - a ja przeszedłem nad tym do porządku dziennego, chociaż zdarzały się takie dni albo noce, kiedy zżerały mnie wyrzuty sumienia, mówiące mi, że nigdy nie powinienem przestać jej szukać. A jednak z każdym latem zajmowałem się tym coraz mniej i mniej, nawet jeżeli nigdy nie odmawiałem pomocy Bertiemu. Czasem nie rozumiem samego siebie, co tu dopiero mówić o rozumieniu innych osób. - To dość delikatny temat. Chyba wolałbym, żebyś nie mówiła nikomu, że wiesz - nikomu albo raczej samemu Bertiemu, który pewnie wolałby, żeby jego rodzinne sprawy pozostały w rodzinie. Z tym że Frances jest dla mnie na tyle bliska, że nie potrafię jej traktować inaczej. - Trochę przygnębiająco spędziliśmy to popołudnie - stwierdzam po chwili, chcąc przekłuć napompowany balon, który pomału zaczął mnie przygniatać. - Spakowana? - Zmieniam temat o sto osiemdziesiąt stopni, ale ciężko o niego nie zahaczyć, skoro ten dzień nadejdzie już tak niedługo.


not a perfect soldier
but a good man

Florean Fortescue
Zawód : bezrobotny
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Pijemy z czary istnienia
Z zamkniętymi oczami,
Złote skropiwszy jej brzegi
Własnymi gorzkimi łzami.
OPCM : 34 +2
UROKI : 6 +4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Balkon E89bda95c5344104e5639bbb0172ffa8
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3393-florean-fortescue https://www.morsmordre.net/t3438-laverne#59673 https://www.morsmordre.net/t3432-pan-fortescue#59587 https://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 https://www.morsmordre.net/t4591-skrytka-bankowa-nr-854 https://www.morsmordre.net/t3439-florean-fortescue#59674
Re: Balkon [odnośnik]27.10.18 21:10
Jeśli ktoś tu wszedł w czyjeś życie, to raczej ona w jego. A dokładniej mówiąc – wbiegła, cała przemoczona, rzucając bluzgami na prawo i lewo. Po czymś takim, biorąc pod uwagę, że przez następne trzy lata zaprzyjaźnili się ze sobą (by nie nazwać tego kiełkującym uzależnieniem od siebie nawzajem), już chyba z niczym nie mógłby przyjść do niej nieproszony. Choćby okazało się to jeszcze trudniejsze niż wtedy na cmentarzu, wysłuchanie opowieści Floreana było dla niej zarówno obowiązkiem jak i przywilejem.
- Och, Florean – westchnęła, nieśmiało spoglądając na jego twarz. Bała się zobaczyć w niej ślady tej samej rozpaczy, którą widziała na cmentarzu, tę samą obezwładniającą siłę smutku. – Tak mi przykro. – poczuła się winna. Jego niedopowiedzenie dało jej do zrozumienia, że nie powinna była tak mówić, postępować w taki sposób. Chciałaby go jeszcze zapytać. O radę, o to, jak wyglądał dom, w którym dorastał. O dziewczynę, w której się zakochał. Musiał być wtedy jeszcze bardzo młody, ale Frances miała wrażenie, że powaga, którą miał w spojrzeniu, kiedy go poznała, zawsze w nim była i czuła, że już wtedy wiedział, co robi, a strata narzeczonej była druzgocąca.
- Oczywiście. – zapewniła go o swojej dyskrecji kiedy tylko o nią poprosił. Nie mogłaby zresztą zdradzić nikomu takiej tajemnicy i żyć potem spokojnie ze świadomością, że zdradziła zaufanie przyjaciela, zaufanie, którym zresztą obdarzał ją nie bez wysiłku. Nie znała zresztą Bertiego na tyle dobrze, by z nim rozmawiać na tak trudne tematy, ale nawet z najbliższymi nie chciałaby ich poruszać.
Była wdzięczna za zmianę tematu, nawet jeśli była trochę nieporadna. Gdyby nie przypomniał jej o tym, co działo się poza nimi dwojgiem, o jakimś drobiazgu, którym nie zajęła się dotąd z niewiadomej przyczyny, zostaliby pewnie na jej balkonie aż się ściemni.
- Nie całkiem. – odpowiedziała dziarsko, wstając z huśtawki. Nie dopiła jeszcze swojej herbaty, ale czuła, że oboje potrzebują zająć się czymś innym. – Właściwie to dobrze się składa, że jesteś, chodź, pomożesz mi. – zapowiedziała, ciągnąc go za sobą do środka, gdzie na spakowanie czekała jeszcze sterta ciężkich woluminów.

zt x2
Frances Montgomery
Zawód : nauczycielka Zaklęć w Hogwarcie
Wiek : 26
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Would it be all right
If we just sat and talked for a little while
If in exchange for your time
I give you this smile?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5837-frances-montgomery https://www.morsmordre.net/t6040-listy-do-frani https://www.morsmordre.net/t5906-pani-prawie-profesor https://www.morsmordre.net/f164-pokatna-7-2 https://www.morsmordre.net/t6051-frances-montgomery
Balkon
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach